Skocz do zawartości
tio

Kontrola

Rekomendowane odpowiedzi

-Jeśli tak to zostawimy to wyjdzie straszna wiocha panie Kamiński. Wiem, że bardzo się pan przywiązał do swojego pomysłu ale nie może pan zachęcać ludzi do głosowania na siebie pokazując gołe cycki!

- Chcemy wyjść poza schemat nudnej kampanii wyborczej, przemówić nowocześnie i oryginalnie. Dlatego zresztą wybraliśmy pańską agencję. Panu przewodniczącemu bardzo podobała się reklama tego piwa wie pan? Ja tylko podsuwam panu pomysły, nie mówię, że się na tym znam, ale uważam że coś takiego mogłoby chwycić. - Marek wykorzystał odpowiedź swego rozmówcy w słuchawce by zaczerpnąć głęboko oddechu i wziąć łyk kawy.

-To pewnie jest oryginalny i niekonwencjonalny sposób na kampanię wyborczą ale jak pan myśli, kto na pana zagłosuje? Niewyżyci erotomani? Szanujemy pańskie pomysły ale powiedzmy, że wy się znacie na polityce a my na przekonywaniu ludzi do głosowania na was. Wiemy o jaki elektorat wam chodzi, wiemy jak do niego trafić nie odwołując się do seksu. W przyszłym tygodniu zaprezentujemy panu nasze pomysły dobrze?

-Przewodniczący nalegał by na plakatach była pani Monika.

-Oczywiście, pomyślimy nad umieszczeniem pani Moniki na plakatach wyborczych. Z pewnością ubraną w coś więcej niż wasz krawat programowy. Do usłyszenia – Marek z wyraźną ulgą odłożył słuchawkę.

-Grzesiek – głośno krzyknął w stronę drugiego pokoju. W drzwiach pojawił się wysoki blondyn o nieogolonej twarzy, wyraźnie zmęczony lecz pełen optymizmu.

-Co jest?

-Zrób coś z tym kretynem Kamińskim dobrze? Jest strasznie męczący z tymi swoimi pomysłami.

-Marek, na cholerę nam ta kampania buraczana?

-Bo jest opłacalna Grzesiu. Może wkrótce będzie nas stać na wybrzydzanie, na razie musimy brać co jest, szczególnie, że ten Kamiński nawet się nie zawahał jak przedstawiłem mu naszą cenę.

-To może zostawimy mu te gołe cycki jak tak chce?

-Zgłupiałeś? Żeby ludzie się z nas śmiali? Wiesz co, daj mailem ten cały brief temu gostkowi co zostawił dzisiaj swoją cefałkę. Cokolwiek wymyśli i tak będzie lepsze od tej wiochy. I idź już do domu chłopie, wyglądasz okropnie. A za te soczki masz premię. Zajebisty plakat. Dzięki. – blondyn uśmiechnął się szczerze. Uwielbiał Marka i jak nikogo innego, podziwiał. Dla niego, dla dwóch słów: „zajebisty plakat” gotów był przesiedzieć całą noc w firmie. W ciągu ostatnich pięciu lat pracował w sześciu agencjach reklamowych ale nigdzie nie pracowało mu się tak dobrze jak tutaj. Pomagał Markowi rozkręcać agencję półtora roku temu. Był już wtedy dość znanym w branży grafikiem, jego znajomi dziwili się, że zamiast pracować z największymi przenosi się do małej, nowej agencji. Wystarczyła jedna rozmowa by polubili się z Markiem i znaleźli wspólny język. Podobał mu się styl Michnowicza, obaj mieli podobną wrażliwość, obu śmieszyły te same rzeczy. Te same też ich wkurzały, stąd dziwiło go dlaczego Marek zgodził się na tę kampanię wyborczą, ale jak to się mówi; nie zawsze reklamuje się szybkie samochody i stroje kąpielowe. Czasem są to proszki do prania i środki na zaparcia.

-Dobra, napiszę maila temu chłopaczkowi i spadam.

Marek wyszedł razem z Grześkiem do sąsiedniego pomieszczenia, które nazywali „sceną”. Duża sala była miejscem pracy dla dziesięciu osób. „Najlepsza drużyna w Warszawie” jak nazwał ich „Brief” po niespodziewanym sukcesie kampanii piwa „Puszka” i dwóch nagrodach na Kreaturach. Słowo „sukces”, które dotąd oznaczało to, że wciąż się utrzymują na rynku nabrało nagle innego, dość oszałamiającego znaczenia. Zaczęli się do nich zgłaszać najwięksi, po raz pierwszy mieli szansę na kampanię z budżetem powyżej pół miliona. Marek był z siebie dumny.

-Szefie, co pan o tym myśli – Jacek, copywriter, wymachiwał nad głową transparentem z hasłem: „Leczymy nie liczymy” – kolejną propozycją sloganu do społecznej reklamy przeciwko braniu łapówek przez lekarzy. Był to osobisty pomysł Marka, wielka nadzieja na to, że może uda mu się zmienić obraz szpitali, może zmieni myślenie lekarzy i pacjentów.

-Nieźle Jacuś. Przedyskutujemy to o drugiej dobra?

W drzwiach pojawili się dwaj mężczyźni. Obaj ubrani w czarne garnitury, nieskazitelnie białe koszule i jednakowe błękitne krawaty. Sprawiali wrażenie przedstawicieli jakiejś nawiedzonej firmy sprzedającej „coś absolutnie niezbędnego”. Jeden wysoki, niemal dwumetrowy, chudy jak szczapa o zupełnie białych włosach, drugi niski, raczej grubawy, łysy. Trudno było określić ich wiek. Marek poczuł dziwne ukłucie niepokoju gdy ich ujrzał. Wyższy z przybyłych zwrócił się do niego:

-Pan Marek Michnowicz? Przysłano nas do pana na kontrolę.

-Urząd skarbowy? Nie powiem żeby cieszyła mnie niezmiernie wizyta panów ale zapraszam do swojego gabinetu. Przywitał się z przybyłymi mocnym, męskim uściskiem dłoni. Spodobało mu się, że odpowiedzieli takim samym, zdecydowanym podaniem ręki. Zdziwiło go trochę, że witając się przedstawili się tylko z imienia (Jakub i Michał) jakby sugerowali przejście na „ty”.

Wskazał przybyłym swój gabinet.

-Coś panom podać? Kawy, herbaty?

-Dziękujemy, może później.

-Mogę wiedzieć czego dotyczy kontrola? Mam przygotować jakieś dokumenty, coś takiego? Działamy dopiero niewiele ponad rok, niewiele tego jest do badania chyba – zawiesił głos mając nadzieję, że usłyszy jak długo ci dwaj mają zamiar denerwować go swoją obecnością. Obaj jednocześnie uśmiechnęli się łagodnie.

-Proszę się nie denerwować. Nie zajmiemy panu więcej czasu niż potrzeba. Postaramy się też w miarę możliwości nie przeszkadzać. Proszę przygotować dokumenty. Na razie trudno nam powiedzieć co nam będzie potrzebne, na pewno będziemy też chcieli z panem porozmawiać, ale to później. Chcemy na początek, że się tak wyrażę rozejrzeć po pańskim podwórku, zorientować się w pana poczynaniach, takie tam typowo urzędnicze wtykanie nosa – powiedział wyższy, Jakub.

-Taka praca – dodał grubasek, Michał.

Marek zawołał sekretarkę

-Kasiu, przygotuj dokumenty nasze. Wiesz, księgi, faktury, co tam jeszcze będzie potrzebne, zresztą wiesz lepiej ode mnie. – a do kontrolujących dodał – moja asystentka zajmuje się prowadzeniem dokumentacji, podatkami, zusami, właściwie wszystkim, więc myślę, że na większość pytań będzie umiała panom odpowiedzieć lepiej niż ja.

-Z pewnością nie zadamy panu pytania, na które nie umiałby pan odpowiedzieć – powiedział Jakub.

-Cieszę się. Będę do panów dyspozycji. Proszę do mojego biura.

-Cholera by ich nadała – przemknęło przez głowę Markowi.

-Naprawdę proszę się nami nie przejmować- powiedział Michał

-No wiesz Michałku, łatwo ci mówić, ale gdybyś tak na chwilę postawił się w sytuacji pana Michnowicza to pewnie też byś się denerwował – zwrócił się Jakub do kolegi i obaj głośno się zaśmiali i choć Marka zdenerwował ten żart zupełnie bezwiednie dołączył do ich śmiechu. Asystentka spojrzała na niego dziwnie.

-To ja zostawię panów w swoim biurze, zajmę się swoją pracą dobrze? Jakbym był potrzebny to będę obok

-W porządku.

Marek wyszedł ze swojego gabinetu i chyba po raz pierwszy zamknął drzwi do niego.

-No dobra załoga – powiedział głośno – wracamy do pracy. – Jacuś, pomyśl jeszcze nad tym hasłem. Andrzejku pamiętasz, że na wczoraj miałeś przygotować Calbię? – podobnie jak wszyscy w pokoju Marek zauważył, że jest zdenerwowany i zachowuje się nienaturalnie. Zganił się w myślach, że to absurdalne, żeby zwykła kontrola z urzędu skarbowego tak go poruszyła. Nie znał się na tej całej biurokracji związanej z prowadzeniem firmy ale nie przypuszczał, żeby mieli jakieś poważniejsze nieprawidłowości. – Nie ma się czym przejmować, to tylko rutynowa kontrola. Nawet jeśli coś wykryją to przynajmniej dowiemy się co robimy źle. W kieszeni zadzwoniła mu komórka. Żona. Wyszedł na korytarz i odebrał telefon.

 

CDN (być może)...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×