Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 29.11.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. 6 punktów
    Zgadzam się, że to idealne podsumowanie.
  2. 3 punkty
    a teraz? Dokładnie o to chodziło Zrobione
  3. 3 punkty
    Młodszy, Gianluigi, rocznik '99, to wunderkid (o ile twórca bazy znów jej nie schrzanił, co się po wielokroć już zdarzało), który już w chwili obecnej broni w pierwszym składzie. Starszy, Antonio, rocznik '90, to były podstawowy bramkarz naprawdę obiecującej primavery (która parę lat temu zdobyła puchar Włoch), lecz po wejściu do dorosłej piłki gdzieś się zagubił, wylądował wpierw w Genoi na trybunach, a finalnie w Grecji w jakimś cienkim klubie. Ściągnięcie go do zespołu jako trzeciego bramkarza było jednym z warunków przedłużenia przez Gigio kontraktu - i bardzo by mi to pasowało (wychowanek, nie narzeka na trybuny), gdyby nie jego bardzo duża pensja (ponad 1 milion euro rocznie), podyktowana tylko i wyłącznie żądaniami brata, bo sam Antonio w Grecji zarabiał znacznie, znacznie mniej.
  4. 2 punkty
    To samo miałem w zeszłym sezonie jako nowicjusz chciałem wywalić kogoś innego, a wywaliłem JV Oj JV nie ma szczęścia
  5. 2 punkty
    Ja też jestem po e6 Belfra, i niestety, jak na początku nawet czekałem jak się rozwinie akcja, tak teraz czekam tylko na jej rozwiązanie. Mój problem z Belfrem jest taki, że podczas gdy warsztatowo jest całkiem dobrze, to cała sceneria (i fabuła zresztą też, o czym za chwilę) jest totalnie nierzeczywista. Ja wiem, że prestiżowa szkoła, ale dla mnie to wygląda jak Akademia Pana Kleksa bardziej. Cool kids grające ze szczerym zaangażowaniem w kółku teatralnym to dla mnie dwa różne światy, bardziej pasujące do romantycznego dramatu niż Polski dwudziestopierwszowiecznej (może takie miało być założenie scenarzysty, taka Balladyna przeniesiona na współczesne życie, nie wiem, jak tak, to ja tego nie kupiłem). W ogóle wszystko wygląda jak prosto ze sceny dramatu, Wrocław jest pusty, praktycznie nie ma ludzi, przestrzenie ogromne - zwróćcie uwagę np na mieszkanie w którym mieszka Zawadzki, przecież ono ma ze 3-3,5m wysokości! Nie mówiąc o szkole, która jest wielka i pusta, (szczególnie gabinet dyrektorki) i przypomina komisariat z Blade Runnera (pewnie też przez ciemne, niedoświetlone pomieszczenia i promienie światła z okien). Ogólnie mówiąc, tak jak sezon pierwszy przedstawiał rzeczywisty, z krwi i kości świat małego miasteczka i naprawdę można było w to uwierzyć, tak sezon drugi dla mnie jest jakimś dziwnym teatralnym tworem pod tym względem Dwa - teraz o fabule, to w spoilerach: Pewnie jeszcze kilka błędów bym znalazł, ale na gorąco nie przychodzą mi do głowy, wątków niedokończonych też nie oceniam, bo może teraz się wydają głupie, ale będzie na nie jakieś rozsądne rozwiązanie (np tatuaż na plecach Magdy?). Podsumowując, gdyby nie było sezonu pierwszego, to ten serial przeszedłby bez większego echa IMO.
  6. 1 punkt
    @me_whoNo jakby nie patrzeć w coraz większej ilości państw mówi sie o dochodzie podstawowym, więc to nie tylko PiS. W wielu krajach tłumaczy sie to robotyzacją (coraz mniej osób potrzebnych do pracy), ale jednocześnie w wielu krajach rąk do pracy brakuje, więc to taka zabawna sprzeczność dla uzasadnienia socjalizmu. Natomiast co do licytacji to nie wierzę w skuteczność tej metody, bo jest jedna wielka różnica. Wszystkie partie, ktore rządziły obiecywały przerozne rzeczy, ale PiS obiecal i dal. Myślę, że nawet jak PO by obiecała 1000, to ludzie zwyczajnie nie uwierzą i beda woleli pewne 500 od PiS, niz hipotetyczny 1000 od kogos innego. Dopóki kasa na 500+ się nie skończy to ten argument będzie trudny do przebicia, a ponieważ PiS o tym doskonale wie, to to będzie program ostatni na liście do cięcia wydatków. Moim zdaniem większe szanse powodzenia ma uderzenie w grupy pominięte przez 500+. Tzn. Osoby bezdzietne, emeryci, renciści i osoby z jednym dzieckiem.
  7. 1 punkt
    No bo właśnie pierwszy sezon Belfra postawił poprzeczkę bardzo wysoko, nie wiem, czy to nie najlepszy (mini)serial, który widziałem od dawna, nie tylko polski Dawał nadzieję na solidną odpowiedź na kryminały skandynawskie, brytyjskie, czy francuskie, nie kalkę, tylko naszą rodzimą wersję, z którą można by się utożsamiać, bo ludzie byliby tymi, których na co dzień widzimy na ulicach, a nie naszymi odpowiednikami amerykańskich gangsterów. Tymczasem zamiast swojskich, acz niepokornych uczniów z Dobrowic mamy zblazowanych nastolatków wystawiających Balladynę, zamiast bandziora w białych rękawiczkach - Molendy, i bardziej swojskiego - Kumińskiego mamy tajną organizację handlującą bronią w typie południowej Francji i jakichś preppersów, którzy chyba chcą wywołać katastrofę we Wrocławiu, wreszcie zamiast swojskiej skorumpowanej małomiasteczkowej policji mamy jakieś korpo, a zamiast pijaka-dziennikarza z przeszłością mamy nauczyciela biologii(!) prowadzącego kółko teatralne (no ale pewnie też z tajemnicą) Ja rozumiem, że twórcy nie chcieli iść na łatwiznę i zrobić tego samego w innej scenerii, dlatego mamy zmianę z kto zabił, na o co właściwie chodzi Ale mam dziwne wrażenie, że po pierwsze przekombinowali, dlatego mi - i pewnie innym też - zmiana tego klimatu nie odpowiada (jak w moim poście wyżej), bo stracił całą autentyczność. Ciężar też tej opowieści w moim odczuciu przesunięto z intrygi kryminalnej na samego Zawadzkiego, co też mu nie służy. Zapewne scenariusz nie jest na kolanie pisany i jak już się wszystko zakończy, to wszystkie zagadki zostaną wytłumaczone i się okaże, że wskazówki były podawane przez wszystkie odcinki, tylko że co innego wiedzieć o co chodzi i dostawać dyskretne wskazówki niż dostawać wskazówki, a później dowiadywać o co właściwie chodzi... (imiona i nazwiska tym razem sprawdziłem )
  8. 1 punkt
    Kurde zastanawiam się czemu tak wieszacie psy na Belfrze i Watasze. Jedne z lepszych polskich seriali ostatnich lat. Już was tak te Netflixowe, czy inne produkcje zagraniczne rozpieściły, że wszystko to gówno od razu?
  9. 1 punkt
    Jak chcę wywalić Chalmersa wyskakuje: Player is in a pending transaction. (Error #170) Masz go w jakimś waiver claimie, albo w wymianie. Usuń tą zmianę i wtedy będę mógł przywrócić JV.
  10. 1 punkt
    Chyba Chalmersa Chyba @kolek jako komisz może wywalić Chalmersa i przywrócić Ci JV
  11. 1 punkt
    @Brachu A kogo chciałes wywalić zamiast niego?
  12. 1 punkt
    @kolek23 Przez pomyłkę wywaliłem Valanciusa, czy można to odkręcić?
  13. 1 punkt
    Losowe, na pierwszym poziomie są 3 typy bossów (chyba że był jakiś update i coś dodali, nie wiem, jakis czas nie grałem)
  14. 1 punkt
    Po pokonaniu bossa idziesz do komnaty z windą, która zawozi cię do następnego lochu. Obok windy będzie przycisk-glowa, który pozwoli ci zapisać w tym miejscu grę i ja potem wznowić. Oczywiście jak zginiesz, zaczynasz od początku. Z bossów wyskakują hajsy do sklepow, które znajdują się w strefie wejścia do głównego lochu (strefa początkowa gry, większość z nich trzeba odblokować wraz z postępami w grze) Btw. Ptak z gatlingiem to najgorszy boss pierwszego poziomu (szczególnie w komnacie z wodą) :). Btw za zabicie bossa bez straty zdrowia dostajesz specjalny nabój, który da ci serduszko więcej.
  15. 1 punkt
    W razie gdyby ktoś się zastanawiał gdzie zacząć grę ^^
  16. 1 punkt
    Zapomniałem o relacji z półfinałów, a nikt jeszcze nie robi awantury? Pierwszy półfinał bez historii - Australia spacerkiem przechodzi Fidżi, 54-6 (10 przyłożeń do 1), w tym znów Valentine Holmes bije rekordy, zdobywając w jednym meczu 6 przyłożeń. Za to drugi? Szkoda Tonga, bo ostatecznie przegrali z Anglią, ale po prawdzie to zasłużyli... i nie zasłużyli. Po pierwsze, na trybunach 30 tys ludzi, w zdecydowanej większości na czerwono (na Tonga mieszka 100 tys ludzi, ale w Australii i NZL drugie tyle przyznaje się do pochodzenia), klimat niesamowity, Tongańczycy widać, że zmotywowani, na hymnie lecą łzy, na trybunach król, w końcu historia tego małego kraju już dzieje się na oczach wszystkich, a jest realna szansa na finał. Z drugiej strony Anglicy, którzy zawsze byli w trójce najlepszych na świecie, ale w finale nie grali od 1995 roku i mają coś do udowodnienia. Mecz zaczął się intensywnie z obu stron, ale to Anglicy punktowali - do przerwy dwa przyłożenia: McGilvary'ego, jego siódme w tym turnieju i Widdopa, znanego lokalnej publiczności doskonale, bo w Australii wychowanego i tu od zawsze grającego. W drugiej połowie widać było zmęczenie Tongańczyków, a pewnie i psychicznie też siadali - podania zaczęły być niedokładne, pojawiały się nieporozumienia w akcjach, gubienie piłek. W końcu Widdop dołożył dwa punkty z penalty kicka (jak się później okazało bardzo cenne), potem Bateman zdobył przyłożenie na 12 minut przed końcem (choć moim zdaniem Fifita przytrzymał piłkę na rękach, zdaniem sędziów nie) i wydawało się, że tak się mecz zakończy, kiedy kilka zrywów i broken tackle'ów Taumalolo poderwało rodaków i spowodowało, że w przeciągu czterech(!) minut Tongańczycy zdobyli trzy przyłożenia! Na trzy minuty przed końcem wynik był na włosku, bo Anglicy prowadzili 20-18 i starali się jedynie powstrzymywać ataki przeciwników, jednocześnie starając się nie popełnić żadnego przewinienia, bo to równałoby się kopowi na bramkę, a Taukeiaho był tego dnia bezbłędny. Wreszcie praktycznie wraz z końcową syreną Fifita ruszył rozpaczliwie w kierunku linii punktowej, minął Whiteheada, który wytrącił mu piłkę z rąk starając się powalić go na ziemię, ale Fifita zgarnął ją ponownie i wpadł w pole punktowe. Sędzia zagwizdał loose carry (knock on), czyli błąd Tongańczyka, brak punktów i koniec meczu, choć w league celowe wytrącenie piłki bez intencji tackla to przewinienie. Choć sytuacja była wyjątkowo kontrowersyjna (wynik, stawka, czas) sędzia nie chciał powtórki, Tongańczycy przez chwilę się cieszyli z przyłożenia, potem protestowali, w końcu opadli zrozpaczeni na murawę. Anglia z przebiegu gry awansowała zasłużenie, przez 70 minut kontrolowała grę, ale za te ostatnie 10 minut porywających emocji Tongańczycy zasłużyli chociaż na analizę wideo. Co prawda szef sędziów w analizie po meczu poparł decyzję arbitra, i chyba ma rację, to Tongańczykom należał się uczciwy proces I jeszcze piękny obrazek - dosłownie chwilę po końcowym gwizdku Tom Burgess pociesza Konrada Hurrella
  17. 1 punkt
    Ja bym powiedział, że najwyżej mamy żyć w świecie gdzie jest więcej szarości niż byś sugerował, z większym zrozumieniem ludzi z różnych środowisk. Sugerowanie, że większość wspomnianej grupy społecznej się sprzedała jest właśnie takim czarno białym zagraniem. Nie mówiąc o tym, że i powody ów sprzedaży mogą być stosunkowo sensowne.
  18. 1 punkt
    No akurat 100 podejść do czegoś to nie jest moja definicja rozrywki
  19. 1 punkt
    Dokładnie. Czemu nie możemy uczyć jak integrować się pomimo różnic? Żyjemy w coraz bardziej zindywidualizowanym społeczeństwie, mieszane są narodowości, religie, kolor skóry, orientacje i to jest piękne. Powinniśmy integrować najróżniejszych ludzi bo z tego są praktycznie same plusy, a w selekcjonowaniu ich na grupy praktycznie minusy. Ja wiem, że retoryka PiS nie pozwoli na coś takiego, a nie zgadzam się z argumentancją Maniaca.
  20. 1 punkt
    Dokładnie, mam te same obserwacje. I to nie jest tylko wina/zasługa PiS, że ludzie na nich głosują, po prostu przez osiem lat słyszeli, że Polska jako jedyna w Europie uniknęła kryzysu 2008, co roku mamy dodatni wskaźnik wzrostu PKB per capita, budują się nowe dworce, pociągi i autostrady, i ogólnie jest zielona wyspa, tymczasem oni widzieli inną Polskę, gdzie nikt nie dostrzegał ich i ich problemów, gdzie od lat pobierali tę samą niską rentę, czy emeryturę, albo kazano im czekać na emeryturę dłużej (za obniżenie wieku emerytalnego mają u mojej teściowej takiego plusa, że żadne racjonalne argumenty go nie przebiją), szef zmieniał co chwile samochody jak rękawiczki, a oni jeździli starym gruchotem itp. Poza tym nastawienie klasy średniej i tej określanej jako "młodzi, wykształceni z wielkich miast" nadal nie pomagają im w zmienieniu zdania, bo mówi się o nich per bydło, sprzedawczyki za 500+. Jak świat światem nikt tak traktowany dobrowolnie nie zmieni zdania na temat podjętej raz decyzji, ba nawet zadziała mechanizm przeciwny i będą się umacniać, że warto było wybrać tych, którzy pokazują że w przeciwieństwie do poprzedniej władzy na nich im zależy.
  21. 1 punkt
    Ale nie róbmy przedwcześnie dorosłych z dzieci. Mówimy tutaj o dzieciach w wieku 6-13 lat. Naprawdę sa zabawki lepiej dostosowane do tego wieku, niż szminki i pudry. Rozumiem czasem pozwolic na zabawe tym i pozwolic sie pomalowac np. Na spotkanie rodzinne, ale nie do szkoły na codzień.
  22. 1 punkt
    Jak Ci nie straszne bary mleczne i szukasz po prostu gdzie tanio i smacznie zjeść, to imo 'Bar Miś"
  23. -1 punktów
    Nie no, szanujmy się. Oglądałem Antonio regularnie, gdy grał w primaverze (to były czasy, gdy jeszcze miałem czas to śledzić, po imprezach mecze primavery o 12:30 były idealne na kaca) i zapowiadał się dobrze, ale nie TAK DOBRZE jak jego młodszy brat. Poszedł później do Piacenzy (lat miał już ze 21, nie tak młody) i zgasł. Później Gubbio i brak rewelacji. Wzięła go Genoa, ale wtedy Milan wymieniał się z nią piłkarzami w ilościach hurtowych, a następnie tam prawie w ogóle nie grał, choć przecież Genoa miała odwagę postawić na dwa lata młodszego Perina, który nigdy (przynajmniej moim zdaniem) nie zapowiadał się fenomenalnie, ot wyróżniający się wyrobnik w lidze (plus pech do urazów). Antonio wrócił na jeden sezon do serie b, ale znów zrobił taką furorę, że aż po sezonie na trybunach w Genoi wylądował w Grecji. Miałem dużo większe względem niego oczekiwania, bo w juniorach prezentował się bardzo dobrze, ale jego młodszy brat robił tam furorę mając lat 16, gdy Antonio był po prostu dobry mając lat 20. Dla porównania Plizzari (podawany we Włoszech jako next big thing po Donnarummie) ma 17 lat (rocznik '00) i gra w Ternanie, gdzie zbiera dobre recenzje, regularnie gra w U-19 i ostatnio nawet w U-20 Włoch. Antonio nigdy na taki poziom hype nie zasługiwał. Gdy taki Gigio ma być godnym następcą Buffona, Antonio zapowiadał się w najlepszym razie na nowego Abbiatiego.
  24. -1 punktów
    Nie można być tak protekcjonalnym względem tych postaci i czas chyba przyjąć do wiadomości, że w tej pięknej, robotniczo-chłopskiej Polsce są też, jakkolwiek coraz bardziej na marginesie, i takie inteligenckie placówki, w których faktycznie istnieją kółka teatralne, a uczniowie mają czas na poświęcanie się swoim pasjom, zamiast pomagania przy trzodzie, nie gorzej wykuwa to ich charaktery. Wbrew pozorom też nie są gorsi, a ich obecność w serialu nie jest mniej wiarygodna niż mieszkańcy małych miasteczek. Moja była całe trzy lata LO spędziła w kółku poetycko-teatralnym, które prężnie funkcjonowało w bodajże LO im. Batorego w Chorzowie, im lepszy poziom LO, tym większa szansa, że coś takiego powstanie. W prywatnym LO w jednym z największych polskich miast ogóle mnie takie coś już nie dziwi. Siłą rzeczy też ta zblazowana młodzież mając dostęp do większych pieniędzy i dużo bardziej znaczących osób częściej wikła się w lewe interesy, choć skala tychże interesów z sezonu 2 jest IMO największą jego bolączką. No ale choć rosyjski handlarz jest bardziej powszechny od przemytnika broni, to wikłanie się w interesy z nimi jest pewnie tak samo rzadkie w przypadku młodzieży ze wsi, jak i młodzieży miejskiej, więc można na to przymknąć oko, bo w końcu to serial o poloniście z zapędami detektywistycznymi, nie udawajmy, że znajduje w skali 1:1 przełożenie na rzeczywistość
  25. -1 punktów
    Usprawiedliwiona? Interwencja w sprawie jednego z najbardziej znaczących śląskich adwokatów sprzed ponad dekady też była rzekomo "usprawiedliwiona". Po paru latach okazało się, że wszystkie zarzuty były dęte, operacja była napędzana politycznie, areszt wydobywczy był pozbawiony sensu, a skarb państwa zapłaci(ł?) olbrzymie pieniądze z tytułu zadośćuczynienia.
×