Skocz do zawartości
Rozpoczynamy kolejny cykl wyborczy. Można już nominować użytkowników, którzy powinni znaleźć się w XIV kadencji ModTeamu.
TEMAT Z NOMINACJAMI

Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 10.10.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. 5 punktów
    W dniu dzisiejszym przed KRS został wezwany sędzia Tuleya celem jego przesłuchania - w nieznanym mi charakterze, gdyż wezwano go na przesłuchanie w sprawie prowadzonego wobec niego postępowania dyscyplinarnego, a słuchają go w innej sprawie, szczegółów na ten moment brak, gdyż odmówiono mu prawa do korzystania z pomocy pełnomocnika - choć nawet zakładając, że jest przesłuchiwany w charakterze świadka to takie prawo winien posiadać, nie mówiąc już o roli obwinionego. Zgrabnie to podsumował Jacek Dubois, który miał być jego pełnomocnikiem - to standardy gorsze od tych ze stanu wojennego. Równolegle NSA wstrzymało (zgodnie z prawem) uprawnienie prezydenta do powołania nowych sędziów Sądu Najwyższego, ale prezydent uznał, że nie chce mu się stosować do prawa i zamierza ich zaprzysiąc. W PRL przynajmniej były jasne zasady. Może i niesłuszne, ale jasne. To wszystko niebezpiecznie szybko zmierza ku powtórzeniu konkluzji z połowy lat 40 - działania władzy są bezprawne i niemoralne, więc należy odejść od litery prawa, skoro ta nie wystarcza do pociągnięcia ich do odpowiedzialności. Inaczej mówiąc - jeżeli władza porzuca fundament państwa jakim jest prawo rzymskie i stosuje w praktyce standardy wschodnie, może powinna zostać osądzona w myśl przyjętych przez siebie standardów, jeśli prawo rzymskie nie wystarcza. Paradoksalnie cała sytuacja zmierza ku temu, by dać solidny argument przeciwnikom okrągłego stołu - być może gdyby wtedy ostro rozprawiono się z przeciwnikami demokracji, teraz PiS jako niszczyciele demokracji nie mieliby tej odwagi we wprowadzaniu totalitaryzmu w Polsce. Być może też trzeba z tego wyciągnąć wnioski na przyszłość, gdyby jakimś cudem nie sfałszowano kolejnych wyborów i udało się przejąć władzę demokratycznej opozycji.
  2. 4 punkty
    Nie opisywałem, postaram się streścić. My wtedy polecieliśmy za mega grosze - 463 zł za naszą trójkę (w tanich liniach za dziecko się płaci stałą opłatę, w tym przypadku to było chyba 108 zł), w tym koszt zakupu Wizzair Discount Club za 130 zł. Więc wychodzi na to, że dorosłe bilety w dwie strony kosztowały ok. 110 zł od osoby + członkostwo Wizzair Discount Club (przy zakupie 2-3 biletów już się opłaca). Mieszkanie wynajęliśmy na Booking.com za 192 euro na 3 noce. Wzięliśmy większe, bo jechała z nami szwagierka, więc chcieliśmy dwa pokoje. Ostatecznie nam zmienili to mieszkanie, na jednopokojowe, ale w lepszej lokalizacji, ale to temat na osobną historię. Ogólnie - mieszkania raczej nie mam do polecenia. Samochód wzięliśmy Fiat 500, co z fotelikiem na 3 dni wyszło nas 88 euro + 50 euro kaucji, którą zwrócili. Fotelik kosztował pewnie gdzieś 10 euro dziennie, więc pewnie na wynajem musisz mieć odłożone na karcie ok. 100 euro. Wynajmowaliśmy z firmy Autoclick, nic nie oszukali, samochód był w porządku, zgarnęli z lotniska i odwieźli, więc polecam. Jeśli chodzi o auto w samym Bergamo, to musisz pamiętać, że kiepsko się parkuje w samym centrum. Bardzo mało miejsc, dużo z nich jeszcze ma specjalne przeznaczenie tylko dla mieszkańców (różne kolory linii oddzielające miejsca parkingowe), więc musisz o tym pamiętać. Ale jeśli mieszkanie weźmiecie poza centrum, to powinno już być luźniej, jednak i tak zachęcam zajrzeć na Google Maps i popatrzeć na kolory linii itp. O ile w ogóle planujecie auto, które polecam z dwóch powodów - wypad do Wenecji oraz wypad do jeziora Como. Ale po kolei. Samo Bergamo na pewno warto zwiedzić stare miasto, które jest na wzgórzu. Chyba da się tam podejść na piechotę, ale jest kolejka taka linowa, koszt w dwie strony, o ile mnie pamięć nie myli, to chyba ok. 2-3 euro od osoby. Stare miasto, bardzo ładne kościoły, fajny taras widokowy - my bez żadnych przewodników, po prostu spacerek. Później jakiś obiad (pyszna pizza), wieczorem gelatto, później wieczorny spacer jeszcze po ich "rynku", na którym praktycznie mieszkaliśmy. Tak wyglądała nasza trasa, Gelateria La Romano podobno najlepsze lody w mieście, a knajpa Trattoria Caprese też wyczajona w necie, tłumy Włochów, więc lokalsowa, pizza przepyszna (serwują taką "odwróconą" pizzę, wyglądała jak calzone, ale to miał być jakiś północy specjał). Następny dzień wypad do Wenecji, 3-3,5h autostradą, autostrada płatna w jedną stronę 15 euro, o ile mnie Revolut nie okłamuje. W Wenecji ogarnęliśmy parking (nie pamiętam ile, do wyszukania w necie, chyba poniżej 10 euro), stamtąd był bezpośredni tramwaj wodny płynący przez wszystkie kanały i można wyskoczyć w samym środku, na Placu św. Marka. Stamtąd sobie obleźliśmy Wenecję kierując się w stronę parkingu, na który wróciliśmy na piechotę. Knajpa była OK, trochę na uboczu, ale rachunek i tak spory wyszedł. Pewnie można było taniej, ale szwagierka płaciła, bo dzięki mojej radzie dostała sporą podwyżkę w robocie Następnego dnia wybraliśmy się objechać całe jezioro Como. Przecudna trasa, zdecydowanie warto zatrzymać się w samym Como, Menaggio i Varennie, ale po drodze jest dużo więcej klimatycznych miejscowości. Poniżej mapki podrzucam jeszcze dwa zdjęcia z widoczkami na jezioro Como. Ale ostrzegam, że parkowanie w Como i Menaggio nie było łatwe, w Varennie byliśmy dość późno i akurat na dużym parkingu - idealnie na zachód słońca, nawet cebula weszła mocno i nic nie płaciliśmy, bo zatrzymaliśmy się tylko na 20 min Cały album ze zdjęciami: LINK Menaggio Varenna
  3. 3 punkty
    Ale wiesz, że ten sam argument można było wysuwać wobec Idrisa Elby i zarzutów, że Geralt winien być biały, bo przecież po charakteryzacji mógłby nie być czarny? Pliz, przecież tu nie charakteryzacja załatwi robotę, tylko (być może, bo i w to wątpię, to kwestia genów) z dziesięć lat dojrzewania. A już zajebiście ciekaw jestem, jak oddadzą charakteryzacją spojrzenie Yennefer, w którym Geralt nie raz dostrzegał kulawą staruszkę. Mam na myśli grę Michelle Williams z pierwszych sezonów "Jeziora marzeń". Rozumiem, że to zajebiście trudne do odwzorowania, ale tu poszli po prostu na łatwiznę odrzucając - jak widać po jej zdjęciach, nie tylko tym z linku - jej głębię i skupiając się na koleżeńskim charakterze ich relacji. Nie zastanawiałem się nad tym głębiej, ale Profesor może mieć rację pisząc o problemach licealistek przełożonych do uniwersum, "Pretty little liars" w klimacie Wiedźmina. Stąd te czarodziejki wyglądające na 16 lat z Ciri wyglądającą na 13, szybko mogą zacząć mieć te same problemy. Tyle że jak się do tego doda Geralta w takiej obsadzie, to wyjdzie pedofilskie creepy story, a nie ekranizacja wielkiej powieści. Zupełnie poważnie - bardziej do mnie docierała Wolszczak niż ta aktorka, choć ja jej i tak nie hejtowałem od początku.
  4. 2 punkty
    Dwa powody z dzisiaja: 1. What Gacek said. Yennefer i w książce i w grze to dojrzała, piękna kobieta. Grająca ją aktorka ma 21 lat, wygląda na 18. Nie ma cudów we wsi, to się nie mieści w dotychczasowym uniwersum. 2. Zaprezentowanie jako named cast (i) rodziców Ciri i Myszowora (ii) Tissai de Vries oraz dwóch adeptek z Thanedd, na dużą odległość śmierdzi opowieścią o dojrzewaniu i Ciri w Hogwarcie dla nastoletnich wiedźm - w USA to ma duże szanse na chwycenie, ale to jest wątek, którego w uniwersum praktycznie nie ma, a który z dużą pewnością się pojawi w serialu.
  5. 2 punkty
    Libertarianin głosujący na apologetę dyktatury, zwolennika zwiększania uprawnień policji i rycerza krucjaty przeciw gejom (rozumiem, że w imię niższych podatków i szerszego dostępu do broni palnej, wszak trzeba mieć priorytety): to jest prawicowa myśl wolnościowa XXI wieku w pigułce. Nie wiem, skąd Twoje zdziwienie.
  6. 2 punkty
    Oczywiście, że nie było miejsca na jakąkolwiek gablotę. Zawodnicy przekazują sobie puchary do przechowania, każdy na jeden dzień. Jak przychodzi piątek, wszyscy grają w makao, a zwycięzca zachowuje trofea na cały weekend. W finale nie zagrają: --- Carvajal – Tornadijo, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado, Kabangu – Aranburu Real zaczął od mocnego uderzenia. Już w 3. minucie z piłką w naszym polu karnym znalazł się Ismael, ale Carvajal znakomicie poradził sobie z jego technicznym uderzeniem. Dalsza część gry to wzajemne badanie rywala, wszystkie strzały były blokowane. Nagle jednak Kabangu z łatwością ograł Ruzickę, minął Bakkera i posłał piłkę do pustej bramki, 1:0! Reszta pierwszej połowy nie przyniosła niczego ciekawego. Kibice oglądali albo uderzenia na poprzeczką, albo łatwe strzały prosto w bramkarzy. Pierwsze minuty po przerwie nie przyniosły spodziewanych emocji. Jedyną dobrą okazję zmarnował Aranburu, ale i tak był wówczas na spalonym. W 55. minucie błyskawicznie wyszliśmy z kontrą, Kabangu dośrodkował w pole karne, tam do piłki dopadł Aranburu, ale piłka po jego strzale trafiła w słupek! W międzyczasie „Królewscy” musieli dokonać 2 zmian z powodu kontuzji, przez co nie do końca kleiła im się gra. Widać to było w 69. minucie, kiedy to kompletnie nie wyszła im pułapka ofsajdowa. Aranburu znalazł się sam na sam z Bakkerem i tym razem się nie pomylił, umieścił piłkę w siatce, 2:0! W ostatnim kwadransie Real pokusił się o jeszcze jeden zryw. W wyniku tego do świetnych sytuacji doszli Meijer, Mbiyavanga, Ismael oraz Silva, ale każdy z nich uderzył wprost w Carvajala. Wówczas jasne już było, że Real nic dziś nie ugra. Po 3 minutach doliczonego czasu gry sędzia zakończył spotkanie i w ręce naszego kapitana trafił puchar Ligi Mistrzów! UEFA Champions League, finał, 24.5.2036 Stade Vélodrome, 67 354 widzów Anento – R. Madrid, 2:0 20’ Grace Kabangu 69’ Igor Aranburu -Gratulacje za ten fantastyczny sezon. Potrójna korona, coś niesamowitego! -Zgadza się, to przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Przeszliśmy do historii, zdobywając 3 puchary, choć nie dawano nam szans w jakichkolwiek rozgrywkach. No, być może dawano bardzo małe. -Który z tych tytułów smakuje najlepiej? Który było najtrudniej zdobyć? -Ciężko wskazać jeden. Liga była szalenie wymagająca, bo nie jest łatwo po 38 kolejkach znajdować się jednocześnie nad Realem, Barceloną i Atlético. Dodajmy do tego Sevillę i Athletic, które również należy zaliczyć do czołówki. Jeśli chodzi o puchar, mieliśmy najtrudniejszą drogę z możliwych, bo musieliśmy pokonać Atlético, Real i Barcelonę, a to zawsze jest trudne zadanie. W Champions League nie było wcale łatwiej, do samego końca musieliśmy drżeć o awans w pojedynkach z Lille i Marsylią. W dodatku pokonaliśmy Chelsea i Real, czyli najbardziej utytułowany w klub w ostatnich latach i najbardziej utytułowany klub w historii rozgrywek. Nikt nam więc nic nie podarował. Na pewno La Liga i Champions League smakują wyjątkowo, bo zdobyliśmy je po raz pierwszy. -Co zadecydowało o waszych sukcesach? -Bardzo dużo rzeczy. Należy zacząć od umiejętnej rotacji składem. Grali niemal wszyscy, każdy był potrzebny. Często było tak, że w lidze grali zmiennicy. W wyniku tego Igor Aranburu nie mógł walczyć o tytuł króla strzelców, a jestem w 100% przekonany, że by go zdobył. Musimy też pamiętać o naszym bramkarzu, który wszystkich zaskoczył. Nie było idealnie, ale chłopak ma 17 lat i spisał się lepiej niż wszyscy przewidywali. To, co jednak zadecydowało, to piekielnie mocna ofensywa. W obronie bywało różnie, ale atak mieliśmy nieziemski, po prostu czasem byliśmy dosłownie nie do zatrzymania. -Czego można teraz oczekiwać? Co możecie zrobić, aby przyszły sezon był jeszcze lepszy? -Cóż, osiągnięciem, jakiego jeszcze nie mamy jest sześć pucharów w jednym sezonie, teraz drużyna będzie mieć na to szansę… ale już beze mnie. Przed sezonem powiedziałem sobie, że bez względu na wszystko, będzie on moim ostatnim. Nie tylko w Anento, w całej trenerskiej karierze. Uważam, że osiągnąłem z drużyną wszystko, co tylko mogłem, to było maksimum. Czuję się na siłach, aby prowadzić inny zespół, ale nie zamierzam tego robić z szacunku do Anento. -Czy to jest ostateczna decyzja? -Zdania już nie zmienię. 22 lata temu objąłem Anento po prostu jako pasjonat piłki, a spójrzmy, gdzie jesteśmy teraz, występuję na konferencji prasowej po wygraniu Champions League, nie mogłem wymarzyć sobie piękniejszego zakończenia wspaniałej kariery. Nie byłoby jednak tego wszystkiego, gdyby nie wszyscy piłkarze, którzy w tym czasie grali w klubie. Nie ze wszystkimi dogadywałem się idealnie, ale każdemu chciałbym podziękować, to samo tyczy się sztabu trenerskiego. Zostawiam klub jako jeden z najlepszych na całym świecie. Chłopaki mają potencjał, aby osiągnąć jeszcze więcej i będę im w tym kibicować ze wszystkich sił. Czas usunąć się w cień i pozwolić komuś innemu prowadzić ten zespół, bo to czysta przyjemność. Jeszcze raz dziękuję wszystkim za tę przygodę życia. Tak oto kończy się moja era w Anento. 1 023 spotkania, 561 wygranych, 257 remisów i 205 porażek. Liga Mistrzów, Liga Europy, mistrzostwo Hiszpanii, 2 Puchary Króla, Superpuchar Hiszpanii i Superpuchar Europy. 22 lata temu klub bez jakiejkolwiek infrastruktury, teraz najlepszy klub w Europie, a może i na świecie. Tak więc kolejna kariera dobiegła końca, tym razem w wersji hiszpańskiej. Dzięki wszystkim za dobre słowa, które były dla mnie dużą motywacją, bez Was ten opek nigdy nie zostałby doprowadzony do końca. Przepraszam za różne zastoje, bo trochę ich było i mam nadzieję, że podczas czytania bawiliście się równie dobrze jak ja podczas rozgrywania tych wszystkich spotkań. Planuję niebawem ruszyć z czymś nowym, postaram się, aby było na nieco wyższym poziomie literackim, bo jestem w pełni świadom, że trochę to u mnie kuleje. Na razie nic więcej nie zdradzę poza tym, że – jak zwykle – będzie nieco hardcorowo. Tak więc jeszcze raz dzięki i do zobaczenia niebawem.
  7. 2 punkty
    Pewnie to obiecana przez Jakiego kolejna stacja metra
  8. 1 punkt
    Dlatego tu nikt nie rozmawia o aktorce grającej Ciri, więc ten wtręt jest pozbawiony sensu - dokładnie tak jak zbywanie oczywistego niedopasowania czy innego koloru skóry charakteryzacją.
  9. 1 punkt
    Cóż złego w poteoretyzowaniu. Naturalnie mogą zrobić taką charakteryzację, że Yennefer będzie przypominać i samego Sapkowskiego, ale pewnie casting ma też na celu ułatwić zadanie i nie zmuszać przerabiaczy twarzy do bóg wie jak wielkich cudów W każdym razie chyba jeszcze ciężko póki co gdybać, ale gdzieś w dolnych rejonach pleców coś bulgocze mi, że Profesor może mieć rację co do założeń serialu
  10. 1 punkt
    Ad. 1 Która przy pomocy magii utrzymywała figurę 20-latki. Nie jest wskazane jaką ma twarz dokładnie, na pewno nie jest piękna (Yennefer zaś, choć na swój sposób atrakcyjna, za piękność uchodzić nie mogła.) poza tym - nie wiemy jeszcze jak będzie wyglądać po pełnej charakteryzacji. Ad. 2 To bardzo odważna teoria, w sumie niczym nie poparta. Równie dobrze te postacie mogą po prostu wziąć udział w 2-3 odcinkach. Zwłaszcza, że jeszcze trochę ogłoszeń castingowych będzie.
  11. 1 punkt
    To jest Yen, wobec której nawet Geralt tracił śmiałość? Pierwsze wrażenie negatywne.
  12. 1 punkt
    Do Cavilla dołączyły Anya Chalotra jako Yennefer i Freya Allan jako Ciri. Ba, nawet potwierdzono kolejne role:
  13. 1 punkt
    Od komunistów wszystko lepsze, ale liczyłem, że się wstrzyma. Tymczasem w Peru Hitler tryumfuje: https://perureports.com/the-good-hitler-wins-mayoral-seat-over-lenin-in-peruvian-district-yungar/8564/
  14. 1 punkt
    Nie wiedziałem. Dzięki za info
  15. 1 punkt
    Zamulony RAM, jeszcze się wczytuje
  16. 1 punkt
  17. 1 punkt
    O loyalty glitch nie słyszał? Montujesz skład, włączasz mecz z TOTW, kopiesz piłkę, wchodzisz w przetestowanie łącza internetowego w ustawieniach (nie trzeba czekać do końca, wystarczy sekunda i anulowanie - tak żeby tylko rozłączyło z netem na chwilę) i ponawiasz 10 razy.
  18. 1 punkt
    No i czego się jeszcze przyczepicie, lewaki...
  19. 1 punkt
    Ale za to emocje do ostatniej kolejki! W następnym meczu nie zagrają: --- Carvajal – Tornadijo, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado (60’ Vernet), Kabangu – Aranburu LIGA BBVA, 38/38, 18.5.2036 Stadion Miejski, 8 200 widzów Anento [1] – Atlético [5], 7:0 26’ Khanyiso Sishuba 32’ Igor Aranburu 35’ Grace Kabangu 48’ Khanyiso Sishuba 51’ Maclel Maldonado 57’ Igor Aranburu 65’ Grace Kabangu ANENTO MISTRZEM HISZPANII! Zdobywamy tytuł, demolując Atlético! Weszliśmy w ten mecz strasznie naładowani. Od razu wiedziałem, że zdobędziemy dziś mistrzostwo. Los Colchoneros nie mieli chęci do gry, zwłaszcza w obronie. Daliśmy jeden z najlepszych występów w historii klubu, choć zastanawiam się, czy Atlético aby na pewno zrobiło wszystko, aby wygrać ten mecz. W końcu przegrywając sprawili, że ich główny rywal nie zdobył mistrzostwa. Nas to jednak nie obchodzi, na przestrzeni całego sezonu byliśmy zdecydowanie najlepsi i w pełni zasłużenie zdobyliśmy pierwsze mistrzostwo kraju w historii Anento! Tabela na koniec ligi. Ledwo osiągnęliśmy największy sukces w historii klubu, a tu już tydzień później mamy szansę na kolejny, bo czeka nas finał Champions League, naszym przeciwnikiem będzie Real Madryt. Dla nas to – rzecz jasna – pierwszy finał, dla „Królewskich” osiemnasty (do tej pory mają bilans 13-4). Nikt nie wygrał tych rozgrywek więcej razy niż Real. Drużyna ta bez problemu wygrała swoją grupę, zdobywając 16 punktów. W dalszych fazach eliminowała Porto (1:2, 6:0), Juventus (4:2, 2:1) i Tottenham (3:0, 1:1). Na korzyść Realu zdecydowanie przemawia doświadczenie, ale warto zaznaczyć, że w tym sezonie jesteśmy dla niego prawdziwą zmorą. Zdobyliśmy mistrzostwo kraju różnicą 2 punktów i zdeklasowaliśmy ich w półfinale Copa del Rey (4:0, 3:1). Oba zespoły przystąpią do finału w najmocniejszych składach. To będzie już nasza 22. konfrontacja, Real prowadzi 9-5-7 ale trzeba dodać, że nie wygrał z nami już od 7 spotkań (3 remisy, 4 porażki). Finał odbędzie się na Stade Vélodrome, na którym nie tak dawno mierzyliśmy się z Marsylią. Teraz stadion ten będzie neutralnym terenem, choć nie ukrywam, że możemy poczuć się na nim lepiej niż Real, w końcu graliśmy tu niespełna miesiąc temu. Wygrywając Champions League, zdobylibyśmy „potrójną koronę”, co przed sezonem nawet nam się nie śniło. Czas przejść do historii, przed nami bezsprzecznie największy mecz w historii Anento.
  20. 1 punkt
    Ten temat się cyklicznie pojawia na Reddicie i uważam, że to jest najlepsze co można tam przeczytać regularnie - ludzie z całego świata wrzucają informacje o tym co najważniejszego się obecnie dzieje w ich kraju. To są takie rzeczy, o których się nie słyszy w polskich mediach, więc naprawdę mega ciekawe - od rzeczy zabawnych, przez tragiczne. Nie tylko polityka, ale warto poczytać:
  21. 1 punkt
    W finale nie zagrają: Diego – kontuzja (3-12 dni), Douglas Reis – kontuzja (2 dni), Rodrigo Tornadijo – zawieszenie (1 mecz) Carvajal – Trefilov, Amellal, Laguardia, Ballina – Montañés, Osei – Sishuba, Maldonado, Kabangu – Aranburu Finał nie mógł się dla nas rozpocząć lepiej, bo już po 20 sekundach rozmontowaliśmy obronę rywali i z bliska do siatki trafił Sishuba, 1:0! 5 minut później wyrównać mógł Scietti, ale w dobrej sytuacji uderzył wysoko nad poprzeczką. Po kwadransie gry świetną piłkę dostał Aranburu, ale jego strzał był za słaby i golkiper Barcelony nie miał problemów z interwencją. Chwilę później Igor znów doszedł do sytuacji, ale znów przegrał pojedynek z bramkarzem, tym razem jednak nie mogliśmy mieć do niego pretensji, to była parada najwyższej światowej klasy. W pierwszej połowie rywale nie potrafili nam zagrozić. My natomiast stworzyliśmy dwie znakomite sytuacje, ale ponownie golkiper Barcelony okazał się lepszy, tym razem od Maldonado i znowu Aranburu. Blaugrana zaczęła drugą część gry od zdecydowanego ataku. Już 5 minut po wznowieniu gry Scietti otrzymał podanie na 2 metry przed naszą bramką, ale Carvajal rzucił mu się pod nogi i tym samym zablokował strzał. Odpowiedzieliśmy znakomicie rozegranym rzutem wolnym. Osei zamienił dośrodkowanie na bramkę, ale sędzia słusznie dopatrzył się spalonego. Kilka minut później Carvajal wybronił mocny strzał Sciettiego. Minęło kilka minut i Włoch musiał opuścić boisko z powodu kontuzji. Problem w tym, że Barcelona nie miała już możliwych zmian, więc resztę meczu grała w osłabieniu. Na kwadrans przed końcem w znakomitej sytuacji znalazł się Aranburu, ale mając przed sobą jedynie bramkarza, uderzył obok słupka. Osłabiona Barcelona nie mogła już nam zagrozić. Sędzia zakończył spotkanie i chwilę później w ręce naszego kapitana trafił drugi w historii Puchar Króla! Copa del Rey, finał, 19.4.2036 Nuevo Mestalla, 75 000 widzów Anento – Barcelona, 1:0 1’ Khanyiso Sishuba
  22. 1 punkt
    W 1/8 finału Champions League trafiliśmy na Chelsea – zespół, który rok temu wyeliminował nas w ćwierćfinale. Anglicy radzą sobie bardzo dobrze – w lidze ustępują tylko sensacyjnemu Boltonowi, grają w finale Capital One Cup i wciąż są w grze o FA Cup. Jeśli chodzi o Champions League, nazwę tych rozgrywek można zmienić na Chelsea League, bo ostatnie 5 lat dla Anglików to 4 finały (3 wygrane) i półfinał. Do tej pory wygraliśmy z nimi raz, 2-krotnie przegraliśmy i raz padł remis. W następnym meczu nie zagrają: --- Carvajal – Tornadijo, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés (46’ Vernet), Osei – Sishuba, Maldonado, Kabangu – Aranburu UEFA Champions League, 1/8 finału, 1. mecz, 19.2.2036 Stadion Miejski, 8 200 widzów Anento – Chelsea, 3:1 23’ Igor Aranburu 26’ Igor Aranburu 41’ Khanyiso Sishuba 87’ Augustine Nyamsi Wygrywamy w pierwszym spotkaniu, do Londynu udamy się z 2-bramkową zaliczką. Pierwsza połowa wyszła nam znakomicie, po przerwie było nieco gorzej, ale i tak nie możemy narzekać. Szkoda straconej w końcówce bramki, bo może okazać się zabójcza w kontekście dwumeczu, ale i tak jest to dużo lepszy wynik niż przed rokiem, kiedy to zremisowaliśmy u siebie 3:3. Mallorca cały czas balansuje na granicy strefy spadkowej, ale jej aspiracje przed sezonem były zdecydowanie większe. Miała walczyć o puchary, a okazuje się, że nie może być pewna utrzymania. W pierwszym meczu wygraliśmy 3:1. W następnym meczu nie zagrają: --- Carvajal – Tornadijo, Amellal, Laguardia, Reis – Montañés, Osei – Sishuba (61’ Jasiński), Maldonado (61’ Vernet), Kabangu – Aranburu LIGA BBVA, 25/38, 23.2.2036 Stadion Miejski, 8 200 widzów Anento [1] – Mallorca [18], 8:0 1’ Maclel Maldonado 9’ Paul Osei 12’ Grace Kabangu (kar.) 22’ Igor Aranburu 26’ Igor Aranburu 39’ Igor Aranburu (kar.) 64’ Grace Kabangu 74’ Grace Kabangu (kar.) Coś niesamowitego, totalna demolka i najwyższa wygrana w historii klubu. Wbijaliśmy dziś bramkę za bramką, a przy lepszej skuteczności mogliśmy zdobyć drugie tyle. Zmiażdżyliśmy dziś Mallorcę i pokazaliśmy swoją prawdziwą siłę. Od pewnego czasu w lidze grali zmiennicy i czasem nie szło im najlepiej. Dziś wyszliśmy w najmocniejszym ustawieniu i pokazaliśmy, że gdybyśmy nie musieli grać na wielu frontach, tytuł mistrzowski mielibyśmy w kieszeni. Obecnie drugi w tabeli Real Madryt traci do nas 5 punktów.
×