Skocz do zawartości
krzysfiol

GRUPA H - POLSKA, KOLUMBIA, SENEGAL, JAPONIA

Rekomendowane odpowiedzi

Bardzo interesująca grupa. Cztery drużyny z czterech różnych kontynentów. Cztery różne sposoby gry. Na pewno nie możemy powiedzieć, że trafiliśmy do grupy śmierci, bo w końcu głównie dzięki obecności w pierwszym koszyku uniknęliśmy w grupie drużyny ze ścisłej światowej czołówki, ale na pewno nie można też stwierdzić, że to będzie spacerek. Kolumbia to jedna z najlepszych drużyn w Ameryce Południowej. Może nie są już tak mocni jak ponad trzy lata temu, kiedy na mistrzostwach świata w Brazylii grali ładnie i zaszli aż do ćwierćfinału, gdzie postawili niełatwe warunki gospdarzom, ale to drużyna z wieloma dobrymi piłkarzami w składzie, jak James Rodriguez, a więc król strzelców ostatniego mundialu, Radamel Falcao, który odbudował się w Monaco, Davinson Sanchez, który za bardzo duże pieniądze przeniósł się latem do Tottenhamu, czy Carlos Sanchez, podstawowy zawodnik Fiorentiny. Jest też Duvan Zapata, podstawowy napastnik Sampdorii, który wygrywa rywalizację z naszym Dawidem Kownackim, uznawanym za ogromną przyszłość polskiej piłki. Ma więc tam kto grać, a doświadczenie zebrane w 2014 roku każe stawiać Kolumbię w roli faworyta grupy.

Senegal zagra dopiero po raz drugi na mistrzostwach, ale jego debiut w 2002 roku będzie jeszcze długo pamiętany. Do Azji jechali jako najniżej notowana drużyna spośród wszystkich uczestników, a w składzie mieli mało znanych piłkarzy. Jednak już na inaugurację sprawili sensację, wygrywając z obrońcą mistrzowskiego tytułu Francją. Remisy z Danią i Urugwajem potwierdziły dobrą dyspozycję "Lwów Terangi". W 1/8 finału pokonali po złotym golu Szwedów i zostali drugim, po Kamerunie w 1990 roku, zespołem z Czarnego Lądu, który dotarł do ćwierćfinału mistrzostw świata. Tam zatrzymała ich Turcja, a więc inna rewelacja, która wygrała 1:0 po złotym golu Ilhana Mansiza. Teraz, po niemal 16 latach, Senegal ma nieporównywalnie lepszą drużynę, ale czy stać ich na taki wynik ? Wszystko zależy od mentalności. Jeżeli nie pokłócą się przed turniejem o pieniądze i skupią wyłącznie na piłce, to zespoł z Sadio Mane, Kalidou Koulibalym, Pape Gueye czy Cheikhou Kouyate na pewno stać na dobry wynik (oby nie naszym kosztem :))

Z kolei Japończycy wydają się być nieco słabsi niż jeszcze kilka lat temu, ale to jedna z najlepszych drużyn z czwartego koszyka. Ich najsłabszym punktem jest atak, bo tacy piłkarze jak Inui (Eibar), Osako (Koeln), Okazaki (Leicester), czy Asano (Stuttgart) nie błyszczą przesadną skutecznością w swoich klubach. Japonia to jednak waleczna, dobrze zorganizowana drużyna, zwłaszcza w obronie, i to są chyba ich największe atuty, dzięki którym nikomu nie będzie z nimi łatwo.

Reasumując, nie trafiliśmy najgorzej, ale nie ma też powodów do hurrapotymizmu. Możemy równie dobrze zajać w tej grupie pierwsze, jak i ostatnie miejsce. Jedno jest pewne - mamy znacznie lepszą drużynę niż w 2002 i 2006 roku, za którą przemawiają udane eliminacje, oraz przede wszystkim bezcenne doświadczenie zebrane na Euro 2016. Ten kapitał pozwala nam na to, by patrzeć na rywali bez strachu, ale jednak z szacunkiem.


 

Mój typ :


 

1. Kolumbia
2. Polska
3. Senegal

4. Japonia


 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Jest mi smutno. Właśnie mi laska skończyła ryczeć (to ona chciała iść na strefę kibica :P). Ale no tak na szybko chyba zacznę narzekanie w tym temacie! A co!

 

Po pierwsze ten turniej pokazał jak bardzo nie mamy drugiej linii. Niby Zieliński coś tam próbował, ale często niecelnie, często bez pomysłu, często bez wsparcia z odpowiednim ruchem ze strony kolegów. Nie kojarzę zagrań Krychowiaka do przodu, raczej klepał chyba piłkę z obrońcami, a i to prowadziło do wiemy czego. Do tego nie za bardzo widziałem istnienie naszych skrzydeł. Tak jak Grosicki czy Błaszczykowski potrafili zrobić różnicę, tak teraz zawodnicy na bokach przechodzili koło meczu. Owszem Kolumbia miała Cuadrado, który rozrywał Rybusa i niestety wyłączyło go to z ofensywy, ale czy dzisiaj grał Bereszyński?

W obronie w sumie też nędza i rozpacz. Szczęsny nie dał nam pewności z tyłu. Dwa z trzech goli Kolumbii to formalność, ale gol na 1-0 wydaje mi się, że idzie trochę na jego konto. Czy Fabiański coś obroniłby z tego co wpadło? Może tak, może nie. Na pewno nie robiłbym z niego jednak winowajcy. Ale Kolumbia pograła z nami jak z amatorami, wykorzystała naszą słabość. Cionek był cienki, ale niestety Bednarek też jeszcze nie jest chyba gotowy na ten poziom. Może za rok-dwa będzie dobrym partnerem dla Glika. Ah no i dalej imponuje mi Pazdan, może nie był wybitny, ale mam wrażenie, że jednak dawał jako jedyny stałą jakość.

W ataku też jest słabo. Na to składały się problemy z drugą linią, a więc poza początkiem meczu z Kolumbią nie było okazji nic pokazać. Ale znowu oczekiwania wobec Lewego okazały się bezzasadne. Kolejne mecze o stawkę, gdzie nie pokazał niczego lepszego niż reszta zespołu. Podobnie jak w Bayernie w ważnych meczach. Niby można stwierdzić, że nie miał kto mu podać i to prawda, ale odwołuję się do Ronaldo, który daje różnicę nie tylko czekając, ale też kreując, potrafi zrobić różnicę (Lewy umiał to na Euro).  Nie będę wieszać w pełni na nim psów, mam na uwadzę, że dość mocno nim poniewierali rywale, pamiętam też Milika z Senegalem, a Kownacki poza błyskiem od początku swojej gry zniknął.. Trubogrosik nie miał swojego turbo i był co najwyżej żetonem z monopoly.

 

Mam wrażenie, że nie potrafimy grać 3-5-2, a do tego zapomnieliśmy jak działa 4-4-2 (albo 4-3-3 nie wiem co to tam było momentami). Ustawianie się w obronie słabo, pressing - brak, radzenie sobie z pressingiem - żenada.

 

W skrócie - czuję się jak dzieciak w 2002. Na Euro 2016 zostaliśmy okłamani, że umiemy grać, ale tak umiejętnie, że dzięki obronie i zrywom ofensywnym dotarliśmy daleko. Liczyłem, że to kłamstwo potrwa dalej i nawet dojrzeje. Niestety kiedy bramkarz nie jest naszym bohaterem, nie radzimy sobie.  Ale bądźmy szczerzy, zwykle drużyny, gdzie bramkarz jest najlepszy kończą źle - znowu tu wychodzi kłamstwo z Euro, gdzie przecież Fabiański zrobił świetną robotę. Szczęsny tym razem nei dał nam tego co Fabian 2 lata temu, ale jak pisałem wyżej poza jednym błędem ciężko go winić.

  • Lubię! 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Skoro monsieur zOnk uruchomił zegar, a grupa H rozegrała swoje ostatnie mecze, to sądzę, że teraz mogę i ja przelać swoje myśli na słowo pisane. Uprzedzam tylko, że, znając swoje procesy myślowe, prawdopodobnie wyjdzie mi bardzo długi, wieloakapitowy tekst. Zobaczymy, co się z tego urodzi ;)

 

 

W zasadzie mam wrażenie, że można tutaj spokojnie skopiować tytuły prasowe z 2002, 2006, 2008 i może 2012 roku. Frazy pokroju "Nie tak miało być" są wręcz nieśmiertelne i wiecznie aktualne w przypadku mundiali w XXI wieku. Dwa lata temu na Euro nie mogłem uwierzyć, że naprawdę dożyłem czasu, gdy reprezentacja Polski wychodzi z grupy i awansuje do fazy pucharowej, nie tracąc przy tym ani jednej bramki, a później kończy turniej "dopiero" w ćwierćfinale. Do tamtego turnieju podchodziłem na zasadzie głębokiej rezerwy, bo już niejeden raz przechodziliśmy pomyślnie eliminacje, by jechać na turniej z napompowanym balonem i wrócić po trzech meczach z bagażem żalu i zrezygnowania. Dwa lata temu nic sobie nie obiecywałem, niczego sobie nie wyobrażałem; spodziewałem się, że na Euro obejrzę po prostu trzy mecze Biało-czerwonych, a potem pozostanie emocjonować się walką potentatów o dotarcie do finału.

 

A jednak wtedy skończyło się pięknie. Niekoniecznie piękną grą, ale z pewnością pięknym wynikiem. Niech sobie mówi, kto tylko chce, że wtedy mieliśmy "łatwą drabinkę", że "mieliśmy szczęście", że "mieliśmy beznadziejnych rywali". Jeśli nawet, to czyż nie było wspaniałym uczuciem zobaczyć naszą reprezentację w fazie pucharowej? Po raz pierwszy w historii emocjonować się konkursem rzutów karnych z udziałem reprezentacji Polski na wielkiej imprezie? Pomijając fakt, że już niejednokrotnie zdarzało nam się przegrywać z drużynami podobnej klasy, co Irlandia Północna, Ukraina, czy choćby Szwajcaria. Wówczas, w 2016 roku, w tamtych pięciu meczach obejrzałem Polskę, na którą dało się patrzeć. Szczelna, żelazna obrona, waleczny środek pola; cały czas czułem, że bramka może paść w każdej chwili. Kiedy po pierwszym gwizdku w meczu z Portugalią nie zdążyłem nawet dobrze usiąść, a piłka już trzepotała w Portugalskiej bramce, nie wierzyłem, że to się dzieje naprawdę. Tamta drużyna nie grała na miękkich nogach. Nie bała się. Walczyła.

 

 

Teraz tego wszystkiego nie było. Dawno nie widziałem tak niepoukładanej reprezentacji, tak słabej i bez pomysłu na grę, jak w meczach z Senegalem i Kolumbią. Po raz ostatni chyba przy haniebnym 0:4 w Kopenhadze, a jeszcze wcześniej chyba dopiero za późnego Fornalika. Mecze towarzyskie przed turniejem nie wyglądały oszałamiająco, szczególnie tracone dwubramkowe przewagi z Koreą Południową i Chile, ale uważałem, że to paradoksalnie może być dobry znak, bo zbyt dobre wyniki mogłyby niepotrzebnie zbudować przesadną pewność siebie, a ta akurat jakoś szczególnie lubi się u nas mścić. Najlepiej było to widoczne w 2002 roku, kiedy Jerzy Engel zapowiadał import koreańskiego złota do kraju, i w 2008 roku, kiedy tym razem to media apelowały, byśmy przywieźli z Austrii i Szwajcarii medal, najlepiej złoty. Teraz miałem nadzieję, że "takie sobie" wyniki sparingów przypomną, że trzeba wspiąć się na wyżyny, ale się na tej nadziei przejechałem.

 

Na przestrzeni minionego pół roku miałem dwa szczególne momenty z przeczuciami. Pierwsze miałem w dniu losowania. W południe tamtego dnia wybierałem się na zakupy ze świętą misją nabycia 0,7 Jack Danielsa na losowanie, bo zaprosiłem wtedy przyjaciela i kuzyna (ostatecznie się pomyliłem i zamiast 0,7 nieopatrznie wziąłem litr, w czym zorientowałem się dopiero przy kasie - jedna z najfajniejszych pomyłek, jaka mi się przytrafiła). Przed wyjazdem z domu oglądałem jakieś powtórki ligowe na Eleven Sport i zobaczyłem na jednym z ujęć Carlosa Bakkę - wtedy niczym kopniak w klejnoty ścięło mnie silne przeczucie, że dostaniemy w grupie Kolumbię i będziemy mieli z nią problemy. No i dostaliśmy Kolumbię. Podczas losowania, podchmielony Jack Danielsem, uśmiechnąłem się tylko szyderczo do własnych przeczuć.

 

Drugie przeczucie miałem tuż przed mundialem. Im bliżej było pierwszego meczu, tym silniejsze narastały we mnie obawy, że może się skończyć źle. W dniu meczu z Senegalem też się wybierałem na małe zakupy, tym razem po 0,7 czystej na mecz, bo zaprosiłem znajomego z jego drugą połówką (taką normalną, z tętnem), czyli jednocześnie i moją znajomą. No i po raz kolejny przeczucie okazało się trafione niczym solenizant pasem na osiemnastce, bo spotkanie okazało się w zasadzie wierną kopią meczu z Ekwadorem z 2006 roku, z tym tylko, że teraz mieliśmy "honorowego" gola Krychowiaka w końcówce, zamiast dwóch słupków autorstwa Brożka i Jelenia.

 

 

Generalnie widziałem na boisku, że  jesteśmy kompletnie nieprzygotowani do imprezy w zasadzie pod żadnym względem. Zarówno taktycznym (gra bez jakiegokolwiek pomysłu w dwóch pierwszych meczach), jak i mentalnym, co najlepiej było widać przeciwko Kolumbii, a już najbardziej po pierwszym golu. Nie rozumiem też eksperymentów z ustawieniem. Jak słusznie zauważył Jan Tomaszewski przy którejś z rozmów, mundial nie jest miejscem na eksperymenty taktyczne - tutaj powinno się grać ustawieniem sprawdzonym. Z takiego założenia wychodzę przecież nawet w Football Manager, kiedy MŚ i ME zaczynam tym samym ustawieniem, jakim grałem w eliminacjach. Mam wrażenie, że o słabej grze zaważył bardziej ten aspekt, aniżeli decyzje personalne co do wyjściowych jedenastek. Zwróćcie uwagę, że na Kolumbię Adam Nawałka przygotował zmiany w składzie, które ostatecznie nie zmieniły kompletnie nic.

 

Następna rzecz, nie umiemy grać w meczach o wszystko. Teraz się to tylko potwierdziło. Jak tylko przychodzi silna presja pod tytułem "musimy wygrać to spotkanie, inaczej jest koniec", momentalnie mamy związane nogi, jest jakiś niewyjaśniony paraliż i dupa zimna. Odkąd tylko interesuję się piłką, jeszcze nigdy nie byłem świadkiem zwycięstwa w jakimkolwiek meczu o wszystko. I to nie tylko na turniejach. Przykładowo za późnego Beenhakkera mieliśmy w eliminacjach do MŚ 2010 chyba dwa mecze o wszystko (w Chorzowie z Irlandią Północną i później w Mariborze ze Słowenią). Nie wygraliśmy ani jednego. Zamiast zwycięstw było 1:1 w Chorzowie i 0:3 w Mariborze. A na turniejach? Na trzy mecze o wszystko na mundialach mamy bilans 0-0-3, 0:8, a uwzględniając wszystkie turnieje (w tym mecz z Czechami w 2012, który był co prawda trzeci, ale jednak teoretycznie o wszystko), robi się 0-1-4, 1:10.

 

A co zrobiła Kolumbia, która też miała nóż na gardle? Wyszła na boisko i wdeptała nas w murawę. Gryzła glebę, żeby tylko wygrać. Wszystko kwestia podejścia i mentalności.

 

Na Euro 2016 nie zostaliśmy okłamani, że reprezentacja Polski gra dobrze. Nie, to piłkarze udowodnili sami sobie i nam, kibicom, że jednak się da. Że Polska wcale nie musi kończyć turniejów po trzech meczach, tylko można zajść dużo dalej. Nie ma siły, cały problem musi leżeć w źle przeprowadzonych przygotowaniach, zagubionej gdzieś po drodze woli walki, której, cholera, nie było szczególnie widać nawet wczoraj przeciwko Japonii. Nie uwierzę po prostu, że drużyna, która na Euro doszła do ćwierćfinału i nie drżała przed nikim, teraz nagle straciła 70% swoich umiejętności. Teraz cały sztab reprezentacji powinien przeanalizować to wszystko, rozebrać na czynniki pierwsze, wyciągnąć poważne wnioski i sprawić, by te błędy nie zostały powielone ani za dwa lata, ani za cztery, ani już nigdy później.

  • Lubię! 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Myślę, że wszystkim ciśnie się teraz na usta następujące pytanie, dot. meczu z Senegalem: ile przynieśli kumpel i jego żywa połówka i ile zostało dokupione w przerwie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×