Jump to content

Chomik

Użytkownik
  • Content Count

    2162
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Chomik last won the day on June 14 2015

Chomik had the most liked content!

Community Reputation

-45 Lubi gadać bzdury

About Chomik

  • Rank
    Debiutant Roku 2013
  • Birthday 10/06/1999

Informacje

  • Wersja
    FM 2020
  • Skąd
    wwa/man
  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

6378 profile views
  1. Sezon w Szwecji dobiegł końca to i nadszedł czas na podsumowania. Na pierwszy ogień tabela, bo choć tak łatwo nie było, to udało się utrzymać w Division 2 Sodra Svealand. Po początkowym dobrym starcie (wygrana 4-1 na wyjeździe z ówczesnym v-ce liderem) przyszła gra w kratkę, która doprowadziła do tego, że o bezpośrednie utrzymanie musieliśmy drżeć do ostatniej serii gier. Na szczęście wszystko zakończyło się dobrze dla nas, a nawet udało się zająć 10. miejsce. Naszym problemem była zdecydowanie skuteczność, gdyż w kilku stykowych meczach brakowało nam postawienia przysłowiowej kropki nad i. Fajerwerków nie było, przyszedł też kryzys formy połączony z głupimi błędami indywidualnymi (np. czerwona kartka mojego DL w 10. minucie meczu z Arameisk-Syrianska) no i wyszło jak wyszło. Pracodawcy to jednak wystarczyło, albowiem zostaje w IFK na następny sezon. Od początku mojej przygody w Szwecji zmuszony byłem do grania formacją 4-3-1-2 bez bocznych pomocników, gdyż takowych w klubie po prostu nie zastałem. Koncepcja zagęszczenia środka pola wydała się całkiem niezła, a pierwsze mecze tylko to potwierdziły. Później jednak okazało się, że kadra IFK nie była aż tak mocna jak mi się wydawało. Ba, większość stanowili przepłaceni zawodnicy prezentujący tragiczne umiejętności (nawet jak na IV ligę!). Po zakończeniu sezonu w klubie panowało więc trzęsienie ziemi, gdyż większość zawodników z poprzedniej kadry musiało sobie szukać nowego zatrudnienia. Długo zastanawiałem się nad zmianą formacji. Ostatecznie jednak zostałem przy koncepcji grania 4-3-1-2, ale kompletnie zmieniłem wykonawców. Dość powiedzieć, że w planowanej pierwszej jedenastce ostał się tylko nasz najlepszy zawodnik w ubiegłym sezonie Birgersson, stoper Ismaili oraz prawy obrońca Stigenberg. Cała reszta to gracze ściągnięci do IFK, by spróbować powalczyć o górną połowę tabeli, a przy minimalnym szczęściu poszukać nawet jakiejś możliwości awansu. Przyszłości sobie tutaj jednak nie wróżę nawet w przypadku awansu, gdyż przepaść między nami, a klubami z III ligi jest ogromna. Zresztą tu jest Journeyman, tu nie ma sentymentów! Dużo lepiej natomiast poszła mi praca w kadrze Hiszpanii U-19. W całym 2019 roku przegraliśmy zaledwie jedno spotkanie, gdzie wystawiłem eksperymentalny skład oraz taktykę. Bez najmniejszych problemów udało nam się również przejść do II rundy eliminacji Mistrzostw Europy. W swojej grupie mieliśmy Węgry, Irlandię oraz Mołdawię i wynik mógł być tylko jeden - bilans 3-0, bilans bramkowy 11:0. W następnej fazie tego turnieju czekają nas zespoły Słowenii, Norwegii oraz Kazachstanu, tak więc cel jest prosty - awans na główny turniej. Tak na początku 2020 roku wygląda mój profil managera. Udało się dostać Krajową Licencję B oraz zapisać na kurs na krajową licencję trenerską A. Na razie jednak moje atrybuty, a także reputacja, stoją na marnym poziomie, tak więc nie pozostaje nic innego jak tylko walczyć o awans z IFK Aspudden-Tellus.
  2. Trochę późno, ale ja także zdecydowałem się dołączyć do zabawy. Start oczywiście z pozycji bezrobotnego, a także z Krajową Licencją C (najniższą dostępną). Podania poszły wszędzie gdzie tylko się dało, i mimo kilkunastu rozmów kwalifikacyjnych nigdzie nie dostałem oferty pracy. Dni mijały, a moje CV na płaszczyźnie klubowej były zlewane ciepłym moczem. Inna bajka działa się na tle reprezentacyjnym, gdzie dosyć szybko udało mi się znaleźć zatrudnienie w kadrze Hiszpanii... do lat 19. Ale hej, to i tak spory sukces jak na kompletnego amatora! Długo zastanawiałem się czy może jednak dorosłe kadry Vanuatu czy Tonga nie byłyby korzystniejsze, ale jednak Hiszpania robi wrażenie (nawet jeśli to młodzieżówka). Kilkanaście dni później otrzymałem kilka ofert klubowych, a wszystkie pochodziły z czwartej ligi szwedzkiej (różniły się tylko grupami). Ostatecznie kierując się realizmem (oraz pieniędzmi) wybrałem zespół IFK Aspudden-Tellus, który będzie płacił mi aż 2,9k funtów na miesiąc. Oczekiwania na ten sezon nie były wygórowane, gdyż mieliśmy po prostu utrzymać ligowy byt. 8 kolejek do końca, 2 punkty przewagi nad strefą spadkową (w której dwa zespoły miały po 4 punkty, dla porównania my zgromadziliśmy 19) i w miarę ogarnięta kadra sprawiały, że tak naprawdę mogłem już szykować się do następnego sezonu. Ten oczywiście trzeba było dograć, ale z wykonaniem postawionych przez zarząd celów nie powinno być najmniejszych problemów. Z miejsca też poprosiłem o wysłanie mnie na kurs trenerski i o dziwo się udało. Nic tylko grać!
  3. Chomik

    Veni, vidi, vici...

    @Maniek_ZKS dziękować, przyda się na pewno! ***** Część VI Azjatycka Liga Mistrzów Zarząd przed sezonem zarządał od nas ambitnej walki w każdym meczu, ale szanujmy się - chcieliśmy wygrać te rozgrywki, tym bardziej w obliczu takiej sobie grupy. Najgroźniejszym rywalem było oczywiście Melbourne City, ale do walki o awans włączyć się mogło również koreańskie Ulsan. Japończycy z Saitama United (tak przynajmniej nazywali się w FMie, w rzeczywistości jest to zespół Urawa Red Diamonds) pretendowali jedynie do miana outsidera. Już pierwszy mecz w grupie determinował nasze cele - wyjazd do Korei miał pokazać, czy moje cele mają jakiekolwiek pokrycie w rzeczywistości. Koncertowo zagrał Huang Zinchang i to dzięki niemu udanie inaugurujemy te rozgrywki; Ulsan dostało 1:3. W drugiej kolejce podejmowaliśmy u siebie Melbourne City i - pomimo wielkiej przewagi w statystykach - nie udaje nam się zdobyć gola i musimy zadowolić się jedynie bezbramkowym remisem. Cztery punkty po dwóch meczach nie wyglądały źle, ale niedosyt pozostał. Trzecia seria gier i wyjazd do Japonii. Tutaj już Saitama United nie miała nic do powiedzenia - trzy trafienia Harolda Preciado i cztery John Hou Saetera sprawiły, że kibice przecierali oczy ze zdumienia. Shenzhen rozbija rywali aż 7:0 i ma autostradę do awansu, bo w drugim meczu padł remis! Runda rewanżowa zaczyna się wizytą Ulsan FC. Koreańczycy w pierwszej połowie dostają bramkę, ale w drugiej udaje im się podnieść i najpierw doprowadzić do wyrównania, a w doliczonym czasie gry zdobyć bezcennego gola na 2:1, który to utrzymuje przy życiu ich nadzieje na awans. Piąta seria to nasz domowy mecz z Saitamą United i straszliwe męczarnie. Typowy mecz w Football Managera - 32 strzały, 12 celnych po naszej stronie i 4 uderzenia (1 celne) naszych rywali. Na całe szczęście za sprawą Yang Liyu udało się wymęczyć 1:0, co zagwarantowało nam awans do kolejnej rundy. W meczu o pierwsze miejsce w grupie podejmowaliśmy na wyjeździe Melbourne City. Spodziewałem się ciężkiej przeprawy, a tu proszę - raz Preciado, dwukrotnie Yang Liyu i pewna wygrana! Tabela. W kolejnej rundzie losowanie nam sprzyjało i trafiliśmy na koreański Seoul FC, który jednak do łatwych rywali nie należy. Krajowe podwórko W tym sezonie nie mieliśmy priorytetowych rozgrywek - jeżeli chciałem opuścić Azję, musieliśmy wygrać wszystko co tylko się da. Rozgrywki ligowe rozpoczęliśmy najlepiej, jak się tylko da - w pierwszej kolejce pokonaliśmy 1:0 Wuhan. Niestety druga seria gier przyniosła pierwszą - i jak się później okazało jedyną - porażkę. Miejsce w szeregu pokazało nam Guangzhou, wygrywając u siebie 1:0. Bałem się załamania morale zespołu i w konsekwencji dalszych porażek, ale odbiliśmy się w świetnym stylu - kolejne trzy trudne spotkania padły naszym łupem i nawet nie straciliśmy bramki. Machina wyhamowała lekko w szóstej kolejce (remis 0:0 u siebie z beniaminkiem z Changchun oraz 1:1 z Shandong), ale później kolejna wygrana z Guangzhou R&F oraz, na zakończenie kwietnia, podział punktów z Chongqing. W tym momencie nasza sytuacja była niezbyt dobra, gdyż zajmowaliśmy czwarte miejsce w tabeli ze stratą czterech punktów do liderów z Guangzhou. Maj był więc kluczowy dla Shenzhen w kontekście walki o mistrzostwo. W pierwszym meczu zagraliśmy koncertowo, rozbijając na wyjeździe Zhejiang aż 4:0. Kolejny rywal? Bejing Guoan u siebie, co prawda w tym sezonie rozczarowują (w momencie spotkania z nami byli na 8. miejscu), ale to dalej mistrz kraju. Wynik? Również 4:0 dla nas, a fenomenalny mecz zaliczył Pedro Neto (dwa gole i asysta)! Ostatnie dwa pojedynki to brak wpadek i zwycięstwa z Bejing BSU (2:0 u siebie) oraz SJZ Ever Bright (4:1 na wyjeździe), czym zapewniamy sobie kapitalny widok na atakowanie krajowego mistrzostwa. Druga pozycja w tabeli (Guangzhou wyprzedza nas jedynie przez ich marcową wygraną), najlepsza defensywa ligi (tylko 4 gole stracone w 13 meczach!), drugi najlepszy atak. Powtórzę to po raz kolejny - jeżeli nie teraz, to nigdy! Co do Pucharu Chin, to swój udział w tych rozgrywkach rozpoczynaliśmy od 4 rundy, gdzie los przydzielił nam drugoligowe Meizhou. Gładkie 4:1 i meldujemy się dalej, gdzie sierotka Marysia nie była już dla nas tak łaskawa. Po raz kolejny przyszło nam skrzyżować miecze z Bejing Guoan, a więc krajowym mistrzem i zdobywcą pucharu Chin. Na szczęście graliśmy u siebie, co pozwoliło nam zdominować to spotkanie. W 31. minucie Shan Huanhuan popisał się kapitalnym strzałem i wygrywaliśmy, ale goście nie zamierzali odpuszczać. Ostatecznie jednak udało się dowieźć to jednobramkowe prowadzenie do końca i to moje Shenzhen gra dalej. Rywal w ćwierćfinale? Jedyny pozostały drugoligowiec w stawce, a więc HLJ Lava Spring. W teorii powinno być prosto, ale jak będzie w praktyce przekonamy się po przerwie letniej.
  4. Chomik

    Veni, vidi, vici...

    @Maniek_ZKS oj coś o tym wiem, stąd te przestoje (za które przy okazji mea culpa) ***** Część V Silniejsi niż kiedykolwiek Tytuł przegraliśmy w sposób frajerski, z czym zgodzi się chyba każdy fan Shenzhen. Kampania w roku 2021 powinna się skończyć z jednym, jak nawet nie z dwoma trofeami zdobytymi w Chinach. Tymczasem zamiast tego mamy okrągłe zero pucharów i duży bagaż rozczarowań oraz niespełnionych ambicji. Czas jednak przechodzić dalej, albowiem ileż można się użalać nad tym co już było i czego już nie zmienimy. W gwoli ścisłości dodam jedynie, że teraz albo nigdy - sezon 2021 najprawdopodobniej będzie moim ostatnim za sterami Shenzhen FC. Zimowe okienko przebiegło nam w ściśle określonym kierunku. Rewolucja poczyniona rok temu udała się bardzo dobrze, teraz natomiast należało wymienić (bądź wzmocnić) jedynie jej najsłabsze elementy. I tak z klubem pożegnali się chociażby Ahmed Hegazi (poszedł do katarskiego As-Sadd), Wang Peng (będzie grzał ławkę w drugiej lidze) czy też nasz wieczny rezerwowy napastnik, Tian Xin (także obrał kierunek drugoligowy). Do ostatniego dnia okienka nie straciliśmy nikogo ważnego, ale na kilkanaście godzin przed zamknięciem możliwości ruchów kadrowych nasz wspaniały zarząd zaakceptował śmieszną ofertę za Charly'ego Musonde, którego za £9,75 miliona wyjęło od nas Jiangsu. Trochę popsuło mi to plany, ale na całe szczęście szybko udało się znaleźć następcę Belga, o czym już za chwilę. Najpierw jednak omówię planowane zakupy. Wszystkie transfery udało się dopiąć jeszcze przed nowym rokiem, także przygotowania do nowego sezonu rozpoczynaliśmy (no prawie) pełną kadrą. Idąc chronologicznie - potrzebowałem konkurenta dla Gu Chao. Nie dlatego, że coś mi w naszym bramkarzu nie pasowało, po prostu chciałem mieć dwóch równorzędnych łapaczy. Z SIPG przybył więc do nas doświadczony Yan Junling, który rozegrał już 59 spotkań w kadrze Chin i jest goalkeeperem z najwyższej możliwej półki. W bloku obronnym najbardziej przeszkadzała mi postawa Hegaziego, który - jak na to że zajmował miejsce obcokrajowca - prezentował bardzo mizerny poziom. Wobec pozbycia się Egipcjanina trzeba było postawić na jakąś skałę nie do przejścia. Wybór padł na angielskiego stopera z Aston Villi, Tyrone Mingsa, który kosztował nas aż 30 milionów funtów! Trochę drogo, ale chciałem mieć na tej pozycji zawodnika ze światowego topu. Dodatkowym atutem 28-latka jest to, że może również występować na lewej obronie. W środku pola postawiłem na dwóch nowych piłkarzy, gdyż Fosu-Mensah w nadchodzących rozgrywkach miał częściej znajdować się na boku obrony. Tak oto pobiliśmy rekord transferowy wśród krajowych klubów, kiedy to za £15 milionów wykupiliśmy z Bejing Guoan Johna Hou Saetera, a więc naturalizowanego Norwega, który jest najlepszym chińskim środkowym pomocnikiem. A w ramach wspierania przepisu o młodzieżowcu, również z mistrza z Bejing, ściągnęliśmy 17-letniego Xiong Huaihaia, za którego daliśmy 4 miliony. Może i dużo, ale jak już mówiłem - w Shenzhen FC chcę tylko najlepszych. No i wzmocnienie ostatnie, a więc następstwo wspomnianego Musondy. Na kupno kolejnego skrzydłowego nie mieliśmy już funduszy, także musiałem ratować się wypożyczeniem i tak do Shenzhen dołączył nominalny gracz Wolverhampton, Pedro Neto. Portugalczyk ma być naszym super-rezerwowym, aczkolwiek nie będzie mógł niestety grać w Azjatyckiej Lidze Mistrzów (gdzie limit obcokrajowców wynosi zaledwie 3 zawodników). W takim składzie rozpoczynamy marsz po zdobycie czterech trofeów w tym sezonie! Mecze towarzyskie Przed sezonem tradycyjnie trzeba było zagrać kilka meczów kontrolnych, by zgrać zespół i sprawdzić, czy wszystko funkcjonuje tak jak należy. Taktyki zmieniać nie zamierzałem, tak więc chodziło przede wszystkim o personalia. W pierwszym spotkaniu pokonaliśmy 1-0 mocne koreańskie Busan, by chwilę później oddać pole ligowemu rywalowi, Guangzhou R&F (polegliśmy 0:2). W pozostałych spotkaniach zgodnie z oczekiwaniami pokazaliśmy swój atrakcyjny futbol, co przyniosło trzy wygrane i remis. Na usprawiedliwienie tego ostatniego dodam, że graliśmy go już w trakcie sezonu i w bój posłałem absolutne rezerwy oraz juniorów. Superpuchar! Przed inauguracją zmagań ligowych czekał nas bój o Superpuchar Chin z drużyną, która w poprzednim roku absolutnie zdominowała krajowe podwórko zdobywając podwójną koronę. W zimie zadbaliśmy jednak o to, żeby Bejing Guoan osłabić, ściągając ich dwóch kluczowych pomocników do Shenzhen. Czy to pomogło nam w tym meczu? Zarówno Xiong Huaihai, jak i John Hou Saeter zaczęli to spotkanie w podstawowym składzie, ale zdecydowanie bardziej wyróżniał się ten drugi. 17-latek zaliczył przeciętny występ, otrzymując jedynie żółtą kartkę. Jego bardziej doświadczony kolega natomiast brylował już od samego początku, gdyż to właśnie za jego sprawą już po pół godzinie gry prowadziliśmy 2:0! Bejing nie miało nic do powiedzenia, oddając przez całe spotkanie zaledwie jeden celny strzał na bramkę Yan Junlinga! My natomiast aż dziesięciokrotnie zatrudnialiśmy Zou Dehaia, z czego aż trzy próby znalazły drogę do siatki. W drugiej odsłonie gry wynik ustalił albowiem skrzydłowy Yang Liyu, a ja mogłem wreszcie posmakować trofeum na azjatyckim kontynencie! Zostały jeszcze trzy możliwe do zdobycia i bardzo chciałbym wygrać wszystko, by domknąć w końcu rozdział drugi tej historii.
  5. Chomik

    Veni, vidi, vici...

    @Maniek_ZKS ładny awansik ze Stali Mielec do mistrzostwa w trzech topowych europejskich krajach Po skończeniu planujesz coś nowego na łamach forumka? ***** Część IV Przerwa letnia, to trzeba coś ze sobą zrobić Pod takim hasłem przebiegła nam ponad miesięczna pauza w rozgrywkach chińskiej Superligi. W trakcie jej trwania rozegraliśmy pięć meczów towarzyskich, w tym cztery z kompletnymi amatorami (trudno jest bowiem znaleźć godnych sparingpartnerów w środku czerwca). Hokejowe rezultaty nie powinny więc nikogo dziwić, ale jeden cieszy szczególnie - 3:1 osiągnięte z naszym ligowym rywalem, Guangzhou R&F. Nie wiem co jeszcze mam tutaj napisać - sparingi jak sparingi, cieszy zwłaszcza skuteczność, której w przekroju całego mojego pobytu w Shenzhen niejednokrotnie brakowało. Mistrzostwo?! Zanim jednak liga, to zaczniemy sobie od omówienia naszej krótkiej, aczkolwiek ciekawej przygody z Pucharem Chin. W ćwierćfinale tychże rozgrywek los skrzyżował nas z Dalian Yifang, a więc zespołem zdecydowanie w naszym zasięgu. Ta faza to już dwumecz, także o niespodziance nie było mowy. W pierwszym spotkaniu długo utrzymywał się rezultat 1:1, co osobiście mnie zadowalało, gdyż mieliśmy jeszcze w perspektywie rewanż na własnym terenie. Mój humor poprawił jeszcze nasz młody skrzydłowy Wen Da, który w 92. minucie gry trafił na 2:1 i praktycznie byłem już pewien gry w półfinale, patrząc po naszej ligowej postawie u siebie. Niestety rewanż został moim koszmarem. Po pierwszej połowie dostawaliśmy 0:3 przed własną publicznością, a honorowego gola dla nas w 69. minucie zdobył Harold Preciado. Odpadamy w fatalnym stylu z Pucharu Chin i nie uda się zdobyć tego trofeum w tym sezonie. Cóż mogę powiedzieć - to był chyba najbardziej emocjonujący sezon chińskiej Superligi od lat. Na dzień dobry od razu wpadka, bo zaledwie zremisowaliśmy u siebie ze słabiutkim Wuhan. Na szczęście w kolejnych spotkaniach graliśmy jak z nut w polu pozostawiając m.in. Dalian Yifang (4:0 na wyjeździe, szkoda że w pucharze tak nie graliśmy) czy Guangzhou R&F (2:1, też na wyjeździe). Niestety po wymęczonym zwycięstwie z beniaminkiem z Zhejiang (3:2 u siebie, a dodatkowo rywale grali w 10 przez prawie pół godziny) przyszedł największy kryzys, okraszony wpierdolem od mistrza kraju, Guangzhou. No przepraszam za wyrażenie, ale wyniku 2:7 inaczej nazwać się nie da. Dodatkowo przerżnęliśmy z SIPG oraz Shandong, a bezbramkowe remisy z zespołami z dolnych rejonów tabeli (Tianjin 13. miejsce, Chongqing - 14.) należy traktować jako pełnowymiarowe kompromitacje. Na szczęście nie straciliśmy jeszcze całkowitych szans na mistrza, gdyż na zwycięskie tory powróciliśmy najlepiej jak się da - rozgramiając u siebie Shanghai Shenhue aż 6:1! Następne mecze to passa zwycięstw, a dodatkowo pokonaliśmy walczące z nami do końca Bejing Guoan aż 4:1, co sprawiało, że na dwie kolejki przed końcem tabela wyglądała tak. My mieliśmy jeszcze mecze na wyjeździe z Wuhan oraz u siebie z Guangzhou R&F, a więc zespołami nie grającymi już o nic. Bejing miało ciągle będące zaangażowane w walkę o utrzymanie Tianjin oraz wyjazd do Guangzhou Evergrande, które nadal nie miało zapewnionego miejsca pucharowego. Mecz z Wuhan układał się po naszej myśli, gdyż Musonda zdobył gola na 1:0 i prowadziliśmy, będąc w tym momencie o krok od mistrzostwa. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Guido Carrillo na 1:1, Li Hang na 2:1 i dobijający nas Mady Camara. Bejing wymęczyło 1:0. Koniec marzeń o mistrzostwie, a jedynie drugie miejsce. Wynik ostatniego meczu nie ma znaczenia, chociaż spodziewałem się, że zespół Guoan się potknie (tak też się stało, przegrali 2:4). 3:0 w ostatniej kolejce nie dawało nam absolutnie nic. Co prawda vice mistrzostwo i gra w przyszłej kampanii w Lidze Mistrzów AFC jest ogromnym sukcesem, biorąc pod uwagę że rok wcześniej biliśmy się o utrzymanie. Gdybyśmy nie zgubili jakichkolwiek punktów, to cieszylibyśmy się z pierwszego trofeum w Azji, a tak to nie mamy nic... Dla formalności - tabela. Mistrzostwa Świata - nadchodzimy! Po objęciu sterów reprezentacji Kostaryki mój cel był jeden - awansować na Mistrzostwa Świata 2022 w Katarze! Droga do tego była ułatwiona, gdyż w momencie obejmowania reprezentacji znajdowaliśmy się na drugim miejscu w tabeli z pięcioma punktami przewagi nad czwartą w tabeli Jamajką, z którą graliśmy w ostatniej kolejce. Wpierw jednak - w moim oficjalnym debiucie - graliśmy z Panamą, która postawiła nam ciężkie warunki. Na szczęście udało się wygrać, a to za sprawą Marcosa Ureny. Po tym spotkaniu już oficjalnie byliśmy uczestnikami MŚ 2022. Ostatnia kolejka to formalność, a wynik 3-1 to odpowiedni wymiar kary. Do końca 2021 roku rozegraliśmy jeszcze cztery sparingi, w których bilans wynosi 2 wygrane - 2 porażki. Najpierw pokonaliśmy Martynikę oraz Norwegię, żeby w listopadzie nieznacznie ulec Urugwajowi oraz Wenezueli. Cel na przyszły rok? Wyjście z grupy na mundialu! Ora et labora Moje wirtualne alter ego rozwija się świetnie, a po dwóch i pół roku w grze mam już Krajową licencję A, a w trakcie jest robienie Kontynentalnej C. Atrybuty też zaczynają już wyglądać całkiem wporzo, a najlepiej oceniane jest Motywowanie, które wynosi 9. W tym roku w trofeach nie mogę niestety dopisać niczego, ale mam nadzieję, że uda się cokolwiek wygrać w przyszłym roku. Będziemy mieli na to rekordową liczbę szans, albowiem w 2022 walczymy o cztery trofea klubowe oraz jedno reprezentacyjne. Co potem? Nie mam pojęcia. Mam pomysł na zimowe transfery i mam nadzieję, że chociaż do mojej prywatnej gabloty uda się dołożyć jeden puchar. Kontrakt z Shenzhen został przedłużony do końca sezonu, tak więc raczej odejdę wraz z jego końcem. Jeżeli oczywiście moja reputacja pozwoli na objęcie czegokolwiek lepszego niż ta chińszczyzna Postęp wyzwania:
  6. Chomik

    Veni, vidi, vici...

    @Maniek_ZKS konkretny plan jest, teraz tylko go zrealizować u siebie też startowałeś z bezrobocia czy jednak jakiś klubik na był? ***** Część III Mecze przedsezonowe Skład był gotowy, taktyka pozostawała niezmienna (a więc 4-3-2-1 z założeniem gegenpressingu oraz mentalnością pozytywną) więc przyszedł czas na zgranie zespołu w meczach przedsezonowych. Trzykrotnie zagraliśmy z mocnymi koreańskimi zespołami, z czego ulegliśmy jedynie Busan (i to nieznacznie, bo wynikiem 2:3). Oprócz tego pokonaliśmy niskoligowe zespoły z Chin, w tym dwukrotnie nasz klub filialny - Meizhou. Ogólny bilans meczów towarzyskich to 7 wygranych - 1 porażka, co może nastrajać optymizmem przed nadchodzącym sezonem. Po mistrzostwo? Shenzhen FC mistrzem Chin? Jak najbardziej możliwe! Jesteśmy na drugim miejscu w tabeli, ale gdyby nie kryzys pod koniec rundy wiosennej bylibyśmy ze cztery punkty nad Bejing Guoan. Ale po kolei... Zaczęło się niemrawo, bo od wymęczonego 2:1 przed własną publicznością z SJZ Ever Bright, a pierwszego gola dla drużyny zdobył Fosu-Mensah. Później było lepiej i na wyjeździe pokonaliśmy Henan kontrolując spotkanie, a dubletem popisał się Wen Da, który nagle zaczął grać jak chiński Leo Messi. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i nadszedł mały kryzys, podczas którego przegrywamy u siebie z Dalian Yifang oraz remisujemy z beniaminkiem Zhejiang. Na koniec marca udało się wymęczyć jednobramkowe zwycięstwo z Tianjin, ale to co najlepsze miało dopiero nadejść. W kwietniu wygraliśmy WSZYSTKIE mecze ligowe, tracąc gole tylko w jednym (wyjazdowy pojedynek z Shanghai Shenhua zwyciężony 3:2). Zostawiliśmy w pokonanym polu takie tuzy jak mistrz kraju Guangzhou czy zawsze groźne SIPG z Hectorem Herrerą czy Armando Izzo w składzie. Niestety później przyszedł wspomniany na początku akapitu kryzys, albowiem trzy ostatnie w tej rundzie spotkania jedynie zremisowaliśmy. Co prawda 2:2 w wyjazdowym starciu z Bejing wziąłbym w ciemno (tym bardziej, że przez długi czas przegrywaliśmy 1:2), ale remis u siebie z ostatnim w tabeli Hebei China Fortune czy 0:0 ze słabiutkim w tym roku Jiangsu można uznać w kategorii małej kompromitacji. Tym samym przed przerwą letnią jesteśmy na drugim miejscu w ligowej tabeli, mając punkt straty do wspominanego Bejing Guoan. Oby na jesień uniknąć głupich strat punktów i uda się zgarnąć mistrzostwo, co byłoby naprawdę fantastycznym sukcesem. Mając na uwadze nasz problem z młodzieżowcami w lecie doszli do nas Shan Huanhuan oraz Zhu Chenjie, których sylwetki zostały przedstawione w poprzednim poście. Graliśmy także dwie rundy Pucharu Chin, a więc rozgrywek na które nie miałem szczególnego parcia na początku sezonu. W czwartej rundzie odprawiliśmy spadkowicza z Superligi, a więc drużynę Renhe, pewnie ogrywając ich 2:0. W kolejnej fazie los przydzielił nam Zhejiang, które zremisowało z nami w lidze 1:1. Od tamtego czasu beniaminek mocno spuścił jednak z tonu, co wykorzystaliśmy perfekcyjnie gromiąc ich aż 5:2! W ćwierćfinale zmierzymy się z Dalian Yifang, a ja co raz mocniej zacząłem się zastanawiać nad potraktowaniem tego turnieju na serio. Może chociaż jedno trofeum uda się zgarnąć w tym roku? Nie samymi piłkarzami Shenzhen stoi W przerwie zimowej postanowiłem także znacząco wzmocnić sztab szkoleniowy mojej drużyny, albowiem wiedziałem, że w Państwie Środka spędzę conajmniej dwa sezony. Nie będę wam wymieniał wszystkich ruchów, gdyż nazwiska w większości nic wam nie powiedzą, a statystyki członków sztabu oscylują w okolicach 10 punktów, co jest przeciętnym wynikiem. Na szczęście biorąc pod uwagę naszych rywali nasza kadra jest najlepsza w lidze pod każdym względem, co ma znacząco wpłynąć na naszą postawę na boisku. Kadra wzywa! Przez całą dotychczasową karierę monitorowałem sytuacje w kadrach narodowych różnych państw i starałem się składać podania tam, gdzie miałem szansę zatrudnienia. Po tym, jak (jeszcze podczas pracy w Hawke's Bay) moją kandydaturę odrzuciły reprezentacje Kataru i Macedonii Północnej niejako straciłem nadzieję na znalezienie angażu gdziekolwiek. Kolejna poważna okazja nadarzyła się właśnie w lecie 2021 roku, kiedy to zwolniły się posady czterech reprezentacji ze strefy CONCACAF: Trynidadu i Tobago, USA, Kostaryki oraz Hondurasu. Z miejsca zaaplikowałem do wszystkich, licząc na to, że moja (już prawie) półtora gwiazdkowa reputacja pozwoli na rozpoczęcie swojej kariery chociażby w takim Trynidadzie i Tobago. Moje zdziwienie było spore, bo najszybciej odpowiedziały zespoły Hondurasu i Kostaryki składając mi oferty kontraktu. Reputacja podobna (w obydwu przypadkach 2,5*), tak więc kryterium decydującym była postawa w eliminacjach do przyszłorocznych Mistrzostw Świata w Katarze. Honduras nie powalał i miał szansę jedynie na baraże, natomiast Kostaryka... zajmowała drugie miejsce z dwoma punktami straty do Meksyku i trzema przewagi nad USA. Do końca eliminacji zostały dwa spotkania, tak więc wybór był prosty - Los Ticos pod moim przywództwem pojadą na ten cholerny mundial!
  7. Chomik

    Niebezpieczna gra

    Zapowiada się całkiem nieźle, Włochy fajna liga
  8. Chomik

    Veni, vidi, vici...

    Część II Noworoczne porządki (transferowa rewolucja) Powiedzmy sobie wprost - 13. miejsce na koniec sezonu 2020 nie satysfakcjonowało nikogo w klubie. Prezes był wkurwiony, kibice byli wkurwieni, zawodnicy tak samo. Ogólnie jedno wielkie wkurwienie. Mimo tego udało mi się przetrwać na stanowisku trenera klubu, co zwiastowało wielkie trzęsienie ziemi, ale umówmy się - kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Ostrzegam też, że będzie tu dużo tekstu, więc jeżeli ktoś chciałby po prostu zobaczyć graficzne podsumowanie transferów, to w spoilerze załączam stosowny obrazek. Zaczniemy od zawodników, którzy nasz klub opuścili. Zdecydowałem się sprzedać aż siedmiu zagranicznych zawodników, a ze 'starej gwardii' ostał się jedynie Preciado mający być naszym głównym snajperem w nadchodzącym sezonie. Jako pierwszy klub opuścił nasz wspaniały snajper Dyego Sousa, który w całym sezonie zdobył zawrotną liczbę czterech goli. 13 milionów od Newcastle United było zbawieniem. John Mary poszedł za śmieszne pieniądze do Korei, natomiast Pa Dibba na dłużej przeniósł się do Szwecji, a konkretnie do Vasteras SK. Tak jak wspominałem Stanzani oraz Namri byli za słabi na zajmowanie miejsca dla obcokrajowca w naszym klubie, tak więc obydwoje przenieśli się do naszych rywali (odpowiednio SIPG oraz Renhe). Zgodnie z moimi przewidywaniami Sheffield Wednesday zdecydowało się wykupić Norwega Selnaesa, tak więc nie będzie mieć on nawet okazji zaprezentowania się w naszych barwach za mojej kadencji. Z całej plejady zagranicznych graczy najbardziej szkoda mi Rossiego, który miał realny potencjał by walczyć o miejsce w nowym zespole Shenzhen FC. Zadecydowało to, że Brazylijczyk mógł grać jedynie po prawej stronie boiska, a ja chciałem kogoś potrafiącego operować na obydwu flankach. Dalian Yifang zaoferowało nieco ponad £6 milionów i parafowałem przenosiny naszego byłego już skrzydłowego. Z ważnych rodzimych grajków to tak naprawdę odeszli Ci, którzy może i grali dotychczas, ale w moich planach nie było dla nich miejsca. Łącznie zainkasowaliśmy £28,5 miliona. Po szczegółowym przeanalizowaniu ekosystemu panującego wokół chińskiej Superligi doszedłem do wniosku, że droga do poprawienia naszej gry wiedzie poprzez dobre rozmieszczenie graczy zagranicznych połączone ze ściągnięciem Chińczyków jakkolwiek wybijających się ponad przeciętność. Maksymalnie trzech obcokrajowców w wyjściowej jedenastce sprawiło, że chciałem z nich uczynić pewnego rodzaju kręgosłup drużyny. Pewne miejsce na szpicy miał Kolumbijczyk Preciado, także pozostały mi dwa miejsca na placu gry, a także jedno dodatkowe na ławce. W trakcie swoich poszukiwań obrałem kierunek angielski, gdyż tam można było znaleźć naprawdę solidnych graczy. Pierwszym moim wyborem był Egipcjanin Ahmed Hegazi, który miał zostać naszym generałem linii defensywnej. West Bromwich Albion otrzymało za 30-letniego stopera nieco ponad 5 milionów funtów, co było dobrą ceną. Na ławkę potrzebowałem zawodnika, który wchodząc na te 20-30 minut meczu będzie w stanie dać coś ekstra naszej drużynie. Po krótkim namyśle zdecydowałem się ściągnąć Charly'ego Musonde ze stołecznej Chelsea, która zainkasowała równe £5 milionów. Zostało mi miejsce w środku pola i długo zastanawiałem się nad tym zawodnikiem, gdyż kosztował nas on niebotycznie duże pieniądze (nawet jak na Chiny). Ostatecznie jednak zdecydowałem się zaryzykować i wydałem 45,5 miliona funtów na byłego zawodnika Manchesteru United, Timothy Fosu-Mensaha. Holender przekonał mnie głównie swoją wszechstronnością, gdyż w razie potrzeby może wzmocnić także linię defensywy. Mam nadzieję, że 22-latek mnie nie zawiedzie i będzie naszą kluczową postacią w tej kampanii. Oczywiście trzeba się było również zająć rynkiem lokalnym, gdyż moim celem w tym okienku - oprócz uporządkowania burdelu wśród zagranicznych grajków - było ściągnięcie jak najlepszych chińskich zawodników, którzy byli zainteresowani transferem do Shenzhen. Uważam, że zrobiłem świetną robotę, a piłkarze przeze mnie zakontraktowani przerastają poprzednich o dwa czy nawet trzy poziomy. Postaram się przedstawić to jak najbardziej przejrzyście, ale jakby ktoś miał jakieś pytania to walcie śmiało. Gu Chao - nowa jedynka w bramce, gość jest Chińczykiem i ma 194 centymetry wzrostu... Przerasta naszego poprzedniego łapacza o dwie gwiazdki, a zarząd chciał mi zablokować transfer, bo podobno nie spełnia on polityki transferowej klubu. Na szczęście jakoś się udało i mam wreszcie spokój na najważniejszej pozycji. Jiangsu dostało £750 tysięcy. Li Ang - kolejny z naszego zaciągu z Jiangsu, tym razem stoper. Ma być partnerem Hegaziego na środku defensywy i wnieść tam spokój. Potrzebowaliśmy kogoś takiego, albowiem nasi poprzedni defensorzy to cóż... szkoda gadać. Daliśmy za niego 675 tysięcy funtów. Liu Yang - £500 tysięcy z Shandong, w sumie to nie wiem za co. Chłop jest przeciętny do bólu, ale lepszych nie mieli. Będzie u nas numerem dwa na lewej obronie, bo numer jeden to... Li Lei - teoretycznie środkowy pomocnik, u mnie ma pewne miejsce na lewej flance defensywy. Bezapelacyjnie najlepszy na swojej pozycji w kraju, aż dziw że Bejing oddało go za zaledwie £725 tysięcy. Ming Tian - prawy defensor zakupiony z Wuhan, ma być naszym podstawowym zawodnikiem na tej pozycji. Statystyki ma mocno średnie, ale po prostu nikogo innego nie interesowała przeprowadzka do Shenzhen. Kosztował 475 tysięcy w angielskiej walucie. Mei Fang - Guangzhou oddało go za nieco ponad pół miliona funtów, a u nas będzie rezerwowym stoperem. Wygląda solidnie, na pewno dostanie swoje szansę w nadchodzącym sezonie. Wang Tong - konkurent Ming Tiana do gry na prawej flance obronnej, ale w razie czego może również występować w środku pola. Równe pół bańki otrzymało za jego kartę zawodniczą Shandong. Zhang Xiuwei - reprezentant Chin ściągnięty z mistrza kraju, Guangzhou, w którym jednak rozegrał jedynie osiem spotkań. Ma być naszym podstawowym środkowym pomocnikiem. Zapłaciliśmy £700 tysięcy, ale będzie warto. Zheng Kaimu - prawdziwa okazja, albowiem za tego defensywnego pomocnika Tianjin oczekiwało jedynie 240 tysięcy funtów! U nas jest pewniakiem do gry i mam nadzieję, że nie zawiedzie. Yang Liyu - bardzo przeciętny skrzydłowy, ale lepszych po prostu nie było. Niemniej jednak były zawodnik obecnego mistrza kraju ma u nas grać w podstawie. Trochę przepłaciliśmy, ale mam nadzieję że kwota £750 tysięcy nie okaże się wtopą roku. Huang Zichang - świetny zawodnik, który w zakończonym sezonie miał udział aż w 10 ligowych trafieniach dla Jiangsu. Tym bardziej szkoda, że u nas grał będzie raczej na lewym skrzydle, a nie szpicy. Najwyższy chiński transfer w zimie, gdyż wydaliśmy £1.2 miliona. Niestety w ferworze tego kontraktowania graczy zapomniałem o przepisie dla graczy U-23, tak więc na pół roku zostaliśmy z przeciętnymi do bólu młodzieżowcami. W trakcie letniej przerwy zrehabilitowałem się jednak i do klubu trafili: Zhu Chenjie - ten stoper wpadł mi w oko podczas naszego pojedynku z Shanghai Shenhua, gdy wyróżniał się doskonałą grą w defensywie. Za zaledwie 20-latka zapłaciliśmy 2.4 miliona funtów, ale będzie warto. Shan Huanhuan - tego 22-letniego napastnika sprowadziłem z portugalskiego FC Famalicao za jedyne £625 tysięcy, co - jak na jego umiejętności - jest sporego kalibru promocją. Jedyny minus to to, że może grać jedynie na szpicy, ale na końcówki za zmęczonego Preciado będzie jak znalazł. Wydaliśmy łącznie 66 milionów funtów. Dużo? Odejmując kosztującego ponad 2/3 tej kwoty Fosu-Mensaha wychodzi mniej niż zarobiliśmy na sprzedażach szrotu (bo tak trzeba nazwać piłkarzy, których tu zastałem). Skok jakościowy na papierze jest widoczny gołym okiem, oby tylko sprawdziło się to także na murawie. Cel na ten sezon? Według zarządu środek tabeli, ale ja po cichu liczę, że uda nam się zaatakować podium, a może i mistrzostwo. Cóż, kadry gorszej od naszych rywali raczej nie mamy. Kampanię w roku 2021 uważam za rozpoczętą. PS. Nie sugerujcie się datą screena, gdyż zrobiłem go z opóźnieniem. Tak samo screeny graczy są porobione z września 2021, ale postaram się szybko nadrobić, gdyż z grą czekam w okolicach 2022 na to, aż uda mi się wszystko skrupulatnie tutaj opisać
  9. Chomik

    Veni, vidi, vici...

    @Dmq dzięki, przyda się na pewno Co do zamiecenia ligi to może być pewien problem ***** Rozdział II: Chiny Część I Po opuszczeniu Nowej Zelandii kierunek wydawał się prosty. Jakikolwiek wydźwięk moich sukcesów w Oceanii dotarł jedynie do Azji, a najbliżej z azjatyckiej federacji leżała oczywiście Australia. Jednak ani rozczarowujące w rozgrywkach 2019/20 Melbourne Victory, ani mające wysokie aspiracje Sydney FC nie chciało nawet słyszeć o możliwości zatrudnienia najlepszego managera Nowej Zelandii ostatniego sezonu. Na swój klub musiałem czekać przeszło dwa i pół miesiąca, kiedy to odezwali się do mnie działacze chińskiego Shenzhen FC, którzy to dopiero co zwolnili Roberto Donadoniego, a więc legendarnego Włocha z bardzo bogatą przeszłością. Spojrzałem jednak na wyniki klubu i przestałem mieć jakiekolwiek wątpliwości. Po 21 kolejkach Shenzhen zajmowało trzecie miejsce od końca z zawrotnym bilansem 4 wygrane - 6 remisów - 11 porażek i 18 punktami na koncie. Celem było uniknięcie walki o utrzymanie, co dało się zrobić. Bez większego zawahania podpisałem kontrakt, ale to co później zobaczyłem wzbudziło we mnie wątpliwości, czy aby zbyt pochopnie nie parafowałem umowy... Organizacyjny rozgardiasz Chińska Superliga ma to do siebie, że posiada szereg zasad niekoniecznie odpowiadających każdemu fanowi wirtualnej menadżerki. Po pierwsze: bramkarz musi być Chińczykiem, co sprawia, że mając takowego na poziomie można już na starcie zyskać przewagę nad resztą ligi. Jak to wyglądało u nas? Pierwszy łapacz był mocno średni, drugi odcinał kupony do emerytury. Po drugie: w wyjściowym składzie (i później na boisku) musi być minimum jeden chiński zawodnik U-23. Spojrzałem na naszą młodzież i jedynie z politowaniem pokiwałem głową. Najlepszy był skrzydłowy Wen Da, zaraz po nim napastnik Tian Xin. Jaki poziom oni prezentowali? Mierny, załapali by się co najwyżej na ławkę drugoligowego klubu, a przynajmniej tak mi się wydawało. Po trzecie (i chyba najważniejsze): Do rozgrywek ligowych można zgłosić maksymalnie czterech obcokrajowców, a boisku może przebywać jednocześnie zaledwie trzech z nich. Poziom piłkarski Państwa Środka pozostawiał wiele do życzenia, tak więc logiczne (przynajmniej dla mnie) było, że trzech dozwolonych emigrantów należało wykorzystać jak najlepiej. Tymczasem szybki rzut oka na to, co działo się w Shenzhen przed moim przybyciem: Stan obcokrajowców w zespole: 8 (Rossi, Dyego Sousa, Pa Dibba, Harold Preciado, Ole Kristian Selnaes, Anas Namri, Leonardo Stanzani, John Mary) Rossi - świetny prawoskrzydłowy, u mnie grałby pierwsze skrzypce, ale niestety Donadoni to geniusz taktyczny i wypożyczył go do Malmo . Dyego Sousa - napastnik, a raczej "napastnik". Strzelił dwa gole w całym sezonie, maszyna jak się patrzy. Pa Dibba - 34-letni reprezentant Gambii, nie wiem co on jeszcze robi w tym klubie, ale na szczęście jest wypożyczony do Norrkoping Harold Preciado - Kolumbijczyk ma zagadki na topowego snajpera ligi, przerasta ten klub o klasę. Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał żeby zarejestrować go do rozgrywek... Ole Kristian Selnaes - idealny kandydat do środka pola, tym bardziej z moją taktyką z trójką w formacji pomocy. Niestety ktoś w klubie wpadł na pomysł wypożyczenia go do Sheffield Wednesday dodając do tego śmieszną kwotę odstępnego. Anas Namri - fajny 19-letni pomocnik z Francji, ale na przyszłość, a w Chinach nie ma miejsca na trzymanie zawodników latami i liczenie że się rozwiną. Niemniej jednak będę musiał z niego korzystać, bo nikogo innego nie ma. Leonardo Stanzani - rodak Donadoniego, może grać na rozegraniu i lewym skrzydle. To tyle z plusów. Minusy? Przeciętny do bólu, chimeryczny, nieskuteczny. Że też marnujemy miejsce dla cudzoziemca dla kogoś takiego... John Mary - kolejny napastnik, który nawet strzelał coś w pierwszej części sezonu. Niestety jakiś geniusz wyrejestrował go w trakcie letniej przerwy, tak więc w naszym klubie Kameruńczyk raczej już nie zagra. Wniosek jest prosty. Ż E N A D A. Oby dotrwać na stanowisku managera Shenzhen FC do końca tego sezonu, a później rewolucja, bo z tymi graczami zagranicznymi + obecnymi w klubie Chińczykami daleko nie zajdziemy. Ale jak to się mówi - alea iacta est! Misja: Utrzymanie I Moją kadencje w zespole Shenzhen FC rozpocząłem domowym starciem z Shanghai Shenhua, które - mimo że 'najlepsze' lata ma już raczej za sobą - dalej pozostaje groźnym przeciwnikiem. Liczyłem na rozpoczęcie swojej przygody z klubem wygraną, zwłaszcza po tym jak zdobyliśmy bramkę już w pierwszej minucie. Niestety goście wyrównali i mecz skończył się podziałem punktów. Na szczęście dla mnie na premierowe trzy punkty nie musiałem czekać zbyt długo, gdyż już w następnej kolejce skromnie, bo skromnie, ale jednak pokonaliśmy Wuhan 1:0, co pozwoliło nam odetchnąć przynajmniej na chwile. Wrzesień zaczęliśmy od wyjazdu do Guangzhou R&F, skąd także udało nam się przywieźć punkt! Pierwszy słabszy mecz zagraliśmy dopiero z czarnym koniem tego sezonu, Jiangsu, które nie dało nam złudzeń i rozgromiło aż 4:1. Bałem się, że to pogrzebie morale moich piłkarzy, ale na szczęście tak się nie stało. Dwa kolejne domowe starcia (2:0 z Tianjin oraz 1:1 z Shandong) zagwarantowały nam utrzymanie w lidze, tak więc resztę spotkań poświęciłem na eksperymenty taktyczne oraz techniczne, takie jak dziwne ustawienia oraz polecenia indywidualne. Skończyło się tak, że o mało co zarząd by mnie nie zwolnił, gdyż dostałem taką wiadomość. Na całe szczęście zostaje w klubie przynajmniej na następny rok (oczywiście przy przychylnych wiatrach). Tak prezentuje się tabela, sensacyjnym mistrzem Chin zostaje Guangzhou. Cel na przyszły rok? O tym może nieco później... Co dalej? Kontrakt z Shenzhen FC obowiązuje mnie do końca 2021 roku, także przy mniej przychylnych wiatrach jeszcze rok zostane w Chinach. Przy tych bardziej przychylnych czekają mnie minimum dwa lata walki o ligowy prym w Państwie Środka. Wszystko zależy od transferów, na które mam już pomysł i poświęcę chyba na nie cały kolejny odcinek. Co do postaci mojego menago, to ukończyłem kurs na Krajową Licencję B i jestem w trakcie kolejnego kursu. Dodatkowo zaczynam rozglądać się za posadą w jakiejś reprezentacji, gdyż potrzebujemy także wygrywać trofea międzynarodowe. Jak oceniam Shenzhen FC jako klub do rozwoju? Finanse są spore, klub nieogarnięty w ogóle, także czeka mnie sporo pracy żeby jako tako to wszystko wyglądało. Cóż, czas brać się do roboty...
  10. Panie steken, my też czekamy na fabułę
  11. Nie boisz się stawiać na brak doświadczenia w środku pola? No i solidne na początek
  12. Chomik

    Veni, vidi, vici...

    Część II Druga część sezonu (w małym skrócie) W lidze po pokonaniu na wyjeździe Auckland City praktycznie zagwarantowaliśmy sobie pierwsze miejsce na koniec sezonu zasadniczego, co ładnie wyglądało, ale prawdziwy sprawdzian przyszedł dopiero w barażach. Zanim jednak one nadeszły pokonaliśmy jeszcze Southern (a więc drugi nowozelandzki klub grający w Lidze Mistrzów) oraz Eastern Suburbs, a także wyraźnie ulegliśmy Team Wellington (0:3). W półfinale baraży naszym rywalem było... Auckland City, a więc klub którego bałem się najbardziej. Wyrównany mecz z szansami po obydwu stronach, aczkolwiek zakończony happy-endem dla zespoły Hawke's Bay United po golu naszego skrzydłowego Selemaniego w 83. minucie gry. Był to chyba najbardziej emocjonujący mecz w Oceanii, gdzie realnie chciałem wygrać - porażka w jednym pucharze nie przekreślała naszych szans na zdobycie drugiego, a realnie w Lidze Mistrzów zagrozić nam mogło jedynie Southern, które i tak było słabsze od nas. W drugim półfinale Hamilton Wanderers poradziło sobie z Tasman United, tak więc to z nimi mieliśmy się zmierzyć o moje pierwsze mistrzostwo kraju. Graliśmy koncertowo, dominowaliśmy rywali w każdym aspekcie gry, ale długo nic nie chciało wpaść do siatki. Aż w końcu bohater tej fazy sezonu - Ahinga Selemani (aż pokazałbym screena, ale niestety skończył karierę) - w 75. minucie znalazł sposób na bramkarza Hamilton, a naszych zrozpaczonych rywali dobił środkowy pomocnik Josh Signey i pierwszy krok do opuszczenia Oceanii został postawiony - Hawke's Bay United mistrzami Nowej Zelandii! Boje w krajowych pucharach zaczniemy od opisania finału Pucharu Dobroczynności, w którym to po raz kolejny w tym sezonie naszym rywalem była drużyna Auckland City. Nie spinałem się jakoś szczególnie na wygranie tego spotkania, gdyż w razie co pozostawał jeszcze Chatham Cup, jednakże na finał wyszliśmy najmocniejszym możliwym składem. Szybko także objęliśmy prowadzenie po trafieniu Ignacio Machuci, jednak Auckland wyrównało kilka minut po zmianie stron. Regulaminowy czas gry nie przyniósł rozstrzygnięcia, dogrywka tak samo, a więc rzuty karne. W nich bohaterem został nasz goalkeeper Ruben Parker, któremu udało się wybronić aż trzy jedenastki, czym oczywiście zapewnił nam zwycięstwo w rozgrywkach Nowozelandzkiego Pucharu Dobroczynności! Tym samym Chatham Cup zszedł na pobocze, ale udało nam się w czwartej rundzie bez problemów wyeliminować Palmerston North Marist, a w piątej pokonaliśmy 3:1 East Coast Bays. Zatrzymaliśmy się dopiero na ćwierćfinale, pokonani po klasycznym meczu Football Managera przez Waitakere United. My 22 strzały, oni 5. I 1:0 w plecy. Najważniejsze jednak, że mamy ten wymagany puchar krajowy z Oceanii w gablocie. No i na deser zostały najważniejsze dla mnie rozgrywki, a więc Liga Mistrzów Oceanii, zwana O-League. Teoretycznie był to najłatwiejszy turniej dla nas w tym sezonie, gdyż czekały nas spotkania z zespołami półprofesjonalnymi albo wręcz amatorskimi. A praktycznie? W losowaniu trafiliśmy do grupy C z zespołami Hekari United (Papua Nowa Gwinea, amatorzy), Erakor Golden Stars FC (Vanuatu, półprofesjonalny) oraz Solomon Warriors (Wyspy Salomona, amatorzy). Trzy szybkie mecze, trzy wygrane nawet bez straty bramki, aczkolwiek w meczu z Hekari na decydujące trafienie musieliśmy czekać aż do 75. minuty. Pierwsze miejsce w grupie, obok nas wychodzi drużyna z Wysp Salomona. W ćwierćfinale trafiamy na obrońców trofeum, a więc Hienghene Sport z Nowej Kaledonii. Myślałem, że będzie ciężko, ale pierwszy mecz u siebie rozwiał moje największe obawy. 7:0 zrobione na wielkim luzie, a w rewanżu poprawiliśmy jeszcze piątką i mogliśmy świętować awans do półfinału, gdzie trafiła nam się ekipa Rewy z Fidżi. Ponownie pewna wygrana w pierwszym spotkaniu w Nowej Zelandii, ale w rewanżu gospodarze postraszyli i potrzebowaliśmy wpuścić naszych trzech podstawowych zawodników żeby pewnie zagwarantować sobie udział w finale, gdzie zgodnie z moimi przewidywaniami czekała druga drużyna z Nowej Zelandii biorąca udział w tegorocznej edycji O-League, a więc Southern United FC. Trochę obawiałem się tego starcia, ale jak pokazała przyszłość - zupełnie niepotrzebnie. Co prawda musieliśmy odrabiać straty już od pierwszej akcji, ale szybko odpowiedział bohater tego finału, Gavin Hoy, który ustalił także wynik w doliczonym czasie gry. Oprócz tego zdołaliśmy jeszcze dwukrotnie trafić do siatki i cóż mogę więcej powiedzieć - potrójna korona stała się faktem! Podsumowanie sezonu Cóż by tu więcej rzec - mój pierwszy sezon w karierze przerósł moje największe oczekiwania. Wraz z zespołem Hawke's Bay United sięgnąłem po potrójną koronę, co bardzo mocno wzmocniło moją pozycję na lokalnym rynku, a także dało jakiekolwiek podstawy do szukania zatrudnienia w lepszym miejscu. O tym jednak za chwilę. Niestety nie posiadam zbyt wielu screenów z pierwszego sezonu tej przygody, tak więc po prostu zarzucam tym co mam. Nasza dominacja w lidze, zarówno w sezonie zasadniczym jak i w playoffach, poskutkowała tym, że do jedenastki sezonu zostało wybranych aż ośmiu moich zawodników! Co do zasad w niej panujących to uważam to za kompletne nieporozumienie, bo - tak jak pisałem w poprzednim poście - jednym słabszym/pechowym meczem można zawalić sobie cały sezon świetnego grania. Nam na szczęście w tym najważniejszym momencie nie podwinęła się noga, tak samo zresztą jak w Pucharze Dobroczynności. Po wygranej w karnych nad Auckland olałem kompletnie Chatham Cup, chcąc za wszelką cenę skończyć sezon z wygraną w Lidze Mistrzów. Ten cel także udało się spełnić. Dodatkowo zostałem wybrany Managerem Roku Mistrzostw Nowej Zelandii. Plany na przyszłość Potrójna korona zdobyta z Hawke's Bay wyczerpała mój głód wygrywania w Oceanii. Wygraliśmy wszystko co było trzeba w tamtejszej piłce klubowej, tak więc zostając w Nowej Zelandii na kolejny sezon straciłbym rok czasu na powtarzanie swoich sukcesów i dostanie w dupę w Klubowych Mistrzostwach Świata. Może wygrałbym brakujący Chatham Cup, ale bilans możliwych zysków i strat nie równoważył się, tak więc decyzja była jasna. Dodatkowo udało mi się dostać Krajową Licencję C, a także jestem w trakcie robienia Krajowej Licencji B, co powinno być dodatkowym atutem przy szukaniu nowego pracodawcy. Dnia 3 czerwca 2020 roku, a więc na trzy miesiące przed końcem kontraktu, opuściłem Hawke's Bay United w glorii i chwale w poszukiwaniu nowych wyzwań na innym kontynencie. Cel na teraz? Jakikolwiek klub o wyższej reputacji niż moja, najlepiej z perspektywami rozwoju (czyt. zdolny do finansowania mi kursów trenerskich lub zrobienie tam dobrych wyników i przenosiny do lepszego zespołu), jednak nie oszukujmy się - na tym etapie kariery nie można zanadto wybrzydzać. Koniec rozdziału I... Postęp wyzwania:
  13. Chomik

    Veni, vidi, vici...

    @Pulek dziękować! Swoją drogą pierwszy etap kariery będzie opisany mniej szczegółowo, gdyż w przypływie chęci do gry jestem już gdzieś pod koniec 2021 roku. Niemniej jednak postaram się wrzucać wszystkie istotne screeny jakie mam . ***** Rozdział I: Nowa Zelandia Część I Na swój pierwszy klub nie musiałem długo czekać, aczkolwiek jego wybór był bardzo istotny. Nie chciałem utknąć gdzieś w półzawodowym średniaku z ligi Demokratycznej Republiki Konga bez żadnych perspektyw na wygranie czegokolwiek albo chociaż szybki awans do innego zespołu. Miałem swoje ambicje i oczekiwania, ale jednocześnie wiedziałem, że bez żadnej licencji i doświadczenia nie mogę liczyć na zbyt wiele. Chciałem klubu, z którym szybko można by było wygrać jakieś trofeum i już na początku zbudować sobie mocną pozycję przynajmniej na lokalnym rynku trenerskim. Najłatwiej było osiągnąć to w Oceanii, gdzie absolutną dominacje na kontynentalnym podwórku miały kluby z Nowej Zelandii. Dość powiedzieć, że od sezonu 2009/10 żadne inne państwo nie cieszyło się z triumfu w Lidze Mistrzów. Zmieniło się to dopiero w ubiegłym sezonie, kiedy to po zwycięstwo sięgnęła drużyna Hienghene Sport pochodząca z Nowej Kaledonii. To był ogromny cios dla wszystkich nowozelandzkich klubów, tak więc zmiany na stanowiskach managerów były nieuniknione. Miałem wielkie szczęście, gdyż już po niespełna dwóch miesiącach zgłosił się po mnie zespół Hawke's Bay United, a więc w pełni profesjonalny klub z Nowej Zelandii, do tego występujący w Lidze Mistrzów Oceanii! Walka o wszystkie klubowe trofea na kontynencie już w pierwszym sezonie? Jak najbardziej możliwe! Transfery Do Hawke's Bay dołączyłem już w trakcie okresu przygotowawczego, jednakże w Nowej Zelandii dalej trwało okienko transferowe, co umożliwiało mi zakontraktowanie paru zawodników mających pomóc nam osiągnąć moje cele, jakimi na ten sezon było - jak można się domyśleć - wygranie Ligi, minimum jednego Pucharu Krajowego oraz przede wszystkim zwycięstwo w Lidze Mistrzów Oceanii. Budżet transferowy równy £0, płacowy to jakieś £4,000 na miesiąc. W etosie klubu główną pozycją jest pilnowanie finansów i nieprzekraczanie budżetu płacowego, ale ja miałem to gdzieś. Jak chcemy wygrywać to musimy zaryzykować i tak niemal całą część dostępnych funduszy przeznaczyłem na pensje dla 39-letniego Walijczyka z przeszłością w Premier League, Dannego Collinsa. Doświadczony reprezentant swojego kraju ma ogarnąć naszą defensywę i być jej liderem z prawdziwego zdarzenia. Reszta piłkarzy nie była już tak wybitna. Dalsze luki w bloku obronnym łataliśmy takimi osobami jak: Ian Chettleburgh - lokalny licealista szczycący się tym, że jest duży i umie prosto kopnąć piłkę. Idealny do grzania ławki i podawania ręczników. Wade Randle - prawy obrońca mający grać w podstawowym składzie, głównie dlatego że jego konkurent to... Mikael Munday - no szanujmy się - chłop lat 36 i jest tak beznadziejny że nie zanotował nawet jednego występu w reprezentacji Nowej Zelandii. Niestety po zakontraktowaniu Collinsa na nikogo innego nie było nas stać. Jean-Francis Daux - tutaj akurat udało nam się dokonać całkiem niezłego interesu, ale Kongijczyk na razie leci do drużyny młodzieżowej. Naszym największym wzmocnieniem (obok wspomnianego stopera Collinsa) był wypożyczony z francuskiego Dijon Florian Tilloloy, który przerastał naszą drużynę o klasę. Nie wiem jakim cudem Francuz zgodził się na roczne przenosiny do Hawke's Bay, ale ja narzekać nie zamierzam. Ostatnim ruchem do drużyny seniorskiej było zakontraktowanie Ignacio Machuci, Chilijczyka grającego wcześniej w naszym ligowym rywalu, Waitakere United. Ma on grać nieco wyżej niż Tilloloy i być naszym motorem napędowym w nadchodzącym sezonie. Z klubem pożegnali się jedynie rezerwowy łapacz Alex Britton, który za zawrotną kwotę - uwaga - £1,5 tysiąca funtów wzmocnił Canterbury United, a także lewy defensor Fergus Neil (wybrał Hamilton Wanderers). Jak oceniam ruchy kadrowe? Na plus, ale szkoda mi tego obrońcy bo wyglądał solidnie. Do tego płace przekraczają £10,000 miesięcznie, także albo coś wygramy albo prezes urwie mi jaja. Sparingi Dwa mecze rozegraliśmy beze mnie, ale po moim przybyciu do klubu również się działo. Podczas trwającego trzy miesiące okresu przygotowawczego testowaliśmy różne ustawienia taktyczne, nowych piłkarzy a także naszych zawodników na niestandardowych pozycjach. Bilans meczów kontrolnych to 7 wygranych - 4 remisy - 2 porażki, tak więc nie było najgorzej. Zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę, że na rozkładzie mieliśmy chociażby teoretycznie najlepszy klub kontynentu - Auckland City. Taktyka na ten sezon to 4-3-2-1 z cofniętym rozgrywającym na DP, a także skupianie się na dominowaniu przeciwników w aspektach posiadania piłki oraz strzałów na bramkę. Nie będziemy odstawiać nogi, ale nie popadajmy też ze skrajności w skrajność - grajmy brutalnie, ale fair. Pierwsza część sezonu (w dużym skrócie) Rozgrywki ligowe rozpoczęliśmy niezbyt dobrze - wszak porażka 2:3 z Canterbury United nie jest powodem do zadowolenia. Zrehabilitowaliśmy się jednak w pełni ogrywając najpierw Tasman 3:1, a później odnosząc jeszcze trzy kolejne zwycięstwa ligowe (w tym to najważniejsze - u siebie z Auckland City). Następnie znowu obniżka formy i dwie wyraźne wyjazdowe porażki z drużynami zdecydowanie w naszym zasięgu. Mecze na obiektach przeciwników były zdecydowanie naszym mankamentem, ale na własnym terenie jechaliśmy wszystkich równo, na co dowodem były dwa kończące grudzień mecze (4:2 z Team Wellington oraz rewanż na Canterbury United - tu wygraliśmy 3:1). W 2020 rok weszliśmy najlepiej jak tylko się dało zdobywając dwa komplety punktów w dwóch trudnych wyjazdach! Później sposób na nas znalazło jedynie Hamilton Wanderers, ale u w Hawke's Bay dalej byliśmy niepokonani - dwa kolejne zwycięstwa sprawiły, że po 14 kolejkach liderowaliśmy w tabeli. Czy to pozytyw? Pół na pół, bo zasady ligowej w Nowej Zelandii to jakaś pomyłka. Po sezonie zasadniczym trwającym 18 meczów cztery najlepsze zespoły wchodzą do fazy play-off, gdzie grany jest najpierw półfinał, a później finał. I żeby było śmieszniej jest to jeden mecz w każdej fazie, także możemy grać świetnie przez cały rok, żeby jednym gorszym spotkaniem pogrzebać swoje szansę na mistrzostwo. Puchary w Nowej Zelandii są dwa. Pierwszy z nich to Chatham Cup, a więc klasyczna krajowa drabinka dla przedstawicieli wszystkich lig. Drugim jest Nowozelandzki Puchar Dobroczynności, w którym to występują jedynie zespoły z Ekstraklasy. Wygranie któregokolwiek spełnia nasz cel w karierze, także chociaż w jednym postaramy się powalczyć. Tym bardziej, że w Pucharze Dobroczynności zagramy w finale z Auckland City, gdyż najpierw w 1/4 finału wyeliminowaliśmy po dogrywce Hamilton Wanderers, a w następnej fazie wyrzuciliśmy Team Wellington. W Chatham Cup najpierw rezerwami ograliśmy ogórków z Victoria University, ale już w 3 rundzie niemałe problemy sprawiło nam Birkenhead United, które udało się odprawić dopiero po golu naszego stopera w dogrywce. Tak czy siak po mniej więcej połowie sezonu dalej jesteśmy w grze o trzy krajowe trofea, a wraz z nadejściem lutego rusza także Liga Mistrzów Oceanii!
  14. Od jakiegoś czasu obserwuje wielką stagnację w dziale karier, która jest chyba największa od czasów mojego dołączenia do grona użytkowników forumcm, co - mimo, że na przeglądanie forum mam dużo mniej czasu niż kiedyś - budzi we mnie mocno negatywne uczucia. Dwa tygodnia temu wyszedł nowy Football Manager, a miesiąc temu można już było ogrywać bete, a tu cisza jak makiem zasiał - jedynie kolega @Iwabik cokolwiek naskrobał o swoich bojach w lidze angielskiej. Z pewnego rodzaju smutkiem wspominam sobie czasy, kiedy czekało się na nowe odcinki karier Profesora, Loczka czy wengera, dział 'Kariery' miał chociaż tą jedną stronę w miarę aktywnych tematów, a nowy FM wypluwał nowe przygody na forum w tempie ekspresowym. Kończąc już ten krótki emocjonalny wstęp mam nadzieję, że ten temat zmotywuje chociaż jedną osobę do podzielenia się swoimi Football Managerowymi karierami na forum. Veni, vidi, vici... Te słowa wypowiedział kiedyś Gajusz Juliusz Cezar, wypowiadam je i ja, albowiem celem mojej nowej przygody (karierą to ona będzie jak się uda wykonać chociaż połowę celów) będzie... wygranie wszystkiego co się tylko da! No dobra, prawie. Po sześciosezonowej przygodzie w Bolton Wanderers (zaczętej jeszcze w becie) postanowiłem zabrać się do tego, co planowałem już od zeszłego roku. W skrócie - Ultimate Football Manager Challenge v. 2.0 by Chomik. Bardziej szczegółowo: zasady UFMC znajdziecie tutaj, ja jednak je trochę pozmieniałem, gdyż dodałem kilkadziesiąt lig z fmscout umożliwiających mi m.in. większy wybór wśród afrykańskich lig, a także wygranie Ligi Mistrzów Oceanii (a także innych trofeów na tym kontynencie, co dodałem do listy pucharów potrzebnych do zakończenia gry). Oprócz tego zasady bez zmian - manager 20 lat, bez licencji, bez doświadczenia, ukryte atrybuty piłkarzy, bezrobocie i zamiar wygrania wszystkiego. Szykuje się zabawa na cały rok. Uaktualnienia będę się starał robić co kilka FM-owych miesięcy, na pewno w zależności od rozgrywek, sytuacji w klubie/reprezentacji, wygrywanych trofeach itp. Nie obiecuje, że będzie to jakoś bardzo regularne, ale mam nadzieję, że uda mi się skończyć przygodę (i opisywanie jej!) przed końcem roku akademickiego, czyli jakoś w kwietniu/maju. Początkowych lig załadowałem średnią ilość, aczkolwiek będę nimi sukcesywnie rotował w trakcie rozgrywki (tak by gra znacząco nie zwolniła). Cele kariery? Również trochę zmodyfikowane (na czerwono zaznaczone dodane przeze mnie wymagania). Wygrać 11 lig krajowych (TOP 5 z Europy + po jednej z każdego pozostałego kontynentu + PKO Ekstraklasa), 10 pucharów krajowych (TOP 5 + po jednym z każdego innego kontynentu; w pucharze muszą brać udział drużyny z najwyższej ligi danego kraju), 6 Lig Mistrzów (w domyślnym UFMC 5 Lig Mistrzów), 10 turniejów reprezentacyjnych (Mistrzostwa Świata, EURO, Copa America, Gold Cup, Puchar Narodów Afryki, Mistrzostwa Azji, Puchar Konfederacji, Puchar Narodów Oceanii, Igrzyska Olimpijskie, Liga Narodów) + oczywiście Klubowe Mistrzostwa Świata. Indywidualne cele dla managera dodałem samemu, ale są to cele poboczne, które nie są wymagane do skończenia wyzwania. Manager Sezonu na każdym kontynencie, mój piłkarz dostaje Złotą Piłkę, 5 moich zawodników w Drużynie Roku, mieć Football Managerowego syna, TOP 1 Hall of Fame. Chyba wszystko, jak o czymś jakimś cudem zapomniałem to po prostu edytuje post. Jazda! Football Manager 2020 Baza danych: Duża Ligi (po jednej z każdego kraju): Algieria, Anglia, Arabia Saudyjska, Argentyna, Australia, Brazylia, Chiny, DR Kongo, Francja, Hiszpania, Katar, Korea Południowa, Maroko, Meksyk, Niemcy, Nowa Zelandia, Polska, RPA, Senegal, Tunezja, Urugwaj, USA, Włochy, WKS, ZEA Licencja: brak Doświadczenie: Niedzielny Piłkarz Kraj startowy: Polska
  15. Dobra, cofam, idzie całkiem nieźle W LE mamy jeszcze Manchester United, wiec może być ciekawie
×
×
  • Create New...