Skocz do zawartości
Między 26 a 29 lipca w LIPINACH odbędzie się XVIII Zlot CMF. Serdecznie zapraszamy do zgłaszania się!
TEMAT ZLOTOWY
me_who

Sporty amerykańskie

Rekomendowane odpowiedzi

Cubs rozpoczęli sezon od wygranej w Houston :) Ale był to mecz bez historii. Ciekawie za to było w Baltimore, gdzie katastrofalny debiut w barwach Yankees zaliczył najlepiej opłacany pitcher ligi - CC Sabathia. Gracz nowojorczyków wytrwał 6 inningów, nie miał ani jednego strikeouta (!) i oddał aż 6 punktów. Yankees przegrali 5-10.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Mały apdejcik po tygodniu w MLB:

 

Na razie bez sensacji wielkich, zespoły rozegrały dopiero po góra 7 meczów więc i wyniki niemiarodajne. Nerwowo (?) może być w Waszyngtonie, gdzie Nationals nadal bez zwycięstwa; jednak rok temu to był najgorszy obok Mariners zespół w lidze - zapewne liczyli, że się odbudują. A tu taka masakra na starcie...

Na pewno zawodzą Indians z bilansem 1-5. Z drugiej strony start Mariners jest zaskakujący (5-2). W NL Central świetnie grają Cardinals, a w NL West sensacyjnie wręcz Padres - oba zespoły zanotowały 4 wygrane z rzędu i mają bilans 5-2.

Oczywiście to wszystko za wcześnie by cokolwiek prognozować, bo np. Yankees, Mets czy Cubs jeszcze nie grali u siebie - ale pewne zaskoczenia (imo Padres) są.

 

Co u Cubs? Soriano zaczął sezon fantastycznie, robi wszystko czego od niego oczekiwano. Pewne zgrzyty pojawiły się przedwczoraj, po przegranym meczu w Milwaukee. Tzw. blown save pozbawił chwilowo Kevina Gregga pozycji closera i wczorajszy mecz "zamykał" Marmol. Batalia tych graczy o pozycję closera była niezwykle intensywna podczas spring training i trochę moim zdaniem robi się za gorąca. Bo to pozycja jak GK w piłce - albo gra jeden albo drugi, ale jak nimi mieszasz, to słaby pomysł.

Cubs na razie 3-2, choć jakby było 5-0 nikt by się nie obraził ;) Oba mecze przegrali w końcówkach - z Astros w 10 inning, a z Brewers w 9, po fatalnym występie Gregga. Tak więc nadal jest szansa i widoki na to, by licznik zatrzymał się na 101 latach :D :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

W drużynie Cubs (5-2) zaczynają sie podchody. Gregg jako closer jest wyborem całego zespołu szkoleniowego, ale nie został zaakceptowany jako closer wśród fanów. Oceny kibiców jego występów w sezonie są strasznie krytyczne w stosunku do tych, które prezentuje Marmol (po ludzku: Marmol wchodzi i jest 1-2-3 out, dziękuję; wchodzi Gregg i jest walk, hit, run, buba, cały zespół walczy o wygrną).

Teraz Gregg coś narzeka na kontuzję - na jego miejscu chyba bym tylko ze złamanym kręgosłupem się wychylał, bo całe Wrigley chce Marmola. No ale zobaczymy co się stanie :]

Na razie Cubs muszą zmierzyć się z kontuzjami Soto, Bradley'a i Ramireza :|

 

W ramach apdejtu: Reed Johnson "kradnie" grand slam drużynie Brewers :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Drugi tydzień w MLB:

 

Otwarto nową siedzibę Evil Empire, czyli NY Yankees. Otwarcie nie wypadło okazale, bo Jankesi przegrali 2-10 z dość słabo grającymi Indians. Ale to i tak było tylko preludium do 3 meczu tej serii: ekipa z Cleveland ośmieszyła, zdemolowała, upokorzyła Jankesów gromiąc ich 22-4, zdobywając rekordowe 14 runów w jednym inning. Takiej katastrofy chyba nikt się nie spodziewał, więc na oficjalnej stronie NYY po meczu pojawiły się pierwsze głosy o dymisję Girardiego.

Z innych zaskoczeń: fantastycznie sezon zaczęli Marlins, którzy mieli bilans 11-1, choć aż 6 zwycięstw na kompletnym niewypale tego sezonu Nationals z Waszyngtonu. Tak czy siak, jest to kolejna mocarna ekipa w mocarnej dywizji wschodniej w NL i tu wyścig o miejsce w PO może być niesamowicie zacięty.

W innych dywizjach utrzymuje się status quo - w NL West Dodgersi powoli odjeżdżają, za nimi "zbieranina" z San Diego. W AL West nadal na czele Mariners (wsparte "odmłodzonym" Griffey jr, który po latach wrócił do miasta, gdzie jest kochany).

Cubs nieźle sobie radzą, dwukrotnie pokonali rywali z St. Louis i utrzymują minimalne prowadzenie w NL Central. Sezon jednak nadal młody i wydarzyć się wszystko może.

 

Ze smutnych spraw:

9 kwietnia, 22-letni pitcher LA Angels, stojący u progu wielkiej kariery w MLB, Nick Adenhart zginął w wypadku samochodowym spowodowanym przez pijanego kierowcę. Oprócz niego zginęła dwójka jego znajomych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Zacznę prywatnie, mam nadzieję, że wybaczycie ;)

Cubs -> katastrofalny pierwszy miesiąc. Kontuzja Aramisa Ramireza, tradycyjne problemy Miltona Bradley'a przełożyły się imo na słabiutki pierwszy miesiąc (11-11). W sumie, nie byłoby tak źle, ale nie w tak konkurencyjnej dywizji. Cardinals (17-7) mają ofensywę na poziomie kosmicznym. Pujols, (1B) co miał cierpieć z powodu kontuzji WYMIATA. Wiem, że to pierwszy miesiąc z 5 następnych, ale strasznie się patrzy na to.

Reszta:

NL East:

Marlins wrócili na swoje tory, przegrali bodaj 7 meczów z rzędu, tak więc nie uciekli reszcie słabiaków - Phillies, Braves i Mets -> całkowite rozczarowanie. Szczególnie Mets.

NL Central:

Cardinals, choć ich szczerze nie lubię, po prostu wymiatają. Cubs słabizna, Brewers korzystają z szans. Pirates, ogólnie znane jako najgorsza organizacja w MLB radzi sobie całkiem nieźle - głównie dzięki pitcherom. Reds nie wychylają się ponad swoją normę. Astros słaboooo, ale ktoś musi ;)

NL West:

Dodgers, spokojnie, cokolwiek się zdarzy i tak wygrają dywizję. San Diego, San Francisco, Phoenix i Denver choć mają zacne zespoły nie są w stanie zaszkodzić Dodgersom. Mimo wszystko kudos dla Padres. Zespół zmasakrowany problemami właściciela, zespół, w którym na #3 w rotation gra koleś znaleziony w barze ze stekami :D Wszyscy się spodziewali, że już w kwietniu się pogrążą. A są nadal w grze.

 

AL East

Najbardziej medialna dywizja. W pierwszej serii Red Sox i Yankees góra Boston i to we wszystkich trzech meczach. Ale to nie Sox i Yanks są góra w tej dywizji. Niesamowity start ma Toronto, jedyna kanadyjska ekipa. Baltimore robi swoje, a Tampa też (moim zdaniem) jeszcze wyjdzie na swoje...

AL Central

Niesamowicie zrównoważona dywizja. W kwietniu górą Royals z KC, których barwy reprezentuje niesamowity Greinke. Ale w tej dywizji sezon jakby się nie zaczął. Między liderem a ostatnim teamem różnice sa głównie "liczbowe" (no i nie reprezentatywne -> ostatni w tabeli Indians zmasakrowali Yankees na ich stadionie 10-2 w otwarciu i 22-4 dwa dni później)

AL West

Seattle czerpie z siły weteranów. Ichiro I Griffey jr mimo lat potrafią ciągnąć drużynę. Moi faworyci do wygrania tej dywizji (Angles) chyba nadal są wstrząśnięci śmiercią Adenharta.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Update majowy:

AL East

Yankees już nabrali tempa. Powrót A-Roda tylko dał im dodatkowego "kopa". Dobiegła końca aklimatyzacja Teixeiry, który w maju grał kapitalnie, oraz CC Sabathii, który w maju robił nieomal takie cuda jak w zeszłym roku w Milwaukee. Do tego Jankesi mają kapitalną defensywę, zanotowali 17 meczów bez błędu, co wyrównuje rekord MLB. Za ich plecami są Red Sox, wśród których katastrofalny sezon zalicza Big Papi, czyli David Ortiz. Olbrzym z Dominikany zawsze był silnym ogniwem bostończyków, ale w tym sezonie gra beznadziejnie. Średnia jakieś .180, prawie zerowy wkład w ofensywę, ciekawe co z nim zrobią. Plus taki, że w Bostonie Ortiz jest kochany, a publika docenia jego przeszłe dokonania i wykazuje się anielską cierpliwością. Na szczęście dla RS reszta gra bardzo solidnie.

Toronto roztrwoniło kwietniowy bilans, zanotowali fatalną passę porażek; Tampa to już nie ten sam zespół co rok temu, potrafili przegrać mecz prowadząc 10-1 w 9 inningu. Może gdyby grali w innej dywizji...Ale tutaj marnie wyglądają ich szanse. Baltimore zaliczy kolejny sezon bez fajerwerków.

 

AL Central

Tylko jedna drużyna powyżej .500 i to ta o której nikt dobrego się nie spodziewał. Tigers grają znośnie, mają wsparcie wśród kilku kapitalnych miotaczy i potrafią to przełożyć na zwycięstwa (czego nie potrafią np. Cubs, patrz niżej). Sezon świetnie zaczęli Royals, ale potem mieli bodaj 12 porażek w 16 meczach i spadli w tabeli. Źle grają White Sox, którzy mieli wzmocnić swój skład Jake Peavy'm z Padres, ale ten skorzystał z klauzuli no trade w swoim kontrakcie i odmówił przejścia. Przeciętnie grają Twins, bardzo słabo Indians, dla których kwietniowe 22-4 w NY to już odległe wspomnienie. Jednak dywizja jest tak wyrównana (w dół ;) ) że do końca sezonu może się wszystko przetasować.

 

AL West

Bardzo słabo sobie radzą Angles. Myślałem, ze ekipa z Anaheim powtórzy supremację z poprzedniego sezonu, jednak grają dość przeciętnie. Widać brak Teixeiry (choć ten grał tylko pół sezonu u Aniołów) ale przede wszystkim K-Roda, genialnego closera, który w zeszłym roku pobił rekord saves. Ściągnięty w jego miejsce Fuentes zapewne zajmie jedno z czołowych miejsc na liście transferowych niewypałów.

W dywizji prowadzą Rangers, solidnie rozwijany zespół z Arlington z mocarnym Hamiltonem. Dalej Mariners, a na końcu miks weteranów z młodzikami czyli Oakland. Drużyna z Zatoki imo już się nie będzie liczyć w dalszej części sezonu, Ciekaw jestem za to, co zrobią Mariners, bo zapewne mają jakieś rezerwy finansowe, a strata do Rangers nie jest jakaś wielka. Angels na pewno będą starali się wzmocnić.

 

NL East

Mistrzowie już z przodu :] Phillies sezon bez wielkich przygód, spokojna praca i prowadzenie. Za nimi Mets, nękane kontuzjami. Braves po latach supremacji w tej dywizji osuwają się w dól; Marlins z najmniejszą publiką i dość skąpym włascicielem zanotowali słaby miesiąc. Nationals to najgorszy zespół w lidze i już się mogą zastanawiać w Waszyngtonie gdzie utopić kolejne miliony (ewentualnie wytransferować "skarby" pokroju Dunna za jakieś wybory w drafcie)

 

NL Central

Najsilniejsza dywizja w MLB. Prowadzą dość niespodziewanie - moim zdaniem - Brewers. Ekipa z Wisconsin postawiła wszystko na jedną kartę w zeszłym roku, ściągając Sabathię, co dało połowiczny sukces (pierwszy awans do postseason od bodaj 1982). Genialnym posunięciem okazało się ściągnięcie Trevora Hoffmana, lidera klasyfikacji saves wszech czasów. 41-letni weteran gdy tylko wchodzi w 9 inningu na boisko przy prowadzeniu Brew Crew, można być pewnym, że Milwaukee wygra. Najważniejszymi graczami są jednak Braun i Prince Fielder, który mimo swojej okrągłej sylwetki ma niesamowitą "parę" w rękach będąc jednym z najlpeszych ofensywnych graczy NL.

Drugie miejsce Cardinals, ciągnięci przez najlepszego zdaniem wielu gracza ligi - i ostatnich lat - Alberta Pujolsa. Mówiąc szczerze, w połowie miesiąca, byłem pewnie, że Cards "odjadą" reszcie drużyn i będą poza ich zasięgiem. Mimo, ze są drudzy, moim zdaniem mogą wygrać dywizję.

Trzecia drużyna Reds - przyznaję, nie wiem jak, bo Cincinnati od lat nie miało dobrego sezonu. Na pewno korzystają z tego, że ich młodzi gracze dyskontują doświadczenia nabierane po wyprzedażach gwiazd.

Czwarte miejsc moi ;) Cubs. We Wrigleyville wszystko nie tak. Kontuzja Aramisa Ramireza rozbiła zespół. Do tego fatalnie gra Derek Lee, co rusz ktoś wypada na kilka dni; makabrycznie gra ofensywa. W seriach z Cardinals zespół potrafił zdobyć 2 runy w 4 meczach, katastrofa. Nawet niezła gra miotaczy (szczególnie żal mi Teda Lilly) nie pozwalała na odnoszenie zwycięstw. Cubs mieli 8 porażek z rzędu w tym miesiącu. Dopiero seria z Dodgers (choć zakończona 2-2) pozwala patrzeć z optymizmem w przyszłość. Ale trzeci awans z rzędu do playoffs, będzie wielką sprawą dla Northsiders...O tym, by przerwać 101-letnią passę bez mistrzostwa nie wspomnę :|

Za Cubs: Pirates i Astros. Nie mają złych bilansów, ale jak na tą dywizję to mają je za słabe. Zobaczymy co przyniosą następne miesiące, ale raczej to nie będą udane sezony w Pittsburghu i Houston.

 

NL West

Dodgers niszczą i masakrują. I to bez Manny Ramireza, który został zawieszony na 50 meczów w związku z aferą sterydową, która wstrząsa liga od zimy. Manny wraca na początku lipca - mniej więcej w tym samym okresie dołączył do Dodgers w zeszłym roku i trudno przypuszczać, by LA było z nim słabsze. A rywali w dywizji ma słabiutkich. Giants ciułają zwycięstwa, Padres nadal są toczone walką właścicieli, D'backs są po prostu słabi a Rockies właśnie zwolnili trenera. Wiem, że do końca sezonu jakieś 110 meczów, ale trudno mi sobie wyobrazić, by ktoś zagroził Dodgers, albo pokusił się o Wild Card dla NL, zwłaszcza patrząc jak mocne są ekipy z NL E i NL C.

 

Przed nami czerwiec. Miesiąc wyjątkowy choćby dlatego, ze są rozgrywane interleague games - czyli starcia między zespołami z NL a AL. A to prowadzi do spotkań Cubs-White Sox, Yankees-Mets, Giants-A's czy Rangers-Astros: czyli po europejsku - pora na derby!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Night of Champions (26.07.2009)

 

WWE Championship: John Cena vs. Randy Orton© vs. Triple H

 

World Heavyweight Championship: CM Punk© vs. Jeff Hardy

 

Intercontinental Championship: Dolph Ziggler vs. Rey Mysterio©

 

United States Championship: Kofi Kingston© vs. Big Show vs. MVP vs. Carlito vs. Jack Swagger vs. The Miz

 

Womens Championship: Melina vs. Michelle McCool©

 

ECW Championship: Tommy Dreamer© vs. Christian

 

Unified Tag Team Championship: Chris Jericho© & A Mystery Partner(zastępczy champ) vs. Cody Rhodes & Ted DiBiase

 

Divas Championship: Maryse© vs. Mickie James

 

Jestem strasznie ciekawy, kto będzie partnerem Chrisa Jericho. Najprawdopodobniej Chris Masters, ale wszystko jest jeszcze możliwe. Chciałbym natomiast, żeby w walce o pas WWE zwyciężył John Cena, ale czeka go bardzo trudne zadanie. Jestem praktycznie pewien, że w tag teamie Legacy nie mają najmniejszych szans i jeśli nic niespodziewanego się nie wydarzy, Y2J wraz z partnerem obronią ten tytuł. Liczę również na zwycięstwo Reya Mysterio nad Dolphem Zigglerem, a także Meliny nad McCool i Mickie James nad Maryse. Resztę walk będę śledził z zainteresowaniem, ale nie mam żadnego faworyta/ulubieńca.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

W MLB mamy mniej więcej 100 meczów rozegranych i może się pokuszę o małe uaktualnienie :)

American League

 

EAST

Jankesi (59-38) grają na miarę wydatków ponoszonych na zespół. Nowojorczycy wygrywają większość serii i spokojnie budują swoje prowadzenie w lidze. Mają zdecydowanie najlepsze infield w MLB, startowi miotacze się pozbierali a bullpen w najważniejszych momentach nie zawodzi. Gdy prowadza minimalnie w końcówce meczu wchodzi Mariano Rivera i rywale nie są w stanie przeszkodzić Jankesom. W niedawnym głosowaniu na najlepszego closera MLB w ciągu ostatnich 20 lat (bo od tylu ESPN prowadzi transmisje) Panamczyk wygrał bezapelacyjnie. Niedawno zaliczył 500 save (jako drugi w historii closer)

Boston (56-39) się męczy. Bardzo obniżył loty Bay, który sezon zaczął z wysokiego C, a teraz z miesiąca na miesiąc jego staty spadają. Przebudzeni Ortiza na niewiele się zdało, bo nie gra on na swoim poziomie. Mimo wszystko BoSox sa kandydatami do gry w playoffs, choć muszą się wystrzegać takich wpadek jak wyjazdowe porażki z Rangersami.

Rays (53-44) ciągle w grze, ale straszna szkoda, ze nie grają w słabszej dywizji. Trzon drużyny, która rok temu wygrała AL pozostał, ale trudno się zdobyć szczyt po raz drugi. Dla pocieszenia, Crawford zdobył MVP w All-Star Game.

Blue Jays (47-50) już się nie liczą. Na dzień dzisiejszy w jedynej kanadyjskiej ekipie mówi się tylko o jednym - ich najlepszy miotacz, Halladay ogłosił, ze za rok nie przedłuży kontraktu z Toronto i zostanie free agentem. W związku z tym BJ's szukają mu nowej drużyny, próbując przy tym wyciągnąć jak najwięcej. Tak czy siak, z Halladay'em czy nie, Toronto nie wejdzie do playoffs.

Orioles (41-54) kolejny beznadziejny sezon. Chyba nawet nie mają czym "handlować" by ściągnąć obiecujących graczy.

 

CENTRAL

Nie jest to moja "ulubiona" dywizja i nie śledzę aż tak wyników z niej (poza jednym przypadkiem, o którym napisze na końcu)

Prowadzą Tigers (51-44) za nimi pupilki Białego Domu, czyli White Sox (50-47), później Twins (48-49), jedno z największych rozczarowań sezonu -> Indians (39-58) i rozsypujące się w oczach KC Royals (37-58).

Tygyrsy z przodu, ale myślę, że tu jeszcze Minnesota może zamieszać. No i trzeba wygrać ta dwyizję, by grać ew PO.

 

WEST

Angels (57-38) od lat umacniają się w tej dywizji i w tym roku nie jest inaczej. Myślałem, ze osłabienia w postaci utraty Teixeiry i K-Roda bardziej się odbiją na zespole (dodatkowo śmierć jednego z pitcherów na początku sezon). Jednak Anaheim gra świetnie, potrafili "sprzątnąć" Jankesów i nie dać się rywalom z dywizji. Fuentes, który miał katastrofalny początek sezonu - i którego sam nominowałem do niewypałów, shame on me - rozkwita i jest liderem saves w całej MLB.

Za nimi Texas (53-41) i Mariners (51-45). Niestety, wydaje się, że drużyna z Seattle nie podejmie walki o wygraną w dywizji. Wygląda na to, ze chcą oddać paru drogich graczy za prospecty. Dziwna strategia, tym bardziej, ze jak Ichiro wreszcie znowu doczekał się ekipy na miarę jego możliwości to są jakieś dziwne sygnały.

Oakland (41-55) już się nie liczy. Gambi katastrofalny sezon, ostatnio powędrował na listę kontuzjowanych. Młodzi miotacze dają radę, ale w zderzeniu z wilkami pokroju Jankesów są bezradni. Matt Holliday, jeden z najlepszych graczy odszedł do Cardinals.

 

National League

EAST

Philadelphia (54-40) spokojnie przewodzi stawce (nie jak w zeszłym roku) i może kontrolować sytuację. Właściciele obrońców tytułu nie zamierzają oszczędzać i Phillies są faworytem w walce o sprowadzenie Halladay'a. Drużyna jest absolutnie mocarna jeśli chodzi o ofensywę (już teraz 4 graczy ma powyżej 20 HR - dla porównania w Cubs nikt :| ). Jeśli utrzymają tempo, to ich starcie z Dodgersami w finale NL może być epickie ;)

Braves (50-47) będą próbowali wrócić do dawnej świetności i supremacji pod wodzą Coxa w latach 90. Ale w tym sezonie raczej im się to nie uda. Muszą się skupić na walce o Wild Card, bo nie wydaje mi się, by mogli dogonić filadelfijczyków.

Marlins (50-47) czekam, aż zaczną sprzedawać. Nie sądzę by mieli szansę na postseason, a właściciele drużyny z Miami są znani z "rozrzutności". Tak czy siak, Floryda ma fajny skład, z paroma perełkami (Ramirez i Uggla).

Mets (44-51) największa katastrofa w tegorocznej MLB. Drużyna z Nowego Jorku ma niesamowite "szczęście". Mają kontuzjowane 2/3 podstawowego składu, których płace są większe od całych budżetów kilku innych drużyn :| Do tego ich zastępcom łatka "loosers" nie pomaga i robią masę, ale to masę szkolnych błędów. W dywizji, której ma się Phillies nie można grać tak słabo. Kwestia, czy Metsi zaczną sprzedawać to co mają, czy zachowają skład.

Nationals (28-68) - absolutna beznadzieja, najgorszy zespół w MLB. Ale dzięki za 0-4 z Cubs ;)

 

CENTRAL

Nazwałem ją ostatnio najsilniejszą. No ale tak nie jest. Jest wyrównana. I to niekoniecznie w górę.

Cardinals (53-46) zbroją się na potęgę, ściągnęli De Rosę (ex-Cub, dla kibiców z Wrigley, to bardzo bolesne) i Hollidaya. W drużynie nadal rządzi i niszczy Albert Pujols, który ma szansę na triple crown (lider avg, w home runs i w RBI) - pierwsza od czasów Jastrzębskiego. Wzmocnienia sugerują, że St. Louis raczej już myśli o playoffs. Brak odpowiedzi rywali, świadczy, że chyba mają zielone światło...

Cubs (50-45). Przedziwny sezon. Od bandy do bandy. Na dzień dzisiejszy Cubs sobie coś tam graja, ale stracili dwóch najlepszych miotaczy (Dempster na pewno pojawi się w zczuba, bo złamał palec u nogi chcąc przebić piątkę z kolegą) do tego Soriano jest w katastrofalnym dołku. Szczęśliwie Fukudome odzyskał troszkę formy i sobie daje radę jako "pierwszy odbijający" (leadoff hitter). Ale najważniejsze dla pobudki Cubs było przebudzenie Derreka Lee, który wymiatał w czerwcu i nadal pozostaje w formie w lipcu. Do niego dołączył Ramirez, który wreszcie powrócił po kontuzji. Ale to nie są ci sami Cubs co rok temu. Chociaż może trzeba "słabej" drużyny, żeby się wczołgała do playoffs i nie odpadła 0-3 jak w latach 07 i 08 jako najmocniejsza w NL.

Astros (50-46) niesamowity szturm na czoło dywizji. Troszkę może spowolni ich kontuzja Berkmana, ale tak czy siak - Houston w grze.

Brewers (48-48) Bardzo źle się dzieje w Milwaukee. Brewers po prostu przestali wygrywać, to co im tak łatwo przychodziło na początku. Dziwne, bo mają naprawdę mocne lineup z Fielderem i Braunem. Nie jest to jednak strata, której nie jest się w stanie zniwelować, dlatego nie słychać nic o nerwowych ruchach.

Reds (44-52) już chyba nic dobrego nie spotka Cincinnati. Pirates (43-53) - Żal mi kibiców z Pittsburgha. Mają Steelersów, mają Penguins - dwie fenomenalne ekipy z NFL i NHL. I mają Pirates. Nie znam drużyny tak bezwstydnie "rozdającej" najlepszych graczy. W zeszłym roku odeszli Bay czy Nady. Teraz McLouth powędrował do Braves a LaRoche do Bostonu. A wszystko przekłada się na bodaj 17 sezon poniżej .500 :/

 

WEST

 

Dodgers (61-35) trochę odstają od reszty konkurencji. Powrót Ramireza im nie zaszkodził - bo niby jak mógł ;) Nie widać zagrożeń. Już teraz można wpisać Dodgers w drabinkę playoffs. Colorado (52-44)- w polskiej lidze piłkarskiej ten przykład zrobiłby furorę wśród właścicieli. Dlaczego? Ano dlatego, że Rockies po zmianie trenera po prostu niszczą. Wygrywają z każdym i zawsze ;) Marquis (ostatnio Cubs) wyrasta na najlepszego pitchera w NL a po zmianie "miotły" ekipa z Denver wygrywa "jak leci". Jeśli utrzymają tempo to Wild Card mają w kieszeni. Chyba, że przeszkodzą im Giants (52-44) ale nie wiem czy sam Lincecum utrzyma ich "na kursie". Po sezonie 2008 mówiło się, ze młodziutki pitcher San Francisco nie zasługuje na nagrodę, ale Lincecum jest naprawdę genialnym graczem i czeka go milionowa przyszłość (na Yankee Stadium zapewne :/ )

Arizona (41-56) a tym bardziej eksperymentalni amatorzy z San Diego (38-59) raczej nie zasługują na opis ;)

Ciekawostki:

W All Star Game (który w przeciwieństwie do pokazówek NBA czy NHL ma znaczenie) wygrała - znowu - American League 4-3.

 

10 lipca pitcher SF Giants zaliczył no-hittera w wygranym 8-0 meczu przeciwko Padres. Jonathan Sanchez był bliski nawet perfect game, ale Uribe miał error w 8 in. Tak czy siak, no-no jest wielką rzadkością.

Ostatni out

Co by się jednak wydarzyło w tym sezonie przebija perfect game, które było dziełem Marka Buehrle z White Sox w wygranym 5-0 meczu z TB Rays. To dopiero 18 perfect game w historii MLB (16 licząc od "modern era" w 1900!!!) i pierwsze od ponad 5 lat.

Całość niusów związanych z tym wydarzeniem - tutaj

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Night of Champions za nami

 

Gala rozpoczęła się od walki tag teamowej. Wszystkich zastanawiało kto będzie partnerem Chrisa Jericho, który po kontuzji Edga nie wypowiadał się na ten temat. Wiele mówiło się o tym, że wraz z Jericho walczyć będzie Chris Masters, Kane, lub - co jak się okazało żartobliwie rzucił sam Chris - Randy Orton. Dopiero na gali poznaliśmy kto towarzyszył Jericho. Przeżyłem niesamowity szok, gdy Y2J powiedział, że jego partnerem jest... The Big Show. Co do samej walki, to przynajmniej w moim odczuciu nie było żadnych wątpliwości, że Y2J i Big Show zwyciężą. Cody Rhodes i Ted DiBiase radzili sobie całkiem śmiało, ale ani przez moment nie wierzyłem, że są w stanie pokonać obrońców pasu. Zwyciężyli po duszeniu Big Showa, po którym poddał się DiBiase.

 

Następnie odbyły się dwie walki do których podszedłem bez emocji. Pas ECW zdobył Christian pokonując Tommy Dreamera. Po tym meczu świetnie zachowali się obaj zawodnicy. Dreamer chciał uścisnąć dłoń Christiana, ten natomiast przytulił przeciwnika. Później Tommy uniósł rękę zwycięzcy do góry, za co ma ogromny :respekt:. Mistrzem Stanów Zjednoczonych nadal jest Kofi Kingston. W tej drugiej walce, w której obok Kofiego brali udział The Miz, Jack Swagger, Primo, Carlito i MVP. Początkowo w miejsce Prima miał być Big Show, ale wybrał walkę o pas tag teamów, jak się okazało słusznie. Jakiś czas temu Carlito zaatakował swojego brata [Prima], ale podczas tej walki byli znów duetem i dosyć często przeprowadzali wspólne ataki, choć i tak Kofi okazał się najlepszy.

 

Później na plac boju wyszły dziewczyny. W pierwszej kolejności mieliśmy pojedynek o pas kobiet, który skutecznie obroniła Michelle McCool (z Meliną). Sztuka ta nie powiodła się w walce div Maryse. Rzadko miałem okazję oglądać ją w akcji, ale nie miałem pojęcia, że jest taka głupia :| . Zachowywała się jak nienormalna. W pewnym momencie chciała znów zaatakować Mickie James lakierem do włosów, ale ta poradziła sobie i zwyciężyła.

 

Walka o pas WWE między Ortonem (obrońca pasa) a Triple H i Johnem Ceną zapowiadała się w moim odczuciu najciekawiej ze wszystkich. Pas niestety obronił RKO i tutaj chciałbym się zatrzymać. Walka zaczęła się jednak od ataku Ceny i HHH na Ortonie. Obaj zgodnie go obijali, co akurat wcale mnie nie zdziwiło. Ta nierówna walka skończyła się, gdy Orton zepchnął Cenę wprost na Triple H. Od tego momentu każdy był sam. W pewnym momencie HHH założył sharp shooter na Ortonie, Cena dorzucił STF i w tym momencie Randy się poddawał. Sędzia wystartował, lecz gdy wszyscy się spodziewali końca, ten zatrzymał się i... oglądał co się będzie działo. Później już bez niespodzianki. Tradycyjnie pojawiło się te cholerne Legacy i zaatakowali HHH i Cenę. Tutaj akurat najbardziej nie rozumiem postawy sędziego. Dlaczego nie orzekł dyskwalifikacji? Następnie wszystko potoczyło się błyskawicznie: John chciał wykonać Attitude Adjustment na Codym Rhodesie, lecz w tym momencie doleciał Orton, zrobił na Cenie RKO i było po walce. Dla mnie to żenujące - znów nie wygrał lepszy tylko ten bardziej cwany :x .

 

Nadszedł moment na walkę o pas Interkontynentalny. Załamała mnie Maria. Kiedyś ją bardzo lubiłem, lecz od pewnego czasu mam coraz większe wrażenie, że inteligencją to ona nie grzeszy. Gdy parobas Ziggler już wparował na ring, przywitał się i zszedł, żeby przygotować Marii krzesełko, ta zadowolona usiadła. Później Dolph pogłaskał ją po głowie jak pieska, a ta zaczęła się cieszyć jak głupi do sera. Następnie wparował Rey 619 Mysterio. Walka toczyła się ze wskazaniem na Zigglera, który dosyć mocno obijał Reya, lecz ten dzielnie wstawał. Na szczęście Mysterio w odpowiednim momencie zdążył przejść do ofensywy i wygrał. Najpierw wykonał na lizusie 619, później skoczył na niego z lin i było po walce.

 

Ostatnia walka była pojedynkiem o pas wagi ciężkiej między CM Punkiem a Jeffem Hardy. Przez całą walkę Punk był niesamowicie pewny siebie i cieszę się, że Hardy dał radę go pokonać. Walka wyrównana, więc przejdę do końcówki, bo tam się działo najwięcej. W pewnym momencie CM wykonał na Hardym Go To Sleep. Uśmiechnięty przycisnął Jeffa do maty, lecz ten zdołał wstać! Niech żałuje ten, kto nie widział miny Punka po tym jak Hardy zdołał się podnieść :lol: . Później jeszcze dwukrotnie próbował pinu, lecz za każdym razem Hardy wstawał, co akurat mnie cieszy. Następnie Punk opuścił ring, zabrał pas i zaczął się kierować w stronę wyjścia. Na szczęście Jeff wyleciał za nim, wrzucił go na ring i po krótkiej wymianie wykonał na rywalu Twist of Fate, Swanton Bomb i wygrał. Zwycięstwo młodszego z braci Hardy mnie cieszy, bo miałem już powoli dosyć oszukiwania Punka.

 

Na tym skończyła się gala Night of Champions. Osobiście jestem rozczarowany z powodu kilku rozstrzygnięć, ale ogólnie widowisko mnie usatysfakcjonowało. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać na odpowiedź Johna Ceny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

:o Opis gali z pozycji totalnego marka, ale cholernie mi sie podoba i czekam na kolejne :) Moze krotko komentuj tygodniowki: RAW i Smackdown? Szczerze mowiac, mnie sie nie chce WWE ogladac, bo strasznie zanudza, ale poczytac co sie dzieje bardzo lubie. Niestety o rzetelne raporty trudno :)

 

24 pazdziernika w Warszawie odbedzie sie inauguracja pierwszej polskiej federacji wrestlingowej Do or Die. W karcie miedzy innymi tacy zawodnicy jak Ruckus i Austin Aries, obecny Ring of Honor World Champion. Wlasnie dla tego drugiego na pewno do stolicy przybede, nie ma bata :)

 

Z ostatnich gal wrestlingowych sceny niezaleznej goraco polecam obejrzec ostatnie pozycje japonskiej federacji Big Japan Wresling, a w szczegolnosci turniej Tag Team Maximus. Duzo hardkoru przez duze H, ale nie takiego chorego i leniwego jaki mozna zaobserwowac w CZW, a szybkiego z poteznym ladunkiem dobrych zapasow. Final turnieju to dla mnie absolutny five-star match i jak dotad najlepszy pojedynek w tym roku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Na jutrzejszym RAW (start prawdopodobnie o 3 w nocy naszego czasu) gospodarzem będzie Shaquille O'Neal, więc na pewno będzie się działo :) . Nie mogę się doczekać startu i jestem ciekaw, czy Shaq podobnie jak swego czasu Seth Green zechce wziąć udział w walce. A co do opisu, to postaram się krócej i dokładniej napisać kto z kim i jak ;) .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Odcinek z Greenem byl mega zalosny i ukierunkowany glownie na amerykanskiego odbiorce under 15. Ja tam nie rozumialem tych sytuacyjnych zartow majacych podloze w kreskowkach z Cartoon Network. Eh, mam nadzieje, ze Shaq vs RAW da rade :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

No i za nami kolejny Monday Night RAW. Na samym początku na ring wszedł gospodarz - Shaquille O'Neal. Wymienił kilka zdań z Jerrym Lawlerem po której powiedział rozhisteryzowanej publiczności, że na Summerslam czeka nas wielki mecz: Randy Orton vs Triple H vs MVP vs Jack Swagger vs Mark Henry vs John Cena.

 

Na ring wszedł Chris Jericho, który widząc gabaryty Sgaqa zawołał do pomosy swojego partnera z tag teamów, Big Showa. Panowie zmierzyli się wzrokiem, aż na ring przyszli chłopaki z Cryme Tyme. W międzyczasie jednak O'Neal nazwał olbrzyma "Fat Boyem", co trochę zdenerwowało BS. Po dłuższej chwili YJ2 i jego partner opuścili ring, a za nimi Shaq krzyczał w kierunku Jericho: "Christina, Christina" :kekeke: .

 

Rozpoczął się Beat the Clock Tournament. W pierwszej walce Mark Henry pokonał Carlito po 6. minutach i 49. sekundach. Kolejny pojedynek tego turnieju poprzedziła jednak walka div w tag teamach. Nie działo się nic ciekawego, wygrały Kelly Kelly & Mickie James & Gail Kim nad Alicią Fox & Beth & Rosą Mendes (?). Tuż po nich, kolejny mecz turniejowy w którym zmierzyli się MVP i Chris Masters. Walka niezbyt ciekawa, Masters walczył wyłącznie o to, żeby MVP dalej nie przeszedł. Wyszli poza ring, Chris założył mu coś na wzór nelsona, po czym sędzia ich odliczył - tak mi się wydaje, bo przyznam szczerze, że trochę przespałem tę walkę :zawstydzony: .

 

Najśmieszniejsze były dwie walki. Pierwsza, gdy The Brian Kendrick walczył z Kofim Kingstonem. Kendrick zamiast walczyć, ruszył z pyskiem do Jerry'ego Lawlera, z którym nie tak dawno przegrał. Zabrzmiał gong, wykorzystał to Kofi i jednym kopnięciem pokonał przeciwnika. Drugi śmieszny moment to zdecydowanie kolejna walka Chavo z Hornswogglem. Tym razem jednak Guerrero musiał walczyć z... workiem na głowie. Dla mnie to trochę żałosne, że wszyscy robią sobie z Chavo jaja. Najlepszy i tak był moment, gdy kurdupel się położył, Guerrero go wymacał po ciemku, następnie wszedł na liny żeby wykonać skok. W tym czasie Hornswoggle poszedł sobie za nim i gdy Chavo uderzył w powietrze, ten wykonał atak z lin i znów wygrał po raz czwarty?.

 

Następne walki turniejowe to Triple H vs Cody Rhodes i John Cena vs The Miz. The Game był wyraźnym faworytem i dla mnie to było oczywiste, że zwycięży. Zapewne by tak było, gdyby nie ten parobas z Legacy, Ted DiBiase, który wparował na ring i odciągnął HHH od swojego partnera. Triple H zastanawiał się po chwili, aż cisnął Codym w Tedka, wykonał pedigree, lecz skończył mu się czas - nie zmieścił się w 6:49. Swój pojedynek z Ceną, Miz tradycyjnie rozpoczął od rozpływania się nad swoimi umiejętnościami. W międzyczasie miejsce przy stole komentaroskim zajął Randy Orton, co wzbudziło moje podejrzenia. John miał przewagę w tym pojedynku. W pewnym momencie Miz wyszedł za ring i ledwo co zdążył wrócić, a chwilę później zablokował ręce Ceny i zrobił mu You Can't See Me, lecz co mu to dało? Cena się uwolnił, wykonał na przeciwniku STF i Miz się poddał. Później na ring wszedł Orton, ale tylko pomachał swoim pasem przed twarzą Johna.

 

Za kulisami Triple H wyzwał na pojedynek Legacy: Cody Rhodesa i Teda DiBiase. Na następnym RAW w przyszłym tygodniu dojdzie do tego pojedynku.

 

Walka wieczoru to mecz tag teamowy: Chris Jericho & Big Show vs Cryme Tyme. W pobliżu cały czas stał Shaq, który dopingował Shada Gasparda i JTG. Chłopaki ładnie obijali Y2J, aż do walki wmieszał się Big Show, który wyczyścił ring, na co sędzia zdecydował o dyskwalifikacji. "Fat Boy" złapał Gasparda i JTG najprawdopodobniej szykując się do duble chockeslam i zachęcał Shaqa do wejścia na ring. O'Neil rozerwał koszulkę i wparował. Chwilę się przepychali, potem Big Show złapał Shaquilla za szyję. Ten nie pozostał dłużny i oddał gigantowi. Staliby tak zapewne do dzisiaj, gdyby nie Cryme Tyme, którzy przerwali chwyt, później Shaq przywalił Paulowi (prawdziwe imię Big Showa), po którym ten wyleciał za ring.

 

Na tym kończy się Monday Night RAW. W przyszłym tygodniu gospodarzem będzie Jeremy Piven :) .

 

Odcinek z Greenem byl mega zalosny i ukierunkowany glownie na amerykanskiego odbiorce under 15.

A widziałeś może ZZ Top? Jeśli Green był żałosny, to oni jacy byli...? :>

 

I jeszcze jedno pytanie: Taker i HBK wracają na Summerslam?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Sorry za dwa posty, ale wyszła buba.

 

Na Summerslam nie zmierzą się ci, których napisałem na samym początku tylko John Cena (który wygrał najszybciej z Mizem) z Randy Ortonem.

 

Ufanie "znawcom" wrestlingu okazało się pomyłką. Sorry :zawstydzony:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

No to Cena wygrywa izi z Ortonem (:|) no chyba , że znowu jakieś palanty wlecą :| przypomina mi to walki Ceny z Edgem sprzed 2 lat :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Dla mnie, to organizatorzy powinni zamknąć Legacy w klatce na czas trwania tej walki :| . Oni są jak sraczka - przychodzą zawsze w najmniej potrzebnym momencie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Najważniejsza informacja SmackDown:

 

Jeff Hardy po raz pierwszy bronił pas i to mu się powiodło :jupi: . Pokonał Johna Morrisona. W sumie to dobrze, że Nitro otrzymał szansę, bo to naprawdę dobry wrestler - nie każdemu dwukrotnie się zdarza wygrać z byłym mistrzem świata wagi ciężkiej CM Punkiem. John w tej walce zaprezentował się naprawdę bardzo fajnie, lecz na szczęście Jeff zdołał obronić tytuł - piszę na szczęście, bo byłoby to po prostu głupie, gdyby po tak długiej walce o pas przegrał go już w pierwszym pojedynku jako champion. Później na ring wszedł wspomniany Punk, który uniósł rękę Jeffa do góry, a później go zaatakował. Żałosne.

 

Poza tym nic ciekawego, jeśli nie liczyć kolejnego wmieszania się w walkę Great Khaliego. Tym razem Kane wszedł na ring, gdy olbrzym z Indii zajęty był pojedynkiem z Charlie Haasem, lecz Khali zauważył skradającego się Kane. Tradycyjnie Big Red Machine bał się bezpośredniego pojedynku z The Great Khalim, tylko zaatakował jego menedżera, a później zwiał.

 

Dalej nie było już naprawdę nic ciekawego. Z większym zainteresowaniem czekam na poniedziałkową noc, gdy - podobno - wrócić ma Shawn Michaels i wraz z Triple H reaktywować DX. Oczywiście są to spekulacje i domysły, ale jestem jak najbardziej za. Pozwolę sobie przypomnieć, że na Monday Night RAW czeka na nas: pojedynek HHH z Legacy. Gospodarzem będzie Jeremy Piven.

 

I małe info. Brian Kendrick został zwolniony z WWE. Dla niego to chyba dobrze, bo w RAW był niedoceniany zbytnio. Sam powoli mam dosyć oglądania tych samych twarzy, chciałbym więcej oglądać takich wrestlerów jak np. Evan Bourne.

 

Jestem strasznie ciekaw, czy te pogłoski o powrocie w poniedziałek HBK są prawdziwe. Oby tak :) .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Ogladnalem Smackdowna i coraz bardziej przekonuje sie do Johna Morrisona. Jest to chyba pierwszy od baaardzo dluzszego czasu wrestler, ktory otrzymuje naprawde solidny push ze strony booking teamu. Czysta porazka z Jeffem to jedno, ale... wybicie sie ze Swanton Bomb bardzo wzmocnilo jego pozycje w federacji. Potrzebny mu jest jeszcze jakis dobry face'owy gimmick, bo na razie gra nikogo i przez to juz na starcie przegrywa z Charismatic Enigma (Jeff) czy Cocky&Arrogant (Y2J) :)

 

 

Tymczasem tygodniowka Ring of Honor Wrestling przechodzi z poznych sobotnich godzin na prime time w poniedzialek. Rywalizacja z Monday Night Raw? Niezupelnie :) ROH on HDNet rozpoczynac sie bedzie godzine przed Raw, wiec mniemam, ze rating gal powinien wzrosnac. Z ciekawszych feudow jakie zaczely sie toczyc w federacji:

 

- Albright vs. Castagnoli - konflikt zaczyna gasnac, po kilku one-fall matchach, po Flag matchu i European Rules przychodzi czas na Steel Cage!

- Chris Hero vs. Eddie Kingston - nie wiem co bylo podlozem konfliktu, ale swietnie, ze zostal wmieszany w to Kingston. Jego ostatni wyczyn na backstage'u byl fantastyczny. Gimmick "Street fighter" pasuje do niego jak ulal :)

- Steen & El Generico vs Briscoe Brothers - poczatek sprzeczki dwoch face'owych (jeszcze) teamow mial miejsce na ostatnim VideoWire i byl troszke naiwny, zeby nie napisac smieszny. Wazne, zeby walki sie krecily :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Monday Night RAW za nami. Trochę później decyduję się opisać to, co się działo, ale spowodowane było to tym, że musiałem dojść do siebie. Ale po kolei.

 

Gospodarzem był Jeremy Piven, oprócz którego pojawił się również Dr. Ken. To, że ten drugi jest idiotą było pewne, ale nie spodziewałem się, że Piven jest taki fałszywy i zakłamany. Cóż, rozumiem, że promował swój film i chciał fajnie wypaść, ale mnie on nie przekonał do siebie.

 

Najpierw wyniki, później krótki opis. Wyboldowałem zwycięzców.

 

Walka nr. 1: Evan Bourne vs Jack Swagger

Walka nr. 2: Mickie James & Gail Kim vs Beth Phoenix & Jillian Hall

Walka nr. 3: Legacy vs Triple H

Walka nr. 4: Carlito vs Primo

Walka nr. 5: Chavo Guerrero vs Mark Henry

Walka nr. 6: Kofi Kingston vs Big Show

Walka nr. 7: John Cena vs The Miz Lumberjack Match

 

Największą niespodzianką jest z pewnością wygrana Legacy z HHH. Cóż, nie ma co ukrywać, że Triple H wielu szans nie miał. Na początku objął przewagę, później reklamy i to Legacy byli w ofensywie. Gdyby walczyli 1x1, byłbym spokojny o wynik. Gdy The Game składał się do finishera, zawsze DiBiase pakował się na ring, by uratować tyłek Rhodesowi. Po walce HHH wziął mikrofon i zastanawiał się nad powrotem do Evolution, lecz stwierdził, że Orton jest kretynem :lol: . Trafił w punkt.

 

Co do Chavo, to jego jest mi już po prostu szkoda. Tym razem miał zmierzyć się z kurduplem Hornswoggle w uczciwej walce, bez żadnych worków na głowie czy w związanych sznurowadłach. Okazało się jednak, że Piven zrobił go w c***a i do walki wyznaczył Heńka. Ten oczywiście nie miał kłopotów z Chavo. Mam nadzieję, że za tydzień wreszcie dojdzie do czystej walki między Guerrero i kurduplem.

 

Następnie muszę od siebie dodać, że bardzo się cieszę ze zwycięstwa Kofiego z Fat Boyem. Co prawda Kingston zwyciężył po dyskwalifikacji Big Showa (Show okładał go, zupełnie olewając sędziego). Na koniec do nieprzytomnego Kofiego doleciał Y2J i powiedział mu, że jest nikim. Cóż, więcej się po nim nie spodziewałem.

 

Na koniec nie sposób nie skomentować walki wieczoru. Lumberjack Match polega na tym, że poza ringiem znajdują się inni zawodnicy, którzy pomagają swojemu, gdy przeciwnik wyleci poza kwadratowy pierścień. Dla Miza ta walka była szczególna, gdyż przegrywając, nie wystąpi na SummerSlam oraz... będzie musiał opuścić RAW. Walkę oczywiście wygrał John Cena, choć łatwo nie było. Miz atakował, ale Attitude Adjustment załatwiło sprawę. Po walce Piven skoczył na liny i chciał wykonać atak na Cenę, lecz ten złapał go i atakował jego nogami wbiegających na ring Mastersa i Carlito. Później jakiś pręt wziął Ken, uderzył Johna w plecy. Cena szukał potwierdzenia u publiczności, uścisnął Kenowi dłoń, po czym rzucił go na Carlito, Swaggera i Mastersa. Od siebie dodam, że plotkuje się, iż Miz teraz przejdzie do SmackDown, by feudować z Morrisonem.

 

Za tydzień gospodarzem RAW będzie Sgt. Slaughter. Czekam z niecierpliwością :) .

 

Edit - zapomniałbym dodać, że niestety nie sprawdziły się plotki, jakoby na wczorajszym RAW pojawić się miał HBK :( . Pewnie zobaczymy go dopiero na SummerSlam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Trochę to trwało, ale czas napisać, co się działo na SmackDown.

 

Zacznę od wyników:

 

Walka nr. 1: John Morrison vs Tyson Kidd

Walka nr. 2: Charlie Haas vs Slam Master J.

Walka nr. 3: R-Truth vs Finlay vs Mike Knox vs Dolph Ziggler - o miano głównego pretendenta do walki o pas IC

Walka nr. 4: Chris Jericho vs JTG

Walka nr. 5: The Great Khali vs Ricky Ortiz

Walka nr. 6: Jeff Hardy vs CM Punk - o pas World Heavyweight Champion

 

Od początku. Na ring wszedł CM Punk i tradycyjnie zaczął opowiadać, że fani Jeffa są słabi i nie wiedzą na czym polega życie bez żadnych używek. Na końcu swojego monologu dodał, że publiczność potrzebuje kogoś takiego jak on. Walka o pas wagi ciężkiej miała się odbyć jako pierwsza, lecz to się nie powiodło. Gdy na ring wszedł obrońca pasa, Punk się na niego rzucił, lecz już po chwili to Hardy go tłukł. Skończyło się to na tym, że pojawiło się kilku sędziów, którzy ich oddzielili. Pojawił się również GM Theodor Long. Po chwili publiczność usłyszała znajomą piosenkę, zapowiadającą pojawienie się McMahona. Vince nie szczędził złośliwości w kierunku Longa, mówiąc, że GM SmackDown nie radzi sobie, a to dla niego nie jest nic dobrego, biorąc pod uwagę, że jest warunkowo. Vince dodał również, że walka o pas wagi ciężkiej się odbędzie, ale pojawi się specjalny gość, który spoza ringu będzie dbał o porządek. Szef WWE nie chciał zdradzić o kogo chodzi, choć większość już wiedziała...

 

Pierwsza walka, jak i druga po prostu się odbyła. Jedyne co mogę powiedzieć, to tylko tyle, że Morrison pewnie pokonał Kidda, mimo przeciwności losu, a konkretniej to członków Hart Dynasty. Zaś w programie prowadzonym przez chłopaków z Cryme Tyme zapadło mi w pamięć tylko świetne fotki Chrisa Jericho i Big Showa :kekeke: .

 

Sporo emocji u mnie budziła walka nr. 3. Było to Fatal 4 Way o miano głównego pretendenta do walki o pas IC. Miejsce przy stole komentatorskim zajął Rey Mysterio i przyglądał się, kto będzie jego przeciwnikiem. Nie było żadnych wątpliwości, że zostanie nim Ziggler. Spodobało mi się to, jak R-Truth naiwnie myślał, że Finlay wraz z nim zaatakuje Knoxa. Przeliczył się okrutnie. Finlay najpierw go powalił, później Knoxa i wykonał pin, który przerwał po raz siedemsetny Ziggler (on chyba miał takie zadanie). Skończyło się przedziwnie. R-Truth wyleciał poza ring, Finlay w tym czasie przywalił Knoxowi tym swoim, hmm jak to nazwać, "przyrządem", zaś Ziggler wykonał na nim swojego finishera i zaliczył pinfall. Po walce Ziggler chciał uderzyć Reya, lecz jego uwagę odciągnął Finlay łapiąc go za włosy, co wykorzystał Mysterio i wykonał na nim swój skok.

 

Następny pojedynek to chyba największa niespodzianka, przynajmniej dla mnie. Jericho, mimo, że od jakiegoś czasu walczy słabiej, był moim faworytem. Rzeczywistość okazała się inna. Oczywiście swoje trzy grosze wtrącił do tego Big Show, który ubrany w garniturek (bez marynarki) dopingował tag partnera. W pewnym momencie Y2J wykonał Codebreaker, po którym zamroczony JTG upadł i połowa jego ciała znajdowała się za linami. Jericho próbował dwukrotnie pinować rywala, lecz ten za każdym razem był jakąś częścią ciała poza linami. Gdy wreszcie Jericho go przesunął, wtedy JTG wykonał roll up po którym wygrał. Zbulwersowanie Jericho - 20.

 

Walka między Khalim a Ortizem trwał kilkadziesiąt sekund zaledwie. Już zdecydowanie dłużej zajęło wejście na ring temu drugiemu. Na początku Ricky wykonał kilka ciosów na olbrzymie z Indii, lecz po chwili ten uderzył go swoją wielką łapą, po czym wykonał swojego finishera i było po walce. Po niej usłyszeliśmy piosenkę Kane'a, lecz nie wchodził. Dopiero po jakimś czasie zaatakował od tyłu Khaliego, po czym zajął się jego menedżerem/tłumaczem. Mnie to już nudzi. Liczę na walkę między nimi dwoma, bo te podchody Kane'a są już żałosne.

 

Czas na walkę o pas wagi ciężkiej. Jako pierwszy zaprezentowany został gość mający pilnować porządku. Był nim... Matt Hardy, starszy brat Jeffa. Publiczność oszalała, a ten spokojnie wszedł sobie na ring. Po chwili do niego dołączył Jeff i nastała zastanawiająca sytuacja. Jeff chciał porozmawiać z Mattem, lecz ten unikał jego spojrzenia. Stali tak dłuższą chwilę, aż zabrzmiała muzyka CM Punka.

 

Najważniejszym momentem tego pojedynku było Twist of Fate wykonane przez Jeffa. Hardy szykował się już do zakończenia meczu poprzez Swanton Bomb, lecz wykonując atak, nadział się na kolana Punka. Ten już praktycznie wygrał - wykonał pin, lecz liczenie przerwał... Matt Hardy. Po chwili starszy z braci wszedł na ring, by rozmówić się z CM Punkiem, który chcąc uderzyć Jeffa, przywalił Mattowi. Porozmawiali sobie chwilę, aż Jeff wykonał roll up, po którym Matt wyliczył Punka do trzech i w ten sposób Jeff Hardy obronił tytuł!

 

Po walce Punk pobiegł za Mattem, lecz ten już wyszedł. Wtedy ten wrócił na ring i zaatakował - a jakżeby inaczej - Jeffa. Potrzaskał go trochę, a później włożył jego głowę w krzesło i pchnął na słupek. Później przyleciała pomoc, założyli Jeffowi kołnierz ortopedyczny. W tym samym czasie pojawił się również Theodor Long, który powiedział, że dojdzie do walki na SummerSlam między Jeffem a CM Punkiem, o ile Hardy będzie mógł walczyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×