Skocz do zawartości
Fenomen

W co warto zagrać?

Rekomendowane odpowiedzi

Poszukiwam co-opa na XOne do popykania z żoną :) - raczej nie będę wyjątkiem - wszelkie mordobicia i strzelanki odpadają. FIFA powoli wchodzi na tapetę ale na razie moja połowica jest na etapie "dlaczego nie wchodzą mi strzały jak wcisnę "B" do oporu" :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Szukam fajnej gry, w którą można pograć w dwie osoby po LAN-ie, może być co-op a może być rywalizacja w pierwszej kolejności jakiś tycoon, potem strategia, a na koniec gry akcji. No i żeby też nie straszyła grafiką.

 

 

 

Oczywistości typu FIFA, NBA, NHL sobie darujcie ;).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

PreOrder?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Znajdziesz alfe

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

z tycoonów polecam OpenTTD, grafika jest toporna, nie wiem czy w tego typu grze ma to jednak większe znaczenie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Beyond Good & Evil - gra o której wielu słyszało, mówi się o niej niemal jak o kultowej, ale na serio zagrać nie miałem okazji. A właśnie skończyłem, więc mogę się podzielić wrażeniami.

 

Gra pod względem graficznym wcale się nie zestarzała - piękna, kreskówkowa trójwymiarowa nie zawierając wiele szczegółów mimo wszystko cieszy oko, animacje są płynne, jedynie praca kamery może niekiedy razić (na niektórych lokacjach blokuje się swobodne sterowanie, a jest tylko ustalony kąt, który można zmienić na wyższy i niższy). Głosy też brzmią bardzo profesjonalnie, choć część dialogów jest tylko pisanych. Muzyka? Nie rzucająca się w uszy, ale cudowna.

 

Sama gra - dla tych którzy jeszcze nie wiedzą - to mieszanka przygodówki, zręcznościówki i skradanki. Przy czym (na szczęście dla mnie, bo nie przepadam) zręcznościowych elementów jest zdecydowanie mniej niż strategicznego rozplanowania cichego przejścia kolejnych lokacji. I wciąga niesamowicie, poziomy są dopracowane, kolejne wyzwania starają się być zawsze w czymś innym różne, część można przejść na więcej niż jeden sposób. Niestety moim zdaniem warstwa fabularna nie dorównuje gameplayowi, a raczej nie wykorzystuje potencjału. Zresztą końcówka - od lotu na Selene - nagle przyśpiesza, wprowadza kilka niewyjaśnionych wątków, a część fabuły wyjaśnia w sposób dziwny. No i trzeba to przyznać, że świat, pomimo że wygląda na otwarty, jest bardzo liniowy - co z tego, że możemy popłynąć w wiele miejsc, jeśli nic tam nie możemy w danej chwili zrobić (chyba że jaskinie łupieżców, które są takimi zręcznościowymi minigrami, a możemy je przechodzić w dowolnym momencie), dopóki nie nadejdzie odpowiedni moment w scenariuszu, a w danej chwili mamy na raz jedną misję (dla zmyłki podzieloną na etapy). Zresztą dostęp do świata jest ograniczany w zręczny sposób, tak żeby nie można było popłynąć za wcześnie w konkretne rejony: najpierw kupnem mini działka, żeby ominąć strażników, później modułu do skoków, żeby przeskoczyć bariery laserowe, wreszcie uruchomieniem statku latającego. A cała gra - odzierając ją z fabuły - to zbieranie odpowiedniej ilości pereł, żeby odblokować kolejne lokacje. I właściwie to też jest mocno grywalne ;)

 

Gra wyraźnie była robiona jako pierwsza część serii (scena po dłuuuuugich napisach końcowych wskazuje na to jak scena z myciem twarzy przez Willa Byersa ;)) i niestety moim zdaniem jej to zaszkodziło. Niby fabularnie główne wątki zostały domknięte, ale mnóstwo skrótów i niedopowiedzeń, a także niewykorzystanie potencjału atrakcyjnego świata do rozszerzenia gry o wątki poboczne pozostawiają niedosyt. Natomiast zawładnęła mną w warstwie estetycznej (muzyka/grafika/bohaterowie) i pewnie będę miał syndrom pustki jak po skończeniu dobrej książki ;)

 

Aha - fotografowanie zwierząt to właściwie osobna gra i bawiłem się przy niej świetnie :D

  • Lubię! 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Mafia III

 

Gry jeszcze nie skończyłem, ale poza być może jakimś twistem fabularnym gra mnie niczym raczej nie zaskoczy, więc klepnę parę słów jakby ktoś się zastanawiał kupić czy nie. Od razu powiedzmy sobie, że gra jest NIEPRAWDOPODOBNIE POWTARZALNA. Ale to naprawdę niesamowicie. I nie da się pójść na skróty, bo fabuła i konstrukcja gry wymaga od nas robienia w koło tego samego. Czyli spotykamy się z naszym kompanem od rozpracowywania wrogów, on nam daje namiary (zawsze dwa w dzielnicy) na osoby, które "coś wiedzą", które to osoby nam zlecają/opowiadają o interesach jakie nasi rywale toczą w danym dystrykcie. Każdy z interesów ma swojego mini bossa, do którego żeby dotrzeć musimy zawsze (kolejność dowolna) odnaleźć informatora (zabić/zwerbować), obrabować punkt zbierania/liczenia kasy lub zniszczyć bazę, przeszkodzić w transakcji itp. Ale sprowadza się to zawsze do jednego - kill'em all (poza informatorami). Każda z naszych akcji przeciwko wrogowi powoduje określone straty i gdy licznik strat osiągnie wymaganą kwotę - wyłania się miniboss. Na nieszczęście pojawia się on zawsze w jednym z miejsc, które już oczyściliśmy, więc powtarzamy powtarzalne zadanie xD Pana bossa możemy kilim, a możemy go przekabacić na naszą stronę (do tego wymagane jest podłożenie podsłuchu w węźle telefonicznym w danym obszarze). I jeśli pokonamy dwóch takich mini bossów, to pojawia się BOSS dzielnicy. I tu troszkę inwencji poszło, bo do tej pory na pokonanych kilku bossów było różnie - jeden do nas przyjedzie, inny jest gdzieś zbunkrowany, innego z kolei ścigamy itd, itp. No i tak drodzy koledzy w 10 dzielnicach miasta, czyli łatwo sobie policzyć jak w dużo robienia tego samego jest do zrobienia ;) Wydaje się, że porażka? Trochę tak, bo jak przejdziesz pierwszą misję z odbijaniem biznesu, no to widziałeś już wszystko :) Zmieniają się tylko rodzaje interesów, zmieniają się nazwiska bossów i miejsca z nimi związane - na tyle wystarczyło inwencji w tym temacie. Bo tak, to wraz z postępami zwiększa się tylko liczba wrogów i moc ich broni. No i dodatkowo jeśli ci się nie spodoba sposób odbijania tych biznesów, no to nie ma bata, żeby się przemęczyć (bo np. brak czekpointów w misjach) i śledzić dalej losy Lincolna Claya. A szkoda, bo obok NIEPRAWDOPODOBNIE POWTARZALNEGO gameplaya włożono bardzo ciekawą (choć standardową i sztampową) historię o zemście. Całość jest przefenomenalnie zagrana i nagrana. Voice acting po prostu czysty geniusz. Postać Claya jest znakomita, a każda cutscenka to nagroda, za nasze mozolne przebijanie się się przez rywali. Dialogi są znakomite, 2K nie bawi się w żadne politpoprawności, więc mamy całe spektrum rasistowskich określeń Murzynów, Włochów, Irlandczyków, Latynosów, Południowców itp podlane odpowiednią dawką fucków. Relacje jakie Clay buduje ze swoimi sojusznikami w żaden sposób nie przypominają przyjacielskich, że oto wesoła kompania kolegów odbija sobie miasto z rąk mafiozów ku uciesze świata. Nie, Clay ich wykorzystuje, oni wykorzystują Claya. Sojusz oparty na nienawiści do wspólnego wroga, a nie na "lubieniu się". To jest fajnie zrobione, żadnego cukrzenia, żadnych tęcz i króliczków. Klimat Nowego Orleanu Bordeaux też znakomity, każda dzielnica jest inna, ale nie aż tak, żeby wyglądała na wziętą z innej bajki. Fantastyczna muzyka rozbrzmiewa z radia, no ale 2K położyło grube hajsy żeby dorwać się do utworów Rolling Stonesów, Elvisa, Animalsów, Toma Jonesa i innych tuzów lat 60-tych. Nie ma się do czego przyczepić jeśli chodzi o jakość, bo wszystko jest takie jak powinno być, ale muzyki jest odrobinę za mało. Tzn, za jakość i praktycznie brak złych wyborów muzycznych płacimy dość skromną liczbą utworów, które będą się często powtarzać (hehe idealne do powtarzającego się gameplayu ;)) Ponadto nie mam pojęcia czym się różnią poszczególne stacje radiowe, bo dla mnie każda nadaje to samo, brak takiego podziału jak w GTA (ten tytuł musiał w końcu paść). Grafika? Gram na PS4 i dla mnie jest ok, brak "chrupania", gra trzyma te 30 fps. Jakość grafiki jest za to bardzo nierówna. Czasem aż westchnie się, gdy zobaczymy jakiś śliczny widoczek, a palec wędruje ku przyciskowi share, a czasem aż picarda zrobimy widząc niedoróbki. Całość jest taka jakaś rozmyta, nie wiem jak to nazwać, brak takiej żylety. Aczkolwiek mnie się podoba, to jednak już kwestia gustu.

 

Się rozpisałem, czas na podsumowanie. Jeśli nie masz nic przeciwko robieniu w kółko TEGO SAMEGO, nie najgorzej zrobionego (choć AI rywali czasem powoduje, że łapiemy się za głowę, bo tak głupi ludzie nie istnieją) w bardzo fajnym klimacie Luizjany końcówki lat 60tych, ze znakomitymi dialogami i świetną realizacją dość sztampowej opowieści o zemście i mafii to biegnijcie do sklepów. A jeśli macie awersję na powtarzalność, to nawet się nie zbliżajcie do tej gry. Bo tu się nie da nic zrobić na skróty, nie da się zobaczyć historii bez odbębniania wielu, wielu godzin pańszczyzny w terenie. A ja? Ja grałem w grę cały weekend i nie mam dość :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

dzięki me_who, powtarzalność martwi, nic to, poczekam na obniżkę i obadam, lubię klimaty mafijne, ale w obecnej formie nie za pełną cenę :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Force of Nature ktoś ogrywal? Wygląda sympatyczniei cena też nie ie za duża.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

https://www.youtube.com/watch?v=nxyQg41Q8o4

 

"czekałem na to 600 lat" i can relate to that

 

Trochę nie podoba mi się pomysł na antagonistę, ale może to mylne wrażenie, w końcu słyszymy zaledwie jedną jego linijkę

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Kuuurde, jaki jestem rozczarowany Ultimate General: Civil War. Znaczy w bitwie wszystko jest fajnie i pięknie, tak jak w Gettysburgu, poza drobnymi głupotkami. Ale kampania jest strasznie skopana. Rozumiem co przyświecało twórcom, ale przez ich jedną decyzję wspomniana kampania jest po prostu zła. Otóż nie mamy czegoś w rodzaju "dynamicznej" rozgrywki, gdzie nasze sukcesy determinują dalszy przebieg wojny czy siłę wrażej armii, o nie. Znaczy może w jakimś stopniu nasze wiktorie i porażki determinują to co się dzieje, ale my tego nie zauważymy, bo gra jest tak skonstruowana, że każda kolejna bitwa jest trudniejsza. Po prostu wróg ma w każdym starciu większą i większą przewagę liczebną. Ma to potęgować wyzwanie, ale po jakimś czasie jest potwornie męczące i niezrozumiałe. Po co mi 3 korpusy, jak do walki mogę wystawić połowę jednego? No tylko po to, żeby się wściekać, bo AI wystawia armię w komplecie i weź, baw się :roll: Rozumiem myk ze stale rosnącą krzywą trudności w jakimś RTS o fikcyjnym settingu, typu nie wiem, Starcraft. Tutaj jest to całkowicie sztuczne. Domyślam się, że zrobiono to po to, żeby wojna nie kończyła się np. w 1862, ale wygląda to fatalnie i niesamowicie mi się nie podoba. Nie wiem ile ambarasu wymaga zrobienie kampanii dynamicznej, gdzie wybicie np. 30k wojsk CSA pod Shiloh powoduje, że np. do końca roku walczymy z osłabionym rywalem będącym w rozsypce. Nie, jedynym rezultatem jest to, że w następnej dużej bitwie wróg wsytawia -2,5% mniej wojsk. Szkoda, że to znaczy, że ma tylko 47,5% wojsk wincy, a nie 50%. Całość powoduje to w sumie kuriozalną rzecz: im większe sukcesy odnosisz i dopieszczasz swoją armię, tym masz trudniej, bo AI wg twojej rozbudowy skaluje swoje oddziały i dorzuca sztuczne bonusy, żeby wyzwanie wciąż rosło. Typu: rozwiniesz swoje umiejętności tak, żeby w brygadzie było 2k wojsk? To u wroga brygada będzie miała teraz 2,5-3k zamiast 2k jak dotychczas. Wystawisz dwie brygady piechoty weteranów? AI wystawi 5 takich brygad i o jeden level lepiej wyszkolonych :roll: Nie wiem ile jeszcze dam radę grać, bo obecnie mam 2nd Bull Run i już nie wiem czy mnie pomysł twórców bardziej śmieszy czy denerwuje.

Ale dużo innych pomysłów jest bardzo fajnych. Super jest podział kampanii na, hmmm, etapy jakby. Każdy etap to wielka bitwa, która nas czeka na końcu, trwająca zazwyczaj kilka faz i duuużo czasu. Do niej prowadzą mniejsze, fikcyjne starcia, których nie musimy rozgrywać, ale zwycięstwo w nich daje niezbędne zasoby: gotówki i rekruta. Do tego każde zwycięstwo daje jeden punkt umiejętności, który można zainwestować w siebie. Oprócz tego odniesienie w tych potyczkach dodaje nam też prestiżu - ważnej rzeczy, bo jak spadnie do 0, to jesteśmy pozbawiani dowództwa i do widzenia. Dobrym pomysłem jest, że jak to na wojnie: nie wszystko musimy wygrać, a jedna porażka nie powoduje automatycznej przegranej. Za porażkę w bitwie też dostajemy jakieś fundusze i rekruta (odpowiednio mniejsze niż przy wygranej) ale tracimy bardzo dużo prestiżu i jak nie zdołaliśmy go zachomikować odpowiednio wiele, to dopiero wtedy grozi nam koniec gry. Super jest tworzenie własnej armii. Korpusy, dywizje, a w nich brygady, które możemy sami wybrać (piechota, harcownicy, kawaleria, artyleria) i potem uzbroić w bardzo liczne rodzaje broni. System fajny, ale znowu można zaliczyć strasznego zonka. Bo liczebność wojsk w korpusie jest zależna od umiejętności organizacji naszego generała-awatara. Jeśli o tym nie wiedzieliśmy, możemy mieć kolosalną skuchę, bo trafimy na bitwę gdzie możemy wystawić 20 brygad, ale tylko z jednego korpusu. Więc jeśli nie inwestowało się w organizację, to nasz korpus może mieć maksymalnie 12 brygad i musimy tak malutkim oddziałem walczyć tam gdzie twórcy przewidzieli 20 :| I co z tego, że mamy 3 korpusy po 12 brygad. Możesz wystawić tylko jeden. Mnie to kosztowało powtórkę całego etapu i rozdzielenie punktów inaczej, a i tak musiałem się męczyć mając tylko 15 brygad.

Nie grałem w bitwy historyczne, więc nie wiem jak są poprowadzone, mam nadzieję, że chociaż tam można powalczyć po bożemu, a nie przeciwko sztucznie pompowanemu rywalowi.

Generalnie bardzo mi przykro, że tak to wygląda. Gra ma potencjał na doskonałą strategię i w jakimś stopniu taką jest. Ale ten straszny system skalowania wraz z naszymi postępami całkowicie psuje mi odbiór. Ale może komuś to nie będzie przeszkadzało, to wtedy czeka go naprawdę super zabawa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Way Out

Serdecznie polecam ten tytuł. Z kolegą @Scorpio spędziliśmy trzy popołudnia po 2-3h godzinki kierując poczynaniami dwóch głównych bohaterów, którzy wespół w zespół próbują uciec z więzienia i załatwić swoje sprawy na wolności. Gra jest chyba pierwszym tego typu co-opem, który ma choć trochę rozbudowaną warstwę fabularną, prawie że filmową i ciekawe zarysowane postaci głównych bohaterów. Interakcja między oboma panami jest znakomita, poza powtarzalnymi zagadkami środowiskowymi, momentami walki, czy innymi wydarzeniami, których tu nie chcę spoilerować, a które wymagają działań obu graczy ma bardzo dużo różnorakich minigierek. Czasem dochodziło do śmiesznych sytuacji, bo zamiast przeć ku czającemu się za rogiem Wielkiemu Wydarzeniu graliśmy ze Scorpio w rzutki, graliśmy w baseball, graliśmy na bandżo czy Match-4. Te wszystkie wrzutki bardzo fajnie się wpisywały w model co-opowej rozgrywki i dorzucały nutkę rywalizacji. Gra jest bardzo krótka, bez tych minigierkowych przerywników i bez łażenia po lokacji w celu rozmowy z npc można ją zapewne skończyć w 4h. Na plus porządnie napisany (choć sztampowy) scenariusz filmu sensacyjnego klasy B+, bardzo porządni i wyraziści protagoniści, dość udana grafika, dobre udźwiękowienie, fajnie umieszczone comic relify (polecam huśtawkę w jednej z lokacji xD), bardzo dobrze zrobiony split-screen co jest ważne w tego typu grze i ogólna satysfakcja w obcowanie z tytułem, która pewnie jest jeszcze większa gdy gramy na jednej kanapie. Na dodatkowy plus jest to, że w wersji na PS4 (ale pewnie i na innych platformach) do grania przez sieć potrzebna jest tylko jedna kopia gry - drugi gracz ściąga demo z PS Store. Jak ktoś łowi acziki, to warto zaznaczyć, że otrzymuje je tylko gracz, który posiada tytuł. Wydaje mi się też, że jest to też ciekawa pozycja, żeby namówić do gry osoby, które rzadko w cokolwiek grają. Gra jest dość prosta, sterowanie przystępne, a opowieść podana na tyle sensownie, że łatwo można się wciągnąć. Polecam i mam nadzieję, że Way Out to będzie początek serii podobnych tytułów i już ze Scorpio jesteśmy umówieni, że następną grę kupuję ja :) 

  • Lubię! 3
  • Uwielbiam 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Jak ktoś lubi RPG i klimaty średniowiecza, albo interesuje się fechtunkiem, to polecam grę Kingdom Come: Deliverance :)

 

--

Tak długo na ciebie cze­kam że nie wiem ja­ka po­ra ro­ku. W zeszlym ma­lowa­li ławkę na której przew­ra­cam się z bo­ku na bok. Mi­jają mnie ludzie bez wy­razu, nie rzu­cają ni groszem ni chle­bem. Odpłacam im, okiem nie rzu­cam. Cza­sem mięsem, śliną. księgowa Kraków Więdnę tej wios­ny nieza­puściw­szy korzeni. 

  • Nie lubię! 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

To ja zrobię wykopalisko, o którym wspominałem w Maryni, i opiszę to w bardziej tradycyjny sposób :) 

 

Al-Qadim: The Genie's Course (1994)

Kupiłem tę grę niedawno na gogu, ponieważ zaintrygowały mnie screeny. To jeden z moich ulubionych stylów graficznych w starych grach, w dodatku wydawcą był SSI, więc wziąłem w ciemno.

W grze wcielamy się w rolę jednego z synów familii Al-Hazrad. Właśnie kończymy nasze szkolenie na "Korsarza" (tak to jest nazywane w grze, ot kilkuletni trening pod okiem mędrca, który stanowi przejście do bycia mężczyzną. Dzięki temu naszemu bohaterowi nieobcy jest fechtunek i podstawy magii) i wracamy do rodzinnego miasta, w którym trwają przygotowania do zaślubin naszego bohatera z córką Kalifa, a nasza familia jest bliska zakończenia wieloletniego konfliktu z inną familią w mieście. Niestety dochodzi do nieszczęśliwego wypadku. Jeden z dżinów (którzy są integralną częścią świata) atakuje i zatapia statek familii-rywali, którym płynął także Kalif i jego córka. Młódka znika, Kalif uchodzi ledwo z życiem, a pozostali świadkowie tragedii opowiadają, że za atakiem stał dżin będący sługą... naszej familii (co możniejsze rody w świecie gry mają dżiny na swoich usługach). Naszym zadaniem jest wyjaśnienie tajemnicy ataku, oczyszczenie familii z zarzutów zdrady i uratowanie przyszłej żony :).

 

 

 


6SWfI9S.png

Ekspozycja fabularna, tu się zaczyna cała draka.

 

 

Tak na szybko prezentuje się fabuła. Tu i ówdzie można przeczytać, że gra jest określana jako action-rpg. Trochę jest to nadużycie. Ok, do stworzenia świata gry został wykorzystany setting znany z D&D, ale to niemal wszystko, co można podpiąć pod CRPG ;). Nasz bohater ma własne statystki typowe dla D&D, ale są one predefiniowane i nie mają kompletnego znaczenia (po prostu wyświetlają się w oknie opisu postaci). W teorii zdobywamy punkty doświadczenia, które pozwalają awansować nam na kolejny poziom, ale przekłada się to jedynie na możliwość rozwoju umiejętności walki mieczem (o tym za chwilę) i większy pasek zdrowia. Oprócz tego do elementów rpg-owych można chyba jeszcze zaliczyć ekwipunek i zbierane potiony oraz kilka przedmiotów, które wpływają na naszą skuteczność obrony i ataku (np. miecz +3 lub pierścień dodający obronę +2). Czy ma to duży wpływ na rozgrywkę, nie mam pojęcia.

 

 

 


SK5UYV2.png

To cały element RPG w grze ;)

 

 

Samej grze najbliżej do action-adventure. Chodzimy po danej lokacji, rozmawiamy z jakimiś NPC (są kwestie dialogowe do wyboru, ale nie ma jakichś wyborów wpływających na grę, raczej są to kwestie "stylistyczne", czy chcemy być sztywnym bubkiem z wysokiego rodu czy ziomkiem z podwórka ;)), odbieramy od nich quest, rozwiązujemy go, dostajemy wskazówkę co robić dalej, udajemy się tam, kolejny quest itd. itp. Sama rozgrywka to głównie elementy zagadkowo-puzzlowo-labiryntowe (a to odpowiedni układ dźwigni, a to umiejętne poruszanie się po zaczarowanych podłogach), które nie są skomplikowane, lub walka. Ta jest prosta do bólu. Aby zaatakować, napierniczamy klawisz Ctrl :). Nasz bohater ma tylko swój sejmitar, którego będziemy używać do końca gry. Urozmaicenie w walce polega na tym, że po awansie na wyższy poziom możemy wybrać się do mistrza walki, który nauczy nas nowych technik (z podstawową łącznie trzy). Różnią się one tym, że należy dłużej przytrzymać klawisz ctrl, aby wykonać potężniejszy atak. W grze jest także kilka fragmentów skradankowych.

Oprócz walki bronią białą możemy się posługiwać podstawami magii. Dysponujemy słabym czarem ofensywnym pod postacią małego pocisku kierowanego w stronę wroga (możemy go używać w nieskończoność). Wraz z rozwojem przygody będziemy znajdować ograniczoną liczbę innych czarów ofensywnych. Prawdę powiedziawszy zupełnie można się bez nich obyć. Albo inaczej - nie warto ich chomikować, bo potem się okaże, że 3/4 w ogóle nie użyliście. Osobiście z innych czarów niż podstawowy skorzystałem dopiero pod sam koniec gry. Podobnie jest z potionami. Tutaj regularnie używa się tylko napojów leczących, napitki ochronne przed żywiołami nie bardzo wiem, kiedy można wykorzystać, a z kolei chwilowa nieśmiertelność czy zwiększona siła doskonale sprawdzą się w finałowej i tak już dość niewymagającej walce.

 

Wspominałem już o grafice - jest urocza, te małe rysowane światy i postacie są cudowne i bardzo charakterystyczne. Zakochałem się z miejsca i miłość nie wyczerpała się do końca gry. Znakomity jest także soundtrack w mocno orientalnych klimatach, świetnie buduje nastrój gry.

 

 

 


VV3bYmz.png

W trakcie gry odwiedzimy wiele nietuzinkowych miejsc i poznamy charakterystyczne postacie

 

 

Moje wrażenia z gry - choć liczyłem na więcej RPG - i tak są mega pozytywne. Bawiłem się bardzo dobrze, zagadki i puzzle nie są skomplikowane. Choć gra się liniowo, to nie jest nudno. Nie ma momentów, że nie wiemy, co robić. Generalnie gra nie jest trudna, może poza początkiem, ponieważ podstawowy atak sejmitarem jest tak beznadziejny, że łatwo się zrazić do reszty gry... (a tak się składa, że w początkowej fazie czekają na nas dwa dość wymagające "batalistyczne" obszary gry). Historia toczy się dobrze przez jakieś 3/4 gry, siada dopiero pod koniec, ale wtedy już z rozpędu możemy zakończyć rozgrywkę. Dialogi są dobrze napisane, postacie charakterystyczne i zapadające w pamięć.

Jeśli miałbym przywołać w ramach podobieństwa i skojarzeń inne gry, byłyby to Little Big Adventure i Legend of Zelda. Myślę, że miłośnicy obydwu tytułów (szczególnie tego pierwszego) odnajdą się tutaj doskonale. Mnie przejście całej gry na poziomie średnim zajęło 11 godzin. W żadnym razie nie uważam tego za czas stracony. 

 

Macie ochotę na niezobowiązującą i w miarę wciągającą przyjemną rozgrywkę z ładną grafiką i ciekawym arabsko-orientalnym sztafażem? Jak najbardziej możecie wypróbować Al-Qadim: The Genie's Course :)

  • Lubię! 6

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

To będzie ciekawa gra- Frostpunk.

Panowie odpowiedzialni za "This War of Mine". Gra trochę trudna, ale ponoć bardzo wciągająca. Pierwsze recenzje są pozytywne bardzo.

  • Lubię! 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

PES18 - ostatnio dostępny za niecałe 30 zł. Warto kupić dla samego pykania meczów. Nie do końca intuicyjny jest ten myCLUB no i jak założyłem drużynę i chciałem grać pierwsze mecze online to nikogo mi nie znalazło. Zagrałem więc z komputerem turniej Maradony, ale przed finałem z Barcą wyszedłem, wróciłem dzień później i nie mogłem wznowić :D Oczywiście ściągnąłem jakiś mega patch dodający prawdziwe kluby i ligi i zacząłem Master League Arsenalem. Same mecze są bardzo fajne, animacje i poruszanie graczy też, lepiej niż FIFA17 (18 grałem tylko demo), na minus trochę realizm, bo kupiłem De Bruyne od razu.... Niemniej ciężko mi się gra, więc w sumie realnie ;) 

Za 30 zł grzech nie kupić, a może ktoś będzie chętny do gry online w trybie współpracy?

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×