Jump to content

Leaderboard

  1. me_who

    me_who

    Przyjaciel CMF


    • Points

      11593

    • Content Count

      30221


  2. Gabe

    Gabe

    Przyjaciel CMF


    • Points

      7468

    • Content Count

      14287


  3. Reaper

    Reaper

    ModTeam


    • Points

      7422

    • Content Count

      15052


  4. Hawkeye

    Hawkeye

    Przyjaciel CMF


    • Points

      7223

    • Content Count

      16803



Popular Content

Showing content with the highest reputation since 03/21/12 in all areas

  1. 35 points
    Michalinka jest z nami na swiecie od 18.30 dzisiaj
  2. 25 points
    Oficjalnie, zonaty;) Ciezki pierwszy poranek po
  3. 23 points
    1 czerwca przyszła na świat moja córka Lena Anna Dzień dziecka więc będzie mniej prezentów do kupienia
  4. 23 points
    Panowie, krótko: mieliście rację pisząc, że można dokonać odprawy mając tylko e-mail i nr rezerwacji. Posypuję głowę popiołem. Próbowałem rano to zrobić, ale cały czas pokazywało mi takie info: Okazało się, że po prostu miałem skopiowaną o jedną cyfrę mniej. Teraz spróbowałem i okazało się, że to Wy mieliście rację, a nie ja. Aczkolwiek nie wszystkie wasze posty były eleganckie, gdyż sugerowały jakieś moje nieczyste intencje, stąd zdenerwowanie. Teraz już wiem, że mieliście rację, a ja jej nie miałem. Przepraszam zatem i jestem bogatszy o tą wiedzę; człowiek uczy się cały czas. Dziękuję. Oczywiście artykuł na MFM usunąłem, za chwilę wrzucę też reklamę http://forumcm.net na boczny pasek.
  5. 23 points
    Ja już zgłosiłem sprawę na Policję. Dostałem informacje, ze sprawa zajmie się młodszy aspirant Kubiniok, wiec jakby co kontaktować można się bezpośrednio z nim.
  6. 22 points
    Wszystko poszło dobrze, jest z nami zdrowy i silny Mikołaj, 54 centymetry i 3,400 kg
  7. 22 points
    W imieniu ModTeamu jak i całej społeczności forum, chciałbym podziękować użytkownikowi @wwosik za bezinteresowne wspieranie Forum CM od wielu lat poprzez samodzielne opłacanie domeny. Jednocześnie chciałbym oficjalnie przyznać mu status Przyjaciela CMF dożywotnio, co powinno być dość oczywiste Szczypta historii - wwosik jako pierwszy zarejestrował domenę forumcm.net (w 2000 roku?) i do tej pory pozostaje ona na jego koncie. Dziękujemy @wwosik
  8. 22 points
    Akurat twoja definicja unikania kontaktu moze troche roznic sie od definicji przecietnego czlowieka wiec zupelnie mnie to nie dziwi.
  9. 22 points
    Panowie - jeszcze raz potwierdzam, że rację miały te osoby, które od początku twierdziły, że mogę zakupić komuś bilet, a ta osoba może zrobić sobie odprawę na własną rękę znając tylko numer rezerwacji i adres e-mail podany przeze mnie przy zakupie biletu. Dziękuję Wam za zwrócenie na to uwagi, gdyż na portalu MFM zamieściłem ponad trzy tygodnie temu artykuł, gdzie był screen z niezakrytymi numerami rezerwacji: https://myfootballmanager.pl/rozgrywka-mistrzow/1760/rozgrywka-mistrzow-3-nagrody-dla-laureatow-informacje-o-biletach-lotniczych-i-hotelu Nie mając zielonego pojęcia, że takie coś, co mi uświadomiliście jest możliwe, każdy mógł - znając mój e-mail - zmienić np. nazwisko osoby uprawnionej do lotu, odprawić się i bilet zostałby zmarnowany, a także pieniądze... Szczęście w nieszczęściu, że odprawa jest obecnie płatna (bezpłatna staje się 4 dni przed odlotem) i nikt nie zrobił żadnych zmian... Dziękuje Wam jeszcze raz za uświadomienie mnie, aczkolwiek nie ukrywam, że bardzo bolały mnie sugestie, które pojawiły się w trakcie dyskusji, że ja celowo chcę od kogoś dane potrzebne do odprawy, żeby to w jakiś "niecny" sposób wykorzystać. Mam nadzieję, że nikt z Was już tak nie myśli... Oto działania, jakie podjąłem: - wszyscy uczestnicy turnieju finałowego zostali poinformowani przeze mnie, że popełniłem błąd i nie miałem racji. Dałem im wybór - mogą się sami odprawić, lub ja to zrobię za nich. Wybrali tę drugą opcję. - skontaktowałem się z liniami lotniczymi i poinformowałem o całej sytuacji, prosząc o poradę co mogę zrobić. Okazało się, że wystarczy zmienić e-mail w rezerwacji i już nikt nie będzie mógł teraz przy niej manipulować. W związku z tym zmieniłem e-mail w panelu rezerwacji - nie jest już ona powiązana z moim, powszechnie znanym adresem e-mail. Dziękuję Wam jeszcze raz za pomoc, mniejsza już o formę... Edit. Jeżeli ktoś poczuł się jakimkolwiek moim postem urażony, to proszę o wybaczenie. Personalnie przepraszam @Meler, za użycie słowa "burak". Wybacz.
  10. 21 points
    10/10 3800 55cm i 500+
  11. 20 points
    OK, zrobiłem sobie szybki rajd po mojej biblioteczce pod kątem kombinacji dobrej lektury i fachowości (imho). Perski ogień Hollanda to przykład wzorcowy tego, jak powinna wyglądać książka popularno-naukowa. Materiał jest ciekawy, język nie przeszkadza, a autor wyraźnie daje odczuć, jaką pasją obdarzył swój temat. Temat klasyczny, bo wojny perskie... aczkolwiek jest w tym też szersze spojrzenie na obie walczące strony (chyba z lekkim przechyłem w perską stronę). Jakie to jest cudowne! Jak wciągające! Holland pisze o tym, dlaczego ideologicznie wojna z Hellenami była dla Dariusza koniecznością, o wysiłku organizacyjnym związanym z monstrualną wyprawą Kserskesa, o wielowątkowych motywacjach Leonidasa pod Termopilami, o intrygach w Atenach które doprowadziły do Salaminy, o tym przedziwnym dla nas dziś wymieszaniu religii, polityki i codziennych wydarzeń, które tak trudno zrozumieć... a zrozumieć warto. Mistrzowie śmierci Rhodesa traktuje o Einsatzgruppen. Jedynym drobnym minusem tego arcydzieła jest to, że autor zdawkowo jedynie pisze o ich dokonaniach w Polsce: koncentruje się na ich wyczynach w ZSRR (mogłoby być to zaznaczone w tytule). Tak czy inaczej to książka znakomita i wstrząsająca. Wstrząsająca jest jej beznamiętność: Rhodes nie sili się na emfazę, na wielkie emocje: fakty nie potrzebują tego sztafażu. Absolutnie najlepsza obok "Czasu eksterminacji" (której niestety nie mam, czytałem z biblioteki) książka o Zagładzie. Najlepsze w niej jest to, jak sprawnie pokazuje ewolucję przemysłu ludobójstwa: od mordowania wyłącznie mężczyzn w pośpiesznie kopanych dołach, po "pakowanie sardynek". Genialna. Straszna. SPQR - o niej pisałem na lubimyczytać, więc przekleję: Dobra, przystępna synteza dziejów Rzymu doprowadzona do edyktu Karakalli z 212 roku, który, jak twierdzi autorka, ostatecznie już dopiął historię jego antycznej wersji i rozpoczął drugą fazę jego rozwoju, tę średniowieczną. Ponieważ książka nie waha się sięgnąć po czasy legendarnego Romulusa (i to bynajmniej nie zdawkowo), jasne jest, że jej circa 500 stron nie jest w stanie stać się szczegółową monografią nadtybrzańskiego miasta które przeistoczyło się w imperium. Mary Beard powybierała więc kilkanaście momentów i problemów historii SPQR, by w tych migawkach spróbować dostrzec istotę "rzymskości" i sekret jej sukcesu dziejowego. Nie zawsze rozumiem jej wybory: bardzo duży fragment poświęcony jest starciu Cycerona z Katyliną a prawie wcale nie pojawia się Mariusz z jego reformą republikańskiej armii; tym niemniej jednak niemal z każdej kartki bije erudycja i sprawność literacka autorki. Warto przeczytać "SPQR", bardziej by _zrozumieć_ Rzym niż by poznać jego dzieje. Powstanie i upadek starożytnego Egiptu Wilkinsona to książka, o której pisałem na CMF już kilka razy, więc ograniczę się do tego, że nie przeczytacie nic lepszego całościowego o tej cywilizacji po polsku. Koniec. Czasy katedr to jedna z dwóch książek która sprawiła, że zakochałem się w wiekach średnich. Nie w ich historii, czy efektownych opowiastkach o koronowanych głowach: zakochałem się w samej epoce. To nie jest najłatwiejsza książka w moim zestawieniu, ale Duby ma taki jakiś dar, że kreuje nam klimat epoki zamiast go opisywać. Nie potrafię napisać nic więcej. Walka o Hiszpanię to być może najlepszy Beevor, jakiego czytałem, a generalnie czyta się go fantastycznie. Trochę widać tu delikatne lekceważenie zbrodni republikanów na rzecz dokonań frankistów, ale to naprawdę delikatne wrażenie (no i anarchiści z Barcelony jawią się tu tacy trochę bez skazy), ale to blednie przy ilości informacji i sposobu ich podania. To obłędnie dobra książka o bardzo ważnym, choć słabo w istocie znanym prologu do II wojny światowej. O Hitlerze Ulricha wypowiadałem się już na LC, więc przeklejam jedynie: Te prawie tysiąc stron nieco mnie obezwładniło, więc nie potrafię ustosunkować się do nich szczególnie wylewnie. Książka jest znakomita, choć początkowo zaniepokoiło mnie to, że zachwala ją Piotr Zychowicz do którego mam stosunek, powiedzmy, ambiwalentny. Ale tutaj akurat się z nim zgadzam. To naprawdę znakomite tysiąc stron, jedne z najlepszych jakie w ostatnich latach czytałem. Nie dałem oceny maksymalnej, bo dwa lub trzy razy się skrzywiłem: a to gdy wg autora słowo "rewolucja" ma wyłącznie pozytywne konotacje, a to gdy Volker Ullrich przyjmuje za pewnik swoją spekulację o autoerotyzmie Hitlera. Ale to drobiazg ledwo zauważalny w tej masie dobrej literatury historycznej. Szkoda tylko, że autor nie zdołał ostatecznie dokonać jakiegoś syntetycznego opisu władcy Trzeciej Rzeszy, słusznie zauważając, iż w gąszczu jego autokreacji, póz i konfabulacji ciężko jest znaleźć tego "prawdziwego Hitlera". Ale Ullrich jedną rzecz jednak przed nami odkrywa i niszczy jeden mit: Adolf Hitler nie był "człowiekiem bez osobowości", "człowiekiem bez życia prywatnego". Żywotność tego mitu jest zadziwiającym dowodem na siłę autokreacji hitlerowskiego mitu i dobrze, że ta książka stara się wysadzić go w powietrze. Jedna jeszcze uwaga: polski podtytuł (Narodziny zła) jest tak fatalny, tak sztampowy i tak oddalony od niemieckiego oryginału, że aż dziw, iż tłumaczowi nie zadrżały palce przy poniższym zdaniu ze wstępu.... "Pierwszy tom niniejszej biografii nosi tytuł "Narodziny zła", co jednak nie ma stwarzać wrażenia, jakoby chodziło o nieprzerwane pasmo sukcesów". Oryginał brzmi "Die Jahre des Aufstiegs"..... Marsz na Moskwę to unikalna książka o czasach napoleońskich, bo w zasadzie jest reportażem. Tak, reportażem. Autor wykorzystał fakt, że chyba co drugi z ocaleńców wyprawy rosyjskiej Napoleona napisał wspomnienia i je skompilował. I co prawda jest zażarcie antynapoleoński (jak to perfidny syn Albionu), ale to nic. Wypowiedzi żołnierzy mówią same za siebie. Polecam! Tu obok siebie stoją dwie znakomite książki. 1491 to opis Nowego Świata na chwilę (i trochę więcej niż chwilę) przed tym, jak stał się Nowy. WOW. Wspaniały, wstrząsający opis zaawansowanej cywilizacji tuż przed swoim Ragnarok. Mnóstwo ciekawych, czasem kontrowersyjnych informacji, wielki smutek, unikanie łatwych rozwiązań (nie, to nie okrucieństwo białych wyrżnęło tubylców (unika się tu słowa Indianie), to ospa). Konkwistador to druga strona medalu. To książka o Cortesie, książka wspaniała, napisana z żarem, czyta się to w kilka chwil dosłownie. Fajne jest to, że Levy chyba sam nie wie do końca, jak ocenić tego Kastylijczyka, rozumiejąc go i trochę się go bojąc jednocześnie. Nie jest jednowymiarowa, jak w ostatnim stuleciu utarło się opisywać konkwistę: autor pokazuje, jak porażające było dla Europejczyków odkrycie wypełnionych czaszkami platform w Tenochtitlan, jak zradykalizowało to ich podejście o azteckich gospodarzy. Polecam! Plantageneci Dana Jonesa udanie łączy dwie trudne do połączenia rzeczy: dosyć duży poziom szczegółu w opisie długiego procesu historycznego z utrzymaniem czytelnika na wysokim poziomie uwagi. Saga tego niesamowitego rodu zresztą pisze się tak jakby sama i autor musi jedynie uważać, by jej nie przysłonić swoimi wtrętami. No i Jones tego nie robi. Bardzo godna lektura. A gdyby ktoś chciał poznać coś o wielkich rywalach Plantagenetów, to Francja w czasach Kapetyngów jest niezłym wyborem. Niezłym a nie znakomitym tylko dlatego, że nie jest to typowa książka popularno-naukowa; może zresztą w ogóle nią nie jest. Jeśli jednak przyjąć tę drugą opcję, to jest to jedna z najprzystępniej napisanych książek naukowych jakie w życiu przeczytałem. No i to wieki średnie, rozumiecie. To chyba książka z mojej Wielkiej Trójki. Wiedeń Hitlera jest dokładnie tym, co sugeruje tytuł: panoramą miasta z czasów, gdy mieszkał tam niedoszły student z Linzu. Oczywiście o Adolfie jest tam sporo, to on jest osią wokół której kręci się narracja, no i sam Wiedeń ukazany jest jedynie od tych stron, które jakoś na Hitlera wpłynęły.... ale jak jest ukazany! Jak bardzo erudycyjna jest to książka! Jak napisana! I to rozprawianie się z rozlicznymi mitami Hitlera otaczającymi... MIŁOŚĆ. Ciąg dalszy Wielkiej Trójki. Pawi Tron Hansena to książka o Indiach Wielkich Mogołów... a w zasadzie, to głównie o Wielkich Mogołach w momencie ich zenitu potęgi, podczas panowania Szahdżahana, tego od Tadż Mahal. A w zasadzie zasady o wielkiej wojnie domowej z końca jego panowania. I jest to książka wspaniała, genialna, pisana z pasją. Nigdy nic więcej nie przeczytałem o Indiach z tej prostej przyczyny, że nie chcę dopełniać oszałamiającej wizji Hansena niczym innym. To jest obraz kompletny, obraz ukochany. Jest wspaniałość, monumentalność, tragizm, światłocienie, geniusz i głupota, humanitarne dobro i czerń zła. Kurde, gdy w wojnie domowej doszło do (chwilowego) zwrotu i zaczęła wygrywać strona której kibicowałem, to przez moment miałem łzy wzruszenia i dreszcze. Łzy i dreszcze. W książce historycznej. Wielka Trójka. Może nawet Top One. Neron Hollanda doczekał się kilku moich słów na LC, więc przeklejam: Dawno już nie miałem w sobie takiej ambiwalencji po zakończeniu lektury. Książka Richarda Hollanda ma kilka poważnych wad. Pierwsza dotyczy wyłącznie polskiego przekładu, a konkretniej podtytułu, który mocno fałszuje jej treść. Naprawdę, "the man behind the myth" to nie to samo co "okrutny zbrodniarz rozgrzeszony". Tym bardziej, że Holland nie rozgrzesza Nerona. Pisze o jego zbrodniach, czasem nie kryjąc obrzydzenia, szczególnie przy okazji śmierci Oktawii. Autor stara się jedynie zrozumieć cesarza i wykazać, że wcale nie wyróżniał się okrucieństwem w gronie pryncepsów I wieku naszej ery. Niestety, moim zdaniem kilkukrotnie jednak przeszarżowuje w wybielaniu Nerona. Oczyszczenie go z zamordowania Brytanika na podstawie opinii współczesnego kryminologa (opartej na kolorze skóry ofiary tuż przed kremacją)... Coś takiego może wywołać wątpliwości, ale Holland zdaje się być pewnym niewinności augusta w tym konkretnym przypadku. Niemal absurdalnie brzmi też wywód broniący Nerona przed plotką o tym, że poronienie Poppei (i w efekcie jej śmierć) wywołał sam cesarz, kopiąc ją w brzuch. Linia obrony wygląda tu tak, że podobno takie sceny do pomyślenia są jedynie wśród społecznych nizin... To już jest naiwność, panie Holland. Niebywałą szarżą intelektualną autor popisuje się też w epilogu. Otóż przypuszcza on tam intelektualny atak na... Apokalipsę św. Jana. Posuwa się do stwierdzenia, że ma ona jakiś przedziwny związek z Auschwitz w XX wieku... Cóż tu dobitnie widać, że książkę pisał dziennikarz, nie historyk. Ale jedna ambiwalencja... 7 gwiazdek... Jest tak z dwóch powodów. Po pierwsze: generalnie autor ma rację, że Nerona zdemonizowano przez wieki i on to (zazwyczaj) bardzo sprawnie udowadnia. Po drugie: to jest naprawdę dobrze napisane, literacko nie ma się do czego przyczepić. A ponieważ sama materia jest fascynująca i pióro pisarza jej nie zepsuło... to jednak polecam. Z zastrzeżeniami, ale polecam. Robespierre. Terror w imię cnoty. Fantastyczna książka. Niejednoznaczność Robespierra aż bije tu po oczach i naprawdę widać, jaki kłopot ma z Nieprzekupnym autorka: szacunek i odraza miesza się tu w dziwnej mieszance. Zresztą w ogóle Rewolucja sama się pisze. Ekstraklasa. Stareńka już praca MacDonella jest jedną z przyczyn mojej nieuleczalnej miłości do epoki napoleońskiej. Autorem jest Szkot, więc być może tradycje Auld Alliance na niego wpłynęły, bo człowiek jest również zadurzony w tych czasach co najmniej tak samo mocno. Jakie wyraziste postacie on tam kreśli. Jak żywe! Jak różne! Tak sobie myślę, że to po prostu gotowy materiał do jakiegoś netfliksowego serialu. Wielka Trójka zamknięta. Książka ostateczna. Lubić Wielką Wojnę i jej nie znać to wstyd. Sierpniowe salwy... nie potrafię nic więcej napisać. Jest to książka fenomenalna i kropka. Wojna absolutna Bellamyego to z kolei najwspanialsza monografia frontu wschodniego II wojny światowej jaką dane mi było przeczytać. Ten temat też pisze się sam, Bellamy nie przeszkadza mu w jego rozwoju, celnie pokazując monstrualność zadania, które wziął sobie na głowę Wehrmacht. W zasadzie narracja kończy się na 1943, bo wszystko to, co później, Bellamy uważa (słusznie) za dobijanie leżącego. Fantastyczna. Herezja doskonała to książka o katarach. To nie jest doskonała książka historyczna, gdyż autor tak wyraźnie stoi za albigeńską sprawą, że już mocniej nie można. Ale w jakim stylu on staje... Książkę przeczytałem w dwa dni. Dwa dni! Bouvines to znowu Duby, znowu miłość do wieków średnich, tym razem przez pryzmat rycerstwa. Wszystko co napisałem o Czasach katedr napisałbym i tu. Wiele książek umknęło mojej komórce... Fantastyczne Freedom Cry! o wojnie secesyjnej, odkrywcze Montaillu o pojedynczej wiosce, ostatnim bastionie katarów...
  12. 19 points
    Tak czytam i wychodzi, ze w półfinale zagrały same przypadkowe zespoły. Francuzi słabi i minimalistyczni, do tego łatwa grupa, słabiutka Argentyna i Urugwaj bez Cavaniego. Belgia banalna grupa, potem jakaś śmieszna Japonia ledwo ograna i Brazylia grająca słabo. Anglia słaba grupa, potem Kolumbia bez Jamesa, potem jakaś Szwecja, która nikt nie wie jak sie znalazła w 1/4 (choć wygrała grupę z Niemcami i Meksykiem, ale wiadomo - Niemcy chujowi, a Meksyk zagrał jeden dobry mecz). No i Chorwacja, która miała śmieszna grupę, a potem beznadziejną Danie i przypadkową Rosję. No ludzie świeci, dotarli gdzie dotarli, to trzeba szanować. Przecież sie nie zmawiali kto na kogo trafi i kogo przejdzie, tylko wywalczyli sobie wszystko na boisku. I wszędzie gdyby A trafił na B to na pewno w ryj. No ale nie trafił. Może faktycznie każdy powinien grać z każdym, żeby uciszyć malkontentów.
  13. 19 points
    Ja robię kupę od 24 lat, czy to czyni mnie legendą przemiany materii?
  14. 18 points
  15. 18 points
    14) może nie pamiętasz, ale chyba srales w krzakach
  16. 17 points
    Chłopie, nie musiałeś rejestrować drugiego konta, żeby sam siebie pochwalić
  17. 17 points
    Ja kiedyś oglądałem taki film o informatyku, który w ramach testów medycznych został namówiony przez pewnego Murzyna do przyjęcia leku i po jego zażyciu czuł się tak, jakby urodził się na nowo ale jakby nie w tym świecie co był wcześniej tylko w takim innym, ale dzięki tej pigułce osiągnął nowe możliwości, zdaje się nawet mógł unikać kul pistoletowych czy w końcu nawet je zatrzymywać
  18. 17 points
    Uwaga, to moja zawodowa opinia odnośnie podstaw prawnych do kierowania jakichkolwiek roszczeń w zaistniałej sytuacji wobec Melera:
  19. 16 points
    O, ja znam. Chodzi w nim o to, że nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki, bo woda w niej cały czas płynie, więc przy drugim wejściu będzie to już inna rzeka, a więc nie można dwa razy zrobić tego samego, bo okoliczności zawsze się zmieniają. Jak się jest niedouczonym gamoniem, to można to przysłowie źle zrozumieć – najczęściej jako przestrogę przed nie powtarzaniem po raz drugi czynności, która niegdyś okazała się brzemienna w skutkach.
×
×
  • Create New...