Jump to content

All Activity

This stream auto-updates     

  1. Yesterday
  2. Niby człowiek wiedziol a jednak się łudził...
  3. Usagowa wersja „Rzymskich wakacji” Klucha Wprowadzenie postaci Jei ta ostatnia historyjka to jest właśnie geniusz Sakai w pigułce. Króciutka, prosta, opadoszczękowa.
  4. ssman21

    Pogromcy duchów

    Na kolejne spotkanie ligowe udaliśmy się do Warszawy aby zmierzyć się z „Dumą Bielan”. Drużyna Hutnika w pierwszych 9 spotkania zanotowała po 3 zwycięstwa, remisy i porażki. My z kolei będziemy chcieli odnieść 8 ligowe zwycięstwo, które pozwoli nam na powrót na pierwsze miejsce w tabeli. W rozegranym dzień wcześniej spotkaniu pomiędzy Startem Otwock a Ursusem Warszawa zwycięstwo odniosła stołeczna drużyna. Przez pierwsze pół godziny obie ekipy badały się wzajemnie a gra toczyła się w środkowej strefie boiska. W 32 minucie Domański dośrodkował piłkę w pole karne a tam do strzału doszedł Ojikutu, który uderzeniem głową pokonał bramkarza gospodarzy. Domański w 39 ponownie dośrodkowywał z rzutu rożnego a w polu karnym przez nikogo nie pilnowany Grudniewski ze spokojem skierował piłkę do bramki Hutnika. Chcieliśmy pójść za ciosem, ale niestety nadzialiśmy się na kontratak po którym Lewicki zdobył kontaktową bramkę. W doliczonym czasie pierwszej połowy w polu karnym rywali faulowany był Moryc i sam poszkodowany zamienił rzut karny na gola. Wynik meczu w 78 minucie ustalił najlepszy na boisku Domański, który skorzystał z dokładnego podania Figla. III liga 10/30 Hutnik – Radomiak 1:4 0:1 Ojikutu 32 (as. Domański) 0:2 Grudniewski 39 (as. Domański) 1:2 Lewicki 42 1:3 Moryc kar. 45+2 1:4 Domański 78 (as. Figiel) Radomiak: Skowron – Tokaj, Ojikutu, Grudniewski, Moryc, Wlazło, Wocial (68 Figiel), Tarnowski (68 Puton), Domański, Okińczyc, Jelen (46 Arak) MoM: Maciej Domański 9.2 Widzów: 325 Tabela po 10 kolejkach
  5. Na Arosie, za 70 PLN (oczywiście mówię p zbiorówkach). I jest już 5 tomów, cztery Sagi i jeden Początek (niedługo drugi). I jakoś tutaj polecam wersje fizyczne, choć mnóstwo komiksów czytałem cyfrowych i sobie to chwalę: tu jednak jakoś papier współgra z tym całym sentymentalnym uniwersum I nie zrażaj się początkiem (o ile w ogóle uznasz go za nieco słabszy). To wolno rozpędzający się superpancernik Yamato jest. ta prosta, zarąbista kreska
  6. kolek23

    RPG

    Bez różnicy
  7. Misiek

    RPG

    Tak, mnie czwartek jak najbardziej pasuje.
  8. Feanor

    RPG

    Czwartek?
  9. Misiek

    RPG

    Czy możemy kolejną sesję ze środy przełożyć na inny dzień?
  10. Można kupić w apce Dark Horse. Z ciekawości zerknąłem, jest 8 zbiorczych (~600 stron każdy) tomów po 32,99 zł każdy. Te same tomy po polsku Egmont sprzedaje po ~70 zł i jeśli dobrze widzę wydał 4 tomy. No ale w papierowej wersji, którą wolisz i po polsku
  11. Gdzie ogarniałeś? Kusił mnie zawsze Usagi
  12. I jak wrażenia? Dla mnie to niesamowity przeskok technologiczny. FM zapierdziela aż miło. Pobawiłem się profilami, żeby sprawdzić, jaki mają wpływ na działanie procka i temperatury. Widziałem promocję na Wiedźmina na Steamie. Chyba sobie kupię i potestuję, czy na trybie Silent za mocno nie przycina procka. btw. przy klikaniu alt-z, gdy chcę zrobić "ż" odpala mi się GForce exp. Mam tam opcję, gdzie mogę zmieniać konfigurację klawiszy, ale akurat tej jednej nie mogę zmienić WTF? Dobra, udało się to przestawić.
  13. Usagi Yojimbo. Saga część 1 Odrobiłem tę straszną zaległość. Usagi zawsze miał taki soft spot u mnie, bo pamiętałem grę Usagi Yojimbo, która co prawda wieszała się po pierwszym etapie (pirat), ale urzekała mnie za każdym podejściem. Tym niemniej - to nie jest taka potężna marka, by przypominała o sobie co kilka tygodni, więc spokojnie królik siedział w odmętach słabopamięci, aż do momentu, gdy w zeszłym roku przypomniał mi o nim na FB pan Kusina. No to rozejrzałem się po rynku, kupiłem na Arosie wyżej wymieniony tomik, zacząłem czytać... i przestałem. Trochę jednak rozczarowanie. Fabuła? Prosta. Historie? Krótkie. ŻÓŁWIE NINJA?!?! Kilka dni temu jednak zacząłem znowu. I przebiłem się przez resztę przez chyba 3 dni. Usagi bowiem rozwija skrzydła w większych dawkach. Wtedy nagle zaczynasz doceniać te krótkie historie, które składają się w większą całość. Wtedy nagle zaczynasz być urzeczony Japonią która w baśniowej formie wylewa się z tych stron. Wtedy nagle zakochujesz się w kadrowaniu i kresce. Ta zwięzłość, ta powściągliwość formy, ci aktorzy drugoplanowi, to wszystko tworzy przewspaniałą całość. Kupuję wszystkie pozostałe tomy. 8,5/10
  14. Maniek_ZKS

    Peak Label

    Najpierw romans, teraz kryminał, szalejesz
  15. Last week
  16. Ralf

    Peak Label

    Do umówionego posiedzenia z Darkiem, który miał mi opowiedzieć o szczegółach majowo-czerwcowego wyjazdu, pozostawały dwa dni. Nie wiedzieć dlaczego, w ciągu ostatniego roku to właśnie w środy czułem się najbardziej zmęczony i senny, nawet jeżeli dzień spędziłem na kompletnym leniuchowaniu, nie ruszając palcem w jakiejkolwiek sprawie wymagającej trochę zaangażowania fizycznego, czy też umysłowego. Teraz nie było inaczej, więc gdy na zegarze wybiła godzina 21, oczy powoli mi się przymykały i zacząłem szykować się do snu. Pościeliłem sobie moje łoże, przygotowałem śniadanie na rano, które później wsunąłem do lodówki – wczesnym rankiem przed wyjazdem do klubu nigdy nie chciało mi się jeszcze bawić z szykowaniem jedzenia, więc wolałem to zrobić przed pójściem spać, a w zamian za to ciut dłużej pospać – a na koniec przeszedłem się po domu, tradycyjnie zimą zamykając wszystkie okna, a zostawiając otwarte tylko nieduże okienko w łazience przy otwartych drzwiach, by mieć zapewniony dopływ świeżego powietrza. Po tym wszystkim pogasiłem kolejno wszystkie światła, na koniec to ostatnie w sypialni, po czym nastawiłem budzik, upewniłem się, że w całym mieszkaniu jest ciemno, i zanurkowałem w pościel, nakrywając się wygodnie puchową kołdrą. Nie musiałem długo czekać na sen, który przyszedł do mnie, nim zdążyłem się zorientować, że odpływam. Gdybym tylko potrafił tak zawsze, a nie tylko w środy lub pod wpływem alkoholu, na pewno bym się nie pogniewał. Obudziło mnie głuche klapnięcie o bliżej nieokreślonej godzinie w środku nocy. Nieokreślonej, bo zamiast odruchowo spojrzeć na zegarek w telefonie, moją uwagę przykuło coś zupełnie innego. Jako że ocknąłem się twarzą w stronę przeszklonych mozaikowym szkłem drzwi między sypialnią a korytarzykiem, zauważyłem na tymże szkle miodową poświatę. W głębi mieszkania świeciło się światło. Uniosłem się do pozycji półsiedzącej, podpierając się na łokciu i powoli przeanalizowałem swoje działania, nim się położyłem. Najpierw pozamykałem okna, a na koniec wszystko pogasiłem – w kuchni, w salonie, zajrzałem do ciemnego przedpokoju, a na koniec zgasiłem światło w sypialni. Wobec tego powoli ściągnąłem z siebie kołdrę i po cichu wygramoliłem się z łóżka. Uchyliłem drzwi i wystawiłem głowę, badając teren w lewo, a potem w prawo. Świeciło się w kuchni i w salonie. W kuchni trudniej było się ukryć, właściwie to nie było wręcz gdzie, zatem skierowałem się wpierw tam. Szybko stwierdziłem, że jest tu pusto, okno pewnie zamknięte. Zbadałem włącznik. Był ewidentnie w pozycji włączonej, więc nie ma mowy o żadnym przebiciu. Zajrzałem nawet w tak absurdalne miejsca, jak ciemna szpara między lodówką a ścianą nieopodal okna. Upewniwszy się, że nikogo ani niczego nie przeoczyłem, pomyślałem o salonie. Tam jest więcej możliwości. Podszedłem do szuflady obok zlewu i odsunąłem ją. Wyjąłem długi nóż do chleba. Już miałem ruszyć w kierunku salonu, gdy po chwili zastanowienia wróciłem się do szuflady. Odłożyłem nóż i sięgnąłem po tłuczek do mięsa. Chwyciłem go pewnie w prawą dłoń i przyjrzałem się przedmiotowi, starannie ważąc go w ręku. To chyba również nie najlepszy pomysł. To nie są Stany Zjednoczone, tylko Polska. Tutaj napastnik ma większe prawa, niż jego ofiara. Zarówno nożem, jak i tłuczkiem do mięsa można łatwo zabić, jeśli ktoś wie jak. A ja wiedziałem. Krav maga. Na treningach przerabialiśmy różne scenariusze, a trener często powtarzał, by walce używać wszelkich przedmiotów, które mogą się sprawdzić. Z takimi rzeczami, jak ostry lub twardy sprzęt kuchenny, byliśmy za pan brat, a mi nie śpieszno było ani za kratki, ani do tłumaczenia się najpierw na dołku, a potem przed sądem. Schowałem tłuczek i zasunąłem szufladę. Spojrzałem pod stół i już wiedziałem. Podniosłem taboret. O ile nie potraktuję nim drania ciosem z góry w nieosłoniętą głowę, na pewno go nie zabiję, a zawsze lepiej, gdy między nim a mną będzie taboret, którym sparuję cios i przejdę do działania. Uzbrojony w wymyślną broń ruszyłem pewnie do salonu i zacząłem go przetrząsać. Jedna szafa, druga, przestrzeń za sofą, potem podniesienie długiego obrusu na ławie, który zwisał aż do dywanu. Nigdzie żadnego intruza, ani nawet śladów, że ktoś się tutaj kręcił teraz, czy też wcześniej, gdy spałem. Również w salonie przyjrzałem się włącznikowi, który był włączony, ale zauważyłem coś, co wprawiło mnie w konsternację. Zwykle "klapacz" był cały upalcowany, gdyż nie zaprzątałem sobie głowy jego regularnym polerowaniem, a tym razem był czyściutki, zupełnie jak nowy ze sklepu. Z szybkich oględzin wynikło, że nic z domu mi nie zginęło, śladów włamania nie znalazłem, drzwi miałem pozamykane na cztery spusty, a żadnej innej drogi nie było. Dwa kliknięte włączniki światła i oba bez jakichkolwiek śladów po palcach, bo sprawdziłem też "klapacz" w kuchni. Kto i po co miałby...? Albo może co miałoby...? Uznawszy, że nie mam nic więcej do zrobienia, postanowiłem wrócić spać. Zanim jednak to zrobiłem, zatrzasnąłem również okienko w łazience, przez które i tak nawet dziecko by się nie zmieściło, a na klamce drzwi wejściowych ustawiłem pustą butelkę po piwie, która przy choćby jej dotknięciu spadłaby i z hukiem rozbiłaby się na parkiecie obok wycieraczki, natychmiast mnie budząc. Nim zasnąłem, przypomniałem sobie, że tuż przed obudzeniem się miałem jakiś sen o Chorwacji. Nie pamiętałem z niego za wiele, prócz tego, że był jakiś dziwny i niezbyt miły.
  17. ssman21

    Pogromcy duchów

    Na początku pierwszej połowy spotkania z Legionovią Grudniewski dwukrotnie był bliski strzelenia gola. Najpierw piłka po jego uderzeniu trafiła w słupek a w kolejnej akcji w poprzeczkę. W 23 minucie w polu karnym rywali faulowany był Tarnowski a rzut karny na gola zamienił Moryc. W doliczonym czasie pierwszej połowy wychodzącego na czystą pozycję Tarnowskiego faulował Tomczyk i arbiter za to przewinienie pokazał mu czerwoną kartkę. Mimo gry w przewadze długo nie potrafiliśmy stworzyć sobie okazji do podwyższenia wyniku spotkania. Dopiero w 75 minucie Tarnowski wykorzystał podanie Tokaja i silnym uderzeniem pod poprzeczkę pokonał bramkarza gospodarzy. Pod koniec spotkania zrobiło się trochę nerwowo gdy straciliśmy bramkę po uderzeniu z dystansu. Na szczęście udało nam się dowieść prowadzenie do końcowego gwizdka i mogliśmy się cieszyć z kolejnego zwycięstwa III liga 9/10 Legionovia – Radomiak 1:2 0:1 Moryc kar. 23 0:2 Tarnowski 75 (as. Tokaj) 1:2 Smoliński 87 Radomiak: Skowron – Tokaj, Grudniewski, Ojkutu, Moryc, Wlazło, Wocial (55 Figiel), Tarnowski, Domański (55 Puton), Okińczyc, Jelen (55 Arak) MoM: Mikołaj Tokaj 7.8 Widzów 199
  18. Ponoć to w pełni konfigurowalne Mnie zrobił w bambuko kurier DHL i zamiast przynieść paczkę do domu, to zostawił w Żabce i muszę się zaraz sam bujnąć ją odebrać.
  19. Zobaczę co przyjdzie, zawsze mam jeszcze możliwość zwrotu. Ale laptop po uruchomieniu jak choinka świeci tą kolorową klawiaturą, muszę rozgryźć jak to wyłączyć
  20. I co teraz? Masz sobie ściągnąć/załatwić płytę z systemem i wpisać od nich kod? I się zastanawiać, czy któregoś dnia nie stanie u drzwi załoga G? Olałbym ich i zaoszczędzone te 300 zł, bo to kombinatorzy.
  21. No i znów mieliście rację - przyszedł dziś laptop, ale bez systemu (kupiłem z apollo.pl). Na szczęście po 5 minutach rozmowy na czacie dostałem potwierdzenie, że klucz licencyjny został przesłany. Jeśli wszystko będzie ok, to mimo tych perturbacji będę zadowolony z zakupu.
  22. Sugeruję, że to, jak działa rząd PiS w kwestii koronawirusa pokazuje, że są dzbanami, tylko nie wiem czy ignorują dane z powodu swojej ignorancji, cynizmu czy obu. Z drugiej strony nie liczcie na to, że koronawirus tak po prostu zniknie - będziemy na niego chorować rzadziej, ale nadal będzie to możliwe, nawet po wprowadzeniu szczepień. Choć w przypadku poprzedniej epidemii SARS, wirus zmutował i stał się mniej groźny i zaraźliwy dla ludzi, więc może tym razem też się nam poszczęści; z tego co czytałem w kotekście szczepionki mutacje obecnego wirusa nie są (póki co) na tyle znaczące, żeby zagrażać jej skuteczności.
  1. Load more activity
×
×
  • Create New...