Skocz do zawartości
Icon

Kącik depresyjny

Rekomendowane odpowiedzi

Jeśli to trwa dłuższy czas i te rozwodowe zamiary są całkiem serio, a nie takie gadanie to może w jakiś sposób namów rodziców na wizyty u specjalisty/poradni, która się zajmuje małżeństwami w takich sytuacjach. Może nie być to łatwe i nieść za sobą koszta, ale w takiej sytuacji trzeba się łapać każdej możliwości :-k

 

Znam przypadki, gdzie właśnie takie terapie naprawiają związki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

No dobra, to teraz czas na kilka słów z mojej strony.

 

Za niecały miesiąc zaczynam studia w Poznaniu, za kilka dni powoli będę się przeprowadzał do niego z Koszalina. Jestem potwornie zmęczony tym miastem, nie potrafię już w nim funkcjonować normalnie i czuję, że jestem tłamszony, co dość niekorzystnie wpływa na moją psychikę. Z jednej strony cieszę się, że wyjeżdżam do Poznania, który jest dużym miastem, gwarnym, ciągle coś się dzieje, co mi w zupełności odpowiada. Mimo to, jak sobie pomyślę, że za jakiś czas już tam będę, ogarnia mnie paraliżujący strach. Boję się cholernie, że sobie tam nie poradzę, że zostanę rzucony sam na głęboką wodę- jakby nie było, pierwsze podejście do samodzielności, niepełnej, ale częściowej.

 

Najlepszy przyjaciel zostaje w Koszalinie na rok, przyjaciółka, która jest dla mnie cholernie ważna, a ostatnio tak jakby nam się nie układa z tą przyjaźnią (przekroczyło nam się granicę tej przyjaźni w chwili zapomnienia) wyjeżdża do Krakowa, a do Poznania przenosi się kilka osób- równie dla mnie ważnych, ale to i tak nie powoduje u mnie jakiegoś spokoju. W Koszalinie spotykam się w sprawdzonym, wspólnym gronie przyjaciół-znajomych. Nie jest ich dużo, a będzie to grono jeszcze mniejsze, jak zacznę studiować.

 

Boję się, że się tam spalę, że nie wydolę psychicznie i miasto, którego nie znam, bo byłem w nim kilka razy, jak i samotność, mnie stłamszą. Pozostaje mi liczyć, że na studiach poznam świetnych ludzi, z którymi będę tworzył zgraną paczkę i z którą będę mógł wyjść czasem na imprezę, a także pogadać na spokojnie, szczerze, ale żeby to się stało i żeby wyklarowały się takie relacje, potrzeba dużo czasu.

 

Ostatnią, co nie znaczy, że mniej ważną sprawą, jest moja mama. Jak wyjadę, zostanie ona sama w mieście. Wiem już, że mi będzie ciężko przystosować się do funkcjonowania bez niej, bo jakby nie było- jest dla mnie najważniejszą osobą w moim życiu i największym autorytetem i jestem z nią bardzo mocno związany. Nie potrafię ogarnąć tego, że jej będzie bardzo, ale to bardzo trudno beze mnie. Bo o ile ja tam będę miał znajomych w mieszkaniu/na studiach, to ona tutaj zostanie sama. Czasem wyjdzie spotkać się z koleżanką/pójdzie do dziadków, ale tak właściwie, to praca->sama w domu->praca->sama w domu etc.

 

Boję się marazmu, rutyny, całkowitej przewidywalności w życiu. Bo już wiem, że to wszystko dosięgło mnie tutaj w Koszalinie- być może jest to spowodowane kilkumiesięcznymi 'wakacjami' między maturą, a studiami- ale jeśli miałbym przez to samo przechodzić w Poznaniu, to nie wiem czy sobie z tym wszystkim poradzę.

 

 

Ogólnie rzecz biorąc- chcę wyjechać stąd i zarazem nie chcę. Taka tam dychotomia.

 

Na zakończenie mogę zacytować fragment z "Dnia Świra", który, jak nigdy, wydaje mi się teraz bardzo znajomy.

Jestem w proszku! W rozsypce! Wypalony! Rozmontowany! Śmiertelnie zmęczony, chociaż niczego w życiu nie dokonałem! Muszę przystanąć w biegu, chociaż nigdzie nie dobiegłem. I odpocząć! Odpocząć za wszelką cenę!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

To spróbuję Ci coś odpisać, bo rok temu przeżywałem coś podobnego. Drogi Paróvo, masz typowy lęk przed nieznanym, jak każdy. Choćby się nie wiem jak mocno wyczekiwało tego "wyrwania się z tego nudnego, małego, zafajdanego miasta" to zawsze jest ten strach. Twoje obawy o nieporadzenie sobie, o samotność są o tyleż uzasadnione, co chwilowe - gdy poznasz Poznań, poznasz ludzi wszystko się może zmienić, aczkolwiek nie musi.

 

Studia a liceum to jest przeskok - z jednej strony pozytywny, a z drugiej negatywny. Jedni na studiach od razu czują się jak ryba w wodzie, inni tęsknią za jakąś regularnością, niekiedy za "prostotą" liceum. Ja tak mam obecnie - na samą myśl o powrocie do zajęć, do zaliczeń to chce mi się rzygać. Jedyne co mnie tam ciągnie, to właśnie chęć spotkania z ludźmi, których poznałem już na studiach.

 

Co do Twojego przyjaciela, który zostaje w Koszalinie to też nic straconego, wszak będziesz wracał do domu. Ja na pierwszym roku co dwa tygodnie byłem w domu i niczego nie straciłem, nie rozwaliła się żadna relacja, która była dla mnie ważna. A ludzie też się porozjeżdżali - większość wybrała Olsztyn. I tylko od was zależy czy kontakt utrzymacie, nieważne kto gdzie wyjechał. Tak samo z mamą, jeśli będziesz przyjeżdżał, dajmy na to, co dwa tygodnie do domu, to nie będzie czuła się samotna. Tak patrzę na PKP.pl i połączenia kolejowe Poznań-Koszalin są całkiem korzystne. Ponadto są telefony, komputery, itd. To już nie czasy, gdy trza było wysyłać listy. Dziś dzwonisz i masz kontakt. A mama jest raczej gotowa i świadoma tego, że jej "Ptaszek" wyfruwa z gniazdka i da radę. Mamy są silne :).

 

Wiadomo, że łatwo mówić, ale nie gdybaj. Będzie jak będzie, ale jeśli będziesz człowiekiem otwartym, nie zamkniesz się w czterech ścianach, to na pewno stworzysz jakąś paczkę i w Poznaniu. Z pewnością znajdziesz ludzi, którzy nadają na tych samych falach.

 

I masz rację w sprawie marazmu, rutyny - dopadły Cię z powodu zbyt długich wakacji. Od października wszystko się zmieni - nie będzie czasu na marazm: nowi ludzie, zajęcia i będziesz zaganiany. Oczywiście będzie to przeskok, ale jeśli nawiążesz kontakt z ludźmi, to tego nie odczujesz.

 

I będzie dobrze, czego jestem praktycznie pewien. Tego Ci życzę :).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Ostatnio pierwszy raz w życiu dopadły mnie stany depresyjne :|

Najgorsze że lęk był irracjonalny. Wszystko u mnie dobrze - pracuję, zarabiam, nie mam poważnych problemów życiowych, a mimo to od czasu do czasu czuję się tak fatalnie, że rano mam kompletny paraliż, jakby odrętwienie. Nie mogę się przemóc żeby wstać z łóżka, czuję że wszystko jest bez sensu. To nie jest typowe "nie chcę mi się rano wstawać". To coś zupełnie innego. Rozmawiałem o tym z mamą. Mówi że też tak miewała. Co ciekawe zaczęło się to w momencie kiedy brat się wyprowadził. Siedzę sam w pustym domu i nie mam się do kogo odezwać. Zaczynam za dużo myśleć i to mnie nakręca.

 

Mieliście takie przykre doświadczenia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

podstawowa rzecz - nie myśl. druga rzecz - pogadaj, porób coś. czy poza "nie chce mnie siem" jeszcze jakieś np. lęki, natręctwa itp.?

wygląda na to, że masz chwilową zniżkę formy. sam przyznałeś, że odrętwienie zaczęło się po wyprowadzce brata. no i najważniejsze - nie myśl zbyt dużo :]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Natręctw mam od cholery, niczym Adaś Miauczyński :/

 

Najgorsze jest przesuwanie wszystkiego w czasie. Wracam ze szkoły, obiecuję sobie że sprawdzę te cholerne sprawdziany, przygotuję lekcje itd. Tymczasem odbijam się od ściany do ściany i wymyślam kolejne wymówki żeby obowiązków nie zrobić. A potem mam poczucie winy i nie mogę spać, bo nie zrobiłem tego co sobie założyłem. Tak samo jest ze sprzątaniem. Niby pierdoły, ale rujnują w głowie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Najgorsze jest przesuwanie wszystkiego w czasie.

 

 

to normalne w takim stanie, ja mam tak cały czas ( :kekeke: i zarazem :roll: )

 

z tego co piszesz wynika, że to tylko chwilowe, każdy ma co jakiś czas gorszy moment. Widocznie musisz przywyknąć do sytuacji, kiedy jesteś sam w domu. W innym wypadku może kogoś poszukaj do mieszkania :-k ? Na poważniejszą interwencje będzie czas, gdy będzie to długo trwało.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Dzisiaj np. ze 3 godziny czaiłem się żeby zabrać się za obiad :o Byłem głodny jak cholera, a wystarczyło wrzucić do gara pierogi. To jest jakieś chore :| Nie miałem nigdy czegoś takiego. Jakieś natręctwa czy co?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Dragon ja tak mam zawsze. Fakt, jestem wariatem. Może Ty też? Ale to dobrze. Nie ma nic gorszego niż być normalnym :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Tylko że ja nigdy taki nie byłem! :o Wykonywanie podstawowych czynności nigdy nie urastało do rangi filozoficznego problemu ;) Jak miałem ochotę na obiad to go po prostu robiłem. Jak widziałem syf w domu, to brałem się za sprzątanie, itd. itd. A teraz jakieś natręctwa i tym podobny syf :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Może przeszedłeś na wyższy level gry zwanej życiem? :>

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Na następnym levelu czeka rzucenie się z mostu, jak mniemam.

 

Wszystko u mnie dobrze - pracuję, zarabiam, nie mam poważnych problemów życiowych [...] Siedzę sam w pustym domu i nie mam się do kogo odezwać.

 

Ekhm, to jest jednak trochę sprzeczne. :P

 

 

Najgorsze jest przesuwanie wszystkiego w czasie. Wracam ze szkoły, obiecuję sobie że sprawdzę te cholerne sprawdziany, przygotuję lekcje itd. Tymczasem odbijam się od ściany do ściany i wymyślam kolejne wymówki żeby obowiązków nie zrobić. A potem mam poczucie winy i nie mogę spać, bo nie zrobiłem tego co sobie założyłem. Tak samo jest ze sprzątaniem. Niby pierdoły, ale rujnują w głowie.

 

Raczej odwrotnie, prokrastynacja, którą opisujesz, jest zazwyczaj objawem zaburzeń osobowościowych, nie przyczyną.

Generalnie ciężko tu coś radzić, musisz sam swoje życie rozłożyć na czynniki pierwsze i dojść do tego, co jest przyczyną zaburzeń.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Widzisz Fika - generalnie ciesze się że mieszkam sam. Mam święty spokój, nikt mi nie syfi. Tylko od czasu do czasu zdarza się że można by komuś kawał opowiedzieć, albo ponawijać o tym jak było w robocie itd. Czasem gadam po prostu do siebie, albo do któregoś z kotów :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Ale to jednak prosta droga, jak widać, do uzewnętrznienia się efektów pewnych zaburzeń; skoro mieszkasz sam, przestają trzymać Cię w ryzach normy współżycia społecznego, które do tej pory częściowo tłumiły w Tobie tego typu zachowania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Jak dawno to masz? Może po prostu źle na jesień reagujesz? Dużo światła pomaga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Mam jakoś od 3 tygodni. Nigdy źle na pogodę nie reagowałem. Sam nie wiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Mi się coś takiego w zeszłym roku zrobiło; wymieniłem żarówki na mocniejsze, poodsłaniałem okna i jakoś przetrwałem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Możliwe że to też podświadoma reakcja na drastyczne zmiany w życiu: nowa praca, brat się wyprowadził, pani germanistka wpadła w oko itd. ;)

 

Ale fakt Profie że światło to mam w domu liche.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Hm ja np. nigdy nie odsłaniam rolet...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

popraw oświetlenie, idź na solarkę :) generalnie wygląda to na typową jesienną chandrę, punktem zapalnym było wyprowadzenie się brata. jedynie jedna rzecz bardziej niepokoi - nie przechodzisz nad błachymi sprawami do porządku dziennego, tylko zaczynasz rozpamiętywać. świadomie czegoś unikasz choć wiesz, że będziesz tego żałował na koniec dnia. póki to jest martwienie się codziennością to pół biedy, jak się zacznie rozpamiętywanie rzeczy poważniejszych niż zbieranie się do obiadu przez 3 godziny, to wtedy nie warto czekać i od razu się umówić do psychologa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×