Skocz do zawartości
steken

Niemożliwe (znowu) nie istnieje

Rekomendowane odpowiedzi

Tak jest, dlatego też jesteśmy na razie liderem.

 

W lidze do rozegrania pozostało jeszcze trochę kolejek, ale Almería o nic już nie gra. Przewaga nad strefą spadkową jest równie duża co strata do europejskich pucharów. W pierwszym meczu odnieśliśmy zwycięstwo 5:2.

 

W następnym meczu nie zagrają: Diego – kontuzja (2-3 tyg.), Douglas Reis – kontuzja (8-12 dni), José – kontuzja (2 dni)

Carvajal – Tornadijo (46’ Sishuba), Ballina, Girón, Trefilov (46’ Kabangu) – Montañés (46’ Osei), Vernet – McGrath, Pérez, Jasiński – Albrecht

 

LIGA BBVA, 32/38, 12.4.2036

Soriano Park, 28 659 widzów

Almería [13] – Anento [1], 0:2

83’ Grace Kabangu

90’ Daniel Albrecht

 

Kolejna wygrana, chociaż znów nie było łatwo o te 3 punkty. Przez długi czas nic nie zwiastowało naszego zwycięstwa, mogliśmy to nawet przegrać. Zachowaliśmy jednak więcej sił na końcówkę, a do tryumfu poprowadził nas znakomity Kabangu. Sztuką jest wygrywać nawet te mecze, w których ci nie idzie. Wygląda na to, że opanowaliśmy tę sztukę.

 

Rewanż z LOSC zapowiada się niezwykle ciężko, na wyjazdach idzie nam o wiele gorzej niż w Saragossie. W weekend jednak zawodnicy pierwszego składu głównie odpoczywali i to daje nam nadzieję, że coś z tego będzie.

 

W następnym meczu nie zagrają: Diego – kontuzja (1-2 tyg.), Douglas Reis – kontuzja (3-8 dni)

Carvajal – Tornadijo (69’ Ballina), Amellal, Laguardia, Trefilov – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado, Kabangu – Aranburu

 

UEFA Champions League, ćwierćfinał, rewanż, 15.4.2036

Stade Pierre Mauroy, 48 236 widzów

LOSC – Anento, 3:3 (6:7)

3’ Igor Aranburu

14’ Rodrigo

45’ Rodrigo

45+1’ Rodrigo (kar.)

76’ Maclel Maldonado

90+1’ Khanyiso Sishuba

 

Coś niesamowitego, jesteśmy w półfinale! To było szalone spotkanie, istna wymiana ciosów potwierdzona aż 6 trafieniami. Świetnie weszliśmy w ten mecz, ale nie cieszyliśmy się długo z prowadzenia. Katastrofalna była dla nas końcówka pierwszej połowy, 2 głupie błędy i nasza sytuacja była dramatyczna. Nie spuściliśmy jednak głów, wręcz przeciwnie – ruszyliśmy do przodu i zaserwowaliśmy kibicom mecz godny miana „meczu roku”. Na kwadrans przed końcem Rodrigo fatalnie spudłował będąc sam na sam z Carvajalem, minutę później Maldonado strzelił na 2:3. Naciskaliśmy do samego końca i w końcu w doliczonym czasie gry Sishuba zamknął dośrodkowanie z prawego skrzydła, wprawiając w euforię całą ławkę i sektor gości. Niesamowity powrót i historyczny awans do półfinału!

 

3 dni później poznaliśmy naszego półfinałowego przeciwnika. Wraz z nami do tej fazy dostały się: Marsylia, Real i Tottenham. Najgorszą opcją wydawali się „Królewscy”, najlepszą Tottenham, a padło na OM, tak więc znów czeka nas pojedynek z francuskim zespołem.

 

Czasu na świętowanie sukcesu z Lille nie było wiele, bo 4 dni później czeka nas finał Copa del Rey, w którym zmierzymy się z Barceloną. Tak samo było 2 lata temu, wówczas (również na Nuevo Mestalla) wygraliśmy 2:1. Blaugrana nie może zaliczyć tego sezonu do udanych. W lidze ma już tylko matematyczne szanse na mistrzostwo (9 punktów straty), a w ćwierćfinale Champions League okazała się gorsza od Tottenhamu. Copa del Rey jest więc dla niej jedyną szansą na jakiekolwiek trofeum. Nasz bilans starć w tym sezonie to remis i porażka, czas więc wyrównać rachunki i zdobyć krajowy puchar po raz drugi w historii klubu.

  • Lubię! 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

W finale nie zagrają: Diego – kontuzja (3-12 dni), Douglas Reis – kontuzja (2 dni), Rodrigo Tornadijo – zawieszenie (1 mecz)

Carvajal – Trefilov, Amellal, Laguardia, Ballina – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado, Kabangu – Aranburu

 

Finał nie mógł się dla nas rozpocząć lepiej, bo już po 20 sekundach rozmontowaliśmy obronę rywali i z bliska do siatki trafił Sishuba, 1:0! 5 minut później wyrównać mógł Scietti, ale w dobrej sytuacji uderzył wysoko nad poprzeczką. Po kwadransie gry świetną piłkę dostał Aranburu, ale jego strzał był za słaby i golkiper Barcelony nie miał problemów z interwencją. Chwilę później Igor znów doszedł do sytuacji, ale znów przegrał pojedynek z bramkarzem, tym razem jednak nie mogliśmy mieć do niego pretensji, to była parada najwyższej światowej klasy. W pierwszej połowie rywale nie potrafili nam zagrozić. My natomiast stworzyliśmy dwie znakomite sytuacje, ale ponownie golkiper Barcelony okazał się lepszy, tym razem od Maldonado i znowu Aranburu.

 

Blaugrana zaczęła drugą część gry od zdecydowanego ataku. Już 5 minut po wznowieniu gry Scietti otrzymał podanie na 2 metry przed naszą bramką, ale Carvajal rzucił mu się pod nogi i tym samym zablokował strzał. Odpowiedzieliśmy znakomicie rozegranym rzutem wolnym. Osei zamienił dośrodkowanie na bramkę, ale sędzia słusznie dopatrzył się spalonego. Kilka minut później Carvajal wybronił mocny strzał Sciettiego. Minęło kilka minut i Włoch musiał opuścić boisko z powodu kontuzji. Problem w tym, że Barcelona nie miała już możliwych zmian, więc resztę meczu grała w osłabieniu. Na kwadrans przed końcem w znakomitej sytuacji znalazł się Aranburu, ale mając przed sobą jedynie bramkarza, uderzył obok słupka. Osłabiona Barcelona nie mogła już nam zagrozić. Sędzia zakończył spotkanie i chwilę później w ręce naszego kapitana trafił drugi w historii Puchar Króla!

 

Copa del Rey, finał, 19.4.2036

Nuevo Mestalla, 75 000 widzów

Anento – Barcelona, 1:0

1’ Khanyiso Sishuba

  • Lubię! 4

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
W finale nie zagrają: Diego – kontuzja (3-12 dni), Douglas Reis – kontuzja (2 dni), Rodrigo Tornadijo – zawieszenie (1 mecz)
Carvajal – Trefilov, Amellal, Laguardia, Ballina – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado, Kabangu – Aranburu
 
Finał nie mógł się dla nas rozpocząć lepiej, bo już po 20 sekundach rozmontowaliśmy obronę rywali i z bliska do siatki trafił Sishuba, 1:0! 5 minut później wyrównać mógł Scietti, ale w dobrej sytuacji uderzył wysoko nad poprzeczką. Po kwadransie gry świetną piłkę dostał Aranburu, ale jego strzał był za słaby i golkiper Barcelony nie miał problemów z interwencją. Chwilę później Igor znów doszedł do sytuacji, ale znów przegrał pojedynek z bramkarzem, tym razem jednak nie mogliśmy mieć do niego pretensji, to była parada najwyższej światowej klasy. W pierwszej połowie rywale nie potrafili nam zagrozić. My natomiast stworzyliśmy dwie znakomite sytuacje, ale ponownie golkiper Barcelony okazał się lepszy, tym razem od Maldonado i znowu Aranburu.
 
Blaugrana zaczęła drugą część gry od zdecydowanego ataku. Już 5 minut po wznowieniu gry Scietti otrzymał podanie na 2 metry przed naszą bramką, ale Carvajal rzucił mu się pod nogi i tym samym zablokował strzał. Odpowiedzieliśmy znakomicie rozegranym rzutem wolnym. Osei zamienił dośrodkowanie na bramkę, ale sędzia słusznie dopatrzył się spalonego. Kilka minut później Carvajal wybronił mocny strzał Sciettiego. Minęło kilka minut i Włoch musiał opuścić boisko z powodu kontuzji. Problem w tym, że Barcelona nie miała już możliwych zmian, więc resztę meczu grała w osłabieniu. Na kwadrans przed końcem w znakomitej sytuacji znalazł się Aranburu, ale mając przed sobą jedynie bramkarza, uderzył obok słupka. Osłabiona Barcelona nie mogła już nam zagrozić. Sędzia zakończył spotkanie i chwilę później w ręce naszego kapitana trafił drugi w historii Puchar Króla!
 
Copa del Rey, finał, 19.4.2036
Nuevo Mestalla, 75 000 widzów
Anento – Barcelona, 1:0
1’ Khanyiso Sishuba
Gratulacje!!

Teraz pora LM

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Dzięki bardzo! Pierwszy puchar jest, teraz lecimy dalej.

 

Kontynuujemy maraton ważnych spotkań, bo 4 dni później przyjeżdża do nas OM. Francuzi czekają na mistrzostwo kraju jeszcze rok dłużej niż LOSC, ale wiele wskazuje na to, że w tym sezonie „susza” dobiegnie końca, bo po 34 kolejkach przewodzą w lidze. W drodze do półfinału Champions League wyeliminowali Schalke po rzutach karnych oraz Atlético. Warto zaznaczyć, że pierwsze spotkanie z Los Colchoneros Marsylia przegrała 0:3, aby u siebie zwyciężyć 4:0 po dogrywce. To pokazuje, jak trudne czeka nas zadanie i jak ważne będzie odniesienie zwycięstwa w Saragossie.

 

W następnym meczu nie zagrają: Diego – kontuzja (5 dni)

Carvajal – Tornadijo, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado (70’ Vernet), Kabangu (78’ Albrecht) – Aranburu

 

UEFA Champions League, półfinał, 1. mecz, 23.4.2036

Stadion Miejski, 8 200 widzów

Anento – OM, 1:0

69’ Grace Kabangu

 

Anento – Marek Svec, 1:0. Golkiper Marsylii był dziś wszędzie, wydawał się nie do pokonania. Sposób na niego znalazł dopiero Kabangu, ale prawda jest taka, że tylko dzięki Svecowi ten dwumecz nie jest rozstrzygnięty. Wynik jest dla nas całkiem korzystny, to najlepsze 1-bramkowe zwycięstwo z możliwych. Jeśli uda nam się trafić we Francji (a przeważnie się udaje), będziemy w znakomitej sytuacji.

 

3 dni później gramy z Sevillą, która spośród ostatnich 12 spotkań przegrała zaledwie raz, dzięki czemu pozostaje w grze o podium. Drużyna ta spisuje się bardzo dobrze na wyjazdach, ponadto jesteśmy w trakcie piłkarskiego maratonu i może nam już brakować świeżości. W pierwszym meczu zremisowaliśmy 3:3.

 

W następnym meczu nie zagrają: Diego – kontuzja (2 dni)

Carvajal – Tornadijo (46’ Reis), Ballina, Girón, Trefilov – Montañés (46’ Osei), Vernet – McGrath, Pérez, Albrecht - José

 

LIGA BBVA, 33/38, 26.4.2036

Stadion Miejski, 8 200 widzów

Anento [1] – Sevilla [4], 4:0

7’ Daniel Albrecht

25’ Rodrigo Tornadijo (kar.)

57’ Fernando Della Picca (sam.)

66’ José

 

Rozbijamy Sevillę w wielkim stylu. Spodziewałem się trudnej przeprawy, a było to jedno z łatwiejszych spotkań od dawien dawna. Mieliśmy ten mecz pod kontrolą od pierwszej do ostatniej minuty. Zmiennicy pokazali, że nie można ich skreślać i mogą się przydać również w meczach z mocnymi zespołami. Utrzymujemy 5-punktową przewagę nad Realem.

  • Lubię! 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Dawno się nie udzielałem ale czytam wszystko na bieżąco i wielkie słowa uznania za całą karierę. Po wielu latach gry w niższych ligach zbudowałeś drużynę, która już na stałe weszła w ścisłą czołówkę najlepszych drużyn w Hiszpanii i z powodzeniem walczy w Lidze Mistrzów. Do tego pierwszy puchar, fenomenalna walka o pierwsze Mistrzostwo kraju i do tego bardzo blisko finału LM. Może to być historyczny sezon. :) Graty jeszcze raz za całą karierę i fajnie opisywaną karierę, z chęcią zobaczyłbym jakieś podsumowanie dotychczasowej kariery (coś jak skrót wydarzeń, legendy i ważne postacie w klubie, przełomowe wydarzenia)  bo już trochę sezonów minęło :) Pozdro!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Dzięki bardzo za dobre słowa. ;) Z tym podsumowaniem może być różnie, bo save trochę się zepsuł i w historii wyświetlany jest tylko ostatni sezon, ale zobaczę, co da się z tym zrobić.

 

3 dni później jedziemy do Francji na rewanż z OM. Zaliczka z pierwszego meczu jest skromna, ale może okazać się kluczowa. Pamiętamy jednak o niesamowitym come backu, jaki Marsylia zaprezentowała przeciwko Atlético. U siebie są kompletnie innym zespołem i uważam, że czeka nas trudniejsze zadanie niż w Lille.

 

W następnym meczu nie zagrają: ---

Carvajal – Tornadijo (90’ Trefilov), Amellal, Laguardia, Reis – Montañés (46’ Vernet), Osei – Sishuba, Maldonado (73’ Ballina), Kabangu – Aranburu

 

UEFA Champions League, półfinał, rewanż, 29.4.2036

Stade Vélodrome, 67 354 widzów

OM – Anento, 3:2 (3:3 w.)

4’ Endika Sáenz

15’ Khanyiso Sishuba

32’ Grace Kabangu

60’ Endika Sáenz

73’ Killian Faure

 

Mamy to, Anento w finale! To był prawdziwy rollercoaster. Zaczęliśmy fatalnie, ale 11 minut później świetny strzał Sishuby dał nam spory komfort. Po trafieniu Kabangu wydawało się, że już nic nam nie grozi. Gospodarze wyszli jednak na drugą połowę strasznie naładowani i zdołali wrócić na prowadzenie (przy bramce na 3:2 fatalnie zachował się Carvajal). Od tamtej pory broniliśmy wyniku, wprowadzając piątego obrońcę. To okazało się kluczowe, bo Francuzi nie potrafili pokonać Daniego po raz 4, co oznacza, że mamy awans dzięki bramkom wyjazdowym! W finale zmierzymy się z naszymi dobrymi znajomymi – Realem Madryt.

 

Z Realem mierzymy się także w lidze. Choć Barcelona ma jeszcze matematyczne szanse, wszyscy wiedzą, że to między nami a „Królewskimi” rozegra się walka o mistrzostwo kraju, na razie mamy 5 punktów przewagi. Real jest u siebie piekielnie mocny. W lidze zdobył 43 punkty na 45 możliwych, na Bernabéu przegrał w tym sezonie tylko raz. Było to w Copa del Rey… z nami. Trzeba jednak oddać, że rywale prezentowali się wówczas lepiej. Sprawa jest raczej prosta – jeśli Real chce zachować szanse na mistrza, musi dziś wygrać.

 

W następnym meczu nie zagrają: ---

Carvajal – Tornadijo, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado (78’ Vernet), Kabangu – Aranburu (89’ Albrecht)

 

LIGA BBVA, 34/38, 3.5.2036

Santiago Bernabéu, 76 861 widzów

R. Madrid [2] – Anento [1], 1:1

32’ Julián Murúa

33’ Grace Kabangu

 

Mamy zwycięski remis. To było bardzo wyrównane spotkanie. Niech świadczy o tym fakt, że gdy Real wyszedł na prowadzenie, nie minęła minuta i już był remis. Nie forsowaliśmy dziś tempa. Wystarczał nam remis, udało nam się go uzyskać i teraz jesteśmy na autostradzie do mistrzostwa kraju, nie możemy tego zaprzepaścić.

 

Valencia może spisać ten sezon na straty. Nie ma już szans na europejskie puchary, z Copa del Rey wyrzuciła ją słabiutka Granada, a w 1/16 finału Europa League okazała się gorsza od Torino. „Nietoperze” chcą jak najszybciej zapomnieć o tym sezonie i po cichu liczę na to, że nie będą mieć motywacji, aby walczyć z nami o jak najlepszy wynik. W pierwszym meczu zremisowaliśmy 3:3.

 

W następnym meczu nie zagrają: ---

Carvajal – Tornadijo, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés (46’ Vernet), Osei – Sishuba, Maldonado, Kabangu – Aranburu

 

LIGA BBVA, 35/38, 7.5.2036

Stadion Miejski, 8 200 widzów

Anento [1] – Valencia [11], 3:0

9’ Abdenasser Amellal

32’ Grace Kabangu

53’ Igor Aranburu

 

Bezproblemowe zwycięstwo. Bardzo pewnie wypunktowaliśmy rywali, a prawda jest taka, że przy lepszej skuteczności mogliśmy strzelić 5 bramek więcej. Niegdyś Valencia strasznie nam nie leżała, teraz wygrywamy i nawet się przy tym nie zmęczyliśmy. W Sevilli Real poległ 0:1, co oznacza, że mamy 8 punktów przewagi, podczas gdy do zdobycia pozostało ich już tylko 9.

  • Lubię! 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Espanyol jest niepokonany od 4 spotkań, ale nie zmienia to faktu, że sezon mógłby się dla niego już skończyć. Klub z Barcelony zajmie miejsce w środku tabeli i nic już tego nie zmieni. W pierwszym meczu wygraliśmy 3:1.

 

W następnym meczu nie zagrają: ---

Carvajal – Trefilov, Ballina, Girón, Diego – Montañés (46’ Osei), Vernet – McGrath, Pérez, Albrecht - José

 

LIGA BBVA, 36/38, 10.5.2036

Stadium RCD Espanyol, 31 742 widzów

Espanyol [12] – Anento [1], 2:1

39’ Maurício

44’ Maurício

45’ José

 

Słabiutka pierwsza połowa i o wiele lepsza druga. Często brakowało nam jednak pomysłu na obronę gospodarzy. Nie przypominaliśmy drużyny, która tak świetnie radziła sobie w poprzednich meczach, choć wyjściowy skład też był nieco inny. Real zbliża się do nas na dystans 5 punktów, wszystko jest jeszcze możliwe.

 

Choć sezon jeszcze trwa, przyznano już niektóre nagrody dla piłkarzy. Tak oto Igor Aranburu zajął drugie miejsce w plebiscycie na Piłkarza Roku w Hiszpanii, z kolei Pablo Laguardia został wybrany Młodym Piłkarzem Roku w Hiszpanii.

 

Tytuł mistrzowski możemy zapewnić sobie w środę, podejmując Las Palmas „C”. Życzyłem tej drużynie jak najlepiej, ale nie uchroniła się przed spadkiem. W pierwszym spotkaniu wygraliśmy 4:1, teraz sprawa jest jasna – wygrana zapewni nam mistrzostwo.

 

W następnym meczu nie zagrają: Diego – kontuzja (2 dni)

Carvajal – Trefilov, Ballina, Girón, Diego – Montañés (46’ Osei), Vernet – McGrath, Pérez, Albrecht - José

 

LIGA BBVA, 37/38, 14.5.2036

Stadion Miejski, 8 200 widzów

Anento [1] – Las Palmas “C” [20], 0:1

5’ Jorge Mas

 

Sensacja. Przegrywamy mecz, którego nie mieliśmy prawa przegrać. Goście zaskoczyli nas na samym początku spotkania, ale od tamtego momentu byli bezradni. Raz po raz atakowaliśmy ich bramkę, ale ciężko było cokolwiek zdziałać, kiedy cała drużyna Las Palmas „C” zabarykadowała się we własnym polu karnym. Tym wynikiem znacznie skomplikowaliśmy sobie drogę do mistrzostwa.

 

W ostatniej kolejce czeka nas bardzo trudne zadanie, bo przyjeżdża do nas Atlético. Los Colchoneros nie mogą zaliczyć tego sezonu do udanych. W lidze zajmą dopiero 5. miejsce, w pucharze odpadli w ćwierćfinale (przegrywając z nami), a w Champions League w kompromitujący sposób dali się wyeliminować Marsylii. Przeszkodzenie nam w zdobyciu mistrzostwa to jedyne, co mogą w tym sezonie osiągnąć. Real będzie w tym czasie podejmować równie rozczarowującą Valencię. Różnica między nami wynosi 2 punkty, ale z racji na lepszy bilans bezpośrednich spotkań, do mistrzowskiego tytułu wystarczy nam remis.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Ale za to emocje do ostatniej kolejki!

 

W następnym meczu nie zagrają: ---

Carvajal – Tornadijo, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado (60’ Vernet), Kabangu – Aranburu

 

LIGA BBVA, 38/38, 18.5.2036

Stadion Miejski, 8 200 widzów

Anento [1] – Atlético [5], 7:0

26’ Khanyiso Sishuba

32’ Igor Aranburu

35’ Grace Kabangu

48’ Khanyiso Sishuba

51’ Maclel Maldonado

57’ Igor Aranburu

65’ Grace Kabangu

 

ANENTO MISTRZEM HISZPANII! Zdobywamy tytuł, demolując Atlético! Weszliśmy w ten mecz strasznie naładowani. Od razu wiedziałem, że zdobędziemy dziś mistrzostwo. Los Colchoneros nie mieli chęci do gry, zwłaszcza w obronie. Daliśmy jeden z najlepszych występów w historii klubu, choć zastanawiam się, czy Atlético aby na pewno zrobiło wszystko, aby wygrać ten mecz. W końcu przegrywając sprawili, że ich główny rywal nie zdobył mistrzostwa. Nas to jednak nie obchodzi, na przestrzeni całego sezonu byliśmy zdecydowanie najlepsi i w pełni zasłużenie zdobyliśmy pierwsze mistrzostwo kraju w historii Anento!

 

Tabela na koniec ligi.

 

Ledwo osiągnęliśmy największy sukces w historii klubu, a tu już tydzień później mamy szansę na kolejny, bo czeka nas finał Champions League, naszym przeciwnikiem będzie Real Madryt. Dla nas to – rzecz jasna – pierwszy finał, dla „Królewskich” osiemnasty (do tej pory mają bilans 13-4). Nikt nie wygrał tych rozgrywek więcej razy niż Real. Drużyna ta bez problemu wygrała swoją grupę, zdobywając 16 punktów. W dalszych fazach eliminowała Porto (1:2, 6:0), Juventus (4:2, 2:1) i Tottenham (3:0, 1:1). Na korzyść Realu zdecydowanie przemawia doświadczenie, ale warto zaznaczyć, że w tym sezonie jesteśmy dla niego prawdziwą zmorą. Zdobyliśmy mistrzostwo kraju różnicą 2 punktów i zdeklasowaliśmy ich w półfinale Copa del Rey (4:0, 3:1). Oba zespoły przystąpią do finału w najmocniejszych składach. To będzie już nasza 22. konfrontacja, Real prowadzi 9-5-7 ale trzeba dodać, że nie wygrał z nami już od 7 spotkań (3 remisy, 4 porażki). Finał odbędzie się na Stade Vélodrome, na którym nie tak dawno mierzyliśmy się z Marsylią. Teraz stadion ten będzie neutralnym terenem, choć nie ukrywam, że możemy poczuć się na nim lepiej niż Real, w końcu graliśmy tu niespełna miesiąc temu. Wygrywając Champions League, zdobylibyśmy „potrójną koronę”, co przed sezonem nawet nam się nie śniło. Czas przejść do historii, przed nami bezsprzecznie największy mecz w historii Anento.

  • Lubię! 1
  • Uwielbiam 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

ależ rooooozpierdol :wub: 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

no to zapowiada sie niezwykle ciekawy final LM :) powodzenia :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Graaatyyy za La liga!!! I powodzenia w finale LM. Btw, jest w tym kurniczku zwanym Stadionem Miejskim jakaś gablota na trofea?;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Oczywiście, że nie było miejsca na jakąkolwiek gablotę. Zawodnicy przekazują sobie puchary do przechowania, każdy na jeden dzień. Jak przychodzi piątek, wszyscy grają w makao, a zwycięzca zachowuje trofea na cały weekend.

 

W finale nie zagrają: ---

Carvajal – Tornadijo, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado, Kabangu – Aranburu

 

Real zaczął od mocnego uderzenia. Już w 3. minucie z piłką w naszym polu karnym znalazł się Ismael, ale Carvajal znakomicie poradził sobie z jego technicznym uderzeniem. Dalsza część gry to wzajemne badanie rywala, wszystkie strzały były blokowane. Nagle jednak Kabangu z łatwością ograł Ruzickę, minął Bakkera i posłał piłkę do pustej bramki, 1:0! Reszta pierwszej połowy nie przyniosła niczego ciekawego. Kibice oglądali albo uderzenia na poprzeczką, albo łatwe strzały prosto w bramkarzy.

 

Pierwsze minuty po przerwie nie przyniosły spodziewanych emocji. Jedyną dobrą okazję zmarnował Aranburu, ale i tak był wówczas na spalonym. W 55. minucie błyskawicznie wyszliśmy z kontrą, Kabangu dośrodkował w pole karne, tam do piłki dopadł Aranburu, ale piłka po jego strzale trafiła w słupek! W międzyczasie „Królewscy” musieli dokonać 2 zmian z powodu kontuzji, przez co nie do końca kleiła im się gra. Widać to było w 69. minucie, kiedy to kompletnie nie wyszła im pułapka ofsajdowa. Aranburu znalazł się sam na sam z Bakkerem i tym razem się nie pomylił, umieścił piłkę w siatce, 2:0! W ostatnim kwadransie Real pokusił się o jeszcze jeden zryw. W wyniku tego do świetnych sytuacji doszli Meijer, Mbiyavanga, Ismael oraz Silva, ale każdy z nich uderzył wprost w Carvajala. Wówczas jasne już było, że Real nic dziś nie ugra. Po 3 minutach doliczonego czasu gry sędzia zakończył spotkanie i w ręce naszego kapitana trafił puchar Ligi Mistrzów!

 

UEFA Champions League, finał, 24.5.2036

Stade Vélodrome, 67 354 widzów

Anento – R. Madrid, 2:0

20’ Grace Kabangu

69’ Igor Aranburu

 

-Gratulacje za ten fantastyczny sezon. Potrójna korona, coś niesamowitego!

-Zgadza się, to przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Przeszliśmy do historii, zdobywając 3 puchary, choć nie dawano nam szans w jakichkolwiek rozgrywkach. No, być może dawano bardzo małe.

-Który z tych tytułów smakuje najlepiej? Który było najtrudniej zdobyć?

-Ciężko wskazać jeden. Liga była szalenie wymagająca, bo nie jest łatwo po 38 kolejkach znajdować się jednocześnie nad Realem, Barceloną i Atlético. Dodajmy do tego Sevillę i Athletic, które również należy zaliczyć do czołówki. Jeśli chodzi o puchar, mieliśmy najtrudniejszą drogę z możliwych, bo musieliśmy pokonać Atlético, Real i Barcelonę, a to zawsze jest trudne zadanie. W Champions League nie było wcale łatwiej, do samego końca musieliśmy drżeć o awans w pojedynkach z Lille i Marsylią. W dodatku pokonaliśmy Chelsea i Real, czyli najbardziej utytułowany w klub w ostatnich latach i najbardziej utytułowany klub w historii rozgrywek. Nikt nam więc nic nie podarował. Na pewno La Liga i Champions League smakują wyjątkowo, bo zdobyliśmy je po raz pierwszy.

-Co zadecydowało o waszych sukcesach?

-Bardzo dużo rzeczy. Należy zacząć od umiejętnej rotacji składem. Grali niemal wszyscy, każdy był potrzebny. Często było tak, że w lidze grali zmiennicy. W wyniku tego Igor Aranburu nie mógł walczyć o tytuł króla strzelców, a jestem w 100% przekonany, że by go zdobył. Musimy też pamiętać o naszym bramkarzu, który wszystkich zaskoczył. Nie było idealnie, ale chłopak ma 17 lat i spisał się lepiej niż wszyscy przewidywali. To, co jednak zadecydowało, to piekielnie mocna ofensywa. W obronie bywało różnie, ale atak mieliśmy nieziemski, po prostu czasem byliśmy dosłownie nie do zatrzymania.

-Czego można teraz oczekiwać? Co możecie zrobić, aby przyszły sezon był jeszcze lepszy?

-Cóż, osiągnięciem, jakiego jeszcze nie mamy jest sześć pucharów w jednym sezonie, teraz drużyna będzie mieć na to szansę… ale już beze mnie. Przed sezonem powiedziałem sobie, że bez względu na wszystko, będzie on moim ostatnim. Nie tylko w Anento, w całej trenerskiej karierze. Uważam, że osiągnąłem z drużyną wszystko, co tylko mogłem, to było maksimum. Czuję się na siłach, aby prowadzić inny zespół, ale nie zamierzam tego robić z szacunku do Anento.

-Czy to jest ostateczna decyzja?

-Zdania już nie zmienię. 22 lata temu objąłem Anento po prostu jako pasjonat piłki, a spójrzmy, gdzie jesteśmy teraz, występuję na konferencji prasowej po wygraniu Champions League, nie mogłem wymarzyć sobie piękniejszego zakończenia wspaniałej kariery. Nie byłoby jednak tego wszystkiego, gdyby nie wszyscy piłkarze, którzy w tym czasie grali w klubie. Nie ze wszystkimi dogadywałem się idealnie, ale każdemu chciałbym podziękować, to samo tyczy się sztabu trenerskiego. Zostawiam klub jako jeden z najlepszych na całym świecie. Chłopaki mają potencjał, aby osiągnąć jeszcze więcej i będę im w tym kibicować ze wszystkich sił. Czas usunąć się w cień i pozwolić komuś innemu prowadzić ten zespół, bo to czysta przyjemność. Jeszcze raz dziękuję wszystkim za tę przygodę życia.

 

Tak oto kończy się moja era w Anento. 1 023 spotkania, 561 wygranych, 257 remisów i 205 porażek. Liga Mistrzów, Liga Europy, mistrzostwo Hiszpanii, 2 Puchary Króla, Superpuchar Hiszpanii i Superpuchar Europy. 22 lata temu klub bez jakiejkolwiek infrastruktury, teraz najlepszy klub w Europie, a może i na świecie.

 

Tak więc kolejna kariera dobiegła końca, tym razem w wersji hiszpańskiej. Dzięki wszystkim za dobre słowa, które były dla mnie dużą motywacją, bez Was ten opek nigdy nie zostałby doprowadzony do końca. Przepraszam za różne zastoje, bo trochę ich było i mam nadzieję, że podczas czytania bawiliście się równie dobrze jak ja podczas rozgrywania tych wszystkich spotkań. Planuję niebawem ruszyć z czymś nowym, postaram się, aby było na nieco wyższym poziomie literackim, bo jestem w pełni świadom, że trochę to u mnie kuleje. Na razie nic więcej nie zdradzę poza tym, że – jak zwykle – będzie nieco hardcorowo. Tak więc jeszcze raz dzięki i do zobaczenia niebawem. ;)

  • Lubię! 3
  • Hurra! 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Puuuuuchar jest nasz :cup: 

 

najwyższe słowa uznania.

 

końcowka z dobrym pierdolnieciem -szanuję

 

 czekam na wiecej 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Troche mnie rozczarowales :P Nie jest sztuka wejsc na szczyt, a utrzymac sie na nim :P Moim zdaniem powinienes sprobowac w nastepnym sezonie obronic lige i LM i dopiero wtedy zakonczyc temat.

 

Ale to Twoja decyzja. Szanuje tak czy siak.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Z jednej strony szkoda, że juz koniec, ale duuużo sezonów było, piękna kariera, chyba jeszcze większy hardcore niż w Norwich. Dzięki,  gratki i czekamy na nowe wyzwanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Wielki gratki za osiągnięcia w tym sezonie. Dobra rozwałka.

Popieram Feno!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Już tak dopowiadając, przyznam, że nie planowałem kończyć kariery po tym sezonie, to następny miał być ostatni. Niestety, save chyba zgłupiał po wygraniu przez nas ligi, bo przy wejściu w nowy sezon wszystko się zaktualizowało właśnie z wyjątkiem ligi. Dla próby przesymulowałem grę do września. Po urlopie tabela nadal pokazywała stan po 38 kolejkach poprzedniego sezonu, a terminarz nie uwzględniał meczów ligowych. Jedyne, co mogłem rozgrywać to Superpuchary i Ligę Mistrzów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

No to od razu po LM jedziemy :war:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×