Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 24.09.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. 22 punktów
    W imieniu ModTeamu jak i całej społeczności forum, chciałbym podziękować użytkownikowi @wwosik za bezinteresowne wspieranie Forum CM od wielu lat poprzez samodzielne opłacanie domeny. Jednocześnie chciałbym oficjalnie przyznać mu status Przyjaciela CMF dożywotnio, co powinno być dość oczywiste Szczypta historii - wwosik jako pierwszy zarejestrował domenę forumcm.net (w 2000 roku?) i do tej pory pozostaje ona na jego koncie. Dziękujemy @wwosik
  2. 10 punktów
  3. 8 punktów
    Ekhm, jestem trochę zawstydzony, ale dziękuję serdecznie.
  4. 7 punktów
    W dniu dzisiejszym przed KRS został wezwany sędzia Tuleya celem jego przesłuchania - w nieznanym mi charakterze, gdyż wezwano go na przesłuchanie w sprawie prowadzonego wobec niego postępowania dyscyplinarnego, a słuchają go w innej sprawie, szczegółów na ten moment brak, gdyż odmówiono mu prawa do korzystania z pomocy pełnomocnika - choć nawet zakładając, że jest przesłuchiwany w charakterze świadka to takie prawo winien posiadać, nie mówiąc już o roli obwinionego. Zgrabnie to podsumował Jacek Dubois, który miał być jego pełnomocnikiem - to standardy gorsze od tych ze stanu wojennego. Równolegle NSA wstrzymało (zgodnie z prawem) uprawnienie prezydenta do powołania nowych sędziów Sądu Najwyższego, ale prezydent uznał, że nie chce mu się stosować do prawa i zamierza ich zaprzysiąc. W PRL przynajmniej były jasne zasady. Może i niesłuszne, ale jasne. To wszystko niebezpiecznie szybko zmierza ku powtórzeniu konkluzji z połowy lat 40 - działania władzy są bezprawne i niemoralne, więc należy odejść od litery prawa, skoro ta nie wystarcza do pociągnięcia ich do odpowiedzialności. Inaczej mówiąc - jeżeli władza porzuca fundament państwa jakim jest prawo rzymskie i stosuje w praktyce standardy wschodnie, może powinna zostać osądzona w myśl przyjętych przez siebie standardów, jeśli prawo rzymskie nie wystarcza. Paradoksalnie cała sytuacja zmierza ku temu, by dać solidny argument przeciwnikom okrągłego stołu - być może gdyby wtedy ostro rozprawiono się z przeciwnikami demokracji, teraz PiS jako niszczyciele demokracji nie mieliby tej odwagi we wprowadzaniu totalitaryzmu w Polsce. Być może też trzeba z tego wyciągnąć wnioski na przyszłość, gdyby jakimś cudem nie sfałszowano kolejnych wyborów i udało się przejąć władzę demokratycznej opozycji.
  5. 7 punktów
    A ja w Trzynastym Posterunku.
  6. 6 punktów
    Lekko się wczoraj uśmiechnąłem sam do siebie, jak użytkownik kolega od wykopów i gazobetonu szanowny @jmk "bronił się" i zdjęcia zrobionego swojej... jajecznicy tym (żart oczywiście ) : Ja mam jeszcze bardziej budżetowy telefon chwilowo i coś tam nim lubię robić. Strzelę jakąś tam fotkę (najczęściej/zazwyczaj), są to widoczki, a później mam gotowe tapetki. Nie pamiętam już kiedy jakąś pobrałem na kompa. Wiem, że nie ma czym się chwalić, ale wrzucam parę zdjęć: Na koniec dopiszę czym robione: ano tymczasowym telefonem myPhone Prime (tak, tak, nie AjPhon ).
  7. 6 punktów
    "Sprawdzam" To nie ma znaczenia. Ważne jest to, czy jest rażąca dysproporcja między wartością zysków licencjobiorcy a korzyściami licencjodawcy. Jakby nie patrzeć - jest, skoro branża od lat heheszkuje sobie z tego. To, że chcieli mu zaproponować % z udziałów nie ma znaczenia - po pierwsze miał wszelkie prawo nie spodziewać się takiego boomu technologii oraz popularności uniwersum, a po drugie i tak nie znamy wysokości % w zyskach, jaką mu proponowali, może i ta propozycja była nieadekwatna? Renoma cyklu za granicą nie ma znaczenia dla zasadności roszczenia. To, że w hipotetycznej Zambii nikt nigdy nie słyszał o Marvelu przed wejściem do kin Kapitana Ameryki nie powinno pozbawiać twórców komiksów prawa do zysków z biletów w zambijskich kinach. Sapkowski zresztą miał prawo nie spodziewać się takiej popularności zagranicą - ileż w końcu było haseł dekadę temu i wstecz, że jego książki są zbyt mocno osadzone w polskich realiach, zbyt trudne do przetłumaczenia, by zyskały popularność na zachodzie? Zresztą klapa poprzednich prób ekranizacji i egranizacji uniwersum spowodowała, że nie mógł za dużo żądać. Owszem, ma to wpływ na wysokość - Redzi mogą się bronić tym, że to oni osadzili Wiedźmina w medium umożliwiającym jego popularyzację, ale z drugiej strony Sapkowski może się co najmniej równie skutecznie bronić tym, że właśnie na tym polega licencja - bierzesz coś z książki i przenosisz na srebrny ekran czy do komputera. Argument bez znaczenia w toku postępowania. Podsumowując: jeśli Sapkowski wydoił Netflixa na konkretne pieniądze za serial, to ma doskonałą podkładkę do udowodnienia Redom ile ta licencja jest realnie warta i ile więcej powinien był za nią dostać - a bez znaczenia jest tu fakt, że bez sukcesu gier CDP tego serialu by nie było. Na koniec fragment artykułu w temacie: Niech każdy się zastanowi - zwłaszcza biorąc pod uwagę wieloletnie heheszki z Sapkowskiego jakie to grosze on zarobił na tej licencji - czy roszczenie Sapkowskiego odpowiada powyższemu. Moim zdaniem tak, bo z jednej strony mamy starego, ekscentrycznego pisarza nie znającego medium i skrzywdzonego wcześniejszymi nieudanymi eksperymentami na jego twórczości, a z drugiej młodych deweloperów dysponujących najnowszymi narzędziami i mających dobre rozeznanie w realiach.
  8. 6 punktów
    "Kler" W. Smarzowskiego. Wróciłem właśnie z kina. I jakkolwiek trailer był beznadziejnie głupi i sugerujący, że będzie to dzieło w stylu Vegi to jednak zachęciły mnie pozytywne recenzje i przekonanie, że Smarzowski to jednak nie Vega. Zauważyłem dziwną tendencję, że ludzie piszący o tym firmie czują się w obowiązku poinformować jaki jest ich stosunek do Kościoła (Saramonowicz zachęca przypominając, że sam był molestowany przez księdza, Korwin-Piotrowska zachęca wyznając, że nie chodziła na religię ale podobały się jej sukienki komunijne). Myślę jednak, że bez względu na to jaki się ma stosunek do instytucji Kościoła to "Kler" jest po prostu dobrym filmem, zrobionym z dużym wyczuciem, raczej nie nastawionym na skandal a na pokazanie ludzi, którzy z takich czy innych powodów założyli sutanny ale to nie znaczy, że dzięki temu stali się innymi ludźmi. Są takimi samymi ludźmi jak ich parafianie, politycy i bandyci, z którymi robią interesy. Największe wrażenie robi Jakubik - moim zdaniem zagrał genialnie. Zresztą wszyscy aktorzy na wysokim poziomie. Bardzo dobre i ważne kino.
  9. 5 punktów
    Post powyżej to klasyczny przykład jak rozpoznać słomianego wdowca
  10. 5 punktów
    Na prośbę @Reaper wrzucam podsumowanie naszej tegorocznej majówki po włoskiej Ligurii. Naszym celem było Finale Ligure – jedno z najważniejszych miejsc na wspinaczkowej mapie Europy. Dojazd i logistyka Na miejsce pojechaliśmy samochodami. Z Wrocławia to ok 1400km, które zajęło nam po 14 godzin w każdą ze stron. Podróż była dość męcząca, po części dlatego, że oprócz całego szpeju wspinaczkowego zabieraliśmy też rowery. Jechaliśmy z Wrocławia przez Drezno, Norymbergę, Monachium, Innsbruck, Bolzano i Piacenzę. Pamiętajmy, że podrózując autem potrzebujemy winietę na przejazd austriackimi autostradami (8 eur za 10 dni), a autostrady we Włoszech są dość drogie. Nas przejazd przez włoskie autostrady wyniósł w sumie (w obie strony) chyba coś ok 60 eur. Po okolicy podróżowaliśmy również własnymi samochodami. Drogi są w nienajgorszym stanie. Należy jednak uważać, bo wystarczy oddalić się o 5 km od wybrzeża i już jesteśmy w górach, gdzie drogi, z wyłączeniem autostrady, są raczej wąskie i kręte. Renoma włoskich kierowców też jest znana, więc uważać trzeba podwójnie. Zwłaszcza zachować zasadę ograniczonego zaufania, bo Włosi mają gdzieś używanie kierunkowskazów i włączanie świateł nawet po zmroku. Osobna kwestia to uwaga na rowerzystów, ale im poświęcę osobny akapit. Jak się okazuje, Liguria to mekka dla rowerzystów. I tych wyczynowych, na których czeka masa single-tracków i tych cywilnych, którzy też znajdą dla siebie wiele ciekawych tras. Jest gdzie się zmęczyć, jest co pozwiedzać z roweru. Dla ambitnych jest trasa rowerem z Finale Ligure do Monaco – ok 115 km w jedną stronę Można próbować łączyć wycieczki rowerowe z podróżą pociągiem i np pojechać rowerem do Monaco, a wrócić stamtąd pociągiem. Ceny biletu w jedną stronę to ok 15 eur. Czas przejazdu – ok 2h15m. Uważajmy jednak, bo po okolicy rowerzystów jeździ całe mnóstwo. Ponieważ podróż autem jest długa i męcząca, warto rozważyć podróż samolotem i wynajem auta na miejscu. Najbliższe lotnisko to Nicea po stronie francuskiej, a po włoskiej mamy chociażby Mediolan, Bergamo, Turyn, Wenecję i Weronę. Nocleg Ogarnialiśmy przez booking.com i ostatecznie wynajęlismy dwa mieszkania w miejscowości Borgio położonej dosłownie o 5 minut jazdy samochodem od Finale Ligure. Dlaczego Borgio? Bo w okolicy nie było już sensownych wolnych dostępnych mieszkań. A szukaliśmy noclegu dla 13 osób, więc to nie taka prosta sprawa. Ostatecznie wynajęliśmy dwa mieszkania oddalone od siebie o 3 minuty drogi. Za wynajem płaciliśmy coś ok 50 zł za osobonoc. Mieszkania w niezłym standardzie. Na wyposażeniu cały sprzęt kuchenny. Nasze mieszkanie miało ponadto duży balkon, na którym spokojnie można było rozwiesić dwa hamaki i jeszcze było wolne miejsce. A z balkonu widok na morze Wyżywienie Co do kuchni – większość posiłków przygotowywaliśmy sami. Ceny produktów nieco tylko droższe niż w Polsce, dlatego jak najbardziej opłaca się gotować samemu. Spokojnie obiad dla 6 osób można było ogarnąć za 15 eur, więc wychodziło po 2,5-3 eur za obiad na osobę. A ile przy okazji przy tym frajdy W samym Borgio są przynajmniej dwa większe markety, w Finale chyba trzy. Należy uważać, bo sklepy mają dość dziwne godziny otwarcia i np market w którym robiliśmy zakupy w Borgio był np w środy czynny dopiero od 10. W Ligurii jak najbardziej obowiązuje pojęcie sjesty, choć dotyczy ono chyba tylko dużych sklepów i miejsc typu urzędy / banki. Gastronomia jest otwarta w większości przez cały czas. Próbowaliśmy też specjałów lokalnej gastronomii, ale bez szału. Restauracji w Borgio było niewiele i w zasadzie gdy już jedliśmy na mieście, to stołowaliśmy się w tej samej. Cena za pizzę, makaron czy tortelini oscyluje w granicach 10-14 eur za danie. Nieco droższe były dania z owoców morza (kalmary, ośmiornice, krewetki), sięgające nawet 18-20 eur. Piwo w restauracji – 4 eur. Podejrzewam, że ceny w Finale Ligure mogą być odrobinę wyższe. Warto bedąc we Włoszech namówić się na tutejsze lody. Te w Finale były znakomite. Podobnie jak te, które jedliśmy w Pietra Ligure. Alkohole W Ligurii trudno o dobre piwo. Brakuje takowego zarówno w sklepach, jak i w pubach. Multitapów nie uświadczyliśmy. O mocniejszy alkohol też trudno, a gdy już znajdziemy to jest dość drogi. Ale Włochy to przede wszystkim wino. Gustowaliśmy głównie w różnych rodzajach frisantino oraz klasycznych winach. Nienajgorsze w smaku wino można dostać już za 3-4 eur za litr. Nieco lepsze nawet już za 6-7. Atrakcje Co do zobaczenia w okolicy? W samym Finale na pewno starówka i wzgórze z zamkiem, z którego jest fantastyczny widok na okolicę. Nadmorskie promenady i fantastyczna plaża też zachwycają. Nieco dalej mamy Pietra Ligure i Loano z piekną mariną. Dalej w tym kierunku możemy podjechać aż do Genui, której pewnie nikomu nie trzeba reklamować. W przeciwnym kierunku mamy przede wszystkim całe francuskie Lazurowe Wybrzeże: Monaco, Cannes, Nicea, itp, a po włoskiej stronie choćby San Remo. Tak jak pisałem wczesniej – warto rozważyć podróż pociągiem. Bilet w obie strony z Finale do Monaco to ok 25 eur. Warto pojechać do Monaco chociażby po to, żeby zobaczyć te jachty, z których każdy jest wart pewnie więcej niż pół Warszawy Z bardziej aktywnych form spędzania wolnego czasu na pewno wspomniany już rower. Ponadto wspinaczka sportowa, via ferraty, trekkingi w Alpach Liguryjskich. Nie są to góry nadzwyczaj wysokie, osiągają max ok 2500m npm i są raczej dostepne dla przeciętnego turysty. Pełna relacja na moim blogu: http://marek.skowronscy.com/majowkowy-rozwspin-finale-ligure-2018/ Zdjęcia: https://photos.app.goo.gl/xPA8cyBERJq0ISG42
  11. 5 punktów
    Co daje Wlochom odpuszczenie nam meczu?
  12. 5 punktów
    W temacie Bojacka muszę powiedzieć, że odcinek z jego przemówieniem jest arcy-kurwa-mistrzowski, to jest cholerne 11/10 i jedna z najlepszych rzeczy, jakie widziałem w serialach czy filmach. W ogóle ten nowy sezon jest moim zdaniem najlepszy z dotychczasowych.
  13. 4 punkty
    Oczywiście, że nie było miejsca na jakąkolwiek gablotę. Zawodnicy przekazują sobie puchary do przechowania, każdy na jeden dzień. Jak przychodzi piątek, wszyscy grają w makao, a zwycięzca zachowuje trofea na cały weekend. W finale nie zagrają: --- Carvajal – Tornadijo, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado, Kabangu – Aranburu Real zaczął od mocnego uderzenia. Już w 3. minucie z piłką w naszym polu karnym znalazł się Ismael, ale Carvajal znakomicie poradził sobie z jego technicznym uderzeniem. Dalsza część gry to wzajemne badanie rywala, wszystkie strzały były blokowane. Nagle jednak Kabangu z łatwością ograł Ruzickę, minął Bakkera i posłał piłkę do pustej bramki, 1:0! Reszta pierwszej połowy nie przyniosła niczego ciekawego. Kibice oglądali albo uderzenia na poprzeczką, albo łatwe strzały prosto w bramkarzy. Pierwsze minuty po przerwie nie przyniosły spodziewanych emocji. Jedyną dobrą okazję zmarnował Aranburu, ale i tak był wówczas na spalonym. W 55. minucie błyskawicznie wyszliśmy z kontrą, Kabangu dośrodkował w pole karne, tam do piłki dopadł Aranburu, ale piłka po jego strzale trafiła w słupek! W międzyczasie „Królewscy” musieli dokonać 2 zmian z powodu kontuzji, przez co nie do końca kleiła im się gra. Widać to było w 69. minucie, kiedy to kompletnie nie wyszła im pułapka ofsajdowa. Aranburu znalazł się sam na sam z Bakkerem i tym razem się nie pomylił, umieścił piłkę w siatce, 2:0! W ostatnim kwadransie Real pokusił się o jeszcze jeden zryw. W wyniku tego do świetnych sytuacji doszli Meijer, Mbiyavanga, Ismael oraz Silva, ale każdy z nich uderzył wprost w Carvajala. Wówczas jasne już było, że Real nic dziś nie ugra. Po 3 minutach doliczonego czasu gry sędzia zakończył spotkanie i w ręce naszego kapitana trafił puchar Ligi Mistrzów! UEFA Champions League, finał, 24.5.2036 Stade Vélodrome, 67 354 widzów Anento – R. Madrid, 2:0 20’ Grace Kabangu 69’ Igor Aranburu -Gratulacje za ten fantastyczny sezon. Potrójna korona, coś niesamowitego! -Zgadza się, to przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Przeszliśmy do historii, zdobywając 3 puchary, choć nie dawano nam szans w jakichkolwiek rozgrywkach. No, być może dawano bardzo małe. -Który z tych tytułów smakuje najlepiej? Który było najtrudniej zdobyć? -Ciężko wskazać jeden. Liga była szalenie wymagająca, bo nie jest łatwo po 38 kolejkach znajdować się jednocześnie nad Realem, Barceloną i Atlético. Dodajmy do tego Sevillę i Athletic, które również należy zaliczyć do czołówki. Jeśli chodzi o puchar, mieliśmy najtrudniejszą drogę z możliwych, bo musieliśmy pokonać Atlético, Real i Barcelonę, a to zawsze jest trudne zadanie. W Champions League nie było wcale łatwiej, do samego końca musieliśmy drżeć o awans w pojedynkach z Lille i Marsylią. W dodatku pokonaliśmy Chelsea i Real, czyli najbardziej utytułowany w klub w ostatnich latach i najbardziej utytułowany klub w historii rozgrywek. Nikt nam więc nic nie podarował. Na pewno La Liga i Champions League smakują wyjątkowo, bo zdobyliśmy je po raz pierwszy. -Co zadecydowało o waszych sukcesach? -Bardzo dużo rzeczy. Należy zacząć od umiejętnej rotacji składem. Grali niemal wszyscy, każdy był potrzebny. Często było tak, że w lidze grali zmiennicy. W wyniku tego Igor Aranburu nie mógł walczyć o tytuł króla strzelców, a jestem w 100% przekonany, że by go zdobył. Musimy też pamiętać o naszym bramkarzu, który wszystkich zaskoczył. Nie było idealnie, ale chłopak ma 17 lat i spisał się lepiej niż wszyscy przewidywali. To, co jednak zadecydowało, to piekielnie mocna ofensywa. W obronie bywało różnie, ale atak mieliśmy nieziemski, po prostu czasem byliśmy dosłownie nie do zatrzymania. -Czego można teraz oczekiwać? Co możecie zrobić, aby przyszły sezon był jeszcze lepszy? -Cóż, osiągnięciem, jakiego jeszcze nie mamy jest sześć pucharów w jednym sezonie, teraz drużyna będzie mieć na to szansę… ale już beze mnie. Przed sezonem powiedziałem sobie, że bez względu na wszystko, będzie on moim ostatnim. Nie tylko w Anento, w całej trenerskiej karierze. Uważam, że osiągnąłem z drużyną wszystko, co tylko mogłem, to było maksimum. Czuję się na siłach, aby prowadzić inny zespół, ale nie zamierzam tego robić z szacunku do Anento. -Czy to jest ostateczna decyzja? -Zdania już nie zmienię. 22 lata temu objąłem Anento po prostu jako pasjonat piłki, a spójrzmy, gdzie jesteśmy teraz, występuję na konferencji prasowej po wygraniu Champions League, nie mogłem wymarzyć sobie piękniejszego zakończenia wspaniałej kariery. Nie byłoby jednak tego wszystkiego, gdyby nie wszyscy piłkarze, którzy w tym czasie grali w klubie. Nie ze wszystkimi dogadywałem się idealnie, ale każdemu chciałbym podziękować, to samo tyczy się sztabu trenerskiego. Zostawiam klub jako jeden z najlepszych na całym świecie. Chłopaki mają potencjał, aby osiągnąć jeszcze więcej i będę im w tym kibicować ze wszystkich sił. Czas usunąć się w cień i pozwolić komuś innemu prowadzić ten zespół, bo to czysta przyjemność. Jeszcze raz dziękuję wszystkim za tę przygodę życia. Tak oto kończy się moja era w Anento. 1 023 spotkania, 561 wygranych, 257 remisów i 205 porażek. Liga Mistrzów, Liga Europy, mistrzostwo Hiszpanii, 2 Puchary Króla, Superpuchar Hiszpanii i Superpuchar Europy. 22 lata temu klub bez jakiejkolwiek infrastruktury, teraz najlepszy klub w Europie, a może i na świecie. Tak więc kolejna kariera dobiegła końca, tym razem w wersji hiszpańskiej. Dzięki wszystkim za dobre słowa, które były dla mnie dużą motywacją, bez Was ten opek nigdy nie zostałby doprowadzony do końca. Przepraszam za różne zastoje, bo trochę ich było i mam nadzieję, że podczas czytania bawiliście się równie dobrze jak ja podczas rozgrywania tych wszystkich spotkań. Planuję niebawem ruszyć z czymś nowym, postaram się, aby było na nieco wyższym poziomie literackim, bo jestem w pełni świadom, że trochę to u mnie kuleje. Na razie nic więcej nie zdradzę poza tym, że – jak zwykle – będzie nieco hardcorowo. Tak więc jeszcze raz dzięki i do zobaczenia niebawem.
  14. 4 punkty
    A sleeping homeless man received a blowjob from a stranger (male) at night in the streets of Budapest. The police is looking for the unknown man right know, and he got the name "Kőbányai Szopófantom" (meaning "Sucking phantom of Kőbánya") from the press. Faktycznie, nie było w polskich mediach
  15. 4 punkty
    Pewnie to obiecana przez Jakiego kolejna stacja metra
  16. 4 punkty
    Pięcioro forumowiczów zamieszkuje pięć różnych domów podczas zlotu, które są pomalowane w pięć różnych kolorów. Wszyscy są smakoszami pięciu różnych potraw i piją pięć różnych napojów. Każdy ma odmienne hobby. 1. @jmk zamieszkuje pierwszy dom 2. @ajerkoniak mieszka w czerwonym domu. 3. Zielony dom znajduje się bezpośrednio po lewej stronie domu białego. 4. @Vami pija piwo. 5. Smakosz rozwodnionej jajecznicy mieszka obok fana Football Managera. 6. Mieszkaniec żółtego domu uwielbia steki. 7. @Keith Flint jada kebaby. 8. Mieszkaniec środkowego domu pija wino. 9. Smakosz rozwodnionej jajecznicy ma sąsiada, który pija wódkę. 10. Smakosz hamburgerów gra w FIFA 19. 11. @Reaper nie zmienia butów. 12. @jmk mieszka obok niebieskiego domu. 13. Miłośnik kina mieszka obok żółtego domu. 14. Smakosz ogonów wołowych pija nutrii drinki. 15. W zielonym domu pija się whisky. Domy ustawione są w jednej linii (1-2-3-4-5), a określenie "po lewej stronie" w punkcie 3. dotyczy lewej strony z perspektywy naprzeciw tych domów (tj. dom o numerze n jest bezpośrednio po lewej stronie domu n+1). Pytanie: który z forumowiczów kolekcjonuje kolorowe skarpetki?
  17. 4 punkty
    Ja nawet pamiętam, że w zeszłym tygodniu też był piątek.
  18. 4 punkty
    Ten temat się cyklicznie pojawia na Reddicie i uważam, że to jest najlepsze co można tam przeczytać regularnie - ludzie z całego świata wrzucają informacje o tym co najważniejszego się obecnie dzieje w ich kraju. To są takie rzeczy, o których się nie słyszy w polskich mediach, więc naprawdę mega ciekawe - od rzeczy zabawnych, przez tragiczne. Nie tylko polityka, ale warto poczytać:
  19. 4 punkty
    Trzy fazy zachodu słońca Samsung Galaxy S9+ Wysłane z mojego SM-G965F przy użyciu Tapatalka
  20. 4 punkty
    No chyba ominąłeś właśnie ostatnie parę lat bo Jakubik w tym czasie wyrósł na jednego z lepszych polskich aktorów
  21. 4 punkty
    W finale nie zagrają: Diego – kontuzja (3-12 dni), Douglas Reis – kontuzja (2 dni), Rodrigo Tornadijo – zawieszenie (1 mecz) Carvajal – Trefilov, Amellal, Laguardia, Ballina – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado, Kabangu – Aranburu Finał nie mógł się dla nas rozpocząć lepiej, bo już po 20 sekundach rozmontowaliśmy obronę rywali i z bliska do siatki trafił Sishuba, 1:0! 5 minut później wyrównać mógł Scietti, ale w dobrej sytuacji uderzył wysoko nad poprzeczką. Po kwadransie gry świetną piłkę dostał Aranburu, ale jego strzał był za słaby i golkiper Barcelony nie miał problemów z interwencją. Chwilę później Igor znów doszedł do sytuacji, ale znów przegrał pojedynek z bramkarzem, tym razem jednak nie mogliśmy mieć do niego pretensji, to była parada najwyższej światowej klasy. W pierwszej połowie rywale nie potrafili nam zagrozić. My natomiast stworzyliśmy dwie znakomite sytuacje, ale ponownie golkiper Barcelony okazał się lepszy, tym razem od Maldonado i znowu Aranburu. Blaugrana zaczęła drugą część gry od zdecydowanego ataku. Już 5 minut po wznowieniu gry Scietti otrzymał podanie na 2 metry przed naszą bramką, ale Carvajal rzucił mu się pod nogi i tym samym zablokował strzał. Odpowiedzieliśmy znakomicie rozegranym rzutem wolnym. Osei zamienił dośrodkowanie na bramkę, ale sędzia słusznie dopatrzył się spalonego. Kilka minut później Carvajal wybronił mocny strzał Sciettiego. Minęło kilka minut i Włoch musiał opuścić boisko z powodu kontuzji. Problem w tym, że Barcelona nie miała już możliwych zmian, więc resztę meczu grała w osłabieniu. Na kwadrans przed końcem w znakomitej sytuacji znalazł się Aranburu, ale mając przed sobą jedynie bramkarza, uderzył obok słupka. Osłabiona Barcelona nie mogła już nam zagrozić. Sędzia zakończył spotkanie i chwilę później w ręce naszego kapitana trafił drugi w historii Puchar Króla! Copa del Rey, finał, 19.4.2036 Nuevo Mestalla, 75 000 widzów Anento – Barcelona, 1:0 1’ Khanyiso Sishuba
  22. 4 punkty
    Nie wiem jak was, ale mnie przekonali
  23. 3 punkty
    Z tym Feno to dojebałeś xD Ale jasne, zrobię to.
  24. 3 punkty
    Dobre czasy nastały dla Spider-Mana wygląda to genialnie, a oryginalny Parker jest tak bardzo Parkerowy
  25. 3 punkty
    III Grzmot ustał. Echo przeszło. Można było wracać do rozmowy. Dzieciakom lekko świeciły się oczy z przejęcia. Historie opowiadane przez Macieja ich czarowały, dziś dodatkowego uroku sprawie dodawała zbliżająca się burza. Taki klimat z dreszczykiem się chyba wytworzył. — Dla przypomnienia: w 2017 roku, po spadku do najniższej ligi, zarząd klubu podjął decyzję o zwolnieniu Stephena Hatfielda. Ja miałem trochę stresa, że przyjdzie nowy trener i będę zmuszony szukać nowej pracy. — orzekł człowiek w fotelu. — Ale pewnie pan został. I nie szukał nowej pracy! — radośnie zakomunikowało któreś z dzieci z trzeciego rządku. — Po kolei, mały. — pokiwał palcem — Dwa dni temu mówiłem wam, że jako asystent Hatfielda czułem się trochę winny fatalnych wyników, które uzyskiwaliśmy jako drużyna. Co prawda między tamtym trenerem a piłkarzami oraz pracownikami dochodziło do wielu starć. Niepotrzebnych oczywiście. — Do starć? Takich jak u nas czasami? Tam za ogrodzeniem? — zapytał maluch. — Nie. Zdecydowanie nie. Na szczęście, do żadnej walki nie dochodziło. Tak się mówi, jak ludzie się kłócą. — Maciej wytłumaczył opacznie zrozumiane słowo. — Ahaa. — maluch albo zrozumiał albo udał, że zrozumiał. — Nieważne, zostawmy ten temat. Sporo osób się pokłóciło, zespół grał beznadziejnie. Zajęliśmy przedostatnie miejsce. Ugraliśmy tylko 10 punktów, czyli wygraliśmy przez cały sezon tylko dwa razy i 4 razy zremisowaliśmy. Istna katastrofa. W tym momencie w salce rozbrzmiało małe buczenie i wyraz smutku w postaci: — Uuu! Opowiadający podniósł rękę w geście uspokojenia i prawił dalej: — Czasem tak bywa. Nie idzie, jak chcemy, bo nic się nie zazębia. Tam też tak było. I kończąc wątek: Hatfield został zwolniony, właściciel klubu nie mógł znaleźć nowej osoby, która by mu pasowała i chciała do naszego klubu dołączyć. Nie oszukujmy się! To był naprawdę zaścianek europejskiej piłki! Powiedzmy, że najlepszym drużynom nadamy 5 gwiazdek reputacji. To nasza by miała wtedy jakieś pół gwiazdki albo jedną trzecią. Taka miernota. — sam do siebie się lekko uśmiechnął — Po paru rozmowach z prezesem dogadałem się, iż to mi dana będzie szansa prowadzenia drużyny. Od razu pojawiły się nieśmiałe oklaski i westchnienie ulgi u małych słuchaczy, dało się też słyszeć: — Brawo! Wiedziałem, że tak będzie! Siwowłosy tym razem uśmiechnął się już bardziej. Dla niego to było wspomnienie dawnego życia, dawnego świata, czegoś, co miał, przeżywał i był poniekąd dumny z tego w głębi serca. Dla zebranych tu to była ciekawa historyjka, coś do posłuchania, do oderwania się od szarej rzeczywistości i zmagań codziennych z siłami natury. Lub jak niektórzy mawiali- niekoniecznie to były siły natury, a czegoś nadprzyrodzonego. — Tak o to zostałem głównym trenerem klubu, który został założony w 1970 roku. Naszym stadionem był Donegal Celtic Park. Pomieścić on mógł ponad 5300 widzów, z czego miejsc siedzących było 2650. To wszystko wyglądało bardzo skromnie… — Boisko wyglądał dużo lepiej od tego naszego? — przerwał Max. — Zdecydowanie nie. — odpowiedział z pewnością — No, może murawa była trochę równiejsza. No i była trybuna. Prawie taka jak nasza ławeczka. Tu zebrani się zaczęli śmiać. Ci starsi rzecz jasna. Oni pamiętali wygląd prawdziwych boisk, stadionów, spotkać na żywo, meczów w telewizji oraz internecie pokazywanych. — Byłem bardzo szczęśliwy z otrzymanej szansy. Znałem to miejsce, znałem ludzi z klubu, piłkarzy, kibiców Było mi łatwiej, nie wchodziłem w nowe środowisko. Może niektórzy byli nastawieni do mojej nowej roli trochę sceptycznie, ale bez przesady. Kilku osobom wytłumaczyłem, że miałem już w połowie poprzedniego sezonu pomysł na grę tej drużyny, na poprawę niektórych aspektów funkcjonowania zespołu. Niestety, główny szef miał swoją wizję. I wyszło, jak wyszło. Jeden z mężczyzn stojących pod ścianą podniósł rękę, jakby się zgłaszał do odpowiedzi. Maciej skinął mu głową na znak, że słucha. — A jaką drużynę pan prowadził? Nazwa nie padła jeszcze! — Nie, samej nazwy jeszcze nie podałem. — spokojnie odpowiedział — Klub ten nosił nazwę Donegal Celtic FC. Irlandia Północna, tamtejsza trzecia liga. Dalszy wywód Macieja przerwał dzwon, głośny i wyraźny, gdyż kościół znajdował się dosłownie kilkanaście kroków dalej. Dzieci westchnęły z niezadowoleniem. I to mocnym. Wiedziały, że dzisiejszy dzień dobiega końca. Teraz czekał ich tylko powrót do domu i siedzenie w czterech ścianach. Dorośli powoli zaczęli zbierać maluch, ażeby je poodprowadzać. Kilku mężczyzn skinęło na pożegnanie głowami w stronę Maćka. Odpowiedział im skinieniem i podniesioną dłonią. Westchnął pod nosem, powolnymi krokami za całą resztą zaczął schodzi na dół. Wyszedł przed bibliotekę, wciągnął głęboko powietrze. To pachniało dokładnie jak… powietrze przed burzą. Duża ilość ozonu. – przypomniał sobie.
×