Jump to content

Leaderboard

  1. Reaper

    Reaper

    ModTeam


    • Points

      212

    • Content Count

      16916


  2. me_who

    me_who

    Przyjaciel CMF


    • Points

      211

    • Content Count

      31747


  3. Gabe

    Gabe

    Przyjaciel CMF


    • Points

      175

    • Content Count

      15434


  4. Brudinho

    Brudinho

    Przyjaciel CMF


    • Points

      174

    • Content Count

      9298



Popular Content

Showing content with the highest reputation since 10/22/19 in all areas

  1. 11 points
    Będąc szczery, trzeba mieć naprawde duże IQ żeby zrozumieć Ricka i Morty'iego. Humor jest niezwykle subtelny, i bez dużej dawki fizyki teoretyczniej większość żartów nie zostanie zrozumianych przez statystycznego oglądacza. Są też nihilistyczne poglądy Ricka, które są zręcznie wprowadzone w jego charakterystyke- jego osobista filozofia mocno wywodzi się z literatury Narodnaja Wola, na przykład. Fani to rozumieją; mają wystarczającą zdolność intelektualną aby zrozumieć głębokie przekazy tych żartów, potrafią zrozumieć, że nie są po prostu śmieszne- mówią coś głębokiego o ŻYCIU. Konsekwencją tego ludzie którzy nie lubią Ricka i Morty'iego naprawde SĄ idiotami- oczywiście nie mogli by zrozumieć, na przykład, humoru w egzystencjalnej frazie Ricka "Wubba Lubba Dub Dub," co samo w sobie jest ukrytym odniesieniem do Ojców i dzieci Iwana Turgieniewa Uśmiecham się wyobrażając sobie jednego z tych bezmózzgich prostaków drapiącego się za głowe w zdziwieniu gdy geniusz Dana Harmona przedstawia się na ich telewizorach. Co za głupcy... jak mi ich szkoda. ? Tak poza tym, MAM tatuaż Ricka i Morty'iego. I nie, nie możesz go zobaczyć. Jest tylko dla oczu panienek- I nawet one muszą zaprezentować, że ich IQ jest najwyżej oddalone od mojego o 5 punktów (najlepiej mniej) przed zobaczeniem tatuażu.
  2. 9 points
    kurła, przecież to będzie tylko: ? i tyle was widzieli
  3. 8 points
    Można wiele mówić o Pawłowicz - i to głównie źle - ale ona spełnia kryterium dorobku, jak i generalnie kryteria wyboru. Oczywiście za rządów PiS to kryterium upadło na ryj i sobie go rozwaliło, bo nie tylko włączono do TK osoby bez dorobku i mierne, ale nawet oddano im dużą władzę (Przyłębska), ale wybór Pawłowicz pod tym kątem się naprawdę broni. Być może nie wszyscy to wiedzą, bo Pawłowicz kojarzą - słusznie - głównie z jej obrzydliwej działalności retorycznej w polityce, ale jeśli chodzi o dorobek akademicki naprawdę nie można jej lekceważyć, a w środowisku PiS wręcz się pod tym względem wyróżnia (inna rzecz, że przyzwoici prawnicy z dorobkiem nie przykładają ręki do tej barbarii). Inną sprawą jest prokurator Piotrowicz, który nie broni się ani "wybitną wiedzą prawniczą", ani pod kątem takiej zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Ale jego kandydatura to też zerowe zaskoczenie. Jeszcze zupełnie inną kwestią jest hipotetyczna nominacja dla pani Chojna-Duch. To osoba, która za rządów Tuska była AFAIR podsekretarzem stanu w MF, a po przejęciu władzy przez PiS zaczęła bardzo aktywnie się wypowiadać w pisowskich szczujniach w tematach VATowskich. Jej bajki oczywiście okazały się bajkami, ale zamierzony efekt retoryczny osiągnięto - nie da się więc ukryć, że jej propagandowa rola w kontekście VAT zostanie teraz nagrodzona posadą w TK, inaczej jej kandydatury i wcześniejszej wolty nie da się wyjaśnić. I na koniec wisienka na torcie - AFAIR wszystkie te osoby są powyżej granicy wieku, po przekroczeniu której sędziowie powszechni zdaniem PiS powinni byli przechodzić na emeryturę. W ten barbarzyński sposób chcieli się pozbyć m.in. prof. Gersdorf. To im przeszkadzało w SN, ale nie przeszkadza im w TK? Piękny przykład hipokryzji i tego, jak instrumentalnie traktują przepisy.
  4. 7 points
    Jedenaście miesięcy później żar na Ibizie lał się z nieba, a powietrze falowało nad rozgrzanym asfaltem. Tym razem byłem jednak całkowicie pewny, że to autentyczny upał, co potwierdzało mnóstwo skąpo ubranych ludzi, z licznymi ślicznotkami w bikini, o idealnych figurach. Oko leci samo, niezależnie od tego, czy ma się dwadzieścia lat, trzydzieści, czy prawie pięćdziesiąt cztery i jest się po zawale. – Moriente, dokąd ty mnie ciągniesz? – spytałem, prowadzony przez niego za ramię w stronę szumu fal. – Solo un momento, muchacho, zaraz zobaczysz – odpowiedział. – Jeszcze moment... O, jest! Taaa-daaam! Moriente spojrzał na mnie ze zbójeckim uśmiechem, wskazując ręką. Staliśmy tuż przy nabrzeżu z rzędem przycumowanych łodzi, a przede mną na lekkich falach zatoki leniwie kołysał się jacht ze schludnie zwiniętym żaglem i spalinowym silnikiem z tyłu, na wypadek rejsu przy bezwietrznej pogodzie. Może nie był wielkości willi, ale i tak robił spore wrażenie. – Chcesz powiedzieć, że... – bąknąłem, całkowicie zamurowany. – Si, mi amigo, to nowe cacko, którego zadowolonym posiadaczem zostałem kilka dni temu – odpowiedział z dumą. – A właściwie to my ambos jesteśmy posiadaczami, bo ten yate jest tak samo mi, jak i suyo. – Psia mać, Moriente, aleś mi teraz zaimponował! – Zacząłem oglądać jacht, obchodząc go powoli dokoła. – Musiał kosztować fortunę. Jak to zrobiłeś? – Wiesz, muchacho, przez ten cały czas, na jaki wyjechałem do España, zacząłem ostrożnie grać na giełdzie, nawet z powodzeniem, a później otworzyłem agencia inmobiliaria, i to z jeszcze większym powodzeniem – mówił. – Nawet sobie nie wyobrażasz, jak się teraz to wszystko sprzedaje, jak rollos calientes! Niedawno moim klientem był znudzony milioner z Monte Carlo, który w podziękowaniu za owocną cooperación dał mi ten yate za marne grosze, bo i tak przymierzał się do zakupu większego. Teraz wreszcie jest czas i możliwość, by wyruszać w coraz dalsze rejsy! Kto wie, może i okrążymy kiedyś mundo? – Ty sukinsynu! Sam bym tego lepiej nie wymyślił! – zawołałem i zachwycony mocno uściskałem Moriente, aż stęknął. Okrążyliśmy jacht. Gdy zbliżyłem się do rufy, najpierw usłyszałem ciche chichoty, a później dostrzegłem na pokładzie dwie kobiety; bardzo dojrzałe, ale nadal fantastycznej urody hiszpańskie ślicznotki. – Moriente, kto to jest? – zapytałem go. Spojrzał w ich stronę. – Calmo, to moje serdeczne przyjaciółki, a przy okazji wspólniczki z agencia inmobiliaria. Też uwielbiają aventuras, pracując u mnie mogę im dawać tyle wolnego na nasze expediciónes, ile tylko będę chciał, a poza tym tyle im o tobie opowiadałem, że nie mogą się doczekać, by cię poznać. Moriente podszedł do łodzi. – Melania, Rosita, ven a nosotros y conocerse Señor Rafael. Panie zeszły na ląd i dołączyły do nas bardzo zgrabnym krokiem, który świetnie współgrał z ich perfekcyjnymi krągłościami, a ja nie mogłem oderwać od nich wzroku, czując, jak moją twarz oblewa gorący rumieniec, na który nic nie mogłem poradzić. Zapoznaliśmy się nawzajem i bardzo szybko znaleźliśmy wspólny język, zarówno pod względem komunikacji, jak i zwyczajnego dopasowania charakterów. Rosita stanęła tuż przy Moriente, który objął ją w talii, i to mi wystarczyło, bym uśmiechnął się serdecznie i puścił oko do muchacho. Ale Melania ukradkiem przyglądała mi się tęsknym spojrzeniem. Później, na stronie, Moriente opowiedział mi, że Melania i Rosita były kiedyś związane z, jak to określił, nietrafionymi wyborami, od których z trudem się uwolniły, a teraz nie tylko miały dużo czasu dla siebie i na podróże, o których również zawsze marzyły, ale też zdążyło im zbrzydnąć samotne życie, a czwarty krzyżyk zbliżał się do nich nieuchronnie. Wyglądało na to, że one też wygrały La Loteria. Wieczorem, kiedy słońce chyliło się ku zachodowi, mieliśmy w planach udanie się na mały dancing przed wypłynięciem w pierwszy rejs następnego dnia. – Idziesz, muchacho? – spytał Moriente. – Niñas już są gotowe, możemy iść w każdej chwili. – Daj mi jeszcze kwadransik, dobrze? – odpowiedziałem. – Lubię zachody słońca nad morzem, popatrzę sobie trochę, a potem pójdziemy. Moriente skinął ręką i udał się w swoją stronę. Ja zaś usiadłem na nabrzeżu z opuszczonymi nogami, kołysząc bosymi stopami w chłodnej, morskiej wodzie. Nie miałem już żadnych problemów emocjonalnych – przez ostatnie miesiące śmiało korzystałem z sesji u psychologa, a wizyty u niego nie były dla mnie oznaką słabości, tylko dojrzałych decyzji – ale taki krajobraz, na jaki obecnie patrzałem, sprzyjał refleksjom. Trzymałem się z dala od piłki, dla własnego dobra, i jedyne, na co sobie pozwalałem, to wspominanie tego wszystkiego, co było. Pamięć miałem bardzo dobrą, do dziś mam, i pielęgnowałem ją, jak tylko mogłem, dzięki czemu możliwe jest później opowiedzenie o starych dziejach. Przez kolejne lata dalekich rejsów miałem mieć mnóstwo czasu dla siebie. Kto wie, może nawet spiszę to wszystko, co przeżyłem? Nie miałem pojęcia, czy byłby ze mnie dobry pisarz, ale koniec końców zawsze można napisać coś do szuflady, prawda? Daleko na horyzoncie, w miejscu, gdzie morska dal zlewa się z niebem, zamajaczyła sylwetka statku, coraz bardziej niewyraźna, by za niedługo zniknąć gdzieś tam, po drugiej stronie tej agua de mar. I uznałem to za doskonałą symbolikę. Co było, minęło. październik 2014 – październik 2019
  5. 5 points
    Są tu ludzie interesujący się wojną secesyjną, może zainteresuje ich też moja notka jednego z incydentów tej wojny dotycząca
  6. 5 points
    OK, po kolei. Dlaczego Clio Grandtour? Mialem 14-letniego Citroena Xsarę, liftbacka. Całkiem pojemne auto, ale (A) w drodze było dziecko, więc byłoby nam trudno się do niej spakować na dłuższe wyprawy no i (B) powoli już "męczyły" ją moje przebiegi po 30-40 tys. km rocznie. Cel był taki - kupić możliwie jak najmłodszy, najtańszy i najbardziej praktyczny samochód dla rodziny 2+1 i czasem pies. Dodatkowym założeniem było, że powinien to być diesel lub hybryda. Hybryda to musiałby być Auris kombi, ale on cenowo nie miescil się w moim założeniu (rata leasingowa maks 1000 brutto przy 3 latach spłaty i wykupie 1 proc.). Co jeszcze rozważałem? W praktyce konkurencją jest jedynie Fabia kombi. Problem ze Skodą polegał na tym, że (A) musiałbym kupić nową z konfiguratora, bo te stockowe nie mają wyposażenia, jakiego potrzebuje (np. tempomat). (B) Musiałbym czekać nawet 6-8 miesięcy na wyprodukowanie i (C) już raczej nie dostałbym diesla bo wycofali je z tego modelu. Kwestia (D) to fakt, że nowa Fabia kombi z dieslem to było nawet 65-70 tys. co byloby bez sensu, zwazywszy, ze za 75k moglbym nowego kupic Golfa Varianta z dieslem i automatem. Gdzie kupiłem? Renault ma program sprzedazy samochodow uzywanych (uzywane.renault.pl) i tam trafiaja np. auta po leasingu pracowniczym - roczne, z relatywnie niewielkimi przebiegami. I ja tam znalazlem super egzemplarz - wyposazony dokladnie jak chcialem, z mocniejszym (90 KM) dieslem i przebiegiem 9200 km w cenie o 1500 nizszej niz bardziej spracowane i slabsze egzemplarze u innych dealerow. Calosc formalnosci zalatwilem u siebie, auta nawet nie ogladalem, tylko podpisalem papiery i pojechalem odebrac jak zarejestrowali. Dokupilem za 1700 dodatkowe 2 lata gwarancji. W umowie przedwstepnej mialem gwarancje bezszkodowosci auta itp. Katalogowo taka nowa wersja kosztowała jakieś 62-63k. Ja zaplacilem 45. Co jest fajnego? + Mam to auto 1,5 roku i nadal mi się podoba. Lubię je, a jeszcze bardziej lubi je moja lepsza połowa. W ciągu 18 miesięcy zrobiłem 42 kkm. + Jest nieangażujące w jeździe - dla kobiet to zaleta, bo auto pozwala się skupić na jeździe, a nie na samym samochodzie. + 90-konny diesel jest wystarczający. Nawet w pełni załadowane auto nie ma problemów, żeby na autostradzie sprawnie rozpędzić się z 110-120 do 150. + Latam tym samochodem trasy po 600-700 km od strzału i mnie nie męczy. Przednie fotele są OK, ergonomia, widoczność bez większych zarzutów. Może pozycja za kierownicą mogłaby być niższa, ale nie przeszkadza mi to. + Reflektory są dość dobre, musiałem je tylko podregulować. + Bagażnik nam wystarcza. Ma podwójną podłogę, ale ja z tego nie korzystam. Wywalilem ją i leży w szafie. Dokupiłem na OLX siatkę montowaną za tylną kanapą i jak jedziemy gdzieś dalej to pakuję auto po dach. Mieścimy tam: wielką walizkę - chyba największą jaką produkuje Samsonite, dużą torbę sportową (około 70l), zapas pieluch na dwa tygodnie, stelaż wózka wcale nie taki mały, spacerówkę lub wcześniej gondolę, fotelik z Ikea do karmienia, wanienkę z Ikea, mój plecak z laptokiem i masę różnych drobiazgów. Są auta w tej cenie typu Captur, Kia Venga czy inne wynalazki, które są większe w środku, ale do ich bagażników ni chu chu byśmy nie spakowali tego wszystkiego. + Klima jest zajebiście wydajna. Nawet mnie czasem bywa za zimno i to z tyłu. + W aucie jest dość cicho, 145 to jest dla niego lajtowa prędkość przelotowa. + Nie mam zastrzeżeń do prowadzenia, obsługi podzespołów (skrzynia, manetki, itp.) + Miejsca z tyłu jest na tyle, że ja jestem w stanie usiąść sam za sobą i nie wbijam kolan w fotel kierowcy. Dodatkowo za fotelem pasażera mieści się baza + fotelik i z przodu też mogę w miarę OK usiąść. + Relatywnie szybko się nagrzewa jak na małego diesla. Co jest nie tak? - Tylna kanapa moim zdaniem jest słaba. Ta w Fabii jest dużo lepsza. Po pierwsze siedzisko jest dość krótkie, za miękkie i słabo wyprofilowane. Po drugie - zagłówki nie dają zbyt dobrego podparcia. Idą w linii oparcia i jak chcesz odchylić głowę, to spoko, ale jak siedzisz normalnie to nie podtrzymują głowy. - Wnętrze jest dość wąskie - trzeba pamiętać, że to nie jest kompakt. Natomiast mnie to nie przeszkadza jakoś specjalnie. - Mógłby ciut mniej palić. Nie wiem czy mam jakiś dziwny egzemplarz czy ludzie w necie sciemniają i piszą, że im pali 4 litry w cyklu mieszanym. Na autostradzie to realnie 5-6, na krajówkach po płaskim 4,4-4,7. W mieście nie wychodzę powyżej 5,5. - Układ wentylacji mógłby być nieco lepszy. Jak jest bardzo wilgotno to musisz mieć włączoną klimę. W poprzednim aucie tego nie miałem. Mogłem wszystkie szyby, łącznie z tylną, odparować bez A/C. - Układ multimedialny i system głośnomówiący są słabe. Głośniki OK, ale samo radio i ten cały tablet są przeciętne. Zestaw głośnomówiący to dramat. Jak gadam z ojcem to muszę krzyczeć. Używam słuchawek. Radio słabo ogarnia RDS. Funkcja AF działa chyba tylko na papierze. - Klapa mogłaby się otwierać z 10 cm wyzej. Mam 180 cm i wchodzę pod zamek klapy tak na styk. Co się zepsuło? - Coś mi świszczało z okien, więc wymienili mi uszczelki na gwarancji. - połamały mi się dolne dokładki do tylnych nadkoli - no ale to mechaniczne. Jak chcesz kupić, to nie 1,2 16V 75 KM, bo to jest dramat. Jeździlem takim i to w porównaniu do mojego zupelnie inne auto. Nie jedzie, halasuje i spala 9-10 litrów na autostradzie. 0,9 TCe jest OK. Nie jest to rewelacyjny motor, ale jego zaletą jest w miarę sensowne spalanie i trwałość. Jest dość prosty. Wadą jest duża turbodziura. Da się jednak do tego przyzwyczaić. Z kolei 1,2 TCe spala dość dużo. Myślałem o tym silniku z automatem EDC, ale 7-8 l na autostradzie przy 130 km/h to dla mnie o 2 litry za dużo.
  7. 5 points
    To był dobry mecz ??? Gdzie niby? Oglądałem całą drugą połowę, jeszcze przed wejściem Polaka, żeby zobaczyć o czym tam mamlesz i czy ten Piątek naprawdę tak słabo gra. To było stuprocentowo żałosne. Piłki totalnie niedokładne, grane do przodu górą, tam gdzie własny zawodnik był otoczony największą liczbą obrońców. Ze dwie "wrzutki" z wolnych Hakana, który ma w dupie resztę drużyny. W obronie dzieci we mgle i tylko bramkarz ich ratował. Piątek nie był zbyt widoczny, ale i nie było zanadto gdzie. A na koniec zrobił wcale zgraną akcję, ale kolega spierdolił. W skrócie - Milan jako drużyna gra wielkie gówno i zwalanie tego na Piątka to pieprzenie niedopieczonego frustrata.
  8. 4 points
    No nie sądzę. W takiej chwili wypominać człowiekowi błąd z czasów, gdy był dzieciakiem, to umiałby tylko całkowity burak.
  9. 4 points
    Bitwa Mam ostatnio szczęście do komiksów. „Bitwa” tria Gil - Rambaud - Richaud to fenomenalny kawałek literatury... zresztą jest to adaptacja nagradzanej powieści Patricka Rambaud, więc tak jakby komiks ma tu trochę z górki. Żeby tego było mało: ogromną część wydarzeń budujących tu narrację napisała historia, najlepszy scenarzysta jakiego znam... Tematem jest trochę zapomniana batalia napoleońska: potwornie krwawa bitwa pod Aspern-Essling z 1809 roku, część kampanii austriackiej która zakończy się pod Wagram. Gra tu właściwie wszystko: wielowątkowa fabuła podtrzymuje ciekawość, pogrążanie się w kolejnych kręgach wojennego piekła oszałamia, kreska i kolor po prostu miażdżą szczegółowością i detalem. WOW! Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić: wątek zamachu na Napoleona wydaje się być dodany trochę na siłę. Wydaje mi się, że fabuła nie ucierpiałaby po jego wycięciu. Tym niemniej, po dwakroć: WOW! 9,5/10 Spójrzcie na to zresztą...
  10. 4 points
    Ale czego konkretnie oczekujesz? Że ktoś magicznie wyciągnie z kieszeni taki samochód, o który ci chodzi czy przejrzy za ciebie olxa i otomoto?
  11. 4 points
    pamiętam, pamiętam spróbuję się jakoś od października na piłce pojawiać, to może będzie okazja dziabnąć po meczu któregoś wieczoru
  12. 4 points
    Scorpio juz zaczal, kto nastepny?
  13. 4 points
    Jacek Piekara - Ja, Inkwizytor. Przeklęte krainy Dawno żadna książka tak mnie nie wkurwiła jak ta. Ktoś zapewne powie, że sam jestem sobie winny, skoro z premedytacją wziąłem się za Piekarę (i będzie miał sporo racji). Niemniej jednak po pierwsze staram się oddzielać twórcę od dzieła (a że Piekara jest obrzydliwym człowiekiem to książkę zajebałem z chomika), a po drugie takie mam guilty pleasures, więc no cóż. Ale do rzeczy. Cykl inkwizytorski poza naprawdę fajnym settingiem nigdy nie był jakiś szczególnie porywający, ale był spoko czytadłem, takim idealnym do pociągu albo samolotu. Niektóre odsłony lepsze, inne gorsze, jak to w cyklach. Ale Przeklęte krainy to już ewidentne przegięcie pały przez mało sympatycznego pisarza. Całość wygląda tak, jakby Piekara nie tyle podpisał się pod dziełem jakiegoś copywritera, co raczej pod autorem zajebanego z netu fanfika. Efekt to rozwleczona i obrzydliwa projekcja na temat ruchania wieśniaczek, co w sumie sporo mówi o autorze - mam wrażenie, że Piekara chętnie przygruchałby sobie taką konserwatywkę jak Natasza. Wątek główny (w sumie jedyny, bo innych tu nie ma - autor woli po raz piętnasty opisywać wygląd błota na dziedzińcu) jest cienki jak jakiś sidequest z Dragon Age - idą, zabijają potwora i nara. Do faktu, że Piekara nie ma pojęcia czym jest JAKIKOLWIEK character development zdążyłem się przyzwyczaić - gorzej, że Mordimer z tej książki nie ma kompletnie nic wspólnego z Mordimerem z poprzednich części. A gdyby Mordimer ze "Sługi bożego" albo "Młota na czarownice" spotkał tego z "Przeklętych krain", to by mu zajebał plaskuna i poprawił kopem. Jeśli jakimś cudem autor przeczyta tę opinię, to mam do niego apel - zostaw gościu tego twittera i weź się za robotę, bo w tej chwili jesteś tak samo dobrym pisarzem, jak komentatorem politycznym.
  14. 4 points
    Od tego się w sumie zaczęło, było to ponad dwa miesiące temu. Począwszy od pomysłu wyjazdu do Norwegii, przez Londyn i inne takie, a finałowo skończyliśmy na meczu Herthy Berlin z Hoffenheim. Cudowny był to wyjazd, nie zapomnę go nigdy. Wielkie podziękowania dla @Mauro, który pięknie temat poprowadził, wybrał nam mecz i w ogóle, a także dla @wwosika, który był naszym wychowawcą na wycieczce Do następnego wyjazdu!, bo naprawdę głupio by było, gdyby tylko na Berlinie się skończyło. 5!
  15. 4 points
    Legalizacja malzenstw jednoplciowych spowodowala spadek liczby nastoletnich samobojstw.
  16. 4 points
    Z rocznym opóźnieniem w stosunku do reszty świata, ale film/dokument Petera Jacksona w końcu ląduje w polskich kinach. Nie mogę się doczekać
  17. 3 points
    Kojarzę, że to już drugi raz kiedy PiS bezpodstawnie anuluje głosowanie, bo wyniki im się nie zgadzają
  18. 3 points
  19. 3 points
    Jedno i drugie, bo to są dwa roszczenia. Przykład wniosku o uzupełnienie (legalis): Zwróć proszę uwagę, że chodzi o art. 97 par. 2 ze znaczkiem 1 (indeks jeden), czyli tę jedynkę wrzucasz tak, jakbyś dawał "do potęgi pierwszej". Nie umiem tego w tym edytorze ustawić prawidłowo.
  20. 3 points
    W roku 1092 wyrusza na pieszą pielgrzymkę do samej Jerozolimy, jednak Bóg nie jest dla niego łaskawy. Podczas jego nieobecności na władztwo napadają żądni tytułów i chwały awanturnicy pod wodzą Godfreya z Mortain, oraz chcący się po latach tułaczki i walk gdzieś osiedlić najemnicy z oddziału normandzkiego hrabiego Bodina. Pierwszych udaje się pokonać, drudzy rezygnują i godzą się na zawieszenie broni. Niedługo później, 21 grudnia 1093 roku jego najstarszy syn, następca tronu Bretanii, książę Alan, umiera na suchoty. Nie chcąc być ostatnim władcą Pomniejszego Królestwa Bretanii, Conan zmienia prawo dziedziczenia i wprowadza seniorat, co pozwoli utrzymać władzę w rodzinie - jego dziedzicami będą w kolejności dwaj młodsi bracia zmarłego Alana - Geofroi i Hoel. Starszego syna udaje mu się bardzo korzystnie wydać za następczynię tronu, i - jak się później okaże, przyszłą Królową Szwabii - królestwa podlegającego Świętemu Cesarzowi Niemieckiemu. Gdy w roku 1096 król angielski AEthelstan II toczy wojnę z Francją o Normandię, Conan atakuje po raz kolejny, pragnąc zrealizować swe marzenie i zdobyć dla siebie to tak pożądane przezeń księstwo. Tu jednak sprawy przybierają nieoczekiwany obrót - Anglicy zostają łatwo pokonani, ale Francuzi obracają się wówczas przeciwko Bretończykom. W początkach następnego roku, w przegranej bitwie pod Mortain, walcząc dzielnie przeciwko kilkukrotnie liczniejszym niedawnym sojusznikom Conan odnosi ciężkie rany i umiera po kilku tygodniach, 13 marca 1097. Jego następca, Król Geofroi, wstępuje na tron w bardzo trudnym momencie, wojna z Francuzami jest właściwie przegrana, możnowładcy wściekli i nielojalni za to gotowi w każdej chwili zrealizować swe skrywane wcześniej intrygi, a skarb państwa właściwie nie istnieje. Francuzi masakrują niedobitki wojsk bretońskich w bitwie pod Eu i narzucają twardy pokój - nie mogą co prawda anektować Bretanii, ale każą sobie zapłacić słone odszkodowanie, na którego pokrycie niezbędne będzie zapożyczenie się u żydowskich lichwiarzy, którzy w zamian za pożyczkę zażądają swojego człowieka w radzie, i to na stanowisku mistrza szpiegów. Geofroi de Rennes nie ma wyboru, godzi się, płaci Francuzom odszkodowanie za niewywołaną przez swój kraj wojnę, bo da mu to szansę na opanowanie trudnej sytuacji w kraju. Wstępuje też do Bractwa Lucyfera, by z pomocą sił Ciemności kontynuować dzieło ojca. Nadużywanie tych mocy źle odbiło się na jego duszy i ciele, zostanie człowiekiem odpychającym, garbatym i szpotawym, ale już w roku 1105 władza Geofroia jest na tyle silna, że tworzy dwa nowe księstwa, Dolnej i Górnej Bretanii, co pozwala mu tytułować się pełnoprawnym Królem. Cztery lata później łatwo odpiera najazd Normanów, a w roku 1111 na zamku Roazhon, arcybiskup Dagobert zakłada na jego skronie, jako pierwszemu z rodu, królewska koronę. W tym samym mniej więcej czasie Anglia rozpada się na dwa walczące ze sobą królestwa - cała wschodnia ściana odłącza się i powstaje Deira, dodatkowo to co zostało z Anglii, ciągle zmaga się z buntami. Geofroi w 1115 roku, chcąc podporządkować sobie wiecznie niespokojną Kornwalię, uderza wraz z Księciem Fryzji na Anglików. Wojna trwa długo, w 1116 roku dochodzi nawet do kuriozalnej sytuacji, gdy wojska bretońskie okupują Kornwalię, a angielskie zajmują stolicę Bretanii. Również w trakcie tej wojny dorabia się Geofroi swego przydomka: Rzeźnik - gdy jego wojska zajmują zamek Devon, każe stracić wszystkich pojmanych członków rodziny tamtejszego księcia, za których nie można dostać okupu. Pod topór idą mężowie i dzieci, starcy i kobiety, w sumie tuzin szlachetnie urodzonych. Walczy z Anglikami tak zapamiętale, ze nie bierze udziału w zwycięskiej Krucjacie o Jerozolimę (1117-18), za co spotyka go ostra reprymenda ze strony papieża Grzegorza VII. Wreszcie w roku 1119 udaje mu się zmusić wrogów do kapitulacji. Kornwalię dostaje, jak było uzgodnione, jedna z jego dalekich kuzynek i... ani myśli złożyć Geofroiowi hołdu lennego. Nie pomagają prośby, nie pomaga odwoływanie się do wdzięczności, do wspólnych korzeni i kultury, nie pomagają nawet wysłane przez naszego bohatera z samych piekieł demony, mające opętać umysł beneficjentki - hrabina Wulfrycja pozostaje, póki co, suwerennym władcą. Wściekły Geofroi w następnym roku atakuje więc Francuzów, którym postanawia wydrzeć Normandię. Wsparty znowu przez dziesięciotysięczną armię Księcia Fryzji oraz trzy tysiące doborowych najemników, szaleńczo szafuje życiem nie swoich żołnierzy, szturmuje zamki i miasta zamiast je oblegać, bo musi wygrać wojnę zanim skończą mu się pieniądze. Traci połowę wojsk, ale osiąga cel - w grudniu 1121 roku zajmuje Normandię, bije wojska francuskie i zmusza wrogów do oddania księstwa.
  21. 3 points
    Ale to akurat dobrze, te produkty są zbyt tanie w Polsce.
  22. 3 points
    ? W początkach roku 1066 książę Conan zdecydował się jednak poślubić Konstancję, córkę księcia Roberta z niedalekiej Burgundii, kobietę nieco może lubieżną, ale zdrową i atrakcyjną, zdolną dać liczne potomstwo. W dodatku sojusz z nieodległą Burgundią dodawał Conanowi pewności siebie. Wkrótce jego największy wróg, Wilhelm Zdobywca, wyruszy na zakończoną błyskawicznym sukcesem wyprawę po koronę angielską, a Conan pożeni swe nieślubne dzieci, siostry i kuzynów z najznamienitszymi osobami, rozwijając sieć sojuszy obejmujących księstwa całej zachodniej Europy. Mając tak liczne poparcie (sam dysponuje zaledwie półtoratysięczną armią), wyczekuje na dogodny moment, jakim była wojna Anglii z Danią i w roku 1071 uderza na rządzoną przez Anglików Normandię. Tyle że sojusznicy, choć wypowiadają solidarnie wojnę wspólnemu wrogowi, nie bardzo kwapią się do pomocy. Cesarz Niemiecki i król Polski zajęci są podbijaniem pogańskich Prus (co idzie im wyjątkowo opornie), w wojnie więc uczestniczą tylko trzytysięczne połączone siły burgundzko-bretońskie, dwóch szwagrów przeciw całemu imperium. Udaje im się nawet zająć, wśród szalejącej wtedy przez kilka lat na północy Francji epidemii ospy, większość normandzkich zamków i miast, ale Anglicy akurat pokonują Duńczyków i szybko rzucają 9 tysięcy zbrojnych do Normandii. Połączone wojska Conana i Roberta próbują ich powstrzymać, gdy schodzą z okrętów na normandzkie plaże, ale przewaga wrogów była zbyt duża i decydująca bitwa kończy się zwycięstwem wojsk Wilhelma. Dla naszego bohatera dzień tamtego starcia był dniem przez wyjątkowo małe "d" - w ferworze walki los rzucił go tuż obok jednego z wrogich dowódców, i mając nadzieję na odwrócenie losów bitwy, stacza z angielskim księciem zaciętą walkę na kopie, miecze, pięści i końskie kopyta. Conan był lepszym wojownikiem, młodszym, zdrowszym, silniejszym, zwinniejszym, było pewne, że wygra tamto starcie. Jakimś cudem jednak został przez rywala powalony na ziemię i, aby nie pogrążyć swego księstwa całkowicie, musiał salwować się ucieczką, zostawiając w dodatku na pastwę wrogów jednego ze swoich baronów. Złe, haniebne dla niego wieści wyjątkowo szybko się rozeszły, każdy pamiętać będzie o jego postępku, a na kartach historii zapamiętany on już zostanie na zawsze jako Conan Zdrajca... Na szczęście dla niego Wilhelm, zadowolony widać z hańby i poniżenia Conana, po wygranej bitwie zgodził się zawrzeć biały pokój. Zemsta Conana jednak była straszna. Najpierw wynajęty zbir, nawet nie próbując ukryć imienia tego, kto go wysłał, zamordował angielskiego następcę tronu, małoletniego syna Wilhelma, zaraz potem od trucizny zginęła jego ciężarna żona, później troje jego maleńkich dzieci ginie, wyrzucone z okien zamkowych komnat lub spada podczas zabawy na dachu (?!). Drugą żonę Wilhelma uwodzi sam Conan, a ta pomaga mu osaczyć rywala jeszcze bardziej. To samo burgundzki władca czyni z jego siostrą, i działając w trójkę, kochanek, macocha i ciotka mordują dorosłą już córkę Wilhelma z pierwszego małżeństwa. Jednak samego króla zabójcy nie są w stanie dopaść. Conan jednak obmyśla inny sposób - trenuje walkę różnymi rodzajami oręża, a gdy uznaje, że jest gotów, wyzywa rywala na pojedynek na śmierć i życie. Żywy zostaje Conan, śmierć dla Wilhelma. Po zrealizowaniu swego opus magnum Conan postanowił, że musi powiększyć rodzinę. Stare nawyki siedzą w nim jednak mocno - w 1085 roku morduje ciężarną, czterdziestoletnią Konstancję, z którą ma już kilkoro dzieci, w tym trzech synów, ale którą podejrzewa tym razem o zdradę, i poślubia nastoletnią piękność o szerokich biodrach i potężnych piersiach, kipiącą seksapilem hiszpankę Aldonzę, córkę Barona z kastylijskiego Gormaz, która szybko rodzi mu dwie córki. Wypowiada także Anglii kolejną wojnę o Normandię, korzystając z tego że Asclettin, małoletni syn Wilhelma Zdobywcy, zmaga się z buntem możnowładców. Jego siły są jednak na tyle szczupłe, że po zajęciu jednej prowincji nie są w stanie oblegać zamków w kolejnej. Zbuntowana angielska szlachta w końcu osadza na tronie Edgara II Uzurpatora, który do Normandii chce wysłać potężne wojska, więc Conan szybko prosi o zawieszenie broni. Wie już, że nie zdoła wyrwać Normandii Anglikom, godzi się także powoli z faktem, ze jego władztwo, wyniszczone zarazami, zaniedbywane przez lata knucia intryg, królestwem będzie tylko z nazwy, a on, choć tytułuje się Królem Bretanii, w rzeczywistości jest tylko niepodległym księciem. Zakpi jednak raz jeszcze z całego świata, splunie w twarz biskupom i papieżowi. Nie udało mu się wstąpić do bractwa Lucyfera, gdyż nie uważano go za grzesznika, a bardziej za niebezpiecznego szaleńca, wstąpi więc do zakonu Dominikanów i po życiu spędzonym na czynieniu straszliwych niegodziwości zostanie na starość cnotliwym, poważanym i kochanym przez rodzinę starcem. Choć kto wie, co w nim siedzi, a ma dopiero sześćdziesiąt lat...
  23. 3 points
    Pilka nozna jest jedynym znanym mi sportem, gdzie sa takie kontrowersje zwiazane z powtorkami video/challengami. W koszu, siatkowce, hokeju, rugby czy tenisie nie ma z tym raczej problemow. Klopot tkwi w samej pilce noznej, jej zasadach i slabych (zle wyszkolonych?) sedziach i bardzo luznych, niejasnych przepisach podatnych na interpretacje.
  24. 3 points
    Chłopacy. Szukam nie zajebanej Polówki (preferowany diesel, 5 drzwi, bezwypadkowy, udokumentowana historia i przebieg, przebieg <200k, raczej po 2010 roku). Budżet ~15000. Kuchar, nie, nie chcę Toyoty, Bebok, nie, nie chce Clio, Dacii, Fiata ani Citroena. A tym bardziej Pierdzielota. Jmk, nie, nie kupię od Ciebie kijanki.
  25. 3 points
    Rimcher ep. 9: druga starożytna krypta Nie ma co się oszukiwać Geralt i Edward spodziewali się czegoś innego w tak obszernej krypcie. Tymczasem parę robali nie stanowiło dla nich żadnego wyzwania. Z drobnymi zadrapaniami Wilk praktycznie sam wyrżnął je wszystkie. W środku znaleźli 18 porcji luciferium, pocisk antigrain (najbardziej niszczycielska amunicja do moździerzy), 5 apteczek z migoczących światów i zwłoki w komorach. Postanowili sprowadzić Olgao, która miała wydobywać w okolicy stal, której po prostu zaczynało brakować w BoM. To nie spodobało się już elfom z Wysokiej Rady, które przysłały dwójkę wojowników. Zwiad informował o trzech ludziach, z czego jedna osoba to otyła kobieta, a odziany w szaty facet ewidentnie pakował się do podróży. Wojownicy spotkali się tylko z Geraltem. Lepszy z nich doprowadził nawet do krótkiej wymiany ciosów, ale gdy stracił rękę, stracił też ochotę do dalszej walki. Edward spokojnie wrócił do BoM aby po paru godzinach usłyszeć alarm. Kolejne elfy, tym razem z Przybrzeżnych Przystani, a więc sojusznicy Wysokiej Rady Elfów, ruszyli na BoM. Widocznie informacja o nieobecności najlepszego wojownika bardzo zachęciła te przewrotne istoty. Ewidentnie muszą zainwestować w zwiad, gdyż przyszli prosto pod lufę railguna. Rajd trwał dokładnie minutę, żaden mieszkaniec nawet nie podszedł do murów. Rimworld ma też pozytywne aspekty. Migracja uroczych aerofleetów* wraz z kolosalnymi liderami stada zawsze ma jakiś uroczy wydźwięk. Istoty te nie są agresywne, zatem to po prostu przyjemny widok**. Oczywiście Randy postanowił to sp... i odebrał im umysł. Zatrzymały się na zachodniej bramie i nie potrafiły zmienić ścieżki. Nic strasznego, ale ich dostanie się do osady oznacza plądrowanie upraw, zatem ze smutkiem osada wysłała Edwarda, aby skrócił ich podróż. Zastrzelenie jednego spowodowało reakcję łańcuchową, gdyż biedne istoty uwalniają eksplozję podczas śmierci. Wiecie co jest przerażające. Gdy wydaje się wam, że coś widzicie na krawędzi wzroku, albo gdy słyszycie coś niepokojącego w kakofonii innych dźwięków. I jak zwykle oznaczało to coś naprawdę dziwnego. Tym razem osadę odwiedziły Gwiezdne Wampiry***: Oczywiście od razu ruszyły na osadę, a pewni siebie mieszkańcy wysłali dwójkę rimcherów - Geralta i Trosmę. Błąd! Bestie okazały się potwornie silne i wsparcie w postaci Edwarda, jego syna i Nanet ledwie zdążyło ich uratować. Geralt solidnie pociął swojego przeciwnika, ale Trosma była w krytycznym stanie. Była o parę minut od wykrwawienia się gdy Edward teleportował ją do lecznicy. Blisko było... za blisko. Lekcja pokory dla Geralta i spółki mogła się okazać zbyt brutalna. * - nie mam pomysłu na tłumaczenie więc chyba zostawię angielską nazwę ** - serio to chyba mój najładniejszy screen z rimworld *** - gra nie miała sposobu na wprowadzenie niewidzialności niestety
  26. 3 points
    Rimcher ep 8: railgun, samolot i powrót na szlak Po wydarzeniach z dziwną dziurą nie podjęto żadnych działań wobec tajemniczego obelisku, który na kilka dni przestał wydawać szepczące dźwięki. To jednak zmotywowało mieszkańców do rozbudowy defensywy. Tak powstał Punisher Railgun. Z okazji oddania go do użytku Geralt wydał imprezę, na której jedyni trzeźwi mieszkańcy BoM to droidy i nieletni Ithidenthiel. Bardziej intrygującym dziełem było zbudowanie małego samolotu. Konieczne było przyspieszenie podróży po świecie i umożliwienie Geraltowi i wybranemu asystentowi wybijanie starożytnych krypt. A czym byłby świat bez polityki? Lepszym miejscem. Ale nie w Boundary of Madness. Drugim majorem osady została Olgao. Nastawiona na rozwój przekonała mieszkańców, że jest lepszym wyborem niż Trosma, która w związku z zostaniem rimcherem może przecież zginąć w każdej chwili. A skoro o rimcherach mowa, to w okolicy pojawiła się zdziczała kobieta. Przed czym uciekała? Nie wiadomo. Dlaczego uciekała? Sama nie pamiętała. Osadnicy uznali, że byłaby chyba dobrym nabytkiem, a Geralt podjął się zadania ujarzmienia jej. Nanet, bo tak nazywała się kobieta zdecydowanie nie była zadowolona z tematów. Do tego była niezadowolona z nakarmienia jej surowym ryżem. Bojąc się, że Wilk będzie dalej ją faszerować takimi potrawami postanowiła od razu zgodzić się na dołączenie do osady. Osada rozwijała się mocno pod kątem defensywy, samowystarczalności i efektywności rimcherów. Ale w końcu przypomniano sobie o magach. To dla nich powstał między-wymiarowy zbiornik many. Cel chyba jest oczywisty. To pozwoliło Geraltowi ruszyć na wyprawę. W końcu nie zapomniał swojego celu. Zniszczyć jak najwięcej mechanoidów, a może nawet przepędzić je z tej planety. A gdzie najłatwiej je znaleźć? W starożytnych kryptach. Póki co miał na koncie zniszczenie jednej. Zlokalizowanej obok Boundary of Madness. Tym razem zamiast wiernej Płotki miał jednak do dyspozycji SRTS Skip. Statek otrzymał oczywiście imię... SRTS Płotka. A jakże. Spakował 15 paczek racji żywności, namiot, dwa śpiwory, trochę leków i Edwarda. Wyruszyli kilkadziesiąt kilometrów od BoM i wylądowali obok jednej z krypt. Rozstawili obóz, a potem otworzyli ją. W środku znaleźli... niewiele. Trochę rozczarowujące. Ale czy na pewno?
  27. 3 points
    Poziom skurwielstwa posłów PiS jest poza skalą. Jak Ci ludzie są w stanie spojrzeć w lustro rano, to ja nie wiem.
  28. 3 points
    Dzięki panowie za doborowe towarzystwo.
  29. 3 points
    Włączyłem Milan i w sumie dziwię się, że Donnarumma wciąż chce grać w takim słabym klubie.
  30. 3 points
    Klasyczna hipokryzja elit, najadła się za młodu, a teraz innym zabrania
  31. 2 points
  32. 2 points
    Mogę Ci wysłac skan umowy z warunkami.
  33. 2 points
    Nie ma nas w domu Bardzo prosta, intymna, ale bardzo dobra produkcja. Dosyć nieoczekiwany pomysł na film świetnie wyjaśniający wielu mądralom, że nie wystarczy w życiu tylko ciężko pracować i każdy może co chce osiągnąć, ale że uwarunkowania społeczne stanowią ogromny czynnik w decydowaniu o ludzkim losie. Dramat społeczny o rodzinie z Newcastle daje do myślenia i zaskakuje jakością, mimo tego że główni aktorzy to początkujący. Ich gniew i siła są bardzo wyraźne, a reżyseria Loacha nie nudzi mimo spokojnej narracji. Zaskakujący pomysł na film, ale bardzo trafiony, polecam każdemu.
  34. 2 points
    Var+Anglia+spalone=ok???!! No tyle to ja nie jestem w stanie wypić. To nie jest technologia jak goal line czy hawk eye, żeby się bawić w takie wyszukiwanie spalonego jak w sytuacji Firmino czy Sheffield Utd vs Spurs.
  35. 2 points
  36. 2 points
    Kurde, dopiero ogarnąłem że @Hajd jest w pierwszej 50 w Polsce. Gratki
  37. 2 points
    Eleven 3 Dover AFC - Southend United, FA Cup Round 1 Kwintesencja wyspiarskiej piłki, zapraszam i polecam, Piotr Fronczewski.
  38. 2 points
    Czy już można zmienić słynne powiedzenie na taką wersję: Na tym świecie pewne są tylko śmierć, podatki i gole Lewandowskiego w Bundeslidze?
  39. 2 points
    jebany guardiola wpuszcza w 92 minucie otamendiego, dzieki czemu piekny lundstram zostanie na lawce, mela mu w ryj ?
  40. 2 points
    Po 20 minutach mam wrażenie, że zmieniłem skórkę, a nie grę... Centrum szkolenia - wydaje się być przeniesieniem zakładek w inne miejsce i tyle. Strategia klubu - meh, sam ekran mam wrażenie zbyt "napaćkany" Sztab - Fuj, nowy ekran obowiązków sztabu moim zdaniem zdecydowanie przekombinowany i nieintuicyjny, zdecydowanie wolałem standardowy Do meczu jeszcze nie dojechałem, więc o ME jeszcze nie mam zdania. Tak więc na tę chwilę wygląda to średnio, przynajmniej dla mnie.
  41. 2 points
    Na wstępie jeszcze raz dziękuję za głosy oddane na moją karierę w konkursie! -- Zaczynamy czwarty sezon jako dyrektor sportowy. Nowy trener, po raz pierwszy miał do dyspozycji letni okres przygotowawczy, trzeba przyznać, że trener Rebrow jest bardzo... odważny. Tak ustawił okres przygotowawczy, że pierwsze mecze eliminacji LE można było traktować jak... sparingi. Zanim jednak to news sezonu, a może i dekady czy historii klubu - wreszcie Pogoń ma nowy stadion. Zanim przejdziemy do mojej pracy - trochę opisy pracy trenera. Zaczął od trzech meczów kontrolnych - porażki 3:2 z Dinamo Zagrzeb, remisu 1:1 z St. Gallen i wygraną 3:0 z Błękitnymi Stargard. Potem spakowali bagaże i wybrali się na ciepłe wybrzeże zagrać spotkanie z Gibraltar United i... faktycznie, mecz był jak sparing - Portowcy wygrali aż 7:0! Trzy gole strzelił Zjawiński, a po jednym Praszelik, Podstawski, Kozulj i Kowalczyk. Rewanż tydzień później w Szczecinie miał być zatem tylko formalnością, więc... rozegrano między tymi meczami towarzyski... Puchar. W 1/2 tych rozgrywek Pogoń pokonała Willem II - 2:0 po golach Kowalczyka i Tietza, a w finale 3:0 Rapid Wiedeń, strzelali Situm, Kurminowski i Rodak. Na rewanż pierwszej rundy kwalifikacji mimo wyjazdowego 7:0 przyszło... 21,072 widzów! A Pogoń nie zawiodła i kibice obejrzeli kolejne pięć bramek, nie tracąc przy tym żadnego gola - Kozulj, Kowalczyk 2x, Drygas, Zjawiński. Zanim druga runda kwalifikacji - ruszyła już ekstraklasa. Na inaugurację podopieczni Rebrowa pokonali Raków 3:1 po trafieniach Zjawińskiego, Situma i Kozulja. W Norwegii już tak lekko nie było, bo Molde to rywal co najmniej klasowy - padł remis 1:1, chociaż gospodarze prowadzili po rzucie karnym to wyrównaliśmy za sprawą będącego w kapitalnej formie Zjawińskiego. W lipcu pozostały dwa mecze - ligowa porażka z krakowską Wisłą 2:0 i rewanż z Molde. Pogoń dała popis w tym drugim meczu - ograli Norwegów aż 4:1! Trzecia runda i rywal jeszcze trudniejszy - Sporting Lizbona, ale pokonanie ich nie dawało jeszcze fazy grupowej, bo potem jest jeszcze jedna faza do przejścia. Najpierw jednak niezawodny Zjawiński dał 3 punkty w meczu z Lechią, kiedy Pogoń wygrała 1:0. Do Portugalii jechaliśmy trochę niepewni siebie, ale Rebrow miał plan na ten mecz - przez długi czas było 0:0, ale niespodziewanie w 88. minucie bramkę, chyba bezcenną zdobył Vrenezi. Trzy dni po lizbońskiej glorii przyszedł mecz domowy z Zagłębiem Sosnowiec i.... Pogoń została upokorzona, rozbita 4:0! Kibice chyba by nie wybaczyli piłkarzom, gdyby ci kilka dni później nie wyeliminowali Sportingu - a tak się stało po dramatycznym 2:2 (Zjawiński, Iker). W lidze znowu to samo co rok temu - kolejna porażka, tym razem 2:1 z Sandecją. Do końca sierpnia pokonujemy jeszcze Arkę 1:0 i remisujemy z Jagą 1:1. Nie do końca dobra sytuacja. Tymczasem o grupę LE Rebrow walczy z FC Midtjlland, pierwszy mecz w Szczecinie wygrywając 1:0 po golu Praszelika, gwarantują sobie dobrą zaliczkę przed wizytą w Danii. Tam już w 11. minucie gola zdobywa Iker - gospodarze odpowiadają ledwie jedną bramką i Pogoń po raz drugi z rzędu melduje się w fazie grupowej LE. Takie losowanie sprawia, że w sumie wyjście z tej grupy nie jest jakimś niewykonalnym zadaniem. Bukmacherzy znowu uważają, że Pogoń nie zajmie topowych miejsc na koniec sezonu, stawiając, że będziemy na 6 lokacie, tymczasem po 7. kolejkach znowu zawodzimy, jak rok temu: Cztery punkty to jednak jeszcze nie tragedia, musimy być jednak czujni. Był czas dla Rebrowa i jego wyników - teraz czas na moje "boje" na rynku transferowym. Tak naprawdę to udało się zrealizować dwa prawdziwe wzmocnienia - Patryka Klimalę jako alternatywę do ataku, cena promocyjna, bo ledwie 38,5 tysiąca euro. Sebastian Derbisz - 20-letni skrzydłowy, Daniel Tomasik - 20-letni napastnik, Adam Wiecek - 18-letnie napastnik, Dariusz Koch - 20-letni ofensywny pomocnik - to zawodnicy z potencjałem, przez cały okres do września byli w pierwszym zespole, ale Rebrow nie zdecydował się na nich stawiać, więc powędrowali do rezerw. Janusz Rostkowski - 19-letni skrzydłowy - jedyny zawodnik, który pozostał w pierwszym składzie z tych wolnych transferów. Wszyscy zawodnicy ściągnięci za darmo, więc nic nie ryzykujemy. I największy transfer, czyli wydane 350 tysięcy euro na środkowego pomocnika - Josipa Radosevicia, wydałem je dopiero po awansie do fazy grupowej LE, kiedy na konto klubowe przybyły trochę gotówki. Wychowanek Hajduka Split powinien gwarantować jakość i doświadczenie, ma za sobą nawet 9 występów w Serie A w barwach Napoli. W zasadzie nie odszedł nikt istotny - tzn. Oskar Potoczny nie chciał przedłużyć kontraktu, ja bym go jeszcze zostawił, pożegnaliśmy się też z Marcinem Listkowskim i Kacprem Smolińskim. Na wypożyczenia udali się Hubert Andrzejewski, Arkadiusz Dąbrowski i Adrian Benedyczak. Hitem było natomiast... wypożyczenie Kozulja - nie dość, że Brescia będzie płacić mu 100% pensji to jeszcze co miesiąc przeleją na nasze konto 300 tysięcy euro! Stan finansów wreszcie wygląda obiecująco - 6 mln euro, ale prezes nie chciał zwiększyć wydatków na transfery. Tak prezentuje się kadra Pogoni 1. września 2021 roku:
  42. 2 points
    Początek panowania nowego króla był trudny. Eirikr, osiemnastoletni syn Hjorvardra Okrutnego i jego nałożnicy Hafrid, postrzegany był dotąd jako nienasycony łowca niewieścich serc; teraz doszły do tego podejrzenia o mord na swoim przyrodnim bracie. Podejrzenia niesłuszne: za trucizną w królewskim winie stał godi Fredrik z Lundu, szaleniec twierdzący, że przemawiają do niego duchy z Niflheimu... ale w plotkach prawda nigdy nie była szczególnie ważna. Eirikr kazał pojmać i powiesić godiego, ale to jedynie podsyciło podejrzenia o zacieranie śladów. Dochodziła do tego coraz większa nienawiść jego małżonki Katariny z Vestergautlandu, nie mogącej wybaczyć mu jego zdrad... Małżeństwo przyniosło królowi na razie jednego tylko syna Feanora i nie zapowiadało się na to, by potomków było więcej. Eirikr postanowił pójść w ślady swojego wojowniczego poprzednika. Już od kilku lat celem ciągłych gockich najazdów była kraina Danów, cierpiąca od walk możnych i chłopskich powstań. Gdy wybuchło kolejne, Eirikr uderzył. Tym razem cel najazdu był ambitniejszy: Eirikr chciał podporządkować sobie całe południowe królestwo. Atak nastąpił w 796 roku, w trzecie lato jego panowania. Król Oysteinn opierał się dziesięć miesięcy, zanim bezradność pchnęła go ku zdjęciu korony i uklęknięciu przed władcą Austergautlandu. Teraz już nowym królem Danów.
  43. 2 points
    Jeszcze Yaris i Fabia II. Z tą drugą jest ten plus, że każdy to naprawi i wszędzie są części. Fiesty MK V nie bralbym pod uwage. Wbrew pozorom można pomyśleć o Clio III - to bardzo dojrzały i trwały samochód, pozbawiony wielu bolączek poprzednich generacji. Duży plus jest taki, że Clio na rynku wtórnym będzie sporo tańsze niż japończyki, więc kupisz młodszy rocznik. Aveo też nie jest głupim pomysłem, bo to w praktyce platforma Corsa/Grande Punto. Ford Ka to przy tym zabawka. Jest to oparte na Fiacie 500, co już samo w sobie jest wystarczającą anty-rekomendacją. Tak wiem, Fiat 500 świetnie się sprzedaje, wszyscy się nim jarają co nie zmienia faktu, że to średnio udane auto.
  44. 2 points
    Wciąż zagrali trzy razy lepszy mecz niż te wcześniejsze, z Piątkiem. Także joke's on you.
  45. 2 points
    Również dzięki za spotkanie. Oby do następnego
  46. 2 points
    https://www.pepper.pl/promocje/marvel-unilimited-na-2-miesiace-za-darmo-197052 Dwa miesiące Marvel Unlimited za darmo.
  47. 2 points
    Do wojny jednak nie doszło. Nowy władca Saksonii Thorolf Zły rósł w siłę. Jego rządzący w Danii brat nie był w stanie oprzeć się jego brutalnej ekspansji, podobnie zresztą jak północnoskandynawskie królestwo Halsinglandu. Stworzyło to na północy złowrogie mocarstwo saskie, które coraz bardziej łakomym okiem patrzyło na dziedziny Gotów. Myśli Hjorvardra wypełniały więc troski. Perfidni chrześcijanie knuli w ukrytych leśnych chramach, nie mogąc wybaczyć mu zabijania swoich misjonarzy (dzięki czemu nazywać go zaczęto Hjorvardrem Okrutnym), a wzdłuż granic przechodziły wielotysięczne saskie wojska. Król zaczął szukać pocieszenia w łożu, zarówno z królową, jak i swymi nałożnicami. W dziewiętnastym roku swego panowania napełnił swym nasieniem aż trzy żyzne łona... i skonał, bez włóczni w dłoni. Hogne Król Austergautland (788-793) Nowy władca Wschodnich Gotów witany był z okrzykami entuzjazmu. Po pozbawionym bitewnej chwały panowaniu Hjorvardra Okrutnego nadszedł teraz czas władcy, który już nie raz sprawdził się w wojennym rzemiośle. Zaprawdę płynęła w nim wilcza krew Ulfingów! Pokryta bliznami, najprawdziwszymi Runami Thora twarz wzbudzała zaufanie i nadzieję. Hogne był też skaldem i jego pieśni od dawna już powtarzano w hallach południowego Austergautlandu. Teraz poznać je miała również północ. Jego małżonką była Wojsława z Lechowiczów, przybyszka z odległego południa, córka gnieźnieńskiego władyki Siemowita Beztroskiego. Nie było między nimi miłości, ale królowa wypełniała swoje obowiązki: sześć lat już miała ich córka Thordis, a rok wcześniej Hogne cieszyć się mógł z urodzin następcy tronu, Vagne.
  48. 2 points
    Co za mistrzowskie podsumowanie! Nic dodać, nic ująć
  49. 2 points
    i jak, wiesz już, co z Tobą? dawaj dawaj, kuruj się, a doleczymy Cię na miejscu
  50. 2 points
    Obejrzalem drugi sezon Disenchantment i bawil mnie chyba bardziej niz pierwszy. Na dodatek juz zzylem sie z postaciami, wiec bardzo przyjemna rozrywka, a przy okazji fabula sie zagescila troche
×
×
  • Create New...