Jump to content

Ralf

Użytkownik
  • Content Count

    3104
  • Joined

Community Reputation

386 Bardzo lubiany

About Ralf

  • Rank
    Fizjoterapeuta

Informacje

  • Wersja
    FM 2006
  • Klub w FM
    Rot-Weiss Essen / Polska
  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Wróciwszy do Essen zaraz po Świętach, zająłem się przedłużaniem kontraktów, negocjacjami transferowymi oraz bronieniem naszych najlepszych zawodników przed krążącymi sępami. Szczególnie zawzięło się HSV, które najpierw zechciało wyciągnąć od nas Larsa Hofmanna, co zbyłem śmiechem i podbiciem stawki do absurdalnych 50 000 000€, by Lars nie miał czasem do mnie pretensji o odrzucenie oferty, co mogłoby doprowadzić do niepotrzebnego konfliktu. Dosłownie dwa dni później HSV spróbowało podebrać nam z kolei Gabriele Olivieriego, co zbyłem śmiechem i podbiciem stawki do absurdalnych 60 000 000€. Obie moje odpowiedzi spotkały się z oczekiwaną reakcją, a więc działacze z Hamburga odchrzanili się od zawodników, którzy stanowili w tym sezonie o naszej sile. Z drugiej strony udało mi się znaleźć nowe kluby dwóm zawodnikom, którzy dawno osiedli na laurach, obecnie nawet nie próbowali powalczyć o miejsce w zespole, ale do narzekania na brak gry byli pierwsi. Najwięcej mieliśmy zarobić w styczniu na transferze Darko Barisicia (26 l., N, Chorwacja; 17/1) [3s], naszego niespełnionego snajpera, który za 3 335 000€ miał przejść do drugoligowego francuskiego Nîmes, z kolei Fernando Suárez (27 l., P Ś, Argentyna) [3s] już teraz zmienił klub i powrócił do ojczyzny, by reprezentować barwy San Lorenzo, które zapłaciło nam za niego 800 000€. Grudzień 2026 Bilans (Rot-Weiss Essen): 5-0-0, 19:3 Bundesliga: 1. [+9 pkt nad Werderem] Liga Mistrzów: grupa B, 1. miejsce, 5:0 z Club Brugge; awans, vs. Inter Mediolan DFB-Pokal: – Liga-Pokal: – Finanse: 13,62 mln euro (-1,14 mln euro) Gole: Daniel Wolf (16) Asysty: Daniel Wolf (8) Bilans (Polska): 0-0-0, 0:0 Eliminacje ME 2028: Grupa dziewiąta, [+0 pkt nad Szkocją] / jeden rozegrany mecz mniej Puchar Konfederacji 2027: Grupa B, vs. Argentyna, Hiszpania, Nowa Kaledonia Ranking FIFA: 1. [=]  Ligi: Anglia: Manchester United [+0 pkt] Austria: Rapid Wiedeń [+3 pkt] Francja: AS Monaco [+2 pkt] Hiszpania: Betis Sewilla [+7 pkt] Niemcy: Rot-Weiss Essen [+9 pkt] Polska: Lech Poznań [+0 pkt] Rosja: – Szwajcaria: FC Schaffhausen [+4 pkt] Włochy: AC Milan [+1 pkt] Liga Mistrzów: - Puchar UEFA: - Wisła Kraków, gr. E, 0:2 na wyjeździe z Manchesterem City; awans, vs. CSKA Moskwa Reprezentacja Polski: - Ranking FIFA: 1. Polska [1259], 2. Anglia [1144], 3. Brazylia [1136]
  2. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Dopiero w przeddzień Wigilii mieliśmy okazję nadrobić ligowe zaległości, a ewentualne zwycięstwo pozwalałoby nam jeszcze bardziej podkopać morale grupy pościgowej przed zimową przerwą. Już teraz byliśmy zresztą mistrzami jesieni, z kolei ekipa Wolfsburga, choć przed spadkiem póki co się nie broniła, to jednak pogrążona była w sporym kryzysie, a posada Ulfa Kirstena wisiała na włosku. Ostatni mecz roku przyciągnął na Georg-Melches-Stadion blisko komplet widzów, a to spotkanie stanowiło fenomenalny popis Zeljko Mihajlovicia, brązowego medalisty z Kanady, który w pojedynkę rozstrzelał Wilki. Gościom starczyło animuszu tylko na pół godziny gry, po której zaczęliśmy spychać ich we własne pole karne, aż w 43. minucie Salerno posłał crossa w szesnastkę, a Mihajlović przeskoczył Finka i główką z trzynastu metrów po raz pierwszy pokonał Favę. W doliczonym czasie pierwszej połowy wyszliśmy z kontratakiem, Kevin Bruns fantastycznie zagrał w uliczkę do Mihajlovicia, a Serb tylko doholował piłkę w pole karne i pewnie podwyższył na 2:0. Daniel Wolf, który dla odmiany grał dziś koszmarnie, mógł się uczyć od Zeljko, jak się wykorzystuje okazje. Kwadrans przerwy był jedynym momentem, w którym Wolfsburg mógł odetchnąć, bowiem tuż po wznowieniu gry znów usiedliśmy na rywalach, i w 48. minucie znów inicjatorem naszej akcji okazał się Salerno, po chwili Corradini wymienił podania z Hildebrandtem i dograł za linię obrony do Mihajlovicia, któremu wychodziło dziś wszystko, i strzałem w krótki róg skompletował hat-tricka. Niespełna dwadzieścia minut później defensor gości Antônio pozazdrościł moim zawodnikom śrubowania statystyk i beznadziejną próbą odegrania głową do własnego bramkarza zaliczył asystę przy czwartym golu Mihajlovicia, który musiał jedynie objechać z piłką Favę i ustalić wynik na 4:0. Na pomeczowej konferencji nie pojawił się już Ulf Kirsten, który pięć minut po końcowym gwizdku trzymał już w rękach papier z informacją o natychmiastowym rozwiązaniu kontraktu. Ja zaś za konferencyjnym stołem odczuwałem wyłącznie zażenowanie, gdy dziennikarze zamiast pytać mnie o mistrzowskie aspiracje Rot-Weiss Essen, zaczęli dopytywać się, czy jako niezaprzeczalny faworyt mediów przejmę schedę po świeżo zwolnionym Kirstenie. Bez zbędnej zwłoki zdementowałem szybko te pogłoski, a dwie godziny później wsiadłem w samochód i ruszyłem w trasę, by zdążyć spędzić Święta z moją wciąż żyjącą rodziną w Polsce. Bundesliga 2026/2027, runda jesienna: Poz.| Inf. | Zespół | M | Z | R | P | G+ | G- | R.B. | Pkt. | ------------------------------------------------------------------------------------------ 1. | | Rot-Weiss Essen | 18 | 16 | 1 | 1 | 47 | 19 | +28 | 49 | ------------------------------------------------------------------------------------------ 2. | | Werder Brema | 18 | 12 | 4 | 2 | 33 | 16 | +17 | 40 | ------------------------------------------------------------------------------------------ 3. | | Bayern Monachium | 18 | 10 | 6 | 2 | 27 | 13 | +14 | 36 | ------------------------------------------------------------------------------------------ 4. | | HSV Hamburg | 18 | 9 | 6 | 3 | 27 | 13 | +14 | 33 | ------------------------------------------------------------------------------------------ 5. | | Schalke 04 | 18 | 10 | 2 | 6 | 33 | 24 | +9 | 32 | ------------------------------------------------------------------------------------------ 6. | | TSV 1860 Monachium | 18 | 9 | 3 | 6 | 26 | 18 | +8 | 30 | ------------------------------------------------------------------------------------------ 7. | | VfL Osnabrück | 18 | 7 | 5 | 6 | 29 | 24 | +5 | 26 | ------------------------------------------------------------------------------------------ 8. | | 1.FC Köln | 18 | 7 | 5 | 6 | 27 | 22 | +5 | 26 | ------------------------------------------------------------------------------------------ 9. | | Hertha Berlin | 18 | 6 | 4 | 8 | 35 | 32 | +3 | 22 | ------------------------------------------------------------------------------------------ 10. | | Eintracht Brunszwik | 18 | 5 | 6 | 7 | 18 | 23 | -5 | 21 | ------------------------------------------------------------------------------------------ 11. | | TSG Hoffenheim | 18 | 6 | 2 | 10 | 21 | 28 | -7 | 20 | ------------------------------------------------------------------------------------------ 12. | | VfL Wolfsburg | 18 | 6 | 2 | 10 | 17 | 29 | -12 | 20 | ------------------------------------------------------------------------------------------ 13. | | VfL Bochum | 18 | 5 | 4 | 9 | 14 | 24 | -10 | 19 | ------------------------------------------------------------------------------------------ 14. | | Borussia Dortmund | 18 | 4 | 6 | 8 | 21 | 30 | -9 | 18 | ------------------------------------------------------------------------------------------ 15. | | VfB Stuttgart | 18 | 5 | 2 | 11 | 15 | 36 | -21 | 17 | ------------------------------------------------------------------------------------------ 16. | | Borussia Gladbach | 18 | 5 | 1 | 12 | 21 | 31 | -10 | 16 | ------------------------------------------------------------------------------------------ 17. | | 1.FC Nürnberg | 18 | 4 | 3 | 11 | 18 | 34 | -16 | 15 | ------------------------------------------------------------------------------------------ 18. | | Karlsruher SC | 18 | 4 | 2 | 12 | 22 | 35 | -13 | 14 |
  3. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    W końcu udałoby się coś osiągnąć, pod sam koniec opowieści. ---------------------------------------------- Przed Bożym Narodzeniem czekały mnie dwa bardzo ważne losowania. Pierwszym z nich, w siedzibie UEFA, była faza pucharowa Ligi Mistrzów, w której w 1/8 finału trafiliśmy na Inter Mediolan, a więc zdecydowanego faworyta naszego dwumeczu. Wierzyłem jednak, że będziemy w stanie powtórzyć to, co zrobiliśmy z Realem i Chelsea w fazie grupowej, a już na pewno nie zamierzaliśmy z góry zakładać straconej pozycji. W drugiej kolejności działo się w siedzibie FIFA. Zdobycie trzeciego mistrzostwa świata oznaczało, że w przyszłym roku Polska wracała do rywalizacji w Pucharze Konfederacji po pięciu latach przerwy, który tym razem odbędzie się na boiskach Hiszpanii. Obie grupy okazały się całkiem mocne, ale nasza jednak trudniejsza, gdyż trafiliśmy na gospodarzy Hiszpanię (4.), która zapewne będzie pragnęła zemścić się za półfinał mundialu, Argentynę (8.) i Nową Kaledonię (79.). Dla porównania, w grupie A zmierzą się ze sobą Arabia Saudyjska (17.), Brazylia (3.), Francja (6.) i Nigeria (16.)
  4. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Nie pozdrowiłem Franka Leichta w październiku, ale mogłem zrobić to w grudniu, ponieważ wrócił on do Bundesligi niczym łupież i od niedawna prowadził Herthę Berlin, z którą przyszło nam zmierzyć się 19 grudnia. Chociaż spodziewałem się, że będzie on wylewał swoją żółć na przedmeczowych konferencjach, w końcu bezpośrednio przyczyniłem się do jego zwolnienia przed dwoma miesiącami, to jednak Leicht postanowił się nie wychylać. Bardzo mądrze z jego strony, tym bardziej, że do składu po kontuzji wracał nasz kapitan Rose, więc w meczu w Berlinie brakowało nam jedynie zmagającego się z urazem pięty Betza. Berlińczycy, przynajmniej w pierwszej połowie, zagrali jednak dużo lepiej, niż się spodziewałem, co w połączeniu z naszą słabszą dyspozycją dało obraz wyrównanej walki, w której dominowała wojna na niedokładność i niecelne podania. Jako pierwsi przerwaliśmy ją my, kiedy w 32. minucie Franz wygarnął piłkę Langowi, Hildebrandt wrzucił w pole karne, a Dreyer błędnie ocenił tor jej lotu, dzięki czemu Mihajlović dziecinnie łatwym strzałem do pustej bramki dał nam prowadzenie. Jednak dziesięć minut później sprawę zawalił Hofmann, który dał się objechać Kunertowi niczym zabawka, czego konsekwencją było wyłożenie piłki nadbiegającemu Paolucciemu, który wyrównał stan rywalizacji. Wynik remisowy ani trochę mnie nie zadowalał, więc w szatni nie omieszkałem powiedzieć drużynie, co myślę o naszej niedokładnej grze. Po przerwie szybko zdjąłem Wolfa, który udaremniał dziś nasze ofensywne wysiłki, ale na szczęście w 57. minucie ruszyliśmy akcją lewym skrzydłem po wznowieniu z autu, Bruns wysunął piłkę do Mihajlovicia, którego próbę strzału zablokował Anselmo, ale futbolówka poszybowała na dalszy słupek, gdzie Hildebrandt ubiegł Morę i strzałem z nożyc na wślizgu przywrócił nam należne prowadzenie. Tenże Mora pomógł nam zresztą w 72. minucie, gdy opuścił boisko z drugą żółtą kartką, a już dwie minuty później Bruns świetnie strącił piłkę za plecy obrońców do Mihajlovicia, który w sytuacji sam na sam zakończył marzenia stołecznych o remisie. Dać łupnia Leichtowi dwa razy w przeciągu dwóch miesięcy – wspaniałe uczucie.
  5. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Najwyższa pora! ------------------------------------------------- 12 grudnia przyszła pora wyjazdu do Karlsruhe, z którego ucieszyć mógł się Maciek Kwiatkowski, gdyż postanowiłem zabrać go na ławkę po tym, jak podreperował formę w zespole rezerw, a teraz zamierzałem dać mu zagrać po przerwie w przypadku korzystnego wyniku. W drużynie gospodarzy występował zaś Andreas Schachner, niegdyś nasz napastnik, który uznał, że w Essen kariery nie zrobi i woli grać w Karlsruhe. A teraz my coraz poważniej walczyliśmy, nie bójmy się tego powiedzieć, o mistrzostwo Niemiec, a Andreas tkwił ze swoim perspektywicznym zespołem w strefie spadkowej, wcale nie bez szans na grę w 2.Bundeslidze za rok. Tak kończą frajerzy. Tym przyjemniej zrobiło mi się, gdy po okresie przewagi w 8. minucie Albrechtsen z Hildebrandtem przeprowadzili dwójkową akcję, która dotarła do Wolfa, Daniel wyłożył piłkę na środek pola karnego, a Mihajlović zastawił się przed Pozzim i strzałem bez przyjęcia pokonał Özdemira. Rywale oczywiście próbowali nam się odgryźć, ale cały czas na posterunku czuwał Olivieri, a Schachner nie mógł sobie pograć; szczególnie sprzątanie mu piłek sprzed nosa upodobał sobie Lars Hofmann. W 31. minucie właśnie po jednym z takich odbiorów Lars uruchomił długim podaniem Wolfa, który spróbował dośrodkować spod linii bocznej, robiąc to na tyle precyzyjnie, że Mihajlović bez większego problemu przeskoczył Krausego i po raz drugi pokonał bramkarza Karlsruhe. Wobec tego po przerwie mogłem zrealizować swój plan i w 55. minucie przeprowadziłem pierwszą zmianę, w ramach której Maciek Kwiatkowski zmienił Zdenka Machačka, zaliczając swój debiut w czerwono-białym trykocie i pierwszy oficjalny mecz ligowy od bardzo dawna. Chwilę później załamałem ręce przy linii bocznej, ponieważ po chwili sporego zamieszania w naszym polu karnym strzał tuż zza szestnastki oddał Kaiser, a Olivieri, który miał już piłkę na rękach... ostatecznie wbił ją sobie do siatki. Tylko temu, że uderzenie zmierzało w światło bramki, Gabriele mógł zawdzięczać uniknięcie trafienia samobójczego. Niewiele brakowało, a roztrwonilibyśmy dwubramkowe prowadzenie, bowiem w 77. minucie bezmyślny faul na dwudziestym metrze popełnił Hofmann, ale Olivieri zrehabilitował się za wpadkę sprzed dwudziestu minut i z najwyższym wysiłkiem wybronił piekielnie groźną bombę Powella z rzutu wolnego. To uświadomiło nam, że zwycięstwo wcale nie jest jeszcze takie pewne, więc w 82. minucie skontrowaliśmy jadących na 4-2-4 gospodarzy, Bruns dośrodkował z lewej strony w pole bramkowe, a Franz z najbliższej odległości wepchnął piłkę do siatki, uspokajając sytuację. Całkiem niezłe spotkanie rozegrał w drugiej połowie wyraźnie zadowolony Maciek Kwiatkowski, który miał nawet szansę na gola, lecz Özdemir zdołał zatrzymać jego strzał.
  6. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Niespodziewanie przeżyłem lekki szok połączony z niemałym rozczarowaniem, gdy w poniedziałek rano przeczytałem wywiad z naszym napastnikiem Denílsonem, w którym narzekał na to, że powinienem stawiać na niego przy ustalaniu składu RWE. Moje rozczarowanie wiązało się z tym, że Denílson przecież regularnie grywał i nawet strzelał gole, a ostatnio był jedynie uziemiony z powodu kontuzji. Tak dziwne zagrywki z jego strony nie wróżyły najlepiej na przyszłość. Dobrze, że nadchodziła już przerwa zimowo-świąteczna, bo kilku zawodników borykało się z przeziębieniem, w tym Adriano, który tym samym nadal był wyłączony z gry. Wskutek tego do ostatniego meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów przeciwko Club Brugge przystępowaliśmy z trudną sytuacją kadrową, bowiem wraz z piłkarzami niezgłoszonymi wymiotło mi ze składu większość pomocników. Ostatecznie we wtorkowy poranek dopiąłem wyjściową jedenastkę, w której na prawej stronie pozostał Hildebrandt, w środku pola za Rosego zagrał Zdenek Machaček, a na lewym skrzydle wystąpić miał Kevin Bruns. Ponadto na ławkę z drużyny rezerw zabrałem młodych Sebastiana Rosego i Frederico Pedrettiego, którzy świetnie się rozwinęli, a wraz z nimi usiadł Denílson. Tego wieczoru zawiedli jedynie kibice, gdyż zamiast dopingującego nas kompletu, po trybunach hulał grudniowy wiatr, a śpiewy pięciu tysięcy widzów sprawiały, że brzmiały podobnie jak na boiskach polskiej Ekstraklasy, której spotkania czasem oglądałem w telewizji, by obserwować potencjalnych kadrowiczów. Belgowie tymczasem bronili się jak typowy outsider, czyli parkowali autobus we własnym polu karnym i długo nie mogliśmy go obejść. Ale w 21. minucie z pomocą przyszedł nam Prévost, który w momencie, gdy Hansen obronił strzał Wolfa z podania Franza, niepotrzebnie dostawił nogę do piłki, wpychając ją do własnej bramki. Od tego momentu worek z golami się rozwiązał, pięć minut później na 2:0 potężnym strzałem zza pola karnego podwyższył Machaček, a w 36. minucie Bruns zagrał kąśliwą centrę dochodzącą do bramki, pod którą nabiegł Franz i mimo asysty De Witta podciął ją prosto do siatki. Tuż przed przerwą drugą żółtą kartkę obejrzał do tego De Groote, więc mecz był rozstrzygnięty. W przerwie zatem wpuściłem na boisko Denílsona, który wziął czynny udział w akcji z 48. minuty, w której Wolf przeciął podanie Prévosta i wyszedł sam na sam z Hansenem, a gdy ten zdołał odbić jego strzał, Brazylijczyk dobił piłkę do pustej bramki. Od tej pory wręcz bawiliśmy się dziś futbolem, w 56. minucie drugą bombą z dystansu bramkarza Club Brugge zaskoczył świetny Machaček, a później mogliśmy całą drużyną poprzybijać piątki, zaś garstce kibiców podziękować za doping w fazie grupowej Champions League. Już na wiosnę czekało nas jeszcze większe wyzwanie, a ja tymczasem byłem zadowolony z bardzo obiecującej gry obu młodzików, Rosego i Pedrettiego. Chelsea wreszcie zebrała się do kupy, pokonała w Londynie Real 2:0, dzięki czemu rzutem na taśmę uratowała sobie przynajmniej dalszą grę w Pucharze UEFA. Club Brugge tym czasem mógł skupić się już na swoich rodzimych rozgrywkach, udział w Lidze Mistrzów kończąc bez zwycięstwa. Grupa B: 1. Rot-Weiss Essen – 16 pkt – 24:5; Awans 2. Real Madryt – 8 pkt – 11:11; Awans 3. Chelsea Londyn – 5 pkt – 4:11 4. Club Brugge – 3 pkt – 4:16
  7. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Grudzień w naszym wykonaniu inaugurował kolejny gorący mecz w Essen, czyli derbowy pojedynek z Schalke, a tym razem jakoś szanownemu Caio Mello nie było zbyt śpieszno do szukania utarczek słownych za pośrednictwem mediów. Nie oznaczało to jednak, że komplet widzów, jaki pojawił się tego grudniowego popołudnia na Georg-Melches-Stadion, miałby nie zgotować przyjezdnym gorącego powitania. Ja sam również zamierzałem postarać się o to, by Schalke nie wywiozło z naszego terenu zbyt dobrych wspomnień, i już teraz wystawiłem skuteczniejszego na tę chwilę Mihajlovicia w miejsce Marka Topolskiego, a zawieszonego za czerwoną kartkę Adriano zastąpiłem Hildebrandtem. Od początku spotkania bacznie obserwowałem jednak Hofmanna, bowiem ten po zaledwie czterech minutach gry podarował gościom szybkiego gola po tym, jak przegrał pojedynek główkowy tuż przed polem karnym, a sparowane przez Olivieriego uderzenie do bramki dobił Pinto. Kibice nie zdążyli nawet dobrze przycichnąć, a już z ich gardeł runął nowy, głośniejszy ryk radości, bowiem Andreasen zdecydowanym odbiorem na niemrawym Giorgim zainicjował kontrę, po której szybkim rozegraniu Hildebrandt zagrał w uliczkę do Franza, a Thomas nie dał się wyciąć Schwabemu i wyrównał błyskawicznie na 1:1. Wkrótce zrobiło się jeszcze lepiej, gdy po kwadransie Konopka wybił piłkę poza pole karne, a Rose wsadził nogę przed Pinto i potężnym wolejem z 30 metrów przelobował Zanettiego, który błędnie ocenił tor lotu piłki! Ależ gol! Szybko udało nam się podciąć skrzydła gościom, dzięki czemu ci do przerwy nie zdołali nam już zagrozić, również dzięki temu, że jeszcze przed końcowym gwizdkiem usunąłem z boiska Hofmanna, który nie potrafił wygrać dziś ani jednej górnej piłki. Wiedząc, że Giorgi na prawej obronie rywali rozgrywa fatalne spotkanie, w szatni poleciłem drużynie przeprowadzanie większej części naszych akcji właśnie jego flanką. W 63. minucie tenże właśnie Giorgi zostawił za sobą niekrytego Mihajlovicia, dzięki czemu Franz natychmiast zagrał piłkę na wolne pole, a brązowy medalista Mistrzostw Świata mimo przeszkadzającego mu Klausa po raz drugi tego dnia przelobował próbującego skracać kąt Zanettiego. Trzy minuty później rzuciliśmy Schalke na deski; Hildebrandt dośrodkował z rzutu wolnego wprost na głowę Salerno, którego potężną główkę odbił Zanetti... prosto na buta Franza, który pewnie podwyższył na 4:1! Kwadrans przed końcem emocje ostatecznie zakończyła, a jakże, druga żółta kartka Giorgiego, którego beznadziejną postawę wykorzystaliśmy z podziwu godną skrupulatnością, a wkrótce prezes Hempelmann i cały stadion mógł nagrodzić nasz występ owacją na stojąco – w tym sezonie w derbach nie było na nas mocnych. Byliśmy szczęśliwi z odprawienia kolejnego krajowego rywala, ale po meczu długo zastanawiałem się, co za drań w granatowym trykocie tak rozpychał się łokciami po boisku, albowiem na dwa tygodnie straciliśmy Mikkela Andreasena i, niestety, Markusa Rosego, którzy spotkanie kończyli ze stłuczonymi żebrami, i to dokładnie po tej samej stronie torsu. W najbliższym czasie mogło nam bardzo ich brakować.
  8. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Chora hegemonia CSKA w Rosji najwyraźniej ostatecznie upadła, gdyż drugi sezon z rzędu walka o mistrzostwo w Premier Lidze trwała do samego końca i zakończyła się tym razem ostatecznym triumfem Lokomotiwu Moskwa, który podtrzymał kondycję rywalizacji po ubiegłorocznym zwycięstwie FK Moskwa. Listopad 2026 Bilans (Rot-Weiss Essen): 5-1-0, 17:7 Bundesliga: 1. [+6 pkt nad Werderem] / jeden zaległy mecz Liga Mistrzów: grupa B, 1. [+5 pkt nad Realem Madryt], 4:0 z Chelsea, 4:2 z Realem; awans DFB-Pokal: 3. runda, 1:2 z 1860 Monachium; out Liga-Pokal: – Finanse: 14,7 mln euro (-1,09 mln euro) Gole: Daniel Wolf (16) Asysty: Mikkel Andreasen, Anders Albrechtsen, Zeljko Mihajlović (po 6) Bilans (Polska): 2-0-0, 5:2 Eliminacje ME 2028: Grupa dziewiąta, [+0 pkt nad Szkocją] / jeden rozegrany mecz mniej Ranking FIFA: 1. [=]  Ligi: Anglia: Manchester United [+4 pkt] Austria: Rapid Wiedeń [+5 pkt] Francja: AS Monaco [+2 pkt] Hiszpania: Betis Sewilla [+4 pkt] Niemcy: Rot-Weiss Essen [+6 pkt] Polska: Lech Poznań [+0 pkt] Rosja: Lokomotiw Moskwa [M] Szwajcaria: FC Schaffhausen [+2 pkt] Włochy: AC Milan [+2 pkt] Liga Mistrzów: - Puchar UEFA: - Wisła Kraków, gr. E, 2:3 na wyjeździe z Deportivo, 0:2 u siebie z 1860 Monachium Reprezentacja Polski: - 14.11, Mecz towarzyski, Włochy - Polska, 1:3 - 18.11, Mecz towarzyski, Szwecja - Polska, 1:2 Ranking FIFA: 1. Polska [1258], 2. Brazylia [1158], 3. Anglia [1139]
  9. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Z 1860 Monachium mieliśmy rachunki do wyrównania za Puchar Niemiec, który może i traktowałem ulgowo, ale nie oznaczało to, że nie pamiętałem tego, czego nie zapamiętać nie można. Na treningach napłynęły do mnie same doskonałe wieści, jako że Gabriele Olivieri miał już zielone światło na grę, a i sam Francuz uznał z pełnym przekonaniem, że odzyskał formę sprzed urazu, wobec czego momentalnie powrócił między słupki bramki RWE. Neumann póki co nie miał większych szans w rywalizacji z Gabriele, bo mimo dobrych występów w Lidze Mistrzów można było zaskoczyć go strzałami, z którymi Olivieri radził sobie bez większego trudu. I w Monachium moje słowa znalazły potwierdzenie, gdyż już w pierwszych kilku minutach Gabriele imponował nadzwyczajną pewnością przy interwencjach i bez trudu zatrzymał dwa uderzenia z dystansu w okolice słupka, które Björnowi sprawiały spore problemy. Niestety w pierwszej połowie bardzo długo widziałem na boisku powtórkę z DFB-Pokal, monachijczycy mieli przewagę przy naszej mało agresywnej postawie, a nasze ataki były niebywałą rzadkością. Jedynym agresywnym zawodnikiem był Adriano, tyle że trochę opacznie rozumiał pojęcie "agresia", otrzymując w 34. minucie drugą żółtą kartkę; dziurę na prawym skrzydle załatałem, wpuszczając Hildebrandta za beznadziejnego dziś Wolfa, po czym przysiągłem sobie, że jeżeli przegramy, Adriano pociągnie to po kieszeni. I już kilka minut później nasz skrzydłowy mógł zacząć stresować się w szatni, ponieważ właśnie prawą stroną boiska przedarł się Baran, a po jego centrze Betz oczywiście zawalił krycie Markieła i przegrywaliśmy 0:1. Po chwili jednak wywalczyliśmy rzut rożny, wybitej poza pole karne piłki dopadł Albrechtsen i powtórnie dośrodkował, a Thomas Franz zgasił futbolówkę po lewej stronie i strzałem z ostrego kąta zaskoczył Edílsona, wyrównując na 1:1. Mimo gry w osłabieniu nadal atakowaliśmy od początku drugiej połowy, wspierani przez Olivieriego w bramce, który naprawiał błędy rozgrywającego słaby mecz i dezorganizującego naszą obronę Hofmanna. W 68. minucie dodatkowo błąd popełnił pomocnik gospodarzy Mendy, który nie przyjął podania Agostiniego, dzięki czemu Rose natychmiast przerzucił piłkę ponad defensywą do Mihajlovicia, który zmienił obijającego bezlitośnie bramkarza Topolskiego, a Zeljko w tej sytuacji pokazał Markowi, jak się strzela, uderzeniem obok Edílsona dając nam prowadzenie! Wszystko wskazywało na to, że dowieziemy minimalne zwycięstwo, aż nie nadeszła 88. minuta, w której Monachium egzekwowało rzut rożny, a w polu karnym moi zawodnicy karygodnie zignorowali czającego się Worobjowa, który z najbliższej odległości wepchnął piłkę do bramki... Gospodarze rzucili się sobie w objęcia, przekonani, że w ostatniej chwili odebrali nam wygraną, ale mieliśmy inne plany. Wściekłem się i nakazałem chłopakom totalną ofensywę, i dwie minuty później Gruszka jeszcze raz dośrodkował z lewego skrzydła, Mihajlović strzelił szczupakiem wprost w interweniującego golkipera, ale na miejscu był Hildebrandt, który atomową dobitką został bohaterem RWE! Zemsta miała słodki smak, więc po końcowym gwizdku z szerokim uśmiechem uścisnąłem dłoń niezadowolonego Jürgena Kloppa.
  10. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Na najbliższe spotkanie nie tylko całe Essen ostrzyło sobie zęby, ale również muchacho Moriente niemal chodził po ścianach, bowiem jechaliśmy do Hiszpanii, do jego rodzinnego Madrytu, gdzie w Lidze Mistrzów zamierzaliśy tym razem nie pozwolić Realowi zdobyć ani punktu, a on mógł odwiedzić swoje stare kąty w Villa de Vallecas... i ja w sumie również, bo chwilę tu mieszkałem. Przed tym spotkaniem do pełnych treningów powrócił już Olivieri, ale miał przed sobą jeszcze daleką drogę do odzyskania formy i kondycji, więc wielką szansę zagrania na Santiago Bernabéu otrzymał Neumann, a wraz z nim oczywiście obaj Polacy, Marcin Gruszka i Marek Topolski. Awans mieliśmy już zapewniony, ale w tym sezonie byliśmy zespołem z ambicjami, więc w Madrycie zamierzaliśmy grać o pełną pulę, bez kalkulacji. Tym razem udało nam się to, czego nie zrobiliśmy przy naszym pierwszym burzliwym spotkaniu, a więc wykorzystaliśmy początkową przewagę po tym, jak w 4. minucie Topolski zabrał się z imponującym rajdem lewym skrzydłem, jego centry sięgnął Camino, lecz Wolf wytrącił ją niefrasobliwemu stoperowi Królewskich z powrotem do Marka, który wyłożył wbiegającemu Adriano, a ten pewnym strzałem po ziemi dał nam prowadzenie. Utrzymaliśmy je raptem dziesięć minut, ponieważ po kwadransie gry Neumann przypomniał mi, że mimo udanych kilku spotkań nadal jest bardzo młody, i wpuścił do bramki uderzenie Meiera z rzutu wolnego z 30 metrów. Do tego po kolejnych dziesięciu minutach i centrze tegoż Meiera sprawę zawalił Hofmann, który dał się przeskoczyć Rodriguezowi na piątym metrze, przez co od 25. minuty przegrywaliśmy już 1:2. Królewscy byli przekonani, że teraz wszystko pójdzie siłą rozpędu, lecz czekały ich cięgi po łapach. W 34. minucie Gruszka wznowił grę od rzutu wolnego, następnie Andreasen uruchomił Topolskiego, który w kopii akcji z 4. minuty znów dośrodkował na piąty metr, a tym razem Wolf wyskoczył ponad Filipowa z wychodzącym z bramki Benítezem, i wróciliśmy do gry. Teraz nie pozwoliliśmy Realowi odpowiedzieć, w 41. minucie Wolf zacentrował pod bramkę gospodarzy, gdzie Andreasen zastawił się przed Boumelahą i na raty pokonał Beníteza, przywracając nam cenne prowadzenie. Po przerwie wypadało dobić rywali, by nie wydarli nam dwóch punktów w końcówce, ale nieszczególnie nam to wychodziło, a ofensywne wysiłki zespołu sabotował szczególnie Topolski, któremu udało się zmarnować aż trzy sytuacje sam na sam z Benítezem. Jakby tego było mało, gdy Real przeszedł na 4-2-4 i odsłonił tyły, wyczyny Marka przebił Mihajlović, który po świetnym podaniu i uniknięciu spalonego przebiegł samotnie prawie pół boiska tylko po to, by na koniec obić wątrobę golkiperowi Królewskich. Brawo, Zeljko. Szczęśliwie w 89. minucie wyprowadziliśmy udaną już kontrę, po której rezerwowy Machaček podał na wolne pole do Topolskiego, a Marek w końcu wymanewrował Beníteza i golem na 4:2 sprawił, że RWE zebrało kolejny bezcenny skalp na europejskiej arenie, tym razem wprost z Santiago Bernabéu. W tym sezonie mecze z naszym udziałem gwarantowały mnóstwo bramek. Bezbramkowym wyjazdowym remisem z Club Brugge londyńska Chelsea udowodniła, że Liga Mistrzów chyba niezbyt ją w tym roku interesuje, z kolei Real, mimo porażki, mógł cieszyć się z awansu do fazy pucharowej. Grupa B: 1. Rot-Weiss Essen – 13 pkt – 19:5; Awans 2. Real Madryt – 8 pkt – 11:9; Awans 3. Club Brugge – 3 pkt – 4:11 4. Chelsea Londyn – 2 pkt – 2:11
  11. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Piona! Klubowy menedżer nie powinien mieć prawa ingerencji w pracę selekcjonera reprezentacji, a w szczególności zabierać mu zawodnika, którego ON powołał. Nawet jeśli to "tylko" mecz towarzyski. Taki Adamczyk praktycznie w ogóle nie gra w sparingach, bo ciągle wycofuje mi go wał z Milanu, któremu najchętniej przygrzmociłbym za to przez łeb pucharem Ligi Mistrzów. W lutym przeciwko Serbii Dudek rozegra pełne dziewięćdziesiąt minut, chyba, że będzie już zmęczony, to tylko wtedy go zdejmę.
  12. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Po powrocie do Essen, przed którym udzieliłem jeszcze kilku negatywnych wypowiedzi prasowych pod adresem Erica Sikory, nie miałem zbyt wiele czasu na odpoczynek, ponieważ zaraz czekał nas kolejny ważny mecz, jakim był derbowy pojedynek z VfL Bochum. A mieliśmy spore rachunki do wyrównania z naszym drugim odwiecznym rywalem, ponieważ w poprzednim sezonie przegraliśmy z Bochum wszystkie mecze, i teraz należało się za to odwdzięczyć na Georg-Melches-Stadion. Niestety nadal kontuzję leczył Olivieri, treningi tyle co wznowił Gruszka, więc teraz musiał zagrać za niego Reginaldo, czy tego chciał, czy nie, za to za słabego ostatnio Corradiniego do wyjściowej jedenastki wrócił Daniel Wolf, a wraz z nim pozostali pewniacy. I powrót do bardziej optymalnego składu wrócił nas na właściwe tory. Znów zagraliśmy pewnie, składnie i skutecznie, tak że rywale przeżyli ciężki wieczór w Essen. Po kwadransie cierpliwych prób podkręciliśmy tempo, w 18. minucie Thomas Franz rozciągnął akcję na lewą stronę, skąd Andreasen dośrodkował na nogę wbiegającego Adriano, który nastrzelił Mosquerę, ale piłka idealnie do niego wróciła, a za drugą próbą wpakował ją już do bramki Bochum. Goście bronili się jak mogli i starali się ograniczać straty ze wszystkich sił, ale nie udało im się to, ponieważ nie mieli tak dobrej defensywy, jak nasza, i w doliczonym czasie Albrechtsen posłał centrę na piąty metr, którą nadlatujący Andreasen zamknął potężnym szczupakiem obok bezradnego Mosquery. W drugiej połowie spokojnie trzymaliśmy Bochum krótko, a Markus Rose po świetnym meczu i dwóch asystach przeciwko Finlandii w barwach reprezentacji Niemiec wrócił do wysokiej formy. I to właśnie nasz kapitan podaniem na skrzydło zainicjował naszą akcję z 60. minuty, w której fenomenalny w tym sezonie Albrechtsen znalazł mierzonym podaniem Thomasa Franza, który z Herrerą wiszącym mu na koszulce pewnie ustalił wynik na 3:0. Rewanż na Bochum wyszedł nam doskonale, a korzystne wyniki pozostałych spotkań sprawiały, że nasza przewaga w tabeli nad grupą pościgową wzrosła już do sześciu punktów.
  13. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Półtorej godziny po meczu, w miejscu, gdzie zwykle ustawiony jest tłum reporterów, którzy zadają pytania przechodzącym zawodnikom i trenerom, zatrzymał mnie jeden z dziennikarzy. Początkowo nie bardzo rozumiałem, o co chodzi, ale szybko wyjaśnił mi naprędce, co się stało. – Panie trenerze – zagadnął, trzymając mikrofon tuż przy ustach – jak odpowie pan na krytykę ze strony Erica Sikory? – A kim jest Eric Sikora? – spytałem, nie kryjąc zdziwienia. Jak się po chwili okazało, w ten sposób nieświadomie wbiłem malutką szpilkę w dumę rzeczonego Erica Sikory. Dziennikarz na szybko wyjaśnił mi, że ów tajemniczy osobnik jest szkoleniowcem Realu Sociedad, a więc klubu Grześka Dudka, który podobno był na mnie zły, że zignorowałem jego polecenia wystawienia Grześka nie dłużej, niż na 45 minut. Ponoć powiedział, że zawodnicy mają ważne zobowiązania wobec klubów, a ich powrót z urazami z meczów towarzyskich niczego nie ułatwia. Zwyczajnie o tym zapomniałem, ale pamiętając o moim trwającym od lat konflikcie z menedżerem Milanu, bardzo szybko ogarnęła mnie złość. W zasadzie nie złość, a dzika wściekłość, prawie furia. Miała kolor czerwony. – Proszę pana – zacząłem stanowczo. – Jeśli Sikora rzeczywiście powiedział o zobowiązaniach wobec klubów, to ja powiem inną rzecz. W chwili, w której zawodnik otrzymuje ode mnie powołanie na zgrupowanie reprezentacji, ma zobowiązania wobec MOJEJ drużyny i MOJEJ osoby, a nie wobec jakiegoś klubiku z Primera División i Erica Sikory, o którym nigdy wcześniej nie słyszałem. Spotkaniami towarzyskimi przygotowuję reprezentację do walki o najwyższe cele w eliminacjach i na turniejach, i nie pozwolę nikomu wtrącać się w moje kompetencje i utrudniać mi pracy. Uprzedzając pytania, TO JA będę decydował o tym, co się dzieje w reprezentacji. Ja, i nikt inny, a już na pewno nie Eric Sikora. Skoro Sikora chciał ze mną wojny, to ją dostał. I mogłem go zapewnić, że na pewno jej nie wygra. Nie w tym życiu.
  14. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Cztery dni później byliśmy już w Sztokholmie, gdzie pojedynkiem ze Szwecją mieliśmy zakończyć fantastyczny rok 2026. Naturalnie nastąpiło kilka zmian w wyjściowej jedenastce, m.in. w bramce szansę gry otrzymał Michał Piotrowski, w środku pola Marcin Aleksander, a w ataku pojawił się Grzesiek Dudek. Wiedziałem, że jesteśmy dużo lepszym zespołem od Trzech Koron, ale doskonale zdawałem sobie sprawę, że nie warto nastawiać się na powtórkę 5:0 z mundialu. Gospodarze przystąpili do tego spotkania z dużo większą pokorą, niż w czerwcu w Kanadzie, co było widać na boisku, bowiem przez pierwszych kilkanaście minut byli stroną przeważającą, bardzo podobnie, jak przed czterema dniami Włosi. Inna sprawa, że tego wieczoru zagraliśmy dużo słabiej, niż w Avellino; pojawiło się więcej niecelnych podań, niewłaściwych decyzji przy rozegraniu, do tego formę nagle stracił Paweł Kaczmarek, który najpierw zmarnował sytuację sam na sam, a później przestał w ogóle trafiać w bramkę, zupełnie jakby skuł go pięciostopniowy mróz panujący tego dnia w Sztokholmie. Patrząc na liczbę marnowanych okazji, staraliśmy się mocno o bramkę dla Szwecji, a najmocniej rozczarowujący Michał Koźmiński, który w 36. minucie dopuścił się faulu w polu karnym, ale na szczęście Piotrowski obronił strzał Arnensona z jedenastu metrów. To jednak odwlekło tylko nieuniknione, ponieważ w 42. minucie Piotrowski najpierw obronił strzał z dystansu Hanssona, a Lewandowski rozczarował, pozwalając Karlssonowi na dobitkę. W szatni tym razem poleciały w ruch trzy szybkie zmiany, które tradycyjnie odmieniły losy meczu, a szczególnie dwie z nich. Marcin Kiszka na prawej obronie usprawnił naszą grę tym skrzydłem, z kolei Marcin Pawlak był dziś doskonałym mentorem dla naszych pozostałych napastników. W 53. minucie Karlsson, który dał swojej drużynie prowadzenie, tym razem trafił z nieba do piekła, bo jego podanie do tyłu padło łupem Pawlaka, który wyszedł sam na sam z Larssonem i uderzeniem na dalszy słupek pokazał Kaczmarkowi, jak się strzela, wyrównując na 1:1. Później bardzo długo nie mogliśmy zorganizować naszej gry w środku pola, która była zbyt chaotyczna i ułatwiała Szwedom holowanie bardzo korzystnego z ich perspektywy remisu. Czy wspominałem już kiedyś, że szczęście sprzyja lepszym? Wydawało się, że zmarnujemy szansę na zakończenie roku z kompletem zwycięstw tuż przed metą, w ostatnim meczu, lecz raz jeszcze pokazaliśmy charakter. W doliczonym czasie, gdy arbiter spoglądał już na zegarek, Wójcik przeciął podanie Nissona na 30. metrze i natychmiast zagrał w uliczkę do Pawlaka, który w sytuacji sam na sam z Larssonem zapewnił nam wygraną. Tym samym w 2026 roku wygraliśmy wszystkie mecze, łącznie z tym najważniejszym, czyli finałem Mistrzostw Świata z Niemcami.
  15. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Tradycyjnie jedną z pierwszych rzeczy, jaką zrobiłem po rozpoczęciu zgrupowania, była ostra publiczna krytyka menedżera AC Milan, który nadal nie potrafił się niczego nauczyć i znów tradycyjnie we Wronkach nie pojawił się Tomek Adamczyk, zatrzymany przez niego w klubie. Powinienem się co prawda przyzwyczaić, ale wpieprzanie się do moich powołań irytowało mnie na tyle, że zamierzałem wylewać mu na głowę pomyje za każdym razem, gdy Tomka nie będzie przez niego na zgrupowaniu, aż do końca moich dni na stanowisku. Spotkanie z Włochami miało dla mnie o tyle większe znaczenie, że rozegrane miało zostać w... Avellino, dokąd wobec tego wracałem po latach. W uwielbianej przeze mnie Italii wylądowaliśmy na lotnisku w Neapolu w pełnej mobilizacji, gdyż nadal wielu z nas pamiętało przegrany finał Euro 2020, a mi jako selekcjonerowi z pokonanych wielkich drużyn brakowało na rozkładzie już tylko Azzurrich. W składzie na to spotkanie zdecydowałem się na nieco zmodyfikowaną konfigurację personalną, w której na prawej stronie obrony zagrał Krzysiek Wróblewski, na lewej zamiast kontuzjowanego Gruszki znalazł się Grzesiek Wilk, w drugiej linii w wyjściowej jedenastce wybiegł duet z Napoli, natomiast partnerem Pawlaka w ataku mianowałem tego wieczoru Pawła Kaczmarka. Po wyjściu z tunelu pierwszy i ostatni raz w karierze widziałem Stadio Partenio niemal całkowicie wypełnione, a tych kilka tysięcy wolnych miejsc było rozsiane po całych trybunach, co sprawiało, że nie rzucały się w oczy. Mecz rozpoczął się od zdecydowanej przewagi Włochów, którzy spychali nas do obrony, ale na tym ich ofensywne zapędy się kończyły, gdyż Lewandowski z Koniecznym skutecznie czyścili nasze pole karne, a Piętka bez wysiłku wyłapywał dośrodkowania. Dopiero po kwadransie zaczęliśmy przechodzić do kontrofensywy, w której zaskakująco sprawnie radziliśmy sobie z rywalami; gorzej, gdy przychodziło oddać strzał na bramkę, czego ilustracją mogło być np. pudło Roberta Koźmińskiego. Ale nasze wysiłki zostały w końcu nagrodzone po tym, jak w 38. minucie Pawlak zaatakował w narożniku boiska Bartoliniego, odebrał mu piłkę i natychmiast zagrał do nieobstawionego jeszcze Kaczmarka, który strzałem po ziemi bez przyjęcia zdobył swojego pierwszego gola w narodowych barwach. W przerwie postanowiłem przeprowadzić tylko jedną zmianę, zdejmując poobijanego Rogalskiego, a wejście zmieniającego go Michała Koźmińskiego miało spory wpływ na przebieg drugiej połowy. W 54. minucie Wójcik z rzutu wolnego rozciągnął na prawo do Wróblewskiego, Krzysiek podał płasko w pole karne, a tam pomocnik Chelsea uwolnił się spod opieki Pellegrino i pewnie pokonał Ferreriego. Chwilę później znów doskonałą robotę wykonał Michał, który w pełnym biegu przeciął podanie Bartoliniego, wypuszczając sobie od razu piłkę do rajdu, po którym wyłożył futbolówkę Gorządowi, a Grzesiek pewnie podwyższył na 3:0. Włosi byli już na kolanach, ale później przydarzył nam się słabszy okres, w którym bezbłędny dotąd Konieczny ten jeden raz nie upilnował Martinellego, co skończyło się honorowym trafieniem dla gospodarzy. Później jednak odzyskaliśmy kontrolę nad boiskiem, mogliśmy nawet zdobyć czwartą bramkę, ale Brzeziński zawiódł i strzelił wprost w Ferreriego z rzutu karnego, i tak oto upadł ostatni mistrz świata i Europy, którego za mojej kadencji nie pokonaliśmy nigdy wcześniej.
×
×
  • Create New...