Skocz do zawartości
Do końca roku można głosować na użytkowników, którzy powinni znaleźć się w XIV kadencji ModTeamu.
TEMAT WYBORCZY

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'journeyman' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Konkurs
    • KONKURS CM FORUM - Kariera Football Managera
  • Strefa Administracyjna
    • Ogłoszenia Administracji
  • Football Manager
    • Football Manager 2019 (FM 2019)
    • Football Manager 2018 (FM 2018)
    • Seria Football Manager
    • Akademia Taktyczno - Treningowa
    • Kariery
    • Melina Grafików
    • Championship Manager Retro
  • Scena FM
    • Serwisy i projekty
    • Spotkania i Zjazdy
    • Strefa tekstowa
  • Inne
    • Piłka nożna
    • Sport
    • Różne
    • Gry komputerowe
    • Inne menedżery
    • Porady sprzętowo-techniczne
    • Hyde Park

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


Website URL


Gadu Gadu


Skype


Klub w FM


Ulubiony klub


Skąd


Zainteresowania

Znaleziono 3 wyniki

  1. Max baza, ponad 100 lig z różnych krajów Journeyman Wraz z wyjściem nowej wersji naszej ulubionej gry, postanowiłem tradycyjnie rozpocząć karierę w moim ulubionym od kilku edycji stylu. Minimalne umiejętności, doświadczenie i bezrobocie. Poszukiwanie klubu: czas start! Poszukiwania Mimo że automatycznie złożyłem swoje oferty pracy wszędzie, z góry odrzucałem na początek propozycje rozmów z krajów spoza Europy. Uważam, że zakotwiczenie w Indiach czy RPA oznaczałoby bardzo marne szanse na transfer do Europy. Dlatego też wolałem skupić się na niższych ligach Starego Kontynentu. Jako Polak wiązałem duże nadzieje z posadą w Pogoni Siedlce, jednak ostatecznie klub ten zdecydował się na innego kandydata. Po odbyciu kilkunastu rozmów o pracę, wiadomo było, że czeka mnie wylot na Wyspy Brytyjskie. Ostateczna decyzja miała zapaść pomiędzy dwoma klubami. Pierwszy z nich - FC United - prowadziłem już w wersji 2017, więc bałem się nudy. Druga propozycja brzmiała nieco lepiej - Clyde. Czwarta liga szkocka i duże tradycje - powrót do lat świetności? Czemu nie? Historia Clyde zalożono w 1877 roku, a 14 lat później klub dołączył do Football League - rok po jej starcie. Aż do sezonu 1974/75 moja nowa drużyna grywała głównie na najwyższym poziomie rozgrywek, jedynie okazjonalnie spadając, by za chwilę wrócić. Następnie przyszły ciężkie czasy tułaczki po niższych szczeblach, które trwają aż do dziś. Minęło już 42 lata od dnia, kiedy Clyde rozegrało ostatnie spotkanie w Premier League. W latach swojej świetności The Bully Wee upodobali sobie cyfrę 3: trzykrotnie sięgali po Puchar Szkocji, trzykrotnie przegrali w jego finale, a także trzykrotnie zajnowali trzecie miejsce na najwyższym poziomie ligowym. Cztery razy z kolei Clyde sięgnęło po Puchar Glasgow. Niestety, w historii klubu próżno szukać występów w europejskich pucharach, gdyż pierwsza edycja Pucharu Zdobywców Pucharów odbyła się w sezonie 1960/61, a więc o rok za późno, by tryumfujące w krajowym pucharze w rozgrywkach 1957/58 Clyde w nim wystąpiło. Jak widać, los niezbyt sprzyjał ekipie z Cumbernauld: o rok za późno zgłosili się do ligi, by być jej członkiem-założycielem, a rok za wcześnie wygrali puchar, by wystąpić w Europie. Pora zmierzyć się z tym fatum. Bad boys, bad boys, whatcha gonna do? Ciekawostką jest także fakt, iż jednym z moich podopiecznym jest niejaki David Goodwillie - 28-letni napastnik, który ma na swym koncie 3 występy i 1 bramkę w reprezentacji Szkocji. Do niedawna grał w Plymouth, a w przeszłości strzelał bramki w Premiership - i to zarówno szkockiej, jak i angielskiej! Cóż więc się stało? Goodwillie został oskarżony o gwałt i dwa pobicia. Jego życie pozaboiskowe spowodowało, że kluby nie miały ochoty wiązać się z brytyjskim badboyem kontraktem, aż czwartoligowe Clyde wyciągnęło do niego pomocną dłoń. W sześciu meczach poprzedniego sezonu zdobył cztery bramki, jednak kibice i sponsorzy zaczęli odwracać się od klubu. Mam spory dylemat moralny związany z tym zawodnikiem, natomiast ma on posłuch w szatni i ciężko będzie mi się go pozbyć. Jak gramy? Jeśli chodzi o ustawienie zespołu, w okresie przygotowawczym próbowałem dwóch wariantów: skrajnie ofensywnego 4-2-3-1, przechodzącego w ofensywie w 2-2-6, oraz zachowawczego 4-4-2. Oba właściwie spisywały tak, jak myślałem. Potrafiliśmy rozbić słabszych rywali 6:2 czy 4:1, by przegrać z mocniejszymi 0:3 (ofensywne), a także zamurować bramkę i powalczyć z potężnymi Aberdeen (0:1) czy Dundee United (1:3). Pod koniec tego drugiego spotkania, które było zresztą ostatnim sparingiem, zastosowałem hybrydę obu rozwiązań i byłem zadowolony z tego, co zobaczyłem na boisku. Taktyka opiera się na formacji 4-2-3-1, z mocno wysuniętymi bocznymi obrońcami grającymi jako cofnięci skrzydłowi, solidnym centralnym modułem złożonym z dwóch stoperów oraz środkowych pomocników biegających od pola do pola, a także czwórki graczy ofensywnych: schodzących ze skrzydeł napastników, lisa pola karnego oraz rozgrywającego operującego pomiędzy nimi. Gramy z kontry, krótkimi podaniami, opierając ataki na skrzydłach i wchodzących bocznych obrońcach robiących różnicę. Nie szczędzimy dryblingów, podań prostopadłych i ostrego pressingu, a także boiskowej agresji. Nie posyłamy właściwie górnych piłek. Styl gry jest więc bardzo daleki od czwartoligowych szkockich standardów. Pierwsze starcia i niespodzianki Przed ligą czekał nas jeszcze Puchar Ligi (grupa śmierci z pierwszoligowymi Kilmarnock i St. Mirren oraz trzecioligowymi Stranraer i Airdrieonians), a także pierwsza runda Petrofac Training Cup z młodzieżówką Motherwell. Potraktowałem to jako okazję do sprawdzenia mojego nowego taktycznego pomysłu na żywym organizmie. W końcu liga jest najważniejsza. Wyniki i gra przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Na wyjeździe z pierwszoligowym Kilmarnock prowadziliśmy 2:0, by zremisować 2:2 i wygrać w karnych (Puchar Ligi ma dziwne zasady, polegające na rozgrywaniu serii jedenastek w przypadku remisu, co skutkuje w przyznaniu 2 punktów zwycięzcy i 1 przegranemu), następnie pokonać Stranraer oraz zremisować z kolejnym pierwszoligowcem - St. Mirren - tym razem ulegając im w karnym. Tabela grupy wyglądała tak, że zwycięstwo z Airdrieonians dawało nam drugie miejsce i prawdopodobny awans jako jedna z najlepszych drużyn spośród wiceliderów. Niestety, mimo niesamowitej, emocjonującej walki, zostaliśmy pokonani 1:2. Nie zważając na końcowy wynik, byłem naprawdę dumny z moich chłopaków. W pucharowym spotkaniu z Motherwell U-20 także byliśmy skazywani na porażkę, jednak kontrolowaliśmy cały mecz i pokonaliśmy utalentowaną młodzież z pierwszej ligi. Transfery Nie dysponując żadnym budżetem transferowym, musiałem oprzeć się na zawodnikach bez kontraktu oraz wypożyczeniach. W tym celu nawiązałem współpracę z Aberdeen, które zostało klubem patronackim Clyde. Umowa ta poskutkowała przejściem kongijskiego obrońcy - Harlaina Mbayo - do naszego klubu do końca sezonu. Z Derby County wypożyczyliśmy dziewiętnastoletniego Calluma MacDonalda, który nawet otarł się o młodzieżową reprezentację Szkocji, a spośród wolnych zawodników pozyskaliśmy doświadczonego stopera Steviego Campbella oraz... Dereka Riordana! Tak, tego było snajpera Celticu, trzykrotnego reprezentanta Szkocji, Odkrycie Sezonu 2004/05 w kraju, ostatnio występującego w Edinburgh City. Technika mu została na niezłym poziomie, natomiast przygotowania motorycznego nie ma żadnego. Skład W związku z zaimplementowaniem mojej wizji, od razu było widać, gdzie mamy braki. Właściwie nikt nie potrafi grać jako ultraofensywny boczny obrońca przechodzący w skrzydłowego. Podobnie problematycznymi pozycjami są schodzący skrzydłowi i środkowy napastnik. Niby na wszystkich trzech pozycjach może grać Goodwillie, a na szpicy legendarny Riordan, jednak w sparingach nie błyszczeli. Do grupy trzymającej władzę w Clyde zaliczają się jeszcze Kevin Nicoll i David Gormley. Ten pierwszy to stoper, który w okresie treningowym doznał długotrwałej kontuzji, a drugi z kolei wywalczył sobie dobrą grą miejsce na szpicy ataku. W drugiej linii mamy Davida Millera - specjalistę od stałych fragmentów gry, a w bramce rewelacyjnego Blaira Curriego - wychowanka Glasgow Rangers. Oprócz Riordana, MacDonalda i Goodwilliego, międzynarodowe doświadczenie posiadają boczni obrońcy: Jordan Lowdon (9 U21, ex-Celtic) oraz Kieran Duffie (6 U21, ex-Falkirk). W okresie przygotowawczym bardzo dobre wrażenie zrobił na mnie także prawoskrzydłowy Mark Burbidge, obdarzony świetnym jak na ten poziom dośrodkowaniem. W Premiership występował również Barry Cuddihy (3 mecze w St. Mirren) - partner Millera na środku pomocy, Jordan Stewart (1 mecz w St. Mirren) - mogący grać zarówno na lewej stronie obrony, jak i pomocy, wypożyczony z Glasgow Rangers Kyle Bradley (1 mecz tamże) - wszechstronny obrońca oraz wypożyczony z Partick Thistle Mark Lamont (1 mecz tamże) - prawoskrzydłowy. W drużynie mam też Polaka - Przemysława Dachnowicza, wychowanka Glasgow Rangers, obecnie jednak przebywającego na wypożyczeniu do Kilsyth. So it begins... Ligę rozpoczynaliśmy od wyjazdu do Berwick. Bukmacherzy typują nas na 6. miejscu. Awansuje mistrz, miejsca 2-4 grają w barażach, a drużynę, która zajmie ostatnie miejsce, czeka baraż o utrzymanie. Pozytyw: mamy największy stadion w lidze!
  2. Vami

    Blood of the Kings

    FM 2016, kariera na rozwój postaci https://www.youtube.com/watch?v=ouCtSpNzH-Y 15.05.2016 Uff... udało się. Pierwszy rok na trenerskim stołku okazał się całkiem udany. Nie zdobyliśmy co prawda ani Mistrzostwa Świata, ani Ligi Mistrzów, ale osiągnęliśmy to, co założył sobie zarząd, ja, kibice oraz piłkarze. Jako beniaminek pewnie obroniliśmy swój trzecioligowy byt. Łatwo nie było... Bez papierów, licencji i doświadczenia piłkarskiego jeździłem po świecie, pomagając tu i ówdzie uchodźcom z terenów ogarniętych wojną. Rozmawiałem z przedstawicielami klubów z RPA i Indii, ale to nie było to... Nie czułbym się dobrze w tym klimacie. W końcu nadeszła wymarzona oferta - klub, który nastawiony był na pomoc uchodźcom w asymilacji. Drużyna, w której kadrze próżno było szukać białego blondyna o niebieskich oczach. Szwedzki AFC United zatrudniał piłkarzy, których pochodzenie mogłoby odzwierciedlać całą gamę barw tęczy. Niestety, w ostatniej chwili - niczym Piłsudski na Kasztance - przybył enfant terrible lat 90-tych - John Faxe Jensen i to jemu przypadł zaszczyt pracy z tymi chłopakami, którzy uciekli przed wojną. Zrezygnowany udałem się na południe Europy, a tam całkiem, zwiedzając kościoły w okolicach Guimaraes, trafiłem na mały stadionik w miasteczku Sao Torcato, gdzie przygotowywała się do sezonu ekipa miejscowego beniaminka trzeciej ligi portugalskiej - Torcatense. Miejscowość liczyła sobie około 3 tysiące mieszkańców, klub utrzymywał stałe relacje z sąsiedzką Vitorią, a stadion Campo do Arnado mógł pomieścić... wszystkich lokalnych mieszkańców! Gdy zasiadałem za sterami, zdążyło już minąć siedem kolejek sezonu, a moi podopieczni skazywani byli na sromotny spadek z ostatniego miejsca. W końcu w naszej grupie grały tak uznane ekipy jak Felgueiras czy Trofense, które w niedalekiej przeszłości nawet liznęły ekstraklasy. Poprzedni trener, Francisco Branco, na pięć spotkań przegrał trzy. Ustawiłem drużynę w, moje ulubione ostatnimi czasy, asymetryczne 3-1-3-1-2 i rozpocząłem bój. W składzie przetasowań wykonałem mnóstwo, włącznie z oddaniem za darmo wieloletniego kapitana do amatorskiego zespołu spoza ligi. Pieniędzy w kasie, rzecz jasna, nie ma, więc klepiemy sobie słodką biedę na tej podguimaraeskiej wsi. Rozpoczęliśmy sezon od mocnego... 5:5 z mocnym Felgueiras, po czym jednak uznałem, że warto zadbać o obronę. Tak jak w pierwszych czterech spotkaniach udało się nam uniknąć porażki, tak po tej serii nastąpiła... odwrotna, i przez identyczną liczbę meczów nie potrafiliśmy zdobyć punktu. Trzy ostatnie spotkania pierwszej fazy (po której następuje podział na grupy mistrzowskie i spadkowe) również udało się nam zakończyć bez totalnej kapitulacji. W ostatecznym rozrachunku, rzecz jasna, nie znaleźliśmy się w elicie, więc pozostało nam bić się o utrzymanie. Tu - bez Vizeli i Varzimu B - sytuacja się nieco poprawiła. Felgueiras i Trofense były poza zasięgiem, ale z resztą drużyn toczyliśmy wyrównane boje .Ostatecznie zakończyliśmy rozgrywki na trzeciej pozycji i przypieczętowaliśmy pozostanie na tym poziomie ligowym. Co do zawodników, to mieliśmy kilku Chińczyków wypożyczonych z Yongchang, którzy za rok już wrócą do swojej macierzystej drużyny. Szczerze mówiąc, jedynie An Shuo (6 bramek, 3 asysty) stanowił ważny element układanki Torcatense. Trzon zespołu składał się jednakże z trzech innych graczy: Angelo Torresa (4/3), który odchodzi do Pombalu, a także pary napastników: doświadczonego Pedro Silvy (15/6) oraz Ricardo Nogueiry (14/8). Na duży plus na pewno też trzeba wyróżnić ściągniętego przeze mnie defensywnego pomocnika (w klubie nie było żadnego!) Alexa Machado. W kolejnym sezonie, poza An Shuo, z graczy często występujących w pierwszym składzie zabraknie wypożyczonego z Pacos Ferreira bramkarza Flavio Brandao oraz stopera Joao Agostinho. Jeśli chcemy powalczyć o coś więcej, potrzebne są wzmocnienia. Na nie jednak, niestety, nie ma pieniędzy.
  3. Tło rozgrywki Po poprzedniej nieudanej przygodzie w Afryce (zwolniony po połowie sezonu z FAR Rabat), postanowiłem rozpocząć ostatnią najprawdopodobniej próbę wielosezonowej kariery wędrowniczej w FM 13. Załadowałem następujące ligi: Anglia (1-6) Argentyna (1-2) Australia (1) Brazylia (1-2) Cypr (1-2) Egipt (1-2) Francja (1-3) Hiszpania (1-3) Holandia (1-2) Izrael (1-2) Korea Południowa (1-2) Meksyk (1-2) Niemcy (1-4) Nowa Zelandia (1) Polska (1-3) Portugalia (1-3) Rosja (1-2) Stany Zjednoczone (1) Szwecja (1-3) Włochy (1-4) Wybrzeże Kości Słoniowej (1) Łącznie 65 lig (wliczając subdywizje), 117 tysięcy piłkarzy. Grę rozpocząłem zgodnie z tradycją – jako bezrobotny z najniższą reputacją. Narodowość polska, ulubiony klub – Jagiellonia. Długo na propozycje pracy nie czekałem. Po moje usługi zgłosiły się: Lubeck, Mirandela, Defensa y Justicia, Chungju Hummel, Gangneung City, Tur Turek, Waitakere United, Sabe i Stade d'Abidjan. Postanowiłem zagrać zgodnie z realizmem, to znaczy pójść tam, gdzie dadzą mi najlepsze zarobki. Na starcie odpadł klub z Nowej Zelandii, gdyż tam jest pełne amatorstwo. Zdziwiło mnie to, że najwięcej pieniędzy zaoferowały mi Defensa y Justicia oraz Stade d’Abidjan. Brutto więcej dawali Argentyńczycy, jednak po odjęciu podatku lepsza okazała się oferta Iworyjczyków. W ten oto sposób zostałem nowym szkoleniowcem ekipy z Abidżanu. Profil klubu Stade d’Abidjan to klub, który nie powinien w ogóle znaleźć się tu, gdzie jest w grze, gdyż dwa lata temu spadł z ekstraklasy. Na jego szczęście, w FM skład iworyjskiej Ligue 1 jest nieaktualny. Mimo ostatnich porażek, drużyna z Abidżanu nie jest anonimowa ani w kraju, ani na kontynencie. Największe sukcesy odnosiła jednak… pół wieku temu. To właśnie Stade zdominowało lata 60-te w Wybrzeżu Kości Słoniowej, wywalczając pięć tytułów oraz historyczny sukces – wygranie Ligi Mistrzów w 1966 roku. Podobnie jak w Anglii, od tego czasu trwa w Abidżanie międzynarodowa posucha. Moim zadaniem jest przywrócić blask zapomnianym mistrzom lub czmychnąć do lepszego klubu, gdy nadarzy się okazja. Co zastałem w Abidżanie? W skrócie: niewiele. Kilku przeciętnych graczy, o wiele więcej nieprzydatnych i paru zdolnych juniorów. Sztabu brak, poza jakimiś anonimami robiącymi za szatniarza, magazyniera i podawacza piłek jednocześnie. Trzeba było inwestycji. I tu dygresja: podpisałem ze Stade kontrakt na 99 tysięcy euro rocznie, a budżet płacowy dla piłkarzy wyniósł… nieco ponad 50 tysięcy. Jednym zdaniem – jako trener zarabiałem dwukrotnie więcej niż wszyscy moi zawodnicy razem wzięci! Po zaciętych negocjacjach udało mi się sklecić jako taki sztab szkoleniowy, który zawierał nawet trenera drużyny juniorów i szefa szkolenia młodzieży, który jednak po paru miesiącach wrócił do rodzimej Nigerii. Mimo beznadziejnych warunków szkoleniowych, do drużyny przychodzili całkiem nieźli jak na iworyjskie warunki juniorzy. Trzeba było tylko ich wkomponować w skład. Drużyna seniorów budziła raczej śmiech, niż strach, więc postanowiłem wymienić najsłabsze ogniwa. Kilkanaście najsłabszych ogniw. Moneyball Zapewne niektórzy z was kojarzą film z Bradem Pittem pod tytułem „Moneyball”. Główny bohater tworzy tam baseballowy dream team złożony z odrzutków z innych ekip i przechodzi do historii tego sportu. Taki też los chyba przypadł mi. Wzmocnieniem dla trzonu zastanego w Abidżanie miała być szóstka renegatów. Pierwszy – Souleymane Diarra. Osiemnastoletnie bożyszcze włoskich nastolatek, odesłane na wieczne wakacje z rezerw Empoli. W sam raz na iworyjskie klepiska. Drugi – kilka lat starszy Ibrahim Sangare. Także z Włoch. Zanim został wyrzucony na zbity pysk z trzecioligowej Andrii Bat, zdążył nawet wystąpić w jednym spotkaniu ligowym. Stephane Dimy – prawdziwa gwiazda, czterokrotny mistrz WKS w barwach ASEC Mimosas i Africa Sports. Grywał nawet w młodzieżowej reprezentacji kraju. Z miejsca mianowałem go kapitanem. Taki bramkarz to skarb. Amos Koffi – kolejny odrzut z Europy. Niechciany we francuskim Istres i portugalskim Penafiel, wylądował na krótko w amatorskim Saint-Chinian, a następnie przez kilka lat nie miał kontaktu z futbolem. Umiejętności jednak wciąż prezentował niezłe. Brahima Kone – kolejny kilkakrotny mistrz kraju, mający w swoim CV zarówno ASEC, jak i Africa Sports. Najbardziej doświadczony, 32-letni gracz. Nominalnie prawy obrońca, u mnie grać miał na… lewym skrzydle(!). Tak sobie wymyśliłem i na swoim postawiłem! No i w końcu napastnik – Jacques Koffi N’Guessan. Na tle ligowców wyróżniał się wszystkim – szybkością, techniką, wykończeniem, grą głową i grą bez piłki. Materiał na króla strzelców. Zresztą raz zdobył ten tytuł – w barwach Realu Bamako w lidze malijskiej siedem lat temu. Taki to sekstet egzotyczny miał sprawić, że moje Stade powinno powalczyć o coś więcej niż utrzymanie. Taktyka Na przestrzeni sezonu stosowałem różne mutacje ustawienia 3-5-2, które ostatnio daje najlepsze efekty. Mimo wszystko, wciąż dodaję i odejmuję kolejne elementy taktyczne, gdyż mam przeczucie, że mogę jeszcze ulepszyć grę mojego klubu. Na przykład w meczu z najmocniejszym rywalem na wyjeździe, zastosowałem wariant… ofensywnego 3-4-3 i wygrałem! Generalnie w każdym meczu stwarzaliśmy mnóstwo sytuacji, gorzej było z wykończeniem. Trzeba będzie nad tym popracować. Liga Media przewidywały miejsce dziesiąte, zarząd chciał pozycji w środku tabeli, a ja miałem ambicję na coś więcej. Może nawet afropuchary? W WKS mistrz i wicemistrz awansują do Ligi Mistrzów, a zdobywca trzeciego miejsca lub krajowego pucharu bierze udział w Pucharze Konfederacji. Podział drużyn według siły jest raczej ścisły i mamy wyraźną czołówkę i outsiderów. Ja chciałem, aby moje Stade zaliczało się na stałe do tej pierwszej kategorii, wraz z takimi tuzami jak wspominane już wcześniej ASEC Mimosas i Africa Sports, a także Stella Adjame, Sewe San Pedro i Akademia Piłkarska Amadou Diallo, zwana AFAD Djekanou. Przez cały sezon traciliśmy bardzo mało bramek, mimo gry zaledwie trójką z tyłu, i dzięki temu uzyskaliśmy kilka piorunujących rezultatów. Jedyną drużyną, której udało się dwukrotnie nas pokonać, była ekipa Sewe. W przyszłym sezonie czeka ich srogi rewanż. Moim zdaniem najlepsze wyniki uzyskaliśmy u siebie z ASEC (3:0) oraz w zamykającym sezon spotkaniu z AFAD Djekanou na wyjeździe (2:1), kiedy to zaskoczyliśmy rywala ofensywnym 3-4-3. Niestety, pogubiliśmy kilka razy głupio punkty (zwykle przy sytuacji: my 30 strzałów, rywale 2, wynik: 0-1) i nie starczyło nam tychże, by wywalczyć mistrzostwo. Piłkarze AFAD Djekanou zresztą byli bezkonkurencyjni. Do ostatniej kolejki walczyliśmy jednak o miejsce drugie i gdyby nie porażka w derbach Abidżanu z „Mimozami” w rewanżu, zgarnęlibyśmy srebrne medale. Tak się jednak nie stało i w wyniku strasznego ścisku w czubie tabeli, musieliśmy się zadowolić miejscem piątym, które i tak jak na nasze możliwości było wynikiem co najmniej niezłym. Puchar W krajowym pucharze los szybko wyeliminował największe tuzy, a kilka klubów z niższych lig pokusiło się o sensacyjne wyniki. Doszło do tego, że na etapie ćwierćfinału z Ligue 1 zostały zaledwie cztery drużyny, a z czołówki tabeli jedynie my i ASEC. „Mimozy” jednak uległy drużynie ASC Ouragahio i w półfinale nie doszło do kolejnych derbów Abidżanu. Pomściliśmy jednak rywala zza miedzy godnie i odprawiliśmy naszych półfinałowych przeciwników do domu z bagażem sześciu bramek. W wielkim finale, który oglądał zaledwie… niecały tysiąc widzów (dla porównania: derby Abidżanu z ASEC przyciągają na trybuny 20-30 tysięcy!), graliśmy z drugoligowym Sportingiem Gagnoa. Przeciwnik nie sprawił większych kłopotów i po zwycięstwie 3:1 mogliśmy cieszyć się ze zdobytego trofeum. W debiutanckim sezonie sięgnąłem wraz ze Stade d’Abidjan po Puchar WKS. Jak się spisywali gracze? Wspominany już snajper N’Guessan został królem strzelców i najlepszym piłkarzem krajowego pucharu, natomiast w lidze więcej goli od niego strzelił dla nas Narcisse Ouattara, w tym kapitalnego przeciw Sewe, kiedy to przelobował bramkarza rywali niemalże z połowy boiska. Bramkę można obejrzeć tu: . „Narcyz” został także wicekrólem strzelców ligi. Najlepszym zawodnikiem wybrano lidera klasyfikacji asyst – Tchetche Kipre z Africa Sports, który zaliczył także więcej bramek niż występów ligowych, jednak nie rozegrał pełnego sezonu. Ex-aequo najlepszym asystentem został także nasz N’Guessan. Co ciekawe, żaden z piłkarzy Stade nie ujrzał czerwonej kartki. Nasi środkowi pomocnicy brylowali w celności podań, notując średnią 84% i więcej każdy. Najbardziej defensywnie nastawiony Georges Bile był także trzeci w lidze pod względem odbiorów na mecz. Nasz bramkarz Dimy zanotował aż 10 czystych kont (na 26 meczów), o jedno mniej niż golkiper mistrzowskiej ekipy – Clovis Tahourou. Wracając do N’Guessana, wygrał on także niechlubną klasyfikację spalonych i to, niestety, z bardzo wyraźną przewagą nad resztą ligi. Jeszcze bardziej boli fakt, iż trzeci pod tym względem był nasz drugi snajper – Ouattara. Osiemnastoletni Souleymane Diarra zanotował trzeci wynik w lidze pod względem kluczowych podań, a obrońca Amadou Sery wygrał klasyfikację na największą liczbę przechwytów. Na skrzydłach nieźle radzili sobie Amos Koffi oraz przekwalifikowany Brahima Kone, a szeregi defensywy uzupełniali jedyni dwaj aktualni reprezentanci – Daouda Kabore (Burkina Faso U-20) oraz Abdul Kader (WKS U-20). Do pełnego obrazu wyjściowej jedenastki brakuje Ibrahima Sangare, który także niczym negatywnym się nie wyróżnił, a był najcelniej podającym piłkarzem Stade. Nadzieje i plany Jako że moja pensja była totalnie nierealistyczna, a w międzyczasie zmienił się prezes klubu, zgodziłem się na sporą obniżkę i przedłużyłem kontrakt. Żaden z piłkarzy pierwszego składu nie odmówił odnowienia umowy, a do klubu wraca jeszcze reprezentant WKS U-20 – Vakoun Issouf Bayo, którego wypożyczyłem wcześniej do ligi egipskiej. Do drużyny juniorów dołączyła spora grupa zdolnej młodzieży, z której mam zamiar mocno korzystać. Ograniczony budżet płacowy raczej nie pozwoli mi na dokonanie jakichkolwiek wzmocnień, nawet z wolnego transferu. Stawiamy więc na konsolidację, podnoszenie umiejętności i więcej szczęścia. No i oczywiście chcemy się pokazać na kontynencie w Pucharze Konferedracji, w którym zagramy jako zdobywcy krajowego pucharu. No to do kolejnego raportu!
×