Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 15.08.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. 39 punktów
    Witam wszystkich bardzo serdecznie na dorocznej gali przyznania najważniejszych nagród w internecie. Tak, tak CMF Awards według statystycznych badań, skrupulatnie przeprowadzonych przez firmę „Keith Flint & Rafee Brothers”, cieszą się największą renomą wśród ankietowanych. Zwycięstwo w każdej z kategorii oznacza dożywotni splendor, sławę i możliwość zaczynania każdego postu: „Jako zwycięzca CMF Awards uważam…”, co gwarantuje pokonanie każdego interlokutora. Osiemnaście nagród, stu pięćdziesięciu dwóch nominowanych i przede wszystkim bardzo surowa Akademia, której wysublimowany gust i niezwykłe poczucie humoru są znane wszystkim. Rozpocznijmy show! Nagrodę w kategorii „Najlepszy film roku 2017” wręczy największy kinoman naszego Forum – Ajerkoniak! Zapraszamy na scenę! Ajerkoniak: Tak, przyznam się zupełnie szczerze, że obejrzałem każdy z nominowanych filmów, wszystkim dałem też najwyższą notę na Filmwebie. Ciężko byłoby mi się zdecydować na to, aby wyróżnić ten jeden konkretny film, ponieważ wszystkie prezentują równy poziom. Ostatecznie pozwoliłem mojej nowej dziewczynie, której imienia nie wolno mi wymawiać, aby oddała głos za mnie. Jednak nie przyszliśmy tutaj, aby słuchać o mnie i mojej nowej dziewczynie, ale o tym, jaki film wybrała Akademia. Mianowicie jest to: BLADE RUNNER 2049 Dziękuję bardzo Ajerkoniakowi za wręczenie tej nagrody. Kolejną kategorią, która otrzyma CMF Awards 2017 będzie, pozostając w klimatach filmowych, „Najlepszy serial roku 2017”. Statuetkę wręczy znany wielbiciel seriali stefan1984! Zapraszamy! stefan1984: Cały czas za skandaliczne uważam, że pominięto w głosowaniu moją kandydaturę, którą była ukochana Doktor Quinn. Ale ja pewnie, jak to mawiała znana pani lekarz: „Należę chyba do innego świata”. Nie pozostaje mi nic innego jak odczytać werdykt i ogłosić, że serialem roku 2017 została przereklamowana i nudna jak flaki z olejem: GRA O TRON Dziękuję stefan1984 za tę wzruszającą przemowę. Przyszła pora na przyznanie nagrody w kategorii „Gra roku 2017”. Wręczy ją najlepszy gracz na forum, który niczym król Midas wszystko, czego dotknie, zamienia w złoto, przynajmniej jeśli chodzi o granie – Counter! Witamy! Counter: Powiem szczerze, że nie za bardzo miałem czas na to, aby wręczać tę nagrodę, gdyż muszę kerować kolejnych nubków w jednej z licznych gier, w które jestem najlepszy. Dobrze, że tę kategorię zdecydowanie wygrała gra, którą co prawda mam od niedawna, a i tak już zdążyłem wejść na taki poziom skilla, że nie ma dla mnie mocnych. Zgadniecie co to? Pewnie będzie to trudne, bo jest sporo nowych gier, w które jestem dobry. Jednak chodzi tym razem o: PLAYERUNKNOWN’S BATTLEGROUNDS Dziękujemy Counterowi i już więcej nie przeszkadzamy. Tym razem zapraszamy największą gwiazdę naszego forum Jaha, który ogłosi zwycięzcę w kategorii mu najbliższej: „Książka roku 2017”. Jahu: Pozdrawiam wszystkich słuchaczy Radia Eska i moich fanów! Te książki są lepsze niż te poprzednie, bo te powstały za PiSu, a nie za PO, więc muszą być ciekawsze. Jednocześnie miały one szczęście, że nie powstało dzieło Jankesa z Eski, które będzie najlepszą rzeczą we wszechświecie. A w tym roku wygrała książka. JO JO JO JO JO! JO NESBO „PRAGNIENIE” Dziękujemy bardzo serdecznie naszemu Amantowi. Przyszła teraz kolej na wręczenie nagrody „Sportowiec Roku 2017”. Wręczy ją wybitny sportsmen i propagator aktywności fizycznej Wujek Przecinak. Wujek Przecinak: Widzę, że tu coś smutno Jesteście miśki zbyt mało pozytywni Powinniście się wyluzować, wyjść na świeże powietrze, porzucać trochę jajem Niestety, sportowcem roku CMF nie został żaden Wombat, ale też nieźle radzi sobie z kulą : ROBERT LEWANDOWSKI Przechodzimy wreszcie w naszej ceremonii do kategorii typowo forumowych. Zaczniemy od wysokiego C, czyli od „Cytatu roku 2017”. Nagrodę wręczą dwaj najśmieszniejsi użytkownicy, którzy rzadko występują wspólnie, więc trzymajcie boki, bo możecie je zerwać. Zapraszamy Fenomena i FYMa. Fenomen: Byłem sobie ostatnio na skałkach i widziałem z góry przepiękne pole do zaorania. Zaorałbym je tak, jak Barcelona Real Madryt, ale niestety zasnąłem na szczycie. FYM: Widzę, że było wygięcie=20 (śmiech z puszki) Fenomen: Dobre, naprawdę dobre, a cytatem roku zostaje: i cytat właściwy, me_who: Dziękuję za rozluźnienie atmosfery. Kolejną nagrodę przyznamy w kategorii: „FM-owicz roku 2017”. Nagrodę przyzna sam Profesor. Profesor: Dziwnie się czuję, kiedy mam powiedzieć na forum o czymś innym, jak o śmierci kolejnej osoby, ale tym razem rzeczywiście mam zaszczyt wręczyć nagrodę dla najlepszego FM-owicza w minionym roku. Zostaje nim: JMK Gratulujemy naszemu przedstawicielowi w tym dziwnym obozie. A teraz przejdziemy do kolejnej kategorii, którą będzie „Najciekawszy temat roku 2017”. Nagrodę wręczy wybitny Gość_Profesor. Gość_Profesor: Wynik tego plebiscytu przyprawia mnie o ból głowy i chętnie usunąłbym konto, gdyby nie to, że nie da się tego zrobić drugi raz Widać, że te forum poszło w złym kierunku, opanowały go Maryniowe Misie. Tak, tak, tematem roku zostaje: MARYNIA Tak, tak, dziękujemy i żegnamy. Teraz pora na kategorię: „Moderator roku 2017”. Nagrodę wręczy legenda ModTeamu, nieustraszony łowca ostrzeżeń, wielki inwigilator: Jasonx. Jasonx: Słucham? Co mam zrobić? Otworzyć tę kopertę? Przeczytać co jest w środku? Na pewno? Jesteście pewni? No dobra, niech będzie? Kto zostanie moderatorem roku? Czy wiecie, że była to najbardziej wyrównana kategoria? Że jeszcze godzinę przed końcem czterech modów miało tyle samo głosów? I że ostatecznie wygrał tylko jeden? Wiecie, że tym kimś jest FEANOR? Wiemy, wiem, jak zresztą zwykle to bywa. Czas na przyznanie nagrody w jednej z najsłabiej obsadzonych kategorii, czyli: „Sygnatura roku 2017”. Statuetkę przyzna jeden z poprzednich zwycięzców: Brudinho. Brudinho: Powiem Wam szczerze, że prawie nie zdążyłem na tę uroczystość, bo przejechałem dwa przystanki za daleko, później wyjebałem się na prostej drodze, a na końcu mijałem miejsce, gdzie rozdawali za darmo jedzenie. No, ale jestem, więc doceńcie to. Sygnaturą roku zostaje: Użytkownicy forum są bardzo pomocni, dlatego teraz przyznamy nagrodę dla: „Asystenta roku 2017”. Nagrodę wręczy ten, który rozdał w tym roku chyba najwięcej plusów na forum, czyli wojt3k. wojt3k: Nie wiem sumie dlaczego mnie spotkał taki zaszczyt, bo raczej nie jestem zbytnio rozpoznawalny na forum. Ja sobie jedynie plusuje fajne posty, czasami coś napiszę. No ale skoro już mnie zaproszono to dobrze. Bez zaskoczeń asystentem roku zostaje: KLINSMANN Czas na kategorie avatarowe, czyli co najlepiej i najgorzej przedstawia użytkowników. Zaczniemy od tej negatywnej kategorii: „Najgorszy avatar roku 2017”. Nagrodę wręczy Vami. Vami: Uwielbiam negatywne kategorie w awardsach, pokazują to, co kocham, wolność, także w nieprzyjemnym wsadzaniu knagi w dupsko. Tym właśnie jest ta kategoria. Najgorszym avatarem roku zostaje: DAWNY AVATAR MAHDIEGO Dziękuję bardzo, przechodzimy dal… co to za hałasy, kto tu siłą wchodzi na scenę? Gacek, co Ty tu robisz? Gacek: Przepraszam bardzo, ale ja uważam, że nie tylko avatar Mahdiego zasługuje na nagrodę, że jeszcze jeden powinien dostać CMF Awards. Nie mam nic do Mahdiego, ale nie wiem jakim ilorazem inteligencji trzeba było się wykazać, aby zagłosować na jego przereklamowany avatar. Prawdziwym najgorszym avatarem roku jest: AVATAR REAPERA W zasadzie to dziękuję, gdyż jest to jedyna kategoria, która nie została rozstrzygnięta, a więc mamy w niej dwóch zwycięzców! Teraz czas na „Najlepszy avatar roku 2017”! Nagrodę wręczy Brachu! Brachu: AvE! Z tej strony komandor, książę i GM Brachu. Wchodzi facet do windy, a tam schody. A najlepszym avatarem roku został: AVATAR ME_WHO AvE! Czas na kolejną słabo obsadzoną kategorię: „Debiutant roku 2017”. Nagrodę wręczy poprzedni zwycięzca: Nikt! Nikt: Tak naprawdę to ja, Keith Flint, Nikt jest moim alter ego. Wiem, że życie jest bezsensu, a ja jestem beznadziejny. Beznadziejnie mały był też wybór w tej kategorii, ale wygrał ją po zaciętej walce: LUCIFER MORNINGSTAR To logiczne! Zapraszam teraz na przyznanie nagrody w kategorii: „Opowiadanie roku 2017”. Nagrodę wręczy najlepszy pisarz karier na forum: Chomik. Chomik: Leżę sobie na działce w domu, właśnie posypała mi się kariera piłkarska, bo zerwałem więzadła w obu nogach. Więc sączę sobie już dziesiąte piwko, a tu nagle dzwoni telefon. Patrzę, a tu „NIEZNANY”. Odbieram i słucham: Chomik! Najlepszym opowiadaniem roku było: CZESKI FILM – FEANOR Czas na trzy ostatnie kategorie. Na początek idzie: „Najbardziej kontrowersyjny temat roku 2017”. Nagrodę wręczy jmk. jmk: Pozwólcie, że najpierw odpalę racę i wręczę prowadzącemu szalik Pogoni. Musiałem uciec ze szpitala, aby tutaj być, ale nie żałuję, bo najbardziej kontrowersyjnym tematem roku jest ten, w którym byłem w centrum: TRZECIE MISTRZOSTWA POLSKI WIRTUALNYCH MENEDŻERÓW Przedostatnią kategorią jest: „Wydarzenie roku”. Nagrodę tę wręczy sam wielki legendarny wieszcz Mahdi! Mahdi: Nie ukrywam, że to, że wręczam tę nagrodę to dla mnie spełnienie marzeń. Lubię bowiem wszystko robić sam. Sam zorganizować i sfinansować turniej, który później sam wygram. Nie ma więc dla mnie nic lepszego od wręczenia CMF Awards samemu sobie. Wydarzeniem roku jest bowiem: AFERA RYANAIR Doszliśmy więc do samego końca, do najważniejszej kategorii: „Użytkownik roku 2017”. Zaszczyt przyznania tej nagrody otrzyma: Cała społeczność Forum CM! Cała społeczność Forum CM: Jesteśmy Całą Społecznością Forum CM! Mamy zaszczyt wręczyć nagrodę na użytkownika roku. Za optymizm. Za chęć pomocy. Za dzielenie się wrażeniami z podróży. Za wszystko. Użytkownikiem roku zostaje: REAPER Gratuluję wszystkim nagrodzonym. Mam nadzieję, że spotkamy się za rok na kolejnej gali rozdania CMF Awards! DZIĘKUJEMY WSZYSTKIM ZA UDZIAŁ!
  2. 25 punktów
    Oficjalnie, zonaty;) Ciezki pierwszy poranek po
  3. 23 punktów
    Panowie, krótko: mieliście rację pisząc, że można dokonać odprawy mając tylko e-mail i nr rezerwacji. Posypuję głowę popiołem. Próbowałem rano to zrobić, ale cały czas pokazywało mi takie info: Okazało się, że po prostu miałem skopiowaną o jedną cyfrę mniej. Teraz spróbowałem i okazało się, że to Wy mieliście rację, a nie ja. Aczkolwiek nie wszystkie wasze posty były eleganckie, gdyż sugerowały jakieś moje nieczyste intencje, stąd zdenerwowanie. Teraz już wiem, że mieliście rację, a ja jej nie miałem. Przepraszam zatem i jestem bogatszy o tą wiedzę; człowiek uczy się cały czas. Dziękuję. Oczywiście artykuł na MFM usunąłem, za chwilę wrzucę też reklamę http://forumcm.net na boczny pasek.
  4. 23 punktów
    Ja już zgłosiłem sprawę na Policję. Dostałem informacje, ze sprawa zajmie się młodszy aspirant Kubiniok, wiec jakby co kontaktować można się bezpośrednio z nim.
  5. 22 punktów
    Panowie - jeszcze raz potwierdzam, że rację miały te osoby, które od początku twierdziły, że mogę zakupić komuś bilet, a ta osoba może zrobić sobie odprawę na własną rękę znając tylko numer rezerwacji i adres e-mail podany przeze mnie przy zakupie biletu. Dziękuję Wam za zwrócenie na to uwagi, gdyż na portalu MFM zamieściłem ponad trzy tygodnie temu artykuł, gdzie był screen z niezakrytymi numerami rezerwacji: https://myfootballmanager.pl/rozgrywka-mistrzow/1760/rozgrywka-mistrzow-3-nagrody-dla-laureatow-informacje-o-biletach-lotniczych-i-hotelu Nie mając zielonego pojęcia, że takie coś, co mi uświadomiliście jest możliwe, każdy mógł - znając mój e-mail - zmienić np. nazwisko osoby uprawnionej do lotu, odprawić się i bilet zostałby zmarnowany, a także pieniądze... Szczęście w nieszczęściu, że odprawa jest obecnie płatna (bezpłatna staje się 4 dni przed odlotem) i nikt nie zrobił żadnych zmian... Dziękuje Wam jeszcze raz za uświadomienie mnie, aczkolwiek nie ukrywam, że bardzo bolały mnie sugestie, które pojawiły się w trakcie dyskusji, że ja celowo chcę od kogoś dane potrzebne do odprawy, żeby to w jakiś "niecny" sposób wykorzystać. Mam nadzieję, że nikt z Was już tak nie myśli... Oto działania, jakie podjąłem: - wszyscy uczestnicy turnieju finałowego zostali poinformowani przeze mnie, że popełniłem błąd i nie miałem racji. Dałem im wybór - mogą się sami odprawić, lub ja to zrobię za nich. Wybrali tę drugą opcję. - skontaktowałem się z liniami lotniczymi i poinformowałem o całej sytuacji, prosząc o poradę co mogę zrobić. Okazało się, że wystarczy zmienić e-mail w rezerwacji i już nikt nie będzie mógł teraz przy niej manipulować. W związku z tym zmieniłem e-mail w panelu rezerwacji - nie jest już ona powiązana z moim, powszechnie znanym adresem e-mail. Dziękuję Wam jeszcze raz za pomoc, mniejsza już o formę... Edit. Jeżeli ktoś poczuł się jakimkolwiek moim postem urażony, to proszę o wybaczenie. Personalnie przepraszam @Meler, za użycie słowa "burak". Wybacz.
  6. 19 punktów
    Ja robię kupę od 24 lat, czy to czyni mnie legendą przemiany materii?
  7. 17 punktów
    Uwaga, to moja zawodowa opinia odnośnie podstaw prawnych do kierowania jakichkolwiek roszczeń w zaistniałej sytuacji wobec Melera:
  8. 15 punktów
    Lubię po podróży zrobić małe podsumowanie, może komuś się przyda, a i ja czasami się cofam, żeby sprawdzić jak to wyglądało Wybraliśmy się na 10 dni do Tajlandii, a dokładnie do miasta Chiang Mai. Ze względu na specyfikę naszego wyjazdu, z 6-miesięcznym dzieckiem, postanowiliśmy nie robić żadnej objazdówki, tylko wynająć mieszkanie na ten cały czas, kręcić się po mieście i zajadać przepyszne żarcie oraz robić jednodniowe wycieczki do okolicznych atrakcji. Podróż 3 osoby dorosłe i 1 niemowlę. Kurs batów tajskich (THB) wynosi ok. 0,10 zł, więc żeby dostać złotówki trzeba odjąć jedno zero. LOT Bilety kosztowały nas 2000 zł na osobę, co jest dość standardową ceną do Tajlandii na ten moment - można kupić taniej, można drożej, ale dużo więcej niż 2k byśmy nie dali. Ceny zaczynają się w promocjach tak od 1500 zł. Trafił nam się lot, który do tej pory uważałem za masakryczny, czyli z 15-godzinną przesiadką w Katarze, a dokładnie w Doha. Jednak wykorzystaliśmy to w najlepszy sposób - wynajęliśmy pokój w hotelu Golden Ocean, przespaliśmy się, wykąpaliśmy, poszliśmy na kilkugodzinny spacer po mieście i odświeżeni wróciliśmy na lotnisko na drugi lot. Dużo przyjemniejsza podróż, człowiek nie jest tak wycieńczony jak przy dwóch lotach ciurkiem z kilkugodzinnym czekaniem na lotnisku Istotna informacja - pokój mieliśmy wynajęty od 6 rano do 6 popołudniu, więc teoretycznie wpadało to w dwie doby hotelowe, ale udało się dogadać mailowo, żeby policzyli nas za jedną. Cenę porównałem z booking.com itp i wyszło tyle samo, czyli 350 zł (370 QAR). Hotel blisko wybrzeża, więc było gdzie spacerować, a dodatkowo oferowali darmowy transport na lotnisko i z powrotem, więc tutaj sporo przyoszczędziliśmy. W Chiang Mai duża taksówka kosztowała nas 300 THB. LOKUM Długo myśleliśmy czy wziąć porządny hotel ze śniadaniem i byliśmy już blisko zarezerwowania dwóch pokojów dwuosobowych ze śniadaniami w Woodfield Resort za ok. 3000 zł (150 zł za pokój dwuosobowy na noc), ale jednak stwierdziliśmy, że odległość od głównych atrakcji miasta (Night Market oraz stare miasto, w ramach którego znajdują się wszystkie najbardziej polecane knajpy) była zbyt duża i bylibyśmy uzależnieni od przemieszczania się taksówkami czy tuk-tukami, to postanowiliśmy zerknąć na AirBnB. Tam trafiliśmy na luksusową miejscówkę w Astra Condo, nowym apartamentowcu 500 m od Night Marketu i ok. 1,5 km od starego miasta, w cenie 2700 zł. Basen na dachu, siłownia, sauna sucha i parowa, wysoki standard i dogodna lokalizacja w 100% nas przekonały i jesteśmy bardzo zadowoleni z wyboru. Dwa pokoje z łazienkami, wspólny salon (z TV z wykupionym Netflixem - stąd tyle seriali u mnie ;)) z kuchnią, po jednym klimatyzatorze na każdy pokój. Oczywiście jak na Tajlandię ta cena jest bardzo wysoka, bo można sobie ogarnąć jakieś mieszkanko w lepszej lokalizacji i pewnie za połowę ceny (50 zł za noc, zamiast naszych 90 zł), ale zależało nam na pewności wysokiego standardu ze względu na dziecko, a wszystkie hotele w okolicach starego miasta miały opinie bycia brudnymi, z grzybem na ścianach czy pojawiającymi się robakami. Stąd taka decyzja z naszej strony. JEDZENIE To był nasz priorytet wyjazdowy przed podróżą pozaznaczałem na mapie wszystkie najlepiej oceniane knajpy w Trip Advisorze w kategorii "Cheap Dining" i staraliśmy się jak najwięcej ich odwiedzić. Tutaj znajduje się moja lista knajp w Chiang Mai. Ze swojej strony bardzo polecam Kat's Kitchen i Kanjana, najlepsze żarcie jakie jedliśmy w Tajlandii, szczególnie Kat's dawała prawdziwą tajską ostrość, bo wszędzie indziej łagodzili potrawy pod turystów Pewne miejscówki to też Lemongrass Thai Cuisine i Cooking Love, ale już zdecydowanie bardziej pod turystów i smakowo i cenowo. Jednak najbardziej genialną jedzeniowo miejscówką był mały food market zaraz obok Night Marketu, o którym nigdzie nie wyczytaliśmy, ale przypadkiem trafiliśmy, a tam było wszystko czego tylko turysta szukający lokalnych atrakcji mógł sobie wymarzyć Masa małych stoisk oferujących najróżniejsze żarcie - cały zestaw standardowych dań knajpowych, lokalne kiełbaski, dim sumy, sajgonki, dania z kraba, stoisko z zupami (Khao Soi polecam bardzo mocno!), Pad Thaiem, kurczakiem czy owocami morza na patyku (bardzo typowe dla Tajlandii) czy też robaczki (próbowane, bez szału ), przepiórki w całości grillowane na ruszcie (śmiesznie im głowy telepały ), czy nawet mięso krokodyla, strusia (?) czy jelenia. Spędziliśmy tam kilka wieczornych posiłków, próbując różnych dań i zawsze wychodziliśmy najedzeni i zadowoleni Trzeba tylko pamiętać, że stoiska nie rozstawiają się w weekendy, tylko od poniedziałku do piątku tak od godz. 18-19 do północy albo i dłużej. ATRAKCJE Samo miasto Chiang Mai ma ponad 300 świątyń i każda z nich na pewno jest ciekawa do zobaczenia. No ale jak tak się obejrzy kilka takich "pagód", to tak jakby widziało się już wszystkie. Na pewno w rejonie starego miasta (tego kwadratu otoczonego fosą) są najciekawsze, na pewno warto zapłacić te 40 THB za wejście do Wat Chedi Luang Worawihan, świątyni jeszcze z XV wieku. Pozostałe można sobie przejść przyjemnym spacerkiem w 30-stopniowym upale W trochę dalszej odległości znajduje się Wat Umong, który jest całym pięknym kompleksem ze stawem, zwierzętami i oczywiście świątynią. Można tutaj nawet przyjechać na medytację i mieszkać przez kilka dni razem z prawdziwymi mnichami. Najbardziej atrakcyjną świątynią jest Wat Phrathat Doi Suthep, duży kompleks kilku świątyń na wzgórzu nad miastem, z którego rozciąga się piękna panorama na Chiang Mai. Najbardziej widowiskowe są schody, których jest ponad 300. Wejście do świątyń kosztuje 30 THB. Ze świątyni można wjechać na sam szczyt góry na punkt widokowy, czy też do wioski ludu Hmong - nic specjalnego, ale całkiem piękna okolica, a ceny na targu nawet lepsze niż w mieście. Kawałek dalej od miasta znajduje się najwyższy szczyt Tajlandii Doi Ithanon, a obok niego dwie świątynie - jedna królowej, a druga króla. Zdjęcia w internecie są piękne, u nas niestety spora mgła była, ale i tak aby mieć taki widok jak na fotach w necie, to trzeba by było zrobić mały trekking (około godziny, o ile się nie mylę), co nie do końca było dla nas komfortowe z maluchem. Same świątynie ładne, na pewno warto zobaczyć, ale najciekawszym momentem było, gdy przeczytałem tabliczkę z ostrzeżeniem, że znajdujemy się na wysokości ponad 2000 m n.p.m. i żeby starsze i chore osoby nie wchodziły po schodach. Po 10 schodach miałem już zadyszkę i ciężko się oddychało, niesamowite doświadczenie, choć dość oczywiste Wracając do miasta można zaliczyć też bardzo ładny wodospad Wachirathan Waterfall. Ach, istotne do zaznaczenia jest, że wstęp do Parku Narodowego Doi Ithanon kosztuje 300 THB od osoby. Najdalsza wycieczka jest do Chiang Rai, ponad 3h drogi samochodem, ale też najpiękniejsze świątynie, poczynając od Wat Rong Khun White Temple, która jest niesamowicie widowiskowa, a wejście kosztuje zaledwie 50 THB. Dalej mamy Rong Suea Then Temple nazywanej potocznie Blue Temple. Dodatkowo nasz kierowca zabrał nas do Baandam Museum, bardzo ciekawy kompleks budynków i różnych eksponatów m.in. skóry węży, krokodyli itp. Ciekawe doświadczenie, zdecydowanie warto zobaczyć, koszt też ok. 40 THB, o ile mnie pamięć nie myli. Chiang Rai jest także punktem wypadowym do tzn. "Golden Triangle", czyli miejsca gdzie spotykają się granice Tajlandii, Birmy i Laosu na rzece Mekong. Okolica ta słynie (słynęła?) jako główne miejsce przemytu narkotykowego, z którym te kraje od wielu lat intensywnie walczą. My już sobie tę atrakcję odpuściliśmy. Inne standardowe wycieczki okolic Chiang Mai są typowo zwierzęce - Chiang Mai Zoo, Night Safari, Tiger Kingdom i Elephant Sanctuary. Wokół wszystkich tych atrakcji krąży sporo kontrowersji - ZOO ma kiepskie warunki i brudno, Safari zorganizowane jest na tak małym terenie, że zwierzęta są tam dosłownie zgniecione, Tiger Kingdom tygrysy są podobno naćpane, żeby nie atakować turystów, a Elephant Sanctuary na szczęście na słoniach się już nie jeździ (zwierzęta się męczyły oraz chorowały na kręgosłup od tych bud na plecach), ale karmione są trzciną cukrową przez co podobno są przecukrzone. My zdecydowaliśmy się pojechać do słoni, gdzie atrakcją miało być karmienie słoni (z ręki trzciną cukrową, później jadły już trawę) oraz kąpiel ze słoniami. Z drugiej atrakcji nic nie wyszło, bo padało i było mało przyjemnie, ale samo spotkanie ze słoniami i możliwość ich nakarmienia była naprawdę mega Trochę pogadaliśmy z przewodnikiem o tej trzcinie cukrowej, który był także współwłaścicielem całego biznesu, i nie wypierał się tego, ale zapewnił, że starają się kontrolować ilość zjadanej trzciny (faktycznie trwało to dosłownie kilka minut) i że zwierzęta są zadbane. Wzbudzał nasze zaufanie. Opcja half-day, która moim zdaniem jest w 100% wystarczająca (ile godzin w końcu chcemy robić zdjęcia słoniom? my i tak mieliśmy jakieś 3h na to) kosztowała ok. 1500 THB od osoby, w cenie transport z hotelu i z powrotem oraz lunch na miejscu. Wycieczka do kupienia w każdym biurze turystycznym na miejscu, jest kilka takich miejsc, ale zakładam, że wszędzie jest podobny standard, ale na wszelki wypadek podaję namiary na naszą wycieczkę - Elephant Dream Valley (na stronie jest 1600 THB, nam przez biuro udało się stargować do 1400 THB). Uff, na ten moment myślę, że tyle wystarczy, mam nadzieję, że komuś się to przyda, bo naprodukowałem się Jakby były jakieś pytania to chętnie odpowiem i najwyżej dopiszę jeszcze tutaj.
  9. 14 punktów
    Nie interesuje mnie - jak już kilka razy pisałem - co Mahdi zamierza zrobić z danymi które otrzymał. Sam fakt, że WYMUSIŁ ICH PODANIE i je przechowuje jest co najmniej wątpliwy moralnie, jeśli nie prawnie. Co do kryształowości Mahdiego - nie będę się wypowiadał. Co do mojej anonimowości - Artur Melerowicz, Bytom, Polska. TheKerimek zna mnie osobiście. Jak chcesz, to podam adres na PW bo już nie przesadzajmy. Mahdi i ty jesteście bardziej anonimowi w tym temacie ode mnie, a to dlatego że jak obaj nie wiedzieliście co to manager, ja byłem LEGENDĄ TEJ SCENY ;). Średnio mnie interesują uczucia Mahdiego No i jedyną osobą która tu kogoś obraziła jest Mahdi piszący do mnie per burak
  10. 14 punktów
    Nominuje siebie aby skruszyć ten zatwardziały beton
  11. 13 punktów
    Ale już Amica - Lecha
  12. 13 punktów
    Dzięki również za ostatnie 13 miesięcy. Tak przy okazji - mam sentyment do tego określenia, przypominają mi się zamierzchłe czasy (13(!) lat temu?) na pewnym muzycznym forum internetowym, gdzie pewien osobnik dał do oceny swoją twórczość. Niestety nikomu się ona nie spodobała, więc zaczął wszystkich przeklinać określeniem "13 miesięcy", co jego zdaniem miało oznaczać, że po takim czasie umrą . Złote czasy internetu . Ja umierać nie mam zamiaru, ale z MT przyszedł czas zakończyć przygodę. Miałem to zrobić już przed ostatnimi wyborami (tzn. po prostu nie kandydować), ale ostatecznie się zdecydowałem i jednak niepotrzebnie. Dlatego z tego miejsca przepraszam osoby, które oddały na mnie swój głos . Dzięki MT za kilka debat. Co prawda Maryń nie zakładałem, ale cieszę się, że w pewnym momencie udało mi się uporządkować temat finansów i dostałem najlepszą odpowiedź na posta ever od samego Mahdiego . Do użytkowników kieruję apel, żebyśmy/żebyście więcej rozrabiali, bo MT ma mało atrakcji . @Reaper, życzę raz jeszcze powodzenia. Masz ostatnio złoty okres na forum! Może ktoś się zastanawiać, jaki był powód? Takowego w zasadzie nie ma, oprócz tego, że pewnie mogę być o wiele rzadziej na forum. Co prawda nie dzieją się tu takie rzeczy, że trzeba być w każdej chwili pod ręką, ale po prostu źle bym się z tym czuł.
  13. 13 punktów
  14. 12 punktów
    Kolejne marzenie spelnione. Obrona na 5, wiec od dzis inzynier informatyki.:)
  15. 12 punktów
    Na zlot CMF wybrali się wszyscy zadeklarowani forumowicze, czyli: Reaper, FYM, Brudinho, me-who, Hajd, Misiek, Perez, Pulek, Ernie Souchak, BaruS, laki, schizzm, Vami, wwosik. Niespodziewanie na biwaku pojawił się również Mahdi, który postanowił zabawić uczestników plenerową wersją „Rozgrywki gentelmanów” w FM18. Przywiózł też nagrodę, niezwykle cenne, przedpremierowe wydanie kalendarza Pirelli na rok 2019. Turniej był niezwykle zacięty, wszyscy z napięciem oczekiwali na spotkanie finałowe. Tuż przed pierwszym gwizdkiem sędziego w obozie rozległ się ostry dźwięk policyjnych gwizdków. Okazało się, że zniknął Mahdi. W jego domku jest pełno krwi i ogólny bałagan. Zniknęła też nagroda. Dzielni policjanci oczywiście podejrzewali morderstwo, którego motywem był rabunek cennego kalendarza. Przeszukując obozowisko policja odnalazła przy pomoście nad jeziorem kalendarz ze śladami krwi (analiza wykazała, że to krew Mahdiego). W kalendarzu były zaznaczone pewne daty: 6 styczeń, 2 luty, 2 marzec, 2 kwiecień, 4 czerwiec, 9 wrzesień. Policja doszła oczywiście do wniosku, że Mahdi uciekał przed mordercą z kalendarzem, w którym zaszyfrował imię mordercy. Ciała nie znaleziono, policja podejrzewała, że spoczywa na dnie jeziora. Analiza tajemniczych dat pozwoliła na wytypowanie podejrzanego. Kim był ów tajemniczy podejrzany?
  16. 12 punktów
    Odpuść mordo. Trochę sie namachales szabelka no i nie miałeś racji. Nie masz jaj się do tego przyznać to chociaż odpuść. Tak btw to jeżeli Mahdi jest Twoim współpracownikiem/szefem a nie rodzina czy jakąś, może odrobinę patologiczną, formą przyjaciela to wydajesz się mieć strasznie chorą relację z nim. Mi by z zazenowania prędzej zęby zezgrzytaly się na wiór niż bym napisał takie, niemal religijne, wiersze umiłowania. Creepy wchuj jak dla mnie.
  17. 12 punktów
    ciesz się, że nie reagujemy na takie używanie spacji i znaków przestankowych
  18. 11 punktów
    Podobno w klubie mówi się, że nie będzie żadnych ruchów w tym oknie transferowym
  19. 11 punktów
    Ostatnio na forum był omawiany temat kapci po domu, jak dobre trzeba mieć by się nie wypierdolić na takiej ilości wazeliny?
  20. 11 punktów
    W końcu ruszyłem dupę i odpaliłem mój projekt ostrych sosów. Do każdego bazą była przesmażona cebula z czosnkiem, sól oraz ocet z białego wina. Dodatki się różnią: Mango Vampire: habanero, mango, marchew, pomidory, dark muscovado, imbir, gorczyca, miód Smoked Inferno: habanero, pomidor, marchew, dark muscovado, śliwki suszone, wędzona papryka Little Devil: jalapeno, eukaliptus, zest limonki, sok z limonki, dark muscovado Sweet Death: habanero, domowy żytni imperialny milk stout z kawą, dark muscovado, miód, suszone śliwki, cynamon Sosy gotowały się ponad pół godziny, następnie zostały zblendowane (niestety mój blender nie ze wszystkim sobie poradził, więc są kawałki marchwi i śliwek gdzieniegdzie). Ogółem poszło 9 papryczek habanero i 5 jalapeno, 4 marchwie, 3 cebule, pół główki czosnku, 500 ml octu winnego, 2 owoce mango, 250 g śliwek suszonych, 2 limonki, 300 ml piwa, odrobina przypraw i eukaliptusa oraz kilka łyżek miodu i ciemnego cukru. Szykuje się, he he, ostra zabawa
  21. 10 punktów
    Dobra, spróbujmy. Zapraszam do cyklu, w którym co jakiś czas będę zamieszczał jakieś notki na temat płyt, które miały wpływ na moją muzyczną wrażliwość i ukształtowały mnie jako świadomego słuchacza, którym jestem dzisiaj. Traktuję trochę to jak pamiętnik i obnażenie się z bliskich mi rzeczy, więc nie ukrywam, że czasami może być mi ciężko o tym pisać i może wkraść się chaos. Opisy te są/będą skróconymi wersjami pełnych tekstów, które pojawią się też w innym miejscu, jak przyjdzie na to pora. Niektórzy z was pewnie wiedzą, że słuchanie muzyki jest mi bardzo bliskie i uwielbiam odkrywać nowe i stare rzeczy. Kiedyś pisałem o muzyce, ba, były czasy, że nawet zdarzało się dostawać wynagrodzenie za pisanie o muzyce. Nawet myślałem, czy się z tym nie związać bardziej... Jednak pewnego pięknego ranka po przebudzeniu uświadomiłem sobie jedną prostą rzecz, że nie umiem pisać o muzyce tak, jakbym tego chciał i żeby to było wystarczająco interesujące dla innych (hehe dobra zachęta do tego cyklu). Zresztą do dziś uważam, że pisanie o muzyce jest najtrudniejszą "działką" krytyki artystycznej. Opisywane przeze mnie płyty postaram się uporządkować mniej więcej w porządku chronologicznym, czyli według kolejności, w jakiej miałem okazję się z nimi zapoznać. Zasada ta nie będzie zawsze restrykcyjnie przestrzegana, ale jeśli będą jakieś rozbieżności, to niewielkie. Taki układ umożliwi mi uchwycenie swoistej trasy „poznawczej”, ukazującej jak moje podejście do muzyki zmieniało się w czasie. Będą to płyty bardziej oczywiste i znane (szczególnie na początku), czy mniej lub bardziej cenione, chociaż ich „status” nie ma w tej kwestii znaczenia, w końcu to moje zestawienie. Muszę zaznaczyć też jedną rzecz. Fakt, że jakaś płyta pojawi się w tym zestawieniu, nie oznaczy, że należy do moich ulubionych płyt, jest w moim prywatnym top, itp. Nie, jak wspomniałem wcześniej, są to płyty, które odcisnęły swoje piętno w moim poznawaniu muzycznego świata. Jasne, wszystkie w jakimś okresie mi się podobały, ale w ocenie z perspektywy czasu ich odbiór niekoniecznie musi być już aż tak pozytywny. To chyba tyle słowem wstępu, jednak zanim przejdę do pierwszej płyty muszę wprowadzić mały zarys historyczny. Pierwszą rzeczą, którą starałem się ustalić, to określenie, kiedy na dobrą sprawę zacząłem w sposób świadomy słuchać muzyki. Jako przedstawiciel pokolenia lat 80. moje pierwsze zetknięcie z teledyskami i wykonawcami odbyło się za pośrednictwem telewizyjnych stacji muzycznych. Duży wpływ na chłonięcie tego wszystkiego miało również to, że dysponowałem w swoim pokoju telewizorem z podpiętą kablówką. Na ekranie mógł się przewijać jeden z typów kanałów – sport, kreskówki lub stacja muzyczna. Początkowo bardziej niż muzyka fascynowała mnie strona wizualna klipów. W tamtych czasach, będąc kajtkiem, muzyka zamykała mi się pod postacią pojedynczych piosenek, które z jakiegoś powodu zapadły mi w pamięć. Pojęcie płyty jeszcze przez długi czas nie zawitało w mojej głowie. Początek lat 90. to częsta styczność z MTV i wszystkim złym/dobrym (niepotrzebne skreślić), co oferowało, mimo że często kompletnie tego nie rozumiałem (czyt. Beavis and Butthead – nie miałem zielonego pojęcia, o co tam chodzi, ale ważne, że kreskówka i się głupio śmiali , a że podprogowo wpajali do głowy tonę dobrych dźwięków, to inna sprawa ,). To dzięki MTV nastąpiło zetknięcie się z pierwszymi gatunkami muzycznymi: popem, rockiem, r’n’b. Jednak w pewnym momencie MTV zniknęło z anteny a jego miejsce zajęła niemiecka VIVA i tak brutalnie zakończył się pewien etap muzycznych początków. Niemiecka stacja muzyczna to czas ekspansji popu, dance’u, eurodance’u i całej niemieckiej przaśności. To także moment uświadamiania sobie pewnej ciągłości w życiu wykonawców – oni piszą różne piosenki, ba wydają płyty! Po tym przydługim wstępie wprowadźmy pierwszą płytę. The Red Hot Chili Peppers – Californication Raczej bez zaskoczenia, typowo dla nastolatka . Początek mojej świadomej przygody z muzyką (i mojego pierwszego uwielbienia/pierwszej miłości do wykonawcy) mogę umiejscowić wraz z pojawieniem się na rynku ósmej płyty RHCP. Rok 1999, zbliża się koniec szkoły podstawowej, czas pierwszych buntów. To kalifornijska czwórka wmurowała w moją muzyczną świadomość kamień węgielny. Najpierw zaczęło się od zobaczenia teledysku do Otherside – surrealistyczna i oniryczna wizja wyjęta z koszmaru robiła wrażenie. RHCP nie było dla mnie zespołem nowym, pierwsza styczność miała miejsce już we wspomnianych wcześniej czasach MTV (Under the Bridge był jedną z moich ulubionych piosenek w pacholęcym wieku). Jednak dopiero zetknięcie się z Otherside, następnie z Californication i Scar Tissue otworzyło odpowiednie szufladki w głowie: „Hej, hej! To są naprawdę dobre piosenki, basista robi robotę, gitarzysta w Scar Tissue zachwyca mnie swoją grą i solówką, wokalista świetnie śpiewa i same piosenki znakomicie nadają się do śpiewania razem z nim!”. Ciekawość zwyciężyła, musiałem dowiedzieć się, jak brzmi reszta płyty. Tym samym Californication stało się pierwszą świadomie zakupioną (wówczas jeszcze piracką) płytą. I zaskoczenie – na reszcie albumu można znaleźć równie dobre piosenki, jak te, do których nakręcono teledyski! Agresywne otwarcie Around the World, łączący typowe dla Kiedisa rapowe zwrotki z delikatnie wyśpiewanymi refrenami, funkowo-punkowy Get on Top, świetny rockowy Easily (szkoda, że nie był singlem), wyróżniający się nie tyle co z płyty, ale całej dyskografii Savior, czy opierający się na świetnych liniach basu i gitary The Velvet Glove. To była płyta z dużym potencjałem singlowym. Album RHCP był także bodźcem do pierwszych poszukiwań informacji na temat wykonawcy. Szukanie wzmianek, notek, wiadomości o historii zespołu i jego członków, nawet książek (a już i takie o zespole były dostępne) – przypomnę, że była to jeszcze era przedinternetowa – budowała moją świadomość zarówno wobec artysty, jak i piosenek, które były na płycie. I dlatego właśnie decyduję się umieścić tę płytę jako pierwszą, bo zaktywizowała mnie na wielu płaszczyznach, nie ograniczając tylko do biernego przyjmowania dźwięku. Później już było z górki… W międzyczasie: nic oryginalnego dla młodzieńca w takim wieku . Przewijała się Nirvana, Offspring, pierwsze nieśmiałe zetknięcie się z nu-metalem (Papa Roach, Korn), a przy tym pełne chłonięcie europejskiego popu i eurodance’u serwowanego przez VIVĘ. Patrząc z dzisiejszej perspektywy: na pewno nie ma już tych emocji przy słuchaniu Californication, nie znalazłaby miejsca na liście moich ulubionych płyt. Rzadko do niej wracam, zdecydowanie bardziej wolę starsze wydawnictwa zespołu (Mother’s Milk!). Zresztą, jak się miało okazać, był to łabędzi śpiew Red Hot Chili Peppers. Do dziś pamiętam zawód, jaki przeżyłem po kupnie jego następcy By The Way w dniu premiery (64 zł, moja pierwsza oryginalna płyta, majątek dla nastolatka!). Nigdy więcej nie przeżyłem takiego rozczarowania w związku z nową płytą jakiegoś wykonawcy, a przecież "złe" w przypadku tego zespołu miało dopiero nadejść. Wpływ na mnie: Pierwsze świadome słuchanie i rozpoczęcie poszukiwań w celu odkrywania nowych muzycznych rzeczy. Otwarcie drzwi do świata ogólnie pojętej muzyki rockowej. W początkach moich przygód z siecią płyta miała także wpływ na mój nick w internecie (ale jaki to nick, zostawię dla siebie ). Pierwszy post jest okropnie długi, ale wymagał kilku wyjaśnień. Następne ograniczą się już do samych albumów. Jeśli ktoś ma jakieś własne przeżycia lub wspomnienia z daną płytą, jak najbardziej zachęcam do podzielenia się wrażeniami i komentarzami
  22. 10 punktów
    i oduczyl zlodziejstwa
  23. 10 punktów
    No ja się już prawie odprawiłem na ten lot jmk, także ogarnij się i usuń te numery rezerwacji ze strony. Ludzie, człowiekowi który tak podchodzi do spraw bezpieczeństwa wysłaliście swoje skany dowodów...
  24. 9 punktów
    Już jeden taki był, David Cameron się nazywał...
  25. 9 punktów
    Aha, czyli nie chodzę na mecze = nie kibicuję drużynie? A to przepraszam bardzo, nie wiedziałem :lol2: Mądrzy ludzie tworzą coś takiego jak słownik, który pewnie różni się od definicji tworzonych przez twoich kumpli "spod szala", ale kibicowanie według nich brzmi tak: kibicować 1. «przyglądać się rozgrywkom sportowym i dopingować tych uczestników, z którymi się sympatyzuje» 2. «przyglądać się pewnym wydarzeniom lub wspierać czyjeś działania» więc przykro mi, ale czuję się tak samo pełnoprawnym kibicem jak Ty i będę wypowiadał się w tym temacie A Twój post dokładnie podkreślił jak wygląda ta patologia, o której mówiłem, więc dzięki! A do cieszenia się ze sportu nawet nie muszę się odnosić, bo chyba każdy na forum wie, że mocno odczuwam wszystkie mecze moich drużyn i cieszę się tym sportem każdego dnia Co do "nam daj żyć jak chcemy" - bardzo bym chciał, ale troglodyci nazywający się kibicami niszczą ten sport choćby przez dawanie z liścia piłkarzom, czy wpieprzanie się do szatni. I nie godzę się na to, bo to jest znów ta patologia.
×