Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją od 20.10.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. 9 punktów
    Aha, czyli nie chodzę na mecze = nie kibicuję drużynie? A to przepraszam bardzo, nie wiedziałem :lol2: Mądrzy ludzie tworzą coś takiego jak słownik, który pewnie różni się od definicji tworzonych przez twoich kumpli "spod szala", ale kibicowanie według nich brzmi tak: kibicować 1. «przyglądać się rozgrywkom sportowym i dopingować tych uczestników, z którymi się sympatyzuje» 2. «przyglądać się pewnym wydarzeniom lub wspierać czyjeś działania» więc przykro mi, ale czuję się tak samo pełnoprawnym kibicem jak Ty i będę wypowiadał się w tym temacie A Twój post dokładnie podkreślił jak wygląda ta patologia, o której mówiłem, więc dzięki! A do cieszenia się ze sportu nawet nie muszę się odnosić, bo chyba każdy na forum wie, że mocno odczuwam wszystkie mecze moich drużyn i cieszę się tym sportem każdego dnia Co do "nam daj żyć jak chcemy" - bardzo bym chciał, ale troglodyci nazywający się kibicami niszczą ten sport choćby przez dawanie z liścia piłkarzom, czy wpieprzanie się do szatni. I nie godzę się na to, bo to jest znów ta patologia.
  2. 8 punktów
    Operacja zakończona. Odpowiadając na pytanie, o co biegało - obecny serwer nieco niedomagał, teraz baza wylądowała na nowych dyskach SSD, więc powinno być stabilniej. Ponadto forum zaktualizowano do najnowszej dostępnej wersji skryptu.
  3. 8 punktów
    Wszystko rozbija się o to, że grupy kibolskie zrobiły z kibicowania patologię. To jest sport, więc na boisku grają dwie drużyny i zdarza się tak, że jedna przegrywa. Na trybunach są kibice i dopingują swoją drużynę. Jeśli przegra, to zawodnicy z trenerem zastanawiają się co zrobić, żeby następnym razem wygrać, a kibice smutni, bo ich drużyna przegrała, wracają do domu i codziennego życia. Tyle w temacie, sport to jest rozrywka, samo oglądanie sportu to rozrywka, nic więcej. Cała otoczka jaka się wytworzyła wokół tego wyewoluowała w jakąś patologię, gdzie ludzie z kibicowania robią "styl życia" Tak samo dobrze, można zacząć odpalać race na obradach sejmu, gdy przemawia polityk z naszej ulubionej partii Albo nie wiem, fani Brada Pitta powinni jechać do niego pod dom i mu wpierdolić jak słabo zagra w jakimś filmie? Cieszmy się sportem, rozgrywkami, statystykami, a ignorujmy tę całą patologię, która się rodzi wokół tego. Bo tworzona jest przez ćwierćinteligentne jednostki, które nadal wierzą w prawo dżungli i że trzeba napinać muskuły, żeby pokazać swoją siłę. A gdy porażki odbierają im prestiż, to muszą jeszcze mocniej te muskuły prężyć, by go odzyskać i stąd rodzą się takie sytuacje.
  4. 7 punktów
    https://dorzeczy.pl/kraj/46991/Rzecznik-Mlodziezy-Wszechpolskiej-Nie-jestesmy-rasistami-ale-separatystami-rasowymi.html Zawsze mnie smieszy ten brak jaj ze strony przedstawicieli wszelkich narodowych organizacji. Skoro otwarcie gardza polityczna poprawnoscia, dlaczego nie powiedza wprost, ze biala rasa uber alles, a reszta to podludzie? W sumie nie powinno mnie to dziwic, bo jak za mlodziezowych lat krecilem sie wokol klimatow narodowych/skinheadow/straight edge itd. to pierwszymi, ktorzy palili wrotki przy pierwszym lepszym zamieszaniu byly te wszystkie ONRy i MW. Poland first to fight Xd Masakra. Dobrze, ze z tego wyroslem.
  5. 7 punktów
    Czasami warto poczekać na tę drugą.
  6. 7 punktów
    Nie, po prostu, jak czlowiek, masz napisac jakich seriali dotyczy spoiler.
  7. 7 punktów
    Mistrz reklamy i autopromocji
  8. 7 punktów
    No i co to zmienia? Bo nie rozumiem. Co roku najsłabsze zespoły spadają do niższej ligi i w związku z tym piłkarze mają dokonać samospalenia, harakiri czy co? I co to za bronienie patologii? Nawet jakby zatrzymali jednego, to nic nie zmienia, bo to nie było miejsce w którym powinien się znaleźć.
  9. 6 punktów
    Czechy, tryb Ironman. Wszystkie DLC przed Jade Dragon. NIEZAMYSŁ I STARY Król Czech 776-783 Wielki książę Czech 769-783 Wielki książę Brandenburgii 770-783 Książę Niezamysł wystartował w 769 roku od budowy marketu w Pradze, miał bowiem ambicje zrobienia tu finansowego eldorado. Początkowo niezbyt mu to wychodziło. Pieniążki tak łatwo wypływają ze skarbca. Najpierw na wojnę. Przemyślidzi ponieśli jej płomień plemionom łużyckim rządzonym przez księcia Miłoducha. Nie szli sami: dzięki małżeństwie z księżną kijowską Dobrawą, Niezamysł mógł liczyć również na jej roty. Siły Serbów zgniecione zostały do września 770 roku i nad Kopanicą powiewać zaczął sztandar z przemyślidzką orlicą. Potem przyszła... kolejna wojna. Z bratankiem, który zbuntował się po odkryciu przeze mnie jego spisku. Bratanek trafił w celi, a Niezamysł miał ciągle 30 dukatów... Wykreowanie Królestwa Czech kosztuje 180. Niezamysł miał problemy rodzinne. Miał brata. Właściwie: miał brata, gdyż Krzesomysł wyzionął ducha w jakimś wypadku; nie on jednak sprawiał problemy tylko jego syn. Strojmir Miśnieński, bo o nim tu mowa, wymyślił sobie, że jego stryj (czyli ja) stoi mu na drodze do kariery, stworzył więc potężną (150% moich sił) frakcję optującą za zmianą władcy. To nie wszystko. Mój własny (i jedyny) syn Mnata również się zbiesił i zaczął mi wygrażać (może dlatego, że możni czescy następcą tronu wyznaczyli jego syna Vojena). Groźby Mnaty były o tyle nieprzyjemne, że niestety podbite przeze mnie ziemie łużyckie przez niego właśnie miały być odziedziczone, czyli po śmierci Niezamysła mogło dojść do podziału Czech. Problem Strojmira rozwiązała trucizna. 26 II 772 roku mój niepokorny bratanek wyzionął ducha i cała frakcja runęła, gdyż obaj jego młodsi bracia (Litold i Przemysł) z uwagi na wiek byli na razie zajęci wrzaskiem i jedzeniem. Z kolei Mnata.... cóż, pojmałem gada korzystając z wykrytego spisku. Siedzi teraz w lochu oczekując mojej decyzji. Stracić syna? Robiono już gorsze rzeczy, ale... By podreperować finanse, Czechy sięgnęły po rozbój. Łupieskie chąsy Niezamysła splądrowały całą północną Bawarię, zanim jedna z nich dopadnięta została przez zbrojnych króla Tassilona i dobre czasy się tu skończyły Grabienie Bawarów było o tyle łatwe, że królestwo to toczyło od kilku lat ciężką wojnę z Morawami o prowincję Znojmo... i wojnę tę powoli przegrywało. Licznik w skarbcu Przemyślidów wybił 95, do korony brakowało mi więc jeszcze setki... Niezamysł Stary, tak mnie zaczęli określać. Mój monarcha po przekroczeniu sześćdziesiątki poczuł skrupuły. Nie, nie skrofuły. Skrupuły sprawiły, że Mnata odzyskał wolność. Być może przypływ rodzicielskich uczuć u księcia na Hradczanach spowodował fakt, że Dobrawa zaczęła rodzić mu kolejnych synów: Feanora i Tulkaiona. Ten pierwszy został przy okazji przez matkę mianowany następcą tronu kijowskiego co mam nadzieję przedłuży w przyszłości sojusz z tamtym naddnieprzańskim państwem. W roku 776 (Niezamysł protestuje, to przecież była 56 wiosna jego panowania, nie wie skąd mi to 776 przyszło do łba) mój protagonista ustanowił Królestwo Czech. Zrobił to dzięki łupom bawarskim... oraz założeniu nowej mennicy, która zaczęła bić mocno chrzczone srebrem czeskie korony. Koronację uświetniła Dobrawa, która na dobre wróciła z Kijowa utraconego na rzecz bułgarskich koczowników. Efektem ubocznym był w związku z tym czwarty ich syn, Przemysł. Korzystając z ogromnego prestiżu Niezamysła, zacząłem szukać narzeczonych dla jego synów nr 2 i 3. Feanor Przemyślida dostał w ten sposób córkę kagana Alanów, Sanathę (miała służyć za podstawę sojuszu w polityce kijowskiej, ale polityka kijowska w międzyczasie się zwinęła; mniejsza z tym). Z kolei Tulkaionowi trafiła się Jacinta, córka kagana Jeno, przywódcy Węgrów. Na tym na razie koniec, bo zacząłem okres inwestowania w nieznaną dotąd Pepikom ideę: pokój. Pokój się nie przyjął. U boku Przemyślidów rosła potęga Moraw. Mojmirowi udało się odebrać Znojmo Bawarii oraz podbić księstwo Małej Polski. Korzystając z tego, że rządzący Krakowem Lechowice właśnie się zbuntowali, Niezamysł postanowił wbić Morawianom mizerkordię w plecy. W latach 777-779 doszło do wojny o Hradec. Wojny zwycięskiej. Nad Hradcem powiewa sztandar z czeskim Lwem i przemyślidzką Orlicą. Tak przy okazji, pamiętacie jeszcze Miłyducha, księcia Brandenburgii? Tego, którego podbiłem a później stłumiłem jego bunt? Od wielu lat gnił w lochu a ja o nim zapomniałem. Ponieważ jednak pobożność Niezamysła zasugerowała zorganizowanie wielkiego festynu na cześć przodków, Miłyduch został jego główną atrakcją. Na stole ofiarnym. Jak dobrze być królem! Ave Maria! W 782 roku Niezamysł Stary postanowił się ochrzcić. Akcję misyjną na terenie Czech już od roku prowadził przybysz z Bawarii, biskup Aldrich... i robił to za pełnym przyzwoleniem sędziwego króla. Widząc u swego boku coraz bardziej przytłaczającą potęgę Franków z Karolem Świętym na czele (a ten przydomek coś przecież znaczy), postanowiłem pożegnać się z Perunem i ugiąć kolana przed Kyryi Krysti. Ave Maria! Rodzina przyjęła to ze zrozumieniem i już niemal wszyscy przyjęli nową wiarę. Ominęło to niestety mojego wnuka Vojena, który w międzyczasie zmarł na raka. Tak czy inaczej moja linia rośnie w siłę: Mnata doczekał się drugiego dziecka (Vitka), a Vojen zanim zmarł, dał mi trzech prawnuków: Unisława, Mnatę i dziewczynę Eliskę. Co więcej, 19-letni Unisław (wódz Litomierzyc) spłodził już mojego praprawnuka: Rościsława. Przemyślidzi na razie nie wymrą. 11 VII 783 roku Niezamysł Stary umarł po wieloletnim, udanym panowaniu. W jego trakcie powiększył Czechy o trzy prowincje (w tym dochodowy Hradec), zmienił je w królestwo, dołączył do strefy kultury Zachodu... no i został prapradziadkiem. Jedyna porażka wiązała się z nieudaną polityką wschodnią, gdyż nie udało się utrzymać jego żony Dobrawy na kijowskim tronie. MNATA Król Czech 783-784 Wielki książę Czech 783-784 Drugim królem Czech został jego syn Mnata. Nowy monarcha miał już 51 lat i podejrzanie często kaszlał, nikt nie dawał mu więc szczególnych szans na długie panowanie. Faktycznie, szczególnie długie nie było: już 12 V 784 roku zabił go nowotwór (czyli skończył tak, jak starszy z jego dwóch synów, Vojen). UNISŁAW I ŁOWCA CZAROWNIC Król Czech 784-816 Wielki książę Czech 784-816 Książę Miśni 814-816 Zmarł król, niech żyje król! Mnata miał jednego żyjącego syna, ale Vitek miał zaledwie kilka lat i monarcha mądrze zadecydował, że jego następcą zostanie jego wnuk, syn Vojena Unisław. Nowy władca był grubym, jednookim draniem bez skrupułów, który bez mrugnięcia w jedynym sprawnym oczodole zamordował swoją dotychczasową małżonkę Anastazję, starszą od niego o 10 lat i w dodatku bez żadnych dynastycznych koneksji. A Unisław był przecież młody, w chwili koronacji miał zaledwie 20 lat! Niespecjalnie dbał o złą sławę którą okrył się w Czechach, tym bardziej, że otaczający go chrześcijański świat zdawał się go akceptować. Sam Karol Święty zaproponował mu sojusz! Potężny Karoling nie potrafił sobie poradzić z silnym buntem zniewolonych wcześniej Sasów, więc krew Anastazji przestała być dla niego ważna. By wzmocnić te więzy, Unisław wyszukał sobie narzeczoną w Normandii. 13-letnia Burgundofara, hrabianka na Eu, również nie zamierzała wnikać w dotychczasowe życie małżeństwie pana na Hradczanach. Pierwsze lata rządów nowy król poświęcił rozbudowie infrastruktury w Pradze, ale gdy w 787 roku jego kanclerz dostarczył mu sfabrykowane dowody na prastarą obecność Czechów w Szczecinie, w ruch poszły włócznie i miecze. Wojna nie była długa i w styczniu 788 roku Czechy uzyskały dostęp do Bałtyku, gdzie ryby świeże w oceanie pluskające. Przez kilka lat pokoju Unisławowi zaczęli rosnąć nowi wrogowie. Byli nimi na przykład synowie zabitego już dawno Miłyducha: Ludwik i Wratysław. Ośmielili się stworzyć spisek, którego celem było królobójstwo... Wratysław został więc pojmany, z kolei Ludwikowi udało się uciec... stał się jednak bezsilny, gdyż wszyscy pozostali spiskowcy w popłochu go opuścili. Drugim kłopotem okazał się młodszy brat króla, Mnata. Niewdzięcznik zaczął myśleć o oderwaniu Miśni od korony. Próba uwięzienia tym razem się nie powiodła, co nie przeszkodziło mi w zmiażdżeniu jego buntu. Mnata i Wratysław zaczęli dzielić celę. Rozochocony tymi sukcesami Unisław (i być może również narodzinami jego pierwszej córki, Joanny) postanowił uderzyć na Wielkopolskę, by odebrać jej Poznań do którego ostatnio Czechy uzyskały roszczenia. Wielkopolska wydawała się być łatwym celem: ostatnio oderwał się od niej Sieradz i księciu Dobiesławowi ostały się jedynie dwie prowincje. Jakież było moje zdziwienie, gdy moja dwutysięczna armia zderzyła się nagle z czterema tysiącami Polan! Rozpaczliwie zacząłem szukać żydowskich pieniędzy by najmować dodatkowe miecze, ale nie pomogło... Krwawe starcie pod poznańską palisadą wyleczyło mnie ze złudzeń. Skapitulowałem. Zacząłem mieć minusową reputację, 350 koron do spłacenia lichwiarzom i ponure przypuszczenia co do przyszłości. Ciekawostka: w wyniku gigantycznej wojny domowej, Karol Święty stracił kontrolę nad większością swego królestwa.Za moją zachodnią granicą znajdowały się: Zachodnia Francja, Wschodnia Francja, Lotaryngia, Burgundia, Saksonia i ziemie frankońskich rebeliantów. Linie graniczne przypominały kleksy u psychoanalityków... W roku 797 Unisław był znudzony. Nuda podsuwa różne pomysły: na przykład egzekucje wszystkich kobiet niskiego stanu, które z jakiegoś powodu znajdowały się w królewskich lochach. Być może jedna z nich faktycznie na to zasługiwała, gdyż król nazywany był od tamtej chwili Unisławem Łowcą Czarownic. Nuda wynikała z tego, że władca był nieco zaszachowany. W okolicy hasają sobie wikingowie, których od czasu do czasu Czesi muszą przeganiać, za granicą trwają ciągłe wojny, a jego armia lizała rany po wielkopolskiej katastrofie. W dodatku Burgundofara zaczęła go zdradzać i po drugim bękarcie Łowca Czarownic uznał, iż czas na rozwód (o dziwo, papież nie robił trudności). Unisław szukał trzeciej żony, ale na europejskim horyzoncie pod tym względem była totalna posucha. Same dwórki. Dwórki, to Unisław ma przecież swoje. Bawią się za to jego wasale. Wódz pilzneński Litold (z bocznej linii Przemyślidów, tej pochodzącej od Krzesomysła, brata Niezamysła) podbił sobie Dolną Bawarię. Granice Czech poszerzają się więc nawet bez mojej interwencji, ale ja z tego średnio korzystałem. W dodatku w radzie miałem impas i jakikolwiek pomysł reformy ustrojowej przepadał z kretesem. W 797 roku Unisław Łowca Czarownic ożenił się po raz trzeci. Tym razem jego wybranką była Agata, córka hrabiego austriackiego Anniulfa. Uprzedzając wypadki: przez OSIEM następnych lat to małżeństwo nie przyniesie owoców, co zresztą bardzo cieszyło jedynego na razie syna królewskiego, Rościsława. Ostatecznie jego wuj Mnata siedział w celi nie za niewinność... Generalnie, Unisław musiał zmagać się z coraz silniejszą opozycją w Radzie i poza nią. Najważniejszymi ogniskami niezadowolenia byli oczywiście jego krewni. Po pierwsze, bruździł mu młodszy brat jego dziadka Mnaty (króla Mnaty, przez rok, ale jednak króla), książę Brandenburgii Feanor Wytrwały. Po drugie, niezadowolony był wódz Pilzna Litold, aktualny senior krzesomysłowickiej gałęzi Przemyślidów. Wreszcie wódz Bolesławia o imieniu Vitek, jego stryj, również marzył o czeskiej koronie. W tym gnieździe żmij trzeba było uważnie stawiać kroki. Łowca Czarownic nie był szczególnie genialnym władcą, ale większość tych zagrożeń rozbroił. Litold zajął się wojną z Morawami o kawałek dawnego terytorium Bawarii i w ogóle przestał interesować się kwestiami polityki wewnętrznej, a Feanor, tego udobruchał król pozwoleniem na spiskowanie przeciw łużyckim potomkom Miłyducha. Jedynie Vitek pozostał nieugięcie antykrólewski, ale został zmarginalizowany. Zresztą, wkrótce uwagę wszystkich przyciągnęła nowa wojna. W 798 roku upłynął rozejm podpisany niegdyś z Wratysławem, księciem pomorskim (jego "Pomorze" ograniczało się do Wołogoszczy). Z braku innego pretekstu Unisław podniósł sztandar świętej wojny i runął na Wołogoszcz z dwoma tysiącami wojów. Ale święta wojna ma swoje konsekwencje... Wokół mnie istniał ciągle wianuszek słowiańskich pogan, którzy ujęli się za zaatakowanymi Wieletami (na szczęście nie zrobiła tego najsilniejsza z tego grona Wielkopolska, w której trwała wojna domowa). Siły pogańskiej koalicji wypchnęły mnie spod Wołogoszczy. W powietrzu unosić się zaczął zapach klęski. Rok później poganie runęli na Brandenburgię i moje słabsze o 300 wojów siły spróbowały się im przeciwstawić. Ciężkie walki trwały wiele dni i poganie zaczęli zdecydowanie brać górę, gdy... zupełnie dla mnie nieoczekiwanie zareagował wreszcie mój sojusznik. Jakiś czas wcześniej moja siostra Eliska wydana za mąż została za króla Zachodniej Francji Waltgauda. Gdy rozpoczynała się moja krucjata, Karoling się do niej przyłączył, ale rzecz jasna mocno teoretycznie (na zachód ode mnie ciągle jest kocioł i Waltgaud miał swoje kłopoty). Teraz jednak niczym Rohirrimowie Eomera na horyzoncie pojawiło się 900 ciężkich piechurów z Paryża. W momencie, gdy moje centrum i prawe skrzydło już się zwijały, a skrzydło lewe walczyło na resztkach morale... Bitwa była wygrana. Kilka miesięcy później na dymiących ruinach Wołogoszczy Unisław ogłosił jej aneksję. Hrabstwo przydzielił bratu Feanora Wytrwałego Tulkaionowi, co z miejsca zrobiło z niego druha 4life (i lojalnego członka Rady przy okazji). Lata mijały. Unisław spędzał je w niezwykłym dla Czech spokoju, nie licząc kompletnie nieudanej II wojny o Wielkopolskę (tym razem zderzył się z armią over 5k). Jego trzecia małżonka zaczęła rodzić: najpierw urodził się Vojen, potem jeszcze jeden Unisław. Najciekawszym wydarzeniem w jego życiu była infekcja, którą lokalny medyk próbował wyleczyć operacyjnie. Skończyło się na noszeniu żelaznej maski. W królestwie coraz silniejszą pozycję miał Feanor Wytrwały, książę Brandenburgii, syn Niezamysła Starego i stryjeczny dziadek króla (młodszy od niego o 10 lat). Był na tyle silny, że stał się następcą tronu, a pół Rady skakało w rytm jego muzyki. Unisław mianował go swym kanclerzem i by mieć go z dala od siebie, wysłał do Dolnego Śląska by fabrykował claimy. Nic lepszego wymyślić nie mógł. W 812 roku agenci śląskiego kontrwywiadu zamordowali Feanora, pośrednio rozwiązując wiele moich problemów. Unisław znudził się tym spokojem. Gdy urodził mu się kolejny syn (Strachkwas), uznał iż czas poszerzyć swą domenę by żadne z dzieci nie zostało zupełnie z niczym. Po dwóch porażkach z Wielkopolską, przyszedł czas na Morawy. Utworzenie czeskiego królestwa dało mu pretekst do wojny w postaci roszczeń do bogatej prowincji Brno. Morawy mocno zmalały w ostatnich latach i ich aktualny książę Gerhard Zdeprawowany (wnuk wielkiego Mojmira) nie budził we władcy Pragi szczególnego strachu. Wojna rozpoczęła się w 815 roku i Czechy dzięki armii plemiennej powołały pod broń ponad 5 tysięcy wojowników. Morawianie wystawili nieco mniejsze siły i, co mnie trochę zaskoczyło, zaatakowali jako pierwsi. Pod Hradcem doszło do tytanicznej bitwy w której życie straciło ponad 3 tysiące ludzi... głównie Morawian. To ogromne zwycięstwo otworzyło Czechom drogę do Brna, które wkrótce zostało oblężone. A potem przyszła zima. W pierwszej chwili nie zorientowałem się, że attrition podniosło się do 20%. W ciągu dwóch miesięcy armia Łowcy Czarownic zmalała o prawie połowę i co prawda ostatecznie zdobyła sporny gród, ale w międzyczasie Morawianie uzyskali przewagę liczebną. W 816 roku pod Brnem losy wojny się odwróciły. W krwawym starciu poległ Unisław, a Czechy znalazły się w defensywie. ROŚCISŁAW PÓŁRĘKI Król Czech 816-826 Wielki książę Czech 816-826 Książę Miśni 825-826 Nowym królem został najstarszy syn Unisława Rościsław. Od roku próbuje szarpać zwyciężających powoli Morawian, bez wielkich rezultatów (pomijając paskudną ranę twarzy, dzięki czemu podobnie jak ojciec nosi aktualnie żelazną maskę). Losy Czech były niepewne. Rościsław nie miał synów, więc następcą stał się jego stryjeczny pradziadek, brat Feanora Wytrwałego Tulkaion, wódz Wołogoszczy. Był rok pański 817 i moje królestwo płonęło. Rok po wstąpieniu na tron, w 817 roku Rościsławowi udało się zawrzeć biały pokój z Gerhardem Zdeprawowanym, dzięki czemu niemożliwa już do wygrania wojna z Morawami skończyła się możliwie najmniejszymi stratami. Pokój nie okazał się jednak długi. Mnata... pamiętacie Mnatę? Nie "króla Mnatę", nieszczęsnego syna Niezamysła Starego, którego powalił nowotwór zaledwie rok po wstąpieniu na tron. Mnata Miśnieński o którym teraz piszę to brat króla Unisława, wtrącony przez niego do lochu po nieudanym buncie. Siedział tam 22 lata (!) aż w końcu, niedługo przed rozpoczęciem wojny morawskiej, Unisław go uwolnił. Z litości. Strzeżcie się litości. Unikajcie jej za wszelką cenę. Mnata był obecnie stryjem króla... i uznał się w związku z tym za wielkiego polityka. "Obniżmy poziom organizacji plemiennej!" gardłował, jakby ten bełkot cokolwiek mógł znaczyć. Niestety, znaczył cokolwiek dla Litolda, wodza Pilzna i Dolnej Bawarii, głowy krzesomysłowickiej gałęzi Przemyślidów. W 819 roku ten duet rozpoczął bunt i król znalazł się w potężnych kłopotach. Urosły one już wkrótce, gdyż korzystając z okazji Gniewosz Rzeźnik, książę śląski zaatakował Pragę. Wtedy jednak do Rościsława uśmiechnęło się szczęście. I jego córki. Król miał szczęście do córek. Ultrogotha urodziła mu czwórkę: Brzetysławę, Eliskę, Anastazję i Joannę. Były jeszcze mocno nieletnie, ale tuż przed wybuchem buntu Mnaty król już je wyswatał: Brzetysławę za króla Lombardii Adelchisa Odważnego a Anastazję za króla Lotaryngii Hildewolda. No i teraz obaj narzeczeni postanowili dotrzymać zawartego przy okazji sojuszu i dosłali mi łącznie 8000 wojska. Osiem tysięcy. Głównie ciężkiej piechoty. Rozdeptałem buntowników jak robaki. Ślązaków również. Mnata znowu był w celi. Dla Litolda był to debiut. Rościsław Półręki. Tak nazywano króla po Buncie Mnaty, gdyż w walkach pod Hradcem stracił jedną z dłoni, co ciekawie komponowało się z jego żelazną maską. Na szczęście, gdy w 821 roku urodził się jego pierworodny syn (również Rościsław), całe niemal Czechy z ulgą skonstatowały, że kalectwo ojca nie przeszło na syna (co obaliło kilka wczesnych twierdzeń wyjaśniających dziedziczenie cech). Korzystając ze świeżo zdobytego ogromnego autorytetu, Rościsław Jednoręki przepchnął przez Radę projekt pozwalający królowi na odbieranie lenn krnąbrnym wasalom. Oczywiście pierwszą ofiarą nowego prawa stał się Mnata który stracił tytuł księcia miśnieńskiego i samą prowincję Miśnia. Sukces uczczony został dodatkowo urodzinami drugiego syna władcy, Feanora. A potem, pewnego lutowego poranka 826 roku, podczas leśnej przejażdżki, na króla spadł deszcz strzał. Nie zdołał się uchylić. TULKAION Król Czech 826-827 Wielki książę Czech 826-827 Nigdy oficjalnie nie wykryto zabójców, ale ja wiem, kto stał za tym zamachem. Był nim książę Wołogoszczy Tulkaion. Tulkaion to ciekawa postać. Urodził się jeszcze w 774 roku jako efekt starczych eksperymentów seksualnych Niezamysła Starego, pierwszego króla Czech, który niedługo przed swą śmiercią spłodził trzech synów: Feanora Wytrwałego (rip, zginął na misji dyplomatycznej na Śląsku), Tulkaiona właśnie i Przemysła. Ci dwaj ostatni nie otrzymali po śmierci ojca nic i trochę błąkali się po rozrastających się Czechach w poszukiwaniu fortuny. Przemysł odnalazł ją w 812 roku, po śmierci Feanora Wytrwałego, którego los obdarzył jedynie córkami: odziedziczył dzięki temu księstwo Brandenburgii (ograniczone do jednej prowincji... Hradca na Morawach ). Teraz byłważną personą na praskim dworze, gdyż Hradec to prowincja arcybogata i kolejni władcy Czech zaczęli się z nim liczyć, łącznie z włączeniem go do Rady w randze marszałka. Z kolei Tulkaion... Tulkaion zyskał tytuł jeszcze szybciej. Na początku IX wieku blisko zaprzyjaźnił się z Unisławem Łowcą Czarownic i gdy ten dokonał w końcu aneksji Wołogoszczy, ofiarował ją druhowi. Co więcej, Tulkaion został też mistrzem szpiegów i dołączył do Rady, budując tam swoją coraz silniejszą pozycję. Z pewnością uważany był za ekscentryka: zapalony sokolnik i poeta - amator, okrutny hedonista z porywami mocnej świątobliwości: z pewnością budził sensację i w swej północnej włości i w Pradze. Był wierny do końca swemu monarsze, wielokrotnie walcząc wprost u jego boku. Tej miłości nie przelał jednak na Rościsława Półrękiego. Swoją pozycję wykorzystał do stworzenia silnej frakcji w Radzie, która to jego obwołała następcą tronu, z pominięciem Rościsława Młodszego i Feanora. Co więcej, by nie dać przypadkowi żadnych szans, wódz Wołogoszczy postanowił zabić syna swego przyjaciela... co też się i stało. Tulkaion odziedziczył dzięki temu tron, a ponieważ przy okazji miał wielu zauszników w Radzie, to wymógł na niej od razu uchwalenie wysokiej organizacji plemiennej. By oddać mu sprawiedliwość: porzucił ostatecznie plan wyjęcia z grobowca czaszki zamordowanego Rościsława, którą planował używać w charakterze trzymacza dokumentów. Tulkaion panował zaledwie rok. Przemyślidzi są mocno dotknięci nowotworowym przekleństwem: król padł jego ofiarą. NIEZAMYSŁ II GRUBY Król Czech 827-832 Wielki książę Czech 827-832 Tulkaion miał trzech synów: Niezamysła, Tobiasza i Gerharda. Koronę odziedziczył pierworodny, Niezamysł II Gruby. Niestety, rodowe nieszczęście kroczyło za nim krok w krok. Rak. Niezamysł walczył z nim dzielnie... by w 832 roku zmarł w tajemniczych okolicznościach. Niezamysł miał dwóch synów, Tulkaiona i Konrada, aczkolwiek starszy z nich miał zaledwie 4 lata. Zmagający się z chorobą nowotworową władca żył w ciągłej bliskości swej śmierci, postanowił więc ze ściśniętym sercem odsunąć na razie swe dzieci od dziedziczenia i swym głosem wysunął kandydaturę innego Przemyślidy, Unisława. UNISŁAW II ODPYCHAJĄCY Król Czech 832-847 Wielki książę Czech 832-847 Książę Miśni 832-847 Unisław II, nowy król czeski, pochodził z najstarszej, królewskiej linii dynastii. Był młodszym bratem Rościsława Półrękiego, ostatniego dotąd króla z tego odłamu Przemyślidów, wodzem Litomierzyc. Nie był przesadnie bystry (0 w State Intrigue!), więc chyba nie on stał za skrytobójstwem poprzedniego monarchy. Za małżonkę miał inną Przemyślidkę, Wojsławę, córkę sławnego Feanora Wytrwałego. Dała mu ona dotąd dwóch synów Unisława i Budziwoja oraz córkę Justynę. Po raz ostatni granice Czech poszerzone zostały w... 799 roku, 80 lat temu, gdy królem był jeszcze Unisław I. Teraz, za panowania drugiego władcy tego imienia, zaczęło się to zmieniać. W latach 833-34 Unisław II pokonał Morawy i inkorporował bogate Brno. Morawy pod panowaniem Borzywoja II były już cieniem dawnej potęgi i nie były w stanie oprzeć się sile swego czeskiego sąsiada (zresztą, w głowie Unisława od razu powstał plan kolejnego tam ataku, gdy tylko zakończy się zawieszenie broni). Przygotowania do kolejnych podbojów zakłócił na chwilę wódz Pilzna Krzesomysł, syn Litolda z krzesomysłowickiej gałęzi Przemyślidów, ale jego bunt względnie łatwo został zgnieciony przez siły Korony (a Krzesomysł zmarł w lochu, prowincję zostawiając w rękach swego bratanka Przemysła, nienawidzącego mnie w związku z tym ze wszystkich sił). Wzmocniony tym sukcesem król w 842 roku podwyższył poziom organizacji plemiennej do maksymalnego oraz poprowadził krucjatę przeciw Śląskowi, czego efektem była aneksja Ziemi Lubuskiej. Unisław łatwego życia z pewnością nie miał. Jego małżonka Wojsława go nie znosiła, choć trzeba jej przyznać, że pomimo to regularnie przynosi mu potomków (ma już szóstkę, w tym dwóch synów: Unisława i Budziwoja). Chorował już na wściekliznę i na... dżumę. I przeżył, dzięki swej odwadze i umiejętnościom dworskiego medyka (którym jest inny Przemyślida, Strachkwas, jego młodszy brat). Ma oszpeconą twarz i lunatykuje, ale żyje. I świat na razie się z tym godził. Unisław II Odpychający. Tak nazwał go świat. Cierpliwy, stateczny władca Czech szczególnie się tym nie przejmował... a w każdym razie metalowa maska skutecznie maskowała jego prawdziwe uczucia. Stoicyzm. To jest dominująca, nie oddana w statystykach cecha króla. Gdy zaatakowały go Morawy, po prostu je pobił. Gdy na wojnę poszedł Gerhard Przemyślida (najmłodszy syn króla Tulkaiona), to zmasakrował go, korzystając z napływu religijnych zelotów rwących się do walki ze słowiańskimi poganami. Gdy spiskować przeciw niemu zaczął książę miśnieński Rościsław Straszliwy (jeden z dwóch synów króla Rościsława Półrękiego), to spróbował go pojmać... a gdy uciekł, z łatwością zmiażdżył jego bunt. Tak, nie był popularny w mocno rozrodzonej już familii. Nie był popularny pomimo swych sukcesów militarnych ani dynastycznych (największy: doprowadził do małżeństwa królowej Lombardii Adelbergi Młodej z Feanorem, młodszym synem króla Rościsława Półrękiego... małżeństwa które sprawi, że już w następnym pokoleniu Przemyślidzi przejmą kontrolę nad Półwyspem Apenińskim). Nie znosił go na przykład wódz Wołogoszczy Tobiasz Mądry, kolejny z synów króla Tulkaiona, niezwykle niebezpieczny ze względu na dużą zdolność zawierania antykrólewskich aliansów. Nienawidził go Zygmunt Szczeciński, przedstawiciel bocznej linii dynastii wywodzącej się od Mnaty, młodszego brata Unisława I Łowcy Czarownic. Patologiczną wręcz nienawiść czuł do niego wielki wódz brandenburski Heralt. Tym ostatnim panem Unisław powinien zainteresować się szczególnie. Jego ojcem był potężny niegdyś najmłodszy syn króla Niezamysła Starego Przemysł Wesoły, eksperymentujące z kanibalizmem monstrum o którym głośno mówiono, że jest opętany. Wychowywany przez kogoś takiego Heralt powinien mocniej zainteresować tajne służby króla. Zaniedbały to. 17 listopada 847 roku ludzie Heralta zgromadzili wielki ładunek łajna pod podłogą karczmy, w której zatrzymał się Unisław. Nie zabiła go dżuma, wścieklizna, medycy-amatorzy ani noże skrytobójców. Zabiło go eksplodujące gówno. UNISŁAW III Król Czech 847-890 Król Pomorza (jako Unisław I) 874-890 Wielki książę Czech 847-890 Wielki książę Pomorza (jako Unisław I) 853-890 Książę Miśni 878-890 Książę Meklemburgii (jako Unisław I) 878-890 Tron odziedziczył jego najstarszy syn, Unisław III. Ma królestwo mniejsze niż ojciec, gdyż cholerny gavelkind umożliwił młodszemu bratu Budziwojowi oderwać od Czech Miśnię, Brno i Ziemię Lubuską. Miał tron, na który czycha potężna frakcja przeklętego Heralta. Miał kłopoty. W 849 roku Unisław III, by podreperować swój nienajlepszy prestiż, poszedł na świętą wojnę przeciw Dolnemu Śląskowi. Prowincja ta od niedawna była niepodległa i rządzona przez chłopskiego syna o imieniu Mieszko. Cóż... CK2 powinna mnie już przyzwyczaić do tego, że krucjaty są tu bardzo niebezpieczne. Siły Ślązaka błyskawicznie urosły do ponad 5 tysięcy wojów i moje uszczuplone o prowincje miśnieńskie siły nie miały szans. Rok później skapitulowałem. Osłabienie moich sił wykorzystać spróbował Heralt Brandenburski, morderca mojego ojca. I dobrze zrobił. Dla mnie. Heralt nie docenił chyba swej złej sławy którą nabył po sławnym Gównianym Mordzie. Chorągwie przeciw rebeliantowi podnieśli wszyscy moi wasalowie, nawet nienawidzący mnie Zygmunt Szczeciński (syn wodza Mnaty, który kiedyś po nieudanym buncie przeciw Niezamysłowi II umarł w jego lochach), ostatni z pogańskich Przemyślidów (i chyba ostatni pozostanie, bo był przy okazji zaprzysięgłym homoseksualistą). Bunt został stłumiony, a Heralt... Cóż, z satysfakcją posłałem go na płonący stos. Panowanie Unisława III po poddaniu Heralta Brandenburskiego obróbce termicznej rozwijało się aż podejrzanie dobrze. Po pierwsze, zaczęli rodzić mu się synowie. Pierworodny Hanus na świat przyszedł w 853 roku, drugi Kunik cztery lata później. Władca postanowił wykorzystać gavelkind do swych celów i na razie nie ustanowił żadnego z nich następcą tronu: zbyt dobrze wiedział, jak wysoka była śmiertelność wśród władców na Hradczanach i jak smutny byłby los nieletniego króla. Następcą tronu został więc na razie młodszy brat króla Budziwoj. Król wybaczył mu decyzję o odłączeniu księstwa miśnieńskiego od Czech. Decyzję katastrofalną dla samego Budziwoja, gdyż osamotniona Miśnia absolutnie nie potrafiła utrzymać się na powierzchni brutalnej polityki międzynarodowej: w okolicach 850 roku doszło do jej rozbioru: Brno zajęli potężniejący Awarowie, Lubusz Ślązacy a Miśnia... w Miśni uniezależnił się tamtejszy wódz, Rościsław Straszliwy, jeden z dwóch synów dawnego króla Czech Rościsława Półrękiego. Budziwoj skończył jako mój dworzanin. W 855 roku skończyła się krótka niezależność księstewka Rościsława Straszliwego. Starcie z ponad trzema tysiącami czeskich wojowników nie rokowało mu żadnych szans na sukces, tym bardziej, że jego zwyczaj wbijania ludzi na pal nie przysparzał mu sojuszników. Siły królewskie podczas tej zwycięskiej wojny mimo wszystko nieco się zmniejszyły, co sprowokowało do buntu starego wroga Unisława, sodomitę Zygmunta ze Szczecina. Zygmunt nie był przeciwnikiem, którego łatwo można by zlekceważyć: miał trzy prowincje, w tym bogatą Brandenburgię. Tym niemniej Unisław zdołał powołać armię plemienną, z pomocą której wojna z rebelią trwała jedynie do 857 roku. Zygmunt trafił do lochu, a wszystkie elementy jego domeny zasiliły ziemie monarchy. I to z pełną aprobatą Rady! W międzyczasie legiści dostarczyli oczywiste dowody na to, że posągi na górze Ślęża są czeskiej proweniencji. W 860 roku Unisław po raz drugi już poszedł na wojnę z Mieszkiem Śląskim... i po raz drugi już wojna okazała się być ciężka. Mieszko znalazł gdzieś ponad 6000 wiernych mu wojów, co zaskutkowało czeską klęską pod Litomierzycami. Na szczęście cofające się przed śląskim blitzkriegiem wojska czeskie spotkały nadciągające hufce sojusznicze Dezyderiusza II z Lombardii i Childeberta II z Francji. Prawie dziewięciotysięczna armia chrześcijańska zgniotła roty Mieszka i zmusiła go do kapitulacji. Nad Wrocławiem powiewa już czeski lew. Niemal jak postscriptum do tego można traktować aneksję pogańskiego księstwa Werle na Pomorzu Przednim w 862 roku. Niepokojący dla panującego Przemyślidy był ciągły wzrost potęgi Awarów. Ich władca, kagan Bughra Sprawiedliwy niedawno się ochrzcił, co jednocześnie uspokoiło mnie (koniec z ewentualnymi świętymi wojnami) i zaniepokoiło (bo to może przysporzyć ich państwu stabilności).
  10. 6 punktów
    Ciężko jest być potomkiem rodu, który korzenie swe wywodzi od legendarnego Fedlimida Rechtmara i pierwszego wodza hrabstwa Connacht z rodu Uí Briúin, Rogallacha mac Uatacha. Jeszcze ciężej jest być potomkiem bocznej gałęzi tego rodu, który po nieoczekiwanym wygaśnięciu innych jego linii w wieku 57 lat zostaje oderwany od ksiąg i posadzony na wodzowskim stolcu. Zero potomków, zero szans na potomka, trudno powiedzieć, by to panowanie zaczęło się pod pomyślną gwiazdą. Flaithrí mac Domnaill z Connacht (768-775) Tylko pakt z szatanem mógł sprawić, by Flaithri mógł dożyć pełnoletniości pierworodnego syna, oczywiście o ile udałoby mu się go spłodzić, choćby i z pomocą uczynnego dworzanina. Dlatego też jako cel na jesień życia i swoje niespodziewane panowanie postawił on sobie położenie podwalin pod przyszłą potęgę rodu. Aby nie skomplikować sukcesji po swoim zgodnie, wziął za żonę starszą od siebie wdowę po królu Lombardii Ratchisie, Tasię z rodu Ansprandlingów, zaś czas wolny poświęcił na zgłębianie tajemnic wiary. Innymi słowy, postawił na budowę prestiżu dynastii i dobre układy z Kościołem. I jedno, i drugie bardzo mu się udało, do tego stopnia, że biskupi ufali mu bardziej niż papieżowi, a pustelnicy całymi pękami ściągali do Galway szkielety świętych męczenników. Dobre wrażenie na wszystkich wywarło też spalenie wykrytej na dworze apostatki. Nieoczekiwanie też spore powodzenie odnosił Flairthi na polu bitwy. W 770 roku jego berberski kanclerz, Sa'id, sfałszował papieską donację nadającą władcom Connachtu prawo zwierzchnictwa nad Thomond, a żydowska pożyczka od kupca Sorosa ben Aarona sfinansowała usługi dwóch tysięcy irlandzkich najemników. Działania wojenne trwały osiem miesięcy i zakończyły się poszerzeniem connachtyjskiej domeny o nową prowincję. Trzy lata później Sa'id odkrył na tym samym dokumencie dopisek o treści "i Desmond też", wskazany mu przez przechowywany w skarbcu palec św. Jana Chrzciciela. Jako że jego namiestnik Sæbert dopiero co postawił Flairthiemu pomnik, o którym mówiła cała Irlandia, zwołanie armii plemiennej nie stanowiło problemu i w 775 roku władca Connachtu znów mógł świętować zwycięstwo na polu bitwy. Gdyby w skarbcu pozostało jeszcze trochę pieniędzy, mógłby nawet utworzyć księstwo Munsteru, ale 20 kwietnia niemiłościwa kostucha ciosem kosą w prawą komorę serca wyprawiła go na boże pastwiska. Całkiem nieźle jak na sześć i pół roku na tronie.
  11. 6 punktów
    Serial stary i pewnie masę ludzi go widziało, ale może znalazł sie ktoś, kto nie widział, tak jak ja Piszę o Freaks&Geeks z roku 1999, serialu, który NBC zamordował fatalnym pozycjonowaniem w ramówce, który zdjął po 12 z 18 odcinków, a który w późniejszych latach dorobił sie statusu kultowego. Jako gatunek, serial to klasyczna „high school drama”, a jak miałbym ja opisać jakoś szerzej, to powiedziałbym, że to miks „Cudownych lat” i „That 70’s Show”. Nie jest tak, hmmm, poważny i ugrzeczniony jak CL, ani nie jest nastawiony na ciagle rozśmieszanie jak T70S, choć elementów humorystycznych przemycono masę. Serial to sympatyczna i chyba dość realistyczna opowiastka o perypetiach młodzieży w roku szkolnym 1980/81 na spokojnych przedmieściach Detroit. Skupia sie na siódemce bohaterów podzielonych na dwie tytułowe grupy, których ścieżki rzadko sie ze sobą przecinają i są jakby odrębnymi bytami, przez co mamy po trosze podwójna fabułę. W tle jest kilkanaście klasycznych problemów czasów dorastania amerykańskich nastolatków klasy średniej z dołożona masa odniesień do popkultury lat 70/80 i z potężna ilością ówczesnej muzyki, świetnie dobranej do klimatu serialu. W sumie to zacząłem go oglądać, bo netflixowa okładka przyciągnęła mnie wizerunkami Jamesa Franco, Setha Rogena i Jasona Segela, i byłem ciekaw co to za serial z tak hitowa obsada, o którym nie słyszałem Obejrzałem pilot i tak już poszło jakoś do końca, w ciągu tygodnia obejrzałem całość. Minusy? Fakt, ze serial skasowano pozostawia olbrzymi niedosyt po obejrzeniu ostatniego, osiemnastego, odcinka. Był potencjał na wiele więcej, a wątki urywają sie w nicości i domysłach. Ponadto niektóre odcinki mimo, ze serial stanowi spójną całość są zupełnie oderwane od siebie i trochę mącą. Bardzo denerwował mnie na początku Segel, który nie wiem czy miał prikaz tak grać, czy po prostu był aż tak złym aktorem wtedy Ale zasadniczo to są detale, które nie popsuły mi odbioru tego bardzo sympatycznego i przyjemnego serialu. Naprawdę, wielka szkoda, ze NBC zmarnowało taki materiał i taka obsadę na zaledwie kilkanaście 45-minutowych epizodów.
  12. 6 punktów
  13. 6 punktów
    FM 2017, baza maksymalna, 100+ lig z całego świata 8 grudnia 2031, Maracana, Rio de Janeiro W wieku 47 lat niejeden trener dopiero zaczyna swoją drogę po poważne trofea. Ja z okazji moich urodzin postanowiłem sobie jednak sprawić dość niecodzienny prezent. Flamengo ostatnio przeszło zmiany na górze: prezesa Cavagnariego zastąpił Ricardo Castanho, co tylko dało mi dodatkowy sygnał, iż warto zastanowić się nad przyszłością. Podarunek, o którym wspomniałem, to wcześniejsza emerytura. Przez te kilkanaście lat w zawodzie zarobiłem wystarczająco dużo, by komfortowo oddawać się hedonistycznym przyjemnościom po życia kres. Jeszcze jedno spojrzenie na dzisiejsze wydanie SambaFoot: FLAMENGO POWRACA NA TRON! Karpiński wśród 20 najlepszych trenerów wszech czasów na świecie! - to już France Football. Tak, to chyba odpowiedni moment, by powiedzieć: basta! Ale przecież to nie był bosy spacer po łące... Złe miłego początki Piętnaście lat temu zbierałem pierwsze trenerskie szlify w półamatorskim Naval, w portugalskiej trzeciej lidze. Szło nam koszmarnie, a prezes stracił do mnie cierpliwość po połowie sezonu. Nikt wówczas nie przypuszczał, że ten brodaty dziwak z Polski może za jakiś czas stać się postrachem całej Ameryki Południowej i wzbudzać respekt wśród największych nazwisk w futbolu. Polewając piwo w manchesterskim wielokranie (jakoś trzeba było zarabiać na życie...), trenowałem amatorów z FC United. To taka drużyna, która powstała na zasadzie: na złość mamie odmrożę sobie uszy. Grupie kibiców nie podobało się to, że w ich ukochane Czerwone Diabły Amerykanie pompują miliony. To mózg kibica - tego nie zrozumiesz. W każdym razie, angielska pogoda, bekon i fasola z puszki zapijane dobrym imperialnym stoutem zdecydowanie bardziej mi pasowały niż portugalskie wino i żar lejący się z nieba. Sezon skończyliśmy na wysokim ósmym miejscu, a miejscowe pismaki nawet wybrały mnie raz menedżerem miesiąca. No to obrosłem w piórka. Pierwsze wywiady, gazety, zdjęcia. Człowiek sukcesu - jak się patrzy. Pierwsze przebiśniegi Po upojnych wakacjach wróciliśmy do zimnego Manchesteru zmotywowani jeszcze bardziej i nastawieni wprost na sukces. Tym razem dziennikarze docenili mnie dwukrotnie. Zaledwie - gdyż roznieśliśmy tę ligę w drobny mak. Wygrywając północną grupę szóstej dywizji angielskiej piramidy czułem się co najmniej jakbym został prezydentem USA - tylko takim mniej pomarańczowym na twarzy. Piąta liga to nie przelewki, więc zbieraliśmy raz po raz ostre lanie, natomiast jak na potencjał piłkarski drzemiący w tej przypadkowej zbieraninie robotników i najemników radziliśmy sobie całkiem nieźle. Mój niewątpliwy trenerski talent dostrzegł tam niejaki Konstantin Manzoni - milioner, który właśnie wykupił pakiet większościowy w szkockim Dumbarton. Nie wiem dlaczego, ale właśnie tam chciał zbudować futbolową potęgę i stać się miejscowym Romanem Abramowiczem. Co ciekawe, ustąpił ze stanowiska dopiero w tym roku, po 14 latach, a klub ponownie trafił w szkockie ręce. Szkocki rollercoaster Wracając do roku 2018, tuż przed świętami zadzwonił wspomniany Manzoni i zaprosił na rozmowę. Stwierdził, że Alex Rae (który - nota bene - zrobił właśnie awans z trzeciej ligi), to nie jest odpowiedni człowiek w jego wizji budowania dumbartońskiej potęgi. O dziwo, drugą ligę chciał zawojować ze mną u steru i nie przeszkadzał mu brak doświadczenia na tak wysokim poziomie. No cóż - przeskok z biednego jak mysz kościelna beniaminka piątej ligi angielskiej do napakowanego forsą jak kulturysta sterydami Dumbarton potraktowałem jak wygrany los na loterii. Oczywiście z tyłu głowy wciąż miałem świadomość, że mojemu poprzednikowi nawet awans i zwycięstwo w ligowych rozgrywkach nie pomogły w utrzymaniu posady. Współpraca z chimerycznymi nowobogackimi właścicielami to zawsze rollercoaster bez pasów bezpieczeństwa, gdzie tylko od kaprysu barona zależy twoja przyszłość. Okazało się, że nie było tak źle. W pierwszym sezonie dość pewnie utrzymaliśmy się w drugiej lidze, a ja znów cieszyłem się nagrodą najlepszego menedżera miesiąca. Nie zapominajmy jednak, że moim szefem był wizjoner-milioner, który chciał sukcesów tu i teraz. Sypnął groszem i postawił jasny warunek: ma być awans. Natychmiast. Mając finansowy komfort mogłem trochę poszaleć na transferowym rynku, jednak problemy były dwa: porządni zawodnicy z Europy nie chcieli grać na szkockim zadupiu, a piłkarze którzy pragnęli z innego (nieunijnego) zadupia się wyrwać - nie mogli otrzymać pozwolenia na pracę. Na szczęście najlepszy skrzydłowy ligi - Paul McMullan z Livingston czy legendy reprezentacji Malty - Andre Schembri i Andrew Hogg nie mieli skrupułów. Niestety, mimo doświadczenia nie wnieśli jednak zbyt wielkiej jakości do kadry. Tu wciąż brylowali Andy Ryan, Markus Bay i nasz diament z akademii - 17-letni bramkarz Michael Campbell. Gdy to piszę, ma na koncie 2 występy w reprezentacji Szkocji i właśnie odszedł z klubu, po 12 latach gry na najwyższym poziomie. Nie ma co jednak pisać o indywidualnych zawodnikach. Mogę jeszcze tylko napomknąć o niejakim Lee Burnsie. To Australijczyk, który trenował u mnie młodzież. Zabrałem go ze sobą do Brazylii, gdzie po kilku latach pracy w akademii Flamengo został samodzielnym trenerem i doprowadził Atletico Goianiense do kilku stanowych mistrzostw. Uznaję to także za swój sukces. Lee zawsze uważał mnie za swojego mentora i przyjaciela. Wracając do Dumbarton, sezon 2019/20 to nasza totalna dominacja. Pięć statuetek od pismaków, awans i pewne mistrzostwo. Drugie trofeum na moim koncie. Manzoni nie byłby jednak sobą, gdyby nie marzył o międzynarodowych sukcesach. W Dumbarton przesiedziałem jeszcze dwa lata, dwukrotnie finiszując na czwartym miejscu w szkockiej Premiership. Poznaliśmy także smak europejskich pucharów, a ja zostałem dwukrotnie wybrany najlepszym menedżerem roku. Przed sezonem 2022/23 coś zaczęło się psuć, atmosfera siadła, a ja nie chciałem kolejny rok siedzieć w zimnej Szkocji. Te pół dekady na Wyspach sprawiło, mimo sukcesów, że zapragnąłem słońca. Czytając doniesienia ze światowych aren, zauważyłem, że nie lada kryzys przeżywa legendarne Flamengo, nie mogąc dobić do czołówki swojego kraju. Żebyście mieli dobry obraz, Flamengo 2031 a Flamengo 2022, to mniej więcej tak jak Polska Nawałki i Polska Apostela czy Ćmikiewicza. To wyglądało jak wyzwanie dla mnie. Copacabana, Maracana i fawele Dokładnie 9 lat i 80 dni temu zameldowałem się w Brazylii, po uprzedniej miłej rozmowie z prezesem Tamaranem de Souzą. Flamengo zajmowało dziewiąte miejsce w tabeli, a od ostatniego mistrzowskiego tytułu klubu, który wychował Zico, Romario i Adriano, minęło już trzynaście lat. Spoglądam właśnie na dawne karty ze składem. Alex Muralha - doświadczony golkiper, który się ocierał o reprezentację. Czasem mam wrażenie, że nawet dziś mógłby wrócić z emerytury i pobronić trochę w naszej drużynie. Kończył karierę w Meksyku, zdobywając puchary dla Cruz Azul. W obronie Raul - późniejszy piłkarz Porto i Espanyolu, obecnie dogorywający w Americe Natal. Ramon - nawet w kadrze zagrał - pokopał u nas jeszcze trzy lata i poszedł na emeryturę do Arabów. Jonathan Silva - niemający nic wspólnego z naszą obecną gwiazdą - Jhonatanem Silvą - szybko uciekł do Europy: Sporting, Nantes i potem Austria. W końcu Wallace - nasz Matuzalem - w wieku 37 lat wciąż jest podporą Montreal Impact, a i u nas by pograł. Prawdziwa legenda i Flamengo, i Internacionalu, dokąd odszedł w 2024 roku. W drugiej linii mieliśmy Kolumbijczyka Cuellara, defensywnego zawodnika, który potrafił też uderzyć z dystansu. Zagrał prawie trzy setki meczów dla Flamengo, zanim odszedł do Botafogo. Obok Matheus Jesus - kolejny defensywny, ale z niesamowitym ciągiem na bramkę. To nasz wychowanek, którego musieliśmy odkupić z Palmeiras. Zanim poszedł na emeryturę do Chin, od niego rozpoczynałem ustalanie drugiej linii. Problemem byli skrzydłowi, bo w Brazylii raczej się nie gra europejskimi formacjami, a ja koniecznie chciałem przełożyć swoją filozofię wypracowaną w Dumbarton na nowy teren. Tak - wirtuozi futbolowej samby mieli uczyć się grać po szkocku! Nie posiadając w drużynie klasycznych szybkich bocznych pomocników obdarzonych świetnym dośrodkowaniem i dryblingiem, kazałem pobierać odpowiednie nauki napastnikom. W ten sposób na lewej stronie wystąpił Neilton, który jednak szybko zmył się do Ameriki Meksyk, a na prawej Richarlison - niesamowity napastnik vel skrzydłowy, który potrafił strzelić dwadzieścia bramek w sezonie. Obił się o reprezentację, choć w niej nigdy nie zagrał. Karierę kończył zostając legendą ligi katarskiej w barwach Al-Arabi. W końcu napastnicy. Cofnięty Adriano Albuquerque - taki brazylijski wonderkid z krwi i kości. Wiecie - z tych, co to Pele ogłasza ich swoimi następcami. Średnio jest ich z piętnastu na rok. Albuquerque był tak dobry, że po kilkunastu miesiącach zgłosiło się po niego Paris Saint-Germain, które zapłaciło nam bagatela 25 milionów plus jeszcze trochę bonusów. Miał zostać nowym Neymarem, a przez te osiem lat nigdy tak naprawdę nie przebił się do pierwszej jedenastki. Występy w Ligue 1 łączył z grą w rezerwach. Ostatnio widziano go na wypożyczeniu w Milanie. Wielki, zmarnowany talent. Przed nim, na szpicy, stał legendarny Ramon Abila. Mimo, że był po trzydziestce, zapewniał odpowiednią jakość. Zanim zakończył karierę, zdążył strzelić dla nas 79 bramek, zostać królem strzelców i najlepszym piłkarzem Ameryki Południowej. Już wtedy jednak do drużyny wchodzili późniejsi liderzy. Mając tak doskonałą akademię, jaką dysponuje Flamengo, postanowiłem jak największą uwagę przykładać do wprowadzania utalentowanej młodzieży do naszej drużyny. W 2022 roku po kilkanaście meczów zagrali młodziutki wówczas Cassiano - bramkarz, dziś reprezentant Brazylii i Mistrz Świata, Darci Miguel - rekordzista wszech czasów, mający równo 400 ligowych meczów w barwach Flamengo, także Mistrz Świata, oraz rekordzista klubu w liczbie strzelonych bramek - Pacoca. Z wynikiem 147 trafień przeskoczył w annałach legendarnego Zico. Co prawda nie jest to nasz wychowanek, ale przybył z Ceary w wieku 18 lat. Co ciekawe, dopiero rok później do składu na dobre wskoczył Leonardo Bruno, inny Mistrz Świata i lider drugiej linii. Wystarczy jednak tych wspominek pierwszego sezonu. Nie zakończył się on wszak najlepiej - Flamengo mimo mojego entuzjazmu skończyło rozgrywki na odległym, dziesiątym miejscu i kibice zaczęli głośno i dobitnie domagać się wyjaśnień. Jedynym plusem było wywalczenie Pucharu Brazylii. To nieco osłodziło fanom przegrany sezon ligowy. Budowa potęgi Tak naprawdę budowę drużyny mogłem zacząć dopiero w 2023 roku, mając cały okres przygotowawczy i sezon stanowy dla siebie. Pierwszy oficjalny mecz nowego sezonu. Jedziemy do Friburguense. Tablica wyników. Albuquerque 3, Jesus 1, Abila 6. Friburguense 0, Flamengo 10. Dzień dobry, Brazylio! - powiedzieliśmy dość wyraźnie. W pierwszej fazie pokonaliśmy Botafogo i Fluminense, jednak już w play-offach męczyliśmy się z tymi pierwszymi niesamowicie. Po bezbramkowym remisie doszło do serii rzutów karnych, które - niestety - przegraliśmy. Zwycięsko natomiast wyszliśmy z pojedynków Pucharu Międzystanowego (takie rozgrywki dla drużyn z południowego Minas-Gerais oraz Rio). Bez szwanku wyszliśmy z grupy śmierci (Cruzeiro, Internacional, Fluminense), po czym pokonaliśmy Atletico Mineiro po karnych oraz rozgromiliśmy 6:0 Avai. Czas na finał. Nasz rywal - odwieczny wróg - Fluminense. Derby Flu-Fla jako apogeum sezonu stanowego. Albuquerque - raz. Abila - dwa. Wydawało się, że wszystko już jasne. Niestety, Luiz Ricardo (później Olympique Marsylia, legenda reprezentacji Brazylii) jeszcze przed przerwą dał nadzieję rywalom, a Matheus Indio wyrównał. Znów czekała nas seria jedenastek. Tym razem - na szczęście - wyszliśmy z niej zwycięsko. Drugie trofeum dla Flamengo stało się moją zasługą. W lidze wywalczyliśmy czwarte miejsce, co oznaczało spory progres względem poprzedniego sezonu. Ze szkockiego 4-2-2-1-1 zmieniliśmy też formację na dość dziwne 3-2-3-2, z trzema środkowymi obrońcami i pomocnikami oraz dwójką ultraofensywnych cofniętych skrzydłowych. Albuquerque po tym fantastycznym sezonie odszedł do wspomnianego PSG, a w pierwszej jedenastce obok Matheusa Jesusa zadomowili się młodzi Leonardo Bruno i Darci Miguel. Ta dwójka nie odda miejsc w składzie przez co najmniej następne osiem lat. Mój przyjaciel pech Pech prześladował mnie, mimo całkiem sporych osiągnięć, przez cały okres pracy we Flamengo. Weźmy na przykład taki sezon 2024. W końcu wygraliśmy Mistrzostwa Rio - rzecz niezwykle ważna dla każdego fana. W końcu trzeba pokazać dominację w mieście i stanie. Do gablotki dołożyliśmy też kolejny krajowy puchar. Graliśmy na tyle dobrze, że wydawało się, iż powrót Flamengo na mistrzowski tron, który opuściło w 2009 roku, jest niemal pewne. Szansa na to pojawiła się w ostatniej kolejce. Przewodzące stawce Sao Paulo potknęło się w konfrontacji z Corinthians, a nam wystarczyło pokonać zespół Ponte Preta, aby zdobyć upragnione mistrzostwo. Remis dawał tytuł Sao Paulo... różnicą bramek. Futbol nie byłby tak piękny i tragicznie romantyczny, gdyby tego typu historie nie stawały się samospełniającymi się przepowiedniami. Ponte Preta - zero, Flamengo - zero. Sao Paulo i Flamengo po 70 punktów. Blians bramkowy +27 kontra +21. Mistrzem Brazylii - Sao Paulo. Jeśli chodzi o zespół, to do bramki wszedł w końcu późniejszy Mistrz Świata Cassiano, a doświadczony Alex Muralha udał się na zasłużoną emeryturę do Meksyku. Miejsce Albuquerque zajął kupiony z Cruzeiro za prawie dwadzieścia milionów euro Emerson. 41 bramek w dwa lata wystarczyło, by sprzedać go ze sporym zyskiem do Atletico Madryt, gdzie gra do dziś. Totalna anihilacja Upór i determinacja to coś, czego nigdy mi nie można było odmówić. Tym razem, rozsierdzony tą ostatnią kolejką z Ponte Preta, postawiłem sobie za punkt honoru roznieść tę ligę w pył. Zmianie uległa formacja i styl gry. Jednego ze środkowych pomocników przesunąłem do przodu, za napastników. Powstała w ten sposób jedna z najbardziej skutecznych, niszczycielskich taktyk, jaką widziano w Brazylii. Do klubu dołączył niesamowity lewy obrońca (u mnie: cofnięty skrzydłowy) Roberto Arroz, który mimo iż kosztował nas aż 34 miliony euro, wart był każdego centa. Magia tego, co wyprawiał Arroz na skrzydle, uwieczniona właściwie mogła być tylko w pieśniach lokalnych bardów. Średnie ocen oscylujące wokół 8,00 mówią same za siebie. 22 asysty w 59 meczach także. Rozstaliśmy się szybko, gdyż Flamengo było za małym klubem na jego ogromny talent. Bayern zapłacił nam 51 milionów, a on stał się niekwestionowaną gwiazdą Bundesligi, kapitanem reprezentacji Canarinhos i Mistrzem Świata. Mimo tego, że nie pobył u nas zbyt długo, zostawił po sobie niesamowite wspomnienia. Inny transferowy hit tamtego roku to Tomas Conechny - niegdysiejszy argentyński supertalent, który zasłynął z tego, że nie pojechał na młodzieżowe Mistrzostwa Świata, bo doznał kontuzji... grając na konsoli. Tomas przybył na Maracanę jako już dorosły, 27-letni mężczyzna, wykupiony z Villarrealu. Przez pięć lat nastrzelał tyle goli, że prawie dogonił rekordowe osiągnięcie Zico. Dopiero Pacoca i jego fenomenalny strzelecki wynik pogodził tę dwójkę. Na dzień dzisiejszy klasyfikacja snajperów wszech czasów wygląda tak: 147 - Pacoca, 139 - Zico, 137 - Conechny. Ciekawostka jest taka, że Tomas w wieku 30 lat zapragnął wyemigrować na Bliski Wschód, pokłócił się ze mną, gdy go zatrzymałem, ale jego wymarzony klub nie złożył ponownie oferty i został. Rok później, gdy miał 18 bramek strzelonych w 17 meczach, zgłosiło się po Argentyńczyka meksykańskie Monterrey. Tym razem pozwoliłem mu odejść. Był to kolosalny błąd dla samego piłkarza. Przez dwa lata zdobył tam zaledwie osiem goli i wrócił do nas z podkulonym ogonem. Przyjąłem go właściwie tylko za zasługi, ale w minionym sezonie i tak zdołał dziesięciokrotnie pokonać bramkarzy rywali. Do drużyny wchodził też nasz kolejny wonderkid - Osmar Gomes Crespo - który wkrótce miał rzucić na kolana całą Brazylię. Sezon 2025 to zdecydowany powrót Flamengo na tron. 5:1 w finale Pucharu Międzystanowego z Cruzeiro, Vasco pokonane w finale Mistrzostw Rio, Santos odprawiony z kwitkiem w finale Pucharu Brazylii i - w końcu - upragnione mistrzostwo. Dziesięć punktów przewagi nad Sao Paulo wystarczyło, by cieszyć się z historycznego sukcesu. Kibice czekali na to czternaście lat! Przeszarżowany sezon Gdy wygrywasz wszystko, co było do wygrania, zaczynasz się zastanawiać, kombinować, dążysz do dominacji totalnej. Myślisz, że możesz wystawić czwarty skład, z piątym bramkarzem na środku ataku, a i tak wygrasz. Kolejne dwa sezony zweryfikowały jednak nasze mocarstwowe ambicje. W 2026 roku jeszcze bardziej uofensywniłem taktykę. Zamiast 3-2-2-1-2, zaczęliśmy grać jakimś karykaturalnym 3-2-2-3, które opierało się na nieustannym ataku. Oczywiście - efekty były zarówno spektakularne, jak i przekomiczne. Sezon, w którym czterech piłkarzy jednego klubu strzela ponad 20 bramek, a piąty 19, musi wzbudzać ciekawość. A, zapomniałem, Conechny strzelił ich... 46! Pomimo, iż jedyne trofeum, jakie wygraliśmy, to Puchar Brazylii (w finale Mistrzostw Rio pechowo przegraliśmy z Vasco 4:2 0:3 w dwumeczu), rok 2026 dał mi naprawdę wiele frajdy. Czy może bowiem nie cieszyć kanonada, jaką zaprezentowaliśmy na Maracanie gościom z Sao Cristovao? Było to mniej więcej tak: gwizdek, gol, gwizdek, gol, gwizdek, itd... Po kwadransie (!) na tablicy wyników widniał kosmiczny rezultat... 6:0. Ostateczny wynik? 17:0. Siedemnaście. A mogło być więcej! Albo derby Fla-Flu. Kibice do dziś stawiają darmowe drinki Conechnemu za ten mecz. Rozgromiliśmy arcyrywali 7:1, a Tomas pięciokrotnie umieścił piłkę w siatce. W tym sezonie praktycznie nie remisowaliśmy. Przegraliśmy aż 13 meczów, co dało nam czwartą pozycję, ale wynik 87 strzelonych bramek przetrwał aż do... tego sezonu. Zajęło nam pięć lat, by poprawić tamten rezultat i zakończyć obecne rozgrywki z 95 golami na koncie. Pisałem wcześniej o Crespo - to kolejny wielki talent i - niestety - kolejny nie do końca zrealizowany. Po ustrzeleniu 30 goli ,jako 19-latek trafił do reprezentacji, zdobył nawet w niej 3 bramki, po czym został bohaterem głośnego transferu do Zenitu Sankt Petersburg, gdzie - owszem - gra i strzela, ale zupełnie zniknął z radaru międzynarodowych skautów. Został lokalnym bohaterem. Na zmianę z Cassiano bronił inny nasz wychowanek - Ronald - później także Mistrz Świata (bez meczu) i gwiazda Borussii Monchengladbach. Z akademii do pierwszej jedenastki przedarł się jeszcze jeden utalentowany gracz: Marcos Henrique (Mistrz Świata, obecnie Arsenal). To, że kupiliśmy największe gwiazdy Santosu (Nicolas Volpe, obecnie Inter) i Internacionalu (Pereira, obecnie Juventus), którzy także zachwycali, tylko wspomnę. Warto jednak przywołać jeszcze nazwiska dwóch zawodników z odległej Afryki - Cyrila Bandy - wyłowionego z ligi RPA reprezentanta tego kraju, który tak się u nas wypromował, że trafił do madryckiego Realu, oraz Victora Wanyamy, który okazał się niepotrzebny ze względu na wiek w Manchesterze United. Przez trzy lata zdążył jeszcze rozegrać dla nas 93 spotkania i zostać liderem defensywy. Dzięki, Czerwone Diabły! Powrót do sprawdzonych metod Ten ekstrawagancki eksperyment trzeba było niestety zakończyć, gdyż ostatecznie w futbolu chodzi o zdobywanie trofeów, a nie miażdżenie siedemnastoma bramkami czwartoligowców. Cofnąłem jednego z napastników i wróciłem do dawnego ustawienia. Nową-starą rolę pełnił Pacoca, któremu tak podpasowała, że zdobył w niej 34 gole i poczynił kolejny krok do późniejszego ustanowienia rekordu klubu w tej materii. Dołączyli do nas weterani i legendy reprezentacji - Danilo i Casemiro, a także 25-letni Jorge Luiz, który nie przedłużył kontraktu z Internacionalem. Po dwóch sezonach u nas, trafił za grube miliony do Paris Saint-Germain, które następnie sprzedało go do Manchesteru United za... 84 miliony euro! Oczywiście został też Mistrzem Świata, ale to chyba niedziwota? Tamten złoty skład opierał się przede wszystkim na byłych i obecnych graczach Flamengo. Nie można nie wspomnieć o świetnym sezonie Viniciusa Jose na środku defensywy, który zresztą zdecydował się reprezentować Portugalię, nie mając większych szans na powołanie do Canarinhos. Wkrótce także zasilił PSG. Tym razem wygraliśmy Mistrzostwo Stanowe, ale już w finale Pucharu Międzystanowego ulegliśmy sensacyjnie... Criciumie, która sprawiła największą niespodziankę roku, sięgając po to trofeum. Liga - niestety - ponownie nie była nasza. Tym razem finiszowaliśmy o oczko wyżej, a tytuł przypadł Vasco. Do trzech razy sztuka Mawiają: do trzech razy sztuka. Gdyby nie udało się nam w 2028 roku, pewnie odszedłbym z pracy. Na szczęście tym razem nie zawiedliśmy. Zanim napiszę o szczegółach, w telegraficznym skrócie przekażę, iż zostałem najlepszym menedżerem roku oraz wywalczyliśmy trzy trofea. Pucharu Brazylii pozbawiło nas... Avai (zapamiętajcie tę nazwę - to nie ostatni raz, gdy napsuli nam krwi), eliminując Flamengo bramkami zdobytymi na naszym terenie (0:0 1:1 w ćwierćfinale). Przede wszystkim ponownie odzyskaliśmy frajdę ze strzelania bramek i masakrowania amatorów. Pobiliśmy nawet rekord i zmiażdżyliśmy Nova Iguacu 18:0, a Tomas Conechny trafił do siatki ośmiokrotnie. Innym dwubramkowym zwycięstwem był tryumf 12:0 na stadionie Friburguense. Tak, ponownie zdecydowałem się na dziwnie wyglądające 3-2-2-3, jednak nieco zmieniłem poszczególne polecenia zawodników. Jak widać - poskutkowało. Conechny zakończył rozgrywki z 45 bramkami na koncie, a do składu weszli piłkarze, którzy i dziś stanowią o jego jakości - argentyńscy napastnicy Eduardo Maglio i Pablo Martin Arias, niechciany w Palmeiras snajper Jonnathan Gomes (późniejszy... król strzelców Mistrzostw Świata (!) i - oczywiście - złoty medalista) czy w końcu Jhonatan Silva - autor 21 asyst w minionym sezonie - prawy... obrońca. Potwierdzenie dominacji Jako że powróciliśmy na mistrzowski tron w wielkim stylu, w sezonie 2029 należało powtórzyć ten wyczyn. Wciąż graliśmy trzema napastnikami w linii i - mimo wściekłości rodzimych nacjonalistów - tercet ten stanowiła trójka argentyńskich goleadorów (Conechny - Arias - Maglio). Ten ostatni nawet trafił do reprezentacji, ale zagrał tylko raz (strzelił w debiucie bramkę). Arias pojechał z kolei na Copa America, ale nie wystąpił w żadnym spotkaniu. Perypetie Conechnego z kadrą to właściwie historia na osobny wpis. Przyglądali się mu zarówno selekcjonerzy reprezentacji Argentyny, jak i Hiszpanii, jednak ostatecznie nie wystąpił na poziomie krajowym w żadnym spotkaniu. Znów częściej bronił Ronald niż Cassiano, a świetnie spisywali się Jonnathan Gomes i Pacoca. Udało się także ściągnąć za darmo Herculesa - pomocnika Atletico Mineiro, którego z ligowego średniaka zamieniłem na lidera środka pola i sprzedałem za 22,5 miliona euro do Benfiki. Kolejny sezon dobrze grał Douglas (zastąpił swego czasu Wanyamę - podobna charakterystyka), a odkryciem sezonu był z pewnością kupiony z Cruzeiro 20-letni obrońca Eduardo Marcon, sprzedany po sezonie do Atletico Madryt, reprezentant Brazylii i - a jakże - Mistrz Świata. Mieliśmy drużynę tak kompletną, że pierwszą porażkę odnieśliśmy w... czerwcu. Przez pół roku nikt nie potrafił pokonać wielkiego Flamengo. Udało się to dopiero Vasco. Wzięliśmy za to rewanż w krajowym pucharze, eliminując ich na etapie półfinału. Internacional w wielkim finale także nie stanowił problemu. Ostatecznie z minimalnie gorszym bilansem niż rok wcześniej (o 2 remisy więcej), obroniliśmy tytuł i zdobyliśmy wszystkie trofea. Ponownie zostałem Menedżerem Roku (w 2028 także), a my zaliczyliśmy drugi komplet. Prawdziwi przyjaciele są zawsze przy tobie - czyli pech Flamengo, sequel Pewnie zastanawiacie się, czemu nie piszę w ogóle o pucharach kontynentalnych. Otóż jakimś cudem w roku 2021 (czyli przed moim przybyciem do Brazylii), rozgrywki Copa Libertadores zostały zawieszone. Po prostu nie rozlosowano kolejnej edycji. Szkoda. Reprezentantem Ameryki Południowej na Klubowych Mistrzostwach Świata była drużyna zapraszana przez organizatorów. O tym jednak za chwilę. Rok 2030 to definicja pecha Flamengo. Zaczęło się świetnie. Znowu dwucyfrówka (13:0) z Friburguense, porażka z Fluminense pomszczona 4:1 w ćwierćfinale międzystanówki, wygrany tenże puchar, a w Mistrzostwach Rio - niestety - porażka z Vasco w półfinale. W lidze trafiła się jednak kiepska forma. Porażki z Santosem, ale także tak egzotycznymi drużynami jak Sport Recife czy Vitoria, spowodowały, że musieliśmy gonić stawkę. Pogoń ta trwała do samego końca, aż w końcu wyszliśmy na pozycję lidera. Mieliśmy pięć punktów przewagi i dwa mecze do końca sezonu. Słabe w tym sezonie Sao Paulo wygrało z nami 1:0, ale wciąż przed ostatnią kolejką byliśmy liderem. Zaskoczyć nas mogło jedynie Cruzeiro, ale graliśmy przecież z Avai - drużyną, która raczej broni się przed spadkiem, niż bije się o mistrzostwo. I tu stało się coś niesamowitego. Mimo szaleńczego naporu, dziesiątek strzałów, przegraliśmy 0:1. Na własnym stadionie, na legendarnej Maracanie, ulegliśmy słabeuszom z Avai i przerżnęliśmy mistrzostwo w ostatniej kolejce. Cruzeiro wyprzedziło nas o punkt. Pisałem wcześniej, żebyście zapamiętali nazwę Avai. Oto i druga odsłona ich udziału w pechu Flamengo. Jeśli chodzi o skład personalny, to trochę się pozmieniało. Do bramki wrócił Cassiano, a w obronie grali wychowankowie Marcos Henrique i Fabao, kupiony kilka sezonów wcześniej z Sao Paulo stoper Santos oraz dwaj reprezentanci Brazylii - były Zeca (mimo 36 lat wciąż świetna forma) oraz obecny (i - a jakże - Mistrz Świata) - Jura. W ataku nie mieliśmy już Conechnego, którego zastąpił sprowadzony z Fenerbahce Kairon Piccinini - okazjonalny reprezentant, ale ogólnie raczej niewypał. W tym i poprzednim sezonie grywał także Vini, były król strzelców z Santosu, ale nie spełnił pokładanych w nim nadziei bycia nowym Conechnym. Powracając do tematu Klubowych Mistrzostw Świata w RPA - otrzymaliśmy tamże zaproszenie. Zdruzgotani porażką w ostatniej kolejce i utratą tytułu, wystąpiliśmy zdemotywowani i bez ikry. Najpierw przegraliśmy 1:3 z Ameriką Meksyk, a potem po kwadransie dostaliśmy dwie bramki od Orlando Pirates - drużyny gospodarzy. Dopiero po przerwie Jonnathan Gomes i Zeca dali nam zwycięstwo i w konsekwencji brązowy medal. Pozostał duży niedosyt. Potwierdzenie hegemonii I tak przechodzimy do sezonu ostatniego, właśnie zakończonego, czyli roku 2031. Puchar Międzystanowy wygraliśmy w finale z Joinville, które najwyraźniej poczyniło postępy, zaś z Mistrzostw Rio odpadliśmy w najgorszy możliwy sposób, czyli z arcyrywalem - Fluminense. Na ten sezon postanowiłem zupełnie zmienić grę Flamengo. Starą, wysłużoną formację, postanowiłem zastąpić czymś, co kiedyś nazwałem Winged Almagrana Rigid. Jest to ultraofensywna taktyka, opierająca się na maksymalnym pressingu na całym boisku, dryblingach, mocno wysuniętej linii obrony z pułapkami ofsajdowymi oraz biegających od własnego pola karnego do przeciwnika bocznymi obrońcami, a także środkowymi pomocnikami. Do tego dwóch stoperów i czwórka napastników: dwóch wchodzących ze skrzydeł, jeden cofnięty grający za napastnikiem i żądło z przodu. Do zmiany doszło w bramce - częściej niż Cassiano występował Peter Reynoso - reprezentant USA, który już od pewnego czasu pukał do drzwi pierwszej jedenastki. Uważam ich za równorzędnych golkiperów, więc grają mniej więcej po równo od dwóch lat. Największy problem miałem z lewym obrońcą, gdyż 37-letni Zeca się połamał na pół roku i zostałem z kupionym z Realu Madryt reprezentantem Brazylii Luisem Felipe, który jednak jest zawodnikiem zupełnie innego typu i za bardzo mi nie pasował do taktyki. Całkiem sporo, zwłaszcza w sezonie stanowym, pograł legendarny Gabriel Barbosa, który przed poprzednim sezonem trafił do nas z Borussii Dortmund, a prawdziwym objawieniem okazał się Jorge Luiz (nie ten, o którym pisałem wcześniej). To nasz wychowanek, który w wieku 16 lat zdobył... 60 bramek (!) w ciągu sezonu - oczywiście dla naszej drużyny juniorów. Następnie na wypożyczeniu w Santosie został wicekrólem strzelców Serie A, w wieku 18 lat pojechał na Copa America, gdzie został złotym medalistą, najlepszym piłkarzem i królem strzelców, po czym w barwach Flamengo strzelił 14 bramek i trafił za grube miliony do Arsenalu. W dalszej fazie sezonu zastępował go doświadczony Maglio. Najlepszym asystentem ligi niespodziewanie został Adavilson, sprowadzony z Gremio defensywny pomocnik. Warto wspomnieć jeszcze o Thiago Augusto - to środkowy obrońca, który jest z nami od 2025 roku i właściwie zawsze kręcił się gdzieś w pobliżu pierwszej jedenastki. W ten sposób nazbierał 204 mecze ligowe, a minione rozgrywki zakończył jako najlepszy obrońca Serie A. Miniony sezon mógł się jednak potoczyć zupełnie inaczej. W pewnym momencie mieliśmy już 12 punktów przewagi i raczej nikt nie spodziewał się, że może stać się coś, co zabierze nam upragniony tytuł. Tymczasem... przyszedł taki kryzys, że w głowie się nie mieści. Był to głównie problem mentalny, połączony z płaczami o niesprawiedliwe traktowanie zawodników i złamane obietnice gry w pierwszym składzie (spróbujcie utrzymać na wodzy trzydziestu genialnych graczy tak, żeby każdy był zadowolony). Zaczęło się od porażki w derbowym pojedynku z Fluminense, a potem nastąpił efekt kuli śniegowej. Odpadliśmy z krajowego pucharu z Gremio, a w lidze przez miesiąc nie mogliśmy odnieść zwycięstwa. Apogeum kompromitacji był pogrom w Sao Paulo, gdzie dostaliśmy baty 2:7. Piłkarze postanowili zwrócić kibicom pieniądze za bilety na to spotkanie. I tu znów w opowieści pojawia się niepozorna drużyna Avai. Tym razem - na szczęście - w odwrotnej roli. Po męczarniach pokonujemy rywali 3:2 i nabieramy nowej energii do działania. Kolejne spotkanie - z mistrzami kraju (Cruzeiro) - i 2:0. Pozostały dwa mecze. My i Vasco mamy tyle samo punktów. W przedostatniej kolejce gromimy Amerikę Minas Gerais 7:2, by w ostatnim meczu, w przeddzień moich urodzin, stawić czoła Santa Cruz. Zwycięstwo dawało nam mistrzostwo. Kibice zastanawiali się, czy znów da znać o sobie pech Flamengo... Na szczęście na posterunku był Pacoca. Nasz rekordzista zdobył jedynego gola i zapewnił nam tryumf. Epilog Tak też kończy się moja przygoda z Flamengo i z futbolem w ogóle. Przez ten czas zdobyłem 23 różne trofea, 15 nagród indywidualnych, zostałem najbardziej utytułowanym trenerem w historii Brazylii oraz wśród Polaków. W klasyfikacji kontynentalnej ustąpiłem jedynie Neyowi Franco. Udało się także dostać do światowego Top 20, na dziewiętnastą lokatę. Odchodzę szczęśliwy i spełniony. Kto zostanie nowym trenerem Flamengo? Nie wiem, ale chciałbym, aby był to Lee Burns!
  14. 6 punktów
    ciekawe czy jak się wyrzuci takiego newgena z klubu to zarząd zablokuje i zwolni menadżera za dyskryminację
  15. 5 punktów
    Przenieśli kadrę do TVP i od razu efekt. Dwa mecze, oba chujowe i zero goli
  16. 5 punktów
    Lucas, uspokój się z tymi komentarzami, bo teraz dopiero zaczynasz w dziennikarstwie, ale w przyszłości może ci przyjść sprzedawanie zegarków razem z Węgrzynem, a wtedy ludzie ci będą wypominać te wypowiedzi.
  17. 5 punktów
    CHUJE SKOŃCZCIE KUSIĆ, SKOND MACIE NA TO PINIONDZE
  18. 5 punktów
    https://streamable.com/8glzw Eric Bailly śmieszne momenty
  19. 5 punktów
    Dziś oznajmiono, iż w FM 2018 zaimplementowano coming outy. Nasz newgen może przyznać się do bycia gejem. I super - jest to fajna ciekawostka Natomiast niestety martwi mnie co innego. Z wypowiedzi Milesa można wywnioskować, iż jedyny skutek tego będzie... pozytywny. Mianowicie posiadanie piłkarza-geja w drużynie spowoduje przyrost sprzedaży koszulek wśród społeczności LGBT. Oczywiście jest to możliwe i całkiem prawdopodobne ale.... to by było na tyle. Nic innego. Żadnego rozgardiaszu w morale w drużynie, żadnych protestów kibiców (a wiadomo jakie mnóstwo kibiców ma podejście do tych spraw), nic. Piłkarz-gej ma być niczym Złoty Graal, dzięki któremu nasz klub dostanie dodatkową forsę. W ten oto sposób z potencjalnej ciekawostki uprzyjemniającej grę zrobiono funkcję zakłamującą rzeczywistość i promującą określone postawy. Każdy, nawet największy zwolennik praw gejów, małżeństw homoseksualnych i adopcji dzieci przez takowe pary przyzna, iż finansowa gratyfikacja zespołu nie jest jedynym skutkiem coming outu piłkarza tej drużyny.
  20. 5 punktów
    No to się zdecyduj na jakąś wersje wydarzeń. Najpierw mówisz, że nie zrozumiemy bo nie chodzimy na mecze. Ja byłem na meczach i byłem przed TV - i gwarantuje ci że można takie same emocje przeżywać tu i tu. Owszem, na stadionie jest łatwiej bo w tłumie inaczej się odczuwa różne rzeczy, ale robienie z siebie "elitarnego kibica" bo chodzi się na mecze to błąd, a jeszcze gorsze jest sugerowanie reaperowi, że chuja wie bo nie był na meczu podczas gdy merytorycznie nie jesteś w stanie mu odpowiedzieć na zarzuty. Co do samej sytuacji - Ty mówisz, że to 5 osób, promil, ale jednak w całym świecie kibicowskim akcja jest raczej pochwalana a nie potępiana, zresztą podobnie jak karne plaskacze dla Legii - i o to chodzi. Jak zawodnik gra słabo, to lobbujcie u zarządu klubu żeby go wyjebali, a nie klepać po twarzy.
  21. 5 punktów
    Stronghold HD za darmo na GOG-u https://lowcygier.pl/darmowe/stronghold-hd-i-a-d-2044-za-darmo-na-gogu/
  22. 5 punktów
    @jmk - rozmywanie odpowiedzialności jest bardzo popularną taktyką w różnego rodzaju patologicznych grupach. Każdy wie, że jesteś kibolem Pogoni, ale nikt nie pisał tutaj, że jmk chciał wpieprzyć piłkarzom. Ale to Twoi kolesie poszli pod szatnię więc nie mów, że Tobie osobiście było przykro po przegranym meczu bo nie tego dotyczy dyskusja. A z Twojej wypowiedzi wynika, że aprobujesz takie akcje, tak samo jak aprobujesz "promocje" na stacjach benzynowych czy innych sklepach. Nie ważne ilu kiboli próbowało wedrzeć się do szatni, ważne że nie ma usprawiedliwienia dla takich akcji.
  23. 4 punkty
  24. 4 punkty
    Na szczęście oni mają w swoich służbach propagandowych samych debili i sabotażystów . Vide dzisiejsza wrzutka z Morawieckim. Zwróćcie uwagę na ceny.
  25. 4 punkty
    W związku z tym, że znani są już wszyscy finaliści MŚ w Rosji, stworzyłem oddzielny dział o tej imprezie. Zachęcamy do dyskusji
  26. 4 punkty
    Deadpool 2 z pierwszym teaserem
  27. 4 punkty
    https://streamable.com/nm49d
  28. 4 punkty
    Oglądałeś go ze swoją matką?
  29. 4 punkty
    kurwa @jasonx, piszesz w spoilerze o HoC, a spoilerujesz Homeland, zajebiście
  30. 4 punkty
    Niech dodadzą możliwość rozmów motywacyjnych z kibicami wraz z plaskaczem.
  31. 4 punkty
    Ale się pieklicie... To zwykły gest odnoszący się do problemu, który w świecie piłki jest przemilczany. A niektóre komentarze w tonie, jakby im grę zmieniali o 180 stopni.
  32. 4 punkty
    Start - " Napisano 3 Październik 2014 " A dzisiaj trzy lata minęło. Szacun !
  33. 4 punkty
    Odcinek 11 - głupi jednak ma szczęście Papież krótko po rozpadzie Syrii ogłosił krucjatę, której celem było wyzwolenie Grecji. Na szczęście zbrojne starania nei zostały wymierzone w Achaję, a w muzułmańskich władców, a dokładniej w Nikeę. Emilia II zaś liczyła pewnie, że po przywróceniu patriarchy w Konstantynopolu uniknie podejrzeń o przynależność do satanistycznej sekty. Niestety nie udało się zmylić gawiedzi i musiała wstrzymać się z wyrzynaniem ludzi w imię Lucyfera. W Achai pokój trwał dokładnie półtora roku. W końcu oczy królowej spoczęły na Moesii. W niespełna rok padła ona łupem coraz potężniejszego królestwa. Druga połowa tego księstwa należała do muzułman, którzy akurat walczyli między sobą, więc królowa postanowiła zaczekać na wynik tej wojenki. Spokojne generowanie środków na ten podbój trwało troszkę ponad rok. 07.12.952 znana nam rodzina Khudayaridów zdobyła pozostałą część księstwa. W ramach rewanżu za lata stresu i prześladowania wyznawców ortodoksji Achaja ruszyła na północ. Co ważne pozostała część ziem władanych przez ten ród znajdowała się we wschodniej części Turcji. Emilia nie zbierała więc najemników, a spokojnie ze swoją 7 tysięczną armią zbiła lokalne siły wroga (zaledwie 1,5 tysiąca wojowników) i zaczęła spokojnie przejmować kolejne grody w dwóch prowinjach. 08.04.954 islamscy władcy ogłosili Jihad. Ta nowina zaniepokoiła królową Achai, w końcu to ona wraz z królestwem Armenii i zbierającym się z kolan Bizancjum stała na drodze muzułman. Raporty poinformowały o powstaniu islamskiego zakonu Bektashi. Zapowiadało się nadejście ciężkich czasów. Ta nowina tak zestresowała Emilię II, że przegrała w końcu z trądem. Zmarła 17.05.954 roku mając 50 lat, stając się jednocześnie najwybitniejszą władczynią Achai w historii. Znacznie zwiększyła potęgę swojego rodu i królestwa. EMILIA II WIELKA (917 - 954) PIOTROS (954 - ) Niech żyje tyran! Władcą w tytule tyrana (despot) zostaje 26 letni syn wielkiej królowej Piotros. Ma starszą o 5 lat siostrę Adelaide i o rok starszą Adriane. Za małżonkę zaś ma 29-letnią kuzynkę Gabriellę. Póki co są rodzicami jednej córki, 5-letniej Emilii. Ah no i raz Gabriella skoczyła w bok i ma też syna Lazarosa, mającego teraz 10 lat. Oczywiście Piotros nawet nie rozważa uznania go. Sam tyran to hojny, skromny i miły mężczyzna. Ma cyniczne i paranoiczne podejście do świata, ale mimo tego jest sprawiedliwy co często wyraża dzięki temu, że jest wygadany. Ah no i cierpi na depresję od czasu gdy odkrył, że jego matka to satanistka. Wojna, którą odziedziczył wraz z dużym królestwem była daleka od rozstrzygnięcia. Wojska schodziły własnie z pokładów okrętów w Turcji ruszając przez Armenię na tereny Khudayaridów. Przjejęcie korony władcy Achai dodało Piotrosowi skrzydeł w sypialni, gdyż krótko po jej przejęcie w ciążę zaszła Gabriella. A 18.01.955 urodził się Alexander. Pół roku później zaś Achaja ostatecznie wygrała długą wojnę ze znienawidzonym rodem Khudayaridów. Podczas rozmów pokojowych tyran Achai zapewnił nieletniego jeszcze sułtana, że krwawa vendetta dopiero się rozpoczyna między Burakodopulos, a Khudayarid.
  34. 4 punkty
    Odcinek 10 - Emilia II Wielka czyli dobra zmiana Czasy gdy Achają panowała Emilia II były dość wybuchowe. Ot w przeciągu roku drugi raz zbuntowała się mniejszość religijna ikonoklastów. 5 tysięcy zbrojnych mogłoby zrobić wrażenie, gdyby nie to, że królowa lekką ręką zebrała dwukrotnie większe siły. Sprawę utrudniło państwo Hashimidów, które wyrwało się w czasie dekandencji Abbasid i ruszyło z nami na wojnę. Rękawicę rzucili Grekom w czasie bitwy z ikonoklastami. Zginęło 3 tysiące buntowników i ledwie 400 zbrojnych Achai. Lider buntu został wygnany z kraju. Doradcy sugerowali ścięcie go, ale Emilia II miała zbyt dobre serce i nie posłuchała rady. Co ważne na głowie miała ważniejszy problem niż kłotnia z doradcami. Armia 7 tysięcy zbrojnych płynęła w stronę Koryntu. Rozstawili się oni nawet z maszynami oblężniczymi pod naszą stolicą. Wojska dowodzone przez marszałka szybko jednak zawędrowały na miejsce i wraz z najemnymi osiągnęły rozmiar 11 tysięcy zbrojnych. Krwawa bitwa pod Koryntem to chyba największe starcie w okolicy stolicy Achai. Najeźdźcy zostali rozgromieni i po roku wojna zostaje zakończona. 9 miesięcy trwał pokój. Syria postanowiła pokusić się o odbicie prowincji Dyrrachion. Spłukana finansowo Achaja zmobilizowała tylko wojska krajowe, bez najemników. 8 tysięcy wojsk stanęło pod chorągwią kraju władanego przez Burakodopulosów. W tym czasie jakieś małe ścierwo również wypowiedziało wojnę Achai, ale jak się miało okazać nigdy nie zagrozili Grekom. Za to Syria z początko przegrywała wojnę. Wysyłane osobno wojska w sile 2-4 tysięcy dostawały łomot. Aż na wschodnich prowincjach zawitała 22 tysięczna armia. Zrobiła to tak sprawnie, że główna część wojsk Achai została przez nich złapana i rozgromiona. Przeżył co piąty wojownik. Pozostało poddać się i oddać Dyrrachion wrogom, zanim wykrwawiliby Emilię doszczętnie. Ile trwał pokój? 3 miesiące! Theodoros, hrabia Demetrias postanowił postawić ultimatum królowej - Gavelkind albo wojna. Emilia II nie dała sobie w kaszę dmuchać! Charakter zahartował jej fakt, że musiała zacząć nosić maskę, gdyż jej twarz po prostu rozpadała się przez trąd. Mimo tego trzymała się nieźle. Królowa sprzedała szybko kilku jeńców i ze wsparciem najemników zebrała siły nieznacznie przewyższające buntowników. Do tego rywal okazał się kompletnym amatorem. Podzielił swoją 9 tysięczną armię na dwie i marszałek królowej po prostu zmiażdżył oba korpusy jeden po drugim. Walki trwały ponad rok, ale ostatecznie udało się stłumić rebelię. Theodoros stracił swe lenna. A trędowata królowa otrzymała przydomek Wielka. Wydawało się, że na wyrost. Ale ta jednak z czasem udowodniła, że zasłużyła na ten tytuł. 08.09.940 roku Syria zaangażowana była w dwie spore wojny. Emilia II wyczuła więc okazję na odbicie Dyrrachionu. Do tego wciągnęła w wojnę islamskich władców pojedynczych baronii w swych granicach. Szybki przemarsz sporych wojsk przez kolejne prowincje sprawił, że po półtora roku Achaja odzyskała Dyrrachion i kilka baronii i miast. I znowu 7 miesięcy ledwie trwał pokój. Doradcy Emilii słusznie zauważyli, że Syria zaangażowała się w wojnę na drugim końcu swego imperium. Władczyni znowu sprzedała jeńców i ruszyła na wojnę o Kretę. Zebrała 20 tysięcy zbrojnych i w niespełna rok znowu poszerzyła domenę swego kraju. A 18.09.943 nastąpiła historyczna chwila. Pierwszy raz od 857 roku, po prawie wieku królestwo doczekało się pełnoletniego następcy tronu. Tak Piotros osiągnął 16 lat i zapowiadał się na poprawnego władcę. Emilia odetchnęła z ulgą, ale zaczęło jej lekko odwalać. Wyraziła chęć dołączenia do kultu Lucyfera. Podobno powodem tego było nagłe zniknięcie Phokasa, męża królowej. Dwa lata kultyści Szatana weryfikowali kandydaturę królowej Achai, aż w końcu przyjęli ją w swe szeregi. Bardzo szybko królowa zaczęła zwiększać swą moc kolejnymi ofiarami dla czarnego pana. Ot zginął na przykład jeden z wasali pojmany w buncie Theodorosa. Kult szatana świetnie służył Emilii. Dostała od niego najwspanialszy prezent, jaki mógłby sobie wyobrazić jakikolwiek władca Grecji w tych czasach. Dekadencja dopadła Khudayarid i Syria rozpadła się niczym kolejne serca przebijane ku czci Lucyfera. A Emilia momentalnie ruszyła na wojnę o księstwo Adrianopolis. Bez nudnych szczegółów po prawie roku wojna z małym państewkiem została wygrana. Królowa dała sobie pół roku na wylizanie ran i ruszyła po wymarzony cel jej świętej pamięci matki Adelaide. Całkiem spore państwo Nikaea władało Tracją, której stolicą był Konstantynopol. 20.08.947 Achaja wypowiedziała świętą wojnę o tą prowincję. Z furią ruszyła z wojskami i dwóch latach wygrała wojnę. Konstantynopol znajdował się pod władzą religii Shia. Najpierw jednak królowa wypełniła marzenie swej zmarłej matki: Dwa miesiące później królowa postanowiła przenieść stolicę z Koryntu do Konstantynopolu. Dodajmy, że uczestniczenie w obrzędach ku czci Szatana zostawiało spore piętno na duszy i osobowości królowej.
  35. 4 punkty
    Ty no, ale myślisz że jak ludzie oglądają jak nie na żywo? W TV też jest na żywo z tego co pamiętam? A jak ktoś ogląda w TV to nie może przeżywać, płakać po meczu czy cieszyć się? Wasza radość czy smutek są większe i bardziej prawdziwe, bo daliście 20zł za bilet? No kurwa proszę Cię...
  36. 4 punkty
  37. 4 punkty
  38. 4 punkty
    Wisława Sprawiedliwa (1266-1307) W ciągu pierwszych dziesięciu lat rządów Wisława Sprawiedliwa utrzymywła się przy władzy, choć wybuchły dwa poważne bunty, z których drugi, Bończy Śląskiego niemal mnie złamał. Ale nie złamał, walną zasługę mają w tym najemnicy, spore ilości pieniędzy odziedziczone po Stanisławie II naprawdę pomagają Przy okazji, dopiero wtedy odkryłem, że uwięzionemu rebeliantowi można odebrać tytuły należące de iure do władcy bez żadnych negatywnych reperkusji. Mega Szczególnie ucierpiał na tym król Polski August I, który nierozsądnie poprowadził swych wasali do pierwszego z buntów. Już nie jest królem Polski, nie ma nawet żadnego hrabstwa, ostało mu się grzanie przy kominku wyszogrodzkiego zamku. Wszystko to otrzymał mój najstarszy syn Krystyn, jego i mój głos elektorski na razie zapewnia mu właśnie polską sukcesję. Przy okazji, Wisława trochę powojowała i poza granicami Imperium. Skorzystała przede wszystkim na tym, że Kaganat Tartarski po śmierci swego wybitnego władcy Dokuma Mądrego wszedł w fazę ostrej dekompozycji która trwa już ponad dekadę. Ciągłe wojny domowe sprawiły, że Wenedowie skubnęli co nieco z tartarskich włości: księstwo riazańskie oraz pięć prowincji mołdawskich, dzięki czemu wenedyjskie dzieci będą mogły spędzać wczasy nad Morzem Czarnym. Te obfite łupy bardzo mi się przydały, niemal wszyscy nie siedzący w lochach baronowie Imperium coś tam dostali, więc miałem jak na kobietę stosunkowo wysokie słupki poparcia. Przy okazji, wyrwałem też Saksonii Meklemburgię, dokładnie w tych samych okolicznościach (w Saksonii od wieeeelu już lat trwa wojna domowa). BTW, zza morza dotarły mnie wieści o walkach Azteków z Inkami... Ci ostatni dysponują bronią palną W roku 1288 Wisława Sprawiedliwa pracowicie tworzyła agresywne, mordercze monstrum. Przeciwników wykańczała w szybkich, chirurgicznych atakach, jeśli tak można nazwać przemarsze 150000 głodnych krwi mężczyzn. Upokorzyła Bawarię, Tartarię i Ilchanat. Do lochów trafił co drugi z jej lenników. Zastanawiała się nad podbojem Bizancjum (ma claima, a jakże). May God have mercy on her soul. Polityka europejska stała się monodramem. W 1299 roku liczyłem się tylko ja. Wisława Sprawiedliwa dominuje do tego stopnia, że gdy papież Mikołaj II ogłosił krucjatę węgierską (przeciw Ilchanatowi), to po mojej akcesji nie dołączył się nikt więcej. W ostatnich latach poszerzyłem też terytoria wenedyjskie nad Morzem Czarnym, trochę też powalczyłem z desperatami z własnego podwórka pragnącymi niepodległości. Może jednak będzie jeszcze ciekawie. Miałem trzech synów, dwóch starszych (Krystyn i Doman) nienawidzi się nawzajem. Drugim zagrożeniem była rosnąca w zawrotnym tempie potęga Sułtanatu Egiptu (ma już prawie całą północną Afrykę, Lewant i Anatolię). Po trzecie, przypomniałem sobie, że czeka mnie jeszcze trzecie uderzenie mongolskie, gdzieś tam za horyzontem czai się Timur Kulawy... Nie bałem się już za to Azteków, po przyjęciu katolicyzmu zaprzestali polityki agresji i skoncentrowali się na obronie swoich dotychczasowych zdobyczy. Rozwój imperium wyhamował. Miałem już tylko dwóch tengryjskich sąsiadów (Ilchanat i Tartarię), więc kończyły się łatwe motywy rozpoczynania wojen. Powoli likwidowane były ich enklawy, wdarłem się też do posiadanej przez Mongołów Słowenii. Z monarchiami chrześcijańskimi tak łatwo nie ma, potrzeba żmudnego tworzenia claimów Przejąłem kawałek Austrii, wdarłem się na wyspy duńskie, utworzyłem wreszcie własną, złożoną z trzech prowincji enklawę w burgundzkiej Prowansji. W trakcie tego mozolnego rozpychania się w Europie zmarła niestety Wisława Sprawiedliwa, jedna z najwybitniejszych władczyń tego sejwa.
  39. 4 punkty
  40. 4 punkty
    STANISŁAW I (II) (1236-1239) W 1239 roku imperator Stanisław I zmarł nagle, pozostawiając mnie w nieutulonym żalu. To, że nie dorobił się żadnego przydomka uważam za czysty skandal, zarobił ponad 12000 punktów, stworzył imperium, na sam koniec dorzucając jeszcze do tego koronę Norwegii. Kolejny znakomity monarcha z rzędu. STANISŁAW II (III) WIELKI (1239-1266) Jego jedyny syn Stanisław II niestety był bardzo mierny, chociaż nie tragiczny. Niemal zakończył podbijanie księstw norweskich, przyłączył Moskwę i zwasalizował Gniewosza Sandomierskiego. Niestety, na razie płodzi jedynie córki (dwie), co bardzo nie podoba się jego wasalom. Mam obecnie dziesięć opozycyjnych frakcji! Na szczęście żadna nie ma na razie siły większej, niż 40 procent... Generalnie, rozbudowuję armię zawodową (obecnie liczy 6000 wojów) i gromadzę pieniądze (3500 złota), gdyż na horyzoncie mam chmury mroczniejsze niż jakiś tam bunt feudałów. Ilchanat w 1246 roku podbił Złotą Ordę i przyjął zreformowane tengri, co czyni mnie oczywistym celem następnej inwazji. Jest rok 1248, według statystyk Mongołowie mogą wystawić 220000 żołnierzy. Ja dokładnie 100000 mniej... Ilchan Gughlug zaatakował już 1 lutego 1248... ale go rozbiłem Bez żadnej wielkiej bitwy zresztą, moją taktykę zilustruje obrazek: Centrum Ilchanatu jest po prostu tak daleko, że zanim dotarły do mnie te setki tysięcy koczowników ja zmobilizowałem dzięki zasobności portfela coś koło 30000 najemników i od razu rzuciłem ich do zajętych przez Ilchanat Węgier. Następnie taki młot zaczął zdobywać szturmem mongolskie miasta, gdy zaś najemnicy zaczęli się wykrwawiać, to docierać na miejsce zaczęły chorągwie lenne. W efekcie w listopadzie tego samego roku warscore dobił do 100%, a sił głównych Gughluga nie było chyba nawet jeszcze w Europie. Pozwoliłem sobie nawet na luksus zignorowania opcji białego pokoju, Ilchanat musiał zaakceptować pełną kapitulację Imperator Stanisław II nie był wybitnym władcą, ale po ojcu odziedziczył mechanizm który na razie działałby nawet pod przywództwem w miarę sprytnego orangutana. Jest rok 1254, trzy lata temu odparłem niespodziewany atak Tartarii, dwa lata temu wchłonąłem Trondelag (ostatni bastion normańskiej religii w Skandynawii), a przed chwilą odbiłem Skanię Bawarii (Niemcy byli tam już ponad 100 lat, wystarczy). W sumie jednak bardziej niż wojnami zajmuję się teraz polityką rodzinną. Pod tym względem Stanisław II nie ma wiele szczęścia. Jeden z jego dwóch braci, Marcin, nie zadowolił się korzystnym ożenkiem z królową Burgundii. Gdy do Krakowa doszły wieści o tym, że Marcin gromadzi siły do najazdu, uruchomiłem asasynów i stałem się bratobójcą. Z bratem młodszym (Augustem) musiałem zadziałać inaczej. Prawdziwym źródłem kłopotów była tym razem moja małżonka Konstancja, księżniczka Konstancja. Pomimo wyraźnych sugestii, że chcę syna, ta złośliwie urodziła mi dwie córki, Wisławę i Stanisławę. Żeński następca tronu działa na nerwy moim wasalom, a poza tym sprawia, że po śmierci Stanisława wymknie mi się z rąk jedna korona... oczywiście ta polska. Chodzi o to, że jeszcze Stanisław I zmienił w Polsce prawo dziedziczenia na monarchię elekcyjną... i teraz nie mogę wskazać kobiety jako mego nominata. Efekt: wskazałem najmłodszego brata Augusta. Mam tylko nadzieję, że w związku z moim cesarskim statusem August pozostanie moim lennikiem, takiej sytuacji jeszcze nie testowałem. Jeszcze jedno. Do wybrzeży atlantyckich zaczęli przybywać dziwacy chcący kupować rzeczy za kolorowe pióra. Ekstra Łaska tłumu na pstrym koniu jeździ. Stanisław II był tak naprawdę bladym cieniem wybitnego ojca, a już w ogóle ciężko porównać go z Jolantą Kulawą czy Bolesławem Gruby, ale to jego poddani zaczęli nazywać Wielkim. Oczywiście, miał osiągnięcia, ale Wenedia dokonała ich raczej pomimo Stanisława Wielkiego, nie dzięki niemu. Zajęta została ostatnia niewenedyjska prowincja Skandynawii, należący do Duńczyków Halland. Perm stracił na naszą rzecz swoje cztery skrajne prowincje. Tartaria straciła Rugię, która niczym cierń ciągle tkwiła w centrum wenedyjskiego terytorium. Najcięższe wojny Stanisława II Wielkiego to jednak konflikty z innymi imperiami. Pierwszy wybuchł o Smyrnę. Smyrna była wenedyjską (właściwie początkowo szwedzką) prowincją od 1224 roku, od czasów króla Stanisława II (imperatora Stanisława I), odziedziczył ją dzięki polityce matrymonialnej Walentyniana Mądrego. Rządząca obecnie Bizancjum Aikaterine Wielka postanowiła wreszcie odzyskać Smyrnę. Przez chwilę zastanawiałem się, czy w ogóle o nią walczyć, ale syndrom psa ogrodnika był silniejszy. Wojna była ciężka, bo przerzucanie moich sił na drugi koniec świata powodowało, że nie mogłem liczyć na szybkie reagowanie na kryzysowe sytuacje, tym niemniej jednak grecki atak został odparty. Potem stało się coś, czego się trochę wstydzę, ale wstyd ten przerzucam na Stanisława Wielkiego 6 I 1264 roku wojnę wypowiedział mi Ilchanat. Wiecie, na jaką pokusę wystawiła mnie opcja autosave? Uległem jej. Stanisław skumał się z grupą alchemików, cofnął czas do 1 stycznia i sam wypowiedział wojnę Mongołom (nawiasem mówiąc, to jednak trochę absurdalne, że w wojnie obronnej nie można nic zajmować). Wojna była megaciężka. Najgorsze jest to, że w walce z Mongołami ciągle muszę mieć przewagę liczebną, bo ich konni łucznicy naprawdę robią różnicę. A przewaga liczebna w wojnie z Ilchanatem to niełatwa sprawa Ostatecznie jednak udało mi się osaczyć ich 70-tysięczną armię moją 100-tysięczną... i to był koniec. Potem już tylko błyskawiczne zdobywanie miast i nabijanie warscora zanim nadjedzie drugi rzut koczowników. Zdobyłem cztery prowincje w centrum dawnych Węgier, z Nitrą na czele. Pojawili się Aztekowie. Odbili połowę prowincji Hiszpanii, podbili większość Francji i obecnie z powodzeniem odpierają napór niezbyt udanej krucjaty papieża Mikołaja II. To naprawdę zabawny dodatek W 1266 roku Stanisław II Wielki odszedł, nie doczekując się upragnionego syna. Nowym imperatorem Wenedii stała się Wisława Sprawiedliwa, nowym, podporządkowanym jej królem Polski jej kuzyn August. Większość wasali jest wściekła. Znowu będzie ciekawie...
  41. 3 punkty
    Jak rząd mówi, że obniży jakiś podatek, to znaczy, że wprowadzi trzy inne bokiem, gdy nie będziesz patrzył.
  42. 3 punkty
    W 916 roku Detrich uznał, że w związku z zakończeniem ostatnich wojen może już sobie pozwolić na zakończenie sojuszu z Brabancją, który przywiązywał go małżeństwem do królowej Sanne, która nieprzypadkowo nosiła przydomek Niewierna. Urodziła właśnie już drugiego bękarta... a co najciekawsze, poprzedniego własnoręcznie zabiła, przez co Detrich poczuł się nieco nieswojo. Papież Klemens III pozwolił na anulowanie małżeństwa. Niedługo niestety nacieszył się małżonką numer 2. Usurbike była cichym geniuszem pochodzącym z Protobułgarów, szczególnie biegła była w dziedzinie kontrwywiadu. Zbyt biegła... Komuś przeszkadzały jej talenty, więc dwa lata później zginęła w zamachu. Tym kimś był Wszebor z Wołogoszczy, co zwiastowało rozłam wśród solidarnych dotąd Tulkaionidów. W roku, w którym król odtrącił swą pierwszą małżonkę rozpoczęła się rebelia Hanusa Palownika. Ten arcywróg linii Wojciecha Apostoła popełnił błąd polegający na zbyt mocnym obnoszeniu się z planem zamordowania połowy Przemyślidów, co dało monarsze dogodny pretekst do aresztowania tego psychopaty z Meklemburgii. Hanus zdołał co prawda zmasakrować zbrojnych, którzy mieli go pojmać, ale wojny domowej która wtedy wybuchła nie miał szans wygrać. W 917 roku kompletnie osamotniony Palownik skapitulował przed siłami królewskimi i wylądował w lochu. Nie był to jednak koniec rebelii. Detrich nie był szczególnie popularny wśród możnych Czech i Pomorza. Samego Hanusa chyba nikt nie żałował, inną sprawą była jednak afera związana z seniorem linii lombardzkiej Kunikiem Nieudolnym, księciem pomorskim. Detrich aresztował go, po czym... odebrał mu tytuł książęcy, budząc tym wściekłość Rady i arystokracji. Do nikogo nie trafiał argument, że bez tego księstwo pomorskie po śmierci Kunika oderwałoby się od monarchii odziedziczone przez Sławomira Diabła. Uruchomiło to kolejne niepokoje. Kilka tygodni po złamaniu buntu Palownika, sztandar rebelii podniósł hrabia lubuski Sobiesław, wsparty jeszcze przez Jirika z Anhaltu. Bunt został stłumiony do 918 roku, a Jirik przypłacił go życiem... ale w tym samym roku rozpoczęło się kolejne powstanie. Tym razem wyzwanie królowi rzucił Wiktoryn z Witkowiców. Wsparł go Wszebor Wołogoski, przerażony ujawnieniem jego udziału w mordzie na królewskiej małżonce. Do września następnego roku było jednak po buncie: króla wsparli szwajcarscy najemnicy i zawsze wierny sojusznik, Ricchar III z Frankonii. Obaj rebelianci przypłacili to utratą przejętych przez króla tytułów... i uwięzieniem oczywiście. Detrich zastanawiał się nad egzekucją Wszebora, ale... ostatecznie nie chciał dawać opozycji kolejnego męczennika. Bo pozycja nadal istniała. Jej ośrodkiem stał się teraz Kunik Nieudolny, wypuszczony podczas Buntu Sobiesława z więzienia za sowity okup (za który wynajęto szwajcarskich najmitów). Kunikowi w rękach pozostał tytuł księcia Miśni... ale on nadal marzył o Pomorzu. Poza tym, król był na tyle niepopularny, że niektórzy pomorscy panowie zaczęli szeptać o koronie dla uwięzionego Palownika... Zaiste, krótka jest ludzka pamięć...
  43. 3 punkty
    @Meler @me_who @z0nk @Feanor @Gacek @Profesor Tadam !!!
  44. 3 punkty
    OOTP18 za dulara https://www.humblebundle.com/strategy-sim-bundle @me_who, @Ingenting
  45. 3 punkty
    (regencja) Lorcán mac Colla z Connacht (786-794) Colla mac Fergus na wychodku śmierci na pewno przeklinał swoje niezdecydowanie, przez które owoce jego panowania poszły się chędożyć w krzaki; zamiast potęgi zachodu Irlandii, zafundował mu potencjalny bratobójczy konflikt. Lorcán przez osiem lat nie miał absolutnie nic do powiedzenia. Po trzech miesiącach zamieszania, kiedy to opiekę nad nim sprawowało tyluż regentów, sytuacja w Connacht/Ossory ustabilizowała się na tyle, że można było zacząć myśleć o przyszłości. Niestety starszyzna Munsteru skutecznie odwodziła Fergusa od zawiązania sojuszu ze starszym bratem, co mogłoby dać nadzieję na szybki podbój południa wyspy w perspektywie następnej dekady. A wypadało się spieszyć, gdyż nie dość, że Piktowie w serii brutalnych podbojów zjednoczyli prawie całą Szkocję, ale też z północy kontynentu napływały niepotwierdzone jeszcze wieści o okrętach o smoczych łbach, pojawiających się coraz częściej u wybrzeży północno-zachodniej Europy. Jako że doradców Lorcána interesował własny dobrobyt, nie zaś dobro państwa, sprzeciwiali się jakomkolwiek próbom poszerzenia granic domeny poprzez podbój. Słono przyszło im za to zapłacić. W 790 zupełnie nieoczekiwanie w Breiffny wybuchła rewolta, na czele której stanął charyzmatyczny Allbrend Ua Conchobair, lider heretyckiego ruchu fraticellich, który dla realizacji swoich celów zgromadził sześciotysięczną armię. Młody Fachtna mac Donnachad nie był w stanie się oprzeć tej nawałnicy, która następnie zalała też sąsiednie Kildare i pomiędzy domenami Lorcána wyrósł niespodziewanie arcygroźny sąsiad. Lorcán miał jednakowoż mnóstwo szczęścia, gdyż od fanatyków nie należy oczekiwać rozsądku, i Allbrend niezwłocznie poprowadził heretycką krucjatę przeciwko Thomond. Doradcy Fergusa nie byli głupcami, momentalnie zaręczyli nieletniego władcę z córką władcy Gwened i niebawem do wojny włączyły się wojska walijskie i bretońskie, a także oportunistycznie nastawieni wodzowie z północy Irlandii. Lorcán mógł tylko bezsilnie zaciskać pięści, podczas gdy wielotysięczne armie na nowo wykreślały granice irlandzkich terytoriów. Heretycy nie mieli prawa oprzeć się zjednoczonej potędze celtyckich władców. Breiffny uległo jako pierwsze, przechodząc pod władanie Augaire mac Flanna, wasala Flanna mac Congalacha z Dublina, który tym samym postawił pierwszy krok ku zdominowaniu polityki wewnątrzirlandzkiej. Allbrend jakimś cudem zdołał porozumieć się z oblegającymi go wrogami i pewną klęskę (-97%) przekuł w sukces, jakim było utrzymanie władzy w Kildare. I tak oto Lorcán doczekał pełnoletności, lecz obejmując władzę w Connacht i Ossory był w fatalnej sytuacji. Jego domeny rozdzielało dublińskie Breiffny oraz heretyckie Kildare, a najpotężniejszym władcą w Irlandii był jego brat Fergus, kontrolujący cały Munster i cieszący się poparciem Walijczyków oraz Bretończyków. Tron królewski w tej sytuacji wydawał się co najwyżej mrzonką.
  46. 3 punkty
    Colla "Przyjazny" mac Fergus z Connacht (775-786) Colla miał w momencie objęcia tronu 43 lata, dwie córki i ujemny prestiż, o stanie finansów nie wspominając. Flairthi był jego kuzynem, na którym wygasła linia potomków Domnailla mac Cellacha, a że sprawy między nimi układały się dobrze, od samego początku przygotowywany był do roli lidera Connachtu. Niestety jego żona, Bretonka z niskiego rodu Tanetbiu, władzę wodzowską przyjęła jako afrodyzjak i błyskawicznie spłodziła nie jednego, a dwóch synów, Lorcána i o dwa lata młodszego Fergusa. To oznaczało, że na zasadzie gavelkindu terytoria zdobyte jeszcze przez Flairthiego miały się rozleźć na dwie strony Irlandii, i ta kwestia spędzała Colli sen z powiek aż do śmierci. Zastanawiał się nawet nad straceniem Fergusa, ale ostatecznie zabrakło mu zimnej krwi. Aby odpokutować złe myśli, wstąpił do zakonu dominikanów i od tej pory knowania ograniczył do nieprzepadających za nim biskupów. Przez całe pięć lat panował pokój i urodzaj, dzięki któremu Colla uzyskał przydomek Przyjaznego. Gdy to się stało, momentalnie sięgnął po sfabrykowane w międzyczasie prawo do ostatniej wolnej prowincji Munsteru, Ormond, i dzięki przytłaczającej przewadze liczebnej zagarnął ją w 782 roku, mimo iż wojna spustoszyła także i jego terytoria. Gdyby jeszcze dysponował większymi funduszami, utworzenie księstwa Munsteru rozwiązałoby mu kwestię dziedziczenia, jednakże jego kościelni wasale woleli płacić świętopietrze. Ręka skrytobójcy miała to zmienić, ale spiski posuwały się w ślimaczym tempie. Kolejna zdobycz terytorialna była efektem krótkowzroczności wodza Ossory, Tóima Snámy, który w 786 roku sfałszował list od św. Patryka, z którego wynikało, że Connacht na wieki należeć miał do jego dynastii. To posunięcie było błędem, gdyż Colla miał od dawna w skarbcu list od św. Patryka o zaskakująco przeciwnej treści, zaś jego większą autentyczność poświadczała trzykrotna przewaga Connachtu w zbrojnych. Wojna była szybka, łatwa i przyjemna, Ossory po paru miesiącach powróciło do macierzy, ale to chyba w trakcie kampanii Colla nabawił się dyzenterii i mimo nacierania ropuchami, zaleconego przez nadwornego medyka, 21 grudnia 786 roku wyzionął, a raczej wysrał ducha w dworskiej wygódce. Spośród jego dwóch synów ośmioletni Lorcán oprócz rodzinnego Connachtu odziedziczył też Ossory, zaś sześcioletniemu Fergusowi w udziale przypadły wszystkie trzy prowincje Munsteru.
  47. 3 punkty
    Tu większość może mieć krzywe skojarzenia, jeśli pada słowo z przedrostkiem Ikon- Stąd może być taka zagwozdka.
  48. 3 punkty
  49. 3 punkty
    Część IV.I (798 - ) Król Bobby Z Bożej Łaski Król Sommerset, Książe Kornwalii, Earl Wessex, Wilshire, Devon i Surrey Wyznaczony na regenta zostaje Earl Robin, następnie inny regent, Burmistrz Eastmund z Ilchester. Czeka Króla dziewięć lat regencji. Wojna z rebeliantami kończy się z powodu pojmania w bitwie wodza rebelii Uthera. Król Bobby zostaje zaręczony z najstarszą córką Robina, byłego regenta. W 802 roku rozpoczynamy wojnę o Kornwalię. Wygrywamy w 804 roku, niestety Earlem zostaje mój wuj Withread. W dniu 18.07.807 r. Król Bobby rozpoczyna samodzielne rządy i tworzy tytuł Księcia Kornwalii. Dzień później żeni się z Hextildą Hood, córką Earla Robina. W dniu 20.02.808 r. Król Esmond z Sussex wysuwa roszczenia do hrabstwa Wessex. W dniu 10.07.808 roku rodzi się syn Robin. Imię otrzymał po swoim dziadku. W dniu 06.09.808 roku kończy się wojna o Sussex, oczywiście wygrana. W dniu 26.06.810 r. wprowadzono średni autorytet koronny. Drzewo genealogiczne: Mapa:
  50. 3 punkty
    Ale co to jest za wchodzenie piłkarzom do szatni. Wypierdalać. W Łodzi też jeden cwaniaczek się po ostatnim meczu wyjazdowym zamachnął na któregoś z piłkarzy i gdyby się nie uchylił to by wyłapał plaskacza. Wczoraj piłkarze nie poszli podziękować kibicom pod trybuny tylko zostali na środku i teraz wielki lament ludzi honoru, że piłkarzyki pajacyki. Ja rozumiem, że można się wkurwić na zawodników, zwłaszcza na Widzewie, gdzie są jak pączki w maśle. Przewyższają organizacyjnie i kadrowo o lata świetlne całą ligę, a grają piach jak grali, ale to nie powód, żeby chcieć dać komuś po ryju...
×