Jump to content


KONKURS "CM FORUM - KARIERA FOOTBALL MANAGERA" WYSTARTOWAŁ!

Do wygrania 2 egzemplarze gry FOOTBALL MANAGER 2020!

REGULAMIN KONKURSU


Recommended Posts

10 Pflugzeit 2499

 

Pierwszy wpis w kronice naszej wędrującej kompanii. Nie jesteśmy zwykłymi najemnikami. Jesteśmy mścicielami. Moi niepiśmienni towarzysze chcą, by świat o tym wiedział.

 

Piszę te słowa w namiocie rozbitym niedaleko Brunnenlandu w Księstwie Treitenburga, muszego gówienka na mapie Księstw Granicznych, ale przecież nie pochodzimy stąd. Jesteśmy dziećmi Averlandu, wielkiego Averlandu ze Złotym Słońcem Wschodzącym W Splendorze, perły w koronie Imperium, utraconego Averlandu, Averlandu do którego kiedyś wrócimy. Zły los lub kaprys bogów rzucił nas w tę dzicz, ściganych przez inkwizytorów zwiedzionych przez tę świnię, tego knura nurzającego się we własnych nieczystościach, Gottlieba Schatzenheimera. Zbierzemy tu siły i wrócimy.

 

Tak, pewnie dlatego tu jesteśmy. Sigmar chce nas sprawdzić, chce ujrzeć nasze męstwo.

 

Wolfram, Alwin, Konrad Pies i ja, Martin Pfluger, Pierwsze Ostrze Wuppertalu. Jak gorzko dziś brzmi ten tytuł. Kuleję i ledwie mogę utrzymać miecz w dłoni pozbawionej czterech palców. Jestem Pierwszym Mieczem jednakże i moi towarzysze chcą to uszanować. Wolfram, który wyciągnął mnie spod glewii ścigających mnie inkwizytorów, zawsze z kpiącym uśmieszkiem przylepionym do szerokich ust, zawsze wierzący w swoją szczęśliwą gwiazdę. Alwin, kolos z Middenlandu pokryty tatuażami sławiącymi Ulryka, boga wojny z odległej północy, z sercem równie wielkim, jak donośny jest jego tubalny głos. Konrad Pies, rudzielec z wrednymi pomysłami który dołączył do naszej kompanii czystym przypadkiem, gdyż kaprysem Ranalda musiał uciekać z Wuppertalu akurat dokładnie tego samego dnia, co my.

 

Jesteśmy Ostrzami Wuppertalu. Jesteśmy mścicielami. Złote Słońce Averlandu wznosi się w splendorze i na naszym sztandarze, u nas rzucone na białym tle. Świat się o nas dowie i jego zwariowaność elektor Marius Leitdorf kiedyś pozwoli nam na powrót.

 

Zanim to się jednak stanie, skontaktujemy się z rządzącymi tu Gunbaldami

  • Like 3

Share this post


Link to post

11 Pflugzeit 2499

1397 koron

 

1704675416_OstrzaWuppertalu.jpg.b04f1984b682f2234a476b3beef266df.jpg

 

Brunnenland okazało się być dużym (jak na ten zaścianek), prężnie rozwijającym się miastem korzystającym z tego, że pogórze Białych Szczytów było niezłym miejscem na uprawę, szczególnie winogron. Suche stepy, od których wzięło nazwę Droughtshire (jak nazywał się ten region Księstw Granicznych) znajdowały się nieco dalej, na zachód od miasta. Dominujący tu Gunbaldowie produkowali też barwniki, co głośno i dosadnie komentował wyczulony na zapachy Konrad (Konrad Pies, takie miano nie bierze się znikąd)

 

W "Srebrnym Jeleniu" (jednej z trzech lokalnych karczm, ta liczba sama w sobie stanowi w Księstwach o pomyślności miasta) przysiadł się do nas kislevski olbrzym, Casimir. Zza imponującej, brązowej brody rzadko wychodziły jakieś słowa, ale było ich wystarczająco dużo by zrozumieć, że możemy go potrzebować. Casimir był byłym żołnierzem milicji stanowej Ostlandu, który kilka miesięcy temu zbiegł do Droughtshire. Kolejny uciekinier... Jego usługi nie były tanie, ale wynająłem tego milczka, pomimo zwyczajowych, konradowych narzekań.

 

Zostało mi 930 koron. Potrzebne nam było pierwsze zlecenie. 

 

Eckbert Młodszy, pan tego miasta, miał dla nas takowe. Właściciel największej winnicy w regionie Falk uskarżał się na lokalnych brygantów, z których jeden uderzał w konkury do jego córki. Niedopuszczalna bezczelność... i Ostrza Wuppertalu miały im to uświadomić. Eckbert zaproponował za to 400 koron, ale po krótkich targach zgodził się dorzucić 30 koron więcej. "Znowu w pracy" zagrzmiał Alwin, szczerząc swoje żółte zęby.

 

Eckbert odrobił za nas pracę zwiadowców. Banda ukrywała się na stepie, w dolince zwanej Poacher`s Retreat. Ilu ich było? "Kilku", odpowiedział patrycjusz, wyraźnie uznając spotkanie za zakończone. Nie potrafił ukryć wzgardy w głosie.

 

Było ich sześciu.

 

Banda obozowała nad strumieniem płynącym między spalonymi słońcem wzgórzami. Nie wystawiła żadnych straży. To byli wieśniacy i myśliwi, zbrojeni w cepy, widły i prymitywne włócznie. Nasza nagła szarża po stoku pagórka kompletnie ich zaskoczyła, ale nie złamała: pośpiesznie uformowali linię, w którą wbili się moi chłopcy. Korzystając z przewagi wysokości, Konrad całe starcie stał w drugiej linii, prowadząc ostrzał z Matyldy, swojej wiekowej kuszy... ale pozostali poszli w zwarcie. Szczególnie moi dwaj topornicy. Casimir i Alwin wyglądali strasznie, zbryzgani krwią, wrzeszczący i zadający śmierć.

 

I otrzymujący ciosy.

 

Każdy z nich został trafiony kilkukrotnie, każdy zdawał się nie zdawać sobie z tego sprawy. Gdy okrutnie już poraniony Alwin powalił kolejnego przeciwnika i wokół niego zrobiło się pusto, z Ulrykiem na ustach popędził ku ostatniemu brygantowi, starającemu się trafić Casimira swą przerdzewiałą włócznią. Brygant odwrócił się... i Alwin po prostu nadział się na jego broń.

 

Postrach Middenheimu znalazł swój ostateczny wypoczynek, pomszczony chwilę później przez Kislevitę.

 

430 koron. Czy zemsta jest warta tych pieniędzy?

 

Alwin.jpg.afbec088f2c2c435c0cc41334233a6d0.jpg

Alwin, Postrach Middenheimu

  • Like 2
  • I love it 2

Share this post


Link to post

12 Pflugzeit 2499

 

Skrzynia z akacji. Alwin Tjerjesson miesiąc temu jeszcze nie wiedział, co to akacja... Teraz była całym światem jego ledwo obmytych z krwi zwłok.

 

Ogród Morra w Brunnenlandzie prowadzony jest przez brata Sigthorna, wysuszonego, bladego mężczyznę z włosami wyciętymi w tonsurę. Sightorn nawet nie zapytał, jak zginął nieboszczyk: po prostu przyjął koronę i narzucił na siebie fioletową stułę ze srebrnymi czaszkami. Suplikacja do Morra, zasypanie grobu i już. Alwin odszedł.

 

Kompania jednak nie może tak po prostu się zatrzymać. Na brunnenlandzkim rynku moją uwagę zwrócili bliźniacy: Sigurd i Ejnar. Bracia stanowią dziwną, ciągle się kłócącą parę podstarzałych kawalerów. Nie mieli broni, nie mieli wielkiego pojęcia o walce (na razie), ale byli tani i chcieli wyrwać się z Droughtshire, by zmienić swoje życie ("i spojrzeć na twe stygnące zwłoki" dodał Ejnar, spoglądając spode łba na Sigurda). Było nas więc pięciu.

 

Eckbert Gunbald wynajął nas po raz drugi. Tym razem w głosie patrycjusza nie było wzgardy: chciał, byśmy dopadli uciekającą na step grupę złodziei, która ukradła mu amulet płodności. Uśmiech na twarzy Konrada jakimś cudem był jeszcze paskudniejszy, niż zwykle. 320 koron, na tyle Eckbert wyceniał możliwość dorobienia się potomka. Cóż, zgodziliśmy się.

 

Nasze cele dogoniliśmy pod wieczór. Było ich siedmiu, ale moi ludzie zajęli małe wzgórze i na nim przyjęli atak zaskoczonych rabusiów. Na pierwszej linii stanęli Casimir i Sigurd, co ten pierwszy niemal opłacił własnym życiem: Kislevita zdecydowanie powinien zacząć rozważać walory uników. Tym niemniej przemielili pierwszą falę napastników (Casimir ubił dwóch, Sigurd jednego z nich), po czym nakazałem naszemu niedźwiedziowi z północy odwrót. Jego rolę przejął Konrad: Pies szybko odrzucił kuszę i zaczął tkać krwawą pajęczynę ciosów swoim sztyletem. Ten przeklęty natchniony nożownik zabił kolejną trójkę złodziei, w tym jednego już uciekającego. Ostatniego bryganta ubił Wolfram.

 

Zwycięstwo! I to nie licząc słaniającego się na nogach Casimira, bez strat! Sigmarze, bądź pochwalony.

Share this post


Link to post

14 Pflugzeit 2499

365 koron

 

Obudziły nas jęki Casimira. Olbrzym z Ostmarku cierpiał: sztylet jednego ze złodziei paskudnie rozorał mu udo. Trzeba było coś z tym zrobić, choćby dlatego, że topornik przy okazji klął paskudnie i robił to co prawda po kislevicku, ale była w tym wyraźna sugestia zrobienia czegoś złego z przyrodzeniem Sigmara i reszty męskiego panteonu. A ja, Martin Pfluger, dość miałem już kontaktów z inkwizycją. Na szczęście Shallya, niech jej imię będzie błogosławiona, była boginią łaskawą i nie chowającą uraz... a może miała podobne zdanie o swych męskich odpowiednikach, bo w jej miejscowej świątyni ulżono cierpieniom Casimira... i naszym przy okazji.

 

Nie za darmo oczywiście. Nasza finansowa sytuacja stała się nieciekawa, obozowaliśmy w Brunnenladzie już drugi dzień, a Eckbert Młodszy wyraźnie dawał nam do zrozumienia, że po aferze z jego amuletem nie bardzo chce nas widzieć w swoim mieście. Ponieważ Casimir prawie już wydobrzał, postanowiliśmy ruszyć na wschód, do Dornwacht.

 

casimir.jpg.834a1cbbe44698593b7100df6a77752a.jpg

 

Awanse:

Konrad Pies lvl 2

Wolfram lvl 2

Casimir lvl 3

Share this post


Link to post

15 Pflugzeit 2499

390 koron

 

Do miasta dotarliśmy pod wieczór.

 

Dornwacht okazało się być niewielką osadą mającą za sobą lepsze dni, o których świadczyły rozsiane wokół świeżo wzniesionej palisady ruiny dawnego miasta. Od niedawna rządzili tu Gunbaldowie... i chyba ów ród przestał nas lubić, bo w miejscowym ufortyfikowanym ratuszu powiedziano nam opryskliwie, że z ludźmi naszego pokroju nie chce się im rozmawiać. Wokół rozciągał się pozornie bezkresny step, tu nazywany Sunpan.

 

Trudno. Po kilku godzinach odpoczynku postanowiliśmy szukać fortuny jeszcze dalej na wschodzie, w porcie Singhoben.

 

W tym położonym nad Czarną Zatoką mieście również rządził Srebrny Jeleń Gunbaldów, ale najwyraźniej niechęć Eckberta tutaj albo nie była znana, albo rządca Brunnenlandu nie był tu szczególnie poważany. A może po prostu kłopoty tego miejsca uciszyły tego rodzaju wątpliwości. Kalle Gunbald noszący tytuł burmistrza Singhoben posłał po nas od razu, gdy usłyszał o naszym przybyciu.

 

W Singhoben znikali ludzie. Kalle był przekonany, że stoją za tym nieludzie. Orki? Zwierzoludzie? Nieważne, znikały dzieci, starcy, kobiety: według Gunbalda tego nie mógł zrobić żaden człowiek. Za 340 koron mieliśmy się tego dowiedzieć.

 

Szybko odkryliśmy ślady, dziwne ślady. Wiodły wzdłuż wybrzeża Czarnej Zatoki i ciężko było je stracić z oczu: okraszone były tak spektakularnymi dodatkami, jak rozerwane na strzępy krowy. Konrad zaczął szeptać, że ten kontrakt może nas przerastać, w czym poparł go Sigurd. Zdanie Sigurda momentalnie wywołało sprzeciw jego bliźniaka, a i Casimir był zdania, że świeżo powstała kompania najemna nie może pozwolić sobie na takie nadszarpywanie reputacji. Ruszyliśmy dalej.

 

Wielkie, dotknięte piętnem Chaosu trzy wilki. Mogło być gorzej. 

 

Podczas polowania po raz kolejny zaskoczył nas Sigurd. Walczący berdyszem Nors powalił dwie bestie, nie zwracając uwagi na poważne rany, którymi płacił za te sukcesy. Wolfram, który dokończył dzieła zabijania podszedł po starciu do mnie i szepnął, iż nigdy się tak nie pomylił w ocenie wojownika, jak w przypadku tego wąsacza.

 

Wykonanie kontraktu nie poprawiło szczególnie naszej finansowej sytuacji, gdyż po powrocie do Singhoben dałem się namówić Psowi do zaciągnięcia do Ostrzy jego starego znajomego, Sveina. Svein nie wzbudził mojego zaufania: z jego niejasnych uwag (Svein jest niezwykle małomówny) wynika, że w Imperium wydano za nim list gończy. Jest jednak potrzebny, gdyż już mamy nowy, wymagający kontrakt: mamy eskortować kupiecką karawanę do Nasenfels.

 

Awanse:

Sigurd 2 lvl

Ejnar 2 lvl

  • Like 2

Share this post


Link to post

16 Pflugzeit 2499

447 koron

 

To nie była spokojna podróż.

 

Księstwa Graniczne to w ogóle nie jest spokojne miejsce, ale tereny pogranicza między tymi efemerycznymi państewkami są szczególnie niebezpieczne. A my wybraliśmy się właśnie na pogranicze, gdyż Nasenfels nie należało już do dominium Gunbaldów: to terytorium pieczętujących się Złotym Lwem Adelheimów, starego, niegdyś potężnego rodu którego dawną potęgę zgruchotała kilkanaście lat temu Waaaagh Zigzuga. To, że są to niebezpieczne miejsca, przypomniano nam już pierwszego dnia podróży: atak siedmiu rozbójników prawie nas zaskoczył, gdyby nie sokoli wzrok Wolframa. Zginęli wszyscy, aczkolwiek Svein przypłacił to palącym bólem w przeoranym przez widły boku.

 

Ale było warto. Było na to 490 złotych dowodów.

 

Samo Nasenfels leżało u stóp niewysokich gór Bulwark i nie zrobiło na nas, przybyszach z odległego Wuppertalu, zbytniego wrażenia. Nawet Brunnenland było dwukrotnie większe. Tym niemniej, Złoty Lew w Szkarłacie dumnie łopotał nad niewielkim kasztelem, co obudziło w nas nadzieje na dobry zarobek. Nawet w Brunnenlandzie ostatecznie mówiono o Złocie Adelheimów!

 

Na razie jednak pieniądze tracimy. Wolfram przekonał mnie do zakupu zbroi lamelkowej. Pamiętając o skrzyni, w której na wieczność schował się Alwin, zgodziłem się.

 

Awanse:

Wolfram: 3 lvl

Konrad Pies: 3 lvl

 

  • Like 1

Share this post


Link to post

19 Pflugzeit 2499

 

Nie zabawiliśmy w dominium Adelheimów.

 

Wolfram wieczorem zniknął z jakąś miejscową dziewczyną, zawsze miał do nich szczęście, choć w ogóle się nie starał. Następnego dnia rankiem wrócił z ciekawymi wieściami. Baldomar, ojciec jego nocnej towarzyszki, był tu znanym kupcem handlującym barwnikami z rzemieślnikami z Droughtshire. Ponieważ jego zwyczajowych ochroniarzy wyeliminowały akurat choroby, Baldomar zaproponował nam eskortowanie jego wozu jadącego do Brunnenlandu.

 

Czemu nie? Eckbert pewnie się za nami już stęsknił.

 

Nie śmierdzieliśmy groszem, ale atak poprzedniego dnia sprawił, że postanowiłem wzmocnić jeszcze liczebnie naszą kompanię. Najęliśmy Hakona Górnika, który dotąd trudnił się... górnictwem. Nie wiem, dlaczego postanowił podkreślać to przydomkiem, ale był krzepki po wielu latach spędzonych w kopalniach Bulwarku. Poza tym, miał na koncie morderstwo (przypadkowe, jak zapewniał) i w Nasenfels robiło się dla niego za ciasno.

 

Ostrożność okazała się być przesadzona, podróż obyła się bez żadnych kłopotów, jeśli nie liczyć wysłuchiwania Hakona, który miał irytujący zwyczaj mówienia do siebie. Zarobiliśmy na tej wycieczce 540 koron.

 

Na miejscu Ostrza powiększyły się o kolejnego brata. Roderick był byłym służącym, który uznał, że układ społeczny Droughtshire zdecydowanie mu się nie podoba i postanowił samodzielnie wykuwać swój los, nie służąc już odtąd nikomu. Jak to połączył ze służbą w Ostrzach Wuppertalu, nie mam pojęcia... ale przyłączył się do nas za zaledwie 90 koron. Nie miał żadnej broni, ale po brygantach z traktu na Nasenfels ostał się nam jeszcze morgensztern. Miałem już ośmiu wojowników, postanowiłem więc wzmocnić naszą siłę strzelecką. Wolfram od dawna obdarzony był znakomitym wzrokiem, kupiłem mu więc łuk, by wraz z Psem raził naszych przyszłych wrogów z dystansu.

 

Eckbert po kilku dniach rozłąki najwyraźniej za nami zatęsknił (a i nasza liczebność zaczęła robić wrażenie). Tym razem mieliśmy eskortować jego karawanę, mającą dotrzeć do Finsterweiler. Trakt był bezpieczny, droga niedaleka...

 

Ale w Księstwach Granicznych nie ma bezpiecznych traktów. Kilka godzin później Wolfram dojrzał nadciągające kłopoty. Zielonoskóre kłopoty. ORKOWIE. Nigdy jeszcze nie było nam dane mierzyć się z takim przeciwnikiem. Było tam czterech młodzików i jeden Chopak, potężnie umięśniony berserker z hełmem z czaszki fimira. Wolfram chciał ich ostrzelać... ale w Brunnenlandzie zapomnieliśmy kupić kołczanu ze strzałami... Pozostało nam czekać na szarżę orków.

 

Były szybkie. Pieruńsko szybkie. Jeden z ich młodzików od razu niemal dopadł niedoświadczonego Hakona i ogłuszył go potężnym ciosem w głowę. Chwilę później jednak nasz elokwentny górnik się otrząsnął... i zabił napastnika dwoma dobrze mierzonymi ciosami swojego berdysza. Niezły początek.

 

Na tym opuściło nas szczęście Sigmara. Następny z młodzików położył kres marzeniom Rodericka o sprawiedliwości społecznej, rozpłatując mu czaszkę swoją krzywą szablą. Kolejny zielonoskóry, tym razem łucznik, posłał do krainy Morra Ejnara... Wrzeszczący jak demon Sigurd pobiegł w jego kierunku, mijając po drodze upadającego trupa jeszcze jednego orka, którego przeszył włócznią Wolfram. Ten jednak bronił się umiejętnie, zdecydowanie zbyt umiejętnie jak na mój gust. Wielka jest jednak siła nienawiści: grad ciosów mszczącego śmierć brata Sigurda ostatecznie powaliła zieloną bestię.

 

W centrum pola rzezi szalał orczy berserker. Otoczony przez moich ludzi nie miał jednak szans: Hakon Górnik wraził mu ostrze swego topora między łopatki i zielonoskóry olbrzym upadł na rdzawoczerwony piasek stepu, rycząc z bólu i wściekłości. Niestety... niedoświadczenie jego zabójcy szybko dało znać o sobie. Hakon poniesiony swymi sukcesami bojowymi pobiegł ku młodzikowi, który wcześniej zabił Rodericka... i sam zginął. Nasza trzecia ofiara tego dnia. Chwilę później Górnik pomszczony został przez Casimira.

 

Gdy opadł kurz po tej krwawej rzezi, okazało się, że Hakon jednak żyje, Shallyi niech będą dzięki. Morr tym razem zadowolił się jego częściowo zapadniętym płucem, które nie wytrzymało ciosu prosto w klatkę piersiową. Rodericka i Ejnara nie udało się już jednak uratować.

 

To najczarniejszy jak dotąd dzień w historii Ostrzy Wuppertalu.

 

Awanse:

Casimir: 4 lvl

Sigurd: 3 lvl

Svein: 2 lvl

  • Like 1

Share this post


Link to post

21 Pflugzeit 2499

898 koron

 

Nasi dwaj bracia spoczęli w Finsterweiler, małym, należącym do Adelheimów miasteczku zamieszkiwanym głównie przez drwali. Następnego dnia zgłosił się do nas chłopiec służący u Larsa von Finsterweilera, pana tego miejsca. Znowu mamy kontrakt.

 

Niebezpieczny kontrakt. Kilka dni temu rycerz Guidobald został wynajęty przez Larsa, by upolował leśne bestie utrudniające wyrąb. Do dziś nie wrócił, więc zapewne był martwy... ale mieliśmy to zweryfikować, pozbywając się przy okazji bestii. Powinno nam być o tyle łatwiej, że byliśmy teraz lepiej uzbrojeni. Pokonane orki pozostawiły po sobie między innymi Rozrywacza Ludzi: potężny, obosieczny topór, który od razu przygarnął sobie Casimir.

 

I było łatwo. Najgorsze w tym zadaniu było szukanie bestii - a były nimi wielkie wilki - trwało prawie cały dzień. Konrad, Sigurd i Svein ubili trzy sztuki z watahy, która w ten sposób przestała istnieć. Śladów Guidobalda nie znaleźliśmy, choć przyznać muszę, że nie rozcinaliśmy wilkom żołądków. Za ten spacerek zainkasowaliśmy 640 koron. Wieści o bogactwie Adelheimów chyba jednak nie były przesadzone.

 

Awans:

Hakon Górnik: 2 lvl

  • I love it 1

Share this post


Link to post

23 Pflugzeit 2499

920 koron

 

 

"Wyjedźmy stąd", powiedział Sigurd, starając się nie patrzeć mi w oczy. "To leśne powietrze mi nie służy".

 

Finsterweiler to mała osada. Tak mała, że jej ogród Morra był widoczny niemal z każdego jej kąta, czaił się za każdym drewnianym załomem jej chat. Ogród Morra, na którym rósł prosty nagrobek z napisem "Ejnar, powalony przez orka. Powiedz matce, że niedługo przyjdę." Ogród, na który Sigurd też starał się nie spoglądać, choć nie było to łatwe. Decyzja o powrocie do Brunnenlandu była oczywista.

 

Dotarliśmy tam następnego dnia. Po Finsterweiler to miasteczko naprawdę wyglądało niemal jak cywilizacja z jego dwoma tysiącami z górą mieszkańcami, trzema karczmami i smrodem farbiarni ulokowanych tuż za jego murami. Uznałem, że była to dobra okazja by wzmocnić nasze szeregi, tym bardziej, że tutejsi kupcy zapłacili prawie 200 koron za ogromne wilcze skóry, które zdobyliśmy w lasach północy. Do Ostrzy przyłączył się Bernhard, wyrzucony z zakonu Sigmara eunuch (okaleczył się, by udowodnić przeorowi swoje oddanie dla wiary; nie poskutkowało); Sorrel Osobliwy, utalentowany krawiec który po owdowieniu i pojawieniu się siwych włosów na jego kwadratowej głowie uznał, że trzeba zadbać o swoją pośmiertną sławę; Heimrad Trubadur którego przyjąłem w nasze szeregi tylko po to, by przestał grać na swej harfie pod naszymi oknami.

 

Brunnenland rządzony był przez Eckberta von Gunbalda, ale nie była to władza absolutna. Rada miejska tworzona przez pięciu patrycjuszy skutecznie ograniczała jego zbyt daleko idące zapędy, tym bardziej, że należał do niej ktoś podający się za maga. Nazywał się Diethelm Starszy, ubrany był w ostentacyjnie czarną szatę z naszytymi na niej gwiazdami, księżycami i innymi okultystycznymi bzdurami i miał dla nas pracę. Grupa złodziei ukradła mu jedną z magicznych ksiąg (księgę kupioną za miejskie pieniądze zresztą, więc Diethelm starannie podkreślał, że mamy działać w imię "interesu społeczności"). Mieliśmy ją odzyskać.

 

Dopadliśmy ich w Fairdale, trawiastej kotlinie znajdującej się na zachód od stepów Droghtshire. Rabusiów było siedmiu, żaden z nich na szczęście nie parał się arkanami magii, czego trochę się obawiałem. Pierwszy do walki wyskoczył Sigurd, który po śmierci brata zmienił się w małomównego demona śmierci; on też jako pierwszy powalił jednego z brygantów na ziemię; chwilę później zabił jeszcze dwóch następnych. Potem kolejny skonał trafiony w krocze przez Sveina, eunuch ściął jeszcze jednego i było właściwie po walce. W trakcie pogoni Wolfram, Konrad i Svein zabili trzech ostatnich.

 

Ostrza Wuppertalu tną szybko.

 

 

Share this post


Link to post

26 Pflugzeit 2499

1171 koron

 

Wolfram zawsze miał w sobie coś, co pchało nas przed siebie. Wiem o tym najlepiej, wychowaliśmy się razem. To on wpadł na pomysł, by opuścić rodzinną wioskę i przenieść się do pobliskiego Wuppertalu. To on kilka lat później uznał, że zamiast naprawiać kolczugi gwardzistów barona Reinharda, sami moglibyśmy być gwardzistami. On też wybrał Księstwa Graniczne jako cel naszej ucieczki, gdy wybuchła afera z Horstem Apfelbachem. 

 

Brunnenland nam się podobał. Miał zgrabne kamieniczki z szachulcowymi ścianami, na rynku co dwa dni usuwano nieczystości, a w ratuszu panował intrygujący brak szaleńców u władzy. Ale Wolfram nalegał na wyjazd, więc wyjechaliśmy. 

 

Niespokojna dusza Wolframa wymyśliła, że czas już odwiedzić stolicę dominium Gunbaldów, czyli znajdujący się na południowym zachodzie Treitenburg. Nie była to krótka podróż, w jej trakcie zatrzymaliśmy się w małej, rybackiej osadzie Seekamp, w której poza świątynią Mananna nic ciekawego nie było widać. Nasz trubadur orzekł, że nigdy jeszcze nie był w takiej dziurze i zaraz opisze swoją rozpacz w nowej pieśni. Gdy zaczął jej pierwsze wykonanie, z pobliskiego ratusza wyszedł brodaty mężczyzna o twarzy oszpeconej ospą. Mattis Pieniężnik, jeden z tutejszych rajców.

 

Tajemnicą pozostanie, co zamierzał wykrzyczeć Heimradowi, bo gdy zobaczył naszą zbrojną grupę, zmienił zdanie. Eskorta karawany z rybami, Dornwacht, 400 koron... Treitenburg może zaczekać!

 

Zawróciliśmy więc. Gdy mijaliśmy bramę w palisadzie, przyczepił się do nas lokalny żebrak Diethelm, który bardzo chciał zmienić swe życie. Wraz z nim Ostrza liczyły już dziesięciu zbrojnych!

 

Mniej więcej w połowie powrotnej drogi do Brunnenlandu zostaliśmy zaatakowani. Napastników było siedmiu, w tym czterech doskonale uzbrojonych... ale nas, łącznie z resztą eskorty było siedemnastu! Starcie było krótkie i brutalne. Bernhard mocno oberwał w brzuch (Wolfram później zauważył, że nasz eunuch ciągle otrzymuje bolesne ciosy w tym rejonie), sam Wolfram doznał bolesnej rany ramienia... ale najgorszy los przypadł Sorrelowi Osobliwemu. Nasz szukający sławy krawiec został ciężko poraniony przez jednego z brygantów, a gdy próbował oderwać się od walki... zginął.

 

Tym niemniej, wygraliśmy. Staliśmy potem przez długą chwilę w milczeniu, wśród parującej krwi i stygnących ciał. Tylko Sigurd podszedł do tego chłodno: podszedł do zabitego przez siebie gwardzisty i odciął mu ucho. Stojący obok niego Heimrad zwymiotował. On też zabił tego dnia, zabił po raz pierwszy w swym życiu. Nie napisał o tym pieśni. Svein, Hakon i Bernhard również milczeli, patrząc na powalonych przez siebie wrogów. Wszyscy oni zginęli przez kilka beczek z rybami.

 

 

Awanse:

Wolfram: 4 lvl

Konrad Pies: 4 lvl

Sigurd: 4 lvl

Svein: 3 lvl

Bernhard: 2 lvl

Share this post


Link to post

33 Pflugzeit 2499

481 koron

 

Dornwacht powitało nas podobną chłodną wzgardą, jak kilkanaście dni temu, gdy byliśmy tam po raz pierwszy. Może dlatego właśnie przyłączył się do nas miejscowy outsider, Ferdinand, okryty powszechną infamią po tym, jak jego najstarszy syn zamordował pięciu pozostałych i zbiegł. Złamany i pogardzany: tak, Ostrza były dla niego dobrym wyborem.

 

Wróciliśmy do Brunnenlandu i tu fortuna uśmiechnęła się do Wolframa, chcącego przecież wyrwać się z Droughtshire. Kontrakt na eskortę karawany do Treitenburga! Co prawda tylko za 210 koron... ale zważywszy na okoliczności, zgodziłem się bez wahania. Do stolicy Gunbaldów zatem!

 

Treitenburg wznosił się w gorącej krainie zwanej Suderos. Pierwszy raz w Księstwach granicznych zobaczyłem tu kamienny kasztel: pomnik siły Gunbaldów, wzniesiony tu prawie sto lat temu. Gospodarze zamku nie zamierzali rozmawiać z gromadą podobnych nam obszarpańców, więc po zarekrutowaniu jeszcze jednego brata (włóczęga Tostig) ruszyliśmy w nieznane, na północ. Opuściliśmy w ten sposób stepy i dotarliśmy do Wideacre, rozległej, częściowo zalesionej krainy znajdującej się również pod panowaniem Gunbaldów. Wznosiło się tam górnicze miasteczko Adlerstein, które akurat urządzało sobie festyn którego główną atrakcją było palenie czarownic. Łowcy czarownic... Wolfram, Konrad Pies i ja spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo, bez słów uznając, że nie zagościmy tu długo. Jak na życzenie pojawił się przy nas Rudolf, lider miejscowej gildii kupieckiej szukający eskorty dla karawany zmierzającej do Kampaborgu daleko na północy, za 1080 koron. Zgodziłem się natychmiast. Przewidując kłopoty na drodze (ponad tysiąc koron!) nająłem jeszcze miejscowego gawędziarza Halstena i ruszyliśmy na północ.

 

Ja i dwunastu zbrojnych. Dwunastu.

 

Kampaborg było miastem o wielkości niewiele ustępującej Wuppertalowi, nie miałem pojęcia, że w Księstwach cywilizacja potrafiła zapuścić aż tak głębokie korzenie. Jej cytadela górowała nad Ragnar`s Range, rozległą, bogatą krainą znajdującą się na pogórzu Czarnych Gór. Czarne Góry! Za nimi już Imperium, na razie dla nas niedostępne... Kampaborg był jednym z ośrodków władzy rodu Thurah, o którym mroczne pogłoski słyszałem już w "Srebrnym Jeleniu" w Brunnenlandzie. Truciciele. Potajemni wyznawcy Chaosu.

 

My żadnych dowodów na ich mroczne powiązania nie zauważyliśmy, tym niemniej nie było tu dla nas kontraktów, więc po zarekrutowaniu miejscowego czeladnika Zorna Raibernssona i uzupełnieniu zapasów, ruszyliśmy dalej.

 

Pewność siebie to suka.

 

Idąc traktem przez Ragnar`s Range trafiliśmy na trop liczącej sobie ośmiu ludzi bandy. Przewaga liczebna kusiła, więc puściliśmy się w pogoń... która nas drogo kosztowała. Banda była doświadczona, co swym życiem przypłacili żebrak Diethelm i nieszczęśliwy ojciec Ferdinand. Królem polowania po naszej stronie okazał się Casimir z czterema powalonymi zbirami, po jednym dorzucili Sigurd, Wolfram, Svein i Heimrad Trubadur.

 

Ruszyliśmy dalej, do Kahlenbergu.20190803115120_1.thumb.jpg.b3f7623c1c8ad51216d808dead96c131.jpg

Sigurd, First to Fight

 

Awanse:

Hakon Górnik: 3 lvl

Heimrad Trubadur: 2 lvl

Share this post


Link to post

2 Sigmarzeit 2499

 

 

Kahlenberg był małą mieściną, znajdował się tam jednak warsztat zaskakująco kompetentnego płatnerza. Na którego nie było nas teraz stać... Po krótkich poszukiwaniach trafiliśmy na ciekawy kontrakt. Bardzo ciekawy kontrakt. Odzyskać Słoneczną Pieczęć z Zapomnianej Krypty. 

 

Bardzo ciekawy kontrakt.

 

Samo odzyskanie reliktu nie było trudne, ale... nagle zewsząd pojawili się nieumarli. Słyszałem już o takich historiach, ale słyszeć o chodzących szkieletach i zobaczyć je po raz pierwszy to zupełnie różne historie. Dziesięć animowanych, starożytnych, uzbrojonych trupów zamierzało obronić nienaruszalność Krypty.

 

Nie byliśmy na nie przygotowani.

 

Naszym największym wrogiem okazało się być zmęczenie. Trupy niełatwo się zabija, można to zrobić, ale to żmudna, długa robota. Dłonie drętwieją, mięśnie płoną, pot zalewa oczy słoną falą. Gdyby nie fakt, że gęsty las zmusił martwiaki do przedzierania się do nas kolumnami, pewnie nie pisałbym teraz tych słów. Szybko się też okazało, że nasza broń dystansowa średnio sprawdza się przeciw tak bardzo ażurowym przeciwnikom. Konrad Pies... Konrad zrozumiał to za późno, gdy nieme szkielety podeszły tuż pod jego pozycję. Jeszcze teraz słyszę jego agonalny wrzask. Był ze mną od początku, jeszcze od Gwardii Wuppertalskiej...

 

Biała śmierć parła ku nam nie bacząc na własne straty. Tostig powalił jednego z nich tylko po to, by zostać zadźganym jakimś antycznym, przerdzewiałym pałaszem pamiętającym pewnie czasy, gdy w Khemri żyli jeszcze wielcy królowie. Jego śmierć wyrwała w naszym centrum wielką dziurę, przez którą zaczął wlewać się upiorny totentanz. Próbujący załatać tę lukę Bernhard też padł na leśne runo (potem okazało się, że przeżył, aczkolwiek już bez nosa: ten człowiek ciągle gubił jakieś części ciała). Dopiero Casimir zamknął wyłom, powalając kolejnego nieumarłego.

 

Śmierć Konrada na prawym skrzydle zmusiła mnie do wsparcia coraz bardziej panikującego Heimrada Sveinem. Ten ze zwykłą sobie metodycznością unicestwił dwa atakujące szkielety, niestety nie zdążył uratować trubadura: Heimrad był trzecim poległym bratem tego dnia.

 

Na lewej flance szalał Wolfram. Szybko pozbył się bezużytecznego łuku i wziął się za młot bojowy, którym zgruchotał trzech kolejnych przeciwników, wsparty przy tym przez Zorna i Sigurda. Wszystko trwało zaledwie kilkanaście minut. Dla nas miało to wymiar wieczności. Trzech zabitych, dwóch ciężko rannych (Halsten stracił ucho). Pieczęć była nasza.

 

Ale nie Konrada. Nie Psa.

 

Awans:

Zorn Raibernsson: 2 lvl

  • Like 2

Share this post


Link to post

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Loading...

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...