Skocz do zawartości
Między 26 a 29 lipca w LIPINACH odbędzie się XVIII Zlot CMF. Serdecznie zapraszamy do zgłaszania się!
TEMAT ZLOTOWY

Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 07.01.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. 2 punkty
  2. 2 punkty
    no to jedziemy - @Hawkeye
  3. 2 punkty
  4. 2 punkty
    Nowe wyzwanie Zarząd Hranitu wielokrotnie zapraszał mnie na rozmowy, lecz - pomimo całej mojej sympatii do tego klubu i jego zawodników - nie zdołał przekonać mnie do podpisania nowej umowy. Przypomnę, iż według wygasającego kontraktu zarabiałem 35000 euro rocznie, a ich nowa propozycja obniżała moje zarobki do 32500. Wiedząc, iż w przeciągu miesiąca będę musiał znaleźć sobie nowego pracodawcę, rozpocząłem wysyłanie CV do klubów poszukujących menedżera. Warunki, które sobie narzuciłem, zakładały, iż nie zejdę poniżej drugiej ligi. Odpadła także Republika Południowej Afryki. Co ciekawe, wolnych posad było multum, a ostatecznie wziąłem udział w około dziesięciu rozmowach o pracę. Były to przeróżne kluby z Islandii, Finlandii, Słowenii, Słowacji czy nawet Białorusi, bo była też opcja pozostania w kraju. Ofertę złożył mi Horodziej - drużyna, która właśnie spadła z Wyższej Lihi, jednak zaproponowali mi zarobki na poziomie 22500 euro, co automatycznie zdyskwalifikowało moje przenosiny do rywala Hranitu. W końcu, w połowie grudnia, przyszła solidna opcja przenosin do Danii. Drugoligowe Roskilde zaoferowało mi 31500, jednak po negocjacjach przystali na 39000. Odłożyłem ostateczną decyzję o tydzień, by jeszcze poczekać na inne ewentualności. Rozmawiałem ze słowacką Senicą, jednak minęło siedem dni i nie otrzymałem konkretnej propozycji. W kolejnych rozmowach z Roskilde podwyższyłem jeszcze poprzeczkę płacową i ustaliliśmy moje zarobki na poziomie okrągłych 40000 euro rocznie. Jest to dla mnie też awans sportowy, gdyż reputacja Hranitu wynosiła jedną gwiazdkę, a Roskilde - dwie. Tak więc awans o dwa poziomy. Niestety, Duńczycy to klub półprofesjonalny, w przeciwieństwie do moich białoruskich byłych pracodawców. Także stadion w Roskilde wygląda dość tradycyjnie w porównaniu do ładnego obiektu w Łunieńcu - pomimo, iż jest dwukrotnie większy (6000 miejsc, ale tylko 512 siedzących). Sporo do życzenia pozostawia również baza treningowa i obiekty młodzieżowe. W Roskilde raczej nie zakotwiczę na długo, a potraktuję ten klub jako trampolinę do dalszego awansu. Nie wiem jeszcze, co z moją kolejną licencją trenerską, gdyż za kilka dni powinienem otrzymać Krajową A, a w przypadku zmiany klubu w trakcie kursu może być różnie. Druga liga duńska jest obecnie po 19 kolejkach, a Roskilde zajmuje dziewiąte miejsce na dwanaście ekip. Mam zająć miejsce w środku tabeli i tak to właśnie widzę. Strata do trzeciego, barażowego miejsca, jest zbyt duża, a przewaga nad strefą spadkową wynosi sześć punktów. W kadrze mam pięciu byłych reprezentantów młodzieżowych - czterech Duńczyków i jednego Islandczyka. Najlepszym strzelcem jest Emil Nielsen - wychowanek drużyny. Obecnie trwa przerwa zimowa, a najbliższy mecz ligowy rozegramy za 78 dni. Jest czas na przetasowanie składu, wypracowanie koncepcji i dopasowanie zawodników do niej. No cóż - misja Roskilde rozpoczęta! Tymczasem czas usiąść do wigilijnego stołu...
  5. 2 punkty
  6. 2 punkty
  7. 2 punkty
    III Mistrzostwa Polski Wirtualnych Menedżerów
  8. 2 punkty
    Okrutny. Tak zaczęto nazywać Tulkaiona. Nie bez powodu. Nie wiadomo do końca, co spowodowało jego życiowy zwrot. Najbardziej prawdopodobne jest jego zadręczanie się brakiem syna: jego małżonka, hrabianka Hainault Valence dała mu jedynie trzy córki: Plaisance, Julienne i Joannę. Następcą tronu był więc jego mało lubiany młodszy brat Wratysław (poprzez małżeństwo wódz Letgalów), a po jego przedwczesnej śmierci: jeszcze mniej lubiany brat najmłodszy, Adalbert Święty (wódz Inflant, również poprzez małżeństwo). Być może to właśnie spowodowało jego zgorzknienie i osunięcie się w cynizm i psychopatię. Rozwój tych niebezpiecznych stron charakteru cesarza skatalizowali jeszcze sataniści, którzy nagle pojawili się u jego boku. Rolę mentora w mrocznym bractwie wziął na siebie książę Brandenburgii Sobiesław III Wesoły z robiącej wtedy szybką karierę czeskiej rodziny Baworów. Sobiesław stał się złym duchem Tulkaiona, jego nieodłącznym towarzyszem w coraz straszliwszych rajdach cesarza po nocnych ulicach Pragi, kończących się mordami i orgiastycznym seksem. Nowa małżonka (Benedetta z odległego Maghrebu) nie przyniosła wycofania się Tulkaiona Okrutnego z tego ciągu zbrodni, nawet po tym, gdy urodziła mu wreszcie upragnionego następcę tronu, Ademara. Co ciekawe, nie przeszkodziło to władcy w odnoszeniu sukcesów na arenie międzynarodowej. W 1059 roku Tulkaion poprowadził swych rycerzy na zwycięską wojnę z Danią, zakończoną rok później aneksją ziemi sieradzkiej. Trzy lata później w podobnie krótkiej wojnie cesarstwo upokorzyło Litwę, odbierając jej Rugię (która od stuleci już stanowiła prawdziwy cierń w ciele Trzech Królestw).
  9. 1 punkt
  10. 1 punkt
  11. 1 punkt
  12. 1 punkt
    W tej kategorii to może lepiej po prostu nominować wszystkich z automatu? No ale jak trzeba pojedynczo to krzysfiol.
  13. 1 punkt
  14. 1 punkt
  15. 1 punkt
    Dzięki, zupełnie zapomniałem założyć taki temat już jest Tak, nominujesz wtedy tegoroczny sezon serialu.
  16. 1 punkt
    Trochę mała ta Wielka Lechia
  17. 1 punkt
  18. 1 punkt
  19. 1 punkt
    Ale tak o bez remisów? Eeeee... Oddajcie nam prawdziwego lecha Co do wyników to jest nieźle, wygrana z Amicą, która powinna was zniszczyć. Co do Manciniego skwituję to jednym słowem: "Lol"
  20. 1 punkt
    Powstaje Mayans MC czyli spinoff Sons of Anarchy. Podobno bedzie dostepny w tym roku. Cytujac klasyka - Uwaga, bo poniżej spory spoiler z Gry o Tron
  21. 1 punkt
    Jakby przechodził do United, to byłaby okazja stulecia. Ale że idzie do Chelsea, to jest rozczarowaniem za wielkie piniondze...
  22. 1 punkt
    Korona śniegu i krwi Elżbiety Cherezińskiej. To nie jest uczciwa opinia, bo na razie przeczytałem tylko 200 stron. Aż 200 stron. Przedzieram się przez te strony niczym Brytyjczycy przez pozycje Boszów nad Sommą. Albo gorzej, bo nie wiem jeszcze, kiedy skończę. Bo skończę, zazwyczaj jestem uparty. A upór będzie mi potrzebny. Zacznę od plusów. Cherezińska idealnie wybrała temat (a właściwie: wybrał jej go wydawca, co sama lojalnie przyznaje). Końcówka rozbicia dzielnicowego to czas który aż się prosi o fabularne narracje. To jeden z tych momentów historii, gdy fabuła powinna pisać się sama. Zdrada, skrytobójstwa, okrucieństwo, szlachetność i świętość, to wszystko tam się mieszało. I Cherezińska z tego korzysta, jadąc wielowątkowym ściegiem. I pisze o tym poprawnym, momentami (krótkimi) bardzo dobrym językiem. Jeżeli ktoś czyta książki wyłącznie dla linii narracyjnej, ciekawy co stanie się na następnej stronie, to być może nie będzie zawiedziony jak ja. A ja jestem zawiedziony. Bardzo. Choć drobne ostrzeżenia już miałem. Po pierwsze, gdy czytam Cherezińską, to mam wrażenie iż mam przed sobą jakąś modernistyczną wersję średniowiecznych res gestae, panegirycznych opowieści o czynach wybitnego władcy. Tu jest bardzo mało miejsca na światłocień. Wiadomo, że Przemysł II to może i drobny hultaj, ale szlachetny hultaj, a jego wrogowie to półdemony. Właściwie powinienem rzec: wrogowie Polski, bo tu optyka jest jasno zarysowana i polonocentryczna. A o Brandenburgii to już w ogóle czytam w drobnym czasoprzestrzennym załamaniu, bo jako żywo, to mogło zostać napisane za późnego Gomułki. Ale to jeszcze mógłbym znieść, gdyby nie niszczyło to fajnych potencjałów fabularnych. To zresztą nic: małżonka słuchała równolegle audiobooka "Hardej" i tam to dopiero mi się włosy zjeżyły gdy usłyszałem, jak uwielbiająca Chrobrego autorka wybieliła go zarówno ze sprawy z Bezprymem jak i z gwałtu na kijowskiej księżniczce. Są jednak w tej książce i gorsze rzeczy. Na przykład ta fantastyka. Znacie mnie, moje zafiksowanie na punkcie fantasy. Ja UWIELBIAM fantasy w każdym wydaniu. Uwielbiam. Jego historyczną odmianę również. Całkiem miło robił to Sapkowski w husytach, a już w ogóle Cornwell w cyklu arturiańskim to było mistrzostwo świata. Tu jednak... Tu jednak jest na razie dramatycznie. Te wszystkie ożywające zwierzęta herbowe... Do czego służy ten element?? Po co został wprowadzony?!? Jaką obronę tego można wymyślić przed spadającą brzytwą Ockhama? Co innego te szaleństwa związane ze świętą Kingą: te jej fiołki czy lewitowanie mogę jeszcze dopasować do średniowiecznego paradygmatu, choć jej rozmowy z Bolesławem V... OMG. Generalnie, cały ten fantastyczny sztafarz powinien być przeprojektowany, jeśli w ogóle powinien tam być. Na razie nie mam zdania co do wątku Starszej Krwi, bo po prostu za mało go jeszcze widziałem. Ale to wszystko nic. Nic. Najgorsza jest konstrukcja tej powieści. Ja naprawdę lubię powieść wielowątkową, ale tutaj jest ona prowadzona zwyczajnie źle. Uczestniczę w jakimś szalonym kalejdoskopie, w którym wątki pojawiają się i nagle znikają WE WZMIANCE poczynionej W INNYM WĄTKU. Jeśli dodać do tego fakt, że większość postaci jest doskonale płaskich i jednowymiarowych, naszkicowanych pobieżnie i bez przekonania, to wychodzi nam jazda w której wzruszamy ramionami na kolejne zgony, zmiany sytuacji czy odkrywane tajemnice. Autorka w tej książce kompletnie nie potrafi zrobić z tego wszystkiego atutu. Męczę się. Bardzo się męczę. Na razie 3/10.
  23. 1 punkt
    Na prośbę lada zamieszczam w tym poście dotychczasowe podsumowanie moich przygód z Sienkiewiczem. Sam pomysł przeczytania jego powieści wyszedł z lipcowej dyskusji w Maryni na jego temat, po której postanowiłem odświeżyć sobie Krzyżaków, po tym poszła już reszta ;). Część jego powieści czytałem już wcześniej i tylko je odświeżałem, część była nową lekturą. Moje wrażenia (niektóre szczątkowe, inne dłuższe) z poszczególnych pozycji wyglądały tak: Krzyżacy – po 20 latach przerwy odświeżyłem sobie Krzyżaków. Jednak to słabszy Sienkiewicz. Dużo rzeczy przez ten czas zdążyłem zapomnieć. I byłem przekonany, że w samej książce znacznie więcej się dzieje. Niestety całość psuje tragicznie napisana postać Zbyszka i ogólna konstrukcja powieści (jednotorowe prowadzenie historii, i ten słaby przeskok czasowy na końcu, aby tylko opisać Grunwald) Ogniem i mieczem – Na Ogniem i mieczem zeszło mi jakieś 10-12 dni. Zdecydowanie inna liga niż Krzyżacy, ba... można by nawet odnieść wrażenie, że pisał to inny autor. Inne podejście do tematu, większa szczegółowość, większe skupienie się na swoich bohaterach (poza Skrzetuskim, który jest tak nijaki, że równie dobrze mogłoby go nie być :roll:). Chociaż muszę przyznać, że czyta się dosyć ciężko, ale to głównie przez nagromadzenie rusycyzmów i ukrainizmów. Potop – Jestem w szoku, bo całe 3 tomy przejechałem w 7 dni :-k. Zadziwiające, jak to się dobrze czyta. Znacznie lepsze wrażenia w trakcie czytania niż w przypadku pierwszej części trylogii (choć schemat ten sam, ale w Ogniem i mieczem było za mało Bohuna, którym alter-ego jest Kmicic). Tempo akcji, kreacje bohaterów, dowcip, skoki czasowe. No... możliwe, że szczytowe osiągnięcie Sienkiewicza. I chyba nie zgodzę się do końca z krytyką języka Sienkiewicza. On naprawdę miał dobre pióro (patrz Potop), a że przytrafili mu się Krzyżacy, no cóż... każdemu może się zdarzyć Pan Wołodyjowski – Muszę się przyznać, że pretekstem do wzięcia się za trylogię była właśnie ta książka bo... Pana Wołodyjowskiego nigdy nie czytałem :). Z tego względu lektura była dość zaskakująca (serialu/filmu też nie oglądałem) i ciekawa. Ale z całej trylogii chyba najsłabsza część. Za długi początek z miłosnymi zalotami, później już wszystko ruszyło z kopyta. Fajny sztafaż, bardzo ciekawie opisane oblężenia Kamieńca (przyznam, że było ciekawsze niż Zbaraż w Ogniem i Mieczem czy Częstochowa w Potopie) miła odmiana w postaci opisów wojsk tureckich, przepiękna scena/dialog między Michałem a Basią w oblężonym mieście i wzruszająca scena na końcu książki (nie spoileruję :P). Minusy? Oprócz wspomnianego już początku zbyt po macoszemu potraktowane postacie Nowowiejskiego i Azji Tuhajbejowicza. Aż się prosiło je rozwinąć bardziej, bo zarysy miały bardzo interseujące. Na polu chwały – Opisy wyglądały zachęcająco, książka która miała stanowić pierwszą część kolejnej trylogii, osadzona w czasach odsieczy wiedeńskiej Sobieskiego. Już oczami wyobraźni widziałem Sienkiewiczowskie opisy spod Wiednia, ale trochę się rozminąłem z oczekiwaniami ;). Początek książki jest bardzo obiecujący, ale z czasem wszystko się rozjeżdża. Główny - początkowo - bohater, Jacek Taczewski, jest kolejną bardzo ciekawą postacią w twórczości Sienkiewicza. Niestety szybko znika z planu a książka zmienia trochę swój "ciężar". Na początku wydaje się, że będziemy mieli do czynienia z kolejną powieścią awanturniczą, a ostatecznie dostajemy obrazek zachowania i obyczajów polskiej szlachyt spod Radomia w XVII wieku na tle rządów Jana III Sobieskiego. Trochę to wygląda, jakby w trakcie pisania Sienkiewicz zarzucił pomysł nowej trylogii i skupił się na poruszeniu innych tematów. Książka nie jest zła, jest krótka (250-300 stron), czyta się dobrze, ale czuć tu wielki i niewykorzystany potencjał. Szkoda. Quo Vadis – Pełne zaskoczenie! Podobało mi się jeszcze bardziej niż jak czytałem ją w czasie studiów. Ba, jestem zachwycony tą powieścią! Jestem nawet skłonny stwierdzić, że to najlepsza powieść Sienkiewicza (chyba jednak wyprzedza Potop). Fenomenalnie odmalowany starożytny Rzym, opisy i ich szczegółowość fascynują i wprawiają w ruch wyobraźnię. Quo Vadis chyba ma najlepiej dopracowanych bohaterów w twórczości pisarza - Fenomenalni Petroniusz i Chilo, świetny Neron, nawet Winicjusz mnie tak nie wkurzał jak poprzednio, urokliwy Ursus, świetna kreacja św. Piotra i św. Pawła. Znakomite i niezwykle plastyczne opisy igrzysk z chrześcijanami w roli głównej (najlepszy fragment książki, dalej robi ogromne wrażenie). Naprawdę jest mi ciężko wskazać słabsze fragmenty :-k. Kiedyś narzekałem na opisy relacji Winicjusza z Ligią - teraz mi to kompletnie nie przeszkadzało. Bardzo ładnie opisana "ideologia" chrześcijańska. Kurcze, można tu wymieniać i wymieniać. Na tę chwilę zajmuje pierwsze miejsce w moim rankingu powieści Sienkiewicza :). Btw. Zastanawiam się, jakie podejście do tej książki mają nacjonalistyczne prawaki. W sumie jej obraz religii chrześcijańskiej, która nie używa przemocy i nie podnosi ręki na wyznawców innych religii, którzy gnębią chrześcijan, ale im przebacza, trochę jest nie po drodze z obecnymi czasami Na marne - debiut Sienkiewicza, co widać niemal w każdym momencie. Jak sam początek jeszcze jest ciekawy i może intrygować (światek studentów), tak potem wszystko zaczyna się rozłazić, książka przechodzi w miłosną dramę (swoją drogą bardzo naciąganą, bo zachowania kilku postaci są naprawdę absurdalne) przetykaną przedstawianiem różnych poglądów. Mieszanka stylów i konceptów, wydaje się, że autor sam do końca jeszcze nie wiedział, co chciał tu zawrzeć. Bawią też trochę naiwne eksperymenty narratorskie (przełamywanie czwartej ściany, dygresje itp., typowe przewinienia nieopierzonego pisarza). Najsłabsza ksiażka w dorobku, gorzej niż Krzyżacy ;). Wiry - Nie miałem zielonego pojęcia o tej powieści, a po jej lekturze byłem zadowolony. Przede wszystkim jest to powieść antysocjalistyczna, w której Sienkiewicz podejmuje się krytyki rodzącego się ruchu socjalistycznego. Muszę przyznać, że zaskoczył mnie bardzo, bo jego sądy i przewidywania co do tego, w którą stronę ten ruch pójdzie i jaki będzie w skutkach zarówno dla jednostki ludzkiej jak i całego społeczeństwa były niezwykle celne, wręcz wieszczące, a powieść przecież została wydana w 1910 roku... Generalnie jest to opis wydarzeń z życia właściciela ziemskiego - Krzyckiego - jego podbojów (podboju?) miłosnych, a w całość wplecione są wydarzenia związane z rodzącą się rewolucją socjalistyczną. Niedosyt może pozostawiać trochę zakończenie, ale jako całość to interesująca książka. Jak najbardziej można przysiąść do lektury. Legiony - niedokończona, ostatnia powieść, miała też być przyczynkiem do kolejnej trylogii. Składa się z kilku (bodaj 9) rozdziałów (~200/250 stron). Ciężko tu coś dużo napisać. Sienkiewicz chciał wziąć na warsztat formację i losy legionów Dąbrowskiego. Dużo historycznych postaci, ciekawa postać Bogusławskiego, ale niestety to wszystko jest ledwie szkicem. Kto wie, gdy czas by pozwolił, jaki byłby efekt końcowy. Rodzina Połanieckich - I tutaj dochodzę do największego zaskoczenia. Podchodziłem z dość dużym uprzedzeniem, bo się bałem, na co tutaj trafię, a dałem się bardzo mocno wciągnąć. Przede wszystkim zwodniczy jest tytuł - spodziewałem się jakiejś sagi rodzinnej, a tu nic takiego nie ma miejsca. Świetnie napisany obrazek polskiego mieszczaństwa i wyższych sfer z końca XIX wieku. Powieść obyczajowa pełną gębą, dużo intryg miłosnych (ale nie irytujących), ciekawe studium na temat miłości i czym są uczucia wobec innych osób, jak są postrzegane z różnych perspektyw, i jak ulegają zmianie wraz z upływem czasu. Świetnie wykreowane, wyraziste postacie, które zapadają w pamięć. Niby 3 tomy, ale przeczytałem je błyskawicznie (w niecały tydzień). Niektóre poruszone kwestie relacji międzyludzkich wydają się być jak najbardziej nadal aktualne (co w sumie jest smutne ;)). Czytając tę powieść miałem dziwne skojarzenia, że czytam dalszego kuzyna Lalki. Mimo wszystko mi się podobało i w końcowym zestawieniu wyląduje wysoko (Ok, kolejny raz mógłbym się przyczepić do zakończenia, bo pozostawia trochę niedosyt. W sensie oczekiwałem mocnego uderzenia, a dostałem łagodne wyciszenie, w którym -- to akurat mi się podoba - nie wszystkie wątki do końca zostały wyjaśnione). Zostały mi jeszcze Bez Dogmatu i W Pustyni i w puszczy. Początkowo miałem teraz się wziąć za tę pierwszą pozycję, ale postanowiłem do listy dorzucić jeszcze dwie książki, które przeczytam w pierwszej kolejności - Listy z podróży do Ameryki i Listy z Afryki – czyli do powieści dorzucę reportaże. Nowel raczej nie będę czytał, znaczną większość (jeśli nie wszystkie) przeczytałem w przeszłości :). Na sam koniec postaram się być może jakoś uszeregować książki Sienkiewicza od tej, która podobała mi się najbardziej zaczynając.
  24. 0 punktów
    Ale przecież w Szwecji gra się od kwietnia do listopada. Więc technicznie to nie był ten sam sezon.
  25. -1 punktów
×