Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 22.02.2019 uwzględniając wszystkie działy

  1. 35 punktów
    Michalinka jest z nami na swiecie od 18.30 dzisiaj
  2. 21 punktów
    10/10 3800 55cm i 500+
  3. 20 punktów
    OK, zrobiłem sobie szybki rajd po mojej biblioteczce pod kątem kombinacji dobrej lektury i fachowości (imho). Perski ogień Hollanda to przykład wzorcowy tego, jak powinna wyglądać książka popularno-naukowa. Materiał jest ciekawy, język nie przeszkadza, a autor wyraźnie daje odczuć, jaką pasją obdarzył swój temat. Temat klasyczny, bo wojny perskie... aczkolwiek jest w tym też szersze spojrzenie na obie walczące strony (chyba z lekkim przechyłem w perską stronę). Jakie to jest cudowne! Jak wciągające! Holland pisze o tym, dlaczego ideologicznie wojna z Hellenami była dla Dariusza koniecznością, o wysiłku organizacyjnym związanym z monstrualną wyprawą Kserskesa, o wielowątkowych motywacjach Leonidasa pod Termopilami, o intrygach w Atenach które doprowadziły do Salaminy, o tym przedziwnym dla nas dziś wymieszaniu religii, polityki i codziennych wydarzeń, które tak trudno zrozumieć... a zrozumieć warto. Mistrzowie śmierci Rhodesa traktuje o Einsatzgruppen. Jedynym drobnym minusem tego arcydzieła jest to, że autor zdawkowo jedynie pisze o ich dokonaniach w Polsce: koncentruje się na ich wyczynach w ZSRR (mogłoby być to zaznaczone w tytule). Tak czy inaczej to książka znakomita i wstrząsająca. Wstrząsająca jest jej beznamiętność: Rhodes nie sili się na emfazę, na wielkie emocje: fakty nie potrzebują tego sztafażu. Absolutnie najlepsza obok "Czasu eksterminacji" (której niestety nie mam, czytałem z biblioteki) książka o Zagładzie. Najlepsze w niej jest to, jak sprawnie pokazuje ewolucję przemysłu ludobójstwa: od mordowania wyłącznie mężczyzn w pośpiesznie kopanych dołach, po "pakowanie sardynek". Genialna. Straszna. SPQR - o niej pisałem na lubimyczytać, więc przekleję: Dobra, przystępna synteza dziejów Rzymu doprowadzona do edyktu Karakalli z 212 roku, który, jak twierdzi autorka, ostatecznie już dopiął historię jego antycznej wersji i rozpoczął drugą fazę jego rozwoju, tę średniowieczną. Ponieważ książka nie waha się sięgnąć po czasy legendarnego Romulusa (i to bynajmniej nie zdawkowo), jasne jest, że jej circa 500 stron nie jest w stanie stać się szczegółową monografią nadtybrzańskiego miasta które przeistoczyło się w imperium. Mary Beard powybierała więc kilkanaście momentów i problemów historii SPQR, by w tych migawkach spróbować dostrzec istotę "rzymskości" i sekret jej sukcesu dziejowego. Nie zawsze rozumiem jej wybory: bardzo duży fragment poświęcony jest starciu Cycerona z Katyliną a prawie wcale nie pojawia się Mariusz z jego reformą republikańskiej armii; tym niemniej jednak niemal z każdej kartki bije erudycja i sprawność literacka autorki. Warto przeczytać "SPQR", bardziej by _zrozumieć_ Rzym niż by poznać jego dzieje. Powstanie i upadek starożytnego Egiptu Wilkinsona to książka, o której pisałem na CMF już kilka razy, więc ograniczę się do tego, że nie przeczytacie nic lepszego całościowego o tej cywilizacji po polsku. Koniec. Czasy katedr to jedna z dwóch książek która sprawiła, że zakochałem się w wiekach średnich. Nie w ich historii, czy efektownych opowiastkach o koronowanych głowach: zakochałem się w samej epoce. To nie jest najłatwiejsza książka w moim zestawieniu, ale Duby ma taki jakiś dar, że kreuje nam klimat epoki zamiast go opisywać. Nie potrafię napisać nic więcej. Walka o Hiszpanię to być może najlepszy Beevor, jakiego czytałem, a generalnie czyta się go fantastycznie. Trochę widać tu delikatne lekceważenie zbrodni republikanów na rzecz dokonań frankistów, ale to naprawdę delikatne wrażenie (no i anarchiści z Barcelony jawią się tu tacy trochę bez skazy), ale to blednie przy ilości informacji i sposobu ich podania. To obłędnie dobra książka o bardzo ważnym, choć słabo w istocie znanym prologu do II wojny światowej. O Hitlerze Ulricha wypowiadałem się już na LC, więc przeklejam jedynie: Te prawie tysiąc stron nieco mnie obezwładniło, więc nie potrafię ustosunkować się do nich szczególnie wylewnie. Książka jest znakomita, choć początkowo zaniepokoiło mnie to, że zachwala ją Piotr Zychowicz do którego mam stosunek, powiedzmy, ambiwalentny. Ale tutaj akurat się z nim zgadzam. To naprawdę znakomite tysiąc stron, jedne z najlepszych jakie w ostatnich latach czytałem. Nie dałem oceny maksymalnej, bo dwa lub trzy razy się skrzywiłem: a to gdy wg autora słowo "rewolucja" ma wyłącznie pozytywne konotacje, a to gdy Volker Ullrich przyjmuje za pewnik swoją spekulację o autoerotyzmie Hitlera. Ale to drobiazg ledwo zauważalny w tej masie dobrej literatury historycznej. Szkoda tylko, że autor nie zdołał ostatecznie dokonać jakiegoś syntetycznego opisu władcy Trzeciej Rzeszy, słusznie zauważając, iż w gąszczu jego autokreacji, póz i konfabulacji ciężko jest znaleźć tego "prawdziwego Hitlera". Ale Ullrich jedną rzecz jednak przed nami odkrywa i niszczy jeden mit: Adolf Hitler nie był "człowiekiem bez osobowości", "człowiekiem bez życia prywatnego". Żywotność tego mitu jest zadziwiającym dowodem na siłę autokreacji hitlerowskiego mitu i dobrze, że ta książka stara się wysadzić go w powietrze. Jedna jeszcze uwaga: polski podtytuł (Narodziny zła) jest tak fatalny, tak sztampowy i tak oddalony od niemieckiego oryginału, że aż dziw, iż tłumaczowi nie zadrżały palce przy poniższym zdaniu ze wstępu.... "Pierwszy tom niniejszej biografii nosi tytuł "Narodziny zła", co jednak nie ma stwarzać wrażenia, jakoby chodziło o nieprzerwane pasmo sukcesów". Oryginał brzmi "Die Jahre des Aufstiegs"..... Marsz na Moskwę to unikalna książka o czasach napoleońskich, bo w zasadzie jest reportażem. Tak, reportażem. Autor wykorzystał fakt, że chyba co drugi z ocaleńców wyprawy rosyjskiej Napoleona napisał wspomnienia i je skompilował. I co prawda jest zażarcie antynapoleoński (jak to perfidny syn Albionu), ale to nic. Wypowiedzi żołnierzy mówią same za siebie. Polecam! Tu obok siebie stoją dwie znakomite książki. 1491 to opis Nowego Świata na chwilę (i trochę więcej niż chwilę) przed tym, jak stał się Nowy. WOW. Wspaniały, wstrząsający opis zaawansowanej cywilizacji tuż przed swoim Ragnarok. Mnóstwo ciekawych, czasem kontrowersyjnych informacji, wielki smutek, unikanie łatwych rozwiązań (nie, to nie okrucieństwo białych wyrżnęło tubylców (unika się tu słowa Indianie), to ospa). Konkwistador to druga strona medalu. To książka o Cortesie, książka wspaniała, napisana z żarem, czyta się to w kilka chwil dosłownie. Fajne jest to, że Levy chyba sam nie wie do końca, jak ocenić tego Kastylijczyka, rozumiejąc go i trochę się go bojąc jednocześnie. Nie jest jednowymiarowa, jak w ostatnim stuleciu utarło się opisywać konkwistę: autor pokazuje, jak porażające było dla Europejczyków odkrycie wypełnionych czaszkami platform w Tenochtitlan, jak zradykalizowało to ich podejście o azteckich gospodarzy. Polecam! Plantageneci Dana Jonesa udanie łączy dwie trudne do połączenia rzeczy: dosyć duży poziom szczegółu w opisie długiego procesu historycznego z utrzymaniem czytelnika na wysokim poziomie uwagi. Saga tego niesamowitego rodu zresztą pisze się tak jakby sama i autor musi jedynie uważać, by jej nie przysłonić swoimi wtrętami. No i Jones tego nie robi. Bardzo godna lektura. A gdyby ktoś chciał poznać coś o wielkich rywalach Plantagenetów, to Francja w czasach Kapetyngów jest niezłym wyborem. Niezłym a nie znakomitym tylko dlatego, że nie jest to typowa książka popularno-naukowa; może zresztą w ogóle nią nie jest. Jeśli jednak przyjąć tę drugą opcję, to jest to jedna z najprzystępniej napisanych książek naukowych jakie w życiu przeczytałem. No i to wieki średnie, rozumiecie. To chyba książka z mojej Wielkiej Trójki. Wiedeń Hitlera jest dokładnie tym, co sugeruje tytuł: panoramą miasta z czasów, gdy mieszkał tam niedoszły student z Linzu. Oczywiście o Adolfie jest tam sporo, to on jest osią wokół której kręci się narracja, no i sam Wiedeń ukazany jest jedynie od tych stron, które jakoś na Hitlera wpłynęły.... ale jak jest ukazany! Jak bardzo erudycyjna jest to książka! Jak napisana! I to rozprawianie się z rozlicznymi mitami Hitlera otaczającymi... MIŁOŚĆ. Ciąg dalszy Wielkiej Trójki. Pawi Tron Hansena to książka o Indiach Wielkich Mogołów... a w zasadzie, to głównie o Wielkich Mogołach w momencie ich zenitu potęgi, podczas panowania Szahdżahana, tego od Tadż Mahal. A w zasadzie zasady o wielkiej wojnie domowej z końca jego panowania. I jest to książka wspaniała, genialna, pisana z pasją. Nigdy nic więcej nie przeczytałem o Indiach z tej prostej przyczyny, że nie chcę dopełniać oszałamiającej wizji Hansena niczym innym. To jest obraz kompletny, obraz ukochany. Jest wspaniałość, monumentalność, tragizm, światłocienie, geniusz i głupota, humanitarne dobro i czerń zła. Kurde, gdy w wojnie domowej doszło do (chwilowego) zwrotu i zaczęła wygrywać strona której kibicowałem, to przez moment miałem łzy wzruszenia i dreszcze. Łzy i dreszcze. W książce historycznej. Wielka Trójka. Może nawet Top One. Neron Hollanda doczekał się kilku moich słów na LC, więc przeklejam: Dawno już nie miałem w sobie takiej ambiwalencji po zakończeniu lektury. Książka Richarda Hollanda ma kilka poważnych wad. Pierwsza dotyczy wyłącznie polskiego przekładu, a konkretniej podtytułu, który mocno fałszuje jej treść. Naprawdę, "the man behind the myth" to nie to samo co "okrutny zbrodniarz rozgrzeszony". Tym bardziej, że Holland nie rozgrzesza Nerona. Pisze o jego zbrodniach, czasem nie kryjąc obrzydzenia, szczególnie przy okazji śmierci Oktawii. Autor stara się jedynie zrozumieć cesarza i wykazać, że wcale nie wyróżniał się okrucieństwem w gronie pryncepsów I wieku naszej ery. Niestety, moim zdaniem kilkukrotnie jednak przeszarżowuje w wybielaniu Nerona. Oczyszczenie go z zamordowania Brytanika na podstawie opinii współczesnego kryminologa (opartej na kolorze skóry ofiary tuż przed kremacją)... Coś takiego może wywołać wątpliwości, ale Holland zdaje się być pewnym niewinności augusta w tym konkretnym przypadku. Niemal absurdalnie brzmi też wywód broniący Nerona przed plotką o tym, że poronienie Poppei (i w efekcie jej śmierć) wywołał sam cesarz, kopiąc ją w brzuch. Linia obrony wygląda tu tak, że podobno takie sceny do pomyślenia są jedynie wśród społecznych nizin... To już jest naiwność, panie Holland. Niebywałą szarżą intelektualną autor popisuje się też w epilogu. Otóż przypuszcza on tam intelektualny atak na... Apokalipsę św. Jana. Posuwa się do stwierdzenia, że ma ona jakiś przedziwny związek z Auschwitz w XX wieku... Cóż tu dobitnie widać, że książkę pisał dziennikarz, nie historyk. Ale jedna ambiwalencja... 7 gwiazdek... Jest tak z dwóch powodów. Po pierwsze: generalnie autor ma rację, że Nerona zdemonizowano przez wieki i on to (zazwyczaj) bardzo sprawnie udowadnia. Po drugie: to jest naprawdę dobrze napisane, literacko nie ma się do czego przyczepić. A ponieważ sama materia jest fascynująca i pióro pisarza jej nie zepsuło... to jednak polecam. Z zastrzeżeniami, ale polecam. Robespierre. Terror w imię cnoty. Fantastyczna książka. Niejednoznaczność Robespierra aż bije tu po oczach i naprawdę widać, jaki kłopot ma z Nieprzekupnym autorka: szacunek i odraza miesza się tu w dziwnej mieszance. Zresztą w ogóle Rewolucja sama się pisze. Ekstraklasa. Stareńka już praca MacDonella jest jedną z przyczyn mojej nieuleczalnej miłości do epoki napoleońskiej. Autorem jest Szkot, więc być może tradycje Auld Alliance na niego wpłynęły, bo człowiek jest również zadurzony w tych czasach co najmniej tak samo mocno. Jakie wyraziste postacie on tam kreśli. Jak żywe! Jak różne! Tak sobie myślę, że to po prostu gotowy materiał do jakiegoś netfliksowego serialu. Wielka Trójka zamknięta. Książka ostateczna. Lubić Wielką Wojnę i jej nie znać to wstyd. Sierpniowe salwy... nie potrafię nic więcej napisać. Jest to książka fenomenalna i kropka. Wojna absolutna Bellamyego to z kolei najwspanialsza monografia frontu wschodniego II wojny światowej jaką dane mi było przeczytać. Ten temat też pisze się sam, Bellamy nie przeszkadza mu w jego rozwoju, celnie pokazując monstrualność zadania, które wziął sobie na głowę Wehrmacht. W zasadzie narracja kończy się na 1943, bo wszystko to, co później, Bellamy uważa (słusznie) za dobijanie leżącego. Fantastyczna. Herezja doskonała to książka o katarach. To nie jest doskonała książka historyczna, gdyż autor tak wyraźnie stoi za albigeńską sprawą, że już mocniej nie można. Ale w jakim stylu on staje... Książkę przeczytałem w dwa dni. Dwa dni! Bouvines to znowu Duby, znowu miłość do wieków średnich, tym razem przez pryzmat rycerstwa. Wszystko co napisałem o Czasach katedr napisałbym i tu. Wiele książek umknęło mojej komórce... Fantastyczne Freedom Cry! o wojnie secesyjnej, odkrywcze Montaillu o pojedynczej wiosce, ostatnim bastionie katarów...
  4. 10 punktów
    Edit: dobra, to nie ma sensu
  5. 9 punktów
    Kreatywny pomocnik by się przydał zamiast Piątka
  6. 8 punktów
    Nie no, mozna sie bawic w dialektyke pokroju ziemkiewiczowskiego, ze tak naprawde to trzeba przeczytac CALY artykul, a jak krytykowac, to NA ARGUMENTY, a w ogole to o co sie ktos przyczepia, przeciez tam jest napisane "nasze pieniadze", nigdzie nie jest napisane, ze w owym "my" sie ten czytelnik zawiera, wiec wlasciwie skoro to nie jego pieniadze, to o co ta afera. A mozna po prostu miec kupe smiechu z deklaratywnie zaangazowanej spolecznie gazety, ktora stosuje prostacka logike poziomu wiecowych haselek, prezentuje malo elegancki zabieg z graficznym odbieraniem beneficjentom twarzy (wrodzy szturmowcy Imperium?! brakowalo w archiwum fot zmeczonych pielegniarek czy protestujacych nauczycieli?) i w roli wrogow stawia grupy raczej nieslynace z zarabiania kroci.
  7. 7 punktów
    Ciekawe, czy po dzisiejszym meczu znajdzie się jeszcze jakiś ignorant, który: - będzie dziwił się kibicom Milanu, że chcieli kogoś dogrywającego piłki, a nie tylko wykańczającego; - będzie się dziwił kibicom, że gówno gra z Piątkiem ich nie podnosi pod niebiosa; - będzie uważał, że taki Deulofeu zawiódł w Milanie, a Piątek to kozak; Piątek dziś zagrał kolejny identyczny mecz z rzędu - żenująca gra przez cały mecz z tą różnicą, że poprzednio miewał jedno lub dwa magiczne uderzenia, a teraz nawet tego zabrakło. To zupełnie nie jest team player. Gdyby się urodził w latach 90 - być może przyćmiłby Inzaghiego swoją genialną umiejętnością do znalezienia się w polu karnym... Ale w dzisiejszej piłce nie ma miejsca już na takich jednostronnych, przewidywalnych napastników, potrzeba choćby takich jak Martinez z Interu - który choć przeciętny, to ciężko harował przez cały mecz na kolegów i finalnie zaliczył przyzwoity mecz, podczas gdy Piątek znów nie dojechał. EDIT: a, jeszcze zapomniałem: - ciekawe, czy znajdzie się jeszcze jakiś ignorant, co grę Milanu na swojej połowie i kontakty z piłką Piątka po ladze w okolicach połowy boiska zinterpretuje jako grę cofniętego napastnika minął miesiąc od tej bzdury i nadal z tego się śmieję, jaką bzdurę tu ktoś potrafi powielić bez oglądania meczów, byle w kontrze do tego, co ja i Brudi napiszemy
  8. 7 punktów
    2-0, luksja. Wychodzi na to, ze @lad doskonale mecz wybrał
  9. 7 punktów
  10. 7 punktów
    no jak zajebanie takiego gola przewrotką w finale Ligi Mistrzów przy remisie nie jest dla ciebie wystarczającym powodem do zostania bohaterem, to ja nie wiem czego ty się po tych piłkarzach spodziewasz
  11. 7 punktów
    Czekam na kolejny ruch GW: proponuje felieton Magdaleny Srody pod tytulem "jak mozecie myslec o podwyzkach kiedy lamana jest konstytucja?".
  12. 6 punktów
    Termin 25-28 lipca 2019, lokalizacja środkowa Polska, koszt pewnie ok. 40-50 zł za noc, 3 noce. Jeśli macie propozycje miejscówki, to możecie śmiało wrzucać.
  13. 6 punktów
    Zamontowane dziś Na razie same okna, drzwi już zamówione, zapłacone. To sam z bramą garażową. Za jakieś może 2 lub 3 tygodnie stawią. W przyszłym tygodniu ma pan zaczynać robótkę. Na pierwszy ogień pójdą ścianki działowe na parterze, później ogrodzenie, szambo. Plan na najbliższy ~miesiąc. Salon i piętro Kuchnia i łazienka Garaż
  14. 6 punktów
    No dlatego @Gacek i @Brudinho piszą, że lepiej byłoby kupić za pieniądze wydane na Piątka jakiegoś kreatywnego pomocnika polemizując z nimi potwierdziłeś ich tezy
  15. 6 punktów
    @Gacek - uważasz, że wszyscy (łącznie z dziennikarzami GW) przeczytali ten lead bez zrozumienia a tylko Ty ze zrozumieniem? Czy to z nami jest coś nie tak? Może jednak z Tobą?
  16. 6 punktów
    Mogli dać w nagłówku np "Dlaczego nie zrobiliście tego przez trzy lata?", sugerując na pierwszym miejscu, że to kiełbasa wyborcza, zamiast "hojne rozdawnictwo naszych pieniędzy". A tak to wychodzi na to, że owszem, popieramy podwyżki dla pielęgniarek i nauczycieli, ale nie przez PiS
  17. 6 punktów
    Panowie, ale po co taka agresja? Zapraszam panów @Lucifer Morningstar i @T-m do narożników, 5 sekund przerwy na ochłonięcie i zachęcam do kontynuowania dyskusji
  18. 5 punktów
  19. 5 punktów
  20. 5 punktów
    Pewnie rozpracowuje ustawienie stewardów, żeby dostać się do Marco Silvy.
  21. 5 punktów
    Ja mam już termin zabukowany Złapalem bakcyla
  22. 5 punktów
    Mecz z PSG skończyliśmy mając na boisku Masona Greenwooda (17 lat) Tahitha Chonga (19 lat) Diogo Dalota (19 lat), cały mecz grał Rashford (21 lat), McTominay (22 lata) - wychowankowie, młodziaki. Niesamowite, nikt nam nie dawał szans, ja też ani trochę nie wierzyłem w to, że może się udać. Cały wieczór oglądałem potem cieszynki kontuzjowanych i innych :D. Macie, enjoy:
  23. 5 punktów
    Kazdy, kto chce zainwestowac w klub pilkarski w Polsce, powinien przerobic sobie konflikt kibicow Legii z ITI 2007-2010 - to sa wciaz te same patetyczne spiewki o niezaleznosci oddolnego ruchu kibicowskiego, ktory byl, jest i bedzie, w przeciwienstwie do przychodzacych i odchodzacych najemnikow w postaci prezesow i pilkarzy (w tej logice kibic podkresla, ze chodzi na stadion od malolata do dziada i z tego powodu uzurpuje sobie czastke wladzy, podczas gdy np. kariera pilkarza ze wzgledow fizycznych nie jest w stanie tyle trwac). Ladujac pieniadze w pilke godzisz sie z tym, ze grupa ludzi niebedaca w zadnym (lub w znikomym - nie do konca wiem, jak wyglada to na Wisle, bo cos mi przelecialo o sprzedazy akcji/cegielek) stopniu wlascicielem Twojego biznesu bedzie Ci sie notorycznie wpieprzac w kompetencje i wysuwac roszczenia, jednoczesnie odzegnujac sie od jakiejkolwiek odpowiedzialnosci.
  24. 5 punktów
    Zapomniał się na boisku i potem w strefie mieszanej przyznał się, że źle zrobił. Postawa godna naśladowania w czasach gdzie piłkarze w pogoni za zwycięstwami dopuszczają się grubych oszustw. Ramos dał przykład, że można pozostać uczciwym do samego końca. Dumny z kapitana
  25. 5 punktów
    Czytałem dzisiaj kilka artykułów o tej okładce. Komentarze są przerażające.... "Niech Ci nauczyciele tak nie płaczą, bo każdy chciałby tak zarabiać" "Urlopy płatne, wakacje w dupach się poprzewracało" "Każda nadgodzinka płatna" "A jak 13 się dostaje to jakoś nie słychać żadnych skarg" Kurwa TO społeczeństwo jest tak głupie, że brak słów.
  26. 5 punktów
    To dobre podsumowanie. Naprawdę nie wiem kto mógł zatwierdzić wypuszczenie tego potworka.
  27. 5 punktów
    Aż szkoda strzępić ryja. Nawet nie warto wspominać, że tak jak wojskowych to może nie dotyczy, ale każdy z nas ma gdzieś w rodzinie czy wśród znajomych pielęgniarkę czy nauczyciela, i raczej nie uważa, że ich praca jest godnie opłacana A tu Wyborcza pisze wyraźnie, że PiS ich "kupuje". Nie że zasługują, ale nie ma na to pieniędzy, tylko że się "sprzedają"
  28. 4 punkty
    Wiem, że dział mówi o twórczości pisarskiej, ale w sumie nie znalazłem lepszego miejsca. Razem z moim kolegą Marcinem nagrałem pierwszy odcinek podcastu. Nazwaliśmy go „Pomost - próba dialogu”, ponieważ wkurza nas strasznie radykalizacja postaw w Kościele, a także wśród środowisk pozakościelnych, która skutkuje wzajemną niechęcią czy wrogością. Wiemy, że obie strony mają swoje za uszami, dlatego będziemy starać się szukać wspólnych płaszczyzn, które mogą służyć porozumieniu. Zachęcam Was do słuchania i do wyrażania swoich opinii Podcast można odnaleźć w następujących miejscach: Podbean ITunes Spotify
  29. 4 punkty
    Podczas lutowych negocjacji skaptowalismy z kolegą @Perezna urząd skarbnika chyba najbardziej zaufana osobę w kwestiach finansowych, także myśle, ze w tym roku obędzie się bez dodatkowych wpłat A ja oczywiście deklaruję przyjazd
  30. 4 punkty
    Po co się już określać, skoro wiadomka, że można to zorganizować w 2 dni?
  31. 4 punkty
    A dziękuję Podsumowanie sezonu: Na zakończenie mojej przygody z Tottenhamem osiągnąłem swój cel, jakim była obrona zdobytego przed rokiem tytułu mistrzowskiego. Mówią, że nie sztuką jest wejście na szczyt, a sztuką jest dopiero utrzymanie się na nim. Właśnie z takiego założenia wyszedłem przed sezonem i cały czas byłem zorientowany na jeden cel, wszystkie pozostałe rozgrywki traktując bardziej ulgowo. Stąd też porażka dość szybko w Lidze Mistrzów, gdzie odpadliśmy już w ćwierćfinale. Ale być może dzięki temu zachowaliśmy świeżość, która pozwoliła nam zdobyć wymaganą liczbę punktów na finiszu rozgrywek ligowych i zwyciężyć w całych rozgrywkach. Teraz czas na ostatnie już podsumowanie indywidualnych występów moich podopiecznych, a potem... już tylko Mistrzostwa Świata z reprezentacją La Furia Roja! Bramkarze: Sergio Bermudez (KOL, 24, 31A / 0G, 32,5 mln) – 31 / 21 / 19 / 0 / 0 / 0 / 2790 / 6.94 Mauricio Amaro (POR, 25, 15A / 0G, 39 mln) – 25 /19 / 14 / 0 / 0 / 0 / 2250 / 6.94 Sytuacja między słupkami nie zmieniła się ani odrobinę. Nadal podstawowym wyborem pozostawał Bermudez, a Amaro musiał się zadowolić rolą rezerwowego. Chociaż co to za rezerwowy, który rozgrywa niemal tyle samo spotkań, co gracz podstawowego składu? Obaj nie zawieli, na obu można było liczyć, choć od obu oczekiwałbym czasem jakiejś spektakularnej interwencji, która dałaby nam jakieś punkty. Tymczasem ani Kolumbijczyk, ani Portugalczyk są bardzo solidni, ale brakuje im tej nutki pozytywnego szaleństwa. Prawi obrońcy: Falcao (BRA, 23, 5A / 0G, 1,8 mln) – 31 / 0 / 0 / 0 / 2 / 0 / 2066 / 7.02 Alejandro Juarez (ARG, 25, 35A / 0G, 47 mln) – 40 / 0 / 0 / 0 / 2 / 0 / 2826 / 6.92 Andre Carvalho (POR, 21, 13u21-A / 0G, 7,75 mln, Braga) – 11 / 3 / 1 / 0 / 0 / 0 / 7.00 Drazen Blazevic (NIE, 23, 37u21-A / 2G, 6 mln, Bournemouth) – 34 / 0 / 1 / 0 / 5 / 0 / 6.76 Na prawej obronie po odejściu Moreno Juarez odzyskał miejsce w pierwszej jedenastce, ale przybył mu nowy konkurent z drużyny rezerw – Falcao. Chłopaki grali już razem w rezerwach więc dobrze się znają, a Brazylijczyk pokazał, że być może za późno włączyłem go do pierwszej drużyny. W meczach, w których występował, pokazywał bardzo dużą jakość i opanowanie. Nie był może tak przydatny w konstruowanuu akcji ofensywnych, ale w obronie był za to nie do przejścia. Warto odnotować, że kilkukrotnie wystąpił też z konieczności na lewej obronie i radził sobie wcale nie gorzej. Juarez zaś zanotował bardzo udany sezon i choć średnią ocen ma niższą, to pamiętajmy, że najczęściej to właśnie Argentyńczyk występował w tych najbardziej wymagających meczach, gdzie też poziom trudności jest znacznie większy. Lewi obrońcy: Ben Davies (WAL, 33, 98A / 2G, 6 mln) – 29 / 0 / 1 / 1 / 1 / 0 / 2546 / 7.03 Ryan Sessegnon (ANG, 26, 47A / 1G, 60 mln) – 28 / 0 / 6 / 1 / 4 / 0 / 2406 / 7.10 Po drugiej stronie bloku defensywnego znów mogłem powiedzieć, że mam spokój. Sesegnon świetnie wypełnia lukę po Medinie i wydaje się, że jest już gotowy aby zająć miejsce Daviesa w galowej jedenastce. Walijczyk zakończył już reprezentacyjną karierę, a jego kontrakt z Tottenhamem obowiązuje jeszcze przez rok. Nowy menedżer zdecyduje, czy zechce go przedłużać z doświadczonym Walijczykiem. Szkoda trochę, bo w rezerwach cały czas brakuje kogoś młodego zdolnego, ale to już nie mój problem. Środkowi obrońcy: Harry Maguire (ANG, 33, 36A / 0G, 16,5 mln) – 28 / 1 / 2 / 0 / 2 / 0 / 2213 / 7.19 Davinson Sanchez (KOL, 29, 81A / 2G, 54 mln) – 34 / 1 / 1 / 2 / 3 / 0 / 2869 / 7.07 Jonathan Tah (NIE, 30, 3A / 0G, 63 mln) – 32 / 4 / 2 / 4 / 1 / 0 / 2860 / 7.24 Thapelo Zondi (RPA, 24, 83A / 5G, 54 mln) – 24 / 2 / 0 / 0 / 1 / 0 / 2138 / 7.16 Charlie King (ANG, 21, 1u21-A / 0G, 1,1 mln, Derby) – 31 / 2 / 0 / 1 / 2 / 0 / 6.85 Til Schroeder (NIE, 21, 48u21-A / 3G, 12 mln, West Ham) – 20 / 0 / 1 / 1 / 3 / 1 / 7.02 Na środku bloku obronego nie zmienia się nic od dobrych kilku lat. Podstawową parę stoperów cały czas stanowią Tah z Sanchezem, a swoje szanse otrzymują też regularnie Maguire oraz Zondi. Choć patrząc na liczbę rozegranych minut, trudno mówić o graczach podstawowego składu i rezerwowych wśród stoperów, bo wszyscy czterej mają rozegraną bardzo podobną liczbę minut. Wśród naszej zdolnej młodzieży na pewno należałoby wyróżnić Schroedera, który ma za sobą udane wypożyczenie do West Hamu, gdzie był ważnym graczem oraz naszego wychowanka – Kinga, który grywał regularnie w Premiership w ekipie beniaminka z Derby. Obaj to może być przyszłość bloku obronnego, bo Maguire już ma niedaleko do końca kariery, Tah przekroczył już magiczną 30, a Sanchez zrobi to za rok.
  32. 4 punkty
    @Brudinho Jeżeli mamy warunek, że ktoś miałby przyjść zamiast Piątka to budżet jest w okolicach 35 mln, ale nawet jeśli rozmawiamy o sumie dwa razy większej to starczyłoby na Christiana Pulisicia przy obecnych cenach na rynku. Wymieniłeś kilka nazwisk i mam wrażenie, że bez przekonania. Który z nich dałby cokolwiek więcej niż to co Milan ma obecnie w kadrze i którego można by obudowywać kolejnymi wzmocnieniami? Wg mnie wszyscy Ci wymienieni piłkarze w ogóle nie spełniliby warunków, o których sam piszesz w tym temacie. Naprawdę liczysz, że któryś z grupy: wieczny rezerwowy Atletico, hiszpański (już za moment) emeryt na wakacjach w USA/Azji, Włoch majacy ostatni udany sezon ponad 3 lata temu (i przypomnę, że szukamy kreatywności i rozegrania, a w "udanym" sezonie, kiedy to w jego trakcie przeszedł do Napoli zanotował 2 asysty) i niczym niewyróżniający się Hiszpan z przeciętniaka z Premier League (który też się odbił od Milanu wcześniej), miałby kierować ofensywą z drugiej linii i decydować w dużej mierze o jakości ataku drużyny walczącej o Ligę Mistrzów? Każdemu z tych zawodników brakuje chociażby jednego: konkretów. Zmierzam do tego, że drużyny nie zbudujesz w jedno okienko, do tego takie styczniowe. Jak sam widzisz, Milan mógł wyrzucić kilkadziesiąt milionów na zawodnika, który nie byłby takim wzmocnieniem jakiego sam oczekujesz, ale tego nie zrobił. Klub nie widział odpowiednich kandydatów i chyba nie chciał wydawać pieniędzy dla samego wydawania. W styczniu na rynku transferowym dostępna jest naprawdę mniejsza ilość zawodników robiących różnicę. IMO mniejsza niż w okresie letnim i być może też tym kierowali się dyrektorzy klubu. Skoro zawodnika o danym profilu w określonej cenie nie ma na rynku to chyba mądrze jest zwrócić swoją uwagę na inne cele, a ten odstawić na kilka miesięcy do szuflady. Piątek był dostępny, cena się zgadzała, do tego marketingowo transfer się absolutnie bronił i klub ściągał zawodnika będącego absolutnie na topie w kraju. Woleli wziąć napastnika, który już teraz będzie nr 1 w klubie (a potencjalnie może być bardzo dobrym w skali europejskiej), i którego można było kupić w styczniu, bo przecież nie byłoby to wykluczone, że w lipcu 2019 po Piątka zgłosiłby się klub lepszy niż Milan, a sam zawodnik kosztowałby może i 50 milionów. Także na ten moment mają pierwszego napastnika i czas, aby się zastanowić kim wzmocnić drugą linię. Idąc za Twoją radą Milan miałby Gabbiadiniego, który w perspektywie roku nie zmieniłby nic, i w dalszym ciągu szukał pierwszego napastnika i ofensywnego pomocnika. Ponadto, byłby biedniejszy o kilka euro.
  33. 4 punkty
    Solskjaer niemal 20 lat temu na Camp Nou i Solskjaer dzisiaj! Wielki Norweg! Chuj, że na mega farcie, ale nikt, nikt kurwa ze mną na czele, nie dawał im jakichkolwiek szans na awans. A oni trzema celnymi strzałami pogonili PSG... Niech się leje szkocka strumieniami...
  34. 4 punkty
    Wojtek uspokój się bo Ci butów nie oddam.
  35. 4 punkty
    Naprawdę chcesz się licytować na cytaty z tego tematu?
  36. 4 punkty
    Kownaś x2 na 4-0 Schalke 04 Dusseldorf
  37. 4 punkty
    Brooklyn 9-9. Odcinki po 22-25 minut i potężna dawka humoru. PS - serial polecił mi wcześniej pan @Reaper Wspominam o tym, bo ostatnio Perez mi dziękował za polecenie B99 i się Reapowi zrobiło przykro
  38. 4 punkty
    Poszła aktualka forum do wersji 4.4. Póki co mogą być jeszcze jakieś zamuły, bo w tle są jakieś procesy, ale kwestia godzin, aby wszystko się uspokoiło. Poniżej lista zmian (wersja 4.4 to taka większa aktualka).
  39. 4 punkty
    Jezus Maria, co za kariera. Co za kariera... ---------------------------------------------------------- W Edmonton przebywaliśmy już od soboty. W piątek przed wylotem spakowaliśmy się już i wymeldowaliśmy z naszej bazy pod Toronto, dziękując personelowi hotelu za wspaniały miesiąc, w trakcie którego niczego nam nie brakowało; ostatni, najważniejszy weekend mundialu mieliśmy spędzić w jednym z hoteli w Edmonton, które zapewniały finalistom specjalne siedziby w tym nerwowym, gorączkowym czasie. Dwie godziny przed rozpoczęciem spotkania odbyła się uroczysta ceremonia zamknięcia mistrzostw, po której uprzątnięto boisko, a my i Niemcy wyszliśmy na murawę, by razem z przedstawicielami FIFA dokonać inspekcji areny, na której już niebawem miało się rozpocząć piłkarskie święto transmitowane na żywo na całym świecie. Ogromna liczba wozów transmisyjnych okalała Commonwealth Stadium, a wiele zakładów pracy w Polsce wstrzymało służbę na popołudniowych zmianach, by pracownicy mogli zebrać się i obejrzeć jedno z najważniejszych wydarzeń sportowych w dziejach kraju. Ja i Michael Ballack wyszliśmy z tunelu jako pierwsi. Przystanąłem z kolegą po fachu, świetnym niegdyś piłkarzem, przy stojącym na gablotce pucharze świata i żartując w języku niemieckim poklepaliśmy na szczęście bezcenne trofeum, które mógł dziś wznieść tylko jeden z nas. Później sztormowy ryk publiczności przywitał malawijskiego sędziego Rogera Heady'ego i obie jedenastki – grających w tradycyjnych, biało-czarnych trykotach Niemiec oraz naszej, w której w jednolicie czerwonych strojach podążali także Tomek Rogalski i Robert Koźmiński, którymi zastąpiłem Michała Koźmińskiego i Marka Konopkę. Jako pierwszy dumnie rozbrzmiał Mazurek Dąbrowskiego, odśpiewany z pasją przez biało-czerwone sektory, a na koniec odegrany został hymn Niemiec. Później już tylko losowanie, w którym wzięli udział kapitanowie Stefan Stein oraz Zbyszek Lewandowski, i wielki finał czas było rozpocząć. W trakcie pierwszej połowy przybyło mi jeszcze więcej siwych włosów, niż miałem ich już do tej pory – Niemcy dosłownie na nas usiedli, zepchnęli do rozpaczliwej momentami obrony, tak że już w 4. minucie najpierw Brzeziński obejrzał żółtą kartkę, a zaraz potem Paweł Piętka z wysiłkiem sparował na rzut rożny śmiertelnie groźną główkę Kunerta. Mijały minuty, Niemcy nadal bombardowali naszą bramkę raz za razem, a my mieliśmy olbrzymie problemy, by wyjść z własnej połowy. Kluczowy moment wielkiego finału nastąpił w 41. minucie, gdy w końcu udało nam się przytrzymać piłkę po jej odzyskaniu, a po szybkim ataku wychodzący na czystą pozycję Robert Koźmiński, który niesamowicie szarpał tego dnia, został powalony na murawę przez Jürgena Kunkela, który za to zagranie obejrzał czerwoną kartkę. Od tej pory Niemcy spuchnęli, a my dopiero teraz zdołaliśmy oddać nasz pierwszy strzał w tym spotkaniu. – Panowie, nie możemy tak grać. Nie możemy tak grać! – grzmiałem w przerwie. – Ostatnie minuty mieliśmy dobre, ale pierwsze czterdzieści minut to dramat! Więcej spokoju, do cholery! Więcej spokoju! Bez tej nerwowości, gdy zbieramy piłkę, nie gramy na szybkość, tylko mamy czas! Poczekać, popatrzeć, rozegrać mądrze, bo Niemcy tylko czekają na nasz błąd! W drugiej połowie role się odwróciły. Teraz to Niemcy musieli rozpaczliwie się bronić, a wielka czerwona nawałnica pod opieką orła białego sunęła co chwilę na bramkę Bodena, który miał pełne ręce roboty, ale bohatersko ratował swoich kolegów z opresji. Nie pomagał także morderczy upał, który z każdą minutą odbierał nam siły, a Niemcom, którzy broniąc się nie musieli aż tyle biegać, dawał coraz większe szanse na zamęczenie nas w końcówce i przechylenie szali na własną korzyść. Z tego powodu nie przeprowadzałem ostatniej zmiany, by zachować ją na nieuniknioną dogrywkę. Ale jednak ją przeprowadziłem... ...by kraść czas! Sędzia Heady doliczył trzy minuty, przed którymi słanialiśmy się już na nogach. W pierwszej z nich Machnikowski przejął wybitą przez Bodena piłkę, odegrał ją do przodu do Pawlaka, Marcin zgrał na 30. metr do pędzącego na kondycyjnej rezerwie Piątka, a Rafał, mój imiennik, mimo biegnącego z nim bark w bark Schneidera odpalił kosmiczną bombę z prawej nogi, która mistrzowską trajektorią zakreśliła niebiański łuk ponad głowami wszystkich, po czym tuż poza zasięgiem rąk wyciągniętego jak struna Bodena omal nie przerwała siatki w okienku niemieckiej bramki! GOOOOOOOOOOOOL!!!!!!!! To się dzieje naprawdę! Trybuny oszalały, Rafał niemalże stracił głos pędząc w euforycznym szale do narożnika, a Niemcy stracili grunt pod nogami! Przez ostatnie dwie doliczone minuty broniliśmy naszej bramki niczym niepodległości, a rywale w rozpaczy rzucili się do ataków! NA DARMO! Sędzia Heady kończy spotkanie, a my z ławki trenerskiej rzucamy się galopem na murawę! Po raz trzeci w historii ZOSTAJEMY MISTRZAMI ŚWIATA! Jesteśmy mistrzami, zawsze walczymy do końca, nie przejmujemy się przegranymi – bo jesteśmy MISTRZAMI ŚWIATA! Kiedy załamani Niemcy odebrali już swoje srebrne medale, Zbyszek Lewandowski z czerwonymi od łez oczami z rykiem triumfu wzniósł w górę nasz trzeci puchar świata, a gdy bezcenne trofeum wśród wiwatów biało-czerwonych sektorów wyrosło ponad cień wielkiej trybuny i rozbłysło złociście w kanadyjskim słońcu, sam nie wytrzymałem i z moich oczu polały się łzy wzruszenia.
  40. 4 punkty
    Emocje w Kanadzie (i nie tylko) zaczynały powoli dochodzić do temperatury wrzenia. We wtorek przyszła pora na pierwszy półfinał, w którym w Montréalu Serbia walczyła o swój historyczny finał Mistrzostw Świata i wielu postronnych widzów trzymało za nią kciuki. Niestety tym razem rewelacja mundialu nie sprostała Niemcom, dla których gola na wagę gry o złoto niesamowitym strzałem z rzutu wolnego w 6. minucie zdobył Beckmann, a przez resztę spotkania Serbowie ku rozpaczy swoich kibiców mogli jedynie bić głową w mur. Następnego dnia zagotować miało się z kolei w Edmonton, dokąd wylecieliśmy z Toronto wczesnym rankiem. Właśnie tu, na Commonwealth Stadium, na którym rozegrany miał być także finał, mieliśmy walczyć z wielką Hiszpanią, a więc aktualnym mistrzem Europy. Choć nadal nie mogłem skorzystać z Tomka Rogalskiego, to jednak wznowił on już treningi, w związku z czym miał zasiąść na ławce jako rezerwowy, czym chciałem scementować atmosferę w drużynie. W fazie pucharowej stres rósł z każdym kolejnym meczem, co odczuwałem dobitnie, a już godzinę przed rozpoczęciem pojedynku serce łomotało mi jak szalone. W Polsce, w której obecnie był środek nocy, mało kto spał – nawet ci, którzy nie interesowali się futbolem, zasiadali wraz z rodzinami przed telewizorem, by oglądać to, co tysiące kilometrów dalej działo się w Edmonton. W Kanadzie o tej porze dopiero miało zacząć zmierzchać. Zdecydowałem, że rozpoczniemy tym samym składem, którym wyszarpaliśmy awans z gardeł Francuzów, więc powracający po karze zawieszenia Robert Koźmiński musiał zadowolić się miejscem na ławce. Chociaż wszyscy byliśmy podenerwowani, to jednak zaczęliśmy ten półfinał z prawdziwym animuszem, i już w 1. minucie Wilk po podaniu Konopki postraszył Hiszpanów groźnym, ale jednak niecelnym strzałem z dystansu. Po kilku przespanych minutach obudziła się i Hiszpania, dzięki czemu na boisku trwała ostra walka bez odstawiania nogi ani innych części ciała, a Sierra z Piętką prześcigali się w klasowych interwencjach; raz świetną paradą popisał się jeden, a za dwie minuty efektowną robinsonadą odpowiadał drugi. Trochę słabszym aktorem tego widowiska mógł być jedynie sędzia Abdulkadir, który wręcz uparł się wciskać nam kolejne żółte kartki, podczas gdy Hiszpanów traktował ulgowo. Właśnie z powodu żółtej kartki zdjąłem w przerwie Marcina Konopkę, który oprócz zagrożenia wykluczeniem był też zwyczajnie bezproduktywny. Po prawdzie nie zachwycało mnie jeszcze kilku zawodników, znów kiepsko na skrzydle grał Michał Koźmiński, który nie mógł się równać z Tomkiem Rogalskim, ale wolałem nie szastać bezmyślnie zmianami. W końcu byłem już menedżerem o światowej renomie, a nie płotką, jak dwadzieścia lat temu. W drugiej połowie długo udawało nam się trzymać Hiszpanów z dala od naszego pola karnego, z drugiej strony pod ich bramką strzelaliśmy wprost w Sierrę, tak jak np. przy sytuacji Pawlaka. Choć wizualnie mecz był atrakcyjny, to jednak nic nie wskazywało na to, by nastąpić miało otwarcie wyniku, aż nadeszła 72. minuta. Wtedy to Hiszpanie rozgrywali atak pozycyjny na naszym przedpolu, gdy nagle na strzał z 30 metrów zdecydował się Murillo, do którego nie zdążył wyjść Konieczny, a piłka po odbiciu się od słupka wpadła do bramki obok spóźnionego Piętki... Czując, jak w moim gardle rodzi się ryk, przycisnąłem mocno dłonie do twarzy i nachyliłem się ku murawie: – Paaaweeeeeeł!!! Kurwaaaaaaaa!!! W tej chwili wspaniale zachowali się nasi kibice na biało-czerwonych sektorach, którzy zamiast ucichnąć, zaczęli hucznie skandować: "POL-SKA!!! POL-SKA!!! POL-SKA!!!". Być może właśnie ich potężne ryki z trybun poniosły nas do przodu, gdy po wznowieniu od środka ruszyliśmy ze wściekłym atakiem, świeżo wprowadzony na boisko Rob Koźmiński wbiegł od flanki w pole karne, zaś po jego centrze na linię bramkową piłkę z rąk wypuścił bezbłędny dotąd Sierra, a wspaniały Grzesiek Dudek wepchnął futbolówkę do siatki! GOOOOOOL!!! Jeden do jednego! Jeszcze nie wszystko stracone! Teraz zarówno my, jak i Hiszpanie porzuciliśmy wszelką ostrożność i rzuciliśmy się sobie wzajemnie do gardeł, a piłkarski świat mógł tylko czekać, kto padnie jako pierwszy. W samej końcówce cały Commonwealth Stadium oglądał wojnę na boisku na stojąco, absolutnie nikt nie siedział, tymczasem po akcji Hiszpanii od razu ruszaliśmy z kontratakiem. Tak samo było w 86. minucie, gdy rezerwowy Brodecki jak za swoich najlepszych lat wygrał pojedynek biegowy z Calvo na skrzydle i dośrodkował na pole karne, a tam Expósito... wykosił Tomka Adamczyka równo z murawą! Rzut karny!!! Piłkę na jedenastym metrze ustawił nasz nowy egzekutor jedenastek, ociekający potem Andrzej Brzeziński. Sierra energicznie podskakuje i wymachuje ramionami na linii bramkowej, Andrzej bierze rozbieg, dobiega do piłki na dwa tempa, strzela... ...GOOOOOOOOL!!! Piłka grzęźnie w siatce, a Andrzej biegnie sprintem do narożnika z rękami w górze i drąc się w kierunku polskich sektorów, by po chwili utonąć w objęciach kolegów! Hiszpania, mistrzowie Europy, była już na deskach, i choć próbowała uratować dogrywkę, to jednak byliśmy dziś w obronie niczym armia Leonidasa. W końcu sędzia Abdulkadir zagwizdał po raz ostatni – konieeec! W całej odległej Polsce wśród nocnej ciszy ryk się rozchodzi! Po raz trzeci w historii i za mojej kadencji jesteśmy w finale Mistrzostw Świata!
  41. 4 punkty
    Ale to nie jest kombinowanie . Jakby złotówka jebnęła to byś wszystkich wyzywał, że kombinowali, bo nie wzięli kredytu w obcej walucie? Jak wybierasz korzystniejszą dla siebie w sklepie opcje, kupując jakiś produkt, to kombinujesz? Jak pisał @T-m krytykować można jęczenie o pomoc czy samą pomoc, ale nie sam wybór kredytu w obcej walucie
  42. 3 punkty
    przy bilansie 0-3-3 nie ma chyba wątpliwości?
  43. 3 punkty
    Aktualizacja do 4.4.2 gotowa + testowo odpaliłem https.
  44. 3 punkty
    @Makk wiem już dlaczego przegrywasz. Spójrz na swój skład z ostatniego meczu, 10 zawodników. Jeśli wystawisz 11 masz większe szanse na zwycięstwo. Nie musisz dziękować
  45. 3 punkty
    Morela czy brzoskwinia, kto by się tym przejmował
  46. 3 punkty
    Najpierw coś dla @lad, przykład wyjścia registy w linię DC do rozegrania piłki: Chciałem skończyć sezon i się zagrałem, więc odcinek podsumowujący trzy miesiące Marzec rozpoczęliśmy od w teorii trudnego meczu z Realem, ale wygraliśmy bardzo pewnie - 2:0, jednakże Real nawet z nowym trenerem w postaci Sarriego nie jest w tym sezonie równorzędnym rywalem. Dużo szczęścia mieliśmy w rewanżu z Interem, który się zamurował, aby bronić rezultatu z Mediolanu, udało nam się zdobyć gola dopiero w 86. minucie, wreszcie Solanke zaczął grać jako rasowy snajper - strzela aż miło. W 1/4 LM los przydzielił nam Książąt z Paryża. Niestety już w pierwszym meczu musieliśmy poznać wyższość rywali - 2:0 nie dawało nam wielkich szans przed rewanżem. Niestety, ale chciałem ofensywnie wyjść na Paryżan, strzelić gola na wyjeździe, a w efekcie straciliśmy dwa już do przerwy. W rewanżu PSG nie istniało (dwa strzały, zero celnych), ale co z tego - skoro nie potrafiliśmy strzelić nawet gola. Odpadamy, ale chyba i tak nasza przygoda w LM jest jak najbardziej na plus. Marzec to miesiąc Solanke - wspomniałem o golu z Realem i Interem, ale on strzelił jeszcze hattricka z Betisem i dorzucił trafienie z Villarreal. Z Betisem dało to trzy punkty, ale z ekipą Żółtej Łodzi Podwodnej niestety nie, przegraliśmy tam 3:2. W kwietniu znowu Solanke - a do tego Soler i Mina i pokonujemy na starcie Gironę 3:0, kiedy wydaje się, że zbliżamy się do Barcelony, która także gubiła punkty, ale przegrywamy u siebie z Sevillą, a później na wyjeździe z Atletico i było bardzo nieciekawie. Siedem punktów... I wtedy graliśmy na Mestalla z Barceloną. Po 45. minutach było tak: Dominacja totalna! Po zmianie stron za wiele się nie zmieniło i chociaż wynik 2:1 nie mówi nam o przewadze, ale trochę dodało nam to skrzydeł, pokonaliśmy Barcelonę bardzo pewnie, zbliżając się na 4 punkty: Później niestety znowu zawodzimy - remis 0:0 z Eibar, nawet na wyjeździe mówi sam za siebie. Pokonujemy jeszcze Espanyol 3:1, a później rozbijamy Malagę 4:0, Barcelona przegrywa El Classico i na dwie kolejki przed końcem, mamy jeszcze matematyczne szanse: Pokonujemy spadkowicza Osasunę 2:0, ale Barcelona także wygrywa swoje spotkanie i w efekcie zostaje na kolejkę przed końcem mistrzem Hiszpanii. Wygrywają także swoje ostatnie spotkanie, a my ponosimy porażkę grając zupełnymi zmiennikami, co powoduje zwiększenie różnicy punktowej do 7. Co ciekawe - Real tylko w LE, Atletico poza pucharami! Król strzelców: Luis Suarez 24 gole, Aspas 17 goli, Drmić 16 goli. Nasz najlepszy strzelec - Solanke 13 goli. marzec 2020 La Liga: [27/38] Valencia - Real Madryt 2:0 (Solanke, Shaqiri) [28/38] Betis - Valencia 1:3 (Boudebouz - Solanke 3x) [29/38] Valencia - Villarreal 2:3 (Solanke, Mula - Rolan, Sansone 2x) Liga Mistrzów, 1/8: [2/2] Valencia - Inter 1:0 (Solanke) kwiecień 2020 La Liga: [30/38] Girona - Valencia 0:3 (Solanke, Soler, Mina) [31/38] Valencia - Sevilla 0:1 (Ben Yedder) [32/38] Atletico - Valencia 2:1 (Correa, Savic - Sancho) [33/38] Valencia - Barcelona 2:1 (Pozo, Mina - Vidal) [34/38] Eibar - Valencia 0:0 [35/38] Valencia - Espanyol 3:1 (Parejo 2x, Sancho - Iglesias)) Liga Mistrzów, 1/4: [1/2] PSG - Valencia 2:0 (Cavani, Lo Celso) [2/2] Valencia - PSG 0:0 maj 2020 [36/38] Malaga - Valencia 0:4 (Lomban sam., Lato, Sancho, Mina) [37/38] Osasuna - Valencia 0:2 (Pozo, Wass) [38/38] Valencia - Real Sociedad 1:3 (Mina - Januzaj 2x, Juanmi)
  47. 3 punkty
    Milan gra chujowo, ale to nie jest wina Piątka xD Dzięki niemu wygraliście mecz z Atalantą, na który w pierwszej połowie w ogóle nie wyszliście. Tam nie ma pomysłu na grę. Widziałem dwa czy trzy mecze i byłem bliski zerzygania się na telewizor. Trochę dziwi mnie umniejszanie Piątkowi jego dokonań, czy takie sceptyczne podejście. Zagrał dwa chujowe mecze, okej, ale jak ma zagrać dobrze skoro nie ma sytuacji? Przecież to nie jest typ napastnika który pociągnie za sobą całą grę zespołu od początku do końca. Dajcie szansę na strzelenie bramki, to on to zrobi. I z tego bym go rozliczał.
  48. 3 punkty
    https://www.thispersondoesnotexist.com/ Strona posiadający mechanizm generujący losowe twarze. Przy uszach i zębach widać czasem artefakty, ale na miniaturkę na FB/TT dla ruskich trolli jak znalazł. Trust no one.
  49. 3 punkty
    @krzysfiol, a może @Reaper , nie pamiętam, kto kupował skórkę Carbon 4.3 - pasowałoby zerknąć, czy nie ma czasem dostępnej aktualki. @Makk to akurat wina javy, teraz wariuje, bo próbuję coś z tymi skórkami zrobić, a każde odświeżenie potrafi zamulić forum.
  50. 3 punkty
    Ja myślę, że przede wszystkim powinieneś zmienić tę skórkę, albo chociaż wywalić te zdjęcia piłkarzy w tle, bo gwałci to moje poczucie estetyki
×
×
  • Dodaj nową pozycję...