Skocz do zawartości
Urbi

Turystyka

Rekomendowane odpowiedzi

Pojechałbym latem w Bieszczady i chciałbym stamtąd zrobić jednodniową wycieczkę do Lwowa ale moja żona się boi, że to "dziki kraj" i w ogóle. Potrzebuję jakiś argumentów by ją przekonać. Macie jakieś doświadczenia z wyjazdu samochodowego?

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Podpisuję się pod prośbą tio.

  • Lubię! 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Byłem we Lwowie w wakacje 2016. Również wyjechaliśmy w Bieszczady (konkretnie to swój domek mieliśmy w Wetlinie) i stamtąd ruszyliśmy na jeden dzień m.in. do Lwowa. Wyjazd wcześnie rano (chyba ok. 5), wróciliśmy po 23. Tak naprawdę jedyny problem mieliśmy na granicy, bo dosyć mocno trzepali nasze auto jak wracaliśmy już do PL :-k Chyba nawet godzinę staliśmy...

 

Były tez organizowane wycieczki jednodniowe przez tamtejsze biuro podróży i chyba jest to dosyć popularna opcja, bo jak chcieliśmy się zorientować i podpytać jak to wygląda, to usłyszeliśmy, że na interesujący nas termin nie ma już miejsc i można zrobić rezerwacje, ale dopiero na przyszły tydzień. LINK

  • Lubię! 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
W dniu 15.03.2018 o 09:37, lad napisał:

Szukam jakiejś fajnej i budżetowej destynacji na Majówkę. Ktoś jest w stanie polecić jakiś ciekawy kierunek? Wolałbym raczej bez biura podróży i chciałbym też trochę pozwiedzać, ale nie wiem jak będzie z kosztami. 

 

Myślałem o Francji, Portugalii albo Włoszech. Nie bardzo ogarniam jak szukać najtańszych opcji na własną rękę, więc będę wdzięczny za pomoc.

My śmigamy na objazdówkę po Toskanii z Itaką :D autobus (czyli pewnie bedziemy wyjebani mocno) ale cena całkiem spoko 1200zł za osobę

W cenie opieka pilota i noclegi ze śniadaniami

  • Lubię! 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
W dniu 19.03.2018 o 09:17, tio napisał:

Pojechałbym latem w Bieszczady i chciałbym stamtąd zrobić jednodniową wycieczkę do Lwowa ale moja żona się boi, że to "dziki kraj" i w ogóle. Potrzebuję jakiś argumentów by ją przekonać. Macie jakieś doświadczenia z wyjazdu samochodowego?

 

Ciekawą opcją jest też pociąg z Przemyśla do Lwowa

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

A to jeździ coś takiego?

 

Pamiętam, żę kiedyś był pociąg z Zagórza do Przemyśla, który jechał parę kilometrów przez Związek Radziecki, obstawiony siłami bezpieczeństwa, gdyby uchodźcy się do kraju szczęśliwości rzucić mieli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Parę osób wyraziło zainteresowanie miejscówkami kulinarnymi w Lizbonie, więc przekopiowuję swoją PW. Byłem w Lizbonie wielokrotnie (> 10 razy) i większość tych miejsc to miejsca gdzie jedzą lokalesi.

 

Jeśli chodzi o nocleg, to polecam okolice Alfamy - bo jest dość blisko centrum i tanio.

 

Co do jedzenia to zdecydowanie polecam Alfamę - dużo mniej turystów niż gdzie indziej, a i tak blisko centrum i wszędzie na piechotę. Tzn. w Lizbonie nastawcie się na dużo chodzenia w górę i w dół, taki urok miasta ;)

 

Sprawdzone lokalesowe adresy (https://imgur.com/a/yOOf5 - tu mapka) z oznaczeniami.

 

A. Rua dos Remedios 132 - O Tunel de Alfama - [Alfama] miejsce, gdzie zwykle chodzę na obiady, otwarte w godz. 11 do 14 (później będzie trudno zjeść cokolwiek aż do wieczora!) codziennie. Bardzo lokalesowe klimaty, dość mało miejsca, sami miejscowi w zasadzie tam jedzą codziennie. Właściciel/kelner nie mówi za bardzo po angielsku - ja polecam brać menu dnia/lunchowe, codziennie się zmienia i jest wypisane na oknie/pierwszej stronie menu. Zależy co się trafi, od ośmiornicy, po królika, cielęcinę, ale i jakieś dziwne gulasze, ale generalnie za chleb, karafkę domowego wina, duży obiad, deser i kawę płaci się 8 euro (sic!). Dlatego warto poznać podstawowe zwroty jedzeniowe po portugalsku, żeby chociaż mniej więcej wiedzieć co się zamawia, albo dogadywać się z kelnerem.

B. Rua do Vigario 18 - Tasca do Vigario - [Alfama] W weekendy jest zwykle zamknięte (na pewno nie pracują w niedziele i w poniedziałki wieczorem), ale warto wpaść na dobre jedzenie i niezły alko, aguardente czyli ich bimber.

C. Calçada de S. Vicente 10-12 - Taberna dos Clericos - [Alfama] trochę wyżej, w wąskiej uliczce, z kilkoma stolikami na zewnątrz

D. Escolas Gerais 54 - Ti Natercia - [Alfama]  Jeszcze trochę wyżej, zaraz przy torach tramwajowych, domowe, proste jedzenie

E. Travesia das Monicas 28 (róg Largo da Graça)- O Mourisca - [Graça] w poniedziałki zamknięte,

F. Rua S. João da Praça 86-94 - O Clube de Fado - [Sé] najbardziej znany klub fado, raczej tylko na ucztę duchową, bo jedzenie mało ciekawe i drogie, http://www.clube-de-fado.com/pt/contactos.html, niezbędna wcześniejsza rezerwacja tel. +351 218 852 704,

G. Avenida Almirante Reis 27B - Marisqueira do Lis - [Anjos] przy stacji "Intendente" zielonej linii metra, z żywymi krabami i innymi owocami morza. Wskazujesz palcem na to co chcesz z akwarium, wyławiają to i jesz. Czynna co najmniej do 2 w nocy, https://pt-pt.facebook.com/MLIS1973. Ceny oczywiście trochę wyższe niż w restauracjach powyżej.

 

Bardziej popularne znane miejscówki z barami/klubami itd. są w Bairro Alto, to nocna dzielnica Lizbony.

 

Z konkretnych dań, jeśli traficie - to polecam spróbować porco de alentejano - pieczeń wieprzowa ze ślimakami (wspaniałe), jakiekolwiek owoce morza, pasteis de nata (babeczki z ciasta francuskiego z budyniem - najlepsze w Pasteis de Belem - tylko uwaga, dużo tam turystów i może będzie trzeba czekać), tarta laranja (mało słodkie, ale świetne ciasto pomarańczowe). Ja nie lubię sardynek ani dorsza, ale to portugalskie narodowe jedzenie. Z ciekawszych ryb polecam espadę, delikatne, pełne smaku mięso, malo ości. Ale może nie być łatwo znaleźć.


Kawa jest bardzo dobra i tania w zasadzie wszędzie, wino podobnie. Polecam spróbować wiśniówkę - ginginha i vinho verde - białe wytrawne wino musujące o cytrusowym posmaku, podczas upałów wchodzi aż za dobrze ;) 

 

 

  • Lubię! 4
  • Dzięki! 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
5 godzin temu, kuab napisał:

 


B. Rua do Vigario 18 - Tasca do Vigario - [Alfama] W weekendy jest zwykle zamknięte (na pewno nie pracują w niedziele i w poniedziałki wieczorem), ale warto wpaść na dobre jedzenie i niezły alko, aguardente czyli bimber

 

 

Byłem dzisiaj. 10/10, sto procent miejscowa kuchnia. Byliśmy na kolacji, sami turyści +60 ;) . Lokal jak lokal, ot miejscówka do zjedzenia z podstawowym wystrojem. Nieźle schowane, bo na zewnątrz nawet szyldu nie mają. Kuchnia bardzo dobra, końskie porcje za 7,5 euro, najlepsza ośmiornica, jaką jadłem (gdzie ja taka porcje za taką cenę i tak dobrze zrobiona dostanę w BCN...), małżonka dostała duża porcje bassa, której nie dala rady zjeść w calosci. Zajebisty Pan obsługujący, śmieszek, znający trochę francuski i hiszpański. Warto wiedzieć, że przyjmują tylko gotówkę, musiałem bankomatu szukać ;). Polecam, jak ktoś chce pożywnie i tanio zjeść :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
19 minut temu, schizzm napisał:

Byłem dzisiaj. 10/10, sto procent miejscowa kuchnia. Byliśmy na kolacji, sami turyści +60 ;) . Lokal jak lokal, ot miejscówka do zjedzenia z podstawowym wystrojem. Nieźle schowane, bo na zewnątrz nawet szyldu nie mają. Kuchnia bardzo dobra, końskie porcje za 7,5 euro, najlepsza ośmiornica, jaką jadłem (gdzie ja taka porcje za taką cenę i tak dobrze zrobiona dostanę w BCN...), małżonka dostała duża porcje bassa, której nie dala rady zjeść w calosci. Zajebisty Pan obsługujący, śmieszek, znający trochę francuski i hiszpański. Warto wiedzieć, że przyjmują tylko gotówkę, musiałem bankomatu szukać ;). Polecam, jak ktoś chce pożywnie i tanio zjeść :)

Cieszę się, że smakowało!

Tak, to dobra uwaga z tą gotówką, i dotyczy też reszty miejsc, często nie przyjmują kart.

  • Lubię! 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Z powodu? Czy to mafijne interesy?;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Nie, nie podejrzewam. Wydaje mi się, że po prostu ludzie na południu Europy, szczególnie po kryzysie w 2008, stracili zaufanie do banków i wolą trzymać się gotówki. W ogóle niektóre z tych miejsc w Alfamie istnieją tylko dlatego, że nie płacą w ogóle podatku w ramach rządowego programu wyrównywania szans (bo Alfama to raczej biedna dzielnica).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Inna sprawa że np. ta knajpa, to widać, że rodzinny interes prowadzony przez starszych ludzi, którzy mogą woleć stare sposoby rozliczania :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Dziś dorzucę coś od siebie w temacie Lizbony


O Eurico kolejna budżetowa propozycja do znalezienia na Alfamie. Byliśmy tam na kolacji, knajpa była otwierana o 19. Dziesięć minut przed otwarciem przed drzwiami stała już dość duza grupa turystów i miejscowych. Szczęśliwie udało nam się zmieścić jako ostatni i nie musieliśmy czekać na zewnątrz (a to by trochę trwało, w środku spędza się dużo czasu). 

 

Miejsca jest dość mało toteż klientów sadzą się wspólnie (np. dwie dwójki przy czteroosobowym stoliku). Nam przyszło dzielić 8-osobowy stolik z 5 Amerykanów. Tworzy to dość specyficzne relacje ;). 

 

Karta to typowe dania PT. Dużo owoców morza, steki itp. My wzięliśmy zupę (fasola z różnymi dodatkami, dobra i pozywna), po dorszu (wielki kawał ryby obsypany poszatkpowanym jajkiem na twardo i smażona cebula,  podawany z talarkami ziemniaków), do tego sałatka (prosty miks sałaty, pomidorów i cebuli) oraz pół litra białego wina. Jedzenie znakomite, porcje gigantyczne, fajna atmosfera w środku. Mój Amerykanin zaintrygowal się dorszem i wymienił się na kawałek, oferując swoją krewetke :D (btw. krewetki, choć ogromne, to były dziwnie drogie - 14 euro). 

 

Na koniec wzięliśmy jeszcze po deserze (musy). I teraz najlepsze, cena za całość? 27 euro za dwie osoby. Za tak dobry posiłek - bezcen, polecam odwiedzić. Warto wybrać się na godzinę otwarcia. Jak wychodzilismy na zewnątrz stała kolejka z 25 osób i biorąc pod uwagę czas spędzamy w środku, trochę się czeka :)

 

  • Lubię! 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Ok, @Pulek czeka, to w końcu spiszę kilka uwag odnośnie Lizbony.

Nasza wycieczka trwała dokładnie tydzień w okresie wielkanocnym. Pierwsze impresje – lizbońskie lotnisko. Nie wiem, może mylne wrażenie, ale wydaje się wyjątkowo zagmatwane ?. Całe szczęście kilka lat temu (jeśli się nie mylę) dobudowano do niego metro i można bezproblemowo przetransportować się do centrum miasta. My mieliśmy zakwaterowanie zaraz przy Katedrze Se, czyli w zasadzie samo serce starej Lizbony – Alfamy.

 

Z mieszkaniem mieliśmy dużo zawirowań. Najpierw mieliśmy mieszkać w innym miejscu, ale pewne rzeczy się pokomplikowały i trafiliśmy do pokoju w wyżej wymienionej lokacji. Początkowo byliśmy sceptyczni (w końcu tylko pokój), ale po zobaczeniu mieszkania, a następnie otrzymaniu informacji, że właścicielka będzie w nim tylko przez dwa dni i odda je nam do naszej dyspozycji, wszystkie obawy poszły na bok. Mieszkanie było całym piętrem w kamienicy, z dobre 10 pomieszczeń, przepiękny widok na rzekę i wpadające przez cały dzień słońce. Widzę, że na Airbnb wynajmuje ktoś lokum piętro wyżej, można mniej więcej porównać, jak to wyglądało ?

 

Co do samej Lizbony. Miasto ma swój urok i specyficzny klimat. Chociaż przyznam, że chyba nie chciałbym tam mieszkać, zabrakło pełnej chemii ?. Myślę, że spokojnie można je zwiedzić w 4 maksymalnie 5 dni.

Nam najbardziej do gusty przypadła Alfama, na której mieszkaliśmy. Labirynty uliczek, mimo wszystko dość biednie i obskurnie, ale z ciekawymi „tajemniczymi” zakątkami i samą przyjemnością jest zagłębianie się w każde małe przejście, nigdy nie wiadomo, co się tam trafi. Jest tam kilka atrakcji (np. muzeum Fado, Panteon, kilka kościołów, zamek Św. Jerzego), więc pewnie każdy znajdzie coś dla siebie. My z chęcią odwiedziliśmy kościoły, o dziwo najmniejsze wrażenie zrobiła… Katedra Se. Wpływ na to pewnie też miały wielkie tłumy, na które trafiliśmy. Panteon jest dość imponującą konstrukcją, wejście jest płatne, a jego obsługą zajmuje się strasznie niemiły personel, który zniechęcił nas do wejścia do środka. Najważniejsza rzecz – zamek – tutaj wstyd się przyznać, ale jakimś cudem przez ten tydzień tam nie dotarliśmy :D. Nie wiem, jak to zrobiliśmy, trudno zostanie na następny raz. Trafiła tam za to koleżanka – wejście bodaj 8 euro, ładne widoki, pawie i koty ?.

 

Z Alfamy warto też odbić bardziej na północ do dwóch punktów widokowych – Miradour Sofia - i bodaj najwyższy punkt widokowy w mieście – Miradoura de Nossa Sehnora. Nie powiem, widok bardzo ładny, ale trafiliśmy na taki wiatr, że momentami było nawet ciężko złapać oddech.

Ogólnie na Alfamę można poświęcić spokojnie 1 dzień.

 

Drugi dzień można zostawić na krążenie po Barrio Alto. Tu już mamy do czynienia z bardziej „fancy” dzielnicą, w którym znajdzie się większość „stałych” punktów do odwiedzenia w Lizbonie. My zaczęliśmy od samego dołu, czyli praca de Comerco na północ w strone stacji Rossio (obowiązkowo po drodze zaliczając A Ginghinje, no trzeba ?), a potem odbić w lewo i kręcić się już po samym Barrio. Warto odwiedzić dwa punkty widokowe – Santa Catarina - bardzo fajne miejsce – i Sao Pedro de Alcantara.

 

W drodze do Barrio Alto pewnie każdy trafi na osławioną wieżę/windę Elevador de Santa Justa. Dobra rada – nie czekajcie w ciągnących się kolejkach, żeby tam wjechać. Lepiej przespacerować się na spokojnie na około i wspiąć się na samą dzielnicę i w drodze powrotnej po prostu zjechać tą windą, bo na górze z reguły jest pusto ?. Z Bairro można też spróbować odbić na północ do parku Eduardo VII lub odwiedzić akwedukty, ale to już większy kawałek drogi do zrobienia.

 

Następny punkt wycieczki to Belem. Dzielnica (w zasadzie oddzielne miasto) znana z wieży (Torre Belem), najsławniejszej cukierni (Pasteleis De Belem) i klubu Belenenses ?.

Do Belem warto wybrać się na piechotę lub rowerem. Od stacji metra/portu Cais Du Sodre ciągnie się droga rowerowa/dla pieszych, która biegnie do samej wieży Belem. W jedną stronę jest to około 8 kilometrów, więc można zrobić sobie ładny spacer nad rzeką. Jednak muszę zastrzec, że droga z dworca do mostu 25 april nie jest nazbyt urokliwa, to głównie industrialne okolice. Dopiero od mostu zaczyna się prawdziwy deptak, dlatego ewentualnie można do mostu dojechać tramwajem, a stamtąd już pójść na piechotę. Mniej więcej na tej wysokości (most/deptak) znajduje się też LX Factory. Jest to zamknięty postindustrialny który trąci mocną hipsteriozą, głównie knajpy i handmade’y w dziwnie wystylizowanych miejscach ?.

 

Po drodze do wieży Belem znajduje się Pomnik odkrywców. Warto wjechać na górę, bardzo ładne widoki (cena 5 jurków). Sama wieża Belem nie zrobiła na mnie większego wrażenia, prędzej jej otoczenie i znajdujący się obok Mosteiro dos Jeronimos, w którym znaleźć można m.in. nagrobek Vasco da Gamy.

 

Maniacy mogą podejść trochę na północ od sakralnej budowli i odwiedzić stadion Belenenses. Mały obiekt, jak tam wstąpiłem to był otwarty, sklepik o dziwo dość dobrze wyposażony, co ciekawe udało mi się wejść na stadion – bramy były otwarte – i nawet nikt mnie stamtąd nie wygonił ?. Stadion jak stadion, ciekawy jest brak południowej trybuny, przez co rozpościera się bardzo ładny widok na rzekę i jej drugi brzeg ?

 

Będąc w Belem trzeba odwiedzić najsławniejszą cukiernię Pasteleis de Belem. Tutaj ważny tip, nie należy się przestraszyć gigantycznej kolejki, która tam czeka. Ta kolejka jest do sklepu, żeby kupić frykasy na wynos (nie wiem, ile osób zdaję sobie z tego sprawę ?). Wzdłuż wężyka kolejki można znaleźć wejście do środka budynku. Ta cukiernia jest GIGANTYCZNA, pomieści się tam kilka setek osób. My czekaliśmy w kolejce na wolny stolik, ale wszystko szło bardzo sprawnie i czas oczekiwania to było może 5-7 minut. Ich specjalność, czyli pasteleis, bardzo dobre, a miejsce pomimo swojej sławy nie ma cen z kosmosu, wręcz przeciwnie, są bardzo przystępne. Warto odwiedzić i spróbować tutejszych wyrobów.

Na samą wycieczkę w Belem należy poświęcić jeden dzień.

 

Co jeszcze? Można pojechać poza Lizbonę (Sintra, my nie trafiliśmy), przeprawić się promem na drugą stronę rzeki (niestety nie udało się nam), prom przyjmuje bilet komunikacji miejskiej, można udać się na wschodnie wybrzeże Lizbony w okolice mostu Vasco da Gamy, można też wybrać się w północne rejony miasta.

 

My wybraliśmy się 150 km na północ od Lizbony. Moja małżonka zawsze chciała odwiedzić Fatimę, więc zrobiłem jej małą wycieczkę. Jakby ktoś był zainteresowany – z dworca autobusowego są kursy co półgodziny w stronę Bragi przez Fatimę. Bilet to koszt około 10 euro. Dworzec to kompletny chaos, nie polecam ?.

 

Sama Fatima… no cóż, hajs na hajsie. Sanktuarium jak sanktuarium, na mnie wrażenia nie zrobiło.

Bardziej urokliwy jest szlak prowadzący z Fatimy do wioski, w której żyły dzieci-świadkowie objawień. Bardzo ładnie przygotowane ścieżki pośród gaju oliwnego. Odprężająca sceneria i spacer, polecam bardzo (niedługa wyprawa, może z 3 kilometry). W samej wiosce można odwiedzić zachowane domostwa, w których żyły wspomniane dzieci. Na pewno jest to ciekawszy i znacznie przyjemniejszy element wycieczki niż samo sanktuarium.

 

Nie polecam za to dworca autobusowego w Fatimie. Chaos do potęgi, nikt nic nie wie, misz-masz autobusów i nie wiadomo, którym jechać. Nasz autobus nie przyjechał i utknęliśmy tam na dobrą godzinę, nie wiedząc, co zrobić. W końcu zjawił się nasz/nie nasz autokar i nas zabrał. Organizacja jak w trzecim świecie. Pani anonsująca autobusy chodzi między stanowiskami autobusów z mikrofonem, czyta tabliczki na autobusach lub pyta kierowców i ogłasza przez mikrofon, dokąd dany kurs jedzie. No cóż… folklor ?

 

Lizbona ma fatalną komunikację miejską. Linie metra są 4 i coś tam pokrywają, ale oprócz tego jest dramat. Autobusy to stanie w korkach, tramwaje to atrakcja turystyczna, więc tłok. Obydwa środki komunikacji mają w dupie rozkłady jazdy. Generalnie polecam poruszać się pieszo w ostateczności metrem (które mogłoby jeździć częściej). Jednak Barcelona to jest pod tym względem niedoscigniony wzor.

 

Na koniec tego wpisu małe podsumowanie "finansowe". 8 dni w Lizbonie, przeloty 200 euro, zakwaterowanie 250 euro, wydatki w czasie pobytu około 350-400 euro (raczej nie oszczędzaliśmy). Czy to dużo, nie wiem, na pewno zaoszczędziliśmy na mieszkaniu (po znajomości, normalnie poszłoby z dwa razy tyle), na pewno dałoby się też taniej dostać bilety lotnicze (okres wielkanocny nie sprzyjał).

 

W oddzielnym poście zamieszczę jeszcze odwiedzone knajpy, które mogę z czystym sumieniem polecić. :) 

  • Lubię! 6
  • Dzięki! 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Bdb post schizmma. Od siebie dodam, że rzeczywiście z Alfamy w zasadzie wszędzie da się dojść piechotą (oprócz Belem). Minus chodzenia po Lizbonie jest taki, że to miasto na wzgórzach, więc cały czas się chodzi w górę i w dół, jak ktoś nie lubi to będzie miał problem :keke: Z atrakcji przychodzi mi do głowy jeszcze całkiem fajne oceanarium, największe oceanarium w Europie, ale też jest trochę poza miastem, więc trzeba dojechać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Ja od siebie polecę Free Walking Tours, dzięki którym akurat zwiedziliśmy Al Famę oraz Belem. Odbywają się różnie, zależnie od miast (to jest na całym świecie), ale w Lizbonie chyba 2-3 razy w tygodniu, trzeba pojawić się o odpowiedniej godzinie i przewodnik prowadzi Cię na wycieczkę. Po wycieczce dobrowolne jest danie napiwku (ale jednak wypada), przyjęło się ok. 5 euro od osoby. Jak za 2h zwiedzania to bardzo dobra opcja i my korzystaliśmy z niej w Lizbonie i Porto.

 

W Azji nie polecam ;) Studenciaki udają przewodników, żeby ćwiczyć angielski, więc tragicznie jest się z nimi dogadać. W Wietnami po 10 min łażenia koleś się nas pyta co jeszcze chcielibyśmy zobaczyć :roll: A jak dla złapania oddechu poprosiłem o znalezienie knajpy z wietnamskim, lokalnym piwkiem (tzn. Bia Hoi), to zaprowadził nas do pubu English Bulldog czy coś takiego, czyli najbardziej europejskie miejsce w całym Wietnamie :lol: 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Uzywa ktos z was karty Revolut ( @Reaper ) ? Jakie macie doswiadczenia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Juz cos o tym bylo tu mowione, poszukaj :) w Twoje kierunki europejskie powinna sie idealnie sorawdzac, przy platnosciach karta nie pobietaja chyba zadnycb prowizji, dopiero przy kolejnych wyplatach z bankomatu. Ale @kolek23 wiecej z niej korzystal, to pewnie wie lepiej :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
11 godzin temu, Reaper napisał:

Ja od siebie polecę Free Walking Tours, dzięki którym akurat zwiedziliśmy Al Famę oraz Belem. Odbywają się różnie, zależnie od miast (to jest na całym świecie), ale w Lizbonie chyba 2-3 razy w tygodniu, trzeba pojawić się o odpowiedniej godzinie i przewodnik prowadzi Cię na wycieczkę. Po wycieczce dobrowolne jest danie napiwku (ale jednak wypada), przyjęło się ok. 5 euro od osoby. Jak za 2h zwiedzania to bardzo dobra opcja i my korzystaliśmy z niej w Lizbonie i Porto.

 

W Azji nie polecam ;) Studenciaki udają przewodników, żeby ćwiczyć angielski, więc tragicznie jest się z nimi dogadać. W Wietnami po 10 min łażenia koleś się nas pyta co jeszcze chcielibyśmy zobaczyć :roll: A jak dla złapania oddechu poprosiłem o znalezienie knajpy z wietnamskim, lokalnym piwkiem (tzn. Bia Hoi), to zaprowadził nas do pubu English Bulldog czy coś takiego, czyli najbardziej europejskie miejsce w całym Wietnamie :lol: 

 

Na marginesie, załapałem się przypadkiem na taki spacer w Warszawie na Placu Zamkowym i też mogę polecić :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×