Skocz do zawartości
Między 26 a 29 lipca w LIPINACH odbędzie się XVIII Zlot CMF. Serdecznie zapraszamy do zgłaszania się!
TEMAT ZLOTOWY

Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją od 16.04.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. 13 punktów
  2. 9 punktów
    Baza średnia, 67 lig z 26 krajów. Ostatnio cały czas szukałem jakichś inspirujących i ciekawych wyzwań w FM, cały czas (jak to często u mnie bywa ) uruchamiałem grę, wczytywałem kilka lig, wybierałem zespół, rozegrałem kilka kolejek i odstawiałem FM "na półkę". Znudziłem się grą dużymi klubami i nie mogłem odnaleźć kolejnego miejsca, które wciągnęłoby mnie na dłużej, więc wzorem uż. @Vami postanowiłem, że gra powinna wybrać za mnie - wczytałem dużo lig, ustawiłem "coaching badges" na 0, minimalne doświadczenie i zacząłem wysyłać CV do klubów z całego świata. Apdejty z kariery będą się pojawiały regularnie (myślę, że rozbiję je na okres przygotowawczy - połowa sezonu - koniec sezonu), natomiast chciałbym w tym temacie skupić się też na tym, jak prowadzę swój zespół z taktycznego punktu widzenia, czasem przeanalizować to jak gra mój zespół i generalnie przedstawić Wam moją wizję gry w FM. Mam nadzieję, że na wszystko to starczy mi cierpliwości, zaangażowania i że będzie to moja ostatnia kariera w tym FM Cel, jaki będzie jej towarzyszył to oczywiście rozwój mojego menedżera, doprowadzenie go na szczyt trenerskiego hall of fame i na zakończenie, poprowadzenie Evertonu do mistrzostwa Anglii i triumfu w Lidze Mistrzów! Jedziemy.
  3. 6 punktów
    Fanom Arsenalu się oczy otworzą teraz i zatesknia za Arsenem jeszcze
  4. 6 punktów
    Ok, @Pulek czeka, to w końcu spiszę kilka uwag odnośnie Lizbony. Nasza wycieczka trwała dokładnie tydzień w okresie wielkanocnym. Pierwsze impresje – lizbońskie lotnisko. Nie wiem, może mylne wrażenie, ale wydaje się wyjątkowo zagmatwane ?. Całe szczęście kilka lat temu (jeśli się nie mylę) dobudowano do niego metro i można bezproblemowo przetransportować się do centrum miasta. My mieliśmy zakwaterowanie zaraz przy Katedrze Se, czyli w zasadzie samo serce starej Lizbony – Alfamy. Z mieszkaniem mieliśmy dużo zawirowań. Najpierw mieliśmy mieszkać w innym miejscu, ale pewne rzeczy się pokomplikowały i trafiliśmy do pokoju w wyżej wymienionej lokacji. Początkowo byliśmy sceptyczni (w końcu tylko pokój), ale po zobaczeniu mieszkania, a następnie otrzymaniu informacji, że właścicielka będzie w nim tylko przez dwa dni i odda je nam do naszej dyspozycji, wszystkie obawy poszły na bok. Mieszkanie było całym piętrem w kamienicy, z dobre 10 pomieszczeń, przepiękny widok na rzekę i wpadające przez cały dzień słońce. Widzę, że na Airbnb wynajmuje ktoś lokum piętro wyżej, można mniej więcej porównać, jak to wyglądało ? Co do samej Lizbony. Miasto ma swój urok i specyficzny klimat. Chociaż przyznam, że chyba nie chciałbym tam mieszkać, zabrakło pełnej chemii ?. Myślę, że spokojnie można je zwiedzić w 4 maksymalnie 5 dni. Nam najbardziej do gusty przypadła Alfama, na której mieszkaliśmy. Labirynty uliczek, mimo wszystko dość biednie i obskurnie, ale z ciekawymi „tajemniczymi” zakątkami i samą przyjemnością jest zagłębianie się w każde małe przejście, nigdy nie wiadomo, co się tam trafi. Jest tam kilka atrakcji (np. muzeum Fado, Panteon, kilka kościołów, zamek Św. Jerzego), więc pewnie każdy znajdzie coś dla siebie. My z chęcią odwiedziliśmy kościoły, o dziwo najmniejsze wrażenie zrobiła… Katedra Se. Wpływ na to pewnie też miały wielkie tłumy, na które trafiliśmy. Panteon jest dość imponującą konstrukcją, wejście jest płatne, a jego obsługą zajmuje się strasznie niemiły personel, który zniechęcił nas do wejścia do środka. Najważniejsza rzecz – zamek – tutaj wstyd się przyznać, ale jakimś cudem przez ten tydzień tam nie dotarliśmy . Nie wiem, jak to zrobiliśmy, trudno zostanie na następny raz. Trafiła tam za to koleżanka – wejście bodaj 8 euro, ładne widoki, pawie i koty ?. Z Alfamy warto też odbić bardziej na północ do dwóch punktów widokowych – Miradour Sofia - i bodaj najwyższy punkt widokowy w mieście – Miradoura de Nossa Sehnora. Nie powiem, widok bardzo ładny, ale trafiliśmy na taki wiatr, że momentami było nawet ciężko złapać oddech. Ogólnie na Alfamę można poświęcić spokojnie 1 dzień. Drugi dzień można zostawić na krążenie po Barrio Alto. Tu już mamy do czynienia z bardziej „fancy” dzielnicą, w którym znajdzie się większość „stałych” punktów do odwiedzenia w Lizbonie. My zaczęliśmy od samego dołu, czyli praca de Comerco na północ w strone stacji Rossio (obowiązkowo po drodze zaliczając A Ginghinje, no trzeba ?), a potem odbić w lewo i kręcić się już po samym Barrio. Warto odwiedzić dwa punkty widokowe – Santa Catarina - bardzo fajne miejsce – i Sao Pedro de Alcantara. W drodze do Barrio Alto pewnie każdy trafi na osławioną wieżę/windę Elevador de Santa Justa. Dobra rada – nie czekajcie w ciągnących się kolejkach, żeby tam wjechać. Lepiej przespacerować się na spokojnie na około i wspiąć się na samą dzielnicę i w drodze powrotnej po prostu zjechać tą windą, bo na górze z reguły jest pusto ?. Z Bairro można też spróbować odbić na północ do parku Eduardo VII lub odwiedzić akwedukty, ale to już większy kawałek drogi do zrobienia. Następny punkt wycieczki to Belem. Dzielnica (w zasadzie oddzielne miasto) znana z wieży (Torre Belem), najsławniejszej cukierni (Pasteleis De Belem) i klubu Belenenses ?. Do Belem warto wybrać się na piechotę lub rowerem. Od stacji metra/portu Cais Du Sodre ciągnie się droga rowerowa/dla pieszych, która biegnie do samej wieży Belem. W jedną stronę jest to około 8 kilometrów, więc można zrobić sobie ładny spacer nad rzeką. Jednak muszę zastrzec, że droga z dworca do mostu 25 april nie jest nazbyt urokliwa, to głównie industrialne okolice. Dopiero od mostu zaczyna się prawdziwy deptak, dlatego ewentualnie można do mostu dojechać tramwajem, a stamtąd już pójść na piechotę. Mniej więcej na tej wysokości (most/deptak) znajduje się też LX Factory. Jest to zamknięty postindustrialny który trąci mocną hipsteriozą, głównie knajpy i handmade’y w dziwnie wystylizowanych miejscach ?. Po drodze do wieży Belem znajduje się Pomnik odkrywców. Warto wjechać na górę, bardzo ładne widoki (cena 5 jurków). Sama wieża Belem nie zrobiła na mnie większego wrażenia, prędzej jej otoczenie i znajdujący się obok Mosteiro dos Jeronimos, w którym znaleźć można m.in. nagrobek Vasco da Gamy. Maniacy mogą podejść trochę na północ od sakralnej budowli i odwiedzić stadion Belenenses. Mały obiekt, jak tam wstąpiłem to był otwarty, sklepik o dziwo dość dobrze wyposażony, co ciekawe udało mi się wejść na stadion – bramy były otwarte – i nawet nikt mnie stamtąd nie wygonił ?. Stadion jak stadion, ciekawy jest brak południowej trybuny, przez co rozpościera się bardzo ładny widok na rzekę i jej drugi brzeg ? Będąc w Belem trzeba odwiedzić najsławniejszą cukiernię Pasteleis de Belem. Tutaj ważny tip, nie należy się przestraszyć gigantycznej kolejki, która tam czeka. Ta kolejka jest do sklepu, żeby kupić frykasy na wynos (nie wiem, ile osób zdaję sobie z tego sprawę ?). Wzdłuż wężyka kolejki można znaleźć wejście do środka budynku. Ta cukiernia jest GIGANTYCZNA, pomieści się tam kilka setek osób. My czekaliśmy w kolejce na wolny stolik, ale wszystko szło bardzo sprawnie i czas oczekiwania to było może 5-7 minut. Ich specjalność, czyli pasteleis, bardzo dobre, a miejsce pomimo swojej sławy nie ma cen z kosmosu, wręcz przeciwnie, są bardzo przystępne. Warto odwiedzić i spróbować tutejszych wyrobów. Na samą wycieczkę w Belem należy poświęcić jeden dzień. Co jeszcze? Można pojechać poza Lizbonę (Sintra, my nie trafiliśmy), przeprawić się promem na drugą stronę rzeki (niestety nie udało się nam), prom przyjmuje bilet komunikacji miejskiej, można udać się na wschodnie wybrzeże Lizbony w okolice mostu Vasco da Gamy, można też wybrać się w północne rejony miasta. My wybraliśmy się 150 km na północ od Lizbony. Moja małżonka zawsze chciała odwiedzić Fatimę, więc zrobiłem jej małą wycieczkę. Jakby ktoś był zainteresowany – z dworca autobusowego są kursy co półgodziny w stronę Bragi przez Fatimę. Bilet to koszt około 10 euro. Dworzec to kompletny chaos, nie polecam ?. Sama Fatima… no cóż, hajs na hajsie. Sanktuarium jak sanktuarium, na mnie wrażenia nie zrobiło. Bardziej urokliwy jest szlak prowadzący z Fatimy do wioski, w której żyły dzieci-świadkowie objawień. Bardzo ładnie przygotowane ścieżki pośród gaju oliwnego. Odprężająca sceneria i spacer, polecam bardzo (niedługa wyprawa, może z 3 kilometry). W samej wiosce można odwiedzić zachowane domostwa, w których żyły wspomniane dzieci. Na pewno jest to ciekawszy i znacznie przyjemniejszy element wycieczki niż samo sanktuarium. Nie polecam za to dworca autobusowego w Fatimie. Chaos do potęgi, nikt nic nie wie, misz-masz autobusów i nie wiadomo, którym jechać. Nasz autobus nie przyjechał i utknęliśmy tam na dobrą godzinę, nie wiedząc, co zrobić. W końcu zjawił się nasz/nie nasz autokar i nas zabrał. Organizacja jak w trzecim świecie. Pani anonsująca autobusy chodzi między stanowiskami autobusów z mikrofonem, czyta tabliczki na autobusach lub pyta kierowców i ogłasza przez mikrofon, dokąd dany kurs jedzie. No cóż… folklor ? Lizbona ma fatalną komunikację miejską. Linie metra są 4 i coś tam pokrywają, ale oprócz tego jest dramat. Autobusy to stanie w korkach, tramwaje to atrakcja turystyczna, więc tłok. Obydwa środki komunikacji mają w dupie rozkłady jazdy. Generalnie polecam poruszać się pieszo w ostateczności metrem (które mogłoby jeździć częściej). Jednak Barcelona to jest pod tym względem niedoscigniony wzor. Na koniec tego wpisu małe podsumowanie "finansowe". 8 dni w Lizbonie, przeloty 200 euro, zakwaterowanie 250 euro, wydatki w czasie pobytu około 350-400 euro (raczej nie oszczędzaliśmy). Czy to dużo, nie wiem, na pewno zaoszczędziliśmy na mieszkaniu (po znajomości, normalnie poszłoby z dwa razy tyle), na pewno dałoby się też taniej dostać bilety lotnicze (okres wielkanocny nie sprzyjał). W oddzielnym poście zamieszczę jeszcze odwiedzone knajpy, które mogę z czystym sumieniem polecić.
  5. 5 punktów
    Po 50 godzinach udało mi się zakończyć wątek fabularny Subnautiki, postanowiłem zatem napisać kilka słów o tej wg. mnie niezwykłej grze. Zacznijmy od tego czym Subnautica jest, Subnautica to gra z bardzo popularnego, żeby nie powiedzieć wyeksploatowanego już gatunku jakim jest "open world survival". Gier tego typu ostatnimi czasy mieliśmy ogrom, większości nie udało się nawet wyjść ze fazy wczesnego dostępu. I to już jest pierwsza rzecz na której Subnautica się wyróżnia, gra ta była udostępniona jako "alpha" już 4 lata temu ale to właśnie na początku tego roku otrzymaliśmy wersję z numerkiem 1.0. O samej "alphie" za wiele powiedzieć nie mogę, szczerze mówiąc nie śledziłem tego tytułu praktycznie w ogóle, jedyne co mi śmigło gdzieś w jakichś newsach to to że gra przeszła spory upgrade graficzny w pewnym momencie, co przyciągnęło uwagę szerszego grona potencjalnych odbiorców. Tak czy inaczej chyba dobrze się stało że nigdy nie trafiłem na tą grę, bo dzięki temu po zakupie Subnauticy na steamie doznałem ogromnego zaskoczenia czym ta gra jest i co oferuje i w jakiej cenie... No więc właśnie, 90zł za pełen tytuł przy którym możemy spędzić 50...100 a może i więcej godzin to zbrodnia na twórcy gry, tym bardziej zatem czekam na dlc od Unknown Worlds Entertainment co by napchać ich kieszenie moimi pieniędzmi, bo najzwyczajniej na to zasługują. Fabularnie gra na początku niewiele nam mówi(tak jak i zresztą większość gier z tego gatunku), rozbijamy się ogromnym statkiem na pokrytej zdaję się oceanem planecie i jesteśmy pozostawieni sami sobie. Od tego momentu będziemy czas spędzać głownie na eksploracji oraz zbieraniu wszelakich surowców. Bardzo szybko okażę że poza podstawowymi rzeczami jak jedzenie czy woda, potrzebujemy również płetw...maski tlenowej i...No właśnie, nie chcę za dużo mówić jakiego typu rzeczy przyjdzie nam odkryć i wyprodukować, gdyż właśnie odnajdywanie wszelakiego rodzaju narzędzi, elementów bazy itp itd(często jest tak że musimy znaleźć np. 3 fragmenty przedmiotu zanim możemy go wytworzyć) stanowi "core" przyjemności płynącej z obcowania z tą grą, a rzeczy do odkrycia jest naprawdę multum. A i samo środowisko jest bogate w faunę i florę, do tego praktycznie prawie wszystko na planecie można zeskanować i dowiedzieć się z "encyklopedii" czegoś o znalezionej roślinie czy o napotkanym żyjątku. Wpisy te są zresztą świetnie spisane i stanowią kolejną cegiełkę w budowaniu świata oraz fabuły, co oczywiście pcha w kierunku jedynego sposobu na odkrycie pełnej tajemnicy planety, czyli ciągłej eksploracji poprzez zaglądanie do każdej jaskini czy też pod każdy kawałek mchu. A poza tymi wpisami, dochodzą jeszcze znalezione PDA innych rozbitków oraz znów KAPITALNIE nagrane audio logi, które niesamowicie wręcz budują atmosferę. A skoro jesteśmy przy tym temacie, to ta gra ma tego tony! Nie dość że czarne otchłanie głębin rozświetlone gdzieniegdzie różnego rodzaju florą same w sobie są mega klimatyczne to do tego jeszcze dochodzi muzyka oraz PRZYTŁACZAJĄCE dźwięki ambientowe. Dodajmy jeszcze do tego dreszczyk odkrywania tego czegoś kompletnie nowego czego nie widzieliśmy w innych rejonach oceanu, a to wszystko robimy wśród bardzo wąskich tuneli sieci jaskiń z których bardzo często ciężko wrócić na powierzchnie. A przecież nie można jeszcze zapomnieć o zagrożeniu płynącym(dosłownie) z strony stworzeń, które na tej planecie występują. To wszystko sprawia że osoby o słabszych nerwach będą zmuszone po prostu od czasu do czasu odpocząć od gry z nadmiaru "wrażeń" :). Graficznie Subnautica stoi na dobrym poziomie i również dokłada swoje trzy grosze do budowania fabuły oraz nastroju towarzyszącego nam wszędzie. Ruiny statku którymi się rozbiliśmy, jaskinie pokryte ogromnymi grzybami czy też po prostu błękitny ocean pełen flory oraz wszelakich rybek to dosłownie ułamek tego co możemy znaleźć w Subnautice a jako że rejony są bardzo unikatowe i różne od siebie to też czujemy się naprawdę zachęceni do sięgnięcia jeszcze głębiej w jakiejś jaskini, albo jeszcze dalej od naszej bazy co grozi nam tym że np. nie starczy nam jedzenia i wody na drogę powrotną. Fabułę udało mi się zamknąć w 50 godzin, kompletnie się nie śpiesząc i maksymalnie skupiając się na rozwijaniu tylko jednej bazy, ah tak..Zapomniałem jeszcze wspomnieć o elemencie budowania swojej własnej bazy wypadowej w której możemy stawiać wszelakiego rodzaju pierdoły jak krzesła czy wazony ale również kilka naprawdę pożytecznych machin, które pomogą nam później w odpowiednim zaplanowaniu ekspedycji do rejonów, które gdzieś przy okazji dojrzeliśmy ale baliśmy się w nie zapuścić nieprzygotowanym. Po ugraniu wspomnianych 50 godzin, zdecydowanie nie zamierzam jeszcze usuwać gry jako że nie jestem w 100% pewien że odkryłem wszystko, sporym wyzwaniem również potrafi być budowanie baz na większych głębokościach(ciśnienie, temperatura, drapieżniki...to wszystko nie pomaga w spokojnym budowaniu swojego nowego gniazdka). Powoli też dochodzą słuchy o DLC, które będzie miało swoją oddzielną fabułę oraz nowy rejon na mapie, po tym co przeżyłem z tą grą, nawet przez chwile nie wątpię że będzie to DLC z rodzaju tych, na które zdecydowanie warto wydać dodatkową kasę. Powoli podsumowując, wg. mnie Subnautica to doświadczenie unikatowe, coś czego dawno nie udało się nikomu uzyskać w tym już bardzo wyeksploatowanym gatunku gier. Wiem że sama formuła czyli survival+mini minecraft często odrzuca graczy, ale jeżeli mam komuś polecić Subnautice to na pewno wszystkim fanom hard science fiction oraz fanom swobodnej eksploracji. Za naprawdę małą kwotę dostałem grę, do której potrafiłem wrócić nawet po 2 tygodniowym rozbracie spowodowanym innymi obowiązkami. I powrót ten zawsze wyglądał tak samo, dosłownie tonąłem w tej grze do momentu w którym ktoś mnie siłą z tego świata nie zabrał :). Wow i jeszcze raz wow...Ogromne zaskoczenie, poważny kandydat na grę roku...Chociaż w moim rankingu najlepszych gier ever też wskoczyła na bardzo wysokie miejsce.
  6. 4 punkty
    Hasło reklamowe rodem z Karoliny Południowej AD 1855
  7. 4 punkty
    Ja się przyczepię niemerytorycznie Jeśli tytuł jest angielski, i czyta się go [Subnautika], to polska odmiana to "wątek fabularny Subnautiki". Analogicznie do Metallica - Metalliki.
  8. 4 punkty
    Patrząc na ich skład, nic nie jest jasne. Nawet światową stolicą hazardu nie sposób tego wyjaśnić. Kilka niechcianych, przepłaconych gwiazd. Kilkunastu ligowych rzemieślników. Kilka ciekawych nazwisk, które jednak dotychczas nie potrafiły odpalić. Do tego w roli menedżera George McPhee, który w ostatnich latach błysnął m.in. oddaniem z Waszyngtonu do Nashville Filipa Forsberga za Martina Erata oraz George Gallant, któremu poza jednym bardzo dobrym sezonie w Panthers (wygrana dywizja, a potem porażka w pierwszej rundzie PO) niespecjalnie szło w roli ligowego trenera (3 lata w Columbus i niespełna 3 na Florydzie). W trakcie kolejnych rozszerzeń NHL w ostatnich powiedzmy 30 latach, żadna z nowych drużyn nie mogła się pochwalić choćby w części podobnymi wynikami: 1991/92 - San Jose (17 wygranych, 51 porażki), 1992/93 - Ottawa Senators (10 W, 70 L) i Tampa Bay Lightning (23 W, 54 L), 1993/94 - Florida Panthers (33 W, 34 L) i Anaheim Ducks (33 W, 46 L), 1998/99 - Nashville Predators (28 W, 47 L), 1999/2000 - Atlanta Thrashers (14 W, 57 L), 2001/01 - Columbus Blue Jackets (28 W, 39 L) i Minnesota Wild (25 W, 39 L) [nie uwzględniając remisów i meczów zakończonych porażką w dogrywce lub po serii rzutów karnych]. Dla porównania - Vegas w tym sezonie: 51 W, 24 L.
  9. 3 punkty
    Przygotowania do sezonu 2018/2019 rozpoczęliśmy od terroru jednego z naszych piłkarzy, w postaci żądania transferu. 19 letni Loic Bade, który był wyróżniającym się zawodnikiem w poprzednim sezonie, od razu po powrocie z urlopu zakomunikował wszem i wobec, że jego życzeniem jest odejście z Le Havre do lepszego zespołu. Tu i teraz. Natychmiast. Jeszcze w poprzednim sezonie jasno wytyczyłem granicę takich zachowań – jeśli jakikolwiek piłkarz przyszedł do mnie z prośbą o transfer, to z miejsca ją akceptowałem i życzyłem powodzenia w dalszej karierze. Ale to był zeszły sezon. Po awansie wartość piłkarzy nieco skoczyła, natomiast wspólnie z zarządem ustaliliśmy, że nasz cel piłkarski na zbliżający się sezon to środek tabeli, a przy dobrych wiatrach możemy się zakręcić wokół 3 miejsca, dającego prawo do gry w barażach. Jako że już 2. lipca spotkaliśmy się prośbą o transfer ze strony naszego zawodnika, to trzeba było rozegrać to mądrze; dokładnie tak, aby ewentualni kolejni chętni wiedzieli, czego się spodziewać. Do przypadku Loica Bade postanowiłem wobec tego zatrudnić… naszego kapitana, Jean-Pascala Fontainea. Chwila rozmowy z przywódcą szatni utwierdziła mnie w przekonaniu, że to on, jako wychowanek klubu grający w nim od 10 lat może przemówić do rozsądku naszemu środkowemu obrońcy. Jak się okazało, nasz kapitan perfekcyjnie rozbroił bombę w postaci Bade, który po rozmowie ze starszym kolegą stwierdził, że to rzeczywiście nie jest najlepszy czas na transfer. *** Już po zakończeniu sezonu wytypowaliśmy sobie wraz ze sztabem szkoleniowym listę pozycji do obsadzenia na przyszły sezon. Wszędzie tam, gdzie mieliśmy wątpliwość odnośnie przydatności naszego zawodnika do gry, decydowaliśmy się na danie takiemu piłkarzowi szansy pokazania się z lepszej strony. Proces ten trwał przez pierwszy miesiąc przygotowań, no i w zasadzie większość z zawodników przeszła go pozytywnie. Większość, ale nie Loic Bade. Nasz młody obrońca, mimo rozmowy wychowawczej z kapitanem, uśmiechu na buzi, dobrej postawy na treningach i szerokorozumianego wysokiego morale, grał w meczach sparingowych… katastrofalnie. W 4 spotkaniach towarzyskich zagrał prawie 300 minut, i naprawdę czułem, że każda kolejna jego minuta w barwach Le Havre nie za wiele tutaj zmieni. Tym oto sposobem, gdy pod koniec lipca wpłynęła do nas oferta na Loica z Genku, nie wahałem się długo; Belgowie sami z siebie wpisali do oferty klauzulę 30% wartości kolejnego transferu na nasze przeznaczenie, natomiast sam transfer wycenili na równe 2 miliony euro, co było dla klubu naprawdę dobrą ofertą. Tak oto 2 sierpnia 2019 roku – po raz pierwszy za mojej kadencji – zadziałała marka Le Havre z hasłem przewodnim: WYCHOWAĆ -> UKSZTAŁTOWAĆ -> SPRZEDAĆ
  10. 3 punkty
    Skoro już mowa o Taconafide Jest to bez wątpienia obrzydliwa, chujowa, nudna i monotematyczna płyta. Typowa muzyka środka, nagrana w możliwie najbardziej bezpłciowy sposób, tak aby spodobać się jak największej liczbie ludzi. Taki muzyczny odpowiednik tych filmów, które są nagrywane typowo pod Oscary – niby zajebista obsada, a wszystko tak sztampowe i zachowawcze, że chce się usnąć przy drugim kawałku. Tekstowo bida aż piszczy – Quebonafide gdy akurat nie płacze z powodu rozstania z dupą, to coś tam bajdurzy o pieniądzach. Taco gdy akurat nie marudzi, że nie chce wychodzić z domu, bo jeszcze nie daj boże ktoś go rozpozna, to coś tam bajdurzy o pieniądzach. Jeśli chodzi o featy to jest to jakaś masakra, sam nie wierzę to co teraz napiszę, ale najlepszego dał chyba Paluch. Szczególnie wkurwiłem się z powodu tekstów Taco, ale najwyraźniej stracił on swoją największą siłę, czyli pisania w sposób, który wywoływał u słuchacza uczucie „tak, to jest dokładnie to, ten koleś pisze o moim życiu! ja też chodzę do klubów, siedzę nad wisłą i pracuję na umowę o dzieło!”. Teraz to tylko smęty krążące wokół 2-3 tych samych tematów. Uczucie śmieszności potęguje tylko kwestia podjebanego bitu, zwłaszcza gdy w innym kawałku na tej samej płycie Taco przechwala się znajomością Tory'ego Laneza (no, a przynajmniej tego, jak się wymawia tę ksywkę). No i rzecz jasna ta książeczka z ich rozmowami z messengera, którą trudno podsumować inaczej niż – xD
  11. 3 punkty
    C+ się nie poddaje.
  12. 3 punkty
    Przeszedłem dwójkę! 9/10 jak nic, jakby nie było tej gryzącej mnie przynależności Shepparda, to byłaby dziesiątka Gra jest niesamowicie dopieszczona, tu nie ma już tych zapchajdziur których znakiem rozpoznawczym w jedynce był Mako. I nie przeszkadzały mi tunele, bo jakoś tak były budowane, że ich nie zauważałem przytłoczony niesamowitościami (to case pierwszego Modern Warfare, tam też mi nie przeszkadzały).
  13. 2 punkty
    #2 Zmiana strategii, dziurawa obrona, korekty w taktyce i umiarkowany sukces. Po 22 kolejkach, liga w Walii dzieli się na pół (bez podziału punktów) - kiedy tylko się o tym dowiedziałem, naszym celem minimum stało się miejsce w pierwszej 6. Spoiler alert - udało się nam to osiągnąć, ale droga ku temu była bardzo wyboista. Sezon rozpoczęliśmy od wysokiego zwycięstwa 4-1 z drugoligowym Cambrian & Clydach w Pucharze Ligi (w rozgrywkach tych spisywaliśmy się bardzo dobrze, ale o tym później), jednak w lidze nasza gra mnie nie przekonywała. Szybko zorientowałem się, że preferowanym ustawieniem większości menedżerów walijskiej Premier League jest 4-5-1 - oznaczało to, że w linii pomocy cały czas występowaliśmy przeciwko trzem rywalom. Biorąc pod uwagę brak jakości w linii pomocy Old Gold, nie było to najmądrzejsze posunięcie. Przez cały sezon zmagaliśmy się też z fatalną grą w obronie - kombinowałem na różne sposoby, aż w końcu zdecydowałem się na grę trójką z tyłu i przez moment na wzmocnienie zasieków defensywnym pomocnikiem. Tak naprawdę, nasza taktyka ustabilizowała się dopiero po trzech ligowych porażkach z rzędu, ale zanim się to udało, stwierdziłem że powinienem zmienić swoje podejście. Pozostało nam 10 meczów do rozegrania. O podium będzie ciężko, ale na pewno nie składamy broni. Playing football the right way Carmarthen Town rozpoczęło sezon bez stylu. Piłka latająca nad głowami naszych pomocników, strzały z dystansu i brak jakiejkolwiek organizacji w ofensywie - nie chciałem żeby był to znak firmowy mojej raczkującej dopiero kariery. Postanowiłem, że Krzysztof Lad będzie menedżerem, którego zespoły będą grały efektowny ofensywny futbol oparty na posiadaniu piłki i budujący swoje ataki od tyłu. Zapragnąłem zostać innowatorem, który odmieni oblicze walijskiej ligi i wprowadzi radość do szarego Carmarthen - Old Gold mieli od teraz czerpać przyjemność z gry w piłkę i zabawiać nielicznych kibiców odwiedzających Richmond Park. Mimo wielu pozytywnych symptomów i zdecydowanej poprawie warstwy wizualnej naszej gry, byliśmy niestety bardzo niestabilną drużyną. Potrafiliśmy odprawić zdecydowanie najlepszą drużynę ligi - Bangor City, po to by następnie przegrać ze średniakami z Bala. Najwięcej problemów moim zawodnikiem stwarzały długie piłki za linię obrony - wiązało się to oczywiście z nieudolnym pressingiem, jak i słabymi umiejętnościami moich środkowych obrońców. Cały czas złudnie liczyłem na poprawę i liczyłem na to, że będziemy w stanie za każdym razem zdobyć więcej goli od przeciwnika. Niestety - nie zawsze polegało to na prawdzie. Zdecydowałem się na nieco bezpieczniejszy wariant - cofnąłem nieco zespół, zmniejszyłem tempo i nakazałem spokojniejszą grę. Okazało się to pełnym sukcesem - nadal dominowaliśmy przeciwników (przynajmniej na razie), ale graliśmy uważniej w obronie i tworzyliśmy więcej klarownych szans bramkowych. Bardzo pomogły w tym dwa zimowe transfery - na Richmond Park trafili Patrick Vieira z Airbus UK i Kane Owen z Cardiff Met Uni, obaj zdecydowanie wpisujący się w nowy obraz Carmarthen Town - potrafiący podać piłkę i nieźli technicznie. Myślę, że osiągnęliśmy już stabilizację jeśli chodzi o taktykę, także wkrótce mam nadzieję pokażę Wam, jak tak naprawdę gramy w piłkę. Tak wygląda to na papierze. Puchar Ligi Nasze największe rozczarowanie w tym sezonie ma związek z Pucharem Ligi. Od początku tych rozgrywek spisywaliśmy się bardzo dobrze, przechodząc jak burza do kolejnych rund. Kiedy w półfinale trafiliśmy na drugoligowe Airbus UK w klubie zapanowała lekka euforia, widzieliśmy się już bowiem w Aberstywyth (tam rozgrywany jest finał tych rozgrywek). Trwało to do chwili, kiedy zapoznaliśmy się ze składem naszych rywali. Okazało się bowiem, że kadra drugoligowca składa się z zawodników posiadających umiejętności większe niż 2/3 ekstraklasy! Po meczu w którym The Wingmakers nas kompletnie rozbili, sprowadziliśmy do klubu jednego z ich najlepszych zawodników, który rządził i dzielił w drugiej linii - Gwinejczyka Pavla Vieirę. Jeśli Airbus zdoła awansować, w przyszłym sezonie na pewno będą mocną ekipą. Na nieco bardziej szczegółowe podsumowanie przyjdzie pora po zakończeniu sezonu. PS Andy McCulloch nie zawodzi
  14. 2 punkty
    Zmieniłem jednak nieco status rozgrywki - mam teraz aktywne wyłącznie wszystkie ligi europejskie Poszukiwania klubu 29 maja rozpocząłem poszukiwania mojego pierwszego pracodawcy. Nie miałem jakiegoś szczególnego celu, z jednym tylko zastrzeżeniem - nie bardzo chciałem zaczynać na samym dnie, czyli w ligach 4-6, bo wiązało się to z mozolnym wspinaniem się po ligowej drabinie i marnymi szansami na jakieś poważniejsze zaistnienie w piłkarskim świecie. W przeciągu kilku dni, zaprosiło mnie do siebie na rozmowy kilkanaście klubów z całej Europy. Z największymi nadziejami patrzyłem na Ukrainę, Belgię oraz Turcję, ale niestety każdy z zespołów z ww. krajów ostatecznie zdecydował się na innego menedżera. Ja zostałem na ręku z propozycjami kontraktu od dwóch klubów ze szwedzkiej 4 ligi, które gotowe były płacić mi przyzwoite pieniądze (kontrakt w granicach 400 funtów tygodniowo), ale zdecydowanym minusem, po pierwsze, był niski poziom ligowy, a po drugie - w czerwcu w Szwecji sezon był już w pełni. Nie mam nic przeciwko obejmowaniu klubu w trakcie sezonu, ale nie byłem pewien czy chcę się ładować w to już na samym początku swojej kariery, oraz nie bardzo ufałem moim poprzednikom i ich metodom przygotowania zespołu przed rozgrywkami. Pozostałe propozycje jakie otrzymałem nadeszły z Grecji - zatrudnić mnie chciała drugoligowa AS Veroia i była to bardzo kusząca propozycja, gdyby nie to że klub borykał się z poważnymi problemami finansowymi, a włodarze stawiali przede mną bardzo ambitne cele. Druga oferta, i ta na którą finalnie przystałem, napłynęła z Walii. Na kontrakcie opiewającym wstępnie na 150 funtów tygodniowo (ostatecznie wynegocjowałem 190Ł) widniało logo jednokrotnego zdobywcy Pucharu Walii, klubu grającego od 20 sezonów w najwyższej klasie rozgrywkowej, Carmarthen Town AFC. Witamy w Walii! Jak widać napisała o mnie nawet Gazeta Wyborcza, więc fejm się zgadza
  15. 2 punkty
    Ten pierwszy Jeep ma wszystko, co potrzebujesz, żeby sprawdzić czy nie jest przekręcony. jest rejestracja, VIN, data... Skupiłbym się na nim chyba O Mitsubishi ASX pisał już kiedyś Bebok, że to raczej nie jest zbyt dobre auto W Qaszkiecie brakuje mi zdjęć tylnych foteli i bagażnika. Może to nic, ale jakoś dla mnie od razu budzi zastrzeżenia. X-Trail wygląda z zewnątrz ładnie, ale w środku ta skóra nie wygląda jakby była "regularnie czyszczona i pielęgnowana w profesjonalnych myjniach." Jeśli Skoda to brak prestiżu, to nie wiem co na tej liście robi ten Opel... Co do Hyundaia, Kii i Chevroleta mam podobne zdanie co do Opla, natomiast ja nie widzę specjalnie do czego można się przyczepić. Dla mnie do kompletnego odstrzału są: Pierwszy Touareg - przeczytaj dokładnie te cztery zdania i fragment o salonie w Niemczech, a potem to co jest w opisie... Ten drugi wygląda spoko, ale bardzo ostrożnie z mechanikiem bym go oglądał. Bardzo ostrożnie. Drugi Jeep jest z Gostynia. To taki odpowiednik okolic Kalisza i Bolesławca jeśli chodzi o handel samochodami. Bez zaufanego mechanika nawet nie próbuj sam jechać oglądać, bo Ci wyciągną hajsy z kieszeni, a ty zostaniesz ze szmelcem Niech się mądrzejsi wypowiedzą
  16. 2 punkty
    odpuście sobie.
  17. 2 punkty
    @Wujek Przecinak łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu, niech żyje nam! Te życzenia nagrywałem ja, Maciek, który nie jest kibicem Polonii, ale kibicuje wynikom osiąganym przez naszego prezesa/trenera. Za chwilę ja zacznę nawiązywać do osiąganych tu wyników. Tzn. mam taką nadzieję
  18. 2 punkty
  19. 2 punkty
    Dokladnie, to jest follow-up do tego
  20. 2 punkty
    Ten tweet to trolling
  21. 2 punkty
    Siema, zapraszam do obejrzenia i ocenienia ostatniego meczu Warsaw Eagles (przy moim współudziale produkcyjnym i realizacyjnym). Pozdro
  22. 1 punkt
    Jebac Juve. Milik na boisku.
  23. 1 punkt
    Na innych powtórkach jak byk widać, że dostał w nogę. Tylko Stępień by to widział w polu karnym, więc nawet jeśli sędzie zauważył aktorzenie, to żółta kompletnie z dupy, bo daleko do karnego. Idiotyczna decyzja, ale tak jak zawsze - sędzia ma sekundy na podjęcie decyzji i tak jak mówi, kilka różnych by się obroniło. Ale wyjebanie zawodnika po czymś takim to jednak zbrodnia.
  24. 1 punkt
    jak ja bym chciał Napoli...
  25. 1 punkt
    Zdecydowałem, że będę robił częstsze apdejty - takie w stylu Vamiego. #3 Fatalna końcówka, podsumowanie sezonu i wietrzenie szatni. Ostatnią rundę walijskiej ligi rozpoczęliśmy nieźle, wygraliśmy bowiem na własnym terenie 2:0 z silnym Aberstywyth. Było to jednak zaledwie jedno z dwóch zwycięstw, które zdołaliśmy osiągnąć w kolejnych 8 meczach. Najgorsze jest to, że w żadnym z nich nie spisywaliśmy się jakoś fatalnie, przeciwnicy po prostu wykorzystywali wszystkie nasze braki w defensywie (w ostatnich 4 meczach straciliśmy 16 bramek!), która wciąż spisywała się fatalnie. Ligę zakończyliśmy serią 4 porażek z rzędu i na domiar złego, w ostatniej kolejce byliśmy świadkami koronacji Bangor City, który rozbił nas u siebie 3:0 i przerwał totalną dominację TNS (6 tytułów z rzędu). Losy mistrzostwa toczyły się do ostatniej kolejki, jednak ciekawsza rzecz miała miejsce w grupie spadkowej. Otóż ekipa, która batalię o 6 miejsce przegrała z nami bilansem bramkowym, czyli Newtown, zdobyła ostatecznie 59 punktów. Wynik ten w grupie mistrzowskiej dałby im trzecie miejsce w kraju. Jeśli chodzi o Carmarthen to ten sezon można uznać za rozczarowanie. Co prawda wywiązałem się z zadań postawionych przez zarząd, ale liczyłem przede wszystkim na lepszą grę z naszej strony. O ile do ofensywy nie można się przyczepić, o tyle gra z tyłu woła o pomstę do nieba. Nadal nie przedłużyłem wygasającego w czerwcu kontraktu, ale zacząłem już budować drużynę na kolejny sezon - przeprowadziłem już kilka transferów, a klub latem opuści aż 20 zawodników! Większość z nich jest totalnie beznadziejnych, a na dodatek w trakcie sezonu co rusz psuli atmosferę w szatni, narzekając na brak gry. Po moich obietnicach związanych z ich sprzedażą, obrazili się jeszcze bardziej, bo okazało się że nikt nie jest zainteresowany ich "usługami". Andy McCulloch Osobny akapit należy się naszej największej gwieździe i nadziei walijskiej (albo szkockiej, bo urodził się w Hamilton) piłki - Andy'emu McCullochowi. Andy zadebiutował w meczu z Llandudno i był to bardzo nietypowy debiut - dostał ode mnie 15 minut, strzelił bramkę w pierwszym kontakcie z piłką, który oprócz gola zakończył się... trzytygodniową kontuzją. W trakcie sezonu miał kilka wzlotów (3 hat-tricki) i upadków, ale generalnie był to fantastyczny sezon w wykonaniu naszego wychowanka. Jego kontrakt jest ważny jeszcze przez rok i na razie jakiekolwiek rozmowy spływają na niczym. Jego przyszłość znajduje się pewnie z dala od Carmarthen. Jakie są moje plany? Czekam na propozycję nowego kontraktu od zarządu i chciałbym popracować w Walii jeszcze przez najbliższy rok. Mam nadzieję, że mój odmłodzony i odświeżony zespół będzie w stanie powalczyć w przyszłym sezonie o jakieś trofeum, bo nie chciałbym stąd odchodzić z pustymi rękoma. E: Newtown zdobyło 62 punkty, a nie 59. Tabela nie uwzględnia ostatnich meczów grupy spadkowej.
  26. 1 punkt
  27. 1 punkt
    legia warszawa kwalifikuje się do pucharów z ligi i zdobywa puchar polski
  28. 1 punkt
    Z tą linią obrony i pomocą? Imo 10. miejsce jest prawdopodobne nawet.
  29. 1 punkt
    Po zdobyciu bardzo ważnych trzech punktów w Norymberdze przyszedł czas na odpoczynek o ligowego stresu, jako że właśnie zbliżał się termin marcowej tury eliminacji do Mistrzostw Świata w Kanadzie. Dla nas oznaczał on wizytę na Majorce i ciężki mecz z Hiszpanią, który miał ustawić całą rywalizację w grupie trzeciej. Ciekawie przebiegało rozdanie powołań na zgrupowanie do Chorzowa, które ogłosiłem w poniedziałek 17 marca w południe. Choć od jakiegoś czasu wiedziałem, że Michał Górka wznowił już lekki trening, a jego zoperowany obojczyk goił się jak na psie, wskazanym było, by wracał do zdrowia w spokoju w klubie, a nie ryzykował odnowienie urazu na wymagających, reprezentacyjnych treningach. Jako trzeciego bramkarza dołączyłem więc Michała Piotrowskiego, a Paweł Piętka miał być pieczołowicie przygotowywany tak fizycznie, jak i mentalnie do stawienia czoła hiszpańskim napastnikom. Zdecydowałem też w końcu ostatecznie zrezygnować z Łukasza Sochy, który już od długiego czasu nic nie wnosił do gry reprezentacji, a już na pewno nie gole. Długo wahałem się, kogo ściągnąć na jego miejsce, w zasadzie miałem dylemat między dwoma graczami. W końcu jednak faktem stał się jeden z najgłośniejszych comebacków od czasu przywrócenia Artura Kowalczyka do kadry w 2014 roku przed pamiętnym, historycznym mundialem we Włoszech – po raz pierwszy od 2023 roku w kadrze Biało-czerwonych pojawił się Grzesiek Gorząd, strzelec ostatniego gola Mistrzostw Świata 2018 w Stanach Zjednoczonych, który przypieczętował ówczesne zwycięstwo nad Holandią w finale i nasze drugie w historii mundialowe złoto.
  30. 1 punkt
    Okres przygotowawczy, czyli kartofliska, 4-4-2 i złamana noga. Okres przygotowawczy (kiedyś, prowadząc jakiś poważniejszy klub, napiszę na ten temat ze dwa słowa) upłynął nam pod znakiem gry na naszym pastwisku zwanym Richmond Park oraz kilku walijskich kartofliskach. Zaczęliśmy całkiem nieźle, ale od momentu dwóch porażek z ekipami z Anglii (7. i 6. liga!) coś się zepsuło i nie było mnie słychać i efektywność naszej gry zdecydowanie zmalała. To był moment pierwszych lekkich korekt taktycznych (o tym za chwilę, ale nie ma się nad czym rozpisywać), jak i pierwszych transferów. Przede wszystkim martwiła mnie obsada pomocy, bo zastałem w Carmarthen zawodników, którzy nie potrafili piłki ani podać, ani jej odebrać. Skończyło się jednak na tym, że zaorałem połowę składu (tzn. przesunąłem do rezerw, bo nikt nie chce kupić tych nędzarzy) i przeprowadziłem 10 transferów. Nazwiska, które absolutnie nic wam nie powiedzą + kilku młodzieżowców z potencjałem. Łączyło ich jedynie to, że wszyscy potrafili kopnąć piłkę w kierunku swojego klubowego kolegi, w przeciwieństwie do obecnych zawodników Dumy Południowej Walii. Podczas meczu z Garw S.B.G.C przeżyliśmy horror - trzask łamanej kości naszego rezerwowego napastnika do dziś prześladuje nielicznych kibiców Carmarthen, którzy po tym zdarzeniu cierpią na syndrom PTSD i zapijają swój niepokój litrami Buckfastu. Ta feralna kontuzja Liama Griffithsa okazała się jednak błogosławieństwem, bo zmusiło mnie to do poszukania nowego napastnika na ławkę. Z pomocą skautów znaleźliśmy kogoś, kogo śmiało nazwać można największym talentem ligi walijskiej. 16-letni Andy McCulloch z miejsca stał się jednym z najlepiej opłacanych zawodników Old Gold (co za przydomek!!!), a ja wam gwarantuję, że jeszcze usłyszycie to nazwisko. Kilka słów o taktyce Jak widać, nie jest to żadna wiedza rakietowa Postawiłem oczywiście na prostotę, zgodnie z tym na jakim poziomie znajdują się moi piłkarze i... ja sam. Wiedziałem na pewno, że chcę postawić na dwóch napastników - uważam, że jest to zdecydowane ułatwienie na niskim poziomie ligowym, bo dzielimy odpowiedzialność jednego zawodnika na dwóch - jeden ma grać tyłem do bramki, przetrzymywać piłkę, cofać się po nią, a drugi ma po prostu strzelać bramki. Skrzydłowy ma "dawać szerokość" i zapewniać dośrodkowania, środek pomocy ma za zadanie odbiór piłki i jej wyprowadzenie do przodu, a z lewej strony chciałem mieć nieco inny wariant ataku, stąd lewy pomocnik ma funkcję wsparcia i ma grać nieco wężej - po to żeby ułatwić bocznemu obrońcy obieganie i rozciąganie obrony rywali. Dlaczego styl gry "sztywny"? Bo nie chcę dawać moim gamoniom zbyt wiele swobody, mają określone role jakie mają wykonywać, nie potrzebuję od nich żadnej improwizacji. Zanim dojdę do połowy sezonu, opiszę na przykładzie kilku meczów, jak ta taktyka prezentuje się podczas meczu @Qu. - jakieś sukcesy?
  31. 1 punkt
    Wenger będzie wolny.
  32. 1 punkt
    ja tam sadze, ze dluuugo zaden nowy trener nie uzyska znacznie lepszego wyniku iz AW
  33. 1 punkt
    Mam coś koło 12 kolejek do końca. W tym czasie zagram między innymi z: - ManU - ManCity - Chelsea - Tottenhamem - Arsenalem - ManU (again)
  34. 1 punkt
    Ciche miejsce Bez gadania jedna z ciekawszych pozycji w tym roku. Niski budżet, Jim z The Office za kamerą i w jednej z główny ról, oryginalny pomysł, świetna realizacja, prawie niemego filmu. O czym jest nie będę opowiadał bo chyba każdy słyszał. Lubię tego typu horrory gdzie atmosfera przytłacza, fabuła wciąga, a nie gdzie mamy do czynienia z kawałkami ciał. I ciche miejsce dostarcza atmosfery gęstej niesamowicie. Z 90 minut jakie trwa film spokojnie godzinę spinałem każdy mięsień. Nie sposób się przyczepić do gry aktorskiej, kamera jest dobra, warstwa dźwiękowa rewelacyjna, a efekty i CGI na naprawdę niezłym poziomie. Czapki z głów bo to jeden z lepszych horrorów jaki widziałem od dawna. Ma swoje małe wady, ale te uświadamiamy sobie dopiero po czasie, nie w trakcie chłonięcia tego naprawdę świetnego filmu.
  35. 1 punkt
  36. 1 punkt
    W życiu nie byłem w Rosji! @Fenomen na ten moment Revolut oferuje bezpłatne transakcje kartą na 20kPLN/miech i wypłaty z bankomatu na 800PLN/miech. W przypadku mniej popularnych walut (rubel, PLN) należy pamiętać, że kurs wymiany w weekend jest zaniżany o 0,5-1,5% żeby nie stracili na rozliczniach (Twoje transakcje rozliczają w danej chwili, a sami rozliczają się w poniedziałek rano po kursie otwarcia rynku i nie chcą stracić na wachaniach w trakcie weekendu). Ostatnio ktoś w pracy wspominał, że teraz pierwsze kilka wpłat na Revoluta było z jakąś tam dodatkową weryfikacją, więc radzę spróbować kilka razy przelać hajsy przed wyjazdem, ot na wszelki wypadek. Ogólnie zdania nie zmieniłem, Revolut jest zajebisty i szczerze polecam
  37. 1 punkt
    Kończymy okres przygotowań. Ostatnim sparingiem był pojedynek z naszą drużyną U-21 czyli paroma graczami w odpowiednim wieku i zawodnikami z U-18. Wynik to 7-0 dla pierwszego zespołu. Dodatkowe transfery przed startem rozgrywek: TRANSFERY DO KLUBU: Maxence Bocqueet (23 lata, Francuz, OŚ) z OM za 6 750 000 € - najdroższy transfer tego okna w naszym wydaniu! Maxence to sprawdzony we Francji stoper, ale nie mógł przebić się do składu swojego macierzystego klubu więc zatrudniłem go, gdzie w teorii ma wraz z Giraudem stworzyć niezawodny duet John Obiefule (17 lat, Nigeryjczyk, OPŚ/PŚ) z Glenavon za 120 000 € Mateusz Klimczok (17 lat, Polak, PŚ/OPŚ) z Ruch Chorzów za 300 000 € Marek Nemec (17 lat, Słowak, OŚ) z Podbrezova za 12 000 € TRANSFERY Z KLUBU: Manuel Arteaga (31 lat, Wenezuelczyk, NŚ) za 2 000 000 € do FC Metz A tak na tą chwilę prezentuje się kadra (jestem za leniwy na wrzucanie screenów, w razie czego na życzenie mogę kogoś pokazać ) BRAMKARZE: BOCZNI OBROŃCY: STOPERZY: POMOCNICY: SKRZYDŁOWI: NAPASTNICY: Postanowiłem rzucić okiem co tam w moim Hutniku. Klub osiągnął wartość 200 mln €, a 21/06/2026 przeprowadzi się na stadion Wyndrowicz Park mający mieć pojemność 10 437 widzów. Transferowo brak tu aktywności w tym sezonie, ale najnowsze ciekawe nazwiska to: Mitchell van Bergen (25 lat, Holender, PP/OPP, 16.5 mln, 8/3) - wychowanek Ajaxu, który odbił się od Premier League w Arsenalu i Manchesterze United trafił do Polski i robi tu naprawdę solidną robotę. Timothy Fosu-Mensah (27 lat, Ghańczyk, PŚ/DP/OŚ, 9 mln, 36/0) - sprowadzony zimą poprzedniego sezonu zawodnik prezentuje się nieźle, ale nie tak dobrze jak inne nabytki. Przemysław Macierzynski (26 lat, Polak, NŚ, 6 mln, 25/9) - a tego pana dobrze pamiętam z kadry U-21. Chciałem go swego czasu sprowadzić do nas, ale grał w Portugalii i był za drogi. Po dobrej przygodzie z portugalską ekstraklasa i Ligue 1 zdecydował się na przejście do Hutnika za darmo. Dobry wybór panie Błaszczykowski! Ustaliliśmy też cele na ten sezon. Zarząd oczekuje ode mnie utrzymania, dotarcia do 5. rundy Pucharu Anglii i 4. rundy Capital One Cup. Zgadzam się z celami w lidze i Pucharze Anglii, ale w Capital One Cup, wierzę, że powtórzymy zeszłoroczny ćwierćfinał.
  38. 1 punkt
    Na pocieszenie królem strzelców został Daisuke Otsuka (4 trafienia), a najwięcej asyst zaliczył Tatsuhiro Murai (3). To jednak jest nie ważne przy tym co wydarzyło się później. Wróciliśmy do Tokio i szykowałem się do wyjścia z gabinetu. Następnego dnia w samo południe mieliśmy lecieć wszyscy do Berlina i stamtąd już rozdzielalibyśmy się do swoich klubów. Wtem zapukał i wszedł Gotoku Sakai. 'Trenerze mogę zająć chwilę?' 'Jasne, siadaj.' Wskazałem mu fotel na przeciwko mojego biurka. 'Coś cię trapi?' 'Długo myślałem ostatnio.' Przerwał, przełknął ślinę i podjął. 'Nad swoją karierą. Nad tym co osiągnęliśmy z panem trenerze. Zanim przejął pan kadrę nie marzyliśmy o tylu triumfach. Owszem dotarliśmy daleko w MŚ, ale to był wypadek, a teraz jesteśmy jednak mistrzami świata, Azji, dwa medale pucharu konfederacji.' Przerwał swoją myśl, postanowiłem go nie popędzać mają obawę, że to co usłyszę nie spodoba mi się. 'Mam już 34 lata i rodzinę, której prawie nie widuję. Wolny czas zdarza się rzadko, ale nie żałuję wykorzystywania go na reprezentację. Gra z naszą flagą na piersi to zaszczyt. Chcę jednak powiesić buty na kołku i zakończyć karierę reprezentacyjną. Chcę odejść pamiętając czasy, gdy byłem ważnym elementem kadry, będąc jeszcze na szczycie. Lepszy już nie będę, a z zawodnikami jak Nagaoka czy Egashira po prostu nie mam szans. Słowem nie osłabiam drużyny.' Tego się obawiałem. Westchnąłem ciężko: 'Nie mogę się zgodzić z twierdzeniem, że nas nie osłabia twoje odejście. Dalej jesteś ważnym elementem tak na boisku jak i w szatni. Oddałeś serce tej drużynie, więc należy ci się możliwość myślenia o sobie. Zawsze mogłem na ciebie liczyć, nawet jeżeli w klubie ci nie szło, dla Japonii grałeś jak prawdziwy samuraj. Akceptuję twoją decyzję, ale nie byłbym sobą, gdybym nie spróbował. Przemyśl to jeszcze. Przed nami mundial.' 'Wiem trenerze, ale myślałem nad tym już od dłuższego czasu. Widzę jednak, że mamy kim grać, więc chcę ostatni rok, może dwa kariery skupić się na klubie.' Niechętnie przyjąłem tą decyzję. Wcale nie jest tak dobrze jak Gotoku mówi. Owszem Nagaoka (OL) i Egashira (OP) osiągnęli dobry poziom, ale poza nimi mamy straszne dziury. Mający stać się gwiazdą, która go wygryzie Sasaki grzeje ławę w Milanie i pierwszym wyborem na ławkę na bokach są grający w klubach jako OŚ Morikawa i Hara. A ten drugi chyba jeszcze nie jest gotów na grę na takim poziomie. Poza nimi nie mam już nikogo. Następnego dnia rano Gotoku Sakai wydał oficjalne oświadczenie, dziękując za wsparcie fanom. 34 latek kończy karierę ze 114 występami i 3 golami. Gdy powołałem go pierwszy raz miał 61 występów bez bramek. To nie koniec problemów. Zaraz po Sakai odwiedził mnie Kushibiki. 'O nie, na twój koniec kariery nie zgadzam się!' 'Nie, nie, nie. Ja jeszcze chcę trochę pobronić, ale chciałem poczekać z moją prośbą, aż Sakai-san załatwi swoją.' No tak Masatoshi jako kapitan wiedział o decyzji kolegi, pewnie radził się go. Spojrzałem więc wyczekująco na naszego bramkarza numer jeden. 'Trenerze ostatnie mecze dały mi trochę do myślenia. Zabrakło nam niewiele i w efekcie mamy dwa srebrne medale, a nie złote. Wiem, że mówiłeś, że odpowiedzialność jest tutaj zbiorowa, a nie indywidualna, ale nie zmienia to faktu, że czuję, iż zawiodłem.' Spojrzał z determinacją na mnie. 'Zawiodłem jako kapitan, nie potrafiłem zagrzać chłopaków do walki, gdy tego potrzebowali najbardziej. Chcę więc oddać opaskę kapitana komuś, kto poradzi sobie z tym lepiej.' 'Kushibiki-san, nie ma lepszego kandydata na kapitana od ciebie.' Stwierdziłem szczerze. 'Nie zawsze wszystko wygramy, ale nie zawiodłeś mnie, ani nikogo na pewno.' 'Być może, ale jednak ja wiem, że zrobiłem za mało. Nie mogę być dobrym kapitanem, jeżeli ja sam nie wierzę w siebie w tej roli prawda? Proszę trenerze.' Skłonił nisko głowę jak to zwykle Japończycy robią prosząc o coś ważnego lub przepraszając. W tym wypadku zawodnik Hutnika czynił obie rzeczy na raz. 'Zgoda.' Westchnąłem ciężko. 'Rano dowiecie się, kto cię zastąpi. Osobiście przekażesz tą informację.' Kushibiki skłonił się jeszcze raz i wyszedł, a ja wezwałem Gellinga. Wyjąłem z biurka sake i polałem sobie. Po 4 kolejkach do gabinetu wszedł mój asystent i od razu wiedział, że nie mam dobrych nowin. Usiadł bez podpowiedzi w fotelu i słuchał. 'Sakai zdecydował się na koniec kariery reprezentacyjnej.' Kolejny shot. 'Kushibiki uważa, że zawiódł jako kapitan i oddał opaskę kapitana.' 'Złe nowiny. Coś jeszcze?' 'To ciebie chciałem spytać, czy wiesz o czymś jeszcze?' 'Nie.' 'Dobra. To kto twoim zdaniem byłby świetnym kapitanem?' Stuart zaczął się zastanawiać. W końcu zamyślony rzucił: 'Poziom determinacji i oddania sugeruje Enomoto.' 'Odpada. Za mało gra, nie jest wcale pewnym punktem i ma za małe doświadczenie. Ja sam waham się między trzema zawodnikami.' Widząc pytające spojrzenie asystenta wyliczyłem. 'Gaku Shibasaki, Takuma Nishiguchi i Daisuke Otsuka.' 'No tak pewne elementy kadry. Ale Takuma chyba nie ma odpowiedniej osobowości do tej roli.' 'Fakt, z kolei Shibasaki robi świetną robotę jako wicekapitan. Bardzo pomagał kapitanowi i chyba chciałbym go zostawić w tej roli. Zwłaszcza, że przed nami sądny rok.' 'A więc...' 'Tak. Kapitanem zostanie Otsuka, ma determinację, zdolności przywódcze, da sobie radę.' Następnego dnia rano Gotoku Sakai wydał oficjalne oświadczenie, dziękując za wsparcie fanom. Obok niego siedział Masatoshi Kusibiki i Daisuke Otsuka. Po zakończeniu się burzy pytań Masatoshi oznajmił, że zrezygnował z roli kapitana i że wybrałem na jego miejsce zawodnika Manchesteru City. Chyba mogę powiedzieć, że zaczyna się nowy rozdział w historii tej kadry.
  39. 1 punkt
    Mając na uwadze, ze Golden Knights maja procent wygranych 72,6 to są najlepszym zespołem z expansion draft w jakimkolwiek z popularnych w Ameryce sportów. W poszczególnych ligach najlepszy wynik uzyskały: MLB - Angels - 43,5% (1961) NBA - Bulls - 40,7% (1967) NFL - Panthers - 43,8% (1995) Także rezultat Vegas zostanie z nami na długo, zważywszy jak rzadko jest expansion draft.
  40. 1 punkt
    Odpowiadam grubo po, ale co tam. Ponad miesiąc temu sprawiłem sobie Nokię 6. Jako wieloletni użytkownik telefonów - tak, tak, telefonów - fińskiego producenta postanowiłem zainwestować (dałem za nią siedem stów w kumulacji promocji w sklepie z WŁĄCZONYMI NISKIMI CENAMI) w nowość z szanowanym przeze mnie logo. Wcześniej użytkowałem Nokie (a potem raczej Microsoft) Lumie z Windowsem i cholernie bałem się Androida. Nie miałem wcześniej z nim za wiele do czynienia, miałem Lumie 650 (wyświetlacz pękł), 532, 530, wcześniej Nokię X2-02 i takie inne słuchawki od Finów (miałem ich naście), dalekie od obecnych smartfonów. Windows był dla mnie świetnym OS-em, niestety wieczne soon wprowadziło go w stan uśpienia, więc nadszedł czas na zmianę systemu. Nokię 6, w chwili obecnej z Androidem w wersji 8.1, oceniam bardzo pozytywnie, nawet przyzwyczaiłem się do tego systemu, a ogromną zaletą produktów Nokii są aktualizacje, czego u innych producentów brak. Sam telefon wykonany jest bardzo solidnie, choć ciężko było mi się przyzwyczaić do rozmiarów 5,5 cala. Ale jak już się przyzwyczaiłem to wszystkie mniejsze wydają się "za małe". Szóstka jak dla mnie jest świetna, chodzi idealnie, dwa głośniki (chociaż do zachwalanego DOLBYtm stereo im chyba trochę brakuje), zainstalowałem Microsoft Launcher i mam namiastkę Windowsa. Polemizowałbym tylko z "pancernością" tego smartfonu, bo mimo jego wszelakich prób zniszczenia (zakończonych zresztą niepowodzeniem) na różnych vlogach na youtubie, to mnie się on namiętnie rysuje przez głupi guzik w kieszeni spodni. Polecam, bo chyba ceny polecą teraz, w chwili premiery 6.1. Piątka jest mniejsza, a ma trochę gorszy aparat i mniej RAM-u, a można ją kupić za pięć stówek.
  41. 1 punkt
    o tym opowiada Arrival, dlatego mówiłem, ze ME2 jest wykastrowane z ważnych rzeczy.
  42. 1 punkt
    Zasadnicze pytanie, jest fanem Gwiezdnych Wojen?;) Jak tak to może: https://www.komputronik.pl/product/419230/propel-star-wars-t-65-x-wing-collectors-edition-.html?gclid=Cj0KCQjwttbWBRDyARIsAN8zhbKjtBhBEszJUbU_c_mynmUZnBh2ZA_jgXz5Lv1o0yZjQnxBxE__7DoaApPbEALw_wcB lub: http://allegro.pl/zdalnie-sterowany-robot-bb8-zabawka-star-wars-i7175023898.html?utm_source=google&utm_medium=cpc&ev_campaign=_DIO_plaean_noss_wyposazenie_2&ev_adgr=PLA+EAN+Wyposażenie+2&ev_ln=PRODUCT+GROUP&gclid=Cj0KCQjwttbWBRDyARIsAN8zhbJUHRzd6L2BuxvbN8gvBlnD78W_OD8RAb1ragrYPjVsIfye64MNQhEaAgubEALw_wcB&gclsrc=aw.ds&dclid=CMaq5vH3wdoCFZaRmwodGwgM1Q Nawet jak to nie jest mocno sensowe, bo dla fajna będzie podjarka
  43. 1 punkt
    Ładnie Ci idzie Oby tak dalej! Więcej odwagi w ataku
  44. 1 punkt
    Jak zawsze- nigdy nie dowiemy się jak był naprawdę. Tak czy siak- Jozak nie był od samego początku dobrym kandydatem. W zasadzie w ogóle nie powinien być kandydatem i zostać trenerem Legii. Zdaję sobie sprawę, że Mioduski chciał mieć kogoś, kto ma dobrą orientację w szkoleniu młodych (w końcu kładzie duży nacisk na akademię), kto podpowie Legii jakich juniorów ściągać z Bałkanów i później ich sprzedawać. Może Jozak powiedział, że ok, przyjmuje taką ofertę, ale pod warunkiem, iż będzie trenerem pierwszego zespołu. Kto wie... Bez doświadczenia żadnego brać gościa, żeby wygrał wszystko w kraju i później dostał się do LM? Serio? Spoko, można i tak zrobić. Tylko to by musiał być projekt na trzy lata? To nie w tym klubie, jak i w innym, co ma bić się o mistrza co roku. Z innej strony- coś takiego mogło wypalić. Bo czemu nie?! W końcu np. taki Zidane też nie miał doświadczenia. Ale za to co innego ma- charyzmę i pomysł. Tu nie było żadnego. Co Legia grała? Totalnie nic. Ja oglądając mecze nie widziałem żadnego pomysłu, składu który by wskazywał na coś. Ani do grania z kontry, ani technicznie, ani ataku pozycyjnego. I nie twierdzę, że to wina tylko i wyłącznie Jozaka. To idzie wszystko od góry samej. W zeszłym roku naściągali furę zawodników, później to samo, w ziemie kolejna wymiana. Zero jakiejś konsekwencji czy przemyślanych działań. Kto wygląda fajnie na papierze (Eduardo np.) albo na YT to go bierzemy i wpasujemy. Niektórym graczom potrzeba czasu na wpasowanie się, rozstrzelanie. A w Legii? Pogra dwa mecze, wejdzie z ławki na ostatnie 15 minut (Sadiku) i później znowu ławka, bo się nie sprawdził.
  45. 1 punkt
    Źle na to patrzysz, to nie jest tak (chociaż myślę, że czasami jest), że zbiera się kilku graczy i mówią "noo w nastepnym meczu jareczek nie musisz tak bardzo przecinać tych ich piłek, może go w końcu wyjebią" i nabija sie plot power i jak jest powyżej 100% to przegrywasz mecze i w końcu wyjebują trenera. To raczej jest tak, że jak myślisz, że gracie poniżej swoich możliwości i widzisz dookoła atmosferę chujowizny smutku i trener zdaje sie być oderwany od rzeczywistości, to zwyczajnie grasz słabiej. No i jak cała grupa piłkarzy zwyczajnie gra słabiej bo widzą tą chujowiznę i w sumie to już mają trochę wyjebane bo pół meczu jest machanie rękami i jęczenie, że to nie tak, tego tu nie ma a to podanie do nikogo to przychodzą złe wyniki. I się robi gra pod zwolnienie trenera, ale wątpię, że intencjonalnie, to naturalne następstwo braku wiary w kołcza. Zasłużone zresztą, bo jeżeli trener nie potrafi wpłynąć na szatnię to znaczy, że nie nadaje się do tej pracy.
  46. 1 punkt
    https://streamable.com/hnv7x ladnie sie odnalazl
  47. 1 punkt
    @kolek23, testy ustawienia wciąż trwają, będę dawał znać *** 2 stycznia 2019 roku, kiedy głowy wróciły na swoje miejsce po zabawie sylwestrowej, zebraliśmy się wraz z sztabem szkoleniowym celem omówienia naszych dotychczasowych osiągnięć. Wnioski poniżej. 1. Nie gramy dobrej piłki w lidze… Mimo wielu zmian taktycznych na przestrzeni ostatnich 5 miesięcy, ani przez chwilę nie byłem zadowolony z tego, jak drużyna grała w piłkę. Mimo meczu bez porażki po 18 kolejkach, nasza gra powodowała bruksizm wśród kibiców na stadionie. Ofensywne trio Assifuah-Dzabana-Youan zawodziło, a ciężar zdobywania goli wzięli na siebie pomocnicy do spółki z obrońcami. Męczenie buły weszło nam mocno w nawyk, i jednym z głównych celów na rundę rewanżową powinno być odwrócenie tej mizerii. 2. …Ani w pucharze Francji… Po początkowych dwóch rundach (piątej i szóstej), w których to rozprawiliśmy się kolejno z Cherbourgiem 8:0 i Cambes-en-Plaine 2:0, przyszła kompromitacja z czwartoligowcem z Sete. 1:1 po dziewięćdziesięciu minutach gry, a później karne i porażka 4-5. Jako, że w przedsezonowych rozmowach z zarządem ustaliliśmy, że jedynie za dobrą grę w Pucharze Francji piłkarze mają do podniesienia z boiska dodatkowe premie (określane jako wysokie), możecie sobie wyobrazić, jakie nastroje panowały w szatni po tym meczu. A grał tam nasz pierwszy garnitur! 3. …za to pokazaliśmy się dobrej strony w Pucharze Ligi Wpierw wygrana z Nancy, a później kolejny drugoligowiec, ale za to jaki! – Montpellier – został położony na łopatki. Do meczu z zespołem z Ligue 1, czyli Strasbourgiem, podeszliśmy z należytym szacunkiem, ale też nie przestraszyliśmy się bardziej znanego rywala. Wyjazdowa wygrana 3:1 odbiła się małym echem w Francji, a ja po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, że ta sama taktyka, która zawodziła w grze ze słabiakami w lidze National, uwypukla wszystkie nasze najsilniejsze strony przeciwko lepszym rywalom. Przygodę z Pucharem Ligi zakończyliśmy na wyjazdowej porażce z Rennes, chociaż patrząc na statystyki (58% posiadania piłki, 14-8 w strzałach dla nas), nie mogłem zwątpić w nasze ustawienie taktyczne. 4. Rozczarowanie rundy już znane Rafik Guitane to 19 letni środkowy pomocnik, który w moim ustawieniu gra na pozycji mezzali. Rafik to wychowanek Le Havre, który jednak 2017 roku został sprzedany do Nancy, natomiast po moim przyjściu zdecydowałem się go do nas wypożyczyć na 2 sezony, oferując jeden z najwyższych kontraktów w zespole opiewający na 34 000€ miesięcznie. Napisałem w tytule, że to rozczarowanie. Chyba jednak byłem za delikatny – Guitane w 20 występach (licząc ligę i puchary) zaliczył… 9 kluczowych podań. Doliczając do tego 0 goli i 1 asystę, powstaje nam obraz piłkarza, który jest bardziej hamulcowym niż kreującym grę kolegom. D R A M A T. 5. Houston, mamy problem! Jak się okazało, przy całej tej bucie, którą zaprezentowaliśmy od początku sezonu, zapomnieliśmy o przeciwnikach. A właściwie o jednym z przeciwników. Ekipa Laval, dowodzona przez Manuela Piresa, była żywo zainteresowana sprzątnięciem nam tytułu mistrzowskiego. Bezkompromisowa gra spadkowicza z Ligue 2 powodowała, że z coraz większym niepokojem patrzyliśmy na chłopców z pomarańczowych koszulkach. Z niepokojem, i zazdrością. 42 gole strzelone, 11 straconych w ciągu 18 kolejek, 14 zwycięstw i żadnej porażki – to naprawdę musiało robić wrażenie. Nasze pierwsze spotkanie w lidze było właśnie z Lavalem, remis 0:0 był wtedy lekkim rozczarowaniem, chociaż jak teraz wspominam tamten mecz z perspektywy całej rundy, to byliśmy bliżej porażki niż zwycięstwa.
  48. 1 punkt
    Po roku nieodpalania FMa, wersja 17 wskoczyła na dysk. Jakoś mnie chyba naszła ochota na pogrania.
  49. 1 punkt
    To ja zrobię wykopalisko, o którym wspominałem w Maryni, i opiszę to w bardziej tradycyjny sposób Al-Qadim: The Genie's Course (1994) Kupiłem tę grę niedawno na gogu, ponieważ zaintrygowały mnie screeny. To jeden z moich ulubionych stylów graficznych w starych grach, w dodatku wydawcą był SSI, więc wziąłem w ciemno. W grze wcielamy się w rolę jednego z synów familii Al-Hazrad. Właśnie kończymy nasze szkolenie na "Korsarza" (tak to jest nazywane w grze, ot kilkuletni trening pod okiem mędrca, który stanowi przejście do bycia mężczyzną. Dzięki temu naszemu bohaterowi nieobcy jest fechtunek i podstawy magii) i wracamy do rodzinnego miasta, w którym trwają przygotowania do zaślubin naszego bohatera z córką Kalifa, a nasza familia jest bliska zakończenia wieloletniego konfliktu z inną familią w mieście. Niestety dochodzi do nieszczęśliwego wypadku. Jeden z dżinów (którzy są integralną częścią świata) atakuje i zatapia statek familii-rywali, którym płynął także Kalif i jego córka. Młódka znika, Kalif uchodzi ledwo z życiem, a pozostali świadkowie tragedii opowiadają, że za atakiem stał dżin będący sługą... naszej familii (co możniejsze rody w świecie gry mają dżiny na swoich usługach). Naszym zadaniem jest wyjaśnienie tajemnicy ataku, oczyszczenie familii z zarzutów zdrady i uratowanie przyszłej żony . Tak na szybko prezentuje się fabuła. Tu i ówdzie można przeczytać, że gra jest określana jako action-rpg. Trochę jest to nadużycie. Ok, do stworzenia świata gry został wykorzystany setting znany z D&D, ale to niemal wszystko, co można podpiąć pod CRPG . Nasz bohater ma własne statystki typowe dla D&D, ale są one predefiniowane i nie mają kompletnego znaczenia (po prostu wyświetlają się w oknie opisu postaci). W teorii zdobywamy punkty doświadczenia, które pozwalają awansować nam na kolejny poziom, ale przekłada się to jedynie na możliwość rozwoju umiejętności walki mieczem (o tym za chwilę) i większy pasek zdrowia. Oprócz tego do elementów rpg-owych można chyba jeszcze zaliczyć ekwipunek i zbierane potiony oraz kilka przedmiotów, które wpływają na naszą skuteczność obrony i ataku (np. miecz +3 lub pierścień dodający obronę +2). Czy ma to duży wpływ na rozgrywkę, nie mam pojęcia. Samej grze najbliżej do action-adventure. Chodzimy po danej lokacji, rozmawiamy z jakimiś NPC (są kwestie dialogowe do wyboru, ale nie ma jakichś wyborów wpływających na grę, raczej są to kwestie "stylistyczne", czy chcemy być sztywnym bubkiem z wysokiego rodu czy ziomkiem z podwórka ), odbieramy od nich quest, rozwiązujemy go, dostajemy wskazówkę co robić dalej, udajemy się tam, kolejny quest itd. itp. Sama rozgrywka to głównie elementy zagadkowo-puzzlowo-labiryntowe (a to odpowiedni układ dźwigni, a to umiejętne poruszanie się po zaczarowanych podłogach), które nie są skomplikowane, lub walka. Ta jest prosta do bólu. Aby zaatakować, napierniczamy klawisz Ctrl . Nasz bohater ma tylko swój sejmitar, którego będziemy używać do końca gry. Urozmaicenie w walce polega na tym, że po awansie na wyższy poziom możemy wybrać się do mistrza walki, który nauczy nas nowych technik (z podstawową łącznie trzy). Różnią się one tym, że należy dłużej przytrzymać klawisz ctrl, aby wykonać potężniejszy atak. W grze jest także kilka fragmentów skradankowych. Oprócz walki bronią białą możemy się posługiwać podstawami magii. Dysponujemy słabym czarem ofensywnym pod postacią małego pocisku kierowanego w stronę wroga (możemy go używać w nieskończoność). Wraz z rozwojem przygody będziemy znajdować ograniczoną liczbę innych czarów ofensywnych. Prawdę powiedziawszy zupełnie można się bez nich obyć. Albo inaczej - nie warto ich chomikować, bo potem się okaże, że 3/4 w ogóle nie użyliście. Osobiście z innych czarów niż podstawowy skorzystałem dopiero pod sam koniec gry. Podobnie jest z potionami. Tutaj regularnie używa się tylko napojów leczących, napitki ochronne przed żywiołami nie bardzo wiem, kiedy można wykorzystać, a z kolei chwilowa nieśmiertelność czy zwiększona siła doskonale sprawdzą się w finałowej i tak już dość niewymagającej walce. Wspominałem już o grafice - jest urocza, te małe rysowane światy i postacie są cudowne i bardzo charakterystyczne. Zakochałem się z miejsca i miłość nie wyczerpała się do końca gry. Znakomity jest także soundtrack w mocno orientalnych klimatach, świetnie buduje nastrój gry. Moje wrażenia z gry - choć liczyłem na więcej RPG - i tak są mega pozytywne. Bawiłem się bardzo dobrze, zagadki i puzzle nie są skomplikowane. Choć gra się liniowo, to nie jest nudno. Nie ma momentów, że nie wiemy, co robić. Generalnie gra nie jest trudna, może poza początkiem, ponieważ podstawowy atak sejmitarem jest tak beznadziejny, że łatwo się zrazić do reszty gry... (a tak się składa, że w początkowej fazie czekają na nas dwa dość wymagające "batalistyczne" obszary gry). Historia toczy się dobrze przez jakieś 3/4 gry, siada dopiero pod koniec, ale wtedy już z rozpędu możemy zakończyć rozgrywkę. Dialogi są dobrze napisane, postacie charakterystyczne i zapadające w pamięć. Jeśli miałbym przywołać w ramach podobieństwa i skojarzeń inne gry, byłyby to Little Big Adventure i Legend of Zelda. Myślę, że miłośnicy obydwu tytułów (szczególnie tego pierwszego) odnajdą się tutaj doskonale. Mnie przejście całej gry na poziomie średnim zajęło 11 godzin. W żadnym razie nie uważam tego za czas stracony. Macie ochotę na niezobowiązującą i w miarę wciągającą przyjemną rozgrywkę z ładną grafiką i ciekawym arabsko-orientalnym sztafażem? Jak najbardziej możecie wypróbować Al-Qadim: The Genie's Course
  50. 1 punkt
    A ja Wam Koledzy powiem jedno, k***a, nie żeńcie się, naprawdę. Tak wyobraźcie sobie, że ta słodka, słaba, krucha, mikra istotka, da wam kiedyś tak do pieca, że zaskoczy wasze najśmielsze oczekiwania. Małżeństwo jest do dupy, chybam, że zarabia sie minimum 7k pln netto. A tak to co, zapierdalasz jak ten murzyn, gówno z tego masz, pensja idzie na rachunki, reszta co zakombinujesz na życie ... a jakie by było to życie, żeby wydać to wszystjko na dupcie, oooooooooooohhhh qrwa, żyć nie umierać. Nadmienię jedynie że jestem zbetonowany jak zepsuty k***a messerschmidt, i jak ktoś jutrp mnie wyczuje to mam po pracy. I do tego małżeństwo prowadzi. Chłaopaki, w życiu, nie stawiajcie na wygląd, slowo ... Charakter, charakter, po pięćssetkroć k***a charakter ... wygląd się i tak znudzi. Gotowanie też się znudzi jak sobie nie można chleba pokroić grubo, bo nie, i ch**. Ohollnie to przepraszam bom pijany i mam nadzieje że jakoś policje mine rano. Nie żeńcie sie chłopaki !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jak coś jest mnie tak to akceptuje łarny i te inne, ogólnie jestem zrobiony, pis ałt joł madafaka. I sie nie żeńcie.
×