Skocz do zawartości
Między 26 a 29 lipca w LIPINACH odbędzie się XVIII Zlot CMF. Serdecznie zapraszamy do zgłaszania się!
TEMAT ZLOTOWY

Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją od 23.03.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. 25 punktów
    Oficjalnie, zonaty;) Ciezki pierwszy poranek po
  2. 13 punktów
  3. 10 punktów
    i oduczyl zlodziejstwa
  4. 9 punktów
    Baza średnia, 67 lig z 26 krajów. Ostatnio cały czas szukałem jakichś inspirujących i ciekawych wyzwań w FM, cały czas (jak to często u mnie bywa ) uruchamiałem grę, wczytywałem kilka lig, wybierałem zespół, rozegrałem kilka kolejek i odstawiałem FM "na półkę". Znudziłem się grą dużymi klubami i nie mogłem odnaleźć kolejnego miejsca, które wciągnęłoby mnie na dłużej, więc wzorem uż. @Vami postanowiłem, że gra powinna wybrać za mnie - wczytałem dużo lig, ustawiłem "coaching badges" na 0, minimalne doświadczenie i zacząłem wysyłać CV do klubów z całego świata. Apdejty z kariery będą się pojawiały regularnie (myślę, że rozbiję je na okres przygotowawczy - połowa sezonu - koniec sezonu), natomiast chciałbym w tym temacie skupić się też na tym, jak prowadzę swój zespół z taktycznego punktu widzenia, czasem przeanalizować to jak gra mój zespół i generalnie przedstawić Wam moją wizję gry w FM. Mam nadzieję, że na wszystko to starczy mi cierpliwości, zaangażowania i że będzie to moja ostatnia kariera w tym FM Cel, jaki będzie jej towarzyszył to oczywiście rozwój mojego menedżera, doprowadzenie go na szczyt trenerskiego hall of fame i na zakończenie, poprowadzenie Evertonu do mistrzostwa Anglii i triumfu w Lidze Mistrzów! Jedziemy.
  5. 7 punktów
    Coutinho zamianę sezonu zrobił.
  6. 7 punktów
    Duzo sie ostatnio dzialo mogacego obnizyc notowania w sondazach - zmiana premiera ze swojskiej baby na bankstera z milionowym majatkiem przepisanym na zone, fatalne rozgrywanie ustawy o IPN, liczny i widoczny czarny protest, pomysly degradacji generalow po smierci, wpadka z nagrodami dla ministrow wraz z efektownym samobojem gdy szukali podobnych w PO i zburzeniem poczucia wspolnoty z elektoratem, ktory tez ciezko pracuje, a jakos jemu sie nie nalezalo. Dziwi mnie jednak, ze partia probujac ratowac slupki pomija czynnik, ktory moim zdaniem wplynal na nie bardziej niz wszystko powyzej - niedziele bez handlu. To jedyna rzecz, ktora przez szeroko rozumianego wyborce jest mocno odczuwalna i wplywa bezposrednio na jego zycie - nie ma kiedy wydac 500+, musi patrzec w kalendarz i zastanawiac sie, jaka kiedy bedzie niedziela, ponosi konkretne straty dla siebie samego, np. placac drozej za podstawowe produkty na stacji benzynowej (kasa), stojac w kolejce do jedynego otwartego sklepu (czas), majac groszowy utarg w dniu, w ktorym wyrabial tygodniowa norme (kasa), zostajac wieczorem dluzej w pracy w piatek i sobote i przychodzac wczesniej w poniedzialek (czas). Demokracja, wolne media, wolne sady - to pojecia abstrakcyjne, wyswiechtane hasla, po 30 latach wolnosci mlodsi nie pamietaja ich braku, a starsi dobrze wiedza, czym roznil sie ten brak w poprzednim ustroju, ergo: to juz malo kogo rusza. Skoki rzadzacych ekip na stolki tez juz byly, tutaj jest wprawdzie wiecej buty i arogancji, ale to wciaz historia spoza bezposredniego zainteresowania prostego ludu, ktory nie ma do nich dostepu niezaleznie kto rzadzi. Antysemityzm - temat aktualny jak zeszloroczny snieg, teraz sa inni bardziej aktualni obcy, ktorych mozna nienawidzic. Aborcja - kolejny evergreen, powracajaca dyskusja o zarodkach/plodach/dzieciach, ktora nie posuwa nic do przodu, a dopoki twoja corka nie wpadnie, jest teoretyczno-ideologicznym pieprzeniem. Wojsko - wciaz relatywnie waska grupa z przywilejami emerytalnymi i niejednoznaczna ocena za czasow przed '89 r., tu tez nie ma pola do wzburzenia ludu. Co innego jak nie mozesz sobie spedzic wolnego czasu tak jak lubisz. Wowczas doceniasz ekipe, ktora nie wpieprzala sie jak Pawel Janas, a poza tym byla ciepla woda w kranie i zrobili autostrady.
  7. 6 punktów
    Fanom Arsenalu się oczy otworzą teraz i zatesknia za Arsenem jeszcze
  8. 6 punktów
    Ok, @Pulek czeka, to w końcu spiszę kilka uwag odnośnie Lizbony. Nasza wycieczka trwała dokładnie tydzień w okresie wielkanocnym. Pierwsze impresje – lizbońskie lotnisko. Nie wiem, może mylne wrażenie, ale wydaje się wyjątkowo zagmatwane ?. Całe szczęście kilka lat temu (jeśli się nie mylę) dobudowano do niego metro i można bezproblemowo przetransportować się do centrum miasta. My mieliśmy zakwaterowanie zaraz przy Katedrze Se, czyli w zasadzie samo serce starej Lizbony – Alfamy. Z mieszkaniem mieliśmy dużo zawirowań. Najpierw mieliśmy mieszkać w innym miejscu, ale pewne rzeczy się pokomplikowały i trafiliśmy do pokoju w wyżej wymienionej lokacji. Początkowo byliśmy sceptyczni (w końcu tylko pokój), ale po zobaczeniu mieszkania, a następnie otrzymaniu informacji, że właścicielka będzie w nim tylko przez dwa dni i odda je nam do naszej dyspozycji, wszystkie obawy poszły na bok. Mieszkanie było całym piętrem w kamienicy, z dobre 10 pomieszczeń, przepiękny widok na rzekę i wpadające przez cały dzień słońce. Widzę, że na Airbnb wynajmuje ktoś lokum piętro wyżej, można mniej więcej porównać, jak to wyglądało ? Co do samej Lizbony. Miasto ma swój urok i specyficzny klimat. Chociaż przyznam, że chyba nie chciałbym tam mieszkać, zabrakło pełnej chemii ?. Myślę, że spokojnie można je zwiedzić w 4 maksymalnie 5 dni. Nam najbardziej do gusty przypadła Alfama, na której mieszkaliśmy. Labirynty uliczek, mimo wszystko dość biednie i obskurnie, ale z ciekawymi „tajemniczymi” zakątkami i samą przyjemnością jest zagłębianie się w każde małe przejście, nigdy nie wiadomo, co się tam trafi. Jest tam kilka atrakcji (np. muzeum Fado, Panteon, kilka kościołów, zamek Św. Jerzego), więc pewnie każdy znajdzie coś dla siebie. My z chęcią odwiedziliśmy kościoły, o dziwo najmniejsze wrażenie zrobiła… Katedra Se. Wpływ na to pewnie też miały wielkie tłumy, na które trafiliśmy. Panteon jest dość imponującą konstrukcją, wejście jest płatne, a jego obsługą zajmuje się strasznie niemiły personel, który zniechęcił nas do wejścia do środka. Najważniejsza rzecz – zamek – tutaj wstyd się przyznać, ale jakimś cudem przez ten tydzień tam nie dotarliśmy . Nie wiem, jak to zrobiliśmy, trudno zostanie na następny raz. Trafiła tam za to koleżanka – wejście bodaj 8 euro, ładne widoki, pawie i koty ?. Z Alfamy warto też odbić bardziej na północ do dwóch punktów widokowych – Miradour Sofia - i bodaj najwyższy punkt widokowy w mieście – Miradoura de Nossa Sehnora. Nie powiem, widok bardzo ładny, ale trafiliśmy na taki wiatr, że momentami było nawet ciężko złapać oddech. Ogólnie na Alfamę można poświęcić spokojnie 1 dzień. Drugi dzień można zostawić na krążenie po Barrio Alto. Tu już mamy do czynienia z bardziej „fancy” dzielnicą, w którym znajdzie się większość „stałych” punktów do odwiedzenia w Lizbonie. My zaczęliśmy od samego dołu, czyli praca de Comerco na północ w strone stacji Rossio (obowiązkowo po drodze zaliczając A Ginghinje, no trzeba ?), a potem odbić w lewo i kręcić się już po samym Barrio. Warto odwiedzić dwa punkty widokowe – Santa Catarina - bardzo fajne miejsce – i Sao Pedro de Alcantara. W drodze do Barrio Alto pewnie każdy trafi na osławioną wieżę/windę Elevador de Santa Justa. Dobra rada – nie czekajcie w ciągnących się kolejkach, żeby tam wjechać. Lepiej przespacerować się na spokojnie na około i wspiąć się na samą dzielnicę i w drodze powrotnej po prostu zjechać tą windą, bo na górze z reguły jest pusto ?. Z Bairro można też spróbować odbić na północ do parku Eduardo VII lub odwiedzić akwedukty, ale to już większy kawałek drogi do zrobienia. Następny punkt wycieczki to Belem. Dzielnica (w zasadzie oddzielne miasto) znana z wieży (Torre Belem), najsławniejszej cukierni (Pasteleis De Belem) i klubu Belenenses ?. Do Belem warto wybrać się na piechotę lub rowerem. Od stacji metra/portu Cais Du Sodre ciągnie się droga rowerowa/dla pieszych, która biegnie do samej wieży Belem. W jedną stronę jest to około 8 kilometrów, więc można zrobić sobie ładny spacer nad rzeką. Jednak muszę zastrzec, że droga z dworca do mostu 25 april nie jest nazbyt urokliwa, to głównie industrialne okolice. Dopiero od mostu zaczyna się prawdziwy deptak, dlatego ewentualnie można do mostu dojechać tramwajem, a stamtąd już pójść na piechotę. Mniej więcej na tej wysokości (most/deptak) znajduje się też LX Factory. Jest to zamknięty postindustrialny który trąci mocną hipsteriozą, głównie knajpy i handmade’y w dziwnie wystylizowanych miejscach ?. Po drodze do wieży Belem znajduje się Pomnik odkrywców. Warto wjechać na górę, bardzo ładne widoki (cena 5 jurków). Sama wieża Belem nie zrobiła na mnie większego wrażenia, prędzej jej otoczenie i znajdujący się obok Mosteiro dos Jeronimos, w którym znaleźć można m.in. nagrobek Vasco da Gamy. Maniacy mogą podejść trochę na północ od sakralnej budowli i odwiedzić stadion Belenenses. Mały obiekt, jak tam wstąpiłem to był otwarty, sklepik o dziwo dość dobrze wyposażony, co ciekawe udało mi się wejść na stadion – bramy były otwarte – i nawet nikt mnie stamtąd nie wygonił ?. Stadion jak stadion, ciekawy jest brak południowej trybuny, przez co rozpościera się bardzo ładny widok na rzekę i jej drugi brzeg ? Będąc w Belem trzeba odwiedzić najsławniejszą cukiernię Pasteleis de Belem. Tutaj ważny tip, nie należy się przestraszyć gigantycznej kolejki, która tam czeka. Ta kolejka jest do sklepu, żeby kupić frykasy na wynos (nie wiem, ile osób zdaję sobie z tego sprawę ?). Wzdłuż wężyka kolejki można znaleźć wejście do środka budynku. Ta cukiernia jest GIGANTYCZNA, pomieści się tam kilka setek osób. My czekaliśmy w kolejce na wolny stolik, ale wszystko szło bardzo sprawnie i czas oczekiwania to było może 5-7 minut. Ich specjalność, czyli pasteleis, bardzo dobre, a miejsce pomimo swojej sławy nie ma cen z kosmosu, wręcz przeciwnie, są bardzo przystępne. Warto odwiedzić i spróbować tutejszych wyrobów. Na samą wycieczkę w Belem należy poświęcić jeden dzień. Co jeszcze? Można pojechać poza Lizbonę (Sintra, my nie trafiliśmy), przeprawić się promem na drugą stronę rzeki (niestety nie udało się nam), prom przyjmuje bilet komunikacji miejskiej, można udać się na wschodnie wybrzeże Lizbony w okolice mostu Vasco da Gamy, można też wybrać się w północne rejony miasta. My wybraliśmy się 150 km na północ od Lizbony. Moja małżonka zawsze chciała odwiedzić Fatimę, więc zrobiłem jej małą wycieczkę. Jakby ktoś był zainteresowany – z dworca autobusowego są kursy co półgodziny w stronę Bragi przez Fatimę. Bilet to koszt około 10 euro. Dworzec to kompletny chaos, nie polecam ?. Sama Fatima… no cóż, hajs na hajsie. Sanktuarium jak sanktuarium, na mnie wrażenia nie zrobiło. Bardziej urokliwy jest szlak prowadzący z Fatimy do wioski, w której żyły dzieci-świadkowie objawień. Bardzo ładnie przygotowane ścieżki pośród gaju oliwnego. Odprężająca sceneria i spacer, polecam bardzo (niedługa wyprawa, może z 3 kilometry). W samej wiosce można odwiedzić zachowane domostwa, w których żyły wspomniane dzieci. Na pewno jest to ciekawszy i znacznie przyjemniejszy element wycieczki niż samo sanktuarium. Nie polecam za to dworca autobusowego w Fatimie. Chaos do potęgi, nikt nic nie wie, misz-masz autobusów i nie wiadomo, którym jechać. Nasz autobus nie przyjechał i utknęliśmy tam na dobrą godzinę, nie wiedząc, co zrobić. W końcu zjawił się nasz/nie nasz autokar i nas zabrał. Organizacja jak w trzecim świecie. Pani anonsująca autobusy chodzi między stanowiskami autobusów z mikrofonem, czyta tabliczki na autobusach lub pyta kierowców i ogłasza przez mikrofon, dokąd dany kurs jedzie. No cóż… folklor ? Lizbona ma fatalną komunikację miejską. Linie metra są 4 i coś tam pokrywają, ale oprócz tego jest dramat. Autobusy to stanie w korkach, tramwaje to atrakcja turystyczna, więc tłok. Obydwa środki komunikacji mają w dupie rozkłady jazdy. Generalnie polecam poruszać się pieszo w ostateczności metrem (które mogłoby jeździć częściej). Jednak Barcelona to jest pod tym względem niedoscigniony wzor. Na koniec tego wpisu małe podsumowanie "finansowe". 8 dni w Lizbonie, przeloty 200 euro, zakwaterowanie 250 euro, wydatki w czasie pobytu około 350-400 euro (raczej nie oszczędzaliśmy). Czy to dużo, nie wiem, na pewno zaoszczędziliśmy na mieszkaniu (po znajomości, normalnie poszłoby z dwa razy tyle), na pewno dałoby się też taniej dostać bilety lotnicze (okres wielkanocny nie sprzyjał). W oddzielnym poście zamieszczę jeszcze odwiedzone knajpy, które mogę z czystym sumieniem polecić.
  9. 6 punktów
    To ja zrobię wykopalisko, o którym wspominałem w Maryni, i opiszę to w bardziej tradycyjny sposób Al-Qadim: The Genie's Course (1994) Kupiłem tę grę niedawno na gogu, ponieważ zaintrygowały mnie screeny. To jeden z moich ulubionych stylów graficznych w starych grach, w dodatku wydawcą był SSI, więc wziąłem w ciemno. W grze wcielamy się w rolę jednego z synów familii Al-Hazrad. Właśnie kończymy nasze szkolenie na "Korsarza" (tak to jest nazywane w grze, ot kilkuletni trening pod okiem mędrca, który stanowi przejście do bycia mężczyzną. Dzięki temu naszemu bohaterowi nieobcy jest fechtunek i podstawy magii) i wracamy do rodzinnego miasta, w którym trwają przygotowania do zaślubin naszego bohatera z córką Kalifa, a nasza familia jest bliska zakończenia wieloletniego konfliktu z inną familią w mieście. Niestety dochodzi do nieszczęśliwego wypadku. Jeden z dżinów (którzy są integralną częścią świata) atakuje i zatapia statek familii-rywali, którym płynął także Kalif i jego córka. Młódka znika, Kalif uchodzi ledwo z życiem, a pozostali świadkowie tragedii opowiadają, że za atakiem stał dżin będący sługą... naszej familii (co możniejsze rody w świecie gry mają dżiny na swoich usługach). Naszym zadaniem jest wyjaśnienie tajemnicy ataku, oczyszczenie familii z zarzutów zdrady i uratowanie przyszłej żony . Tak na szybko prezentuje się fabuła. Tu i ówdzie można przeczytać, że gra jest określana jako action-rpg. Trochę jest to nadużycie. Ok, do stworzenia świata gry został wykorzystany setting znany z D&D, ale to niemal wszystko, co można podpiąć pod CRPG . Nasz bohater ma własne statystki typowe dla D&D, ale są one predefiniowane i nie mają kompletnego znaczenia (po prostu wyświetlają się w oknie opisu postaci). W teorii zdobywamy punkty doświadczenia, które pozwalają awansować nam na kolejny poziom, ale przekłada się to jedynie na możliwość rozwoju umiejętności walki mieczem (o tym za chwilę) i większy pasek zdrowia. Oprócz tego do elementów rpg-owych można chyba jeszcze zaliczyć ekwipunek i zbierane potiony oraz kilka przedmiotów, które wpływają na naszą skuteczność obrony i ataku (np. miecz +3 lub pierścień dodający obronę +2). Czy ma to duży wpływ na rozgrywkę, nie mam pojęcia. Samej grze najbliżej do action-adventure. Chodzimy po danej lokacji, rozmawiamy z jakimiś NPC (są kwestie dialogowe do wyboru, ale nie ma jakichś wyborów wpływających na grę, raczej są to kwestie "stylistyczne", czy chcemy być sztywnym bubkiem z wysokiego rodu czy ziomkiem z podwórka ), odbieramy od nich quest, rozwiązujemy go, dostajemy wskazówkę co robić dalej, udajemy się tam, kolejny quest itd. itp. Sama rozgrywka to głównie elementy zagadkowo-puzzlowo-labiryntowe (a to odpowiedni układ dźwigni, a to umiejętne poruszanie się po zaczarowanych podłogach), które nie są skomplikowane, lub walka. Ta jest prosta do bólu. Aby zaatakować, napierniczamy klawisz Ctrl . Nasz bohater ma tylko swój sejmitar, którego będziemy używać do końca gry. Urozmaicenie w walce polega na tym, że po awansie na wyższy poziom możemy wybrać się do mistrza walki, który nauczy nas nowych technik (z podstawową łącznie trzy). Różnią się one tym, że należy dłużej przytrzymać klawisz ctrl, aby wykonać potężniejszy atak. W grze jest także kilka fragmentów skradankowych. Oprócz walki bronią białą możemy się posługiwać podstawami magii. Dysponujemy słabym czarem ofensywnym pod postacią małego pocisku kierowanego w stronę wroga (możemy go używać w nieskończoność). Wraz z rozwojem przygody będziemy znajdować ograniczoną liczbę innych czarów ofensywnych. Prawdę powiedziawszy zupełnie można się bez nich obyć. Albo inaczej - nie warto ich chomikować, bo potem się okaże, że 3/4 w ogóle nie użyliście. Osobiście z innych czarów niż podstawowy skorzystałem dopiero pod sam koniec gry. Podobnie jest z potionami. Tutaj regularnie używa się tylko napojów leczących, napitki ochronne przed żywiołami nie bardzo wiem, kiedy można wykorzystać, a z kolei chwilowa nieśmiertelność czy zwiększona siła doskonale sprawdzą się w finałowej i tak już dość niewymagającej walce. Wspominałem już o grafice - jest urocza, te małe rysowane światy i postacie są cudowne i bardzo charakterystyczne. Zakochałem się z miejsca i miłość nie wyczerpała się do końca gry. Znakomity jest także soundtrack w mocno orientalnych klimatach, świetnie buduje nastrój gry. Moje wrażenia z gry - choć liczyłem na więcej RPG - i tak są mega pozytywne. Bawiłem się bardzo dobrze, zagadki i puzzle nie są skomplikowane. Choć gra się liniowo, to nie jest nudno. Nie ma momentów, że nie wiemy, co robić. Generalnie gra nie jest trudna, może poza początkiem, ponieważ podstawowy atak sejmitarem jest tak beznadziejny, że łatwo się zrazić do reszty gry... (a tak się składa, że w początkowej fazie czekają na nas dwa dość wymagające "batalistyczne" obszary gry). Historia toczy się dobrze przez jakieś 3/4 gry, siada dopiero pod koniec, ale wtedy już z rozpędu możemy zakończyć rozgrywkę. Dialogi są dobrze napisane, postacie charakterystyczne i zapadające w pamięć. Jeśli miałbym przywołać w ramach podobieństwa i skojarzeń inne gry, byłyby to Little Big Adventure i Legend of Zelda. Myślę, że miłośnicy obydwu tytułów (szczególnie tego pierwszego) odnajdą się tutaj doskonale. Mnie przejście całej gry na poziomie średnim zajęło 11 godzin. W żadnym razie nie uważam tego za czas stracony. Macie ochotę na niezobowiązującą i w miarę wciągającą przyjemną rozgrywkę z ładną grafiką i ciekawym arabsko-orientalnym sztafażem? Jak najbardziej możecie wypróbować Al-Qadim: The Genie's Course
  10. 5 punktów
    Po 50 godzinach udało mi się zakończyć wątek fabularny Subnautiki, postanowiłem zatem napisać kilka słów o tej wg. mnie niezwykłej grze. Zacznijmy od tego czym Subnautica jest, Subnautica to gra z bardzo popularnego, żeby nie powiedzieć wyeksploatowanego już gatunku jakim jest "open world survival". Gier tego typu ostatnimi czasy mieliśmy ogrom, większości nie udało się nawet wyjść ze fazy wczesnego dostępu. I to już jest pierwsza rzecz na której Subnautica się wyróżnia, gra ta była udostępniona jako "alpha" już 4 lata temu ale to właśnie na początku tego roku otrzymaliśmy wersję z numerkiem 1.0. O samej "alphie" za wiele powiedzieć nie mogę, szczerze mówiąc nie śledziłem tego tytułu praktycznie w ogóle, jedyne co mi śmigło gdzieś w jakichś newsach to to że gra przeszła spory upgrade graficzny w pewnym momencie, co przyciągnęło uwagę szerszego grona potencjalnych odbiorców. Tak czy inaczej chyba dobrze się stało że nigdy nie trafiłem na tą grę, bo dzięki temu po zakupie Subnauticy na steamie doznałem ogromnego zaskoczenia czym ta gra jest i co oferuje i w jakiej cenie... No więc właśnie, 90zł za pełen tytuł przy którym możemy spędzić 50...100 a może i więcej godzin to zbrodnia na twórcy gry, tym bardziej zatem czekam na dlc od Unknown Worlds Entertainment co by napchać ich kieszenie moimi pieniędzmi, bo najzwyczajniej na to zasługują. Fabularnie gra na początku niewiele nam mówi(tak jak i zresztą większość gier z tego gatunku), rozbijamy się ogromnym statkiem na pokrytej zdaję się oceanem planecie i jesteśmy pozostawieni sami sobie. Od tego momentu będziemy czas spędzać głownie na eksploracji oraz zbieraniu wszelakich surowców. Bardzo szybko okażę że poza podstawowymi rzeczami jak jedzenie czy woda, potrzebujemy również płetw...maski tlenowej i...No właśnie, nie chcę za dużo mówić jakiego typu rzeczy przyjdzie nam odkryć i wyprodukować, gdyż właśnie odnajdywanie wszelakiego rodzaju narzędzi, elementów bazy itp itd(często jest tak że musimy znaleźć np. 3 fragmenty przedmiotu zanim możemy go wytworzyć) stanowi "core" przyjemności płynącej z obcowania z tą grą, a rzeczy do odkrycia jest naprawdę multum. A i samo środowisko jest bogate w faunę i florę, do tego praktycznie prawie wszystko na planecie można zeskanować i dowiedzieć się z "encyklopedii" czegoś o znalezionej roślinie czy o napotkanym żyjątku. Wpisy te są zresztą świetnie spisane i stanowią kolejną cegiełkę w budowaniu świata oraz fabuły, co oczywiście pcha w kierunku jedynego sposobu na odkrycie pełnej tajemnicy planety, czyli ciągłej eksploracji poprzez zaglądanie do każdej jaskini czy też pod każdy kawałek mchu. A poza tymi wpisami, dochodzą jeszcze znalezione PDA innych rozbitków oraz znów KAPITALNIE nagrane audio logi, które niesamowicie wręcz budują atmosferę. A skoro jesteśmy przy tym temacie, to ta gra ma tego tony! Nie dość że czarne otchłanie głębin rozświetlone gdzieniegdzie różnego rodzaju florą same w sobie są mega klimatyczne to do tego jeszcze dochodzi muzyka oraz PRZYTŁACZAJĄCE dźwięki ambientowe. Dodajmy jeszcze do tego dreszczyk odkrywania tego czegoś kompletnie nowego czego nie widzieliśmy w innych rejonach oceanu, a to wszystko robimy wśród bardzo wąskich tuneli sieci jaskiń z których bardzo często ciężko wrócić na powierzchnie. A przecież nie można jeszcze zapomnieć o zagrożeniu płynącym(dosłownie) z strony stworzeń, które na tej planecie występują. To wszystko sprawia że osoby o słabszych nerwach będą zmuszone po prostu od czasu do czasu odpocząć od gry z nadmiaru "wrażeń" :). Graficznie Subnautica stoi na dobrym poziomie i również dokłada swoje trzy grosze do budowania fabuły oraz nastroju towarzyszącego nam wszędzie. Ruiny statku którymi się rozbiliśmy, jaskinie pokryte ogromnymi grzybami czy też po prostu błękitny ocean pełen flory oraz wszelakich rybek to dosłownie ułamek tego co możemy znaleźć w Subnautice a jako że rejony są bardzo unikatowe i różne od siebie to też czujemy się naprawdę zachęceni do sięgnięcia jeszcze głębiej w jakiejś jaskini, albo jeszcze dalej od naszej bazy co grozi nam tym że np. nie starczy nam jedzenia i wody na drogę powrotną. Fabułę udało mi się zamknąć w 50 godzin, kompletnie się nie śpiesząc i maksymalnie skupiając się na rozwijaniu tylko jednej bazy, ah tak..Zapomniałem jeszcze wspomnieć o elemencie budowania swojej własnej bazy wypadowej w której możemy stawiać wszelakiego rodzaju pierdoły jak krzesła czy wazony ale również kilka naprawdę pożytecznych machin, które pomogą nam później w odpowiednim zaplanowaniu ekspedycji do rejonów, które gdzieś przy okazji dojrzeliśmy ale baliśmy się w nie zapuścić nieprzygotowanym. Po ugraniu wspomnianych 50 godzin, zdecydowanie nie zamierzam jeszcze usuwać gry jako że nie jestem w 100% pewien że odkryłem wszystko, sporym wyzwaniem również potrafi być budowanie baz na większych głębokościach(ciśnienie, temperatura, drapieżniki...to wszystko nie pomaga w spokojnym budowaniu swojego nowego gniazdka). Powoli też dochodzą słuchy o DLC, które będzie miało swoją oddzielną fabułę oraz nowy rejon na mapie, po tym co przeżyłem z tą grą, nawet przez chwile nie wątpię że będzie to DLC z rodzaju tych, na które zdecydowanie warto wydać dodatkową kasę. Powoli podsumowując, wg. mnie Subnautica to doświadczenie unikatowe, coś czego dawno nie udało się nikomu uzyskać w tym już bardzo wyeksploatowanym gatunku gier. Wiem że sama formuła czyli survival+mini minecraft często odrzuca graczy, ale jeżeli mam komuś polecić Subnautice to na pewno wszystkim fanom hard science fiction oraz fanom swobodnej eksploracji. Za naprawdę małą kwotę dostałem grę, do której potrafiłem wrócić nawet po 2 tygodniowym rozbracie spowodowanym innymi obowiązkami. I powrót ten zawsze wyglądał tak samo, dosłownie tonąłem w tej grze do momentu w którym ktoś mnie siłą z tego świata nie zabrał :). Wow i jeszcze raz wow...Ogromne zaskoczenie, poważny kandydat na grę roku...Chociaż w moim rankingu najlepszych gier ever też wskoczyła na bardzo wysokie miejsce.
  11. 5 punktów
    Obejrzałem (odcinek #2 i od piątego) i mam kilka uwag: - Poziom ligowy (i zawodników) nie ma wpływu na niewypełnianie założeń taktycznych. Owszem, zawodnicy z niskich lig mogą mieć problem z grą np. w szybszym tempie albo jakimiś bardziej bezpośrednimi podaniami, ale trzeba pamiętać że wszystko to jest RELATYWNE, więc jak masz w zespole zawodników, których atrybuty predysponują (w porównaniu do reszty ligi) do gry ofensywnej, krótkimi podaniami, itd. to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tak swój zespół ustawić. - Mówisz, że mentalność nie ma wpływu na grę zespołu. Sorry, ale to bzdura mentalność kontratak to gra polegająca na niskiej linii obrony, niewielkim pressingu i wolnym rozgrywaniu piłki. Dodając do tego polecenia utrzymania piłki i krótszych podań skracasz je jeszcze bardziej. Nawet bez nich, Twój zespół grałby piłkę opartą na posiadaniu (w fazie ataku, jeżeli kontratak jest niemożliwy). - Mentalność nie ma nic wspólnego z kreatywnością zawodników. Od tego jest styl gry. Mentalność = stopień podejmowania ryzyka, czyli jak wysoko gramy (pressing i linia obrony) i jak szybko podajemy piłkę (tempo i długość podań). Polecenia dla drużyny albo te "wskaźniki" podbijają, albo je obniżają. Czyli jak grasz kontrola (czyli już i tak wysoka obrona i bezpośrednie podania) i dodajesz do tego polecenia "bezpośrednie podania" i "intensywna gra", twój zespół jest nastawiony MEGA ofensywnie. Praktycznie ten sam efekt osiągnąłbyś ustawieniem mentalności ofensywnej albo nawet "overload" (nie wiem jak to się nazywa po polsku). - Mylisz grę z kontry, z bezpośrednią ofensywną grą polegającą na odbiorze piłki na połowie rywala. To nie jest kontratak. Kontratak polega na głębokim bronieniu się i wciąganiu rywala na swoją połowę, a następnie na wykorzystaniu luk w jego ustawieniu poprzez błyskawiczny atak z głębi pola. w FM kontrataki uruchamiają się automatycznie, jeżeli mniej niż X piłkarzy znajduje się między linią piłki, a bramką przeciwnika. Im niższa mentalność (od kontrataku w dół), tym ten X jest mniejszy. Podczas kontrataku AUTOMATYCZNIE wszyscy zawodnicy biorący udział w kontrataku mają maksymalną mentalność, bezpośrednie podania i najwyższe tempo. - Nie ma czegoś takiego jak pasujące polecenia do stylu gry. Styl gry sam w sobie jest już poleceniem - każdorazowe dodanie jakiegoś polecenia ma wpływ na wybrany styl gry i przesuwa go (często) do ekstremum, czyli sztywny styl gry + trzymaj się pozycji = zero jakiejkolwiek kreatywności i skupianie się wyłącznie na przypisanej roli = bardzo sztywny. - Nie ma takiej zasady, że im bardziej kreatywnych masz zawodników, tym bardziej płynnie powinieneś grać. Grać można dowolnie, w zależności od tego jak chcemy żeby nas zespół grał Jedyna "zasada" jest ewentualnie taka, że im bardziej płynny styl gry, tym mniej specjalistycznych roli - co jest logiczne, bo przecież im bardziej płynny styl gry, tym więcej swobody zostawiamy zawodnikowi i nie ograniczamy go wybraną przez nas rolą. - Grając słabszym zespołem, wcale nie trzeba grać defensywnie. Ba, ja jestem nawet skłonny stwierdzić, że grając słabą drużyną łatwiej jest grać agresywniej bo rywale w większości przypadków grają ofensywnie i zostawiają bardzo dużo miejsca na boisku. - Sadio Mane mógłby być całkiem przyzwoitą K10 - Fazę ataku determinują role zawodników i mentalność, nie polecenia indywidualne (te też mają wpływ, ale są oczywiście relatywne w stosunku do ogólnego stylu gry). - Ustawienie dwóch piłkarzy o różnych rolach w jednej linii nie ma żadnego znaczenia i niekoniecznie musi skutkować samymi zaletami w ich grze na to jak zawodnik interpretuje swoją rolę mają wpływ jego atrybuty i ulubione zagrania, więc np. dwóch środkowych pomocników z funkcją wsparcia może grać zupełnie inaczej. - Rygiel defensywy to rola, która nie zabezpiecza boków obrony, bo jest to bardzo stateczna rola, której zadaniem jest zajmowanie miejsca przed obrońcami (środkowymi) i bardzo bezpieczna gra. Jeżeli chciałbyś, żeby ktoś zabezpieczał boki obrony, to powinna być to rola, która ma zdecydowanie większy pressing. Carillero okej - Klasyczna 10 to rola zupełnie niepodobna do wysuniętego rozgrywającego.
  12. 5 punktów
    Barcelona i Man City odpadają jednego wieczora, czy może być coś piękniejszego?
  13. 5 punktów
    Już ja Cię znam, zawsze robisz nadzieję że Barca wtopi, a kończy się jak zwykle
  14. 5 punktów
    Ale sęk w tym, że nie wszyscy będą je mieli zajęte "od czasu do czasu". Przecież nie chodzi o to, że zakaz handlu w niedziele uczyni z patologicznych rodzin wzorcowe, możesz wskazać kogoś, kto tak nieironicznie myśli? Wolna niedziela ma pomóc rodzinom. No i widzisz - jest różnica pomiędzy pracownikami szpitali, strażą pożarną czy kierowcami autobusów, a ludźmi pracującymi w dyskontach (bo małe osiedlowe sklepy są często otwarte, bo prowadzą je sami właściciele, a poza tym zakupy da się zaplanować do przodu, pożarów i wypadków nie, tzn. lepiej nie). No i co do tego odchodzenia kobiet z rynku pracy, to po pierwsza korelacja to nie przyczynowość. Po drugie, jestem przekonany, że skoro kobieta rezygnuje dla 500/1000 zł miesięcznie z pracy, to problemem jest raczej wynagrodzenie w niej i wcale nie oznacza, że te kobiety są leniwe. No i - przede wszystkim - zostanie w domu, żeby zająć się dziećmi, a to też praca - ale niestety Polska kulturowo nie dojrzała do tego, żeby kobiety zajmujące się domem doceniać. Ilość toksycznej narracji od czasu wprowadzenia 500+ była widoczna gołym okiem. Np. patola wydaje 500+ na wódę, a matki zostające w domu leżą całymi dniami do góry brzuchem, nie brakowało też klasycznego dyskursu klasy średniej pt. "biedne rodziny = patologiczne rodziny". W bardziej cywilizowanych krajach, np. Niemczech czy Austrii, kobieta zajmująca się domem - Hausfrau - to normalny zawód, który wpisuje się do dokumentów, i nikt nie uważa tego za powód do wstydu. Wg mnie rodziny, w których jeden rodzic zajmuje się na cały etat domem (ten, który zarabiałby mniej, oczywiście) to optymalne rozwiązanie w kontekście szeroko pojętego wychowywania dzieci. Co do ostatniego akapitu - jeśli nie możesz mnie znieść, kiedy jestem najgorszy....
  15. 5 punktów
    Way Out Serdecznie polecam ten tytuł. Z kolegą @Scorpio spędziliśmy trzy popołudnia po 2-3h godzinki kierując poczynaniami dwóch głównych bohaterów, którzy wespół w zespół próbują uciec z więzienia i załatwić swoje sprawy na wolności. Gra jest chyba pierwszym tego typu co-opem, który ma choć trochę rozbudowaną warstwę fabularną, prawie że filmową i ciekawe zarysowane postaci głównych bohaterów. Interakcja między oboma panami jest znakomita, poza powtarzalnymi zagadkami środowiskowymi, momentami walki, czy innymi wydarzeniami, których tu nie chcę spoilerować, a które wymagają działań obu graczy ma bardzo dużo różnorakich minigierek. Czasem dochodziło do śmiesznych sytuacji, bo zamiast przeć ku czającemu się za rogiem Wielkiemu Wydarzeniu graliśmy ze Scorpio w rzutki, graliśmy w baseball, graliśmy na bandżo czy Match-4. Te wszystkie wrzutki bardzo fajnie się wpisywały w model co-opowej rozgrywki i dorzucały nutkę rywalizacji. Gra jest bardzo krótka, bez tych minigierkowych przerywników i bez łażenia po lokacji w celu rozmowy z npc można ją zapewne skończyć w 4h. Na plus porządnie napisany (choć sztampowy) scenariusz filmu sensacyjnego klasy B+, bardzo porządni i wyraziści protagoniści, dość udana grafika, dobre udźwiękowienie, fajnie umieszczone comic relify (polecam huśtawkę w jednej z lokacji xD), bardzo dobrze zrobiony split-screen co jest ważne w tego typu grze i ogólna satysfakcja w obcowanie z tytułem, która pewnie jest jeszcze większa gdy gramy na jednej kanapie. Na dodatkowy plus jest to, że w wersji na PS4 (ale pewnie i na innych platformach) do grania przez sieć potrzebna jest tylko jedna kopia gry - drugi gracz ściąga demo z PS Store. Jak ktoś łowi acziki, to warto zaznaczyć, że otrzymuje je tylko gracz, który posiada tytuł. Wydaje mi się też, że jest to też ciekawa pozycja, żeby namówić do gry osoby, które rzadko w cokolwiek grają. Gra jest dość prosta, sterowanie przystępne, a opowieść podana na tyle sensownie, że łatwo można się wciągnąć. Polecam i mam nadzieję, że Way Out to będzie początek serii podobnych tytułów i już ze Scorpio jesteśmy umówieni, że następną grę kupuję ja
  16. 5 punktów
    Po zusie, napisaniu inżynierki, zaliczeniu pierwszego nowego leczenia teraz przyszła kolej na ślub i wesele Udało się, było pięknie To teraz tylko się obronić i zbudować dom
  17. 5 punktów
    Sorki że tyle spamuję HB ale nie jestem samolubem i tyle xD https://www.humblebundle.com/store/spec-ops-the-line?hmb_source=humble_home&hmb_medium=product_tile&hmb_campaign=mosaic_section_1_layout_index_1_layout_type_twos_tile_index_1
  18. 5 punktów
    Parę osób wyraziło zainteresowanie miejscówkami kulinarnymi w Lizbonie, więc przekopiowuję swoją PW. Byłem w Lizbonie wielokrotnie (> 10 razy) i większość tych miejsc to miejsca gdzie jedzą lokalesi. Jeśli chodzi o nocleg, to polecam okolice Alfamy - bo jest dość blisko centrum i tanio. Co do jedzenia to zdecydowanie polecam Alfamę - dużo mniej turystów niż gdzie indziej, a i tak blisko centrum i wszędzie na piechotę. Tzn. w Lizbonie nastawcie się na dużo chodzenia w górę i w dół, taki urok miasta Sprawdzone lokalesowe adresy (https://imgur.com/a/yOOf5 - tu mapka) z oznaczeniami. A. Rua dos Remedios 132 - O Tunel de Alfama - [Alfama] miejsce, gdzie zwykle chodzę na obiady, otwarte w godz. 11 do 14 (później będzie trudno zjeść cokolwiek aż do wieczora!) codziennie. Bardzo lokalesowe klimaty, dość mało miejsca, sami miejscowi w zasadzie tam jedzą codziennie. Właściciel/kelner nie mówi za bardzo po angielsku - ja polecam brać menu dnia/lunchowe, codziennie się zmienia i jest wypisane na oknie/pierwszej stronie menu. Zależy co się trafi, od ośmiornicy, po królika, cielęcinę, ale i jakieś dziwne gulasze, ale generalnie za chleb, karafkę domowego wina, duży obiad, deser i kawę płaci się 8 euro (sic!). Dlatego warto poznać podstawowe zwroty jedzeniowe po portugalsku, żeby chociaż mniej więcej wiedzieć co się zamawia, albo dogadywać się z kelnerem. B. Rua do Vigario 18 - Tasca do Vigario - [Alfama] W weekendy jest zwykle zamknięte (na pewno nie pracują w niedziele i w poniedziałki wieczorem), ale warto wpaść na dobre jedzenie i niezły alko, aguardente czyli ich bimber. C. Calçada de S. Vicente 10-12 - Taberna dos Clericos - [Alfama] trochę wyżej, w wąskiej uliczce, z kilkoma stolikami na zewnątrz D. Escolas Gerais 54 - Ti Natercia - [Alfama] Jeszcze trochę wyżej, zaraz przy torach tramwajowych, domowe, proste jedzenie E. Travesia das Monicas 28 (róg Largo da Graça)- O Mourisca - [Graça] w poniedziałki zamknięte, F. Rua S. João da Praça 86-94 - O Clube de Fado - [Sé] najbardziej znany klub fado, raczej tylko na ucztę duchową, bo jedzenie mało ciekawe i drogie, http://www.clube-de-fado.com/pt/contactos.html, niezbędna wcześniejsza rezerwacja tel. +351 218 852 704, G. Avenida Almirante Reis 27B - Marisqueira do Lis - [Anjos] przy stacji "Intendente" zielonej linii metra, z żywymi krabami i innymi owocami morza. Wskazujesz palcem na to co chcesz z akwarium, wyławiają to i jesz. Czynna co najmniej do 2 w nocy, https://pt-pt.facebook.com/MLIS1973. Ceny oczywiście trochę wyższe niż w restauracjach powyżej. Bardziej popularne znane miejscówki z barami/klubami itd. są w Bairro Alto, to nocna dzielnica Lizbony. Z konkretnych dań, jeśli traficie - to polecam spróbować porco de alentejano - pieczeń wieprzowa ze ślimakami (wspaniałe), jakiekolwiek owoce morza, pasteis de nata (babeczki z ciasta francuskiego z budyniem - najlepsze w Pasteis de Belem - tylko uwaga, dużo tam turystów i może będzie trzeba czekać), tarta laranja (mało słodkie, ale świetne ciasto pomarańczowe). Ja nie lubię sardynek ani dorsza, ale to portugalskie narodowe jedzenie. Z ciekawszych ryb polecam espadę, delikatne, pełne smaku mięso, malo ości. Ale może nie być łatwo znaleźć. Kawa jest bardzo dobra i tania w zasadzie wszędzie, wino podobnie. Polecam spróbować wiśniówkę - ginginha i vinho verde - białe wytrawne wino musujące o cytrusowym posmaku, podczas upałów wchodzi aż za dobrze
  19. 4 punkty
    12 maja 2018 roku stało się jasne, że dla ekipy Les Ciel et Marine skończył się pewien etap. Tego pochmurnego dnia, na oczach 17 tysięcy ludzi zgromadzonych na Stade Océane, drużyna Le Havre wbiła ostateczny gwóźdź do własnej trumny, co miało przełożenie na spadek z Ligue 2 do ligi National. Jeszcze przed startem sezonu 2017/2018 media potrafiły pisać o drużynie znad Sekwany raczej w kategoriach kandydatów do awansu, kogoś w rodzaju czarnego konia rozgrywek. Po końcu ligi ciężko było wytłumaczyć to, jak wiele czynników złożyło się na to, że klub spadł do niższej klasy rozgrywkowej. Maj, podczas którego wielu pasjonatów futbolu szykowało się do nadchodzących Mistrzostw Świata w Rosji, okazał się być dla kibiców Le HAC parszywy jak nigdy. Drużynę rozsadzały od środka konflikty na każdym możliwym polu, poczynając od niesnasek wewnątrzdrużynowych (związanych między innymi z wielokulturowością składu), idąc poprzez koszmarne relacje z trenerem Tanchotem, a kończąc na problemach finansowych. Tożsamość klubu, który od lat uchodził za jedną z najlepszych francuskich kuźni talentów, została mocno zachwiana. Dmitri Payet, Paul Pogba, Riyad Mahrez, Lassana Diarra, czy Steve Mandanda - to Ci najbardziej znani, którzy w ostatnich latach zdobywali swoje piłkarskie szlify w szkółce w Hawrze. Na koniec rozgrywek sezonu 17/18 można było się tylko nieśmiało uśmiechnąć na wspomnienie o wspaniałej młodzieży, która niegdyś stanowiła fundament drużyny z północy Francji. Po miesiącu od tych wydarzeń, bez zwoływania konferencji, a raczej poprzez krótki, zdawkowy komunikat z biura prasowego, zostałem ogłoszony nowym trenerem Le Havre.
  20. 4 punkty
    Hasło reklamowe rodem z Karoliny Południowej AD 1855
  21. 4 punkty
    Ja się przyczepię niemerytorycznie Jeśli tytuł jest angielski, i czyta się go [Subnautika], to polska odmiana to "wątek fabularny Subnautiki". Analogicznie do Metallica - Metalliki.
  22. 4 punkty
    Patrząc na ich skład, nic nie jest jasne. Nawet światową stolicą hazardu nie sposób tego wyjaśnić. Kilka niechcianych, przepłaconych gwiazd. Kilkunastu ligowych rzemieślników. Kilka ciekawych nazwisk, które jednak dotychczas nie potrafiły odpalić. Do tego w roli menedżera George McPhee, który w ostatnich latach błysnął m.in. oddaniem z Waszyngtonu do Nashville Filipa Forsberga za Martina Erata oraz George Gallant, któremu poza jednym bardzo dobrym sezonie w Panthers (wygrana dywizja, a potem porażka w pierwszej rundzie PO) niespecjalnie szło w roli ligowego trenera (3 lata w Columbus i niespełna 3 na Florydzie). W trakcie kolejnych rozszerzeń NHL w ostatnich powiedzmy 30 latach, żadna z nowych drużyn nie mogła się pochwalić choćby w części podobnymi wynikami: 1991/92 - San Jose (17 wygranych, 51 porażki), 1992/93 - Ottawa Senators (10 W, 70 L) i Tampa Bay Lightning (23 W, 54 L), 1993/94 - Florida Panthers (33 W, 34 L) i Anaheim Ducks (33 W, 46 L), 1998/99 - Nashville Predators (28 W, 47 L), 1999/2000 - Atlanta Thrashers (14 W, 57 L), 2001/01 - Columbus Blue Jackets (28 W, 39 L) i Minnesota Wild (25 W, 39 L) [nie uwzględniając remisów i meczów zakończonych porażką w dogrywce lub po serii rzutów karnych]. Dla porównania - Vegas w tym sezonie: 51 W, 24 L.
  23. 4 punkty
    Jutro wraca The Expanse.
  24. 4 punkty
    Uwielbiam komentarze e-sportu po angielsku Właśnie zaczęli rozkminiać, że Snax w swoich okularkach byłby zajebistym pilotem samolotu, a na to drugi komentator "I thought what I said before was weird, but you fantasizing about Snak being your airline pilot... I would be more worried about Pasha, when you hear that voice through the speakers HELLO MY FRIEND"
  25. 4 punkty
    Tesknicie juz za Kurzawa po tej wrzutce Rybusa?
  26. 3 punkty
    Przygotowania do sezonu 2018/2019 rozpoczęliśmy od terroru jednego z naszych piłkarzy, w postaci żądania transferu. 19 letni Loic Bade, który był wyróżniającym się zawodnikiem w poprzednim sezonie, od razu po powrocie z urlopu zakomunikował wszem i wobec, że jego życzeniem jest odejście z Le Havre do lepszego zespołu. Tu i teraz. Natychmiast. Jeszcze w poprzednim sezonie jasno wytyczyłem granicę takich zachowań – jeśli jakikolwiek piłkarz przyszedł do mnie z prośbą o transfer, to z miejsca ją akceptowałem i życzyłem powodzenia w dalszej karierze. Ale to był zeszły sezon. Po awansie wartość piłkarzy nieco skoczyła, natomiast wspólnie z zarządem ustaliliśmy, że nasz cel piłkarski na zbliżający się sezon to środek tabeli, a przy dobrych wiatrach możemy się zakręcić wokół 3 miejsca, dającego prawo do gry w barażach. Jako że już 2. lipca spotkaliśmy się prośbą o transfer ze strony naszego zawodnika, to trzeba było rozegrać to mądrze; dokładnie tak, aby ewentualni kolejni chętni wiedzieli, czego się spodziewać. Do przypadku Loica Bade postanowiłem wobec tego zatrudnić… naszego kapitana, Jean-Pascala Fontainea. Chwila rozmowy z przywódcą szatni utwierdziła mnie w przekonaniu, że to on, jako wychowanek klubu grający w nim od 10 lat może przemówić do rozsądku naszemu środkowemu obrońcy. Jak się okazało, nasz kapitan perfekcyjnie rozbroił bombę w postaci Bade, który po rozmowie ze starszym kolegą stwierdził, że to rzeczywiście nie jest najlepszy czas na transfer. *** Już po zakończeniu sezonu wytypowaliśmy sobie wraz ze sztabem szkoleniowym listę pozycji do obsadzenia na przyszły sezon. Wszędzie tam, gdzie mieliśmy wątpliwość odnośnie przydatności naszego zawodnika do gry, decydowaliśmy się na danie takiemu piłkarzowi szansy pokazania się z lepszej strony. Proces ten trwał przez pierwszy miesiąc przygotowań, no i w zasadzie większość z zawodników przeszła go pozytywnie. Większość, ale nie Loic Bade. Nasz młody obrońca, mimo rozmowy wychowawczej z kapitanem, uśmiechu na buzi, dobrej postawy na treningach i szerokorozumianego wysokiego morale, grał w meczach sparingowych… katastrofalnie. W 4 spotkaniach towarzyskich zagrał prawie 300 minut, i naprawdę czułem, że każda kolejna jego minuta w barwach Le Havre nie za wiele tutaj zmieni. Tym oto sposobem, gdy pod koniec lipca wpłynęła do nas oferta na Loica z Genku, nie wahałem się długo; Belgowie sami z siebie wpisali do oferty klauzulę 30% wartości kolejnego transferu na nasze przeznaczenie, natomiast sam transfer wycenili na równe 2 miliony euro, co było dla klubu naprawdę dobrą ofertą. Tak oto 2 sierpnia 2019 roku – po raz pierwszy za mojej kadencji – zadziałała marka Le Havre z hasłem przewodnim: WYCHOWAĆ -> UKSZTAŁTOWAĆ -> SPRZEDAĆ
  27. 3 punkty
    Skoro już mowa o Taconafide Jest to bez wątpienia obrzydliwa, chujowa, nudna i monotematyczna płyta. Typowa muzyka środka, nagrana w możliwie najbardziej bezpłciowy sposób, tak aby spodobać się jak największej liczbie ludzi. Taki muzyczny odpowiednik tych filmów, które są nagrywane typowo pod Oscary – niby zajebista obsada, a wszystko tak sztampowe i zachowawcze, że chce się usnąć przy drugim kawałku. Tekstowo bida aż piszczy – Quebonafide gdy akurat nie płacze z powodu rozstania z dupą, to coś tam bajdurzy o pieniądzach. Taco gdy akurat nie marudzi, że nie chce wychodzić z domu, bo jeszcze nie daj boże ktoś go rozpozna, to coś tam bajdurzy o pieniądzach. Jeśli chodzi o featy to jest to jakaś masakra, sam nie wierzę to co teraz napiszę, ale najlepszego dał chyba Paluch. Szczególnie wkurwiłem się z powodu tekstów Taco, ale najwyraźniej stracił on swoją największą siłę, czyli pisania w sposób, który wywoływał u słuchacza uczucie „tak, to jest dokładnie to, ten koleś pisze o moim życiu! ja też chodzę do klubów, siedzę nad wisłą i pracuję na umowę o dzieło!”. Teraz to tylko smęty krążące wokół 2-3 tych samych tematów. Uczucie śmieszności potęguje tylko kwestia podjebanego bitu, zwłaszcza gdy w innym kawałku na tej samej płycie Taco przechwala się znajomością Tory'ego Laneza (no, a przynajmniej tego, jak się wymawia tę ksywkę). No i rzecz jasna ta książeczka z ich rozmowami z messengera, którą trudno podsumować inaczej niż – xD
  28. 3 punkty
    C+ się nie poddaje.
  29. 3 punkty
    Przeszedłem dwójkę! 9/10 jak nic, jakby nie było tej gryzącej mnie przynależności Shepparda, to byłaby dziesiątka Gra jest niesamowicie dopieszczona, tu nie ma już tych zapchajdziur których znakiem rozpoznawczym w jedynce był Mako. I nie przeszkadzały mi tunele, bo jakoś tak były budowane, że ich nie zauważałem przytłoczony niesamowitościami (to case pierwszego Modern Warfare, tam też mi nie przeszkadzały).
  30. 3 punkty
    Jako (co prawda początkujący, ale jednak) sędzia, czytając posty Maniaka na temat, stwierdzam że to jeden wielki . Karny ewidentny, bo tak wynika z Przepisów Gry, brawa dla sędziego, że nie bał się gwizdnąć w takim momencie.
  31. 3 punkty
    Jak zwykle się czepiasz. Przecież pozostał wierny sobie: tylko przegrywający narzekają na sędziów
  32. 3 punkty
    To że Madrytczyk przewrócił się czując oddech Benatii na plecach to inna sprawa - taka jest piłka nożna. Ale IMO - obrońca wpadł najpierw na Vasqueza, potem zamiótł go nogą, ostatecznie trafiając końcówką buta w piłkę. Co jeszcze musiał zrobić, żeby był faul? Wystarczyło nie musnąć piłki?
  33. 3 punkty
  34. 3 punkty
    Nawet zepsuty zegar dwa razy na dobę pokazuje dobrą godzinę
  35. 3 punkty
    Zgodnie z obietnicą, Mistrzowski Brelok zlecony na produkcję
  36. 3 punkty
    IMHO twierdzenie, że spadek PiSu wynika z zakazu niedzielnego jest, używając pasującej do tego akurat stylistyki pisowskiej bodajże, narzekaniem tłustych kotów To narzekanie wielkomiejskiej inteligencji, która zazwyczaj do wyborów i tak nie chodzi. Z perspektywy mojego małego miasteczka widzę, że niezadowolenie wyrażają jedynie właściciele sklepów i marketów, reszta pomysłowi przyklaskuje (a, co ważne, Chodzież od zawsze była antypisowskim bastionem, w ostatnich wyborach PO miało tu afaik jeden z trzech najlepszych wyników w Wielkopolsce). Że nie można wydawać 500+? To soboty wyleciały z kalendarza? BTW, jestem przeciwnikiem zakazu, piszę to tylko po to, by rozwiać złudzenia. Spadek wyników partii wynika imho wyłącznie lub prawie wyłącznie z afery z nagrodami, bo to są rzeczy, na które wyborca w Polsce jest czuły.
  37. 3 punkty
    Ciągle nie rozumiem tego twojego niedoceniania się jmk. Jesteś zajebisty, niestety większość ludzi taka nie jest i żeby mieć co zjeść muszą pracować tam gdzie potrafią na takich warunkach na jakie się im pozwoli. To nie jest takie proste jak "dajcie se ludziom zdecydować, jak ktoś nie będzie chciał to nie popracuje w niedziele". Tak to se ja mogę powiedzieć w Katowicach albo Ty w Szczecinie, ale pani Wiesia, matka trójki dzieci w Pcimiu musi iść szyć/robić w sklepie, a jak ma fanaberie to zostanie jej 1500 zł z 500+
  38. 3 punkty
    Musisz być bardziej ostrożny, karmienie psa kontrolerem gier, zwłaszcza w fazie dojrzewania psiaka, może mu poważnie zaszkodzić.
  39. 3 punkty
    Co w tym dobrego? Przecież to jest paniczne gaszenie pożaru. Zrobili z siebie idiotów przez dwa tygodnie wijąc się jak to bardzo należały im się te premie. Jeszcze nie tak dawno Prezes kazał Szydło pokazać pazurki a ta darła się z mównicy sejmowej jak to ciezko pracowali jej ministrowie. Ale jak wyszedł (oficjalna narracja PiS - wrogi i niemiarodajny, bo dla TVN) sondaż, gdzie spadło im o 12 procent, to nagle zwrot o 180 stopni. Znowu dobry car tylko bojarzy źli. Ciekawe ile razy jeszcze ludzie się dadzą nabrać na te ich różne wolty pod publikę.
  40. 3 punkty
    Gratulacje dla Łódź Dossers za dobry finał. Łatwo nie było z ekipą z Łodzi wygrać. O wyniku zdecydował zdecydowanie brak doświadczenia GMa z Łodzi i fakt, że Brachu zrobił większość ruchów FA na początku tygodnia i nie mógł zareagować odpowiednio w końcówce. Ostatecznie w finale i ja i Brachu mieliśmy po 48 gier więc było sprawiedliwie. Pewnie za rok, gdybyśmy się spotkali w takim finale to przy większym doświadczeniu przeciwnika przegrałbym. O ostatecznym wyniku play-off zdecydował według mnie mecz z ostatniej kolejki Imps-Rednecks. Gdyby Imps, zamiast wygrywać za wszelką cenę skoncentrowali się na przygotowaniu składu na po to zagraliby w nich Rednecks zamiast Dossers i dodatkowo Rednecks graliby ze mną , a w takim meczu, granym w 21 tygodniu, nie miałbym szans. A tak Imps się władowali w ćwierćfinał z Dossers i mieliśmy sensację. Dzięki wszystkim za ciekawy sezon. Jak mówi powiedzenie łatwiej mistrza zdobyć niż obronić, więc w przyszłym roku będzie ciężko powtórzyć wynik z tego, ale ponieważ skończyłem sezon mając w składzie tylko 2 weteranów na poziomie All-Star i dużą ilość graczy młodych, perspektywicznych, to podstawy składu na przyszłe lata są i łatwo skóry nie sprzedam.
  41. 3 punkty
    https://www.wba.co.uk/news/2018/april/club-statement-on-albion-head-coach/ WBA dzień po prima aprilis ogłasza, że rozstają się z Pardew. Widziałem nagłówek, że piłkarze West Brom pod jego wodzą mają na koncie tyle samo ukradzionych taksówek co zwycięstw w lidze, imo to najlepsza statystyka tego sezonu. A dla WBA i tak jest już chyba za późno, za długo zwlekali ze zwolnieniem tego klauna.
  42. 3 punkty
    Wieczór Gier Jeśli będziecie jeszcze mieli okazję, a szukacie dobrej komedii do obejrzenia to w ciemno polecam Wieczór Gier. Film z dosyć prostym pomysłem, ale przez dobrą grę aktorską i celne żarty fajnie wykorzystany. Nie wiem nawet co więcej napisać bo film może nie jest wybitny, ale we wszystkim solidny. Bardzo dobra gra McAdams (jaka ona śliczna!) i Batemana, fajny epizod Michaela C. Halla i dobre tempo filmu, a także żarty lekko zahaczające momentami o absurdalny humor. Świetna sprawa, wbijać do kina
  43. 3 punkty
    Dziś dorzucę coś od siebie w temacie Lizbony O Eurico kolejna budżetowa propozycja do znalezienia na Alfamie. Byliśmy tam na kolacji, knajpa była otwierana o 19. Dziesięć minut przed otwarciem przed drzwiami stała już dość duza grupa turystów i miejscowych. Szczęśliwie udało nam się zmieścić jako ostatni i nie musieliśmy czekać na zewnątrz (a to by trochę trwało, w środku spędza się dużo czasu). Miejsca jest dość mało toteż klientów sadzą się wspólnie (np. dwie dwójki przy czteroosobowym stoliku). Nam przyszło dzielić 8-osobowy stolik z 5 Amerykanów. Tworzy to dość specyficzne relacje ;). Karta to typowe dania PT. Dużo owoców morza, steki itp. My wzięliśmy zupę (fasola z różnymi dodatkami, dobra i pozywna), po dorszu (wielki kawał ryby obsypany poszatkpowanym jajkiem na twardo i smażona cebula, podawany z talarkami ziemniaków), do tego sałatka (prosty miks sałaty, pomidorów i cebuli) oraz pół litra białego wina. Jedzenie znakomite, porcje gigantyczne, fajna atmosfera w środku. Mój Amerykanin zaintrygowal się dorszem i wymienił się na kawałek, oferując swoją krewetke (btw. krewetki, choć ogromne, to były dziwnie drogie - 14 euro). Na koniec wzięliśmy jeszcze po deserze (musy). I teraz najlepsze, cena za całość? 27 euro za dwie osoby. Za tak dobry posiłek - bezcen, polecam odwiedzić. Warto wybrać się na godzinę otwarcia. Jak wychodzilismy na zewnątrz stała kolejka z 25 osób i biorąc pod uwagę czas spędzamy w środku, trochę się czeka
  44. 3 punkty
    ale się cieszę, że to akurat Zielek!!!
  45. 3 punkty
    A się tną chłopaki, teraz Dudek obrócił o 1 stratę. Będzie ogień do końca
  46. 3 punkty
    A ja Wam Koledzy powiem jedno, k***a, nie żeńcie się, naprawdę. Tak wyobraźcie sobie, że ta słodka, słaba, krucha, mikra istotka, da wam kiedyś tak do pieca, że zaskoczy wasze najśmielsze oczekiwania. Małżeństwo jest do dupy, chybam, że zarabia sie minimum 7k pln netto. A tak to co, zapierdalasz jak ten murzyn, gówno z tego masz, pensja idzie na rachunki, reszta co zakombinujesz na życie ... a jakie by było to życie, żeby wydać to wszystjko na dupcie, oooooooooooohhhh qrwa, żyć nie umierać. Nadmienię jedynie że jestem zbetonowany jak zepsuty k***a messerschmidt, i jak ktoś jutrp mnie wyczuje to mam po pracy. I do tego małżeństwo prowadzi. Chłaopaki, w życiu, nie stawiajcie na wygląd, slowo ... Charakter, charakter, po pięćssetkroć k***a charakter ... wygląd się i tak znudzi. Gotowanie też się znudzi jak sobie nie można chleba pokroić grubo, bo nie, i ch**. Ohollnie to przepraszam bom pijany i mam nadzieje że jakoś policje mine rano. Nie żeńcie sie chłopaki !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jak coś jest mnie tak to akceptuje łarny i te inne, ogólnie jestem zrobiony, pis ałt joł madafaka. I sie nie żeńcie.
  47. 2 punkty
    Dokladnie, to jest follow-up do tego
  48. 2 punkty
    Przecież błąd sędziego w sytuacji z karnym dla Realu jest oczywisty. Benatia miał już na koncie żółtą kartkę, powinien był dostać drugą za ten ewidentny faul i wylecieć. W piłce to naprawdę nie jest tak, że mogę przeorać i staranować rywala, ale jak finalnie musnę piłkę, to mnie to uniewinnia od wszystkich zarzutów. Tyle w temacie. Sytuacji Buffona te powtórki nie oddają - jak dobrze pamiętam, w trakcie meczu w okolicach karnego pokazali jeszcze jedną, gdzie jak na dłoni widać było szarpnięcie sędziego - coś o ułamki sekund wcześniejszego niż wydarzenia pokazane na powyższych filmikach - co uzasadnia czerwoną niezależnie od tego, co Buffon powiedział (a mam podejrzenie, że powiedział też coś kwalifikującego się na wykluczenie). Choć Buffonowi i Agnelliemu i tak wrotki odpięły się dopiero po meczu, co tam się wydarzyło w wypowiedziach pomeczowych
  49. 2 punkty
    Rundę rewanżową rozpoczęliśmy od dwóch zwycięstw, jednak późniejsza wpadka z broniącym się przed spadkiem Reading i seria ciężkich spotkań z czołówką sprawiła, że osunęliśmy się w tabeli na szóste miejsce. Z dołka wyszliśmy jednak w imponującym stylu. Wygrana w dramatycznych okolicznościach z Arsenalem dodała nam wiatru w żagle i po pokonaniu Bournemouth wspięliśmy się na pozycję wicelidera. Nie stało się to bez pomocy rywali, którzy regularnie gubili punkty. Porażkę z Southampton szybko powetowaliśmy sobie w kolejnych starciach i do decydujących majowych spotkań przystąpiliśmy z trzypunktową przewagą nad goniącym nas Liverpoolem. Czerwona kartka Fellainiego na samym początku meczu z Manchesterem, sprawiła, że nie byliśmy w stanie przeciwstawić się gościom, którym bramka Lukaku pozwoliła zapewnić sobie na trzy kolejki przed końcem tytuł mistrzowski. Intensywna końcówka sezonu dała się nam we znaki w spotkaniu z Burnley, które stawało się dla nas powoli najbardziej niewygodnym rywalem (bilans 1-2-2 w bezpośrednich meczach od początku mojej kadencji). Nie miało to jednak już większego znaczenia bowiem korzystne wyniki w pozostałych meczach oznaczały, że pierwszy w historii awans West Hamu do Ligi Mistrzów stał się faktem! Sezon zakończyliśmy w świetnym stylu pokonując Watford, a w ostatniej kolejce odwracając losy spotkania z Crystal Palace, dzięki czemu uplasowaliśmy się na drugiej pozycji w końcowej tabeli, odnosząc największy sukces klubu w historii rozgrywek ligowych. Do rozgrywek Ligi Mistrzów awansowały oprócz nas i Manchesteru zespoły Chelsea i Liverpoolu. Piątym miejscem zadowolić musiał się Manchester City. Kolejny tragiczny sezon zaliczył Arsenal, plasując się na dziewiątym miejscu. Z ligą pożegnały się Newcastle, Reading oraz Aston Villa. Rozgrywki Pucharu Anglii zainaugurowaliśmy łatwą wygraną z trzecioligowym Burton. Następnie odprawiliśmy Stoke oraz Aston Villę, by wreszcie w ćwierćfinale zmierzyć się z Liverpoolem. To był mecz, którego nasi kibice nie zapomną długo. Absurdalny błąd van Dijka, który nie opanował piłki przed własnym polem karnym pozwolił Hernandezowi szybko napocząć rywala. Chwilę później goście odpowiedzieli bramką Ingsa, jednak sędzia na nasze szczęście dopatrzył się minimalnego spalonego. Niedługo później rywale dopięli jednak swego, a kapitalnym uderzeniem z 18 metrów popisał się Wijnaldum. Drugą połowę znów rozpoczęliśmy mocnym uderzeniem. Po dośrodkowaniu Noble'a sprytnie zgrał piłkę głową Janssen, a Chicharito nie pozostało nic, tylko dopełnić formalności. The Reds nie złożyli jednak broni i doprowadzili ponownie do wyrównania za sprawą Coutinho. W odpowiedzi uderzał dwukrotnie Fellaini, jednak cudów w bramce dokonywał Karius. Gwizdek sędziego oznaczał zatem dogrywkę. Dodatkowe pół godziny miało podobny scenariusz jak obie połowy spotkania. Cztery minuty po wznowieniu gry Hernandez wypuścił w uliczkę Carrolla i Anglik dał nam ponowne prowadzenie. I gdy już zastanawialiśmy się nad półfinałowym rywalem Origi urwał się na prawym skrzydle Rojo, a Argentyńczyk wyciął rywala w polu karnym. Jedenastkę wykorzystał Firmino co oznaczało konieczność rozstrzygnięcia meczu w karnych. Wykonawcy w czterech pierwszych seriach byli bezbłędni, jednak przy piątym strzale pomylił się Mangala. Keita stanął przed szansą rozstrzygnięcia meczu jednak na wysokości zadania stanął Adrian, który odbił strzał Gwinejczyka. W szóstej serii pewnie uderzył Antonio i tym razem to piłkarze Liverpoolu stanęli pod ścianą. Napięcia nie wytrzymał Coutinho, który spudłował co dało nam awans do półfinału. Mecz półfinałowy nie miał historii. Southampton było dla nas tłem, co oznaczało, że staniemy przed szansą obrony trofeum. Tam jednak czekał nas bój z mistrzami kraju - Manchesterem United. Rywale byli w nieziemskiej formie i po zdobyciu mistrzostwa ostrzyli sobie zęby na potrójną koronę, czekał na nich bowiem jeszcze finał Ligi Europy z Benficą. Spotkanie finałowe toczyło się pod dyktando rywali, którzy udokumentowali swoją przewagę golem Icardiego. Z biegiem czasu zaczęliśmy jednak dochodzić do głosu i dopięliśmy swego - w 82-ej minucie. Antonio popędził z piłką prawym skrzydłem, wrzucił piłkę w pole karne i strzałem w krótki róg de Geę pokonał Janssen. Oznaczało to, że po raz kolejny w tych rozgrywkach mecz rozstrzygnie dogrywka. W jej trakcie dokonałem dwóch zmian pod kątem rzutów karnych - okazało się to jednak zbędne. Gdy przez moment za linią boczną opatrywany był Jones bez litości wykorzystaliśmy osłabienie rywala. Znów podawał Antonio, a strzałem z ostrego kąta swoją byłą drużynę pogrążył Lingard. Drugi z rzędu Puchar Anglii dla West Hamu stał się faktem! Przygodę z Ligą Europy zakończyliśmy na ćwierćfinale. W pierwszej rundzie udało nam się odrobić straty z pierwszego meczu i pokonać Chievo. Następnie gładko poradziliśmy sobie z Borussią Dortmund. Kres naszym marzeniom o triumfie położyli Baskowie z Bilbao. Mimo wygranej w pierwszym meczu na własnym terenie, w rewanżu na San Mames pozwoliliśmy rywalom odrobić straty i to oni zagrali w półfinale. Ostatecznie rozgrywki wygrał Manchester United, który w finałowym meczu pokonał 1:0 Benficę. Costello cały sezon spędził na wypożyczeniu do Birmingham, jednak niczym się nie wyróżnił. W 43 meczach zdobył 2 gole i dołożył 3 asysty.
  50. 2 punkty
    No generalnie mieliście 100% racji co do Suits. Po drugim sezonie robi się strasznie mdłe i nudne. Nie ma tam nic co by mnie zachęcało do dalszego oglądania. Za to wczoraj przez przypadek moja baba trafiła na Santa Clarita Diet na Netflixie. Bardzo sympatyczne odmóżdżenie, dużo czarnego humoru i fajne postacie. Mam co prawda obawy po pierwszym odcinku drugiego sezonu, że formuła bardzo szybko się wyczerpuję, ale zobaczymy - zostało mi tylko 9 do końca.
×