Skocz do zawartości
Między 26 a 29 lipca w LIPINACH odbędzie się XVIII Zlot CMF. Serdecznie zapraszamy do zgłaszania się!
TEMAT ZLOTOWY

Iwabik

Przyjaciel CMF
  • Zawartość

    3337
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

190 Lubiany

O Iwabik

  • Tytuł
    Fizjoterapeuta
  • Urodziny 07.06.1998

Informacje

  • Wersja
    FM 2017
  • Klub w FM
    Powiślanka Lipsko
  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnie wizyty

8533 wyświetleń profilu
  1. Iwabik

    Livescore - Mistrzostwa Świata

    Oglądając takie mecze coraz bardziej nienawidzę piłki nożnej
  2. Iwabik

    Livescore - Mistrzostwa Świata

    Ehhh, karny
  3. Iwabik

    [FM18] Kronika

    @Adam3333 Historia występów ligowych, kluczowe fakty "rozgrywki", menedżerowie (kolumny po prawo: "Zwycięstwa w lidze", "Zwycięstwa w pucharach"), w sezonie mistrzowskim 2030/31 mieli nowego prezesa i wydali na transfery prawie 3 miliony euro netto, ale raczej nie był to sugar daddy, bo potem nic podobnego nie miało miejsca ponadto raz zagrali w Lidze Europy (2033/34). Nie wiem co jeszcze mogę dodać @Pulek Czemu nie, jest to jeden z moim najlepszych zapisów w FMie, więc warto mieć jakąś pamiątkę A karierę gram cały czas, dobiłem do 2056 roku. Barcelona (1/2) 5 grudnia 2037 otrzymałem ofertę, której nie byłem w stanie odrzucić, bo Barcelona to klub, któremu kibicuję odkąd oglądam piłkę nożną. Chociaż Duma Katalonii w ostatnich latach odrodziła się po 14 słabych latach (tylko 1 tytuł) i udało jej się dwukrotnie odebrać Realowi mistrzostwo. Ten sezon to jednak duże nieporozumienie, a spośród 13 spotkań Barca wygrała tylko 4! Mistrz Hiszpanii tak grać nie może i aż dziw, że były trener (Mangani) wytrzymał tak długo. Pozwolę sobie w tym miejscu na ciekawostkę: jednym z byłych szkoleniowców Barcelony jest... Zinedine Zidane, który miał fantastyczną karierę menedżerską (Real->Bayern->Barcelona->Chelsea->Manchester City->RB Leipzig->Tottenham->Real Madryt). Sezon 2037/38 Cel na ten sezon był prosty - uratować, co się da uratować. O mistrzostwie nikt już nie myślał, bo ten statek już dawno odpłynął. Celem minimum była Liga Mistrzów, a wszystko ponadto było dodatkiem. Zacząłem nie najlepiej - chociaż w debiucie wysoko pokonaliśmy Alaves (3:0), to potem przyszły dwie porażki (0:2 z Atletico w pierwszym meczu na CN i 1:2 z Sociedad na wyjeździe). Pierwsze koty za płoty, potem graliśmy już dobrze, chociaż wpadki się zdarzały (jak chociażby seria dwóch porażek 0:1 z Rayo i Espanyolem). Po tym ostatnim spotkaniu kibice raczej zbytnią miłością do mnie nie pałali, ale zmieniło się to już w kolejnej kolejce poprzez rozbicie na Camp Nou Realu Madryt 3:0. Po tym meczu graliśmy już dobrze i w następnych 12 meczach punkty straciliśmy tylko na Estadio Wanda Metropolitano (1:2). Podsumowując nasze ligowe występy odkąd objąłem zespół - 25 meczów, 6 porażek (tyle samo co w 13 meczach przed przejęciem przeze mnie zespołu) i 19 zwycięstw. Real oczywiście był nie do dogonienia, ale sezon został uratowany. A mogło być jeszcze o wiele lepiej! Na szczęście Mangani nie spartolił Ligi Mistrzów i awans z grupy był wywalczony. W 1/8 graliśmy z Lyonem, na Camp Nou dostali 4:0 i nie było o czym rozmawiać. Trzeba im jednak oddać, że mimo iż w rewanżu grali w 10 od 6. minuty, to potrafili z nami wygrać 2:0. Ćwierćfinał rozpoczęliśmy od wyprawy do Neapolu. Przyznam szczerzę, że trochę obawiałem się Napoli, będącego przecież Mistrzem Włoch. Moje obawy zostały szybko rozwiane, bo na wyjeździe wygraliśmy 4:1, a u siebie... 7:0. 11:1 w dwumeczu raczej wątpliwości nie zostawiło. W półfinale graliśmy z Arsenalem Londyn i tu również obyło się bez problemów - u siebie pewne 4:2, na wyjeździe 1:1 i zameldowaliśmy się w finale. A tam mierzyliśmy się z PSG. Finał jak to finał, zbyt emocjonującym spotkaniem nie był. Bramkę straciliśmy już w 2. minucie, po czym Paryżanie się zamurowali, a my nie byliśmy w stanie tego muru skruszyć no i niestety po bezbarwnym meczu przegraliśmy 0:1. Sezon 2038/39 Podstawowym problemem w Barcelonie był wiek zawodników, zwłaszcza w defensywie. Dlatego też na wzmocnienia defensywy w tym sezonie wydałem prawie 160 mln euro. Pozbyłem się też kilku przepłaconych emerytów i wypożyczyłem zdolną młodzież. Szkielet drużyny się jednak nie zmienił. W lidze niespodzianka była w zasadzie tylko jedna - słaba forma Realu Madryt. My graliśmy swoje i chociaż nasza gra wyglądała naprawdę fajnie, to 86 zdobytych punktów ostatni raz mistrzostwo dałoby w... sezonie 2007/2008... 31 lat temu. Trudno zatem napisać, że zagraliśmy jakiś fenomenalny sezon, ale mistrzostwo udało nam się zdobyć. Warto wyróżnić świetną postawę defensywy, bo w tym sezonie straciliśmy tylko 15 bramek, więc powtórzyliśmy ligowy rekord należący do Realu Madryt z sezonu 1931/32. Wtedy jednak sezon liczył 18 meczów, a wynik 0,395 bramki straconej na mecz to rekord. Ponadto mamy genialny bilans z zespołami TOP4 - przegraliśmy tylko jeden mecz w Walencji, a reszta to same wygrane. Atletico pokonaliśmy dwukrotnie 4:0, a Real 2:1 (W) i 2:0 (D). Z Realem przegraliśmy za to w finale krajowego pucharu no i niestety tego trofeum nie udało nam się zdobyć. Dużo lepiej wyglądaliśmy za to w Lidze Mistrzów. W fazie grupowej trafiliśmy na PSG, więc mieliśmy okazję do rewanżu za przegrany finał sprzed roku. Wykorzystaliśmy ją pokonując Paryżan na wyjeździe, a u siebie remisując. Faza pucharowa w tym sezonie wyglądała dużo spokojniej, nie było już szalonych wyników i mnóstwa bramek. W 1/8 graliśmy z Arsenalem, który na do mnie chyba sporego pecha, bo o ile mnie pamięć nie myli, to z drużyną z Londynu mierzyłem się 3. raz i za każdym razem wychodziłem z tych starć zwycięsko. Dużo ciekawiej było w ćwierćfinale, a kibice z całego świata mogli się emocjonować... El Clasico! Pierwszy mecz rozgrywany był na Camp Nou i starcie to troszkę zmarnowaliśmy. Mieliśmy mnóstwo dobrych okazji, a jedyną bramkę udało nam się wbić dopiero w 90. minucie i do stolicy jechaliśmy z minimalną zaliczką. A tam nie było już kalkulacji i ostrożnej gry - po 32 minutach było już 2:1 dla Królewskich! Wynik ten dawał nam awans, więc naszej gry nie zmieniałem, a gdy w 88. minucie prawoskrzydłowy Guillermo Gómez, legenda Barcy, zdobył swoją drugą bramkę, odetchnąłem z ulgą. Straciliśmy jeszcze w tym spotkaniu bramkę, ale było już za późno dla Realu na comeback. Półfinał! I ponowne starcie z londyńskim zespołem, tym razem z Tottenhamem. Pierwszy mecz graliśmy u siebie i na White Hart Lane jechaliśmy z dwubramkową zaliczką. Tam okazaliśmy się gorsi, ale wygrana 2:1 nic Kogutom nie dała i znowu świętowaliśmy awans do finału! Ponownie przyszło nam się mierzyć z PSG, ale tym razem role się odwróciły - to my strzeliliśmy szybko bramkę i nie musieliśmy się śpieszyć. Przed przerwą podwyższyliśmy na 2:0 i nawet bramka fenomenalnego Camposa nie dała Paryżanom nic - pierwsza od 19 lat Liga Mistrzów w Katalonii! Sezon 2039/40 W moim 3. sezonie w Barcelonie wreszcie mogłem skupić się na wzmocnieniu ofensywy. Dwóch podstarzałych napastników udało nam się sprzedać i zarobić na nich nieco ponad 110 mln. Dzięki temu mogłem sprowadzić na Camp Nou... Manuela Camposa! Francuz kosztował mnie 130 mln, ale uważam że to i tak świetna cena i okradliśmy PSG. Zawodnik ten serca kibiców skradł bardzo szybko - w Superpucharze UEFA zdobył dwie bramki i dał nam pierwsze w sezonie trofeum, a 5 dni później załadował Realowi 3 bramki na Santiago Bernabeu stał się ulubieńcem kibiców. Sezon zaczęliśmy zatem od zdobycia dwóch niemalże bezwartościowych trofeów. Prawdziwą siłę pokazaliśmy jednak dopiero w lidze i tym razem o żadnym szczęściu nie ma mowy. Przez cały sezon straciliśmy zaledwie DWANAŚCIE bramek. Nie sądziłem, że Barca za mojej kadencji będzie biła akurat te defensywne rekordy. Do perfekcyjnego krajowego sezonu zabrakło tylko zwycięstwa w Pucharze Króla, gdzie zaskakująco przegraliśmy po karnych w finale z... Las Palmas. Wyniki w Lidze Mistrzów mieliśmy w tym sezonie doskonałe. Przez fazę grupową przeszliśmy jak burza, a dodatkowo przed sylwestrem świętowaliśmy zdobycie Klubowego Mistrzostwa Świata. Fantastyczną formę prezentowaliśmy też w fazie pucharowej, w której straciliśmy tylko 3 bramki. W 1/8 rozprawiliśmy się z RB Leipzig (0:0 D, 2:0 W), w ćwierćfinale z Manchesterem City (4:0 D, 1:1 W), a w półfinale nie daliśmy żadnych szans Monaco (1:0 W, 5:1 D) i w ten sposób po raz 3. z rzędu dotarłem do finału Ligi Mistrzów. Tam jednak pojawił się problem pod nazwą Real Madryt. Jeżeli jest jakaś ekipa na świecie, z którą nigdy nie chciałbyś grać finału, to jest to chyba właśnie Real Madryt. Królewscy finałów nie przegrywają, zwłaszcza jeśli jest to Liga Mistrzów - ostatni finał przegrali oni w sezonie 1980/81! Od tej pory, co finał to triumf. Niestety nie udało nam się przełamać tego fatum i musieliśmy uznać wyższość Realu po porażce 1:0. Bez dwóch zdań był to najboleśniejszy moment tej kariery.
  4. Iwabik

    Livescore - Mistrzostwa Świata

    Hazard po asyście KDB na 2:0
  5. Iwabik

    Livescore - Mistrzostwa Świata

    Lukaku dwie piękne piłki od KDB zmarnował
  6. Iwabik

    Livescore - Mistrzostwa Świata

    Szkoda że Tielemans z Francją nie grał, bo dziś bardzo fajnie się prezentuje
  7. Iwabik

    [FM18] Kronika

    Koniec roku 2037 to dobry moment na chwilę przerwy i spojrzenie w przeszłość. Moją dotychczasową karierę już prześledziliśmy, więc teraz zobaczymy, co wydarzyło się w świecie futbolu przez te 20 lat. Anglia Angielski futbol mieliśmy okazję śledzić przez długi okres, bo na Wyspach spędziłem aż 12 lat. Dwie dekady nie przyniosły w zasadzie żadnych zmian, wciąż możemy obserwować dominację klubów z Manchesteru, zwłaszcza Manchesteru City, który na przestrzeni 20 lat zdobył aż 10 tytułów. Niespodzianka w postaci mistrzostwa Bournemouth miała miejsce w sezonie 2026/27, co zresztą mieliśmy okazję zaobserwować "na bieżąco". Kolejne dwa lata niespodziewanie zdominował Arsenal, który przecież dwukrotnie uciekał mojemu Huddersfield. Pomijając zatem te trzy lata, to można powiedzieć, że w Anglii wszystko po staremu. Francja O Francji nie ma co się rozpisywać, obrazek mówi wszystko. Hiszpania W Hiszpanii sytuacja podobna jak w Anglii i wszystko po staremu. Rzuca się w oczy jednak dominacja Realu Madryt, który na w ciągu minionych 20 lat ligę wygrywał aż 14 razy. Wydaje się jednak, że suche lata w Barcelonie już się skończyły, bo 3 ostatnie sezony należały do Dumy Katalonii. Niemcy W Niemczech podobnie jak w Anglii, mieliśmy okazję uczestniczyć w historii rozgrywek. Dziwić może kiepska forma Bayernu, który wydawało się miał monopol na ligę niemiecką. Tymczasem po sezonie 2021/22 tytuł zdobyli tylko raz, a poza podium byli siedmiokrotnie! Ich miejsce w roli hegemona przejął Bayer Leverkusen, który to przecież zreanimowałem po 4 kiepskich latach. Polska Na naszych rodzimych boiskach w latach 2017-2029 panowała Legia Warszawa, która tylko raz (sezon 2022/23) ustąpiła Lechii. Potem jednak stołeczny zespół mocno wyhamował, a na tron wstąpił Lech Poznań. Dość zaskakujące było też mistrzostwo Wisły Płock w 2030/31 roku, ale można powiedzieć, że wtedy w Polsce panowało bezkrólewie, co Płocczanie skrzętnie wykorzystali. Włochy We Włoszech bez sensacji - dominacja Juventusu przerywana okazyjnymi triumfami Napoli. Liga Mistrzów Zdobywcy Ligi Mistrzów byli różni, ale w oczy rzucają się trzy kluby: Manchester City, Real Madryt i PSG, zwłaszcza w późniejszej fazie rozgrywki. 20 lat to: 5x PSG, 4x Real Madryt, 3x Man City (w tym raz obroniony tytuł), 3x Chelsea, 2x Leverkusen i po jednym zwycięstwie Tottenhamu, Barcelony oraz Atletico. Ogólnie rzecz biorąc, bez większych niespodzianek i sensacji. Warto odnotować, że The Citizens zaliczyli 33 (!) mecze bez porażki z rzędu w Lidze Mistrzów (14.09.2032-25.04.2035). Kolejną ciekawostką jest zespół z największą liczbą strzelonych bramek w trakcie sezonu - a jest to moje Leverkusen w sezonie w sezonie 2034/35 (w tym samym sezonie rekordową liczbę 18 bramek zanotował Campos). Jeżeli chodzi o polskie kluby w LM to tak: Legia - 4x Faza grupowa (w 24 meczach - 4 punkty, 4 bramki strzelone, a straconych nie ma sensu liczyć), Lech - 1x Faza grupowa (2 bramki i 1 punkt) Reprezentacja Polski Jeżeli uważa się, że nasza reprezentacja skompromitowała się w prawdziwym świecie, to co mogę powiedzieć o FMowym odpowiedniku tychże mistrzostw? Biało-czerwoni nie zdobyli nawet punktu będąc w grupie z Urugwajem (1:2), Arabią Saudyjską (0:1) i Irlandią Północną (1:4). Na kolejny Mundialowy występ jeszcze czekamy... Lepiej było z Mistrzostwami Europy, w 2020 roku udało nam się nawet wyjść z grupy z Walią, Anglią i Grecją. W 1/8 Chorwacja okazała się za mocna, ale tym razem wstydu nie było. Był za to w 2024 roku, kiedy to nie zdobyliśmy nawet bramki, nie mówiąc już o punktach. Kolejne Euro z udziałem polaków to dopiero rok 2032 i jeden punkt w mocarnej grupie z Norwegią, Szwajcarią i Szkocją. 2036 rok był już lepszy, bo z grupy wyszliśmy, pokonując nawet Francję! W 1/8 zostaliśmy zdeklasowani przez... Ukrainę. Mistrzostwa Europy W piłce europejskiej jedyną sensacją było zwycięstwo Szwajcarii w 2024 roku. Dużo bardziej zaskakujące były drużyny, które zajmowały drugie miejsce: Rosja, Rumunia, Czechy, Dania, Austria. Mistrzostwa Świata Mistrzostwa Świata cały czas zdominowane przez Europejczyków. W 2022 football finally came home, a Anglicy w finale pokonali... reprezentację USA. Poza tym wielki sukces Włochów - Mistrzostwo Świata w 2030 roku, a 4 lata później udana jego obrona. Złota Piłka Nazwiska zdobywców Złotej Piłki raczej nie zaskakują. Neymarowi udało się uciec z cienia Messiego dopiero w wieku 30 lat, a ZP zdobył dwukrotnie. Potem jednak lepszy od niego był jego klubowy kolega - Mbappe. W ogóle nagroda ta została dość mocno zdominowana przez piłkarzy PSG w latach 2022-2031. Co warto podkreślić, trzy razy pod rząd nagroda dla najlepszego piłkarza trafiała do mojego podopiecznego - raz był to Grek Balabanis, a dwukrotnie Campos. Jeżeli ktoś życzy sobie zobaczyć jakiś klub/ligę/cokolwiek poza piłkarzami (bo ich statystyk już nie mam niestety), to proszę pisać, służę screenami.
  8. Iwabik

    [FM18] Kronika

    Valencia Po zakończeniu przygody z Leverkusen odpocząłem sobie troszkę od futbolu. Długo czekałem na jakąś ciekawą ofertę, a taką dostałem dopiero pod koniec stycznia 2036 roku, a więc ponad pół roku pod odpuszczenia Niemiec. Przed moim przyjściem Valencia grała kiepsko, na 20 rozegranych meczy wygrali tylko 8, przegrali tyle samo. Po przejrzeniu historii klubu okazało się jednak, że taki stan rzeczy jest normalny, a Valencia to już typowy średniak i już baaardzo dawno niczego nie osiągnęli. Sezon 2035/36 Valencię objąłem 22 stycznia, ale mimo zaledwie nieco ponad tygodnia do końca okienka, udało mi się wydać 23 mln euro. No i na tym w zasadzie można podsumować moje osiągnięcia w tym sezonie. Objęta przeze mnie Valencia wciąż grała kiepsko, ja ciągle coś tam grzebałem w taktyce szukając optymalnego ustawienia, no ale mogłem sobie na to pozwolić, bo przecież nikt nie oczekiwał, że przez 4 miesiące wydarzy się coś niesamowitego - a reszta sezonu to tak naprawdę preseason przed kolejnym, całym sezonem. Na 18 meczy wygraliśmy 9, 8 przegraliśmy, a jedno starcie zakończyło się remisem. Pod koniec sezonu zaczęliśmy grać naprawdę nieźle i nadzieje przed nowym sezonem jakieś są. Sezon 2035/36 kończymy na 9. miejscu, szkoda że nie udało się dostać chociaż do Ligi Europy, bo do 7. miejsca zabrakło tylko 4 punkty. Sezon 2036/37 Drugi sezon w Valencii był wciąż daleki od ideału. Pieniędzy na wzmocnienia nie było, a skład wymagał odświeżenia. W związku z tym musiałem się skupić na sprowadzaniu zdolnej młodzieży za małe pieniądze, aniżeli gwiazd do pierwszego składu. W piłkę graliśmy nieźle, ale do najmocniejszych ekip wciąż dużo nam brakowało. Niemniej jednak, było dużo lepiej niż w poprzednim sezonie. Wciąż graliśmy trochę w kratkę, cały czas jeszcze trochę eksperymentowałem, no ale rezultaty jako takie były. Co warto odnotować, to fakt że u siebie nie przegraliśmy ani z Atletico (0:0), ani z Realem (1:1 i 2:1 na wyjeździe!), ani z Barceloną (3:1). Miałem nadzieję na awans do Ligi Mistrzów, ale niestety, znowu zabrakło nam 4 punktów. Szkoda. Sezon 2037/38 W nowy sezon weszliśmy naprawdę dobrze, a do grudnia ograliśmy Atletico (3:1 W), Barcelonę (2:1 D) oraz Real Madryt (2:0 D). Kilka wpadek nam się przydarzyło, ale można było odnieść wrażenie, że to mógł być ten sezon. Z dużo gorszej strony pokazaliśmy się w Lidze Europy, z którą to pożegnaliśmy się już w fazie grupowej. Nie potrafiliśmy wyjść z grupy z Tottenhamem, Genk oraz Asterasem Tripolis. Wygrywaliśmy tylko z Grekami, więc nie mogliśmy nawet myśleć o awansie. Jak już pisałem, do grudnia graliśmy nieźle, a potem... a potem dostałem ofertę, której odrzucić nie mogłem.
  9. Iwabik

    Livescore - Mistrzostwa Świata

    Brawo Mandzukic! Brawo Hrvatska!
  10. Iwabik

    [FM18] Kronika

    Leverkusen Ofertę od Leverkusen dostałem będąc jeszcze menedżerem Schalke. Leverkusen to w Niemczech spora marka, a w latach 2022-2028 tylko raz nie wygrali ligi. Potem przyszły jednak 4 lata posuchy, skończyły się lata świetności dla większości gwiazd Aptekarzy no i krótko mówiąc potrzebne było odświeżenie składu. Szczerze powiedziawszy gdybym nie dostał tej oferty, pewnie spróbowałbym powalczyć jeszcze raz w Gelsenkirchen, a głównym, o ile nie jedynym, powodem zmiany klubu była Liga Mistrzów, do której przecież moje Schalke się nie dostało. Sezon 2032/33 Chociaż sporo zawodników w Leverkusen było w słusznym wieku, to postanowiłem za bardzo ze składem nie kombinować, bo jakość jaką mieliśmy powinna spokojnie wystarczyć w ligowych bojach. Kilka wzmocnień oczywiście było, ale generalnie lato można uznać za spokojne. Sezon ligowy potwierdził to, czego się spodziewałem - mieliśmy fantastyczny skład i nikt w lidze, przynajmniej na papierze, nie mógł się z nami równać. W składzie mieliśmy 3 fenomenalnych napastników, którzy łącznie zdobyli 83 bramki! Najwięcej bramek (34 bramki w 45 meczach) ustrzelił Grek Dimitris Balabanis uchodzący za jednego z najlepszych napastników swojego czasu. Partnerował mu Dennis Frodl (23/28), który od najmłodszych lat szkolił się w klubowej akademii, chociaż karierę zaczynał w Koln. Ligę wygraliśmy w cuglach, drugi Lepizig tracił do nas aż 12 punktów straty, a prawie 3 bramki strzelone przy mniej niż 1 straconej na mecz mówią same za siebie. Z mniejszym powodzeniem graliśmy w pucharach, z krajowego odpadliśmy w półfinale, a w Lidze Mistrzów również nic szczególnego nie osiągnęliśmy. Chociaż samo wyjście z grupy można uznać za spore osiągnięcie, bo mierzyliśmy się z Manchesterem City, Monaco oraz RB Salzburg. W 1/8 znowu dostałem Atletico, ale tym razem z Hiszpanami sobie poradziliśmy dosyć pewnie. U siebie wygraliśmy 2:0, a w rewanżu... 5:4. Szalony był to mecz. Losowanie ćwierćfinałowe ucieszyło mnie, gdyż trafiła nam się Marseille. Łatwiej byłoby tylko w przypadku Gladbach... a tak przynajmniej myślałem. Okazało się, że nie doceniłem rywala i musieliśmy obejść się smakiem. Na wyjeździe 2:3, u siebie 1:2 i to Francuzi grali dalej. A że są mocnym zespołem, udowodnili dochodząc aż do finału (po drodze eliminując Barcelonę), gdzie jednak ulegli City. Sezon 2033/34 Letnie okienko w tym sezonie było krótko mówiąc szalone. Z rąk do rąk przeszło ponad 360 mln euro! Całe to szaleństwo rozpoczął Manchester United, który kupił naszego BRAMKARZA Gabriela Henrique za, uwaga, 90 MILIONÓW EURO! Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek widział, aby AI kupiło bramkarza za taką kwotę. Pieniądze za Gabriela spożytkowałem na zakup kilku niezłych zawodników, ale było to bardziej poszerzanie kadry, aniżeli wielkie wzmocnienia. Prawdziwa bomba transferowa spadła dopiero ostatniego dnia okienka, kiedy to PSG wykupiło najgorszego z mojej trójki fantastycznych napastników (Arroyo, w poprzednim sezonie 26 bramek w 33 meczach) za 65 mln euro. Nie jest to co prawda kwota pokroju tej otrzymanej za Henrique ani równie spektakularny transfer, ale... dzięki temu miałem zarówno motywację jak i środki na zakup Manuela Camposa - najlepszego napastnika, jakiego nosił ten sejw i jest to wciąż aktualne w 2056 roku, przynajmniej w mojej opinii. W kwestii Bundesligi nie ma za bardzo co pisać. Mając na szpicy śmiercionośny duet Campos-Balabanis ligę roznieśliśmy w pył. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek miał lepszy duet napastników w jakimkolwiek FMie swoją drogą. Obaj przekroczyli średnią 8, Campos miał 37 trafień i 17 asyst w 35 meczach (6 razy z ławki), Grek 34 trafienia, liczby asyst niestety nie znam. No i nie wolno zapominać o Dennisie Frodlu, który ustrzelił tyle samo bramek co Balabanis, chociaż zagrał mniej spotkań. Pamiętam jednak, że Grek miał sporo asyst i to właśnie dlatego on był wyborem numer jeden. Ligę oczywiście wygraliśmy, tym razem przekraczając średnią 3 bramek na mecz. Dorzuciliśmy jeszcze Puchar i Superpuchar Niemiec, więc dominacja krajowa była kompletna. Niestety, ponownie zabrakło nam szczęścia w Lidze Mistrzów. W grupie dostaliśmy Marseille, więc mogliśmy się zemścić za poprzedni rok i tak też było (4:0 u siebie i 1:1 na wyjeździe). W 1/8 trafiliśmy na Barcelonę. Z Dumą Katalonii poradziliśmy sobie może nie bez problemu, ale awans chyba nigdy nie był zagrożony. U siebie wygraliśmy 3:1, a rewanż na hiszpańskiej ziemi był podobny do tego sprzed roku w Madrycie. Tym razem jednak starcie zakończyło się naszą klęską, ale bramek nie brakowało. 3:4 dawało nam jednak awans, więc smutku nie było. Ćwierćfinał to kolejne ciężkie wyzwanie - drużyna PSG. Największym wyzwaniem było jednak zmierzenie się z mistrzem Francji bez leczącego uraz Camposa, co okazało się przeszkodą nie do przejścia. W Paryżu było 0:1, a w rewanżu 2:1. Znowu odpadamy w ćwierćfinale, ale przegrana z późniejszym mistrzem wstydu nie przynosi. Sezon 2034/35 Po rollercoasterze w poprzednim okienku kibice być może spodziewali się kolejnych wyczynów w tym roku. Nic podobnego, a okienko można uznać za małe rozczarowanie: z klubu za darmo odszedł Balabanis (do Manchesteru City szlakiem pieniądza), a jedyny transfer do klubu to... kupno środkowego obrońcy za 58 mln euro. Biorąc pod uwagę fakt, iż Balabanis odszedł za darmo, w kładzie miałem świetnego przecież Frodla i utalentowaną młodzież, a kupno napastnika na poziomie Greka byłoby niewykonalne z finansowego punktu widzenia (i sportowego też, bo jedyny napastnik na poziomie Balabanisa był w składzie Leverkusen), zdecydowałem się postawić na młodzież i Dennisa Frodla. Czy była to dobra decyzja? W skrócie: tak. Ligę wygraliśmy w tym sezonie wyjątkowo łatwo, a drugie Schalke traciło do nas aż 16 punktów. Nie mieliśmy już co prawda tak dużej siły rażenia, ale i tak nikt w kraju nie mógł się z nami równać. Puchar i Superpuchar też trafiły w nasze ręce. Fazę grupową Ligi Mistrzów ponownie przebrnęliśmy bez trudu. W 1/8 uśmiechnęło się do nas szczęście i trafiliśmy na francuskie Dijon. Tym razem nie zlekceważyłem rywala, a zasilane potężnym... polskim kapitałem Dijon pokonaliśmy. W dwumeczu 3:1. Na tym jednak żarty się skończył - ćwierćfinał to było już starcie z drużyną dominującą ligę hiszpańską przez ostatnie 14 sezonów - Realem Madryt. Przyznam szczerze, że ekipy Królewskich mocno się obawiałem i spodziewałem się, iż ponownie nie zajedziemy dalej niż ćwierćfinał. Na szczęście inne nastawienie mieli moi zawodnicy, bo po kwadransie było już 2:0, a gdy w 48. minucie Campos podwyższył wynik na 4:0, odetchnąłem z ulgą. Nawet stracona w 67. minucie bramka nie zmąciła mojego spokoju i już zastanawiałem się, z kim zagramy w półfinale. Los przydzielił nam Arsenal Londyn i jeżeli jest coś, co przez ostatnie dwie dekady w piłce się nie zmieniło to jest to właśnie Arsenal, który wciąż jest, no co tu dużo mówić - Arsenalem. Sprawa awansu do finału rozstrzygnęła się już w Leverkusen. Chociaż rozpoczęliśmy od straty bramki, to potem Campos pokazał swój kunszt, a 4 bramki Francuza wysłały nas prosto do finału! A tam... radzić musieliśmy sobie bez niego, bo znowu z gry wykluczyła go kontuzja. Finał wielkim meczem nie był, mieliśmy trochę szczęścia, pierwsza bramka była samobójem, a drugą strzeliliśmy już w samej końcówce, kiedy City musieli się odkryć. Koniec końców - ograliśmy Obywateli 2:0 i wreszcie mogłem świętować pierwsze w karierze trofeum Ligi Mistrzów! Po tym sukcesie stwierdziłem, że mój czas w ekipie Mistrza Niemiec dobiegł końca. Były to piękne, okraszone sukcesami 3 lata. Kontrakt miałem jednak do tego lata i nie widziałem motywacji, aby go przedłużać. Drużna ta była skazana na sukces, bo mieli naprawdę fantastyczną kadrę i to im należą się największe brawa. Jak najlepiej podsumować te 3 lata zatem? Hmm..., proszę wyobrazić sobie lodówkę, którą ktoś przypadkiem odłączył od prądu. Ja byłem tylko gościem, który podłączył ją z powrotem do prądu, zanim jedzenie zdążyło się zepsuć. No i ewentualnie wymieniłem jakieś filtry, czy co tam można w lodówce wymienić. Tak czy inaczej - czas na nowy kierunek!
  11. Iwabik

    [FM18] Fristajlowy kącik

    Chyba Cofnięty pomocnik (z angielskiego halfback, nie mam pewności czy po polsku tak jak napisałem)
  12. Iwabik

    Livescore - Mistrzostwa Świata

    Słaba Belgia dziś niestety
  13. Iwabik

    Livescore - Mistrzostwa Świata

    No wreszcie, niech się coś zacznie dziać
  14. Iwabik

    Livescore - Mistrzostwa Świata

    Odejście Hazarda z miejsca to coś pięknego
×