Skocz do zawartości
z0nk

Być jak Spock. Albo Han Solo. Albo chociaż Wookiee.

Rekomendowane odpowiedzi

"Zakłamana kałamarnico! Iferyxie zasrany!"

Unik w bok. Czy to moja figurka Spocka leciała w stronę mej pięknej twarzy?

"Kobieto uspokój się! To jest warte parę tysięcy! - Spock zderzył się ze ścianą i rozpadł na kawałki."

Zawahała się sekundę po czym cisnęła moją drugą figurką w ziemię. Ta rozpadła się na kilkanaście kawałeczków, zupełnie jak ma dusza. To była niedostępna już w sprzedaży figurka Hana Solo, z legendarnych 'Gwiezdnych Wojen'. Dwa lata temu wyszła 311 część!

"Taki z ciebie przemytnik i pilot jak ze mnie Avianka!" Zadrżałem mimowolnie. Nigdy nie rozumiałem dlaczego część kobiet uważała, że rasa wyglądająca jak skrzyżowanie człowieka i ptaka wygląda pięknie, anielsko. "Widziałam ten twój żałosny okręt!"

"Hej hej! Mało kto na tym zadupiu może się pochwalić czymkolwiek latającym. A już na pewno nie tak wspaniałym sidewinderem! Nikt nie będzie więc nazywać Junkie żałosnym!"

Miałem już dodać 'wynocha', ale zdałem sobie sprawę z tego, że to ja tu jestem tymczasowym lokatorem. Rzut oka na moją obecną, aczkolwiek chyba już ex partnerkę sugerował, że za chwilę mogę być ex człowiekiem. Uniosłem szybko ugodowo ręce w górę:

"Ptaszyno. Ja wiem, że sidewinder nie jest najlepszym, czy najdumniejszym okrętem w kosmosie. Ja wiem, że to niezbyt wiarygodne, ale naprawdę dorabiam przemycając czasem coś nielegalnego. Myślisz, że skąd miałem melanż? Poza tym, trudno aby ktoś trudniący się tym fachem latał wyróżniającym się okrętem."

Dziewczyna zawahała się. Czyżbym ją udobruchał? Po czym z niepokojącym spokojem odparła:

"Od kiedy przemyt jest łatwiejszy z górniczymi laserami? Poza tym okłamałeś mnie. Miesiąc temu wyleciałeś z dokładnie takim samym wyposażeniem, jakie masz teraz i wróciłeś tydzień później." Każde kolejne słowo było coraz głośniejsze. "A mi powiedziałeś, że to trwało trzy tygodnie! Won zakłamany grzybiaku! Nie będziesz więcej na mnie żerował!"

Nie musiała dwa razy powtarzać. Zgarnąłem torbę, wrzuciłem moje rzeczy i wybiegłem z apartamentu.

 

I co dalej? Fakt, nie był ze mnie żaden kosmiczny bohater. Nie kłamałem jednak z przemytem. Podczas jednej z wypraw po rudę przypadkiem trafiłem na rozwalony statek i zebrałem trochę ładunku, który po nich został. Był nielegalny, ale sporo wart więc spróbowałem wlecieć do bazy Cleve Hub unikając skanowania. Sam nie wiem jak to zrobiłem. W końcu pilot ze mnie słaby.

Z tymi myślami wsiadłem do windy. 78 pięter w dół. Czy górnictwo w "Junkie" to szczyt moich marzeń? Siedzę tu od prawie roku. W tym czasie opuściłem dok ledwie trzykrotnie, zawsze latając po rudę i sprawdzając sygnały, szukając kolejnych wraków. Za każdym razem znajdowałem nawet towary warte parędziesiąt tysięcy kredytów. I zawsze rzutem na taśmę udawało mi się uniknąć skanowania. W końcu jednak wpadnę.

40 pięter w dół. Spojrzałem w oczy memu odbiciu. Blond włosy były rozczochrane, zarost miał przynajmniej dwa tygodnie. Zapuściłem się. Komfortowe życie jednak dobiegło końca. Dziewczyna myślała, że jest z szychą, wielkim piratem wręcz, a tymczasem ja nigdy nawet nie miałem zamontowanego działka na moim statku.

15 pięter w dół. Kim chciałem kiedyś zostać? Odkrywcą, wielkim łowcą głów, dowódcą gwiezdnej floty. A tymczasem jestem bezdomnym pseudogórnikiem. Bo jaki to górnik z sidewinderem, statkiem nadającym się do niczego. Co chcę zrobić ze swoim życiem?

Dotarłem na poziom hangarów. Wsiadłem w metro, które w kwadrans dowiozło mnie do mojej platformy. W hangarze czekał zakurzony, poobdzierany z farby Junkie. Fakt, ani to dumny, ani nawet dobry statek. Ot zwykły złom, jak wskazuje nazwa. Dotknąłem panelu i kokpit stanął otworem. Usiadłem w fotelu, na który wydałem prawie tysiąc kredytów. W końcu jak już latać to komfortowo nie?

 

"Dobra złomuś. Jeszcze jeden kurs. Wracamy do domu."

Wprowadziłem cel podróży. 34 skoki. 176,8 lat świetlnych. Ostatni raz taką drogę przeleciałem dekadę temu, lecąc z innymi członkami statku IZ Kilkor. Majtek pokładowy to jednak epizod mego życia, który chcę zapomnieć.

9AC422CCDAE2807B430B9749108D7ACE4191E62C

 

Może powinienem zacząć prowadzić log pokładowy? Jak każdy porządny kapitan?

"Tu komandor zonkuch, Junkie opuszcza platformę."

Chwila oczekiwania i żeński głos odpowiedział: "Zezwolenie na opuszczenie portu. Bezpiecznej podróży komandorze."

 

Nadusiłem przycisk odpowiadający za uruchomienie silników. Nic. Jeszcze raz. Głos komputera pokładowego poinformował łaskawie: "Brak odpowiedniego napięcia."

"Ja ci dam brak." Wstałem, przechodząc do skrzynki z bezpiecznikami. Nie znam się na elektryce, ale w przypadku tego okrętu starczyło wszystko wyłączyć i włączyć ponownie. Kilka razy... Kilkanaście. Co jest? Już miałem odwołać swój wylot, gdy przy osiemnastym podejściu instalacja zaskoczyła. Okręt zadrżał potężnie, co wybiło mnie z równowagi i łokciem przyłożyłem prosto w dyspozytor żywności. Na ziemię wysypała się połowa proszku, który jest przerabiany na pożywne posiłki.

"Gówno. I tak tego się żreć nie da, żadna strata." W końcu poderwałem okręt w powietrze. Zadrżał jeszcze mocniej, ale dał radę. Kierunek: dom!

  • Lubię! 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Dziennik pokładowy jednostki TWH-Junkie, okręt Sidewinder

1. wpis, data 28.07.3302 czasu ziemskiego

Lokalizacja: Deep Space, szczegóły nieznane

 

Pięknie zaczyna się moja kariera, moje profesjonalne logi i tworzenie spuścizny dla potomnych. 7. z 34 skoków zakończył się gwałtownie. Awaria napędu FSD, przegrzanie pompy paliwowej i mechaniczne uszkodzenie podajnika żywności oraz komputera pokładowego. Z tymi usterkami borykam się od 3 dni. Do tego generator pierwszą dobę po wypadnięciu ze skoku działał z wydajnością 62,66%.

 

Jak doszło do usterki? Otóż okazuje się, ze gdy okręt jest dość... niepewnej jakości i wytrzymałości, nie powinienem pić romuluńskiego wina. Zwłaszcza w ilościach przekraczających pół butelki w przeciągu paru godzin. A ja spożyłem 3 butelki. Szczątkowe logi systemowe wskazują na wejście w prędkość nadświetlną na przegrzanych urządzeniach. Pierwsze szarpnięcie sprawiło, że twarzą uderzyłem prosto w konsolę sterującą komputerem pokładowym co może tłumaczyć zarówno brak responsywności systemów jak i mój rozbity nos oraz rozcięty łuk brwiowy. Niestety bez dostępu do konsoli nie mogę włączyć automatu leczącego, zatem musiałem poskładać się sam.

 

W momencie wypadnięcia ze skoku stałem zgięty w pół, trzymając się broczącego krwią nosa. Szarpnięcie sprawiło, że tyłem głowy przyłożyłem w sam środek dyspozytora żywności, co tłumaczy jego wyłączenie i zablokowanie się posiłków oraz wielkiego guza na mej głowie. To mój priorytet w naprawie, bo mimo iż sproszkowana żywność, przerabiana przez dyspozytor na dania w kształcie kostek i kulek, smakuje dość jałowo, to moje główne źródło żywności. W tej chwili mam już tylko 3 butelki romuluńskiego wina i fermentowane rzodkiewki z planety HIP 300721-3. Albo 300721-4? E tam bez znaczenia.

 

Aktualizacja 1 wpisu:

Nie jestem inżynierem. Prędzej poradzę sobie z systemem operacyjnym okrętu, aniżeli tym dyspozytorem żywności. Szczęśliwie metoda "czym zepsułeś, tym naprawiaj" podziałała. Zastosowanie przemocy i odpowiedniej siły w trakcie wyprowadzania czwartego ciosu sprawiło, że dyspozytor uruchomił się. Efekty uboczne? Pozbył się 75% zawartości przerabiając proszek na płyny. Płyny, których od kilku godzin nie mogę zetrzeć z pokładu. Pozostałe zasoby wystarczą mi na około tydzień racjonalnego spożywania.

 

Druga aktualizacja 1 wpisu:

Naprawa komputera sterującego nie była trudna. Zajęła mi dwa dni i teraz program diagnostyczny przeprowadził analizę statku. Uszkodzenia nie są aż tak poważne, powinienem je usunąć w przeciągu dnia. Największy problem może sprawić pozbycie się moczu z pompy paliwowej oraz kawałków żywności w przewodach wentylacyjnych. Nie chcę wiedzieć co one tam robią!

  • Lubię! 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Dziennik pokładowy jednostki TWH-Junkie, okręt Sidewinder

2. wpis, data 31.07.3302 czasu ziemskiego

Lokalizacja: Deep Space, szczegóły nieznane

 

Nosz do ciemnej dupy Klingona! 6 dni napraw. Ałć! 6 dni niepowodzeń. Ała! Komputer wyłączyć zasilanie światła! Ał! Mam gdzieś przebicie instalacji, nie jestem pewien gdzie. Po naprawieniu komputera sterującego postanowiłem popić suche i jałowe racje żywności winem. Niechcący opróżniłem dwie z trzech pozostałych butelek.

 

Ała! Aj aj aj! Komputer wyłącz masaż w moim fotelu! Ałałała natychmiast! Zaraz stracę żebra! Uff. Pijany zabrałem się za czyszczenie wentylacji co nawet wyszło nieźle, tylko gdzieś uszkodziłem instalację elektryczną i prąd razi mnie spontanicznie w każdym miejscu kokpitu. Uruchamiają się też samoczynnie wszelakie urządzenia. Jak przed chwilą masażer. Ah i pozbyłem się też moczu z pompy paliwowej. Demontując ją. Straciłem przy tym połowę paliwa, ale fuel scooper to jakoś wynagrodzi. Najgorszy dostępny model na rynku wtórno-wtórnym, używanych używek po przynajmniej ośmiu odsprzedażach, ostatnim użytkownikiem był jakimś Aliancki domorosły podróżnik. Pewnie ugotował się na śmierć czekając aż to gówno cokolwiek zbierze z pobliskiej gwiazdy. Dotychczas moje jedyne tankowanie trwało trzy godziny i uzupełniło 25% baku.

 

Tylko skąd to przebicie? Przegryzłem jakiś przewód? Wyrwałem? Jak? No nic zaglądam do przewodu wentylacyjnego, gdzie wydłubałem jedzenie. Ledwie jestem w stanie tu zmieścić rękę w gumowej rękawicy. W sumie jakkolwiek te kawałki żywności wygrzebałem, powinienem być z siebie dumny. Wymaga to nielada zręczności. Nie czuję jednak żadnych wgnieceń, ani występów. Ah chwila. Co to? Aj ała oooooooo!

 

<trzask, łomot, przerwa w nagraniu>

 

 

Dziennik pokładowy jednostki TWH-Junkie, okręt Sidewinder

Uzupełnienie 2. wpisu, data 01.08.3302 czasu ziemskiego

Lokalizacja: Deep Space, szczegóły nieznane

 

Kapitan jednostki TWH-Junkie. Cały mój majątek pragnę przepisać na organizację sierot pragnących zostać komandorami. Mimo izolowanej rękawicy pociągnięcie głównego przewodu instalacji wyzwoliło solidne pierdolnięcie, które przeniosło się po całym kokpicie. Zatem i tak mnie trafiło. Ale chyba żyję. I wiem gdzie jest problem. Wstałem i lękliwie dotknąłem kanału wentylacyjnego. Nie kopie. Zatem muszę go rozkręcić i łatać przewody.

 

Ale najpierw przerwa. Widziałem bardzo jasne światło, jak w supernowej. Ten złom posiada jedną z najgorszych jednostek energetycznych we wszechświecie, używali jej prawdopodobnie jeszcze parę wieków temu. Kupiłem ją nie do końca legalnie na boku i chyba tylko to mnie uratowało. Napięcie nie było na tyle potężne aby mnie zabić. A i tak byłem pozbawiony przytomności kilkanaście godzin. I ja się bałem, że zginę od piratów albo meteorów? Mój własny pieprzony statek chce mnie zabić! Było zostać urzędasem. Byle dostać się do domu!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×