Skocz do zawartości

steken

Użytkownik
  • Zawartość

    1703
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    7

Ostatnia wygrana steken w dniu 18 Grudzień 2016

Użytkownicy przyznają steken punkty reputacji!

Reputacja

923 Bardzo lubiany

O steken

  • Tytuł
    Zawodnik wyjściowej 11

Informacje

  • Wersja
    FM 2014
  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnie wizyty

5163 wyświetleń profilu
  1. steken

    Niemożliwe (znowu) nie istnieje

    Już tak dopowiadając, przyznam, że nie planowałem kończyć kariery po tym sezonie, to następny miał być ostatni. Niestety, save chyba zgłupiał po wygraniu przez nas ligi, bo przy wejściu w nowy sezon wszystko się zaktualizowało właśnie z wyjątkiem ligi. Dla próby przesymulowałem grę do września. Po urlopie tabela nadal pokazywała stan po 38 kolejkach poprzedniego sezonu, a terminarz nie uwzględniał meczów ligowych. Jedyne, co mogłem rozgrywać to Superpuchary i Ligę Mistrzów.
  2. steken

    Niemożliwe (znowu) nie istnieje

    Oczywiście, że nie było miejsca na jakąkolwiek gablotę. Zawodnicy przekazują sobie puchary do przechowania, każdy na jeden dzień. Jak przychodzi piątek, wszyscy grają w makao, a zwycięzca zachowuje trofea na cały weekend. W finale nie zagrają: --- Carvajal – Tornadijo, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado, Kabangu – Aranburu Real zaczął od mocnego uderzenia. Już w 3. minucie z piłką w naszym polu karnym znalazł się Ismael, ale Carvajal znakomicie poradził sobie z jego technicznym uderzeniem. Dalsza część gry to wzajemne badanie rywala, wszystkie strzały były blokowane. Nagle jednak Kabangu z łatwością ograł Ruzickę, minął Bakkera i posłał piłkę do pustej bramki, 1:0! Reszta pierwszej połowy nie przyniosła niczego ciekawego. Kibice oglądali albo uderzenia na poprzeczką, albo łatwe strzały prosto w bramkarzy. Pierwsze minuty po przerwie nie przyniosły spodziewanych emocji. Jedyną dobrą okazję zmarnował Aranburu, ale i tak był wówczas na spalonym. W 55. minucie błyskawicznie wyszliśmy z kontrą, Kabangu dośrodkował w pole karne, tam do piłki dopadł Aranburu, ale piłka po jego strzale trafiła w słupek! W międzyczasie „Królewscy” musieli dokonać 2 zmian z powodu kontuzji, przez co nie do końca kleiła im się gra. Widać to było w 69. minucie, kiedy to kompletnie nie wyszła im pułapka ofsajdowa. Aranburu znalazł się sam na sam z Bakkerem i tym razem się nie pomylił, umieścił piłkę w siatce, 2:0! W ostatnim kwadransie Real pokusił się o jeszcze jeden zryw. W wyniku tego do świetnych sytuacji doszli Meijer, Mbiyavanga, Ismael oraz Silva, ale każdy z nich uderzył wprost w Carvajala. Wówczas jasne już było, że Real nic dziś nie ugra. Po 3 minutach doliczonego czasu gry sędzia zakończył spotkanie i w ręce naszego kapitana trafił puchar Ligi Mistrzów! UEFA Champions League, finał, 24.5.2036 Stade Vélodrome, 67 354 widzów Anento – R. Madrid, 2:0 20’ Grace Kabangu 69’ Igor Aranburu -Gratulacje za ten fantastyczny sezon. Potrójna korona, coś niesamowitego! -Zgadza się, to przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Przeszliśmy do historii, zdobywając 3 puchary, choć nie dawano nam szans w jakichkolwiek rozgrywkach. No, być może dawano bardzo małe. -Który z tych tytułów smakuje najlepiej? Który było najtrudniej zdobyć? -Ciężko wskazać jeden. Liga była szalenie wymagająca, bo nie jest łatwo po 38 kolejkach znajdować się jednocześnie nad Realem, Barceloną i Atlético. Dodajmy do tego Sevillę i Athletic, które również należy zaliczyć do czołówki. Jeśli chodzi o puchar, mieliśmy najtrudniejszą drogę z możliwych, bo musieliśmy pokonać Atlético, Real i Barcelonę, a to zawsze jest trudne zadanie. W Champions League nie było wcale łatwiej, do samego końca musieliśmy drżeć o awans w pojedynkach z Lille i Marsylią. W dodatku pokonaliśmy Chelsea i Real, czyli najbardziej utytułowany w klub w ostatnich latach i najbardziej utytułowany klub w historii rozgrywek. Nikt nam więc nic nie podarował. Na pewno La Liga i Champions League smakują wyjątkowo, bo zdobyliśmy je po raz pierwszy. -Co zadecydowało o waszych sukcesach? -Bardzo dużo rzeczy. Należy zacząć od umiejętnej rotacji składem. Grali niemal wszyscy, każdy był potrzebny. Często było tak, że w lidze grali zmiennicy. W wyniku tego Igor Aranburu nie mógł walczyć o tytuł króla strzelców, a jestem w 100% przekonany, że by go zdobył. Musimy też pamiętać o naszym bramkarzu, który wszystkich zaskoczył. Nie było idealnie, ale chłopak ma 17 lat i spisał się lepiej niż wszyscy przewidywali. To, co jednak zadecydowało, to piekielnie mocna ofensywa. W obronie bywało różnie, ale atak mieliśmy nieziemski, po prostu czasem byliśmy dosłownie nie do zatrzymania. -Czego można teraz oczekiwać? Co możecie zrobić, aby przyszły sezon był jeszcze lepszy? -Cóż, osiągnięciem, jakiego jeszcze nie mamy jest sześć pucharów w jednym sezonie, teraz drużyna będzie mieć na to szansę… ale już beze mnie. Przed sezonem powiedziałem sobie, że bez względu na wszystko, będzie on moim ostatnim. Nie tylko w Anento, w całej trenerskiej karierze. Uważam, że osiągnąłem z drużyną wszystko, co tylko mogłem, to było maksimum. Czuję się na siłach, aby prowadzić inny zespół, ale nie zamierzam tego robić z szacunku do Anento. -Czy to jest ostateczna decyzja? -Zdania już nie zmienię. 22 lata temu objąłem Anento po prostu jako pasjonat piłki, a spójrzmy, gdzie jesteśmy teraz, występuję na konferencji prasowej po wygraniu Champions League, nie mogłem wymarzyć sobie piękniejszego zakończenia wspaniałej kariery. Nie byłoby jednak tego wszystkiego, gdyby nie wszyscy piłkarze, którzy w tym czasie grali w klubie. Nie ze wszystkimi dogadywałem się idealnie, ale każdemu chciałbym podziękować, to samo tyczy się sztabu trenerskiego. Zostawiam klub jako jeden z najlepszych na całym świecie. Chłopaki mają potencjał, aby osiągnąć jeszcze więcej i będę im w tym kibicować ze wszystkich sił. Czas usunąć się w cień i pozwolić komuś innemu prowadzić ten zespół, bo to czysta przyjemność. Jeszcze raz dziękuję wszystkim za tę przygodę życia. Tak oto kończy się moja era w Anento. 1 023 spotkania, 561 wygranych, 257 remisów i 205 porażek. Liga Mistrzów, Liga Europy, mistrzostwo Hiszpanii, 2 Puchary Króla, Superpuchar Hiszpanii i Superpuchar Europy. 22 lata temu klub bez jakiejkolwiek infrastruktury, teraz najlepszy klub w Europie, a może i na świecie. Tak więc kolejna kariera dobiegła końca, tym razem w wersji hiszpańskiej. Dzięki wszystkim za dobre słowa, które były dla mnie dużą motywacją, bez Was ten opek nigdy nie zostałby doprowadzony do końca. Przepraszam za różne zastoje, bo trochę ich było i mam nadzieję, że podczas czytania bawiliście się równie dobrze jak ja podczas rozgrywania tych wszystkich spotkań. Planuję niebawem ruszyć z czymś nowym, postaram się, aby było na nieco wyższym poziomie literackim, bo jestem w pełni świadom, że trochę to u mnie kuleje. Na razie nic więcej nie zdradzę poza tym, że – jak zwykle – będzie nieco hardcorowo. Tak więc jeszcze raz dzięki i do zobaczenia niebawem.
  3. steken

    Niemożliwe (znowu) nie istnieje

    Ale za to emocje do ostatniej kolejki! W następnym meczu nie zagrają: --- Carvajal – Tornadijo, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado (60’ Vernet), Kabangu – Aranburu LIGA BBVA, 38/38, 18.5.2036 Stadion Miejski, 8 200 widzów Anento [1] – Atlético [5], 7:0 26’ Khanyiso Sishuba 32’ Igor Aranburu 35’ Grace Kabangu 48’ Khanyiso Sishuba 51’ Maclel Maldonado 57’ Igor Aranburu 65’ Grace Kabangu ANENTO MISTRZEM HISZPANII! Zdobywamy tytuł, demolując Atlético! Weszliśmy w ten mecz strasznie naładowani. Od razu wiedziałem, że zdobędziemy dziś mistrzostwo. Los Colchoneros nie mieli chęci do gry, zwłaszcza w obronie. Daliśmy jeden z najlepszych występów w historii klubu, choć zastanawiam się, czy Atlético aby na pewno zrobiło wszystko, aby wygrać ten mecz. W końcu przegrywając sprawili, że ich główny rywal nie zdobył mistrzostwa. Nas to jednak nie obchodzi, na przestrzeni całego sezonu byliśmy zdecydowanie najlepsi i w pełni zasłużenie zdobyliśmy pierwsze mistrzostwo kraju w historii Anento! Tabela na koniec ligi. Ledwo osiągnęliśmy największy sukces w historii klubu, a tu już tydzień później mamy szansę na kolejny, bo czeka nas finał Champions League, naszym przeciwnikiem będzie Real Madryt. Dla nas to – rzecz jasna – pierwszy finał, dla „Królewskich” osiemnasty (do tej pory mają bilans 13-4). Nikt nie wygrał tych rozgrywek więcej razy niż Real. Drużyna ta bez problemu wygrała swoją grupę, zdobywając 16 punktów. W dalszych fazach eliminowała Porto (1:2, 6:0), Juventus (4:2, 2:1) i Tottenham (3:0, 1:1). Na korzyść Realu zdecydowanie przemawia doświadczenie, ale warto zaznaczyć, że w tym sezonie jesteśmy dla niego prawdziwą zmorą. Zdobyliśmy mistrzostwo kraju różnicą 2 punktów i zdeklasowaliśmy ich w półfinale Copa del Rey (4:0, 3:1). Oba zespoły przystąpią do finału w najmocniejszych składach. To będzie już nasza 22. konfrontacja, Real prowadzi 9-5-7 ale trzeba dodać, że nie wygrał z nami już od 7 spotkań (3 remisy, 4 porażki). Finał odbędzie się na Stade Vélodrome, na którym nie tak dawno mierzyliśmy się z Marsylią. Teraz stadion ten będzie neutralnym terenem, choć nie ukrywam, że możemy poczuć się na nim lepiej niż Real, w końcu graliśmy tu niespełna miesiąc temu. Wygrywając Champions League, zdobylibyśmy „potrójną koronę”, co przed sezonem nawet nam się nie śniło. Czas przejść do historii, przed nami bezsprzecznie największy mecz w historii Anento.
  4. steken

    Niemożliwe (znowu) nie istnieje

    Espanyol jest niepokonany od 4 spotkań, ale nie zmienia to faktu, że sezon mógłby się dla niego już skończyć. Klub z Barcelony zajmie miejsce w środku tabeli i nic już tego nie zmieni. W pierwszym meczu wygraliśmy 3:1. W następnym meczu nie zagrają: --- Carvajal – Trefilov, Ballina, Girón, Diego – Montañés (46’ Osei), Vernet – McGrath, Pérez, Albrecht - José LIGA BBVA, 36/38, 10.5.2036 Stadium RCD Espanyol, 31 742 widzów Espanyol [12] – Anento [1], 2:1 39’ Maurício 44’ Maurício 45’ José Słabiutka pierwsza połowa i o wiele lepsza druga. Często brakowało nam jednak pomysłu na obronę gospodarzy. Nie przypominaliśmy drużyny, która tak świetnie radziła sobie w poprzednich meczach, choć wyjściowy skład też był nieco inny. Real zbliża się do nas na dystans 5 punktów, wszystko jest jeszcze możliwe. Choć sezon jeszcze trwa, przyznano już niektóre nagrody dla piłkarzy. Tak oto Igor Aranburu zajął drugie miejsce w plebiscycie na Piłkarza Roku w Hiszpanii, z kolei Pablo Laguardia został wybrany Młodym Piłkarzem Roku w Hiszpanii. Tytuł mistrzowski możemy zapewnić sobie w środę, podejmując Las Palmas „C”. Życzyłem tej drużynie jak najlepiej, ale nie uchroniła się przed spadkiem. W pierwszym spotkaniu wygraliśmy 4:1, teraz sprawa jest jasna – wygrana zapewni nam mistrzostwo. W następnym meczu nie zagrają: Diego – kontuzja (2 dni) Carvajal – Trefilov, Ballina, Girón, Diego – Montañés (46’ Osei), Vernet – McGrath, Pérez, Albrecht - José LIGA BBVA, 37/38, 14.5.2036 Stadion Miejski, 8 200 widzów Anento [1] – Las Palmas “C” [20], 0:1 5’ Jorge Mas Sensacja. Przegrywamy mecz, którego nie mieliśmy prawa przegrać. Goście zaskoczyli nas na samym początku spotkania, ale od tamtego momentu byli bezradni. Raz po raz atakowaliśmy ich bramkę, ale ciężko było cokolwiek zdziałać, kiedy cała drużyna Las Palmas „C” zabarykadowała się we własnym polu karnym. Tym wynikiem znacznie skomplikowaliśmy sobie drogę do mistrzostwa. W ostatniej kolejce czeka nas bardzo trudne zadanie, bo przyjeżdża do nas Atlético. Los Colchoneros nie mogą zaliczyć tego sezonu do udanych. W lidze zajmą dopiero 5. miejsce, w pucharze odpadli w ćwierćfinale (przegrywając z nami), a w Champions League w kompromitujący sposób dali się wyeliminować Marsylii. Przeszkodzenie nam w zdobyciu mistrzostwa to jedyne, co mogą w tym sezonie osiągnąć. Real będzie w tym czasie podejmować równie rozczarowującą Valencię. Różnica między nami wynosi 2 punkty, ale z racji na lepszy bilans bezpośrednich spotkań, do mistrzowskiego tytułu wystarczy nam remis.
  5. steken

    Niemożliwe (znowu) nie istnieje

    Dzięki bardzo za dobre słowa. Z tym podsumowaniem może być różnie, bo save trochę się zepsuł i w historii wyświetlany jest tylko ostatni sezon, ale zobaczę, co da się z tym zrobić. 3 dni później jedziemy do Francji na rewanż z OM. Zaliczka z pierwszego meczu jest skromna, ale może okazać się kluczowa. Pamiętamy jednak o niesamowitym come backu, jaki Marsylia zaprezentowała przeciwko Atlético. U siebie są kompletnie innym zespołem i uważam, że czeka nas trudniejsze zadanie niż w Lille. W następnym meczu nie zagrają: --- Carvajal – Tornadijo (90’ Trefilov), Amellal, Laguardia, Reis – Montañés (46’ Vernet), Osei – Sishuba, Maldonado (73’ Ballina), Kabangu – Aranburu UEFA Champions League, półfinał, rewanż, 29.4.2036 Stade Vélodrome, 67 354 widzów OM – Anento, 3:2 (3:3 w.) 4’ Endika Sáenz 15’ Khanyiso Sishuba 32’ Grace Kabangu 60’ Endika Sáenz 73’ Killian Faure Mamy to, Anento w finale! To był prawdziwy rollercoaster. Zaczęliśmy fatalnie, ale 11 minut później świetny strzał Sishuby dał nam spory komfort. Po trafieniu Kabangu wydawało się, że już nic nam nie grozi. Gospodarze wyszli jednak na drugą połowę strasznie naładowani i zdołali wrócić na prowadzenie (przy bramce na 3:2 fatalnie zachował się Carvajal). Od tamtej pory broniliśmy wyniku, wprowadzając piątego obrońcę. To okazało się kluczowe, bo Francuzi nie potrafili pokonać Daniego po raz 4, co oznacza, że mamy awans dzięki bramkom wyjazdowym! W finale zmierzymy się z naszymi dobrymi znajomymi – Realem Madryt. Z Realem mierzymy się także w lidze. Choć Barcelona ma jeszcze matematyczne szanse, wszyscy wiedzą, że to między nami a „Królewskimi” rozegra się walka o mistrzostwo kraju, na razie mamy 5 punktów przewagi. Real jest u siebie piekielnie mocny. W lidze zdobył 43 punkty na 45 możliwych, na Bernabéu przegrał w tym sezonie tylko raz. Było to w Copa del Rey… z nami. Trzeba jednak oddać, że rywale prezentowali się wówczas lepiej. Sprawa jest raczej prosta – jeśli Real chce zachować szanse na mistrza, musi dziś wygrać. W następnym meczu nie zagrają: --- Carvajal – Tornadijo, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado (78’ Vernet), Kabangu – Aranburu (89’ Albrecht) LIGA BBVA, 34/38, 3.5.2036 Santiago Bernabéu, 76 861 widzów R. Madrid [2] – Anento [1], 1:1 32’ Julián Murúa 33’ Grace Kabangu Mamy zwycięski remis. To było bardzo wyrównane spotkanie. Niech świadczy o tym fakt, że gdy Real wyszedł na prowadzenie, nie minęła minuta i już był remis. Nie forsowaliśmy dziś tempa. Wystarczał nam remis, udało nam się go uzyskać i teraz jesteśmy na autostradzie do mistrzostwa kraju, nie możemy tego zaprzepaścić. Valencia może spisać ten sezon na straty. Nie ma już szans na europejskie puchary, z Copa del Rey wyrzuciła ją słabiutka Granada, a w 1/16 finału Europa League okazała się gorsza od Torino. „Nietoperze” chcą jak najszybciej zapomnieć o tym sezonie i po cichu liczę na to, że nie będą mieć motywacji, aby walczyć z nami o jak najlepszy wynik. W pierwszym meczu zremisowaliśmy 3:3. W następnym meczu nie zagrają: --- Carvajal – Tornadijo, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés (46’ Vernet), Osei – Sishuba, Maldonado, Kabangu – Aranburu LIGA BBVA, 35/38, 7.5.2036 Stadion Miejski, 8 200 widzów Anento [1] – Valencia [11], 3:0 9’ Abdenasser Amellal 32’ Grace Kabangu 53’ Igor Aranburu Bezproblemowe zwycięstwo. Bardzo pewnie wypunktowaliśmy rywali, a prawda jest taka, że przy lepszej skuteczności mogliśmy strzelić 5 bramek więcej. Niegdyś Valencia strasznie nam nie leżała, teraz wygrywamy i nawet się przy tym nie zmęczyliśmy. W Sevilli Real poległ 0:1, co oznacza, że mamy 8 punktów przewagi, podczas gdy do zdobycia pozostało ich już tylko 9.
  6. steken

    Niemożliwe (znowu) nie istnieje

    Dzięki bardzo! Pierwszy puchar jest, teraz lecimy dalej. Kontynuujemy maraton ważnych spotkań, bo 4 dni później przyjeżdża do nas OM. Francuzi czekają na mistrzostwo kraju jeszcze rok dłużej niż LOSC, ale wiele wskazuje na to, że w tym sezonie „susza” dobiegnie końca, bo po 34 kolejkach przewodzą w lidze. W drodze do półfinału Champions League wyeliminowali Schalke po rzutach karnych oraz Atlético. Warto zaznaczyć, że pierwsze spotkanie z Los Colchoneros Marsylia przegrała 0:3, aby u siebie zwyciężyć 4:0 po dogrywce. To pokazuje, jak trudne czeka nas zadanie i jak ważne będzie odniesienie zwycięstwa w Saragossie. W następnym meczu nie zagrają: Diego – kontuzja (5 dni) Carvajal – Tornadijo, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado (70’ Vernet), Kabangu (78’ Albrecht) – Aranburu UEFA Champions League, półfinał, 1. mecz, 23.4.2036 Stadion Miejski, 8 200 widzów Anento – OM, 1:0 69’ Grace Kabangu Anento – Marek Svec, 1:0. Golkiper Marsylii był dziś wszędzie, wydawał się nie do pokonania. Sposób na niego znalazł dopiero Kabangu, ale prawda jest taka, że tylko dzięki Svecowi ten dwumecz nie jest rozstrzygnięty. Wynik jest dla nas całkiem korzystny, to najlepsze 1-bramkowe zwycięstwo z możliwych. Jeśli uda nam się trafić we Francji (a przeważnie się udaje), będziemy w znakomitej sytuacji. 3 dni później gramy z Sevillą, która spośród ostatnich 12 spotkań przegrała zaledwie raz, dzięki czemu pozostaje w grze o podium. Drużyna ta spisuje się bardzo dobrze na wyjazdach, ponadto jesteśmy w trakcie piłkarskiego maratonu i może nam już brakować świeżości. W pierwszym meczu zremisowaliśmy 3:3. W następnym meczu nie zagrają: Diego – kontuzja (2 dni) Carvajal – Tornadijo (46’ Reis), Ballina, Girón, Trefilov – Montañés (46’ Osei), Vernet – McGrath, Pérez, Albrecht - José LIGA BBVA, 33/38, 26.4.2036 Stadion Miejski, 8 200 widzów Anento [1] – Sevilla [4], 4:0 7’ Daniel Albrecht 25’ Rodrigo Tornadijo (kar.) 57’ Fernando Della Picca (sam.) 66’ José Rozbijamy Sevillę w wielkim stylu. Spodziewałem się trudnej przeprawy, a było to jedno z łatwiejszych spotkań od dawien dawna. Mieliśmy ten mecz pod kontrolą od pierwszej do ostatniej minuty. Zmiennicy pokazali, że nie można ich skreślać i mogą się przydać również w meczach z mocnymi zespołami. Utrzymujemy 5-punktową przewagę nad Realem.
  7. steken

    Niemożliwe (znowu) nie istnieje

    W finale nie zagrają: Diego – kontuzja (3-12 dni), Douglas Reis – kontuzja (2 dni), Rodrigo Tornadijo – zawieszenie (1 mecz) Carvajal – Trefilov, Amellal, Laguardia, Ballina – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado, Kabangu – Aranburu Finał nie mógł się dla nas rozpocząć lepiej, bo już po 20 sekundach rozmontowaliśmy obronę rywali i z bliska do siatki trafił Sishuba, 1:0! 5 minut później wyrównać mógł Scietti, ale w dobrej sytuacji uderzył wysoko nad poprzeczką. Po kwadransie gry świetną piłkę dostał Aranburu, ale jego strzał był za słaby i golkiper Barcelony nie miał problemów z interwencją. Chwilę później Igor znów doszedł do sytuacji, ale znów przegrał pojedynek z bramkarzem, tym razem jednak nie mogliśmy mieć do niego pretensji, to była parada najwyższej światowej klasy. W pierwszej połowie rywale nie potrafili nam zagrozić. My natomiast stworzyliśmy dwie znakomite sytuacje, ale ponownie golkiper Barcelony okazał się lepszy, tym razem od Maldonado i znowu Aranburu. Blaugrana zaczęła drugą część gry od zdecydowanego ataku. Już 5 minut po wznowieniu gry Scietti otrzymał podanie na 2 metry przed naszą bramką, ale Carvajal rzucił mu się pod nogi i tym samym zablokował strzał. Odpowiedzieliśmy znakomicie rozegranym rzutem wolnym. Osei zamienił dośrodkowanie na bramkę, ale sędzia słusznie dopatrzył się spalonego. Kilka minut później Carvajal wybronił mocny strzał Sciettiego. Minęło kilka minut i Włoch musiał opuścić boisko z powodu kontuzji. Problem w tym, że Barcelona nie miała już możliwych zmian, więc resztę meczu grała w osłabieniu. Na kwadrans przed końcem w znakomitej sytuacji znalazł się Aranburu, ale mając przed sobą jedynie bramkarza, uderzył obok słupka. Osłabiona Barcelona nie mogła już nam zagrozić. Sędzia zakończył spotkanie i chwilę później w ręce naszego kapitana trafił drugi w historii Puchar Króla! Copa del Rey, finał, 19.4.2036 Nuevo Mestalla, 75 000 widzów Anento – Barcelona, 1:0 1’ Khanyiso Sishuba
  8. steken

    Niemożliwe (znowu) nie istnieje

    Tak jest, dlatego też jesteśmy na razie liderem. W lidze do rozegrania pozostało jeszcze trochę kolejek, ale Almería o nic już nie gra. Przewaga nad strefą spadkową jest równie duża co strata do europejskich pucharów. W pierwszym meczu odnieśliśmy zwycięstwo 5:2. W następnym meczu nie zagrają: Diego – kontuzja (2-3 tyg.), Douglas Reis – kontuzja (8-12 dni), José – kontuzja (2 dni) Carvajal – Tornadijo (46’ Sishuba), Ballina, Girón, Trefilov (46’ Kabangu) – Montañés (46’ Osei), Vernet – McGrath, Pérez, Jasiński – Albrecht LIGA BBVA, 32/38, 12.4.2036 Soriano Park, 28 659 widzów Almería [13] – Anento [1], 0:2 83’ Grace Kabangu 90’ Daniel Albrecht Kolejna wygrana, chociaż znów nie było łatwo o te 3 punkty. Przez długi czas nic nie zwiastowało naszego zwycięstwa, mogliśmy to nawet przegrać. Zachowaliśmy jednak więcej sił na końcówkę, a do tryumfu poprowadził nas znakomity Kabangu. Sztuką jest wygrywać nawet te mecze, w których ci nie idzie. Wygląda na to, że opanowaliśmy tę sztukę. Rewanż z LOSC zapowiada się niezwykle ciężko, na wyjazdach idzie nam o wiele gorzej niż w Saragossie. W weekend jednak zawodnicy pierwszego składu głównie odpoczywali i to daje nam nadzieję, że coś z tego będzie. W następnym meczu nie zagrają: Diego – kontuzja (1-2 tyg.), Douglas Reis – kontuzja (3-8 dni) Carvajal – Tornadijo (69’ Ballina), Amellal, Laguardia, Trefilov – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado, Kabangu – Aranburu UEFA Champions League, ćwierćfinał, rewanż, 15.4.2036 Stade Pierre Mauroy, 48 236 widzów LOSC – Anento, 3:3 (6:7) 3’ Igor Aranburu 14’ Rodrigo 45’ Rodrigo 45+1’ Rodrigo (kar.) 76’ Maclel Maldonado 90+1’ Khanyiso Sishuba Coś niesamowitego, jesteśmy w półfinale! To było szalone spotkanie, istna wymiana ciosów potwierdzona aż 6 trafieniami. Świetnie weszliśmy w ten mecz, ale nie cieszyliśmy się długo z prowadzenia. Katastrofalna była dla nas końcówka pierwszej połowy, 2 głupie błędy i nasza sytuacja była dramatyczna. Nie spuściliśmy jednak głów, wręcz przeciwnie – ruszyliśmy do przodu i zaserwowaliśmy kibicom mecz godny miana „meczu roku”. Na kwadrans przed końcem Rodrigo fatalnie spudłował będąc sam na sam z Carvajalem, minutę później Maldonado strzelił na 2:3. Naciskaliśmy do samego końca i w końcu w doliczonym czasie gry Sishuba zamknął dośrodkowanie z prawego skrzydła, wprawiając w euforię całą ławkę i sektor gości. Niesamowity powrót i historyczny awans do półfinału! 3 dni później poznaliśmy naszego półfinałowego przeciwnika. Wraz z nami do tej fazy dostały się: Marsylia, Real i Tottenham. Najgorszą opcją wydawali się „Królewscy”, najlepszą Tottenham, a padło na OM, tak więc znów czeka nas pojedynek z francuskim zespołem. Czasu na świętowanie sukcesu z Lille nie było wiele, bo 4 dni później czeka nas finał Copa del Rey, w którym zmierzymy się z Barceloną. Tak samo było 2 lata temu, wówczas (również na Nuevo Mestalla) wygraliśmy 2:1. Blaugrana nie może zaliczyć tego sezonu do udanych. W lidze ma już tylko matematyczne szanse na mistrzostwo (9 punktów straty), a w ćwierćfinale Champions League okazała się gorsza od Tottenhamu. Copa del Rey jest więc dla niej jedyną szansą na jakiekolwiek trofeum. Nasz bilans starć w tym sezonie to remis i porażka, czas więc wyrównać rachunki i zdobyć krajowy puchar po raz drugi w historii klubu.
  9. steken

    Niemożliwe (znowu) nie istnieje

    2 tygodnie później przyjeżdża do nas Córdoba. Drużyna ta ostatnimi czasy spisuje się całkiem nieźle, dzięki czemu opuściła strefę spadkową i ma nad niż już 7 punktów przewagi. W pierwszym meczu udało nam się wygrać 2:1, ale nie przyszło nam to łatwo. W następnym meczu nie zagrają: Diego – kontuzja (3-4 tyg.), Douglas Reis – kontuzja (2-3 tyg.) Carvajal – Tornadijo (46’ Sishuba), Ballina, Girón, Trefilov (46’ Kabangu) – Montañés (46’ Osei), Vernet – McGrath, Pérez, Albrecht – José LIGA BBVA, 31/38, 6.4.2036 Stadion Miejski, 8 200 widzów Anento [1] – Córdoba [16], 2:0 50’ Khanyiso Sishuba 70’ Khanyiso Sishuba Wygrana, która wcale nie przyszła nam łatwo. Do przerwy było to przeraźliwie nudne spotkanie. Goście nastawili się na obronę, a my nie mieliśmy na to pomysłu. Zmiany wprowadzone w przerwie rozruszały to spotkanie, zdobyliśmy dwa trafienia, ale nadal nie była to postawa, z której moglibyśmy być zadowoleni. Real wciąż traci do nas 5 punktów. W Champions League dotarliśmy do ćwierćfinału po raz drugi w historii klubu. Tam zmierzymy się z LOSC. Francuzi to nasi starzy znajomi, rok temu graliśmy w fazie grupowej (1:1 na wyjeździe, 0:0 u siebie), wyprzedziliśmy ich wówczas 6 punktami. Lille od 2011 roku nieskutecznie próbuje odzyskać mistrzostwo Francji, aczkolwiek od 7 lat nie schodzi z podium i wszystko wskazuje na to, że teraz będzie podobnie. Ciężko wskazać faworyta tego dwumeczu. Uważam, że jesteśmy lepszym zespołem, ale grać będziemy bez prawego obrońcy, a na tym poziomie takie detale mogą mieć olbrzymie znaczenie. W następnym meczu nie zagrają: Diego – kontuzja (2-4 tyg.), Douglas Reis – kontuzja (2 tyg.), José – kontuzja (3-6 dni) Carvajal – Tornadijo (76’ McGrath), Amellal, Laguardia, Trefilov (76’ Ballina) – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado (64’ Vernet), Kabangu – Aranburu UEFA Champions League, ćwierćfinał, 1. mecz, 9.4.2036 Stadion Miejski, 8 200 widzów Anento – LOSC, 4:3 19’ Khanyiso Sishuba 42’ Robert Belak 45+1’ Mixirica (sam.) 48’ Grace Kabangu (kar.) 54’ Rodrigo 61’ Rodrigo 77’ Grace Kabangu Mamy zwycięstwo, ale ten wynik kompletnie nas nie satysfakcjonuje. Zagraliśmy dziś dużo lepiej od rywali, a mamy tylko marną zaliczkę, która niemalże nic nam nie daje. Lille nie zagrało nic wielkiego, wszystkie 3 bramki zdobyło po naszych beznadziejnych błędach w obronie. We Francji będzie nam się grało o wiele trudniej i bardzo prawdopodobne, że swoimi głupimi błędami przegraliśmy dziś awans.
  10. steken

    Niemożliwe (znowu) nie istnieje

    Granada przegrała 5 z ostatnich 6 spotkań, przez co coraz bardziej krąży nad nią widmo spadku. W pierwszej rundzie udało nam się wygrać 2:1, choć nasza gra była bardzo daleka od idealnej. W następnym meczu nie zagrają: Maclel Maldonado – kontuzja (2 tyg.) Carvajal – Tornadijo, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés, Osei – Sishuba (77’ McGrath), Vernet (77’ Pérez), Kabangu – Aranburu (69’ Albrecht) LIGA BBVA, 29/38, 16.3.2036 Stadion Miejski, 8 200 widzów Anento [1] – Granada [18], 4:0 1’ Igor Aranburu 12’ Héctor Vernet 71’ Daniel Albrecht 90’ Daniel Albrecht Pewna, bezproblemowa wygrana. Mieliśmy to spotkanie pod kontrolą od pierwszej do ostatniej minuty, co zresztą widać po wyniku. Nasza ofensywa nie zawodzi, mamy najwięcej zdobytych bramek w lidze, bo aż 84, podczas gdy drugie pod tym względem Atlético ma ich 71. Tymczasem wicelider tabeli Real traci do nas 5 punktów. Dzień przed następnym meczem czekało nas losowanie par ćwierćfinałowych w Champions League. W tej rundzie mogliśmy trafić na każdy zespół, więc naszymi potencjalnymi rywalami były: Atlético, Barcelona, Juventus, LOSC, Marsylia, Real i Tottenham. Ostatecznie, los skojarzył nas z LOSC, co było jedną z najlepszych opcji, o ile nie najlepszą. Cartagena to przedziwna drużyna. Nie tak dawno miała serię 7 meczów bez porażki, by przegrać 4 kolejne spotkania, z kolei następne 2 udało jej się wygrać. Jesienią odnieśliśmy łatwe zwycięstwo 5:1. W następnym meczu nie zagrają: Maclel Maldonado – kontuzja (5-9 dni), Diego – kontuzja (6-7 tyg.) Carvajal – Tornadijo (77’ Trefilov), Amellal, Laguardia, Reis – Montañés, Osei – Sishuba, Vernet (77’ Pérez), Kabangu – Aranburu LIGA BBVA, 30/38, 22.3.2036 Cartagonova, 22 000 widzów Cartagena [10] – Anento [1], 1:2 33’ Grace Kabangu 66’ Edward del Castillo 87’ Khanyiso Sishuba Wygrana, która przyszła nam z ogromnym trudem. Przy stanie remisowym spisywaliśmy się bardzo dobrze, ale gdy tylko zdobywaliśmy bramkę, sytuacja diametralnie się zmieniała, byliśmy zmuszeni do obrony. Mało brakowało, żebyśmy stracili dziś punkty, a pretensje moglibyśmy mieć tylko i wyłącznie do siebie.
  11. steken

    Niemożliwe (znowu) nie istnieje

    Athletic do niedawna kontynuował serię 12 ligowych meczów bez porażki, dzięki czemu niespodziewanie włączył się do walki o podium. W ich szeregach gra znakomity Jesús María Beorlegui który pewnie zmierza po koronę króla strzelców. Uważam jednak, że bardziej należy się ona naszemu Igorowi Aranburu, który ma 4 bramki mniej, ale rozegrał w lidze 17 spotkań przy 26 Beorleguiego. W pierwszym meczu zremisowaliśmy 3:3. W następnym meczu nie zagrają: --- Carvajal – Tornadijo, Amellal (82’ Ballina), Laguardia, Reis – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado, Kabangu – Aranburu (76’ Albrecht) LIGA BBVA, 28/38, 8.3.2036 San Mamés, 50 780 widzów Athletic [6] – Anento [1], 1:3 2’ Khanyiso Sishuba 23’ Jesús María Beorlegui 57’ Khanyiso Sishuba 90+4’ Maclel Maldonado Arcyważna wygrana. To spotkanie było istną wymianą ciosów, w której okazaliśmy się skuteczniejsi. Świetnie spisał się też Carvajal, którego progres widać z dnia na dzień. Gospodarze postawili bardzo trudne warunki, ale nasza wygrana jest zasłużona, byliśmy minimalnie lepsi. 4 dni później lecimy do Londynu na rewanż z Chelsea. Anglicy zdobyli niedawno Capital One Cup, awansowali do półfinału FA Cup, a w lidze wciąż ścigają Bolton. Jesteśmy w niezłej sytuacji, choć bramka zdobyta przez Chelsea w samej końcówce pierwszego meczu sprawia, że nasz margines błędu jest niewielki. W następnym meczu nie zagrają: Rodrigo Tornadijo – zawieszenie (1 mecz) Carvajal – Trefilov, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés, Osei – Sishuba (48’ Albrecht), Maldonado (46’ Vernet), Kabangu – Aranburu UEFA Champions League, 1/8 finału, rewanż, 12.3.2036 Stamford Bridge, 40 181 widzów Chelsea – Anento, 2:1 (3:4) 8’ Francisco Carrasco 72’ Jef Borremans 84’ Daniel Albrecht Mamy awans, Chelsea za burtą! Fatalnie weszliśmy w ten mecz, łatwo pozwalając Carrasco na zdobycie bramki. Reszta spotkania była naprawdę wyrównana, być może nawet z lekkim wskazaniem na nas. Po trafieniu Borremansa rzuciliśmy wszystkie siły do przodu, co przyniosło skutek, choć dopiero dobitka Albrechta okazała się wystarczająca do pokonania golkipera The Blues. Dokonujemy niemożliwego i eliminujemy z Champions League klub, który w ostatnich latach zdominował te rozgrywki.
  12. steken

    Niemożliwe (znowu) nie istnieje

    Nawet bardzo dobrze, o wiele lepiej niż zakładałem. Tydzień później gramy z Levante, które nie przegrało w lidze od 6 spotkań i w 4 nich zachowało czyste konto. Spadek raczej im nie grozi, choć na europejskie puchary też nie mają co liczyć. Jesienią odnieśliśmy zwycięstwo 5:3. W następnym meczu nie zagrają: --- Carvajal – Tornadijo, Ballina, Laguardia, Diego – Montañés (62’ Osei), Vernet – McGrath, Pérez (62’ Maldonado), Albrecht (46’ Kabangu) – José LIGA BBVA, 26/38, 1.3.2036 Ciutat de València, 24 425 widzów Levante [13] – Anento [1], 0:0 58’ Jaime Sánchez (n/kar.) Rozczarowujący remis. To był nudny mecz, jedynym wartym uwagi momentem był obroniony przez Carvajala rzut karny. Brakowało nam dziś pomysłu na grę, różnica pomiędzy pierwszym składem a zmiennikami jest kolosalna. Barcelona ma w tym sezonie pewien problem. Świetnie radzi sobie z czołówką (jesienią wygrała z nami 2:1), ale ma przy tym tendencję do tracenia punktów ze słabszymi zespołami. Nadchodzące spotkanie będzie dla niej kluczowe, bo jeśli nie wygra, wizja mistrzostwa kraju stanie się bardzo odległa. W następnym meczu nie zagrają: Dani Carvajal – zgrupowanie reprezentacji Hiszpanii U-21, Pablo Laguardia – zgrupowanie reprezentacji Hiszpanii U-21 César – Trefilov (86’ Tornadijo), Amellal, Girón, Reis – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado, Kabangu – Aranburu LIGA BBVA, 27/38, 5.3.2036 Stadion Miejski, 8 200 widzów Anento [1] – Barcelona [3], 4:4 8’ Maclel Maldonado 8’ Gonzalo Alfaro 10’ Igor Aranburu 12’ Igor Aranburu 24’ Alassane Bamba 36’ Mateo Moreno 68’ Maclel Maldonado 78’ Igor Aranburu (n/kar.) 89’ Moshe Biton Mamy czego dziś żałować. Kibice zobaczyli dziś świetne spotkanie z ogromną ilością trafień. Trzeba jednak przyznać, że straciliśmy te 2 punkty na własne życzenie, marnując rzut karny. Najwyraźniej los odebrał nam to, co podarował 4 dni temu. Nie pomógł też młody bramkarz Héctor César, który zastępował Carvajala, mieliśmy po prostu pecha, że jego debiut wypadł akurat w meczu z Barceloną. Real zbliżył się do nas w tabeli na odległość punktu.
  13. steken

    Niemożliwe (znowu) nie istnieje

    W 1/8 finału Champions League trafiliśmy na Chelsea – zespół, który rok temu wyeliminował nas w ćwierćfinale. Anglicy radzą sobie bardzo dobrze – w lidze ustępują tylko sensacyjnemu Boltonowi, grają w finale Capital One Cup i wciąż są w grze o FA Cup. Jeśli chodzi o Champions League, nazwę tych rozgrywek można zmienić na Chelsea League, bo ostatnie 5 lat dla Anglików to 4 finały (3 wygrane) i półfinał. Do tej pory wygraliśmy z nimi raz, 2-krotnie przegraliśmy i raz padł remis. W następnym meczu nie zagrają: --- Carvajal – Tornadijo, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés (46’ Vernet), Osei – Sishuba, Maldonado, Kabangu – Aranburu UEFA Champions League, 1/8 finału, 1. mecz, 19.2.2036 Stadion Miejski, 8 200 widzów Anento – Chelsea, 3:1 23’ Igor Aranburu 26’ Igor Aranburu 41’ Khanyiso Sishuba 87’ Augustine Nyamsi Wygrywamy w pierwszym spotkaniu, do Londynu udamy się z 2-bramkową zaliczką. Pierwsza połowa wyszła nam znakomicie, po przerwie było nieco gorzej, ale i tak nie możemy narzekać. Szkoda straconej w końcówce bramki, bo może okazać się zabójcza w kontekście dwumeczu, ale i tak jest to dużo lepszy wynik niż przed rokiem, kiedy to zremisowaliśmy u siebie 3:3. Mallorca cały czas balansuje na granicy strefy spadkowej, ale jej aspiracje przed sezonem były zdecydowanie większe. Miała walczyć o puchary, a okazuje się, że nie może być pewna utrzymania. W pierwszym meczu wygraliśmy 3:1. W następnym meczu nie zagrają: --- Carvajal – Tornadijo, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés, Osei – Sishuba (61’ Jasiński), Maldonado (61’ Vernet), Kabangu – Aranburu LIGA BBVA, 25/38, 23.2.2036 Stadion Miejski, 8 200 widzów Anento [1] – Mallorca [18], 8:0 1’ Maclel Maldonado 9’ Paul Osei 12’ Grace Kabangu (kar.) 22’ Igor Aranburu 26’ Igor Aranburu 39’ Igor Aranburu (kar.) 64’ Grace Kabangu 74’ Grace Kabangu (kar.) Coś niesamowitego, totalna demolka i najwyższa wygrana w historii klubu. Wbijaliśmy dziś bramkę za bramką, a przy lepszej skuteczności mogliśmy zdobyć drugie tyle. Zmiażdżyliśmy dziś Mallorcę i pokazaliśmy swoją prawdziwą siłę. Od pewnego czasu w lidze grali zmiennicy i czasem nie szło im najlepiej. Dziś wyszliśmy w najmocniejszym ustawieniu i pokazaliśmy, że gdybyśmy nie musieli grać na wielu frontach, tytuł mistrzowski mielibyśmy w kieszeni. Obecnie drugi w tabeli Real Madryt traci do nas 5 punktów.
  14. steken

    Niemożliwe (znowu) nie istnieje

    3 dni później gramy rewanż z Realem Madryt. Wydaje się, że pierwszy mecz załatwił już sprawę. Jeśli uda nam się zdobyć bramkę, będzie po zabawie, a gol dla Anento zawsze jest niemal gwarantowany (nie zdobyliśmy bramki w tym sezonie w 2 meczach, oba kończyły się bezbramkowym remisem), rewanż jest więc formalnością. W następnym meczu nie zagrają: --- Carvajal – Tornadijo, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés (46’ Ballina), Osei – Sishuba, Maldonado, Kabangu – Aranburu Copa del Rey, półfinał, rewanż, 13.2.2036 Santiago Bernabéu, 76 979 widzów R. Madrid – Anento, 1:3 (1:7) 15’ Grace Kabangu 53’ Grace Kabangu 58’ Paul Osei 83’ Guychel Mbiyavanga Potwierdzamy swoją przewagę nad Realem. To było dużo bardziej wyrównane spotkanie niż to w Saragossie, śmiem wręcz twierdzić, że gospodarze grali dziś od nas lepiej. My już jednak nic nie musieliśmy, nastawiliśmy się na kontry i przyniosło to należyty skutek. Fantastyczny dwumecz w naszym wykonaniu. Mamy awans do finału, w którym zmierzymy się z Barceloną. Real Sociedad spisuje się w tym sezonie bardzo przyzwoicie. Ma realne szanse na puchary, poniżej 7. miejsca już raczej nie spadnie, a do wicelidera traci jedynie 6 punktów. W pierwszym meczu udało nam się wygrać 4:1, ale teraz to zupełnie inna drużyna, ponadto zagramy zmiennikami, może być ciężko. W następnym meczu nie zagrają: --- Carvajal – Trefilov, Ballina, Girón, Diego – Montañés, Vernet (68’ Osei) – McGrath, Pérez (75’ Maldonado), Albrecht – José (68’ Aranburu) LIGA BBVA, 24/38, 16.2.2036 Anoeta, 31 170 widzów R. Sociedad [7] – Anento [1], 2:1 9’ Piotr Smuda 62’ Piotr Smuda 80’ Diego (kar.) Pierwsza ligowa porażka od 4 miesięcy. To było naprawdę wyrównane spotkanie, wskazują na to wszystkie statystyki. Byliśmy jednak do bólu nieskuteczni, jedyną bramkę zdobyliśmy z rzutu karnego. Paradoksalnie, zagraliśmy o wiele lepiej niż przeciwko Getafe, a to w tamtym meczu wywalczyliśmy 3 punkty.
  15. steken

    Niemożliwe (znowu) nie istnieje

    W Copa del Rey trafiliśmy na Real Madryt. „Królewscy” to – rzecz jasna – absolutny top w Hiszpanii, ale rok temu spisywali się o niebo lepiej. W lidze tracą do nas już 8 punktów, ograliśmy już ich zresztą 3:1. Pamiętamy jednak o ich klasie, to będzie szalenie trudny dwumecz. Pierwsze spotkanie rozgrywamy u siebie i sprawa jest jasna – musimy to wygrać. W następnym meczu nie zagrają: --- Carvajal – Tornadijo, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés (90+1’ Ballina), Osei (65’ Vernet) – Sishuba, Maldonado (75’ Pérez), Kabangu – Aranburu Copa del Rey, półfinał, 1. mecz, 6.2.2036 Stadion Miejski, 8 200 widzów Anento – R. Madrid, 4:0 33’ Igor Aranburu 35’ Igor Aranburu 42’ Igor Aranburu 83’ Héctor Vernet DE-KLA-SA-CJA. Byliśmy dziś niesamowici, na boisku grała tylko jedna drużyna. Już lepiej na naszym tle wyglądała trzecioligowa Girona. Miażdżymy Real 4 bramkami, a prawda jest taka, że spokojnie powinniśmy zdobyć drugie tyle. Nic już nie może zabrać nam awansu, z taką grą możemy wygrać absolutnie z każdym zespołem. W lidze gramy z Getafe, które nie może liczyć na europejskie puchary, ale nie grozi mu też spadek. Jesienią drużyna ta ograła nas 2:1, ta porażka była naszą pierwszą w sezonie. Szanse na udany rewanż są spore, ale musimy pamiętać, że skoro raz potrafili nas pokonać, to mogą to zrobić ponownie. W następnym meczu nie zagrają: --- Carvajal – Trefilov, Ballina, Girón, Diego – Montañés (67’ Osei), Vernet (72’ Kabangu) – McGrath, Pérez (80’ Maldonado), Albrecht – José LIGA BBVA, 23/38, 10.2.2036 Stadion Miejski, 8 200 widzów Anento [1] – Getafe [11], 3:1 4’ Diego (kar.) 11’ Blas Ballina 73’ Paco Cuellas 85’ Maclel Maldonado Wynik dużo lepszy niż gra. Bardzo dobrze weszliśmy w ten mecz za sprawą rzutu karnego i rożnego. Przez resztę spotkania musieliśmy się jednak bronić. Goście długo naciskali i w końcu zdołali nawiązać z nami kontakt. Końcówka była bardzo nerwowa, ale uspokoiliśmy ją, wykorzystując fakt, że Getafe postawiło wszystko na jedną kartę. Zmiennicy (z małą pomocą 3 podstawowych zawodników) zapewnili nam 3 punkty, ale daleko było nam dziś do ideału.
×