Jump to content
Szymon Kąkol

Zatoka Młodych Fok

Recommended Posts

Football Manager 2018 (18.2.0)

Baza danych: duża

Ligi: wszystkie

Klub na początek: bezrobotny

 

Wrote you this
I hope you got it safe
It's been so long
I don't know what to say
I've traveled 'round
Through deserts on my horse
But jokes aside
I want to come back home
You know that night
I said I had to go
You said you'd meet me
On the sunny road…

 

 

Urocza Emiliana Torrini właśnie dobiegała do refrenu, gdy do kawiarni Te&Kaffi na Hagasmari 1 wszedł HILMAR. Gwałtownie zwalił się na krzesło naprzeciwko mnie i czekał, aż go zauważę. Udawałem, że go nie widzę. Wsłuchiwałem się w dochodzące z radia nuty Sunny Road i spokojnie studiowałem poranne wydanie Morgunblaðið.

 

Beztroska nie mogła jednak trwać wiecznie. W końcu zdecydowałem się uchylić stronicę gazety i spojrzeć na oblicze mojego szefa. Trudno jednak było nazwać to obliczem – ot, zastygły kawał ciała udekorowany dwoma niewielkimi oczkami, koślawym nosem i średnio urodziwymi ustami. Elegancji twarzy HILMARA nadawały jedynie piekielnie drogie okulary Lindberga. Ciekawe, ile owiec musiałbym ogolić, by móc pozwolić sobie na taką parę…

 

Gdy HILMAR w końcu zyskał upragnioną atencję, wziął głęboki wdech i wydusił z siebie dwa słowa „JUŻ CZAS”. Jako że ton jego głosu zakazywał sprzeciwu, dopiłem szybko latte, zapłaciłem i ruszyłem za HILMAREM do wyjścia. Po pokonaniu kilku korytarzy centrum handlowego Smáralind, znaleźliśmy się na parkingu, gdzie czekał już na nas ARNAR i zaparkowany Mercedes szefa. Sympatyczny Islandczyk skinął głową na powitanie i wskazał na otwarte drzwi pasażera.

 

Choć na horyzoncie można było dostrzec ośnieżone szczyty, na pierwszym planie dominował sporych rozmiarów wieżowiec Smáratorg, którego kontur towarzyszył nam przez całą, dość krótką drogę. Po dokładnie 10 minutach byliśmy na miejscu. Na Vallakór 12 przywitał mnie zadaszony obiekt Kórinn i kilka boisk treningowych. Jeszcze niespełna cztery miesiące wcześniej panował tu prawdziwy chaos, gdy na stadion przyjechał Justin Bieber. Teraz przed wejściem do hali stoję tu tylko ja, niedoświadczony „trener” piłkarski, mający wszystko gdzieś HILMAR i ARNAR, który najlepiej zna się na prowadzeniu Mercedesa.

  • Like 1

Share this post


Link to post

Nad zatoką Skerjafjörður głównymi atrakcjami turystycznymi są foki i brzydki kościół – w taki sposób przed kilkoma miesiącami miasto scharakteryzował HILMAR, z którym kontaktowałem się w sprawie pracy. Już po przyjeździe zdałem sobie sprawę, że miał rację. Nad miastem, na wzgórzu Borgarhóll, góruje dziwna, klocowata budowla. Zresztą, jest ona wszędzie. Na ulotkach, w telewizji, nawet na herbie miasta, gdzie została umieszczona w towarzystwie foczki.

 

Kópavogur to drugie co do wielkości miasto na Islandii, jednak nie można powiedzieć, że jest przesadnie duże. Zresztą, nawet stolica tej dziwnej wyspy wydaje się śmiesznie mała w porównaniu z ośrodkami na Kontynencie. Czego jednak można spodziewać się po kraju pełnym pustkowi, wulkanów i popieprzonych zjawisk pogodowych?

 

W tym jakże przyjemnym środowisku przyjdzie mi pracować w klubie Handknattleiksfélag Kópavogs (długie, dziwne nazwy to kolejna rzecz, do której trzeba się przyzwyczaić na Islandii – umówmy się więc na skrót HK), występującym na zapleczu islandzkiej ekstraklasy. Pensja okazała się śmiesznie niska - 32 tysiące koron islandzkich tygodniowo (jakieś 200 funtów). Czego jednak nie robi się dla pasji, prawda?

 

Klub ostatni raz powąchał ekstraklasę w roku 2008 – od tamtego czasu tuła się po pierwszej lidze, z dwuletnim przystankiem w lidze drugiej. Ostatni rok? Szczęśliwe utrzymanie na zapleczu. Poza kilkoma awansami, jedynymi sukcesami klubu były dwie wygrane w Pucharze Niższych Lig.

  • Klub: HK
  • Status klubu: zawodowy
  • Liga: Islandzka 1. Liga
  • Kontrakt: 10 miesięcy (do października 2017)
  • Cele: środek tabeli, trzecia runda Pucharu Islandii, uniknięcie deklasacji w Islandzkim Pucharze Wyższych Lig
  • Budżet transferowy: 10 000 funtów
  • Budżet płac: 6000 funtów tygodniowo

Share this post


Link to post

Sylwestra spędziłem z HILMAREM, gdyż w tym dziwnym mieście byłem całkowicie sam. Nie zdążyłem nawet jeszcze porozmawiać z zawodnikami, gdyż treningi miały rozpocząć się dopiero za tydzień. Gdy dobijała północ, a ja kończyłem trzecią lampkę Haustsól, mój żołądek zaczął wysyłać znaki ostrzegawcze. To coś, co Islandczycy nazywają winem, atakuje człowieka mocą 32% alkoholu i nie daje spokoju, póki nie przepije się go czymś normalnym. HILMAR wydał mi się amatorem tego trunku, gdyż zawartość jego kieliszka była opróżniana z prędkością sprintu Eiðura GUÐJOHNSENA z jego najlepszych czasów w angielskiej Chelsea.

 

Porost islandzki, arcydzięgiel, jałowiec i szczypta przypraw. Czy ta mieszanka nie jest dla ciebie zbyt skomplikowana, mój polski przyjacielu? Rzekł mocno już podchmielony HILMAR, zawieszając mi się na ramieniu. Niechętnie wytrzymałem kilka chwil w uścisku szefa i delikatnie wyślizgnąłem się na zewnątrz, by przyjrzeć się pokazowi sztucznych ogni. Kilka chwil później dołączył do mnie prezes i rzekł – w maju, gdy w Kópavogur zniknie śnieg, czeka cię ligowa zabawa, przyjacielu. Ufam, że nie przyniesiesz hańby swojemu krajowi.

 

Słowa szefa zabrzmiały aż nadto pompatycznie, jednak nie podzieliłem się z nim swoimi wrażeniami. Miał rację, 5 miesięcy dzieliło nas od rozpoczęcia ligowego boju. Wyznaczony mi cel, jakim jest zajęcie miejsca w środku tabeli, wydawał się ambitny, zważywszy na to, że sezon wcześniej klub ledwo utrzymał się 1. lidze. Niemniej, do odważnych świat należy, prawda?

 

Zanim jednak 4-miesięczne (tak, wszystko skończy się już we wrześniu) rozgrywki ligowe ruszyły pełną parą, czekał nas jeszcze występ w Pucharze Wyższych Lig, którego rozpoczęcie przewidziano na połowę lutego. Miałem więc wystarczająco dużo czasu na skompletowanie sztabu i składu. Już w nowy rok, wraz z asystentem Péturem PÉTURSSONEM, ruszyłem na poszukiwania swoich współpracowników. Ogłoszenia z HK rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Poszukiwaliśmy każdego, kto ma pojęcie o szkoleniu i wyszukiwaniu piłkarzy. Sztab w klubie praktycznie nie istniał, dlatego w kolejnych miesiącach zatrudniliśmy dyrektora sportowego, scoutów, koordynatora pionu juniorów, fizjoterapeutów, trenera bramkarzy, siłowego i od treningu ogólnego. Angaż otrzymało również parę osób, które miały zajmować się zespołami U-20 i U-18.

 

W tym samym czasie zajęliśmy się również uzupełnianiem kadry. Możliwości finansowe klubu były raczej skromne. 10 tysięcy funtów na transfery i 6 tysięcy budżetu płacowego musiało mi jednak wystarczyć, by wzmocnić skład na kilku pozycjach. Do 12 lutego, naszego pierwszego meczu w Pucharze Wyższych Lig, na stadionie Kórinn pojawiło się 5 nowych zawodników. Z klubu wyjechały natomiast trzy pokraki, których postawa na treningach była daleka od satysfakcjonującej. Ostatecznie, do dziwnych rozgrywek przedligowych przystąpiliśmy w następującym składzie osobowym.

 

BRAMKARZE:

Uros POLJANEC (BR) – słoweński bramkarz przyszedł do nas z wolnego transferu. Na starcie otrzymał bluzę z numerem 1.

Arnar Freyr ÓLAFSSON (BR) – młody, zdolny.

 

OBROŃCY:

Hernan GRANDO (OŚ) – kolejny nabytek z wolnego transferu, tym razem Argentyńczyk. Widzę w nim podstawowego obrońcę. Jak jednak będzie, czas pokaże.

Birkir Valur JÓNSSON (OŚ) – Islandczyk stworzy parę stoperów z GRANDO.

Reynir Már SVEINSSON (OŚ) raczej wyłącznie uzupełnienie składu.

Ingiberg Ólafur JÓNSSON (OP, OŚ) – nasz, mam nadzieję, podstawowy prawy obrońca.

Aco PANDUREVIC (OL) – mój pierwszy nabytek przyszedł do nas z 3-ligowego zespołu AEgir. Serb, wraz z GRANDO, ma stanowić o sile defensywy.

Leifur Andri LEIFSSON (OLŚ) – może grać zarówno na lewej stronie defensywy, jak i na środku. Liczę więc na niego w przypadku rotacji składem.

 

POMOCNICY:

Viktor Helgi BENEDIKTSSON (DP, PŚ/OPŚ) – defensywny pomocnik wypożyczony przez mojego poprzednika z ekipy mistrza kraju Fimleikafélag Hafnarfjarðar (FH).

Ásgeir MARTEINSSON (O/P/OPŚ) niezwykle wszechstronny zawodnik, którego widzę na środku pomocy.

Viktor Mani RÓBERTSSON (PŚ) – zdolny środkowy pomocnik, który najpewniej będzie korzystał z rotacji.

Jóhann B. GUÐMUNDSSON (PP/PL/PŚ/OPŚ) – wszechstronny zawodnik, który może zagrać z lewej strony pomocy, prawej, a także na środku. Przeszedł do nas z Keflavík íþrótta- og ungmennafélag, zespołu naszego rywala.

Arni ARNARSON (PŚ/OPŚ) – wyłącznie uzupełnienie składu na środku pomocy.

Ingimar Elí HLYNSSON (PP/PŚ/OPP) – prawy pomocnik, któremu na razie brak konkurenta.

 

NAPASTNICY:

GUSTAVO REYNOSO (NŚ) – argentyński napastnik przyszedł do nas z wolnego transferu, choć swoje pierwsze kroki stawiał w San Lorenzo. Na niespełna 22-latku oprze się gra w ofensywna HK.

Brynjar JÓNASSON (OPL, NŚ) – może grać w ataku, jednak w moim składzie znalazło się dla niego miejsce na lewym skrzydle

Attli Fannar JÓNSSON (OPŚ, NŚ) sparingi pokazały, że będzie trzecim napastnikiem w hierarchii.

Axel SIGURÐARSON (PL, OPL, NŚ) uzupełnienie składu w ataku.

 

Taktyka ukształtowała się bardzo szybko. Ustawienie 1-4-3-2-1 z lewym wysuniętym skrzydłowym i ofensywnym środkowym pomocnikiem miało nam zapewnić przede wszystkim dużo ruchu z przodu. W sparingach wszystko ładnie się układało, jednak trzeba przyznać, że rywali mieliśmy raczej przeciętnych.

 

HmQo5sn.jpg

Share this post


Link to post

Piłka nożna na Islandii może wydać się śmieszna. Rozgrywki trwają zaledwie cztery miesiące. Przez ten czas na dwóch najwyższych szczeblach odbywają się po 22 kolejki. Tyle wystarczy, by wyłonić mistrza, uczestników eliminacji do europejskich pucharów, spadkowiczów i kluby awansujące. Powód jest prosty – warunki atmosferyczne.

 

Jednak islandzkiemu związkowi Knattspyrnusamband Íslands wcale nie przeszkadza to rozegrać przed sezonem innych rozgrywek. Puchar Wyższych Lig (lub, jak to woli, Puchar Ligi) rozpoczyna się w połowie lutego i trwa do końcówki kwietnia. Mecze, w większości, rozgrywane są na zadaszonych halach/boiskach, jednak niektóre i tak są przekładane, a z terminarza robi się niezły burdel. Zła pogoda może bowiem sparaliżować ruch lądowy i lotniczy. Drogi są zamykane, a samoloty uziemiane. O grze w piłkę nie ma mowy.

 

W rozgrywkach biorą udział zespoły z Ekstraklasy i islandzkiej 1. ligi. Zostają one podzielone na 3 grupy, każda po 8 zespołów. Drużyny grają ze sobą po jeden mecz. Do ćwierćfinału awansują zwycięzcy grup, zespoły z drugich miejsc, a także dwie najlepsze ekipy z miejsc trzecich.

 

Nasze szanse oceniałem bardzo nisko, dlatego mecze w Pucharze potraktowałem jak nieco intensywniejsze sparingi, które jednak mogą dać sporo odpowiedzi. W naszej grupie znalazły się bowiem zespoły z Ekstraklasy, a także kilka drużyn, z którymi zmierzymy się w lidze. Plan był prosty – wypróbować jak najwięcej zawodników i postarać się dopracować taktykę.

 

Gwiazdą w naszej ekipie bez wątpienia okazał się Gustavo REYNOSO, który w fazie grupowej strzelił aż 8 bramek. To na nim w dużej mierze opierała się nasza gra w ofensywie. Dobrze funkcjonowały też skrzydła, zwłaszcza lewa strona, po której szalał JÓNASSON.

 

Po pierwszym meczu, w którym gładko ograliśmy występujący w Ekstraklasie Grindavíkur (2:0), w chłopakach można było dostrzec nadzieję na ugranie czegoś w Pucharze. W kolejnych spotkaniach zostaliśmy jednak brutalnie sprowadzeni na ziemię. Porażkę 0:1 z ekipą Víkingur można było przyjąć z pokorą. W końcu zespół z elity. Zmartwił mnie jednak przegrany mecz z Keflavikiem (1:2), z którym mieliśmy spotkać się w rozgrywkach 1. ligi.

 

Kolejne dwa mecze to dwa remisy po 1:1 z kolejnymi ekipami z naszego poziomu – Haukarem i Prótturem. Iskierka nadziei na udany sezon zapaliła się po dwóch ostatnich meczach w grupie, w których szalał REYNOSO. Wygraliśmy kolejno 4:0 z pierwszoligowym Pórem i 2:0 z występującą w Ekstraklasie Gróttą. Wszystkie gole zdobył Argentyńczyk. Ostatecznie w grupie udało się zająć 4. miejsce z dorobkiem 11 punktów. Awans wywalczyły ekipy Prótturu, Grindaviku i Vikinguru. Wszystkie ekipy z naszej grupy odpadły jednak w ćwierćfinałach. Całe rozgrywki wygrała drużyna Knattspyrnufélag Akureyrar z Ekstraklasy.

 

Puchar Wyższych Lig, pomimo dziwnej formuły, będziemy więc wspominać pozytywnie. Także ze względu na indywidualne wyróżnienie REYNOSO, który został królem strzelców. Przed startem ligi rozegraliśmy jeszcze dwa sparingi z drużyną młodzieżową. Ostatecznie przed ligą zagraliśmy aż 16 spotkań. W 11 z nich zwyciężaliśmy, 3 zakończyły się remisami, a tylko 2 porażkami. Bilans bramek 39-8. W przyszłość mogliśmy więc spoglądać z uśmiechem, choć trzeba pamiętać, że wiele z tych meczów rozgrywaliśmy z rywalami znacznie słabszymi.

 

W międzyczasie przeprowadziliśmy jeszcze 3 transfery. Do klubu z wolnego transferu przyszedł Kjartan D. BALDURSSON (OP), Tómas GUÐMUNDSSON (OP/OŚ), który został wypożyczony z Vikingur, a także Aleksi KYLMÄLÄ (OŚ, DP, PŚ), prosto z fińskiego Jalkapalloseura Hercules. Wiele życzyłem sobie zwłaszcza po tym ostatnim. Fin miał nam bowiem zapewnić większą konkurencję w środku pola.

Share this post


Link to post

Pokładam w tej karierze duże nadzieję, życzę powodzenia i wytrwałości. 

Share this post


Link to post

Podziękował

 

-------

 

 

Gdy wysiadałem na przystanku Kópavogsbraut, kwietniowe, islandzkie słońce nieśmiało wychodziło zza chmur. O tej porze roku luteranie, katolicy, a nawet wielbiciele nordyckich bogów ze stowarzyszenia Ásatrúarfélagið, modlili się, aby zima poszła w cholerę. Matka natura przeważnie miała gdzieś ich życzenia i nawet w maju była w stanie zesłać na swe islandzkie dzieci śnieg.

 

Tego dnia było jednak słonecznie. Po wyjściu z autobusu od razu dojrzałem zatokę. Skierowałem się w stronę ścieżki Kársnesstígur, prowadzącej wzdłuż wody. Wybrane przez HILMARA miejsce spotkania, jak na niego, wydało się klimatyczne, wręcz poetyckie. Czy mój szef chce mi wyznać miłość? A może pragnie mnie zwolnić, nim jeszcze zacząłem się dobrze bawić?

 

Z mętlikiem w głowie kroczyłem między niewielkimi budynkami mieszkalnymi, aż w końcu go dojrzałem. Wielki Islandczyk czekał na mnie na ławce, trzymając w jednej ręce kubek Starbucksa, a w drugiej nowe wydanie Morgunblaðið. O dziwo, czytał dodatek sportowy. Gdy mnie zobaczył, skinieniem głowy wskazał na miejsce obok siebie.

 

To nasze ostatnie spotkanie, polak. – rzekł, jak zwykle, krótko i stanowczo.

Brak awansu w tym głupim pucharze tak zabolał, szefie? – spróbowałem zabrzmieć lekko, lekceważąco, jednak mój plan nie powiódł się, gdyż w połowie zdania załamał mi się głos. Co tu kryć, byłem zawiedziony.

Mam gdzieś jakiś głupi puchar. Odchodzę, przegrałem wybory. Będziesz miał nowego szefa. A teraz idź już i zostaw mnie w spokoju.

 

Na drugi dzień w klubie z uśmiechem na twarzy powitał mnie Magnús JÓNSSON. Zdawał się zupełnym przeciwieństwem HILMARA. Wiecznie uśmiechnięty, pozytywnie nastawiony do życia Islandczyk, który wyglądał, jakby ostatnie lata spędził w słonecznej Kalifornii, a nie na tej dziwnej, depresyjnej wyspie. W swoim gabinecie otworzył przede mną przedostatnią stronę Morgunblaðið, na której opisane zostały przewidywania odnośnie zbliżających się rozgrywek 1. ligi. Typowani byliśmy na piątym miejscu i właśnie to miał być nasz cel.

 

Zanim jednak ruszył ligowy cyrk, czekał nas jeszcze mecz w Pucharze Islandii. Naszym rywalem okazał się trzecioligowy Berserkir. Zadanie wydawało się łatwe, jednak pierwsza połówka pokazała, że może być gorzej, niż nam się wydawało. Mecz okazał się bardzo wyrównany i brutalny. W pierwszej połowie żadna ze stron nie cofała się przed użyciem siły, a nam zabrakło pomysłu na grę. W drugiej części było już znacznie lepiej. W 57. minucie bramkę z rzutu rożnego strzelił GRANDO. Z prowadzenia cieszyliśmy się jednak krótko, gdyż 3 minuty później rywal wyrównał po szybkiej akcji skrzydłem.

 

Walka trwała nadal i w końcu sędzia nie wytrzymał. W 64. minucie rywal otrzymał czerwoną kartkę i mogliśmy kontrolować grę. 8 minut później prowadzenie dał nam JÓNSSON, jednak znowu nie byliśmy w stanie utrzymać prowadzenia i po 90. minutach było 2:2. W dogrywce sprzyjało nam szczęście – w 115. minucie błąd obrony wykorzystał JÓNASSON i ponownie objęliśmy prowadzenie. Tym razem wynik się nie zmienił. W obecności ponad 1300 widzów awansowaliśmy do 3. rundy Pucharu Islandii.

 

07.05.2017. Stadion Kórinn: 1323 kibiców

Puchar Islandii 2. Runda. HK – Berserkir 3:2

 

57’ Grando 1:0

60’ Guðnason 1:1

72’ Jónsson 2:1

80’ Briem 2:2

115’ Jónasson 3:2

 

W przypadku Pucharu, cel postawiony przez zarząd został już zrealizowany, dlatego mogliśmy spokojnie skupić się na lidze. W pierwszej kolejce zmierzyliśmy się na wyjeździe z ekipą Fram, która, zgodnie z przedsezonowymi przewidywaniami, w tabeli miała uplasować się tuż nad nami. Był to więc ważny sprawdzian naszych umiejętności. Sprawdzian zdany, choć nie bez komplikacji. Już w 2. minucie POLJANEC musiał wyjmować piłkę z siatki, gdyż rywal wykorzystał karnego. Od tamtej pory zaczęliśmy jednak całkowicie dominować na boisku. Strzeliliśmy 3 bramki – dwie REYNOSO i jedną, z karnego, GUÐMUNDSSON. Po przerwie uspokoiliśmy grę i wolno wymienialiśmy piłkę w środku pola. Rywale zdołali odpowiedzieć tylko jedną bramką i pierwsze ligowe zwycięstwo stało się faktem.

 

14.05.2017. Stadion Framvöllur – Úlfarsdal: 500 kibiców

1. liga [1/22]. Fram – HK 2:3

 

2’ Gavric 1:0 (k.)

26’ Reynoso 1:1

35’ Reynoso 1:2

41’ Guðmundsson 1:3 (k.)

73’ Bubalo 2:3

Share this post


Link to post

Maniek_ZKS screen ze statsów Reynoso przed przyjściem do nas

---

 

Choć sezon zaczął się dla nas pozytywnie, skład potrzebował wzmocnień. A dokładnie jednego, na prawej pomocy. HLYNSSON nie spisywał się tak, jakbym tego oczekiwał, a brak konkurencji dodatkowo utrudniał nam życie. Po wielu miesiącach starań udało się jednak znaleźć kogoś, kto ma szansę stać się jedną z głównych postaci w drużynie HK. Ze szwedzkiego AIK, na zasadzie wypożyczenia, przyszedł do nas zaledwie 19-letni Kevin JAKOBSSON. Jak można było dojrzeć na nagraniach w serwisach internetowych, jest szybki i dobry technicznie. Potrafi dryblować, a nawet celnie dośrodkować raz czy dwa. Ryzyko małe, a potencjał całkiem spory.

 

Dzień po zakontraktowaniu Szweda czekał nas kolejny mecz w lidze. Na stadion Kórinn przyjechał zespół Pór, z którym mierzyliśmy się w Pucharze Wyższych Lig. Ograliśmy ich wtedy gładko 4:0, dlatego miałem nadzieję na powtórkę z rozrywki. Nic takiego jednak się nie stało. Mecz był nudny, a nasza gra opierała się głównie na długich zagranicach do osamotnionego REYNOSO, który jednak nic nie zdziałał w starciach z obrońcami rywala.

 

19.05.2017. Stadion Kórinn: 790 kibiców

1. liga [2/22]. HK – Pór 0:0

 

 

JAKOBSSON mógł pokazać się już w kolejnym meczu, tym razem pucharowym. Naszym rywalem okazał się trzecioligowy AEgir, z którym wygraliśmy w sparingach przedsezonowych. Mecz ten uświadomił mi, że pozytywne wrażenie z pierwszych meczów było mocno zakłamane. Nie byliśmy w stanie zrobić nic, by zagrozić bramce słabego zespoliku z małego Þorlákshöfn, skąd mieszkańcy zazwyczaj uciekają w wolnych dniach promem do Rotterdamu. Nasza słaba postawa została ukarana w 62. minucie, kiedy to płaskim strzałem zza pola karnego bezradnego POLJANCA pokonał środkowy pomocnik rywala. Porażka nie zmartwiła mnie jednak zbytnio. Szanse na pokazanie czegoś w Pucharze i tak były niskie. Mogliśmy przynajmniej skupić się na rywalizacji ligowej.

 

24.05.2017. Stadion Þorlákshafnarvöllur: 570 kibiców

Puchar Islandii 2. Runda. AEgir - HK 1:0

 

62’ Baldursson 1:0

 

 

Przed kolejnym meczem głównie odpoczywaliśmy, gdyż czekał nas długi wyjazd, na sam wschód kraju, do miasteczka Fáskrúðsfjörður, gdzie mieliśmy zmierzyć się z ekipą Leiknir F., jednego z dwóch kandydatów do spadku. Powietrze znad fiordu dobrze podziałało na moich zawodników, gdyż na początku spotkania grali z werwą i sporym zaangażowaniem. Już w 10. minucie przyzwoitą, zespołową akcję na gola zamienił MARTEINSSON. Skromne prowadzenie uspokoiło jednak naszą grę i przez resztę spotkania nie chciało nam się atakować. Na szczęście to samo można było powiedzieć o rywalach. Na moment gorąco zrobiło się w 82. minucie, gdy czerwoną kartę po uderzeniu rywala otrzymał PANDUREVIC. Nawet po tym zdarzeniu gra się jednak nie zmieniła, dlatego udało nam się dowieźć skromne prowadzenie do samego końca.

 

27.05.2017. Stadion Fáskrúðsfjarðarvöllur: 59 kibiców

1. liga [3/22]. Leiknir F. - HK 0:1

 

10’ Marteinsson 1:0

 

 

Maj kończyliśmy potyczką u siebie, tym razem z Leiknir R. – klubem ze stolicy kraju, Reykjavíku. Wróciliśmy do formy sprzed wygranej. Byliśmy apatyczni i nie mieliśmy pojęcia, jak zagrać, by choć na chwilę zagrozić bramce rywala. Na prawej stronie kompletnie pogubiony był HLYNSSON, który chyba ostatecznie pożegna się z pierwszym składem. Również środek pola zawiódł – ani GUÐMUNDSSON ani BENEDIKTSSON nie potrafili postawić się rywalom i ostatecznie przegraliśmy bez walki po dwóch golach w drugiej połowie.

 

27.05.2017. Stadion Kórinn: 763 kibiców

1. liga [4/22]. HK – Leiknir R. 0:2

 

57’ Sigurðsson 0:1

77’ Sigurðsson 0:2

 

Maj upłynął pod znakiem sinusoidy. Na 6 rozegranych meczów wygraliśmy 3, z czego dwa w lidze, przegraliśmy dwukrotnie, a raz udało się zremisować. W maju skończyła się również nasza przygoda w Pucharze Islandii, a w lidze zajmowaliśmy 5. miejsce z dorobkiem 7 punktów.

Share this post


Link to post

Korzystając z islandzkich białych nocy, starałem się dopracować naszą taktykę, by znaleźć w grze zespołu nieco stabilizacji. Bardzo jej potrzebowaliśmy, zwłaszcza że w czerwcu czekało na nas pięć spotkań ligowych. W lipcu, już przed dziewiątą kolejką, nasz sezon mógł okazać się stracony. Tak samo jak moja pozycja w klubie. Miałem więc nadzieję, że REYNOSO, wraz z kolegami, uratuje mnie przed szybkim powrotem z emigracji.

 

Zaczęło się nieźle. Drugiego czerwca pojechaliśmy na Seltjarnarnes, gdzie zmierzyliśmy się z zespołem Grótta, naszym niedawnym rywalem w Pucharze Ligi. Wtedy udało się wygrać 2:0, dlatego mieliśmy podstawy do optymizmu. Mecz okazał się prawdziwym widowiskiem, choć wiele wskazywało na to, że będzie jednostronny. W 34. minucie prowadziliśmy już bowiem 2:0, po dwóch bramkach REYNOSO, który popisywał się doskonałą szybkością. Mijał rywali jak tyczki, dlatego mogłem być spokojny o wynik. Na początku drugiej połowy było jeszcze lepiej, gdy do bramki trafił MARTEINSSON.

 

I choć kontrolowaliśmy grę przez większość czasu, naszym rywalom udało się złapać kontakt po dwóch błędach defensywy w 80. i 86. minucie. Sama końcówka to mnóstwo nerwów i okazji dla rywali. POLJANEC robił co mógł i tylko dzięki niemu dowieźliśmy zwycięstwo do końca. Dało nam ono czwarte miejsce w tabeli.

 

02.06.2017. Stadion Gróttuvöllur: 375 kibiców

1. liga [5/22]. Grótta – HK 2:3

 

17’ Reynoso 0:1

34’ Reynoso 0:2

55’ Marteinsson 0:3

80’ Hannesson 1:3

86’ Guðjónsson 2:3

 

Cztery dni później graliśmy u siebie z Keflavikiem. Bardzo chciałem podtrzymać dobrą passę, dlatego te kilka treningów między meczami posłużyły nam do poprawy gry w defensywie. Efekty się pojawiły, choć jeszcze nie takie, jakbym chciał. W przodzie znów szalał REYNOSO, który wyprowadził nas na prowadzenie w 18. minucie spotkania. Niestety, błędy w tyłach nadal nam się zdarzały. Jeden z nich przyniósł nam stratę gola jeszcze w pierwszej połowie. W przeciągu drugich 45 minut mecz się uspokoił i sytuacji było jak na lekarstwo. Ostatecznie wyszarpaliśmy 1 punkt.

 

06.06.2017. Stadion Kórinn: 785 kibiców

1. liga [6/22]. HK - Keflavik 1:1

 

18’ Reynoso 1:0

37’ Grizelj 1:1

Share this post


Link to post

Poszukiwania stabilizacji trwały, choć wiele wskazywało na to, że idzie ku dobremu. 11 punktów po 6 kolejkach traktowałem jako dobry zaczątek do budowania czegoś naprawdę fajnego. Przebojem, niczym Sigur Rós, chcieliśmy wkroczyć w drugą ćwiartkę zmagań ligowych i postrzelać nieco bramek. Cała nadzieja w Gustavo. Choć Argentyńczyk nadal nie rozumiał islandzkich prawideł pogody, miałem nadzieję, że nie postanowi spuścić z tonu i da nam jeszcze trochę bramek.

 

Okazja ku temu miała nadarzyć się już w kolejnej kolejce, gdyż na stadion Kórinn przyjeżdżało raczej przeciętne Selfoss, które do tamtej pory częściej remisowało niż wygrywało. Scenariusz na samym początku meczu prezentował się bardzo podobnie do wielu poprzednich spotkań. Staraliśmy się atakować i nadać ton rywalizacji. REYNOSO po raz kolejny nie zawiódł i już w 21. minucie dał nam prowadzenie. Rywale co prawda odpowiedzieli 8 minut później, ale o wynik byłem spokojny. Graliśmy bardzo dobrze. Jedyną bronią defensorów Selfoss były faule, co doprowadziło do podyktowania dla nas dwóch jedenastek. W tabeli utrzymywaliśmy czwartą pozycję i z nadzieją na coś więcej patrzyliśmy w przyszłość.

 

10.06.2017. Stadion Kórinn: 738 kibiców

1. liga [7/22]. HK – Selfoss 3:1

 

21’ Reynoso 1:0

29’ Vingisson 1:1

31’ Guðmundsson 2:1 (k.)

80’ Jónasson 3:1 (k.)

 

Po zwycięstwie z Selfossem w klubie zaczęli patrzeć na mnie nieco inaczej. Przestałem być śmiesznym gościem z Polski i stałem się, nie boję się tego słowa, TRENEREM. W wyobraźni kreowałem obraz siebie jako wizjonera, człowieka z ciekawą myślą taktyczną i dobrego stratega. Trener przez wielkie T mógł potwierdzić swoją wielkość w kolejnych dwóch meczach, gdyż czekały nas dwa trudne wyjazdy.

 

Pierwszy zabrał nas niedaleko, bo do stolicy Reykjaviku. Mierzyliśmy się z Prótturem R., z którym zremisowaliśmy w pucharze ligi. Jechaliśmy tam z uśmiechem na ustach, jak zadowolone owieczki na rzeź. Mecz w istocie okazał się rzezią. Rozstrzelano nas już w pierwszej połowie, nie dając szans na ucieczkę. W 3. minucie padł pierwszy strzał, gdy HAUKSSON wykorzystał fakt, że nasza obrona była jeszcze w szatni. Drugą kulkę dostaliśmy w 40. minucie, a trzecią w 44.

 

W szatni nie było czego zbierać. Biedne owieczki wybiegły na murawę wystraszone i już w 58. minucie otrzymały kolejny cios. Od tamtej pory naszym celem stało się uspokojenie gry oraz uniknięcie pogromu. Trzeźwy na umyśle okazał się tylko GÐMUNDSSON, który po indywidualnym rajdzie szybko zdobył dla nas pierwszą bramkę. Akcja ta tchnęła w owieczki nieco entuzjazmu, dzięki czemu były nawet w stanie przeprowadzić kilka przyzwoitych akcji. Jedna z nich przyniosła nam drugie trafienie, jednak wynik na koniec popsuli nam rywale, wykorzystując kolejny błąd defensywy. Wynik 2:5 brutalnie obudził nas ze snu.

 

18.06.2017. Stadion Gervigras Laugardal: 302 kibiców

1. liga [8/22]. Próttur R. - HK 5:2

 

3’ Hauksson 1:0

40’ Guðjónsson 2:0

44’ Júliússon 3:0

58’ Hrannar 4:0

60’ Guðmundsson 4:1

79’ Reynoso 4:2

84’ Kristjánsson 5:2

 

Czerwiec kończyliśmy kolejnym meczem w stolicy, tym razem się z zespołem ÍR. Nasza gra bardzo przypominała to, co zaprezentowaliśmy w spotkaniu z Prótturem. Byliśmy dziwnie wystraszeni i nie potrafiliśmy wykreować dosłownie nic. Rywale nie byli dużo lepsi, ale ich gra i tak wystarczyła, by pod koniec pierwszej połowy strzelić nam bramkę, a w 77. minucie dołożyć kolejną. Nasza postawa się nie zmieniła, jedynym przebłyskiem była w miarę składna akcja pod sam koniec meczu, po której swojego kolejnego gola strzelił REYNOSO. W lidze miał już 8 bramek i tylko dzięki niemu mogliśmy liczyć na coś więcej niż walka o utrzymanie. Po drugiej porażce z rzędu spadliśmy na 5. miejsce. Do Kópavogur wracałem już bez żadnych szczególnych wizji.

 

23.06.2017. Stadion ÍR-völlur: 409 kibiców

1. liga [9/22]. ÍR - HK 2:1

 

45’ Barðal 1:0

77’ Erlendsson 2:0

90+2’ Reynoso 2:1

Share this post


Link to post

Czerwiec kończyliśmy słabo i wiele wskazywało na to, że również lipiec może być dla nas ciężki. Wieczne modły do REYNOSO nie mogły gwarantować powodzenia na dłuższą metę, zwłaszcza że młody Argentyńczyk zwyczajnie nie miał z kim grać. Brakowało organizacji gry i pomyślunku w konstrukcji. Jako że do okienka transferowego było jeszcze daleko, a na rynku wolnych zawodników była posucha, starałem się ciosać to, czym dysponowałem.

 

Celem stało się uspokojenie gry w środku pola i ogarnięcie naszych defensorów, tak aby nie popełniali niepotrzebnych, głupich błędów. Żywiłem nadzieję na częstsze punkty i można powiedzieć, że moje modły zostały wysłuchane. Nie był to jednak pokaz żelaznej gry w defensywie z naszej strony.

Choć pierwszy mecz ligowy pokazał, że potrafimy zagrać na 0 z tyłu, reszta spotkań w tym miesiącu była powrotem do radosnej gry w każdej formacji. Łącznie w lipcu rozegraliśmy 5 spotkań, z czego trzy na wyjeździe. Bilans przyzwoity i bezkompromisowy, ponieważ albo wygrywaliśmy albo przegrywaliśmy. Obyło się bez remisu. Zresztą, podobnie jak przez większość dotychczasowego sezonu.

 

01.07.2017. 1. liga [10/22]. HK – Haukar 1:0 [72’ Reynoso 1:0]

07.07.2017. 1. liga [11/22]. Fylkir – HK 3:0 [31’ Ingason 1:0, 38’ Ingason 2:0, 57‘ Ingason 3:0]

13.07.2017. 1. liga [12/22]. HK – Fram 3:2 [29’ Kristmundsson 0:1, 33’ Jónasson 1:1, 39’ Grando (sam.) 1:2, 87’ Róbertsson 2:2, 90+1’ Jónasson 3:2]

20.07.2017. 1. liga [13/22]. Leiknir R. – HK 1:2 [35’ Marteinsson 0:1, 36’ Sigurðsson 1:1, 70’ Leifsson 1:2]

26.07.2017. 1. liga [14/22]. Pór – HK 2:1 [9’ Reynoso 0:1, 24’ Sigurjónsson 1:1, 84’ Montejo 2:1]

 

9 punktów w pięciu meczach oceniam jak najbardziej pozytywnie, choć oczywiście wolałbym, abyśmy tracili znacznie mniej bramek. Tym razem nieco mniej strzelał REYNOSO, jednak w dużej mierze wyręczyli go partnerzy, co należy uznać za kolejny pozytyw lipca. Szczególnie cieszy wygrana 3:2 z Fram w dramatycznych okolicznościach, zwłaszcza po solidnym laniu, jakie zaserwował nam Fylkir. 2 miesiące przed końcem rozgrywek ligowych utrzymujemy przyzwoite czwarte miejsce. Nie spodziewam się, żebyśmy mogli powalczyć o awans, ale degradacja także nam nie grozi.

Share this post


Link to post

Spacerując Kársnesstígur i spoglądając na zatokę zastanawiałem się, kiedy w końcu zapadnie prawdziwa noc. Długie białe noce zaczęły doprowadzać mnie do szału, o czym zamierzałem powiadomić prezesa. Niech się nie zdziwi, jeśli w najbliższych tygodniach drużyna nie będzie funkcjonować tak, jak należy. Z gotową wymówką wyczekiwałem szefa, który zjawił się, jakżeby inaczej, na rowerze. Prezes JÓNSSON zawsze kipiał energią. Był zupełnym przeciwieństwem poczciwego HILMARA, za którym powoli zaczynałem tęsknić.

Po krótkiej wymianie uprzejmości śmieszek rzucił mi na kolana nowy kontrakt. Wyraźnie zdziwił się, gdy nie wyraziłem głośnego zadowolenia na wieść, że moja pensja wzrosła o marne 6500 koron tygodniowo (jakieś 40 funtów). Ale cóż, praca to praca. Trzeba się cieszyć, że jest, bo zaraz jej może zabraknąć. Wszystko wskazywało więc na to, że na wyspie zostanę kolejny rok. A nawet dłużej, bo nowy kontrakt miał zakończyć się w październiku 2018 roku.

 

Kontrakt, kontraktem, ale wciąż czekała nas walka o pozostanie w środku tabeli. Wydatnie pomóc miał nam w niej nasz nowy zawodnik - Nicky van HILTEN, sprowadzony na zasadzie wypożyczenia z holenderskiego Almere City. Nicky to środkowy obrońca, którego zadaniem miało być wsparcie JÓNSSONA i GRANDO. Swoje umiejętności miał pokazać już w pierwszym meczu sierpniowym. Łącznie do rozegrania mieliśmy ich aż 6. Po tym czasie do końca sezonu ligowego zostaną już tylko dwie kolejki, dlatego wiele już będzie dla nas jasne.

 

03.08.2017. 1. liga [15/22]. HK – Leiknir F. 0:1 [76’ Viðarsson 0:1]

08.08.2017. 1. liga [16/22]. HK – Grótta 0:2 [28’ Ondo 0:1, 68’ Óskarsson 0:2]

11.08.2017. 1. liga [17/22]. Keflavik – HK 1:0 [61’ Hilmarsson (kar.) 1:0]

17.08.2017. 1. liga [18/22]. Selfoss – HK 1:2 [45’ Einarsson 1:0, 53’ Jónasson (kar.) 1:1, 84’ Jónsson 1:2]

24.08.2017. 1. liga [19/22]. HK – ÍR 1:0 [40’ Reynoso 1:0]

30.08.2017. 1. liga [20/22]. HK – Próttur R. 3:1 [61’ Benediktsson 1:0, 79’ Júliússon 1:1, 87’ Jónsson 2:1, 88’ Jónsson 3:1]

 

Sierpień zaczęliśmy fatalnie. Trzy porażki mogły dać do myślenia prezesowi JÓNSSON, że skoro nowy kontrakt został podpisany, wielkiemu trenerowi z Polski przestało się chcieć. Problemem było jednak nie tylko to, że przegrywaliśmy, ale nasz styl. A raczej jego brak. Pierwsza połowa sierpnia była dla mnie okresem gorączkowego poszukiwania optymalnego ustawienia i ludzi. Zmienialiśmy metody treningowe, taktykę, polecenia, wszystko. A gdy nic nie przynosiło rezultatu, wróciliśmy do taktyki stosowanej na samym początku sezonu.

 

Okazało się to dobrym posunięciem, dzięki któremu wygraliśmy 3 kolejne spotkania i wróciliśmy na czwarte miejsce w tabeli. Z dobrej strony pokazał się nasz rezerwowy napastnik JÓNSSON, który próbował szarpać, czym wywalczył sobie miejsce w składzie na ostatni mecz z Prótturem. Strzelił w nim zresztą dwie bramki. Nasza sytuacja na koniec sezonu wydawała się bezpieczna. Wprawdzie nie mieliśmy szans na wskoczenie na podium, jednocześnie jednak istniała duża szansa, że uda nam się utrzymać dobrą, czwartą lokatę.

 

Share this post


Link to post

08.09.2017. 1. liga [21/22]. Haukar – HK 1:2 [19’ Leifsson 1:0, 38’ Jónasson 1:1, 55’ Marteinsson 1:2]

16.09.2017. 1. liga [22/22]. HK – Fylkir 0:0

 

Sezon zakończyliśmy w sposób jak najbardziej pozytywny. 4 punkty i przyzwoita gra dawały nadzieję, że coś z tego zespołu będzie można jeszcze ulepić. Ostatecznie zmagania ligowe kończymy na dobrym, czwartym miejscu. Nie tylko więc wypełniliśmy oczekiwania zarządu dotyczące zajęcie miejsca w środku tabeli, ale trochę je przekraczamy, gdyż znaleźliśmy się w czołówce islandzkiej 1. Ligi.

 

Z6eh9MM.jpg

 

Z awansu do ekstraklasy cieszą się ekipy Keflaviku i Fylkiru. Zasłużenie, gdyż obie te drużyny prezentowały w przeciągu sezonu najrówniejszą formę. Nam pozostaje cieszyć się z pierwszego miejsca pod względem posiadania piłki (średnio 53,41%) i z największej liczby dryblingów na mecz (10). Zarząd na czele z prezesem JÓNSSONEM okazał swoje zachwycenie moją pracą, co mnie nieco zdziwiło, gdyż cały sezon przypominał raczej radosny chaos, aniżeli realizację przemyślanej strategii.

 

mAP80Xv.jpg

 

xI2Ktkp.jpg

 

Z wszystkich zawodników najlepiej bez wątpienia spisywał się REYNOSO, któremu udało się zdobyć we wszystkich rozgrywkach aż 19 bramek. Cieszy także dobra postawa RÓERTSSONA, zwłaszcza pod koniec sezonu, kiedy to często wchodził z ławki dając nam drugi oddech. Plusik mogę postawić także przy nazwisku JÓNASSONA, który strzelił 6 bramek i zanotował tyle samo asyst. Plany na następny sezon? Większa stabilizacja i wzmocnienie składu na kilku kluczowych pozycjach. O to ostatnie będzie jednak trudno, gdyż kasa klubu świeci pustką.

 

iDvK6WN.jpg

Share this post


Link to post

Głosowanie przeprowadzone wśród kibiców wykazało, że najlepszym zawodnikiem naszej drużyny w ubiegłym roku był oczywiście REYNOSO, który zebrał 37% głosów. Na drugim miejscu znalazł się Brynjar JÓNASSON (28%), a na trzecim MARTIENSSON (22%). 22-letni Argentyńczyk został okrzyknięty również najlepszym młodym zawodnikiem. Za transfer sezonu uznano natomiast sprowadzenie KYLMÄLI.

 

Gdy wszyscy skończyli poklepywać się po plecach, zarząd ogłosił, że ostatni sezon był dla nas dramatyczny pod względem finansowym. Klub zanotował stratę w wysokości 425 tysięcy funtów. Prezes JÓNASSON nie przejął się tym zbytnio, zwiększając nasz budżet płacowy do 7750 funtów (wcześniej było to 6000 funtów). Niestety, na transfery otrzymaliśmy zaledwie 527 funtów (w poprzednim sezonie do dyspozycji mieliśmy 10 000 funtów). Pozostało mi już tylko czekać na rozpoczęcie kolejnej transferowej karuzeli i określenie przez zarząd celów na nowy sezon.

Share this post


Link to post

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Loading...

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...