Skocz do zawartości
Między 26 a 29 lipca w LIPINACH odbędzie się XVIII Zlot CMF. Serdecznie zapraszamy do zgłaszania się!
TEMAT ZLOTOWY
Ralf

Cień wielkiej trybuny

Rekomendowane odpowiedzi

11 godzin temu, Ralf napisał:

Wtedy, by przez przypadek go nie powołać i bez problemu go omijać , jeżeli jakimś cudem pojawiłby mi się na liście krajowej, nadaję mu pseudonim pokroju "Nie powoływać", "Won z kadry", i tak dalej.

:kekeke: w sumie podobnie to u mnie wygląda. Acz ja jestem bardziej dosadny widzę, żeby później mieć jakąś zabawę gdy jednak jakimś cudem napatoczy mi się zawodnik :D

 

Dawaj młodego do kadry A, co tam! Niech się otrzaska na boiskach Bundesligi! Co strasznego może się zdarzyć ^^

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Cytat

Prawe skrzydło:
– Hans Vink (26 l., P PŚ, Holandia; 3/1 U-21) – 28 stpotkań – 1 gol – 4 asysty – 0 GM; 6.61

– Fernando Suárez (25 l., OP Ś, Argentyna) – 23 spotkania – 0 goli – 4 asysty – 0 GM; 6.70

------

– Federico Pedretti (18 l., OP P, Włochy) – zespół rezerw

– Mario Block (30 l., OP PLŚ, N Ś, Niemcy) – zespół rezerw –> koniec kontraktu

– Thomas Seitz (34 l., OP PŚ, N Ś, Niemcy; 2/0 U-21) – zespół rezerw –> koniec kontraktu

 

I tutaj nie będzie żadną nowością powiedzieć, że prawe skrzydło nie do końca istniało. W pierwszej połowie sezonu podstawowym zawodnikiem był tutaj Vink, ale Holender miał tę kluczową wadę, że gdy tylko udało mu się zagrać bardzo dobry mecz, natychmiast przetykał go czterema beznadziejnymi, których często nie potrafił dograć do końca, ściągany przeze mnie z powodu słabiutkiej gry. Na wiosnę postanowiłem wypróbować Suáreza, który był wprawdzie nominalnym środkowym pomocnikiem, ale na swojej pozycji był dopiero pod koniec pierwszej dziesiątki w kolejce do gry. No i spisał się trochę lepiej od Vinka, już do ostatniego meczu nie oddając mu miejsca na prawej stronie, ale nie powiedziałbym, żeby spisał się jakoś rewelacyjnie. Musiałem szybko znaleźć dobrego zawodnika w ich miejsce, bo Vink z Suárezem nie byli piłkarzami, na których można opierać grę drużyny.

 

Block i Seitz, którzy potrafili dać klubowi wiele dobrego w Regionallidze, teraz mieli pożegnać się z RWE po wygaśnięciu kontraktów i schyłek kariery dograć w mniej wymagającym otoczeniu, gdyż byli już za słabi jak na nasze potrzeby, a nie zasługiwali na wysiadywanie na trybunach i klepanie w rezerwach co wtorek.

 

Cytat

Środkowi i defensywni pomocnicy:

– Franck Brou (28 lat, DP, Wybrzeże Kości Słoniowej, 16/1) – 17 spotkań – 2 gole – 2 asysty – 1 GM; 6.82

– Ronald Guyt (32 l., DP, Holandia; 16/0 U-21) – 6 spotkań – 0 goli – 0 asyst – 0 GM; 6.17 –> koniec kontraktu

– Jairo (21 l., DP, Brazylia) – 2 spotkania – 0 goli – 0 asyst – 0 GM; 7.00
– Thomas Franz (26 l., DP, OP Ś, Niemcy) – 22 spotkania – 5 goli – 3 asysty – 1 GM; 7.23

– Markus Rose (26 l., P Ś, Niemcy; 6/0 U-21) – 31 spotkań – 8 goli – 3 asysty – 3 GM; 7.45

------

– Mark Hofstede (22 l., DP, Holandia; U-19) – zespół rezerw

– Christian Baumann (17 l., P Ś, Niemcy) – zespół rezerw

– Christian Gerber (17 l., P Ś, Niemcy) – zespół rezerw

– Dirk Reichel (19 l., P Ś, Niemcy) – zespół rezerw –> koniec kontraktu

– Tobias Hornig (18 l., OP Ś, Niemcy) – zespół rezerw

 

Byłem pod olbrzymim wrażeniem Markusa Rosego – nasz kapitan, jedyny w klubie zawodnik europejskiego foramtu, wraz z kolejnymi awansami grał coraz lepiej! O ile w drugiej lidze grał znakomicie i był pewnym filarem zespołu, o tyle teraz w Bundeslidze swoją genialną postawą sprawiał, że czapki same zdejmowały się z głów, a on sam miał olbrzymi wkład w wywalczone utrzymanie. Ale jak zawsze i w tym musiał tkwić jakiś haczyk – jak wspomniałem, Markus dorobił się już reputacji daleko wykraczającej poza Niemcy, był coraz bardziej rozpoznawalny w większości najmocniejszych lig Starego Kontynentu, miał obecnie tylko rok do końca kontraktu, ponadto zdążył zatrudnić agenta, który już zaczął mieszać mu w głowie i przekonywać, że powinien jak najszybciej przejść do większego, bogatszego klubu. Sam Markus co prawda milczał, ale przez ostatnich dwadzieścia lat niejeden raz przekonałem się, jak wiele potrafią zniszczyć agenci wschodzących gwiazd, więc musiałem się liczyć z tym, że przyszły sezon będzie ostatnim, jaki Rose rozegra w Rot-Weiss Essen.

 

Thomas Franz starał się dotrzymywać kroku Markusowi i wychodziło mu to całkiem zacnie; nie mogłem mu w zasadzie nic zarzucić, a w przyszłym sezonie nadal miał pilnować swojej roli partnera Rosego. Trochę gorzej było z Franckiem Brou, gdyż Iworyjczyk zaczął sezon obiecująco, a później obniżył loty i w większości meczów grał rozczarowująco przeciętnie. Zbyt przeciętnie. Nie za bardzo wiedziałem, co zrobić z Jairo, gdyż sprowadziłem go do klubu trochę pochopnie i niezbyt potrafił nawiązać walkę z kolegami o miejsce w składzie, ale z drugiej strony rozegrał wiosną całkiem dobre spotkanie, i to przeciwko Bayernowi Monachium, więc zamierzałem zatrzymać go na rok na czarną godzinę. Na podobne względy nie miał już co liczyć Guyt, który dał już klubowi to, co miał dać, więc mógł iść, bo nie ma już nic. W rezerwach z kolei wyrastał potencjalny następca Rosego w osobie obiecującego Christiana Gerbera, a i Tobiasowi Hornigowi nie można było odmówić talentu.

 

Cytat

Lewe skrzydło:
– Mikkel Andreasen (26 l., P L, Dania; 24/2) – 22 spotkania – 1 gol – 2 asyst – 0 GM; 6.95

– Kevin Bruns (19 l., P L, Niemcy; U-19) – 13 spotkań – 1 gol – 3 asysty – 1 GM; 7.54

– Sebastian Franz (24 l., OP LŚ, Niemcy; U-19) – 9 spotkań – 0 goli – 0 asyst – 0 GM; 6.44

------

– Andrade (21 l., P LŚ, Portugalia; U-19) – zespół rezerw
– Stephan Walther (18 l., P L, Niemcy) – zespół rezerw

– Dieter Freund (17 l., OP LŚ, Niemcy) – zespół rezerw

 

W pierwszej części rozgrywek podstawowym lewym pomocnikiem był Mikkel Andreasen, solidny zawodnik, który jednakże wciąż nie potrafił wyleczyć się z identycznych skłonności, co Vink, czyli przeplatania dobrego meczu kilkoma fatalnymi. Na wiosnę postanowiłem zagrać va banque, awansować w końcu do pierwszego zespołu utalentowanego Kevina Brunsa i... żałowałem, że zdecydowałem się na to tak późno! Fenomen Kevina wręcz eksplodował – młodziutki dziewiętnastolatek nagle dołączył do pierwszego zespołu, został podstawowym lewoskrzydłowym w piekielnie trudnej Bundeslidze i nic sobie z tego nie zrobił; z marszu zagrał wiosnę jak stary, doświadczony rutyniarz! Rewelacyjna średnia Brunsa była wprost niewiarygodna, ponadto ciągle podnosił swoje umiejętności, więc w przyszłym sezonie miał być bezapelacyjnie podstawowym zawodnikiem pierwszego zespołu. Niezwłocznie postanowiłem też zaproponować mu długi, wieloletni kontrakt, póki jeszcze nie oczekiwał zbyt wysokiej pensji i nie zaczęły zabijać się o niego europejscy giganci.

 

Seba Franz, choć umiejętności miał, nie potrafił przebić się do wyjściowej jedenastki, więc uznałem, że jeżeli zgłosi się po niego jakiś klub, nie będę przeszkadzał mu w odejściu do zespołu, w którym miałby zapewnioną regularną grę.

 

Cytat

Napastnicy:

– Marek Topolski (24 l., OP/N Ś, Polska; 14/11 U-21) – 12 spotkań – 4 gole – 1 asysta – 1 GM; 6.83 – spr. z Freiburga

– Darko Barisić (24 l., N, Chorwacja; 12/0) – 19 spotkań – 7 goli – 5 asyst – 1 GM; 6.63

– Marco (30 l., N, Brazylia) – 9 spotkań – 0 goli – 0 asyst – 0 GM; 6.33 –> lista transferowa

– Nuno (27 l., N, Portugalia; 2/1) – 14 spotkań – 2 gole – 0 asyst – 0 GM; 6.57 –> lista transferowa

– Klaus Walter (25 l., N, Niemcy; U-19) – 23 spotkania – 5 goli – 7 asyst – 1 GM; 6.96

------

– Fabrizio Cozzi (17 l., N, Włochy) – zespół rezerw

– Sven Müller (17 l., N, Niemcy) – zespół rezerw

– Tim Schuster (18 l., N, Niemcy) – zespół rezerw –> koniec kontraktu

– Andreas Wessels (18 l., N, Niemcy) – zespół rezerw

------

– Andreas Schachner (20 l., N, Austria; 11/5 U-21) – zespół U-19 –> transfer do Karlsruhe

 

Teoretycznie najlepszym strzelcem RWE był plugawy zdrajca Andreas Schachner, który jednak koszmarnie zawiódł mnie swoją decyzją o podpisaniu kontraktu z Karlsruhe, dokąd przejdzie w lipcu, więc niezwłocznie relegowałem go do U-19, i w sumie nie ma po co poświęcać mu więcej uwagi.

 

Lepiej zająć się piłkarzami, którzy chcieli grać w Essen i deklarowali swoją więź z zespołem. Tutaj najlepszym zawodnikiem na papierze był Klaus Walter, który jednak mimo to miał sporo do poprawienia i liczyłem na to, że w przyszłym sezonie będziemy mieli z niego więcej pożytku. Miałem też nadzieję, że Barisić i Topolski zaczną śmielej demonstrować swoje umiejętności, które w nich drzemały; nie dało się ukryć, że obaj mieli papiery na grę, ale marnowali trochę za dużo okazji, które przy odrobinie zimnej krwi powinny były kończyć się zdobytym golem, a nie w rękach bramkarza. Nie można jednak żyć samą nadzieją, więc zamierzałem rozejrzeć się za jeszcze jednym klasowym napastnikiem, który miałby zasilić zespół wraz z Wolfem, który przyjdzie do nas latem ze Sportingu Lizbona.

 

Zbyt słabo grający Nuno, który do tego opuszczał treningi bez usprawiedliwienia, został wystawiony na listę transferową, a podobnie uczyniłem w przypadku Marco, który był powszechnie nielubiany w klubie, a jego złe relacje z większością zawodników z pewnością miały swój negatywny wpływ na atmosferę w szatni, a co za tym idzie również na nasze wyniki. Pozostało mi mieć nadzieję, że po jego odejściu sytuacja ulegnie znaczącej poprawie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Pomimo końca długiego i bardzo trudnego sezonu nie odczuwałem potrzeby żadnego odpoczynku od piłki, więc cieszyłem się na zbliżające się mecze eliminacji do Mistrzostw Świata. Na przełomie maja i czerwca mieliśmy na kilka dni zakotwiczyć w Chorzowie, gdzie na Stadionie Śląskim czekał nas najpierw trudny mecz 31 maja z mimo wszystko nieobliczalną Irlandią, a cztery dni później, 3 czerwca teoretycznie o wiele lżejszy pojedynek z San Marino.

 

Trzy punkty z Sanmaryńczykami brałem niemal w ciemno, więc szczególną uwagę poświęcałem Irlandii, gdyż po raz ostatni mierzyliśmy się z Zielonymi w... 2011 roku, czyli czternaście długich lat temu, i akurat przegraliśmy wtedy 0:1 tu, w Chorzowie. Nadszedł czas na, oby, srogi rewanż.

 

Do kadry nareszcie powrócił Michał Górka, który zdążył już i wykurować bark, i wrócić do formy meczowej. Ponadto, z racji nieobecności Darka Zająca z powodu kontuzji mięśni grzbietu, zdecydowałem powołać w jego miejsce debiutanta Grześka Wilka z holenderskiej Bredy, który miał za sobą bardzo dobry sezon i nie wykluczałem, że otrzyma szansę zaprezentowania się w koszulce z orłem na piersi. Tym samym wraz Tomkiem Wilkiem miał tworzyć drugi po Michale i Robercie Koźmińskich duet zawodników o ciekawej zbieżności nazwisk.

 

Cytat

Bramkarze:

– Michał Górka (33 l., BR, Wolves, 87/0);
– Paweł Piętka (27 l., BR, Bordeaux, 2/0);

– Michał Piotrowski (29, BR, Crystal Palace, 11/0).

 

Obrońcy:
– Andrzej Brzeziński (28 l., O PŚ, AJ Auxerre, 45/2);
– Marcin Kiszka (28 l., O P, Liverpool, 20/1);

– Grzegorz Wilk (25 l., O LŚ, DP, P LŚ, NAC Breda, –);
– Mateusz Machnikowski (28 l., O LŚ, P L, Werder Brema, 86/12);
– Marcin Kowalik (27 l., O Ś, Betis Sewilla, 38/1);

– Tomasz Konieczny (24 l., O Ś, DP, Gillingham, 16/0);

– Zbigniew Lewandowski (29 l., O Ś, DP, Newcastle, 15/2);
– Krzysztof Wróblewski (30 l., O/P P, Ajax Amsterdam, 53/3).

 

Pomocnicy:
– Tomasz Lemanowicz (25 l., DBP/OP P, Dynamo Kijów [wyp.], 43/1);

– Marcin Konopka (23 l., DP, Schalke 04, 2/0);
– Maciej Kwiatkowski (33 l., DP, 1.FC Kaiserslautern, 97/16);
– Rafał Piątek (29 l., DP, Southampton, 55/11);

– Michał Koźmiński (22 l., DP, P PŚ, Sunderland, 11/3);

– Tomasz Wilk (21 l., P L, Sheffield Wednesday, 5/0);

– Robert Koźmiński (23 l., P Ś, Leeds United, 7/1)
– Maciej Brodecki (30 l., OP PŚ, Leeds United, 101/8);

– Piotr Szymański (33 l., OP Ś, Real Madryt, 117/39).

 

Napastnicy:
– Tomasz Adamczyk (30 l., N, AC Milan, 107/108);
– Grzegorz Dudek (19 l., N, Levante, 3/2);

– Grzegorz Gorząd (29 l., Rayo Vallecano, 42/27);

– Zoran Halilović (28 l., N, VfL Osnabrück, 58/42);
– Marcin Pawlak (28 l., N, Sevilla, 69/28).

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Cały czas imponuje mi bramkostrzelność Adamczyka. 107 spotkań i więcej trafień niż występów to robi ogromne wrażenie :D

 

Poza tym teraz tak patrząc fajnie zbalansowana wiekiem jest Twoja kadra. Sporo doświadczonych zawodników, ale niewiele bliskich końca kariery (czytaj 31-32+).

I jak tam w ogóle polska liga? Ma cokolwiek do zaoferowania z zawodników, czy żaden nie ma najmniejszych szans na marzenie o występie w reprezentacji?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Adamczyk cały czas jest dla mnie cyborgiem-ewenementem; kiedy w 2013 powoływałem go pierwszy raz do kadry jako nieśmiałego 19-latka, nie sądziłem, że właśnie wprowadzam do kadry jej najlepszego strzelca w dziejach 😉  Nawet Korzym około 2014 roku nie był aż tak bramkostrzelny, jak teraz Adamczyk. Szkoda tylko, że na turniejach nie jest równie skuteczny, jak w eliminacjach 😉  Owszem, jakieś gole na mundialach i Euro zdobywa, ale do korony Króla Strzelców to mu za każdym razem sporo brakuje 😉

 

"Zbalansowanie wiekowe" jest jednoznacznym dowodem na to, że złota jedenastka z 2014 roku ma pokolenie godnych następców 😀  Na przykład nasi obecni napastnicy (konkretnie tercet Adamczyk-Halilović-Pawlak) właściwie od dekady stanowią niezmienny postrach piłkarskiego świata, a niektórzy z kadrowiczów nadal pamiętają złoto na MŚ 2018 😉  Teraz powoli staram się przeprowadzać wymianę pokoleniową, by wykreować nowych mistrzów, a jak na razie na takich zapowiadają się obaj Koźmińscy i Dudek w ataku. Jedyne, co mnie martwi, to brak naprawdę utalentowanych bramkarzy; nie mam pojęcia, co będzie po odejściu Górki i Piętki.

 

Ekstraklasa w zasadzie wiernie odwzorowuje rzeczywistą "siłę" polskiej ligi 😉  Spora część moich reprezentantów zaczynała w Polsce, ale potem szybko wyjeżdżali do silniejszych lig. Nie dziwię im się. Z obecnej kadry jeden tylko Tomek Lemanowicz nadal jest zawodnikiem Wisły Kraków, choć teraz przebywa na wypożyczeniu w Dynamie Kijów. Wcześniej na takiej samej zasadzie grał w Austrii Wiedeń. Długo chyba w Krakowie nie zabawi i w końcu wyjedzie gdzieś na Zachód. Żaden zawodnik grający na co dzień w Ekstraklasie nie ma w tej chwili co marzyć o reprezentacji, bo się po prostu nie nadaje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Nieoczekiwanie Nuno wzbudził nieliche zainteresowanie i już kilka dni po podsumowaniu sezonu zgłosiło się do nas dwóch poważnych kupców. Krótkie starania o Portugalczyka ostatecznie wygrało jednak angielskie Charlton, które zapłaci nam latem okrągłe 3 200 000€, więc ubiliśmy interes skuteczniej, niż muchę w kiblu, a choć Nuno nie przysłużył się zbytnio RWE, to przynajmniej zdobyliśmy dzięki niemu konkretne pieniądze.

 

Później jednak wyłączyłem telefon, bo chciałem skupić się w pełni na zgrupowaniu i pracy nad zdobyciem kompletu punktów w obu spotkaniach eliminacyjnych.

 

 

Chociaż przez ostatni rok Irlandia grała fatalnie, a tamtejsza prasa określała te eliminacje długim pogrzebem irlandzkiej piłki, zamierzałem potraktować ten mecz zupełnie serio i wystawiłem absolutnie najmocniejszy skład, jakim mogłem obecnie dysponować. W końcu udało mi się zestawić w ataku dwóch najdroższych polskich napastników, czyli Marcina Pawlaka i Tomka Adamczyka, na lewym skrzydle zagrać miał coraz lepiej spisujący się Wilk, w środku pola połączenie młodość+doświadczenie Robert Koźmiński i Piotrek Szymański, zaś na lewej obronie cofnięty jakiś czas temu z pomocy Machnikowski, który jak na razie nadal miał pełnić funkcję bocznego defensora.

 

Irlandczyków na Stadionie Śląskim tuż po wyjściu z tunelu przywitał i jednocześnie mocno speszył sztormowy ryk ponad czterdziestu jeden tysięcy polskich kibiców, którzy skutecznie zagłuszali dwutysięczne sektory przyjezdnych. Może i kiedyś Irlandia była bardzo niewygodnym i nieprzewidywalnym rywalem, ale dziś naszym rywalom coraz bliżej było do miana europejskich kelnerów serwujących punkty. Zmiażdżyliśmy ich już w pierwsze dwadzieścia minut, a potem tylko demolowaliśmy raz po raz, co sprawiało mi niekłamaną radość, gdyż nadal w pamięci miałem porażkę z 2011 roku.

 

Już w piątej minucie Lewandowski z Szymańskim rozegrali krótką akcję, po której Piotrek uruchomił Wilka, a Tomek zszedł ze skrzydła, efektownie przedryblował trzech rywali (dwóch z lewej, jeden z prawej) i mocnym strzałem po ziemi otworzył wynik masakry i swoje konto strzeleckie w kadrze. Kwadrans później przy głębokiej, nieprzyjemnej (dla rywali) centrze Kiszki Pawlak zostawił w tyle spóźnionego Walsha i potężną główką po przekątnej pokonał Doyle'a. W 20. minucie Irlandia wznowiła grę z autu na swojej połowie i nawet próbowała jakoś rozegrać piłkę, tyle że Lemanowicz bez trudu zabrał ją Fitzpatrickowi tuż przed polem karnym, ściął po ziemi do Adamczyka, a Tomek ekwilibrystycznym strzałem z lewej nogi zewnętrzną częścią stopy wkręcił piłkę w dalsze okienko bramki; takiego gola na własne oczy chyba jeszcze nie widziałem przez tych dwadzieścia lat.

 

Błyskawiczne 3:0 załatwiało sprawę, ale skoro wychodziło nam niemalże wszystko, a najczęściej będącym przy piłce zawodnikiem Irlandii był bramkarz Doyle, to dlaczego mielibyśmy nie strzelić jeszcze kilku bramek? Chwilę później z rzutu wolnego Lewandowski dalekim wykopem przerzucił wszystkich rywali, zaś Pawlak dynamicznym startem po raz drugi uciekł Walshowi i skierował piłkę do siatki. Irlandczycy nie byli w stanie nawet powąchać piłki, zupełnie osłupiali O'ConnorConnolly i O'Reilly stanowili dla moich zawodników tyczki treningowe w środku pola, a w 32. minucie po jednej z takich "slalomowych" akcji piłka powędrowała do Kiszki, który po nodze O'Sullivana natychmiast dośrodkował na głowę Adamczyka, który zdobył już swoją 110. bramkę w narodowych barwach. Natomiast w 37. minucie Machnikowski zagrał po linii do Wilka, który wrzucił pod linię końcową, a tam Pawlak zgasił piłkę i z praktycznie zerowego kąta strzelił między nogami Doyle'a, kompletując klasycznego hat-tricka.

 

Na przerwę do szatni schodziliśmy w rewelacyjnych humorach, szkoda więc, że tuż po przerwie zostały one podburzone; zupełnie niepotrzebnie, zamiast dalej grać swoje, pozwoliliśmy Irlandczykom pokopać na naszej połowie, co skończyło się dośrodkowaniem O'Neilla, błędem w wyskoku do główki Lewandowskiego i honorowym golem Stephena Doyle'a. Po coooo...?

 

Tyle dobrze, że przynajmniej ostatnie słowo należało do nas. Zamiast trwonić przewagę bramkową i niszczyć całe wrażenie z pierwszej połowy, wróciliśmy do naszej dobrej gry, Irlandia znów przestała istnieć, po godzinie gry Kiszka dośrodkował z prawej strony, a Pawlak trzeci raz ośmieszył Walsha przy górnej piłce i swoim czwartym trafieniem ustalił wynik skutecznego rewanżu za 2011 rok na mocne 7:1, choć mogło i powinno być 7:0.

Cytat

31.05.2025, Stadion Śląski, Chorzów, widzów: 43 599; TV

EMŚ (5/10) Polska [3.] – Irlandia [109.] 7:1 (6:0)

 

5' T. Wilk 1:0

13' M. Pawlak 2:0

20' T. Adamczyk 3:0

24' M. Pawlak 4:0

32' T. Adamczyk 5:0

37' M. Pawlak 6:0

49' S. Doyle 6:1

61' M. Pawlak 7:1

 

Polska: M.Górka 7 – M.Kiszka 9, M.Kowalik 8, Z.Lewandowski 8, M.Machnikowski 8 – T.Lemanowicz 9 (72' M.Koźmiński 6), R.Koźmiński 8 (78' R.Piątek 6), P.Szymański 8, T.Wilk 10 – T.Adamczyk 10 (72' G.Dudek 7), M.Pawlak 10

 

GM: Marcin Pawlak (N, Polska) - 10

 

W pozostałych dwóch meczach naszej grupy padły dość przewidywalne wyniki; w Rabat Malta pokonała San Marino 3:0, a w Rydze Łotwa uległa Hiszpanii 0:2. Tym samym powiększyliśmy nad Hiszpanami przewagę w bilansie bramkowym już do dziewięciu goli.

 

Z innych grup, do sporej sensacji doszło w grupie szóstej, w której nieoczekiwanie Niemcy przegrały z Mołdawią 0:1. Po powrocie do Essen mogło być ciekawie.

 

Grupa trzecia:

1. Polska – 13 pkt – 25:3

2. Hiszpania – 13 pkt – 16:3

3. Malta – 6 pkt – 7:12

4. San Marino – 4 pkt – 3:20

5. Irlandia – 4 pkt – 10:15

6. Łotwa – 2 pkt – 4:12

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

W czasie odpoczynku po spotkaniu z Irlandią i przygotowań do meczu z San Marino zadzwonił do mnie Olek Wasoski, od którego dowiedziałem się, że nasz dotychczasowy rezerwowy bramkarz Heinz Kruse postanowił nie przedłużać kontraktu z RWE i na prawie Bosmana przejść do drużyny FC Augsburg, która w przyszłym sezonie rozpocznie rywalizację w 2.Bundeslidze. Nie miałem do Heinza żadnych pretensji, i tak w przyszłym sezonie miałby iluzoryczne szanse na grę, a w Augsburgu przynajmniej powalczy o miejsce w wyjściowym składzie.

 

 

Maj 2025

 

Bilans (Rot-Weiss Essen): 2-0-1, 5:4

Bundesliga: 12. miejsce
DFB-Pokal: –

Finanse: 3,96 mln euro (+677 tys. euro)

Gole: Andreas Schachner (19)

Asysty: Andreas Schachner (8)

 

Bilans (Polska): 1-0-0, 7:1

Eliminacje MŚ 2026: Grupa trzecia, [+0 pkt nad Hiszpanią]

Ranking FIFA: 3. [=]

 

 

Ligi:

 

Anglia: Chelsea Londyn [M]

Austria: Rapid Wiedeń [M]

Francja: Olympique Lyon [M]

Hiszpania: Valencia [M]

Niemcy: HSV Hamburg [M]

Polska: Wisła Kraków [M]

Rosja: FK Moskwa [+2 pkt]

Szwajcaria: Young Boys [M]

Włochy: AC Milan [M]

 

Liga Mistrzów:

-

 

Puchar UEFA:

 

Reprezentacja Polski:

- 31.05, eliminacje MŚ 2026, Polska - Irlandia, 7:1

 

Ranking FIFA: 1. Brazylia [1244], 2. Anglia [1157], 3. Polska [1122]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Na mecz z San Marino przygotowałem drobne zmiany w wyjściowej jedenastce, w myśl których od pierwszej minuty na Stadionie Śląskim zagrać miał na prawym skrzydle Michał Koźmiński, na lewej obronie dałem szansę debiutu Grześkowi Wilkowi, co oznaczało, że cała lewa strona miała należeć do Wilków, na środku pomocy Lewandowskiego zmienił Konieczny, a w bramce zagrał Piętka. Około godziny 21:15 miałem już pewną informację zwrotną co do tego, co mieli do zaoferowania niektórzy z tych zawodników.

 

Chociaż od pierwszych minut byliśmy wyraźnie lepsi od San Marino, to jednak nie błyszczeliśmy już aż tak, jak cztery dni temu z Irlandią; długo był to pokaz koszmarnych pudeł i słupków w naszym wykonaniu, aż nie mogłem uwierzyć, że tak męczymy się z San Marino. Najgorsze przyszło jednak w 24. minucie. Wtedy wzorem początku drugiej połowy z Irlandią po raz kolejny pozwoliliśmy Sanmaryńczykom podejść pod nasze pole karne, przy czym fatalnie zachował się doświadczony niby Szymański, który sfaulował Ghiottiego na 25. metrze, a Gasperoni bezpośrednim strzałem z rzutu wolnego pokonał marnie interweniującego Piętkę. Przegrywaliśmy. Z San Marino. Po pierwszym strzale rywali w tym spotkaniu. To pierwszy stracony przez nas gol z San Marino.

 

Goście cieszyli się z sensacyjnego prowadzenia tylko przez siedem minut, choć dla nich to pewnie i tak było długo, bo w tym czasie kilkukrotnie słabo grający dotąd Pawlak i Adamczyk ratowali ich z opresji, strzelając w trybuny. W 31. minucie Szymański przerzucił grę na prawą stronę do Kiszki, ten w polu karnym wyłożył na środek, a Robert Koźmiński w końcu przełamał nasz żenujący impas strzelecki. Sanmaryńczycy wznowili od środka, Szymański szybciutko wyłuskał piłkę, Rob Koźmiński następnie podał do Adamczyka, ten przedłużył ją do wbiegającego Michała Koźmińskiego, a ten strzałem po ziemi na dalszy słupek uczynił wynik noszącym przynajmniej ślady resztek rozsądku.

 

Niedługo później boisko ze stłuczonymi żebrami opuścił Konieczny, który pojechał do szpitala w Katowicach, by wykluczyć pęknięcie, a wszedł za niego Zbyszek Lewandowski. I wyszło na dobre, bo tuż przed przerwą Bollini sfaulował Pawlaka pod własną bramką, więc Lewandowski udowodnił, że słusznie mianowałem go głównym egzekutorem jedenastek. W przerwie nie kryłem rozczarowania po pierwsze naszą dyspozycją strzelecką, a po drugie tym, że stanowczo na zbyt wiele pozwalaliśmy dziś gościom. Swoją szansę na lewej obronie zmarnował też Grzegorz Wilk, zmieniony przez Machnikowskiego.

 

Obrót spraw chyba najbardziej wkurzył Pawlaka, gdyż dziesięć minut po przerwie dostał dobrą piłkę na wolne pole od Mateusza i sprytnym uderzeniem pod ręką Della Vallego podwyższył na 4:1. Kolejną chwilę później po następnej szybkiej akcji Pawlak po raz drugi z rzędu popisał się nieziemskim golem, tym razem lobując sanmaryńskiego bramkarza z bardzo ostrego kąta, a piłka wpadła do bramki odbijając się od słupka. Liczyłem na to, że zdobędziemy jeszcze z trzy lub cztery gole, w końcu czasu było dużo, ale nic z tego. Mało tego, na kwadrans przed końcem kolejna niezrozumiała dezintegracja i seria haniebnych błędów skończyła się drugim golem dla San Marino, kiedy Lewandowski w drugim meczu z rzędu zawalił krycie przy dośrodkowaniu i Ghiotti pokonał przeciętnego do bólu Piętkę.

 

 

Chociaż zdobyliśmy pięć bramek, to więcej okazji zmarnowaliśmy, aniżeli wykorzystaliśmy. Sam fakt, że pozwoliliśmy słabiutkiemu San Marino wcisnąć sobie aż dwa gole (tyle samo, ile Hiszpanii w marcu!), stanowił wystarczający powód do wstydu. Tacy zawodnicy, jak Grzegorz Wilk i Tomek Konieczny raczej nie musieli się martwić, że za rok każę im jechać z nami do Kanady, bo skoro grają kiepsko z tak słabym rywalem, to tym bardziej nie poradzą sobie przeciwko silnym ekipom na mundialu. O ile Lewandowski świetnie egzekwuje rzuty karne, o tyle będę obserwował jego zachowania przy pojedynkach główkowych, z kolei Piętka na tę chwilę nawet nie ma co marzyć o wygryzieniu Górki z bramki, bo oba strzały Sanmaryńczyków, które skończyły się dziś straconymi golami, były do wybronienia, i to przez średniej klasy bramkarza.

Cytat

04.06.2025, Stadion Śląski, Chorzów, widzów: 44 079; TV

EMŚ (6/10) Polska [3.] – San Marino [149.] 5:2 (3:1)

 

24' M. Gasperoni 0:1

31' R. Koźmiński 1:1

32' M. Koźmiński 2:1

36' T. Konieczny (POL) ktz.

45+3' Z. Lewandowski 3:1 rz.k.

56' G. Pawlak 4:1

62' G. Pawlak 5:1

74' S. Ghiotti 5:2

82' S. Mularoni (SMR) czrw.k.

 

Polska: P.Piętka 7 – M.Kiszka 7, M.Kowalik 7, T.Konieczny Ktz 6 (36' Z.Lewandowski 8), G.Wilk (46' M.Machnikowski 7) – M.Koźmiński 9, R.Koźmiński 8, P.Szymański 8, T.Wilk 9 – T.Adamczyk 6 (74' Z.Halilović 7), M.Pawlak 9

 

GM: Marcin Pawlak (N, Polska) - 9

 

Łotwa tym razem pokonała u siebie Maltę 2:1, dzięki czemu uciekła z ostatniego miejsca w grupie, spychając na nie San Marino. Z kolei świetnie informacje doszły do nas z Albacete, gdzie Hiszpania nieoczekiwanie zaledwie zremisowała bezbramkowo z Irlandią. Dzięki temu wreszcie odkleiliśmy się od Hiszpanów i zostaliśmy samodzielnym liderem grupy trzeciej, co było w zasadzie jedyną naprawdę dobrą wiadomością tego wieczoru.

 

Grupa trzecia:

1. Polska – 16 pkt – 30:5

2. Hiszpania – 14 pkt – 16:3

3. Malta – 6 pkt – 8:14

4. Irlandia – 5 pkt – 10:15

5. Łotwa – 5 pkt – 6:13

6. San Marino – 4 pkt – 5:25

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Wstyd z tymi straconymi bramkami ^^

Masz jeszcze mecz z Hiszpania?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Tak, jesienią. Albo przedostatni, albo ostatni mecz eliminacji, nie pamiętam dokładnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×