Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 12.10.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. 10 punktów
    Krótka relacja z wyjazdu na NFL do Londynu. Na wstępie zacznę od tego, że pogoda rozwaliła mój plan przedmeczowy, więc tylko kilka uwag dotyczących tego czasu. Jako, że przylot do, jak i powrót z Luton miałem dość wcześnie, obleciałem nocleg po taniości przy lotnisku. O dziwo lotniska nie było słychać w pokoju wcale, także tu duży plus. Ponieważ dojazd do Londynu miałem zakupiony we wrześniu to udałem się z lotniska autobusem z National Express, co prawda nie o godzinie planowej (półmaraton w Londynie spowodował, że autobusy do Victorii Station nie stawały na Baker Street), tylko następnym do Paddington. Jednym słowem burdel jak w polskim pekaesie. Sam dojazd w porządku, na Baker Street w metro i do Westminster, obejrzeć Big Bena w rusztowaniach, potem odpuściłem rejs Tamizą (w założeniach pożeracz czasu), bo wiatr i deszcz totalnie zniechęcały. Pojechałem do London Bridge, tam coś szybkiego do jedzenia w okolicy Borough Market i powrót na Baker Street. Stamtąd na piechotę do stacji London Marylebone, sprawdzając po drodze, gdzie mam przystanek powrotny dla autobusu. Ponieważ od tego roku wprowadzili podział na kolorowe strefy wejść na stadion Wembley na mecze NFL, dojazd do mojej strefy najwygodniejszy był właśnie z Marylebone do stacji Wembley Stadium. Dwie pozostałe opcje to dojazd metrem do stacji Wembley Park (najbardziej oblegana) lub do stacji Wembley Central (tu także Overgroundem można). Bramki mieli otwierać o 16, a że byłem na stacji o 14 to pojechałem już na stadion z opcją sprawdzenia imprezy koło stadionu (dla posiadaczy biletów na mecz tzw. tailgate na parkingu koło Wembley), wybrałem pociąg jadący tylko do Wembley Stadium i na miejscu byłem przed 15. Ponieważ nie padało poszedłem w pierwszej kolejności zobaczyć okolice mojego wejścia na stadion. I tak już tam zostałem, ludzi już było sporo, do tego zaczęło znów padać. Kolejki utworzono najpierw do stanowisk security (bramki), a potem już tylko kołowrotek i szukanie sektora. Z jednej strony ponad godzina stania na deszczu i wietrze mogła irytować, ale czas umilały okrzyki i perspektywa wejścia jako jeden z pierwszych. Tu dodatkowa uwaga z mojej strony, po tym co zobaczyłem na samym stadionie, mając doświadczenie tylko z meczów Lecha, spokojnie można było celować z dojazdem na 16 na stadion lub wcześniej i zrobić zakupy w sklepie NFL lub na innych stoiskach, koło mojego wejścia był kontener z szalikami i koszulkami. Na samym stadionie szybki zakup jedzenia i ciepłej herbaty, ceny bardzo przystępne, odnalezienie miejsca to pikuś, wszystko czytelne i zrozumiałe. Na płycie boiska rozgrzewka, która wzbudza moją ciekawość, bo przeprowadzana najpierw w małych grupach, potem formacjami (ofensywa, defensywa, special teams w 3 osobach), potem ćwiczenia rozciągania całością zespołu (BTW Janikowski wyglądał przekomicznie przy tym), potem sprinty obydwu formacji razem. Wszystko to przy aplauzie publiczności, oczywiście tej kibicującej Seahawks, którzy byli głośni wszędzie - w metrze, w pociągu, przed i na stadionie. Około 20 minut przed rozpoczęciem meczu była krótka część artystyczna, potem hymny (God Save the Queen odśpiewane przez śpiewaczkę operową przy czynnym współudziale stadionu - aż mnie ciary przeszły). Co do samego meczu to planowałem nagrywać filmy i robić zdjęcia, ale zanim się rozpoczął to moje ręce miały już dość tego zimna i tip na przyszłość to warto mieć ze sobą rękawiczki. Natomiast oglądanie meczu, zwłaszcza siedząc w okolicy 40 jarda na poziomie 1 (bilet kosztował koniec końców 140 funtów) to sama przyjemność, tempo meczu było dobre, a przerwy w grze, poza nieplanowanymi (kontuzje - te się dłużą, ale to zrozumiałe), odbiera się o wiele lepiej niż w telewizji. W przerwach pomiędzy kwartami pokaz cheerleaderek, a podczas timeoutów chodziły dziewczyny wokół trybun i strzelały koszulkami, w mój sektor doleciała raptem jedna, ale zabawa była przednia. Dla mnie przebieg meczu był wspaniały, bo Seahawks zdobyli TD w pierwszym drive od 2016 roku, obrona nie dawała Carrowi i Lynchowi pograć, Janikowskiemu wszystko wchodziło (mimo wszystko fajnie zobaczyć na żywo Polaka w NFL, zwłaszcza jak gra w zespole, któremu kibicuję). W przerwie meczu, pomny burdelu jaki jest na Lechu, myślałem, że nie zdążę na drugą połowę wrócić z jedzeniem, ale bez problemu dało radę wrócić. Organizacja na stadionie poziom światowy jak dla mnie. Co do powrotu ze stadionu, wiedząc z internetu, że najwięcej ludzi wraca metrem poszedłem w kierunku Wembley Stadium. Tu niespodzianka, bo poustawiano barierki tak by utworzyć kolejki dla określonych kierunków odjazdu, także w ciągu 20 minut byłem już w pociągu, na Marylebone wpół do 10. Stamtąd, biorąc pod uwagę, że autobus powrotny miałem zakupiony na 23:15, dostarczyłem się na West Hampsted i dalej pociągiem do Luton. W hotelu byłem tuż po 23. tl;dr - byłem na meczu NFL w Londynie, było zajebiście. PS. Chętnie bym to powtórzył, może nawet na meczu drużyn, które są mi obojętne, choć dodatek emocjonalny wskazany. Trochę się rozpisałem, ale jebać to. Go Hawks!
  2. 8 punktów
    A u mnie prawie koniec zostały do zawieszenia lampy i trzy szafy do zrobienia na korytarzu miało być do końca sierpnia, ale niech będzie, grunt że widzę metę
  3. 6 punktów
    Dzisiaj zaczynam projekt „od lada do chada” Waga startowa: 92 kg Cel: 79 kg Na początek 2300 kcal dziennie, a jak będzie za szybko leciało w dół (>kg tygodniowo na początku i >0,5 kg w dalszym etapie) to będę podbijał. Ostatnio mam trochę więcej pracy chodzonej, więc muszę to kontrolować. Jesli chodzi o trening to standardowo 5x5, które chce pociągnąć przez jakieś pół roku. Zaczynam od baby weights, bo trochę martwi mnie ramię i nie chcę się skontuzjować na sam początek. Dokładać będę chyba 2,5 kg co trening, żeby progresować na spokojnie i pracować nad techniką. Jak nie będzie rezultatów wizualnych to wrzucę +5 kg. Będę informował na bieżąco. Jutro wrzucę pomiary.
  4. 5 punktów
    Muszę przyznać, że nie spodziewałem się, że ta kadra aż tak się posypie po jednym nieudanym turnieju. PZPN-owi udało się ukryć kruchość tej drużyny dobrymi wynikami. Teraz, gdy nie potrafią wygrać meczu, to każdy wjeżdża na każdego. I to jeszcze publicznie, przed kamerami, w gazetach... Brakuje jeszcze tylko pijanego Bońka z jakimś rantem na TT.
  5. 4 punkty
    Potencjalny drugi siedział cały mecz na ławce.
  6. 4 punkty
    Milik bez litość dla Brzęczka: My robimy tylko to co trener nam każe xD
  7. 3 punkty
    Góralski nie ogarnia kuwety, wszystko na raz. Zieliński w ogóle nie ma wytchnienia, sam musi po ta piłke podejść na 30 metr... Na następnego selekcjonera proponuje Ivana Djurdjevica on miał bardzo dobre pierwsze 3 mecze sezonu dlaczego nie dać mu szansy.
  8. 3 punkty
    Jestem przekonany, że niezdobycie ani jednego gola przy ambitnej grze jest w naszym zasięgu!
  9. 3 punkty
    Przed wyjazdem udało mi się jeszcze przegrać z Oklahomą, gdzie zadecydowały przede wszystkim zbiórki w ataku (22-5 dla OKC). 125-116 wysoki wynik jak na czołowe D w lidze Mecze z Suns i Bulls dałem na symulce i oba wysoko wygrane. Z Suns Walker rzucił 38 punktów pudłując tylko raz. Zgodnie z sugestią, którą uznałem za słuszną Rockets wzmocnił Hil: Hill + Frye <-> Knight, MCW, 1st round 2019, 2nd round 2021 Blazers oraz Pistons zamykają tabele i jeśli będzie tak do okolic grudnia to pewnie możliwe jakies wymiany Drummonda czy Lillarda/McColluma i rebuild w tych drużynach. Za to Heat mają 11-2 i nie potrzebują gwiazd, przynajmniej w RS No ale to chyba właśnie takie Miami byłoby głównym kandydatem do wzmocnienia
  10. 3 punkty
    To wszystko kojarzy mi się z castingami do Gry o tron. Jak ogłosili, że Pedro Pascal będzie grał Oberyna Martella, to też były płacze, że wygląda mało egzotycznie i lepszy byłby ten ziomek co grał wojownika pustyni w filmach Mumia (zapomniałem jak się nazywa). Potem się okazało, że Pascal zamiótł swoją grą. Naprawdę nie wiem, dlaczego opinie o AKTORACH opieracie na statycznych obrazkach.
  11. 2 punkty
    "Zakłamana kałamarnico! Iferyxie zasrany!" Unik w bok. Czy to moja figurka Spocka leciała w stronę mej pięknej twarzy? "Kobieto uspokój się! To jest warte parę tysięcy! - Spock zderzył się ze ścianą i rozpadł na kawałki." Zawahała się sekundę po czym cisnęła moją drugą figurką w ziemię. Ta rozpadła się na kilkanaście kawałeczków, zupełnie jak ma dusza. To była niedostępna już w sprzedaży figurka Hana Solo, z legendarnych 'Gwiezdnych Wojen'. Dwa lata temu wyszła 311 część! "Taki z ciebie przemytnik i pilot jak ze mnie Avianka!" Zadrżałem mimowolnie. Nigdy nie rozumiałem dlaczego część kobiet uważała, że rasa wyglądająca jak skrzyżowanie człowieka i ptaka wygląda pięknie, anielsko. "Widziałam ten twój żałosny okręt!" "Hej hej! Mało kto na tym zadupiu może się pochwalić czymkolwiek latającym. A już na pewno nie tak wspaniałym sidewinderem! Nikt nie będzie więc nazywać Junkie żałosnym!" Miałem już dodać 'wynocha', ale zdałem sobie sprawę z tego, że to ja tu jestem tymczasowym lokatorem. Rzut oka na moją obecną, aczkolwiek chyba już ex partnerkę sugerował, że za chwilę mogę być ex człowiekiem. Uniosłem szybko ugodowo ręce w górę: "Ptaszyno. Ja wiem, że sidewinder nie jest najlepszym, czy najdumniejszym okrętem w kosmosie. Ja wiem, że to niezbyt wiarygodne, ale naprawdę dorabiam przemycając czasem coś nielegalnego. Myślisz, że skąd miałem melanż? Poza tym, trudno aby ktoś trudniący się tym fachem latał wyróżniającym się okrętem." Dziewczyna zawahała się. Czyżbym ją udobruchał? Po czym z niepokojącym spokojem odparła: "Od kiedy przemyt jest łatwiejszy z górniczymi laserami? Poza tym okłamałeś mnie. Miesiąc temu wyleciałeś z dokładnie takim samym wyposażeniem, jakie masz teraz i wróciłeś tydzień później." Każde kolejne słowo było coraz głośniejsze. "A mi powiedziałeś, że to trwało trzy tygodnie! Won zakłamany grzybiaku! Nie będziesz więcej na mnie żerował!" Nie musiała dwa razy powtarzać. Zgarnąłem torbę, wrzuciłem moje rzeczy i wybiegłem z apartamentu. I co dalej? Fakt, nie był ze mnie żaden kosmiczny bohater. Nie kłamałem jednak z przemytem. Podczas jednej z wypraw po rudę przypadkiem trafiłem na rozwalony statek i zebrałem trochę ładunku, który po nich został. Był nielegalny, ale sporo wart więc spróbowałem wlecieć do bazy Cleve Hub unikając skanowania. Sam nie wiem jak to zrobiłem. W końcu pilot ze mnie słaby. Z tymi myślami wsiadłem do windy. 78 pięter w dół. Czy górnictwo w "Junkie" to szczyt moich marzeń? Siedzę tu od prawie roku. W tym czasie opuściłem dok ledwie trzykrotnie, zawsze latając po rudę i sprawdzając sygnały, szukając kolejnych wraków. Za każdym razem znajdowałem nawet towary warte parędziesiąt tysięcy kredytów. I zawsze rzutem na taśmę udawało mi się uniknąć skanowania. W końcu jednak wpadnę. 40 pięter w dół. Spojrzałem w oczy memu odbiciu. Blond włosy były rozczochrane, zarost miał przynajmniej dwa tygodnie. Zapuściłem się. Komfortowe życie jednak dobiegło końca. Dziewczyna myślała, że jest z szychą, wielkim piratem wręcz, a tymczasem ja nigdy nawet nie miałem zamontowanego działka na moim statku. 15 pięter w dół. Kim chciałem kiedyś zostać? Odkrywcą, wielkim łowcą głów, dowódcą gwiezdnej floty. A tymczasem jestem bezdomnym pseudogórnikiem. Bo jaki to górnik z sidewinderem, statkiem nadającym się do niczego. Co chcę zrobić ze swoim życiem? Dotarłem na poziom hangarów. Wsiadłem w metro, które w kwadrans dowiozło mnie do mojej platformy. W hangarze czekał zakurzony, poobdzierany z farby Junkie. Fakt, ani to dumny, ani nawet dobry statek. Ot zwykły złom, jak wskazuje nazwa. Dotknąłem panelu i kokpit stanął otworem. Usiadłem w fotelu, na który wydałem prawie tysiąc kredytów. W końcu jak już latać to komfortowo nie? "Dobra złomuś. Jeszcze jeden kurs. Wracamy do domu." Wprowadziłem cel podróży. 34 skoki. 176,8 lat świetlnych. Ostatni raz taką drogę przeleciałem dekadę temu, lecąc z innymi członkami statku IZ Kilkor. Majtek pokładowy to jednak epizod mego życia, który chcę zapomnieć. Może powinienem zacząć prowadzić log pokładowy? Jak każdy porządny kapitan? "Tu komandor zonkuch, Junkie opuszcza platformę." Chwila oczekiwania i żeński głos odpowiedział: "Zezwolenie na opuszczenie portu. Bezpiecznej podróży komandorze." Nadusiłem przycisk odpowiadający za uruchomienie silników. Nic. Jeszcze raz. Głos komputera pokładowego poinformował łaskawie: "Brak odpowiedniego napięcia." "Ja ci dam brak." Wstałem, przechodząc do skrzynki z bezpiecznikami. Nie znam się na elektryce, ale w przypadku tego okrętu starczyło wszystko wyłączyć i włączyć ponownie. Kilka razy... Kilkanaście. Co jest? Już miałem odwołać swój wylot, gdy przy osiemnastym podejściu instalacja zaskoczyła. Okręt zadrżał potężnie, co wybiło mnie z równowagi i łokciem przyłożyłem prosto w dyspozytor żywności. Na ziemię wysypała się połowa proszku, który jest przerabiany na pożywne posiłki. "Gówno. I tak tego się żreć nie da, żadna strata." W końcu poderwałem okręt w powietrze. Zadrżał jeszcze mocniej, ale dał radę. Kierunek: dom!
  12. 2 punkty
    Jak dla mnie "Pułapka" to straszna chała. Beznadziejne aktorstwo (nawet Kulesza gra tutaj kiepsko) i scenariusz nie trzymający się kupy. Niestety, dałem się wciągnąć dwoma pierwszymi odcinkami, które zarysowały ciekawą intrygę a potem to szkoda gadać. Nie polecam. Ale dla odmiany obejrzałem "Rojst" i to całkiem fajny serial. Głównie ze względu na klimat - PRL odmalowany bardzo realistycznie (zwróciłem uwagę, że nawet śrubokręt jest z epoki), super muzyka i nie najgorsze aktorstwo (na minus w zasadzie tylko Ogrodnik). Sam scenariusz też w początkowych dwóch odcinkach też obiecywał więcej ale nie było takiej tragedii jak w "Pułapce"
  13. 2 punkty
    Hej macie jeszcze jakies miejsca w swojej lidze? Jakby się wam coś zwolnilo to chętnie zagram
  14. 2 punkty
    BRZĘCZEK, WEŹ PRZYKŁAD Z BOŃKA I ZREZYGNUJ... HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA JĘDRZEJCZYKA WPUSZCZA, W KOŃCU MAMY SATYSFAKCJONUJĄCE 0:0 Z MISTRZAMI ŚWIATA SPRZED 12 LAT
  15. 2 punkty
    Przyglądam się tej Lidze Narodów i o ile finansowo to na pewno się broni, to pozostałe aspekty (głownie ten sportowy) są mocno dyskusyjne. O rany, już nie mogę się doczekać jak kumple Grosickiego z mediów zaczną piszczeć, że zagrał przyzwoity mecz.
  16. 2 punkty
    Wina działacza @Brachu, który managerowi przypomniał o istnieniu Stellaris. Co mam czas i chcę coś skrobnąć, to kończę w kosmosie ale spokojnie wrócę.. postaram się jutro
  17. 2 punkty
    Kosz, przynajmniej ten amerykański, akurat za wzór stawia sobie piłkę nożną w kwestii płynności gry i praktycznie zawsze identycznej długości całego wydarzenia. Gdyby w piłce nożnej zrobić, że przy każdym zatrzymaniu gry (outy, faule i t.p.) zatrzymuje się czas, to skończyłoby się na tym, że mecze trwałyby - np w Hiszpanii - po 3 godziny, a 2 z haaakiem stałoby się standardem.
  18. 2 punkty
    W piłce to raczej nie przejdzie, jest chyba trend na ograniczenie samodzielności sędziowskiej, i bardzo dobrze. Niech zrobią jak w koszu.
  19. 2 punkty
    Oryginalny artykuł w The Times, ale żeby go przeczytać należy założyć konto, a więc: https://www.thesun.co.uk/sport/football/7396506/ifab-time-wasting-cardiff-burnley-sean-morrison/ Może w końcu XXI wiek dotrze do piłki nożnej, co prawda VAR już dotarł, ale już wtedy prosiło się, aby choćby na czas analizy zatrzymywać zegar. Oczywiście nie ma co robić sobie zbyt wielkich nadziei, bo wspomniany VAR osiem lat był wprowadzany, więc i zatrzymywanie czasu na przerwy tyle zajmie, ale to i tak coś. Pewnie by skróciło znacznie ten czas, gdyby zajrzano do innych dyscyplin, jak to działa, zamiast na nowo wynajdywać koło, ale to jest w końcu piłka nożna. A to żadne rocket science - dodatkowy człowiek odpowiedzialny za pracę zegara zatrzymuje go i wznawia na ustalony sygnał od sędziego, ot i wszystko w tej materii. Nie trzeba mieć ani szczególnego szkolenia, ani sprzętu, bo na poziomie amatorskim wystarczy dowolny współczesny telefon.
  20. 2 punkty
    Long story short, zajęliśmy 6. miejsce, najwyższe od dekady, i awansowaliśmy do Ligi Europy. Reprezentacja Hiszpanii nie sprostała Anglii w 1/8 finału (1:2), a pogrążył nas... Andrew Campbell, napastnik... Evertonu, który zdobył dwa gole. Czas zakończyć karierę i poczekać na FM 2019!
  21. 1 punkt
    Zgadza się. To moje odkrycie z ostatnich dni. Kawałek znałem od lat, ale nie miałem pojęcia, że tytuł "Wicuś ulepił grzybki" pochodzi z książeczki dla dzieci. To też pokazuje, że warto czytać dzieciom - można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy To było wtedy jak powstał Plastuś. Pani dała plastelinę dzieciom, a one ulepily różne rzeczy. Tosia Plastusia, a Wicuś ulepił grzybki Krzysfiol daje dalej. A ja zostawiam kawałek na pamiątkę.
  22. 1 punkt
    Mecz pierwszej kolejki Wombaty-Pabianice wysuwa sie na hit kolejki i wojne z podtekstami. Gibson wspolczesna Helena Trojanska, Dudek niczym Parys a Wujek Menelaos
  23. 1 punkt
    Mimo odpadnięcia należą się brawa. Wygrać mecz przegrywając 0-3 w dodatku grając w dziesięciu. Brawa.
  24. 1 punkt
    Legenda CM 3 - Labinot Harbuzi
  25. 1 punkt
    A to książka nie powstała na podstawie pewnego polskiego serialu?
×