Jump to content
jano8

Ludzie znikąd

Recommended Posts

Warren Barton wszedł do środka i uśmiechnął się nieśmiało chyba do samego siebie. Wrzucił parę monet do wysłużonej szafy grającej, wybrał ulubiony utwór i zaszył się na swoim stałym miejscu. Powrót do Londynu traktował jako idealne zakończenie futbolowej kariery. Pochodził stąd, ale ostatnie lata spędził z dala od rodzinnych stron. Każdą wolną chwilę zwykł jednak spędzać na obowiązkowej podróży na południe, dzień kończąc przy kuflu zimnego piwa w zapyziałej dziurze przy Sawley Road. Prowadził ją poczciwy Willie Munro, a lokal o wdzięcznej nazwie „The Thistle” znany był jedynie miejscowemu elementowi.

 

Gdy Freddie Mercury wyśpiewywał ostatnie wersy kultowego „Living on my own" z drzwiami wejściowymi nieomal wleciał do środka jakiś ululany gość o kulach. Barton widział takich scen setki, jednak tym razem zamiast podśmiechiwać się z jatki, w mgnieniu oka dołączył do bijatyki. Miał powód, wszak niemiłosiernie obijany był jego stary znajomy, a od paru dni kumpel z drużyny. Byliby z góry skazani na porażkę, bo siły wroga były zdecydowanie liczniejsze, ale wtem z odsieczą przyszedł im wielki czarny człowiek. Wielki to mało powiedziane, gość był istną ścianą rozwścieczonych mięśni. Zaprowadzenie porządku zajęło mu dosłownie kilka sekund, w trakcie których dosłownie wytarł chłopaczkami z Fulham (takie cipy mieszkają tylko tam) barową podłogę. Po wszystkim z uśmiechem na twarzy pozbierał Warrena wraz z towarzyszem i jakby nigdy nic wrócił do swojego stolika.

 

W taki oto sposób w ten lipcowy deszczowy wieczór hartowała swój charakter ekipa z Loftus Road. Całej sytuacji przyglądałem się z boku, raz po raz rozdziawiając gębę na widok wyczynów swoich nowych podopiecznych. Przygoda, która miała rozpocząć się już za parę dni, po tych kilku scenach jawiła się jako iście pojebany film trzeciej kategorii. Komedia? Dramat? Nieważne, obsada gówniana, ludzie znikąd w rolach głównych…

Share this post


Link to post

Maniek_ZKS: dzięki za dobre słowo.

————


Brian Greenhalgh znał Londyn od podszewki, wszak pracował dla klubów ze stolicy praktycznie od początku kariery. Kochał wielkomiejski klimat, a patrząc na liczbę możliwych pracodawców, na nudę narzekać nie mógł. Tym dziwniejszy było to, że od jakiegoś czasu telefon umilkł, a lokalni menedżerowie coraz rzadziej prosili o fachową opinię na temat potencjalnego nabytku. Bezrobocie doskwierało mu do tego stopnia, że zwrócił się o pomoc do starego znajomego. Willie Munro w takiej sytuacji nigdy nie odmawiał, a że poczciwy Greenhalgh każdą wolną chwilę i tak spędzał w „The Thistle” jego pomoc za ladą wydawała się czymś zupełnie naturalnym. W ten sposób dwóm starym przyjaciołom mijały dni, tygodnie, całe miesiące.

 

Mój powrót dzięki Nickowi Blackburnowi (właściciel QPR) do futbolowego świata żywych uczciliśmy w trójkę siedząc przy hektolitrach słynnego lokalnego portera od Fullera, do którego nomen omen przez długi czas nie mogliśmy się przekonać, bo nazwa zbytnio kojarzyła się z nowobogackimi sąsiadami zza miedzy. Brian wiedział jak smakuje praca w niższych ligach, więc momentalnie zarzucił nas przeróżnymi historiami, doprowadzając do śmiechu raz po raz niemal wszystkich w lokalu. Znał ludzi brytyjskiego futbolu, poczynając od menedżerów, ich asystentów, na kolegach po fachu czyli scoutach kończąc. Tym jednak na czym znał się najlepiej i za co przez wiele lat mu płacono była znajomość piłkarzy. 

 

- Patrzcie chłopaki na nasz QPR. Prawdziwy brytyjski zespół, do tego nie wymyślają kwadratowych jaj jak Wengery czy inne wynalazki zza kanału, tylko grają prostym 4-4-2 i piłka lata w pole karne niczym pocisk. Houllier! Kim do cholery jest Houllier? Gramy szybką, bezpośrednią piłkę, charakterne chłopaki. Nie przebiją się jednak, bo Houlliery wolą sprowadzać jakiś cudaków z zagranicy. Patrzcie no taki Ronaldo! United płacą za młokosa miliony i myślą, że zastąpi Becksa! Davida Beckhama, rozumiecie to?! Nie wiem, nie widziałem go, ale stary Weir, ten no wiecie z Evertonu, on go zniszczy.

- Weir! Co za zawodnik, Szkot z krwi i kości! - odezwał się Munro podekscytowany, mowa wszak była o jego krajanie.

- Willie stary capie! Miller z Aberdeen w 1983 to był zawodnik! Strachan to był gracz! McLeish był prawdziwą skałą! Weir? Wtedy czyścił by im buty.

 

Próbowałem się wtrącić, ale...

 

- Ale chłopaki, mniejsza z tymi Ronaldami, patrzcie no dalej. No omówmy nasz QPR. Gramy w trzeciej lidze, ale zasługujemy na więcej. U nas grają głównie dzieciaki stąd, czują odpowiedzialność za klub. W bramce jest Day, sam znalazłem go w rezerwach Spurs i ściągnąłem do Watfordu dla Grahama Taylora. Bez większych wad, bardzo równy. Prawa defensywa to ten skurczybyk Barton, grał w reprezentacji, da porządny wycisk każdemu skrzydłowemu. Środek obrony to Shittu i Carlisle. Nie do przejścia! Danny pochodzi z Nigerii, ale gra dla naszych klubów od małego, nie jest gorszy od Rio Ferdinanda. Clarke zaczynał w Blackpool, ale na szczęście nie przesiąkł tamtym klimatem, twardziel. Z lewej Edghill, gość z typu tych, o których nikt nie pamięta, a nagle stuka mu prawie dwieście meczy dla takiego Man City. Pomoc? Tam grają prawdziwi ligowcy. W środku Matty Rose, szkolony w Arsenalu, ale Wenger nie zdążył go zepsuć. Szkoda, że tak często kontuzjowany, no i zbyt często u nas gości. Obok Bircham. Słyszałem, że kibice Millwall do dzisiaj nie wybaczyli Markowi McGhee, że wypuścił chłopaka. Kanadyjczyk urodzony w Londynie, podobny do Dennisa Wise’a. Na prawym skrzydle fruwa Ainsworth. Gareth, co za piłkarz! Trochę zmarnowali go w Wimbledonie, za długie balety, poszedł w tango, ale będzie ciągnął naszą grę. Z lewej Rowlands, chłopak grający w wiosce pod Londynem. Zabijaka, wyciągnąłem go do Brentford, bo jak mało kto dorzuca ze stojącej piłki. W ataku nasza legenda, Gallen. Gwarantuje wam, że strzelałby na każdym poziomie, dobrze że poukładał sobie w głowie i wrócił po przygodach w Huddersfield i Barnsley. Razem z nim gra Tony Thorpe, znalazłem go lata temu dla Luton. Strzeli swoje, pracuje dla drużyny.

 

Brian Greenhalgh mógłby tak godzinami. Nazwisko za nazwiskiem. Opinie za opinią. Culkin - typowy wychowanek United z ostatnich lat, bezpłciowy. Forbes - chłopak z West Hamu, pracuś, wślizgiem złapie każdego. Palmer - stary wyga, mentalność lidera, za dużo pije, ale w trzeciej lidze da radę. Padula - Argentyńczyk, bardziej brytyjski od Phila Neville’a. Bean - wielki talent, przyszły David Batty. Daly - Irlandczyk z północy urodzony w Londynie, pracowity z dużym potencjałem. McLeod - wyłowiony z Evertonu, za szybko się go pozbyli, zagra ponownie wyżej. Furlong - legendarny napastnik Watfordu, silny jak czołg, porozbija każdą defensywę. Sabin - wynalazek zza kanału, nie pasuje, spakować i odesłać pierwszym lepszym promem do Dunkierki.

 

Dla niego każdy z londyńskich klubów był nasz, a chłopaki z tego podwórka lepsi od innych.

Share this post


Link to post

Wersja: Championship Manager 4 2003/04

Patch: 4.1.5

Ligi: Wyspy Brytyjskie (wszystkie grywalne)

Baza danych: duża 

Dodatkowe pliki: brak

 

Klub: QPR

Liga: 3 (Division Two)

Cel zarządu na sezon 03/04: przyzwoita pozycja w lidze

Zasady: własne. Gram tylko stworzoną przez siebie taktyką 4-4-2, styl bezpośredni, nastawienie ofensywne, bazujemy na agresji, przygotowaniu fizycznym i dużej intensywności, gra prowadzona skrzydłami i oparta na zasypywaniu defensywy rywala wrzutkami z bocznych sektorów boiska. Drużynę budować będę jedynie w oparciu o zawodników z Wysp Brytyjskich, znalezionych przez scoutów, wystawionych na listę transferową przez inne kluby bądź zaobserwowanych przez mnie podczas oglądanych spotkań (włącznie z własnymi meczami). Wszyscy zatrudniani w klubie członkowie sztabu szkoleniowego również muszą pochodzić z Wysp Brytyjskich. Idealnym byłoby oparcie klubu o ludzi z Londynu lub okolic, ale w tym wypadku nie jest to warunek konieczny (kandydatura taka będzie jednak rozpatrywana w pierwszej kolejności). Każdy zawodnik ściągnięty do klubu musi posiadać wartość atrybutów agresji, determinacji, pracowitości, waleczności i współpracy równą lub większą 11. Pozyskiwany członek sztabu szkoleniowego musi posiadać wartość atrybutów determinacji, oceny potencjału i umiejętności zawodnika, poziomu dyscypliny i pracy z juniorami równą lub większą 11. 

Dużą wagę przykładam do finansów klubowych. Budżet płacowy (32,5 tys. funtów tygodniowo) w obecnej chwili przekraczam o blisko 4 tys. funtów. Stan klubowej kasy: 1 funt! Na rynku transferowym maksymalna kwota przeznaczona na pojedynczą transakcję związaną z pozyskaniem zawodnika lub członka sztabu to 100 tys. funtów. Jednocześnie nikt w klubie bez względu na klasę rozgrywkową nie zarobi więcej niż 2,5 tys. funtów tygodniowo. 
 

Od siebie: gram i piszę na bieżąco. Nie wiem jak potoczy się cała kariera, ale nie planuję w żadnym wypadku zmiany klubu. Czasu na grę nie mam zbyt wiele, choć postaram się żeby jakoś to wyglądało. Będzie fabuła, przypomnienie paru ciekawych osób z niedalekiej przeszłości. Hmmm, niedalekiej? Dla niektórych z Was to może być istna prehistoria. Zapraszam.

 

Share this post


Link to post

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Loading...

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...