Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 25.04.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. 4 punkty
    Miałem czekać do jutra, ale jednak nie wytrzymałem Otóż, moi drodzy, NIE! Ostatnie rozmowy Rubin Kazań zaproponował mi pieniądze nawet niższe, niż Rosenborg, więc o żadnym kontrakcie nie było mowy. Belgowie z kolei o wiele lepiej podeszli do tematu, ostatecznie zgadzając się na zarobki rzędu 763 tysięcy euro. To ponad dwukrotnie więcej, niż kwota, jaka wpływała na moje konto w Trondheim. System zrodzony w głowie wariata Standard 29 grudnia 2024 roku zajmuje siódme miejsce w tabeli, tracąc do liderującego Club Brugge aż 23 punkty. Realnie patrząc, celujemy w prawo do gry w europejskich pucharach. Droga do tych w Belgii jest niezwykle zawiła... Po zasadniczym sezonie, liczącym 30 spotkań, liga dzieli się na sześciozespołową grupę mistrzowską oraz dwie sześciozespołowe grupy walczące o... europejskie puchary. Automatycznie spada jedynie szesnasty zespół. Ale zaraz... To łącznie daje 19 drużyn, a w lidze jest przecież 16! Nic trudnego dla Belgów! Otóż o europuchary grają także... trzy drużyny z drugiej ligi. Żeby było ciekawiej - te z miejsc 2., 3. i 4.! Mistrz musi zadowolić się nagrodą w postaci awansu. Następnie zwycięzcy obu grup barażowych grają jeszcze drugi baraż o awans do finału, gdzie czeka ich piąty zespół grupy mistrzowskiej. A szósty? Cóż - musi obejść się smakiem - chyba, że wygra Puchar Belgii. Takie to wygibasy się dzieją w tym kraju. Sztab i kadra Drużyna nie miała zbyt wielu specjalistów w sztabie szkoleniowym, a część siedziała tu głównie za nazwisko. Postanowiłem zrobić czystkę i sprowadzić ludzi według mojego klucza. Merytokracja, nie nepotyzm! Następny do zaorania był skład piłkarzy. Na dzień dobry wystawiłem na listę transferową 18 zawodników, którzy nie pasują mi do koncepcji. Gramy po mojemu. Szybkie spojrzenie na zasady, żeby nie utknąć z hordą obcokrajowców na wysokich pensjach w rezerwach, jak w Rosenborgu. Kadra 25 graczy, minimum 8 Belgów, juniorów nie trzeba zgłaszać. Uff - nie tak źle. W Norwegii proporcje był odwrotne, a młodzieżowcy też zajmowali miejsce. Po pierwszym odsiewie pierwszy zespół Standardu wyglądał tak: Bramkarze: 1. Rui Oliveira (22, POR) - były reprezentant portugalskiej młodzieżówki, już piąty sezon na ławce Standardu 16. Arnaud Bodart (26, BEL) - wychowanek, były reprezentant młodzieżówki, od lat pierwszy skład, jeden z trzech liderów szatni, nie do ruszenia Zakupy: brak Obrońcy: 2. Antonio Candela (24, ITA) - bardzo szybki prawy obrońca o żelaznych płucach, robi wiatr, szkoda, że umiejętności ofensywne ma na poziomie trzeciej ligi 3. Malte Amundsen (26, DEN, 5/0) - lewy obrońca reprezentacji Danii, szybki, wytrzymały, potrafiący znakomicie grać do przodu, idealny do mojej taktyki 4. Sebastiaan Kieboom (20, NED) - wypożyczony z Feyenoordu reprezentant holenderskiej młodzieżówki, ma wszystko, by stać się solidnym stoperem, póki co rezerwowy 5. Filip Benković (27, CRO, 4/0) - potężny stoper, doskonały w powietrzu, reprezentant Chorwacji, potrafi też zagrać dobre podanie, czyżby BPD? 19. Mattia Bani (31, ITA) - drugi z liderów szatni, nominalnie prawy obrońca, jednak bardziej widzę go w środku, odbiór, ustawianie się, gra zespołowa - to jego atuty 21. Luka Racić (25, DEN) - uśmiałem się, przecież to defensor, którego musiałem się pozbyć z Rosenborga, bo nie mogłem zarejestrować kolejnego obcokrajowca, silny i odważny 23. Henrik Hovdevik (23, NOR, 9/0) - lewy obrońca reprezentacji Norwegii, silny, odważny i pracowity, jednak drewniany 37. Milan Antić (21, BEL) - prawy obrońca serbskiego pochodzenia sprowadzony z Beerschot, szybki i sprytny, ale bez ciągu na bramkę Zakupy: prawy obrońca w stylu Amundsena Pomocnicy defensywni: 12. Mimito Biai (27, GNB, 47/5) - od odbierania piłki woli podryblować albo zaskoczyć kreatywnym podaniem, zawodnik na pewno nie w stylu przecinaka 13. Fredrik Oldrup Jensen (31, NOR, 3/0) - najstarszy zawodnik pierwszej druzyny, nie imponuje szybkością, jednak ma klasę, opanowanie i wytrzymałość oraz nienaganną technikę i podanie, odbiór niezły 17. Mathis Besnard (20, BEL) - wychowanek, reprezentant młodzieżówki, defensywny tylko nominalnie, superszybki, wytrzymały, obdarzony niesamowitą kreatywnością i podaniem 18. Diego Pyck (22, BEL) - były reprezentant młodzieżówki, właściwie jedyny pomocnik, którego atutem jest odbiór piłki, przy czym nie traci na walorach szybkościowych, fizycznych i technicznych Zakupy: w perspektywie Oldrupa Jensena zastąpi jakiś miejscowy Makelele Pomocnicy ofensywni i skrzydłowi: 7. Michel Simonis (16, BEL) - w wieku 15 lat zdobył 14 goli w drużynie rezerw i zadebiutował w Jupiler Pro League, atomowa szybkość, największy talent w klubie 9. Anaxis Dinsifwa (23, BEL) - bardzo szybki drybler, potrafiący znaleźć się na dogodnej pozycji, w sumie napastnik, ale będzie operował pomiędzy liniami, wychowanek 10. Alessio Zerbin (25, ITA) - trzeci i ostatni z liderów szatni, urodzony schodzący lewy napastnik, świetny drybling, błyskotliwość, szybkość, wytrzymałość, balans, opanowanie, oj będzie strzelał 14. Hugo Bogaerts (20, BEL) - reprezentant młodzieżówki, zrobi wszystko, byle nie kazać mu wracać pod własną bramkę, czeka na linii i dzida do przodu 15. Frans Matagne (21, NED) - odpowiednik Bogaertsa na lewej flance, tylko minimalnie słabszy 39. Necip Oztep (21, TUR) - wychowanek, reprezentant tureckiej młodzieżówki, robi dużo wiatru, jeden z najszybszych w drużynie Zakupy: Nie ma potrzeby Napastnicy: 6. Nicola Dalmonte (27, ITA) - ktoś wmówił mu, że jest prawoskrzydłowym, mi wystarczyło jedno spojrzenie, by wiedzieć, iż będzie to mój wysunięty na szpicę napastnik 11. Bismark Ngissah (26, GHA, 13/11) - zmiennik Dalmonte o podobnej charakterystyce, jednak z jedną wadą - nie potrafi się za bardzo znajdować na dogodnej pozycji Zakupy: W ataku mogą grać też Dinsifwa i Zerbin, więc w razie czego będą jakieś roszady. Zakupów nie przewiduję, chyba, że ktoś odejdzie. Debiut w dniu zatrudnienia De facto pracę zacznę w styczniu, ale już 29. grudnia, w dniu, kiedy podpisałem kontrakt, przyszło mi poprowadzić Standard w wyjazdowej potyczce z Kortrijk. Rywal niezbyt wymagający, ale należy pamiętać, że zawodnicy mają nowe polecenia taktyczne, zupełnie nowy styl gry - no i grają na wyjeździe. Skład Standardu na to spotkanie był następujący: Bodart - Candela, Racić, Benković, Amundsen - Pyck, Besnard (k) - Simons, Dinsifwa, Zerbin - Dalmonte. Od początku przycisnęliśmy rywali do muru i ładowaliśmy strzał za strzałem. Tego nikt się nie spodziewał! Niestety, podczas tej kanonady nieco zapomnieliśmy o tyłach i jedyny celny strzał rywali zakotwiczył w bramce Bodarta. Przed końcem pierwszej połowy akcję lewym skrzydłem wykończył precyzyjnym muśnięciem stopą 16-letni Simonis. Po zmianie stron Candela wyjątkowo brutalnie sfaulował rywala i kończyliśmy mecz w dziesiątkę. Mimo to, wciąż atakowaliśmy, a Ngissah, wprowadzony z ławki za Dalmonte, który - niestety - doznał lekkiego urazu, popisał się dwoma fantastycznymi rajdami prawą stroną, które zakończył celnymi uderzeniami na bramkę. Wygrywamy w debiucie z Kortrijk 3:1 i jedziemy na dwutygodniowe wakacje. Czas przywitać Nowy Rok 2025! Co przyniesie? Oby grupę mistrzowską i walkę o puchary! Nie wspomniałem jeszcze, że styczeń zaczniemy od sparingu z Jagiellonią, a następnie podejmiemy wielkie KAA Gent w półfinale Pucharu Belgii. Do boju Standard!
  2. 2 punkty
    Dodaję uzupełnienie do Lizbony. Knajpy, które odwiedziliśmy. Dwie zostały już wspomniane Tasca do Vigario - wspomniał o niej @kuab tutaj, byliśmy, sprawdziliśmy i potwierdzam pozytywną opinię (o czym wspomniałem tutaj) O Eurico - o niej pisałem tutaj. Zapata - Knajpa na Barrio Alto, jak większość, w których byłem, dość niepozorna. Jak wchodzi się do środka, wydaje się że nie ma tam nic prócz baru i trzech stolików, jednak wejście w skrzydło lokalu otwiera przestrzeń, w której znajduje się bardzo dużo miejsca. Byliśmy tam przed godziną 19 i już jakieś ~85% miejsc było zarezerwowanych, także należy wziąć na to poprawkę. Co do jedzenia. Cenowo jest przystępnie, nie tanio, ale też nie specjalnie drogo. Za pełną obiadokolację dla dwóch osób (przystawki, zupa, danie główne, deser + butelka wina) zapłaciliśmy łącznie 50 euro (cena mogłaby być niższa, ale postanowiliśmy spróbować droższego wina). Jedzenie bardzo dobre. Ja skusiłem się na zupę warzywną (bardzo gęsta i treściwa), moją żona wzięla sopę alentejane – wywar oparty na czosnku i kolendrze z dużą ilością chleba i wrzuconym jajkiem sadzonym. Porcja duża i bardzo pożywna. Jako danie główne skusiliśmy się na to samo (rekomendacja mojej koleżanki, która mieszka w Lizbonie) – steki z tuńczyka. Podane z frytkami i sałatką były znakomite. Bardzo „mięsiste” kawały ryby, można się solidnie najeść. Ogólnie rzecz biorąc dobra kuchnia w rozsądnej cenie w centrum Lizbony. Można (jak my) być świadkiem, jak właściciel knajpy bierze sobie do serca nowoczesne techniki zarządzania kuchnią ala Gordon Ramsay i drze ryja na obsługę Roda Viva - miejsce znalezione na Alfamie w ostatniej chwili, bo nie mieliśmy trochę pomysłu, gdzie się udać, a nie chcieliśmy wydać majątku na knajpy, w których grano Fado (jeśli zdecydujecie się na taką knajpę, weźcie pod uwagę to, że z reguły musicie zapłacić określoną sumę, bez względu na to ile i co zjecie, aby pokryć występ muzyków). Zaintrygowało nas to, że jest to knajpa serwująca kuchnię rodem z Mozambiku . Miejsce nieźle schowane, malutkie (w środku 4 stoliki na krzyż) Potrawy nic nam nie mówiły, spróbowaliśmy Matapy. Jest to „sos” przygotowany z manioku, czosnku i mąki (czasami z dodatkiem orzeszków ziemnych). Podaje się go z krewetkami i ryżem lub ximą. Tu mieliśmy dość ciekawe doświadczenie smakowe z potrawą. Otóż sam sos na początku był bardzo mdły, niemal bez smaku w połączeniu z ryżem/ximą. Za to dobrze uzupełniał się z krewetkami. Jednak wraz z jedzeniem zaczęła dziać się magia i wszystko zaczynało nabierać walorów smakowych (każda osoba z naszej trójki miała takie same odczucia). Pod koniec jedzenia – niebo w gębie i żal, że już koniec. Przede wszystkim było to bardzo sycące i choć tak początkowo się nei zapowiadało, to najedliśmy się w pełni. Knajpa nie jest droga, posiłek z piciem i deserem na osobę to wydatek około 13-14 euro. Alpendre Se - trzeba przygotować się na specyficzną obsługę. Kelnerzy to chodzące heheszki, którzy lubią robić dość slapstickowe żarty, które nie każdemu mogą przypaść do gustu . Co mam na myśli? Ot proste rzeczy: kelner mówi do Ciebie, patrząc w inną stronę. U koleżanki brakowało sztućca (kto wie, może specjalnie), to przyniesienie i podanie nowego kończyło się na szybkim cofaniu ręki, gdy koleżanka próbowała go przechwycić. Inna sytuacja, kelner udał że niechcący wylewa z filiżanki kawę na koleżanką, oczywiście filiżanka była pusta. W naszym przypadku dobrze trafili (co wyczuli), bo moją żona jest wyjątkowo podatna na bycie ofiarą żartów . Ale jak mówię, nie każdemu to musi przypaść do gustu, my się bawiliśmy dość dobrze (wkleję jedną z recenzji google: „Wyśmienite jedzenie. Mili i zabawni kelnerzy. Pyszna zupa chlebowa jakiej w Polsce nie znamy. Dobra lokalizacja. Nie śmierdząca toaleta. Jednak trochę żenujące było wrzucenie przez kelnera pustej butelki z wodą pod tyłek mojego syna. Jeżeli jesteście Państwo poważni to raczej nie polecam. Jednak dla tych co lubią żarty wręcz przeciwnie.” No tak tam właśnie jest ) Jedzenie – tradycyjnie zupy. Koleżanka wzięła wspominaną wcześniej alentejanę (duża porcja z bardzo dużą ilością chleba), my zupę krewetkową, która była bardzo smaczna. Główne danie. Koleżanka wzięła suszonego dorsza. Porcja bardzo duża, aczkolwiek sam dorsz był dość słony, no ale taki jest jego urok w kuchni portugalskiej. My z żoną wzięliśmy Arroz de marisco dla dwóch osób – ichnia wersja paelli. Jest to kubełek wypełniony ryżem na ostro i wszelkiej maści owocami morza (krewetki mniejsze i większe, langusty, omułki, małże, części kraba itp.). Wyśmienita sprawa, sama porcja nawet okazała się za duża dla nas, nie daliśmy rady wszystkiego zjeść. Z góry zaznaczam, że potrawa wymaga wprawy z obsługą narzędzi i sztućców do owoców morza – w szczególności do walki z krabem . Poniżej w spojlerze zdjęcie jak to mniej więcej wyglądało (na fotce kubełek wygląda na dość mały, w rzeczywistości był większy). Mogę polecić to miejsce z czystym sumieniem (z kolejnym zwróceniem uwagi na specyfikę obsługi). Cenowo wyszło nam 20 euro od osoby. Na koniec dwie małe wzmianki. Przy spacerach po alfamie polecam odwiedzić maleńką cukiernio-kawiarnię Pasteleria Alfama Doce. Pyszne wypieki i baaaardzo niskie ceny. W środku są tylko 4 stoliki. Druga rzecz na słodko – lody włoskie Nannarella. Spacerując po Barrio Alro warto tam wstąpić. Bardzo smaczne lody. Miejsca, które polecano mi odwiedzić, ale nie dałem rady dotrzeć: Tambarina - kuchnia z wysp zielonego przylądka, w wybrane dni z muzyką na żywo Super mario - domowe jedzenie za grosze O Soajeiro - szaszłyki z Madery I jedna rzecz, o której wspominałem w Maryni. W większości miejsc można płacić tylko gotówką, więc zawczasu polecam wypłacić pieniądze. Smacznego PS. jeszcze jedno, My wszystkie miejsca odwiedzaliśmy w godzinach kolacji (18:45 w górę), więc nie wiem jak wygląda w nich oferta obiadowa i o ile jest niższa cena (menu del dia itp.). Warto też pamiętać o tym, że w przypadku godzin "kolacyjnych" warto wbijać w godzinach otwarcia wieczornej zmiany. Sporo knajp jest naprawdę mała i szybciutko się zapełniają, co może skończyć się oczekiwaniem w kolejce.
  3. 2 punkty
    https://twitter.com/Zona_Blaugrana/status/989229034998394880 IMO karny na Lewym
  4. 2 punkty
    Drzwi wypadły z hukiem. W ciemność wlała się struga światła. Shulad. Tę jego lekko przygarbioną sylwetkę i ogoloną głowę potrafiłem rozpoznać nawet teraz, gdy oczy odmawiały mi już swej pełnej sprawności. Shulad! - Uciekamy - rzucił krótko i podał mi rękę. Piwniczny korytarz za moją celą wymazany był czarną krwią, wokół walały się zmasakrowane, demonie szczątki. Jak mogłem nie usłyszeć takiej walki? Teraz słyszałem. Szczęk mieczy. Krzyk. Jęki. Eter drżał od ciągłej, anielskiej śmierci. Podbiegliśmy po schodach. Duża hala sportowa, wyraźnie zaniedbana. Skorodowane, metalowe trybuny z lewej strony, resztki jakichś kozłów i skrzyń zgromadzone z prawej. Szyby ze szkła zbrojonego. Ciała. Dużo martwych ciał. Nie wszystkie należały do aniołów i demonów. Ghur sprowadził tu też śmiertelników, członków tych wszystkich straceńczych kultów które tak mocno lekceważyliśmy. Teraz ci szaleńcy walczyli i umierali za swych potępieńczych suwerenów. Pośrodku pandemonium wirował on, Azrael. Nie miał w sobie nic z menela w zniszczonym cylindrze. Był nagi, jego hebanowa skóra lśniła niepokojącymi rozbłyskami, wokół głowy gorzała karmazynowa łuna. Miecza prawie nie było widać, domyślałem się jego obecności w szarej łunie, która raz za razem eksplodowała czerwonymi strugami. Armia Ghura podchodziła i umierała. - UCIEKAMY - powtórzył Shulad. - On sobie poradzi. Och, Shuladzie. Nic nie rozumiesz. A ja już jak najbardziej tak. Całe moje porwanie było kreowaniem tej sceny. Byłem wabikiem. Przynętą. Ghur stał tylko u szczytu trybun i przyglądał się z uśmiechem. Shulad wypchnął mnie przez drzwi wyjściowe. Nikt nas nie zatrzymywał, a ja byłem za słaby, by protestować. Biegliśmy w liverpoolską noc. Biegliśmy sami. 25 strzałów Liverpoolu. 2 Watfordu. 0-0 W Stróżynie narastała frustracja. Tytuł był tak blisko, a jakby ciągle daleko. Fatalnie zagrały skrzydła: zarówno Carrasco, jak i Salah. Słabiutko Kane. W dodatku Chelsea przegrała, więc LFC stracił ogromną szansę na odskoczenie od jedynego poważnego rywala. 9 V 2020, Anfield (1) Liverpool - (15) Watford 0-0 Donnarumma - Robertson, Rugani, Laporte, Clyne - Henderson, Keita (Alexander-Arnold), Milinkowić Sawić - Carrasco (Wijnaldum), Salah (Lallana) - Kane Ale jednak Liverpool nie wypuścił okazji z rąk. I zrobił to w najlepszy możliwy sposób, gromiąc swojego arcywroga z Manchesteru. Tym razem skrzydła zagrały i Mourinho nie potrafił nic z tym zrobić. Nic. TRZYDZIEŚCI LAT. To był TEN SEZON. TRZYDZIEŚCI LAT. 13 V 2020, Anfield (1) Liverpool - (3) Manchester United 4-1 Donnarumma - Robertson, Rugani, Laporte, Clyne (Alexander-Arnold) - Henderson (Lallana), Keita, Milinkowić Sawić (Wijnaldum) - Carrasco 1, Salah 1 - Kane 2 A potem jeszcze formalność. Poczwórna korona. Poczwórna! Liga jest czerwona. 17 V 2020, American Express Community Stadium (12) Brighton - (1) Liverpool 0-3 Donnarumma - Henrichs, Rugani, Laporte, Clyne (Alexander-Arnold) - Henderson, Keita 1 (Xadas), Wijnaldum (Lallana) - Carrasco 1, Salah - Kane 1
  5. 1 punkt
  6. 1 punkt
    Reaper to jakis samogwałt w twoim wykonaniu,lap lepsza jakość i przestań pisać jakieś poematy tylko odnies się do prostej sytuacji. https://twitter.com/h_demboveac/status/989232058344992768?s=19
  7. 1 punkt
    Rotfl, dla Realu to oczywiście karny zasłużony był, eksperci sedziowscy potwierdzili, błogosławił nawet Franciszek, ale w drugą stronę to już ktoś tam inny powinien dostać kartkę, przerzucanie się błędami do niczego nie prowadzi, itd. Wtedy pospolite ruszenie kibiców Realu, teraz oczywiście cisza, bo przyznanie racji z trudem przychodzi...
  8. 1 punkt
    Chuja był lepszy. Wyprowadzili 2 kontry i jednego babola Rafinhii i strzelili 2 bramki. Gdyby Bayern był skuteczny to ten mecz mógł się skończyć spokojnym zwycięstwem Niemców.
  9. 1 punkt
    Niestety, w temacie znajomości prawa to on ma tyle wspólnego z wiedzą, co antyszczepionkowcy z wiedzą medyczną, co powoduje automatyczne odrzucenie jego prawniczych książek przeze mnie, bo ile tego bełkotu można znieść. Z kolei jego pozaprawnicze książki (czytałem bodaj dwie, na wakacjach, żałuję, przepraszam) są płytkie i sprawiają wrażenie pisanych na jedno kopyto. Nie dziwię się, że Mróz funkcjonuje w środowisku literackim jako odpowiednik cheeseburgera z maca dla miłośników kulinariów.
  10. 1 punkt
    Jeśli chodzi o Mroza, to jeszcze przed Behawiorystą zacząłem czytać Ekspozycję (seria z komisarzem Forstem), zdążyłem z dziesięć rozdziałów przeczytać i jeśli o fabule jeszcze nie mogę za wiele powiedzieć, to spostrzeżenia co do techniki mam te same - nadmierne przywiązanie do nieistotnych szczegółów mnie męczą (czasami mam wrażenie, jakbym czytał zapis sesji RPG), podobnie z głównym bohaterem, który w założeniu autora miał być jakiś, a w moim odbiorze jest nijaki, itp. Jeśli domęczę, to dam znać
  11. 1 punkt
    @tio Po kilku rozdziałach pojawia się postać drugoplanowa (prokurator była podwładna bohatera), która momentami staje się pierwszoplanową, i zdecydowanie lepiej wyszła autorowi. Tak to podzielam twoje zdanie - zarówno bohater, jak i przestępca nie są ani ciekawi, ani wzbudzający sympatię. Śledziłem postęp fabuły, żeby wyjaśnić kilka faktów, ale losy bohaterów mnie wcale nie interesowały, wręcz główny bohater jest antypatyczny, bo jak pisałem, można zaakceptować jego dziwactwa, bo kreowany był jako człowiek niezłomny, człowiek honoru, ale w jednej chwili wszystko się chwieje i zawala. Mimo wszystko jestem bardziej zawiedziony tym, że w przeciwieństwie do tego, czego się oczekuje od kryminału, czyli mocnego zakończenia na koniec, połączenia wszystkich wątków, wyjaśnienia wątpliwości - tego nie ma, zamiast tego jest próba dramatu psychologicznego (?), a wyjaśnienia są rozmyte i od niechcenia. Naprawdę, ta książka wygląda na draft, obudowanie całkiem fajnego pomysłu jakąś fabułą - nie do końca przemyślaną i zostawienie tego bez obróbki. Hyh, Nesbø pisał Nietoperza i Karaluchy jako pierwsze, można było powiedzieć, że się dopiero uczył. Behawiorysta to któraś z kolei powieść Mroza.
  12. 1 punkt
    Ha, miałem dokładnie takie samo podejście - postanowiłem wyrobić sobie zdanie na temat Mroza i też zacząłem od Behawiorysty. Przeczytałem chyba dwa rozdziały i odłożyłem. Niby nie jest tak zły jak się spodziewałem, że będzie ale jednak nie podchodzi. Razi mnie jakaś taka sztuczność w kreowaniu świata - tak jakby autor wprost przepisywał cytaty z książek naukowych (np. na temat mowy ciała) i tylko formalnie ubierał je w formę dialogu. To takie wrażenie, że autor jest laikiem w danej dziedzinie ale jako autor powieści musi kreować się na eksperta. A może po prostu chodziło o to, że ani nie zaintrygował mnie antagonista ani nie polubiłem protagonisty. @Gabe - zamierzasz kontynuować eksperyment poznawczy z Mrozem?
  13. 1 punkt
    Od dłuższego czasu miałem nieodparte pragnienie wyrobić sobie opinię na temat Remigiusza Mroza - w końcu albo mamy nieprzeciętny talent, który wypuszcza po kilka książek rocznie, do tego w różnych tematach, i to jest ewenement na skalę światową, albo wymagania nasi czytelnicy mają małe, a przecież to nic złego w końcu nie każda książka musi służyć jego oszołomieniu, niektórzy lubią czytać po prostu, dla przyjemności samej czynności czytania. Ale wracając do tematu - dostał się w moje ręce audiobook Behawiorysty, czytany przez Jacka Rozenka, i tu chylę czoła przed lektorem, słucha się go jak zawsze fenomenalnie. Sama powieść jest zbudowana wokół dylematu wagonika, który jest przerabiany w trakcie na wszystkie strony: pewien zamaskowany człowiek porywa różne osoby, po czym transmitując to w internecie, daje ludziom zdecydować, kogo ma zabić, a komu ocalić życie. Jego adwersarzem - i głównym bohaterem powieści - jest były prokurator i tytułowy behawiorysta (potrafiący odczytać ludzkie uczucia i intencje z mowy ciała), pomagający w śledztwie swojej byłej podopiecznej. I tak jak powieść - a właściwie długie opowiadanie, bo wątków pobocznych właściwie brak - czyta się (słucha) całkiem nieźle, bo warsztat Mróz ma naprawdę niezły, dialogi są sprawne i niesztuczne, research na dany temat też w większości dobry. Ale... Ja osobiście jestem zawiedziony tym, jak został poprowadzony wątek śledztwa: Postać głównego bohatera też jest niespójna, w jednej chwili to człowiek niezłomny, który nawet w chwili kiedy ma wizję nieuchronnej śmierci przed oczami nie ulega przeciwnikowi, by w następnej sytuacji popełnić czyn w ogóle nie przystający do jego charakteru, a tłumaczone to zagrożeniem życia. Nie jestem też w stanie uwierzyć, że społeczeństwo poczuło sympatię do człowieka, który najpierw z zimną krwią mordował niewinnych ludzi na oczach całego kraju, bo ogłosił, że od tej pory będzie zabijał tylko szumowiny Posłowie dużo wyjaśnia, ta powieść miała nie ujrzeć światła dziennego, może była po prostu pisaniem dla przyjemności, sam autor przyznał właściwie, że miał jedynie ogólny temat, czyli rozwinięcie dylematu wagonika, reszta pewnie poszła tak jak wena podpowiadała. No i wyszło jak wyszło - w kwestiach technicznych nie ma się do czego przyczepić, nawet można się ciekawych rzeczy dowiedzieć (choćby o mowie ciała, i że nie można w niej wszystkiego odczytywać jednoznacznie), natomiast w wersji fabularnej jest moim zdaniem słabo. I jeszcze dwie rzeczy, które mnie osobiście denerwowały, a które być może innym nie przeszkadzają, natomiast w moich oczach zbliżają pisarstwo Mroza w kierunku grafomanii : - odnoszenie się do każdej postaci wszystkimi możliwymi określeniami (zapewne by uniknąć powtórzeń): i tak np jak głównego bohatera mógł tak określać, bo nie razi określanie go raz imieniem, raz nazwiskiem, raz stanowiskiem, tak nowo wprowadzona postać prokuratora z nadania rządowego, gdzie dystans między wszystkimi obecnymi i nim jest taki jak między przeciwstawnymi ścianami pokoju raczej nie powinna być określana imieniem (chodzi mi np o didaskalia typu "powiedział Rafał"), bo to burzy całą sytuację - nadmierne przywiązanie do szczegółów, niemających wpływu na cokolwiek: np jak główny bohater wyciąga telefon, to trzeba napisać, że to BlackBerry (ok, tu jeszcze można uznać, że podkreśla to staroświeckość bohatera), jak na stole pojawia się piwo, to trzeba dookreślić, że to zimny Lech, jak ktoś pali papierosa, to musi się pojawić, że to LD, jak ktoś korzysta z laptopa, to trzeba dopowiedzieć, że to Asus itp. Gdyby to jeszcze miało jakiś związek z fabułą, np później pozwala połączyć wątki - ale nie, to jest takie doszczegóławianie, które pewnie w mniemaniu autora ma dodać głębi, a tak naprawdę tylko przeszkadza i drażni
  14. 1 punkt
    Nie wiem czy wiesz Maniac, ale nawet prowadząc 5-0 można odpaść w dwumeczu. Nie ma żadnych reguł które by tego zabraniały. Po to są dwa mecze
  15. 1 punkt
    Część tych 'ciekawych' bramek pewnie wynika z tego, że silnik graficzny nie umie tego dobrze pokazać. W 16tce czasem padają takie babole, że jestem pewien, iż gra ma na myśli coś innego, ale ułomność jej nie potrafi tego dobrze pokazać. Im dalej w las tym częściej widzę długie, 30-40 metrowe podania w tył do bramkarza, które ten bez przyjęcia wybija jak najdalej, a obok niego nie ma nikogo, ani rywala ani naszego zawodnika. I to przy bramkarzu, mającym polecenia grać krótko, z mnieszą liczbą ryzykownych podań ^^ Sam powolutku szykuję się do przesiadki. Zależy jak długo będę ciągnąć swoją karierę, ale chyba sugerowałbym brać najnowszą wersję. W końcu co się będziesz ograniczać, jak przeskok to na pełnej... W razie czego zakończenie mundialem (najlepiej ze złotem) brzmi jak dobry pomysł. Ale może rwe jednak kopnie do przodu i zacznie wygrywać w przeciwieństwie do poprzednich zespołów Spójrz na to z pozytywnej strony. Tyle lat na obczyźnie, tyle lat w Niemczech, a dalej słuszne, polskie epitety zostały w duszy szeryfa Szkoda 3 punktów z liderem, ale koniec końców remis to też świetny wynik, a każdy punkcik na wagę złota!
  16. 1 punkt
    Brawo brodaczu! Chociaż trochę Chelsea swoją słabą grą pod koniec pomogła, ale wygrywa lepszy i regularniejszy. Teraz odzyskać LM zdobywając jednocześnie mistrza kraju i anioł będzie mógł poklepać swego podopiecznego po plecach chwaląc go za dobrze wykonaną robotę.
  17. 1 punkt
    Tak. Dlatego z powietrza wygrali puchar Króla i na razie nie odnieśli porażki w La Liga. Logika
  18. 1 punkt
    W sumie to fajnie jakby był finał Pool - Bayern, bo pomijając oczywisty plus jakim by był brak Realu w finale, to do tego Klopp miałby chyba ostatnia szanse zemścić się Heynkessowi za finał z 2013.
  19. 1 punkt
    Mo Salah przedzierający się przez rzymskich obrońców po sforsowaniu Wału Hadriana.
  20. 1 punkt
    Ale będzie ekipa. Ja cię nie pierdole.
  21. 0 punktów
    Ach, jaki piękny tutaj bul dupek Real (i sędziowie oczywiście ) wspólnie idą po trzecią Ligę Mistrzów
  22. -1 punktów
    Jest jakiś przepis zabraniający dawania kartek graczom Realu, czy to jakaś wewnętrzna zasada?
×