Jump to content

Leaderboard

  1. me_who

    me_who

    Przyjaciel CMF


    • Points

      14477

    • Content Count

      32681


  2. Reaper

    Reaper

    Skarbnik CMF


    • Points

      10175

    • Content Count

      18138


  3. Gabe

    Gabe

    Przyjaciel CMF


    • Points

      9584

    • Content Count

      16144


  4. Hajd

    Hajd

    ModTeam


    • Points

      7631

    • Content Count

      5430



Popular Content

Showing content with the highest reputation since 03/21/12 in all areas

  1. 36 points
    Michalinka jest z nami na swiecie od 18.30 dzisiaj
  2. 25 points
    Wszystko poszło dobrze, jest z nami zdrowy i silny Mikołaj, 54 centymetry i 3,400 kg
  3. 25 points
    Oficjalnie, zonaty;) Ciezki pierwszy poranek po
  4. 24 points
    Przede wszystkim - cieszę się, że zostałem tatą. Jednak tydzień, który oddzielił dzień porodu do momentu, kiedy zobaczyłem syna, był masakryczny. Tylko dopowiem, że ten tydzień rozłąki miał związek z pandemią która w tej chwili jest wszechobecna, i właśnie przez to był absolutny zakaz odwiedzin (dotyczyło całego szpitala). Moja żona urodziła w piątek, 27 marca w godzinach późno wieczornych. Po porodzie zadzwoniła do mnie, usłyszałem krzyk syna przez słuchawkę, no i spoko. Problemy rozpoczęły się, kiedy w dniu wyjścia (w poniedziałek) dowiedzieliśmy się, że syn ma żółtaczkę no i musi jeszcze kilka dni zostać w szpitalu. Ile dokładnie? Nie wiadomo. Może dwa, może trzy albo cztery, albo i do końca tygodnia. No i ten czas, który spędziłem sam... naprawdę, huśtawka nastrojów od A do Z. No bo ani z nikim się spotkać, ani gdzieś wyjść, ani się cieszyć... Przy tym wszystkim musiałem być wsparciem dla żony, pracownikiem mojej firmy (home office), no i jeszcze jakoś facetem. Tatą nie czułem się za grosz. Byłem tak maksymalnie bezbronny. I to nawet pomimo, że człowiek sobie tłumaczy, że ten cały okres kwarantanny jest dla dobra ogółu, że tak trzeba... ale w pewnym momencie naprawdę po prostu miałem ochotę pojechać do tego szpitala (dwa razy pod nim byłem i machałem żonie do okna) i się włamać na salę, żeby ich zobaczyć. Jasne, ja naprawdę rozumiem, że nie jestem w takiej sytuacji pierwszy i ostatni. Kiedyś, kiedyś nasi ojcowie też takie mieli, ogólnie na pewno są takie przypadki. Ale to wszystko dotyczyło bezpośrednio mnie i jakoś to musiałem strawić po swojemu. W tym wszystkim jest jeszcze moja żona - kilka osób z forum ją zna. Jest maksymalnie twardo stąpającą po ziemi kobietą, ogarniętą i - nie wiem, czy to nie zabrzmi durnie - jest urodzoną matką. Czuła, delikatna, ale też bardzo konkretna i stanowcza. I myślę sobie, że kiedy tak przez tydzień byliśmy rozdzieleni, to z jednej strony ja ją trochę 'oszukiwałem', że wszystko mam pod kontrolą i wszystko jest git, a z drugiej ona - będąc tam na miejscu, z kilkudniowym dzieckiem, bez kontaktu z nikim z rodziny - że sobie dobrze z Młodym radzi, że karmi, że z nią jest wszystko git i czuje się dobrze. Jak tak teraz myślę, to dobrze, że akurat tak funkcjonujemy w naszym związku, że jedno chroni drugie. Żeby była jasność - jestem najszczęśliwszym facetem na świecie. Ale mam tysiące wątpliwości związanych z ojcostwem, z ogólnym rodzicielstwem. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że to wszystko związane z jest obecną sytuacją na świecie, z tym 'strachem' który padł na nas wszystkich i na to, co nas otacza. Jestem niespokojny w związku z tym, że akurat teraz mój syn wkracza na ten świat, kiedy jest tyle niepewności. Oczywiście, ja wiem, że rodziły się dzieci podczas wojen i innych tragedii, ale znów - to teraz, dotyczy MNIE i życia MOJEJ rodziny. Czy będę dobrym ojcem? Czy mój syn będzie... dobrym synem? Czy całe życie, które znałem dotychczas, już za chwilę wróci? No mam nadzieję, szczerze mówiąc. Kończąc - siema Filip. Dobrze Cię widzieć
  5. 24 points
    Dołączyłem dzisiaj do tego zacnego grona - na świat przyszedł Orest. Zacne 53 cm długości i potężne 3 kg wagi. Zajebiste uczucie
  6. 23 points
    1 czerwca przyszła na świat moja córka Lena Anna Dzień dziecka więc będzie mniej prezentów do kupienia
  7. 23 points
    Panowie, krótko: mieliście rację pisząc, że można dokonać odprawy mając tylko e-mail i nr rezerwacji. Posypuję głowę popiołem. Próbowałem rano to zrobić, ale cały czas pokazywało mi takie info: Okazało się, że po prostu miałem skopiowaną o jedną cyfrę mniej. Teraz spróbowałem i okazało się, że to Wy mieliście rację, a nie ja. Aczkolwiek nie wszystkie wasze posty były eleganckie, gdyż sugerowały jakieś moje nieczyste intencje, stąd zdenerwowanie. Teraz już wiem, że mieliście rację, a ja jej nie miałem. Przepraszam zatem i jestem bogatszy o tą wiedzę; człowiek uczy się cały czas. Dziękuję. Oczywiście artykuł na MFM usunąłem, za chwilę wrzucę też reklamę http://forumcm.net na boczny pasek.
  8. 23 points
    Ja już zgłosiłem sprawę na Policję. Dostałem informacje, ze sprawa zajmie się młodszy aspirant Kubiniok, wiec jakby co kontaktować można się bezpośrednio z nim.
  9. 22 points
    Odezwał się ekspert do spraw finansów. Chuj ci w dupę złodzieju.
  10. 22 points
    OK, zrobiłem sobie szybki rajd po mojej biblioteczce pod kątem kombinacji dobrej lektury i fachowości (imho). Perski ogień Hollanda to przykład wzorcowy tego, jak powinna wyglądać książka popularno-naukowa. Materiał jest ciekawy, język nie przeszkadza, a autor wyraźnie daje odczuć, jaką pasją obdarzył swój temat. Temat klasyczny, bo wojny perskie... aczkolwiek jest w tym też szersze spojrzenie na obie walczące strony (chyba z lekkim przechyłem w perską stronę). Jakie to jest cudowne! Jak wciągające! Holland pisze o tym, dlaczego ideologicznie wojna z Hellenami była dla Dariusza koniecznością, o wysiłku organizacyjnym związanym z monstrualną wyprawą Kserskesa, o wielowątkowych motywacjach Leonidasa pod Termopilami, o intrygach w Atenach które doprowadziły do Salaminy, o tym przedziwnym dla nas dziś wymieszaniu religii, polityki i codziennych wydarzeń, które tak trudno zrozumieć... a zrozumieć warto. Mistrzowie śmierci Rhodesa traktuje o Einsatzgruppen. Jedynym drobnym minusem tego arcydzieła jest to, że autor zdawkowo jedynie pisze o ich dokonaniach w Polsce: koncentruje się na ich wyczynach w ZSRR (mogłoby być to zaznaczone w tytule). Tak czy inaczej to książka znakomita i wstrząsająca. Wstrząsająca jest jej beznamiętność: Rhodes nie sili się na emfazę, na wielkie emocje: fakty nie potrzebują tego sztafażu. Absolutnie najlepsza obok "Czasu eksterminacji" (której niestety nie mam, czytałem z biblioteki) książka o Zagładzie. Najlepsze w niej jest to, jak sprawnie pokazuje ewolucję przemysłu ludobójstwa: od mordowania wyłącznie mężczyzn w pośpiesznie kopanych dołach, po "pakowanie sardynek". Genialna. Straszna. SPQR - o niej pisałem na lubimyczytać, więc przekleję: Dobra, przystępna synteza dziejów Rzymu doprowadzona do edyktu Karakalli z 212 roku, który, jak twierdzi autorka, ostatecznie już dopiął historię jego antycznej wersji i rozpoczął drugą fazę jego rozwoju, tę średniowieczną. Ponieważ książka nie waha się sięgnąć po czasy legendarnego Romulusa (i to bynajmniej nie zdawkowo), jasne jest, że jej circa 500 stron nie jest w stanie stać się szczegółową monografią nadtybrzańskiego miasta które przeistoczyło się w imperium. Mary Beard powybierała więc kilkanaście momentów i problemów historii SPQR, by w tych migawkach spróbować dostrzec istotę "rzymskości" i sekret jej sukcesu dziejowego. Nie zawsze rozumiem jej wybory: bardzo duży fragment poświęcony jest starciu Cycerona z Katyliną a prawie wcale nie pojawia się Mariusz z jego reformą republikańskiej armii; tym niemniej jednak niemal z każdej kartki bije erudycja i sprawność literacka autorki. Warto przeczytać "SPQR", bardziej by _zrozumieć_ Rzym niż by poznać jego dzieje. Powstanie i upadek starożytnego Egiptu Wilkinsona to książka, o której pisałem na CMF już kilka razy, więc ograniczę się do tego, że nie przeczytacie nic lepszego całościowego o tej cywilizacji po polsku. Koniec. Czasy katedr to jedna z dwóch książek która sprawiła, że zakochałem się w wiekach średnich. Nie w ich historii, czy efektownych opowiastkach o koronowanych głowach: zakochałem się w samej epoce. To nie jest najłatwiejsza książka w moim zestawieniu, ale Duby ma taki jakiś dar, że kreuje nam klimat epoki zamiast go opisywać. Nie potrafię napisać nic więcej. Walka o Hiszpanię to być może najlepszy Beevor, jakiego czytałem, a generalnie czyta się go fantastycznie. Trochę widać tu delikatne lekceważenie zbrodni republikanów na rzecz dokonań frankistów, ale to naprawdę delikatne wrażenie (no i anarchiści z Barcelony jawią się tu tacy trochę bez skazy), ale to blednie przy ilości informacji i sposobu ich podania. To obłędnie dobra książka o bardzo ważnym, choć słabo w istocie znanym prologu do II wojny światowej. O Hitlerze Ulricha wypowiadałem się już na LC, więc przeklejam jedynie: Te prawie tysiąc stron nieco mnie obezwładniło, więc nie potrafię ustosunkować się do nich szczególnie wylewnie. Książka jest znakomita, choć początkowo zaniepokoiło mnie to, że zachwala ją Piotr Zychowicz do którego mam stosunek, powiedzmy, ambiwalentny. Ale tutaj akurat się z nim zgadzam. To naprawdę znakomite tysiąc stron, jedne z najlepszych jakie w ostatnich latach czytałem. Nie dałem oceny maksymalnej, bo dwa lub trzy razy się skrzywiłem: a to gdy wg autora słowo "rewolucja" ma wyłącznie pozytywne konotacje, a to gdy Volker Ullrich przyjmuje za pewnik swoją spekulację o autoerotyzmie Hitlera. Ale to drobiazg ledwo zauważalny w tej masie dobrej literatury historycznej. Szkoda tylko, że autor nie zdołał ostatecznie dokonać jakiegoś syntetycznego opisu władcy Trzeciej Rzeszy, słusznie zauważając, iż w gąszczu jego autokreacji, póz i konfabulacji ciężko jest znaleźć tego "prawdziwego Hitlera". Ale Ullrich jedną rzecz jednak przed nami odkrywa i niszczy jeden mit: Adolf Hitler nie był "człowiekiem bez osobowości", "człowiekiem bez życia prywatnego". Żywotność tego mitu jest zadziwiającym dowodem na siłę autokreacji hitlerowskiego mitu i dobrze, że ta książka stara się wysadzić go w powietrze. Jedna jeszcze uwaga: polski podtytuł (Narodziny zła) jest tak fatalny, tak sztampowy i tak oddalony od niemieckiego oryginału, że aż dziw, iż tłumaczowi nie zadrżały palce przy poniższym zdaniu ze wstępu.... "Pierwszy tom niniejszej biografii nosi tytuł "Narodziny zła", co jednak nie ma stwarzać wrażenia, jakoby chodziło o nieprzerwane pasmo sukcesów". Oryginał brzmi "Die Jahre des Aufstiegs"..... Marsz na Moskwę to unikalna książka o czasach napoleońskich, bo w zasadzie jest reportażem. Tak, reportażem. Autor wykorzystał fakt, że chyba co drugi z ocaleńców wyprawy rosyjskiej Napoleona napisał wspomnienia i je skompilował. I co prawda jest zażarcie antynapoleoński (jak to perfidny syn Albionu), ale to nic. Wypowiedzi żołnierzy mówią same za siebie. Polecam! Tu obok siebie stoją dwie znakomite książki. 1491 to opis Nowego Świata na chwilę (i trochę więcej niż chwilę) przed tym, jak stał się Nowy. WOW. Wspaniały, wstrząsający opis zaawansowanej cywilizacji tuż przed swoim Ragnarok. Mnóstwo ciekawych, czasem kontrowersyjnych informacji, wielki smutek, unikanie łatwych rozwiązań (nie, to nie okrucieństwo białych wyrżnęło tubylców (unika się tu słowa Indianie), to ospa). Konkwistador to druga strona medalu. To książka o Cortesie, książka wspaniała, napisana z żarem, czyta się to w kilka chwil dosłownie. Fajne jest to, że Levy chyba sam nie wie do końca, jak ocenić tego Kastylijczyka, rozumiejąc go i trochę się go bojąc jednocześnie. Nie jest jednowymiarowa, jak w ostatnim stuleciu utarło się opisywać konkwistę: autor pokazuje, jak porażające było dla Europejczyków odkrycie wypełnionych czaszkami platform w Tenochtitlan, jak zradykalizowało to ich podejście o azteckich gospodarzy. Polecam! Plantageneci Dana Jonesa udanie łączy dwie trudne do połączenia rzeczy: dosyć duży poziom szczegółu w opisie długiego procesu historycznego z utrzymaniem czytelnika na wysokim poziomie uwagi. Saga tego niesamowitego rodu zresztą pisze się tak jakby sama i autor musi jedynie uważać, by jej nie przysłonić swoimi wtrętami. No i Jones tego nie robi. Bardzo godna lektura. A gdyby ktoś chciał poznać coś o wielkich rywalach Plantagenetów, to Francja w czasach Kapetyngów jest niezłym wyborem. Niezłym a nie znakomitym tylko dlatego, że nie jest to typowa książka popularno-naukowa; może zresztą w ogóle nią nie jest. Jeśli jednak przyjąć tę drugą opcję, to jest to jedna z najprzystępniej napisanych książek naukowych jakie w życiu przeczytałem. No i to wieki średnie, rozumiecie. To chyba książka z mojej Wielkiej Trójki. Wiedeń Hitlera jest dokładnie tym, co sugeruje tytuł: panoramą miasta z czasów, gdy mieszkał tam niedoszły student z Linzu. Oczywiście o Adolfie jest tam sporo, to on jest osią wokół której kręci się narracja, no i sam Wiedeń ukazany jest jedynie od tych stron, które jakoś na Hitlera wpłynęły.... ale jak jest ukazany! Jak bardzo erudycyjna jest to książka! Jak napisana! I to rozprawianie się z rozlicznymi mitami Hitlera otaczającymi... MIŁOŚĆ. Ciąg dalszy Wielkiej Trójki. Pawi Tron Hansena to książka o Indiach Wielkich Mogołów... a w zasadzie, to głównie o Wielkich Mogołach w momencie ich zenitu potęgi, podczas panowania Szahdżahana, tego od Tadż Mahal. A w zasadzie zasady o wielkiej wojnie domowej z końca jego panowania. I jest to książka wspaniała, genialna, pisana z pasją. Nigdy nic więcej nie przeczytałem o Indiach z tej prostej przyczyny, że nie chcę dopełniać oszałamiającej wizji Hansena niczym innym. To jest obraz kompletny, obraz ukochany. Jest wspaniałość, monumentalność, tragizm, światłocienie, geniusz i głupota, humanitarne dobro i czerń zła. Kurde, gdy w wojnie domowej doszło do (chwilowego) zwrotu i zaczęła wygrywać strona której kibicowałem, to przez moment miałem łzy wzruszenia i dreszcze. Łzy i dreszcze. W książce historycznej. Wielka Trójka. Może nawet Top One. Neron Hollanda doczekał się kilku moich słów na LC, więc przeklejam: Dawno już nie miałem w sobie takiej ambiwalencji po zakończeniu lektury. Książka Richarda Hollanda ma kilka poważnych wad. Pierwsza dotyczy wyłącznie polskiego przekładu, a konkretniej podtytułu, który mocno fałszuje jej treść. Naprawdę, "the man behind the myth" to nie to samo co "okrutny zbrodniarz rozgrzeszony". Tym bardziej, że Holland nie rozgrzesza Nerona. Pisze o jego zbrodniach, czasem nie kryjąc obrzydzenia, szczególnie przy okazji śmierci Oktawii. Autor stara się jedynie zrozumieć cesarza i wykazać, że wcale nie wyróżniał się okrucieństwem w gronie pryncepsów I wieku naszej ery. Niestety, moim zdaniem kilkukrotnie jednak przeszarżowuje w wybielaniu Nerona. Oczyszczenie go z zamordowania Brytanika na podstawie opinii współczesnego kryminologa (opartej na kolorze skóry ofiary tuż przed kremacją)... Coś takiego może wywołać wątpliwości, ale Holland zdaje się być pewnym niewinności augusta w tym konkretnym przypadku. Niemal absurdalnie brzmi też wywód broniący Nerona przed plotką o tym, że poronienie Poppei (i w efekcie jej śmierć) wywołał sam cesarz, kopiąc ją w brzuch. Linia obrony wygląda tu tak, że podobno takie sceny do pomyślenia są jedynie wśród społecznych nizin... To już jest naiwność, panie Holland. Niebywałą szarżą intelektualną autor popisuje się też w epilogu. Otóż przypuszcza on tam intelektualny atak na... Apokalipsę św. Jana. Posuwa się do stwierdzenia, że ma ona jakiś przedziwny związek z Auschwitz w XX wieku... Cóż tu dobitnie widać, że książkę pisał dziennikarz, nie historyk. Ale jedna ambiwalencja... 7 gwiazdek... Jest tak z dwóch powodów. Po pierwsze: generalnie autor ma rację, że Nerona zdemonizowano przez wieki i on to (zazwyczaj) bardzo sprawnie udowadnia. Po drugie: to jest naprawdę dobrze napisane, literacko nie ma się do czego przyczepić. A ponieważ sama materia jest fascynująca i pióro pisarza jej nie zepsuło... to jednak polecam. Z zastrzeżeniami, ale polecam. Robespierre. Terror w imię cnoty. Fantastyczna książka. Niejednoznaczność Robespierra aż bije tu po oczach i naprawdę widać, jaki kłopot ma z Nieprzekupnym autorka: szacunek i odraza miesza się tu w dziwnej mieszance. Zresztą w ogóle Rewolucja sama się pisze. Ekstraklasa. Stareńka już praca MacDonella jest jedną z przyczyn mojej nieuleczalnej miłości do epoki napoleońskiej. Autorem jest Szkot, więc być może tradycje Auld Alliance na niego wpłynęły, bo człowiek jest również zadurzony w tych czasach co najmniej tak samo mocno. Jakie wyraziste postacie on tam kreśli. Jak żywe! Jak różne! Tak sobie myślę, że to po prostu gotowy materiał do jakiegoś netfliksowego serialu. Wielka Trójka zamknięta. Książka ostateczna. Lubić Wielką Wojnę i jej nie znać to wstyd. Sierpniowe salwy... nie potrafię nic więcej napisać. Jest to książka fenomenalna i kropka. Wojna absolutna Bellamyego to z kolei najwspanialsza monografia frontu wschodniego II wojny światowej jaką dane mi było przeczytać. Ten temat też pisze się sam, Bellamy nie przeszkadza mu w jego rozwoju, celnie pokazując monstrualność zadania, które wziął sobie na głowę Wehrmacht. W zasadzie narracja kończy się na 1943, bo wszystko to, co później, Bellamy uważa (słusznie) za dobijanie leżącego. Fantastyczna. Herezja doskonała to książka o katarach. To nie jest doskonała książka historyczna, gdyż autor tak wyraźnie stoi za albigeńską sprawą, że już mocniej nie można. Ale w jakim stylu on staje... Książkę przeczytałem w dwa dni. Dwa dni! Bouvines to znowu Duby, znowu miłość do wieków średnich, tym razem przez pryzmat rycerstwa. Wszystko co napisałem o Czasach katedr napisałbym i tu. Wiele książek umknęło mojej komórce... Fantastyczne Freedom Cry! o wojnie secesyjnej, odkrywcze Montaillu o pojedynczej wiosce, ostatnim bastionie katarów...
  11. 22 points
    W imieniu ModTeamu jak i całej społeczności forum, chciałbym podziękować użytkownikowi @wwosik za bezinteresowne wspieranie Forum CM od wielu lat poprzez samodzielne opłacanie domeny. Jednocześnie chciałbym oficjalnie przyznać mu status Przyjaciela CMF dożywotnio, co powinno być dość oczywiste Szczypta historii - wwosik jako pierwszy zarejestrował domenę forumcm.net (w 2000 roku?) i do tej pory pozostaje ona na jego koncie. Dziękujemy @wwosik
  12. 22 points
    Akurat twoja definicja unikania kontaktu moze troche roznic sie od definicji przecietnego czlowieka wiec zupelnie mnie to nie dziwi.
  13. 22 points
    Panowie - jeszcze raz potwierdzam, że rację miały te osoby, które od początku twierdziły, że mogę zakupić komuś bilet, a ta osoba może zrobić sobie odprawę na własną rękę znając tylko numer rezerwacji i adres e-mail podany przeze mnie przy zakupie biletu. Dziękuję Wam za zwrócenie na to uwagi, gdyż na portalu MFM zamieściłem ponad trzy tygodnie temu artykuł, gdzie był screen z niezakrytymi numerami rezerwacji: https://myfootballmanager.pl/rozgrywka-mistrzow/1760/rozgrywka-mistrzow-3-nagrody-dla-laureatow-informacje-o-biletach-lotniczych-i-hotelu Nie mając zielonego pojęcia, że takie coś, co mi uświadomiliście jest możliwe, każdy mógł - znając mój e-mail - zmienić np. nazwisko osoby uprawnionej do lotu, odprawić się i bilet zostałby zmarnowany, a także pieniądze... Szczęście w nieszczęściu, że odprawa jest obecnie płatna (bezpłatna staje się 4 dni przed odlotem) i nikt nie zrobił żadnych zmian... Dziękuje Wam jeszcze raz za uświadomienie mnie, aczkolwiek nie ukrywam, że bardzo bolały mnie sugestie, które pojawiły się w trakcie dyskusji, że ja celowo chcę od kogoś dane potrzebne do odprawy, żeby to w jakiś "niecny" sposób wykorzystać. Mam nadzieję, że nikt z Was już tak nie myśli... Oto działania, jakie podjąłem: - wszyscy uczestnicy turnieju finałowego zostali poinformowani przeze mnie, że popełniłem błąd i nie miałem racji. Dałem im wybór - mogą się sami odprawić, lub ja to zrobię za nich. Wybrali tę drugą opcję. - skontaktowałem się z liniami lotniczymi i poinformowałem o całej sytuacji, prosząc o poradę co mogę zrobić. Okazało się, że wystarczy zmienić e-mail w rezerwacji i już nikt nie będzie mógł teraz przy niej manipulować. W związku z tym zmieniłem e-mail w panelu rezerwacji - nie jest już ona powiązana z moim, powszechnie znanym adresem e-mail. Dziękuję Wam jeszcze raz za pomoc, mniejsza już o formę... Edit. Jeżeli ktoś poczuł się jakimkolwiek moim postem urażony, to proszę o wybaczenie. Personalnie przepraszam @Meler, za użycie słowa "burak". Wybacz.
  14. 21 points
    Temat dla wszystkich fanów Die Alte Dame - Herthy Berlin! Pokażmy, ilu nas jest na forum! Nieprzypadkowo, jedno z ostatnich spotkań forumowiczów odbyło się właśnie na Olympiastadion w trakcie meczu berlińczyków! Zapraszam do dyskusji i wymiany opinii na temat najlepszego klubu w Niemczech!
  15. 21 points
    10/10 3800 55cm i 500+
  16. 19 points
    Gdzie jest kurwa @Fenomen? Zmień ten awatar człowieku i nie obrażaj kastylijskich herosów, którzy uratowali futbol od zagłady w przeciwieństwie do tych twoich fletów.
  17. 19 points
    Tak czytam i wychodzi, ze w półfinale zagrały same przypadkowe zespoły. Francuzi słabi i minimalistyczni, do tego łatwa grupa, słabiutka Argentyna i Urugwaj bez Cavaniego. Belgia banalna grupa, potem jakaś śmieszna Japonia ledwo ograna i Brazylia grająca słabo. Anglia słaba grupa, potem Kolumbia bez Jamesa, potem jakaś Szwecja, która nikt nie wie jak sie znalazła w 1/4 (choć wygrała grupę z Niemcami i Meksykiem, ale wiadomo - Niemcy chujowi, a Meksyk zagrał jeden dobry mecz). No i Chorwacja, która miała śmieszna grupę, a potem beznadziejną Danie i przypadkową Rosję. No ludzie świeci, dotarli gdzie dotarli, to trzeba szanować. Przecież sie nie zmawiali kto na kogo trafi i kogo przejdzie, tylko wywalczyli sobie wszystko na boisku. I wszędzie gdyby A trafił na B to na pewno w ryj. No ale nie trafił. Może faktycznie każdy powinien grać z każdym, żeby uciszyć malkontentów.
  18. 19 points
    Ja robię kupę od 24 lat, czy to czyni mnie legendą przemiany materii?
  19. 18 points
    Nosiłem się z napisaniem tego posta od jakiegoś czasu. Nie, nie będzie to o moich problemach tylko o reakcjach na problemy opisywane w tym temacie jak i innych. Przede wszystkim chciałem podziękować użytkownikom, którzy decydują się napisać o swoich problemach. Nie liczą zapewne na żadną pomoc, bo i jaką pomoc można uzyskać od randomowych forumowiczów. Choć doświadczenia pokazują, że niekiedy można uzyskać bardzo realną pomoc. Ale mimo wszystko chcą pisać o tym co ich boli, bo może samo wystukanie tego na klawiaturze przynosi pewną ulgę. A pewnie wszyscy zdajemy sobie sprawę, że to forum nie jest najlepszym miejscem na depresyjne zwierzenia; trudno liczyć tutaj na zrozumienie czy empatię. I oczywiście sam jestem przykładem olewania czy bagatelizowania problemów tutaj opisywanych. Przepraszam, jeśli kogoś dotknęła moja uwaga, czy komentarz. Często łapię się na myśleniu "człowieku, inni mają większe problemy i jakoś nie zwierzają się z nich przypadkowym ludziom grającym w gry". Każdy inaczej sobie radzi z problemami ale nie daje to nikomu prawa nazywania ludzi, którzy piszą o swoich problemach "atencyjną kurwą" i pouczeń w stylu "przestać pisać o swoich problemach". Łatwo jest "współczuć" komuś kto najebał się w weekend, trudniej napisać cokolwiek gościowi, który pisze o myślach samobójczych. Ale niech się nam nie wydaje, że jeden i drugi gość potrzebuje identycznej reakcji. To tyle.
  20. 18 points
  21. 18 points
    14) może nie pamiętasz, ale chyba srales w krzakach
  22. 18 points
    Uwaga, to moja zawodowa opinia odnośnie podstaw prawnych do kierowania jakichkolwiek roszczeń w zaistniałej sytuacji wobec Melera:
  23. 17 points
    Szanowny Marszałku, Wysoka Izbo… tak to się robi? Zacznę od samozaorania xD 7 lat temu byłem pierwszy raz nominowany do MT. (Piszę to, żeby spodobać się wyborcom przywiązanym do tradycji). Swoją kampanię zacząłem tym postem: Z dużą częścią tego, co wtedy napisałem, dalej się zgadzam, jakkolwiek nie udało się wtedy tego zrealizować. 7 lat dystansu daje przestrzeń do dwóch rzeczy: żeby zastanowić się czemu i żeby pomyśleć, co się od tego czasu zmieniło. Postem tym chciałbym to niniejszym uczynić. Nie zgadzam się z tym, że musi tak być. Wydaje mi się również, że jest pewien potencjał, żeby tak nie było. Realistycznie patrząc nie jest on taki, żeby forumcm.net stało się nowym powerhousem internetu xD — ale na pewno nie jest on tak mały, żeby jedyne, czym się różni MT od nie-MT był kolor nicka. Myślę zresztą, że pokazały to ostatnie tygodnie. Tak więc moim motywem przewodnim byłoby połączenie tego, co jest (bo wbrew pozorom sporo mamy, jeśli dobrze się przyjrzeć), z tym, co mogłoby być. Diagnoza Zacznę od tego, co jest. Oto moja diagnoza: Football Manager był, jest i będzie na zawsze tematem niszowym. Jest to w pewnym sensie stała odgórnie nam nadana, którą musimy zaakceptować. Wynika ona z tego, że FM to nie jest FIFA i podoba się stosunkowo niewielkiej części graczy. Co więcej, choćbyśmy się…, to nigdy nie zwiększymy liczby graczy FM-a w Polsce, ponieważ jedną siłą, która może to zrobić, jest SI i to tylko wtedy, gdyby znacząco zmienili kształt całej gry. Tak więc z góry odpadają wszystkie taktyki rozwoju, które opierają się o założenie masowości. Była to jedna z przyczyn, dla których przewaga, którą dawno temu wypracowało CM Rev, do niczego wielkiego nigdy nie doprowadziła — na pewnym poziomie inwestycji hajs się po prostu nie spina. Być może @Vami w Maryni opisze potem chętnym na własnej skórze problemy i konsekwencje dylematu, który opisałem powyżej, rantując przy okazji na popularne, słodkie, masowe piwa Pozostaje pytanie: czy można znaleźć model, który nie opiera się na masowości, a zamiast tego zyskuje na wartości właśnie w niszy? 7 lat temu odpowiedziałbym, że nie. Ale przez ten czas w internecie zmieniło się wiele. Dlatego dzisiaj odpowiem: A można, jak najbardziej, jeszcze jak Napiszę więcej: my już mamy model, który świetnie działa. Jest to też jeden z powodów, dla których zdecydowałem się napisać ten post: jeśli nawet mnie nie będzie w MT, to zostanie blueprint, który, jeśli jej się on spodoba, będzie mogła wykorzystać nowa moderacja. Modelem tym jest stary dobry Przyjaciel CMF. To 7 lat, które minęły od poprzedniej nominacji, nauczyły mnie również, jak trudno jest zachęcić kogokolwiek do zapłacenia za cokolwiek w internecie. Tymczasem na tym forum samoistnie pojawił się mechanizm finansowania naszej działalności, który opiera się na dobrowolnych, regularnych wpłatach w zamian za symboliczne nagrody. Za każdym razem, kiedy wspominam o tym komukolwiek spoza CMF, spotykam się z niedowierzaniem i myślę, że za nie doceniamy tego, jak ciekawą rzecz wypracowaliśmy. Samo to, że Przyjaciel CMF powstał przed takimi projektami, jak Patronite, suby na Twitchu i YouTube, pokazuje, że nie potrzebujemy rewolucji, a podwaliny pod rozwój niszy już istnieją w naszej społeczności. To, czego potrzebujemy, to uświadomienie sobie naszych mocnych i słabych stron. Przyjaciele CMF są IMO zdecydowanie najmocniejszą. Moim postulatem jest skupić się na tej funkcji, rozwinąć ją i przestać wstydzić się tego, że „jesteśmy forum znajomych”. Ten post to myślowa gimnastyka, która eksploruje czy ta semi-kpina pisana zawsze zrezygnowanym tonem może stać się naszą zaletą. Jaka jest nasza najsłabsza strona? Jest nią dostępność, czas i regularność. Kogokolwiek nie wybierzemy, prowadzenie forum będzie dla niego tylko hobby. A życie tyra. Musimy zastanowić się, jak wiele można zrobić w takich warunkach i — przede wszystkim — jak sprawić, żeby te postanowienia się nie rozmemłały. Kadencje trwają tylko pół roku. Realistycznie patrząc to mało czasu. To jeszcze mniej czasu, kiedy zdamy sobie sprawę z tego, że prosić każdego członka MT o nawet godzinę czasu dziennie na realizowanie jakichkolwiek postanowień, jest już niesamowicie wymagające i — jeśliby się udało — byłoby niesamowitym sukcesem i dużym poświęceniem. Dlatego proponowałbym zacząć kadencję od ustalenia 3-4 projektów, które MT zrealizowałoby przez 6 miesięcy, a następnie udostępnić publicznie ich listę i opisywać, jak idą bądź nie idą one do przodu. Proponowałbym także zaangażowanie w te projekty oddolnie osób, które byłyby chętne przy nich pomagać. Tutaj przykład, w jaki moglibyśmy to ogarniać: https://www.notion.so/4a7994491fb04654846b7412fe543a9d?v=bc28196af4de4752a665052b48aa5e38 Moją propozycją jest moderacja, która nie reaguje biernie na to, co się dzieje na forum, rozstrzygając warny (których i tak nie ma), ale moderacja, która robi, ile może w czasie, którym dysponuje, a jeśli nie da rady skończyć, to zostawia projekty kolejnej moderacji, która może je kontynuować. Zachęcam każdego do głosowania na osoby, które według niego spełniają te kryteria, niezależnie od tego, czy uważają, że to ja, czy nie ja. Przykładowo sprawa przestarzałego regulaminu forum powinna się znaleźć w takim katalogu zdań i powinna być zaadresowana, a my moglibyśmy wiedzieć, czy idzie do przodu i pomóc, jeśli nie idzie. Tak, jak pisałem już w Maryni, proponuję swoją pomoc w tym temacie i obecnie eksploruję opcje. Why care? Mam dwa powody. Jeden jest emocjonalny, drugi ekonomiczny. Emocjonalny jest taki, że wydaje mi się, że dla więcej niż kilku osób tutaj to forum jednak coś znaczy i jakkolwiek nie mają snów o potędze, to chcą, żeby dobrze mu się działo. Ekonomiczny jest taki, że może być w tym hajs, który społeczność wykorzysta, żeby się rozwijać. Wróćmy znowu do Przyjaciela CMF. Jak pewnie już się domyślacie po tylu akapitach, uwielbiam tę funkcję. Na liście osób, które wpłacają na Przyjaciela, widzę obecnie 44 osoby z aktywnym statusem. To jednocześnie mało i dużo. Mało — jeśli myślimy o modelu masowym. Dużo — jeśli o niszowym. Na potrzeby dowodu załóżmy na chwilę, że przeprowadzamy właśnie eksperyment myślowy. Na jego potrzeby zmieńmy nieco zasady funkcjonowania Przyjaciela CMF. Po pierwsze, powiedzmy, że działa jak bardzo tani abonament — 5 zł płatne co miesiąc. Już przy obecnym stanie forum da nam to 44*5*12 = 2 640 zł rocznie. Obecny stan konta to 1724,29 PLN, tak więc jedna zmiana wygenerowała prawie 1000 zł dodatkowo dla społeczności. Gdyby udało nam się zwiększyć liczbę przyjaciół do 100, mielibyśmy 100*5*12 = 6 000 zł rocznie. Jakkolwiek chyba wszyscy się zgodzimy, że nie będzie na forum milionów użytkowników, to czy naprawdę zdobycie 50 nowych osób przez rok-dwa wydaje się aż tak nierealne? Na pewno trudne — ale IMO też realne. Teraz czas na drugą część eksperymentu myślowego. Załóżmy, że wprowadzimy trzy progi dotacji. 5 zł, 10 zł, 15 zł. 60% zdecyduje się na 5 zł, 30% na 10 zł, 10% na 15 zł. Dodatkowe progi mogłyby realizować jakieś dodatkowe symboliczne przywileje. Przykładowo próg nr 2 za 10 zł mógłby odblokować dodatkowe uprawnienia na Discordzie. (44*5*0.6*12)+(44*10*0.3*12)+(44*15*0.1*12) = 3 960 zł Teraz ten sam eksperyment z 100 użytkownikami. (100*5*0.6*12)+(100*10*0.3*12)+(100*15*0.1*12) = 9 000 zł Tym samym zaczynamy operować kwotami, które otwierają nowe możliwości: konkursy, nagrody, realizowanie reklam, płacenie za rozszerzenia do IPB czy jakieś appki do marketingu i promocji forum. Na tym etapie nie chodzi mi jednak o konkretne propozycje, ponieważ z tymi można się zgadzać bądź nie zgadzać, ale o pokazanie modelu, w którym małe liczby dają fajne rezultaty. Już teraz z prostymi zmianami mówimy o zwiększeniu stanu konta od 2x do 5x. Jak dla mnie CMF może się dorzucać do piw forumowych czy grania forumowiczów na hali w realu raz na pół roku, jeśli uznamy, że tak chcemy i to sprawi, że ktoś, kto przyjdzie na takie piwo, potem zostanie na forumku, przyjedzie na zlot, zacznie dyskutować w Maryni, zostanie Przyjacielem CMF… Nie wydaje mi się to nierealne. Zresztą, hajs może iść nawet na sam zlot. Co bym proponował Wprowadzenie nowego regulaminu forum Zreformowanie Przyjaciela CMF i prawdopodobnie/wstępnie użycie do tego Patronite Zwiększenie aktywności przez PW / e-maile wysyłane automatycznie przez forum w celu aktywizacji nowych użytkowników po to, żeby chociaż 1 na miesiąc z nami zostawał Przykładowo wysyłanie raz na miesiąc newslettera o FM + taktyce, np. kilka fajnych filmików z Tifo Football, Football Made Simple, artykułów z The Athletic, czy kanałów na YT takich jak FM Base Pojawienie się CMF na większej ilości kanałów spoza forum, które sprowadzałyby do nas nowych fajnych ludzi Tym samym chciałbym poprzeć kandydaturę @Reaper, ponieważ ma on doświadczenie zawodowe lub już teraz macza rączki w 4 z 5 powyższych rzeczy. Maciek zawodowo zajmuje się takimi rzeczami jak SEO, newslettery, pozyskiwanie użytkowników i nadzorowanie statystyk kont darmowych i płatnych. Discord KOŚĆ NIEZGODY. Najważniejsza rzecz, którą według mnie pokazał Discord, to to, że fajne nowości potrafią przechytrzyć starych koni w generowanie miljona contentu na forum, gdzie wiodącą od lat tezą było to, że scena umiera przez brak czasu i starzenie się użytkowników. Tymczasem na Discordzie regularnie widzimy takie sytuacje jak @Hajd wymykający się wieczorkiem rodzince, żeby pograć i postreamować KS Wasilków xD Ośmielę się zaryzykować tezę, że to forum kolektywnie nie grało tyle w FM-a od co najmniej 2010 roku. Ja sam zwykle miałem w FM-y co roku 100-150 h. W tym tygodniu na liczniku pękło mi 813 godzin w FM-a 2020. Dlatego do katalogu zadań dorzuciłbym dwie rzeczy: rozwój integracji forum z Discordem w celu aktywizacji nowych i istniejących użytkowników — dzięki zwiększonemu budżetowi moglibyśmy sobie pozwolić na takie pluginy jak https://invisioncommunity.com/files/file/9287-brilliant-discord-integration/ szukanie nowych kanałów, które będą miały podobny efekt — najlepiej byłoby, gdyby tworzyły content na forum do komentowania i lajkowania za nas, dlatego pierwszym z brzegu pomysłem jest stworzenie i kurowanie listy kanałów na YT o taktyce (takich jak Tifo Football) i FM-ie (takich jak FM Base) i publikowanie ich automatycznie na forum / Discordzie, kiedy się pojawią po to, żeby stymulować o nich dyskusję — mógłby nam w tym pomóc kolejny plugin, np. https://invisioncommunity.com/files/file/8733-bim-youtube-importer/ Zakończenie Istnieje oczywiście możliwość, że powyższa ewolucja się nie uda, ale skoro jest pomysł, to czemu by nie spróbować Pisanie tego to było dla mnie ciekawe ćwiczenie zawodowe, bo w gruncie rzeczy takimi rzeczami zajmuję się w pracy.
  24. 17 points
    Chłopie, nie musiałeś rejestrować drugiego konta, żeby sam siebie pochwalić
  25. 17 points
    Ja kiedyś oglądałem taki film o informatyku, który w ramach testów medycznych został namówiony przez pewnego Murzyna do przyjęcia leku i po jego zażyciu czuł się tak, jakby urodził się na nowo ale jakby nie w tym świecie co był wcześniej tylko w takim innym, ale dzięki tej pigułce osiągnął nowe możliwości, zdaje się nawet mógł unikać kul pistoletowych czy w końcu nawet je zatrzymywać
×
×
  • Create New...