Skocz do zawartości
Rozpoczynamy kolejny cykl wyborczy. Można już nominować użytkowników, którzy powinni znaleźć się w XIV kadencji ModTeamu.
TEMAT Z NOMINACJAMI
Iwabik

[FM18] Kronika

Rekomendowane odpowiedzi

swoja droga moj komp chyba by umarl ze zmeczenia, gdyby mial dzwigac save'a z 2050 roku :keke:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

@Fenomen A zastanawiam się jeszcze nad zwiększeniem liczby lig (teraz ok. 87 tys. piłkarzy) ;)

 

O kolejnym etapie mojej kariery będzie krótko i zwięźle, bo był to etap niezbyt udany, żeby nie powiedzieć fatalny. Po Barcy w styczniu 2044 roku przyjąłem ofertę od Milanu.

 

Milan

 

Sezon 2043/44

Zespół objąłem w styczniu po spotkaniu z Bologną (technicznie to w dniu spotkania z Bologną, ale że podpisałem kontrakt kilka godzin przed meczem, to tego spotkania nie liczę, bo i tak prowadził je asystent). Milan nie grał jakoś tragicznie, ale jakby nie było jest to Mistrz Włoch. W końcówce sezonu graliśmy nawet fajnie i niespodziewanie pojawiła się szansa obrony tytułu! Czołówka tabeli była bardzo wyrównana, a sezon skończyliśmy z 70 punktami, podobnie jak Bologna i Atalanta. O 4 punkty więcej miały Inter i Juventus. Jakiś mądry algorytm wyliczył, że powinniśmy być na 4. miejscu i tak też się stało. Szkoda, że 4. miejsce dawało nam bardzo mało, bo tylko eliminacje Ligi Europy... A wystarczył jeden punkt i walczylibyśmy o Ligę Mistrzów. A skoro jesteśmy już przy Lidze Mistrzów, to poprzedni menedżer w grupie z Dijon, Dynamo Kijów i BVB zajął 3. miejsce i na wiosnę graliśmy w Lidze Europy. Tam już w 1/16 mieliśmy na przeciwko Monaco. Chociaż w pierwszym meczu zaprezentowaliśmy się z dobrej strony i klub z księstwa pokonaliśmy 2:0, to rewanż pokazał różnicę klas - 1:5 i koniec europejskiej przygody.

 

Sezon 2044/45

Nowy sezon przyniósł rewolucję w składzie Milanu. Zespół opuściło bardzo wielu piłkarzy, na których zarobiliśmy łącznie 80 mln. Pieniądze te wydałem na 9 nowych zawodników z których o nikim nie warto wspominać. Eliminacje Ligi Europy (swoją drogą jak tak teraz o tym myślę, to zastanawia mnie dlaczego w ogóle graliśmy w eliminacjach) rozpoczęliśmy na 3. rundzie, a zakończyliśmy na 4. kompromitacją z Den Haag (2:3 w dwumeczu, 0:1 na San Siro...). Nasze występy w Serie A najlepiej pokazać na obrazku - 9 porażek i 4 remisy w 23 meczach mówią w zasadzie wszystko, a po porażce 0:5 z Atalantą miałem dość i złożyłem rezygnację. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Po włoskiej katastrofie moja reputacja mocno podupadła, a w dodatku ciekawych miejsc pracy było mało. Nie chciałem długo pozostawać bezrobotny, dlatego też znacząco obniżyłem swoje progi i zdecydowałem się zaakceptować ofertę od... Nantes. Francuski klub pod polskim kierownictwem raczej niczego specjalnego sobą nie prezentował, ot, typowy średniak. Do klubu przyszedłem 14 marca 2045 roku. Po kiepskim początku sezonu mój cel był prosty, miałem uratować klub przed spadkiem.

 

Nantes

 

Sezon 2044/45

Do końca sezonu miałem osiem kolejek i 30 punktów na koncie. Na moje szczęście walka o utrzymanie przypominała wyścig żółwi i delikatna poprawa w grze wystarczyła do pozostania w lidze. W ostatnich 8 kolejkach zdobyliśmy 11 punktów, które pozwoliły nam zakończyć sezon na 14. miejscu

 

Sezon 2045/46

Wpis o Nantes będzie bardzo krótki, bowiem jest to mój pierwszy pełny i zarazem ostatni sezon we francuskiej drużynie. O samych rozgrywkach nie ma co za dużo pisać, wciąż byliśmy typowym średniakiem, a względem poprzedniego sezonu zdobyliśmy tylko 9 punktów więcej i skończyliśmy o lokatę wyżej. Jedyną godną wzmianki rzeczą jest ściągnięcie do Nantes Mihaia Vasilego, młodego rumuńskiego napastnika, który za kilka lat dostanie Złotą Piłkę. Kosztował 10 mln euro.

 

Po zakończeniu rozgrywek otrzymałem ofertę od innego klubu, którą przyjąłem. Mój okres we Francji nie był niczym innym niż wegetacją, bo z Nantes nie zrobiłem tak naprawdę nic. Nie było to też tak, żebym z Francji jakoś specjalnie uciekał, a w następnych sezonach może coś by z tej ekipy było. Wybrałem jednak opcję, która moim zdaniem miała o wiele większy potencjał i zdecydowałem się po niewiele ponad roku znowu zmienić klub.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Southampton to już przedostatni przystanek w mojej dotychczasowej karierze. Menedżerem tego zespołu zostałem 28 maja 2046 i trochę na południu Anglii zabawiłem. 

 

Southampton (1/2)

 

Sezon 2046/47

Podstawowym problemem w ekipie Świętych był brak bocznych obrońców. Poprzedni trener preferował ustawienie z trójką środkowych obrońców, do którego ja jednak nigdy przekonania nie miałem. Na szczęście miałem też inny problem - problem bogactwa na ataku. Po zmianie ustawienia musiałem pozbyć się większości graczy ofensywnych, bo po prostu nie pasowali do mojej koncepcji. Miałem tego farta, że w drużynie było dwóch fantastycznych młodych wychowanków - Leon Dutton oraz Adam Lowe. O rok starszy (23 lata) Dutton póki co prezentował większe umiejętności, ale to Adam miał o wiele większy potencjał. W każdym bądź razie, na sprzedaży zawodników niepotrzebnych zarobiłem prawie 200 mln euro. Priorytetem było sprowadzenie do klubu bocznych obrońców, bo tych nie było wcale i dlatego wydałem na nich ponad 50 mln. Nie byli to żadni świetni zawodnicy, bo o dobrego, ofensywnego bocznego obrońcę było bardzo ciężko. Udało mi się jednak sprowadzić z meksykańskiego America Sergio Novellę, który miał potencjał, żeby zostać jednym z najlepszych bocznych obrońców na świecie.

Pierwszy sezon był nieco rozczarowujący. Nie spodziewałem się niczego nadzwyczajnego, ale kadrę mieliśmy fajną i gdzieś tam z tyłu głowy miałem nadzieję na chociaż Ligę Europy. Dużo w tym sezonie eksperymentowałem z ustawieniem, a miałem taką swobodę, ponieważ zarząd był zadowolony ze środka tabeli. Warto podkreślić, że zespół był bardzo młody, a większość zawodników to wciąż była uznawana za "młodych zdolnych". Problemem okazała się też taktyka, ponieważ bardzo długo nie mogłem znaleźć ustawienia, w którym nasza gra by mi odpowiadała. Koniec końców skończyło się na sezonie bez większych emocji i 10. miejscu w tabeli. Duet Lutton-Lowe w tym sezonie dał nam 43 bramki. W Pucharze Ligi odpadliśmy w półfinale z Chelsea, a FA Cup w 3. rundzie z West Bromem. 

 

Sezon 2047/48

Do drugiego sezonu przystąpiliśmy bez większych zmian w składzie. Wzmocniłem tylko obronę nowym środkowym obrońcą i bramkarzem. Szkielet drużyny pozostał jednak ten sam i nie zmieniła się też nasza gra. Wciąż mieliśmy problemy, a ja cały czas miałem komfort i możliwość wprowadzania korekt i eksperymentów taktycznych. Bardzo długo nie mogłem znaleźć dla nas odpowiedniego ustawienia, ale mieliśmy w składzie wystarczająco dużo jakości, aby nie musieć się przejmować spadkiem ani nawet walką o utrzymanie. Dopiero w końcówce sezonu wyprowadziłem ciężkie działa i odważne ustawienie 2-3-2-3. Okazało się, że w tym szaleństwie jest metoda, bowiem pierwszy w tym ustawieniu wygraliśmy 5:1 z Evertonem na Goodison Park, a po przerwie na mecze reprezentacji... roznieśliśmy u siebie Man Utd 6:1! Przed przedwczesnym zachwytem uchronił nas wyjazd do Londynu na obiekt West Hamu, gdzie dostaliśmy trójkę w plecy, ale końcówka sezonu w naszym wykonaniu robi spore wrażenie. Pamiętam, że podekscytowany wysokimi wygranymi zasiedziałem się do późnych godzin nocnych celem dokończenia sezonu. A rezultat był dobry - dzięki szalonemu zrywowi pod koniec wywalczyliśmy miejsce w Lidze Europy!

 

Sezon 2048/49

W trzecim sezonie wreszcie mogłem trochę zaszaleć na rynku transferowym. Mimo że nikt wartościowy nie opuścił drużyny, to zainkasowaliśmy prawie 100 mln! Wydawać się starałem sensownie, a starałem się przede wszystkim wzmocnić głębię zespołu. Kluczowe transfery były dwa - środkowy obrońca Abdellaoui i rozgrywający Nicolo Macagnone. Pierwszy kosztował 25 mln, drugi 50.

Początek ligi mieliśmy nienajlepszy, ale w sierpniu głównie skupiałem się na eliminacjach do Ligi Europy, które udało nam się bez większych problemów przebrnąć (w ostatniej rundzie pokonaliśmy Jagiellonię 5:2). Po zakwalifikowaniu się do europejskich rozgrywek mogliśmy skupić się na lidze i od tej pory graliśmy naprawdę dobrze. Nie byliśmy oczywiście zespołem niepokonanym, ale kilka dobrych wyników udało nam się osiągnąć. No i przede wszystkim graliśmy bardzo stabilnie, nie zdarzały nam się długie serie bez zwycięstw, a w całym sezonie przegraliśmy tyle samo spotkań, co Mistrz Anglii! Do Arsenalu trochę nam zabrakło, ale sezon 2048/49 to i tak gigantyczny sukces i wysoka 3. lokata. Możemy się też pochwalić najlepszą defensywą w lidze. Ponadto udało nam się zdobyć Puchar Ligi pokonując Chelsea po raz trzeci w tym sezonie (1:0 po dogrywce).

Fantastycznie zaprezentowaliśmy się w Lidze Europy. Jak już wspominałem, eliminacje przeszliśmy bez trudu. W fazie grupowej wylosowaliśmy Stuttgart, Palermo i Gil Vicente, więc wcale nie mieliśmy łatwego wyzwania. Mimo to wygraliśmy 5/6 spotkań przegrywając jedynie w Niemczech. W 1. rundzie pucharowej graliśmy z węgierskim Ferencvaros i był to dwumecz bez historii (8:1). Potem mieliśmy Feyenoord, który dwukrotnie dostał od nas 3:0 i mogliśmy cieszyć się z awansu do ćwierćfinału. W tej rundzie musieliśmy wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności, bowiem czekało nas starcie z Atletico. Po domowej porażce (0:1) nie miałem praktycznie żadnych nadziei przed rewanżem, ale... piłkarze mieli odmienne zdanie! W 50. minucie Julio Cesar (który swoją drogą niesamowicie się rozwinął i jest jednym z najlepszym zawodników świata) strzelił bramkę na 1:0 i czekała nas dogrywka. Dodatkowe 30 minut przyniosło sporo emocji, bo w 101. minucie podwyższyliśmy na 2:0 za sprawą Adama Lowe'a, a minutę później... Atletico strzeliło na 2:1. Taki wynik nas oczywiście promował, ale Atletico miało wciąż szansę. Hiszpanie musieli postawić wszystko na jedną kartę, ale już chwilę po rozpoczęciu drugiej części dogrywki zabiliśmy ich nadzieję, a Lowe ustalił wynik spotkania na 3:1. Nie było to ostatnie ciężkie wyzwanie na naszej drodze, bo już w kolejnej rundzie musieliśmy walczyć z RB Lepizig. Tym razem nie pozostawiliśmy żadnych złudzeń, pierwszy mecz na wyjeździe wygraliśmy 3:1, u siebie tylko potwierdziliśmy naszą siłę (2:0) i czekał nas historyczny finał. Na szweckim stadionie Ullevi mieliśmy na przeciwko nas Real Sociedad. Mecz zakończył się bardzo szybko, bo już po 4 minutach prowadziliśmy dwoma bramkami. Gdy po 30 minutach Julio Cesar podwyższył na 3:0 i nic już nam nie mogło się stać. Historyczny triumf w Lidze Europy stał się faktem

  • Lubię! 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Southampton (2/2)

 

Sezon 2049/50

Przed nowym sezonem wyzwanie przede mną stało jedno: utrzymać obecną kadrę, z którą udało mi się zdobyć Ligę Europy. Wzmocnień nie potrzebowałem, kadra była bardzo silna, a mimo to wciąż młoda i utalentowana. Można powiedzieć, że największym wzmocnieniem w tej chwili jest dla nas czas niezbędny do pełnego rozwoju wszystkich zawodników. Postawione przede mną zadanie w większości udało mi się wykonać, a opuścił nas jedynie Włoch Arrigoni, który co prawda drużynie dawał dużo i był jej bardzo ważnym ogniwem, ale często trapiły go urazy i żadnego z dwóch sezonów pod moją wodzą nie rozegrał bez co najmniej kilku przerw. Dodatkowo był to zawodnik, któremu w tym roku stuknęła trzydziestka, więc 80 mln od Middlesbrough przyjąłem z pocałowaniem ręki. Za 10 mln mniej sprowadzony został z Chelsea Argentyńczyk Agustín Correa. Poziom podobny, zawodnik o dwa lata młodszy, a w klubowej kasie o 10 mln więcej.

W lidze w tym sezonie weszliśmy na wyższy poziom. Z drużynami słabymi punkty traciliśmy rzadko, a z tymi najmocniejszymi graliśmy w kratkę (chociaż np. z Chelsea mamy bilans bramkowy 10:1, a z City 8:2). Świetnie funkcjonowała nasza ofensywa, którą ciągnęli Lowe (53 występy, 47 bramek, 11 asyst, średnia 7.42), Correa (51 występów, 11 bramek, 20 asyst, średnia 7.55) oraz genialny Julio Cesar (44 mecze, 23 bramki, 18 asyst, średnia 8.01), który w mojej opinii był w tym momencie zawodnikiem na świecie (11 roku FIFA 2049, Piłkarz Roku wg Piłkarzy i Dziennikarzy w Anglii 2050, Pomocnik Sezonu Ligi Mistrzów 2050, Dream Team Ligi Mistrzów 2050, Najlepszy Piłkarz Europy 2050, 11 roku FIFA 2050 i... podobnie we wszystkich następnych sezonach, niestety bez Złotej Piłki). Wracając jednak do ligi, nasz bój z Arsenalem o mistrzostwo był bardzo wyrównany, a zwycięzce dzielił zaledwie jeden punkcik. Kto ostatecznie wygrał? Odpowiedź tutaj.

W Lidze Mistrzów nie zagraliśmy niczego wielkiego. Grupę mieliśmy prostą (Wolfsburg, Sociedad oraz Celtic) i wyszliśmy z niej bez problemu. W 1/8 trafiliśmy na Dijon i tutaj również poradziliśmy sobie z przeciwnikiem, a z Francji przywieźliśmy dwubramkową zaliczkę. W ćwierćfinale trafiliśmy na rywala krajowego - Arsenal. Pierwszy mecz był w Londynie, szybko strzeliliśmy bramkę (Lowe) i... to tyle. Do rewanżu podchodziłem zatem pewny siebie, aczkolwiek to, co zaprezentowaliśmy wołało o pomstę do nieba. Arsenal, chociaż nie był wcale o wiele lepszym zespołem, dał nam lekcję futbolu, pokazał jak wykorzystywać sytuację, a domowa część dwumeczu zakończyła się kompromitującym 0:3. Ewidentnie nie byliśmy jeszcze gotowi na Ligę Mistrzów, a fakt iż nasz pogromca wygrał cały turniej jest nieco pocieszający. Aha, wygraliśmy FA Cup.

 

Sezon 2050/51

Pierwszy sezon nowej dekady nie przyniósł nic ciekawego w kwestii transferów. Sporo, bo aż 60 mln wydałem na nowego bocznego obrońcę, ale poza tym nic innego się nie działo. Ligowe boje można w zasadzie pominąć, bo tam nie działo się nic szczególnie ciekawego. Arsenal wszedł w tym sezonie na poziom o klasę czy dwie wyższy od reszty ligi i z 94 punktami został Mistrzem Anglii. My skończyliśmy lokatę niżej mając aż o 16 punktów mniej. Kanonierzy przegrali w całym sezonie tylko dwa mecze, totalna dominacja.Nie graliśmy poza tym źle, a przez całą jesień dotrzymywaliśmy rywalowi kroku. Dopiero na wiosnę zdarzyły nam się wpadki i niepotrzebne straty punktów. Gdy konkurencja uciekła na zbyt duży dystans, mogłem skupić się na Lidze Mistrzów, a na pocieszenie został nam fakt, iż wszystkie krajowe puchary trafiły w nasze ręce.

Europejska kampania wyszła nam o wiele lepiej. W grupie mieliśmy Marseille, Espanyol oraz... Lech Poznań! Z tymi drużynami nie przegraliśmy ani jednego spotkania, a punkty oddaliśmy tylko we Francji. Na wiosnę ponownie odwiedziliśmy ten kraj, tym razem stając naprzeciwko Bordeaux, które rozbiliśmy w dwumeczu 8:1. A potem łatwe przeprawy już się skończyły: Atletico Madryt. Hiszpanie pokazali charakter na St. Mary's Stadium. Od 11. minuty przegrywali, od 20. grali w 10, a od 58. w 9. Mimo to udało im się utrzymać korzystne w takiej sytuacji 0:1. W rewanżu potrzebna była dogrywka, a tę lepiej rozpoczęli gospodarze zdobywając w 99. minucie bramkę. Na szczęście odpowiedzieliśmy jeszcze przed zamianą stron. To przybiło rywali, a czerwona kartka w 109. minucie na pewno nie pomogła - półfinał! Dwumecz z Leverkusen na pewno podobał się kibicom bezstronnym, bowiem padło w nim aż 13 bramek. Pierwsze spotkanie było rozgrywane w Niemczech i do przerwy prowadziliśmy 2:0. Nie wiele wskazywało, aby druga połowa miała przynieść dużo emocji - a jednak! Wynik zmieniał się co chwilę, a ostatecznie w 84. minucie na 5:3 dla nas ustalił go Ijezie, gracz Bayeru. Rewanż wyglądał podobnie i po pierwszej połowie prowadziliśmy 2:0. Niemcy chyba już nie wierzyli, ale że grają do końca pokazali w drugiej połowie. Chociaż nic im to nie dało, to zdobyli dwie bramki na naszym terenie. Odpowiedział jeszcze na nie Julio Cesar i ostatecznie było 3:2, a w dwumeczu 8:5. Szaleństwo. Szaleństwa na pewno nie było w pierwszej połowie finałowego starcia z... Arsenalem! Dopiero w drugiej połowie zaczęło się dziać. W 54. minucie prowadzenie po rzucie rożnym dał nam Abdellaoui, a kwadrans później wprowadzony na boisko Dutton podwyższył na 2:0. To był kluczowy moment spotkania, bo Arsenal nie miał czasu i musiał rzucić się do ataku, co skrzętnie wykorzystaliśmy pakując Kanonierom jeszcze dwie bramki, rewanżując się tym samym za porażkę z poprzedniego sezonu! Liga Mistrzów jedzie do Southampton!

 

Sezon 2051/52

Mój ostatni sezon w Soton nie przyniósł żadnych ciekawych transferów. Pod koniec stycznia z klubem za prawie 100 mln pożegnał się Leon Dutton, o którym niewiele do tej pory wspominałem, chociaż jest to napastnik światowej klasy. Głównym problemem Leona był fakt, iż w klubie był fenomenalny Adam Lowe, który nie dawał mu zbyt wiele pograć. O wzmocnieniach nie ma co wiele mówić, bo nikt spektakularny nie dołączył do drużyny.

W lidze zaliczyliśmy falstart, przegrywając kolejno z Middlesbrough i Burnley na inaugurację sezonu. A potem, a potem było już dobrze, bardzo dobrze. W tym roku widocznie przyśpieszyliśmy i punkty zdobywaliśmy seryjnie. Coś przeciwnego miało miejsce w obozie Arsenalu Londyn, który w tym sezonie zwolnił i nie był w stanie nawiązać z nami walki. Nie byliśmy oczywiście bezbłędni i kiedy trafiał nam się gorszy dzień to przegrywaliśmy bez większej walki. Ale kiedy graliśmy dobrze, a było tak przez znaczącą większość sezonu, to nikt nie mógł nam zagrozić. Drugie Mistrzostwo Anglii nasze! Nie wygraliśmy za to żadnego pucharu. A to szkoda...

W Lidze Mistrzów mieliśmy z górki, a że post jest i tak już długi, to co ciekawsi mogą prześledzić naszą drogę na obrazku, który zaraz się pojawi. W skrócie - w finale mierzyliśmy się z Manchesterem United, który w lidze pokonaliśmy dwukrotnie. Finał Ligi Mistrzów to jednak inna para kaloszy. Po pierwszej połowie było 1:1, na początku drugiej straciliśmy bramkę na 1:2 i mimo ogromnych starań Julio Cesara, odpowiedzieć nie potrafiliśmy. Porażka stała się faktem, a Czerwone Diabły, które jeszcze dwa tygodnie temu biliśmy na Old Trafford, triumfowały. Liga Mistrzów w tym roku nie dla nas.

 

 

I to był koniec mojej przygody z Southampton. Raz jeszcze uznałem koniec kontraktu za stosowny moment na pożegnanie się z prowadzoną przeze mnie drużyną. Czułem, że osiągnąłem wszystko, co chciałem i mogłem w Soton i byłem spełniony. No a poza tym właśnie rozpoczęły się Mistrzostwa Świata w Rosji...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Po rozgrywanych w 2052 roku Mistrzostwach Europy zwolniło się kilka posad na stanowiskach selekcjonerów reprezentacji. Liczyłem na stołek selekcjonera Polski, ale Drągowski mocno trzyma się na swoim miejscu, mimo braku sukcesów. Z kilku ciekawych ofert wybrałem... Hiszpanię.

 

Hiszpania

 

Puchar Konfederacji 2053

Mecze towarzyskie i Ligę Narodów (bo to w zasadzie to samo) pomijam, skupimy się tylko na turniejach i eliminacjach. Pierwszym, w jakim miałem okazję uczestniczyć jest Puchar Konfederacji w 2053, na którym Hiszpanie grają jako gospodarz rozgrywanych za rok Mistrzostw Świata. W grupie mieliśmy Ghanę B, Anglię i USA. Przegraliśmy z Anglikami, pozostałem mecze wygraliśmy. W półfinale graliśmy z Francją, którą rozbiliśmy aż 5:1, a w finale rozgrywanym na dobrze mi znanym Camp Nou mieliśmy okazję zrewanżować się Anglikom. Był to rewanż udany, a po dobrym widowisku ograliśmy Wyspiarzy 4:2. Kadencję rozpocząłem więc od sukcesu!

 

Mistrzostwa Świata 2054 - Hiszpania

Grupę wylosowaliśmy łatwą, a były w niej: Rosja, USA i Korea Płd. Jak łatwo się domyślić, wygraliśmy ją nawet bez straty bramki. Potem był Meksyk i szczęśliwa wygrana dzięki trafieniu Jose Ramona w 93. minucie. Emocje kibicom dostarczyliśmy niepotrzebnie, ponieważ wcześniej rzut karny zmarnował Miguel. W kolejnej rundzie przeciwko nam stanęli Francuzi broniący tytułu Mistrzów Świata. Pamiętali chyba ostatnie 5:1, gdyż na mecz wyszli przestraszeni, a jak po 30 minutach było 2:0 dla nas, to chyba odpalił im się damage control mode. W drugiej połowie strzeliliśmy jeszcze jedną bramkę i było po meczu. Aczkolwiek i Francuzi zdobyli bramkę honorową. Półfinał był łatwiejszy, graliśmy z Danią. Prowadzenie objęliśmy już w 20. minucie, ale równie szybko je wypuściliśmy. Druga połowa należała już w 100% do nas i podobnie jak w meczu z Francją, skończyło się na 3:1. A mogło wyżej, bo zmarnowaliśmy karnego. Finał nie był porywającym spotkaniem i ani Portugalia, ani my nie pokazaliśmy nic ciekawego. Może brakowało już trochę sił, a może był to po prostu finał - a te gra się ostrożnie i asekuracyjnie. No ale tam gdzie napastnik nie może, tam obrońca pomoże - 82. minuta, rzut rożny, główka Jose Marii Goniego i HISZPANIA MISTRZEM ŚWIATA! Fantastyczny turniej w naszym wykonaniu, wygraliśmy wszystkie mecze po kolei i na Camp Nou mogliśmy cieszyć się z tytułu najlepszej drużyny świata!

 

Eliminacje Mistrzostw Europy

Tutaj nie ma o czym pisać, wystarczy tabela.

 

Mistrzostwa Europy 2056 - Belgia

Belgijskie Mistrzostwa rozpoczęliśmy od wygrania bez żadnych problemów grupy z Portugalią, Szwajcarią oraz Rumunią. Potem graliśmy z Rosją, więc znowu trudno nie było, a awans zapewniliśmy sobie już w pierwszej połowie. A potem... przyszło gigantyczne rozczarowanie. Ćwierćfinał z Holandią przegraliśmy, chociaż po pierwszej połowie powinniśmy strzelić z pięć bramek. A że niewykorzystane sytuacje się mszczą, to wie każdy i wiedzą też Holendrzy, którzy w drugiej połowie strzelili dwie bramki mając półtorej okazji w całym meczu. Klapa, chociaż Holandia wygrała te mistrzostwa. 

 

Po tej wpadce postanowiłem rzucić ręcznik i podziękować reprezentacji Hiszpanii. Nie wiedziałem tylko co począć dalej. Lubię grać realistycznie, a mój wirtualny odpowiednik skończył w tym roku 69 lat. Ciekawych ofert dostępnych nie było, czekać sensu nie widziałem, więc... wysłałem mojego wirtualnego menedżera na emeryturę, dodałem nowe ligi, przemieliłem półtorej roku, żeby się one dodały, a nowe kluby znalazły sztab i stworzyłem nowego menedżera, który zacznie od zera! Oczywiście to wszystko się wydarzy, jeśli komputer pozwoli i sejw nie padnie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Sezony 2037/38-2056/57 na świecie


 

Anglia

Ostatnie 20 sezonów w Anglii raczej niespodzianek nie przyniosło. Na pierwszy rzut oka mogą dziwić mistrzostwa Middlesbrough, ale jak już wspominałem, jest to klub który w ciągu 10 lat wydał ponad półtorej miliarda euro netto. W ostatnich latach miejsce miała krótka dominacja Southamptonu, który zgarnął 3 mistrzostwa z rzędu już po moim odejściu. Poza tym żadnej rewolucji nie widać.

 

Francja

46 lat, 44 triumfy PSG. NUDA.
 

Hiszpania

O lidze hiszpańskiej wiemy dużo, bo spędziłem tam kilka lat. Dominację Barcelona utrzymała do 2050 roku, ale wszystko wskazuje na to, że teraz to Atletico rozdaje karty. 18 sezonów bez mistrzostwa Realu.

 

Niemcy

Chociaż Leverkusen w drugiej połowie 4. dekady tego stulecia nie odnosiło znacznych sukcesów na krajowym podwórku, to kolejne lata zdecydowanie należą do tej drużyny, a jej dominacji w Niemczech nie sposób podważyć. Bayern na tytuł czeka już 27 lat!

 

Polska

Po długich latach dominacji Legii Warszawa Lech na dobre przejął pałeczkę, chociaż Poznaniakom zdarzały się gorsze sezony. Legia podobnie jak Bayern czeka już 27 lat. Z najciekawszych wydarzeń chyba drugie miejsce MKSu Kluczbork w 2055 roku. 

 

Włochy

Dominacja Juventusu skończyła się na dobre, a tytuł mistrzowski najczęściej lądował w Mediolanie. Przeważnie najlepszy okazywał się Inter, chociaż sukcesy miał ich rywal zza miedzy, Napoli czy wspomniany już Juventus. Sensacyjne były dwa z rzędu mistrzostwa Atalanty. W dodatku były to mistrzostwa zasłużone, bowiem klub z Bergamo nie miał w tych latach rywali.

 

Liga Mistrzów

Dość zaskakująco najlepiej w tym okresie spisywał się Arsenal Londyn, który zgromadził aż 5 tytułów mistrzowskich. Poza tym widać dużą dominację drużyn angielskich - w ciągu 20 sezonów tylko dziesięciokrotnie triumfował klub z innego kraju. Nieźle radziło sobie również Leverkusen (4 razy).

 

W kwestii polskich klubów w Lidze Mistrzów: REWOLUCJA. Polskie kluby w fazie grupowej Lig Mistrzów były w PRAWIE KAŻDYM kolejnym sezonie zaczynając od 2038/39! Wyjątki to: 2046/47, 2052/53, 2054/55, tak więc tylko 3 razy w ciągu 19 lat nie byliśmy w Lidze Mistrzów, co po ostatnich wyczynach i eurowpierdolach brzmi absurdalnie. Pozycja Ekstraklasy w rankingu się zmieniała, ale w większości sezonów mieliśmy jedno miejsce w fazie grupowej dla Mistrza Polski zagwarantowane. A nawet jak go nie było, to najlepsza drużyna Ekstraklasy w eliminacjach radziła sobie bardzo dobrze no i można powiedzieć, że od 2038 roku eurowpierdole stały się gatunkiem zagrożonym wyginięciem. Jeśli chodzi o największe sukcesy: 1/8 finału LM Lecha Poznań w 2050/51 (2:3 z Atletico w dwumeczu), ćwierćfinał LE Lecha Poznań w 2045/46 i to w zasadzie tyle.

 

Reprezentacja Polski

W 2044 zagraliśmy na Mistrzostwach Europy, gdzie dotarliśmy aż do ćwierćfinału. Odpadliśmy z Danią. Duży sukces mieliśmy w 2050 roku na kanadyjskich Mistrzostwach Świata. Dotarliśmy aż do PÓŁFINAŁU! Przegraliśmy tam z Francją (1:2), która później została Mistrzem Świata. Niestety nie udało się zdobyć nawet brązowego medalu: w meczu o nagrodę pocieszenia przegraliśmy z Chorwacją w karnych. Kolejne Mistrzostwa Europy rozgrywane były w Holandii i tam dotarliśmy do 1/8. Pojechaliśmy też na kolejny Mundial wygrany przez prowadzoną przeze mnie Hiszpanię. No i tu również wstydu nie było - 1/8. W 2056 to samo.

 

Mistrzostwa Europy

Bez niespodzianek, a jako ciekawostkę mogę dodać, że w 2044 znowu Euro było u nas. 

 

Mistrzostwa Świata

Rozgrywane w USA Mistrzostwa Świata 2038 przyniosły dość niespodziewane rezultaty - Mistrzem została... Szkocja, a wicemistrzem... Rosja. Tego nie spodziewał się raczej nikt. Później wszystko wróciło do normy.

 

Złota Piłka

W swoich latach świetności Campos raczej nie miał rywali w konkursie na najlepszego piłkarza świata. Łącznie Francuz zdobył 10 Złotych Piłek (tyle samo co Messi), 7 z nich pod rząd. Niestety nie mam nigdzie zapisanego jego profilu, aczkolwiek mogę Wam pokazać jego historię występów. 613 meczów, 478 bramek i 171 asyst, spora część tego grając dla zespołów prowadzonych przez komputer. Robi wrażenie. Dwukrotnie ZP trafiła do grającego dla mnie w Southampton Adama Lowe'a. Na dokładkę profil Julio Cesara, będącego już w PSG. Co prawda Złotej Piłki nigdy nie wygrał, ale moim zdaniem jest to bardzo niezasłużone. 

 

  • Lubię! 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

co sie stalo z formatowaniem? :|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
55 minut temu, Fenomen napisał:

co sie stalo z formatowaniem? :|

Na białym mocno rozjechane. Na prawilnym czarnym jest wszystko dobrze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Na czarnym nie zauważyłem, że coś jest nie tak. Już poprawione.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Co dalej? Po fantastycznych 39 latach, 42 trofeach zespołowych i 30 indywidualnych mój wirtualny odpowiednik udał się na zasłużoną emeryturę w wieku 69 lat. Jego miejsce jako głównego bohatera tego tematu zajmie całkiem nowy, niedoświadczony menedżer, a jest nim... Słoweniec Admir Macuka! Urodzony w Jesenicach 33 latek właśnie rozpoczyna swoją karierę i zobaczymy, dokąd poprowadzą go jej ścieżki. Póki co ma tylko krajową licencję C i wielkie ambicje!

 

Swoją karierę rozpoczął w 2057 roku, ale pierwsze zatrudnienie znalazł dopiero w styczniu roku następnego (to moja zasługa, po dodaniu lig chciałem odczekać, aż wszystkie kluby znajdą jakichś menedżerów, aby pierwszy klub był w miarę realistyczny). Ofert było kilka, głównie z Serbii i Chorwacji. Niestety nikt z domowego podwórka po Admira się nie zgłosił i nasz bohater musiał opuścić swoją ojczyznę - kierunek Chorwacja! Wybór padł na NK Lučko, klub bez większej historii, którego największy sukces to drugie miejsce w drugiej lidze chorwackiej. Poprzedni menedżer odszedł sam, bo angaż dał mu bieżący lider czeskiej ligi. Kontrakt z Lucko został podpisany pod koniec stycznia, a więc w podczas przerwy zimowej, czyli idealnie dla nowego menedżera. Lucko grało w tym sezonie przyzwoicie, prognozowano im 6. lokatę i tak też jest. Nad strefą spadkową mają 8 punktów, ale ambicje zarząd posiada, gdyż od nowego menedżera wymaga miejsca w górnej połowie tabeli. Czy jest to realne przekonamy się już niedługo. Póki co sytuacja wygląda następująco: Lucko skład ma przyzwoity, brakuje tylko lewych obrońców, ale poza tym na każdej pozycji jakieś sensowne opcje się znajdą. Mocne skrzydła, środek nie najgorszy, dwóch niezłych obrońców i napastnicy będący gwarancją co najmniej kilku bramek. Wielkich gwiazd co prawda nie mamy, ale kilku piłkarzy warto pokazać, bo to oni będą pewnie stanowić o sile tego zespołu: Antonio Sostik (26, CRO, BR), Igor Topolovec (24, CRO, DP), Matija Petkovic (18, CRO, PŚ), Vedran Budimir (26, CRO, PL), Drazen Simic (24, CRO, PP), 34. Josip Kalinic (30, CRO, PP), Josip Vasilj (26, BIH, NŚ). 

 

Taktycznie nic jeszcze w 100% nie zostało postanowione, ale podobno Macuka myśli o 4-1-4-1 DP z naciskiem na grę skrzydłami. Z mocnym fizycznie Vasilijim na szpicy wydaje się mieć to sens.

 

Nie wiem jak zniesie to mój komputer, bo w 2056 roku dorzuciłem do gry sporo lig i teraz mam niemal 200 tys. piłkarzy. Będę walczył tak długo, jak sprzęt pozwoli... Aha, teraz już jesteśmy "na żywo" i opis będzie prawdopodobnie w formie miesięcznej. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Styczeń i luty 2058

 

Transfery do klubu

Franjo Trgovcevic (32, CRO, OL) - Marsonia, 4.5 tys. €

Milovan Gligorijevic (32, SRB, OL) - Metalac, WT

 

 

Transfery z klubu

Ivo Rubic (34, CRO, OPŚ) - Marsonia, WT

 

 

Mecze towarzyskie

Spoiler

hgGjzlw.png

 

 

2. HNL

17.02.2058, 19/33 - (6.) Lucko 1:2 Solin (8.) [J. Vasilj 30' - Glavina 52', Simic 60']

22.02.2058, 20/33 - (1.) Inter Zapresic 2:0 Lucko (6.) [Lucijanic 1', Bandalo 11']

 

Na przeprowadzenie transferów było bardzo mało czasu. W klubie nie było w ogóle sztabu szkoleniowego, a pion scoutingowy nie istniał. Dopiero na początku lutego w Lucko udało się zorganizować cokolwiek przypominającego siatkę scoutingu. Dwa tygodnie na znalezienie kilku zawodników prezentujących jakikolwiek poziom to jednak mało, bardzo mało. Na tydzień przed początkiem sezonu opcje na lewą obronę były trzy i dwie z nich musiało zasilić szeregi drużyny Macuki. Padło na dwóch 32 latków - Trgovcevica oraz Gligorijevica. Obaj -evice prezentują niezły poziom i naprawdę nie wiem, czy w tak krótkim przedziale czasowym dało się zdziałać coś więcej. Pozbyto się również Rubica, który klubowi służył bardzo długo, ale najlepsze lata ma już za sobą. Kilka pozycji pewnie przydałoby się jeszcze wzmocnić, no ale na to nie starczyło już czasu.

 

Dwa pierwsze mecze w lidze nie były zbyt udane, ale trudno było wymagać zbyt dużo, skoro zespół w nowej taktyce trenował niewiele ponad tydzień. Na plus na pewno fakt, iż nie wyglądało to najgorzej i wcale nie było tak, że w obu meczach Lucko było drużyną słabszą. Przy odrobinie szczęścia mogli nawet mieć 6 punktów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Marzec 2058

 

 

2. HNL

02.03.2058, 21/33 - (6.) Lucko 0:0 Split (10.)

09.03.2058, 22/33 - (6.) Varazdin 1:1 Lucko (7.) [Nadjenic 4' - Budimir 53']

17.03.2058, 23/33 - (7.) Lucko 3:3 Hr. Dragovoljac (5.) [Budimir k. 54', Grgic 62', Saric 70' - Karatovic 14', 55', Pelizzar 24']

24.03.2058, 24/33 - (3.) Rudes 1:1 Lucko (7.) [Rizvanovic 35' - Petkovic 77']

31.03.2058, 25/33 - (7.) Lucko 0:1 Sibenik (5.) [Odafin 58']

 

 

Nie był to idealny miesiąc dla Macuki. Chociaż Lucko pod jego wodzą zagrało już 7 spotkań, to wciąż Słoweniec jest bez zwycięstwa. Ten miesiąc minął pod znakiem remisów, było ich aż cztery. Nie były to złe wyniki, może z wyjątkiem meczu ze Split, który powinien być wygrany. Pozostałe trzy remisy to jakby na to nie patrzeć były starcia z rywalami z wyższych pozycji ligowych. W związku z tym cztery punkty zdobyte w marcu na pewno nie są tragiczne, ale są bardzo, bardzo dalekie od ideału. Remisy mimo wszystko oddają bardzo dobrze obraz gry Lucko, zobaczymy jak się to dalej potoczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Kwiecień 2058

 

 

2. HNL

06.04.2058, 26/33 - (3.) Cibalia 1:0 Lucko (7.) [Golubic 77']

14.04.2058, 27/33 - (7.) Lucko 1:2 Inter Zapresic (1.) [Eres 65' - Fintic 45+1', 75']

20.04.2058, 28/33 - (10.) BSK Bijelo Brdo 1:0 Lucko (8.) [Deak 80']

28.04.2058, 29/33 – (8.) Lucko 3:2 Drugopolje (9.) [Trgovcevic k. 54’, Petkovic 73’, Vrgoc 90+2’ – Ergovic 31’, 54’]

 

 

Fatalna passa wciąż trwała i wiele wskazywało na to, że Macuka może nie wytrzymać do nowego sezonu. Trudno obwiniać taktykę, bo z obrazu gry wcale nie wyglądało to źle. Przede wszystkim brakowało w drużynie wykończenia i szczęścia. Nie pomogły też przepisy, w myśl których na boisku musi być co najmniej 3 zawodników u21. W Lucko jest dwóch sensownych zawodników w tym wieku, ale praktycznie od startu rundy wiosennej byli oni kontuzjowani, przez co środek obrony tworzli 16 latek z 17 latkiem, którzy w innych okolicznościach nie znaleźliby się nawet na ławce. Pierwszy mecz udało się wygrać dopiero pod koniec kwietnia, ale było już za późno – atmosfera w szatni była fatalna, piłkarze zaczęli się skarżyć do zarządu i Macuka wyleciał z roboty. Pierwsze koty za płoty!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Na szczęście dla Macuki zwolnienie miało miejsce pod koniec sezonu, więc znalezienie nowego miejsca pracy nie było problemem. Admir postanowił, że chce wrócić do kraju i tak też zrobił. Dość zaskakująco dostał angaż w Aluminij, 8. zespole tego sezonu w ekstraklasie słoweńskiej. Tak więc szybkie zwolnienie z Lucko dało awans sportowy, kto by się spodziewał.

 

Nowy zespół Macuki ma wiele problemów. Poprzedni menadżer był chyba geniuszem, bo zdołał utrzymać zespół w lidze pomimo faktu, iż w składzie Aluminij przez cały sezon był JEDEN środkowy obrońca. Niesamowite. Ponadto spora część drużyny to zawodnicy wypożyczeni (9), więc chcąc nie chcąc trzeba będzie przeprowadzić rewolucję. Na daną chwilę w zespole jest 7 zawodników nadających się do pierwszego składu. Najważniejsi zawodnicy w drużynie to: Urban Kostic (26, SVN, OPL), Anze Hozjan (30, SVN, OŚ), Kevin Kotnik (30, SVN, PŚ), David Gril (31, SVN, OPP). Jak zatem widać, trzon drużyny stanowią zawodnicy w słusznym wieku. 

 

Aluminij ma całkiem niezłe obiekty młodzieżowe (2,5 gwiazdki), a drużyna u19 wygrała Puchar Juniorski, więc jest to miejsce, w którym można szukać ewentualnych rezerwowych. 
 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Ciekawe miejsca, mało uczęszczane szlaki.

 

Coś post ze zwolnieniem chyba się "wyolbrzymił" ;) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Na daną chwilę sytuacja wygląda tak, że FMa w sierpniu włączyłem raz na pięć minut. Trochę przez upały, trochę przez potrzebę przerwy, a trochę przez strasznie wolną rozgrywkę (co normalnie mi nie przeszkadza) i zbliżającą się premierę 2019. Kariera mi się nie znudziła, tylko na daną chwilę nie ma chęci na FMa. Jeśli można, to proszę nie zamykać tematu, bo pewnie jakoś w połowie września do niej powrócę i jeszcze z miesiąc czy półtorej powalczymy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×