Skocz do zawartości

Feanor

ModTeam
  • Liczba zawartości

    8745
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    71

Zawartość dodana przez Feanor

  1. No więc tak VvD robi różnicę. A Wasze uwagi o karnym... Nawet Lewy przed chwilą powiedział, że żadnego karnego nie było.
  2. Jeżeli chodzi o czasy zupełnie najnowsze, to faktycznie niewiele u mnie tego jest No cóż, przy pewnej ilości książek problemem zaczyna być... miejsce magazynowe więc wpycham tam, gdzie się zmieści a poza tym, to ja lubię trochę chaos, przy poszukiwaniach jakiejś książki zawsze wpada mi w oko coś innego ciekawego
  3. OK, zrobiłem sobie szybki rajd po mojej biblioteczce pod kątem kombinacji dobrej lektury i fachowości (imho). Perski ogień Hollanda to przykład wzorcowy tego, jak powinna wyglądać książka popularno-naukowa. Materiał jest ciekawy, język nie przeszkadza, a autor wyraźnie daje odczuć, jaką pasją obdarzył swój temat. Temat klasyczny, bo wojny perskie... aczkolwiek jest w tym też szersze spojrzenie na obie walczące strony (chyba z lekkim przechyłem w perską stronę). Jakie to jest cudowne! Jak wciągające! Holland pisze o tym, dlaczego ideologicznie wojna z Hellenami była dla Dariusza koniecznością, o wysiłku organizacyjnym związanym z monstrualną wyprawą Kserskesa, o wielowątkowych motywacjach Leonidasa pod Termopilami, o intrygach w Atenach które doprowadziły do Salaminy, o tym przedziwnym dla nas dziś wymieszaniu religii, polityki i codziennych wydarzeń, które tak trudno zrozumieć... a zrozumieć warto. Mistrzowie śmierci Rhodesa traktuje o Einsatzgruppen. Jedynym drobnym minusem tego arcydzieła jest to, że autor zdawkowo jedynie pisze o ich dokonaniach w Polsce: koncentruje się na ich wyczynach w ZSRR (mogłoby być to zaznaczone w tytule). Tak czy inaczej to książka znakomita i wstrząsająca. Wstrząsająca jest jej beznamiętność: Rhodes nie sili się na emfazę, na wielkie emocje: fakty nie potrzebują tego sztafażu. Absolutnie najlepsza obok "Czasu eksterminacji" (której niestety nie mam, czytałem z biblioteki) książka o Zagładzie. Najlepsze w niej jest to, jak sprawnie pokazuje ewolucję przemysłu ludobójstwa: od mordowania wyłącznie mężczyzn w pośpiesznie kopanych dołach, po "pakowanie sardynek". Genialna. Straszna. SPQR - o niej pisałem na lubimyczytać, więc przekleję: Dobra, przystępna synteza dziejów Rzymu doprowadzona do edyktu Karakalli z 212 roku, który, jak twierdzi autorka, ostatecznie już dopiął historię jego antycznej wersji i rozpoczął drugą fazę jego rozwoju, tę średniowieczną. Ponieważ książka nie waha się sięgnąć po czasy legendarnego Romulusa (i to bynajmniej nie zdawkowo), jasne jest, że jej circa 500 stron nie jest w stanie stać się szczegółową monografią nadtybrzańskiego miasta które przeistoczyło się w imperium. Mary Beard powybierała więc kilkanaście momentów i problemów historii SPQR, by w tych migawkach spróbować dostrzec istotę "rzymskości" i sekret jej sukcesu dziejowego. Nie zawsze rozumiem jej wybory: bardzo duży fragment poświęcony jest starciu Cycerona z Katyliną a prawie wcale nie pojawia się Mariusz z jego reformą republikańskiej armii; tym niemniej jednak niemal z każdej kartki bije erudycja i sprawność literacka autorki. Warto przeczytać "SPQR", bardziej by _zrozumieć_ Rzym niż by poznać jego dzieje. Powstanie i upadek starożytnego Egiptu Wilkinsona to książka, o której pisałem na CMF już kilka razy, więc ograniczę się do tego, że nie przeczytacie nic lepszego całościowego o tej cywilizacji po polsku. Koniec. Czasy katedr to jedna z dwóch książek która sprawiła, że zakochałem się w wiekach średnich. Nie w ich historii, czy efektownych opowiastkach o koronowanych głowach: zakochałem się w samej epoce. To nie jest najłatwiejsza książka w moim zestawieniu, ale Duby ma taki jakiś dar, że kreuje nam klimat epoki zamiast go opisywać. Nie potrafię napisać nic więcej. Walka o Hiszpanię to być może najlepszy Beevor, jakiego czytałem, a generalnie czyta się go fantastycznie. Trochę widać tu delikatne lekceważenie zbrodni republikanów na rzecz dokonań frankistów, ale to naprawdę delikatne wrażenie (no i anarchiści z Barcelony jawią się tu tacy trochę bez skazy), ale to blednie przy ilości informacji i sposobu ich podania. To obłędnie dobra książka o bardzo ważnym, choć słabo w istocie znanym prologu do II wojny światowej. O Hitlerze Ulricha wypowiadałem się już na LC, więc przeklejam jedynie: Te prawie tysiąc stron nieco mnie obezwładniło, więc nie potrafię ustosunkować się do nich szczególnie wylewnie. Książka jest znakomita, choć początkowo zaniepokoiło mnie to, że zachwala ją Piotr Zychowicz do którego mam stosunek, powiedzmy, ambiwalentny. Ale tutaj akurat się z nim zgadzam. To naprawdę znakomite tysiąc stron, jedne z najlepszych jakie w ostatnich latach czytałem. Nie dałem oceny maksymalnej, bo dwa lub trzy razy się skrzywiłem: a to gdy wg autora słowo "rewolucja" ma wyłącznie pozytywne konotacje, a to gdy Volker Ullrich przyjmuje za pewnik swoją spekulację o autoerotyzmie Hitlera. Ale to drobiazg ledwo zauważalny w tej masie dobrej literatury historycznej. Szkoda tylko, że autor nie zdołał ostatecznie dokonać jakiegoś syntetycznego opisu władcy Trzeciej Rzeszy, słusznie zauważając, iż w gąszczu jego autokreacji, póz i konfabulacji ciężko jest znaleźć tego "prawdziwego Hitlera". Ale Ullrich jedną rzecz jednak przed nami odkrywa i niszczy jeden mit: Adolf Hitler nie był "człowiekiem bez osobowości", "człowiekiem bez życia prywatnego". Żywotność tego mitu jest zadziwiającym dowodem na siłę autokreacji hitlerowskiego mitu i dobrze, że ta książka stara się wysadzić go w powietrze. Jedna jeszcze uwaga: polski podtytuł (Narodziny zła) jest tak fatalny, tak sztampowy i tak oddalony od niemieckiego oryginału, że aż dziw, iż tłumaczowi nie zadrżały palce przy poniższym zdaniu ze wstępu.... "Pierwszy tom niniejszej biografii nosi tytuł "Narodziny zła", co jednak nie ma stwarzać wrażenia, jakoby chodziło o nieprzerwane pasmo sukcesów". Oryginał brzmi "Die Jahre des Aufstiegs"..... Marsz na Moskwę to unikalna książka o czasach napoleońskich, bo w zasadzie jest reportażem. Tak, reportażem. Autor wykorzystał fakt, że chyba co drugi z ocaleńców wyprawy rosyjskiej Napoleona napisał wspomnienia i je skompilował. I co prawda jest zażarcie antynapoleoński (jak to perfidny syn Albionu), ale to nic. Wypowiedzi żołnierzy mówią same za siebie. Polecam! Tu obok siebie stoją dwie znakomite książki. 1491 to opis Nowego Świata na chwilę (i trochę więcej niż chwilę) przed tym, jak stał się Nowy. WOW. Wspaniały, wstrząsający opis zaawansowanej cywilizacji tuż przed swoim Ragnarok. Mnóstwo ciekawych, czasem kontrowersyjnych informacji, wielki smutek, unikanie łatwych rozwiązań (nie, to nie okrucieństwo białych wyrżnęło tubylców (unika się tu słowa Indianie), to ospa). Konkwistador to druga strona medalu. To książka o Cortesie, książka wspaniała, napisana z żarem, czyta się to w kilka chwil dosłownie. Fajne jest to, że Levy chyba sam nie wie do końca, jak ocenić tego Kastylijczyka, rozumiejąc go i trochę się go bojąc jednocześnie. Nie jest jednowymiarowa, jak w ostatnim stuleciu utarło się opisywać konkwistę: autor pokazuje, jak porażające było dla Europejczyków odkrycie wypełnionych czaszkami platform w Tenochtitlan, jak zradykalizowało to ich podejście o azteckich gospodarzy. Polecam! Plantageneci Dana Jonesa udanie łączy dwie trudne do połączenia rzeczy: dosyć duży poziom szczegółu w opisie długiego procesu historycznego z utrzymaniem czytelnika na wysokim poziomie uwagi. Saga tego niesamowitego rodu zresztą pisze się tak jakby sama i autor musi jedynie uważać, by jej nie przysłonić swoimi wtrętami. No i Jones tego nie robi. Bardzo godna lektura. A gdyby ktoś chciał poznać coś o wielkich rywalach Plantagenetów, to Francja w czasach Kapetyngów jest niezłym wyborem. Niezłym a nie znakomitym tylko dlatego, że nie jest to typowa książka popularno-naukowa; może zresztą w ogóle nią nie jest. Jeśli jednak przyjąć tę drugą opcję, to jest to jedna z najprzystępniej napisanych książek naukowych jakie w życiu przeczytałem. No i to wieki średnie, rozumiecie. To chyba książka z mojej Wielkiej Trójki. Wiedeń Hitlera jest dokładnie tym, co sugeruje tytuł: panoramą miasta z czasów, gdy mieszkał tam niedoszły student z Linzu. Oczywiście o Adolfie jest tam sporo, to on jest osią wokół której kręci się narracja, no i sam Wiedeń ukazany jest jedynie od tych stron, które jakoś na Hitlera wpłynęły.... ale jak jest ukazany! Jak bardzo erudycyjna jest to książka! Jak napisana! I to rozprawianie się z rozlicznymi mitami Hitlera otaczającymi... MIŁOŚĆ. Ciąg dalszy Wielkiej Trójki. Pawi Tron Hansena to książka o Indiach Wielkich Mogołów... a w zasadzie, to głównie o Wielkich Mogołach w momencie ich zenitu potęgi, podczas panowania Szahdżahana, tego od Tadż Mahal. A w zasadzie zasady o wielkiej wojnie domowej z końca jego panowania. I jest to książka wspaniała, genialna, pisana z pasją. Nigdy nic więcej nie przeczytałem o Indiach z tej prostej przyczyny, że nie chcę dopełniać oszałamiającej wizji Hansena niczym innym. To jest obraz kompletny, obraz ukochany. Jest wspaniałość, monumentalność, tragizm, światłocienie, geniusz i głupota, humanitarne dobro i czerń zła. Kurde, gdy w wojnie domowej doszło do (chwilowego) zwrotu i zaczęła wygrywać strona której kibicowałem, to przez moment miałem łzy wzruszenia i dreszcze. Łzy i dreszcze. W książce historycznej. Wielka Trójka. Może nawet Top One. Neron Hollanda doczekał się kilku moich słów na LC, więc przeklejam: Dawno już nie miałem w sobie takiej ambiwalencji po zakończeniu lektury. Książka Richarda Hollanda ma kilka poważnych wad. Pierwsza dotyczy wyłącznie polskiego przekładu, a konkretniej podtytułu, który mocno fałszuje jej treść. Naprawdę, "the man behind the myth" to nie to samo co "okrutny zbrodniarz rozgrzeszony". Tym bardziej, że Holland nie rozgrzesza Nerona. Pisze o jego zbrodniach, czasem nie kryjąc obrzydzenia, szczególnie przy okazji śmierci Oktawii. Autor stara się jedynie zrozumieć cesarza i wykazać, że wcale nie wyróżniał się okrucieństwem w gronie pryncepsów I wieku naszej ery. Niestety, moim zdaniem kilkukrotnie jednak przeszarżowuje w wybielaniu Nerona. Oczyszczenie go z zamordowania Brytanika na podstawie opinii współczesnego kryminologa (opartej na kolorze skóry ofiary tuż przed kremacją)... Coś takiego może wywołać wątpliwości, ale Holland zdaje się być pewnym niewinności augusta w tym konkretnym przypadku. Niemal absurdalnie brzmi też wywód broniący Nerona przed plotką o tym, że poronienie Poppei (i w efekcie jej śmierć) wywołał sam cesarz, kopiąc ją w brzuch. Linia obrony wygląda tu tak, że podobno takie sceny do pomyślenia są jedynie wśród społecznych nizin... To już jest naiwność, panie Holland. Niebywałą szarżą intelektualną autor popisuje się też w epilogu. Otóż przypuszcza on tam intelektualny atak na... Apokalipsę św. Jana. Posuwa się do stwierdzenia, że ma ona jakiś przedziwny związek z Auschwitz w XX wieku... Cóż tu dobitnie widać, że książkę pisał dziennikarz, nie historyk. Ale jedna ambiwalencja... 7 gwiazdek... Jest tak z dwóch powodów. Po pierwsze: generalnie autor ma rację, że Nerona zdemonizowano przez wieki i on to (zazwyczaj) bardzo sprawnie udowadnia. Po drugie: to jest naprawdę dobrze napisane, literacko nie ma się do czego przyczepić. A ponieważ sama materia jest fascynująca i pióro pisarza jej nie zepsuło... to jednak polecam. Z zastrzeżeniami, ale polecam. Robespierre. Terror w imię cnoty. Fantastyczna książka. Niejednoznaczność Robespierra aż bije tu po oczach i naprawdę widać, jaki kłopot ma z Nieprzekupnym autorka: szacunek i odraza miesza się tu w dziwnej mieszance. Zresztą w ogóle Rewolucja sama się pisze. Ekstraklasa. Stareńka już praca MacDonella jest jedną z przyczyn mojej nieuleczalnej miłości do epoki napoleońskiej. Autorem jest Szkot, więc być może tradycje Auld Alliance na niego wpłynęły, bo człowiek jest również zadurzony w tych czasach co najmniej tak samo mocno. Jakie wyraziste postacie on tam kreśli. Jak żywe! Jak różne! Tak sobie myślę, że to po prostu gotowy materiał do jakiegoś netfliksowego serialu. Wielka Trójka zamknięta. Książka ostateczna. Lubić Wielką Wojnę i jej nie znać to wstyd. Sierpniowe salwy... nie potrafię nic więcej napisać. Jest to książka fenomenalna i kropka. Wojna absolutna Bellamyego to z kolei najwspanialsza monografia frontu wschodniego II wojny światowej jaką dane mi było przeczytać. Ten temat też pisze się sam, Bellamy nie przeszkadza mu w jego rozwoju, celnie pokazując monstrualność zadania, które wziął sobie na głowę Wehrmacht. W zasadzie narracja kończy się na 1943, bo wszystko to, co później, Bellamy uważa (słusznie) za dobijanie leżącego. Fantastyczna. Herezja doskonała to książka o katarach. To nie jest doskonała książka historyczna, gdyż autor tak wyraźnie stoi za albigeńską sprawą, że już mocniej nie można. Ale w jakim stylu on staje... Książkę przeczytałem w dwa dni. Dwa dni! Bouvines to znowu Duby, znowu miłość do wieków średnich, tym razem przez pryzmat rycerstwa. Wszystko co napisałem o Czasach katedr napisałbym i tu. Wiele książek umknęło mojej komórce... Fantastyczne Freedom Cry! o wojnie secesyjnej, odkrywcze Montaillu o pojedynczej wiosce, ostatnim bastionie katarów...
  4. No jednak Laws of the Game rękę definiują tak: Handling the ball involves a deliberate act of a player making contact with the no to jak nie ma „braku intencji”? ja nie przesądzam, czy ręka była czy nie, ale wydaje mi się, że jednak z tym brakiem intencji przesadzacie.
  5. 11,7 milimetra. Bardzo dobrze zapamiętałem tę liczbę
  6. Ale piłka nie musi „dotykać” linii, by być w boisku. Wystarczy, jak jest nad nią centymetrem chociaż afaik.
  7. Feanor

    Kącik tatuśków

    Brawo
  8. Feanor

    Polityka wewnętrzna

    Co ciekawe, oni i tak jęczą, ze są na skraju bankructwa (przynajmniej Sakiewicz).
  9. LFC nie może się otrząsnąć po styczniu i już się nie otrząśnie. Widać blokady i stres, dziś coś koło 10 razy tracili piłkę po absurdalnych błędach. City będzie grało na luzie psychicznym napędzane przez kolejne sukcesy w kraju i Europie. Dla mnie to koniec, tym bardziej, że co najmniej z Chelsea też stracimy punkty.
  10. Oczywiście, że tak. Tytuł jest stracony bez zwycięstwa (a tu może porażka będzie).
  11. Fakt. Te męczarnie z Samem mi przesłoniły wszystko. Lallana to nie jest ten sezon
  12. Liverpool nie męczył się z Evertonem ostatni raz chyba jeszcze za Suareza. A tu będzie remis albo wygrana gospodarzy jedną bramką.
  13. Feanor

    Manchester United

    Czy to nie Hawkeye był zachwycony Mou i zdecydowany był bronić go do ostatniego żołnierza?
  14. Feanor

    Uśpiony

    DEHAU VS-V C17-2 A 1 A TWH Trajan Wracam. Wracam powoli, gdyż dwa miesiące już niemal w podróży nauczyło mnie zalet braku pośpiechu. Niezwykła cecha jak na agenta służb wywiadowczych Imperium. Miała to być drobna eskapada, wycieczka do Serca i Duszy mająca pomóc w zapomnieniu mnie przez moich niewidzialnych wrogów. Czy faktycznie zapomnieli? Nie wiem. Te dwa miesiące są dla mnie wiecznością, ale pamiętam przecież, że w świecie ludzi to nie tak dużo. Lecę więc z powrotem nie do Bańki, lecz do Colonii, by tam zastanowić się co robić dalej. Jeśli nie stracę jakoś kartograficznych danych, którymi obarczone są obecnie kryształowe matyce mojego komputera pokładowego, będę dużo bogatszym człowiekiem. Może więc porzucić służbę, która od jakiegoś czasu zdaje mi się nieważna? A może... może kupić coś jeszcze bardziej dalekosiężnego od poczciwego Trajana i znowu zanurzyć się w Czerni?
  15. Feanor

    Liga angielska

    Ale wiesz, że nie ma tam słowa „potężny”? I „wszelkie”?
  16. Feanor

    Liga angielska

    No ale o co chodzi? Zwycięstwo LFC było imponujące, zwycięstwo City po wątpliwym karnym. Nie rozumiem?
  17. Feanor

    Polityka wewnętrzna

    Nazwałeś mniej rozgarniętym redaktorów Wielińskiego i Suchecką, którzy protestowali przeciw tej stronie. Mniej rozgarniętym jest też ten pan, wiedzący cokolwiek o mediach Nazwałeś mniej rozgarniętym mnie i wielu innych tutaj, bo to nie jest materiał jedynie o szczodrej sobocie: dla wzmocnienia efektu wrzucono tam też nauczycieli, pielęgniarki i wojskowych stosując największe cyferki w tym całym lidzie. Przy okazji, w przypadku nauczycieli przynajmniej, posługując się kłamstwem. Gdy już zrozumieli, jaką palnęli głupotę, zaczęli się z niej niezdarnie wycofywać. Nie wszyscy są jednak na tyle rozgarnięci, by to zrozumieć.
  18. Feanor

    Polityka wewnętrzna

    Płaczę. Płaczę wielotorowo.
  19. Feanor

    Polityka wewnętrzna

    To Ty nie dostrzegasz tego, że ja piszę o nauczycielach ylko dlatego, że akurat mnie to najbardziej dotyczy. Wspomniałem też o pielęgniarkach. I to właśnie nauczyciele i pielęgniarki zostali wyróżnieni przez kłamliwy GazWyb. BTW, na gazecie.pl pojawił się komentarz ich redaktorki. Jakimś cudem się z Tobą nie zgadza.
  20. Feanor

    Polityka wewnętrzna

    A tak BTW, to jest również kłamliwa okładka. Nauczyciele nie dostaną w tym roku „16 procent” i tyhc wymienionych niżej sum, bo 1/3 tego wypłacona już została........ w kwietniu 2018. BRAWO.
  21. Feanor

    Polityka wewnętrzna

    Nienienie. Oni piszą, że PiS „hojnie rozdaje”. Jak można więc z tego wyczytać, że nie są to hojne podwyżki - nie wiem. Po drugie: piszą tam, że „PiS uległ naciskom społecznym”. Nie mam pojęcia, jak jest w pozostałych branżach, ale te 16 procent w trzech ratach dla nauczycieli PIS OBIECAŁ NA POCZĄTKU 2016 ROKU. On nie uległ ŻADNYM NACISKOM nauczycieli na razie jeśli chodzi o pensje poza ewentualnie tym, że trzecia rata mająca być w styczniu będzie już we wrześniu. A takie zdjęcie zamieściła dziś w necie Justyna Suchecka, gazwybowy ekspert od edukacji, gdy dowiedziała się jak wygląda jedynka jej gazety.
  22. Feanor

    Polityka wewnętrzna

    Ja w ogóle nie komentuję PISu. Ja odnoszę się do HOJNYCH podwyżek. Swoją drogą, środowisko bliskie GazWybowi cały czas zapewniało, że popiera podwyżki nauczycielskie, a tutaj taki psikus. No kurwa! Przez siedem lat zero podwyżek, ta ostatnia wynosiła dla mnie około 100 pln, NIEMAMSIŁYPISAĆDALEJ.
  23. Feanor

    Polityka wewnętrzna

    Ja poczułem się jak opluty. Nie wiem, jak z pielęgniarkami. To jest kurwa niewiarygodne, jak bardzo GW bawi się w dywersanta. Przepraszam za wulgaryzm, w piśmie ich prawie nie stosuję, no ale tutaj jak inaczej reagować?!?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...