Skocz do zawartości
Między 26 a 29 lipca w LIPINACH odbędzie się XVIII Zlot CMF. Serdecznie zapraszamy do zgłaszania się!
TEMAT ZLOTOWY
Icon

Kącik depresyjny

Rekomendowane odpowiedzi

Jest źle. Straciłem ostatnio zdolność do wiary w siebie ...

 

To możemy się "umówić". Jest nas już dwóch. W szkole dla idiotów jestem jeszcze większym idiotą bo muszę dopłacać 60 zł aby dalej być studentem. Też trochę wiarę w własne umiejętności straciłem.

 

Ja się jutro dowiem, czy mnie nie wyjebią na piątym roku ...

 

 

A generalnie, nawet jak miałem kiepską sytuację na studiach, to zawsze było ok, a teraz jestem jak placek :|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Jest źle. Straciłem ostatnio zdolność do wiary w siebie ...

 

To możemy się "umówić". Jest nas już dwóch. W szkole dla idiotów jestem jeszcze większym idiotą bo muszę dopłacać 60 zł aby dalej być studentem. Też trochę wiarę w własne umiejętności straciłem.

 

Ja się jutro dowiem, czy mnie nie wyjebią na piątym roku ...

 

 

A generalnie, nawet jak miałem kiepską sytuację na studiach, to zawsze było ok, a teraz jestem jak placek :|

:przytul:

 

oby nie.

 

Zylek: ja sie przestalem przejmowac na 3 roku. przynajmniej kilka razy moja bytnosc na studiach stawala na ostrzu noza i zawsze jakos sie udawalo przetrwac i skonczyc. moglem owszem mowic sobie, ze jestem glupi, bo nie radze sobie na studiach, ale stwierdzilem, ze szkoda nerwow - zaczalem to traktowac jako rzecz do skonczenia i tyle. na zasadzie - jak wladowalem w to kupe kasy i nerwow to sie k***a nie dam wyrzucic.

 

jakos poszlo - choc pewnie moglo tez nie byc tak rozowo na koniec...

 

powodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Problem leży gdzieś głębiej. Doszło do mnie, że moja uczelnia to szkoła dla idiotów. Jak ktoś ma kase to może być skończonym debilem i dotrwać tak do magisterki. Podśmiewałem się z takich ludzi, a tu nagle sruu! Sam kimś takim jestem. Płace z jednego powodu. Nie chce aby pieniądze, które na razie moja mama inwestuje w uczelnie poszły na marne. Wymęczę się ten 3 rok i na uzupełniające ide chyba na UŁ na dziennikarstwo. Ja wiem z jednej strony, że gdybym chciał mógłbym mieć same 5 i zero problemów. Problem jest, że mi się nie chce :|

 

T-m skoro kuźwa ja mogę to Ty też na pewno. Trzymam kciuki :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Jest źle. Straciłem ostatnio zdolność do wiary w siebie ...

Będzie dobrze, chopaku. Radziłeś sobie dotychczas, poradzisz sobie i teraz. Za parę dni będziesz miał już na stałe Wsparcie u boku, więc musi się wszystko ułożyć. Skoro potrafiłeś zmotywować do działania i uwierzenia w siebie taką legendarną pierdołę jak ja, to i sam dasz radę. Głowa do góry i napieraj, atakowuj, napadywaj ;]

 

:przytul:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Teem, nie rozwalaj mi mojego całego światopoglądu, z twoją pełną pewności siebie postacią na samym czele :) Napnij muskuły i pokonaj przeciwności losu. Do przodu :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Gość MikeMitnick

Ze skrajnosci w skrajnosc by sie chcialo powiedziec :roll: I tak zbyt dlugo byl spokoj w domu. Znowu zaczynaja sie jazdy w stylu "dlaczego nie byles w kosciele" o 6:30 rano, przed moim wyjsciem do pracy czy np. "dlaczego wracasz tak pozno do domu" kiedy po pracy pojde do prywatnej firmy troche dorobic :roll: Nie rozumiem tego zupelnie, nawet nauczylem sie troche olewac i ignorowac te niektore zachowania jednak...zaczynam powoli miec to co T-m. Trace checi do tego wszystkiego. Mam (a moze mialem ? :roll: ) jakies tam priorytety ale obecnie wszystko jest tak negowane w domu, ze czlowiekowi sie odechciewa zyc. Niby wszystko robie dla siebie, ksztaltuje swoja przyszlosc, ucze sie, pracuje... i ch** z tego jest skoro poza moja dziewczyna (i jej rodzicami) nikt tego nie docenia, ba, zeby jeszcze kazdy "nie docenial" i nie wpierdalal mi sie w zycie a tutaj malo tego, ze reakcja na wiadomosc o nowej umowie w pracy jest negatywna w stylu "ale malo Ci zaplaca...eee...do dupy to...ja to zarabiam", to jeszcze ktos na sile bedzie mnie uszczesliwial wizytami u dziadkow czy w kosciele. Rozumiem wszystko ale dlaczego mam byc ciagle kozlem ofiarnym i obrywac po dupie wtedy kiedy "on" ma ochote zrobic awanture ? :roll: Nie wiem w sumie po co to pisze, walcze z tym, zeby byc silniejszym i sie nie dawac ale czasami przychodza takie momenty, ze czlowiek ma ochote sie po prostu poryczec jak dziecko :/ Bezsilnosc. Co bym nie zrobil i tak jest psu na bude. Obcy ludzie umieja mnie docenic, sprawic, ze az sie chce dzialac, komus pomoc, rozmawiac, zartowac... w domu trauma. Przychodze, zjem obiad, ide na gore, 30 min snu, nauka/rysowanie w CAD/gra w FM, kolacja, prysznic, sen..rano praca itd itd itd.

Probuje to zmienic, nawet ostatnio chcialem rozmawiac, jednak o czym mozna rozmawiac z czlowiekiem, ktory uwaza ze jest najmadrzejszy na swiecie i wie wszystko najlepiej ? Nie da sie.

Ujebal sie zawiaz przy drzwiach od busa...on pieprzyl sie z tym miesiac a wystarczylo 2 srubki przykrecic mocniej, zrobilem to przypadkiem bo bym wypadl kiedys jak sie drzwi otworzyly w czasie jazdy. Jak zareagowal ? On o tym wiedzial i by to zrobil i w ogole to zle je dokrecilem itd itp.

Oki, on tez pracuje, utrzymuje rodzine...ale nic ponad to. Pojawia sie jeszcze problem mojej osoby. Jestem zbyt grzeczny i czasami po prostu nie umiem powiedziec glosno swojego zdania. Tzn nie umialem. Teraz kiedy troche sie zmienilem, kazda moja wypowiedz traktowana jest jak "atak" i "chamska odzywka".

Czlowiek przyjdzie, powie cos, chce sie wygadac...i ch**. W zamian slyszy, ze jest glupi i nie ma racji. Obcy ludzie mnie bardziej sluchaja niz domownicy :roll: Malo tego, jezeli obcy czlowiek powie "jemu" to co ja..."on" w to uwierzy, ba, bedzie mi to powtarzal jako prawde objawiona.

Kiedy pojade do dziewczyny, tamci ludzie umieja rozmawiac (a nie sa to jacys yntelygenci silacy sie na wpieprzanie w co drugie slowo lacinskich zwrotow), czasami sie nie zgadzaja z moimi pogladami ale...da sie dyskutowac.

Nie ogarniam tej calej sytuacji, chcialbym zeby bylo normalnie w stylu przychodze z pracy, opowiadam, mowie o swoich problemach, on cos doradza, cieszy sie z moich sukcesow (nie uslyszalem ani raz slowa pochwaly od nikogo z domownikow), umie docenic to, ze nie ma ze mna najmniejszych problemow. Nie. Wg niego moja praca, szkola, dodatkowa praca...to jeden wielki ch** i powinienem liscie grabic na podworku, najlepiej jakbym byl uzalezniony w 100% finansowo od niego i prosil go o 20zl na piwo. Ehh...starczy. Przynajmniej mi troche lzej :] Czasami mam watpliwosci czy rozumie mnie ktos poza mna samym :]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Ja rozumiem, gdyż mój ojciec jest podobny. Co prawda nie jest tak bardzo apodyktyczny jak Twój, ale jest. I nie wiem jak i kiedy to sie stało, ale taki ojciec dał mi szkołę panowania nad emocjami. Kiedyś awantury w domu były non stop (w wieku ~<14 lat), a teraz potrafię odpowiadać w miarę spokojnie, w razie potrzeby zignorować. Ale jest druga strona medalu - duszę w sobie te emocje i w efekcie potrafię np. rozpamiętywać jedną niezbyt przyjemną uwagę jakiejś osoby, która w ogóle się nią nie przejęła i myśli, że ja reaguję podobnie, a mnie to bardzo dotknęło, choć tego nie ukazuję. Ty masz łatwiej - masz dziewczynę, czyli masz komu się wyżalić, zwierzyć, masz w niej oparcie. Ja jestem absolutnie sam i psychicznie czuję się coraz gorzej. Ciężko mi jest żyć w społeczeństwie, nie rozumiem ludzi i zła, które czynią. Dla mnie jest niewyobrażalne np. upić się i napaść na kogoś w nocy bez żadnego powodu. Dlatego czuję się jakby z innej planety, jakby Ziemia była miejscem nie dla mnie. To jeden z powodów, dla którego jestem wierzący - tylko wiara daje mi nadzieję, że to wszystko może wyglądać inaczej, po śmierci. Bo na tym ziemskim padole odczuwam atmosferę beznadziejności.

 

www.enneagram.pl polecam, doskonały test na osobowość. Jam 4w5, czyli niemal słowo w słowo to, co tu napisałem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Gość MikeMitnick

Co do tego zwierzania sie dziewczynie...nie robie tego w 100%. Po prostu wiem, ze nie moge jej obciazac do tego stopnia, nie chce zeby jeszcze ona sie martwila ta chora sytuacja. Ma poglad na to co sie dzieje u mnie w domu i tyle jej wystarczy. Za bardzo mi na niej zalezy, zeby jeszcze jej glowa myslala nad tym wszystkim.

Przychodza dni lepsze i gorsze. Jednak jest DOKLADNIE tak jak mowisz. Rozpamietuje kazde slowo, kazdy gest ktory ktos wykona, zbyt wiele analizuje, planuje... Najgorsze jednak sa te stany kiedy mam wszystkiego dosc. Trwaja od 4-5 dni do tygodnia nawet. W tym czasie najczesciej wystepuje awantura w domu z byle jakiego powodu, przechodzimy katarsis i...znowu jest "niby" dobrze :] Tyle, ze z awantury na awanture jest coraz ostrzej, padaja coraz ostrzejsze slowa, momentami mam ochote zlapac go i rzucic nim o sciane ale jednak czlowiek sie wstrzymuje, zaciska zeby i slucha obelg.

Teraz tlumacze sobie to inaczej: byle do stycznia. Licze na to, ze bede pracowal do 19-20 wieczorem wiec praktycznie nie bedzie mnie w domu, nie bedzie mial pola do popisu wiec sie odpieprzy. Albo bedzie jeszcze gorzej, bo przeciez zanim zaczalem pracowac "dymy" byly ale nie z taka czestotliwoscia i natezeniem.

Nie potrzebuje pochwal, jakichs zachet czy cos, niech sie tylko kazdy ode mnie odpierdoli i da mi swiety spokoj. Pozwoli robic swoje. Nie, tutaj sie tak nie da. Siedze przy stole i musze wysluchiwac, ze "syn jego kolegi to jest taki a taki i w ogole gosc bo to i to". Moich sukcesow niestety malo tego, ze nikt nie widzi (to by bylo najlepsze, mialbym cisze i spokoj) to jeszcze on je pomniejsza, uwazajac sie za alfe i omege. Prosty przyklad to praca, niektorzy maja problem z jej znalezieniem (moze i ja bede mial taki problem za jakis czas), ja mam w czym wybierac, kilka firm mnie chce jako studenta drugiego roku budownictwa...on natomiast twierdzi, ze ci ludzie biora mnie z litosci :] Dostalem nowa umowe ze starostwa - "bo w starostwie to sami opierdalacze pracuja". Poszedlbym do pracy fizycznej, uslyszalbym, ze jestem glupi bo nie pracuje za biurkiem itd itd.

Najbardziej boje sie o siebie. Wiem, ze nie jestem juz taki jak miesiac czy dwa temu. Zrobilem sie agresywny, mysle tylko o tym ile zarobie na koniec miesiaca, nie umiem rozmawiac z ludzmi o czyms innym niz studia/praca...moze to smieszne ale mysle nad wizyta u psychologa :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
moze to smieszne ale mysle nad wizyta u psychologa :roll:

nigdy nie uwazaj, ze to smieszne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

MM-Dobrą opcją byłoby wynajęcie mieszkania z panną, ja rozważałem takie rozwiazanie w momencie kiedy mój ojciec powiedzmy miał kiepski moment w życiu i postanowił że postara mi się też coś rozpieprzyć. Ja jestem z natury człowiekiem spokojnym, bardzo dobrze panujacym nad swoimi uczuciami, jednak każda kolejna kłótnia sprawiała że powoli zbliżałem się do takiego momentu że mi się, powiedzmy "ulało", najzwyczaniej w świecie wybuchałem, zero kontroli nad sobą, raz skończyło się to zdemolowaniem całego pokoju, raz złamaniem żebra ojcu[nic czym można byłoby się chwalić, jedno z najgorszych momentów w moim życiu...], i kilka razy w inny sposób, o czym nie koniecznie warto tutaj wspominać. Tak czy inaczej, ja wtedy nie pracowałem, więc nie miałem za bardzo możliwości, teraz sytuacja się trochę zmieniła, ja pracuje, ojciec przestał pić, pogodził się w końcu z tym że moja mama od niego odeszła, generalnie trochę się poukładało, do kłótni czasem dochodzi ale o bzdury[np. nie pojechałem na Slayera za to że użyłem suszarki do włosów :P łiked..] jednak, teraz zdecydowanie inaczej wygląda moje życie, no i rzadziej mi się przelewa.:P. Tyle że teraz pojawiły sie inne problemy, tzn, generalnie udało mi się znalezc pracę, niby jest ok, kasa, oduzależnienie od ojca itp itd. Ale druga strona medalu wygląda tak że pracuje od 4:30 do 14:30 po pracy jestem padnięty, więc wracam do domu, kłade się spać i wstaje wieczorem, przez co moje życie osobiste w tygodniu wygląda marnie, staram się z tym walczyć poprzec chodzenie na imprezy, ale ile tak można? Do 1 na imprezie...i calusienke 3h snu, to męczy. Narazie jakoś sobie z tym nie radze, zyje od weekendu do weekendu. Kolejny kłopocik to kobiety, ale to się nadaje bardziej do kacika złamanych serc.:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Gość MikeMitnick

Henkel, zle sie wyrazilem.

Po tej "nocnej" aferze kiedy wkurwiony siedzialem i pisalem w Maryni, poszedlem do psychologa z PCPR. Guzik to dalo. Kobieta zaczela mi jakies herezje prawic, ze beda go wzywac itd, stawiac do pionu, ze nie moze sie tak zachowywac... Jasne. Po miesiacu ta sama kobieta mowi mi, ze zabierze mi 500zl stypendium bo cos tam cos tam. Maja to w dupie w jakiej jestem sytuacji :roll: Pojde chyba do specjalisty z prawdziwego zdarzenia bo inaczej zrobie krzywde jemu albo sobie.

Z drugiej strony jest we mnie cos takiego...co mowi mi, ze nie powinienem tego pisac. Nie powinno byc tych postow, nie powinno byc dola, nie powinno byc tego calego gadania. Co mi to da ? Nic. Wiec po co pisze ? Nie wiem :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Wyrzucić to z siebie zawsze warto. Nikomu nie zaszkodzisz, a może sobie pomożesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Za wszelką cenę wyprowadzić się. Jestem spokojnym człowiekiem, ale w pewnym momencie zacząłem ciągle kłócić się z matką. Po przejściu do nowego mieszkania kontakty z rodzicami mam niemal wzorowe. Jakoś tak w pewnym momencie dorośli ludzie zaczynają być często dla siebie toksyczni. I nie jest to jedynie wina jednej strony, Mike. Jakbyś naprawdę chłodno ocenił sytuację to pewnie dojrzałbyś i swoje drobiazgi, które podgrzewają sytuację. Co nie znaczy, że to nie Ty jesteś pokrzywdzony w tej sytuacji. Po prostu zbyt silne charaktery trudno ucierają się w jednym mieszkaniu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Henkel, zle sie wyrazilem.

Po tej "nocnej" aferze kiedy wkurwiony siedzialem i pisalem w Maryni, poszedlem do psychologa z PCPR. Guzik to dalo. Kobieta zaczela mi jakies herezje prawic, ze beda go wzywac itd, stawiac do pionu, ze nie moze sie tak zachowywac... Jasne. Po miesiacu ta sama kobieta mowi mi, ze zabierze mi 500zl stypendium bo cos tam cos tam. Maja to w dupie w jakiej jestem sytuacji :roll: Pojde chyba do specjalisty z prawdziwego zdarzenia bo inaczej zrobie krzywde jemu albo sobie.

A to prawda - odpowiedni dobor psychloga jest wazny, bo ja sam przy jednym czulem ulge jedynie w portfelu i nigdzie indziej...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Gość MikeMitnick
Za wszelką cenę wyprowadzić się.

 

Taki tez mam plan na przyszle miesiace. Raz, ze mam ciezki charakter, dwa ze musze wyrobic finansowo na studia i swoje zycie. Rok na Politechnice kosztuje mnie 3,4k, do tego dojdzie mieszkanie za 1k + media, no i z 1k na zycie musze miec, zeby auto zatankowac czy zjesc cos, ubrac sie itd. Bez 2k na miesiac nie mam nawet co startowac, bo wroce po miesiacu z podkulonym ogonem i dam "mu" satysfakcje, ze jest panem i wladca. Dopiero wtedy by sie zaczelo...

Szansa na takie zarobki jest bo juz od grudnia bede mial 1,4k na reke. Ten dodatkowy 1k gdzies dorobie, stane na uszach ale dorobie.

 

Feno, kiedy sie wyprowadziles ? Dales rade ogarnac to wszystko finansowo ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Za wszelką cenę wyprowadzić się.

 

Taki tez mam plan na przyszle miesiace. Raz, ze mam ciezki charakter, dwa ze musze wyrobic finansowo na studia i swoje zycie. Rok na Politechnice kosztuje mnie 3,4k, do tego dojdzie mieszkanie za 1k + media, no i z 1k na zycie musze miec, zeby auto zatankowac czy zjesc cos, ubrac sie itd. Bez 2k na miesiac nie mam nawet co startowac, bo wroce po miesiacu z podkulonym ogonem i dam "mu" satysfakcje, ze jest panem i wladca. Dopiero wtedy by sie zaczelo...

Szansa na takie zarobki jest bo juz od grudnia bede mial 1,4k na reke. Ten dodatkowy 1k gdzies dorobie, stane na uszach ale dorobie.

 

Feno, kiedy sie wyprowadziles ? Dales rade ogarnac to wszystko finansowo ?

Po studiach, rok po studiach (rok bezrobocia).Pomogło mi to, że wprowadziłem się do mieszkania babci (ona przeszła do rodziców) i to ona płaciła za czynsz (prawie 200 PLN oszczędności). No i konsekwentnie samochodu nie mam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Za wszelką cenę wyprowadzić się.

 

Taki tez mam plan na przyszle miesiace. Raz, ze mam ciezki charakter, dwa ze musze wyrobic finansowo na studia i swoje zycie. Rok na Politechnice kosztuje mnie 3,4k, do tego dojdzie mieszkanie za 1k + media, no i z 1k na zycie musze miec, zeby auto zatankowac czy zjesc cos, ubrac sie itd. Bez 2k na miesiac nie mam nawet co startowac, bo wroce po miesiacu z podkulonym ogonem i dam "mu" satysfakcje, ze jest panem i wladca. Dopiero wtedy by sie zaczelo...

Szansa na takie zarobki jest bo juz od grudnia bede mial 1,4k na reke. Ten dodatkowy 1k gdzies dorobie, stane na uszach ale dorobie.

 

Feno, kiedy sie wyprowadziles ? Dales rade ogarnac to wszystko finansowo ?

 

Nie musisz sam przeciez wynajmowac, znajdz kogos i wynajmijcie w 2-3 osoby 2-3 pokojowe mieszkanie i sie koszty rozloza i zamiast 1k bedziesz placil np. 500 zl.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

znowu jestem na zakręcie, jak dwa lata temu... tylko nie wiem czy chce walczyć o cokolwiek, co raz mniej wierzę w to wszystko a w siebie wcale. nie mam pewności, że gdy znowu wszystko sobie jako tako w głowie ułożę to potem zjawi się coś co zniszczy mój azyl w kilka chwil, tak jak teraz krótka miłostka, która się skończyła prawie tak samo szybko nim zaczęła lecz wskrzesiła potrzeby przed którymi uciekłem, a teraz niezawodnie dostarcza codzienną dawkę histerii i obsesji potęgując przy okazji poczucie samotności, ożeszkurwajapierdole.

 

:x

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

ja tam wymyslilem dobry sposob na poprawe humoru, 3 piwka dziennie tak na wieczor i jest lepiej. Tylko teraz jak tych piw nie wypije, to jakos tak dziwnie:/

Tabletki uspokajajace sie juz skonczyly, ale nowych nie kupuje:P (chociaz nie wiem czy cos pomagaly, czy na psychike dzialaly, ze niby cos wzialem) ale czasami jakis tak zestresowany, niewiadomo o co bylem przed snem, ze bralem jakies i niby troche lepiej bylo.

koniec.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
ja tam wymyslilem dobry sposob na poprawe humoru, 3 piwka dziennie tak na wieczor i jest lepiej. Tylko teraz jak tych piw nie wypije, to jakos tak dziwnie:/

(...)

Znajomy który tak robi, zapytał mnie ostatnio, czy jest alkoholikiem. Odpowiedziałem, że tak. Bo nawet jeśli nie jest - jeszcze - fizycznie uzależniony to jest na prostej drodze ku temu. A uzależnienie psychiczne (jego symptomy podałeś) jest jeszcze gorsze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×