Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Tik-tak. Tik-tak. Tik-tak. "Do końca pozostało 8 minut, proszę powoli przenosić odpowiedzi na kartę odpowiedzi." Tik-tak. Tik-tak. Tik-tak. Czas pędził nieubłaganie. Kolejne minuty egzaminu upływały co raz szybciej. Za szybko dla 53 uczniów Liceum Ogólnokształcącego w Kozienicach, którzy przystępowali w tym roku do egzaminu maturalnego z rozszerzonej geografii. Piotrek nerwowo obgryzał swój pomarańczowy długopis. Spojrzał w lewo. Dostrzegł wzrok Karola, który tylko przelotnie się uśmiechnął i wrócił do swojego arkusza. "Po chuj mi wiedzieć ile węgla rocznie produkuje się w Ugandzie?" Piotrek z rezygnacją pokręcił głową i zamknął niewypełniony do końca arkusz. Chwilę potem egzamin dobiegł końca. Maturzysta z ulgą po raz ostatni w życiu opuścił budynek swojej szkoły średniej. A przynajmniej taką miał nadzieję. Ksawery już na niego czekał. Stał oparty o swoje BMW E6 w dieslu. W ręku trzymał niedopalonego Chesterfielda. 

- I jak poszło?

- Jak kurwie w deszcz. Jedziemy?

- Pytasz dzika czy sra w lesie.

Ksawery wyrzucił niedopałek papierosa w kałużę i wsiadł na miejsce kierowcy. Droga nie należała do najprzyjemniejszych, ale przynajmniej było krótko. Po kilkunastu minutach dojechali do celu. Oczom dwójki przyjaciół ukazało się Jezioro Kozienickie, które jak zawsze pod koniec maja tętniło życiem. Piotrek wyjął z bagażnika czteropak taniego koncernowego piwa kupiony po drodzę i usiadł obok Ksawerego, który właśnie odpalał kolejnego mentolowego Chesterfielda. 

- Chcesz jednego? - powiedział Ksawery częstując przyjaciela papierosem. 

- Dzięki, nie palę. 

- Nie to nie. Nie wiesz co tracisz. 

Piotrek odpalił browara, podobnie jak Ksawery. Przyjaciele w ciszy podziwiali uroki polskiego jeziora i raczyli się smakiem taniego piwa. Ksawery odpalił kolejnego papierosa. 

- I co teraz będzie? 

- Nico. Czekamy na wyniki, a potem wiśta wio. 

- Kiedy lecisz?

- Za dwa tygodnie. Kurwa. - Piotrek spojrzał na powiadomienie, które właśnie wyskoczyło mu na ekranie telefonu. "Arsenal 0:1 Stoke". - Jebany Arsenal. Znowu w dupe. 

- Ile?

- Na razie jeden, ale może odrobią. To w końcu Arsenal.

- No może tak. To co będziesz tam robił?

- W sumie to nie wiem. Chciałem jakieś studia skończyć, bo wiesz - u nas z dobymi studiami ciężko.

- A jak Ci się nie uda to co zrobisz? Wrócisz tu i skończysz jak on - to mówiąc Ksawery wskazał na członka brygady robotniczej, który siedział nieco dalej i raczył się setką Żubrówki. Bez popity. 

Piotrek zobaczył siebie. Miał niebieskie ogrodniczki. I kask. W rękach trzymał dwie cegły. "Kalinowski, kurwa, pracuj, a nie stoisz jak pizda" - krzyknął majster. Położył cegłę na jedną z niedokończonych ścian. Później drugą. I dalej stał jak... pizda. Maturzysta niczym muchę odgonił od siebie ponure wizje przyszłości i podrapał się za uchem. 

- E tam, gadanie. Podobno popracujesz tam tydzień, a kasy starcza na życie przez dwa miesiące. 

- Mhm. I jeszcze laski same wskakują ci do łóżka. Weź ty zejdź czasami na ziemię. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Piotrek od niepamiętnych czasów nie znosił sportu. A szczególnie piłki kopanej. Uganianie się za unowocześnioną wersją świńskiego jelita nie było dla niego. Uwielbiał za to pieniądze, a szczególnie je zarabiać. Łatwo zarabiać. Z wydawaniem było nieco gorzej, ale o tym kiedy indziej. Pech jednak chciał, że fajnej pracy jednak nie było, a i chęci do jej poszukania też niezbyt się pojawiały. Wiecie jak to jest, jak człowiekowi się nic nie chce i leży dupą do góry zamiast ruszyć się z domu. Czystym zbiegiem okoliczności było otworzenie w rodzimych Kozienicach pierwszego w okolicy punktu STS, co spowodowało masową erekcję mężczyzn w przedziale wiekowym 14-99 lat, którzy cyklicznie w piątek przed każdym weekendem tworzyli kilometrowe kolejki byleby tylko postawić na zwycięstwo swojej ulubionej drużyny. Ba, czasem żony piłkarskich biznesmanów zajmowały miejsca już w czwartki popołudniu! Nasz bohater początkowo nie podzielał zainteresowania tym tematem, ale gdy Józek, syn siąsiadów, wygrał ponad 250 złotych obstawiając głupie mecze to stwierdził, że i on nie może przepuścić takiej okazji na łatwą kase. Co prawda Piotrek nie znał się na tym kompletnie, ale z biegiem czasu zaczął nie tylko śledzić polskie rozgrywki, ale także i inne europejskie ligi. O, i nawet raz Puchar UEFA obstawił! Oczywiście wszystko w myśl łatwego zarobku, bo dalej wizja uganiania się za zwierzęcymi wnętrznościami sprawiała, że jego żołądek miotał się jak Żyd po pustym sklepie. A że szło mu nienajgorzej, to za hajs, na który ojebał buka, kupił sobie nowego smartfona, co by mu wygodniej było obstawiać dalej te mecze. Był w tym tak dobry, że kilku jego znajomych ze szkoły płaciło mu za typowanie spotkań. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy, gdyż punkt STS-u wkrótce zbankrutował ( przy czym niemały udział w tym miał nasz bohater, zresztą raz doszło nawet do tego, że pani Jadzia, która w tym punkcie obsługiwała, na sam jego widok wywiesiła tabliczkę "zamknięte"), a Piotrek był w czarnej dupie. Czasem przy okazji wycieczki do innego miasta stawiał jakieś pewniaczki, ale to już nie było to samo. Jego stały dopływ gotówki właśne przestał istnieć, ale jak to śpiewała pewna polska gwiazda muzyki nowoczesnej nic nie mogło przecież wiecznie trwać. Nie widząc dla siebie przyszłości w tym kraju Piotrek, w myśl dewizy "follow the money", zdecydował się poszukać szczęścia na obczyźnie. Wóz albo przewóz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

 Na warszawskie Okęcie jak zwykle waliły tłumy chętnych do odseparowania się od szarego świata podróżnych. Jedni dopiero przylatywali, drudzy wręcz przeciwnie, więc spore natężenie ruchu było nieustające. Piotrek przeciskał się przez prącą we wszystkie kierunki naraz masę ludzką, kurczowo trzymając w ręku skórzaną torbę podróżną. Jego rodzina nigdy nie należała do bogatych, więc nastolatek na wszystko musiał zarabiać sam. Na same bilety lotnicze oszczędzał cztery miesiące, ale w końcu dopiął swego. Uzbrojony w wydrukowane na szkolnym komputerze bilety, wysłużoną po ojcu wiatrówkę i dwieście euro w gotówce gotów był stawić czoła nieznanemu dotąd doświadczeniu, jakim bez wątpienia była samotna podróż na drugi zakątek Europy. "Cholera, ale będzie przygoda!" pomyślał Piotrek ładując swoją torbę na półkę znajdującą się ponad głowami pasażerów. No bo życie tam to nie to co życie tutaj. Tam to popracujesz dwa tygodnie na magazynie i już jesteś ustawiony na najbliższy miesiąc, a i trochę zawsze można odłożyć na czarną godzinę. A w Polsce? Tutaj to z pensji magazyniera wystarczy Ci może na tydzień życia. No dobra, góra dwa. Bo wiecie jak to jest, jak państwo rucha obywateli na lewo i prawo. Z jednej strony zmniejszony wiek emerytalny i reforma szkolnictwa, a z drugiej wyższy VAT i akcyza. A na koniec i tak więcej pięniędzy ubywa, niż przybywa. I jak tu się nie wkurwiać? Piotrek miał w głowie plan. Popracuje sobie parę miesięcy na obczyźnie, a potem wróci i otworzy w rodzimym mieście fabrykę!  Albo i dwie, bo kto bogatemu zabroni. Był już taki jeden, co wołali go Grzesiek. I ten Grzesiek też wyjechał, tylko że na studia. Zarządzanie i marketing. A jak po trzech latach wrócił z papierkiem, to z miejsca wziął kredyty, wykupił kilka hektarów okolicznych lasów, wybudował duży dom, a resztę obrócił w nieruchomości. Pech jednak chciał, że ten Grzesiek miał wspólnika, Krzyśka. I ten Krzysiek pod nieobecność partnera przepisał całą spółkę na niego i ulotnił się z większością pieniędzy. A Grzesiek? Jak się dowiedział to wpadł w alkoholizm, zaczął grać w kasynie i ogólnie stoczył się niemiłosiernie. Z dosyć bogatego dwudziestokilkulatka stał się zwykłym szarym człowiekiem z brakiem perspektyw na dalsze życie. Co prawda pozbierał się po tamtej akcji i pracuje na dwie zmiany w Służbie Oczyszczania Miasta i na czarno w warsztacie ojca, ale nadal wisi nad nim prawie milion złotych niespłaconego kredytu. Piotrek jednak kochał zarabiać pieniądze, ale niezbyt podobało mu się wydawanie ich, więc był pewny że losu Grześka nie podzieli. Przynajmniej połowicznie. Z rozmyślań wyrwały go turbulencje lądującego właśnie samolotu. Oczom naszego bohatera ukazały się odbijające się w słońcu ceglane dachy uniwersyteckiego miasteczka. "Viva la Polonia!" pomyślał Piotrek Kalinowski i trzymając w ręku swoją skórzaną torbę podróżną ruszył w stronę podstawionego biało-żółtego autobusu, który miał go dowieść do lotniskowej hali przylotów. 

 

FM 12.2.2

Baza danych: niestandardowa

Ligi: większość europejskich+++

Zasady: własne

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Piewsze tygodnie na obczyźnie były dla Piotrka tymi z kategorii chuj wie co się dzieje. Niby trochę szprechał po niemiecku i angielsku, ale odnalezienie się we Francji sprawiało mu więcej problemów niż mogło się wydawać. Po zaaklimatyzowaniu się w nowym otoczeniu Polak udał się do ""agence pour l'emploi", czyli po prostu tamtejszego odpowiednika klasycznego dżob senter. Jednak umysłowa obstrukcja była jedynym, czego Piotrek tam doświadczył, spędzając po kilka godzin dziennie wertując bardziej lub mniej atrakcyjne oferty zatrudnienia. W końcu po tygodniu odrzucania przeróżnych ofert pracy nasz Kalinowski został dumnym operatorem dźwigu portowego, zarabiając przy tym jakieś 800 euro na rękę. Niestety po odliczeniu ubezpieczenia, podatków, opłaty za mieszkanie i tym podobnych pierdół zrozpaczonemu Polakowi w kieszeni została niecała połowa wcześniej wspomnianej kwoty, co zresztą skwitował swojskim "kurwa mać". Życie boleśnie weryfikowało ambitne zapędy młodych ludzi, którzy chcieli posmakować choć trochę lepszego jutra. Na własnej skórze przekonał się o tym i Piotrek, który mimo swoich skłonności do przesadnych wręcz oszczędności, nie był w stanie wyrobić za 800 euro miesięcznie. Dodatkowe źródło zarobku także nie wchodziło w grę, gdyż praca w dokach zajmowała lwią część doby, a także gros sił naszego bohatera. Na początku Polak próbował sobie jakoś tłumaczyć te wszystkie niepowodzenia, ale gdy po półtora miesiąca pracy został bez grosza na życie to nie wytrzymał, powiedział (byłemu już) bossowi co myśli o cnocie jego matki i piedolnął za sobą drzwiami zostawiając wakata na zacnej pozycji kierownika dźwigu w nadmorskim porcie. Ot, kolejny przypadek człowieka, którego połknęło, przeżuło i wysrało życie. Tak to wyglądało, bo w tamtym momencie z tryskającego optymizmem młodego człowieka zostało jedynie wspomnienie, a wieczny uśmiech zastąpiło ciągłe zmęczenie i nostalgia. Wielokrotnie Kalinowski rozmyślał nad powrotem do ojczyzny, jednak porywczy i dumny charakter mu na to nie pozwalał. Syn marnotrawny? To nie ta książka. Nie było już nic do stracenia, więc Piotrek z dobrą myślą i ostatnimi pieniędzmi udał się do jednego z wielu punktów bukmacherskich w Caen...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Cytat

Piłka Nożna - 1.Anglia - Arsenal - Wigan X2 3.83

Piłka Nożna - 1.Anglia - Sunderland - QPR 1/btts 3.56

Piłka Nożna - 1.Francja - Montpellier - PSG 2 1.43

Piłka Nożna - 1.Hiszpania - Sevilla- Racing X 3.40


Całkowity kurs: 66,29

Wkład: 5,00 €

EWK: 248, 58€

 

Po nieco głębszej analizie Piotrek zdecydował się na taki układ. Co prawda obawiał się trochę meczu Arsenalu, ale drużyna Wengera w ostatnich tygodniach prezentowała się dosyć kiepsko i niespodzianka była bardzo prawdopodobna. Tak przynajmniej twierdziły z trudem rozszyfrowane francuskie gazety. Sevilla rozczarowywała, podobnie jak Racing Satander, a w Sunderlandzie wszyscy prodnozowali dobry mecz ze wskazaniem na gospodarzy, więc aż żal było nie skorzystać z takiego ładnego kursu. A PSG? Cóż, zawsze przyda się jakiś pewniaczek na podbicie wygranej. Piotrek jeszcze raz spojrzał na kupon i pełen nadziei skierował się w stronę hostelu, gdy drogę zagrodziło mu dwóch murzynów w szarych dresach. 

- Te no, Polaczek, co tam masz w łapie? - mówiąc to ten wyższy wyrwał z ręki Polaka kupon. - O proszę, aventurier

- Że kto?

- Ryzykant. - Wyjaśnił ten drugi zaglądając przez ramię pierwszego. - Tfu, naprawdę postawiłeś na PSG? Granie na te nowobogackie kurwy powinno być ustawowo zakazane. Mam nadzieję, że Montpellier pokaże im miejsce w szeregu. 

- Dokładnie. - Dodał ten pierwszy. Dopiero teraz Piotrek spostrzegł, że kolor jego uzębienia jest daleki od zalecanego białego. - Masz wiele szczęścia compadre, bo my też akurat idziemy obstawiać. Interesujesz się choć trochę tym na co stawiasz?

- Interesuje mnie tylko gotówka, którą mogę zarobić. Sposób nie gra znaczenia. 

- Aaaa czyli głodny zarobku imigrant. - Ten drugi sprawiał wrażenie milszego od kompana, choć Piotrek i tak miał się na baczności. - W takim razie przyjdź tu jutro o tej samej porze, zobaczymy co da się zrobić. 

- Eeee, chyba podziękuje. - to mówiąc Piotrek chciał ich wyminąć, ale zatrzymał się na ręce wyższego. 

- Posłuchaj mnie, Polaczku. - Teraz już ton niższego nie był tak życzliwy. - To jest nasz teren. Nasz, i naszego szefa. Więc albo jutro się tu pojawisz, albo nikt już nigdzie o Tobie nie usłyszy. Rozumiemy się?

- Eeee, no tak tak, rozumiemy.

- No i to szanuje. To do zobaczenia jutro, Polaczku. - Powiedział żółtozębny i wraz z kompanem oddalili się w stronę bukmachera. "Kurwa, chyba trzeba uciekać" pomyślał Piotrek, ale jego mózg szybko został utemperowany przez brak gotówki. Cóż, pozostało mu liczyć na wejście kuponu i to, że "nowi znajomi" nie znajdą go do tego czasu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×