Skocz do zawartości
Między 26 a 29 lipca w LIPINACH odbędzie się XVIII Zlot CMF. Serdecznie zapraszamy do zgłaszania się!
TEMAT ZLOTOWY
SuperPatsonFCB

Manchester City i Polska [#38] - decydujący moment sezonu

Rekomendowane odpowiedzi

Jak na taki klub, to wyniki raczej bym powiedział, że mizerne. No może za duże słowo, ale na bank niezadowalające tudzież przeciętne. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Na pogromy ogórków w każdym meczu przyjdzie jeszcze czas. Póki co wygrane wszystko, więc jestem zadowolony.

 

#15 - Podsumowanie sezonu Barcelony

 

Słowem - statystyki, wyniki, ciekawostki. Zaczynamy od kadry. Statystyki wszystkich zawodników:

 



 

Bramkarze: (kolejno: liczba meczów (liczba meczów z ławki rezerwowych), czyste konta, średnia ocena)

 

1. Marc-Andre Ter Stegen - 34(0) / 11 / 6,93

13. Jasper Cillessen - 15(0) / 10 / 6,95

 

Pierwszym wyborem był oczywiście Niemiec, który dwukrotnie w tym sezonie zaczął bóldupić, że za mało zarabia. Przyniosło to skutek w postaci przedłużenia kontraktu w trakcie sezonu, jednak na ponowne zrobienie tego po sezonie zgodzić się nie mogłem. Choć zablokowałem jego transfer do PSG, nie wykluczam, niestety, że odejdzie. Cillessen dostał głównie Puchar Hiszpanii, ale zagrał też w siedmiu meczach w lidze, zaliczył w nich zresztą 6 czystych kont! Wystarczy zobaczyć na ogólną statystykę właśnie - MAtS miał ich 11, a zagrał 19 spotkań więcej... Żal Niemca, ale Holender póki co nie zawiódł ani razu. Nie narzeka, cierpliwie czeka - niby idealny zmiennik na pozycji bramkarza. Czy tylko zmiennik? Zobaczymy w drugim sezonie.

 

Obrońcy: (kolejno: liczba meczów (liczba meczów z ławki), bramki, asysty, średnia ocena)

 

2. Nelson Semedo - 37(2) / 0 / 2 / 7,07

3. Gerard Pique - 39(1) / 4 / 0 / 7,21

14. Inigo Martinez* - 16(3) / 0 / 0 / 7,05

14. Javier Mascherano** - 14(1) / 0 / 0 / 7,11

18. Jordi Alba - 32(0) / 0 / 4 / 7,01

19. Lucas Digne - 29(2) / 0 / 3 / 7,12

22. Aleix Vidal - 24(16) / 2 / 6 / 7,07

23. Samuel Umtiti - 36(0) / 1 / 0 / 7,11

25. Thomas Vermaelen - 22(2) / 0 / 1 / 7,03

 

* - dołączył w styczniu z Realu Sociedad, statystyki tylko z okresu w Barcelonie

** - odszedł w styczniu do Tottenhamu

 

Sam jestem zdziwiony, jak się porozkładała ta sytuacja w obronie. Przede wszystkim w życiu nie spodziewałbym się, że Digne w ogólnym rozrachunku grał bardzo porównywalnie do tego, co Alba. Miałem zresztą sytuację w środku sezonu, że obaj narzekali, że mało grają, więc miałem małą zagwostkę co zrobić :D Niech nie zmyli Was tu Vidal - on częściej grał w linii ataku na skrzydle, ale nie chciałem go tam umieszczać, bo teoretycznie jest tym drugim PO, Roberto grał przeważnie w pomocy. Świetnym transferem okazał się Inigo Martinez, kupiony z Realu Sociedad za 32 miliony euro. Młodszy niż Mascherano, poziomem nie odstaje, naprawdę jestem dumny z tego ruchu. Statystycznie najlepiej prezentował się Pique

 

W tej formacji raczej nie planuję transferów. Vermaelen powinien wytrzymać jeszcze następny sezon (chociaż obiecałem mu w styczniu, że jeśli po sezonie zgłosi się po niego klub z Chin, to pozwolę mu odejść; na razie jednak żadnego zainteresowania ze strony tamtych nie widać), a nawet jeśli Belg odejdzie, to postaramy się wykupić Costasa z Celty (na ten moment tylko wypożyczony, gra w drugiej drużynie, ale epizody miał).

 

O Umtitiego mocno upomina się PSG, Digne'a chce Manchester City, mam jednak nadzieję, że obu uda się w klubie zatrzymać.

 

Pomocnicy:

 

4. Ivan Rakitić - 38(5) / 3 / 6 / 7,00

5. Sergio Busquets - 34(1) / 2 / 5 / 7,08

6. Denis Suarez - 21(15) / 2 / 5 / 6,95

7. Arda Turan - 20(8) / 3 / 3 / 7,07

8. Andres Iniesta - 17(7) / 2 / 4 / 7,13

12. Rafinha - 16(12) / 0 / 5 / 6,94

15. Paulinho - 28(13) / 0 / 7 / 7,07

23. Andre Gomes - 21(17) / 1 / 4 / 6,90

 

Ciężki to był sezon w tej formacji. Generalnie, jak widzicie, te minuty się znacznie rozłożyły na całą kadrę, bo praktycznie nie ma zawodnika, który nie miałby czasu na pokazanie swoich umiejętności. Na pewno szkoda Andresa Iniesty, który stracił większość sezonu przez kontuzję. Najsłabszy zdecydowanie okazał się Andre Gomes, który tylko raz sprawił, że miałem o nim jakieś pozytywne odczucie. Nawet jak coś strzeli albo zaliczy asystę, to za chwilę pierdzielnie z dystansu w aut, mimo wyraźnego polecenia, żeby unikał strzałów. Największe zaskoczenie to z kolei Paulinho, który o dziwo okazał się bardzo ważnym elementem w naszym zespole. Osiągnął niby takie same liczby jak Rafinha i to mimo rozegrania ośmiu spotkań więcej, ale ogólne wrażenie było zdecydowanie po stronie starszego z Brazylijczyków. Mogło być lepiej.

 

Na wylocie na pewno jest Andre Gomes, z którym już to obgadałem i poinformowałem, że nie ma co u mnie liczyć na regularną grę. Zgłosił się nawet Sunderland, ale za 15 milionów to sobie mogą kupić kogoś innego, na pewno nie Portugalczyka. Żądam minimum 30/35, powinno styknąć. Taką samą wiadomość co Andre otrzymał ode mnie Turan, ale on powiedział, że klubu sobie szukać nie zamierza, najwyżej będzie pobierał pensję za friko :") Mam nadzieję, że Turka jednak się pozbędziemy. Nie będę też protestował jak ktoś się zgłosi po Rafinhę czy Denisa. Tę formację trzeba przebudować.

 

Jeśli chodzi o transfery do klubu, to mamy już zagwarantowane pozyskanie Philippe Coutinho za 70 milionów euro plus zmienne. Pozostałe nabytki związane są z ubytkami - jak ktoś odejdzie, to zobaczę, czy zapełnić kimś tę lukę czy jednak sobie odpuścić. Na pewno jednak na Brazylijczyku nie koniec i kogoś na Camp Nou w pomocy jeszcze chciałbym zobaczyć.

 

Napastnicy:

 

9. Luis Suarez - 37(7) / 41 / 9 / 7,59

10. Leo Messi - 38(6) / 24 / 19 / 7,41

11. Ousmane Dembele - 18(7) / 10 / 5 / 7,09

16. Gerard Deulofeu - 15(6) / 11 / 4 / 7,61

17. Paco Alcacer - 20(17) / 17 / 7 / 7,11

 

Miazga! To, co zrobili w tym sezonie Suarez i Messi praktycznie przekracza moje najśmielsze oczekiwania. Nie wiem czy jest tutaj co pisać odkrywczego - liczby mówią chyba wszystko. Dembele i Deulofeu mieli problemy z kontuzjami, chociaż co do tego ostatniego, to jestem niesamowicie dumny. On przecież był totalnie na wylocie z klubu, grał beznadziejnie, ale przełomowy okazał się dla niego niepozorny rewanżowy mecz z Alcoyano w 1/16 finału Pucharu Króla. To tam uwierzył w siebie, przełamał się i pomimo kontuzji nie zwątpił. Jakaś tam moja pomoc w tym była (finał LM i podarowanie mu dwóch karnych), ale jednak największe brawa należą się Deulo. Alcacer to z kolei najlepszy możliwy zmiennik - wchodzi z ławki, a i tak ładuje tyle bramek. Poezja.

 

Tutaj żadnych zmian transferowych nie będzie. Takich piłkarzy mam i z takimi chcę pracować w następnym sezonie. 

 

Wszystkie statystyki zawierają także występy piłkarzy w kadrach narodowych - nie wszystko jest z Barcy.

 

 

Powspominajmy - jak to szło. Kalendarz sezonu 2017/18 w pigułce!

 



 

Sierpień 2017 (2-1-1, 8:5)

 

FC Barcelona 5:2 Real Madryt

Real Madryt 1:0 Barcelona

Atletico 1:1 Barcelona

Barcelona 2:1 Betis

 

Wrzesień 2017 (5-2-0, 12:2)

 

Barcelona 1:1 Real Madryt

Barcelona 4:0 Basel

Barcelona 2:0 Las Palmas

Villarreal 1:2 Barcelona

Levante 0:1 Barcelona

CSKA 0:0 Barcelona

Barcelona 2:0 Getafe

 

Październik 2017 (4-1-1, 13:7)

 

Barcelona 4:1 Leganes

Barcelona 3:1 Bayern

Malaga 1:1 Barcelona

Alcoyano 3:1 Barcelona

Real Sociedad 0:2 Barcelona

Bayern 1:2 Barcelona

 

Listopad 2017 (4-0-1, 15:3)

 

Barcelona 2:0 Alaves

Espanyol 1:4 Barcelona

Basel 1:0 Barcelona

Sevilla 0:4 Barcelona

Barcelona 5:1 Alcoyano

 

Grudzień 2017 (5-0-1, 16:6)

 

Barcelona 4:1 Girona

Barcelona 3:1 CSKA

Barcelona 1:0 Valencia

Celta 1:3 Barcelona

Barcelona 5:1 Eibar

Athletic Bilbao 2:0 Barcelona

 

Styczeń 2018 (5-3-1, 13:6)

 

Real 2:1 Barcelona

Barcelona 0:0 Deportivo

Barcelona 3:1 Real

Barcelona 1:0 Atletico

Malaga 0:2 Barcelona

Real 2:2 Barcelona

Barcelona 1:0 Malaga

Real Betis 1:1 Barcelona

Atletico 0:2 Barcelona

 

Luty 2018 (4-1-1, 10:5)

 

Barcelona 1:0 Villarreal

Barcelona 2:0 Atletico

Barcelona 2:0 Levante

Las Palmas 1:1 Barcelona

Benfica 3:4 Barcelona

Getafe 1:0 Barcelona

 

Marzec 2018 (6-0-0, 15:4)

 

Barcelona 3:0 Malaga

Leganes 1:2 Barcelona

Alaves 0:2 Barcelona

Barcelona 2:1 Benfica

Barcelona 3:1 Real Sociedad

Barcelona 3:1 Espanyol

 

Kwiecień 2018 (6-2-0, 18:8)

 

Barcelona 2:1 Real

Girona 0:1 Barcelona

Real 3:3 Barcelona

Barcelona 3:0 Sevilla

Valencia 1:3 Barcelona

Barcelona 2:1 Villarreal

Barcelona 2:2 Manchester City

Barcelona 2:0 Celta

 

Maj 2018 (5-0-0, 13:4)

 

Manchester City 1:2 Barcelona

Eibar 1:2 Barcelona

Barcelona 4:1 Athletic Bilbao

Deportivo 0:2 Barcelona

Barcelona 3:1 Monaco

 

OGÓŁEM: 62 rozegrane mecze, 46 zwycięstw, 10 remisów, 6 porażek. Bilans bramkowy: 133:50

 

 

I mecze reprezentacji Polski przy okazji:

 



 

Wrzesień 2017 (1-1-0, 5:2)

 

Rumunia 1:1 Polska

Armenia 1:4 Polska

 

Październik 2017 (1-1-0, 1:0)

 

Polska 0:0 Czarnogóra

Polska 1:0 Dania

 

Listopad 2017 (1-1-0, 6:5)

 

Holandia 3:4 Polska

Polska 2:2 Holandia

 

Marzec 2018 (0-1-0, 0:0)

 

Polska 0:0 Kolumbia

 

OGÓŁEM: 7 rozegranych meczów, 3 wygrane, 4 remisy, 0 porażek. Bilans bramkowy: 12:7

 

 

No i garść statystyk związanych z Barceloną i mijającym sezonem, na moje oko zdecydowanie część najciekawsza!

 



 

Najwyższa pozycja w lidze: 1.

Najniższa pozycja w lidze: 13.

Najwyższa frekwencja: 98.787 z Realem Madryt (13.08.2017)

Największe wpływy z biletów: 6.2 mln z Bayernem (18.10.2017)

Średnia frekwencja: 90.104

Najniższa frekwencja: 41.247 z Alcoyano (29.11.2017)

Najwyższe zwycięstwo: 5:1 z Alcoyano 

Najwyższa porażka: 1:3 z Alcoyano

Najwięcej goli w meczu: 7 (z Realem Madryt)

Najwięcej goli w meczu ligowym: 6 (z Eibar)

Najwięcej bramek w sezonie: 41 (Luis Suarez)

Najwięcej ligowych bramek w sezonie: 21 (Luis Suarez)

Najwyższa średnia ocena: 7.59 (Luis Suarez)

Najmłodszy zawodnik: 17 lat i 135 dni (Sergio Gómez)

Najstarszy zawodnik: 34 lata i 15 dni (Andres Iniesta)

Najszybszy gol: 1 minuta i 39 sekunda (Luis Suarez)

Najwięcej bramek w meczu: 4 (Luis Suarez)

Najwięcej bramek w meczu ligowym: 4 (Luis Suarez)

Najwięcej asyst: 19 (Leo Messi)

Najwięcej czystych kont: 12 (Marc-Andre Ter Stegen)

Najwięcej nagród dla zawodnika meczu: 11 (Luis Suarez)

Najmłodszy strzelec bramki: 17 lat i 354 dni (Abel Ruiz)

Najstarszy strzelec bramki: 33 lata i 364 dni (Andres Iniesta)

Najwięcej zwycięstw z rzędu: 8 (1.03.2018-7.04.2018)

Najwięcej meczów bez porażki: 19 (1.03.2018-26.05.2018)

Najwięcej porażek z rzędu: 2 (30.12.2017-3.01.2018)

Najwięcej meczów bez zwycięstwa: 3 (30.12.2017-7.01.2018)

Najwięcej meczów bez strzelonej bramki: 1

Najwięcej meczów bez straty bramki: 4 (31.01.2018-10.02.2018)

 

 

No i co, to wszystko. Wjedzie jeszcze jedno podsumowanie związane z ligami w Europie, a potem już relacja z fazy grupowej mundialu. Rozpocząłem już grać i powiem jedno - jest na co czekać ;)

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

#16 - podsumowanie sezonu 2017/18 w Europie

 

Ta opka bez screenów, nie chciało mi się tego wszystkiego znowu kadrować, musicie uwierzyć :D

 

Anglia

 

 


1. Manchester United - 80 pkt

2. Manchester City - 80 pkt

3. Tottenham - 77 pkt

4. Chelsea - 76 pkt

5. Arsenal - 70 pkt

6. Liverpool - 66 pkt

7. Burnley - 55 pkt

...

18. Watford - 34 pkt

19. Huddersfield - 31 pkt

20. Crystal Palace - 30 pkt

 

Na angielski tron po czterech sezonach przerwy wrócił Manchester United. Podopieczni Jose Mourinho mieli tyle samo punktów co City, ale Mourinho okazał się lepszy w meczach bezpośrednich (2:1 na Etihad i 2:0 na Old Trafford). Do Ligi Mistrzów bezpośrednio zakwalifikowali się także Tottenham oraz Chelsea. W fazie grupowej Ligi Europy zagrają z kolei Arsenal oraz Liverpool, od III rundy eliminacji przygodę w tych rozgrywkach rozpocznie największa niespodzianka poprzedniego sezonu - Burnley. Spadli Watford, Huddersfield oraz Crystal. 

 

Warto również wspomnieć o fajnych zmianach na stanowisku trenerów, bo tych było kilka. Przede wszystkim po sezonie wyleciał Jurgen Klopp, a nowym trenerem Liverpoolu został Luis Enrique. W lutym z Newcastle został zwolniony z kolei Rafael Benitez, którego zastąpił Slaven Bilić. Sroki ostatecznie sezon Premier League skończyły na 16. miejscu. Z West Bromem pożegnał się Tony Pulis (jeszcze w listopadzie), zastąpił go Juande Ramos. W Evertonie pracuje z kolei Favre. Również dwójka ze spadkowiczów pożegnała swoich szkoleniowców  w trakcie sezonu. Z Watfordu w grudniu odszedł Marco Silva, a przyszedł Francesco Guidolin, w tym samym miesiącu z Crystal pożegnał się Roy Hodgson, którego zastąpił Guus Hiddink. Póki co nie wiadomo, jaka będzie ich przyszłość po spadku.

 

Awans do Premier League bezpośrednio wywalczyły ekipy Wolverhampton oraz Sunderlandu. Po barażach do elity zakwalifikowało się z kolei Middlesbrough, które w finale pokonało Ipswich.

 

W Pucharze Anglii, najstarszych rozgrywkach na świecie, najlepszy okazał się Manchester United, który pokonał w finale Chelsea 1:0. Wcześniej Czerwone Diabły w półfinale rozgromiły 3:0 Arsenal, więc chyba na ten triumf jednak zasłużyły.

 

Puchar Ligi Angielskiej to z kolei również triumf ekipy Mourinho. United pokonało w finale Manchester City.

 

Rozgrywany przed sezonem mecz o Tarczę Wspólnoty to z kolei triumf po karnych Arsenalu nad Chelsea.

 

Generalnie więc sezon dla MU!
 

 

 

Niemcy

 

 


1. Borussia Dortmund - 80 pkt

2. Bayern Monachium - 70 pkt

3. Bayer Leverkusen - 64 pkt

4. FC Koln - 57 pkt

5. Hannover - 53 pkt

6. Lipsk - 51 pkt

7. Hoffenheim - 50 pkt

...

16. Eintracht - 33 pkt

17. Mainz - 33 pkt

18. Augsburg - 26 pkt

 

Detronizacja w wielkim stylu! Dominacja Bayernu na niemieckiej ziemi przerwana, aż o 10 punktów Bawarczyków wyprzedziła Borussia. W Lidze Mistrzów zagra także Bayer oraz, niespodziewanie, Kolonia. W fazie grupowej Ligi Europy zobaczymy z kolei drużyny Hannoveru i Lipska, od II rundy eliminacji podróż zacznie Hoffenheim. W tym sezonie do niższej ligi spadły aż trzy drużyny - Mainz i Augsburg bezpośrednio, z kolei w barażach rady nie dał Eintracht Frankfurt.

 

Ciekawą zmianę na stanowisku trenera mieliśmy w Schalke. Domenico Tedesco został zastąpiony w grudniu przez Franka de Boera. Zmiana trenera nie może dziwić także w Moenchengladbach - Borussia skończyła sezon na 13. miejscu, a już w styczniu Dietera Heckinga zastąpił Marhus Weinzierl - były trener Augsburga czy Schalke. W Eintrachcie zamiast Niko Kovaca jest Dirk Schuster, w Mainz pracuje Huub Stevens, zaś w Augsburgu od lutego Bruno Labbadia

 

Awans do Bundesligi wywalczyły trzy zespoły - bezpośrednio Darmstadt oraz Nurnberg, zaś po barażach Fortuna Dusseldorf.

 

W Pucharze Niemiec Bayern nie dał się już tak łatwo odprawić i zdobył trofeum. W finale Bawarczycy pokonali Bayer - 2:1. Mistrz Niemiec - BVB - odpadł już w 1/16 finału, gdy po rzutach karnych lepsza okazała się ekipa Schalke.

 

Superpuchar także wygrali Bawarczycy. Wykonywali karne lepiej od Borussii, zaś po regulaminowym czasie było 2:2. Wtedy jednak nikt nie przypuszczał, że drużyna Petera Bosza zdoła zdetronizować Bayern i zdobyć mistrzostwo.
 

 

 

Francja

 

 


1. Paris Saint-Germain - 98 pkt

2. AS Monaco - 84 pkt

3. Olympique Lyon - 81 pkt

4. Nice - 65 pkt

5. Marsylia - 63 pkt

6. Angers - 57 pkt

...

19. Montpellier - 33 pkt

20. Troyes - 29 pkt

 

Sensacji po raz drugi być nie mogło - PSG pewnie wygrało ligę niebezpiecznie zbliżając się do magicznej granicy 100 punktów. Wzmocnieni Neymarem i Mbappe Paryżanie nie mogli nie odzyskać mistrzostwa Francji. Monaco z kolei i tak zaliczyło bardzo dobry sezon, gdyż zdołali zająć drugie miejsce w grupie, a dodatkowo doszli aż do finału Ligi Mistrzów. Od III rundy eliminacji drogę do Raju zacznie Lyon, z kolei w fazie grupowej LE ujrzymy Niceę i Marsylię. W eliminacjach zagra Angers. Spadają tylko dwa zespoły - nie dało rady Montpellier, które tylko przez bilans bramkowy ustąpiło Lille, które poradziło sobie w barażach z Reims.

 

Bardzo ciekawie już na samym początku sezonu działo się w Nicei. W lipcu z funkcji trenera zrezygnował Lucien Favre, którego zastąpił Louis van Gaal. Już po zakończeniu sezonu 2017/18 władze Marsylii zdecydowały się pożegnać Garcii, a szansę powalczenia o coś więcej dano Francisowi Gillotowi, który wywalczył awans z Auxerre. W Bordeaux w lutym pożegnano Gourvenneca, a nowym kapitanem został Christophe Galtier. Na zdecydowanie więcej liczono w Saint-Etienne, stąd już w grudniu posadę stracił Óscar Garcia, a misję uratowania sezonu powierzono Laurentowi Blancowi. Nie wytrzymano także z Claudio Ranierim w Nantes, którego zastąpił Franck Passi. Były trener Leicester został zwolniony już pod koniec listopada! Wielkim rozczarowaniem sezonu okazało się Lille, więc Marcelo Bielsa ustąpił miejsca Rene Girardowi. Utrzymanie postanowiono ratować także w Montpellier - najpierw zwolniony został Der Zakarian, potem przez aż 104(!) dni funkcję awaryjnego trenera pełnił Henri Stambouli (bilans 7-1-9), aż w kwietniu przyszedł Philippe Hinschberger. W Troyes z kolei sezonu nie uratował Jocelyn Gourvennec, który zastąpił Jeana-Louisa Garcię.

 

Ciekawie natomiast wykreowała się sytuacja w Ligue 2 - bezpośredni awans padł udziałem Auxerre oraz Lorient. Próbowało, jak wspomniałem, przez baraże Reims, jednak Lille okazało się silniejsze.

 

W Pucharze Francji też najlepsze okazało się PSG, które w finale zdeklasowało... spadkowicza! Montpellier dotarło daleko, ale w decydującym starciu było bezradne i przegrało 0:3. 

 

Pokrzyżować plany Paryżanom udało się w Pucharze Ligi. Tam Monaco wygrało po dogrywce 4:2.
 

 

 

Włochy

 

 


1. Juventus - 95 pkt

2. Inter - 79 pkt

3. Napoli - 72 pkt

4. Milan - 70 pkt

5. Roma - 69 pkt

6. Fiorentina - 59 pkt

7. Torino - 56 pkt

...

18. Cagliari - 36 pkt

19. Benevento - 24 pkt

20. Hellas Verona - 18 pkt

 

 

Wygranej Juventusu, z wielką przewagą, spodziewał się każdy, ale nikt chyba nie obstawiał, że do Ligi Mistrzów wreszcie powrócą kluby z Mediolanu. Tymczasem i Inter, który wywalczył tytuł wicemistrza Włoch, i Milan udowodniły, że mogą celować w powrót do wielkości, chociaż Juventus i tak zdystansował konkurencję. Romie zabrakło ledwie punktu i zagra tylko w Lidze Europy, podobnie jak Fiorentina. Od II rundy eliminacji powalczy Torino. Co do spadku - najgorsze w stawce okazał się Hellas, który do bezpiecznego miejsca stracił aż 20 punktów. Spada również Benevento i Cagliari.

 

Skończyła się po sezonie cierpliwość do Eusebio Di Francesco w Romie, którą w następnym sezonie poprowadzi Paulo Sousa. Więcej spodziewano się także w Atalancie - w styczniu wyleciał Gian Piero Gasperini, którego następcą został Stefano Calontuono. Nie wytrzymano także w Lazio, które ma za sobą cholernie rozczarowujący sezon (ostatecznie zakończony na 11. lokacie). Simone Inzaghi poleciał już w listopadzie, a Rzymian poprowadził Walter Mazzari. Inna sprawa, że sensacji wcale nie zrobił. W Sassuolo nie poradził sobie Cristian Bucchi, za niego przybył Ivan Jurić. Po sezonie ze stanowiska trenera Bologni, która zajęła 15. lokatę zrezygnował Roberto Donadoni, a w nowym sezonie za jej wyniki odpowiadać będzie Andrea Mandorlini. Bardzo nisko, bo dopiero 17., skończyła sezon Genoa. Stąd już w lutym odszedł Davide Ballardini, a w końcówce szansę dostał Massimo Rastelli. Spadkowicze także działali - już w grudniu z Cagliari pożegnał się Diego López, a sezonu nie zdołał uratować Giuseppe Iachini, po sezonie z Benevento dobrowolnie odszedł Roberto De Zerbi, a o powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej drużyna powalczy pod okiem Gennaro Gattuso, z kolei najgorsze w stawce Hellas od 1 stycznia prowadzi Serse Cosmi, który zastąpił Fabio Pecchię.

 

Awans do Serie A uzyskały drużyny Cremonese (po raz ostatni w Serie A w sezonie 95/96!), Palermo oraz Cittadella (absolutny beniaminek!)

 

W Pucharze Włoch zaskoczenia nie było. Wygrał Juventus, który w finale pokonał Milan 1:0.

 

Przedsezonowy Superpuchar padł natomiast łupem Lazio, które wygrało z bianconeri po karnych.
 

 

 

Polska

 

 


1. Legia Warszawa - 74 pkt

2. Lechia Gdańsk - 71 pkt

3. Górnik Zabrze - 63 pkt

4. Bruk-Bet Termalica Nieciecza - 62 pkt

...

15. Sandecja Nowy Sącz - 35 pkt

16. Arka Gdynia - 33 pkt

 

Bez zaskoczeń także w Polsce - tytuł wywalcza Legia, która do ostatniej kolejki czuła na sobie oddech gdańskiej Lechii. Nie nastawiałbym się na sukcesy w europejskich pucharach w następnym sezonie, skoro Polskę na arenie międzynarodowej reprezentować będzie beniaminek z Zabrza oraz Termalica... Spadają zespoły Sandecji oraz Arki, choć w grupie spadkowej pachniało nawet degradacją Wisły Kraków czy Lecha Poznań...

 

Trenerzy, jak to w Polsce, zmieniają się często. Ireneusz Mamrot wyleciał z Jagiellonii już w listopadzie, a za niego pojawił się Maciej Skorża. W Cracovii dość szybko pożegnano się z Michałem Probierzem, którego zastąpił znany na polskiej scenie Dariusz Wdowczyk. Były selekcjoner reprezentacji Polski, Waldemar Fornalik, bez żalu został pożegnany w Gliwicach, którymi rządzi teraz Piotr Stokowiec. W Pogoni zaś pojawił się właśnie były trener Piastunek - Radoslav Latal. Przyszedł w końcówce marca, po miesiącu od zwolnienia Kosty Runjaicia. Do Wisły Kraków po pożegnaniu się z Kiko Ramirezem powrócił Kazimierz Moska. W Lechu dość szybko zrezygnowano z usług Nenada Bjelicy, swoją ekipę buduje tam Jan Kocian, ale 13. miejsce na koniec sezonu to raczej kompromitacja niż dobry wynik. W Zagłębiu wylądował Probierz. Trenerzy spadkowiczów na razie zachowują pracę.

 

Awans do Ekstraklasy padł udziałem Stali Mielec oraz Zagłębia Sosnowiec.

 

Do finału Pucharu Polski dostały się dwie najlepsze drużyny ligi - Legia pokonała w nim Lechię 1:0.
 

 

 

Hiszpania:

 

 


1. Barcelona - 94 pkt

2. Real Madryt - 90 pkt

3. Atletico - 76 pkt

4. Real Betis - 67 pkt

5. Villarreal - 63 pkt

6. Espanyol - 56 pkt

7. Malaga - 52 pkt

...

18. Getafe - 37 pkt

19. Levante - 23 pkt

20. Leganes - 23 pkt

 

Tutaj się nie będę rozpisywał, bo wszystko widzieliście na bieżąco. Wspomnę o trenerach.

 

Mająca za sobą fatalny sezon Sevilla (niby 9. miejsce, ale tylko dzięki dobrej końcówce) zdecydowała się już w grudniu pożegnać Eduardo Berizzo, a zatrudnić Roberto Manciniego. Były trener Manchesteru City pucharów jednak w stolicy Andaluzji nie zapewnił. Z pewnością dla sevillistas wielkim ciosem jest to, że w Lidze Mistrzów zagra rywal zza miedzy - Betis. Z Valencii wyleciał w lutym Marcellino, a szansę dostał Paco Jemez. Na więcej liczyli też w Athletiku Bilbao, stąd po sezonie zwolniono Jose Angela Zigandę, a w nowym okazję do zaprezentowania swoich umiejętności dostanie Fran Escriba. Absolutnym hitem jest jednak zmiana szkoleniowca w Realu Sociedad - po sezonie zwolniony został Eusebio, a zamiast niego powitano.... Rafę Beniteza! Gruby Benek, gruby come back :D Nie szło w tym sezonie Las Palmas, więc postanowiono już na sam koniec zatrudnić Lucasa Alcaraza (prowadził ekipę tylko w 6 meczach). Pako Ayestaran bez pracy. Chyba na więcej liczono także w La Corunii - w styczniu wywalili Cristóbala, a zatrudnili Rubena Comendeza, jednak 16. miejsce na koniec sezonu pokazuje, że chyba nie zrobił wszystkiego, czego od niego oczekiwano. Po sezonie i spadku z Getafe poleciał Jose Bordalas, a o powrót do elity powalczy Julian Calero. W grudniu próbowano ratować sytuację w Levante i liczono, że po zwolnieniu Muniza a zatrudnieniu Sandovala coś ruszy, ale jednak nie ruszyło nic, a zespół z Walencji wyraźnie odstawał od reszty. Podobnie jak Leganes, z tym, że tam ze zmianami poczekano do końca sezonu. Asiera Garitano zastąpiono Óscarem Garcią, zwolnionym wcześniej z Saint-Etienne.

 

W przyszłym sezonie w La Liga zagrają Real SaragossaSporting Gijón oraz Real Oviedo! Z dwóch pierwszych jestem zadowolony, z kolei w barażach liczyłem na Huescę.
 

 

 

Mistrzowie innych lig europejskich:

 

 


Austria: Red Bull Salzburg (+2)

Belgia: Genk (+6) - zdobycie tytułu po siedmiu latach przerwy!

Chorwacja: Rijeka (+0)

Czechy: Sparta Praga (+8)

Dania: FC Kopenhaga (+10)

Grecja: Panathinaikos (+0)

Holandia: Feyenoord (+11)

Portugalia: Porto (+4)

Rosja: CSKA (+9)

Rumunia: Steaua (+4)

Serbia: Crvena Zvezda (+6)

Szkocja: Celtic (+21)

Szwajcaria: Young Boys (+1) - pierwszy tytuł od 1986 roku, przerwanie ośmioletniej serii Basel!

Turcja: Besiktas (+5)
 

 

 

Liga Europy

 

 


Tutaj nie będę się jakoś bardzo rozpisywać, a opiszę tylko, jak poradziły sobie te wielkie drużyny, które odpadły z LM i które grały tu od początku, bo trochę ich było. Całe rozgrywki wygrał Manchester United, tym samym będzie to nasz rywal w sierpniowym Superpucharze Europy).

 

Arsenal - 1. miejsce w grupie z Herthą, Clubem Brugge oraz Zorią, porażka z Borussią Dortmund w dwumeczu (2:3) w 1/16 finału.

Lazio - 1. miejsce w grupie z Rijeką, Steauą i Zlin (18 pkt!), porażka z Galatasaray w dwumeczu (1:3) w 1/16 finału.

Lyon - 1. miejsce w grupie z Legią, Zulte i APOEL-em, porażka w dwumeczu bramkami wyjazdowymi (4:4) z MU w 1/8 finału

AC Milan - 1. miejsce w grupie z AEK, Ludogorcem i Lokomotiwem, porażka w dwumeczu z Evertonem (3:5) w 1/4 finału

Olympique Marsylia - 1. miejsce w grupie z Athletikiem, Krasnodarem i Konyasporem, porażka bramkami wyjazdowymi (5:5) z Szachtarem w 1/16 finału

 

Spadkowicze z LM:

 

Borussia Dortmund - porażka w dwumeczu (3:4) z Evertonem w 1/8 finału (beka, bo u siebie wygrali 3:0, a na Goodison dostali 0:4)

Juventus - porażka w dwumeczu bramkami na wyjeździe (2:2) z Galatasaray w 1/2 finału

 

Warto wspomnieć tu jeszcze o Legii, która odpadła (0:5 w dwumeczu) z Lipskiem w 1/16 finału, ale wcześniej potrafili pokonać u siebie Lyon (2:1) czy Zulte (1:0) wskutek czego zajęła 2. miejsce w grupie.
 

 

 

Największe transfery:

 

 


Transfery z sezonu 17/18, w tych największych ligach oczywiście. A działo się dużo!

 

Ivan Perisić (Inter -> Manchester United, 56 milionów euro)

Kevin Strootman (Roma -> Manchester United, 45 mln)

Stefan de Vrij (Lazio -> Manchester United, 42 mln)

Lucas Torreira (Sampdoria > Manchester City, 42 mln)

Juan Bernat (Bayern -> Chelsea, 40 mln)

Alvaro Odriozola (Real Sociedad -> Chelsea, 40 mln)

Nabil Fekir (Lyon -> Manchester United, 39,5 mln)

Adam Lallana (Liverpool -> Tottenham, 23,5 mln)

Yannick Carrasco (Atletico -> Manchester United, 55 mln)

 

Gelson Martins (Sporting -> Monaco, 60 mln)

William Carvalho (Sporting -> PSG, 33,5 mln)

Yacine Brahimi (Porto -> PSG, 18 mln)

Matteo Darmian (Manchester United -> Marsylia, 12,75 mln)

 

Osobno chciałbym wyodrębnić transfer Arkadiusza Milika. Polak zamienił Napoli na Manchester City za 30,5 mln euro.
 

 

 

Edytowane przez Makk
Usunięcie zbędnych enterów

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
W dniu 12/30/2017 o 15:27, Makk napisał:

Jak na taki klub, to wyniki raczej bym powiedział, że mizerne. No może za duże słowo, ale na bank niezadowalające tudzież przeciętne. 

liga i LM to mizerny wynik? to co jeszcze musialby wygrac?

uprzedzam, ze grajac Barcelona nie da sie wygrac Premier League

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
50 minut temu, Fenomen napisał:

liga i LM to mizerny wynik? to co jeszcze musialby wygrac?

uprzedzam, ze grajac Barcelona nie da sie wygrac Premier League

Nie wynik, tylko napisałem wyniki. Ilość goli strzelonych i straconych, jak na ten zespół trochę rozczarowuje. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

 

 

#17 - Mistrzostwa Świata!

 

Ale zanim one to jeszcze uzgodnione grubo przed turniejem mecze towarzyskie. Pierwszym rywalem był Iran, który miał nam pokazać bliżej styl gry drużyn takich jak nasz grupowy rywal - Japonia. Niestety pierwsze wrażenie było negatywne, pomimo, że wystawiony skład wcale nie należał do jakichś najmocniejszych. Szansę pokazanie się i debiutu w kadrze dostał bowiem Kędziora, na murawie od początku wybiegł Salamon czy Sobiech. O ile do przerwy było 0:0, o tyle tuż po niej rywali na prowadzenie wyprowadził Asadzadeh. Na szczęście szybko wyrównał Kapustka, a w samej końcówce zwycięstwo zapewnił nam Milik, który trafił po mocno wątpliwym karnym. Największym pechowcem okazał się Zieliński, który po ledwie jedenastu minutach spędzonych na murawie musiał opuścić boisko z powodu urazu. Na szczęście nie okazał się on poważny.

 

Skorpuski - Kędziora (Jędrzejczyk 64'), Salamon (Pazdan 67'), Lewczuk, Rybus - Wszołek, Góralski, Mączyński (Linetty 64'), Kapustka - Lewandowski [Zieliński 46' (Grosicki 57')], Sobiech (Milik 46')

 

1.jpg

 

Ostatnim sprawdzianem przed wylotem do Rosji była konfrontacja z Senegalem. Tutaj wybiegli już zawodnicy raczej delegowani do boju na pierwszy mecz z Chile, więc oczekiwania były duże. Niestety nie zostały one spełnione w żadnym aspekcie. Do przerwy przegrywaliśmy 0:1 po trafieniu Babacara. Kiedy w pierwszej akcji drugiej połowy do siatki z ostrego kąta trafił Błaszczykowski, spodziewałem się, że przejmiemy inicjatywę i zaczniemy grać fajną piłkę. Niestety nie miało to miejsca, Senegalczycy dobrze radzili sobie w środku pola i kontrolowali przebieg meczu. Wynik, który widzicie niżej, jest po prostu efektem dużego szczęścia, bo dwukrotnie po zagrywaniu piłki z bocznych sektorów boiska w pole karne futbolówkę przecinał jeden z obrońców reprezentacji gości, a ta jakimś cudem wturliwała się do siatki. Po tym meczu byłem w zasadzie przekonany, że na MŚ szału nie zrobimy. Na domiar złego w końcówce kontuzji doznał Błaszczykowski, który najprawdopodobniej przegapi całą fazę grupową.

 

Szczęsny - Piszczek, Pazdan, Glik, Jędrzejczyk (Rybus 66') - Linetty, Krychowiak (Mączyński 66') - Błaszczykowski (Wszołek 84'), Zieliński (Kapustka 46'), Grosicki (Milik 46') - Lewandowski (Sobiech 66')

 

2.jpg

 

MISTRZOSTWA ŚWIATA

 

Nadszedł wreszcie ten długo wyczekiwany dzień! Polska rozpoczynała zmagania w fazie grupowej Mistrzostw Świata. Na pierwszy ogień rywal zdecydowanie najtrudniejszy - Chilijczycy. To z nimi mieliśmy walczyć o pierwsze miejsce w grupie. Wiedzieliśmy, że w ewentualnym meczu 1/8 finału, w przypadku zajęcia drugiego miejsca, zagramy ze zwycięzcą grupy poprzedniej - a tam była Belgia, Meksyk, Tunezja i Ukraina. Czerwone Diabły były murowanym faworytem w swojej grupie, więc naszym celem od samego początku stała się walka o pierwsze miejsce. 

Jeśli w drużynie z Ameryki Południowej bałem się kogokolwiek, to zdecydowanie był to Alexis. Niestety moje obawy potwierdziły się w 18. minucie, kiedy piłkarz Arsenalu wykorzystał świetne podanie od swojego kolegi i wyprowadził swoją ekipę na prowadzenie. Dwadzieścia minut później Zieliński był jednak faulowany w polu karnym, arbiter nie zawahał się i wskazał na jedenasty metr, a z wapna pewnie uderzył Lewandowski. Nasi piłkarze chyba za bardzo ucieszyli się z remisu, gdyż minutę później ponownie Sanchez pokonał Szczęsnego, tym razem obnażając słabość naszej obrony niemal w pojedynkę. Konieczne stało się przeprowadzenie takich zmian, które zagwarantują nam spokój i pozwolą powalczyć o korzystny wynik. Stąd Piszczek wrócił na prawą obronę (grał na skrzydle z powodu kontuzji Kuby), a na skrzydle pojawił się Kapustka. Było to świetne posunięcie, bowiem właśnie on asystował w 61. minucie Milikowi, gdy ten pewnym strzałem z ostrego kąta dał nam remis. Ostatnie słowo również należało do Polaków - za zagranie ręką w końcówce Chilijczycy znów zostali ukarani rzutem karnym, znów nie pomylił się także Lewandowski! Być może nie do końca zasłużone, ale jest pierwsze zwycięstwo w grupie na mundialu!

 

Szczęsny - Kędziora (Kapustka 46'), Pazdan, Glik, Jędrzejczyk - Linetty, Krychowiak (Mączyński 74') - Piszczek, Zieliński (Milik 46'), Grosicki - Lewandowski

 

3.jpg

 

Drugim naszym rywalem byli piłkarze Wybrzeża Kości Słoniowej. Przed spotkaniem podgrzałem atmosferę mówiąc na konferencji otwarcie, iż jesteśmy faworytami i czujemy się przed meczem pewnie, co ewidentnie wkurzyło Marca Wilmotsa, który chyba się na mnie obraził. Takie słowa pozytywnie wpłynęły jednak nie na moich, a na jego piłkarzy, bowiem po mocnym strzale zza pola karnego Kessiego Afrykanie prowadzili 1:0. Gol ten był dla nas istnym szokiem, gdyż nie spodziewałem się tak mocnego otwarcia ze strony WKS-u. Dopiero od 20. minuty zaczęliśmy jakoś w miarę ogarnięcie grać w piłkę, co zaowocowało bramką Milika. Napastnik City idealnie wykorzystał zespołową akcję. Warto też zauważyć, że w tym meczu od pierwszej minuty (a nie jak z Chile, od drugiej połowy) graliśmy w ustawieniu 4-4-2. Druga połowa pokazała, że nasi rywale włożyli zdecydowanie za dużo sił w pierwszą, przez co zdecydowanie opadli z sił. Bramka Lewandowskiego już ewidentnie podłamała im skrzydła. Drugie zwycięstwo, 6 punktów i prawie pewny awans z pierwszego miejsca. Zostaliśmy także jedną z pierwszych reprezentacji, która zapewniła sobie promocję już po dwóch meczach.

 

Szczęsny - Piszczek, Lewczuk, Glik, Jędrzejczyk - Wszołek (Grosicki 50'), Linetty, Krychowiak (Mączyński 57'), Kapustka (Zieliński 58') - Lewandowski, Milik

 

4.jpg

 

Przed ostatnim meczem grupowym jasne było jedno - brak porażki z Japonią pozwoli nam na awans z pierwszego miejsca i tym samym uniknięcie w fazie pucharowej Belgii. Choćby remis dawał nam mecz z Meksykiem. Skład posłany do boju był jednak składem rezerwowym - wierzyłem, że taki również poradzi sobie z Japończykami, a przecież pewne było, że w Rosji zagramy w 1/8 finału, więc potrzebny był najsilniejszy skład w miarę dobrej kondycji. Nie zawiodłem się na moich chłopakach - w 17. minucie świetnie dośrodkowanie z prawej strony zamknął Paweł Wszołek, wyprowadzając nas tym samym na prowadzenie. Niestety, podobnie jak z Chile, nie potrafiliśmy zachować koncentracji po pokonaniu bramkarza rywali - już minutę później wyrównał Fujioka. W kolejnej akcji naszego zespołu pokazał się kolejny rezerwowy - Artur Sobiech umiejętnie zastawił się w polu karnym i wystawił piłkę Zielińskiemu, który mocnym strzałem nie dał szans golkiperowi Japonii. W drugiej połowie bramek już nie zdobyliśmy i, choć rywale nie byli ze światowego topu, ku mojemu zaskoczeniu udało nam się przebrnąć fazę grupową z kompletem punktów. Było to dla mnie o tyle dziwne, że pamiętałem grę naszego zespołu w meczach sparingowych. No ale cóż - awans do 1/8 jest, tam starcie z Meksykiem.

 

Szczęsny - Kędziora, Lewczuk, Salamon, Rybus - Wszołek (Grosicki 59'), Góralski, Mączyński (Jędrzejczyk 73'), Kapustka (Krychowiak 59') - Zieliński - Sobiech

 

5.jpg

 

Tabela grupy G:

 

1. POLSKA - 9 pkt

2. CHILE - 6 pkt

3. WKS - 3 pkt

4. Japonia - 0 pkt

 

Podsumowanie fazy grupowej:

 

 

 


 

Grupa A: Chorwacja 7, Kolumbia 7, Rosja 1, Egipt 1

 

Kolumbia 1:0 Rosja, Egipt 1:3 Chorwacja | Rosja 1:1 Egipt, Chorwacja 1:1 Kolumbia | Kolumbia 4:0 Egipt, Rosja 0:4 Chorwacja

 

GRUPA B: Niemcy 6, Senegal 6, Hiszpania 4, Kostaryka 1 :oops:

 

Kostaryka 0:1 SenegalNiemcy 2:1 Hiszpania | Senegal 2:1 Niemcy, Hiszpania 1:1 Kostaryka | Kostaryka 1:2 Niemcy, Senegal 0:1 Hiszpania

 

 

GRUPA C: Portugalia 6, Urugwaj 5, Australia 2, Dania 2

 

Urugwaj 2:2 Australia, Dania 1:3 Portugalia | Australia 1:1 Dania, Portugalia 0:1 Urugwaj | Australia 1:2 Portugalia, Urugwaj 1:1 Dania

 

GRUPA D: Anglia 9, Francja 6, Korea Południoa 3, Nigeria 0

 

Anglia 3:0 Francja, Korea Południowa 3:1 Nigeria | Francja 2:0 Korea Południowa, Nigeria 0:2 Anglia | Korea Południowa 1:2 Anglia, Nigeria 1:2 Francja

 

GRUPA E: Brazylia 7, Włochy 6, Irlandia 3, Honduras 1

 

Honduras 0:2 Włochy, Brazylia 1:0 Irlandia | Włochy 0:2 BrazyliaIrlandia 2:0 Honduras | Brazylia 0:0 Honduras, Irlandia 0:1 Włochy

 

GRUPA F: Argentyna 7, USA 7, Walia 3, Iran 0

 

Walia 0:2 Argentyna, USA 1:0 Iran | Iran 1:2 Walia, Argentyna 2:2 USA | Iran 0:3 Argentyna, USA 3:2 Walia

 

GRUPA G: Polska 9, Chile 6, WKS 3, Japonia 0

 

WKS 3:0 Japonia, Chile 2:3 Polska | Japonia 1:2 Chile, Polska 2:1 WKS | Chile 3:2 WKS, Polska 2:1 Japonia

 

GRUPA H: Belgia 9, Meksyk 4, Ukraina 4, Tunezja 0

 

Meksyk 8:0 Tunezja, Belgia 4:0 Ukraina | Tunezja 0:3 Belgia, Ukraina 3:3 Meksyk | Meksyk 1:6 Belgia, Tunezja 0:2 Ukraina

 
 

 

 

Mecz 1/8 finału po kilku dniach oczekiwania w końcu nadszedł. Z jednej strony my - zwycięzcy grupy z 9 punktami, z drugiej Meksykanie, którzy w swojej grupie odnieśli zwycięstwo tylko nad Tunezją - z Ukrainą tylko zremisowali, a od Belgii zebrali tęgie baty. Oczywiście nie chciałem nakładać presji na moich zawodników, jednak faktem było, że porażkę z tym rywalem odebrałbym jako klęskę. Nie taki zespół buduję. Od pierwszych minut było jednak wiadomo, kto przyjechał do Rosji w formie. To my utrzymywaliśmy się przy piłce i szybko rozgrywaliśmy akcję przez skrzydła. Imponował szczególnie Wszołek, który meczem z Japonią wywalczył sobie miejsce w podstawowej jedenastce. W 19. minucie jego dośrodkowanie w pole karne wykorzystał Milik. Pierwsza połowa przyniosła jeszcze dwie bramki Roberta Lewandowskiego, który nic nie robił sobie z otaczających go obrońców i najpierw wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego, a potem sytuację sam na sam. Byłem już absolutnie pewien, że zagramy w ćwierćfinale mundialu, więc druga połowa rozgrywana była głównie na stojąco. Stąd także zmieniłem zawodników zagrożonych pauzą w kolejnym meczu w przypadku ukarania kartką, takich jak Piszczek i Krychowiak. Ostatecznie udało nam się zachować pierwsze na mistrzostwach czyste konto i pewnym krokiem zameldować się w gronie najlepszej ósemki świata! A tam... Argentyna.

 

Szczęsny - Piszczek (Kędziora 46'), Gik, Pazdan, Jędrzejczyk - Wszołek, Linetty (Zieliński 66'), Krychowiak (Góralski 46'), Rybus - Lewandowski, Milik

 

6.jpg

 

No i jest! Pierwszy rywal, który w meczu z nami jest zdecydowanym faworytem. Wicemistrz świata, posiadający w składzie takich piłkarzy jak Leo Messi, Sergio Aguero czy Gonzalo Higuain. Nawet ja wiedziałem, że to na 99% będzie nasz ostatni mecz na tym mundialu. Futbol jednak uczy, że zawsze pozostaje ten 1%, czy nawet mniej, wiary, tego, czego najmniej można się spodziewać.

Okazało się jednak, że podopieczni Jorge Sampaolego potwornie nasz zespół zlekceważyli. Nie potrafię inaczej wytłumaczyć ich postawy w obronie w pierwszym kwadransie. Trzy dośrodkowania - dwa Pawła Wszołka i jedno Jędrzejczyka - skończyły się hat trickiem Arkadiusza Milika po ledwie czternastu minutach! Nie wierzyłem w to co widzę na ekranie, ale jasne stało się, że Albicelestes w końcu się ogarną. A jak się ogarną, to mogło z nami być kiepsko. Reakcja nadeszła szybko. W 23. minucie fantastyczne podanie od Messiego wykorzystał Gonzalo Higuain, zaś trzynaście minut później kontaktową bramkę zdobył Paulo Dybala wykorzystując zamieszanie w polu karnym. Mieliśmy fantastyczną okazję w doliczonym czasie gry do pstryknięcia Argentyńczyków w nos - Robert Lewandowski nie trafił jednak z jedenastu metrów. Miałem dać karnego Milikowi, ale stwierdziłem, że Lewy nie zawiedzie. I w tej jednej sytuacji zawiódł.

3:2 do przerwy to tak naprawdę żadne prowadzenie. Kolejne 45 minut trzeba było zapierdalać jak nigdy, nieważne już było to, czy ktoś wyleci za kartki czy nie. Liczyło się tylko to, żeby zatrzymać ten napór zawodników z Argentyny. Cuda w naszej bramce wyprawiał Wojtek Szczęsny - raz po raz skutecznie interweniował, a miał co robić, bo od 70. minuty tak naprawdę akcje Albicelestes szły co 120 sekund. W samej końcówce poprzeczkę i słupek obili kolejno Di Maria i Messi. Nie wiem jakim cudem to wytrzymało, ale ostateczny gwizdek arbitra brzmiał jak wybawienie - POLSKA W PÓŁFINALE MISTRZOSTW ŚWIATA!

Tutaj muszę wręcz napisać o Wszołku. Gość jechał na MŚ tylko jako zastępstwo dla Błaszczykowskiego, tymczasem kontuzja Kuby umożliwiła mu grę w wyjściowej jedenastce, a co za tym idzie, stania się cichym bohaterem meczu z Argentyną. W półfinale z Anglią!

 

Szczęsny - Piszczek, Glik, Pazdan, Jędrzejczyk - Wszołek (Błaszczykowski 81'), Linetty (Zieliński 90'), Krychowiak, Rybus (Grosicki 66') - Lewandowski, Milik

 

7.jpg

 

Strefa medalowa mistrzostw świata. To brzmi niesamowicie dumnie, ale, co najważniejsze, prawdziwie! Po horrorze z Argentyną awansowaliśmy do półfinału mundialu, w którym przyszło nam zagrać z Anglikami, którzy w swoich szeregach mają piekielnie skutecznego i niebezpiecznego Kane'a, lidera klasyfikacji strzelców.

Ciężko było wymagać, by po tak ciężkim boju jak ten ćwierćfinałowy, piłkarze reprezentacji Polski mający w nogach cały sezon będą grać z Anglikami tak samo. To jest niemożliwe. O ile Anglia może pozwolić sobie na wystawienie składu rezerwowego, który powalczy z każdą drużyną, o tyle mu takiego komfortu nie mieliśmy i na boisku po prostu widać było zmęczenie turniejem, sezonem, byliśmy od Anglików wolniejsi w każdym aspekcie. Już w 16. minucie Szczęsnego zaskoczył Welbeck, którego trener wytrzasnął niemal z kapelusza. Przygotowując taktykę na ten mecz robiłem wszystko, by zneutralizować Kane'a, ale nie spodziewałem się, że tak groźny okaże się Danny. Pod koniec pierwszej połowy Szczęsny zdołał obronić jedenastkę wykonywaną przez zawodnika Tottenhamu, ale w drugiej połowie nie udało nam się wykorzystać tej wpadki Anglików. Welbeck dobił nas ponownie w 78. minucie i jasne stało się, że finał nie będzie dla nas. Ale nie wracamy jeszcze do Polski, bo przed nami mecz o trzecie miejsce, i to z nie byle kim, bo z Niemcami!

 

Szczęsny - Piszczek, Glik, Pazdan, Rybus - Wszołek (Kapustka 74'), Linetty (Mączyński 68'), Krychowiak (Zieliński 64'), Grosicki - Lewandowski, Milik

 

8.jpg

 

Byłem załamany widząc poziom kondycji moich zawodników przed meczem z Niemcami, więc postanowiłem nie desygnować do gry w 100% najsilniejszego składu. Zostaliśmy półfinalistą mistrzostw świata, już jesteśmy wygrani, a nie wiadomo co będzie za 4 lata i ci zawodnicy, którzy są w kadrze teraz, mogą z niej nie być na najbliższym turnieju. Dlatego chciałem, żeby chociażby Salamon czy Sobiech sobie troszkę po boisku pobiegali. Ważne było również wyjście w pierwszym składzie Kuby Błaszczykowskiego.

Od razu mówię - miałem, mam nadal, tego faila z reprezentacją Niemiec, bo totalnie nie pomaga mi usunięcie plików, które trzeba usunąć w poszczególnych folderach, by byli powoływani normalni zawodnicy. Jestem przekonany, że robiłem to przed rozpoczęciem sejwa, powtórzyłem przed mistrzostwami (powołaniami), ale nie poskutkowało, więc niestety nazwiska są jakie są.

Pierwsza połowa o dziwo okazała się bardzo dobra w naszym wykonaniu, Niemcy nie miały okazji się wykazać, w dodatku po asyście Sobiecha (!) i bramce Lewandowskiego prowadziliśmy 1:0. Druga połowa miała podobny scenariusz, jednak Niemcom za sprawą Burmbergera udało się doprowadzić do remisu i czekała nas dogrywka. Głównym celem było dotrwanie do karnych, bo byliśmy piekielnie zmęczeni, nie mieliśmy zmian, bałem się kontuzji. Niemcy przez całą pierwszą część dogrywki dominowali, jednak cudów dokonywał Szczęsny. Ponownie jednak Burmberger zaskoczył w 106. minucie. Wydawało się, że wszystko jest już stracone, szczególnie po tym, jak z boiska za drugą żółtą kartę wyleciał Grzegorz Krychowiak. Tymczasem dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry na strzał zza pola karnego zdecydował się Milik, bramkarz niepewnie odbił piłkę tak, że ta wtoczyła się do siatki! Niespodziewane, sensacyjne wręcz, wyrównanie i rzuty karne!

W nich szczęścia niestety nie mieliśmy i przegraliśmy 2:4. U nas jedenastek nie wykorzystali Grosicki i Lewandowski (oj, ma problem Robert z tymi karnymi), strzelili zaś Milik i Błaszczykowski. Jednak czy możemy narzekać? Jesteśmy czwartą drużyną świata!

 

1.jpg

 

Jeszcze cała faza pucharowa w pigułce:

 

Edit: kolejna opka jeszcze trochę zajmie. Mega duży natłok obowiązków w szkole, studniówka za tydzień. Proszę o nieblokowanie tematu w razie czego ;)

 

 

 


 

1/8 finału:

Chorwacja - Senegal 2:0

Niemcy - Kolumbia 4:1

Portugalia - Francja 2:0

Urugwaj - Anglia 0:2

Brazylia - USA 1:1 (4:3 k.)

Włochy - Argentyna 0:3

Meksyk - Polska 0:3

Chile - Belgia 1:4

 

1/4 finału:

Chorwacja - Anglia 1:3

Niemcy - Portugalia 2:0

Brazylia - Belgia 1:3

Argentyna - Polska 2:3

 

1/2 finału:

Anglia - Polska 2:0

Niemcy - Belgia 0:1

 

Mecz o trzecie miejsce:

Polska - Niemcy 2:2 (2:4 k.)

 

FINAŁ:

ANGLIA - Belgia 2:0

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
W dniu 5.01.2018 o 23:28, SuperPatsonFCB napisał:

Jesteśmy czwartą drużyną świata!

Myślę, że to żaden powód do zadowolenia. Chyba najgorsze miejsce jakie może być. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
W dniu 22.01.2018 o 13:54, Makk napisał:

Myślę, że to żaden powód do zadowolenia. Chyba najgorsze miejsce jakie może być. 

Najgorsze to jest czwarte miejsce, ale w grupie :D Nie no, jasne, szkoda, że nie udało się zdobyć medalu, ale zadowolony jestem, bo na papierze naprawdę wyglądało to słabo. Zobaczymy za dwa lata co los przyniesie.

 

#18 - presezon 2018/19

 

Dobrze w końcu wrócić - wierzcie lub nie, ale ostatni miesiąc to może z 2 godziny spędzone w FM-ie. Czuć już na karku maturę i obowiązki, więc opki na razie będą rzadziej, i prawdopodobnie w bardziej okrojonej wersji, ale za dwa tygodnie ferie i na pewno wtedy będzie czas na mały relaks. Dziękuję administracji, że nie zamknęła tematu i niech tego dalej nie robi - dalej jestem :D

 

Przede wszystkim - jestem strasznie zawiedziony okienkiem transferowym. Jestem już przy meczu o Superpuchar Europy, a kadrę w dalszym ciągu mam bardzo szeroką i praktycznie nikt naszych piłkarzy nie chce kupić. Albo inaczej - chcą kupić tych, których ja nie chcę sprzedać (Ter Stegen, Digne...). Ze zbędnego balastu odszedł tak naprawdę tylko Arda Turan oraz Douglas. Z drugą drużyną pożegnali się z kolei, decyzją trenera Barcy B, Sergi Palencia oraz Adrian Ortola. W samej końcówce okienka chcę jakoś opchnąć Munira (ma oferty, ale nie opiewają one na więcej niż 2 miliony, więc pogodziłem się z tym, że po prostu nie sprzedam go za więcej), Gomesa (była jedna oferta z Sunderlandu na początku lipca, którą odrzuciłem licząc na lepsze. Problem w tym, że nie napłynęła już żadna) oraz Rafinhę (podobnie jak w przypadku Portugalczyka - brak chętnych). Cienko to widzę, choć może jak dostaną kilka szans na pokazanie się w sierpniu to jakiś klub rzuci na nich okiem. A jak nie to znów trzeba będzie się z nimi męczyć i po prostu nie będą grać, gdyż mam od tego ludzi.

 

Do klubu tylko dwa transfery - uzgodniony już wcześniej Philippe Coutinho za 90 milionów euro (kwota ta może sięgnąć nawet 110 po osiągnięciu zmiennych!) oraz człowiek, o którym tutaj Wam jeszcze nie pisałem. Proszę państwa - z Nicei pozyskaliśmy Seriego. Po sparingach mogę powiedzieć jedno - na pewno będzie on solidnym wzmocnieniem na ławkę, przy odrobinie szczęścia, jak w poprzednim sezonie Paulinho, może nawet powalczyć o pierwszy skład. Podsumowanko transferów:

 

OdeszliArda Turan (Lyon, 14 milionów); Douglas (Lazio, 2,9 miliona); Sergi Palencia (Leganes, 475 tysięcy); Adrian Ortola (Fiorentina, 1,8 miliona)

 

PrzybyliPhilippe Coutinho (Liverpool, 90 milionów), Jean Michael Seri (Nicea, 17,5 miliona).

 

Sparingi:

 

Zagraliśmy cztery sparingi - więcej mi się zwyczajnie nie chciało. Też nie zależało mi tutaj na wielkich wynikach, bardziej chciałem udoskonalić taktyki i ewentualnie wprowadzić coś nowego. Wręcz nie mogłem doczekać się występów Coutinho, niestety szybko okazało się, że będzie on borykał się z wieloma urazami podczas tych przygotowań i na dobrą sprawę na regularną grę Brazylijczyka będziemy mogli liczyć dopiero od września.

W pierwszym meczu, tak jak rok temu na inaugurację presezonu, dostaliśmy bęcki od drużyny z Włoch - Interu. Widać było, że jeszcze nie jesteśmy w rytmie po mundialu i trochę czasu zajmie nam odpowiednie przygotowanie. Kolejny sparing wypadł już lepiej - Flamengo na Camp Nou nie miało nic do powiedzenia i przegrało 0:3 po absolutnej dominacji z naszej strony. Taką samą dominację pokazaliśmy w meczu z NY Red Bull, niestety w samej końcówce meczu po wrzutce skarcił nas Gilstrap. Ostatni sparing to pogrom pokazujący, że nasi rezerwowi są gotowi do gry o wielkie cele i podtrzymanie dominacji w Europie - z chińskim Quanjian wygraliśmy 5:0, a aż cztery gole zdobył Denis Suarez, który przecież także nie miał bardzo pewnej pozycji przed tym okienkiem transferowym.

 

1. FC Barcelona - Inter Mediolan 0:2 (Barbosa 6', Visconti 86')

2. FC Barcelona - Flamengo 3:0 (Dembele 9', Messi 26', Umtiti 36')

3. NY Red Bull - FC Barcelona 1:0 (Gilstrap 90+2')

4. Quanjian - FC Barcelona 0:5 (Denis 11', 12', 17', 28', Martinez 87')

 

 

Choć obszerne podsumowanie okienka transferowego w Europie wjedzie dopiero w kolejnej opce (po sierpniowych meczach), warto napisać o zbrojeniach Realu Madryt. Blancos pozyskali bowiem takich piłkarzy jak Andre Silva czy Kalidou Koulibaly, więc z pewnością poprzedni sezon mocno ich zabolał. Trenerem Sevilli został natomiast jeden z moich ulubionych trenerów - Jurgen Klopp.

 

W kolejnej opce, nie mam pojęcia kiedy, postaram się jak najszybciej, wyniki meczów o dwa Superpuchary (Europy z MU i Hiszpanii z Villarreal) oraz pierwsze kolejki w lidze. Zobaczymy w jakiej formie, ale mam nadzieję, że także się spodoba ;) 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

#19 - Nadchodzi nowe!

 

Do inauguracji sezonu 2018/19 podchodziliśmy w nerwach. W końcu w ubiegłych rozgrywkach wygraliśmy absolutnie wszystko, co było do wygrania, a jak wszyscy wiemy - najtrudniej nie jest wejść na szczyt, ale się na nim utrzymać. Ponadto kadrę, pomimo zamiaru odchudzenia jej w lecie, mieliśmy aż 26-osobową - wszyscy w klubie liczyli, że ktoś zgłosi się po Andre Gomesa. Właśnie w atmosferze wielkiej niewiadomej przystępowaliśmy do meczu Superpucharu Europy z Manchesterem United.

 

Pierwotnie mecz mieliśmy zacząć w formacji 4-2-3-1, czyli tej, w której najlepiej nam szło w ubiegłym sezonie. Niestety po zobaczeniu, jakimi nazwiskami dysponuje Jose Mourinho, musiałem porzucić te plany. W czerwonych koszulkach biegają bowiem tacy piłkarze jak Sime Vrsaljko, Kevin Strootman, Ivan Perisić, Nabil Fekir czy Edinson Cavani. Potężna paka! Padło na ustawienie 4-4-2 w diamencie. Od pierwszej minuty wybiegli Andre Gomes i Rafinha - liczyłem, że jak się pokażą, to zwrócą na siebie uwagę. Niestety do przerwy było od tego bardzo daleko - Czerwone Diabły dominowały nad nami, miały zdecydowanie więcej strzałów i lepiej radziły sobie na boisku. Kilka ostrych słów w szatni podziałało, bowiem drugą połowę rozpoczęliśmy w najlepszy możliwy sposób - w 49. minucie świetne prostopadłe podanie Rafinhi wykorzystał Messi. Od tego momentu brazylijski pomocnik zaczął grać jak z nut i całkowicie zasłużenie zgarnął po końcowym gwizdku tytuł MVP Superpucharu Europy. Udało nam się również zachować czyste konto, gdyż ekipa Mourinho do końca praktycznie waliła głową w mur bez żadnego pomysłu na rozegranie akcji, choć, nie ukrywam, Fekir, Cavani oraz Martial sprawili nam bardzo dużo problemów na skrzydle. Pierwszy mecz nowego sezonu i kolejne trofeum! W spotkaniu tym oficjalnie zadebiutował także Seri, który pokazał potencjał.

 

Ter Stegen - Roberto, Pique, Umtiti, Alba - Busquets (Seri 61'), Gomes (Denis 82'), Rakitić (Iniesta 72') - Rafinha - Suarez, Messi

 

1.jpg

 

Po zdobyciu czwartego pucharu w 2018 roku przyszła okazja do zdobycia piątego - czekał nas bowiem dwumecz z Villarrealem o Superpuchar Hiszpanii. W pierwszym wyjazdowym meczu powróciliśmy do ustawienia 4-2-3-1, nastąpiły również nieznaczne rotacje - Albę zastąpił Digne, zaś Pique - Inigo Martinez. Niewątpliwie na Estadio de la Ceramica prezentowaliśmy dojrzałą piłkę. Od początku wiedzieliśmy, co chcemy zrobić i w jaki sposób rozstrzygnąć ten dwumecz. Niestety jeden indywidualny błąd na lewej stronie spowodował, że to gospodarze za sprawą Enesa Unala wyszli na prowadzenie. Na domiar złego w 44. minucie boisko musiał opuścić Ousmane Dembele, który nabawił się kontuzji. Druga połowa obrazu gry nie zmieniła - to Barca była lepsza, jednak wciąż brakowało kropki nad "i", a Villarreal dobrze się bronił. Nie wolno jednak zapominać, że to my mamy w składzie najlepszego piłkarza świata - w samej końcówce meczu dostał on w środkowej strefie piłkę od Vidala, podciągnął trochę do przodu i odpalił fantastyczną petardę po ziemi z ponad 25 metrów. Futbolówka zatrzepotała w siatce, a kilka minut później sędzia zakończył mecz. Na Camp Nou będziemy w korzystniejszej sytuacji.

Zdecydowałem również, że będzie to ostatni mecz w bordowo-granatowej koszulce dla Andre Gomesa. Po meczu został on wyrejestrowany z rozgrywek, a jego numer na koszulce przejął Seri.

 

Cillessen - Semedo, Inigo, Umtiti, Digne - Gomes (Seri 72'), Rakitić - Messi, Rafinha, Dembele (+ Vidal 44') - Suarez (Iniesta 57') 

 

2.jpg

 

Jak uważnie śledzicie karierę - wiecie, że mam duże zaufanie do zmienników i generalnie nie boję się dać szansy tym, którzy przecież też tworzą ten zespół. Dlatego na rewanżowy mecz zaprosiłem piłkarzy, którzy w poprzednich meczach zbyt często nie grali. Wyszliśmy formacją 4-3-3, w której jednak nie wszyscy dostatecznie się odnajdywali. W pierwszej połowie mieliśmy sporo sytuacji, ale w ogóle nie było widać zawziętości i poszukiwania bramki za wszelką cenę. To się musiało zmienić od 41. minuty, bowiem po bardzo składnej akcji goście wyszli na prowadzenie. Znów Unal. Ledwie trzy minuty później lekkiego urazu nabawił się Pique, więc postanowiłem nie ryzykować i wprowadzić solidnego Inigo. Druga połowa rozpoczęła się również bez wielkiego szału - Villarreal pewnie trzymał swój wynik. Doprowadziło to oczywiście do konieczności pogmerania w taktyce - zmienione zostały polecenia oraz, co najważniejsze, ustawienie - od teraz było to 4-2-3-1, które chyba najlepiej służy Denisowi. I nagle zaczęliśmy dochodzić do stuprocentowych sytuacji. Kiedy w 68. minucie Messi nie wykorzystał karnego, zaczynałem się znacznie obawiać o losy superpucharu. Na szczęście kilka minut później trafił Suarez, dwie minuty później po ostrym wejściu w pole karne zmarnowaną jedenastkę "odbił sobie" Argentyńczyk, z kolei wynik po rzucie rożnym ustalił Inigo Martinez. Były nerwy, był stres, ale najważniejsze, że trofeum nasze. Jesteśmy już od krok od dwukrotnego w historii wygrania sześciu pucharów w jednym roku - w grudniu Klubowe Mistrzostwa Świata.

Po raz pierwszy w jedenastce wyszedł również Seri - pierwszy mecz na Camp Nou okazał się świetny, a ocena 7.4 tylko to potwierdza.

 

Cillessen - Vidal, Vermaelen, Pique (+ Inigo 38'), Digne - Samper (Rafinha 67'), Paulinho, Seri - Messi, Paco (Suarez 56'), Denis

 

3.jpg

 

Ligę 2018/19 rozpoczynaliśmy domowym meczem z Malagą. W tym sezonie mamy jeden, bardzo jasno określony cel - tracić jak najmniej bramek. Coś z tym trzeba zrobić, chciałbym, żeby defensywa Barcelony kojarzona była z murem. Jeśli mamy wygrać jedną bramką, niech będzie to 1:0, a nie 3:2. Może to sprzeczne z widowiskowością itd., ale taki mam plan. Idealnym momentem na jego wcielenie była właśnie inauguracja rozgrywek ligowych - Malaga przecież nie wiadomo jakiej siły ofensywnej nie ma. I praktycznie do przerwy wybiliśmy Andaluzyjczykom z głowy wszelkie marzenia odnośnie zdobycia trzech punktów - dwukrotnie trafił Leo Messi - najpierw wykorzystując rzut karny, a potem okazując się lepszym od bramkarza w sytuacji sam na sam. Argentyńczyk nie byłby sobą, gdyby nie zrobił wszystkiego, by zdobyć w tym meczu hat-tricka. I zdobył w samej końcówce, znów wykorzystując "11" po faulu jednego z piłkarzy gości. 3:0, pewne zwycięstwo i świetne wieści z Sewilli - Betis zremisował 1:1 z Realem Madryt :D 

 

Ter Stegen - Semedo, Umtiti, Inigo, Alba - Busquets, Iniesta (Seri 46'), Roberto (Denis 74') - Rakitić - Messi, Suarez (Paco 59')

 

4.jpg

 

Ostatnie spotkanie w tej opce było dla mnie bardzo szczególne. Graliśmy bowiem na wyjeździe z Realem Saragossa, a więc drużyną, której szczerze życzę jak najlepiej i niesamowicie ucieszyłem się, że awansowała do La Liga. Ponadto to beniaminek, który debiutował w rozgrywkach przed własną publicznością (w pierwszej kolejce przegrali na wyjeździe z Sevillą 0:1), więc jasne było, że zrobią wszystko, by odnieść zwycięstwo. Mimo to postanowiłem na pozostawienie w Barcelonie Luisa Suareza, który miał szykować się na mecze reprezentacji. Do przerwy takie rozwiązanie na dobre nam nie wychodziło, bowiem nie mogliśmy stworzyć sobie dobrej sytuacji, a Saragossa umiejętnie nas kontrowała i wydawało się, że mogą pokusić się o urwanie punktów mistrzowi Hiszpanii. Znacznie w osiągnięciu celu pomógł nam jednak Granell, który na początku drugiej połowy wyleciał za drugą żółtą kartkę. Od tego momentu było zdecydowanie prościej. Wynik już sześć minut po osiągnięciu liczebnej przewagi po asyście Roberto otworzył Alcacer posyłając petardę w okienko bramki i jednocześnie zdobywając pierwszego gola w sezonie. Na kolejne trafienia musieliśmy poczekać do samej końcówki - najpierw po fantastycznej akcji rodem ze stolicy tiki-taki trafił Denis (asysta Rafinhi!), a później ten sam Denis huknął z 20 metrów po ziemi i bramkarz gospodarzy musiał skapitulować po raz trzeci. Druga połowa to absolutna dominacja, w pierwszej było ciężko, ale koniec końców liczą się trzy oczka!

 

Ter Stegen - Semedo, Pique, Inigo, Digne - Busquets (+ Seri 46'), Iniesta (Rafinha 70'), Roberto - Rakitić (Denis 74') - Messi, Paco

 

5.jpg

 

 

W międzyczasie odbyło się również losowanie fazy grupowej Ligi Mistrzów. W tym roku trafiliśmy do grupy H, wraz z NapoliGenk oraz Young Boys. Pozostałe grupy:

 



GRUPA A: Atletico, PSG, Sparta Praga, Inter

GRUPA B: Juventus, Tottenham, Koln, Sporting

GRUPA C: Manchester City, Besiktas, CSKA Moskwa, Legia Warszawa

GRUPA D: Real Madryt, Borussia Dortmund, PSV, Hapoel Beer Sheva

GRUPA E: Chelsea, Porto, Bayer, Spartak

GRUPA F: Bayern, Manchester United, Olympique Lyon, Real Betis

GRUPA G: Monaco, Szachtar, Feyenoord, AC Milan

GRUPA H: FC Barcelona, Napoli, Genk, Young Boys

 

Zbliża się także pierwsza w sezonie przerwa reprezentacyjna. Zagramy w niej tylko jedno spotkanie, za to jakże istotne - w Rzymie z Włochami w pierwszym meczu Ligi Narodów. Z racji kilku absencji (Krychowiak zawieszony, Linetty z Sobiechem kontuzjowani), na zgrupowanie zabrałem kilku młodych chłopaków, żeby doświadczyli trochę atmosfery dorosłej reprezentacji, pewnie i tak nie zagrają, chociaż kto wie. Powołanka na Włochy:

 



Bramkarze: Łukasz Fabiański, Wojciech Szczęsny, Łukasz Skorupski

Obrońcy: Bartosz Salamon, Kamil Glik, Jarosław Jach, Artur Jędrzejczyk, Robert Gumny, Łukasz Piszczek, Paweł Olkowski, Michał Pazdan

Pomocnicy: Jakub Błaszczykowski, Mateusz Wieteska, Maciej Rybus, Piotr Zieliński, Jacek Góralski, Paweł Wszołek, Kamil Grosicki, Bartosz Kapustka

Napastnicy: Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik, Łukasz Teodorczyk, Dawid Kownacki

 

W końcówce okienka udało nam się w końcu sprzedać Andre Gomesa. Wprawdzie dostaliśmy za niego od FC Koln ledwie połowę kwoty, za jaką go sprowadziliśmy (20 milionów euro), ale lepsze to niż trzymanie go w klubie przez kolejny długi okres, bo najzwyczajniej w świecie nie był tu potrzebny. Oprócz tego, decyzją trenera drugiej drużyny (ja w transfery Barcy B nie ingeruję), pożegnaliśmy Jose Arnaiza (Leganes, 775 tysięcy) oraz Rodriego Tarina (Cadiz, 275 tysięcy), zaś Oriol Busquets udał się na wypożyczenie do Alcorcón. Wcześniej sprzedałem za 2,3 miliona euro do Bournemouth Munira. W samej końcówce okienka PSG po raz kolejny zgłosiło się po Ter Stegena - oferowali aż 71 milionów euro, które przez zmienne mogło wzrosnąć aż do 105. Odrzuciłem, a Niemiec wciąż niezadowolony.

 

Obecnie, 2 września, mam w klubie następujące kontuzje:

  • Philippe Coutinho - skręcenie stawu skokowego (3-5 tygodni)
  • Sergio Busquets - skręcenie stawu skokowego (2-4 tygodnie)
  • Gerard Deulofeu - naciągnięcie więzadeł kolanowych (7 dni-2 tygodnie)
  • Ousmane Dembele - skręcenie stawu skokowego (4-8 dni)

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

#20 - Barcelona = efektywność i minimalizm

 

Tak chyba najlepiej opisać wrzesień 2018 w naszym wykonaniu. Ale zanim przeniesiemy się na upalny Półwysep Iberyjski, to krótka wzmianka o reprezentacji Polski. Z początkiem września zainaugurowaliśmy rozgrywki Ligi Narodów, a pierwszym naszym rywalem byli Włosi. Mecz był rozgrywany w Rzymie, więc faworyt mógł być tylko jeden - i nie byliśmy to my. Okazało się, że to po prostu typowy mecz do pierwszej bramki - do momentu jej zdobycia radziliśmy sobie świetnie, wyprowadzaliśmy nawet groźne akcje i byliśmy blisko pokonania Donnarummy, niestety po trafieniu Verrattiego z rzutu karnego wszystko się posypało. Jeszcze raz do przerwy trafił Insigne, po zmianie stron dość szybko zrobili to De Rossi Belotti i nowe rozgrywki UEFA rozpoczęliśmy od kompromitującego 0:4 w Rzymie. Powiem szczerze, że chyba skończył mi się pomysł na tę reprezentację i coraz mniej przyjemności mam z ogarniania tego wszystkiego, kto wie, czy ME 2020 (tak czy siak się raczej zakwalifikujemy) nie będą moim ostatnim akcentem w roli selekcjonera. Ale na razie dopiero 2018 rok, w październiku dwa mecze w Polsce - ponownie z Italią oraz z Holandią

 

Szczęsny - Piszczek, Salamon, Glik, Pazdan (Błaszczykowski 46'), Rybus - Zieliński, Kapustka, Góralski (Grosicki 61') - Lewandowski, Milik

 

1.jpg

 

Zdecydowanie bardziej intrygował mnie powrót do Barcelony, tym bardziej, że ligowi rywale do końca miesiąca nie imponowali. Zaczynaliśmy od meczu na Camp Nou ze Sportingiem Gijón i oczekiwałem pogromu. Mecz rozgrywany był o godzinie 13:00, temperatura wynosiła aż 31 stopni, ale jednak jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Zaczęło się super - już w 4. minucie Messi wykorzystał rzut karny po faulu na nim samym. Niestety później Argentyńczyk musiał zejść z boiska z podejrzeniem urazu kolana, na całe szczęście okazał się on niegroźny i La Pulga odpocznie jedynie w meczu z Napoli w LM. Działo się to już w momencie, gdy graliśmy w przewadze - w 15. minucie za brutalny faul wyleciał Isma López. Druga połowa, pomimo olbrzymiej dominacji, nie przyniosła już bramek. 23 strzały, 71% posiadania piłki i tylko jedna bramka w siatce. Wyjątek od reguły, rozluźnienie czy jednak faktycznie mamy problem? Przekonamy się później.

 

Ter Stegen - Vidal, Vermaelen, Inigo, Digne - Seri (Samper 63'), Paulinho - Messi (Dembele 37'), Rafinha, Denis - Suarez (Alcacer 46')

 

2.jpg

 

Zdecydowanie najtrudniejsze spotkanie w fazie grupowej Ligi Mistrzów przypadło już na pierwszą kolejkę. Chyba nigdzie nie będziemy mieli trudniej w tym sezonie niż w Neapolu. Najgorsze przewidywania się spełniły, bo od pierwszych minut podopieczni Roberto Manciniego się na nas rzucili i jasne stało się, że na nic więcej niż na kontrataki liczyć nie powinniśmy, przynajmniej nie na początku meczu. Jeden z nich na szczęście przyniósł bramkę - w 12. minucie Iniesta zagrał do Dembele, a ten pewnym strzałem pokonał Reinę. Do przerwy, pomimo bardzo otwartego meczu, prowadziliśmy jedną bramką. Wynik został podwyższony w 62. minucie, gdy po podaniu Dembele trafił Denis. Wszystko wskazywało na to, że wywieziemy trzy punkty z Włoch. Trochę nerwowości pojawiło się na dziesięc minut przed końcem, gdy perfekcyjnym strzałem głową, po którym piłka odbiła się od poprzeczki, popisał się Insigne. Ter Stegen nie miał najmniejszych szans. W końcówce Niemiec kilkukrotnie jednak nas ratował i ostatecznie zwycięstwo stało się faktem!

 

Ter Stegen - Semedo, Umtiti, Tinigo, Alba - Rakitić, Iniesta, Roberto (Seri 52') - Dembele, Suarez (Alcacer 63'), Vidal (Denis 60')

 

3.jpg

 

Po bardzo ciężkim spotkaniu w Neapolu, o kolejne ligowe punkty walczyliśmy u siebie z Las Palmas. I ponownie, niczym deja vu - w 4. minucie wynik został otwarty. Dośrodkowanie Dembele ładnym strzałem głową wykorzystał Alcacer. I znowu stanęło, chociaż nasza dominacja w środku pola nie pozostawiała żadnych wątpliwości. Goście z kolei, po których spodziewano się mimo wszystko ambitnej gry, nie mieli tak naprawdę żadnych argumentów. Po końcowym gwizdku w statystykach po stronie celnych strzałów widniało okrąglutkie 0, co tylko potwierdza dobrą dyspozycję pomocników i obrońców. Niestety tego samego powiedzieć nie można o zawodnikach odpowiedzialnych za wykańczanie akcji - dwa zwycięstwa 1:0 u siebie ze Sportingiem i Las Palmas nie są zbyt pozytywnym wyznacznikiem. Jedyny plus tych dwóch meczów to dwa kolejne czyste konto. Przy okazji urazu pięty doznał Paulinho.

 

Ter Stegen - Semedo, Pique, Vermaelen, Digne - Samper, Paulinho (Deulofeu 49'), Rafinha - Dembele (Messi 73'), Alcacer, Denis (Seri 66')

 

4.jpg

 

Pierwsza kolejka ligowa w środku tygodnia to bardzo niedaleki wyjazd - do Girony. Małe miasteczko, ledwie mniej niż godzina jazdy autokarem. Najwyższy czas, by się przekonać, czy ta forma faktycznie jest słaba, czy jednak uda się odnieść kolejne zwycięstwo. Niestety zmiana ustawienia na 4-4-2 w diamencie nie zdało egzaminu - tak naprawdę jedynym pomocnikiem, który cokolwiek ogarniał, był Seri. Girona bardzo dobrze przygotowała się do tego meczu - gra w formacji 3-3-2-2 utrudniała nam życie niemiłosiernie, nie mogliśmy przebić się przez ten mur. Kolejny raz lekko zawiódł Suarez, który nie potrafi znaleźć drogi do siatki od dłuższego czasu, chociaż w tym meczu próbował swoich sił w kreowaniu akcji. Na szczęście groźne akcje gospodarzy także nie zostały odpowiednio sfinalizowane. Pierwsza strata punktów w tym sezonie, szkoda.

 

Ter Stegen - Semedo (Rafinha 46'), Pique, Umtiti, Alba - Roberto, Iniesta (Dembele 77'), Seri, Rakitić (Alcacer 63') - Messi, Suarez

 

5.jpg

 

Ostatnie spotkanie w tej opce to także wyjazd - tym razem do Kraju Basków, na Mendizorroza, by zmierzyć się z Alaves. Od powrotu po pierwszej w tym sezonie przerwie reprezentacyjnej ani razu nie wygraliśmy różnicą większą niż jednej bramki, więc najwyższy czas na to, by tę sytuację przerwać. Do takiego samego wniosku doszli piłkarze. Już w 3. minucie po ataku pozycyjnym i podaniu Denisa fantastycznym strzałem zza pola karnego popisał się Seri. Pięć minut później rzut karny wykorzystał Messi - chwilę wcześniej Argentyńczyk był ewidentnie ciągnięty za koszulkę przez jednego z obrońców Alaves. Do przerwy było 2:0 i nasza dominacja nie podlegała dyskusji. Wystarczyło jednak jedno przeszywające podanie gospodarzy, by Moreno pokonał Ter Stegena. Napastnik Deportivo miał przy tym trochę szczęścia, bo Niemiec był bliski obrony tego strzału, ale jednak pierwsza stracona bramka w tym sezonie w lidze stała się faktem. Na szczęście potem piłka wpadała tylko do drugiej bramki - najpierw w 67. minucie piłka po strzale Messiego z rzutu wolnego odbiła się od pleców rzucającego się Sivery, a w 80. już sam Messi wykorzystał sytuację sam na sam i przypieczętował wygraną naszej drużyny. Wreszcie przekonująco!

 

Ter Stegen - Semedo, Pique, Umtiti, Alba (Inigo 36') - Roberto, Iniesta (Rafinha 52'), Seri, Denis - Messi, Suarez (Alcacer 66')

 

6.jpg

 

W międzyczasie odbyło się losowanie Pucharu Króla. W 1/16 finału zagramy z Llagosterą (31. października i 5. grudnia), zaś w przypadku wyeliminowania tej ekipy w 1/8 zmierzymy się ze zwycięzcą z pary Real Sociedad Eibar.

 

  • W czasie trwania tej opki kontuzji doznał Sergio Busquets, stąd jego nieobecność w składzie w w.w meczach, ale na Mendizorroza był już na ławce rezerwowych. Pełna lista kontuzjowanych na dzień 1.10.2018:
    Paulinho - uraz pięty (pozostało: 1 dzień)
    Jordi Alba - stłuczenie kolana (pozostało: 1 dzień)
    Philippe Coutinho - skręcenie stawu skokowego (pozostało: 1 dzień)
     
  • Remis z Gironą zastopował naszą fantastyczną serię 16. kolejnych ligowych zwycięstw z rzędu licząc poprzedni sezon - seria ta trwała od 1 marca i wygranej 3:0 z Malagą.
     
  • Wciąż trwa natomiast passa kolejnych meczów bez porażki. Ostatni raz przegraliśmy 25 lutego z Getafe (0:1). Obecnie passa ta liczy 29 spotkań. Powoli myślimy o pobiciu rekordu Barcelony Enrique (39) i Realu Zidane'a (40) ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

#21 - La Zabawa

 

Fantastyczny październik za nami w Barcelonie, dobry (choć mógł być lepszy) w reprezentacji Polski. Koniec końców jesteśmy w naprawdę świetnej formie i rywale powinni się nas po prostu obawiać ;)

 

Pierwszym październikowym meczem było spotkanie z Young Boys w 2. kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów. Z racji tego, że w weekend czekało nas spotkanie z Sevillą, która w tym sezonie prezentuje się naprawdę fantastycznie, postanowiłem desygnować do gry rezerwy, rywal przecież nie był jakiś fantastyczny. Pierwsza połowa absolutnie nie wyglądała tak, jakby grały rezerwy. Graliśmy mądrze, dojrzale, a do przerwy prowadziliśmy 1:0 po trafieniu Denisa Suareza, który wykorzystał dośrodkowanie z prawej strony Vidala. To, co najlepsze, miało się jednak stać w drugiej połowie. Zaczęło się bardzo szybko - w 48. minucie fantastyczny rajd Denisa został zakończony centrą w pole karne i strzałem z półobrotu Deulofeu. Trzy minuty później kolejne podanie Denisa zostało wykończone przez Rafinhę. Każda kolejna bramka jeszcze bardziej nas nakręcała - w 56. minucie prostopadłe podanie strzelca trzeciej bramki na gola zamienił Alcacer. Hiszpan zdobył również naszą piątą bramkę. Wynik ustalił wprowadzony po to, by się przełamać i podreperować statystyki Luis Suarez. Warto dodać, że asystował mu Aleńa. Zabawa na Camp Nou!

 

Cillessen - Vidal, Vermaelen, Inigo, Digne - Samper (Busquets 72'), Iniesta (Aleńa 52') - Rafinha, Denis (Suarez 67'), Deulofeu - Alcacer

 

1.jpg

 

Zdecydowanie trudniej miało być jednak w weekend. Na Camp Nou przyjeżdżała Sevilla Jurgena Kloppa, którą charakteryzuje konkretność. Ona nie potrzebuje dużo sytuacji, by pokonać bramkarza rywali, wręcz przeciwnie. Dlatego właśnie tego meczu się obawiałem. Pierwsze minuty nie zwiastowały tego, co nas czeka - od 8. minuty prowadziliśmy po trafieniu Messiego i asyście Seriego, co więcej - dominowaliśmy i powinniśmy mieć więcej bramek. Niestety swoich okazji nie wykorzystaliśmy, a Sevilla, jak wspomniałem, skuteczna jest aż do bólu - w 17. minucie był już remis - świetnym strzałem popisał się Ever Banega, po którym piłka odbiła się jeszcze od słupka. Do przerwy 1:1 i trzeba było coś zmienić. Niestety lekki opieprz w szatni egzaminu nie zdał, bo goście byli zwyczajnie lepsi w pierwszym kwadransie. Zakończyło się to golem Nolito w 59. minucie. Byliśmy w potrzasku, pół godziny gry do końca, a my przegrywamy u siebie z Sevillą. Dodatkowo po stronie strat widniała cyferka "2", co jest mimo wszystko dość niespotykane w tym sezonie. Na szczęście odpowiedź była błyskawiczna. Po podaniu Seriego Suarez znalazł się w sytuacji sam na sam i pewnie pokonał Gomisa. Chwilę potem doszło do wyczekiwanego wydarzenia od dawna - zadebiutował Coutinho! I dziesięć minut później Brazylijczyk zanotował pierwszą asystę w nowym klubie - jego podanie wykorzystał Messi. W końcówce po rzucie rożnym trafił jeszcze Pique i kolejne, choć tym razem trochę bardziej nerwowe, zwycięstwo stało się faktem. W końcówce odwaliło trochę Suarezowi, który pod polem karnym Sevilli ostro wszedł wślizgiem w obrońcę rywali. Efekt był oczywisty - czerwona kartka...

 

Ter Stegen - Semedo, Umtiti, Pique, Alba - Busquets (Coutinho 67'), Seri , Rakitić (Paulinho 82') - Messi, Suarez, Dembele (Denis 77')

 

2.jpg

 

Środek października oznacza także konieczność rozegrania spotkań reprezentacji. Wrzucam powołanych, którzy kończyli zgrupowanie, bo w trakcie wypadli Kapustka i Teodorczyk, więc trzeba było dowołać niektórych. Tak to wyglądało:

 



Bramkarze: Łukasz Fabiański, Wojciech Szczęsny, Łukasz Skorpuski

Obrońcy: Bartosz Salamon, Kamil Glik, Jakub Wawrzyniak, Artur Jędrzejczyk, Łukasz Piszczek, Michał Pazdan, Krystian Bielik, Maciej Rybus

Pomocnicy: Grzegorz Krychowiak, Piotr Zieliński, Jacek Góralski, Karol Linetty, Paweł Wszołek, Przemysław Frankowski, Kamil Grosicki, Michał Żyro, Rafał Wolski

Napastnicy: Robert Lewandowski, Mariusz Stępiński, Krzysztof Piątek

 

Pierwszym październikowym meczem była konfrontacja z Holandią. Wiedzieliśmy, że to z Oranje powalczymy o utrzymanie w dywizji A, Włosi wydawali się być poza zasięgiem. Dodatkowo mieliśmy całkiem miłe wspomnienia po barażach o Mistrzostwa Świata. Do meczu podchodziliśmy więc z jako takim optymizmem. Zaczęło się świetnie - już w 8. minucie po wybiciu Pazdana niespodziewanie do piłki doszedł Lewandowski, który nie pomylił się w sytuacji sam na sam. Spodziewałem się, że goście od razu ruszą do zmasowanych ataków, ale nic takiego się nie stało; spokojnie kontrolowaliśmy przebieg meczu. Skrzydła Holendrom podłamał Bas Dost, który w 28. minucie nie wykorzystał rzutu karnego. W drugiej połowie sytuacje mieliśmy także my, jednak nic już do siatki nie wpadło. Wygrywamy z Holendrami! Niestety po brutalnym wejściu Blinda kontuzji doznał Błaszczykowski, który nie zagra przez 2 miesiące.

 

Szczęsny - Piszczek, Glik, Pazdan, Rybus - Linetty, Krychowiak (Góralski 60') - Błaszczykowski (Wszołek 46'), Zieliński, Grosicki (Żyro 69') - Lewandowski

 

3.jpg

 

Po wygranej z Holandią z nawet dobrym humorem podchodziliśmy do meczu z Włochami. Spodziewaliśmy się cholernie ciężkiej przeprawy, ale jednak gdzieś tam liczyliśmy na sprawienie niespodzianki. Nadzieja ta była jeszcze mocniejsza od 10. minuty, gdy po dośrodkowaniu Linettego z rzutu rożnego trafił Pazdan. Niestety widać było, że Włochy to inna półka niż Holandia - nie mogliśmy sobie poradzić szczególnie z Federico Chiesą hasającym na lewym skrzydle. Właśnie od w 35. minucie dograł wzdłuż bramki do Insigne, któremu pozostało tylko dołożyć nogę. Drugą połowę znów zaczęliśmy lepiej, jednak niestety stuprocentową sytuację zmarnował zarówno Grosicki, jak i Wszołek. A goście niestety to wykorzystali - na dziesięć minut przed regulaminowym czasem gry Szczęsnego pokonał Chiesa. Przegrywamy drugi raz z Włochami. Aby się utrzymać w dywizji A, nie możemy przegrać w Amsterdamie. A tam już bez Krychowiaka i Rybusa, zawieszonych za kartki.

 

Szczęsny - Piszczek, Glik, Pazdan, Rybus - Linetty, Krychowiak (Stępiński 74')  - Wszołek, Zieliński (Wolski 46'), Grosicki (Żyro 62') - Lewandowski

 

4.jpg

 

Tabela:

 

5.jpg

 

Dość dobre występy w reprezentacji Polski musiały zejść na drugi plan - wracaliśmy bowiem do Barcelony. A pierwszy mecz po przerwie to ciężki wyjazd na Anoeta - stadion, gdzie nam po prostu ciężko się gra. W dodatku po meczach reprezentacji kontuzji doznał Messi. Obraz meczu był dokładnie taki, jakiego się spodziewałem - walka w środku pola i stosunkowo mało klarownych sytuacji. Do przerwy więc bezbramkowy remis nikogo specjalnie nie dziwił. Po zmianie stron musieliśmy jednak zacząć grać bardziej bezpośrednio, bo remis nikogo tutaj specjalnie nie satysfakcjonował, a na pewno nie mnie. Na szczęście się udało - w 61. minucie po odbiorze piłki momentalnie trafiła ona do Alcacera, ten błyskotliwie wypuścił Dembele, a Francuz wykorzystał sytuację sam na sam i zapewnił nam, jak się później okazało, zwycięstwo.

 

Ter Stegen - Semedo, Inigo, Pique, Alba - Roberto (Iniesta 63' +), Seri, Rakitić (Deulofeu 76') - Dembele, Paco, Denis (Coutinho 46')

 

6.jpg

 

Nadszedł czas na kolejne, trzecie już, spotkanie w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Na Camp Nou przyjechał Genk, a że następna kolejka to Klasyk, to znów wyszły rezerwy. I znów mnie nie zawiodły. O ile z Young Boys wszystko co najlepsze zaprezentowaliśmy po przerwie, o tyle z Belgami wszystko wydarzyło się w pierwszej połowie. Już w 8. minucie Denis zagrał w pole karne do Alcacera, a ten pewnym strzałem pokonał Vukovicia. Paco na jednym golu nie poprzestał - dwanaście minut później celnie główkował po dośrodkowaniu Deulofeu. W 35. minucie przeprowadziliśmy kolejną groźną akcję. Coutinho świetnie rozprowadził akcję na skrzydło, Deulofeu dośrodkował, z piłką minął się bramkarz rywali, a za nim już czyhał Denis. 3:0 do przerwy, w drugiej połowie włączyliśmy tryb ekonomicznie i dotrwaliśmy z tym wynikiem do końca. 11 bramek w trzech meczach fazy grupowej, rezerwy sobie pograły, #easy.

 

Cillessen - Semedo (Roberto 46'), Inigo, Vermaelen, Digne - Samper, Paulinho - Deulofeu, Coutinho (Aleńa 58'), Denis (Paulinho 71') - Alcacer

 

7.jpg

 

No i wreszcie! Na taki mecz czeka bez wątpienia każdy kibic na świecie - niezależnie czy mieszka w Polsce, Hiszpanii czy Korei Południowej. Wielki Klasyk! Barcelona niepokonana od 33 spotkań, Real Madryt nieprzegrywający u siebie i który w tym sezonie bramki przed własną publicznością jeszcze nie stracił. Wielcy nieobecni po obu stronach - dla Zidane'a nie mógł grać Ronaldo; dla mnie - Messi. Jak to już jest w El Clasico, akcje ofensywne oglądaliśmy od pierwszego gwizdka. Wynik otworzyliśmy już w 8. minucie - Alba świetnie dograł z lewej strony do Suareza, któremu pozostało tylko dołożyć nogę. Pięć minut później Urugwajczyk otrzymał piłkę w środku pola od Coutinho, przeprowadził niesamowity rajd przez całą połowę i umieścił piłkę przy krótkim słupku bramki Navasa. 2:0 w 13 minut! Chwilę potem oko w oko z bramkarzem Realu stanął Rakitić, ale piłka po jego strzale niestety zatrzymała się na słupku. Był to impuls dla Realu, który nagle poczuł, że może coś zrobić. I niestety zrobił - najpierw sytuację sam na sam wykorzystał Benzema, a potem zespołową akcję wykończył Asensio. Nie ukrywam, że się wkurzyłem, bo nie tak sobie to wszystko wyobrażałem. Tymczasem w 41. minucie ponownie dał o sobie znać fantastyczny Suarez - tym razem asystował mu... Ter Stegen, który po prostu wybił piłkę spod własnego pola karnego. W drugiej połowie tempo nieco zwolniło, chociaż wynik był bardzo stykowy, więc nie chciałem się zbytnio otwierać. Na szczęście nasza obrona była wyjątkowo pewna, a w końcówce wyprowadziliśmy ostatni cios - pięknie zza pola karnego przymierzył będący w bardzo wysokiej formie Denis Suarez. 4:2 na Bernabeu, czy ktoś nam może zagrozić? Niestety mecz ten okupiliśmy urazem Umtitiego.

 

Ter Stegen - Semedo, Pique, Umtiti + (Inigo 37'), Alba - Busquets, Seri - Dembele (Denis 79'), Rakitić (Roberto 59'), Coutinho - Suarez

 

8.jpg

 

Ostatni mecz w październiku to inauguracja zmagań w Pucharze Króla. Naszym rywalem była Llagostera. Znów zdecydowałem się dać szansę piłkarzom rezerw wzmocnionych rezerwowymi pierwszego zespołu, mając niejako w pamięci to, co rok temu stało się z Alcoyano. Pierwszy kwadrans ze strony gospodarzy był bardzo odważny - Llagostera grała z wiarą we własne możliwości i nadzieją, że da się napsuć trochę krwi wielkiej Barcelonie. Im jednak dalej w las, tym my radziliśmy sobie coraz pewniej. Na bramki trzeba było jednak poczekać do ostatniego kwadransa, mimo, że okazji było dość sporo. Paco Alcacer zmarnował nawet rzut karny. Wynik otwarty został w 76. minucie, gdy rezerwowy w tym meczu Carles Perez wykorzystał dogranie Digne'a. Cztery minuty później podanie Rafinhi wykorzystał Alcacer, a już w doliczonym czasie gry wynik ustalił Moha po tym, jak świetnie dograł mu powracający po urazie Aleix Vidal. 3:0, pewny awans, nerwówki na tym etapie, jak w poprzednim sezonie, nie będzie.

 

Cillessen - Morer (Vidal 75'), Bueno, Vermaelen, Digne - Samper, Paulinho, Rafinha - Moha, Alcacer, Deulofeu (Perez 67')

 

1.jpg

 

  • Liczba kolejnych meczów bez porażki wynosi już 35.
  • Kontrakty przedłużyli Inigo Martinez (2022) oraz Sergi Roberto (2023).
  • Aktualne kontuzje (w nawiasie ile pozostało do spodziewanego powrotu):
    Samuel Umtiti - wstrząśnienie mózgu (10 dni)
    Andres Iniesta - naciągnięcie więzadeł kolanowych (2-5 tygodni)
    Aleix Vidal - naciągnięcie mięśni grzbietu (4-8 dni)
    Leo Messi - skręcenie stawu skokowego (1-2 dni)
  • Terminarz na listopad: Celta (dom), Genk (wyjazd), Valencia (wyjazd), Atletico (wyjazd), Napoli (dom). Z kolei w reprezentacji zagramy u siebie z Węgrami w meczu towarzyskim oraz na wyjeździe z Holandią w ostatnim meczu dywizji A Ligi Narodów.

Na zakończenie jeszcze tabela ligowa:

 

2.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

#22 - Pozamiatane

 

Listopad zaczynaliśmy od meczu z Celtą Vigo. Podopieczni Juana Carlosa Unzue radzą sobie w lidze naprawdę bardzo dobrze, widać, że dopiero teraz projekt tego trenera zaczyna się w pełni realizować. Na Camp Nou przyjeżdżali mając, uwaga, osiem kolejnych zwycięstw! Dlatego tak ważne dla nas było zachowanie w tym meczu koncentracji od samego początku. W mecz weszliśmy gładziutko - w 12. minucie strzał Denisa został zablokowany, ale piłka spadła pod nogi Dembele, który mocnym strzałem dał nam prowadzenie. Później instynkt snajpera ujawnił się u Luisa Suareza, który w przeciągu dwóch minut zdobył dwie bramki i do przerwy schodziliśmy z trzybramkowym prowadzeniem. Niestety czyste konto, na którym mi niezwykle zależy, okazało się zbyt trudne do zrealizowania. W 53. minucie Mor zagrał wzdłuż bramki, a akcję zamknął Guidetti. Odpowiedział ponownie Suarez, co oczywiście oznaczało zdobycie hat tricka. Dziesięć minut później w kretyński sposób drugą żółtą kartkę dostał Alba, przez co głupio wyeliminował się z wyjazdowego meczu z Valencią. Naszą grę w osłabieniu wykorzystał Drazić ustalając wynik meczu.

 

Ter Stegen - Semedo (Vidal 55'), Pique, Inigo, Alba - Roberto, Seri - Dembele, Suarez (Messi 61'), Denis (Vermaelen 68')

 

1.jpg

 

Początek rundy rewanżowej w Lidze Mistrzów to wyjazd do Belgii, gdzie trzeba było zmierzyć się z Genkiem. Jak już to mam w zwyczaju w tym sezonie w rozgrywkach LM, gdy rywale są, lekko mówiąc, trochę słabsi - zagrali ci, którzy na minuty jakoś przesadnie liczyć nie mogą. I choć od pierwszych minut byliśmy zdecydowanie lepsi i dominowaliśmy nad ekipą z Belgii, to jednak brakowało tej kropki nad "i". Ruszyło się dopiero po wprowadzeniu z ławki Rakiticia i Messiego - co jak co, ale z takim rywalem remisować nie chciałem. W 77. minucie mieliśmy idealną okazję do wyjścia na prowadzenie, jednak Paco Alcacer przestrzelił z rzutu karnego. Nie trafił nawet w światło bramki! Oznacza to, że Hiszpan karnych wykonywać już nie będzie, bo to kolejna zmarnowana jedenastka. Na szczęście w samej końcówce bramki dla naszego zespołu zdobyli Deulofeu i Messi, dzięki czemu do stolicy Katalonii mogliśmy wrócić z kompletem punktów po czterech meczach. Oczywiście nie ukrywam, że znacznie pomogła nam tutaj czerwona kartka jednego z piłkarzy gospodarzy.

 

Cillessen - Roberto, Vermaelen, Inigo, Alba - Paulinho (Rakitić 74'), Samper (Busquets 84') - Deulofeu, Rafinha, Denis - Alcacer (Messi 78')

 

1.jpg

 

Gdzieś tam z tyłu głowy majaczyła perspektywa walki o życie w Amsterdamie z reprezentacją Polski, ale zanim to, to jeszcze ostatnie spotkanie w lidze przed rozjazdem na zgrupowania. Rywal piekielnie ciężki, bo choć Valencia ostatnio w najwyższej formie się nie znajduje, to jednak na Mestalla potrafi zagrozić każdemu. Bałem się tego meczu nie na żarty, potęgowało to uczucie fakt, że nie może grać Umtiti oraz Alba. Już w 10. minucie udało się nam jednak wyjść na prowadzenie. Kontratak rozpoczął Semedo, piłka trafiła do Roberto, któremu futbolówkę wygarnął Medran. Zrobił to jednak na tyle nieporadnie, że ta znalazła się najpierw pod nogami Messiego, a potem w siatce Neto! Mecz przypominał wymianę ciosów, jednak bardzo dobrze na środku defensywy radził sobie Pique. Po prawej stronie z kolei działał Semedo, jednak robił to na tyle nieporadnie, że każda groźna akcja szła właśnie z jego strefy. Na szczęście przetrwaliśmy napór Nietoperzy, w drugiej połowie było już spokojniej. W 77. minucie świetną dwójkową akcję zaprezentowali Suarez i Coutinho, w wyniku czego ten drugi zdobył pierwszego gola dla Barcy! Podopieczni Paco Jemeza przycisnęli dopiero w końcówce - w 88. minucie rzut karny egzekwowany przez Parejo obronił Ter Stegen, jednak minutę później do naszej siatki trafił Santi Mina. Gospodarzom zabrakło jednak czasu i w efekcie to my zgarnęliśmy komplet punktów!

 

Ter Stegen - Semedo, Pique, Inigo (Samper 78'), Digne - Busquets, Rakitić - Messi, Roberto (Coutinho 62'), Dembele (Denis 70') - Suarez

 

2.jpg

 

Ostatnia w 2018 roku przerwa reprezentacyjna to mecz towarzyski z Węgrami i mecz o życie z Holandią. A że wreszcie możemy rozegrać jakiś sparing, to i powołałem zawodników nowych, żeby ich sprawdzić. Oto powołanka na listopad:

 



Bramkarze: Łukasz Fabiański, Wojciech Szczęsny, Łukasz Skorupski

Obrońcy: Bartosz Salamon, Kamil Glik, Maciej Dąbrowski, Artur Jędrzejczyk, Robert Gumny, Łukasz Piszczek, Tomasz Kędziora, Krystian Bielik

Pomocnicy: Piotr Zieliński, Jacek Góralski, Karol Linetty, Paweł Wszołek, Przemysław Frankowski, Kamil Grosicki, Rafał Wolski, Bartosz Kapustka

Napastnicy: Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik, Mariusz Stępiński, Krzysztof Piątek

 

Oczywiście na zgrupowaniu wszyscy stawili się z marną kondycją, więc postanowiłem dać szansę podstawowemu składowi na dojście do pełni sił na arcyważny mecz z Holandią, a z Węgrami do boju posłałem rezerwową jedenastkę. Przy okazji będzie można sprawdzić nowych. Niestety zaczęło się od straty bramki - z rzutu wolnego dośrodkowaną piłkę wypluł przed siebie Fabiański, a z dobitką nie miał problemów Szoboszlai. Choć początek był fatalny, bo Węgrzy sobie poczynali naprawdę ostro, to jednak im dalej w las, tym bardziej ta eksperymentalna jedenastka dawała sobie radę. Kilkukrotnie byliśmy bardzo bliscy zdobycia bramki i niewiele brakowało, a piłka zatrzepotałaby w siatce. Oczywiście mecz zakończył się porażką, ale jednak prognostyk był dość dobry. W końcu kiedyś niektórzy z nich będą musieli wejść w buty seniorów. Najsłabiej Fabiański i Jędrzejczyk, powołany z przymusu, bo kontuzję ma Rybus, a innych lewych obrońców nie ma.

 

Fabiański (Skorupski 46') - Kędziora, Bielik, Dąbrowski, Jędrzejczyk (Gumny 46') - Frankowski, Góralski, Wolski, Kapustka - Piątek, Stępiński

 

3.jpg

 

No i nadszedł mecz decydujący. Znaliśmy już wynik meczu Holandii z Włochami i wiedzieliśmy, że do utrzymania się w dywizji A Ligi Narodów wystarczy nam nie przegrać w Amsterdamie. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Z Holendrami grało nam się mimo wszystko dobrze (4:3 i 2:2 w barażach o mistrzostwa świata, 1:0 w Lidze Narodów), więc do meczu podchodziłem z optymizmem - ostrożnym, ale jednak. Holandia od samego początku się na nas rzuciła z całych sił, jednak uawało nam się dobrze bronić. Do czasu. W 23. minucie na głowę Dosta idealnie dośrodkował Promes i było 1:0. Udało nam się, całe szczęście, wyrównać w 40. minucie, gdy sytuację sam na sam wykorzystał Milik. Fakt, że był to nasz pierwszy strzał na bramkę mówi chyba wszystko o tym, kto w tym meczu był lepszy. Druga połowa była taka sama. Trwało wręcz oblężenie bramki Szczęsnego, jednak Wojtek radził sobie z tym fantastycznie. W ogóle warto tutaj pochwalić naszą obronę, bo nie da się zliczyć ile wrzutek zostało wybitych, ile strzałów zablokowanych czy wybronionych przez naszego bramkarza. Sytuacja skomplikowała się w 83. minucie, gdy drugą żółtą kartkę zobaczył Jędrzejczyk. Na szczęście decydujący cios się udało zadać - Wszołek popędził lewą stroną i dośrodkował do Lewandowskiego, a jego uderzenie głową skończyło się bramką na 1:2. Holendrzy rzucili się do konkretnego ataku i zdołali wyrównać - w 5. minucie doliczonego czasu gry znów trafił Dost, jednak cel został osiągnięty - utrzymujemy się w dywizji A w Lidze Narodów!

 

Szczęsny - Piszczek, Glik, Salamon, Jędrzejczyk - Wszołek, Zieliński (Góralski 75'), Linetty, Grosicki (Kapustka 58') - Lewandowski, Milik (Dąbrowski 83')

 

4.jpg

 

Oto tabela naszej grupy w LN po rozegraniu wszystkich meczów.

 

5.jpg

 

Tuż po powrocie z przerwy reprezentacyjnej czekał nas chyba najtrudniejszy mecz w tym sezonie. Wyjazd na Wanda Metropolitano, na starcie z wiceliderem - Atletico. Atletico, które od pięciu meczów nie straciło bramki, które wciąż na nas naciskało, choć dzięki ostatniemu 0:0 z Alaves udało im się uciec na 5 punktów. To właśnie w takich meczach jak ten miały zaprocentować wszystkie treningi defensywne. To w takich meczach trzeba było przetrwać ataki rywala. W pierwszej połowie byliśmy gorsi od bandy Simeone, jednak właśnie dzięki świetnej postawy obrony (tutaj trzeba wskazać świetną formę Umtitiego, który dopiero wrócił po kontuzji) udawało się utrzymać wynik 0:0. Niestety już w 18. minucie boisko opuścić musiał Dembele z powodu kontuzji. Strasznie słaby mecz rozgrywał Messi, stąd zdecydowałem się go zmienić. Druga odsłona meczu była zdecydowanie korzystniejsza, Atletico nieco odpuściło w środku pola i mieliśmy kilka groźnych sytuacji. Bramkę zdobył jednak ten, po którym bym się tego po prostu nie spodziewał. W 81. minucie po podaniu Coutinho z rzutu rożnego fantastycznie z narożnika pola karnego uderzył Seri, dla którego był to pierwszy mecz po kontuzji. Super bomba na wagę trzech punktów!

 

Ter Stegen - Roberto, Pique, Umtiti, Alba - Busquets (Paulinho 69'), Seri - Messi (Denis 76'), Rakitić, Dembele (Coutinho 18') - Suarez

 

1.jpg

 

Ostatni mecz w listopadzie to decydujący mecz w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Na Camp Nou przyjechało Napoli. Skład najsilniejszy, bo w końcu walczyliśmy o zapewnienie sobie pierwszego miejsca w grupie, a po drugie w lidze za chwilę mamy u siebie Oviedo, więc tam będzie czas na rotacje. Wynik udało się otworzyć już w 10. minucie za sprawą Messiego, ale niestety już minutę później po fatalnym błędzie obrony i pozostawieniu samemu sobie zawodników gości wyrównał Jorginho. To wyzwoliło w naszych piłkarzach ewidentną żądzę zemsty - na prowadzenie ładnym strzałem wyprowadził nas Coutinho,potem ponownie podwyższył Messi, a tuż przed przerwą trafił Suarez. Drugą połowę zaczęliśmy od piekielnie mocnego uderzenia - na 5:1 atomowym strzałem podwyższył El Pistolero. Niestety chwilę potem trafił Andone, a do końca meczu Napoli stwarzało sobie coraz więcej sytuacji. Wynik nie uległ już zmianie, ale forma w defensywie znów zmartwiła.

 

No i proszę Państwa - jesteśmy niepokonani od 40. meczów i wyrównujemy rekord Realu Madryt Zidane'a z sezonu 2016/17!!!

 

Ter Stegen - Vidal, Pique, Umtiti, Alba - Busquets (Samper 46'), Paulinho - Messi, Coutinho (Rafinha 46'), Denis (Deulofeu 46') - Suarez

 

2.jpg

 

 

Na koniec jeszcze tabela ligowa:

 

3.jpg

 

Sytuacja wręcz fantastyczna. Aż siedem punktów przewagi nad drugim Betisem, nad Realem aż 11. Mamy świetną formę i mam nadzieję, że pociągnie to jak najdłużej. Fenomenem jest Sociedad, którego bilans bramkowy to 10:9 XD Znów, jak na swoje możliwości, zawodzi Valencia, także Villarreal. Miejmy nadzieję, że takie ekipy jak Betis właśnie czy Celta będą w takiej formie jak najdłużej, a Real - niech dalej traci punkciki, ciekawe, czy Zizou w końcu poleci. Choć dla nas chyba lepiej, żeby został :P

 

  • Jak już wspomniałem - nie przegraliśmy od 40 meczów z rzędu. Nasz bilans w tym okresie to 36 zwycięstw i 4 remisy!
     
  • Obecnie kontynuujemy serię 12 kolejnych zwycięstw!
     
  • Na liście kontuzjowanych dwa nazwiska: Ousmane Dembele (skręcenie stawu skokowego, zostało mu od 10 dni do 3 tygodni) oraz powracający do zdrowia Andres Iniesta (1-5 dni).
     
  • Kalendarz na grudzień: Real Oviedo (D), Young Boys (W), Real Betis (D). Dojdą tu jeszcze mecze w KMŚ, więc będziemy mieli zaległe mecze w lidze.
     
  • Podsumowanie fazy grupowej LM dopiero w następnej opce, ale zdradzę Wam, że jest sensacja - Legia jest na drugim miejscu i ma spore szanse na awans do 1/8 XD

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

#23 - Wreszcie działa defensywa

 

Pierwsze grudniowe spotkanie było dosyć proste. Na Camp Nou przyjeżdżał solidnie radzący sobie beniaminek - Real Oviedo, jednak nie było z mojej strony żadnych obaw. a że za nami tak trudne spotkania, jak te z Celtą, Valencią, Atletico czy Napoli, to zdecydowałem się dać szansę rezerwowym. I oni nie zawiedli. Już w 10. minucie Coutinho dośrodkował w pole karne, piłkę zgrał Deulofeu, a do siatki wtrącił ją Rafinha, który coraz częściej domagał się występów w pierwszym składzie. Do przerwy było tylko 1:0, ale dominacja niepodważalna, więc nie obawiałem się o wynik. Ten w 53. minucie podwyższył, znowu, Rafinha, który wykorzystał miejsce pozostawione przez obrońców beniaminka i pewnym strzałem z 20 metrów pokonał bramkarza rywali. Rezultat ustalił Paco Alcacer, który w 73. minucie wykorzystał dośrodkowanie Denisa Suareza. Pewne zwycięstwo, 3:0, można iść dalej!

 

Ter Stegen - Semedo, Inigo, Vermaelen, Digne - Samper, Coutinho (Paulinho 59'), Rafinha - Deulofeu (Vidal 59'), Denis, Alcacer

 

1.jpg

 

Trochę mnie to zaskoczyło, ale ostatnia kolejka fazy grupowej Ligi Mistrzów przyszła dokładnie tydzień po piątej. Spodziewałem się dwutygodniowej przerwy, nie wyszło :D Inna sprawa, że przed ostatnim meczem i tak mieliśmy zapewniony awans z pierwszego miejsca, więc można było dać szansę troszkę rezerwowym piłkarzom, jak zwykle zresztą w tej edycji. Do przerwy Szwajcarzy grali bardzo dobre spotkanie i remisowali bezbramkowo, na szczęście jednak w drugiej połowie udało się przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść. Sprawę załatwiły dwie bramki Paco Alcacera. W drugiej połowie na murawie pojawili się tacy piłkarze jak Sergio Gómez czy Carles Perez, na pewno minuty spędzone w meczu Ligi Mistrzów zaprocentują w przyszłości. Ostatecznie fazę grupową zakończyliśmy z kompletem zwycięstw i 20 zdobytymi bramkami, a to wrażenie chyba robi! Podsumowanie fazy grupowej i pary 1/8 na dole.

 

Cillessen - Semedo, Inigo, Vermaelen, Digne - Samper, Denis (Gómez 59'), Rafinha - Vidal, Alcacer, Deulofeu (Perez 67')

 

2.jpg

 

Liga Mistrzów troszkę na siłę rozegrana, priorytetem był zdecydowanie mecz ligowy. Na Camp Nou przyjeżdżał Real Betis, który, śmiało można powiedzieć, stał się zespołem zdolnym do regularnej walki o Ligę Mistrzów, ponadto mający za sobą sześć spotkań w tych rozgrywkach. Betis to groźny rywal i z takim podejściem podchodziliśmy do tego spotkania. W stolicy Katalonii drużyna z Sewilli nie miała jednak zbyt wiele do powiedzenia. Od pierwszych minut narzuciliśmy jej swój styl gry i nie pozwalaliśmy na zbyt wiele. Od 18. minuty prowadziliśmy po bramce Ousmane'a Dembele, który dopiero co wrócił po kontuzji. Przycisnęliśmy dopiero w końcówce, trafić do siatki udało się Messiemu Suarezowi. Pewne 3:0 w ostatnim ligowym meczu grudnia - teraz przed nami Klubowe Mistrzostwa Świata.

 

Ter Stegen - Roberto, Inigo, Umtiti, Alba - Rakitić (Paulinho 64'), Busquets (Samper 79') - Messi, Coutinho, Dembele (Iniesta 46') - Suarez

 

3.jpg

 

Wiadomo, jakimi rozgrywkami są Klubowe Mistrzostwa Świata. Totalnie niepomyślany format, bezsensowne miejsce rozgrywania. Ale cóż, trzeba jechać, tym bardziej, że dla nas to była szansa na zdobycie szóstego trofeum w roku kalendarzowym, co jest wydarzeniem niewątpliwie bez precedensu. Pierwszym naszym rywalem była ekipa Shanggang, oczywiście w półfinale, bo tam do gry wkracza ekipa z Europy. W Hiszpanii zostali tacy piłkarze jak Busquets czy Dembele, oczywiście nie planowałem nawet wprowadzać na murawę Messiego, Suareza, Alby, Rakiticia i innych zawodników z pierwszej drużyny. Po dziewięciu minutach półfinału było już 2:0, a obie bramki strzelił... Thomas Vermaelen. Belg znakomicie odnajdywał się w polu karnym po rzutach rożnych. Wynik w 50. minucie ustalił Rafinha popisując się bardzo ładnym uderzeniem głową po centrze Vidala

 

Cillessen - Vidal, Inigo, Vermaelen, Digne - Iniesta (Samper 46'), Paulinho - Coutinho (Moha 46'), Rafinha, Denis (Perez 46') - Alcacer

 

4.jpg

 

Finał, w którym wszystko miało się rozstrzygnąć. Rywalem było brazylijskie Cruzeiro - rywal znany, ale raczej taki, który nie powinien nam żadnych szkód wyrządzić. I faktycznie - już w 4. minucie Coutinho wdał się w drybling w polu karnym i został sfaulowany przez jednego z obrońców. Jedenastkę wykorzystał sam poszkodowany, jako, że Alcacerowi w tym elemencie gry już nie ufam (w tym sezonie dwie jedenastki i dwie przestrzelone). Dwadzieścia minut później Brazylijczyk zdobył już bramkę po dwójkowej akcji z Iniestą i stało się jasne, że to nam przypadnie trofeum. Drugą połowę po prostu dograliśmy, mieliśmy jeszcze swoje sytuacje, ale ostatecznie nic już do siatki nie wpadło. Rok więc kończymy zdobyciem szóstego trofeum, a grudzień - bez straty ani jednego gola. I o to chodzi! A najlepszą wiadomością jest to, że pomimo trzech meczów mniej od Atletico i tak jesteśmy liderem i mamy nad nimi punkt przewagi :D

 

Cillessen - Vidal, Inigo, Vermaelen, Digne - Iniesta (Gómez 46'), Samper - Coutinho (Moha 46'), Rafinha, Denis (Perez 46') - Alcacer

 

5.jpg

 

Co istotne dla reprezentacji Polski - odbyło się losowanie grup eliminacyjnych mistrzostw Europy 2020. Jak wiemy, przez Ligę Narodów zakwalifikować nam się nie uda, więc to ten turniej będzie kluczowy. Wszystko zostanie rozegrane w 2019 roku. Nasi rywale: Azerbejdżan, KazachstanSerbiaSzwajcaria oraz Irlandia Północna. Pierwszy "dwumecz" na przełomie marca i kwietnia - najpierw wyjazd do Azerbejdżanu, a potem podejmujemy u siebie Kazachstan.

 

Podsumowanie fazy grupowej LM: (AWANS LEGII :_eek:)

 



Grupa A: PSG (15), Atletico (9), Inter (9), Sparta Praga (3)

Grupa B: Tottenham (11), Juventus (9)Sporting (9), Koln (4)

Grupa C: Manchester City (13), Legia Warszawa (9):_exclaim:, CSKA (7), Besiktas (4)

Grupa D: Real Madryt (15), Borussia Dortmund (15), PSV (3), Hapoel Beer Szewa (3)

Grupa E: Chelsea (15), Bayer (7), Spartak (7), Porto (6)

Grupa F: Manchester United (16), Bayern (10), Lyon (6), Betis (3)

Grupa G: Monaco (11), Feyenoord (10), Milan (7), Szachtar (5)

Grupa H: Barcelona (18), Napoli (9), Young Boys (4), Genk (4)

 

Nie będę ukrywać, że zdecydowanie największą sensację jest wyjście z grupy Legii Warszawa. Dla ciekawych na dole jej wyniki w grupie. Zdziwiło mnie także, że tak grupę zdominował Manchester United, chociaż trzeba przyznać, że już w meczu o Superpuchar Europy było widać, że Mourinho kroi na Old Trafford ciekawą ekipę. Lekko zawiódł chyba Milan, niewiele brakowało Interowi. Na pewno ciekawie będzie w 1/8. A teraz już wyniki Legii :D

 

Legia 1:0 CSKA (Mąka 26' - chłopak ma 17 lat!)

Manchester City 2:0 Legia

Besiktas 1:1 Legia (Dąbrowski 32')

Legia 4:1 Besiktas (Hlousek 72', Allan 76', Niezgoda 90+2', 90+3') - tutaj Legia przegrywała od 54. minuty i na domiar złego w 83. wyleciał Jędrzejczyk, więc szacun)

CSKA 1:1 Legia (Moulin 3')

Legia 0:0 Manchester City

 

Będzie się działo :D

 

Pary 1/8 finału. Jak się nie chce rozwijać, to gramy z Feyenoordem ;)

 



Atletico Madryt - Tottenham

Legia Warszawa - Real Madryt

Feyenoord - FC Barcelona

Borussia Dortmund - PSG

Juventus - Manchester United

Bayer Leverkusen - Manchester City

SSC Napoli - Chelsea

Bayern Monachium - AS Monaco

 

Nie wiem czy stycznia nie przedzielę na dwie opki, bo jest natłok z dwumeczami CdR + meczami ligowymi. Jakoś do soboty powinna się pojawić, see you soon ;) 

 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

#24 - Transferowa rewolucja

 

Zacznę od informacji właśnie o transferach, jako, że ta opka dotyczy stycznia 2019, a więc miesiąca, w którym okienko jest cały czas otwarte. Niestety, jak co okienko, na samym początku przywitał mnie Marc-Andre Ter Stegen, który jasno powiedział, że ma dość gry w naszym klubie i chce odejść do PSG, które cały czas o niego zabiegało - oferty były składane niemal co dwa tygodnie. Gdy powiedziałem, że zostaje, to momentalnie przyszedł do mnie niemal cały "pokrzywdzony" tym potraktowaniem zespół, morale znacznie spadło, więc stwierdziłem, że dość - jak nie chce grać u nas, to niech odchodzi. Transakcja zamknęła się w równych 100 milionach euro. Ucieszyłem się z akurat takiej kwoty, bo dzięki niej mogłem wpłacić równowartość klauzuli odstępnego Antoine'a Griezmanna, po którego podchody zaczynałem już w lato, jednak Atletico nie chciało go puścić. Teraz nie miało nic do gadania. Chciałem im podebrać jeszcze Oblaka, ale jego klauzula wynosiła 120 milionów, a tyle dać nie chciałem. W mojej selekcji zostali tylko Kepa, Leno oraz... Szczęsny. Wybór padł na tego ostatniego, mamy Polaka w FCB :D Tym samym pierwszy mało realistyczny transfer, ale jakoś przyjemniej się będzie grać tę karierę, a i naprawdę jakość prezentowana będzie naprawdę fajna.

 

DO KLUBU: Antoine Griezmann (Atletico, 100 mln euro), Wojciech Szczęsny (Juventus, 36.5 miliona euro)

Z KLUBU: Marc-Andre Ter Stegen (PSG, 100 mln euro), Thomas Vermaelen (Shaggang, 0, po sezonie)

 

Teraz lecimy z meczami.

 

Z racji udziału w KMŚ, wyczekiwane i jakże potrzebne rewanżowe starcie z Llagosterą w 1/16 finału Pucharu Króla musiało zostać rozegrane 2 stycznia. Mieliśmy 3:0 przywiezione z delegacji, więc nie do boju posłałem praktycznie samych zawodników drugiej drużyny i rezerwowych. Prowadziliśmy już od 7. minuty, gdy świetne dośrodkowanie Vidala wykorzystał Abel Ruiz, niejako znany już ze świetnych występów w pierwszym zesople w poprzednim sezonie, zarówno w Pucharze jak i lidze. Całość meczu prowadzona była w trybie energooszczędnym, nawet młodym jakoś bardzo nie zależało na tym, żeby dzisiaj za wszelką cenę nawbijać rywalom multum bramek. Awans do 1/8 finału najważniejszy, kolejna wygrana, kolejna do zera. Można iść dalej.

 

Cillessen - Vidal, Cuenca, Vermaelen, Cucurella - Gómez, Samper (Paulinho 71') - Moha, Roberto, Perez - Ruiz

 

1.jpg

 

Ligę w 2019 inaugurowaliśmy derbami Katalonii z Espanyolem. Przed meczem była niesamowita mobilizacja ze strony gości z Cornella, że oni nas na pewno pokonają, że powalczą, że przerwą naszą super passę. Nie miałem pojęcia z czego to wynikało i prawdę mówiąc nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek jakiś rywal aż tak się na nas stroił. A jednak Espanyol wierzył w niespodziankę. Przez 5 minut, bo już w 5. minucie prowadziliśmy 2:0 po trafieniach Messiego i Suareza. Szybko poszło. Z dobiciem rywala poczekaliśmy do końca pierwszej połowy - najpierw znów z główki trafił Suarez, a następnie rajd lewą stroną boiska zejściem do środka i celnym strzałem w bramkę zakończył Dembele. Po przerwie graliśmy już zdecydowanie oszczędniej, w drugiej odsłonie udało się zdobyć jedynie jedną bramkę. W 57. minucie fantastycznie zza pola karnego uderzył Rakitić. Manita i udane rozpoczęcie roku zwycięstwem nad derbowym rywalem.

 

Ter Stegen - Roberto, Inigo, Pique, Alba - Rakitić (Seri 60'), Busquets - Messi, Iniesta (Coutinho 56'), Dembele - Suarez

 

2.jpg

 

Styczeń w Hiszpanii to liga przeplatana pucharem, więc, zgodnie z wyliczanką, czas na mecz krajowego pucharu. Naszym rywalem w 1/8 finału Eibar, pierwszy mecz na wyjeździe i, tutaj niespodzianka - graliśmy na Anoeta (stadion Realu Sociedad). Nie mam pojęcia czemu, Ipurua jest normalnie w bazie, graliśmy tam w poprzednim sezonie, podejrzewam, że jakaś przebudowa, rozbudowa, ale oficjalnego info brak. W każdym razie nawet na nie swoim stadionie Eibar potrafiło nam się bardzo mocno postawić i do przerwy było 0:0. Dopiero w drugiej połowie coś się ruszyło, choć na prowadzenie wyszliśmy po błędzie. Paco Alcacer wykorzystał bowiem niezdecydowanie i słaby wślizg Escalante i uderzył na krótki słupek. Niestety ledwie sześć minut później sytuację sam na sam wykorzystał Nano, który tym samym wbił nam gola po raz pierwszy od. Końcówka należała jednak do nas - z prawej strony dośrodkował Aleix Vidal, a bramkę znów zdobył Alcacer. Wyjazdowe 2:1 i raczej pewny awans do ćwierćfinału, choć Eibar pokazało wolę walki.

 

Cillessen - Semedo, Vermaelen, Umtiti, Digne - Seri, Rakitić (Paulinho 46') - Rafinha (Vidal 59'), Coutinho, Denis (Dembele 73') - Alcacer

 

3.jpg

 

Nie musieliśmy nawet wracać do Barcelony, gdyż najbliższy mecz ligowy również rozgrywany miał być w San Sebastian, a rywalem - znów Eibar! Prawdziwy trójmecz z Baskami, swoją drogą lubię takie serie. Kilka dni temu Rusznikarze pokazali nam swoją jakość, więc istniały uzasadnione obawy, że coś pójdzie nie tak. Do przerwy znów było 0:0, na domiar złego od 43. minuty graliśmy w 10. Kapustka (!) wychodził na czystą pozycję i został sfaulowany przez Inigo Martineza, sędzia nie miał innego wyboru. Eibar się trzymało do fatalnego błędu. Planas sfaulował w polu karnym Rakiticia i arbiter podyktował jedenastkę, którą pewnie wykorzystał Messi. I się posypało. Najpierw Dembele celnie główkował po dośrodkowaniu Semedo, minutę później Suarez wyszedł jeden na jeden z bramkarzem po świetnym podaniu Coutinho, a dosłownie za chwilkę do udaną akcję zespołową zamknął Messi. 4:0, zaskoczony byłem nawet ja. Niestety w końcówce ta różnica w ilościach piłkarzy musiała dać znać - do siatki Ter Stegena w krótkim odstępie czasu trafili Jordan Charles. Ich bramki przedzieliło trafienie Suareza i ostatecznie mecz skończył się wynikiem 5:2. Jak się później okazało, był to ostatni mecz Ter Stegena w barwach Barcelony.

 

Ter Stegen - Semedo, Pique, Inigo, Alba - Paulinho (Umtiti 43'), Rakitić (Roberto 72') - Messi, Coutinho (Iniesta 64'), Dembele - Suarez

 

4.jpg

 

Rewanżowy mecz z Eibar miał być formalnością. Zgodnie z tradycją więc to tutaj wyszli piłkarze trochę rezerwowi, chociaż nie wiem, czy można o nich tak mówić, skoro grają wymiennie z pierwszą jedenastką. W każdym razie liczyliśmy na pewne zwycięstwo i się nie zawiedliśmy. Od 15. minuty prowadziliśmy 1:0 po trafieniu Coutinho z rzutu karnego. Wahałem się, czy nie dać na przełamanie jedenastki Alcacerowi, ale tak naprawdę nie było powodu, by odbierać ją Cou. W 25. minucie wszelkie ewentualne wyrzuty sumienia odebrał mi sam zainteresowany, bo zdobył bramkę z gry. Najpierw po dośrodkowaniu Digne'a uderzył wprost w bramkarza, jednak dobitka była już bezbłędna. Wynik na czternaście minut przed końcem regulaminowego czasu gry ustalił Seri fantastycznym strzałem z dystansu w okienku. Pewne zwycięstwo i mamy ćwierćfinał, w którym zagramy z ubiegłorocznym finalistą - Villarrealem.

 

Cillessen - Vidal, Vermaelen, Inigo, Digne - Samper (Busquets 74'), Roberto - Coutinho (Semedo 46'), Rafinha, Denis (Seri 46') - Alcacer

 

5.jpg

 

Wyniki pozostałych dwumeczów 1/8 finału:



Atletico Madryt 4:3 Celta Vigo

Reus 3:6 Deportivo

Real Betis 1:2 Girona

Malaga 2:4 Valencia

Villarreal 2:2(w) Las Palmas

Eibar 1:5 Barcelona

Espanyol 1:1(k.) Sporting Gijón

Real Madryt 9:4 Alaves

 

Przed ćwierćfinałem Pucharu musieliśmy odwiedzić La Rosaleda, a więc stadion Malagi, na którym w poprzednim sezonie w lidze wygrać nam się nie udało. Punkt uratował nam wówczas Arda Turan. Udało nam się uczynić to dopiero w pucharze, więc też gdzieś tam w głowie była świadomość, że trzeba tu wygrać. Niestety rozpoczęło się źle, bo już w 7. minucie na noszach boisko opuścił Coutinho (pomeczowe badania wykazały 2 miesiące przerwy po zerwaniu mięśnia czworogłowego). Na szczęście koledzy zagrali dla niego - dziesięć minut po kontuzji Brazylijczyka Messi podał do Suareza, a ten dostawił nogę i pokonał Roberto. W pierwszej połowie dwukrotnie błysnął jeszcze Dembele - najpierw wykorzystał fantastyczne podanie Messiego, a niedługo przed końcowym gwizdkiem sędziego wykończył koronkową akcję zespołu w polu karnym. W drugiej połowie Malaga większych argumentów nie miała, my już nie dociskaliśmy - pewne 3:0 i można było zajmować się ćwierćfinałem.

 

Cillessen - Semedo, Pique, Umtiti, Alba - Seri (Roberto 65'), Busquets - Messi, Coutinho (Iniesta 7'), Dembele - Suarez

 

6.jpg

 

No i Villarreal, ćwierćfinał. Bardzo ciężki rywal, wbrew pozorom, z którym mieliśmy już trochę problemów. W poprzednim sezonie wygraliśmy na wyjeździe tylko 2:1 w lidze, na Camp Nou było tylko 1:0, w finale Pucharu Króla wygraliśmy z nimi po bramce w ostatniej minucie, a w Superpucharze było niezwykle ciężko, choć ostatecznie przechyliliśmy szalę zwycięstwa na naszą korzyść. Teraz na Estadio de La Ceramica jechaliśmy w gazie, ale miałem sporo obaw. Niestety były one uzasadnione, bo po prostu nie mieliśmy konkretów. Dominowaliśmy, ale nic z tego nie wynikało. W 28. minucie świetną akcję na skrzydle zakończoną zejściem do środka i strzałem po ziemi przeprowadził Nahuel Leiva. Kiedy w 79. minucie świetną akcję lewą stroną Espinozy wykorzystał Cedric Bakambu, jasne stało się, że nasza fenomenalna seria meczów bez porażki i kolejnych zwycięstw legnie w gruzach. Co więcej, mieliśmy sporo szczęścia, że w ostatniej akcji meczu piłkę do siatki wpakował Leo Messi. Gdyby nie ona, o rewanż byłoby piekielnie, ale to piekielnie ciężko. Szkoda serii. Podsumowując: nasze osiągnięcia to 23 kolejne zwycięstwa oraz 51 meczów bez porażki z rzędu. Robi wrażenie, szkoda, że obie się skończyły :sad:

 

Cillessen - Roberto, Vermaelen, Inigo, Digne - Paulinho, Samper, Vidal (Messi 60'), Rafinha (Rakitić 73'), Denis - Alcacer (Suarez 66')

 

7.jpg

 

Ostatnie ligowe starcie w 2019 roku to domowa wizyta Realu Saragossa, która była specjalna z jednego powodu. Otóż debiut zaliczał sprowadzony przed kilkoma dniami Antoine Griezmann! Show w pierwszej połowie skradł mu jednak Seri, po trafieniu którego prowadziliśmy po pierwszej odsłonie. Iworyjczyk po raz kolejny popisał się niesamowitym strzałem zza pola karnego. Beniaminek na Camp Nou bardzo dzielnie się trzymał, grał też na granicy faulu, przez co sędzia w 66. minucie podyktował jedenastkę. Na boisku był Messi, ale zdecydowałem się dać jej wykonanie Griezmannowi. Gol na starcie w nowym klubie z pewnością mu pomoże, tym bardziej, że po prostu nauka stylu gry Barcy wymaga sporo czasu. Wynik po podaniu Messiego ustalił Denis Suarez. Kolejna wygrana w lidze, aż miło patrzeć. 

 

Cillessen - Semedo, Pique, Umtiti, Alba - Busquets (Samper 61'), Seri - Messi, Iniesta (Rafinha 46'), Dembele (Denis 46') - Griezmann

 

8.jpg

 

Ostatni mecz w tej opce to rewanż z Villarrealem. Idzie nam wszędzie świetnie, więc nie można było sobie pozwolić na odpadnięcie już na takim etapie walki o krajowy puchar. Na murawę wyszli więc sami najlepsi, bo Żółtą Łódź Podwodną trzeba było jak najszybciej zatopić nie oglądając się za siebie. Ważny był jeszcze inny fakt - w bramce debiutował Wojciech Szczęsny! Na szczęście dość szybko udało się skruszyć ten żółty mur - w 12. minucie dośrodkowanie Dembele strzałem głową (!) wykończył Messi. Właśnie dlatego bramka na wyjeździe była tak istotna - 1:0 nam w zupełności wystarczało, a Villarreal nie dość, że groźnie wyprowadzał kontry, to jeszcze umiejętnie się bronił. W trzech sytuacjach w drugiej połowie skórę ratował nam Wojtek Szczęsny, który już teraz udowadnia mi, że będzie dobrym transferem i nie powinienem mieć wątpliwości tylko dlatego, że brzmi to niezbyt realistycznie ;) W końcówce goście ostro wyszli do przodu, dzięki czemu skarciliśmy ich kontrą - Paulinho wypuścił Alcacera, a ten ustalił wynik meczu i dał awans do półfinału. A w nim z Gironą!

 

Szczęsny - Semedo, Pique, Umtiti, Alba - Busquets (Paulinho 61'), Rakitić - Messi, Griezmann (Alcacer 75'), Dembele - Suarez (Iniesta 61')

 

1.jpg

 

Pozostałe dwumecze 1/4:



Atletico Madryt 4:2 Deportivo

Valencia 0:2 Girona

Villarreal 2:3 Barcelona

Espanyol 4:1 Real Madryt

 

Kalendarz na luty: Sporting Gijón (W), Girona (D), Girona (D), Girona (W), Las Palmas (W), Athletic (D), Sevilla (W), Feyenoord (W)

 

2.jpg

 

W tabeli sytuacja, niezmiennie, jest świetna. Nad drugim zespołem mamy cztery punkty przewagi mając trzy mecze mniej. Wszystko wskazuje na to, że mistrzostwo jest już nasze, lecimy po ponad 100 punktów i rekord ligi. No bo co może pójść nie tak? ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

#25 - Dobrnęliśmy

 

Nie ukrywam, że najlepszym momentem lutego jest zakończenie batalii w Pucharze Króla. To właśnie w tym miesiącu rozgrywane są półfinały, do których zresztą awansowaliśmy. Zanim jednak pojedynek z Gironą (a nawet trzy, bo między spotkaniami w pucharze jeszcze potyczka ligowa), to trzeba było powalczyć o ligowe punkty w Gijón. A tam było nam niespodziewanie ciężko. Mimo, że w 23. minucie z boiska wyleciał piłkarz gospodarzy - Sergio Alvarez, to do przerwy prowadziliśmy tylko 1:0 po samobójczym trafieniu Naldo,który pogubił się w zamieszaniu po rzucie rożnym. Na domiar złego niemal kwadrans po rozpoczęciu gry w drugiej połowie gospodarze zdołali wyrównać - nieporadność defensywy wykorzystał Stefan Scepović. Wtedy jednak obudzili się nasi super jokerzy - do siatki Marińo trafili Rafinha oraz Denis Suarez i udało się wywieźć komplet punktów, choć, trzeba przyznać, nie było to tak gładkie zwycięstwo, jakiego się spodziewałem.

 

Cillessen - Semedo, Pique, Umtiti, Digne - Busquets (Paulinho 72'), Seri - Messi (Vidal 56'), Rafinha, Denis - Suarez (Griezmann 51')

 

1.jpg

 

Nie lubię rozpoczynać dwumeczu w pucharach na własnym stadionie, jednak teraz nastała taka konieczność. Rywal był jednak, co tu dużo mówić, słabszy od nas, więc chciałem osiągnąć jak najlepszy wynik, by na Montilivi po prostu dograć dwumecz do końca. Tradycyjnie już w meczu Copa del Rey nie wystawiliśmy od pierwszej minuty Messiego, Dembele czy Suareza - mieli zagrać ci, którzy do tej pory znakomicie sobie radzili. Niestety okazało się, że goście mieli na ten mecz bardzo prosty środek - autobus. Nie dało się zrobić nic - wrzutki nie działały, indywidualne dryblingi stawały się bezużyteczne w sytuacji, gdy w polu karnym Girona stała w 10, a strzały z dystansu okazywały się niecelne. Na nic zdało się także wprowadzenie największych asów. Pierwsze spotkanie półfinałowe zakończone zostało bezbramkowym remisem.

 

Szczęsny - Vidal, Vermaelen, Inigo, Digne - Samper, Roberto (Rakitić 78') - Rafinha (Messi 64'), Iniesta, Denis (Dembele 46') - Alcacer

 

2.jpg

 

Girona po ostatnim spotkaniu pucharowym śmiało mogła zostać w Barcelonie i pozwiedzać piękne miasto, gdyż kilka dni później znów miała z nami zagrać na Camp Nou, tym razem w meczu ligowym. Przeczuwałem, że obecność najlepszych może się okazać kluczowa w rewanżu, więc na to spotkanie wybiegła bardzo podobna jedenastka do tej sprzed kilku dni. Mieliśmy w pamięci, że Girona to jak dotąd jedyny zespół w lidze, który urwał nam punkty. I nagle okazało się, że autobus odjechał. Już w 3. minucie rywali napoczął Alcacer. Trzynaście minut później dostaliśmy rzut karny, zdecydowałem się zaufać strzelcowi pierwszej bramki, który w tym sezonie jedenastki jeszcze nie wykorzystał, i nie zawiodłem się - było 2:0. W 28. minucie pierwsze trafienie w naszych barwach z gry zanotował Antoine Griezmann, który z 5 metrów posłał prawdziwą petardę. Końcówka pierwszej połowy należała do Rafinhi, który jeszcze dwukrotnie pokonywał bramkarza gości. Mimo okazałego wyniku pozostał po meczu niedosyt, że w drugiej połowie do siatki nic już nie wpadło... 

 

Cillessen - Vidal, Vermaelen, Inigo, Digne - Paulinho, Seri (Iniesta 62') - Rafinha (Messi 68'), Griezmann, Denis (Dembele 56') - Alcacer

 

3.jpg

 

Po tak wysokim zwycięstwie w weekend wręcz nie dopuszczałem do siebie myśli, żebyśmy nie awansowali do finału krajowego pucharu. To po prostu niewykonalne, nie w sytuacji tak korzystnego losowania. Nieco zaburzyło mi to wszystko plan na sezon, bo musiałem dzisiaj wystawić tę najsilniejszą jedenastkę, jednak cel uświęca środki. Od pierwszego gwizdka sędziego nie daliśmy gospodarzom absolutnie nic do powiedzenia. Gdy w 20. minucie piłkę do bramki wpakował Messi, stało się dla mnie jasne, że sensacji na Montilivi tego wieczoru nie będzie. Dość powiedzieć, że przez 90 minut dwumeczu Girona ani razu celnie nie uderzała na naszą bramkę. W drugiej odsłonie Argentyńczyk jeszcze raz wpakował piłkę do siatki, skończyło się na 2:0 i pewnym awansie do finału. A w nim zagramy z Atletico, które uporało się w dwumeczu z Espanyolem (5:1).

 

Szczęsny - Semedo, Umtiti, Pique, Alba - Busquets (Paulinho 62'), Seri (Roberto 62') - Messi, Rakitić (Iniesta 62'), Dembele - Suarez

 

4.jpg

 

Zagwarantowaliśmy sobie finał jednych rozgrywek, więc mogliśmy skupić się na dwóch pozostałych - lidze i Lidze Mistrzów. Akurat na hiszpańskim podwórku wszystko wskazuje na to, że nikt nam nie pokrzyżuje planów, ale zawsze fajnie wygrywać jak najwięcej. Skład, z racji tego, że w tygodniu walczyli najlepsi, nie był jednak "wyjściowy", niemniej jednak liczyłem na pewne trzy punkty z Las Palmas. Bardzo się zawiodłem już po pierwszej połowie, gdyż rywale po prostu byli znakomicie dysponowani i nie tylko rozbijali nasze ataki, ale i konsekwentnie "dźgali" nas kontrami. I to niestety oni zdobyli pierwszą bramkę. W 71. minucie Michel idealnie dośrodkował w pole karne, a Remy'emu pozostało tylko celnie główkować do bramki Cillessena. Dziesięć minut później czerwoną kartką ukarany został środkowy pomocnik - Vicente, dzięki czemu rywale mieli trochę mniej piłkarzy w środku pola. Szczęśliwie udało się to wykorzystać w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry, gdy na zamieszaniu w polu karnym skorzystał Suarez. Zawód, druga strata punktów w tym sezonie.

 

Cillessen - Vidal, Vermaelen, Inigo, Digne - Samper (Suarez 77'), Rakitić (Seri 68') - Rafinha, Griezmann, Denis - Alcacer (Iniesta 54')

 

5.jpg

 

Kiedy Europa rozkoszowała się pierwszymi meczami 1/8 finału Ligi Mistrzów, my nadrabialiśmy jedno zaległe spotkanie powstałe w wyniku naszego wyjazdu na KMŚ. Na Camp Nou przyjechał Athletic Bilbao. Przed pierwszym składem było bardzo ciężkie zadanie, bo w przeciągu tygodnia mieliśmy rozegrać trzy bardzo ważne mecze - właśnie to z Baskami i wyjazdy do Sevilli i Rotterdamu. Do przerwy goście zastosowali patent udoskonalony przez Gironę, czyli totalny autobus. Drugą połowę udało się natomiast rozpocząć zanim ten "bus" z powrotem dojechał na miejsce - od 47. minuty po rozklepaniu obrony rywala prowadziliśmy dzięki Busquetsowi. Nasz "pivote" asystował także Dembele w 61. minucie i ostatecznie udało się wygrać 2:0 i z coraz większym uśmiechem patrzeć w ligową tabelę.

 

Cillessen - Semedo, Pique, Umtiti, Alba - Busquets (Roberto 75'), Rakitić (Paulinho 58') - Messi, Griezmann (Seri 58'), Dembele - Suarez

 

6.jpg

 

Mecz z Sevillą zapowiadał się piekielnie trudno. Posada jednego z moich ulubionych trenerów - Jurgena Kloppa - wisiała na włosku, Sevilla miała więc wielką motywację żeby wygrać. A Barca? Barcelona zawsze jedzie na stadiony rywali, by odnieść przekonujące zwycięstwo. Nie inaczej było tym razem. Dzięki genialnemu początkowi wydawało się, że wszystko jest rozstrzygnięte. Już w 31. sekundzie do siatki Rico trafił bowiem Suarez, a kilka chwil później rzut karny pewnie egzekwował Leo Messi. Ponad dwadzieścia minut później po udanie rozegranym rzucie rożnym trafił Dembele. Wtedy nikt nie przypuszczał, że przed nami prawdziwa strzelanina. Już po wznowieniu gry od środka Kjaer zagrał wysoką, długą piłkę na Muriela, ten uwolnił się od Umtitiego i trafił do siatki. Druga połowa również należała do nas - po bardzo szybkich i bezpośrednich atakach bramki zdobywali dla nas ci sami piłkarze, co w pierwszej odsłonie - a więc trio Messi - Suarez - Dembele. Końcówka meczu pokazała jednak, dlaczego Klopp powinien zostać na stanowisku. Sevilla wciąż grała tak, jakby wierzyła w remis - efektem tego były bramki Nolito i Navasa. A jeśli dodamy do tego fakt, że w pierwszej połowie gospodarze dwukrotnie uderzali w obramowanie bramki Cillessena, to wniosek nasunie się sam - za nami fantastyczny mecz. I jakoś tak, z uwagi na Kloppa, te trzy stracone bramki specjalnie nie bolały. Niestety już w 9. minucie boisko musiał opuścić Griezmann.

 

Cillessen - Semedo, Pique, Umtiti, Alba - Busquets, Rakitić (Seri 46') - Messi, Griezmann (Rafinha 9'), Dembele - Suarez (Alcacer 63')

 

7.jpg

 

Ostatnie lutowe spotkanie to pierwszy mecz 1/8 finału Ligi Mistrzów. Los przydzielił nam dość łatwego rywala - Feyenoord zajmował wprawdzie pozycję lidera Eredivisie z dość znaczną przewagą nad drugim PSV, jednak nie da się ukryć, że na papierze to my byliśmy zespołem zdecydowanie i bezapelacyjnie lepszym. Papier to jednak jedno, a boisko - drugie. O dziwo gospodarze zagrali bez kompleksów, z wiarą we własne możliwości i to przyniosło skutek, bo wprawdzie my stwarzaliśmy sobie swoje sytuacje, ale mieli je także gospodarze. Aż dziwne, że przy tylu strzałach z jednej i drugiej strony żadna bramka na stadionie De Kuipa w Rotterdamie nie padły. Bezbramkowy remis sprawia, że możemy mieć problem z awansem, jeśli zagramy tak, jak w tym właśnie meczu. Tym bardziej, że remis już nie wystarczy, konieczne będzie zwycięstwo.

 

Cillessen - Semedo, Pique, Umtiti, Alba - Roberto, Rakitić - Messi, Iniesta (Rafinha 67'), Dembele (Denis 73') - Suarez (Alcacer 56')

 

8.jpg

 

Wyniki pierwszych meczów 1/8 finału (Legia remisuje z Realem XD)



Atletico Madryt - Tottenham 0:3

Legia Warszawa - Real Madryt 2:2

Feyenoord - FC Barcelona 0:0

Borussia Dortmund - PSG 0:3

Juventus - Manchester United 1:0

Bayer Leverkusen - Manchester City 2:2

Napoli - Chelsea 0:1

Bayern Monachium - Monaco 2:1

 

Tabela La Liga:

 

1.jpg

  • Kontuzjowani na ten moment: 
    Philippe Coutinho (zerwanie mięśnia czworogłowego, 2 - 4 tygodnie)
    Antoine Griezmann (skręcenie stawu skokowego, 8 dni - 3 tygodnie)
     
  • Gerard Deulofeu po zakończeniu sezonu będzie piłkarzem West Hamu.
     
  • Kalendarz na marzec: Alaves (D), Real (D), Celta (W), Villarreal (W), Sociedad (D), Feyenoord (D), Valencia (D), Azerbejdżan (W)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

#26

 

Z racji tego, że w środku nadchodzącego tygodnia czekało nas starcie z Realem Madryt, na mecz z Alaves wybiegli całkowicie zmiennicy. Ba, nie planowałem w tym meczu nawet robić zmian, bo i po co. Coś jak rzucenie piłki i "grajcie sobie, tylko tak, żebyśmy wygrali". Pierwszego gola udało się zdobyć już w 21. minucie. Konkretnie uczynił to Aleix Vidal, wykorzystując dobre zagranie Rafinhi. Szczerze mówiąc cały czas zastanawiam się, co zrobić ze skrzydłowym w kontekście kolejnego sezonu. Do przerwy więcej bramek już nie padło, na kolejne musieliśmy czekać do drugiej odsłony. W niej show zademonstrował Paco Alcacer, który strzelił trzy bramki. Dwa razy wykorzystał dobre podania swoich kolegów (Denisa oraz Paulinho), a w doliczonym czasie gry popisał się indywidualną akcją i ustalił wynik spotkania. Pewna wygrana przed Klasykiem i umocnienie się na pozycji lidera. Chociaż... czy my się potrzebujemy umacniać?

 

Szczęsny - Roberto, Vermaelen, Inigo, Digne - Paulinho, Samper - Vidal, Rafinha, Denis - Alcacer

 

1.jpg

 

Real Madryt w tym sezonie znacznie odstaje od nas wynikami, w Lidze Mistrzów nie potrafił wygrać z Legią Warszawa, jednak Klasyk zawsze jest Klasykiem. Nigdy nie wolno Los Blancos zlekceważyć, nawet, jeśli przewaga nad nimi w tabeli jest liczbą dwucyfrową. Mecz na Camp Nou rozpoczął się jednak dla nas fantastycznie. Już w 5. minucie świetne przeszywające podanie Messiego trafiło do Dembele, który opanował piłkę wyganiając się trochę do boku i pokonując Navasa z ostrego kąta. Bardzo szybkie prowadzenie! Przez kolejne minuty, co mnie cieszyło, kontrolowaliśmy przebieg spotkania, a nie było to takie oczywiste, bo przeważnie w Klasykach następowała szybka wymiana ciosów. Swoją dominację potwierdziliśmy po pół godzinie gry. Właśnie wtedy znów zabłysnął Messi, który wystawił piłkę przed bramkę do Suareza. Do przerwy 2:0. Początek drugiej połowy był jednak lepszy dla gości - w 54. minucie wyprowadzili oni bardzo dobrą kontrę, po której atomowym wręcz strzałem popisał się Cristiano Ronaldo. Ostatnie słowo należało jednak do nas - świetne prostopadłe podanie Rakiticia wykorzystał bezapelacyjnie najlepszy piłkarz Barcy w tym meczu - Leo Messi. Kolejne zwycięstwo i kolejny raz udowodniliśmy, że jesteśmy od Realu po prostu lepsi.

 

Cillessen - Semedo, Umtiti, Pique, Alba - Seri (Roberto 67'), Busquets - Messi, Rakitić, Dembele (Iniesta 85') - Suarez (Alcacer 67')

 

2.jpg

 

Celta Vigo wprawdzie wciąż utrzymywała się w strefie europejskich pucharów w tabeli, ale jej forma nie była już tak imponująca jak w pierwszej części sezonu. Balaidos zawsze jest jednak ciężkim terenem, więc na murawę wybiegł skład zbliżony do tego, który kilka dni temu wydzierał punkty Realowi. Już po dwóch minutach nadzieje gospodarzy na korzystny wynik wyraźnie się osłabiły - Semedo zagrał niską piłkę w pole karne, a doskoczył do niej Suarez. Urugwajczyk w 34. minucie zdobył swojego drugiego gola w tym meczu - tym razem asystował mu Messi. Wynik, jeszcze w pierwszej połowie, ustalił Denis Suarez, który zapisuje się w protokole meczowym praktycznie za każdym razem, gdy przebywa na boisku. Tym razem, wprawdzie na raty, ale jednak, pokonał Sergio Alvavera. W drugiej połowie Celta starała się zagrozić naszej bramce, co jej się nawet udawało, ale za każdym razem na posterunku był Cillessen. 3:0!

 

Cillessen - Semedo, Umtiti, Pique, Alba - Seri (Iniesta 61'), Busquets (Roberto 46') - Messi, Rakitić (Rafinha 46'), Denis - Suarez

 

3.jpg

 

Tydzień przerwy i kolejny mecz ligowy - tym razem na Camp Nou zawitał Real Sociedad. Tuż po nim mieliśmy mecz z Feyenoordem w Lidze Mistrzów, więc była to kolejna okazja, by na murawę wybiegli rezerwowi. Chociaż, jak już pisałem wcześniej, trafniejsze będzie określenie "piłkarze nie z once de gala". Kolejny raz spotkałem się również ze zjawiskiem, że właśnie ci, teoretycznie, słabsi piłkarze, bardziej potrafią zdominować rywala nie tylko posiadaniem piłki, ale i dopuszczaniem ich do klarownych sytuacji bramkowych. Real Sociedad na Camp Nou także nie miał czego szukać - najpierw Rafinha asystował Denisowi Suarezowi, a potem sam przeprowadził bardzo ładną akcję, po której piłka zatrzepotała w siatce Geronimo Rulliego. Można było myśleć o kolejnych wyzwaniach i, w szczególności, awansie do 1/4 finału Ligi Mistrzów.

 

Szczęsny - Vidal, Inigo, Vermaelen, Digne - Samper, Paulinho - Rafinha, Roberto, Denis (Iniesta 71') - Alcacer

 

4.jpg

 

Przed trzema tygodniami w Holandii Feyenoordowi udało się zagrać na bardzo dobrym poziomie, w wyniku czego uzyskał bardzo dobry wynik przed rewanżem. Holendrzy nie pozwolili nam zdobyć bramki na wyjeździe i sami jechali do stolicy Katalonii ze świadomością, że bramkowy remis w zupełności im wystarczy i zagwarantuje sensacyjny awans do najlepszej ósemki rozgrywek. Łatwiej jednak powiedzieć, a zdecydowanie trudniej zrobić. Już od 21. sekundy goście przegrywali - świetną piłkę z prawej strony w bramce umieścił Ousmane Dembele. Feyenoord próbował się odgryzać i wyprowadzać ciekawe akcje, czym swoją drogą bardzo mi zaimponowali, ale bramka na 2:0 zdecydowanie uspokoiła nastroje. W 32. minucie świetne prostopadłe podanie od Rakiticia wykorzystał Luis Suarez. Kiedy na początku drugiej połowy do siatki trafił Messi, nikt już nie miał złudzeń - w ćwierćfinale LM zagra Barcelona. Wprawdzie kilka minut później odpowiedział Jo, jednak ostatnie słowo należało do nas. Rzut karny pewnie wykorzystał Messi i przypieczętował nasz awans do najlepszej ósemki rozgrywek.

 

Cillessen - Semedo, Pique, Umtiti, Alba - Busquets (Iniesta 61'), Seri (Roberto 46') - Messi, Rakitić, Dembele - Suarez (Alcacer 72')

 

5.jpg

 

Wyniki pozostałych dwumeczów 1/8 finału.

 

 


Atletico Madryt 2:5 Tottenham 

Legia Warszawa 3:3 (w.) Real Madryt

Feyenoord 1:4 Barcelona

Borussia Dortmund 1:6 PSG

Juventus 1:2 Manchester United

Bayer Leverkusen 3:4 Manchester City

Napoli 0:3 Chelsea

Bayern 6:2 Monaco
 

 

 

I pary ćwierćfinałowe. Po prostu zrządzenie losu - znów Klasyk, niestety pierwszy mecz na Camp Nou. Nie wiem czemu, ale mam złe przeczucia tym razem...

 

 


FC Barcelona - Real Madryt

Manchester City - PSG

Bayern Monachium - Chelsea

Tottenham - Manchester United
 

 

 

Ostatni mecz klubowy w tej opce to domowa konfrontacja z Valencią. Od pierwszych minut czuć było, że Valencia nie przyjechała do stolicy Katalonii tylko po pozostawienie dobrego wrażenia - Nietoperze chciały wywieźć z Camp Nou jakąś zdobycz punktową. Grało nam się cholernie ciężko. Wiedziałem, że będą jaja, już po tym, jak sędzia nie uznał zdobytej w 2. minucie, wydawało się, całkowicie prawidłowo zdobytej przez nas bramki. Ostatecznie jednak i tak udało nam się wyjść na prowadzenie w 1. połowie - świetne podanie Denisa wykorzystał Suarez (ten z Urugwaju, rzecz jasna). Kiedy El Pistolero skorzystał z podania Seriego na początku drugiej połowy, nic nie wskazywało na to, że dzisiaj jeszcze się solidnie namęczymy. Niestety już w 55. minucie po rzucie rożnym pechowego gola samobójczego strzelił Busquets, i potem się zaczęło. Wszystkie zmiany wykorzystałem bardzo szybko - trzeci zmiennik na murawie pojawił się w 61. minucie. I jaja. W 71. minucie boisko musiał opuścić na noszach kontuzjowany Denis Suarez, kilka minut później to samo spotkało Busquetsa. Przez ostatni kwadrans (bo i arbiter doliczył 4 minuty) musieliśmy grać w dziewiątkę! Nie wiem jak to się stało, ale udało się nie stracić żadnej bramki, choć Valencia miała pięć klarownych sytuacji. Podziękować trzeba Cillessenowi i Pique, którzy po prostu robili wszystko, co było w ich mocy. Cholerne męczarnie, nie wiem, czy nie był to najtrudniejszy mecz ligowy w tym sezonie. Na szczęście urazy nie okazały się bardzo poważne - dotyczyły ledwie tygodnia.

 

Cillessen - Semedo, Pique, Umtiti, Alba - Busquets (+), Seri - Messi, Rakitić (Rafinha 46'), Dembele (Denis 46' +) - Suarez (Griezmann 61')

 

6.jpg

 

Powołania na mecze eliminacji MŚ:

 

 


Bramkarze: Wojciech Szczęsny, Łukasz Skorupski, Bartłomiej Drągowski

Obrońcy: Jakub Rzeźniczak, Bartosz Salamon, Kamil Glik, Robert Gumny, Łukasz Piszczek, Michał Pazdan, Krystian Bielik, Rafał Kurzawa

Pomocnicy: Grzegorz Krychowiak, Jacek Góralski, Paweł Wszołek, Przemysław Frankowski, Maciej Żurawski, Kamil Grosicki, Rafał Wolski, Michał Kucharczyk

Napastnicy: Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik, Mariusz Stępiński, Jarosław Niezgoda
 

 

 

Pierwszy mecz eliminacji rozgrywaliśmy w azerskim Baku. Skład wyszedł w miarę najsilniejszy, w kwestii napastników miałem konkretny pomysł - z Azerbejdżanem mieli zagrać Lewy ze Stępińskim, a z Kazachami - Milik z Niezgodą. Pierwsza połowa na Stadionie Olimpijskim była bardzo ciężka, gospodarze dobrze bronili i starali się wyprowadzać swoje akcje. Po naszej stronie najlepszą okazję zmarnował Pazdan, który mając pustą bramkę trafił w... obrońcę. Dopiero ostra bura w szatni sprawiła, że w drugiej połowie graliśmy zdecydowanie lepiej. Najpierw w 51. minucie Lewandowski wykorzystał dobre prostopadłe podanie Stępińskiego, a dziewięć minut później po rzucie rożnym trafił Pazdan. Wyjazdowe zwycięstwo na początek eliminacji, not bad.

 

Szczęsny - Piszczek, Glik (Rzeźniczak 62'), Pazdan, Gumny - Wszołek, Góralski, Krychowiak (Wolski 46'), Grosicki - Lewandowski, Stępiński

 

7.jpg

 

Mecz z Kazachstanem był już w kwietniu, ale dokończmy kadrę w jednej opce. Oczywiście celem na ten mecz było nie tyle zwycięstwo, co wręcz rozgromienie naszych rywali. Udawało nam się to, i to dość dobrze, do 18. minuty. Najpierw mięciutkie dośrodkowanie Milika pięknym strzałem głową wykończył debiutant - Jarosław Niezgoda. Później sam Milik dwukrotnie pokonywał bramkarza rywali, a przy jednym z nich asystował Michał Kucharczyk, który powołanie dostał za super dwumecz z Realem w 1/8 Ligi Mistrzów (w rewanżu dał Legii prowadzenie na Bernabeu, jednak w końcówce awans dał Ronaldo). Niestety potem już stanęliśmy i nie chcieliśmy zdobyć bramki za wszelką cenę. A szkoda, bo miałem nadzieję na wysoki wynik. Po 3:0 byłem trochę, mimo wszystko, zawiedziony. Najważniejsze jest jednak zdobycie trzech punktów i bramka debiutanta - Niezgody, który swoim występem chyba zagwarantował sobie powołanie na kolejne zgrupowanie.

 

Szczęsny - Gumny, Bielik, Salamon, Kurzawa - Frankowski, Żurawski, Wolski (Stępiński 75'), Kucharczyk - Milik, Niezgoda

 

8.jpg

 

Kolejne zgrupowanie w czerwcu - zagramy na wyjeździe z Serbią i u siebie ze Szwajcarią.
 

  • Niestety złe informacje ze szpitala. Busquets będzie niedostępny od 4 dni do 2 tygodni, zaś Sergi Samper (planowaliśmy go w lecie sprzedać, ale chyba nic z tego w takim razie nie wyjdzie)... oraz Nelson Semedo (kluczowy piłkarz...) od 5 do aż 7 miesięcy. Hiszpan złamał udo, a Portugalczyk uszkodził więzadła kolanowe.
     
  • Kalendarz na kwiecień: Oviedo (W), Betis (W), Atletico (D), Real (D), Deportivo (D), Real (W), Atletico (N)
     
  • Bartomeu zaprosił mnie na rozmowy dotyczące przedłużenia kontraktu, aktualny wygasa w 2020 roku. Propozycję odrzuciłem - muszę się zastanowić, czy chcę z tej kariery zrobić "całe życie w jednym klubie" czy bardziej poskakać sobie po najlepszych klubach Europy. Możecie dawać swoje propozycje, co lepiej by się wam czytało ;)

 

1.jpg

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

#27 - Not unbeaten

 

Pierwsze kwietniowe spotkanie to wyjazd do beniaminka z Oviedo. Kolejny z gatunku "trzeba zagrać". Szansę dzisiaj dostał Oriol Busquets, zarejestrowany w składzie pierwszej drużyny wobec kontuzji Sampera. Mecz rozpoczął się dla nas w sposób najlepszy z możliwych - Denis Suarez zagrał prostopadle w pole karne, a piłkę do siatki wpakował Antoine Griezmann. Niestety ledwie dwanaście minut później błąd w polu karnym popełnił Aleix Vidal - Hiszpan faulował w szesnastce jednego z zawodników gospodarzy, a arbiter nie miał wyjścia i podyktował jedenastkę. Tę pewnie wykorzystał Khaloua. Warto dodać, że był to pierwszy stracony gol przez Szczęsnego w naszych barwach. Na szczęście udało nam się wyjść na prowadzenie jeszcze przed przerwą, gdy ze świetnego prostopadłego podania Rafinhi skorzystał Coutinho. W drugiej połowie bramki już nie padły i udało się wywieźć z Oviedo komplet punktów. Swoją drogą - pierwszy mecz, w którym bramki strzelają oba nasze nowe nabytki. Serce rośnie ;)

 

Szczęsny - Vidal, Vermaelen, Inigo, Digne - Paulinho, Oriol Busquets - Rafinha, Coutinho (Rakitić 62'), Denis - Griezmann

 

1.jpg

 

Intensywność spotkań wciąż wysoka - tym razem kolejka w środku tygodnia i bardzo ciężki wyjazd do Betisu, który wciąż walczy o udział w przyszłej edycji Ligi Mistrzów. Dobrze, że graliśmy we wtorek - dzięki temu można było wyjść najsilniejszym składem, mimo, że w kolejnej kolejce na Camp Nou przyjeżdżało Atletico. Spotkanie w Andaluzji niczym nas nie zaskoczyło - gospodarze grali bardzo szybko i agresywnie, praktycznie nie pozwalając nam rozwinąć skrzydeł. Pierwsze 15 minut to, o dziwo, dominacja właśnie Betisu. W 22. minucie udało się jednak wyprowadzić kontrę, która przyniosła jedynego gola w tym spotkaniu. Świetnie lewą stroną boiska popędził Dembele, tuż przed linią końcową zagrał piłkę w pole karne, a nogę dołożył tylko Leo Messi. I choć przez całą drugą połowę Real Betis starał się zagrozić bramce Cillessena, to ostatecznie udało się wywieźć z bardzo ciężkiego terenu komplet punktów. Mogliśmy w spokoju przygotowywać się do spotkania z wiceliderem.

 

Cillessen - Roberto, Pique, Umtiti, Alba - Rakitić, Seri - Messi, Coutinho (Iniesta 46'), Dembele (Rafinha 64') - Suarez (Alcacer 46')

 

2.jpg

 

Absolutny hit La Liga. Absolutny lider, który już od kilku tygodni może przymierzać mistrzowską koronę, kontra Atletico, które dopiero co uciekło Realowi Madryt i najprawdopodobniej zostanie wicemistrzem. Faworyt był jeden - Barcelona, która zmierzała po zdobycie tytułu będąc niepokonaną przez cały sezon. Mecz od pierwszej minuty był bardzo otwarty. Atletico nie przyjechało do stolicy Katalonii, by się bronić - wręcz przeciwnie. Chcieli wygrać. Nam natomiast brakowało konkretów, choć Messi starał się jak mógł. W 35. minucie Pavón minął na lewej stronie Digne'a i dośrodkował w pole karne, a piłkę do bramki skierował Vietto. Miałem nadzieję, że gol ten będzie kubłem zimnej wody dla naszych zawodników i w drugiej połowie uda nam się odwrócić losy meczu, jednak były to czcze życzenia. Atletico miało fantastyczną linię obrony, a nam nie udało się jej przebić. Ponadto, po prostu, Atleti było w tym meczu lepsze. Boli, ale niestety - nie będziemy niepokonaną drużyną w lidze i, przynajmniej pod tym względem, nie przejdziemy do historii. :sad: 

 

Szczęsny - Vidal, Pique, Umtiti, Digne - Paulinho (Alcacer 77'), Seri (Rafinha 60') - Messi, Coutinho, Dembele (Denis 60') - Griezmann

 

3.jpg

 

Porażka z Atletico większych konsekwencji mieć nie będzie, bo i mieć nie mogła. Trudno, liderem i tak byliśmy niezagrożonym. Znacznie ważniejszym wyzwaniem był ćwierćfinał Ligi Mistrzów z Realem Madryt, który dopiero co zmienił trenera. Zinedine'a Zidane'a zastąpił Carlo Ancelotti. Sytuacja była jasna - Perez nie czekał do końca sezonu, bo wie, że nie może sobie pozwolić na odpadnięcie z LM w ćwierćfinale drugi rok z rzędu. I to z nami. Na Camp Nou Real nie wyglądał jednak jak drużyna przez Włocha na nowo ułożona. Udało nam się wygrać walkę o środek pola i zdominować rywali. Z racji tego, że to pierwszy mecz dwumeczu, niejako bałem się odważnie zaatakować, ponieważ wiedziałem, jakie konsekwencje może mieć dla nas stracony gol. Niestety tego i tak nie uniknęliśmy - w doliczonym czasie gry pierwszej połowy po kontrze i fantastycznym podaniu Isco do siatki trafił Ronaldo. Przegrywaliśmy do przerwy z Realem, chwilę wcześniej porażka z Atletico - zacząłem się zastanawiać, czy to aby na pewno nie jest kryzys, w najgorszym momencie sezonu. Z głowy wybił mi to Leo Messi, który otrzymał genialne podanie od Coutinho i wyrównał już 20 sekund po wznowieniu gry. Ostatnie słowo w tym meczu należało do nas - świetne dogranie Messiego z prawej strony padło łupem genialnie wchodzącego w szesnastkę Andresa Iniesty. Hiszpan zdobył swojego pierwszego gola w tym sezonie, ale jakże ważnego! Na Bernabeu zagramy z minimalną zaliczką. Niestety bez Suareza, który w tym sezonie nie wybiegnie już na boisko z powodu urazu stawu biodrowego.

 

Cillessen - Roberto, Pique, Umtiti, Alba - Rakitić (Iniesta 72'), Seri (Busquets 66') - Messi, Coutinho, Dembele (Denis 81') - Suarez (+)

 

4.jpg

 

Wyniki pierwszych meczów ćwierćfinałowych:



FC Barcelona 2:1 Real Madryt

Manchester City 2:0 PSG

Bayern Monachium 0:0 Chelsea

Tottenham 0:4 Manchester United

 

Chciałoby już się zagrać rewanż na Bernabeu, ale zanim to - kolejny mecz w lidze. Oczywiście wybiegły rezerwy oraz ci, którzy w kolejnym meczu po prostu nie zagrają. Rywalem było Deportivo, a więc zespół wciąż niebędący pewny utrzymania w lidze. Faworyt był oczywisty. Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem naszej dominacji, do przerwy zresztą schodziliśmy prowadząc 1:0. Jedyną bramkę zdobył w 24. minucie Antoine Griezmann wykorzystując oczywisty błąd Arribasa, który za długo czekał z wyprowadzeniem piłki. Niestety w drugiej połowie z niewiadomych przyczyn oddaliśmy inicjatywę rywalowi, który z sobie tylko znanych przyczyn nie wykorzystał naszego ospalstwa. Szczególnie świetnie podania posyłał wypożyczony z Realu Dani Ceballos, jednak jego koledzy nie byli skłonni ich wykorzystać. W doliczonym czasie gry po ładnej kontrze gwóźdź do trumny Galisyjczyków wbił Rafinha. Wszyscy chyba zgodzą się, że powinniśmy wygrać zdecydowanie w lepszym stylu, ale niech usprawiedliwieniem będzie atmosfera El Clasico, która wyczuwalna była absolutnie wszędzie.

 

Szczęsny - Vidal, Vermaelen, Inigo, Digne - Oriol Busquets, Paulinho - Rafinha, Iniesta (Alcacer 61'), Denis - Griezmann

 

5.jpg

 

Niby w tym sezonie wygraliśmy wszystkie mecze z Realem Madryt. Na Bernabeu w lidze było 4:2, na Camp Nou 3:1, tydzień temu także okazaliśmy się lepsi, można powiedzieć rzutem na taśmę. Teraz jednak to wszystko przestawało mieć znaczenie - Real wiedział, że nawet minimalne zwycięstwo da im awans do półfinału. Przecież nie mogli sobie pozwolić na odpadnięcie z LM już w ćwierćfinale drugi sezon z rzędu. Uspokajałem swoich piłkarzy, bo wiedziałem, że rzucą się do ataku od pierwszej minuty, co zresztą miało miejsce. Pierwsze minuty jednak udało nam się przetrwać, jednak gospodarzom i tak udało się wyjść na prowadzenie. W 31. minucie świetnie na lewej stronie poradził sobie Ronaldo, minął Roberto i wystawił piłkę Benzemie, który zakończył akcję celnym strzałem. Tego się właśnie obawiałem - na ten moment w półfinale był Real. W życiu jednak nie sądziłem, że jeszcze w pierwszej połowie tak naprawdę wszystko będzie jasne! Najpierw w 37. minucie Messi zagrał świetną krosową piłkę przez całe boisko, z czego skrzętnie skorzystał Dembele, a później, już w doliczonym czasie, po dobrym dośrodkowaniu Rakiticia z rzutu rożnego do siatki trafił Busquets. Real potrzebował trzech bramek do awansu! Drugą połowę rozpoczął jednak w najlepszy możliwy sposób. Ponownie asystował Ronaldo, a do siatki trafił Asensio. Kilkanaście minut później trzeci raz Cillessena pokonał Benzema, jednak arbiter odgwizdał dyskusyjną pozycję spaloną (za co potem oberwało mu się od Ancelottiego, ja szczerze powiem, że miałem spore wątpliwości i na moje oko Francuz na spalonym jednak nie był, więc mieliśmy spore szczęście). Ta decyzja "lekko" podłamała skrzydła Realowi, który wciąż atakował, jednak jakby bez przekonania. W ostatnich dziesięciu minutach ruszyli do przodu niemal całą drużyną, co my wykorzystaliśmy kontrami. Najpierw Dembele fantastycznie z lewej strony dograł Messiemu, a kilka minut później Argentyńczyk obsłużył Rafinhę, który ośmieszył Varane'a i pokonał bezradnego Navasa. Bardzo dziwne 4:2 i pewny awans do półfinału!

 

Cillessen - Roberto, Umtiti, Pique, Alba - Rakitić (Seri 57'), Busquets - Messi, Coutinho (Rafinha 46'), Dembele - Alcacer (Rafinha 46')

 

6.jpg

 

Wyniki rewanżów [dwumeczów]:



PSG 3:0 [3:2] p.d Manchester City

Real Madryt 2:4 [3:6] FC Barcelona

Chelsea 3:1 [3:1] Bayern Monachium

Manchester United 3:1 [7:1] Tottenham

 

W półfinale zagramy z Chelsea, pierwszy mecz w Londynie.

 

Ostatni kwietniowy mecz to finał Pucharu Króla na Santiago Bernabeu (aż dziw, że zgodzili się na udostępnienie stadionu). Rywal chyba najgorszy z możliwych, bo Atletico, które kilka dni temu pokonało nas w lidze jako pierwszy zespół w tym sezonie. Ponadto z podopiecznymi Diego Simeone gra się po prostu ciężko. Nie inaczej było w tym decydującym spotkaniu. Nie było ono tak otwarte, jak ostatnia konfrontacja ligowa. Bardzo dobrze radziły sobie defensywy obu drużyn. My więcej okazji mieliśmy w drugiej części meczu, jednak nie zdołaliśmy pokonać rozgrywającego fantastyczne spotkanie bramkarza Atletico - Andre Moreiry, który ostatni sezon spędził na wypożyczeniu w Bradze, a dla którego był to dopiero 4. występ w tym sezonie. Fantastyczne interwencje 23-latka sprawiły, że regulaminowe 90 minut skończyło się bezbramkowym remisem. Po naszej stronie mecz z urazem skończyli Messi i Iniesta. Dogrywka, a przynajmniej jej pierwsza część, była niesamowicie senna. Udało się jednak wprowadzić element zaskoczenia w 109. minucie, gdy marnujący dotąd świetne sytuacje Griezmann podał do Alcacera, a ten pewnym strzałem wyprowadził nas na prowadzenie. Jeden błąd w ustawieniu obrony wystarczył jednak, by doszło do rzutów karnych. Dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu dogrywki, Costa wypuścił Vietto, ten wygonił się lekko do boku i świetnym strzałem na dalszy słupek przedłużył nadzieje Los Colchoneros na końcowy triumf. Doszło do rzutów karnych, które na szczęście lepiej wykonywaliśmy my. Jasper Cillessen obronił uderzenia Mensaha oraz Vitolo, zaś decydującego dla nas karnego zdobył... Gerard Pique. Akurat on, akurat na Santiago Bernabeu. Ironia losu. 4:2 w karnych i mamy piąty z rzędu Puchar Króla w gablocie Barcelony!

 

Cillessen - Roberto, Umtiti, Pique, Alba - Rakitić, Busquets - Messi (Iniesta 39' + [Alcacer 80']), Coutinho, Dembele (Denis 57') - Griezmann

 

7.jpg

 

W maju kończymy ligę, więc ostatni rzut oka na tabelę, choć chyba każdy przyzna mi rację, że tym nie ma co się przejmować specjalnie i tytuł trafi na Camp Nou ;)

 

8.jpg

 

  • Niestety w dwumeczu z Chelsea będziemy musieli sobie radzić bez Luisa Suareza (4 tyg. - 2 mies.) oraz Leo Messiego (2-4 tygodnie). Znów Argentyńczyk przegapi końcówkę sezonu :/ Oczywiście także bez Nelsona Semedo, przed którym długie pół roku rehabilitacji.
     
  • Kalendarz na maj: Deportivo (W), Bilbao (W), Chelsea (W), Espanyol (W), Chelsea (D), Villarreal (D), Villarreal (W), Eibar (D)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

#28 - "Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść...", wyczerpana formuła

 

Nigdy nie przypuszczałem, że ostatni miesiąc sezonu 2018/19 będzie tym, w którym podejmę kluczową dla kariery decyzję. Ale się stało. Miesiąc wstydliwy, w którym potrafiliśmy doznać niewytłumaczalnego upokorzenia, w którym straciłem dobry kontakt z zawodnikami, w którym straciłem wiarę w powodzenie tego projektu. Ale po kolei.

 

Pierwszym majowym spotkaniem było starcie z Deportivo. Wszystko zostało postawione na jedną kartę i rywalizację z Chelsea w Lidze Mistrzów, więc i w La Corunii i za kilka dni w Bilbao mieliśmy zagrać tak, by dąć odpocząć podstawowym piłkarzom. Niestety gospodarze, którzy nie tak dawno przegrali na Camp Nou 0:2, teraz robili wszystko, by się odkuć. Już w 7. minucie Griezmann faulował w polu karnym jednego z zawodników Depor, a jedenastkę pewnie wykorzystał Borges. Jeszcze w pierwszej połowie rozgrywający świetne spotkanie Ceballos zagrał do Mosquery, a ten pięknym strzałem pokonał Szczęsnego. Nasza bezradność na El Riazor była tego wieczoru porażająca. W drugiej połowie trafienie dołożył jeszcze wspomniany Ceballos wykorzystując podanie Fornalsa i sensacja stała się faktem. Nazwę ten stan rzeczy sensacją, a nie upokorzeniem, bo na to w tym miesiącu jeszcze przyjdzie czas :)

 

Szczęsny - Vidal, Vermaelen, Inigo, Digne - Oriol Busquets (Seri 67'), Paulinho - Rafinha, Griezmann, Denis - Alcacer

 

1.jpg

 

Athletic Bilbao ma wielkie nadzieje na awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie; my - na awans do finału tegorocznej. Priorytety więc różne, na murawę stadionu w San Mames znów wybiegł drugi garnitur, w składzie wręcz bliźniaczo podobnym do tego sprzed kilku dni i konfrontacji z Deportivo. Ze znacznie lepszym rywalem zaprezentowaliśmy się jednak o wiele lepiej, jak za starych dobrych czasów kontrolowaliśmy przebieg meczu i nie dawaliśmy rywalom rozwinąć skrzydeł. Niestety, jak to często jest w takich meczach, niewykorzystane okazje się zemściły. Villalibre fantastycznie zagrał w pole karne, a najwyżej w polu karnym wyskoczył Raul Garcia. Bałem się kolejnej porażki, ale na szczęście uratował nas Alcacer fenomenalnym strzałem zza pola karnego. Dobry prognostyk przed meczem z Chelsea, gdzie Paco z konieczności zagra jako pierwszy napastnik.

 

Cillessen - Roberto (Alcacer 62'), Vermaelen, Inigo, Digne - Oriol Busquets, Paulinho - Vidal, Rafinha, Denis - Griezmann

 

2.jpg

 

Z losowania półfinałów Ligi Mistrzów byłem nawet zadowolony. Pamiętałem jak grał Manchester United w Superpucharze Europy i się bałem z nimi znowu zagrać, PSG jest zawsze nieobliczalne. Spotkanie z Chelsea było więc optymalnym. Mecz rozpoczął się bardzo dobrze dla gospodarzy - już w 2. minucie do siatki trafił Belotti, jednak arbiter odgwizdał, słusznie, spalonego. Podczas gdy na trybunach wciąż panowała wrzawa i protesty, my zrobiliśmy to, co do nas należało. Ousmane Dembele popędził lewą stroną boiska i dośrodkował w pole karne, a piłkę do siatki strzałem głową zapakował Alcacer. Gol na wyjeździe, a więc cel minimum, zrealizowaliśmy już na samym początku meczu. Niestety dalsza część meczu taka dobra już dla nas nie była. Końcówka pierwszej połowy dla Chelsea była wręcz zabójcza. Najpierw do siatki trafił były piłkarz naszej ekipy - Pedro, a w doliczonym czasie gry Cillessena pokonał Belotti. Mimo usilnych starań w drugiej połowie meczu więcej bramek już nie padło. Porażka 1:2 wprawdzie nie jest zła w kontekście rewanżu, ale mając na uwagę naszą aktualną formę - problemy mogą być.

 

Cillessen - Roberto, Pique, Umtiti, Alba - Seri, Busquets (Iniesta 72') - Coutinho (Rafinha 80'), Rakitić (Vidal 59'), Dembele - Alcacer

 

3.jpg

 

Pomiędzy meczami z The Blues czekały nas derby Barcelony. Jak przed poprzednimi, tak i teraz, trener rywali - Quique Sanchez Flores próbował wejść mi na ambicję i dość solidnie skrytykował zarówno mnie, jak i klub oraz styl gry. W życiu nie pomyślałem jednak, że będzie to miało dla nas tak opłakane skutki. Zaczęło się wprawdzie fantastycznie - w 6. minucie ze skrzydła strzelać (sic!) zdecydował się Digne, piłkę wypluł Diego López, a do siatki wbił ją Antoine Griezmann. Potem było już jednak tylko gorzej. W pierwszej połowie w osiem minut hat tricka zdobył Borja Iglesias, który niemal w pojedynkę rozmontowywał naszą defensywę za każdym razem, jak tylko był przy piłce. W drugiej połowie lepiej nie było. Do naszej siatki trafił Leo Baptistao, chwilę potem Óscar Melendo, w międzyczasie z boiska wyleciało dwóch naszych piłkarzy - Thomas Vermaelen oraz młodziutki Oriol Busquets. Graliśmy w dziewięciu, nie poznawałem tej drużyny i tego, jak się zachowuje i co wyprawia. To byli całkowicie inni ludzie niż ci, których znałem do tej pory. Espanyol do siatki trafił jeszcze raz. Skompromitowaliśmy się na Cornella, 1:6 to wstyd. Właśnie po tym meczu doszedłem do wniosku, że nie mam już pomysłu na tę drużynę i formuła się wyczerpała. Jak wspomnę, że Cillessen miał jeszcze obroniony karny, to chyba sytuacja mówi sama za siebie :")

 

Cillessen - Vidal, Vermaelen, Umtiti (Pique 55'), Digne - Paulinho (Busquets 59'), Oriol Busquets - Rafinha, Iniesta, Denis - Griezmann

 

4.jpg

 

Przed rewanżem z Chelsea musieliśmy jakoś wyrzucić z głowy wynik z weekendu. Wprawdzie Chelsea też przegrała, ale tylko 0:1 i to z Liverpoolem - nijak to się ma do 1:6 ze słabym Espanyolem. Musieliśmy wrócić do czasów, w których wygrywaliśmy i dominowaliśmy z wielkimi drużynami. Chelsea na Camp Nou poczynała sobie jednak bardzo dobrze. Nie tylko dobrze broniła, ale i coraz częściej zagrażała naszej bramce. Widać było, że jesteśmy w kryzysie i będzie bardzo ciężko zrobić w tym meczu cokolwiek. Uśmiechnęło się do nas szczęście w 59. minucie, gdy arbiter podyktował jedenastkę, którą pewnie wykorzystał Rakitić. Wynik ten dawał nam awans do wielkiego finału, jednak wiedzieliśmy, że przed nami jeszcze ciężka przeprawa. I przeczucie mnie nie myliło - w 70. minucie po dośrodkowaniu Azpilicuety do siatki trafił Morata. Minuty upływały, a wynik wciąż się nie zmieniał. Zdecydowałem się na wprowadzenie Messiego, który nawet nie wznowił jeszcze treningów po kontuzji. Ryzykownie, ale coś musiałem zrobić. I się opłaciło! W 90. minucie Messi wykorzystał świetne podanie Paco i dał dogrywkę! Ta rozpoczęła się tragicznie - kontuzjowany Denis musiał opuścić boisko, a ja nie miałem już zmian. Pół godziny w 10. Chelsea cisnęła, dominowała, miała wiele sytuacji, ale na końcu i tak cieszyliśmy się my. W decydującym momencie znów trafił Messi. Chyba jednak ręka Boga istnieje, bo na awans, z ciężkim sercem mówiąc, zasłużyła Chelsea. W finale z United.

 

Cillessen - Roberto, Pique, Umtiti, Alba (+, Digne 22') - Rakitić, Busquets - Rafinha (Messi 74'), Coutinho, Dembele (Denis 66' +) - Alcacer

 

5.jpg

 

Do mediów poszła już informacja, że zamierzam przenieść się do nowego klubu. Nie miałem pomysłu, jak powrócić do szczelnej defensywy i dominowania w meczach, a próbowałem niemal wszystkiego. Ostatnie trzy mecze ligowe były idealną okazją do pożegnania z Barcą, oczywiście wciąż musieliśmy walczyć o mistrzostwo. Z Villarrealem zaczęło się świetnie - po 11. minutach i trafieniach Umtitiego Griezmanna prowadziliśmy 2:0. Niestety nagle stanęliśmy i daliśmy grać rywalom, czego efektem było wyrównanie - najpierw trafił Soriano, a chwilę po wznowieniu gry po przerwie - Sansone. Byłem wkurzony, bo te bramki były stracone zdecydowanie za proste, ponadto, znowu, nasz rywal miał za dużo miejsca, za dużo okazji do błyszczenia. Nic nie pomogły trzy bramki - do siatki dwukrotnie trafił jeszcze Dembele, a rywali dobił Griezmann. Zwycięstwo, mimo, że dość okazałe, tylko utwierdziło mnie w słuszności podjętej decyzji. Takich utwierdzeń w tym sezonie będzie jeszcze sporo.

 

Szczęsny - Vidal, Pique, Umtiti, Digne - Paulinho (Roberto 63'), Seri - Rafinha (Alcacer 72'), Iniesta, Dembele - Griezmann

 

6.jpg

 

Dopiero teraz przychodziło nam nadrabiać zaległy mecz z grudnia. Rywal ten sam - wyjeżdżaliśmy na Estadio de La Ceramica, by zmierzyć się z Villarrealem. Przed meczem wiedzieliśmy jedno - zwycięstwo da nam czteropunktową przewagę nad Atletico i w efekcie mistrzostwo kraju. Zaczęliśmy bardzo ofensywnie, z wiarą w osiągnięcie celu. Okazało się jednak, że bramki nie chcą wpadać, co skutecznie podcięło skrzydła naszym piłkarzom. Minuty upływały, a tej ikry i pogoni za korzystnym wynikiem było coraz mniej. Na nic zdał się lekki opierdziel w szatni, na nic instrukcje wydawane przy linii, na nic zmiany. A Villarreal to nasze rozbicie wykorzystał. W 61. minucie do siatki trafił Unal. Bardziej niż to, że nie trafiliśmy do siatki, zmartwił mnie fakt naszej postawy. Stracony gol nie był żadną motywacją - graliśmy jak dotychczas. Boli, bo zazwyczaj w każdym meczu nam zależało i goniliśmy za wynikiem w sposób wręcz szaleńczy. O mistrza zagramy z Eibar.

 

Cillessen - Vidal, Pique (Inigo 49'), Vermaelen, Digne - Paulinho (Rakitić 73'), Seri (Roberto 73') - Rafinha, Iniesta, Dembele - Alcacer

 

7.jpg

 

Mieliśmy być niepokonanym mistrzem - nie pykło. Mieliśmy zdobyć w lidze 100 bramek - by to osiągnąć, Eibarowi trzeba było strzelić siedem. 100 punktów? Zapomnijmy! Zapewnienie sobie mistrzostwa kilka kolejek przed końcem? Bzdura! Trzeba było walczyć u siebie z Rusznikarzami. Zdecydowałem się zmienić formację na 4-3-3-, która nastawiona była bardziej na bezpośrednią grę na skrzydła, przez co nie dbaliśmy o posiadanie. Udało się. Już w 24. minucie po dwóch bramkach Coutinho i trafieniu Griezmanna prowadziliśmy 3:0. W drugiej połowie trafienia dołożyli Pique oraz ponownie były zawodnik Liveropolu, dla którego był to pierwszy hat-trick w Barcelonie. W międzyczasie dla gości trafił Bartosz Kapustka, który ośmieszył naszą obronę (i again...) i zdobył bramkę strzałem w okienko. Barcelona zostaje więc mistrzem Hiszpanii, a ja żegnam się z kibicami na Camp Nou. Dzięki za te dwa lata!

 

Cillessen - Vidal, Pique, Inigo, Umtiti (Vermaelen 46') - Busquets, Iniesta, Rakitić (Rafinha 46') - Coutinho, Griezmann, Dembele (Alcacer 46')

 

8.jpg

 

Ostateczna tabela La Liga:

 

2.jpg

 

Ostatnie spotkanie w roli trenera Barcelony to finał Ligi Mistrzów z Manchesterem United. Real Madryt już raz to trofeum obronił, ale nie było na świecie drużyny, która obroniłaby potrójną koronę. To mieliśmy być my. Ten jeden ostatni raz pod moją wodzą mieliśmy wspiąć się na wyżyny umiejętności i pokonać rywali zdobywając kolejny puchar. Zaczęło się fenomenalnie - błąd jednego z obrońców MU wykorzystał Alcacer, który bezczelnie odebrał mu piłkę i trafił do siatki. Niestety na gest fair play wobec byłego klubu zdecydował się Pique, który za długo czekał z piłką przy nodze, wskutek czego bramkę zdobył Fekir. Czerwone Diabły niesamowicie przycisnęły w samej końcówce pierwszej połowy meczu - najpierw Cavani, potem Mata i do przerwy przegrywaliśmy 3:1. Mając na uwadze, jak w ostatnich meczach wyglądało nasze zachowanie po straconych bramkach, pogodziłem się z porażką. Wiarę w korzystny rezultat przywrócił mi Herrera, który został ukarany czerwoną kartką. Na murawie znajdował się już grający na zastrzykach Messi. Właśnie on dał sygnał do odrabiania strat fenomenalnym trafieniem z rzutu wolnego z 30 metrów. Pięć minut później stał się cud - po rzucie rożnym Umtiti nabił Fekira, a piłka wpadła do siatki obok bezradnego De Gei. 3:3, gramy w przewadze! Do 90 minuty bramki już nie padły, nadeszła dogrywka, a tam jakimś cudem United znalazło siły na zaatakowanie nas. W 102. minucie drugiego gola zdobył Cavani. My się jednak nie poddaliśmy i za sprawą Dembele remisowaliśmy. Nadeszły karne i... niestety. Porażka 3:1 w jedenastkach przekreśliła nasze marzenia o obronie Ligi Mistrzów.

 

Cillessen - Roberto, Pique, Umtiti, Digne - Seri (Busquets 69'), Rakitić (Rafinha 86') - Coutinho, Iniesta (Messi 46'), Dembele - Alcacer

 

1.jpg

 

Był to mój ostatni mecz w roli trenera Barcelony. Od następnego sezonu poprowadzę inny zespół, który ma wielki potencjał, a który nie grał na miarę swoich możliwości zarówno w lidze, jak i Lidze Mistrzów. Dowiecie się za dwie opki - przed nami jeszcze podsumowanie sezonu w Barcelonie i innych ligach. Ale strzelajcie, może traficie! ;) Decyzja już podjęta i nieodwracalna.

 

Powołania na mecze reprezentacji Polski z Serbią i Szwajcarią:



Bramkarze: Wojciech Szczęsny, Łukasz Skorupski, Bartłomiej Drągowski

Obrońcy: Bartosz Salamon, Kamil Glik, Łukasz Piszczek, Michał Pazdan, Krystian Bielik, Maciej Rybus, Tomasz Kędziora, Robert Gumny

Pomocnicy: Grzegorz Krychowiak, Jacek Góralski, Karol Linetty, Paweł Wszołek, Kamil Grosicki, Michał Żyro, Rafał Wolski, Bartosz Kapustka

Napastnicy: Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik, Łukasz Teodorczyk, Jarosław Niezgoda

 

  • Następna opka: statystyki wszystkich zawodników Barcelony, podsumowanie sezonu (serie/rekordy itd.)
  • Za dwie opki: podsumowanie sezonu w ligach europejskich - kto mistrzem, kto puchary, komu spadek itd.
  • Za trzy opki: ogłoszenie nowego klubu, którego losy będziecie teraz tu śledzić i prawdopodobnie pierwsze mecze towarzyskie. 

Dziękuję za śledzenie tej kariery, mam nadzieję, że nowym klubem także was do niego przekonam!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

#29 - Podsumowanie sezonu 2018/19 - BARCELONA

 

Tradycyjnie, jak w poprzednim sezonie - statystyki kadry:

 



BRAMKARZE (ilość meczów (mecze w ławce) / czyste konta / średnia ocena):

 

1. Marc-Andre Ter Stegen - 19(0) / 11 / 6,98

1. Jasper Cillessen - 37(0) / 16 / 6,96

13. Wojciech Szczęsny - 9 / 6 / 6,92

 

Na początku sezonu hierarchia była oczywiście ustalona - Ter Stegen był pierwszym bramkarzem, Cillessen otrzymywał te pucharowe oraz słabsze w Lidze Mistrzów. Z czasem jednak Niemiec mnie zawiódł, było mu za mało pieniędzy i w końcu wymęczył transfer do PSG, na którym zależało mu od dłuższego czasu. Jego wybór. W jego miejsce do zespołu dołączył Szczęsny, który spisywał się bardzo dobrze, niejednokrotnie ratował skórę. Pierwszym bramkarzem, na te najważniejsze mecze, był jednak Cillessen. Holender bronił dobrze, ale, prawdę mówiąc było widać, dlaczego przegrywał rywalizację z Ter Stegenem. A, nawiązując jeszcze do Marca - wicemistrzostwo z PSG i półfinał LM - chyba nie o to mu chodziło w tym transferze ;) Ciekawe kto wygra rywalizację o bluzę nr 1 pod wodzą nowego trenera.

 

 

OBROŃCY (ilość meczów (mecze z ławki) / gole / asysty / średnia ocena):

 

2. Nelson Semedo - 29(1) / 0 / 5 / 7,16

3. Gerard Pique - 38(1) / 2 / 1 / 7,19

18. Jordi Alba - 32 / 0 / 4 / 7,23

19. Lucas Digne - 31(1) / 0 / 3 / 7,26

22. Aleix Vidal - 25(7) / 1 / 9 / 7,11

23. Samuel Umtiti - 35(1) / 1 / 3 / 7,16

24. Inigo Martinez - 30(4) / 1 / 2 / 7,39

25. Thomas Vermaelen - 26(2) / 2 / 0 / 7,26

 

Każdy z obrońców grał dość sporo. Oczywiście zdecydowanym trzonem było 2-3-23-18, ale w momencie, gdy wyleciał Semedo, na prawej stronie dość udanie występował Vidal, czasami wchodził tu także Roberto (to bardziej gdy miałem nadzieję nie na szybkie rajdy skrzydłem, a zabezpieczenie tyłów i spokojne kontrolowanie meczu). Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Inigo Martinez, jak widzicie człowiek, który ma najwyższą średnią ocen. Trochę więcej spodziewałem się po lewych obrońcach, ale liczby w postaci asyst nie powalają. Cały czas niezadowolony był Digne - był obrażony na mnie za to, że rzekomo nie dotrzymuję danego mu słowa w postaci regularnych występów (konflikt z połowy pierwszego sezonu). Vermaelen również bardzo solidny, po sezonie przechodzi do Chin. Miałem w planach sprowadzenie De Ligta, ale z kupnem czwartego stopera będzie musiał borykać się nowy trener. Bardzo pewna formacja, która z czasem zaczęła się kruszyć. Ale przez większą część sezonu graliśmy w obronie bardzo pewnie, szkoda, że posypało się w końcówce.

 

 

POMOCNICY (jak u obrońców):

 

4. Ivan Rakitić - 33(5) / 2 / 5 / 7,04

5. Sergio Busquets - 26(6) / 2 / 4 / 7,15

6. Denis Suarez - 29(15) / 10 / 13 / 7,36

8. Andres Iniesta - 18(19) / 1 / 4 / 6,93

12. Rafinha - 29(16) / 10 / 12 / 7,20

14. Philippe Coutinho - 22(5) / 9 / 5 / 7,16

15. Paulinho - 20(11) / 0 / 4 / 7,08

16. Sergi Samper - 16(6) / 0 / 0 / 7,09

20. Sergi Roberto - 28(11) / 0 / 4 / 7,10

21. Jean-Michael Seri - 26(13) / 4 / 5 / 7,23

 

Zdecydowanie najliczniejsza i najczęściej rotowana formacja. Znów wydaje mi się, że takim cichym bohaterem pomocy był Ivan Rakitić, czego nie do końca potwierdzają liczby. Chciałbym wyróżnić tutaj dwie osoby - Denisa Suareza i Rafinhę. Ten pierwszym przechodził po prostu samego siebie - wchodził z ławki - strzelał, grał od pierwszej minuty - to samo, nie robiło mu różnicy czy gra z Messim i Suarezem, czy z Rafinhą i Alcacerem. Rafinha również był w świetnej formie, a przecież mało brakowało, a odszedłby w lecie - zaważył świetny mecz z MU w Superpucharze Europy. Świetnym transferem okazał się Seri oraz Coutinho. Dałem szansę Samperowi, ale mimo wszystko nie zachwycił, ponadto końcówkę sezonu stracił z powodu kontuzji. Andres Iniesta z kolei powoli tracił miejsce w jedenastce i często wchodził z ławki - jak odchodziłem z Barcelony to poprosiłem go, by wstrzymał jeszcze decyzję o przejściu na emeryturę, mam nadzieję, że odłoży to w czasie, bo żal, by futbol stracił takiego magika.

 

 

NAPASTNICY (jak u obrońców i pomocników):

 

7. Antoine Griezmann - 15(2) / 8 / 3 / 7,08

9. Luis Suarez - 29(4) / 26 / 7 / 7,48

10. Leo Messi - 32(8) / 34 / 16 / 7,85

11. Ousmane Dembele - 33(5) / 17 / 12 / 7,53

17. Paco Alcacer - 26(17) / 23 / 4 / 7,11

*. Gerard Deulofeu - 6(3) / 2 / 3 / 7,44

 

Gwiazdozbiór normalnie, patrząc na zawodników na górze. Nieprawdopodobne liczby wykręcone przez czwórkę 9-10-11-17. Choć Luis na początku sezonu znajdował się w niezbyt wysokiej formie, to i tak te liczby robią wielkie wrażenie. Niekwestionowanym liderem formacji rzecz jasna Leo Messi, fantastycznie wpasował się w nową drużynę Ousmane Dembele. Paco, choć najczęściej wchodził z ławki rezerwowych, także wykręcił świetne liczby i potrafił w kluczowych momentach pokazać pazur - jak w meczu na Stamford Bridge, gdzie otworzył wynik, czy w finale LM, gdzie zrobił to samo. Griezmann nie zawsze grał na szpicy - czasem także za plecami nominalnej dziewiątki. Deulofeu zaczął sezon nieźle, ale doznał kontuzji (znowu więzadła), wyleciał na 7 miesięcy, nie chciał przedłużyć kontraktu i w lipcu przejdzie do West Hamu, więc po prostu na drugą część sezonu nie został zgłoszony do rozgrywek. Jego wybór ;)

 

 

Kalendarz sezonu 2018/19:

 



 

Sierpień 2018 (3-1-0; 8:2)

 

Barcelona 1:0 Manchester United

Villarreal 1:1 Barcelona

Barcelona 3:1 Villarreal

Barcelona 3:0 Malaga

 

Wrzesień 2018 (5-0-1; 11:2)

 

Real Saragossa 0:3 Barcelona

Barcelona 1:0 Sporting Gijón

Napoli 1:2 Barcelona

Barcelona 1:0 Las Palmas

Girona 0:0 Barcelona

Alaves 1:4 Barcelona

 

Październik 2018 (6-0-0; 21:4)

 

Barcelona 6:0 Young Boys

Barcelona 4:2 Sevilla

Real Sociedad 0:1 Barcelona

Barcelona 3:0 Genk

Real Madryt 2:4 Barcelona

Llagostera 0:3 Barcelona

 

Listopad 2018 (5-0-0; 14:5)

 

Barcelona 4:2 Celta

Genk 0:2 Barcelona

Valencia 1:2 Barcelona

Atletico 0:1 Barcelona

Barcelona 5:2 Napoli

 

Grudzień 2018 (5-0-0; 13:0)

 

Barcelona 3:0 Real Oviedo

Young Boys 0:2 Barcelona

Barcelona 3:0 Real Betis

Shanggang 0:3 Barcelona

Cruzeiro 0:2 Barcelona

 

Styczeń 2019 (8-0-1; 25:5)

 

Barcelona 1:0 Llagostera

Barcelona 5:0 Espanyol

Eibar 1:2 Barcelona

Eibar 2:5 Barcelona

Barcelona 3:0 Eibar

Malaga 0:3 Barcelona

Villarreal 2:1 Barcelona

Barcelona 3:0 Real Saragossa

Barcelona 2:0 Villarreal

 

Luty 2019 (5-3-0; 19:5)

 

Sporting Gijón 1:3 Barcelona

Barcelona 0:0 Girona

Barcelona 5:0 Girona

Girona 0:2 Barcelona

Las Palmas 1:1 Barcelona

Barcelona 2:0 Athletic Bilbao

Sevilla 3:6 Barcelona

Feyenoord 0:0 Barcelona

 

Marzec 2019 (6-0-0; 18:3)

 

Barcelona 4:0 Alaves

Barcelona 3:1 Real Madryt

Celta 0:3 Barcelona

Barcelona 2:0 Real Sociedad

Barcelona 4:1 Feyenoord

Barcelona 2:1 Valencia

 

Kwiecień 2019 (5-1-1; 12:6)

 

Real Oviedo 1:2 Barcelona

Real Betis 0:1 Barcelona

Barcelona 0:1 Atletico

Barcelona 2:1 Real Madryt

Barcelona 2:0 Deportivo

Real Madryt 2:4 Barcelona

Atletico 1:1 k. Barcelona

 

Maj 2019 (3-1-4; 16:17)

 

Deportivo 3:0 Barcelona

Athletic Bilbao 1:1 Barcelona

Chelsea 2:1 Barcelona

Espanyol 6:1 Barcelona

Barcelona 3:1 Chelsea

Barcelona 5:2 Villarreal

Villarreal 1:0 Barcelona

Barcelona 5:1 Eibar

 

Czerwiec 2019 (0-1-0; 4:4)

 

Manchester United 4:4 k. Barcelona

 

 

OGÓŁEM: 65 rozegranych spotkań, 51 zwycięstw, 8 remisów, 6 porażek. Bilans bramkowy: 161:53

 

OGÓŁEM W BARCELONIE: 127 rozegranych spotkań, 97 zwycięstw, 18 remisów, 12 porażek. Bilans bramkowy: 294:103

 

Mistrzostwo Hiszpanii (2)

Puchar Hiszpanii (2)

Superpuchar Hiszpanii (2)

Klubowe Mistrzostwo Świata (1)

Superpuchar Europy (1)

Liga Mistrzów (1)

 

 

Reprezentacja Polski

 



 

Czerwiec 2018 (5-0-0; 12:6)

 

Polska 2:1 Iran

Polska 3:1 Senegal

Chile 2:3 Polska

Polska 2:1 Wybrzeże Kości Słoniowej

Polska 2:1 Japonia

 

Lipiec 2018 (2-1-1; 8:6)

 

Meksyk 0:3 Polska

Argentyna 2:3 Polska

Anglia 2:0 Polska

Polska 2:2 k. Niemcy

 

Wrzesień 2018 (0-0-1; 0:4)

 

Włochy 4:0 Polska

 

Październik 2018 (1-0-1; 2:2)

 

Polska 1:0 Holandia

Polska 1:2 Włochy

 

Listopad 2018 (0-1-1; 2:3)

 

Polska 0:1 Węgry

Holandia 2:2 Polska

 

Marzec 2019 (1-0-0; 2:0)

 

Azerbejdżan 0:2 Polska

 

Kwiecień 2019 (1-0-0; 3:0)

 

Polska 3:0 Kazachstan

 

 

OGÓŁEM: 16 rozegranych meczów, 10 zwycięstw, 2 remisy, 4 porażki. Bilans bramkowy: 29:21

 

 

I statystyki z tego sezonu z Barcelony - serie, rekordy itd.

 



 

Najwyższa pozycja w lidze: 1.

Najniższa pozycja w lidze: 5. 

Najwyższa frekwencja: 98.787 z Espanyolem (06.01.2019)

Największe wpływy z biletów: 6.51 miliona z Realem (17.04.2019)

Średnia frekwencja: 88.894

Najniższa frekwencja: 42.598 z Eibar (16.01.2019)

Najwyższe zwycięstwo: 6:0 z Young Boys

Najwyższa porażka: 1:6 z Espanyolem

Najwięcej goli w meczu: 9 (z Sevillą)

Najwięcej goli w meczu ligowym: 9 (z Sevillą)

Najwięcej bramek w sezonie: 34 (Leo Messi)

Najwięcej ligowych bramek w sezonie: 21 (Luis Suarez)

Najwyższa średnia ocena: 7.85 (Leo Messi)

Najmłodszy zawodnik: 18 lat i 92 dni (Sergio Gómez)

Najstarszy zawodnik: 35 lat i 21 dni (Andres Iniesta)

Najszybszy gol: 20 sekunda (Ousmane Dembele)

Najwięcej bramek w meczu: 3 (Leo Messi)

Najwięcej bramek w meczu ligowym: 3 (Leo Messi)

Najwięcej asyst: 16 (Leo Messi)

Najwięcej czystych kont: 16 (Jasper Cillessen)

Najwięcej nagród dla zawodnika meczu: 15 (Leo Messi)

Najmłodszy strzelec bramki: 18 lat i 339 dni (Abel Ruiz)

Najstarszy strzelec bramki: 34 lata i 341 dni (Andres Iniesta)

Najwięcej zwycięstw z rzędu: 23 (29.09.2018-20.01.2019)

Najwięcej meczów bez porażki: 51 (01.03.2018-20.01.2019)

Najwięcej porażek z rzędu: 2 (7.05.2019-11.05.2019)

Najwięcej meczów bez zwycięstwa: 5 (28.04.2019-11.05.2019)

Najwięcej meczów bez straconej bramki: 1

Najwięcej meczów bez straty bramki: 7 (01.12.2018-06.01.2019)

 

Jeszcze dzisiaj postaram się wrzucić podsumowanie sezonu w Europie.

 

 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

#30 - podsumowanie sezonu 2018/19 w Europie

 

Tak jak to miało miejsce po poprzednim sezonie - nie screenowałem, tylko wypisałem. Zapraszam do zapoznania się, bo działo się całkiem sporo ;)

 

Hiszpania

 

 


1. FC Barcelona - 96 pkt

2. Atletico Madryt - 95 pkt

3. Real Madryt - 81 pkt

4. Athletic Bilbao - 71 pkt

5. Real Betis - 68 pkt

6. Sevilla - 61 pkt

7. Valencia - 58 pkt

...

18. Alaves - 30 pkt

19. Real Saragossa - 28 pkt

20. Eibar - 22 pkt

 

Tutaj nie będę się przesadnie rozpisywać, bo cały sezon mieliście relację na żywo i widzieliście, jak i kiedy tabela się zmieniała. Przejdę więc od razu do zmian na stanowisku trenerskim - mnie w Barcelonie zastąpił Unai Emery, zaś jeszcze w trakcie sezonu za sterami Realu Madryt Zinedine'a Zidane'a zmienił Carlo Ancelotti. Dwa giganty przystąpią więc do nowego sezonu z innymi kapitanami. Rafa Benitez, który z podkulonym ogonem wrócił na Wyspy, został zastąpiony przez Marcelino, w Villarrealu wylądował z kolei Nuno Espirito Santo

 

Awans do La Liga wywalczyły, póki co, ekipy Levante Rayo, w barażach z kolei walczą jeszcze AlbaceteGranadaCordoba i Numancia.
 

 

 

Anglia

 

 


1. Manchester United - 86 pkt

2. Arsenal - 83 pkt

3. Chelsea - 79 pkt

4. Manchester City - 69 pkt

5. Everton - 63 pkt

6. Tottenham - 59 pkt

7. Bournemouth - 57 pkt

...

18. Brighton - 35 pkt

19. Wolverhampton - 34 pkt

20. Sunderland - 26 pkt

 

Na angielskim tronie zdecydowanie zadomowił się Manchester United, który obronił tytuł mistrza. Trochę sytuację sfrajerzył Arsenal, bo był okres, gdzie miał ponad dziesięciopunktową przewagę nad resztą, ale fatalna końcówka sprawiła, że to Czerwone Diabły ostatecznie triumfowały. W Lidze Mistrzów zagra również Chelsea oraz Manchester City. Bardzo słabo poradził sobie w Liverpoolu Luis Enrique - jego klub zajął ledwie ósme miejsce, a Asturyjczyk został zwolniony. Spadają trzy teoretycznie najsłabsze drużyny ligi - bez zaskoczeń.

 

Luisa Enrique na stanowisku trenera Liverpoolu zastąpił dotychczasowy trener Spartaku Moskwa - Massimo Carrera. Z kolei jeszcze przed rozpoczęciem sezonu z Arsenalu, wreszcie..., odszedł Arsene Wenger. Francuz jednak nie zakończył kariery, a został... selekcjonerem kadry narodowej :D Na The Emirates zastąpił go Jorge Jesus. W Leicester z ciekawych nazwisk wylądował Didier DeschampsRafa Benitez prowadzi Swansea, Mauricio Pochettino jest w West Hamie, po tym jak wylali go z Tottenhamu (tam rządzi Roberto Martinez). 

 

Awans do Premier League wywalczyły znane już kibicom ekipy Watfordu oraz Huddersfield. Z baraży z kolei zwycięsko wyszło Leeds. Fajnie będzie zobaczyć akurat tę ekipę w Premier League. Lepiej ich niż Crystal Palace ;)

 

Puchar Anglii padł łupem Tottenhamu, który w finale pokonał 3:1 Watford. Koguty wygrali również Carabao Cup - w finale po rzutach karnych z kwitkiem odesłali Stoke

Przed rozpoczeciem sezonu tradycyjnie została rozegrana Tarcza Wspólnoty. Po bezbramkowym remisie przyszła seria rzutów karnych, które w derbach Manchesteru lepiej egzekwowali ci z City.
 

 

 

Niemcy

 

 


1. Bayern Monachium - 88 pkt

2. Bayer Leverkusen - 68 pkt

3. Schalke - 68 pkt

4. Borussia Dortmund - 58 pkt

5. Lipsk - 58 pkt

6. FC Koln - 57 pkt

7. Borussia Moenchengladbach - 57 pkt

...

17. Freiburg - 25 pkt

18. Darmstadt - 15 pkt

 

O ile nie było żadnych wątpliwości w kwestii mistrzowskiego tytułu, bo Bayern zdecydowanie zdystansował konkurencję, o tyle walka o czwarte miejsce, gwarantujące udział w fazie grupowej Ligi Mistrzów, była nieprawdopodobnie zacięta. Ostatecznie, rzutem na taśmę, zajęła je Borussia Dortmund, a więc ekipa mistrza Niemiec z poprzedniego sezonu. W pucharach zagrają Lipsk, Koln i Borussia. Miły będzie powrót Schalke do Champions League. Spadają natomiast Freiburg oraz Darmstadt, które zdecydowanie odstawało od reszty, W barażach o utrzymanie uratował się Nurnberg, który pokonał w dwumeczu Braunschweig.

 

Dwa najciekawsze nazwiska z trenerskiego rynku, które warto tutaj przytoczyć, to Louis van Gaal, który po zakończeniu sezonu objął stery we Freiburgu (szykuje się szybki powrót do elity?) oraz Ronald Koeman, który przez cały sezon prowadził ekipę Hannoveru. Zajął z nią 13. miejsce.

 

Awans do Bundesligi wywalczyły ekipy Eintrachtu Frankfurt oraz Bochum

 

Dominacja Bayernu przeniosła się także na inne krajowy puchar. W Pucharze Niemiec Bawarczycy wygrali w finale 1:0 z Schalke, natomiast w Superpucharze musieli uznać wyższość  Borussii Dortmund (0:1).
 

 

 

Francja

 

 


1. AS Monaco - 98 pkt

2. PSG - 83 pkt

3. Olympique Lyon - 73 pkt

4. Olympique Marsylia - 58 pkt

5. OGC Nice - 53pkt

6. Nantes - 52 pkt

...

18. Toulouse - 42 pkt

19. Auxerre - 42 pkt

20. Lorient - 36 pkt

 

Niespodzianka we Francji, bo o dziwo Monaco wręcz zdyskredytowalo PSG. Bardzo niewiele brakło piłkarzom z Księstwa do magicznej granicy 100 punktów. PSG kolejny raz musi przełknąć gorzką pigułkę, podejrzewam ich mocną ofensywę latem. Bardzo zacięta walka trwała także o utrzymanie - aż 42 punkty zdobyli dwaj spadkowicze. Do szóstego Nantes stracili ledwie dziesięć punktów... Wielkie emocje w Ligue 1! ;)

 

Trenerzy, którzy zostali pozmieniani nie mająjakichś głośnych nazwisk, więc pominiemy ten element. Może z wyjątkiem nowego opiekuna PSG, ale o tym dowiecie się w następnej opce, bo ma dość spory związek z wyborem nowego klubu ;)

 

Awans do najwyższej klasy rozgrywkowej we Francji wywalczyły drużyny Reims oraz Tours. Po barażach weszło z kolei Sochaux.

 

Trochę niepowodzenia w lidze PSG odbiło sobie wygrywając Puchar Francji. W finale pokonali 1:0 Lorient. W Pucharze Ligi Francuskiej z kolei okazali się lepsi od Marsylii, choć dopiero po rzutach karnych.
 

 

 

Włochy

 

 


1. Juventus - 104 pkt

2. Napoli - 85 pkt

3. Roma - 75 pkt

4. Inter - 70 pkt

5. Milan - 70 pkt

6. Udinese - 60 pkt

...

18. Cremonese - 32 pkt

19. Crotone - 32 pkt

20. Cittadella - 14 pkt

 

Miazga! To, co nie udało się nam, udało się Juventusowi. Turyńczycy nie tylko po raz kolejny zdobyli scudetto, ale również ukończyli ligę jako zespół niepokonany i przekroczyli granicę stu punktów. Trochę żal Milanu, bo tylko przez bilans bramkowy wypadł ze strefy premiowanej awansem do Ligi Mistrzów. Bardzo ładnie w lidze poradziło sobie Udinese - tyle samo punktów miała Atalanta, ledwie oczko straciło Torino. Normalnie siódme miejsce prawdopodobnie dałoby awans do LE, ale przez puchar prawo to zagwarantowało sobie Chievo. Strasznie od reszty odstawała Cittadella, która w całym sezonie odniosła ledwie trzy zwycięstwa - z Atalantą, Cremonese i Genoą. Ledwie punkt nad strefą spadkową wylądowało Spal, trzy oczka więcej miało Sassuolo. Było ciekawie.

 

Cały sezon 18/19 Napoli prowadził Roberto Mancini, w Lazio zasiada Philip CocuEusebio Di Francesco rządzi w Sampdorii, Claudio Ranieri od stycznia prowadzi Palermo, Gian Piero Gasperini po zakończeniu sezonu objął Spal.

 

Awans do najwyższej klasy rozgrywkowej wywalczyły ekipy Hellas VeronyPescary oraz Benevento.

 

Puchar Włoch padł właśnie łupem Chievo, które po karnych pokonało Juventus i w nagrodę zagra w eliminacjach Ligi Europy. W Superpucharze niespodzianki nie było i to właśnie Juve triumfowało pokonując 2:0 Milan.
 

 

 

Polska

 

 


1. Legia Warszawa - 88 pkt

2. Lechia Gdańsk - 77 pkt

3. Jagiellonia Białystok - 66 pkt

4. Korona Kielce - 59 pkt

...

15. Pogoń Szczecin - 34 pkt

16. Śląsk Wrocław - 26 pkt

 

Nie było niespodzianki także w Polsce. Legia Warszawa po fenomenalnych występach w Lidze Mistrzów (1/8 finału i dwa remisy w tej fazie z Realem Madryt, wcześniej także podział punktów w grupie z Manchesterem City) wywalczyła prawo do reprezentowania Polski w tych rozgrywkach także w kolejnej kampanii. Nabiła bardzo dużo punktów do krajowego rankingu UEFA i można spodziewać się sporego skoku. Ponadto Legia ma współczynnik już na poziomie 52,625, a to więcej niż chociażby Milan, Lazio czy Valencia. Miazga. Do niższej ligi spadnie Pogoń i Śląsk, ciekawy jest również fakt, że w eliminacjach LE zagra Korona.

 

Jacek Zieliński objął stery w Wiśle Płock, Waldemar Fornalik trenuje w Cracovii, Kosta Runjaić w Lechu. Tyle z ciekawych zmian.

 

Najlepsze na zapleczu były Arka Gdynia Ruch Chorzów. Witamy w elicie.

 

Puchar Polski dla Lechii, która w finale pokonała Pogoń (to by była sensacja, spadkowicz w pucharach), zaś Superpuchar padł łupem Legii.
 

 

 

Mistrzowie innych lig europejskich:

 

 


Austria: Rapid Wiedeń (+1)

Belgia: Gent (+0)

Chorwacja: Rijeka (+9)

Czechy: Slavia Praga (+8)

Dania: Midtjylland (+12)

Grecja: Olympiakos (+12)

Holandia: Feyenoord (+7)

Portugalia: Sporting (+3)

Rosja: Spartak Moskwa (+9)

Rumunia: CFR Cluj (+14)

Serbia: Partizan (+15)

Szkocja: Celtic (+9)

Szwajcaria: Basel (+4)

Turcja: Besiktas (+3)
 

 

 

Dodam tylko, że LE wygrał Arsenal pokonując w finale 3:0 Inter.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników, przeglądających tę stronę.

×