Skocz do zawartości
Do końca czerwca będą trwać wybory do ModTeamu.
ZAPRASZAMY DO GŁOSOWANIA


Między 26 a 29 lipca w LIPINACH odbędzie się XVIII Zlot CMF. Serdecznie zapraszamy do zgłaszania się!
TEMAT ZLOTOWY

Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 21.03.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. 4 punkty
    Dobra, spróbujmy. Zapraszam do cyklu, w którym co jakiś czas będę zamieszczał jakieś notki na temat płyt, które miały wpływ na moją muzyczną wrażliwość i ukształtowały mnie jako świadomego słuchacza, którym jestem dzisiaj. Traktuję trochę to jak pamiętnik i obnażenie się z bliskich mi rzeczy, więc nie ukrywam, że czasami może być mi ciężko o tym pisać i może wkraść się chaos. Opisy te są/będą skróconymi wersjami pełnych tekstów, które pojawią się też w innym miejscu, jak przyjdzie na to pora. Niektórzy z was pewnie wiedzą, że słuchanie muzyki jest mi bardzo bliskie i uwielbiam odkrywać nowe i stare rzeczy. Kiedyś pisałem o muzyce, ba, były czasy, że nawet zdarzało się dostawać wynagrodzenie za pisanie o muzyce. Nawet myślałem, czy się z tym nie związać bardziej... Jednak pewnego pięknego ranka po przebudzeniu uświadomiłem sobie jedną prostą rzecz, że nie umiem pisać o muzyce tak, jakbym tego chciał i żeby to było wystarczająco interesujące dla innych (hehe dobra zachęta do tego cyklu). Zresztą do dziś uważam, że pisanie o muzyce jest najtrudniejszą "działką" krytyki artystycznej. Opisywane przeze mnie płyty postaram się uporządkować mniej więcej w porządku chronologicznym, czyli według kolejności, w jakiej miałem okazję się z nimi zapoznać. Zasada ta nie będzie zawsze restrykcyjnie przestrzegana, ale jeśli będą jakieś rozbieżności, to niewielkie. Taki układ umożliwi mi uchwycenie swoistej trasy „poznawczej”, ukazującej jak moje podejście do muzyki zmieniało się w czasie. Będą to płyty bardziej oczywiste i znane (szczególnie na początku), czy mniej lub bardziej cenione, chociaż ich „status” nie ma w tej kwestii znaczenia, w końcu to moje zestawienie. Muszę zaznaczyć też jedną rzecz. Fakt, że jakaś płyta pojawi się w tym zestawieniu, nie oznaczy, że należy do moich ulubionych płyt, jest w moim prywatnym top, itp. Nie, jak wspomniałem wcześniej, są to płyty, które odcisnęły swoje piętno w moim poznawaniu muzycznego świata. Jasne, wszystkie w jakimś okresie mi się podobały, ale w ocenie z perspektywy czasu ich odbiór niekoniecznie musi być już aż tak pozytywny. To chyba tyle słowem wstępu, jednak zanim przejdę do pierwszej płyty muszę wprowadzić mały zarys historyczny. Pierwszą rzeczą, którą starałem się ustalić, to określenie, kiedy na dobrą sprawę zacząłem w sposób świadomy słuchać muzyki. Jako przedstawiciel pokolenia lat 80. moje pierwsze zetknięcie z teledyskami i wykonawcami odbyło się za pośrednictwem telewizyjnych stacji muzycznych. Duży wpływ na chłonięcie tego wszystkiego miało również to, że dysponowałem w swoim pokoju telewizorem z podpiętą kablówką. Na ekranie mógł się przewijać jeden z typów kanałów – sport, kreskówki lub stacja muzyczna. Początkowo bardziej niż muzyka fascynowała mnie strona wizualna klipów. W tamtych czasach, będąc kajtkiem, muzyka zamykała mi się pod postacią pojedynczych piosenek, które z jakiegoś powodu zapadły mi w pamięć. Pojęcie płyty jeszcze przez długi czas nie zawitało w mojej głowie. Początek lat 90. to częsta styczność z MTV i wszystkim złym/dobrym (niepotrzebne skreślić), co oferowało, mimo że często kompletnie tego nie rozumiałem (czyt. Beavis and Butthead – nie miałem zielonego pojęcia, o co tam chodzi, ale ważne, że kreskówka i się głupio śmiali , a że podprogowo wpajali do głowy tonę dobrych dźwięków, to inna sprawa ,). To dzięki MTV nastąpiło zetknięcie się z pierwszymi gatunkami muzycznymi: popem, rockiem, r’n’b. Jednak w pewnym momencie MTV zniknęło z anteny a jego miejsce zajęła niemiecka VIVA i tak brutalnie zakończył się pewien etap muzycznych początków. Niemiecka stacja muzyczna to czas ekspansji popu, dance’u, eurodance’u i całej niemieckiej przaśności. To także moment uświadamiania sobie pewnej ciągłości w życiu wykonawców – oni piszą różne piosenki, ba wydają płyty! Po tym przydługim wstępie wprowadźmy pierwszą płytę. The Red Hot Chili Peppers – Californication Raczej bez zaskoczenia, typowo dla nastolatka . Początek mojej świadomej przygody z muzyką (i mojego pierwszego uwielbienia/pierwszej miłości do wykonawcy) mogę umiejscowić wraz z pojawieniem się na rynku ósmej płyty RHCP. Rok 1999, zbliża się koniec szkoły podstawowej, czas pierwszych buntów. To kalifornijska czwórka wmurowała w moją muzyczną świadomość kamień węgielny. Najpierw zaczęło się od zobaczenia teledysku do Otherside – surrealistyczna i oniryczna wizja wyjęta z koszmaru robiła wrażenie. RHCP nie było dla mnie zespołem nowym, pierwsza styczność miała miejsce już we wspomnianych wcześniej czasach MTV (Under the Bridge był jedną z moich ulubionych piosenek w pacholęcym wieku). Jednak dopiero zetknięcie się z Otherside, następnie z Californication i Scar Tissue otworzyło odpowiednie szufladki w głowie: „Hej, hej! To są naprawdę dobre piosenki, basista robi robotę, gitarzysta w Scar Tissue zachwyca mnie swoją grą i solówką, wokalista świetnie śpiewa i same piosenki znakomicie nadają się do śpiewania razem z nim!”. Ciekawość zwyciężyła, musiałem dowiedzieć się, jak brzmi reszta płyty. Tym samym Californication stało się pierwszą świadomie zakupioną (wówczas jeszcze piracką) płytą. I zaskoczenie – na reszcie albumu można znaleźć równie dobre piosenki, jak te, do których nakręcono teledyski! Agresywne otwarcie Around the World, łączący typowe dla Kiedisa rapowe zwrotki z delikatnie wyśpiewanymi refrenami, funkowo-punkowy Get on Top, świetny rockowy Easily (szkoda, że nie był singlem), wyróżniający się nie tyle co z płyty, ale całej dyskografii Savior, czy opierający się na świetnych liniach basu i gitary The Velvet Glove. To była płyta z dużym potencjałem singlowym. Album RHCP był także bodźcem do pierwszych poszukiwań informacji na temat wykonawcy. Szukanie wzmianek, notek, wiadomości o historii zespołu i jego członków, nawet książek (a już i takie o zespole były dostępne) – przypomnę, że była to jeszcze era przedinternetowa – budowała moją świadomość zarówno wobec artysty, jak i piosenek, które były na płycie. I dlatego właśnie decyduję się umieścić tę płytę jako pierwszą, bo zaktywizowała mnie na wielu płaszczyznach, nie ograniczając tylko do biernego przyjmowania dźwięku. Później już było z górki… W międzyczasie: nic oryginalnego dla młodzieńca w takim wieku . Przewijała się Nirvana, Offspring, pierwsze nieśmiałe zetknięcie się z nu-metalem (Papa Roach, Korn), a przy tym pełne chłonięcie europejskiego popu i eurodance’u serwowanego przez VIVĘ. Patrząc z dzisiejszej perspektywy: na pewno nie ma już tych emocji przy słuchaniu Californication, nie znalazłaby miejsca na liście moich ulubionych płyt. Rzadko do niej wracam, zdecydowanie bardziej wolę starsze wydawnictwa zespołu (Mother’s Milk!). Zresztą, jak się miało okazać, był to łabędzi śpiew Red Hot Chili Peppers. Do dziś pamiętam zawód, jaki przeżyłem po kupnie jego następcy By The Way w dniu premiery (64 zł, moja pierwsza oryginalna płyta, majątek dla nastolatka!). Nigdy więcej nie przeżyłem takiego rozczarowania w związku z nową płytą jakiegoś wykonawcy, a przecież "złe" w przypadku tego zespołu miało dopiero nadejść. Wpływ na mnie: Pierwsze świadome słuchanie i rozpoczęcie poszukiwań w celu odkrywania nowych muzycznych rzeczy. Otwarcie drzwi do świata ogólnie pojętej muzyki rockowej. W początkach moich przygód z siecią płyta miała także wpływ na mój nick w internecie (ale jaki to nick, zostawię dla siebie ). Pierwszy post jest okropnie długi, ale wymagał kilku wyjaśnień. Następne ograniczą się już do samych albumów. Jeśli ktoś ma jakieś własne przeżycia lub wspomnienia z daną płytą, jak najbardziej zachęcam do podzielenia się wrażeniami i komentarzami
  2. 1 punkt
    http://wenzhixin.net.cn/p/multiple-select/docs/#examples ogólnie znajdziesz mnóstwo pluginów w jsie do tego.
  3. 1 punkt
    To jest jego blog: https://blog.kurasinski.com/ ale żadnego tekstu nie popełnił na ten temat, poza tym co wkleiłem powyżej w newsletterze. Jeśli interesuje Cię tematyka, to polecam jego newsletter - raz w tygodniu podsyła kilkanaście-dziesiąt artykułów powiązanych z technologiami, startupami itp. Dodatkowo śledzę też jego profil na FB, dużo ciekawych wrzutek. Ale i tak mistrzem wrzutek na FB jest Michał Brański, nie wiem czy jest druga osoba, która czyta tyle w necie i książek co on. Założyciel grupy o2.
  4. 1 punkt
    - Samuelu? Melchizedek był zmęczony. Od kilku tygodni prowadził wojnę podjazdową na ulicach Liverpoolu. Od kilku tygodni zadawał cios, znikał i znowu zadawał cios. Z coraz większym obrzydzeniem do samego siebie, ale robił to. Potestaci Sarasaela mówili mu, by ewakuował to miasto, ale on czekał już jedynie na podróż do Otchłani. W możliwie jak najszerszym towarzystwie. Blondynka w krzykliwym makijażu weszła do korytarza nie zamykając za sobą drzwi. Samuel. - Archaniele - powiedziała blondynka i z szacunkiem skłoniła głowę. - Przyprowadziłem gościa. Melchizedek niedbałym ruchem chwycił swój miecz i wstał. - Gościa. A ja taki nieprzygotowany. Przyodziany w łańcuchy i płomienie gość wszedł i uśmiechnął się lekko na widok niebiańskiej głowni. Archanioł Sarasaela wstrzymał oddech, gdyż ta istota ponoć nie uśmiechała się nigdy. - Nie przychodzę po ciebie, Melchizedeku - szepnął nowo przybyły potestat szeptem wypełnionym gromem. - Przychodzę po Tassona. Pójdziemy razem? Półfinał FA Cup, Wembley, celebra. W zespole LFC delikatna nerwowość: Rugani nie może zagrać, a Ings jest wykończony intensywnością poprzednich spotkań. Zamiast Ruganiego wystąpił młodziutki de Ligt, natomiast ze zmiennikiem Ingsa był nieco większy kłopot. Ostatecznie Stróżyna wygrzebał z rezerw... Sturridga. I się nie pomylił. Stu strzelił piękną bramkę w samej końcówce pierwszej połowy, wieńcząc dobrą grę całego zespołu. 20 minut później znoszono go z boiska na noszach. I zaczęła się nerwówka. Zespół grał brutalniej niż zazwyczaj, brak czerwonej kartki był dla Stróżyny sporym zaskoczeniem. Zaskoczeniem nie było wyrównanie. Co prawda Middlesbrough nie prezentowało w tym meczu niemal niczego, ale ostatnio w niczym to nie przeszkadzało bogom naginania statystyki. Regulaminowy czas się skończył i słaniające się na nogach widma zwane niegdyś piłkarzami musiały powalczyć w dogrywce. Ta wypełniona była niecelnymi podaniami i jednym rzutem karnym, który wysłał Liverpool wprost do finału Pucharu Anglii, gdzie już czekał na niego Tottenham. 21 IV 2018, Wembley Liverpool - Middlesbrough 2-1 Karius - Robertson, de Ligt, Matip, Clyne - Henderson, Wijnaldum (Lallana), Milner (Can) - Coutinho (Mane), Oxlade-Chamberlain - Sturridge 1 (Ings 1)
  5. 1 punkt
    Z całym kurwa szacunkiem, jak ktoś pisze artykuł i umieszcza takie zdanie: "Mógł kontynuować karierę w Europie. Pewnie wziąłby go jakiś Freiburg czy Duisburg, nie pogardziłoby nim Rennes czy Krasnodar. Wybrał jednak inaczej, niż wszyscy." to oznacza, że po pierwsze autor powinien dostać po mordzie za brak szacunku do tych klubów, a po drugie udowadnia, że "nawet jakiś-tam Freiburg, Duisburg czy Rennes" to jednak by go nie wzięli. Mierzejewski połasił się na petrodolary, a teraz dorabia się do tego wielką filozofię. Ot co
  6. 1 punkt
    Postarzałeś się okrutnie! Ćwiczenia Ci nie służą
  7. 1 punkt
    Właśnie przeczytałem porównanie Trałki do Busquetsa. Teraz widziałem już wszystko.
  8. 0 punktów
×