Jump to content


KONKURS "CM FORUM - KARIERA FOOTBALL MANAGERA" WYSTARTOWAŁ!

Do wygrania 2 egzemplarze gry FOOTBALL MANAGER 2020!

REGULAMIN KONKURSU


bacao

Użytkownik
  • Content Count

    1601
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

bacao last won the day on April 25 2013

bacao had the most liked content!

Community Reputation

103 Neutralny

About bacao

  • Rank
    Zawodnik wyjściowej 11
  • Birthday 10/22/1997

Informacje

  • Wersja
    FM 2012
  • Klub w FM
    FC Zwolle
  • Ulubiony klub
    Wisła Kraków
  • Skąd
    Warka
  • Płeć
    Mężczyzna
  • Zainteresowania
    piłka nożna

Recent Profile Visitors

3907 profile views
  1. bacao

    Przyjaciel Murawy

    Kilka klasowych wzmocnień i będziesz walczył jak równy z równym z najlepszymi.
  2. bacao

    Przyjaciel Murawy

    Ślad Nie no serio to powodzenia, Chrzanowski to pewnie niezależnie od wersji kot jakich mało
  3. Inauguracja ligowa wypadła dla nas bardzo dobrze, ponieważ ograliśmy Lechię 2:0; najpierw Popović wypuścił skrzydłem Belloniego, który dośrodkował na drugi słupek do Fomina, pierwszą próbę odbił jeszcze Kuciak, ale przy dobitce Słowak był bezradny. A po godzinie było 2:0, rozegraliśmy szybką, składną akcję, Porębski zagrał do będącego idealnie w linii Kownackiego, który bez problemów pokonał bramkarza Lechii. Po tygodniu inaugurowaliśmy zmagania w Lidze Mistrzów; pomimo rozstawienia w 3 rundzie eliminacji wylosowaliśmy dość trudnego rywala, jakim była Crvena Zvezda. Pierwszy mecz padł jednak naszym łupem, po golach Belloniego i Fomina wygraliśmy pierwszy mecz, rozgrywany na naszym boisku. Na wyjeździe jednak podtrzymaliśmy formę, już w 4. minucie nasz piękny Włoch napoczął Serbów, poprawił zaraz po przerwie "Kownaś" i mogliśmy już meldować się w ostatniej rundzie eliminacyjnej, gdzie na naszej drodze znów stanie mistrz Rumunii, tym razem jednak zamiast Astry będzie to FCSB. W międzyczasie średnio nam szło w Ekstraklasie; najpierw zaserwowaliśmy kibicom w Szczecinie prawdziwą strzelaninę, remisując 4:4, choć prowadziliśmy już 3:1. Potem jednak odpalił się Adam Buksa, który dwoma golami doprowadził do remisu, a w końcówce Dominik Kun trafił na 4:3. W 90. minucie jednak Videmont zdołał wyrównać i wywieźliśmy przynajmniej ten jeden punkcik. W trzeciej kolejce znów doszło do podziału punktów, niestety miało to miejsce w derbach i niestety kibice nie uświadczyli bramek. Przed meczem z FCSB wymęczyliśmy jednak zwycięstwo 2:0 z Podbeskidziem (gole Videmonta i Kownackiego). Szybko jednak okazało się, że prawdopodobnie będziemy drużyną nastawioną raczej na sukcesy w Europie (przynajmniej na razie); w Ekstraklasie idzie nam średnio, ale w pucharach... Najpierw u siebie wygraliśmy 2:0 (34 oddane przez nas strzały, z czego 16 celnych; strach pomyśleć, co by się stało przy lepszej skuteczności), a ozdobą meczu była bomba z dystansu autorstwa Straitha. Nasz młody Kanadyjczyk z 25 metrów trafił niemal w same widły. W rewanżu do przerwy wbiliśmy Rumunom trójkę i w zasadzie nasz awans do elity był pewny. W drugiej połowie zagraliśmy słabo, po samobójczym golu Marigliano i bramce Alibeca FCSB doszło nas na 3:2, ale na szczęście rywale nie zdołali wbić trzeciej bramki i cenne mikropunkciki za zwycięstwo trafiły na konto naszej ligi. O kolejne będzie jednak trudniej, bowiem po raz 2137 dostaliśmy trudną grupę. Roma, Tottenham, Benfica Lizbona. Damn. Świętowanie awansu odbiło nam się jednak po trzech dniach, kiedy to Zagłębie Lubin było kolejnym zespołem, który urwał nam punkcik za sprawą wiecznie wypożyczanego z Sassuolo Kima Hery`ego. Ten mecz przypadł na ostatni dzień okienka transferowego, a więc należałoby w tym miejscu powiedzieć o kilku transferach. Przede wszystkim właśnie na około dwie godziny przed końcem okna Benfica właśnie aktywowała klauzulę kupna Chrzanowskiego (4,8 mln euro). Wcześniej odrzucaliśmy oferty właśnie z Lizbony i z FC Porto, ponieważ wiedziałem, że nie znajdę już nikogo wartościowego w końcówce okna. Najwidoczniej jednak na Estadio da Luz ostro się wnerwili i zagrali va banque. Będą grali więc Żemło i Silva, a jednym z czwórki stoperów będzie młody, ale bardzo zdolny Konrad Kalinowski. Do Molde odszedł z kolei brat Terrence`a Kongolo, Rodney; stwierdziłem, że chyba wycisnąłem z niego wszystko, co mogłem, i nie byłoby sensu trzymać go dłużej w klubie. Na wypożyczenie do Mlady Boleslav udał się Rafał Pietrzak (jak wyżej), a kapitalną dla nas ofertę wypożyczenia za Quintanę złożyło FC Groningen (105 tysięcy euro miesięcznie za takiego przeciętniaka...). Zastąpić go ma kolejny owoc naszej współpracy z Sampdorią, Alex Pastor Carayol, co ciekawe wychowanek Sampy. Ostatni transfer w tym okienku miał charakter tylko i wyłącznie symboliczny, na koniec kariery do Krakowa wrócił bowiem... Jakub Błaszczykowski! Po wypełnieniu kontraktu w Wolfsburgu Kuba mógł dołączyć za darmo; ofertę za niego złożyła Jagiellonia, ale my przebiliśmy ich ofertę, dodatkowo i sam zawodnik chciał wrócić do Krakowa, więc wszystko zagrało. A i sam Kuba przydał nam się w pewnym momencie sezonu. Wróćmy jednak do Ligi Mistrzów, bo szło nam tam naprawdę kapitalnie. W pierwszym meczu grupowym na White Hart Lane kibice Kogutów przecierali oczy ze zdumienia, kiedy to Dawid Kownacki w przeciągu pięciu minut dwukrotnie pokonał Hugo Llorisa! Mało tego, mogliśmy jeszcze powiększyć naszą przewagę, ale karnego nie wykorzystał teoretycznie najlepszy w tej dziedzinie w naszym klubie Sergio Reguilon. To był znak dla Tottenhamu, że można jeszcze powalczyć z tymi krakusami, i po golach Cavaniego i Burke`a odwrócili stan meczu. Nie zdołali jednak strzelić zwycięskiego gola. Mamy pierwszą od czasu wygranej na Signal Iduna Park zdobycz punktową z wyjazdu w LM! Na fali ograliśmy na naszym boisku Benfikę 4:1; najpierw było 1:1 po golach Porębskiego dla nas i Mitroglou dla oponentów. Potem jednak pomógł nam za sprawą swojego samobójczego trafienia Danilo, a pod koniec dwie sztuki załadował jeszcze Kownaś, pomału pracując na przydomek "Mr. Champions League". Dawid nie zatrzymywał się ani na chwilę i w kolejnym meczu, tym razem z Romą, były napastnik Lecha w końcu załadował hat-tricka, dopomógł mu po raz kolejny Porębski i znów wygraliśmy 4:1. Co ciekawe, gole w tym meczu strzelali tylko Polacy, bowiem dla Giallorossich trafienie zanotował Sebastian Szymański. Tak dobrze nie było już jednak na Olimpico, choć do 67. minuty trzymaliśmy się dzielnie. Wtedy to jednak gola strzelił Nainggolan, na minutę przed końcem dobił nas El Shaarawy i jeszcze nie mogliśmy świętować awansu do 1/8 finału. Dokonaliśmy jednak tego dwa tygodnie później, kiedy to kolejny zespół padł przed naszą twierdzą, a był nim Tottenham. Porębski w 19., a później znów "Kownaś" w 65. i 67. minucie. Po raz drugi w historii awansowaliśmy do 1/8 finału, pytanie tylko, kto wyjdzie z którego miejsca. My mamy 10 punktów, Roma 9, Tottenham 7 (i bezpośredni mecz z Romą) i Benfica bez szans na awans z trzema punktami. Dla bezpieczeństwa wypadało więc wygrać w Portugalii. Niestety w tym meczu odpalił się napastnik gospodarzy, Ze Gomes, który zanotował hat-tricka. Po sztuce dołożyli Jović i Alario, dla nas trafił Belloni i wiedzieliśmy już, że trzeba oglądać się na mecz Tottenhamu z Romą. Tam od 8. minuty prowadzili Rzymianie po golu Edina Dżeko, ale tak jak swego czasu Fall w Odense, tak i tym razem w ostatniej minucie wyrównującego gola dla Kogutów strzelił Alli, a że mieliśmy lepszy bilans meczów z Romą, to my przy równej liczbie punktów awansowaliśmy do 1/8 finału Z PIERWSZEGO MIEJSCA i będziemy rozstawieni w losowaniu par tej fazy. Coś pięknego. Tak samo pięknie szło nam w Ekstraklasie. Do 30 listopada nie przegraliśmy meczu w lidze (po drodze notując tylko remis z Zagłębiem Sosnowiec, reszta to same zwycięstwa). W ostatnim meczu listopada rozorała nas (znowu) Lechia, a konkretniej Patryk Tuszyński, który zaaplikował nam hat-tricka, a z boiska w 63. minucie za wjazd obunóż w jednego z graczy Lechii wyleciał Błaszczykowski, który jak wiadomo, jest idealnym przykładem boiskowego brutala. Gwoli statystyki, Lecha pokonaliśmy na naszym boisku 2:0 (Gillet, Jorginho), a Legię na wyjeździe w takim samym stosunku (Videmont, Belloni). Jeżeli chodzi o Puchar Polski - radzimy sobie. Już w drugiej rundzie trafiliśmy na Jagiellonię, ale zdołaliśmy ograć białostoczan z lekkimi problemami 3:2 (Kownacki, Porębski, Belloni - Lazarević, Klimala). W trzeciej rundzie pokonaliśmy w Nowym Sączu tamtejszą Sandecję 2:1; męczyliśmy się z niżej notowanym rywalem, do 71. minuty po golach Kubana i Kudelskiego był remis 1:1, ale wtedy Błaszczu trafił na 2:1 i zapewnił nam awans do ćwierćfinału. Tam wylosowaliśmy Górnika Łęczna, którego pokonaliśmy w pierwszym meczu przy Reymonta 2:0 (Jorginho, Mandrysz), a w Łęcznej absolutne rezerwy utrzymały awans, choć nie bez trudu, bo po golu Ubiparipa przegrywaliśmy 0:1. Na cztery minuty przed końcem Belloni jednak wyrównał i dopełnił formalności. O finał na Narodowym zagramy z GKS Katowice. Reprezentację opiszę w kolejnym poście.
  4. Jednak w tak zwanym międzyczasie gruchnęła sensacyjna wiadomość - Bogusław Leśnodorski zwolnił trenera Jacka Magierę! Dlaczego? Legia przecież za każdym razem kończyła sezon na drugim miejscu, nie miała jakichś większych kryzysów. Czy przeważyło to, że "Wojskowi" zakończyli sezon z ośmioma punktami straty do nas? Nie wiadomo. Ale cóż, mleko się rozlało i trzeba żyć dalej. Do europucharów awansowali Wisła Płock (3. miejsce) i Lech Poznań (4. miejsce). My zaś w spokoju pracowaliśmy nad wzmacnianiem słabych punktów na boisku i na ewentualnych ruchach z klubu (nie będę robił niewolnika z pracownika). A kilka takich ruchów było dość zaskakujących. Zaczęło się od zakusów Saint-Etienne na Mateusza Lisa, co zaowocowało negocjowalną ofertą. Ja postanowiłem wycisnąć jak najwięcej z tej oferty, dogadaliśmy się na 875 tysięcy euro + 30% z następnego transferu i w ten oto sposób zarobiliśmy kolejne pieniądze na szczycie formy piłkarza nadającego się co najwyżej na Ekstraklasę. Jeszcze większym majstersztykiem było sprzedanie innego przeciętnego do bólu piłkarza, Marcina Jaworskiego; miał świetny sezon (23/4/5/7,45), ale czuję, że to jest po prostu jego maksimum i z radością wypuściłem go do SV Ried za 700 tysięcy euro + 50% z następnego transferu. Trochę więcej działo się na początku lipca. Przede wszystkim kontraktu nie chce przedłużyć Michal Adamec, a to jest ostatnie okienko, w którym mogę na nim zarobić (i to całkiem sporo). Pierwszego lipca oficjalnie potwierdziliśmy transfer Chorążki do Leeds (wyobrażacie to sobie IRL? ) za 925 tysięcy euro i połówkę z następnego transferu; wycisnąłbym więcej, ale strasznie ograniczała mnie klauzula odejścia w wysokości 950 tysięcy euro (ci przeklęci agenci...). Błyskawicznie wypełniliśmy te luki; najpierw w końcu przybył do nas 18-letni Darko Spasovski z Wardaru Skopje (750 tysięcy euro); piszę w końcu, bo z klubem i otoczeniem zawodnika porozumieliśmy się już ponad rok temu, ale w Macedonii zawodnicy nie mogą przechodzić za granicę przed ukończeniem 18. roku życia. Darko już teraz ma umiejętności na Ekstraklasę, a wątpię, żeby ekstraklasowe "strzelby" jakoś bardzo wymęczyły naszego Macedończyka. "Jedynką" w tym sezonie będzie wyciągnięty z wielkiego Atletico, choć ostatnio wypożyczony do Albacete Andre Moreira, bramkarz dobry pod każdym względem (i czysto bramkarskim, i psychicznym); daliśmy za niego co prawda 1,5 mln euro, ale uważam, że są to bardzo dobrze wydane pieniądze, zwłaszcza przy 2200 euro tygodniowej pensji. Oprócz tego na samym początku lipca dołączyli sprowadzeni na prawie Bosmana Dario Diaz z Olimpo (młodziutki, ale piekielnie zdolny LO, szkoda tylko, że bez paszportu UE) i... Dawid Kownacki z Lecha! On w tej edycji nie jest na tyle mocny, co IRL (na jednym moim save tułał się chyba po Ekstraklasie/1. lidze), ale to jest ciągle przyzwoity napastnik, nawet na nasze barwy. Na wypożyczenia przybyli Jorginho z Benfici (lewoskrzydłowy), Demeaco Duhaney z Man City (prawy obrońca) i Matheo Gillet (napastnik). Dlaczego dwóch napastników? Bo Sampdoria postanowiła dać szansę Bonazzolemu w swoim klubie, a postanowiłem też sprzedać Zacharę, ponieważ za rok kończy mu się kontrakt, a moim zdaniem to ostatni dzwonek, by na nim zarobić. Podobny los spotka też raczej innego ulubieńca trybun, Rafała Pietrzaka. Jeszcze tylko zgarnęliśmy 30 "patyków" od Udinese za Piotrka Świątko i można było grać mecz o Superpuchar z Wisłą Płock. Sam mecz nie był jakimś specjalnym widowiskiem; w debiucie trafił "Kownaś", w samiutkiej końcówce płocczan dobił Fomin i pierwszy Superpuchar za mojej kadencji można było wstawiać do gabloty. A między Superpucharem i startem Ekstraklasy dopięliśmy chyba największy transfer z Ekstraklasy w historii tej ligi; Everton za Adamca zapłacił 12,5 MILIONA EURO!!!. Przypominam - ściągnęliśmy go za 700 tysięcy euro. Paru menedżerów Ekstraklasy mogłoby się uczyć ode mnie robienia interesów. Do momentu inauguracji sezonu z Lechią Gdańsk (19.07) dokonaliśmy jeszcze kilku korekt. Wypożyczyliśmy środkowego pomocnika Mehmeta Kilica z Ajaxu (będzie walczył o pierwszy skład z Popoviciem), Matteo Gasperoniego z Atalanty (chyba nasz najlepszy w tym momencie ŚPD) oraz Gennaro Marigliano z Lazio (będzie walczył o pierwszy plac z Reguilonem). W drugą stronę powędrowali Diaz (wypożyczenie do Newell`s za 10k miesięcznie, i tak by nie grał u nas, a zawsze sobie gdzieś tam pogra), niestety Zachara (za 600k do Realu Irun), Martuszewski (100k do Paderborn) i Dworzyński do Górnika Łęczna za 30k. Inauguracja sezonu nie oznacza u nas końca okienka, a co za tym idzie - domkniętej kadry, kilku graczy będę chciał jeszcze sprzedać, może za kogoś rzucą jakimiś "zielonymi"... Ciekawe, co to będzie.
  5. A ta zaczęła się dla nas kapitalnie. Czy jest coś lepszego dla kibica Białej Gwiazdy niż pokonanie lokalnego rywala na jego stadionie w wysokich rozmiarach? A to udało nam się to w połowie lutego przy Kałuży. 5:0, "Pasy" napoczął golem w debiucie Straith, a później swój koncert rozpoczął Bonazzoli, pakując cztery sztuki bramkarzowi Pasów, Taudulowi. Te szampańskie nastroje szybciutko spacyfikowała w polu kukurydzy Termalica, która postawiła nam trudne warunki, co starczyło nam tylko na wydarcie punkciku. Ale to tam pierwszego gola dla nas po centrze z rożnego strzelił Chrzanowski. Na szczęście później ogarnęliśmy się i odnieśliśmy cztery zwycięstwa z rzędu (1:0 z Wisłą P., 2:1 z Zagłębiem L., 3:0 z Zagłębiem S. i 1:0 z Jagiellonią). Pomału rozkręcał się Straith, który wpakował w tym okresie dwie sztuki (pierwsza bramka z Lubinem i ostatnia z Sosnowcem), w lekkim kryzysie był za to Zachara. A w meczu z Górnikiem Zabrze cała jedenastka miała lekki kryzys, na szczęście nie do końca wykorzystany przez zabrzan. Ucierpieli tylko kibice, którzy nie zobaczyli bramek. Te za to posypały się w końcówce sezonu zasadniczego; zaczęło się w pierwszym meczu Pucharu Polski w Szczecinie, gdzie pierwszego gola dla klubu zdobył Rodney Kongolo. Dwie sztuki dołożył Zachara, w międzyczasie cegiełkę dołożył Jaworski i byliśmy już praktycznie w finale. W lidze rozgromiliśmy kolejno Śląsk 4:1, Arkę 5:1 i Chrobrego 3:0. Następnie trzecim garniturem zremisowaliśmy u siebie w rewanżu z Pogonią. Był to celowy zabieg, bo już za trzy dni przyjeżdżała do Krakowa Legia i nie było sensu przemęczać podstawowego składu przed takim meczem, zwłaszcza że mogliśmy zwiększyć swoją przewagę w ostatnim meczu przed podziałem punktów. I to zrobiliśmy! Wszystkie bramki padły w drugiej połowie; zaczął w 54. minucie Popović, po tym jak Belloni świetnym podaniem wypuścił Słoweńca, a ten strzałem w górny róg pokonał bramkarza Legii. Po dwóch minutach jednak wyrównał Guilherme strzałem z 25 metrów; nie był on najmocniejszy, ale za to niezwykle precyzyjny, co nie pozwoliło Chorążce na skuteczną interwencję. Ale później przy głosie byliśmy tylko my; w 66. minucie Popović dośrodkował z rzutu rożnego wprost na głowę Żemły, a ten nie pomylił się i znów byliśmy na prowadzeniu. Jedenaście minut później Bonazzoli przy wyprowadzaniu kontry zagrał na prawo do Videmonta, ten popędził do linii końcowej i dośrodkował na szósty metr, gdzie był Fede, który był na miejscu i dostawił nogę. A wynik w 86. minucie ustalił Pietrzak po fantastycznym podaniu naszego napastnika. Co za wiktoria! Po podziale punktów mamy trzy oczka przewagi i przewagę psychologiczną nad Legią i aż dziewięć nad Lechem. O reszcie szkoda wspominać. Grupę mistrzowską zainaugurowaliśmy lekko rezerwowym składem z siódmą w tabeli Jagiellonią. Było to jednak bardzo słabe spotkanie w naszym wykonaniu; karnego nie wykorzystał Zachara, który miał coraz więcej gorszych momentów, coraz częściej zawodził. Przed przerwą jeszcze sztukę wpakował nam Lazarević i nie wyglądało to dobrze. Na szczęście dla nas na początku drugiej połowy czerwoną kartkę dostał Kostewycz, co miało być dla nas pewnego rodzaju ułatwieniem. I na szczęście uratowaliśmy chociaż punkt, kiedy Porębski pokonał w końcu Sinana Bolata. Dlaczego wystawiłem rezerwy? Bo za trzy dni graliśmy na Narodowym w finale Pucharu Polski z imienniczką z Płocka. Rewanż za - przepraszam młodych czytelników, ale tak to trzeba nazwać - przejebany półfinał z zeszłego roku okazał się sukcesem. Na gola Bonazzolego odpowiedział jeszcze Szczepaniak, ale później Straith, ponownie Bonazzoli, a na koniec Banik przechylili szalę na naszą korzyść. Jest pierwszy Puchar Polski w moim dorobku! Ale po wielkim sukcesie czy zwycięstwie musi nadejść lodowaty prysznic, który dostaliśmy we Wrocławiu. Najpierw w siedem minut padły trzy bramki, niestety dwie dla Śląska i trzeba było trochę zedrzeć gardło w szatni. Na szczęście po przerwie wyrównał Zachara. Co z tego, skoro najpierw Adrian, a później Taschy wpakowali nam po sztuce i tyle było z trzech punktów. Ale odrodziliśmy się w pięknym stylu; najpierw u siebie pokonaliśmy Zagłębie Lubin 4:1 (Chrzanowski, Fomin 2x, Banik - Nespor), a w Płocku w takim samym stosunku pojechaliśmy tamtejszą Wisłę w takim samym stosunku (trzy czerwone kartki, samobój Quintany dla Nafciarzy, ale i dwupak Straitha + po golu Jaworski i Pietrzak). Nieprawdopodobny mecz rozegraliśmy jednak z Legią, rozgromiliśmy bowiem "Wojskowych" aż... 7:1! Napoczął już w pierwszej minucie Zachara, który dwadzieścia jeden minut później podwyższył wynik. Po trzecim golu, którego strzelił Fomin, Legia chyba do reszty pogrążyła się w bezradności, co jeszcze przed przerwą wykorzystali Porębski i Zachara, który w ten sposób skompletował hat-tricka. W "Przeglądzie Sportowym" zamieszczono zresztą zdjęcie, gdzie niczym Guardiola po pięciopaku Lewandowskiego z Wolfsburgiem złapałem się za głowę. Po przerwie na gola Silvy odpowiedział co prawda Wilczek, ale na osiem minut przed końcem wynik ustalił Porębski. Gwoli statystyki, najgorsza ocena w tym meczu wynosiła... 8,0, a miał ją niemal bezrobotny tego dnia Mateusz Lis. Do tytułu wystarczyło więc wygrać w Gdańsku. I zrobiliśmy to! Już na początku meczu rywali oszołomił golem Porębski, a przed przerwą Chrzanowski powiększył naszą przewagę. W drugiej połowie kontrolowaliśmy przebieg meczu i w ten oto sposób nie musieliśmy się martwić o to, czy ktoś nas jeszcze doścignie. Na sam koniec omal nie pozbawiliśmy pucharów Lecha Poznań połączeniem młodzieży; do przerwy było co prawda 0:2 po golach Oriola Riery i Czerwińskiego, lecz później działy się istne cuda, graniczące z mówieniem ludzkim głosem przez zwierzęta. Najpierw Zaklika dośrodkował w pole karne, gdzie najlepiej odnalazł się Adamec, który dobrze dostawił nogę. Osiem minut później centrę Pietrzaka wybił jeszcze Wojdak, ale poprawka trafiła już na głowę Jaworskiego, który wyrównał. A w 64. minucie Pietrzak znów dośrodkował w szesnastkę, tym razem za pierwszym razem na głowę Mandrysza, który główką pokonał Miłosza Mleczkę. Ależ zagrałem Nenadowi na nosie rezerwami Jeśli chodzi o indywidualne laurki - na pewno Bonazzoli, który w 38 meczach (z tego 26 w pierwszym składzie) strzelił 23 gole i miał średnią 7,33. Kapitalny sezon zaliczył Belloni, który strzelił 9 goli i miał dwa razy tyle asyst, co m.in. dało mu średnią 7,35. O jedną i bramkę, i asystę mniej miał Rafał Pietrzak, który jednak coraz bardziej odstaje od drużyny, jeżeli chodzi o umiejętności. Swoje zrobił Zachara, choć coraz częściej zaczyna zawodzić. Na prawym skrzydle fajnie spisywali się Videmont (7 goli, 14 asyst, 7,33 średnia) i Fomin (5 goli, 6 asyst, 7,36). Fajnie w zespół wkomponował się Straith, który w jedenastu meczach puknął aż siedem goli! Ogólnie w zespole nie było jakichś bardzo słabych punktów, a jeśli już będę kogoś sprzedawał, to niespełnione "talenciaki", które ukończyły wiek juniora lub zawodnicy, z których nic więcej nie wycisnę, a do końca został rok kontraktu. Ale to już w lipcu. A na koniec sezonu grała jeszcze reprezentacja Polski. Najpierw graliśmy, nie rozumiem dlaczego, na stadionie Legii z Ghaną. Prowadziliśmy już 3:0 z Ghaną (Aidoo sam., Małecki, Drygas), lecz piłkarze kraju z Afryki rozpoczęli akcję "Liverpool w Stambule". Najpierw Andre Ayew jeszcze w pierwszej połowie strzelił gola honorowego, Shadrach - kontaktowego, a Appiah ostatecznie wyrównał. Czy to jest jakaś klątwa w pierwszych meczach selekcjonerów? Zrehabilitowaliśmy się za to na Islandii; najpierw Szymanowski wyprowadził nas na prowadzenie, a potem miał miejsce Milik show. Snajper Schalke zdobył w tym meczu hat-tricka i zasłużenie został wybrany piłkarzem meczu. Jazda zacznie się w drugiej połowie roku, kiedy to we wrześniu zagramy z Cyprem (dom) i Rosją (wyjazd), w październiku z Litwą (dom), a w listopadzie z Cyprem (wyjazd) i Islandią (dom).
  6. Jest ujowo, acz stabilnie.
  7. W drugiej połowie listopada dużo rozmawiałem telefonicznie z prezesem Bońkiem, głównie na temat krajowego futbolu klubowego i reprezentacyjnego. Nie dało się ukryć, że nasza kadra pomału urządzała się w czterech literach; po klęsce, jaką był brak awansu na rosyjski mundial, kadra wygrała w 2018 roku tylko jeden mecz (konkretniej z Japonią w Poznaniu 3:1)! Kompromitacją był nasz udział w dywizji B Ligi Narodów; po dwóch remisach odpowiednio z Węgrami u siebie i z Czechami na wyjeździe, przegraliśmy kolejne spotkanie z Madziarami (0:2), a na koniec dostaliśmy łomot od Pepików 0:1. Zlot do dywizji C sprawił, że cierpliwość Zibiego do Adama Nawałki skończyła się, i pojawił się problem, komu by powierzyć stery reprezentacji. Probierz? Nieee, on tylko pierniczy o szkoleniu... Magiera? Zdolny, ale niedoświadczony... Moja skromna osoba? Taaak... Tytuły mistrza Polski, ogrywał masę świetnych zespołów... Pierwszy wybór to właśnie on! Rzecz rozbijała się o dwie rzeczy: pensję (będę zarabiał więcej niż w Meksyku) i kwestię pogodzenia zarządzaniem i klubem, i reprezentacją (stanęło na moje). Reprezentacja w przyszłym roku będzie walczyć o udział w cyrku objazdowym, jakim będą Mistrzostwa Europy 2020, a w grupie mamy Rosję (z nią będę debiutował na Narodowym), Litwę, Islandię oraz Cypr. Awans jest tu mimo wszystko obowiązkiem. Z gry w reprezentacji zrezygnował Lewandowski, wykruszyli się Fabiański i Piszczek, na LO pojawił się Francuz Kolodziejczak, pojawili się newgeni - prawoskrzydłowy Daniel Jastrzębski (wychowanek Vancouver Whitecaps, obecnie wypożyczany z Manchesteru City) i bramkarz Mateusz Nowak (szybko ściągnięty z Lecha do Hamburga), a tak to reszta bez zmian. 28 marca nadszedł dość szybko i trzeba było zmierzyć się ze "sborną". Zagraliśmy jednak kapitalnie i wygraliśmy 4:1! Przez pierwsze 35 minut żadna z drużyn nie potrafiła się rozkręcić, nerwy pętały nogi zawodnikom obu reprezentacji. Jednak wtedy Jastrzębski kapitalnie przymierzył z rzutu wolnego i prowadziliśmy. Później piłka po jednym z dośrodkowań odbiła się od Nabiullina i temu lewemu obrońcy zapisano samobója. Ale i po naszej stronie było trochę pecha, gdyż po nieszczęśliwej interwencji Nowaka piłka wpadła do siatki. W 66. minucie jednak Linetty kapitalnym podaniem wypuścił Milika sam na sam z rosyjskim bramkarzem i było 3:1. Wynik na jedenaście minut przed końcem ustalił Szymański pięknym wolejem po równie pięknym podaniu Zielińskiego. Trzy dni później drugim garniturem ograliśmy Litwinów 4:0. Po dwie sztuki wsadzili Grosicki i Teodorczyk. Następne mecze w połowie czerwca (towarzyski z Ghaną i wyjazd na Islandię). Słówko warto wspomnieć o transferach. Latem z klubu skupiłem się głównie na odchudzaniu kadry; nie było jakichś milionowych transferów. Arsenić odszedł do Lecha za 600 tysięcy euro, Brlek do Przybramu za 525 tysięcy, a Mazek - do Pogoni za 425 tysięcy. Relacje studenckie z Lublina przyczyniły się do finalizacji trzech ruchów do Motoru: za 29,5 tysiąca odszedł Fiedosiewicz, za 4,5 - Mateusz Zając, a na wypożyczenie poszedł Piotr Świątko. Tyle samo zawodników na zasadzie wypożyczenia powędrowało do beniaminka Ekstraklasy, Chrobrego (konkretniej Krusinowski, Grzybek i Dworzyński). Do Manchesteru United (chyba bug z załadowanymi ligami) na wypożyczenie poszedł Żynel, a do Udine za 30 tysięcy powędrował Krzysio Wydra. Ciekawiej było zimą. Na prawie Bosmana z Vancouver przeszedł do nas arcyzdolny ofensywny pomocnik Peter Straith, który podobno już teraz jest lepszy od Porębskiego. Kilkanaście dni później jednak, po długich negocjacjach, przyszłość polskiej obrony Artur Łatoś odszedł do AS Romy za 2,9 miliona euro + 50% z następnego transferu. Dlaczego tak tanio? Bo Artur miał klauzulę tylko o 100 tysięcy euro większą (oczywiście klauzula nie do wywalenia, bo pan agencik sobie zażyczył...). W styczniu odszedł od nas jeszcze Kovac, za którego zgarnęliśmy od Pescary 600 tysięcy. W lutym pobiłem klubowy (i chyba też ligowy) rekord transferowy; skoro ktoś omal nie uruchomił klauzuli u mojego zawodnika, ja uruchomiłem u zawodnika rywali, i tak za 3,2 miliona euro do Krakowa z Lechii Gdańsk zawitał Adam Chrzanowski, arcyzdolny polski stoper. W obliczu przybycia Straitha pozbyłem się Carreona, który absolutnie nie miałby u nas miejsca w składzie; Boliwijczyka za 525 tysięcy przygarnęła Pogoń. Na początku miesiąca za 775 tysięcy euro do Legii odszedł Bartosz; nie uważam, by był wart aż takich pieniędzy, a może uda się go w przyszłości jakoś taniej odzyskać... W zamian tyle samo wydaliśmy na wielki powrót do Krakowa, mianowicie na Pawła Stolarskiego! Jestem niemal pewien, że zarobimy na Pawełku, czego nie udało się kilku trenerom z przeszłości... Z kronikarskiego obowiązku warto napisać, że na wypożyczenia udali się Martuszewski (Piast) i Bryła (SMS Łódź). Z tak odświeżonym składem możemy przystępować do rundy wiosennej.
  8. Początek poważnego grania w nowym sezonie wypadł jednak fatalnie. Przerżnęliśmy bowiem w Superpucharze Polski z Legią aż 1:5! Do 27. minuty szło nam jako tako (remisowaliśmy 1:1), ale właśnie wtedy Żemło bezmyślnie wszedł obunóż w rywala (jak mnie ten bug w***wia...) i oczywiście ujrzał czerwoną kartkę. Wszystko poszło w krzaki, Wojskowi wbili nam trzy bramki (czwartą, za sprawą debilnego podania do naszego golkipera dołożył Quintana) i to oni mogli wznieść w górę Superpuchar. W telewizyjnym wywiadzie powiedziałem, że nie ma co się przejmować, bo prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym nie jak zaczyna, ale jak kończy. Te słowa później wielokrotnie przypominano na koniec sezonu. Ale o tym później. Inauguracja Ekstraklasy w naszym wydaniu także pozostawiała bardzo dużo do życzenia. Przegraliśmy bowiem z Lechią 0:2 (znów czerwo za wjazd obunóż, tym razem Adamca) i plany stania się polskimi Invincibles trzeba było odłożyć na kolejny sezon. W międzyczasie odbębniliśmy swoje w eliminacjach do Ligi Mistrzów; sierotka przydzieliła nam wygranego z dwumeczu Valletta - Lincoln (ten Gibraltarski), którym ostatecznie okazali się Maltańczycy. Pokazaliśmy innym naszym "europejczykom", że można nie tracić w głupiutki sposób punktów rankingowych dla ligi i powieźliśmy Vallettę 10:1 w dwumeczu. W trzeciej rundzie trafiliśmy na mistrza Rumunii, Astrę Giurgiu. Obawiałem się tego starcia, bo na papierze zespół ten wydawał się zbliżony poziomem do naszego, a wyróżniał się tam szczególnie świetny technicznie ofensywny pomocnik, Constantin Budescu. Moi podopieczni zagrali jednak koncertowy mecz przy Reymonta - 6:0! Astra nie miała w tym starciu absolutnie nic do powiedzenia, a wyróżnił się szczególnie Fede Bonazzoli, który strzelił dwie bramki. W rewanżu drugi garnitur przegrywał od 13. minuty po golu Adawy. Wyrównał jednak sprowadzony nieco ponad tydzień wcześniej środkowy obrońca Jorge Silva (wypożyczenie z Benfici), który ma zastąpić na środku obrony Simicia. A w samej końcówce pierwszego gola w naszym klubie Zaklice zabrał Fernandez, który zmienił po strzale Konrada tor lotu piłki i bramka została zaliczona jako samobój. Już tylko jeden krok do fazy grupowej... W międzyczasie jednak graliśmy też w lidze. Między meczami z Astrą graliśmy na wyjeździe z Lechem i chyba ta demolka Rumunów dała kopa chłopakom, którzy wygrali 1:0 (Carreon). Tydzień później po dwóch golach Zachary i jednym Pietrzaka ograliśmy Pogoń 3:0. Lodowaty prysznic dostaliśmy w derbach, gdzie, kur zapiał, przegraliśmy. Z karnego po kwadransie trafił najpierw Pietrowski, a na pięć minut przed końcem wynik ustalił Jendrisek. Co najgorsze, bęcki w Świętej Wojnie (jeszcze u siebie...) przytrafiły się przed meczami ostatniej rundy eliminacyjnej, gdzie nie byliśmy jeszcze rozstawieni i wylosowaliśmy Red Bull Salzburg. Na wyjeździe spisaliśmy się dobrze; remis 2:2 stawiał nas w lepszej sytuacji przed rewanżem. Zaczął w 11. minucie Dabbur, ale dość szybko odpowiedział Bonazzoli. W 26. minucie strzałem z najbliższej odległości na prowadzenie wyprowadził nas Videmont, a wynik meczu dziewięć minut później ustalił Soriano. A w 73. minucie drugą żółtą kartkę obejrzał Teigl, co było o tyle istotne, że Austriacy nie mieli do swojej dyspozycji rezerwowego PO. W rewanżu trener Red Bulla wystawił pięciu obrońców na ten mecz, a WOL i WOP byli odpowiednio Ulmer (<10 przyspieszenia i szybkości) i Garrido (ta sama sytuacja). W to graj moim skrzydłowym, którzy byli największymi beneficjentami mojej taktyki! Już do przerwy wieźliśmy piłkarzy z logiem byka 4:1, a po przerwie tylko dokończyliśmy dzieła zniszczenia, kończąc na wyniku 6:2! Największym bohaterem był Hugo Videmont, autor hat-tricka w tym meczu, a Francuza wspomagali Bonazzoli (dwie sztuki) i Porębski. Dla rywali trafiał Dabbur. Po piątkowym losowaniu okazało się jednak, że znów przyjdzie nam się bić w grupie śmierci. PSG, Atletico, Liverpool. Chociaż raz dajcie jakieś Basel czy Olympiakos z trzeciego koszyka... W Ekstraklasie szło nam już bardzo dobrze; po pokonaniu Górnika Łęczna 2:0 przegraliśmy co prawda pierwszego września w Płocku 1:2, ale to była, jak się później okazało, nasza ostatnia ligowa porażka jesienią. Do końca rundy zanotowaliśmy tylko trzy remisy, wszystkie na wyjazdach (ze Śląskiem, który w 88. minucie uratował Belloni, z Legią i Lechią, obydwa bezbramkowe). W tabeli jesteśmy pierwsi, tempa dotrzymuje nam tylko Legia, a później jest cały peleton różnorakich zespołów grających o uniknięcie obciążających w znaczącym stopniu budżety klubów wyjazdów za Kaukaz w ramach eliminacji do repasaży, które dadzą przepustkę do baraży o pierwszą rundę eliminacyjną do Ligi Europy. Chyba tak to szło. Słów kilka trzeba napisać o LM. W pierwszej kolejce udaliśmy się na Anfield, gdzie zaczęliśmy kapitalnie (gol Porębskiego), ale później po hat-tricku strzelili Giuliano i Firmino, po sztuce dołożyli Mane i Coutinho i można było zabierać nasze zgliszcza z boiska. Cóż, waliliśmy po osiem bramek Red Bullowi i Astrze, to i nam trzeba było wklepać. Suma farta i pecha musi zwykle wyjść na zero. Następnie przegraliśmy na naszych śmieciach z Atletico 1:2 (Pietrzak - Lukaku, Saul), co bardzo zmniejszyło nasze pole manewru, jeśli chodzi o awans do 1/8 LM. A po łomocie 2:4 w Paryżu trzeba było zrewidować cele na spadek na wygodny materacyk, jakim była Liga Europy. Znów zaczęło się pięknie (Porębski 13`), ale Icardi wsadził nam hat-tricka i postawił w bardzo trudnej sytuacji. Zachara w 82` dał nam jeszcze kontakt, ale na minutę przed końcem Correa dał trenerom i kibicom święty spokój, jeśli chodzi o rezultat meczu. Zrewanżowaliśmy się za to na Reymonta - najpierw w 12. minucie piłka po centrze Belloniego nieszczęśliwie odbiła się od Karsdorpa i wpadła do siatki, a w 66. minucie Popović przejął złe podanie do Balde, Słoweniec zagrał na skrzydło do Videmonta, ten dośrodkował na piąty metr, gdzie nogę dostawił Belloni. Pokonaliśmy obrońców Ligi Mistrzów! Ale był to nasz łabędzi śpiew. Wszelkie szanse nawet na LE straciliśmy w rewanżu z Liverpoolem. Do 69. minuty po golach Bonazzolego i Porębskiego prowadziliśmy 2:1. Dwie minuty później wyrównał Coutinho, a pięć minut później "The Reds" wyszli na prowadzenie za sprawą Mane. Ustawiłem zespół bardziej ofensywnie, licząc na wyrównującą bramkę. Zamiast tego dostałem jednak dwie bomby na twarz i pożegnaliśmy się z szansami na europejskie puchary wiosną. Na Wanda Metropolitano wystawiłem już drugi skład połączony z młodzieżą (Kudelski, Zaklika, Mandrysz), który jak te p***y pożegnał nas z Europą. Dwa rzuty karne dla Atletico (na szczęście tylko jeden wykorzystany), dwa czerwa (Kudelski i Zaklika) i bęcki 1:3. Nasz honor w końcówce ratował młody Banik. W Pucharze Polski na razie spokój. W drugiej rundzie w niedalekich Niepołomicach pokonaliśmy Puszczę 4:0, w trzeciej - Piast 1:0, w rewanżu po zwycięstwie 2:0 u nas rezerwy utrzymały nasz awans (remis 2:2). Beneficjentem arcyłatwej drabinki okazał się Znicz Pruszków, który do półfinałów grał z samymi pierwszoligowcami (kolejno z Puław, Kielc, Legnicy i Warszawy). W półfinale zaś trafili chyba najłatwiej, bo na Wisłę Płock. My zaś wylosowaliśmy trzymającą się w czołówce Pogoń. Shit. Co do reprezy Meksyku - graliśmy same sparingi przed zbliżającym się Złotym Pucharem. Nie szukałem kwadratowych jaj i szkielet kadry był oparty na wyjadaczach (np. Vela, Chicharito, Ochoa). W debiucie na Rentschler Field w Stanach Zjednoczonych (w MZPN robią chyba ludzie, co sparingi Polski organizowali w Niemczech, i to bynajmniej nie z kadrą owego kraju) pokonaliśmy Honduras 3:1, a cztery dni później graliśmy z Argentyną. Do 82. minuty prowadziliśmy 2:1 (Lozano 59`, Hernandez 66` - Romero 72`), lecz wtedy właśnie wyrównał Dybala, a minutę później wielki Pablo wyprowadził swoją reprezentację na prowadzenie. Aha. Później już sam korzystałem z gościnności innych państw, i tak Grecję ograliśmy 2:0, z Ekwadorem zremisowaliśmy 1:1, z Peru - 0:0, a na koniec reprezentacyjnego roku rozbiliśmy Gwatemalę 5:1. Mimo to jednak nie doczekałem Złotego Pucharu. Nie ma jednak w tym winy włodarzy meksykańskiej federacji...
  9. @T-m, Lisy i Koguty są już z tego co widziałem zakończone.
  10. Nierealistyczny ten prezes, w rzeczywistości to pewnie mogliby kisić się sporo czasu niżej ale na że tak powiem "zdrowych" zasadach...
  11. Rok 2018 był bardzo ważny dla futbolu ze względu na rozgrywane w Rosji Mistrzostwa Świata. Po raz trzeci z rzędu nie pojechała na nie reprezentacja Polski. O ile w 2016 jeszcze spisywała się bardzo dobrze w eliminacjach (zremisowali na Narodowym z Rumunią 1:1, ale wygrali na wyjeździe z Danią!), to 2017 był jedną wielką katastrofą. W czerwcu przed wakacjami przerżnęliśmy na wyjeździe z Rumunami, Dania zrewanżowała się nam na Narodowym za porażkę i szanse na awans były już raczej czysto teoretyczne. A w październiku pogrzebaliśmy je definitywnie, przegrywając w Czarnogórze 2:3 i remisując na Narodowym z Armenią 2:2. Naszych kopaczy żegnały po tym meczu gwizdy i buczenie, pomimo tego miłościwie nam panujący rudy dzban zostawił na stanowisku Adama "Detalistę" Nawałkę. W kuluarach słychać było jednak, że w przypadku dalszej złej gry kadry mogą być poczynione pewne ruchy. Zobaczymy... Na samych MŚ nie było dużo sensacji, ale jakieś jednak były. Niespodzianka numer 1 to zdecydowanie odpadnięcie już po fazie grupowej reprezentacji Anglii; fakt, grupa z Francją, Urugwajem i Meksykiem nigdy nie jest łatwa, ale największe szanse na dalszą promocję dawano właśnie Synom Albionu. Tymczasem przegrali oni wszystkie trzy mecze i zajęli ostatnie miejsce w grupie! Za niespodzianki uznano też odpadnięcie Kolumbii kosztem USA oraz Senegalu kosztem Słowacji (choć w tym ostatnim przypadku wszystkie trzy zespoły miały po 6 punktów). Na etapie 1/8 finału mieliśmy jeden szlagier w postaci meczu Niemców z Hiszpanami; nasi zachodni sąsiedzi nie będą mieli okazji bronić tytułu po bęckach 1:3. O medale walczyć miały drużyny Portugalii, Belgii, Włoch i Brazylii. W pierwszym meczu następcy CR7 dopiero po karnych poradzili sobie z Belgami, a Brazylijczycy po golu Giuliano wygrali z Włochami. Mecz o trzecie miejsce był prawdziwą strzelaniną; dość powiedzieć, że po dwóch godzinach gry było... 5:5! W karnych już aż tak dobrze nie było, lepiej strzelali Makaroniarze i to oni mogli cieszyć się z brązowego medalu. W finale z kolei Portugalczyków strasznie zawiódł Renato Sanches, który już w czwartej minucie dostał czerwoną kartkę. Mimo to po 90 minutach był remis 1:1 (Guedes - Neymar) i do wyłonienia mistrza świata potrzebna była dogrywka. W niej bohaterem został Coutinho, strzelając dwa gole i wprawiając rodaków w nieprawdopodobną radość. Mistrzostwa Świata to też czas przetasowań na stanowiskach menedżerów. Zwolniło się sporo posad, a ja stwierdziłem, że spróbuję swoich sił jako selekcjoner. Najbardziej korzystną propozycję złożył mi prezes meksykańskiej federacji i tak oto 22 lipca 2018 roku zostałem selekcjonerem reprezentacji Meksyku. Cel? Wygrać Złoty Puchar CONCACAF, a później jak najlepiej zaprezentować się na Mistrzostwach Świata. Zanim jednak reprezentacja, czas na klub. Dość szybko uwinąłem się z załataniem największych luk; Escandella, który wrócił do Malagi zastąpi... Mateusz Lis! Ja jednak, w przeciwieństwie do rzeczywistości, nie zapłaciłem za niego ani grosza Lechowi, ponieważ ściągnąłem go na prawie Bosmana. Del Castillo zastąpić ma Niccolo Belloni z Interu Mediolan; skauci ocenili go pozytywnie, a na dodatek jego kontrakt jest wśród tych najniższych w klubie (850 euro tygodniowo!). Steal to chyba mało powiedziane. W trosce o przyszłość na pół roku przed końcem kontraktów ściągnąłem Pawła Mandrysza z GKS Katowice i Bartka Żynela z Red Bull Salzburg. Trudna sztuka zastąpienia Palencii spadnie w tym sezonie na barki wypożyczonego z Manchesteru City Pablo Maffeo, a Zacharę w tym sezonie naciskać będzie Federico Bonazzoli, wypożyczony z Sampdorii, a więc naszego klubu patronackiego. W 2014 roku Sampa zapłaciła za niego Interowi 4,5 miliona euro, ale jak dotąd Fede nie sprawdzał się. Oby odpalił u nas. Let`s get it started!
  12. Po chwilowym, nazwijmy to, kryzysie twórczym wracam z karierką. Niestety w tzw. międzyczasie zdążyłem zapędzić się dość daleko z rozgrywką, więc na razie nie będzie żadnych screenów piłkarzy itp. Przepraszam za to, ale chciałem przez moment rzucić opka w krzaki. Wraz z początkiem lutego w klubie pojawiła się trójka młodych piłkarzy, która ma stanowić w przyszłości o sile klubu i na której - mam taką nadzieję - zarobimy jakieś pieniądze. Drużynę U-18 póki co wzmocnił Maros Kovac z Żyliny, który kosztował nas 300 tysięcy euro. To 17-letni prawoskrzydłowy, póki co tylko szybki i ze słabymi kluczowymi atrybutami, ale liczę, że po jakimś czasie rozwinie się i odejdzie za gruby hajs. Na tej samej pozycji, ale już w pierwszym zespole grać będzie Białorusin Sergey Fomin, rówieśnik Marosa, ściągnięty z BATE za 140 tysięcy. Sergey pomimo młodego wieku zdążył już jednak wystąpić w reprezentacji swojego kraju aż siedem razy! Dodatkowo już teraz jest niezły technicznie, niech no tylko jeszcze okrzepnie... Ostatnim, ale za to chyba najlepszym transferem jest lewy obrońca Michal Adamec z Senicy za 800 tysięcy euro. Jest niezły fizycznie, szybki, a dodatkowo ma 18 determinacji i bardzo ambitną osobowość. Pierwszy plac ma chyba gwarantowany, bo sadzanie na ławce w tym przypadku równałoby się urżnięciu kurze złotych jaj. Na wypożyczenia poszli jeszcze tylko Wojtyra (Bytovia), Kozik (SMS Łódź) i Świątko (Ruch) i można było zaczynać rundę. Zanim jednak mierzyliśmy się z PSG, zawitaliśmy na Arenę Lublin, gdzie podejmowaliśmy Górnika Łęczna. Wielkie strzelanie w nowym roku rozpoczął Quintana, a hat-trickiem popisał się Ponce, zyskując przydomek "Mr. Łęczna". Po sztuce dołożyli Pietrzak i Litauszki (samobój), dla łęcznian trafił tylko poznański odpad Ubiparip i można było już szykować się na pierwszy mecz 1/8 LM, grany w Krakowie. Zaczęło się bardzo źle, ponieważ sytuację sam na sam z Escandellem pewnie wykorzystał Icardi. Na szczęście dość szybko odpowiedział Porębski, a Przemek wprawił stadion w ekstazę na sześć minut przed końcem, kiedy to po centrze jednego z naszych graczy dostawił nogę z kilku metrów i, jak się później okazało, dał nam zwycięstwo! Na Parc des Princes nie będziemy faworytami, ale takie zwycięstwo to zawsze punkty do tak chętnie podnoszonego obecnie rankingu ligowego. Trzy dni potem dostaliśmy jednak lodowaty prysznic od Legii, która dołożyła do naszego bagażu cztery bramki. My odpowiedzieliśmy tylko golem Zachary w końcówce. Bolało. Po tym meczu cała liga grała co trzy dni; Probierz i spółka lamentowali w mediach, jak to dla nich źle i niedobrze, ja odpowiedziałem, że jak się będziemy obrażać i fochować na takie granie, to co lepsza Europa nas zdubluje i przy wyprzedzaniu pokaże nam gest Kozakiewicza. Szybko otrząsnęliśmy się po bęckach od Legii i zdołaliśmy po bramce niezawodnego Popovicia wygrać na własnym stadionie z Lechem; styl tego zwycięstwa nie był absolutnie porywający, podobnie jak przy wygranej z Chojniczanką, również 1:0 (Ponce), ale ja stwierdziłem, że nie ma co psioczyć na styl. Zresztą odbiliśmy sobie naszą wstrzemięźliwość w Chorzowie, kiedy to po hat-tricku Videmonta (który, nawiasem mówiąc, póki co odstawia Mazka na jakąś długość) i dwóch bramkach Zachary rozgromiliśmy Ruch 5:0. Przed rewanżem w Paryżu daliśmy jednak plamy w derbach, kiedy to punkt na naszym stadionie w końcówce zapewnił nam wprowadzony w samej końcówce Del Castillo. Wcześniej dla "Pasów" trafił wieczny młody zdolny Zawada. Cóż, PSG na własnym boisku zagrało już na 200%, a że nam na wyjazdach w Europie idzie duuużo gorzej niż u siebie, no to musiało skończyć się to w jeden sposób. Już w 9. minucie Di Maria zagrał na 25. metr do Verrattiego, który idealnym strzałem z dystansu wyprowadził paryżan na prowadzenie. Mieliśmy swoje szanse, raz Zachara trafił w poprzeczkę, kilka razy Areola musiał się natrudzić, ale awans PSG ani na moment nie był zagrożony. Na dokładkę w końcówce, kiedy nastawiłem zespół na ofensywę (i tak przecież nie mieliśmy nic do stracenia), Pratto i Icardi dołożyli po sztuce i wyrzucili nas z LM. Jestem jednak bardzo zadowolony; w pierwszym po siedmiu latach sezonie w europejskich pucharach zameldowaliśmy się w gronie szesnastu najlepszych drużyn Europy. Chciałbym przeżyć coś takiego przynajmniej raz za mojego życia IRL... Trzeba było wracać zatem do LOTTO Ekstraklasy, gdzie pomału zbliżała się grupa mistrzowska. Z wyjątkiem wyjazdu do Szczecina wygraliśmy wszystkie pozostałe mecze (w tym z wiceliderem z Zabrza 2:1) i z dosyć bezpieczną przewagą (nawet po podziale) przystępowaliśmy do walki o tytuł. Tam po trzech wygranych wygranych (6:1 z Lechią, 2:0 z Termalicą, 1:0 z Wisłą P.) napotkaliśmy pierwszą poważną trudność w postaci Lecha Poznań, z którym przegraliśmy na Bułgarskiej 0:2, a naszym katem okazała się jedna z nadziei polskiej piłki, Jakub Wrześniak. Wyniki jednak tak się ułożyły, że jeśli wygralibyśmy u siebie z Górnikiem Zabrze, zdobylibyśmy tytuł. I tak też się stało, rozwaliliśmy zabrzan 3:0 (Banik, Carreon, Plewka) i mogliśmy świętować obronę tytułu. W międzyczasie dawałem się ograć w klubie młodzieży i przez to przegraliśmy w Szczecinie 0:1 (Drygas), ale odbiliśmy to sobie na naszym boisku z Legią, pokonując "Wojskowych" 2:1 po golach Del Castillo i Banika (oba w ostatnim kwadransie). W Pucharze Polski znów odpadliśmy na etapie półfinałów, tym razem w frajerskim stylu; na własnym boisku wygraliśmy 2:0 (Ponce z karnego, Zachara). W rewanżu nie wychodziło nam kompletnie nic, co wykorzystali Wlazło (karny) i Merebaiszwili, doprowadzając do dogrywki. Tam najpierw Adamec dostał drugą żółtą kartkę, a w 108. minucie Piątkowski dał awans płocczanom. Cóż... Ta gorsza Wisła w finale spotkała się z Legią, która wygrała 2:0. Podsumowując, był to naprawdę udany sezon, głównie z powodu rezultatu w Lidze Mistrzów, i pomału będzie zaczynał się ten moment, gdzie liga będzie się liczyć trochę mniej, a na pierwszy plan wyjdą rozgrywki europejskie. No i wypadałoby w końcu wygrać Puchar Polski... Królem strzelców Ekstraklasy został Zachara z 16 bramkami, miał jednak przy tym gorszą średnią ocen niż w zeszłym sezonie (7,16). Ponce miał ogólnie 11 bramek w 22 meczach, ale przy tym średnią 6,71, co obrazuje, jak słaby sezon zaliczył. Tyle dobrego, że był wypożyczony z Sampdorii i wszystkie koszta opłacał klub z Genui. O wiele lepiej spisywał się za to inny gracz wypożyczony z Sampy, Lorenco Simić. Między innymi dzięki jego pewnej grze w defensywie byliśmy w 1/8 LM, dodatkowo jego gol dał zwycięstwo 3:2 z Borussią w pierwszej kolejce fazy grupowej. To był, co ciekawe jego jedyny gol w tym sezonie. Oprócz tego zgarnął dwie nagrody zawodnika meczu, a jego średnia ocen to 7,21. Niestety Sampa chce mu dać szansę w pierwszym zespole. Takie uroki wypożyczeń... Inną kluczową postacią był Palencia (32/1/6/3/7,17), na wyższy poziom wskoczyli Żemło (7,37), Popović (7,26), świetny sezon zaliczył też Del Castillo (7,21), za którego jednak Lyon chce zbyt dużych pieniędzy (jak na wypożyczenie). Ligę Mistrzów wygrało... PSG (co osłodziło mi gorycz odpadnięcia, w końcu nie wstyd przerżnąć z przyszłym zwycięzcą) z Tottenhamem 2:1 (Adrien Silva, Di Maria - Kane). Ligę Europy wygrała z kolei Chelsea (2:1 po dogrywce z Realem). Dla "The Blues" trafiali Fabregas i Embolo, a dla Realu - Isco.
  13. bacao

    Wisła Kraków

    Z doniesień transferowych, bardzo blisko finalizacji jest Chuca (https://transfery.info/aktualnosci/chuca-bardzo-blisko-wisly-krakow/127103), pozytywnie wypowiadał się o nim JE Ćwiąkała więc można być optymistą. Knura pisze też że blisko jest Tony Martinez A z ostatniej chwili, do klubu raczej nie przejdzie Szota...
  14. No dobra, na ŚP faktycznie Kożulj średni... Ale na ŚPO...
  15. Serio Kożulj poza pierwszym składem? Aż tak dobry jest Drygas?
×
×
  • Create New...