Skocz do zawartości

Ralf

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    3046
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

374 Bardzo lubiany

O Ralf

  • Tytuł
    Fizjoterapeuta

Informacje

  • Wersja
    FM 2006
  • Klub w FM
    Rot-Weiss Essen / Polska
  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Wieczorem rozegrać mieliśmy ostatni sparing greckiej części przygotowań, w ramach którego mierzyliśmy się z mistrzem Grecji Olympiakosem Pireus. Jako że potrzebowałem szybko rozeznać się w sytuacji, w wyjściowej jedenastce wystawiłem większość nowych zawodników, bym mógł ocenić, na co może ich być stać. Jednakże to, co zobaczyłem na boisku, przeraziło mnie bardziej, niż huraganowe ataki Niemców w pierwszej połowie finałowej batalii sprzed kilku dni. Na boisku zobaczyłem Rot-Weiss Essen całkowicie nieprzygotowane do nadchodzącego wielkimi krokami sezonu, bo o ile konstruowanie akcji poprzez wszystkie formacje wychodziło nam dobrze, o tyle skuteczność w naszym zespole nie istniała, i mówię to całkowicie dosłownie. Miałem wrażenie, jakby moi podopieczni przez wakacje stracili czucie w nogach, bo grubo ponad 3/4 naszych strzałów wędrowało niemalże na aut, zaś te nieliczne celne trafiały precyzyjnie w bramkarza Olympiakosu. Już po pierwszej połowie wiedziałem, że bezbramkowy remis jest odgórnym przeznaczeniem tego sparingu, i nie pomyliłem się, a katastrofalna nieskuteczność z pewnością miała kosztować nas wiele straconych punktów na początku sezonu. Jednakże nie zamierzałem mieć pretensji do Olka Wasoskiego, gdyż wiedziałem, że pod moją nieobecność robił, co mógł.
  2. Ralf

    Bohema latających kangurów

    Co jak co, ale Angulo to niezły dzik w derbowym spotkaniu z Duklą
  3. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    W tym roku mogłem zapomnieć o jakimkolwiek urlopie. Pod dojechaniu na miejsce zakwaterowania, w którym RWE przebywało od wtorku, poszliśmy od razu spać, bo padałem już z nóg, ale następnego dnia od samego rana czekało mnie mnóstwo roboty, która nawarstwiła mi się z powodu coraz bardziej przedłużającego się pobytu w Kanadzie. Za swój pierwszy obowiązek uznałem przywitanie drużyny i w szczególności nowych zawodników, którzy pierwszy raz mieli zobaczyć mnie na własne oczy i uścisnąć ze mną ręce. W lipcowej sesji transferowej dołączyło do nas aż jedenastu nowych piłkarzy, z czego tylko trzech trafiło do zespołu rezerw, gdzie mieli szkolić się przez najbliższe 3-4 lata pod okiem Olka Wasoskiego, a byli to sprowadzeni na prawie Bosmana Alessandro Gatti (18 l., DP, Włochy) z Treviso i Płamen Pietrow (19 l., DP, Bułgaria) z Unionu Berlin, a także kupiony za 9000€ z Wattenschied Manuel Moritz (17 l., O LŚ, DP, Niemcy). Pozostali zawodnicy zasilili pierwszy zespół i mieli w zamyśle rozwiązać moje ostatnie problemy ze składem. Zająłem się wzmocnieniami wszystkich formacji, co wyszło mi tak, że najwięcej zawodników miało papiery zarówno na skrzydło, jak i do ataku, a i obrońców w moich ruchach transferowych nie zabrakło, gdyż od dłuższego czasu nieodmiennie była to najsłabsza formacja RWE. Tak oto dumnymi reprezentantami Rot-Weiss Essen stali się sprowadzeni za darmo Reginaldo (27 l., O PL, Brazylia) z St. Etienne, brązowy medalista z Kanady Zeljko Mihajlović (30 l., N, Serbia; 43/11) z Crvenej Zvezdy, Adriano (30 l., OP PŚ, N Ś, Brazylia) z Olympique Marsylii, Zdenek Machaček (29 l., OP LŚ, N Ś, Czechy; 61/10) z Eintrachtu Brunszwik, Daniele Corradini (24 l., N, Włochy; U-19) z AS Roma oraz obrońca André Betz (25 l., O Ś, Niemcy; 5/0 U-21) z TSV Monachium. Spore nadzieje wiązałem też z kupionymi za 2 000 000€ doświadczonym obrońcą Perugii Diego Salerno (31 l., O Ś, Włochy) i sprowadzonym za 3 600 000€ z Deportivo napastniku Denílsonie (26 l., N, Brazylia; U-23). Co ważne, dwóch z naszych trzech Brazylijczyków miało też obywatelstwa UE – Adriano francuskie, a Denílson hiszpańskie. Z klubu póki co udało mi się pozbyć tylko jednego zawodnika, którym był Aleksandr Wierbicki, sprzedany za 1 600 000€ do angielskiego Wolves, gdzie ostatecznie przeszedł po otrzymaniu pozwolenia na pracę przez brytyjski urząd. Na prawie Bosmana do TSV Monachium odszedł Klaus Walter, jeden z naszych najlepszych strzelców ubiegłego sezonu, ale i zarazem zawodnikiem strasznie chimerycznym, co sprawiało, że nieszczególnie po nim płakaliśmy. Pozostali zawodnicy, Krzysztof Brzeziński, Mark Hofstede, Stefan Walther, Andreas Wessels i zasłużony dla klubu Andreas Kern odeszli na wolny transfer po wygaśnięciu umów. Kiedy już powitałem nowych zawodników, a reszta drużyny skończyła gratulować mi sukcesu z Kanady, zagoniłem wszystkich czym prędzej do zajęć, by potrenowali trochę pod czujnym okiem trzykrotnego mistrza świata.
  4. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Jak się okazało po naszym przylocie, w kraju na dobre trwał prawdziwy kult reprezentacji, w hali przylotów zostaliśmy przywitani owacjami jak na niejednym koncercie rockowym, a zgromadzony tłum nie mógł się zdecydować, czyje nazwiska skandować, bo w Kanadzie nie zawiódł nikt. Wprawdzie taki Tomek Adamczyk, który tradycyjnie na imprezę pojechał bez formy, nie odegrał istotnej roli w Mistrzostwach Świata, ale tuszowała to rewelacyjna dyspozycja jego kolegów. Nieco odmłodzony skład reprezentacji spisał się na medal, złoty medal, a mundialowy chrzest bojowy celująco przeszli Tomek Wilk, Grzesiek Dudek, Robert Koźmiński i Tomek Rogalski, natomiast starsi metryką, ale młodzi stażem Paweł Piętka i kapitan Zbyszek Lewandowski z dnia na dzień stali się jednymi z gwiazd Biało-czerwonych. Nic więc dziwnego, że powróciwszy do Polski, do starego, swojskiego klimatu ojczyzny, brylowałem po salonach z wielkim zadowoleniem. Z tym samym zadowoleniem bawił na emeryturze 73-letni Michał Listkiewicz, będący dotąd ostatnim prezesem PZPN, który mianował na stanowisko selekcjonera drużyny narodowej, a także miał już pozostać tym, który zatrudnił Mr. Ralfa, co później miało otworzyć tej drużynie drogę na absolutny szczyt. W nocy ze środy na czwartek ja i Moriente wylądowaliśmy w końcu w Pireusie, gdzie wynajętym na dwa dni w pobliskiej wypożyczalni samochodem przyjechał po nas Olek Wasoski. Na nasz widok w terminalu nie posiadał się z radości, ale też doskonale widocznej ulgi. – Meister, nareszcie – powiedział podchodząc, by uścisnąć nas na przywitanie.
  5. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Rot-Weiss Essen już ostatni dzień musiało sobie radzić beze mnie. W trzecim greckim sparingu moja dowodzona po raz ostatni przez Olka Wasoskiego drużyna zmierzyła się z Akratitosem. Tym razem mecz stanowił popis naszego nowego nabytku, a w tym gronie bardzo dobre zawody na środku obrony rozegrał André Betz, co do którego mogłem mieć jedynie nadzieję, że równie dobrze będzie się spisywał i w Bundeslidze, i w Lidze Mistrzów. Chociaż w pełni ufałem Olkowi pod względem pracy z zespołem, to mimo wszystko cieszyłem się, że już jutro osobiście pojawię się w Grecji, by Rot-Weiss Essen znów stało się kompletne.
  6. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Marcin Pawlak jednak nie miał wrócić do kraju jako "drugi", gdyż mimo przegranej na centymetry z Markusem Feichtingerem rywalizacji o Złotego Buta, Marcin ostatecznie odebrał jedną z nagród. Stało się tak dlatego, że FIFA ogłosiła wyniki na Najlepszego Gola Mistrzostw Świata, którego autorem został uznany właśnie Marcin, zapewniając sobie zwycięstwo w plebiscycie bajecznym golem na 2:0 w meczu ze Szwecją, którego zdobył podkręconym strzałem z ostrego kąta. Drugie miejsce zajął Hiszpan Álvarez ze swoim rogalem zza pola karnego w ćwierćfinałowym meczu z Brazylią, a trzecie przypadło Austriakowi Feichtingerowi, który zdobył gola przeciwko Argentynie w fazie grupowej, najpierw odbierając piłkę Montenegro, a potem wbiegając od flanki w pole karne wkręcił ją do bramki po ziemi z ostrego kąta. Dopiero we wtorkowy poranek – w Europie zaczynało się popołudnie – mieliśmy zabukowany lot do Polski, z międzylądowaniem we Francji pod Paryżem, która była jedną z naszych "ofiar" w drodze po złoto. Choć nadal byliśmy opromienieni sukcesem, i mieliśmy być jeszcze długo, to jednak widziałem już po chłopakach zmęczenie długim turniejem i coraz większą tęsknotę za rodzinami. Tym chętniej pakowaliśmy się do samolotu o 7 rano kanadyjskiego czasu, by po kilkunastu godzinach lotów dotrzeć do Warszawy w środę rano i znów zostać przywitanymi przez wypełniony kibicami terminal przylotów. – No i wygląda na to, że miałeś rację z tym powrotem do Wronek – mówił mi Maciek Skorża, kiedy staliśmy obok podstawionych mobilnych schodów, którymi piłkarze wchodzili powoli na pokład. – Gdy byliśmy wtedy na weekendzie w Austrii, czułem gdzieś w środku, że zagramy dobry turniej, ale nie sądziłem, że wrócimy do kraju ze złotem. Chyba czeka nas powrót na szczyt rankingu FIFA. – To dobrze, że tak spodobały ci się Wronki, Maciek, bo za dwa lata też tam jedziemy – powiedziałem. – Tym razem w eliminacjach będziemy jedynym gigantem w naszej grupie, ale i tak trzeba uważać. Dobra, Maciek, pakuj się do samolotu. Maciek po chwili zniknął za drzwiami na pokładzie. Ja tymczasem rozejrzałem się jeszcze raz dokoła, po czym sam ruszyłem schodami w górę, jako głowa drużyny będąc ostatnim, który zdjął nogę z kanadyjskiej ziemi, na której odnieśliśmy nasze wielkie zwycięstwo. Sezon 2025/26 Ligi świata: Anglia Czołówka Premiership: 1. Chelsea Londyn, 2. Arsenal Londyn, 3. FC Liverpool; Spadek do Championship: 18. Sunderland, 10. Leicester, 20. West Ham; Awans do Premiership: 1. Crystal Palace, 2. Bristol City, Br. Fulham; FA Cup: Manchester United; Carling Cup: Manchester United. Austria Czołówka T-Mobile Bundesligi: 1. Rapid Wiedeń, 2. Admira Wacker, 3. FC Kärnten; Spadek do Erste Ligi: 10. SV Mattersburg; Awans do T-Mobile Bundesligi: 2. Wacker Tirol; Hallen Cup: Rapid Wiedeń. Francja Czołówka Ligue 1: 1. Olympique Lyon, 2. AS Monaco, 3. Olympique Marsylia; Spadek do Ligue 2: 18. Metz, 19. Olympique Nîmes, 20. Martigues; Awans do Ligue 1: 1. St. Etienne, 2. Nancy, 3. Laval; Coupe de France: Lens; Coupe de Ligue: Olympique Lyon. Hiszpania Czołówka Primera Divisón: 1. Atlético Madryt, 2. Valencia, 3. Betis Sewilla; Spadek do SDA: 18. Marbella, 19. Villajoyosa, 20. Real Valladolid; Awans do Primera División: 6. Malága, 8. Xerez, 9. Gimnàstic; Copa del Rey: Real Madryt; Supercopa: Real Sociedad. Niemcy Czołówka Bundesligi: 1. HSV Hamburg, 2. Werder Brema, 3. Rot-Weiss Essen; Spadek do 2. Bundesligi: 16. Alemannia Aachen, 17. Bayer 04 Leverkusen, 18 SC Freiburg; Awans do Bundesligi: 1. 1.FC Nürnberg, 2. TSG Hoffenheim, 3. Hertha Berlin; DFB-Pokal: Werder Brema; Liga Pokal: Werder Brema. Polska Czołówka Ekstraklasy: 1. Wisła Kraków, 2. Amica Wronki, 3. Radomiak Radom; Spadek do I ligi: 14. Górnik Zabrze, 15. Cracovia, 16. Zagłębie Lubin; Awans do Ekstraklasy: 1. Lech Poznań, 2. GKS Bełchatów, 3. Zagłębie Sosnowiec; Puchar Polski: Wisła Kraków. Rosja Czołówka Premier Ligi: 1. FK Moskwa, 2. Spartak Moskwa, 3. Zenit Sankt Petersburg; Spadek do Pierwowo Dywizjona: 15. Tom Tomsk, 16. Urał Jekaterynburg; Awans do Premier Ligi: 1. Saturn Moskowskaja Obłast', 2. Ałania Władykaukaz; Kubok Rassij: Dynamo Moskwa; Superpuchar: FK Moskwa. Szwajcaria Czołówka Axpo Super League: 1. FC Schaffhausen, 2. FC Basel, 3. FC Aarau; Spadek do Challenge League: 9. Yrevdon, 2. FC St. Gallen; Awans do ASL: 1. FC Thun 1898, 2. Servette FC; Swisscom Cup: FC Zurych. Włochy Czołówka Serie A: 1. Atalanta, 2. AS Roma, 3. AC Milan; Spadek do Serie B: 18. Cesena, 19. Fiorentina, 20. Catania; Awans do Serie A: 1. Siena, 2. Salernitana, Br. Genoa; Coppa Italia: Inter Mediolan; Supercoppa: AC Milan. Europejskie Puchary: Liga Mistrzów UEFA: 1. Chelsea Londyn, 2. HSV Hamburg. Puchar UEFA: 1. Deportivo, 2. FC Porto. Superpuchar Europy: 1. Werder Brema, 2. FC Liverpool. Mistrzostwa Świata 2026: 1. Polska; 2. Niemcy; 3. Serbia.
  7. Ralf

    Highway to heaven

    Ależ ja dobrze znam i nienawidzę tego typu wyników Zawsze lepiej uratować remis w doliczonym czasie, niż stracić tak zwycięstwo.
  8. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Oficjalne podsumowanie Mistrzostw Świata 2026, na którym rozdano nagrody za turniej, było dla nas bardzo owocne i podsumowało naszą równą, wysoką formę na czempionacie. Królem strzelców został Austriak Markus Feichtinger, który tak samo jak Marcin Pawlak zdobył w Kanadzie siedem goli, ale osiągnął ten wynik w mniejszej liczbie spotkań, co zapewniło austriackiemu snajperowi cenną koronę. Tuż za podium uplasował się w tej klasyfikacji Grzesiek Dudek, który zdobył sześć bramek – tyle samo, co Serb Slavisa Ilić, ale ten też rozegrał mniej spotkań, rzutem na taśmę wyprzedzając Grześka. Olbrzymie powody do radości miał z kolei Tomek Wilk, który niespełna dwa lata po swoim reprezentacyjnym debiucie został zdobywcą Złotej Piłki Mistrzostw Świata, jako najlepszy zawodnik mundialu. O krok od indywidualnej nagrody był też Paweł Piętka, który świetnie udźwignął ciężar bycia bramkarzem numer jeden w kadrze Biało-czerwonych, a w plebiscycie ostatecznie wyprzedził go Kolumbijczyk Jorge Torres, który odebrał nagrodę jak najbardziej zasłużenie. Zgarnęliśmy też najwięcej miejsc w Jedenastce Marzeń, bo aż cztery, a znaleźli się w niej Mateusz Machnikowski, Krzysiek Wróblewski, Tomek Wilk i Tomek Konieczny. Zarówno pod kątem statystycznym, jak i wrażeń wizualnych z meczów z naszym udziałem, osiągnęliśmy na kanadyjskich boiskach pełny sukces i nie bez powodu mogliśmy cieszyć się mianem jednej z najładniej grających drużyn świata. Złoty But Mistrzostw Świata 2026: 1. Markus Feichtinger – Austria – 7 goli 2. Marcin Pawlak – Polska – 7 goli 3. Slavisa Ilić – Serbia – 6 goli Złota Piłka Mistrzostw Świata 2026: 1. Tomasz Wilk – Polska 2. Mathieu Garnier – Francja 3. Slavisa Ilić – Serbia Nagroda im. Lwa Jaszyna 2026: 1. Jorge Torres – Kolumbia 2. Paweł Piętka – Polska 3. David Leroy – Francja Jedenastka Marzeń Mistrzostw Świata 2026: Jorge Torres – Kolumbia Krzysztof Wróblewski – Polska Grégory Macé – Francja Piet Axwijk – Holandia Mateusz Machnikowski – Polska Stefan Stein – Niemcy Tomasz Konieczny – Polska Bert van Dongen – Holandia Tomasz Wilk – Polska Slavisa Ilić – Serbia Mathieu Garnier – Francja
  9. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Wszędzie dokoła walało się biało-czerwone konfetti, które zdawało się nie kończyć i wciąż wystrzeliwać w gorące powietrze tego wielkiego, niedzielnego popołudnia. Stojąc na podwyższeniu wśród moich wspaniałych podopiecznych dopchali się do mnie Marcin Pawlak ze Zbyszkiem Lewandowskim, którzy podali mi puchar świata. W swoich rękach poczułem cudowny ciężar sześciokilogramowego trofeum, nie mogąc uwierzyć, że trzymam je już po raz trzeci w życiu, i dobrze mu się przyjrzałem z szerokim uśmiechem. Dopiero po kilkunastu godzinach miało do mnie dotrzeć, jak niewielu ludzi na świecie miało i dopiero będzie mieć okazję ku temu, i jak wielkie szczęście ma się, będąc jednym z nich. Tak samo dotrzeć miało do mnie to, że stałem się jedynym selekcjonerem w historii, który został mistrzem świata trzykrotnie. Piotrek Szymański, który nadal miał największą krzepę z całej drużyny, podszedł do mnie i objął ramieniem. – Teraz niech Szeryf uważa! – zawołał, po czym znienacka wziął mnie na barana, bym i ja, jako głowa złotej drużyny, mógł wznieść w górę to, na co bardzo ciężko zapracowaliśmy, a wszyscy ci, którzy wokół mnie podskakiwali z radości, trenowali w pocie czoła przez całe życie, przechodząc wiele chwil zwątpienia i ucząc się na wielu bolesnych porażkach, by ostatecznie dotrzeć dziś w to miejsce i świętować swoje największe zwycięstwo w karierze. Mistrzostwo świata. Moriente cały czas skrzętnie wszystko fotografował – tym razem zanosiło się na to, że fotorelacja z Mistrzostw Świata 2026 będzie najobszerniejszą galerią na oficjalnej witrynie PZPN. Kiedy już z powrotem stanąłem na własnych nogach, a zawodnicy rozbiegli się na wszystkie strony, by rozpocząć długą zabawę z kibicami na stadionie, a później poza stadionem, podszedłem do muchacho. – Zostaw na razie to pstrykadło, Moriente! – powiedziałem, nie panując już nad własną twarzą, która nieustannie wykrzywiała się w szczerym uśmiechu. – Powiedz mi, czy kiedykolwiek trzymałeś w rękach najprawdziwszy puchar świata? Czy przyszło ci do głowy, że gdy stuknie ci pięćdziesiątka, będzie ci to dane? Wyciągnąłem do niego ręce, by podać mu trofeum. Moriente wziął je ode mnie drżącymi ramionami, wbił w nie spojrzenie największych oczu, jakie u niego kiedykolwiek widziałem i zaczął recytować coś po hiszpańsku z taką szybkością, że nawet ja nie potrafiłem zrozumieć już z tego ani słowa.
  10. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Osobiście o wiele bardziej frustruje mnie, gdy sędzia przeciąga mecz ponad doliczony czas i tracę bramkę decydującą o remisie/porażce w 94. minucie, podczas gdy mecz powinien skończyć się w 93. A odkąd w 2006 roku spróbowałem Football Manager, całkowicie wyleczyłem się z FIFA-y, która teraz nie robi na mnie wrażenia
  11. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    O taaak, nareszcie można znowu przeglądać forum i pisać Podziękował moderacji i administracji Dziękować za komentarze, trzeci tytuł srogo oblany, przemysł monopolowy Kanady rozkwitnął @z0nk, A wiesz, że z tymi zmianami to nie do końca tak jest? Istotnie, jeśli robisz zmianę gdzieś w środku spotkania, gdy gra akurat nie pokazuje niczego ciekawego na ekranie meczowym i trwa "przewijanie", to wtedy zbyt dużego wpływu na upływ czasu to nie ma. Ale kiedy przeprowadzasz zmianę w momencie, gdy na ekranie meczowym jest pokazywana jakaś sytuacja, np. będzie wykonywany rzut rożny lub wolny i gra pokazuje to jako ważną akcję, to wtedy upływa trochę cennych sekund, zanim zawodnik zmieniany zejdzie z boiska, a zmiennik zajmie na nim swoją pozycję Więc, reasumując, w Football Manager w pewien sposób da się kraść czas zmianami, choć oczywiście nie aż tak efektywnie, jak w rzeczywistości Ale z drugą częścią się jak najbardziej zgadzam - lubię okraszać opisy spotkań różnymi "fabularnymi" wstawkami, których nie ma w grze
  12. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Jezus Maria, co za kariera. Co za kariera... ---------------------------------------------------------- W Edmonton przebywaliśmy już od soboty. W piątek przed wylotem spakowaliśmy się już i wymeldowaliśmy z naszej bazy pod Toronto, dziękując personelowi hotelu za wspaniały miesiąc, w trakcie którego niczego nam nie brakowało; ostatni, najważniejszy weekend mundialu mieliśmy spędzić w jednym z hoteli w Edmonton, które zapewniały finalistom specjalne siedziby w tym nerwowym, gorączkowym czasie. Dwie godziny przed rozpoczęciem spotkania odbyła się uroczysta ceremonia zamknięcia mistrzostw, po której uprzątnięto boisko, a my i Niemcy wyszliśmy na murawę, by razem z przedstawicielami FIFA dokonać inspekcji areny, na której już niebawem miało się rozpocząć piłkarskie święto transmitowane na żywo na całym świecie. Ogromna liczba wozów transmisyjnych okalała Commonwealth Stadium, a wiele zakładów pracy w Polsce wstrzymało służbę na popołudniowych zmianach, by pracownicy mogli zebrać się i obejrzeć jedno z najważniejszych wydarzeń sportowych w dziejach kraju. Ja i Michael Ballack wyszliśmy z tunelu jako pierwsi. Przystanąłem z kolegą po fachu, świetnym niegdyś piłkarzem, przy stojącym na gablotce pucharze świata i żartując w języku niemieckim poklepaliśmy na szczęście bezcenne trofeum, które mógł dziś wznieść tylko jeden z nas. Później sztormowy ryk publiczności przywitał malawijskiego sędziego Rogera Heady'ego i obie jedenastki – grających w tradycyjnych, biało-czarnych trykotach Niemiec oraz naszej, w której w jednolicie czerwonych strojach podążali także Tomek Rogalski i Robert Koźmiński, którymi zastąpiłem Michała Koźmińskiego i Marka Konopkę. Jako pierwszy dumnie rozbrzmiał Mazurek Dąbrowskiego, odśpiewany z pasją przez biało-czerwone sektory, a na koniec odegrany został hymn Niemiec. Później już tylko losowanie, w którym wzięli udział kapitanowie Stefan Stein oraz Zbyszek Lewandowski, i wielki finał czas było rozpocząć. W trakcie pierwszej połowy przybyło mi jeszcze więcej siwych włosów, niż miałem ich już do tej pory – Niemcy dosłownie na nas usiedli, zepchnęli do rozpaczliwej momentami obrony, tak że już w 4. minucie najpierw Brzeziński obejrzał żółtą kartkę, a zaraz potem Paweł Piętka z wysiłkiem sparował na rzut rożny śmiertelnie groźną główkę Kunerta. Mijały minuty, Niemcy nadal bombardowali naszą bramkę raz za razem, a my mieliśmy olbrzymie problemy, by wyjść z własnej połowy. Kluczowy moment wielkiego finału nastąpił w 41. minucie, gdy w końcu udało nam się przytrzymać piłkę po jej odzyskaniu, a po szybkim ataku wychodzący na czystą pozycję Robert Koźmiński, który niesamowicie szarpał tego dnia, został powalony na murawę przez Jürgena Kunkela, który za to zagranie obejrzał czerwoną kartkę. Od tej pory Niemcy spuchnęli, a my dopiero teraz zdołaliśmy oddać nasz pierwszy strzał w tym spotkaniu. – Panowie, nie możemy tak grać. Nie możemy tak grać! – grzmiałem w przerwie. – Ostatnie minuty mieliśmy dobre, ale pierwsze czterdzieści minut to dramat! Więcej spokoju, do cholery! Więcej spokoju! Bez tej nerwowości, gdy zbieramy piłkę, nie gramy na szybkość, tylko mamy czas! Poczekać, popatrzeć, rozegrać mądrze, bo Niemcy tylko czekają na nasz błąd! W drugiej połowie role się odwróciły. Teraz to Niemcy musieli rozpaczliwie się bronić, a wielka czerwona nawałnica pod opieką orła białego sunęła co chwilę na bramkę Bodena, który miał pełne ręce roboty, ale bohatersko ratował swoich kolegów z opresji. Nie pomagał także morderczy upał, który z każdą minutą odbierał nam siły, a Niemcom, którzy broniąc się nie musieli aż tyle biegać, dawał coraz większe szanse na zamęczenie nas w końcówce i przechylenie szali na własną korzyść. Z tego powodu nie przeprowadzałem ostatniej zmiany, by zachować ją na nieuniknioną dogrywkę. Ale jednak ją przeprowadziłem... ...by kraść czas! Sędzia Heady doliczył trzy minuty, przed którymi słanialiśmy się już na nogach. W pierwszej z nich Machnikowski przejął wybitą przez Bodena piłkę, odegrał ją do przodu do Pawlaka, Marcin zgrał na 30. metr do pędzącego na kondycyjnej rezerwie Piątka, a Rafał, mój imiennik, mimo biegnącego z nim bark w bark Schneidera odpalił kosmiczną bombę z prawej nogi, która mistrzowską trajektorią zakreśliła niebiański łuk ponad głowami wszystkich, po czym tuż poza zasięgiem rąk wyciągniętego jak struna Bodena omal nie przerwała siatki w okienku niemieckiej bramki! GOOOOOOOOOOOOL!!!!!!!! To się dzieje naprawdę! Trybuny oszalały, Rafał niemalże stracił głos pędząc w euforycznym szale do narożnika, a Niemcy stracili grunt pod nogami! Przez ostatnie dwie doliczone minuty broniliśmy naszej bramki niczym niepodległości, a rywale w rozpaczy rzucili się do ataków! NA DARMO! Sędzia Heady kończy spotkanie, a my z ławki trenerskiej rzucamy się galopem na murawę! Po raz trzeci w historii ZOSTAJEMY MISTRZAMI ŚWIATA! Jesteśmy mistrzami, zawsze walczymy do końca, nie przejmujemy się przegranymi – bo jesteśmy MISTRZAMI ŚWIATA! Kiedy załamani Niemcy odebrali już swoje srebrne medale, Zbyszek Lewandowski z czerwonymi od łez oczami z rykiem triumfu wzniósł w górę nasz trzeci puchar świata, a gdy bezcenne trofeum wśród wiwatów biało-czerwonych sektorów wyrosło ponad cień wielkiej trybuny i rozbłysło złociście w kanadyjskim słońcu, sam nie wytrzymałem i z moich oczu polały się łzy wzruszenia.
  13. Ralf

    Cień wielkiej trybuny

    Olek Wasoski w dalszym ciągu udanie nadzorował RWE w trakcie greckiej części okresu przygotowawczego, tym razem pewnie pokonując Ionikos Nikaias 2:0. W tym sparingu z dobrej strony pokazał się Czech Zdenek Machaček, który mógł znacząco zwiększyć swoje szanse na wywalczenie miejsca w wyjściowej jedenastce na początku sezonu, gdyby utrzymał swoją tendencję po moim powrocie z Kanady w przyszłym tygodniu. W tym czasie za Atlantykiem, po dwóch dniach przerwy, rozpoczął się prawdziwy mundialowy weekend. Schyłek Mistrzostw Świata, na których miłośników futbolu po miesięcznej piłkarskiej uczcie czekały już tylko dwa mecze, sprawił, że Kanadyjczycy oszaleli na punkcie piłki nożnej. Tym samym już od sobotniego poranka na ulicach nie sposób było opędzić się od mundialowych akcentów, które dumnie eksponowane były na każdym kroku, a w Montréalu liczna kanadyjska ludność bawiła się wraz z serbskimi i hiszpańskimi kibicami. Tutaj właśnie, na Stadionie Olimpijskim, w meczu o trzecie miejsce na świecie zmierzyły się reprezentacje Serbii i Hiszpanii. Ku zaskoczeniu wielu, Hiszpania nie pozbierała się mentalnie po przegranym półfinale i nie istniała w zasadzie w żadnej formacji, co pozwoliło Slavisy Iliciowi na zdobycie dwóch łatwych goli po fatalnych błędach hiszpańskiej defensywy, a szansę na hat-tricka zmarnował przestrzelonym rzutem karnym. Tym samym Serbia, rewelacja mundialu, została trzecią drużyną świata, a Hiszpania miała wrócić do Madrytu z pustymi rękami i ciężkim posmakiem goryczy w ustach. Mistrzostwa Świata 2026 powolutku przemijały, a już jutro, czyli w niedzielę 12 lipca, w Edmonton rozpocząć miał się wielki finał. Z naszym udziałem...
  14. Ralf

    The Confession

    Samej kariery nigdy w Izraelu nie prowadziłem, a jedynie grałem tam mecz towarzyski z reprezentacją Ale byłem w Izraelu nad Morzem Czerwonym na parę dni rok temu z hakiem, w grudniu 2016, i potwierdzam - fajny kraj Niepowtarzalny klimacik Bliskiego Wschodu, Żydzi szykujący się do Święta Chanuki i trzydziestostopniowy upał w środku grudnia - aż wzięło mnie na wspomnienia... Generalnie lubię odwiedzać kraje, w których "byłem" w Football Manager; trochę mi się ich już uzbierało
  15. Ralf

    The Confession

    Gratuluję dobrej postawy w lidze Jak Ci się podoba izraelski klimat?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...