Jump to content
Ralf

Cień wielkiej trybuny

Recommended Posts

Obaj macie po jednym cięższym oponencie, ty masz dwa mecze u siebie, oni jeden... Byle nie wyrżnąć się na TSV...

Share this post


Link to post

Close enough.

 

--------------------------------------------------

 

Przed następnym meczem o wszystko (teraz graliśmy już tylko takie) z roli kapitana całym sobą wywiązywał się Markus Rose, zarówno na treningach, jak i za pośrednictwem mediów zagrzewał drużynę do walki. Jego starania były tym bardziej nieocenione, że teraz mierzyliśmy się z zawsze niewygodnym TSV Monachium, a więc chyba jedynym w tej chwili rywalem, z którym wolałbym, byśmy grać nie musieli. W porównaniu z jedenastką z Bochum przeprowadziłem dwie zmiany, oczywiście sadzając na ławce Salerno i Thomasa Franza, których zastąpili Albrechtsen i po raz pierwszy w wyjściowym składzie Kwiatkowski.

 

W pierwszym kwadransie graliśmy tak, że aż ręce same składały się do oklasków – gryźliśmy trawę, walczyliśmy o każdą, nawet całkowicie straconą piłkę, do tego imponowaliśmy zgraniem i wolą walki. Zwieńczeniem naszej widocznej gołym okiem przewagi była 17. minuta, w której Vink minął na pełnej szybkości Schweglera i nie zwalniając dośrodkował w pole bramkowe, gdzie wychodzący z bramki Bolstad zderzył się z Agostinim, a Denílson po żołniersku wpakował piłkę do siatki! Szkoda, że od tej pory całkowicie siedliśmy i oddaliśmy Monachium inicjatywę, zupełnie jakby moi piłkarze uwierzyli, że dowiezienie 1:0 do końcowego gwizdka to czysta formalność, choć zza linii bocznej nawoływałem zespół do otrząśnięcia się i podjęcia ataków na nowo. Skoro nikt mnie już nie słuchał, nie zdziwiłem się, gdy w 42. minucie Lederer zdecydował się na strzał z dystansu, a Olivieri jak za starych, złych czasów wpuścił piłkę do bramki między rękami.

 

Co gorsza, w drugiej połowie zawiedliśmy na całej linii i nie przeprowadziliśmy ani jednej groźnej akcji, podczas gdy TSV Monachium grało składnie, dokładnie, precyzyjnie i niemal nie traciło piłek, a nasze podania lądowały głównie na nogach najbliższego rywala. Prawdę mówiąc, ten remis i tak był sukcesem, bowiem goście mogli dzisiaj bez wysiłku z nami wygrać, jako że w drugiej połowie byliśmy zespołem wyraźnie słabszym. Werder oczywiście nie omieszkał wykorzystać tego prezentu, rozniósł na wyjeździe Borussię Mönchengladbach i zbliżył się do nas na trzy punkty, podczas gdy do zdobycia nadal pozostawało ich aż sześć...

 

Cytat

08.05.2027, Georg-Melches-Stadion, Essen, widzów: 14 350

BL (32/34) Rot-Weiss Essen [1.] – TSV 1860 Monachium [5.] 1:1 (1:1)

 

17' Denílson 1:0

42' W. Lederer 1:1

 

Rot-Weiss Essen: G.Olivieri 6 – Reginaldo 7, A.Betz 7, A.Albrechtsen 6, M.Gruszka 6 – H.Vink ŻK 7, M.Kwiatkowski 7, M.Rose 7, S.Franz 6 (46' M.Andreasen 7) – D.Corradini 7 (64' Z.Mihajlović 6), Denílson 7 (72' D.Wolf 6)

 

GM: Werner Lederer (OP Ś, TSV 1860 Monachium) - 8

 

Share this post


Link to post

o cię wuj...

Share this post


Link to post

— Nie. Nie! Nieee!!! — wrzasnąłem, maltretując w rękach raport szefa naszego pionu medycznego. — Kurwa, nie!!!

 

Thomas i Moriente wymienili zaniepokojone spojrzenia. Nawet nie myśleli odzywać się bez ważnego powodu, bo sami odczuwali już napięcie zaciętej walki o mistrzostwo. Nie patrzyli jednak na mnie, jak na wariata. W ich twarzach widziałem uroczystą powagę, widzieli we mnie głównego aktora spektaklu, swoistego Herkulesa Poirot, tyle że o gorętszym temperamencie, od którego zależy, czy cała historia zakończy się schwytaniem głównego antagonisty, czy też efektowną katastrofą.

 

— Kurwa, jeśli tak mu się podoba ta Ellen z siłowni, to jest na tyle znany, że skinąłby palcem, a poleci za nim na koniec świata! — kontynuowałem wywód. — A jak się wstydzi, to ja do niej pójdę choćby zaraz i go z nią umówię!

 

Markus Rose nie wyciągnął wniosków z zimowej gafy, a teraz nie mógł wybrać sobie gorszego momentu na to, by znowu spróbować zaszpanować przed niewiastą na siłowni, co oczywiście skończyło się zrzuceniem sobie zbyt obciążonej sztangi na klatkę piersiową. Tym samym w krytycznych chwilach walki o tytuł straciliśmy naszego kapitana — obecnie mózg, serce i płuca Rot-Weiss Essen.

 

Wysapałem się, podszedłem do okna, za którym zapadał zmrok, po czym zwróciłem się do wciąż milczących wyczekująco Moriente i Thomasa, a światło staroświeckiego żyrandola oświetliło moją już w pełni opanowaną i poważną twarz.

 

— Dobra — rzekłem — poradzimy sobie. Będziemy walczyć bez Markusa. Od jutra André będzie czekało poważne zadanie, które może go uczynić bohaterem.

Share this post


Link to post

Klasyk. Po prostu.

Share this post


Link to post

Następnego dnia z samego rana na spokojnie wytłumaczyłem Betzowi, jaki obowiązek będzie teraz na nim spoczywał. Był w klubie odpowiedzialny za pełnienie obowiązków wicekapitana w przypadku nieobecności Rosego, a teraz czekało go jeszcze trudniejsze zadanie. André szybko wczuł się w swoją rolę i niczym Markus zajął się budowaniem atmosfery w szatni, bardzo mi przy tym pomagając.

 

 

 

A w przedostatniej kolejce pojechaliśmy na ostatni wyjazd tego sezonu, który bynajmniej wcale nie miał być łatwy, bo w Gelsenkirchen czekało na nasz Schalke, co oznaczało dla nas kolejne bezpardonowe derby z odwiecznym rywalem. Doprawdy, krętymi ścieżkami prowadził nas piłkarski los. Postanowiłem troszkę zaryzykować, ale też być wspaniałomyślny, i w miejsce Rosego wystawiłem od pierwszej minuty Maćka Kwiatkowskiego, a na prawej obronie znalazł się z powrotem Hildebrandt; reszta składu pozostała bez zmian, chłopaki musieli czuć, że im ufam.

 

Na wypełnionej VeltinsArena, która 21 lat temu gościła Mistrzostwa Świata, gospodarze byli nie tyle zmotywowani, co zdeterminowani, by nas pokonać i udowodnić swoją wyższość w naszych osobistych zwadach. Od jakiegoś czasu nieustannie miałem wrażenie, że gramy na pograniczu klęski, co widać było i dzisiaj, przez co już w 6. minucie Corradini fatalnie zgubił piłkę przed naszym polem karnym, a wysunięty przed bramkę Olivieri dał się zaskoczyć Martinowi Schmidtowi natychmiastowym strzałem poza zasięgiem własnych ramion. Skryłem twarz w dłoniach. Zero do jednego.

 

Przewaga Schalke była momentami miażdżąca. Długimi minutami nie mieliśmy nawet szansy powąchać piłki, bo nieustannie w jej posiadaniu byli rywale, a ci atakowali nas ze wszystkich stron, obydwoma skrzydłami, środkiem, atakami pozycyjnymi, kontratakami. Dosłownie w każdy sposób. Nie wiem, jakim cudem przez kolejny kwadrans nie straciliśmy jeszcze 2-3 bramek, ale w końcu zaczęliśmy nieśmiało kontrować, a po jednej z takich zaczepnych akcji... Benjamin Hoffmann podarował nam rzut karny! Seba Franz udźwignął presję, strzelił nie do obrony i już był remis!

 

Ale nie był to koniec naszych kłopotów. Po półgodzinie natychmiast zdjąłem z boiska beznadziejnych Corradiniego i Albrechtsena, których postawa była dla piłkarzy Schalke wodą na młyn, a jakby tego było mało, tuż przed przerwą wstrząśnienia mózgu w zderzeniu z rywalem nabawił się Hans Vink, przez co do przerwy miałem wykorzystane już wszystkie zmiany. Na szczęście do przerwy także prowadziliśmy, po tym jak w 41. minucie tenże Vink zrobił ostatnią przysługę dla RWE, pięknie dograł do wbiegającego Thomasa Franza, który trafił w słupek, piłka zaczęła toczyć się wzdłuż linii bramkowej, a nim Zanetti zdołał wstać i nakryć ją ciałem, Denílson wślizgiem wepchnął ją do siatki!

 

W przerwie nakreśliłem drużynie jasny plan — stawiamy wszystko na jedną kartę i walczymy o kolejne trafienia, bo nikłe prowadzenie nie dawało żadnej gwarancji. Nie mając już do dyspozycji zmian mogłem jedynie reagować na bieżąco na roszady rywali w ustawieniu, a także podpytywać Wasoskiego, co się dzieje w Bremie, gdzie Werder w końcu objął prowadzenie z Wolfsburgiem. Tak jak i w Bochum, tak i teraz mecz przypominał małą wojnę.

 

I bez słów mogę zwalić ciebie z nóg,

Wrogu mój, co wykrzywiasz usta,

Nie przepraszaj, tylko wstań,

Nigdy już nie zobaczysz lustra.

 

Dobrze wiedziałem, że ryzykujemy zbytnie odsłonięcie się, ale kto nie ryzykuje, ten nie je. I nie zdobywa mistrzostwa. Nasz upór już niebawem miał przynieść swój brzemienny dla losów meczu skutek... W 82. minucie Schalke przeszło na 4-2-4 i ruszyło ławą w nasze pole karne, po dośrodkowaniu Salerno... zgarnął piłkę i wybił ją co dalej w pole, a na środku boiska Denílson przyjął podanie, uciekł przerzedzonej obronie i po długim rajdzie przelobował Zanettiego!!! Rywale wyglądali, jakby dostali właśnie kijem baseballowym przez łeb, a tymczasem pięć minut później złapaliśmy ich kolejnym kontratakiem, Denílson wyłożył piłkę na środek pola karnego, gdzie Mihajlović nastrzelił Zanettiego, a wspaniały Denílson zdążył do bezpańskiej futbolówki przed Schröerem i golem na 4:1 zaliczył hat-tricka, ustalając wynik derbów z Schalke! Co za kosmiczny mecz!

 

Podczas gdy zniesmaczeni i rozgoryczeni kibice gospodarzy tłumnie opuszczali stadion po końcowym gwizdku, my zeszliśmy się wszyscy niedaleko linii bocznej, wspólnie poklepując się pokrzepiająco po plecach. Z trzema punktami przewagi i o wiele lepszym bilansem bramkowym w ostatniej kolejce łatwiej miało nam być zdobyć mistrzostwo, niż je przegrać, ale nie mówiłem "hop". Nikt nie mówił.

 

Cytat

15.05.2027, VeltinsArena, Gelsenkirchen, widzów: 59 603

BL (33/34) Schalke 04 [5.] – Rot-Weiss Essen [1.] 1:4 (1:2)

 

6' M. Schmidt 1:0

23' S. Franz 1:1 rz.k.

39' B. Hoffmann (S04) ktz.

41' Denílson 1:2

45' H. Vink (RWE) ktz.

82' Denílson 1:3

87' Denílson 1:4

 

 

Rot-Weiss Essen: G.Olivieri 8 – L.Hildebrandt ŻK 8, A.Betz 9, A.Albrechtsen 4 (31' D.Salerno 9), M.Gruszka 8 – H.Vink Ktz 7 (45' Reginaldo 7), M.Kwiatkowski 8, T.Franz 9, S.Franz 9 – D.Corradini 5 (31' Z.Mihajlović 7), Denílson 10

 

GM: Denílson (N, Rot-Weiss Essen) - 10

 

Share this post


Link to post

Dopiero teraz, gdy byliśmy już o krok, coraz bardziej zdawałem sobie sprawę, jak długo czekałem na taką szansę. Przed decydującą kolejką zmagań zapowiedziałem w rozmowie z dziennikarzem z jednego z wiodących piłkarskich serwisów w Niemczech, że jeśli zdobędziemy mistrzostwo, zaraz po zakończeniu meczu z Karlsruhe zatańczę publicznie Macarenę na runku w Essen. Oczywiście wieczorem nagranie wideo z moją deklaracją dało się już znaleźć w każdym zakamarku Interentu, włącznie z propozycjami na stronie głównej YouTube.

 

W międzyczasie końca dobiegły zmagania w europejskich pucharach, które dla mnie były jednak tylko w tle aktualnych wydarzeń. W finale Pucharu UEFA Lazio Rzym pokonało w Belgradzie Olympique Lyon 2:0, odreagowując niedaną końcówkę walki o mistrzostwo Włoch. W Lidze Mistrzów natomiast triumf święcił Arsenal Londyn, który dzięki trafieniu Rose'a w dogrywce pokonał Betis 2:1 i po raz trzeci w swojej historii wzniósł w górę najcenniejsze trofeum Starego Kontynentu.

 

Nieoczekiwanie spłynęły na nas wielkie frykasy w związku z tegoroczną edycją Champions League. Za prawa do transmisji telewizyjnych otrzymaliśmy od UEFA ładną sumę 16 500 000€, które z pewnością miały bardzo się przydać, ale prawdziwym zaskoczeniem było dla mnie rozdanie nagród. Otóż okazało się, że w Jedenastce Marzeń znalazło się... aż siedmiu piłkarzy Rot-Weiss Essen, przy czym tylko jeden z roli rezerwowego, mimo że przecież nie osiągnęliśmy żadnego imponującego wyniku. Zaszczytu tego dostąpili André Betz, Lars HofmannAdriano, Thomas Franz, Marcin Gruszka, Daniel Wolf i Anders Albrechtsen, ponadto Betz zajął drugie miejsce w konkursie na Najlepszego Piłkarza Ligi Mistrzów, ustępując jedynie Ivano Alfieriemu z Olympique Marsylii.

Share this post


Link to post

Pięć lat i 161 stron... Pięć lat i pieprzonych 161 stron...

 

----------------------------------------------------

 

22 maja 2027 trybuny Georg-Melches-Stadion pokryły liczne transparenty w czerwono-białych barwach i tematyczne sektorówki, które obecne pokolenie kibiców Rot-Weiss Essen nie miało okazji przygotowywać, a ci, którzy oglądali na własne oczy jedyny przypadek zdobycia przez klub mistrzostwa Niemiec, albo już dawno nie żyli, albo byli sędziwymi staruszkami, którzy i tak zapewne nie pamiętali zbyt wiele z tamtych zamierzchłych czasów. Tego dnia mogliśmy wszystko odświeżyć, choć graliśmy w coraz bardziej łatanym składzie, w którym z musu znalazł się i Reginaldo, choć dosłownie dzień wcześniej otrzymał karę finansową za niestawienie się na treningu bez usprawiedliwienia.

 

Karlsruhe, choć znajdowało się teraz na ostatnim bezpiecznym miejscu w tabeli, nadal groził spadek, gdyby Norymberga wygrała z Werderem, więc był to mecz o wielką stawkę z obu stron. Tego popołudnia presję lepiej udźwignęliśmy my, dzięki czemu gdy goście atakowali, nie byli w stanie oddać zbyt wielu celnych strzałów, a celne pewnie wyłapywał lub odbijał Olivieri. Z przodu nie szło nam już jednak tak dobrze, jak w obronie, więc cieszyłem się, że do mistrzostwa potrzebowaliśmy w teorii jedynie remisu. Ale nie byliśmy minimalistami i w doliczonym czasie ruszyliśmy z kontratakiem po rzucie rożnym, Thomas Franz wypuścił w bój Denílsona, a świetny w ostatnich meczach Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem nie dał się zatrzymać w sprincie w pole karne i wpakował piłkę do siatki!

 

Po przerwie goście ostatecznie pękli i pozostało nam jedynie dopełnić swojej powinności, godnie kończąc ten fantastyczny, ale i bardzo trudny sezon. W 65. minucie wpuściłem na boisko dawno niewidzianego Marka Topolskiego, a Polak już trzy minuty później dostał dobre podanie do nogi od Reginaldo i pięknym podkręconym strzałem na dalszy słupek dołożył swoją, polską cegiełkę do końcowego sukcesu. Chwilę później wywalczyliśmy rzut rożny, z którego dośrodkowywał Hildebrandt i zrobił to w taki sposób, że Özdemir... wrzucił sobie piłkę do bramki! Na ostatni kwadrans na boisku zameldował się też Daniel Wolf, który mimo wszystko zdobył wiele ważnych goli, a teraz w 88. minucie skontrowaliśmy Karlsruhe, zaś Wolf wbiegł w pole karne i pewnym strzałem dobił załamanych gości!

 

Pieczętując nasz tytuł mistrzów Niemiec! Wraz z końcowym gwizdkiem po prostu padłem na kolana, wznosząc ręce w górę, bo czekałem na to bardzo długie lata, przeżywając po drodze wiele frustracji, porażek i poczucia bezsilności. Na dłuższą chwilę był to ostatni raz, gdy widziano mnie na boisku, ponieważ natychmiast szczelnie obstąpili mnie szczęśliwi współpracownicy. Zresztą na boisku zaraz zrobiło się bardzo tłoczno, bo na murawę wylali się nasi kibice, a wraz z nimi również kibice Karsruhe, które mimo klęski 0:4 mogło i tak świętować utrzymanie w lidze i bawiło się wraz z nami. Do później nocy w całym mieście brzmiało echo skandowania:

 

ROT-WEISS-ESSEN! ROT-WEISS ESSEN! ROT-WEISS ESSEN! ROT-WEISS-ESSEN!

 

Cytat

22.05.2027, Georg-Melches-Stadion, Essen, widzów: 14 028

BL (34/34) Rot-Weiss Essen [1.] – Karlsruher SC [15.] 4:0 (1:0)

 

45+2' Denílson 1:0

68' M. Topolski 2:0

73' D. Özdemir 3:0 sam.

88' D. Wolf 4:0

 

Rot-Weiss Essen: G.Olivieri 8 – Reginaldo 7, A.Betz 8, D.Salerno 8, M.Gruszka 8 – L.Hildebrandt 8, M.Kwiatkowski 8, T.Franz 8 (76' D.Wolf 7), S.Franz 6 (46' M.Andreasen 7) – D.Corradini 7 (65' M.Topolski 8), Denílson 8

 

Gabriele Olivieri (BR, Rot-Weiss Essen) - 8

 

Bundesliga, sezon 2026/2027:

Poz.|  Inf. |  Zespół              | M   | Z   | R   | P   | G+   | G-   | R.B.   | Pkt. |
------------------------------------------------------------------------------------------
 1. |   M   | Rot-Weiss Essen      | 34  | 24  | 6   | 4   | 90   | 43   | +47    | 78   |
------------------------------------------------------------------------------------------
 2. |       | Werder Brema         | 34  | 23  | 6   | 5   | 66   | 34   | +32    | 75   |
------------------------------------------------------------------------------------------
 3. |       | HSV Hamburg          | 34  | 15  | 15  | 4   | 46   | 26   | +20    | 60   |
------------------------------------------------------------------------------------------
 4. |       | Bayern Monachium     | 34  | 15  | 11  | 8   | 48   | 34   | +14    | 56   |
------------------------------------------------------------------------------------------
 5. |       | Schalke 04           | 34  | 17  | 4   | 13  | 59   | 48   | +11    | 55   |
------------------------------------------------------------------------------------------
 6. |       | TSV 1860 Monachium   | 34  | 14  | 10  | 10  | 52   | 42   | +10    | 52   |
------------------------------------------------------------------------------------------
 7. |       | 1.FC Köln            | 34  | 14  | 8   | 12  | 54   | 45   | +9     | 50   |
------------------------------------------------------------------------------------------
 8. |       | Borussia Dortmund    | 34  | 13  | 10  | 11  | 54   | 54   | 0      | 49   |
------------------------------------------------------------------------------------------
 9. |       | Hertha Berlin        | 34  | 14  | 5   | 15  | 71   | 60   | +11    | 47   |
------------------------------------------------------------------------------------------
10. |       | Eintracht Brunszwik  | 34  | 12  | 10  | 12  | 42   | 42   | 0      | 46   |
------------------------------------------------------------------------------------------
11. |       | VfL Osnabrück        | 34  | 13  | 6   | 15  | 50   | 50   | 0      | 45   |
------------------------------------------------------------------------------------------
12. |       | Borussia Gladbach    | 34  | 11  | 7   | 16  | 42   | 51   | -9     | 40   |
------------------------------------------------------------------------------------------
13. |       | VfL Bochum           | 34  | 8   | 11  | 15  | 36   | 55   | -19    | 35   |
------------------------------------------------------------------------------------------
14. |       | TSG Hoffenheim       | 34  | 9   | 6   | 19  | 40   | 58   | -18    | 33   |
------------------------------------------------------------------------------------------
15. |       | Karlsruher SC        | 34  | 7   | 11  | 16  | 41   | 60   | -19    | 32   |
------------------------------------------------------------------------------------------
16. |   S   | 1.FC Nürnberg        | 34  | 8   | 7   | 19  | 37   | 68   | -31    | 31   |
------------------------------------------------------------------------------------------
17. |   S   | VfL Wolfsburg        | 34  | 7   | 9   | 18  | 33   | 58   | -25    | 30   |
------------------------------------------------------------------------------------------
18. |   S   | VfB Stuttgart        | 34  | 8   | 6   | 20  | 30   | 63   | -33    | 30   |

 

  • I love it 1
  • Hurra! 2

Share this post


Link to post

Yes!

Share this post


Link to post

Mokrzy i lepcy od szampana, którego strumienie zalały najpierw murawę przy odbieraniu mistrzowskiego trofeum, a potem szatnię, weszliśmy na pokład specjalnego autokaru z odkrytym nadwoziem i w klubowych barwach, by wśród tłumu kibiców zrobić rundkę po Essen, prezentując miastu to, do wywalczenia czego wiodła nas długa, niełatwa ścieżka od Regionalligi, aż po dzisiejszy dzień, gdy przypieczętowaliśmy ostateczny triumf w Bundeslidze. Ruszyliśmy nieopodal Georg-Melches-Stadion, z Hafenstraße, a na koniec zatrzymaliśmy się przy rynku, gdzie zaczęliśmy bawić się z kibicami.

 

Wtedy zadziałała potęga Internetu. Ktoś z tłumu krzyknął "Eeeeee, macarena!", a później podchwyciły to kolejne osoby. Po chwili wyrośli przede mną Olek Wasoski, podchmielony Markus Rose z obolałą klatką piersiową, który od razu przykleił się do mnie pod ramię, i Moriente w swojej sztandarowej koszuli hawajskiej.

 

– No, muchacho, chyba nie zapomniałeś jeszcze, co powiedziałeś przed Karlsruhe, verdad? – zapytał z szerokim uśmiechem, który zdradzał, że i w jego krwiobiegu pojawiła się już domieszka alkoholu.

 

Uśmiechnąłem się i skinąłem głową.

 

– Potrzymaj mi piwo.

 

Wręczyłem Moriente moją szklankę, w której zostało jeszcze pół lagera, i ruszyłem przed siebie w stronę młodzieńca przy zaparkowanym Volkswagenie z przyciemnianymi szybami. Nie zawiódł mnie – gdy otworzył klapę bagażnika, moim oczom ukazała się potężna tuba; ciężko było mi natomiast stwierdzić, czy to od jej ciężaru siadło mu zawieszenie, czy po prostu "zglebił" samochód, jak to się popularnie mówi wśród młodzieży.

 

– Jesteś podpięty do Wi-Fi? – spytałem chłopaka. – Jesteś w stanie to puścić na samochód?

 

– Natürlich, Herr Ralf!

 

I już po chwili rynek w Essen rozbrzmiał pierwszymi dźwiękami słynnej La Macareny, znanego w każdym zakątku świata przeboju Los Del Rio. Ustawiłem się na środku placu, pląsając tanecznym krokiem niczym Patrick Swayze w "Dirty Dancing", a dokoła mnie w górę powędrowały telefony komórkowe, kamerki i inne tablety, które bacznie wszystko nagrywały. Zacząłem wykonywać dobrze znane ruchy: jedna ręka, druga ręka, trzy, cztery, pięć, sześć, zawiłe słowa tekstu, które w okolicy rozumiał chyba tylko Moriente, by naraz zejść nisko na nogach i wyskoczyć w górę, obracając się o 90 stopni.

 

Nie dalej, jak minutę później zaczęli dołączać do mnie postronni ludzie, zarówno młode osoby, jak i kibice starszej daty, aż w końcu cały rynek zamienił się w zsynchronizowany tłum, tańczący wspólnie Macarenę po zdobyciu mistrzostwa Niemiec. Dotrzymałem danego słowa, jeszcze bardziej punktując sobie w środowisku i byciem słownym, i poczuciem humoru, a nagrania z rynku biły rekordy popularności na YouTube.

 

Byłem w szczytowym okresie nie tylko swojej błyskotliwej kariery, ale i całego życia.

  • I love it 1
  • Hurra! 1

Share this post


Link to post

Yay! Wreszcie! Po tylu latach! :)

Share this post


Link to post

Elegancko, kozak :)

Share this post


Link to post

Dziękować! Obiecywałem sobie, że jeśli przegramy mistrzostwo na ostatniej prostej, będzie najwyższa pora kończyć. Ale nie przegraliśmy... :)

 

Nie macie jeszcze dosyć "Cienia wielkiej trybuny"? ;)

Share this post


Link to post

Nie śpieszyłem się z przeglądem kadry i oceną poszczególnych zawodników oraz formacji. Po sukcesie dałem się chłopakom wyszaleć i ochłonąć, byśmy w spokoju doczekali podsumowania sezonu przez DFB, na którym może nie zostaliśmy szczególnie obsypani nagrodami, zapewne w dużej mierze z powodu słabego początku rundy rewanżowej, ale i tak trochę się działo. Po raz kolejny poczułem, że wreszcie osiągnąłem coś w piłce klubowej, ponieważ po raz pierwszy w życiu zostałem wybrany Menedżerem Roku Bundesligi, pokonując dwóch Jürgenów – Klinsmanna z Werderu oraz Kloppa z TSV Monachium. Herr Ralf na pierwszym miejscu; musiałem się powstrzymywać, by nie wyciągnąć smartfona i nie zrobić zdjęcia na oczach wszystkich.

 

W głównej Jedenastce Roku znalazło się miejsce tylko dla Larsa Hofmanna i Markusa Rosego, choć spokojnie załapałoby się jeszcze co najmniej dwóch zawodników, za to jako rezerwowi wyróżnieni zostali Gabriele Olivieri, André Betz i Thomas Franz. Reszta nagród, m.in. dla Bramkarza Roku, Piłkarza Roku, czy Króla Strzelców, pozostała bez naszego udziału, ale ja i chłopaki zdecydowanie woleliśmy być mistrzami Niemiec i nie dominować w nagrodach, aniżeli wracać do Essen z transporterem statuetek, ale bez tytułu.

 

Dopiero nazajutrz, kilka dni przed rozpoczęciem zgrupowania w ramach eliminacji do Euro 2028, zaprosiłem współpracowników na grilla, na którym mieliśmy najpierw podsumować sezon pod względem kadrowym, a później uczcić mistrzostwo we własnym, bardziej kameralnym gronie. Z dala od zgiełku, smartfonów i reporterskich obiektywów.

Share this post


Link to post
4 godziny temu, Ralf napisał:

Dziękować! Obiecywałem sobie, że jeśli przegramy mistrzostwo na ostatniej prostej, będzie najwyższa pora kończyć. Ale nie przegraliśmy... :)

 

Nie macie jeszcze dosyć "Cienia wielkiej trybuny"? ;)

Jeszcze nie :P :P 

Share this post


Link to post

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Loading...

  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...