Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Deadpool 2

 

Jeszcze na pewno się wybiorę drugi raz żeby wyłapać wszystkie smaczki i odniesienia (a i tak pewnie nie dam rady), ale jestem na pewno zadowolony i to bardzo. Zmiana ekipy reżyserskiej wyszła na plus, Leitch sprawił, że sceny akcji nie odbiegają od najwyższego standardu kina obecnie czyli MCU, widać rękę gości od Wicka, a sam element komediowy dalej jest zachowany, więc tu stawiam, że głównie Miller i Reynolds maczali palce.

 

Audio wizualnie film na duży plus, widać znacznie większy budżet i dobrze. Bardzo mnie cieszy udział Dennisona, bo to chłopak z talentem i dał radę bez kłopotu. Nowe postacie, zgodnie z przewidywaniami

giną praktycznie od razu więc nie ma sensu się rozpisywać, ważne że pozostali Cable i Domino bo to jedyne ważne osoby. X-Force dalej lajtowo możliwy

;)

 

Brolin i Beetz spisali się bardzo dobrze, Cable jest dokładnie jak Cable z komiksów i nawet ma lepiej narysowane stopy ;) Domino wygląda obłędnie, a sceny z jej udziałem są zrealizowane na wysokim poziomie i nierzadko zabawne.

 

Jeżeli komuś się podobała jedynka to dwójka na pewno też będzie, zwłaszcza jeśli chodzi o poczucie humoru. Ilość nawiązań popkulturowych i społecznych przeraża, często są dosyć stare i chyba każdy znajdzie żart dla siebie.

 

Końcówka i sceny po napisach:

 

No i tu zrobili klasycznego Deadpoola czyli burdel na kółkach :D parskłem jak Wade zabił pierwszego Deadpoola i spotkał się z Wolverinem, podobnie jak uratował Petera. Ciekawi mnie co dalej z Vanessą. Myślałem, że jej śmierć będzie ostateczna, cholera wie czy scena po napisach będzie miała odniesienie w trójce, a aż kusi zrobić z Baccarin Copycat, chyba najbardziej walnięta kochankę w historii Marvela :-k

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

W pełni popieram przedmówcę.

 

O ile ja oglądałem  to z perspektywy człowieka, który obejrzał dwa filmy xmen i poprzedniego deadpoola oraz może jak przez mgłę pamięta animowaną serię, to stwierdzam, że nie wiele trzeba aby świetnie się bawić. Momentami film doprowadzał mnie do łez, ale nie wiem czy to nie późna godzina i brak snu od paru dni ;) Jestem pewien pominięcia paru smaczków, ale to wcale nie psuje odbioru. Po prostu jakaś kwestia nas nie zainteresuje i tyle.

 

Spoiler

Motyw nowych postaci rozbawił mnie głównie przez to, że poświęcono chwilę na ich przedstawienie i o ironio chwilę później ich wyrżnięto. Jakoś spodziewałem się, że nikt nie przeżyje, nie myliłem się, ale i tak forma mnie po prostu rozbawiła.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Ja osobiście najgłośniej się zaśmiałem przy...

 

Spoiler

"Green Lantern" :D You're welcome Canada!

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
17 minut temu, FYM napisał:

Ja osobiście najgłośniej się zaśmiałem przy...

 

  Ukryj zawartość

"Green Lantern" :D You're welcome Canada!

 

Byłem na tej 'fantastycznej' produkcji w kinie więc mnie również to rozbawiło, zwłaszcza że motywu z 

Spoiler

zabiciem swojego wcześniejszego wcielenia przed wolverinem nie mogłem zrozumieć, nie oglądałem tego filmu ^^

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Nadrobiłem film, który pół roku temu przegapiłem przez problemy zdrowotne itp. Otóż dzisiaj była okazja nadrobić

 

Justice league.

 

To aż niewiarygodne, ale przez pół roku ominąłem jakiekolwiek recenzje, spoilery itp. Serio nawet nie wiedziałem jakie oceny to ma na jakichkolwiek portalach. Mimo tego moje oczekiwania były niskie, bardzo niskie. Nie liczyłem na film, który spodoba mi się jak Wonder Woman, obawiałem się bardziej BvS. Co swoją drogą mnie boli. Bardzo chcę dostawać dobre filmy DC, uwielbiam bohaterów tego uniwersum, są po prostu ikonami.

 

Sam film, zapewne przez zaniżone oczekiwania, nie był zły.

Po pierwsze nie dostajemy historii Aquamana, Cyborga i Flasha. I nie uważam tego za wielką wadę. Oczywiście miłoby było widzieć bohaterów budowanych jak w MC, ale zakładam, że WB próbuje trochę nadrobić i byłby to pewnie pozycje kręcone na szybko. W samym filmie widzimy jaka jest rola wymienionej trójki, co mają robić w walkach itp. Nie jest to idealne, ale ujdzie.

Co do samych postaci to Cyborg sprawiał, że mnie zęby bolały. Zagrany drewnianie, nieciekawie i jakoś tak po prostu mnie odrzucał. Aquaman był cool, nie zepsuto go, aczkolwiek nie powalił na kolana. Flash zaś... eh. Dostał w tym filmie rolę 'comedic reliefu' (w sumie nie wiem jak to przetłumaczyć na polski ;) ) i szło to dość.. słabo. Miał parę zabawnych momentów, ale nic fenomenalnego. Chyba głównie, naprawdę budzące szczery uśmiech (nie mylić ze śmiechem!) sceny to:

Spoiler

jego interakcje z Supermanem. Wyszło to naturalnie i potrafiło wzbudzić po prostu banana na ryju. Ot scena w środku napisów, gdzie miał się ścigać z superem.

Z "głównej trójki" zacznę od Afflecka. Naprawdę lubię jego Batmana. Jest świetny, kupuje mnie swoją rolą. To cały czas mnie dziwi, bo nie przepadam za bardzo za nim jako aktorem, ale rolę zarówno nietoperka jak i Bruce gra świetnie, oddaje ducha tej postaci. Podoba mi się również nawiązywanie do jego wieku, wychodzi po prostu naturalnie. Czy jest najlepszym batmanem? Nie wiem, ale stawiam go na równi z Keatonem, aczkolwiek Bale wcale nie znajduje się zauważalnie niżej.

Gal Gadot dalej świetnie sprawdza się w roli WW, jak dla mnie nadal najlepsze wcielenie w tą postać.

Spoiler

No i w końcu Cavill mógł oddać bardziej ludzkiego Supermana, "jaśniejszego". Jego powrót do życia był w miarę okej, aczkolwiek nadal to takie trochę deus ex, ale to Superman, akceptuję i biorę bez przesadnego zaglądania w zęby. Sam jego powrót do życia był też ludzki i to prowadzić zaczęło do postaci, której oczekuje się od tego bohatera.

 

Sama interakcja między bohaterami jest... mizerna. Zdarzały się momenty jakiejś chemii, nici zrozumienia, ale były one bardzo cieniutkie. Jak pisałem wyżej, łatwiej było zrozumieć ich role w walce, ale to nie tylko na tym powinno polegać.

A skoro o walce mowa - wyglądała ona niby w porządku, ale... bez jakichkolwiek konsekwencji. Bardzo zły niby poniewierał bohaterami, a oni jakby nigdy nic, wstawali, nie potrzebując nawet otrzepania się z kurzu. To odbiera radość z oglądania, gdy wydaje się, że może i wróg jest silny, ale tak naprawdę nie robi nic bohaterom. Ot rzucił WW gdzies, a ta już doskakuje do niego z powrotem. Zdecydowanie nie można się wczuć w trudy postaci, którym mamy kibicować. I ja rozumiem, że WW i Aquaman to wręcz bogowie, ale no do cholery nie przesadzajmy! PRzecież Steppenwolf był budowany na przechuja!

Spoiler

W sumie jedyne rany odniósł batman przy wskrzeszeniu supera, aczkolwiek nawet to nie było nic poważnego, raz dwa poskładał się do kupy.

 

A skoro o głównym złym mowa. Bagno, żenada i sporo kupy. Nie dowiadujemy się niczego. Kim jest, skąd przybywa, jaka jest jego motywacja i dlaczego jest taki niby silny. Odrobinka ekspozycji nie pomaga w tym temacie

Spoiler

Chociaż fajnie było we flashbacku zobaczyć bohatera z green lantern. Zwłaszcza, że wczoraj oglądałem deadpoola ;)

Do tego w pełni CGI postać o generycznym głosie nie sprawia żadnej przyjemności z oglądania. I owszem Marvel też miał problemy z antagonistami, ciężko znaleźć balans między ekspozycją, a nieodbieraniem czasu bohaterom. Niestety w wypadku antagonista nie widziałem żadnego pozytywu.

 

A to podprowadziło mnie jeszcze pod temat efektów. Znowu nędza, smutek i lipa. Zaczynam się przyzwyczajać, że DCU prezentuje nam w tym aspekcie biedę. I to mimo tego, że film potrafi wyglądać dobrze. W końcu widać tu rękę Snydera (pomijam przejęcie filmu), który ma swój fetysz do mroku, ale i tak jego filmy mają niezłe zdjęcia. Ale efekty... ehhhh.

 

 

Koniec końców było nieźle, ale nie było dobrze. Nie nudziłem się, obejrzało się to w miarę przyjemnie, ale to nadal nie to. Do Wonder Woman nie ma podejścia (a to i tak nie był idealny film), ale jest lepiej niż w BvS czy w Man of Steel. Pozostaje wierzyć, że WB ma pomysł i doczekamy się wkrótce jeszcze jednego dobrego filmu, który z czystym sumieniem będzie można chwalić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Han Solo: Gwiezdne Wojny - Historie. Jestem usatysfakcjonowany. Dobrze opowiedziana historia młodego Hana Solo, Alden Ehrenreich dobrze pasuje do roli, ale film kradnie Woody Harrelson jako Tobias Beckett. Nie nudziłem się ani przez moment. Mamy tutaj heist movie z całkiem emocjonującą akcją i satysfakcjonującymi zwrotami akcji. Film oglądałem z polskim dubbingiem i choć pewnie wielu z Was mnie wyśmieje to uważam, że polskie udźwiękowienie jest bardzo dobre, szczególnie podobał mi się Tomasz Dedek jako Tobias Beckett. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Solo. A Star Wars Story

 

Po burdelu z tworzeniem tego filmu miałem bardzo niskie oczekiwania. Jedyne na co czekałem to Glover jako Lando oraz w sumie ładne (jak to w SW) zdjęcia. No i wyszedłem w miarę nie zniesmaczony. Najpierw o najważniejszej rzeczy, czyli castingu. Ehrenreich jako młody Solo jest świetny. Charyzmatyczny, zabawny, naiwny i próbujący być kozakiem co mu praktycznie nigdy nie wychodzi. Jego chemia z Lando i Chewiem jest świetna i sceny z udziałem tej trójki to największy plus filmu. Właśnie też Glover, co mnie kompletnie nie zaskoczyło, jest lepszym Lando niż Dee Williams. W scenach z jego udziałem charyzma, luz i urocza arogancja leją się litrami. Jeżeli cokolwiek miałoby mieć jeszcze spin off to ja poproszę taki o Lando. Woody Harrelson jest okej, dostaje mocno sztampową rolę i nic nie dodaje wielkiego od siebie. Porażką jest Emilia Clarke, to jak nudno napisano jej postać to żenua, nie wiem już czy dziewczyna jest tak złą aktorką czy tak się ją marnuje, bo po Terminatorze jest nijaka w kolejnej wielkiej marce. Podobał mi się Bettany jako wielki zły, nie ma go dużo, ale budzi respekt, zacna rola.

 

Ogólnie miał wyjść z tego heist movie, zaś samego heist jest może na 15 minut i jest tylko pretekstem do relacji Solo - Quiera (czy jak jej tam) i interakcji między postaciami. Ostatecznie film jest spokojnie 20/30 minut za długi, cameo na koniec żenujące i kompletnie niepotrzebne, a jak sobie uświadomimy jak dobrze trafili z castingiem czołowej trójki i jaki potencjał miał ten film w związku z tym to tylko żal. Cieszyły mnie też sceny "młodego" Sokoła Millenium i pokazanie Kessel Run, choć motyw z kosmicznym krakenem był słaby.

 

Ogólnie mamy bardzo przeciętny film, Rogue One niebo lepszy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

 

To może być jeden faworytów przyszłorocznych Oscarów. Szczególnie w kategoriach aktorskich. Po pierwszych pokazach zarówno Cooper (przez 3 lata brał lekcje śpiewu specjalnie dla tej roli), jak i Lady Gaga są bardzo chwaleni.

  • Lubię! 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

"Zimna wojna" - zachwycił mnie ten film. Zdjęcia, muzyka, aktorstwo, historia. Historia "niemożliwej miłości" kompozytora Wiktora i artystki z zespołu "Mazurek" (oczywiste odniesienia do Mazowsza) na tle stalinowskiej Polski, choć akcja toczy się też w Paryżu, Jugosławii. 

Dawno nie czułem czegoś takiego jak "magia kina". A ten film to chyba kwintesencja tego pojęcia. 

  • Lubię! 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Chazelle wraca z Goslingiem w roli Neila Armstronga.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

trąca uczuciokupą, dodatkowo ten fragment, gdzie żona jest mądrzejsza w kwestii bezpieczeństwa lotu niż inżynierowie nasa :lol: plus jednotwarzowy Gosling w każdej scenie, będzie szturm na kina ale raczej do niego nie dołączę

  • Lubię! 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Godzinę temu, Hawkeye napisał:

trąca uczuciokupą, dodatkowo ten fragment, gdzie żona jest mądrzejsza w kwestii bezpieczeństwa lotu niż inżynierowie nasa :lol: plus jednotwarzowy Gosling w każdej scenie, będzie szturm na kina ale raczej do niego nie dołączę

 

No ten fragment z żoną jest już tak sztampowy, że fuj. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

 

 

Ja się jaram

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Też się lekko jaram filmem. Ale... Tak odnośnie trailera Creed 2 mi się przypomniało i wygrzebałem swojego posta :D 

W dniu 9.06.2016 o 15:16, Makk napisał:

"Creed" obejrzany. Ogólnie film dobrze zrobiony, zmontowany i w ogóle. Jako kolejna część serii zdecydowanie na minus. Sam pomysł z dzieciakiem strasznie naciągany do granic możliwości. Obejrzeć można, ale zapomnieć też. Już bardziej przypadł mi do gustu "Rocky Balboa".

jedyny mocny plus Creed`a, to to, że po obejrzeniu miałem wielką chęć wrócić do R 1, 2, 4. Najlepsze części wg mnie.

Trzymam kciuki za brak kolejnych filmów z serii. Żeby się przypadkiem nie okazało, że Ivan Drago też miał syna i teraz on chce walczyć ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

W sumie nie wiem co Ci przeszkadza, seria Rocky to zawsze była definicja sztampy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
13 godzin temu, ajerkoniak napisał:

W sumie nie wiem co Ci przeszkadza, seria Rocky to zawsze była definicja sztampy.

W zasadzie nic, nie napisałem, że coś przeszkadza, tylko dwa lata temu przewidziałem na co "wpadną" scenarzyści :P 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
W dniu 23.06.2018 o 13:54, Makk napisał:

Sam pomysł z dzieciakiem strasznie naciągany do granic możliwości.

 

To zrozumiałem jako minus. A przecież każdy był naciągany ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
W dniu 9.06.2018 o 20:23, tio napisał:

"Zimna wojna" - zachwycił mnie ten film. Zdjęcia, muzyka, aktorstwo, historia. Historia "niemożliwej miłości" kompozytora Wiktora i artystki z zespołu "Mazurek" (oczywiste odniesienia do Mazowsza) na tle stalinowskiej Polski, choć akcja toczy się też w Paryżu, Jugosławii. 

Dawno nie czułem czegoś takiego jak "magia kina". A ten film to chyba kwintesencja tego pojęcia. 

 

Podobne odczucia miała moja żona, a dla mnie trochę meh ;) Ja nie dostrzegam jednak w filmach takich rzeczy. W sumie jak dla mnie to mógłbym na taki, bo dość ciekawy film czekać do wyjścia do wypożyczalni UPC i obejrzenia na TV. Dla mnie za mało:

polityki jednak, skoro taki tytuł, a tak naprawdę to im za wiele ta 'wojna' nie przeszkadzała. Dziwnym trafem siebie znajdowali w tak różnych i odległych na tamte czasy miejscach 

A za dużo

wątku romansu

;) 

 

Polecić mogę natomiast "Jestem taka piękna", uśmiałem się sporo przy tym filmie, chociaż nie zanosiło się ;) Poszedłem na to, bo żona chciała ogólnie obejrzeć, a że na spontanie odwiedziliśmy kino, a tylko to było najbardziej interesujące o danej porze ;) Z filmu można wyciągnąć dość oczywisty wniosek, że trzeba być sobą, wierzyć w siebie z determinacją 20 ;).

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

No właśnie siła tego filmu polega na tym, że niby jest wszystkiego mało, a tak naprawdę dużo. Że w latach 50 możesz przejść bez problemu przez granicę, a 10 lat później trafiasz za to do więzienia.
Poza tym dla mnie to film głównie o uczuciach i wierze. Zimna wojna to może być wojna między wierząca Zulą, a niewierzącym Wiktorem.
Chyba za bardzo nastawiłeś się na film jaki to PRL był be. ;-)

  • Lubię! 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Wkrecony w klimat po Unsolved czy Straight Outta Compton szukam jakiegos filmu (fabula lub biografia) o Snoopie. Jest cos takiego? Na netflixie trafilem Reincarnated, ale to tylko o jego podrozy na Jamajke.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   1 użytkownik

×