Jump to content

Leaderboard

  1. Reaper

    Reaper

    Skarbnik CMF


    • Points

      121

    • Content Count

      17995


  2. schizzm

    schizzm

    Przyjaciel CMF


    • Points

      98

    • Content Count

      11888


  3. Hajd

    Hajd

    ModTeam


    • Points

      93

    • Content Count

      5349


  4. jmk

    jmk

    Przyjaciel CMF


    • Points

      78

    • Content Count

      35186



Popular Content

Showing content with the highest reputation since 04/30/20 in all areas

  1. 21 points
    Odezwał się ekspert do spraw finansów. Chuj ci w dupę złodzieju.
  2. 12 points
    Ile metrow blatu? Co tam majsterkowe swiry? Ladna pogoda, dzialacie cos? Moja maszyna praktycznie gotowa. Teraz robie w ogrodku zielnik, pozniej dla corki domek-piaskownice. Projektow w glowie mam sporo, tylko desek i czasu brakuje
  3. 12 points
    Dodane po wielu latach, trafiłem tu przypadkiem. Może rozwieję kilka mitów: 1. Co do hitu, który wchodzi do kin (lub jest wydawany tylko na DVD) - tłumacz zwykle otrzymuje scenariusz (lub podobny mu dokument) i "obrazek", czyli materiał wideo, który dla bezpieczeństwa jest zakodowany (pikselizacja, latające linie, napisy, znaki wodne etc, czasem w sepii, czasem wszystko wygląda jak spod wody. Co się dzieje na ekranie trzeba zgadywać). Filmy mniejszego kalibru - dostaje się normalny obrazek. 2. Stawki są takie, że pomijając kilka osób w kraju (zresztą wymienionych w 1. poście), to w całym kraju jest jeszcze kilka osób które żyją z tłumaczenia filmów. Co to znaczy? Że jeśli chcemy zarabiać więcej niż minimalną na rękę, musimy pisać minimum jeden film na dwa dni kalendarzowe. Fabuł jest mało, w większości są to przegadane reality show etc. Jaka różnica? 90 minutowy film ma mniej tekstu o jakieś 20 do 30 procent od 40 minutowego odcinka programu TV, czyli ok 30 stron A4. /Programy tv trzeba pisać jeden dziennie. Dalej mówimy o zarabianiu trochę ponad minimalną. Chcąc dobić do średniej... sami sobie dopowiedzcie. Stawka minutowa jest nieziemna od ponad 10 lat, a często wygrywają najtańsze propozycje. 3. Wsparcie merytoryczne, korekta, adjustacja - dostępna jest jedynie w 5 największych firmach + stacje TV (tylko te duże). Wszyscy pracujący dla mniejszych studiów muszą robić to sami. 4. Przekleństwa - określa stacja/dystrybutor. Czasem pisze się kilka wersji, lżejszą do puszczania wcześniej i "mięsistą" do wyświetlania w nocy. (wymóg ustawowy). Ostatnio pojawiła się ciekawa tendencja, żeby obejść wymogi wiekowe, aktorzy nie mówią np "motherfucker" tylko "mother funny", a czasem po mother robi się cięcie. Wszyscy wiedzą o co chodzi, ale przekleństwa nie ma. U nas np przez cenzurę przechodzi szmata, ściera i czasem zdzira, ale już dziwka prawie nie (pomijając nocne emisje) 5. Tytuł wybiera dystrybutor, zazwyczaj olewa propozycje tłumacza. 6. Tłumacze pracują na umowę o dzieło lub na własnej działalności gospodarczej. Nie spotkałem audiowizualnego (bo tak się ta specjalizacja nazywa), który miałby etat w studiu. Z czym się wiąże taka forma zatrudnienia nie muszę tłumaczyć. 7. Ludzie którzy to robią rzadko kiedy są z przypadku. Za te pieniądze, jeśli się tego nie lubi, po prostu robi się coś innego i lepiej płatnego. 8. Wierność oryginałowi: Tłumaczenia są jak kobiety, albo piękne, albo wierne. Ponad 95% polaków w ogóle nie zauważa wierności oryginałowi. Wyłapuje niuanse promil widzów. Skąd ta niewierność? Można uprościć, że tłumacz pod lektora musi wywalić 30% zawartości, bo lektor nie wczyta. Czyli z trzech zdań ma zostać maksimum dwa. Szczególnie dotyczy to nowych produkcji, które są potwornie przegadane. Kiedyś postacie na ekranie mówiły mniej. 9. Napisy a lektor. Wbrew opinii w sieci, większość Polaków woli lektora. Tv często gra, jak radio. Napisy wymagają skupienia. Z punktu odbioru filmu uważam, że są lepsze, ale żeby film oglądać, a nie czytać, dostajemy maksimum 15 znaków na sekundę. * Lektor... przeczyta więcej, więc tekst trzeba jeszcze bardziej skrócić. Skracanie jest solą tej roboty,m tylko trzeba to robić umiejętnie. Po 10 latach pracy, ma się odpowiednią ogładę. Ale gdzieś tę dekadę doświadczenia trzeba zdobyć. Życie. 10. Różne tłumaczenia tych samych nazw, tekstów, w zależności od dystrybutora. Paradoks wynikający z praw autorskich. Można dostać wytyczną, że nie można przykładowego kapitana czarnobrodego tłumaczyć jako czarnobrodego, bo prawa autorskie etc. i zaczynają się cyrki i wygibasy w stylu długobrody, ciemnobrody, . Podobnie jest z posądzeniem o plagiat, bo często kilka osób dla różnych podmiotów tłumaczy ten sam film, zamiast zrobić jedno tłumaczenie i je sobie odsprzedać. No ale taniej jest zlecić nowe tłumaczenie i nagranie. W przypadku Harrego Pottera w ogóle był z jedną wersją cyrk, bo nie wolno było używać zwrotów i terminów z tłumaczenia książkowego, z paroma wyjątkami. Szaleństwo, ale co zrobić. Tłumacz się zżyma, czasem zrezygnuje z pisania, bo kasztan wychodzi, ktoś inny dokończy. A na koniec... na tłumaczy zawsze plują, więc jak kogoś to rusza, to błyskawicznie rezygnuje. Zawsze pozostają wersje fanowskie, o ile jest się odpornym na fatalną polszczyznę, choć trafiają się perełki. * Netflix chyba jedzie 17. HBO mniej. Znaki przystankowe się kiedyś liczyły, teraz jest różnie. Młode pokolenie czyta odrobinę szybciej napisy, ale mniej dokładnie niż starsze (30 +). Dlatego napisy trzeba dostosować do ogółu odbiorców. Bardzo dużo osób ma problemy ze wzrokiem, co komplikuje sprawę. Smart tv od niedawna goszczą pod strzechami i zanim się przestawimy na kilka wersji (oryginał/napisy/lektor/napisy dla niesłyszących/audiodeskrypcja) minie trochę czasu. To stacje TV i dystrybutorzy muszą się głównie przestawić, bo za tłumaczenie do każdej wersji trzeba zapłacić (serio, różnice są bardzo duże. Napisy dla niesłyszących to często konieczność odchudzenia listy dialogowej o połowę).
  4. 11 points
    Jakoś tak wyszło, że 655 godzin w FM 2020 rozegrałem jedną formacją… 4-1-4-1 DM Wide. Przez to, że właściwie wszyscy wrzucamy na bieżąco zrzuty ekranu z FM-a na Discorda, udało mi się odtworzyć na podstawie archiwum najważniejsze ewolucje i rewolucje, którym podlegało moje postrzeganie tego ustawienia. Post ten napisałem jako podsumowanie tych rozważań i przedstawienie mojego toku rozumowania, jeśli chodzi o eksperymentowanie z taktyką w Football Managerze. Zaznaczam, że ani nie uważam się za super gracza, ani za super taktyka — wklejam to jednak na forum po to, żeby można sobie fajnie podyskutować o niektórych z poniższych przemyśleń + dlatego, że wydaje mi się, że to ciekawy materiał pokazujący, na jak wiele sposobów można interpretować to samo ustawienie Z góry sory za jakość zdjęć — musiałem je mocno skompresować, żeby wszystkie zmieścić w limicie 10 MB per post. Zacznijmy od wariantu podstawowego, którym grałem najwcześniej. #1 Nie załapało się to na screenshot, ale wydaje mi się, że wtedy korzystałem jeszcze z gegenpressu. Taktyka była inspirowana sukcesami @Vami w Espanyolu i generalnym przekonaniem panującym na Discordzie, że granie jak Liverpool — czyli 4-1-4-1 DM Wide + preset taktyczny gegenpress — to najprostsza droga do dobrych wyników w FM 2020. Szczerze mówiąc, nie jestem teraz szczególnie zadowolony z tego wariantu, ale musimy mieć jakiś punkt wyjścia. Wydaje mi się, że jest to taktyka niezbyt zbalansowana, która na pierwszy rzut oka wygląda dość statycznie — w środku nagromadzenie ról wsparcia, skrzydła ofensywne, ale bez dobrego zabezpieczenia w postaci defensywnego pomocnika, bo DLP (S) będzie przecież dość często uczestniczył w akcjach ofensywnych… Obu środkowych obrońców na BPD również wydaje mi się z perspektywy czasu średnio zbalansowane… Dodatkowo ten CF (A)… trochę za wysoka mentalność w taktyce, gdzie środkowy napastnik powinien w jakiś sposób współpracować z dwoma schodzącymi napastnikami… #2 Tutaj wariant z Monaco, którym tak naprawdę zaczęło się kombinowanie z różnymi konfiguracjami 4-1-4-1. Widać konkretne zmiany i pierwsze innowacje. DLF (S), czyli czub Eksperymentowałem jeszcze z F9, ale Galeano grał o wiele lepiej na swojej naturalnej pozycji jako DLF. Założenie jest tu takie, że ma on przytrzymywać piłkę lub cofać się w celu robienia miejsca dwóm pozostałym napastnikom. Mamy tu więc pierwszy przykład wspomagania ruchu między zawodnikami w celu unikania sytuacji, kiedy ktoś stoi w polu karnym i czeka na piłkę. Chciałem strzelać gole po wbieganiu w pole karne — nastawienie na akcję, ruch. RMD (A) po lewej stronie Zabawa z 4-1-4-1 zaczęła się od inspiracją poczynaniami Guardioli opisanymi w książce „Gegenpressing i tiki-taka. Jak rodził się nowoczesny europejski futbol” Michaela Coxa. Jeśli dobrze pamiętam, czytałem wówczas akurat rozdział o innowacjach w taktykach niemieckich. Stąd raumdeuter — stwierdziłem, że Bautista ma odpowiednio mocne atrybuty mentalne i będzie to kolejne urozmaicenie naszego ataku w porównania do drugiego schodzącego napastnika. MEZ (A) Zdecydowanie chciałem grać DLP na DM — była to jeszcze inspiracja wynikami @Vami z Espnayolu, gdzie DLP był dyrygentem drużyny. Jednocześnie zgadzałem się z @lad, że dwóch rozgrywających to nie jest za dobry pomysł. Generowało to pytanie, jakie mają być pozostałe role w środkowej trójce. MEZ (A) święcił wtedy triumfy u bodaj @Hajd w Watfordzie i pomyślałem, że skopiuję to rozwiązanie, ponieważ dobrze wpasowywało mi się w resztę taktyki. Jeśli IF z lewej strony zdecydowałby się zejść do środka, MEZ mógłby go zastąpić, bo w naturze jego roli zawiera się granie szeroko. Z kolei gdy IF zdecyduje się zostać na skrzydle, mentalność (A) sprawia, że to mezzala wbiega w pole karne i robi tam przewagę. Był to kolejny element taktycznego założenia, że powinniśmy strzelać gole biegając, a nie stojąc. BBM (S) Rola, która wychowała mi mojego ulubionego piłkarza — Michela Jouberta, wychowanka Monaco, wartego potem ~100 mln euro po przejściu do Bayernu, wyciągniętego przeze mnie z U-18 w wieku 17 lat od razu na ławkę w pierwszym zespole — ale którą jednocześnie uważam z perspektywy czasu za nietrafioną w tym systemie taktycznym. Założenie było takie, że box-to-box będzie biegał od pola karnego do pola karnego i wspomagał albo MEZ (A) w ofensywie, albo DLP (D) w defensywie. Dzisiaj dokładnie to samo uważam za główny problem z tą rolą — skoro duplikuje MEZ (A) pod bramką przeciwnika i duplikuje DLP (D) pod naszą, to co wnosi od siebie? Czy warto mieć tak podobnych do siebie piłkarzy w centralnym trójkącie, szczególnie jeśli gramy wąsko i z definicji będą oni blisko siebie? Dzisiaj szukałbym raczej zupełnie nowej funkcji, która wniosłaby coś, czego nie oferują inne. DLP Zamiast roli (S) otrzymał rolę (D). Miało to głównie związek z podchodzeniem DLP za blisko BBM. IWB (S) po lewej stronie Tu pierwsza kontrowersja. W Monaco nie posiadałem dobrego lewego obrońcy. Każdy był albo dobrym DC, albo prawonożnym DR, który radził sobie również po lewej stronie. Zdecydowałem się z tej wady stworzyć zaletę. IWB (S) stoi wąsko i schodzi do środka, tworząc tak naprawdę czwórkę środkowych pomocników i przewagę w posiadaniu piłki. Oczywisty problem, który się tu może czytelnikowi narzucić, to jak do cholery pomieścić w tym miejscu aż czterech zawodników. Było to clou wyzwania związanego z tym wariantem taktycznym. Opowiem o tym później. CWB (A) po prawej stronie Kolejną wadą tej taktyki był brak zawodników w szerokich strefach boiska. RMD wędruje sobie po boisku, IWB schodzi do środka, IF schodzi do środka, MEZ (A) na skrzydle bywa, ale równie dobrze może znaleźć się akurat gdzie indziej… Po lewej stronie sytuacja wyglądała szczególnie źle, ale było to ryzyko, które byłem w stanie zaakceptować, żeby uzyskać przewagę w środku pola, która w tej wersji 4-1-4-1 była dla mnie kluczowa. Na prawej stronie zdecydowałem się jednak ustawić ultraofensywnego CWB, ponieważ 1/ miałem takiego piłkarza 2/ potrzebowałem kogoś, kto rozciągałby grę. Najczęściej zagrywał on do wbiegających w pole karne RMD, DLF lub MEZ — trzy opcje w przypadku każdego dośrodkowania były więcej niż wystarczające. Obrona W obronie dalej dwaj BPD i sweeper-keeper na bramce, w dodatku (A). Bramkarz jako ostatni obrońca i dwóch grających piłką obrońców w stylu holenderskim były również inspiracjami wziętymi bezpośrednio z pierwszych rozdziałów „Gegenpressing i tiki-taka”. W gruncie rzeczy, jeśli popatrzymy się na wertykalnie centralną strefę boiska, to każda rola opierała się tam na graniu piłką — od DLF (S) po środkowych pomocników i IWB, aż po grających piłką obrońców i ofensywnego bramkarza. Z powodu punktu powyżej nastąpiła również zmiana stylu taktycznego. Z presetu gegenpress przesiadłem się na preset vertical tiki-taka. Pierwszym powodem zmiany była — tak, jak już pisałem wcześniej — koncentracja kluczowych założeń taktycznych w wertykalnie pojmowanym środku boiska (wyjaśnienie w zdjęciu poniżej). Instrukcje typu „focus play through the middle” pasowały tu idealnie. Źródło: Drugim powodem było to, że chciałem grać jak Guardiola i stąd tiki-taka. Nie chciałem jednak zdegenerowanej wersji tiki-taki, jaką prezentowały reprezentacja Hiszpanii i schyłkowa Barcelona, dlatego zdecydowałem się na jej hybrydę z niemieckim konceptem vertikalspiel, która korzysta z takich instrukcji jak chociażby „counter-press”. #3 Pisałem już (dużo) o koncentracji zawodników w środku pola i (trochę) o trudnościach ze znalezieniem tam miejsca dla wszystkich tych zawodników. Tutaj możecie obejrzeć zabawną próbę rozwiązania tego problemu. Asymetryczny defensywny pomocnik robi miejsce dla schodzącego ze skrzydła odwróconego bocznego obrońcy… No, powiedzmy, że byłem gotów probować różnych rzeczy. Pamiętam, że bawiłem się wówczas również rolą Segundo Volante, ale to w gruncie rzeczy drugi box-to-box, tylko z głębszej pozycji, więc taki defensywny pomocnik dublował się koszmarnie z BBM. Więcej o Segundo Volante: https://thesetpieces.com/gaming/fm18-project-new-player-roles-explained/ Ostatecznie rozwiązaniem tego problemu okazało się zasugerowane przez @lad ustawienie IWB w roli (D) i powrót do symetrycznego DM-a. Boczny obrońca ustawiał się wówczas ostrożniej obok defensywnego pomocnika, a nie próbował wbić się na jego pozycję. Wówczas zaczęły się w Monaco czasy Defensywnego Heksagonu (TM), widocznego na zrzucie ekranu poniżej. Nieoczekiwanym rezultatem takiego ustawienia roli było to, że w zależności od pozycji środkowych pomocników z tyłu robił się albo heksagon (jak na zdjęciu), albo romb (gdy z tyłu zostawali tylko DC, DC, IWB, DLP). Zaletą takiej konfiguracji była oczywiście czwórka zawodników, którzy zostawali z tyłu i rozbijali kontry poprzez blokadę środka pola lub rozłożenie się szeroko i krycie skrzydeł. (Swoją drogą, na zdjęciu powyżej widać również pięknie, jak pusta była moja lewa flanka. Z jednej strony to wada, z drugiej popatrzcie na to, ile kombinacji pozycji było możliwe po prawej stronie i na środku). Discord miał mieszane uczucia. Ponownie @lad: „Prawie 2-4-4… Chociaż według Jonathana Wilsona najlepsze współczesne drużyny atakują 2-3-5”. I rzeczywiście — z biegem czasu Heksagon zaczął mi przeszkadzać, ponieważ przynosił zwycięstwa 1:0 i pustą dominację w posiadaniu piłki w okolicach 70%. W Monaco zdecydowałem się rozwiązać ten problem przestawiając DLP (D) na REG (S), co spowodowało dołączenie jednego dodatkowego zawodnika do akcji ofensywnych, ale podskórnie czułem, że to koniec tego etapu ewolucji 4-1-4-1 opierającego się na overloadach w środku pola. #4 Nowy klub, nowy wariant… WB Tak, jak mówiłem, czułem się zmęczony rolą IWB. (Jak się jednak potem okazało: tylko tymczasowo). Tak więc tym razem mamy WB (S) na obu skrzydłach. Czemu WB? Chciałem, żeby grali wyżej niż FB w linii z defensywnym pomocnikiem, tworząc tam trójkę zawodników przed środkowymi obrońcami. Jednocześnie nie chciałem już tak bardzo koncertować się na środku boiska. Wing-back wydawał mi się najlepiej pasować do tych założeń, ponieważ domyślnie ma tylko dwie instrukcje taktyczne: „Run wide with ball” i „Get further forward”. Tak więc bez piłki zostawał w miarę blisko DM, a z piłką schodził na skrzydła, co miało dodać nam większego zróżnicowania w ataku. Dzięki temu nasz zespół miał również wyglądać na boisku bardziej jak 2-3-2-3 niż 4-1-4-1. HB (D) Half-back był pierwszym elementem rewolucji, którą przeprowadziłem w środku pola w Juventusie. Dla tych, którzy do tej pory nie korzystali: half-back to defensywny pomocnik, który cofa się na tyle, że często formuje trójkę w linii z dwoma środkowymi obrońcami. Jest to rola kluczowa dla mojej filozofii rozgrywania piłki od bramki w Juve. Wyobraźcie sobie sytuację: rozgrywamy od bramki, przeciwnicy podchodzą do pressingu — zazwyczaj będzie to albo trzech zawodników z formacji typu 4-3-3 jak u Kloppa w Liverpoolu albo dwóch napastników z np. 4-4-2. W pierwszej sytuacji trójka przeciwnika ma przewagę jednego zawodnika względem naszych BPD, a w drugiej jest remis. Nie są to warunki, które budują pewność, jeśli chodzi o rozegranie z tyłu. Dlatego half-back: wyrównuje szanse, kiedy naciska na nas trzech zawodników, i nawet daje przewagę, kiedy naciska tylko dwóch. HB obniża pozycję schodząc do obrony, BPD robią mu miejsce i schodzą na boki, WB są wyżej i generuję kolejne opcje wyjścia z pressingu. Było to kolejne rozwiązanie zaczerpnięte bezpośrednio z dyskusji na Discordzie. Ktoś rzucił nazwiskiem Ricardo La Volpe i szybkie googlowanie skierowało mnie do tego artykułu: https://theoutfield.org/2020/02/26/lets-talk-about-the-salida-lavolpiana/ i przede wszystkim tego filmiku: HB okazał się początkiem zmiany podejścia z Monaco i uważam tę pozycję za jedną z ważniejszych w mojej wersji 4-1-4-1 mimo, że 1/ chyba jestem jedyną osobą na Discordzie, która tak gra 2/ straciłem DLP, który zgodnie z przewidywaniami @Vami był mózgiem moich poprzednich zespołów. Stratę tę zniwelowałem dopiero później. 2x MEZ (A) Kolejna reakcja na problemy z Monaco. Tym razem rozwiązaniem kwestii braku miejsca w środku pola dla wszystkich zawodników była próba… postawienia na zawodników, którzy nie będą tyle stali w środku pola. Dwóch atakujących mezzali miało w założeniu dostarczać jak najwięcej ruchu w centralnej strefie w zależności od tego, co robili inni zawodnicy. MEZ (A) robi przede wszystkim dwie rzeczy: 1/ schodzi na skrzydło 2/ wchodzi w pole karne. Tak więc kiedy role dookoła niego wykonują jedną z tych akcji, on może zająć się tą drugą. Kiedy ktoś jest na skrzydle, on może biec w pole karne. Kiedy ktoś jest w polu karnym, on może pojawić się na skrzydle. Mamy tutaj również chyba po raz pierwszy do czynienia z „zygzakiem” roli i mentalności, jak to nazywa @Vami: szeroko WB (S), wąsko MEZ (A), szeroko IF (S)… no i dla dopełnienia pewnie znowu powinien być wąsko CF (A), chociaż wtedy tak nie grałem. W zygzakowaniu tak, jak ja je rozumiem, chodzi przede wszystkim o to, żeby zbyt wielu zawodników nie realizowało podobnych założeń taktycznych lub nie grało w zbyt podobny sposób. (Dopisek: w poście pod artykułem Vami precyzuje, jak dokładnie działa jego zygzak). Attacking „Mentality: Attacking” to kolejne rozwiązanie, które usprawniło naszą grę, ponieważ poszerzało pole gry na tyle, że skrzydła funkcjonowały lepiej, ale jednocześnie nie niwelowało zalet wertykalności. W Monaco graliśmy balanced. Ciekawym aspektem wariantu nr 4 była dyskusja na temat roli piłkarzy na boisku. Jedną z rzeczy, które rzuciły się w oczy użytkownikom Discorda, była symetryczność tego ustawienia. 2x MEZ, 2x WB, 2x BPD, 2x IF… Jedną z cechą symetrii jest to, że lustrzane odbicia są nudne i statyczne. Obserwując jedną stronę, widzimy tak naprawdę obie. Pojawiły się więc komentarze, że takie ustawienie zawodników może doprowadzić do nadmiernej przewidywalności w grze, ponieważ tak naprawdę nieważne, gdzie spojrzymy na boisku, zawsze mamy tylko plan A, który, jeśli nie zadziała, wykaże tylko bezradność tej taktyki i brak jej uniwersalności. Z perspektywy czasu zgadzam się z tymi komentarzami i w kolejnych wariantach będę stopniowo wracał do różnorodności ról, którą widzieliśmy w Monaco. #5 Krótko, ponieważ nie uważam tego wariantu za szczególnie ważny. Jak widzicie, tymczasowo HB zastąpił DLP (S). Zmiana wzięła się stąd, że brakowało mi kogoś, kto byłby mózgiem drużyny… Innymi słowy, tęskniłem za Ebenezerem, moim DLP (D) z Monaco. Potem próbowałem jeszcze używać REG (S) — w końcu to Włochy, a Pirlo w Juventusie też przecież grał. Drugą rzecz, którą możecie zobaczyć na zrzucie ekranu, jest zrezygnowanie ze skupiania się na uzyskaniu 2-3-2-3 i przejście na coś, co nazywałem 2-7-2. Tylko dwie role (D) i dwie role (A), reszta na (S) — rezultatem była team fluidity na „Very Fluid”. Przypominam, że chciałem się wzorować na Guardioli. Postronnemu widzowi mogłoby się wydawać, że Jóźwa gra nowoczesną odmianę total football, piłkę nożną bez pozycji, gdzie każdy atakuje i każdy broni. Im dalej jednak szedłem w las, im więcej czytałem, tym bardziej wydawało mi się, że to nieprawda. Nie pamiętam już, czy przeczytałem to w „Gegenpressing i tiki-taka”, czy w „Herr Guardiola”, czy w „Manchester City Pepa Guardioli. Budowa superdrużyny”, ale Guardiola powiedział kiedyś, że jego system wymaga co najmniej kilkunastu podań zaraz po odzyskaniu piłki po to, żeby zawodnicy znaleźli się w miejscach, które przewidział im on na boisku (w temacie polecam również filmik poniżej). Czyli co? „Very structured”? No nie wiem… #6 Powrót HB, powrót IWB… i to po obu stronach. Dlaczego? Myślę, że byłem rozerwany między dwoma etapami — między tym, jak grałem w Monaco, i tym, co próbowałem osiągnąć w Juventusie. Stąd musicie mi wybaczyć teraz kilka wariantów, gdzie w różnych formach próbuję dokonać mariażu obu konceptów. IWB pomagają HB w środku, nie mamy duplikacji ze względu na dwóch MEZ (A), szerokości nadają ustawieniu skrzydłowi w roli W (S) ustawieni jednak tak, że prawy skrzydłowy jest lewonożny, a lewy prawonożny. Chciałem, żeby 1/ grali szeroko i rozciągali przeciwnika — stąd rola W (S) 2/ schodzili do środka jak IF — stąd odwrócona nożność (no, niech tak się to nazywa z braku laku…). #7 Kolejny ważny etap. 1/ Powrót do skrzydłowych w wersji IWB po lewej, CWB po prawej. Jeśli dobrze pamiętam, było to spowodowane kontuzjami. Zauważmy, że IWB jest w roli (S) — nie mamy jednak problemów z miejscem w środku pola, ponieważ HB może cofnąć się i robić trójkę w lini z obrońcami, a obaj środkowi pomocnicy mają role (A). 2/ Powrót do IF zamiast W, ale z wariantem IW po prawej stronie. Powody tej zmiany były dwa. Po pierwsze, na prawej stronie miałem CWB, a IW gra bardziej defensywnie niż IF. Po drugie, @lad zwrócił moją uwagę na to, że owszem, mamy mentalność zespołową, ale poszczególne pozycje na boisku mają również swoją mentalność indywidualną, które widzimy tylko, jeśli wejdziemy w „Edit instructions”. Był to pierwszy moment, w którym zacząłem na to zwracać większą uwagę i traktować mentalność jako system, a nie jeden guzik (co niewątpliwie było celem twórców FM-a, żeby uprościć ekran taktyczny). 3/ Koniec 2x MEZ (A). Powód był prosty. Skoro wrócił HB, to musiał zniknąć DLP. Kto więc rozgrywa? Zdecydowałem się poświęcić jednego mezzalę i zamienić go na wysuniętego rozgrywającego w roli (A). Podobnie jak MEZ (A) będzie on wbiegał w pole karne, ale jednocześnie powinien stanowić oś, dookoła której będzie kręcić się gra mojego zespołu. 4/ PF (S) na szpicy. Nie miałem dobrego pomysłu na środkowego napastnika od czasu partnerstwa DLP (S) + RMD (A) z Monaco… Zdecydowanie się na pressing forwarda było jednak pierwszym krokiem w stronę budowy czegoś nowego. Decydując się na PF (S) myślałem przede wszystkim o Robercie Lewandowskim w Bayernie i o wzięciu na klatę dwóch elementów mojej taktyki: vertikalspiel i counter-pressu. Jako, że jednym z celów tego tematu jest również pokazać, jak przenikają się pomysły graczy z Discorda, dodam, że w tym samym czasie @lad zaczął grać jak Guardiola w swoim Lazio i PF był jedną z różnic między naszymi drużynami. Zdecydowałem się ją ukraść. #8 Kolejna ewolucja. Znika IWB, zamiast tego pojawia się 2x CWB. Moim memem na Discordzie jest cytowanie Guardioli z dokumentu o 100-punktowym sezonie Man City z Amazon Prime: „You have to learn to play football with courage”. Był to moment, w którym sam zdecydowałem się posłuchać własnej porady. Wraca 2x IF. Jednocześnie był to pierwszy moment, w którym zdecydowałem się na edytowanie im poleceń indywidualnych. Dałem im: „Stay wider”. Pytanie od @kolek23: „nie rozumiem. Masz IF, który ma z boku wchodzić w pole karne i chcesz, żeby nie wchodził w pole karne?”. Ja: „nie, chodzi o to żeby dostawał piłkę szeroko i dryblował do środka”. Koniec korzystania z 2x BPD. Uznałem, że to zbyt ryzykowna opcja, która może prowadzić do dziur, szczególnie z 2x CWB. Zamiast tego obok BPD pojawił się zwykły CD, który ma być bardziej defensywny. #9 Nie jest to może imponujący etap, ale ważny. Bramkarz Kolejna redukcja ryzyka z tyłu… SK (A) zastąpiony przez SK (S). Skoro mamy CD (D), możemy odrobinę zmniejszyć asekuracyjną rolę bramkarza i nie wymagać od niego aż tak agresywnych wyjść. Powrót RMD (A) Jesteśmy teraz 100%-owo na etapie miksowania elementów wytworzonych w Juve z elementami, które przetrwały próbę czasu z grania w Monaco. Tam duet DLF (S) + RMD (A) gwarantował około 70 bramek w sezonie. Tak, jak już pisałem, miałem problem z jakąś ciekawą konstrukcją ataku… Liczyłem na to, że RMD doda mu nieprzewidywalności. Spoiler: eksperyment ostatecznie się nie udał, ale jego ewolucja osiągnęła skutek. PF (S) → PF (A) Druga część działań mających na celu przebudowę tego, jak atakujemy bramkę rywala. Zmiana nastąpiła z dwóch powodów: po pierwsze, w trójkę z @Vami i @lad dyskutowaliśmy o rolach piłkarzy i zielonych kwadratach z panelu „Analysis” bądź ich braku i ich wpływie na osiągane wyniki. (Dyskusja na Discordzie zaczyna się tutaj: https://discordapp.com/channels/688148950997270552/688148951542661123/709880454412632094). Jak pewnie widać po screenach, ja raczej byłem po stronie tego, że ich wpływ na taktykę jest znikomy, ponieważ często na zrzutach ekranu powyżej widać nawet czerwone kwadraty… ale po tej rozmowie zdecydowałem się zmienić PF (S) na PF (A) również dlatego, że kwadrat stał się bardziej zielony, a ja — co, mam nadzieję widać w tym poście — staram się podchodzić do taktyki raczej pragmatycznie i kraść od innych bez przepraszania to, co wyda mi się sensowne. Drugim powodem zmiany było to, że w tym samym momencie @lad starał się zrobić z 35-letniego Ciro Immobile maszynkę do strzelania goli w jego ostatnim sezonie na najwyższym poziomie i przez nadanie mu roli (A) liczył na to, że wszyscy pozostali zawodnicy będą na niego pracować. Ja liczyłem na to samo. MEZ (A) → MEZ (S) Pojawienie się RMD (A) wymusiło na mnie postawienie na rolę (S) w środku pola po stronie, gdzie gra RMD — inaczej ci zawodnicy mogliby sobie wchodzić w paradę. Jednocześnie postępował powrót do tego, co działało w Monaco, czyli większego zróżnicowania mentalności i ról zawodników. Atak to (S) / (A) / (A). Pomoc to (A) / (S) / (D). Obrona to (S) / (D) / (D) / (S) / (S). Skutkiem była też stopniowa zmiana team fluidity z very fluid → fluid → flexible. Ma to sens, ponieważ jednym z moich założeń było przecież zbalansowanie sposobów, jakimi atakujemy przeciwników. Bonus: po lewej zygzak. #10 Zmiany subtelne, ale znaczące. Pierwsza modyfikacja. RMD (A) → IF (A). Testy raumdeutera w Juventusie nie powiodły się. Zdecydowałem się jednak zachować rolę (A) po prawej stronie mając na uwadze pożądane zróżnicowanie ról i mentalności. Założenie było takie, że PF (A) i IF (A) będą motorami napędowymi ataku. Rzeczywistość okazała się… odwrotna. IF (A) otrzymuje polecenie „Get further forward”. To spowodowało, że prawy napastnik rzeczywiście zaczął grać wyżej, ale że ma również ustawione „Stay Wider”, to nagle stał się jednym z wiodących asystentów mojego zespołu, ponieważ najczęściej znajduje się w fajnej pozycji, żeby podryblować lub dośrodkować do PF (A) i… wchodzącego w pole karne IF (S). Tym samym odkryłem swoją nową konfigurację ataku… i co z tego, że trochę przypadkiem. Kolejna rzecz. Porównajcie intensity na zrzucie ekranu powyżej i poprzednim. To rezultat kilku nowych zespołowych instrukcji taktycznych, które ukradłem @kolek23. Dla niewtajemniczonych: kolek ma 74% win percentage w całej swojej karierze w journeymanie w FM 2020, najwyższy na Discordzie… Ukradłem przede wszystkim „Much higher defensive line”, „Much higher line of engagement”, „Get stuck in”, „Use offside trap” i „More urgent [pressing]” (pisząc ten post zmieniłem to na „Much more urgent”). Zwiększyłem też tempo rozgrywania piłki — ze „Slightly lower tempo” do „Slightly higher”, które w mentality „Attacking” znajduje się na środku paska. Nazwałem ten styl taktyczny „Vertical gegen-taka”, ponieważ chcę, żeby był on dalszym mariażem dwóch styli: vertical tiki-taki i gegenpressu. Jurgen Klopp powiedział: „Counter-pressing makes exactly the same [influence as a playmaker]”. Tak więc mimo tego, że są to instrukcje taktyczne powiązane z defensywą, traktuję je jako zmiany ofensywne. Myślę o tym tak: atakujemy sobie normalnie, piłkę rozgrywa AP (A). Piłkę dostaje IF (A) po prawej stronie. Podchodzi do niego MEZ (S), który schodzi w okolice skrzydła. Obiega go CWB (S). W polu karnym czają się IF (S) i PF (A). Niestety tracimy piłkę. W tym momencie do akcji wchodzi pressing i vertikalspiel. Odbieramy piłkę, a przecież counter-press to to samo, co rozgrywający, pyk, pyk, kontra, bramka… Różne, różne sposoby na atak w zależności od sytuacji. Skąd taki nacisk na taktyczne zróżnicowanie? W późniejszych fazach LM zauważyłem, że najlepsze zespoły potrafią sobie z nami radzić w miarę łatwo, ponieważ jak nam nie idzie, to nam nie idzie i chuj. Musimy mieć różne sposoby na zdobywanie bramek — jeśli jeden nie wypali, to zawsze można próbować inaczej. Na koniec… Bramkarz znowu otrzymał rolę SK (A), ponieważ linia obrony poszła znacznie do przodu, nagle więc zrobiło się za nią więcej miejsca, które trzeba asekurować. — No i to by było na tyle… 10 wariantów tej samej formacji. Honorowe wzmianki dla @jmk za jego mordercze auty i @ajerkoniak za promowanie Esposito… no, ale nie o tym był ten post, więc tylko na koniec o tym wspomnę. — WYNIKI Jako weryfikacja… 4 podwójne korony z rzędu. 2 sezony z rzędu po 100 pkt. Monaco: 32-4-2, bramki 94-17. Juventus: 32-4-2, bramki 78-14. W tym sezonie, po 25 kolejkach: 23-1-1, bramki 65-14.
  5. 8 points
    No cześć. Na dziś jeszcze nie mieszkam, ale... będę już prawdopodobnie na stałe od tej soboty Od czego zacząć? Hmmm, więc na dobra sprawę nie mamy jeszcze kuchni, która wjeżdża od piątku. Wchodzi pan zrobić całość. W przyszłym tygodniu też wchodzą cały teren trochę wyrównać, zrobić podjazd do garażu, ułożyć płytki, zrobić miejsce pod parking dla drugiego samochodu. W ostatnim tygodniu maja będzie pan robił ocieplenie wraz ze strukturą. Wykończenie tarasu planujemy gdzieś w połowie czerwca. Przez zaistniałą sytuacje bardzo dużo udało się nam ogarnąć- przewieść masę rzeczy z obecnego mieszkania, porobić od groma, zamówić meble, skręcić je itp. Też prawda Netu tam na razie nie mam, możliwe iż w przyszłym tygodniu zamontują i podłącza mnie. Na razie nie zajmowałem się tym, bo to sprawa drugorzędna. Kilka fotek, głownie z przed paru tygodni, więc lekko nieaktualne, ale może w weekend coś nowego zrobię. Pierwsze nocowanie Wiatrołap Wiatrołap + widok na salon Kawałek salonu Przedpokój Widok z góry Kawałek kuchni Sypialnia Łazienka Piętro (po kawałku każdej strony; tu jeszcze bez mebli) Powoli koniec. Wiadomo, została cała masa do zrobienia- ot choćby powiesić cokolwiek na ścianach, bo na razie łyse są itd. Ale będzie można mieszkać już. Także to (raczej) ostatnie 3 dni mieszkania w Warszawie.
  6. 7 points
    Mówisz – masz Dalej jesteśmy wśród rzeczy powszechnie znanych i, tym razem, mimo wszystko również powszechnie cenionych. Jest licbaza, słuchasz tego Toola, czujesz, że no fajnie, rozbudowane piosenki, długie i och i ten klimat i w ogóle, ale podskórnie Twoja świadomość szuka prostoty, zwykłego strzału w ryj. No i dostajesz go – dosłownie. Pantera – Vulgar Display of Power O jesuuu, 52-minutowa dawka adrenaliny, Jebać pozerów itp itd. „Reign in Blood” lat 90. ;). Masa hitów, Dimebag doprowadza do perfekcji swój styl grania na gitarze, a Anselmo na wokalach jest jeszcze bardziej wkurwiony. Kilka niekonwencjonalnych piosenek (Walk!), soczyste strzały w pysk (fucking hostile) czy jedyne w swoim rodzaju panterowe ballady (This love i Hollow). W zasadzie to ciężko mi się przyczepić do czegokolwiek na tej płycie, osobiście bym trochę skrócił czas trwania (ale czepiam się na siłę). I choć mogę się rozpływać, to i tak nie jest moją ulubioną płytą zespołu (o tym niżej). Doskonały dobór singli – Mouth of War, Hollow, The Walk I ikoniczny This love – ikoniczny, bo dla mnie to jeden z symboli MTV pierwszej połowy lat 90 :), zresztą, oddajmy głos fachowcom: I ta płyta nadal brzmi znakomicie. Po pierwsze – od pierwszej sekundy wiesz, że to Pantera, bo nikt nie ma takiego brzmienia. Po drugie – to są najntisy w 100%, które nie zestarzały się w żaden sposób. Po trzecie – jak u nich słychać ten południowy teksaski sznyt, może nie aż tak wyraźnie, jak na poprzedniku Cowbos from Hell, ale dalej jest to obecne. No i jako dopełnienie – TA OKŁADKA. Kurde, wiecie co? To jest naprawdę fajna płyta , a przy tym nie czujesz jakiegoś wewnętrznego cringe'u, gdy do niej wracasz. Dalej bawi tak samo. Oczywiście, gdy człowiek się wtedy zajarał zespołem (2002), lada moment dostał informacje, że panowie postanowili się rozejść i jak się miało okazać, był to definitywny koniec. Smutłem wtedy, smutam i dziś. W międzyczasie: nieśmiałe próby wejścia w death metal, pierwsza styczność z Behemothem i wydaną w 2002 roku „Zośką” (Zos Kia Cultus, w sumie do dzisiaj lubię jej posłuchać, i ta wkładka albumu, która się rozkładała w formie krzyża – oczywiście, żeby ją czytać, trzeba go było ułożyć do góry nogami ;)), oprócz tego klasyki jak Death z płytami Symbolic czy Human. Patrząc z dzisiejszej perspektywy: No dalej lubię… Nie jest to moja ulubiona płyta Pantery, tą jest jej następca „Far Beyond Driven” , ale do Vulgara nadal chętnie wracam. Zresztą do każdej z płyt Pantery po ich stylistycznej wolcie wracam co jakiś czas. Zespół legenda, naznaczony tragedią, zabójstwo Dimebaga i przedwczesna śmierć jego brata Vinniego, i głupotą Anselmo (mózg wyżarty przez wódę). No ale muzycznie to się dalej broni. Evergreen. Wpływ na mnie: wszelkie bariery upadły, od tego momentu wszedłem w metal i jego wszelkie odmiany na dobre (w jedne wcześniej, w inne znacznie później), na najbliższe kilka lat kładąc lagę na wszystko, co brzmiało lżej (rock) i w ogóle nie było ciężką muzyką gitarową (co fajne nie jest, no ale człowiek młody, to głupi). A która Pantera jest waszym ulubieńcem?
  7. 6 points
    Nie traktowałbym poważnie opinii tego typka, szybki google wskazuje, że ma poważne powiązania z alt-medem. Nie chce mi się debunkować większości twierdzeń z podsumowania, ale to bardzo mało zniuansowana i jednostronna opinia (porównywanie sytuacji Szwecji i UK tylko przez pryzmat lockdown vs. no-lockdown bez brania pod uwagę innych czynników jest niepoważne), a to że "children are not the transmitters of this virus" to zwyczajnie nieprawda (https://www.nature.com/articles/d41586-020-01354-0 Trudno się mu jednak dziwić, jako że jest onkologiem występuje tu konflikt interesów.
  8. 6 points
    Super post Ad zielonum, to przekonaliście mnie z @ladem, że warto czasem grać out of position, dzięki czemu z moich dwóch skrzydłowych zrobiłem bocznych obrońców, ustawiłem im pressing pod bramką rywala i dzięki temu mogłem przejść na ustawienie z pięcioma środkowymi pomocnikami, co w ataku skutkuje w takiej formacji: Dzięki temu przełamałem impas w Boca Juniors i prowadzę z ośmiopunktową przewagą nad River, które zanotowało 14 mistrzostw z rzędu. Natomiast krótka errata na temat zygzaka Vamiego: Polega on na ustawieniu IWB (a nie WB), MEZ i IF, dzięki czemu mamy typowy Cruyffizm z Barcelony, gdy Sergi Barjuan schodził z DL na MC (IWB), a dalej MEZ wchodzący z pozycji MC na AML, a IF z AML na FLC. Zygzak wygląda więc tak: Grałem tak m.in. w późnym Espanyolu, choć jeszcze w późniejszym wyrzuciłem DLP i wstawiłem go na SC, grając de facto 4-2-4 z zygzakiem Vamiego. Takim ustawieniem wygrałem Ligę Mistrzów.
  9. 6 points
    Stan inby z wyborami na dziś: - w kwietniu wyłączyli uprawnienia PKW do przeprowadzenia wyborów, dali je MAP celem zrobienia wyborów przez pocztę; - Gowin zablokował przejście ustawy o głosowaniu przez pocztę; - Rzeczpospolita w ramach luźnych rozważań rzuciła niekonstytucyjny scenariusz ogłoszenia nieważności wyborów przez SN i w ten sposób przesunięcia wyborów o parę miesięcy wprzód; - Gowin z Kaczyńskim na ten absurdalny scenariusz rzucili się jak hieny na padlinę i wczoraj krótko po zakończeniu debaty kandydatów ogłosili, że ta debata to była tylko just for fun, bo wybory przełożą dzięki unieważnieniu przez SN. A teraz krótki komentarz: SN, wbrew doniesieniom medialnym, nie orzeka o ważności wyborÓW na prezydenta, tylko ważności wyborU prezydenta. Różnica w tym, że wynikiem wyborÓW jest też komunikat "nikt nie głosował, nikogo nie wybrano", ale taki komunikat nie oznacza wyboru prezydenta, bo nikt nie ma przewagi nad innymi kandydatami. Tym samym w niedzielę odbędą się wybory, których jeszcze nie przeprowadzi MAP (bo nie przeszła ustawa o głosowaniu korespondencyjnym), a już nie może PKW (bo tarcza 2 ją pozbawiła uprawnień). Władza ma zatem dwa scenariusze: 1. Otworzą dla beki jakiś lokal, tam zagłosuje jedna osoba, ktoś wygra wybory, a później złoży się protest i unieważni wybory - scenariusz niekonstytucyjny, bo nie ma technicznej możliwości przeprowadzenia wyborów, więc robienie tego samorządnie to właściwie ciężkie przestępstwo; 2. Nie otworzą żadnego lokalu, bo nie wolno, po czym ogłoszą, że nie oddano żadnego głosu (bo nie miał kto wydać ani kto jak oddać), więc unieważnią wybór, który nie został podjęty - co nawet nie stanowi tylko pogwałcenia prawa, ale nawet zwykłej logiki; Tak czy owak znów, jak przy TK, się zakiwali i znów popełniają hardy delikt konstytucyjny (obok tego, że władza nie realizuje obowiązku przeprowadzenia wyborów). Tym razem jednak pozbawiają legitymacji przyszłego wyborcy wyborów prezydenckich, co ludzi może obejść trochę bardziej niż jakiś tam trybunał czy jacyś tam sędziowie, bo IMO czy kolejne wybory prezydenckie wygra Duda, Kaczyński, Tusk czy Kidawa to i tak będzie to wybór tak samo zatruty grzechem pierworodnym jak nominacje sędziów TK przez PiS pod koniec 2015 r., co docelowo może sparaliżować państwo.
  10. 6 points
    Itinerarium z ekskursyi po piwnicach i kryptach zatęchłych prozą spisane: https://tulkaion.blogspot.com/2020/04/illithor-sokolooki.html
  11. 5 points
    Football Manager 2020 Wersja gry: 20.4.1; Dodatkowe pliki: Fix z oryginalnymi nazwami zespołów/lig/rozgrywek, grywalne wszystkie reprezentacje; Ligi (31/12): Anglia (1-6), Austria (1-2), Chorwacja (1-2), Czechy (1-2), Francja (1-3), Hiszpania (1-3), Niemcy (1-3), Polska (1-2; tylko podgląd), Rosja (1-2), Serbia (1-2), Słowenia (1-2), Włochy (1-2); Zasady: kto mnie zna, ten wie. Nadszedł czas.
  12. 5 points
    Sugeruję, że to, jak działa rząd PiS w kwestii koronawirusa pokazuje, że są dzbanami, tylko nie wiem czy ignorują dane z powodu swojej ignorancji, cynizmu czy obu. Z drugiej strony nie liczcie na to, że koronawirus tak po prostu zniknie - będziemy na niego chorować rzadziej, ale nadal będzie to możliwe, nawet po wprowadzeniu szczepień. Choć w przypadku poprzedniej epidemii SARS, wirus zmutował i stał się mniej groźny i zaraźliwy dla ludzi, więc może tym razem też się nam poszczęści; z tego co czytałem w kotekście szczepionki mutacje obecnego wirusa nie są (póki co) na tyle znaczące, żeby zagrażać jej skuteczności.
  13. 5 points
    Oczywiście, tym bardziej, że na TVP są paski: Ale moim zdaniem opozycja powinna dawno zapomnieć o "suwerenie", bo to jest zabetonowana sekta, której żadne podłości tej zdegenerowanej władzy nie wzruszą. Walczyć trzeba o tych obojętnych, nie chodzących głosować, których w Polsce jest przecież 40-60% w zależności o wyborów.
  14. 5 points
    Obstawiałbym, że produkcja szczepionki zacznie się zanim zakończą się badania kliniczne, nie ma na co czekać. Wg artykułu: Miliard dawek do końca 2021 to bardzo dobry wynik; Lonza to znana firma zajmująca się produkowaniem leków/szczepień dla zleceniodawców. Moderna, firma, która wynalazła tą szczepionkę, nie ma mocy przerobowych i skali, żeby podołać produkcji takiej liczby dawek, stąd ten kontrakt.
  15. 5 points
    https://uk.reuters.com/article/uk-health-coronavirus-moderna-idUKKBN22U1O6 Dobre wieści: jedna z najbardziej obiecujących szczepionek przeszła pomyślnie pierwszą fazę badań klinicznych. Nie ma jednak co popadać w euforię: próba to tylko 8 osób (norma w tej fazie badań klinicznych); faza 2 i 3 potwierdzą, czy szczepionka jest skuteczna.
  16. 4 points
    To otwarcie to przecież nie jest decyzja na podstawie danych, wydaje się zupełnie przypadkowe i w oderwaniu od przebiegu epidemii.
  17. 4 points
    Zbliżał się start rundy wiosennej w Polsce, w związku z czym mijały właśnie ostatnie dni, w które miałem czasu dostatek. Poprzednie dni spałem na kanapie w salonie, a w międzyczasie odwiedziłem Ikeę, gdzie wypatrzyłem dla siebie nowe, przyjemne łoże, na które pozwalały mi akurat fundusze, więc niezwłocznie je zamówiłem. Później dogadałem się z pewnym znajomym, który miał samochód dostawczy, a gdy na niego czekałem, stargaliśmy po schodach z Dariuszem stare łóżko z sypialni, wynosząc je na podwórko. Wraz ze znajomym wrzuciliśmy je na pakę dostawczaka i wywieźliśmy na działkę, którą przekazali mi rodzice jakiś czas temu, gdzie odpaliłem kumplowi za fatygę, a Darkowi zaproponowałem działkową szklaneczkę Peak Labela w środku zimy. – Powiesz mi w końcu, po co wlekliśmy tutaj to łóżko? – zapytał Dariusz, gdy mój znajomy zamknął pakę i odjechał z klekotem diesla pod maską jego wozu. – Gdybym powiedział ci od razu, stwierdziłbyś, że mnie pojebało – odparłem. – Poczekaj tu chwilę. Wszedłem do domku, w którym trzymałem na działce kuchenkę, zlewozmywak, stolik chowany na zimę i inne szpargały przydatne w sezonie grillowym. Spośród gratów na tyłach wygrzebałem kanister, w którym zostało sporo benzyny do kosy spalinowej. Z blatu obok starej kuchenki zgarnąłem paczkę zapałek i uzbrojony w oktanowy arsenał ruszyłem zdecydowanym krokiem w stronę ustawionego na środku działki mebla, który dotąd stał w sypialni w domu. – Pojebało cię? – ożywił się Darek, z papierosem zastygłym w połowie drogi do ust. – Co ty wyprawiasz? – Zrobimy sobie małe ognisko. Ciekawy jestem, jak smakuje Peak Label, gdy patrzy się na tak miłą scenerię. Darek patrzał zdumiony, jak z fanatycznym zapałem otwieram zamaszyście korek staroświeckiego kanistra, a gdy zacząłem rozlewać benzynę po materacu, wyglądając jakbym odprawiał jakiś rytuał szaleńca, już cicho rechotał. Nie protestował i tylko przyglądał się, jak przygotowuję ognisty pokaz. Gdy skończyłem, zamknąłem kanister i odstawiłem go na bezpieczną odległość. Wyciągnąłem z paczki jednego z ostatnich pall malli, jakie jeszcze miałem, po czym zapaliłem go jedną z zapałek zabranych z blatu przy kuchence. – Do piekła! – zawołałem, rzucając płonącą zapałkę na nasączone paliwem łóżko. Jeśli ktoś myślał, że benzyna po prostu zapala się tak, jak na filmach, był w błędzie. Opary paliwa niemal wybuchają, a dopiero wtedy zaczyna się palić. Tak właśnie było teraz – najpierw rażące w oczy gwałtowne buchnięcie płomieni, a potem rude wstęgi tańczące z czarnym jak smoła dymem. A tenże dym przypominał mi ciemne włosy mojej byłej ukochanej kobiety, bo teraz to była już ostatecznie, definitywnie i nieodwołalnie moja była kobieta. I ten ogień, zdający się wspinać po ciemnych włosach, potraktowałem jako symbolikę oczyszczenia. Płomienie całkowicie opanowały materac i zajęły się trawieniem drewnianych elementów, aż z łóżka niebawem miały zostać tylko osmalone druty i stelaże oparć. – Nie szkoda ci tego materaca? Był całkiem dobry – zapytał Dariusz. – Przede wszystkim ten materac należało spalić – odparłem z przekonaniem. – On pieprzył ją w tym łóżku, założę się, że nie raz, nie dwa, a na pewno całe dziesiątki. W ten materac wytarło się sporo potu tego skurwysyna. A kto wie, czego jeszcze, poza potem. Niech płonie w pizdu. – O tym nie pomyślałem. W sumie... chyba zrobiłbym tak samo. – Nie dziwię się, bo jesteś w końcu tak samo stuknięty, jak ja – powiedziałem. – Inaczej na pewno nie trzymalibyśmy się tyle lat. To co? Może po grzdylu? Wyniosłem stolik przed domek, postawiłem na nim cztery szklanki – dwie na whisky i dwie na Coca-Colę – i polałem Peak Labela. W kilka chwil potem wypiliśmy po inauguracyjnym, opatuleni w zimowe kurtki. Przełknąłem napój bogów i chuchnąłem, uwalniając do atmosfery opar wypitego właśnie trunku. Nie odstawiając szklanki spojrzałem na płomienie wijące się na tym, na czym spędziłem z moją byłą miłością tyle nocy przez ostatnie pięć lat. – Wiesz? Z każdym kolejnym razem przekonuję się, że Peak Label to bardzo uniwersalny alkohol, doskonały na każdą okazję – powiedziałem, nie odrywając wzroku od ognistego spektaklu. Rude płomienie rzucały fantastyczną pomarańczową poświatę na zaszroniony, pogrążony w zimowym śnie trawnik. – Czy chcesz zalać smutki, opić radość, uczcić wzniosłą chwilę... Czy po prostu się sponiewierać, bo akurat masz taką ochotę. Peak Label sprawdzi się we wszystkich wymienionych, jak chyba żadna inna flaszka. – Teraz już wiesz, dlaczego ci tę whisky poleciłem? – spuentował moją wypowiedź Dariusz. – W ogóle możliwe, że będę miał dla ciebie pewną propozycję na przełom maja i czerwca, tylko najpierw będę musiał wiedzieć, co postanowią w robocie. Dariusz nie zdradził mi szczegółów, bo jeszcze nie było to podobno nic pewnego. Miałem zamiar cierpliwie poczekać, ale było warto, choć początek wydawać się mógł bardzo niefortunny.
  18. 4 points
    Końcowy Espanyol polegał natomiast na "niesymetrycznej symetrii", czyli zygzaku Vamiego z lewej strony i klasycznym ataku oskrzydlającym z prawej: Bramkarz-libero i rozgrywający obrońcy wyprowadzający piłkę od tyłu i teraz dwie opcje: z lewej: zygzak - bardziej ambitnie, a do tego fałszywy napastnik z prawej: obiegający ofensywny obrońca i klasyczny skrzydłowy plus wysunięty snajper Klasyczna "ósemka" biegała od pola do pola karnego.
  19. 4 points
    Nie. Faktyczna podstawa nieprzeprowadzenia wyborów jest następująca: czynności wyborcze można z grubsza podzielić na czynności materialno-techniczne (ustalanie wzoru kart, ich druk, przygotowanie lokali itp.) i formalne (obsada komisji, określenie sposobu głosowania). Czynności materialno techniczne w Tarczy 2 odebrano PKW i przyznano MAP, ALE Czynności formalne pozostawiono przy PKW, bo nadal nie weszła w życie ustawa o głosowaniu korespondencyjnym (przegłosowana dziś w sejmie, bo Gowin się złamał, o ile coś bez kręgosłupa da się złamać). Zatem, wedle stanu na 13:02, nie ma możliwości przeprowadzić wyborów. Oczywiście długopis Dudy jest z pewnością już rozgrzany i lada chwila podpisze tę ustawę, ale nie rozwiewa to wątpliwości, czy da się przeprowadzić te wybory do niedzieli. Raczej nie zdążą. W niedzielę zatem będziemy mieć pierwsze w historii świata Wybory Schrodingera. Niby się odbędą, bo się je unieważni, ale się nie odbędą, bo nikt w nich nie zagłosuje, a także nikt ich nie zorganizuje, więc nie będzie wyniku wyborów (a to wybór na urząd, a zatem rozstrzygający wynik unieważnia SN, a nie wybory jako takie). Podjęcie uchwały w przedmiocie ich ważności tylko teoretycznie rozwieje wątpliwości co do tego, czy ten kot po otwarciu pudełka jest żywy czy martwy, bo przecież po pierwsze w razie braku rozstrzygnięcia (a to jest pewnik, bo chyba nikt nie zagłosuje?) powinna być druga tura, a po drugie SN podejmuje uchwałę w przedmiocie ważności wyboru, a tego nie będzie, jeśli ktoś nie uzyska choćby jednogłosowej przewagi nad resztą kandydatów. Wracając do Twojego pytania - nieprzeprowadzenie wyborów może nastąpić wskutek wprowadzenia któregoś z konstytucyjnych stanów nadzwyczajnych, ale tych PiS z nieznanych mi przyczyn (bo odszkodowania dla firm to bajka) nie wprowadza, choć powinien. Nie ma żadnej procedury innej niż wprowadzenie stanu nadzwyczajnego, która pozwoliłaby nie przeprowadzać wyborów zarządzonych przez marszałka sejmu, która z kolei daty tych wyborów nie może przesunąć, niezależnie od tego, co odpowie jej w trybie telefonu do przyjaciela trybunał konstytucyjny. Tym samym mamy premiera, który powinien odpowiedzieć przed trybunałem stanu za nierealizację ustaw nakazującą mu realizację wyborów, radę ministrów, która powinna odpowiedzieć przed trybunałem stanu za niezainicjowanie stanu klęski żywiołowej lub prezydenta, który powinien odpowiedzieć przed trybunałem stanu za niezainicjowanie stanu wyjątkowego (no, to powiedzmy, że naciągane, bo powinien być stan klęski żywiołowej), ministra aktywów państwowych, który powinien odpowiedzieć przed trybunałem stanu za marnowanie środków publicznych na druk kart, na druk których nie było opcji, marszałek sejmu, która w trybie smsa do psiapsióły zadaje pytanie TK w temacie już dawno rozstrzygniętym (W 7/94 afair), po I prezesa SN narażającego się na hardą odpowiedzialność dyscyplinarną w sytuacji wydania orzeczenia co do istoty sprawy w przedmiocie nieodbytych wyborów (a więc ex definitione nie nieważnych, bo nie może być nieważne coś, co nie istnieje, tak jak nie może ani sąd, ani ja orzec nieważności mojego małżeństwa z np. Megan Fox), a jako swoistą truskawkę na torcie lada moment będziemy mieć kandydatów w wyborach pozbawionych społecznego poparcia (bo mają przedłużyć prawo do startu kandydatów z wyborów na 10.05, choć listy poparcia były na ten dzień, a zatem przesunięcie wyborów winno skutkować ponowną procedurą zbierania podpisów), którzy będą startować w niekonstytucyjnych wyborach. Tym samym władza dzięki dryblingowi na miarę kreskówkowego kojota, który w jego trakcie traci równowagę i przytomność, doprowadza do sytuacji, w której przyszły prezydent (wybrany w tych niekonstytucyjnych przyszłych wyborach) będzie miał jeszcze słabszą legitymację do sprawowania władzy niż Jan hrabia Potocki, a IMO słabszą jeszcze od Aleksandra de Afif, księcia Sachsen-Gesschaphe, dziedzica rodu Wettynów, kontrowersyjnego dziedzica polskiej korony na podstawie Konstytucji 3 Maja. IMO ten problem można rozwiązać w tylko jeden sposób - organizując w formule MMA turniej o prezydenturę między dziedzicami korony z linii Romanowów (jeśli są tacy), z linii Wettynów, hrabią Potockim a zwycięzcą tych nielegalnych przyszłych wyborów. To ma dokładnie takie samo umocowanie w Konstytucji jak to, co nam zgotuje PiS. tl;dr - w obecnej sytuacji legitymacja polskiej władzy (ośrodka prezydenckiego) jest na poziomie, w którym należy zrobić reload i spróbować ponownie w 2015.
  20. 4 points
    – Przed Komisją Egzaminacyjną staje pan Rafał we własnej osobie, znany nam lepiej jako Ralf. Lat dwadzieścia dziewięć, niedawny piłkarz, obecnie pilny uczeń. – Siwiuteńki niczym Święty Mikołaj w grudniu przewodniczący komisji z szelestem podniósł kartkę z okrytego zielonym obrusem blatu, po czym odsunął ją na bok, spoglądając przez okulary na drugą, odkrytą flegmatycznym ruchem pomarszczonej dłoni. – Aktualnie bezrobotny. Kawaler. Trzymałem swój wrodzony fason z pełnym zaangażowaniem, na które musiałem się silić. Choć długo i cierpliwie czekałem na ten moment, odkąd tylko stanąłem na nogi zarówno fizycznie, jak i mentalnie, choć co do tego drugiego, to duża przesada, to gdy moich uszu dobiegło słowo "kawaler", zacisnąłem mocno pięść na krawacie, który akurat w tym momencie poprawiałem. I trochę z tym przesadziłem, bo nagle odniosłem wrażenie, jakbym stał na szafocie, a kat zaciskał mi na szyi pętlę, ku uciesze zgromadzonym bywalcom saloonu, domagających się sprawiedliwości. I właśnie ten kat jest istotą sprawiedliwości. Kiedy rozwścieczony tłum zaciągał nieszczęśnika pod drzewo, zarzucał mu sznur i bezceremonialnie wieszał, nazywano to samosądem, który mógł ze sprawiedliwością łatwo się rozminąć. Zaś kiedy za dźwignię ciągnął beznamiętny kat, by przetrącić prawomocnemu skazańcowi kark, wszystko było w porządku. Sprawiedliwości stało się zadość. Z dumania nad wymierzaniem kar w czasach Dzikiego Zachodu wyrwał mnie oficjalny aż do porzygania głos siwiuteńkiego starca, siedzącego pośród pozostałych egzaminatorów. Czasy się zmieniały, a on nadal był w komisjach. Ciekawe, czy był obecny również wtedy, gdy egzaminy zaliczali współcześni menedżerowie jakże wspaniałej Ekstraklasy? – Panie Ralf, jako przewodniczący komisji cieszę się, że możemy zbadać poziom pańskich kompetencji, jakie, miejmy nadzieję, nabył pan w trakcie całego szkolenia – powiedział, przyglądając mi się zza grubych okularów, zza których jego tęczówki były ogromne jak spodki pod filiżanki. – Zanim jednak zaczniemy, muszę pana dopytać. Bycie profesjonalnym piłkarskim trenerem to coś więcej, niż bieganie po boisku. Tutaj potrzeba mocnego charakteru, zdolności interpersonalnych, również potężnego doświadczenia, a pan jest kandydatem niezwykle młodym. Zatem, czy jest pan gotów na wzięcie odpowiedzialności za pańskich przyszłych podopiecznych, a także godnie wywiązywać się z funkcji, którą w przypadku pomyślnego wyniku egzaminu będzie pan niewątpliwie piastował? Wstałem z krzesła, spokojnie zapinając guzik marynarki. – Bezapelacyjnie, do samego końca – powiedziałem. – Mojego lub jej.
  21. 3 points
    https://unherd.com/thepost/professor-karol-sikora-fear-is-more-dangerous-than-the-virus/ tl;dr z jakiegoś powodu usunęli to z jutuba. Cała rozmowa jest raczej w kontekście UK.
  22. 3 points
    Prawie skończona kuchnia już jest. Jutro podłączenie zlewu, montaż kranu, podłączenie płyty i piekarnika. Na zdjęciu jakaś taka mniejsza ta kuchnia się wydaje, może dlatego, iż robiłem fotkę przy samej ścianie, żeby za jednym razem objąć całość Od lewej (przy zlewie)nie widać tako koło 35 cm blatu, no i szafki na górze są do samego sufitu (no ok, 2 cm zostaje, albo i mniej).
  23. 3 points
    Dariusza poznałem jeszcze za czasów liceum poprzez moją dawną znajomą z równoległej klasy, z którą się wówczas spotykał. Po drodze mieliśmy jedną małą waśń, jak to zwykle bywa – o kompletną pierdołę, ale jak przystało na dwóch konkretnych gości, po jakimś czasie wszystko się wyjaśniło. Uznaliśmy wtedy, że skoro mimo tego wciąż ze sobą trzymamy, to już tak zostanie. I faktycznie, już zawsze był w zasadzie jedyną osobą, na której mogłem polegać, jak na Zawiszy, z całą wzajemnością. Kiedy po powrocie z egzaminu do pustego domu zdecydowałem złapać za komórkę, zadzwonić do Darka i opowiedzieć mu o wszystkim, co się wydarzyło, jego reakcja była najsłuszniejsza z możliwych. W sobotę mam wolne, więc widzę cię choćby z rana, otworzymy flaszkę, usiądziemy i pogadamy, powiedział. Namawiać mnie nie musiał. Gdy obaj mieliśmy wolne, nigdy nie przyjechałem do niego samochodem. Tak było i teraz. Dariusz mówił, że załatwi flaszkę, jakiej pewnie jeszcze nie widziałem, a mnie poprosił jedynie o zorganizowanie stosownej zagrychy i środka do uzupełniania płynów. Zjawiłem się więc w pełnym rynsztunku i nacisnąłem guzik domofonu, który zaskrzeczał chrapliwie. – Darek, otwórz – powiedziałem i rozległ się przeciągły, piskliwy sygnał. Zawsze na dziesiąte piętro wbiegałem po schodach, by dbać o kondycję, ale obecnie nie miałem na to zbytniej ochoty, więc jak zawodowy leser skorzystałem z windy. – Czołem, mistrzu! – powitał mnie, zbijając ze mną swojską grabę. – Usiądź i wyciągnij zagrychy, a ja wezmę szkło i coś ekstra. W kilka cierpliwych chwil stół był odpowiednio zagospodarowany. Z kuchni obok usłyszałem tylko odsuwającą się z grzechotem szufladę zamrażarki, by zaraz pojawił się Dariusz z oszronioną butelką zero siedem w dłoni. – Oto najnowszy krzyk mody – powiedział. – Spotkałeś się już z takim cudem? Podał mi butelkę, która momentalnie sprawiła, że skostniała mi ręka. Przyjrzałem się jej i ujrzałem trunek, którego do tej pory nie widziałem nigdy wcześniej. Była to klasyczna szkocka whisky o dźwięcznej nazwie "Peak Label". Jasna etykietka przedstawiała alpinistę z czekanem, wznoszącego ręce w teatralnym geście triumfu po zdobyciu szczytu wielkiej góry. Wbrew pozorom nie był to nowy produkt Johnnie Walkera, a zupełnie samodzielna whisky, która dopiero co weszła na rynek. Dariusz powiedział, bym czynił honory, do czego również nie musiał mnie przekonywać. Wznieśliśmy inauguracyjny toast. Gdy przełknąłem łyka, poczułem się, jakby ponbócek bosą nóżką po gardle mi przeszedł. Peak Label miała przyjemny, łagodny smak, z doskonale wyczuwalnymi najróżniejszymi nutkami, które czyniły ją wyjątkiem wśród wyjątków. Bym z miejsca zakochał się w tej whisky, wystarczył już ten pierwszy grzdylek. Chociaż nie – w przypadku posiedzenia z Dariuszem nie było mowy o grzdylku, a co najwyżej o grzdylu. – No to teraz opowiadaj, jak to dokładnie wszystko było – powiedział, wyjmując pall malla z paczki i odpalając zapalniczką zippo. W przeciągu dwóch kolejnych szklanek, których nie piliśmy na wyścigi, opowiedziałem mu swoje love story bez happy endu, starając się nie pomijać istotnych szczegółów. Niełatwo mi się o tym mówiło, w końcu to wszystko wciąż było świeże i we mnie żyło, toteż regularnie wspierałem się Peak Labelem. Dariusz słuchał cierpliwie, raz po raz kręcąc nieznacznie głową. Musiało go to poruszyć, bo w pewnej chwili bez słowa wyciągnął do mnie otwartą paczkę pall malla, choć z papierosem widział mnie może dwa-trzy razy, i było to dawno. Tym razem automatycznym ruchem ręki wziąłem jednego i po prostu zapaliłem. Odkąd przestałem grać, nie było dla mnie żadnej różnicy. – Ech, zawsze powtarzałem, że kobiety to zło – westchnął, gdy doszedłem do końca opowieści. – Nie będę ci pierdolił, żebyś się tym nie przejmował, bo za dobrze wiem, jak to jest. Pamiętaj jednak o tym, że teraz to tamten koleś ma problem, bo kiedyś ona też się nim znudzi i poleci na następny kwiatek. Jasne, próbowałem się tak pocieszać, z marnym skutkiem, ale próbowałem to sobie wmawiać. Czas miał jednak pokazać, że ten slogan nie wziął się znikąd. – Co teraz zamierzasz? – zapytał. – Pytasz o kobiety, czy ogólnie o przyszłość? – Powiedzmy, że i o to, i o to. Zastanowiłem się, czując już wyraźnie efekt działania Peak Labela. – Co do pierwszego, przez te pięć lat pourywało mi się sporo znajomości, więc teraz mogę powiedzieć, że zostałem praktycznie sam jak palec. Stoję w martwym punkcie. – Ty to się nigdy nie zmienisz – zaśmiał się Dariusz. – Tyle razy ci mówiłem, że kobieta jest ważna, ale nikt i nic nie zastąpi oddanych przyjaciół. Kobiety przychodzą i odchodzą, a przyjaciele są zawsze. No a ty oczywiście zawsze swoje, nie słuchasz starego Darka. – Odpuść mi choć raz – powiedziałem i zaciągnąłem się pall mallem. – Zaś jeśli chodzi o to, co będę robił dalej, to poczekam tylko na papier z uprawnieniami i biorę się za szukanie roboty w moim nowym fachu. Brakuje mi tej cholernej piłki, a teraz los zdecydował, że moje plany, jakie miałem na okazję po zakończeniu kariery, przesunęły się na teraz. – W takim razie za to, byś nie musiał długo czekać – obwieścił. – Lufa! Wznieśliśmy szklanki i wlaliśmy w siebie kolejnego grzdyla Peak Labela. Takiej odskoczni potrzebowałem jak sucha studnia wody. Pierwszy raz od tych kilku podłych dni choć na ten wieczór przestałem myśleć o Nikoli; na wszelki wypadek na początku poprosiłem Darka, by wziął moją komórkę i schował tak, bym nie wiedział, gdzie jest. Utrapionej głowie mogą przychodzić na myśl nie najlepsze pomysły, gdy dostanie trochę alkoholu. Szczególnie alkoholu takiej klasy, jak Peak Label.
  24. 3 points
    Tym razem hot16 na gorzko
  25. 3 points
    https://krytykapolityczna.pl/swiat/koronawirus-ameryka-poludniowa-maciej-okraszewski-dzial-zagraniczny/ Ciekawy artykuł o tym, jak z koronawirusem radzą sobie różne kraje w Ameryce Łacińskiej
  26. 3 points
    Eventy mam w tabelce dostarczonej przez kampanię, którą kiedyś kupiłem. Ale... są to tylko eventy bitewne. Co w związku z tym? Co prawda nie mieszam za bardzo w samych przygodach (o czym nawet piszę w tej ostatniej notce), czasu mam obecnie na to trochę za mało (a poza tym bawi mnie porównywanie tego, jak druga prowadzona w nich drużyna zachowuje się w stosunku do pierwszej), ale tą jedną rzecz jednak zmodyfikowałem: po wyrzuceniu, że będzie encounter, rzucam jeszcze k4... ale nie po to, by ustalać trudność starcia, ale po to by sprawdzić, czy może jednak encounter będzie niebitewnego typu (przyjąłem, że jest na to 25% szans). No, czasem w przypadku rozwiązania bitewnego k4 jest wskazane jako liczba atakujących. I teraz tak: jeśli wylosuję encounter niebitewny (a raz tak się już zdarzyło), to nie mam żadnej tabelki. Mam za to Story Cubes z setu Fantazja. To coś takiego: Rzucam sobie czterema/pięcioma takimi, odrzucam jedną niepasującą i improwizuję co niby się stało. Tak właśnie urodził się Raibern Zornsson (wypadł ten krasnolud-górnik, harfa i coś tam jeszcze).
  27. 3 points
    Łona z klasą
  28. 3 points
    Termometr na wejściu, 0,7 na odkażenie i pod koniec lipca temat do ogarnięcia ;).
  29. 3 points
    Nigdy nie byłem zbyt kreatywny, ale najważniejsze, to się trochę wysilić i największy banał przedstawić w jakiś sensowny sposób. -------------------------------------------- Gdy przyszedł tamten dzień, miałem już 28 lat, więc piłkarsko byłem bliżej końca, niż początku. Złudzeń nie miałem, zresztą sam ortopeda, który mnie prowadził, ostrzegał mnie, że o ile po rehabilitacji będę normalnie chodził, a nawet i biegał, to powrót do zawodowej piłki będzie bardzo ryzykowny. Łącznie z tym, że w klubie nie miałem już czego szukać, a blisko trzydziestoletniego zawodnika po poważnej kontuzji nie wziąłby żaden poważny klub, który o cokolwiek walczy, jeszcze w szpitalu zacząłem obmyślać sensowny plan. Chciałem nadal zajmować się piłką, już wcześniej miałem zamiar zająć się szkoleniem po zakończeniu kariery, lecz w tamtej chwili nie miałem do tego podejścia. Kiedy już byłem na takim etapie leczenia, że zacząłem pewnie chodzić, za namową znajomego zaczepiłem się jako kierowca międzynarodowy. Nie na stały etat, ale góra dwa razy w miesiącu wyjeżdżałem busem w Europę. Grosz na życie wpadał, odkładałem sobie również sukcesywnie na kurs trenerski, który miałem zamiar rozpocząć wtedy, gdy tylko będę już mógł, a przy okazji przekładanie nogi z gazu na hamulec i operowanie tymi, poprawnie politycznie mówiąc, dźwigniami, miał też pewne znaczenie rehabilitacyjne. Wyjeżdżałem w trasę, robiłem swoje, po czym wracałem do domu i do Nikoli, cierpliwie realizując to, co sobie założyłem. Po jakimś czasie zaczęła się właśnie zmieniać. Początkowo jeszcze nie podejrzewałem tego, co się dzieje, bo nadal żyłem przekonaniem, że jest ze mną już zbyt długo, by miało stać się coś złego. Jednak z każdym kolejnym moim powrotem widziałem coraz mniejszy entuzjazm, gdy pojawiałem się w drzwiach po trasie. Stan ten pogłębiał się stopniowo, regularnie przyłapywałem Nikolę na różnych kłamstewkach, potem zakończyłem pracę jako kierowca, bo zgromadziłem wystarczająco dużo pieniędzy, zacząłem kurs trenerski, a gdy go ukończyłem i czekałem na egzamin, pojechaliśmy na tydzień do Włoch. Miałem nadzieję, że ten wyjazd pomoże nam wyprowadzić związek z kryzysu, ale okazało się inaczej. Choć na plaży w Kalabrii prosiła mnie o jeszcze tydzień czasu, zgodnie z moim przewidywaniem nie minęły nawet dwa dni od powrotu. Wtedy zniknęła na pół dnia, nie musiałem się nawet domyślać, gdzie poszła, a raczej do kogo. Kiedy wróciła późnym popołudniem, spytała, czy możemy się przejść i pogadać. Usiedliśmy na ławce w parku, a ja dobrze wiedziałem, co mi powie. Odchodzi, bo doszła do wniosku, że chyba chciałaby spróbować jeszcze czegoś innego. – Mhm, rozumiem – powiedziałem spokojnie, po czym podniosłem się z ławki. – Bywaj. Postawiłem krok, drugi, trzeci, dwudziesty, oddalając się i nie oglądając za siebie. Choć w mojej głowie rozszalała się burza, postawiłem sobie za punkt honoru być w tej chwili jak Bogusław Linda.
  30. 3 points
    Nie ma w sumie tematu o modelarstwie, więc "pochwalę się" swoim "dziełem". Szukałem jakiegoś hobby na czas pandemii i w sumie zawsze chciałem sklejać modele, ale uważałem, że się do tego nie nadaję. Nie chciałem też inwestować za wiele no i kupiłem to: https://agtom.eu/zestawy-z-farbami/321776-italeri-70392-zestaw-model-focke-wulf-fw-190-a8.html Po rozpakowaniu wygląda to tak: Samo złożenie pilota wydawało się już mega zadaniem ale weszło... Zaczęło coś wyglądać... Zacząłem też mieć problemy - głównie z kołami No i nie udało mi się tego naprawić, cały czas jedno koło się nie trzyma i samolot "pada" z jednej strony, więc ktoś go musiał trafić w boju Z góry: Wiedziałem, że najtrudniej mi będzie z malowaniem No i tak było, ogólnie taki set + niezbyt szczegółowa instrukcja to chyba nie dla mnie, były jakieś wersje A i B i nie zawsze się coś zgadzało, miałem też zostawić część elementów niemalowane, ale moim zdaniem to brzydko wychodzi no i to co miałem zaznaczone do malowania - na moim skrzydle nie było takiego "miejsca" No to błędów sporo, malowanie nierówne, ale... jakoś to wyszło. Focke-Wulf Fw 190 to niemiecki myśliwiec z drugiej wojny światowej - tu w wersji myśliwiec-bombowiec, samolot miał być taka alternatywą, gdyby Bf 109 nie dawało rady... Za wiki: Fw 190 A-8 najliczniejsza wersja produkowana od początku 1944 w liczbie 1384 egzemplarzy. Standardowo wyposażano wszystkie samoloty w uniwersalny wyrzutnik bombowy ETC 501 (stosowany często też we wcześniejszych wersjach) służący również do podwieszania dodatkowego zbiornika paliwa. Dostosowano zbiornik instalacji MW 50 (pojemność 115 l.) do pełnienia roli dodatkowego wewnętrznego zbiornika paliwa. Zastosowano nowe anteny urządzeń radiowych oraz zmieniono ich układ wraz z rurką Pitota, co pozwoliło rozróżnić tę wersję od innych na pierwszy rzut oka.
  31. 3 points
  32. 3 points
    https://www.youtube.com/watch?v=4nw0cD47jJs mówisz masz
  33. 3 points
    Tak, tym sposobem i takąż to drogę wydłuży Ci się bieg wypowiedzenia. To, że spodziewałeś się wypowiedzenia nie ma wpływu na to, że w trakcie urlopu nie można wypowiedzieć umowy o pracę.
  34. 2 points
    Mam podobne zdanie. Ludzie, gdy usłyszeli o luzowaniu, to stwierdzili, że to już za nami. Inna rzecz, że gdy się ogląda jakieś raporty z dala od nas, to ludzie nie biorą tego zbytnio na poważnie, bo nie dotyczy to bezpośrednio ich. A tu wystarczy jedna chora osoba, która wchodzi do tego zakładu pracy jak u mnie i robi się problem. I syf na mieście, obgadywanie za plecami itd. Sam nie wiem, czy za moment nie wyląduję na kwarantannie. Każdy ma swój rozum. Ja dzieciaka do szkoły nie puściłem, do kina pewnie też długo nie pojadę.
  35. 2 points
    Ja tak na szybko to spróbowałbym tak: RewriteEngine On RewriteCond %{HTTPS} on RewriteCond %{REQUEST_URI} plik.csv [NC] RewriteRule ^(.*)$ http://%{HTTP_HOST}/$1 [R=301,L] RewriteCond %{HTTPS} !^on$ RewriteCond %{REQUEST_URI} !plik.csv [NC] RewriteRule ^(.*)$ https://%{HTTP_HOST}/$1 [R=301,L] W ogóle do testów używałbym R=302 żeby przeglądarka w pamięci tego nie zapamiętała. JAk będzie działać to dopiero wtedy zmieniałbym na R=301
  36. 2 points
    Civ VI na epic games za free
  37. 2 points
    To gość, który to zrobił to chyba sam do materiału dołożył. Koszt 4500, o których pisałeś to półdarmo, jeśli w tej cenie są wszystkie pudła, fronty, prowadnice, uchwyty i blat
  38. 2 points
    Sport to tam tylko akurat tło. Sama historia i zakończenie są bardzo ciekawe.
  39. 2 points
  40. 2 points
    Mamy Białoruś, brawo dla symetrystów i tych od "Nie straszcie PiSem" Aresztowanie senatora, który sam z własnej woli wszedł do radiowozu. Radiowa Trójka wyjebała całą listę przebojów trójki ponieważ na 1 miejscu wylądował Kazik z utworem "Twój ból jest lepszy niż mój" No i: https://www.elle.pl/artykul/zuzanna-wiewiorka-z-medalem-od-ministerstwa-sprawiedliwosci-dzialaczka-pro-life-uniemozliwila-aborcje-nastolatki-a-nagroda-dla-niej-wzbudzila-liczne-kontrowersje-200515041910 "Niektórzy dziennikarze stwierdzili, że wolontariuszka Fundacji Pro–Prawo do Życia osaczyła dziewczynę, wysyłając np. drastyczne zdjęcia usuniętych płodów. Dlaczego? Przyszła matka ujawniła w internecie, że Zuzanna Wiewiórka zamieniła jej życie w piekło." "Szokujące jest nie tylko to, że ministerstwo opowiada się jednoznacznie za działaniem fundacji pro-life i nagabywaniem młodych kobiet w internecie, ale internauci dotarli również do wypowiedzi na Facebooku, z których jednoznacznie wynika, że Zuzanna Wiewiórka opowiada się za wysadzaniem klinik. "Jeżeli nie ma tam ludzi - uważam, że może, tak samo, jak może rozwalić inne budynki, które służą do mordowania ludzi. Jeżeli są tam ludzie - zostawiam to rozważaniu ludzi mądrzejszych ode mnie, bo nie wiem. (...) Można zabić w obronie, a jeśli aborter ma na co dzień umówionych X zabiegów, to zabicie go jest powstrzymywaniem od zabijania niewinnych". - możemy przeczytać na jednym ze screenów." To jest przerażające
  41. 2 points
    Niebawem odkryłem kolejną pozytywną cechę nowej, wspaniałej whisky – miała pewną moc sprawczą. Gdy już dostałem swoje papiery trenerskie, które od razu przezornie sobie zeskanowałem, nie musiałem czekać zbyt długo, by zaczepić się w branży. Nie mogłem liczyć na żadną posadę w Ekstraklasie, ale pewien drugoligowy klub z sąsiedniego miasta dostrzegł we mnie trenera z potencjałem w kwestii szkolenia młodzieży, toteż podjąłem swoją pierwszą pracę w nowej roli, prowadząc drużynę, w której moim zadaniem było przygotowywanie kandydatów do zespołu U-18. Szczyt moich marzeń to nie był, ale od czegoś zacząć trzeba, więc wziąłem tę robotę z pocałowaniem ręki, ponadto trafił mi się klub zawodowy, więc byłem na profesjonalnym kontrakcie. Zarabiałem tyle, że wystarczyło mi na bieżące wydatki, na to, by co jakiś czas zasiąść z Dariuszem nad flaszką Peak Labela, a przy tym kąsek wolnych pieniędzy mogłem odkładać na czarną godzinę. Żyło mi się względnie dobrze, a do końca roku 2018 zacząłem sobie wszystko w spokoju układać. Przyszedł styczeń, przerwa w rozgrywkach, a więc i przerwa w pracy. Pewnego zimowego wieczoru rozdzwoniła się nagle moja komórka. W ostatnim czasie rzadko z kimkolwiek rozmawiałem telefonicznie, jeszcze rzadziej ktokolwiek do mnie dzwonił, więc zaciekawiony podszedłem do stolika i podniosłem telefon. Gdy spojrzałem na wyświetlacz, coś ścisnęło mnie w klatce piersiowej – to była Nikola. Wziąłem głęboki oddech, który był lekko drżący, bo mocniej zabiło mi serce, odczekałem chwilę, by nie odebrać tak od razu, po czym nacisnąłem zieloną słuchawkę. – Tak? – zacząłem, starając się brzmieć naturalnie i bez jakiegoś szczególnego entuzjazmu; po prostu normalnie. – Hej, co u ciebie słychać? – Nawet gdybym nie miał jej nadal zapisanej w kontaktach, od razu rozpoznałbym jej anielski głos. – Nieźle, naprawdę nieźle. Zacząłem już pracę w trenerce i w tej chwili na nic nie narzekam. Nawet przeciwnie, wydarzyło się kilka ekscytujących rzeczy, ale to nie rozmowa na telefon. Opowiem ci, jak się może kiedyś będziemy widzieć. Wystarczyło mi te kilka słów, które wypowiedziała na początku, sam jej głos, bym zrozumiał, że przez te kilka miesięcy jedynie zamiotłem uczucie pod dywan i nie zaglądałem tam. Mimo tego, jak mnie potraktowała, nadal coś do niej czułem. I to też była rzecz, o którą wiele razy opieprzał mnie Darek – za bardzo pozwalałem sentymentom sobą rządzić. Mogłem zapytać, co u niej, ale uznałem, że zapewne nie dzwoni do mnie bez powodu i wolałem poczekać, aż sama poniesie i powie, o co tak naprawdę chodzi. – Wiesz, chciałam cię tylko zapytać, czy może nie chciałbyś pochodzić ze mną na łyżwy lub może pobiegać? – zapytała mnie, a słysząc to uśmiechnąłem się z dziką satysfakcją. – Jestem teraz na chorobowym i nikt, kurwa, nie ma dla mnie ani chwili czasu. Nikt, kurwa. Oho, pomyślałem, pewnie jej nowy, cudowny mężczyzna kopnął ją już w cztery litery i poleciał na inną, a teraz przyszła koza do woza. Brzmiało to bardzo wiarygodnie i nawet się ucieszyłem, ale nie pasowała mi jedna rzecz. Nie miałem oczywiście nic przeciwko temu, by kobieta czasem sobie przeklęła, tak jak i mężczyzna, ale to nie było podobne do Nikoli. Czasami tylko w żartach, jak się wygłupialiśmy, rzuciła sobie dla jaj jakąś kurwą, czy czymś podobnym, ale nigdy tak po prostu, w zwyczajnej rozmowie. – W zasadzie, to dlaczego nie. Mam wprawdzie sporo obowiązków w klubie, ale nauczyłem się organizować sobie czas – stwierdziłem. – Choroba nie wybiera, co? A nie martwisz się, że na łyżwach lub biegając mogłabyś zaprawić się bardziej? W tym momencie wybuchła bomba. Bomba tak potężna, że wszelkie ładunki nuklearne, łącznie z Little Boyem, Fat Manem i Bombą Carów razem wziętymi, nie wywołałyby takiego efektu. – Ale ja nie jestem chora, tylko mam chorobowe na dziewięć miesięcy – powiedziała krótko. Całkowicie mnie zamurowało, a serce niemal zatrzymało się w piersi. Ta wiadomość była równie subtelna, jak wjazd obunóż wyprostowanymi nogami na mokrej murawie. Od momentu, w którym nagle zaczęła przeklinać, coś mi nie pasowało. Z każdym kolejnym słowem wydawała mi się nieustannie zmieniać, niczym upiory w horrorach. Kobieta, którą kochałem jak żadną inną, a która zostawiła mnie dla kogoś innego, teraz do tego jest z nim w ciąży i jeszcze postanowiła do mnie zadzwonić, żeby się tym pochwalić. Co za koszmar... – I jak? Teraz nic mi nie powiesz? – wyrwał mnie z zadumy coraz bardziej obcy głos Nikoli, która zaśmiała się złośliwie. Zebrałem szybko myśli, które spieprzały przede mną niczym gołębie, gdy zbyt blisko do nich podejdziesz. – Niestety nie znajdę dla ciebie czasu – powiedziałem lodowatym tonem. – Nie dzwoń do mnie nigdy więcej. Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź rozłączyłem się, odłożyłem telefon na stół i odsunąłem krzesło, na którym usiadłem, chowając głowę w dłoniach. Nie miałem już wątpliwości – w ten sposób spaliła ostatni most łączący ją ze mną. O ile byłbym jeszcze w stanie jej wybaczyć to, że ode mnie odeszła, o tyle wyszedłbym na skończonego frajera i pizdę bez godności, gdybym przyjął ją z bękartem zmajstrowanym przez gnoja, który nie szanuje nietykalności zajętej kobiety, a ona tak sobie do niego poleciała, gdy jej się znudziłem. Nagle olśniła mnie ważna rzecz. Skoro była na tyle bezczelna, by w taki sposób postanowiła mi się pochwalić tym, czym się pochwaliła, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by w przyszłości, za kilka miesięcy, zaczęła męczyć mnie dalej, na przykład wysyłając jakieś zdjęcia. Postanowiłem działać od razu – wziąłem znowu do ręki telefon. Najpierw zablokowałem jej numer, a potem skasowałem go, upewniając się, że nigdzie mi się nie zdublował. Później zablokowałem ją na wszelkich drogach, jakimi mogła nawiązać ze mną kontakt. Nie zrobiłem tego, by się zemścić – to dobre dla gówniarzy z ósmej klasy podstawówki. Zrobiłem to dla własnego dobra i spokoju. Później tamtego dnia zadzwoniłem do Dariusza. Niestety był wtedy zajęty, a w domu miał być dopiero następnego dnia, więc poszedłem do sklepu dwa skrzyżowania ode mnie, gdzie kupiłem pół litra Peak Labela i paczkę pall malli, by w domowym zaciszu się znieczulić na wszystko. Ale nie miałem zbyt długo kisić się w bagnie; pozostawała kwestia dosłownie kilku dni i jednego przypadkowego spotkania.
  42. 2 points
    W kontekście odmrażania gospodarki naszło mnie kilka refleksji i pytań o koronawirusa. Najważniejsza kwestia – jak długo to potrwa? Informacji o szczepionce na korona wirusa jest mnóstwo. Od informacji, ze mają pojawić się jeszcze w tym roku, po takie, które mówią, że nie będzie szczepionki nigdy. Z tych informacji wydaję mi się najbardziej wiarygodne, biorąc pod uwagę cały proces testów, czekanie na możliwe skutki uboczne, masową produkcję i sprzedaż to chyba realnym terminem jest koniec 2021 roku. Jak ktoś jest mądry w tym temacie to niech mnie poprawi, ale chyba nie ma szans wcześniej? I to przy wariancie raczej optymistycznym, bo może być tak, że nie będzie wcale szczepionki. Ale w dalszych rozważaniach pozostanę przy tym terminie – jesień/zima 2021. To oznacza, że przed nami co najmniej 1,5 roku życia z koronawirusem. Myślę, ze to jest podstawowe założenie, które każdy z nas powinien wziąć pod uwagę. Zastanawiam się czy ma jakikolwiek sens przekładanie czegoś na „czas po wirusie”? Typu, na razie poczekam z fryzjerem, , pojadę po meble jak skończy się wirus., czy to ma sens?Jest zatem duża szansa, ze prędzej czy później się zetkniemy z wirusem. Tym bardziej, że kolejne obostrzenia są znoszone, coraz więcej ludzi wraca do pracy, a jeszcze więcej nie zachowuje już żadnej ostrożności. Mówiąc krótko, przed nami coraz więcej kontaktów międzyludzkich, oczywiste się wydaje, że wzrośnie liczba zakażeń. Oczywiście nie da się zamrozić wszystkiego na 1,5 roku. Mieliśmy przykład i okazuje się, że po pierwze gospodarka, po drugie inne choroby, po trzecie ludzie nie wytrzymują długiego zamknięcia itd. Tylko co teraz? Dochodzę teraz do pytań o to, jakie powinny być obostrzenia i czemu mają służyć. Co by nie mówić o słuszności modelu szwedzkiego to tam podoba mi się jego transparentność. Twarzą tego są konkretni naukowcy, którzy dysponują konkretnymi modelami rozwoju wirusa. Czy u nas są brane pod uwagę jakieś modele, czy tylko jest robione na czuja, tego nikt nie wie. Jeżeli luzowane są kolejne zakazy to ja bym chciał, żeby ktoś powiedział mi jakie są szacunki zachorowań przy luzowaniu zakazów. I co właściwie chcemy tym osiągnąć? Możemy sobie mniej więcej wyobrazić model bez żadnych zakazów. Zakładając to o czym czytam, że do osiągnięcia odporności stadnej musi zarazić się ok. 80 proc. ludzi to daje nam to ok. 30 mln Polaków. Jeśli 80-90% choruje bezobjawowo to załóżmy, że wtedy pomocy medycznej będzie wymagała 3 mln ludzi. Śmiertelność wśród zdiagnozowanych 5-10% (5 proc. maja teraz Niemcy, nie wierzę, że moglibyśmy nie mieć więcej od nich). To wszystko daje ok. 25o tys. zgonów. Wiadomo, że służba zdrowia nie uniosłaby takich przypadków w krótkim czasie. Tylko teraz co? Rozumiem, że cel to jak najmniej chorych i zgonów do czasu szczepionki. Tylko właśnie, czy przy obecnym stanie zakazów i niskiej odpowiedzialności ludzi jest możliwość, żeby nie zachorować do tego czasu? Czy po prostu to wszystko jest odwlekane w czasie, w tym te liczby? Czyli 30 mln chorych, 3 mln z objawami i 250 tys. zgonów jest nieuniknione, ale nie w 3 miesiące tylko przez 1,5 roku i potem będziemy odporni na wirusa? Czy ta odporność stadna jest w ogóle możliwa? Czy jest ona możliwa, jeśli zakażenia są przeciągane w czasie (chodzi mi o to, ze wirus może przez ten czas zmutować, Szwedzi zakładają, że co najmniej pół roku człowiek powinien być odporny, czyli ten który zraził się teraz za 1,5 roku może nie mieć odporności)? To mnie chyba najbardziej teraz zastanawia. Jak ktoś ma jakieś przemyślenia, zna odpowiedzi na te pytania to chętnie je poznam. No i w ogóle jestem ciekawy waszego podejścia. Ja na razie trzymam się twardo zakazów i środków ostrożności. Do sklepów 2 razy w tygodniu na większe zakupy, ale chyba zmienię ten model i po prostu będę kupował częściej, głownie wieczorem kiedy jest pusto w sklepach i będę tam krócej. Kontaktów poza gospodarstwem domowym nie mam, praca zdalna, rodziców też nie widziałem od początku tego syfu, głownie ze względu na ojca, który jest w grupie ryzyka. Nie wiem czy to ma większy sens, na razie będę się tego trzymał do porodu zony, czyli do początku lipca. Potem pewnie trochę zluzuję, na pewno będę musiał się zobaczyć z rodzicami, Nie wyobrażam też sobie, żeby we wrześniu nie było szkoły. Zobaczymy co się wydarzy i czy z powrotem nie będzie wszystko zamykane
  43. 2 points
    Ostatecznie: środa, 19.00. W tym tygodniu bohaterowie ucztują na truchle sowoniedźwiedzia.
  44. 2 points
    Kurde: da się przełożyć na czwartek??
  45. 2 points
    What day it is? RPG DAY!!!!
  46. 2 points
    Drużyna underdarkowa: https://tulkaion.blogspot.com/2020/05/osci.html
  47. 2 points
    Z mycia czy kurtyzan oto jest pytanie. Ciekawe co na to Soi'Kraitis @Meler
  48. 2 points
    Składasz wniosek przez PUE na stronie ZUS
  49. 2 points
    Moja druga drużyna naprawdę mocno zanurzyła się w Mroku Underdarku: https://tulkaion.blogspot.com/2020/05/charakter.html
  50. 2 points
    Jeju, jakie RPG jest zajebiste
×
×
  • Create New...