Skocz do zawartości

jmk

Przyjaciel CMF
  • Zawartość

    29654
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    104

Zawartość dodana przez jmk

  1. jmk

    Nowe technologie

    http://radioszczecin.pl/1,379203,w-szczecinie-odbyla-sie-pierwsza-na-swiecie-oper?fbclid=IwAR1HwCokyUlkxbn4rKKrQwmU-gTtxmSAlB9yqroZFuURUFp-GC0Jwaga7nw Wowowowo.
  2. jmk

    Polityka wewnętrzna

  3. jmk

    Kącik absurdalny

    http://radioszczecin.pl/6,379200,gasili-lasy-na-ochotnika-moga-zostac-opodatkowan?fbclid=IwAR0wRxA_baUC7tsTxojngRxhuL3C4N8Oh48PH55S632-ratI3P0-wUhbZAg :|
  4. jmk

    Tworzenie stron www

    Zapytaj dostawcę najprościej. Jest jakieś narzędzie, które pokaże mi które skrypty na stronie powodują wolne działanie lub niepoprawne na... Iphone i innych applach?
  5. jmk

    Polityka wewnętrzna

    Tak. Tak wyczytałem bodajże na WP.
  6. jmk

    Kącik depresyjny

    Kolejne badania za mną, kolejne znaki zapytania, kolejne podejrzenia. W piątek miałem gastroskopię, którą zrobili mi... bez znieczulenia, nawet tego sprayu do ust nie psikali, aaa skoro Pan miał już kiedyś to Pan wie co to za badanie No spoko, to aż tak nie boli przecież. W jelicie cienkim raczej jest ok, pobrano podczas badania biopsję dwóch wycinków do analizy, wyniki za około miesiąc, jedynie jakiś tam element jest "karbowany" co może wskazywać na... celiakię. Już kiedyś miałem badanie, wyszło negatywne hmm, no będziemy dalej badać. W sobotę byłem na przysiędze kuzyna, 2h drogi w jedną stronę, godzina przysięgi i 2h w drugą stronę, potem obiad itp. Nie sądziłem, że aż tak mnie to wymęczy :| Godzinę stałem w miejscu o kuli, ale potem się ruszać nie mogłem. O kuli, bo jeszcze stłuczona stopa mi się nie zagoiła, wyszły mi nawet nowe siniaki... na górze stopy. A po sobocie również na piszczelach. Niedzielę zatem pełen odpoczynek, chociaż miałem jechać z siostrą sprzątać groby Od 15 - koniec żarcia i tylko picie środków na przeczyszczenie. O 9 rano w poniedziałek kolonoskopia. Pytałem czy mogę być uśpiony, bo miałem już chyba 4 razy i źle to znoszę. No nie mogę, bo jestem na dziennej wizycie, a uśpienie wymaga anestezjologa + pobytu minimum 3 dni w szpitalu. Na miejscu jak się dowiedzieli, że już to kiedyś miałem to... ta sama gadka co przy gastroskopii. "Jak będzie mocno bolało to coś damy". Bolało, bolało mocno, chciałem wytrzymać, ale panie stwierdziły, że za mocno cierpię, więc dostałem dwa złote strzały w żyłę Odpłynąłem na chwilę Badanie zaraz się skończyło, chciałem wracać na oddział, ale nie widziałem co się dzieje, kręciło się w głowie. Wtedy się mną mocno zaopiekowano, zaprowadzili do tymczasowej sali na łóżko, a potem z hematologii przyjechali po mnie wózkiem, już na dziennej znowu na łózko i pod kroplówkę. Powiem Wam, że wróciłem potem na chatę, o 15 zjadłem pierwszy posiłek, ale tak naprawdę normalnie czułem się dopiero wieczorem. Co wyszło w badaniu? Nawrót zapalenia jelita grubego No i podejrzenie zaburzenia trawienia... tłuszczy. Także pobrano dwa wycinki, ale tylko dwa, bo jelito mocno krwawiło podczas cięcia. Wyniki za miesiąc Dostałem receptę na enzymy, które mam brać do śniadania, obiadu i kolacji, ale... mają sporo skutków ubocznych i jak coś będzie się działo to mam dzwonić od razu Od wczoraj męczą mnie znowu większe biegunki, tym razem czarne Chyba przez te krwawienia w jelicie, poczekam kilka dni czy przejdzie. 31 października idę do poradni na kontrole, jak już moja doktor wszystko zbierze. Bo tak: a) jelita b) wątroba c) nerka. Jelita zostały zbadane, trzeba konsultować gastrologiczne 'co robimy' teraz. Wątroba - mam dwa guzy w środku plus podwyższone parametry, miałem badanie na Epstein Bar, chyba już będzie wynik - wtedy konsultacja z hepatologiem. Nerka - mam w nim guza, niby było stwierdzone, że to torbiel, ale... nie do końca, być może potrzebna będzie tomografia tylko nerki, żeby wykluczyć tego chłoniaka. Cóż, jeszcze długa droga przede mną...
  7. jmk

    Polityka wewnętrzna

    Małopolskie większość, Podlasie większość, Lubelskie większość, Podkarpacie większość, Świętokrzyskie chyba większość, Zachodniopomorskie koalicja. Wcześniej PO rządziło w koalicji w 15 województwach bodajże.
  8. jmk

    Polityka wewnętrzna

    Tak czy siak te wybory to chyba jednak wygrana PiS-u. PO utrzymało niby władzę w 7 województwach, ale PiS zyskało bodajże w czterech od ostatnich. No i u nas wygrało PO, ale rządził będzie Krzystek (bezpartyjni) raczej w koalicji z PiS.
  9. jmk

    Karty graficzne

    https://pclab.pl/art72940-30.html
  10. jmk

    Real Madryt

    Nie no jak mieli takie statsy z Levante to na pewno są już po kryzysie :kekeke:
  11. jmk

    Jesienny livescore piłkarski

    Mocno Legia.
  12. jmk

    FM 2019 - pierwsze wrażenia

    I sezon, symulacja, wszystkie ligi:
  13. Słowem wstępu: Nie mogłem ich tak zostawić, po tak znaczącym sukcesie cały czas byłem ciekaw ciągu dalszego, czy to jednorazowy wypad? Z jednej strony drużyna budowana była z pomysłem i na lata, ale z drugiej strony - bardzo szybko przyszedł tak duży sukces, jakim było niewątpliwie mistrzostwo Włoch. I owszem, trochę szczęścia przy tym było także, ale jak mawia klasyk - szczęście sprzyja lepszym. Według bukmacherów jednak "nic dwa razy", więc mimo zwiększenia naszych notowań to nie wróżono nam utrzymania się w elicie - a za takie miejsce uznawałem pierwszą czwórkę i kolejny sezon w Lidze Mistrzów, fachowcy oceniali, że jednak na puchary szansę mamy. Trochę wspomniałem w poprzedniej części o transferach. Zostałem wierny zasadzie, że nie kupuję zawodników (poza Polakami), a w grę wchodzą jedynie wolne transfery oraz wypożyczenia. Zasadę chciałem nagiąć jeszcze dla Włochów U-21 - chciałem mieć możliwość ściągnięcia ich do siebie, jednak za tych pasujących i utalentowanych życzono sobie takie kwoty, że skąpiec z tej kariery we mnie dostał tylko skrętu kiszek. W efekcie musiałem zrezygnować z Giacomo Berberisa, lewego obrońcy z Sampdorii, ale nie całkiem, gdyż udało mi się go po prostu wypożyczyć za kwotę 100 tysięcy euro miesięcznie. Jeśli chodzi o młodą siłę to zakontraktowałem jeszcze z myślą o przyszłości byłego juniora AC Milanu - Antonelio Belmonte. Pierwszy skład wzmocnił "nowy-stary" Achraf, który już na stałe zamienił Hiszpanię na Włochy, ale także Mavranopanos, który miał grać pierwsze skrzypce na środku naszej defensywy, wcześniej reprezentował Arsenal. Defensywę lub środek pomocy ratować wobec braku Claudio Gomesa miał Dario Maresići, talent prosto z Manchesteru United. Siłę ofensywną powiększyliśmy o kolejnego "Koguta" - Marcusa Edwardsa. Uzupełnieniem składu byli Palombi z Lazio, Traore z Sheff United oraz Douglas Luiz z City (jego też nie mogłem zarejestrować). Jako mistrzowie Włoch mieliśmy zapewnioną fazę grupową LM, toteż nasze przygotowania przed sezonem mogły potrwać nieco dłużej, zagraliśmy zatem aż trzynaście spotkań. Rywale byli bardzo zróżnicowani, zaczęliśmy od remisów z AS Monaco i Norymbergą, aby potem przegrać 3:2 z Barceloną i aż 4:0 z Realem. Graliśmy także w meczu pożegnalnym Phila Jonesa i ulegliśmy 1:0 Manchesterowi United. Były to nasze jedyne porażki podczas tego okresu, zremisowaliśmy także z Eibarem i pokonaliśmy Apolonię Fier, Bokeil, Sassuolo, Korabi, Terbuni, Dynamo Zagrzeb oraz Spartak Lecce. Przed rokiem graliśmy z Juventusem o superpuchar jako zwycięscy Pucharu Włoch, teraz mierzyliśmy już z pozycji mistrza kraju, a naszym rywalem było Sassuolo. Mecz nie wzbudził wielkich emocji, patrząc przede wszystkim kto z kim grał, a dodatkowo graliśmy go między sparingami. Po golu Onomaha wygraliśmy 1:0, chociaż mogło być i dwa, ale karnego nie strzelił Edwards. Na Stadio Olimpico wznieśliśmy Supercoppę po raz drugi w historii. Los nie był dla nas łaskawy, pierwsze co pomyślałem po losowaniu grupy, kiedy trafiliśmy do grupy E, to było "trzecie miejsce". Liczyłem, że mamy na to szansę i zawojujemy LE na wiosnę - to już moglibyśmy może nawet i wygrać przy dobrych wiatrach. Kulki wskazały nas obok Realu Madryt (przypomnę, wcześniej sparing przegrany 4:0), Borussii Dortmund oraz PAOK Saloniki. Już w pierwszej kolejce na stadion Via del Mare do Lecce przyjechał wielki Real Madryt. Stadion pękał w szwach, na trybunach pojawiło się blisko 35 tysięcy widzów. Ku ich uciesze sprawiliśmy wielką niespodziankę, już w drugie minucie Dario Maresić dał nam prowadzenie, a jeszcze przed przerwą Angel Gomes podwyższył na 2:0, jak się później okazało - był to gol ustalający wynik meczu. Real mając z przodu takie nazwiska jak Eriksen, Guedes, Dybala czy Zieliński - nie istniał w tym meczu, perfekcyjny występ naszej defensywy. Po niespodziewany zwycięstwie nasze apetyty zaczęły rosnąć, chociaż oczywiście jeszcze nie myślałem o wyjściu z grupy, ale nadzieja tliła się coraz mocniej. Tym bardziej, gdy w drugiej kolejce w Grecji pokonaliśmy PAOK 2:1, chociaż to gospodarze prowadzili od 11. minuty 1:0, ale Gomes i Onomah jeszcze przed przerwą zapewnili nam trzy punkty. Kolejny wielki mecz czekał nas na własnym obiekcie, kiedy przyjechali do nas Niemcy. Już w 7. minucie Isak zdobył bramkę na 1:0 dla Dortmundczyków, a w 9. było już 2:0, tym razem samobója zaliczył Stoyanov. Ten mecz był jednak niezwykle... magiczny. Bo już po kwadransie gry było... 2:2! W 13. minucie Joao Carvalho dał sygnał "walczymy", w efekcie 15. minucie tym razem samobójcze trafienie notują gracze Borussii. Jeszcze przed przerwą niezawodny Onomah daje nam prowadzenie po raz pierwszy w tym meczu, istny kosmos! Wszystko było pięknie, ale pod koniec spotkania straciliśmy nieco sił i goście wykorzystali moment, strzelając na 3:3. Tak czy siak - świetny mecz, dobry wynik. Niestety za nasza gościnność nie została doceniona i w 4. kolejce na Signal Iduna Park, Borussia pokazała nam klasę, ledwie w dwie minuty strzelając dwa gole i z Niemiec wróciliśmy bez punktów. Sytuacja w grupie jednak była ciągle... imponująca! Zajmowaliśmy drugie miejsce z siedmioma punktami. Niespodziewanie szanse na awans mieli... wszyscy. Chociaż PAOK oczywiście najmniejsze, ale wygrywając z Borussią przy naszej porażce z Realem te szanse rosły. My natomiast wiedzieliśmy, że na Santiago Bernabeu urażona duma Realu będzie bardzo mocną przeszkodą. Już w 12. minucie Isco dał prowadzenie Realowi, ale odpowiedzieliśmy golem z rzutu karnego Marcusa Edwardsa. Po pierwszych 45. minutach dalej był remis, ale już 2:2, po raz kolejny na listę strzelców wpisał się Isco, a po naszej stronie Onomah. Po zmieni stron dał znać o sobie Dybala, a następnie świetny prawy defensor - Pavard. Było już 4:2 dla Realu, ale dzięki bramce Onomaha na 4:3 jeszcze mieliśmy nadzieje na remis, niestety nic takiego się nie wydarzyło i przegraliśmy w Madrycie. PAOK nie dał rady Borussii, toteż Niemcy mieli 11 punktów, a my i Real po 7. PAOK już bez szans na cokolwiek. Ostatni mecz z ekipą z Salonik miał zadecydować czy zagramy dalej w LM czy tylko w LE. Już w 3. minucie Edwards strzelił na 1:0, a potem w cztery minuty dwa gole zdobył Angel Gomes, po 21. minutach było zatem wszystko jasne. Po zmianie stron gola honorowego zdobył Niasse, ale było to bez znaczenia. Dodatkowo Real przegrał swój mecz i to by na wiosnę obok niemieckiej drużyny zagramy w 1/8 LM, powtarzając już swój sukces sprzed dwóch lat, wtedy odpadliśmy z Chelsea, teraz los skojarzył nas z... Manchesterem United. Mówią, że łatwiej jest zdobyć tytuł niż go obronić. Z drugiej strony przecież wzmacniamy zespół co roku coraz bardziej, więc... dlaczego nie? Planem minimum była oczywiście pierwsza czwórka. Na inaugurację graliśmy z Interem i tylko zremisowaliśmy 1:1, później rozbiliśmy 3:0 Udinese i przyszła gorsza passa - aż trzech remisów z rzędu. Te początki sezonu to moja bolączka, nie możemy dobrze złapać rytmu meczowego, a także kondycji, później się to stabilizuje. Już w październiku pokonaliśmy po wyrównanym meczu Chievo 3:2 i pewnie z Lazio 3:0, ale niespodziewanie też przegraliśmy 2:0 na wyjeździe z Cagliari. Długo później byliśmy niepokonani, po drodze wygraliśmy z Avellino (3:0), Palermo (3:1), Bologną (3:0), Carpi (3:0), ale też remisowaliśmy - 1:1 z Milanem i 0:0 z Napoli. Przegraliśmy dopiero 12 grudnia, kiedy na Alianz Stadium pokonał nas Juventus po hattricku Driussiego, my odpowiedzieliśmy golami Gomesa i Onomaha, ale było to za mało. Porażka ze Starą Damą nie załamała naszych morale, wręcz przeciwnie, do końca rundy jesiennej już wygrywaliśmy jak leci - 3:2 z Torino, 3:1 z Fiorentiną, 2:0 z Sampdorią i 4:0 z Atalantą. Na plus na pewno to, że strzelaliśmy całkiem sporo bramek. Jesień uznałem za bardzo dobrą, awans z grupy LM i pozycja lidera w Serie A, chociaż oddech Milanu ciągle czuliśmy na plecach, a Juventus deptał nam po piętach, zaraz za nimi czaił się jeszcze Inter. Zimą w Lecce zazwyczaj nic się nie dzieje i tak też było tym razem, do klubu nie przyszedł żaden nowy zawodnik, natomiast kilku opuściło klub, aby pograć więcej minut na wypożyczeniu. Puchar Włoch jest na tyle "fajny", że zaczynamy rozgrywki dopiero w styczniu w pierwszej rundzie, a wygranie tego meczu daje nam już szybką drogę do finału. Niestety tylko ten jeden raz nam się udało, teraz mimo gry praktycznie podstawowymi graczami - nie udało się i już w pierwszym meczu odpadamy po boju z rzutami karnymi jako finał rozstrzygnięcia, a w nich lepsi okazali się piłkarze Genui. W meczu było 2:2, a karne przegraliśmy 6:5. "Wiosna" zaczynała się u nas ósmego stycznia, gdy jechaliśmy do Mediolanu powalczyć z Interem. Mimo pokazania się z dobrej strony i włożeniu sporo wysiłku oraz waleczności - okazujemy się słabsi i to Inter wygrywa i to dosadnie, bo aż 5:2. Dobrze jednak, że był to wypadek przy pracy, bo w następnych kolejkach idzie raczej zgodnie z przewidywaniami, pokonujemy 3:0 Udinese i 1:0 Empoli, gubimy jednak punkty w meczu u siebie z Sassuolo, a co za tym idzie - spadamy na trzecie miejsce w lidze, jest strasznie ciasno, ale na czoło wyścigu wyskakuje AC Milan. Po remisie z Sassuolo udaje nam się ograć Genuę, rewanżując się za ten Puchar Włoch - wygrywamy aż 3:1. Następnie jednak nieoczekiwanie ulegamy Chievo i to aż 2:0, nie istnieliśmy w tym meczu w ogóle. Udaje nam się za to pokonać Lazio 1:0 i Cagliari 3:1. Niestety swoją passę zwycięstw zatrzymujemy na dwóch meczach, bo już wyjazdowy bój z Avellino przegrywamy - znowu 2:0. Trochę to taki wyścig znany z polskie Ekstraklasy - żółwi ze ślimakami. Po 28. kolejkach jesteśmy trzeci, tracił Inter, ale wygrywał Juventus, natomiast Milan nie potrafił też odskoczyć na więcej niż dwa punkty. W 29. kolejce ważny mecz i ważne zwycięstwo, na własnym obiekcie gościmy lidera z Mediolanu i już w pierwszej minucie pokazujemy pazur - autorem gola Marcus Edwards, ledwie 10. minut później Angel Gomes strzela na 2:0 i było to ostatnie trafienie tego wieczoru, wracamy na fotel lidera, mając punkt przewagi nad Milanem trzy nad Juve, cztery nad Interem i pięć nad Palermo. Właśnie w 30. kolejce nieszczęśliwie remisujemy z Palermo, a mogliśmy nieco uciec i poczuć ulgę. Całe szczęście pokonujemy też u siebie Bolognę 2:0 i Napoli 1:0, mając cały czas "dobry" terminarz do końca ligi. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Teraz górą był Inter, ale miał mecz przewagi nade mną i Juventusem. Wydawało by się, że grając z ostatnim zespołem ligi nie mogliśmy mieć lepszej drogi na fotel lidera, ale... remisujemy z Carpi 2:2, a potem przegrywamy w Genui z Sampdorią 2:1! Najważniejszy był zatem mecz u siebie z Juventusem, do przerwy na tablicy widniało 0:0, a mecz wcale nie porywał, nie wyglądał na walkę o mistrzostwo. Jednak po zmianie stron myli się bramkarz Starej Damy i po samobójczym golu wyszliśmy na prowadzenie, nie trwało to jednak zbyt długo i wynik brzmiał już 1:1. Całe szczęście mam w zespole Angela Gomesa - to on strzelił bramkę dającą nam jakże ważne trzy punkty. Na pewno wygrana - i to taka dość pewna z Juventusem dodała nam skrzydeł. W efekcie drugi klub z Turynu nie stanowił dla nas zagrożenia i pewnie wygraliśmy z Torino 4:1. W przedostatniej kolejce jechaliśmy do Florencji i również tutaj wywozimy trzy punkty, jedną z bramek zdobył Barberis, ten młodziutki lewy defensor, a drugą ikona - Tsonev. Kolorowo jednak nie było, bo dalej okupowaliśmy drugie miejsce ze stratą punktu do Interu, a przewagą trzech nad Milanem i czterech nad Juventusem. W ostatniej kolejce mierzyliśmy z Atalantą, a Inter... z Carpi. Nie wszystko było zatem zależne od nas. Musieliśmy wygrać z Atalantą i liczyć, że ostatnie Carpi sprawie sensację, bo przecież oni byli już spadkowiczami, nic ich nie ratowało, a Inter grał o przypieczętowanie mistrza kraju. W 64. minucie wszystko było po myśli... klubu z Mediolanu, po golu Dogana prowadzili 1:0, lecz niespodziewanie Giorgio Guli w 74. minucie wyrównał i był to... jedyny celny strzał Carpi w tym meczu! Inter oddał 16 strzałów na bramkę rywala z czego 6 celnych, ale nie tylko oni mieli indolencję strzelecką w tej kolejce. Gdy Carpi strzeliło na 1:0 to u nas wynik brzmiał... 0:0. Mimo kontrolowania meczu i szeregu okazji - nie zdołaliśmy pokonać Berishy. Dopiero nasza ikona, Radoslav Tsonev po wejściu na murawę zanotował iście wejście smoka - w 78. minucie strzelił bramkę, która jak się później okazało dała nam... tytuł mistrzowski! Bronimy mistrza Włoch! Plan minimum w Lidze Mistrzów został na pewno już spełniony. Po losowaniu grupy mierzyłem w trzecie miejsce, a awans z niej było już na pewno sukcesem ponad miarę. Czy losowanie 1/8 było dobre? Ciężko ocenić, bo do "wyboru" były same mocne ekipy. Pierwszy mecz z Manchesterem graliśmy na własnym obiekcie, na który wybrało się ponad 35 tysięcy widzów. Ku uciesze miejscowych już w 8. minucie wielki talent z Lecce pokazał próbkę swoich umiejętności i wpisał się na listę strzelców. To był szok. Jednak po pół godzinie gry było już 1:1, a to za sprawą bramki Andrei Belottiego, tym razem jednak to Włoch strzelił dla... Anglików. Zupełnie odwrotnie było po zmianie stron, bo to Anglik, Marcus Edwards strzelił bramkę dla nas, czym przypieczętował nasze skromne zwycięstwo 2:1. Mecz był bardzo wyrównany i w sumie remis brałbym w ciemno. Taki rezultat daje nadzieje, ale wiedziałem, że na Old Trafford będzie cholernie ciężko. Jak robiło na mnie wrażenie 35 tysięcy widzów na Via del Mare to co powiedzieć o ponad 72 tysiącach na Old Trafford? Szybko jednak fani Manchesteru zostali uciszeniu - w 7. minucie uczył to za sprawą gola Angel Gomes. Do przerwy 1:0 i to my byliśmy w 1/4 dzięki bramkom strzelonym na wyjeździe. Niestety na drugą połowę to Anglicy wyszliśmy mocno "nabuzowani", już w 46. minucie Leon Bailey doprowadził do remisu. Broniliśmy się dzielnie, remis ciągle nas premiował, niestety w 88. minucie Lindelof strzelił gola na 2:1 i miała czekać nas dogrywka. Miała, bo nie kto inny jak Marcus Edwards pogrąża klub ze swojej ojczyzny w 90. minucie, oj musiało to boleć. Po 90 minutach mamy 2:2 i to my awansujemy dalej! Łatwiej być nie może to wiedziałem od początku, ale mierzyć się z Bayernem nie baliśmy. Ograliśmy już i Manchester i Real, graliśmy dobrze z Borussią to czemu by nie z Bayernem? Czułem, że po prostu... możemy. Ponownie zaczynamy od meczu na własnym obiekcie i ponownie od mocnego uderzenia, tym razem Izzy Brown w 8. minucie. Po zmianie stron podwyższamy na 2:0 po golu Onomaha i pachniało wręcz sensacją, ale Bayern to zawsze Bayern, niemiecka drużyna. W dwie minuty po golach Wernera i Jonathana Pereza doprowadzili do wyrównania... z remisu byłem zadowolony, ale z przebiegu meczu już mniej, mogliśmy osiągnąć zdecydowanie więcej tego wieczoru. Na Allianz Arena umiemy grać W końcu identycznie nazywa się stadion Juventusu. Nie robiła na nas wrażenia też widownia, bo było kibiców było mniej niż w Manchesterze, natomiast naszych fanów - prawie dwa tysiące. I dwukrotnie mogli poderwać się w szale radości, w 34. minucie gola strzela nasz środkowy obrońca Matt Miazga, a po zmianie stron wynik ustalił Onomah, wprawdzie Bayern robił co mógł, był tego dnia lepszy, ale to my byliśmy skuteczniejsi i z wielką dozą szczęścia awansujemy prosto do półfinału! Półfinał przy poprzednich potyczkach wydawał się "łatwiejszy", bo rywalem AS Monaco, ale z ekipą księstwa mierzyliśmy się już cztery razy. Dwa razy towarzysko, raz remisując i raz przegrywając, a także dwa razy w grupie H Ligi Mistrzów - jeden z nich wygraliśmy, jeden zremisowaliśmy. Żadne spotkanie nie było z kategorii "łatwe". I znowu graliśmy w Lecce pierwsze spotkanie. I mieliśmy kupę szczęścia, bo tego dnia nic nam nie szło i naprawę prezentowaliśmy się bardzo słabo. Ledwie dwa celny strzały? To do nas niepodobne, ale zmęczenie materiału było już ogromne. Dopiero w drugiej połowie po rzucie karnym wyszliśmy na prowadzenie, jedenastkę wykorzystał Gomes. W 62. minucie Monaco też miało karnego, ale Fabinho spudłował. Jednak nie utrzymaliśmy prowadzenia, bo w 90. minucie Giovanni Simeone doprowadził do remisu. Taki rezultat w sumie niczego nie udowadniał, takie same szanse przed nami jak i przed rywalem. Drugi pojedynek wydawał się - lepszych ekip, bo był to wewnątrz angielski pojedynek, Arsenal grał z Manchesterem City. Ponownie grało nam się ciężko, ale może to taki rywal, który nam nie leży? Plan jednak wykonaliśmy, bo do przerwy po golu Schlauriego prowadziliśmy 1:0. Niestety znowu nie utrzymujemy takiego wyniku, już w 60. minucie było 1:1. 90. minut, a także dogrywka nie przyniosły rozstrzygnięcia, toteż o awansie do finału zdecydowały rzuty karne. Wystarczyło tylko pięć kolejek. Z naszej strony strzelali Gomes, Edwards, Carvalho, Brown i Achraf, a z Monaco Simeone, Oguzhan, Romero, Chiesa i Jemerson - i to próbę tego ostatniego wygrał Emil Audero, co dało nam przepustkę do finału! W finale mierzyliśmy się z utytułowanym Arsenalem z Londynu. Wprawdzie w tym sezonie Anglicy wydali "ledwie" 11 mln na wzmocnienia to rok wcześniej - już 60 mln euro, dwa lata do tyłu - 86 mln euro, trzy - 82 mln euro, cztery - 149 mln euro (!) i pięć lat temu tylko 4,9 mln euro, kiedy to kupili z Cagliari znanego nam Fabrizio Caligarę, który w meczu finałowym siedział na ławce... Lecce. Z Arsenalem nie graliśmy nigdy, ich skład roił się od gwiazd i wielkich talentów, ale to my po kwadransie gry prowadziliśmy 1:0. Lubiliśmy takie mocne początki i powoli był to nasz znak rozpoznawczy, autorem gola był Izzy Brown. Jednak jeszcze przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę było już 1:1, a trafienie zaliczył Hirving Lozano. Mecz był dobry widowiskiem, w którym nie było starcia Dawida z Goliatem, a wręcz przeciwnie - walczyliśmy jak równy z równym. Jednak walka o mistrzostwo Włoch też nam dawała się we znaki. Po 90. minutach było dalej 1:1, kiedy już powoli liczyłem na rzuty karne to rzut rożny na bramkę zamienił Alex Iwobi. Niestety coraz gorsza kondycja moich graczy, Edwards kończył z kontuzją, Schlauri ledwo oddychał - nie pozwoliła na doskoczenie jeszcze The Gunners i to oni zdobyli tytuł najlepszej drużyny w Europie. I tak - czapki z głów przed moimi piłkarzami za takie osiągnięcie. Obrona tytułu mistrzowskiego, finał LM - czego można chcieć więcej? Skład dość młody, budowany bez szalonych transferów, na koncie pod koniec maja - 134 mln euro, czy może być lepiej? No zawsze może, a bo szkoda finału z Arsenalem, a bo Puchar Włoch...
  14. Tytułem wstępu: rozgrywka jest kontynuacją mojej drogi w eliminacjach RM4, obecnie zaliczone mam dwa zadania - a to jest trzecie, ostatnie. Zasady są proste: - Serie C, żadnych transferów gotówkowych, możliwe wypożyczenia i transfery... tylko Polaków. --- Wybór padł na US Lecce, klub znajdujący się w pięknym mieście południa Włoch. Jego położenie to ten słynny "obcas" we włoskim bucie. Miasto żyje jeszcze w barokowym stylu miodowych budowli, kilkanaście minut drogi od morza adriatyckiego. Unione Sportiva Lecce Rok założenia: 1908 Rywale: Bari, Brindisi Stadion: Via Del Mare Pojemność: 40.670 (20.373 w normalnych meczach) Rok budowy stadion: 1966 Ultras Lecce Jest tu dla kogo grać, chociaż fani doświadczani są przez włoski związek piłki nożnej (Tessera) to jednak są to bardzo żywiołowi i oddani klubowi. Dla których warto również oddać serce klubowi. Ile znaczy dla nich klub można zobaczyć na filmiku poniżej, działo się to po meczu z Capri, mecz o awans do Serie B z Serie C, do którego Lecce zostało karnie zdegradowane. Mój cel to awans i chyba nie muszę wspominać, dlaczego? Sezon 17/18 Serie C: Tak jak pisałem - celem jest awans i tak myślą wszyscy, bo jesteśmy faworytem według ekspertów, jednakże jest tu kilka silnych ekip jak chociażby Catania czy Reggina, które pamiętają czasy Serie A. Taktyka jaką chciałem zastosować na włoskiej ziemi nie różniła się ustawieniem od tej, którą stosowałem w II zadaniu grając Hutnikiem Szczecin. Ustawienie to samo, ale cała taktyka zrobiona na nowo, dostosowana pod ten konkretny klub i zawodników. Czterech obrońców i sześciu pomocników - DL DC DC DR DMC MC MC AMC AMC AMC. Skład wydawał się bardzo mocny, jednak było kilka "luk" przede wszystkim pozycja bramkarza oraz środkowego obrońcy, brakowało mi też doświadczenia, które w niższych ligach bywa bezcenne. Brak transferów gotówkowych nie był tu ograniczeniem, gdyż i tak nic nie mieliśmy w budżecie na taką okazję. Ściągnąłem aż trzech bramkarzy do rywalizacji, doświadczony Amelia miał właśnie być człowiekiem od zadań specjalnych. Rywalizacja miała przebiegać głównie między dwójką wypożyczonych bramkarzy, co ciekawe Gabriele to syn znanego przed laty - Luki Marchegianiego. Z wypożyczeniami jest ten plus - że zawsze mogą wrócić do macierzystego klubu. Do środka także zdecydowałem się ściągnąć dwóch graczy z wypożyczenia. Chociaż zastanawiałem się Mallamo nie zagra bliżej bramki rywala, ale to wszystko wyjdzie w praniu. I na koniec ofensywa, w tym dwa wielkie nazwiska i jeden wielki... talent prosto z Milanu: Dwie gwiazdy, których doświadczenie może okazać się bezcenne, a wcale tak dużo nie chcieli otrzymywać miesięcznie na konto. Szczególnie znany doskonale we Włoszech Mauri wzbudził wielkie zainteresowanie w Serie C. Z miejsca nowy nabytek otrzymał opaskę kapitańską: Pełny skład został skompletowany i prezentował się następująco: Okres przygotowawczy Podczas sparingów zgrywaliśmy zespół i nieco zarabialiśmy na niektóre kontrakty. Dlatego taki zestaw sparingpartnerów, który miał przynieść największe profity. Jedynie pierwszy sparing z Milanem wzbudził mój entuzjazm, nie tylko przez wynik, ale także grę, potem było już z górki. Także zimą. TIM CUP Rozgrywki w Pucharze Włoch zaczęliśmy od samego początku - pierwszej rundy eliminacji. Los przydzielił nam Renate, które pewnie odprawiliśmy z kwitkiem 3:0 po dwóch golach Costy Fereiry i Hachima Mastoura. Gdy ujrzeliśmy kogo wylosowaliśmy w drugiej rundzie kwalifikacyjnej... przydarzyła się okazja rewanżu za ten baraż o Serie B - Capri. I oni nie sprawili nam większego problemu, od 77. minuty graliśmy w dziesięciu, prowadząc wtedy 1:0, ale strzeliliśmy jeszcze jedną bramkę. W 3 rundzie trafiliśmy na pierwszą przeszkodę - opór stawił zespół Cremonese, dopiero w dogrywce Salvatore Caturano dał nam zwycięskiego gola. Czwarta runda jednak okazała się naszą ostatnią, rywal nie byle jaki, bo z Serie A - trafiliśmy na Sassuolo i po wyrównanej walce przegraliśmy 1:0. Copa Italia Lega Pro Puchar ligi nie był nam do niczego potrzebny, ale mogłem ogrywać tam dość szeroki skład. Na początek pokonaliśmy Virtus Francavilla 1:0 i takim samym stosunkiem wygraliśmy z Monopoli. Niespodziewanie swój udział zakończyliśmy na 1/4, gdzie lepsi od nas okazali się zawodnicy zespołu Mestre, wygrywając z nami 3:2. Serie C - runda jesienna Runda jesienna Serie A składa się teoretycznie z 19. kolejek, ale musieliśmy rozegrać jeszcze tego roku kolejek dwadzieścia. Zaczęliśmy od wyjazdowej potyczki z Rende, gdzie na 1,5 tysięcznym stadionie ponad tysiąc to byli kibice Lecce i wygraliśmy tam 2:0 po golach Marino i Tabanelliego. W drugim spotkaniu, już na własnym obiekcie debiutanckiego gola (z karnego) zdobył Stefano Mauri, a my dołożyliśmy jeszcze dwa, pewnie pokonując Sicula Leonzio. Dobra passa trwała także w 3. kolejce, gdzie nie daliśmy szans Fidelis Andria - wynik 3:1. Potem nadeszła niewielka indolencja, bo dwa mecze z rzędu to dwa remisy, najpierw 2:2 z Akragas, a później 0:0 z Fondi. Kiedy wydawało się, że wszystko wraca na właściwe tory po pokonaniu 4:1 FC Casertanę to w następnej kolejce Trapani Calcio pokazało nam, gdzie jeszcze jesteśmy - ulegliśmy 3:1. Do gry wróciliśmy pokonując Virtus 2:0, ale potem znowu zawiedliśmy remisując 1:1 z Matera Calcio. Graliśmy w kartkę tylko istniejące dla nas opcje to były remis lub zwycięstwo, całe szczęście przeważało to drugie - wygraliśmy cztery z pięciu kolejnych meczów, a zremisowaliśmy jedynie z bijącymi się o awans Catanią. Druga w sezonie porażka przyszła 11 listopada, kiedy graliśmy wyjazdowy mecz z US Catanzaro, przegraliśmy z kretesem 2:0, będąc zdecydowanie gorszym zespołem. Do końca rok zostało nam jeszcze pięć kolejek, najpierw pokonaliśmy Juvę Stabia 2:1 i Regginę Calcio 3:1, ale potem zanotowaliśmy trzy remisy z rzędu: z Monopoli, Rende i Sicula Leonzio. Tabelę wrzucam jednak prawilną - po równej połowie sezonu. Serie C - runda wiosenna Zimą praktycznie nic się nie działo. Rozegraliśmy kilka sparingów, nikt do nas nie przyszedł, nikt również znaczący nie odszedł. Spokojnie przygotowywaliśmy się do rundy rewanżowej. Notujemy jednak falstart, bo na inaugurację wiosny tylko remisujemy bezbramkowo z Fidelis Andria. Forma wróciła szybko, całe szczęście, bo konkurencja do awansu spora. Wiedziałem, że na pewno do baraży się dostaniemy, ale celowaliśmy już w pierwsze miejsce i awans bezpośredni. W 22. kolejce pokonaliśmy Akragas 1:0 i zaliczamy potem kolejne dwa zwycięstwa z rzędu. Mieliśmy okazję zrewanżować się za porażkę z pierwszej rundy, ale i tym razem Trapani Calcio okazało się zbyt mocne na nas, ale remis 0:0 przyjąłem z pokorą. Tym bardziej, że później zanotowaliśmy aż pięć wygranych z rzędu! Tym bardziej satysfakcjonowało to nad Catanią. I na końcu tej passy przyszło rozczarowanie, na własnym obiekcie podejmowaliśmy Siracusa i niestety ulegliśmy 1:0, co mogło mieć fatalne skutki w walce o awans. Pięć meczów do końca i mamy trzy punkty straty do lidera, gdyby nie ta porażka... W Serie C liczą się także bramki, wiec i tu Catania jest górą. Na początek przyszło nam zmierzyć się z Paganese Calcio, kapitalny mecz, który koniec końców wygrywamy 4:2. Także w 33. kolejce nie daliśmy urwać sobie punktów i pokonaliśmy US Catanzaro 2:1. Catania jeden z meczów zremisowała, więc udało nam się do nich zbliżyć: Niestety w 34. kolejce notujemy falstart! Tylko 1:1 z Juve Stabia, ale na nasze szczęście Catania także gubi punkty, nawet przegrywa. Na własnym obiekcie nie mogliśmy tego zaprzepaścić, Catania ledwie remisuje swój mecz, a my rozbijamy Regginę Calcio 4:1, dwa gole zdobył Caturano - i to obie w doliczonym czasie gry! Na kolejkę przed końcem mieliśmy wszystko w swoich nogach. Graliśmy mecz wyjazdowy z Monopoli i zaczęło się fatalnie - w 18. minucie Marco Amellino otrzymał bezpośrednią czerwoną kartkę! Co to były za emocje... Monopoli nie potrafiło nam zagrozić, to my kontrolowaliśmy piłkę, ale też nie mogliśmy poradzić sobie w dziesiątkę. Catania pewnie wygrywała swój mecz, remis nam nic nie dawał aż wreszcie w 84. minucie Salvatore Caturano dał nam upragnioną bramkę, która oznaczała jedno - awans jest nasz! Terminarz, część zimowa: I końcowa tabela: Skład po sezonie: Celem kariery jest mistrzostwo Włoch i zdobycie Pucharu Włoch.
  15. jmk

    Jesienny livescore piłkarski

    Messi asysta i gol i zszedł z kontuzja
  16. jmk

    FM 2019 - pierwsze wrażenia

    Całkiem realistycznie.
  17. jmk

    Telefony komórkowe

    Mojej żonie co jakiś czas znika zasięg - internet i komórkowy, no jakby rozłącza wszystko. I to w różnych miejscach nawet w centrum Szczecina. Czy to wina telefonu czy karty, miał ktoś coś takiego? Karta nju mobile - wymienią stacjonarnie za darmo w Orange?
  18. jmk

    Promocje gier

    Jakby ktoś chciał zapisać się do Humble'a - teraz będzie Hitman! To mam prośbę, aby z linku: https://www.humblebundle.com/monthly?refc=qRbKag Dostanę 7 euro na zakupy.
  19. jmk

    nCMF - problemy techniczne

    Wylogowuje + nie pokazuje nowych postów, całe forum jako odczytane mam.
  20. jmk

    Ogłoszenia

    Nie no ja żartowałem, sorry
  21. jmk

    Turystyka

    Swojej nie polecasz?;)
  22. jmk

    FM 2019 - pierwsze wrażenia

    Jakbym latem np. Kowalczyk odszedł do Torino i nagle tam zaczął szaleć jak Piątek w tym sezonie to mógłbym jeszcze wysłać co chciałbym poprawić, w jakim stanie go ',oddac' Włochom. Oni mogą dopiero w styczniu zmieniać. Zazwyczaj, chyba że jest szczególny przypadek, ale to koordynuje rs kraju.
  23. jmk

    FM 2019 - pierwsze wrażenia

    https://i.imgur.com/QZ0Zw4c.png
  24. jmk

    Ogłoszenia

    Dam 300.
×