Skocz do zawartości
Makk

Na ławeczce pod trzema choinkami

Rekomendowane odpowiedzi

Wiecie, co łączy pana Staszka, pana Waldka i pana Romka? Oj, wiele łączy!

Po pierwsze- miejsce urodzenia, dorastania, życia. To Pomiechówek. Małe miasteczko 40 kilometrów na północ od Warszawy, położone rzut beretem od Nowego Dworu Mazowieckiego.

Po drugie- zamiłowanie do odpoczywania z zimnym piwkiem w ręku na ławeczce. Obojętnie czy gdzieś przy domu, czy też w parku albo pod lasem. 

Po trzecie- wszyscy trzej nie mają kompletu uzębienie. Nie to żebym sprawdzał, czy był ich dentystą, ale przy czym nie otworzą swoich paszcz, to widać.

Kolejna łącząca rzecz- ogromna, fachowa, wiedza o futbolu, taktyce. Taki Real, Barcelonę albo Bayern z "naszym" Lewym to by poprowadzili z zamkniętymi oczami. A najlepiej do tego jakby tam zagramanicom pozwolili im posiedzieć na ławce z jasnym pełnym.

Światowe chłopaki z taką wiedzą i podejściem psychologogoicznym (jak mawiają) nadali by się na bank. Taki to potrafi i zrugać piłkarza ("Gdzie podajesz ślepa pało?!", "Dziadek do orzechów lepiej strzela niż ty!!", "Ty lepiej na wózek i do Kalkuty, a nie tu pałętasz się po boisku!!") i pochwalić ("Ożesz kur..., ale strzelił!", "Za tego gola, to flachę masz u mnie!"). Z graczami by się bez problemu dogadali, na pewno w języku angielskim. Znają branżowe określenia: drybling, wolej, ofsajd, gol, golkiper, faul, korner. Ostatnio nawet usłyszałem z ich ust i takie coś: kros, pressing.          

 

Po kolejne: wierni kibice Wkry Pomiechówek od nastu lat. W sumie to nikt nie pamięta dokładnie od jakiego czasu.

Przyjdą w niedzielne południe, posiedzą na „stadionie”, pokrzyczą, dopingują, chlapną sobie co nieco i tak płynie.

Takich wyjadaczy znajdzie się tu kilku innych jeszcze. Młodszych nie bardzo. No, chyba że któryś młodziak przyjdzie popatrzeć na swojego brata albo ojca. Tłumaczenie takiego stanu rzeczy nie raz słyszałem z ust kogoś z wyżej wymienionej trójki:­

     — No widzi on, nie, te młode to lecą kibicować tym lepszym i co piniążki majo. Tu z okolic to chłopaky za Legią. Do Warszawy czasem pojadą na mecz, jak trochę kasy zarobią.

Drugi od razu dodaje:

     — Co tu mają oglądać? Jak się kopie po nogach? W telewizorze się naoglądają ładnej piłeczki to i na żywo to samo chcą.

Pokiwałem tylko na to głową. Co miałem więcej dodać? Ci zacni panowie nie słyszeli, bo i nie mieli skąd, o ruchach Against Modern Football. W większych miastach małe kluby z niższych lig mają większe grona swoich wiernych fanów. Na wioskach z kolei czasem te mecze w B, A klasie albo okręgówce są jedynymi wydarzeniami sportowo-kulturalnymi. A jak przy okazji dochodzi do małych derbów z sąsiednią wsią, to już może być ostro.

 

Moje zdanie jest takie, iż poziom kopania jest niski w takich ligach, ale zdarzają się brameczki, że paluszki lizać.

Te optymistyczne rozmyślania moje przerwało pytanie Romka:

     — Panie kierowniku, a ma pan może szlugiem poczęstować?

Pokręciłem głową tylko, podałem rękę na pożegnanie i zawróciłem w swoją stronę.

  • Lubię! 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Parę dni później idąc ze sklep do samochodu, zauważyłem trzech wesołych znajomków, którzy siedzieli w parku na ławeczce. To znaczy, dwóch siedziało, a jeden stał przed nimi na lekko uginających się nogach i mocno gestykulował. Ot, takie typowe popołudnie i wymiana zdań miejscowych (ale i pewnie wszystkich) „ludzi ciężko pracujących i relaksujących się po pracy”. A że na skwerku... No cóż, każdy ma miejsce, gdzie łapie dobre fluidy i prądy powietrzne.

Zimne piwko (lub kilka) przy początku lata im też pomaga.

Przez myśl mi przeleciało pytanie: Ciekawe czy kiedyś mieli choć jeden dzień bez piwa popołudniem?

Zacząłem nawet w głowie układać odpowiedź, wsiadając do samochodu, kiedy nagle koło mnie wyrósł jak spod ziemi koleżka wesołej trójki.

     — Dobry szefie. Jak zdrówko?

     — Dzięki, całkiem w porządku. A jak u pana, panie Czesławie?

     — Ciężko no... W robocie płacą grosze, wszystko drogie.

Pokiwałem tylko głową, bo łatwo można się domyślić, w jakim kierunku szła ta gadka.

     — No, a jak się sezon panu podobał? - rzucił Czesław szybko, gdyż chyba zobaczył moją już zniecierpliwioną minę.

     — W sumie chyba wyszło na to, co miało. Nic specjalnego. Kilka razy pokopali się po głowach, kilka razy nie pokopali i koniec. To samo co rok temu i dwa lata temu i nawet trzy lata temu. Tu nie ma o czym gadać, tu można tylko czasem na coś rzucić okiem.

Staszek w zadumie pokiwał łepetyną, podrapał się po niej i otworzył usta, jakby co chciał jeszcze nimi wypowiedzieć.

Nie zdążył.

     — To ja będę leciał, trochę mi się spieszy. Niech pan pozdrowi kolegów z parku. - krótkie, treściwe pożegnane z mojej strony padło.

Machnąłem ręką po wskoczeniu do samochodu, opuściłem szybę boczną, założyłem okulary. Przedstawiciele ze skwerku na całe szczęście nie należeli do tych „pachnących inaczej”, więc otwarcie okna niczym nie groziło. Często-gęsto tacy do walą na kilometr. Tu nic. Może bardziej głupio takim, bo małe miasteczko, ludzie będą gadać i tak dalej. Może. Kto wie?

Wolałem jednakowoż zastanowić się co zjeść na obiad niż nad takimi bzdetami.

Odpaliłem i odjechałem do domu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×